Witaj Pogubiona1,
Bardzo mi przykro...
31,396 2024-08-27 16:01:54
31,397 2024-08-27 16:03:42
Witaj Pogubiona1,
Bardzo mi przykro....Wiem doskonale co czujesz.
Na tym etapie słowa nie pomogą.
Pamiętam doskonale ten okres.Właściwie to nie pamiętam....-przespałam go i wyparłam.
Mój mąż miał tylko 44 lata.
Minęło 16 miesięcy i wcale nie jest lepiej.
Miałam tak samo jak Ty...-taka Miłość jak z filmu.Wszędzie razem i robiliśmy wszystko razem.Był moją drugą połówką.
Owszem,czas trochę sprzyja ale ból nie mija.
Jeśli chcesz porozmawiać to napisz,możesz podać swojego maila jeśli chcesz bardziej prywatnie.
Ściskam Cię mocno Kochana.Odpoczywaj dużo.Płacz ile chcesz,to uspokaja.
Dużo siły dla Ciebie.
31,398 2024-09-02 10:56:50 Ostatnio edytowany przez Pogubiona1 (2024-09-02 11:01:17)
MA08...napisałam do ciebie maila na forum.
31,399 2024-09-03 20:33:55
Strasznie mi ciężko. Widzę że forum umarło a ja czuj się tak samotna w swojej żałobie. Nie potrafię już żyć . Umarła część mnie i już nigdy nie wróci. Tęsknię za naszym życiem, za moim ukochanym mężem i przyjacielem. Za jego głosem i kochanymi dłońmi które zawsze kochałam trzymać w swoich. Tęsknię za jego każda częścią ciała i wszystkimi wadami i zaletami. Tęsknię za jego obecnością. Tak bardzo chciałabym już odejść z tego świata lecz nie mam odwagi sobie go odebrać. Nie wiem co robić dokąd iść ..płacze i wyje lecz to nie przynosi niczego dobrego. Muszę zrozumiem że on nie wróci. Że już nigdy go nie dotkne. Lecz wypieram to. Jakby to coś miało zmienić....czasem mam wrażenie że moje życie było tylko pięknym snem że miałam wszystko a teraz się obudziłam i nic już nie mam. Wszystko co materialne posiadam wydaje się niczym. Nie smakuje mi juz nawet kawa która razem uwielbialiśmy pić nad ranem nic już nie ma smaku życie straciło kolory i barwy. Z ogromnym smutkiem patrzę na pary z dziećmi szczęśliwe, młode pełne życia wszystko przed nimi...a ja choć mam 32 lata...nie mam dzieci ...straciłam męża...nie mam rodziny, straciłam nadzieję na lepsze jutro. Czuje że wegetuje że przeżywam dzień mechanicznie ..kiedyś kochałam życie . Teraz moim domem jest grób mojego męża bo mój dom był przy nim. Mogłabym mieszkać pod mostem byle z nim....tak go kocham dziewczyny...tak bardzo kocham że to aż boli. Mój ideał mężczyzny, ideal człowieka mój największy skarb. Kochanie moje jeśli to czytasz na tamtym świecie wiedz że ja czekam aż po mnie przyjdziesz i mnie zabierzesz ze sobą. Kocham cię.
31,400 2024-09-05 21:56:51
Moj kochany mąż, moją druga połowa mój najlepszy przyjaciel mój ideał mężczyzny odszedł trzy tygodnie temu. Jest wieczór czas naszych rozmów żarcików pieszczot. Naszych chwil tylko we dwoje ..samo wspomnienie boli tak bardzo że chce krzyczeć ale to nie wróci mi Ciebie kochanie. Wszystko co robię bez ciebie boli. Tak bym chciała byś mnie przytulił i powiedział że będzie dobrze. Kiedy byłeś chory i znikales na moich oczach wierzyłam w twoje słowa że z tego wyjdziesz. Ale się nie udało. Ten cholerny rak mi ciebie odebrał. Do końca przy tobie byłam i nie mogłam dalej z tobą iść...ale Bóg mi świadkiem chciałam chciałam iść za tobą . Gdy dotykałam twoje zimne rączki które tak do tej pory dawały mi ciepło myślałam że pęknie mi serce. Chciałam autentycznie umrzeć. Gdy szłam za twoją trumna chciałam zniknąć. Kochanie gdzie jesteś ? Kochana myszko moja ..mój świat się skończył kiedy odszedłeś. Czy mi się przyśnisz ? Czy jest ci tak dobrze z aniołami że nie możesz do mnie zajrzeć w snach ? Kochanie moje jesteś mi jak powietrze ...trzy tygodnie bez powietrza ty wiesz co to jest ? Kochanie ciągle powtarzam to i nic a nic odpowiedzi ...tylko cisza i pustka. My co zawsze razem , wszędzie gdzie ty tam ja...a teraz co ? Mam trwać sama na tym świecie ?
31,401 2024-09-06 23:28:25
Wysłałam Ci maila Pogubiona1
31,402 2024-09-06 23:36:11
Wysłałam Ci maila Pogubiona1
O! Bogu niech będą dzięki. Pogubiona czekała na twój odzew Ma08, dobrze że napisałaś. Trzymajcie się!!
31,403 2024-09-11 12:50:12
Witam Was Wszystkie! dawno nie odzywałam się,nawet myślałam,że nikt już na Nasze Forum nie zagląda. Jednak odezwała się: Maadlen,Anna Lee,Maria 2021 i zawitała Pogubiona. U mnie 24 sierpnia minął 4 rok żałoby - i dokładnie spełniła się prognoza mojego psychologa: 3- 4 lata będzie trwało moje dochodzenie do świata żywych. Nic - ale to nic mniej....niestety. Czy zmieniło się dużo w moim życiu przez ten czas? Tak - bardzo dotkliwie i dobitnie odczułam i nadal czuję ŻAL,TĘSKNOTĘ i GORYCZ ZAWODU - że już do mojego ostatniego dnia będę przepełniona brakiem miłości i obecności najważniejszego dla mnie człowieka - jaki kiedykolwiek istniał. Zrozumiałam,ale nigdy nie zaakceptowałam stan swojego całkowicie samotnego życia. To,że ma się obok siebie bliskich - to niewątpliwie bonus od życia - to wartość dodana,jednak nie wszyscy mają niestety to szczęście. Moje dzieci są daleko i bardzo daleko,a mój wiek już nie zachęca do dalekich podróży. Widzimy się niezbyt często a przez to codzienna samotność dodatkowo dołuje.
To,że mieszkam daleko od moich przyjaciół i znajomych sprawia,że większość kontaktów międzyludzkich polega na spotkaniach w pracy: przed i po.
Sama dokonałam wyboru samotnego zamieszkania w domu,który miał być NASZYM wymarzonym domkiem na emeryturze - Naszym rodzinnym gniazdem,gdzie każdy ma swój pokój - w tym dzieci,aby przyjeżdżając do nas nie musieli niczego ze sobą przywozić. Dom jest zdecydowanie za duży jak dla mnie i mojej psiej przyjaciółki- ale tu czuję się w miarę dobrze i już od jakiegoś czasu nie boli pustka i cisza. Już jak wracam - to w myślach cieszę się,że wracam do ,,siebie,, i robię plany co i kiedy powinnam zrobić w domu czy w ogrodzie.Jeszcze nie tak dawno odwlekałam tak długo jak mogłam powrót do pustego domu.To niewątpliwie zmiana na plus. Wiem,że porady innych, typu: trzeba czasu,tylko czas pomoże są bardzo irytujące i nie pomagają- ale to naprawdę jedyna recepta obok bliskości dobrych,empatycznych dla nas osób.
Ja miałam kontakt z Fundacją: ,,Nagle Sami..,,,jeździłam na tzw: Grupy wsparcia,szukałam pomocy u psychologa i psychiatry...Jednak tak naprawdę sama wypracowałam swój plan powrotu do w miarę spokojnego - codziennego życia.
Teraz już mogę być długo sama,myślę,że nawet dałabym radę spędzić samotnie święta. Teraz krzyk czy głośny lament jest już tylko normalnym płaczem- który towarzyszy mi czasami: dzień po dniu- ale już częściej :sporadycznie. Już nie boli serce jak widzę szczęśliwe pary - w szczególności w moim/naszym/ wieku,nie dławi w gardle gdy rozmawiam o moim-NASZYM poprzednim wspólnym życiu.Pomogła mi praca:nie tylko ta zawodowa - ale i ciężka fizyczna domowa.Kopanie dołów na nowe nasadzenia,koszenie trawy,sprzątanie,układanie - nawet tego co już i tak od dawna ułożone i posprzątane.Czytanie o ludziach nie do końca szczęśliwych i ich problemach. Pisanie pamiętnika- raczej jego kontynuacja,ale nadal nie cofam się w czytaniu do swojego poprzedniego szczęśliwego życia z moim mężem.
Najgorzej jest dać się opanować negatywnym myślom-choć często nie ma żadnego widoku na jakiekolwiek inne. Zrozumiałam,że już NIKT i NIC nie jest w stanie zmienić mojego życia na lepsze i niestety muszę się zadowolić tym co mam....Nie mogę i nie chcę liczyć na litość i zainteresowanie innych osób- bo też jak Wy mam bardzo złe wspomnienia o wsparciu na jakie czekałam - a jakie otrzymałam. Dzieci- już od dawna dorosłe- mają swoje życie - często z moim udziałem/wspólne wyjazdy wakacyjne w tym zagraniczne,weekendy,święta,spotkania rodzinne/ale zawsze jest : radosny czas witania i mniej miły a wręcz smutny: pożegnania.Wspólnego zamieszkania nie wyobrażam sobie i pewno Oni też- bo cenimy sobie niezależność i swobodę w codziennym życiu.Ja z pewnością muszę mieć na tzw: stare lata swoje i tylko swoje prywatne terytorium,gdzie nic nie muszę a tylko mogę... Wnuki przynoszą sporo radości - bo już: 5-7 letnie, dużo rozumieją i dają olbrzymie wsparcie,jednak tylko my same musimy sobie radzić z emocjami. Z tymi dobrymi nie ma problemu- gorzej z negatywnymi lub pośrednimi- przynajmniej tak jest ze mną.
Omijajmy wspólne szczęśliwe miejsca,jeżeli bardzo boli pamięć z nimi związana. Nie słuchajmy dawnych wspólnych romantycznych piosenek,nie oglądajmy ukochanych wspólnych filmów,nie oglądajmy zdjęć- jak przynoszą ból..jeszcze nie czas na to,jeszcze nie teraz.Ja dopiero po 4 latach dałam siłę uporządkować rodzinne albumy- większą część zdjęć porozdawałam,powysyłałam rodzinie i znajomym. Musimy dokonać podziału naszego życia,na : PRZED i PO.....nie ma innej możliwości,nikt nie ma czarodziejskiej różdżki - nikt już niczego nie cofnie...nie zmieni.Jeżeli dotrze to do nas- to już jest duży krok do przodu. Mój mąż chciałby abym nie była smutna/wciąż/ i ciągle się zadręczała.Chciałby ,abym żyła dalej -w miarę bezpiecznie i spokojnie aż do ...naszego spotkania...kiedyś..../może?/...
Piszmy do siebie i wzajemnie się wspierajmy- to naprawdę pomaga.Ja nigdy nikogo nie zostawię bez pomocy i wsparcia. Tylko my same mamy wiedzę - co każda z nas przeżywa i z czym zmaga się po odejściu ukochanego męża.Przytulam
31,404 2025-01-04 19:52:46
Dzień dobry.
Nie wiem od czego zacząć. Szukam kogoś chyba w podobnej sytuacji, kto mnie najlepiej zrozumie. 29 listopada zmarł mój ukochany Mąż. 7 lat razem, 5 po slubie, a ponad 3 z nowotworem, i niestety przegraliśmy. Tęsknię za nim ogromnie, płaczę, wącham ubrania, przytulam zdjęcia, ból rozrywa serce, nie spodziewałam się takiego bólu. To nasze drugie malzenstwa, nie mieliśmy wspolnych dzieci i praktycznie zostałam z tym cierpieniem sama. Wiem, że On nie chciałby, żebym tak cierpiała, zatracała się w bólu, płaczu, mówił, że mam żyć tak jakby był obok. Ale nie umiem. Był całym moim światem, najlepszym Przyjacielem, uwielbialiśmy spędzać czas razem. Obydwoje po nieudanych związkach wreszcie się odnaleźliśmy i po co? Żebym była najszczęśliwsza kobietą na świecie tylko przez kilka lat? Jestem zła na wszystko wkoło, zawsze mieliśmy być razem, obiecał mi to, a teraz Go nie ma. Nie wiem, jak dalej żyć, tyle planów, marzeń mielismy, a teraz bez Niego nic nie ma sensu. Pomocy!!!!
31,405 2025-01-05 13:16:53
Tyle napisałam, a nic się nie wysłało, później jeszcze raz spróbuję, bo lżej mi jak mogę się wygadać komuś kto wszystko rozumie, może ktoś tu jeszcze zajrzy.
Teraz jadę na cmentarz do mojego kochanego serduszka.
31,406 2025-01-05 21:33:34
O tej porze byśmy leżeli już w łóżku, oglądali film, a ja bym była w Niego wtulona, jak to mówił "wskakuj pod paszkę". Nawet jak już był bardzo chory to wciąż tak leżeliśmy. A teraz leżę sama, filmu nawet nie włączam, bo nie mogę się skupić, wciąż wspominam , przeglądam zdjęcia i piszę tu. Wciąż nie wierzę, że Go nie ma, zawsze miał być. Wierzyliśmy, że pokonamy chorobę, że jeszcze tyle przed nami. Mieliśmy zaplanowane te święta... już mi łez brakuje. Wyryczalam się niedawno i pozwijalam z bólu, nie wiedziałam, że tęsknota tak może boleć. Z każdym dniem jest ze mną gorzej, a nie lepiej. Po prawie dwóch miesiącach wracam we wtorek do pracy. Nie chcę, nie mam siły, ale może to mi pomoże, że wyjdę do ludzi. Wiem, że nie chciałby, żebym tak cierpiała, kazał mi czerpać z życia garściami, ale ja CHCĘ Z NIM !!! Był moim wszystkim.
31,407 2025-01-06 09:54:14
Mam za sobą pierwszą nieprzespaną noc , od kiedy Mąż odszedł. Do tej pory nie mialam z tym problemu, tak jakbym chciała przespać najgorsze. Teraz chyba dodatkowo doszedł stres spowodowany jutrzejszym powrotem do pracy. Nie wiem, czy dam radę, łzy mam na poczekaniu, boję się, że się rozkleję i tylko będę słyszeć "wszystko będzie dobrze". Tak, będzie dobrze, jeśli mój najukochańszy Mąż wroci. Tylko wtedy. Już chyba zaczynam wariować. Bo najlepiej mi z Jego zdjęciem, cały czas z Nim rozmawiam, śpię z nim, przytulam, a teraz wymyśliłam, że będzie ze mną jeździło samochodem na fotelu pasazera.
Idę zaraz na długi spacer z psem, uwielbialiśmy razem spacerować, jeśli tylko byliśmy razem w domu to nie było opcji, żeby iść w pojedynkę, a teraz nie mam wyjścia.
31,408 2025-01-07 15:20:51
Witaj MACCHIATO! wiem co czujesz i z czym się musisz mierzyć każdego dnia Mój mąż nie chorował,zmarł nagle w ciągu 30 minut - chwilę wcześniej rozmawialiśmy przez telefon...umawialiśmy się co do przebiegu naszego wspólnego dnia....Szok,całkowite otępienie i przeogromne niedowierzanie,że tak się stało.Szczypałam się po twarzy do krwi z nadzieją,że to może zły sen,majaki jakieś,ułuda?ale nie - to była okrutna prawda.
Miałam wrażenie,że ta kobieta skulona na podłodze ,krzycząca z bezsilności i olbrzymiego bólu - to nie ja, to jakaś zupełnie mi obca osoba.Zatraciłam poczucie miejsca i czasu,zanim ktoś do mnie dotarł,żeby tak po ludzku przytulić i pobyć przy mnie- minęły wieki- a okazało się ,że tylko godzinę.
Nie wiem co jest lepsze dla wdów: móc towarzyszyć swojemu mężowi do ostatnich chwil - czy zmagać się z taką tragedią jak moja.
Z pewnością posiadanie wiedzy,że najbliższa nam osoba jest chora i może odejść - jest bardzo trudna do udźwignięcia - ale zawsze pozostaje nadzieja,że może uda się pokonać chorobę,dla wierzących jest jeszcze modlitwa i wsparcie duchowe....ja nie dostałam takiej szansy. W mojej rodzinie na raka zmarła młodo moja mama i brat. Wiem już(niestety) jaka jest różnica w odchodzeniu najbliższych - jedno jest jednak wspólne CIERPIENIE. Ono się nie zmienia,nawet jak dostajesz szansę od losu : możliwość pożegnania się i towarzyszenia temu najbliższemu do końca...
Myślę,że powrót do pracy Ci pomoże,mnie to uratowało - ale musiałam niestety czekać na to ponad rok - i to był najgorszy czas w moim życiu.
Posiadanie dzieci,czy rodziny jest wartością ogromną - ale każdy ma swoje życie do którego wraca prędzej czy później. Ja mam tylko dzieci-samodzielne od dawna,daleko(bardzo)mieszkające.Wnuki małe - ale choć mnie bardzo kochające- to żyjące w swoich dziecięcych światach. Dalsza rodzina bardzo okrojona przez wczesne zgony i liczne choroby-nie pamięta już( z małymi wyjątkami)o mnie i mojej samotności.
Zostałam sama - w połowie tamtego roku( 3 i pół roku po śmierci męża) zaakceptowałam swoją życiową sytuację - ale NIGDY się z nią nie POGODZĘ. Żyję praktycznie z dnia na dzień,trzy dni w tygodniu mam pracę - w pozostałe mogę robić co chcę.Wszelkie plany osobiste robię tylko na tydzień - rzadko na dwa...co ma być - niech będzie ,już nie walczę z losem ,nie negocjuję niczego.
Musisz płakać,krzyczeć z tęsknoty - bo na tym polega żałoba,tak miała każda z nas.Niczego nie da się przyspieszyć -niczego ominąć- ja to już sprawdziłam,nie opłaca się szukać pocieszenia,liczyć na cud,zbytnio liczyć na innych. Inni Ci pomogą( jednak nie wszyscy na których liczyłam mi pomogli),ale to TY musisz przejść tą całą trudną ,wyboistą drogę -aby kiedyś za jakiś nieokreślony czas móc zacząć następny etap swojego życia. Ja się otarłam o początek depresji- na szczęście wyszłam z tego,choć było ciężko.Były bardzo bolesne potknięcia i upadki. Pomogli mi ludzie,tacy niby ,,zwyczajni,, ale mający w sobie dużo ciepła,życzliwości i zrozumienia dla innych. Pomogły mi bardzo dużo kobiety z Tego Forum,ale już niestety nie piszące tu, nawet chyba nie czytają nowych wpisów- których praktycznie jest bardzo mało.
Masz psa- to Twój przyjaciel- ja też mam ,choć jest ze mną dopiero trzeci rok - nie wyobrażam sobie życia bez niego. Poprzedni - odszedł w wieku 18 lat- był ze mną po śmierci swojego ukochanego PANA.Przez trzy miesiące spał na dywaniku pod pustym łóżkiem....
Pomysł ze zdjęciem na siedzeniu pasażera jest bardzo fajny,ja mam kilka zdjęć męża zawsze tuż obok.Mówię do Niego,radzę ...opowiadam o ważnych i ciekawych rzeczach.Niby jestem spokojna i opanowana- ale to maska - kolejna z wielu codziennych. Wciąż we mnie tkwi przeogromna tęsknota, niezrozumienie losu, i olbrzymia pretensja do mojego męża ,za to ,że obiecał mi wspólne długie życie,wspólne lata do końca naszych dni - i nie dotrzymał słowa. Wciąż w gorszych dniach wykrzykuję płaczliwie: dlaczego mi to zrobiłeś? dlaczego zgotowałeś mi takie smutne - beznadziejne samotne życie ? dlaczego....dlaczego...inni dożywają ze sobą do wspólnej starości - a my nie?
Po jakimś czasie sama sobie odpowiadam: to nie TWOJA wina, to nie moja wina,to nie nasza wina....to ŻYCIE.Dla jednych łaskawe bardzo,dla innych po prostu łaskawe a jeszcze dla innych bolesne i okrutne. Ludzie giną nagle i umierają każdego dnia nie tylko z powodu wojny.Każdego dnia ogrom ludzi bliskich i dalszych staje w obliczu straty ukochanej osoby. My to już mamy za sobą,teraz pozostają tylko wspomnienia,zdjęcia,rzeczy. Też nadal śpię z koszulką męża pod poduszką,ale do wyjęcia wspólnych zdjęć ,musiałam czekać ponad dwa lata.Nie byłam w stanie oglądać żadnych filmów poza kryminałami,nie włączałam nigdy radia w aucie - nawet na bardzo długich trasach.
Teraz już tak ,teraz oglądam nawet komedie i słucham muzyki - ale to dopiero po tak długim czasie. Tylko CZAS - jego potrzebujemy w żałobie najbardziej.
Przytulam,pisz - zawsze odpowiem - Jola
31,409 2025-01-08 16:46:33
Witajcie w Nowym Roku!
Dawno tutaj nie zaglądałam...
Przykro mi bardzo Macchiato-tulę Cię mocno.
Jesteś na początku drogi dropiero-niestety najgorszy okres.Pamiętam dokładnie początki swojej drogi.Nieprzespane noce,zawroty głowy i MORZE wylanych łez...
Pamiętam też słowa jolam1,że potrzebny jest czas.
Jola była wtedy na tym etapie co ja teraz.
Ból wcale nie jest mniejszy tylko pozwolił abym się do niego przyzwyczaiła.
To były drugie święta bez Niego.Bez choinki i radości,taki zwykły dzień.Dodałam tylko kilka ozdób albo AŻ kilka ozdób.
Czas ukoił trochę mój ból.Oglądam filmy,trochę muzyki...Niezmiennie śni mi się prawie co noc.
Tęsknie bardzo ale ta tęsknota jest już nieco inna bo przyzwyczaiła do bólu.
Staram się żyć,raz jest lepiej raz gorzej.
W jakim wieku był mąż Macchiato?.Skąd jesteś?
Pozdrawiam i tulę Was dziewczyny.
Duźo siły i wytrwałości na ten Nowy Rok.
31,410 2025-01-11 23:39:24
Dziewczyny kochane , jak bardzo Wam dziękuję za odpowiedź. Zanim napisałam na forum to przeczytałam kilka ostatnich stron. Mądrość i zrozumienie bijące z Waszych postów dodawało mi siły. I nie wiem, czemu, ale właśnie od Was czekalam na kilka słów.
Jolu, bardzo Ci współczuję, straciłaś męża nieoczekiwanie, nawet sobie nie mogę tego wyobrazić, tego chyba bym nie przeżyła, ja miałam możliwość się przygotować, ale prawda jest taka, że nigdy nie można się na to przygotować, zawsze się ma nadzieję. Jestem tylko wdzięczna za możliwość pożegnania, dzień przed śmiercią Mąż odzyskał świadomość i to były chwile, których nigdy przenigdy nie zapomnę. Pamiętam każdą minutę.
Ma08, chyba mamy podobne przeżycia, więc wiesz co czułam, gdy Mąż odchodził w mojej obecności, w bólu. Z tym się nie pogodzę. Ze mimo takich postępów w medycynie i twierdzenia, że rak nie musi bolec, nikt nie umiał Mu pomóc, nic nie mogłam zrobić, tylko być.
Mój Mąż miał 48 lat, jestem z okolic Katowic.
Wspominałam o powrocie do pracy. Przetrwałam. I to była dobra decyzja, te kilka dni zleciały mi lepiej niż dzisiejsza sobota. Nikt w pracy się nade mną nie litował, tak jakby się nic nie wydarzyło. Wiem, że to zasługa mojej przełożonej, prosiła zespół o taktowne zachowanie. Także nawet potrafiłam się pośmiać. A potem płakałam w samochodzie w drodze powrotnej. Ale dałam radę. Dziś już nie dałam. To pierwszy weekend po powrocie do "normalności". Zawsze mieliśmy jakieś plany na wolne dni, a teraz sama muszę planować. I dzis poległam, nic, zero, kompletnie nic nie zrobiłam. Przeleżałam słuchając muzyki. Bo muszę słuchać, muzyka to było nasze życie. Dużo jeździliśmy na koncerty, zaraził mnie tym i teraz nie wyobrażam sobie inaczej. Tak samo zdjęcia, bardzo mi pomagają, mimo że ryczę, a raczej wyję to muszę oglądać. Bez muzyki i zdjęć nie dałabym rady.
31,411 2025-01-11 23:39:50
Dziewczyny kochane , jak bardzo Wam dziękuję za odpowiedź. Zanim napisałam na forum to przeczytałam kilka ostatnich stron. Mądrość i zrozumienie bijące z Waszych postów dodawało mi siły. I nie wiem, czemu, ale właśnie od Was czekalam na kilka słów.
Jolu, bardzo Ci współczuję, straciłaś męża nieoczekiwanie, nawet sobie nie mogę tego wyobrazić, tego chyba bym nie przeżyła, ja miałam możliwość się przygotować, ale prawda jest taka, że nigdy nie można się na to przygotować, zawsze się ma nadzieję. Jestem tylko wdzięczna za możliwość pożegnania, dzień przed śmiercią Mąż odzyskał świadomość i to były chwile, których nigdy przenigdy nie zapomnę. Pamiętam każdą minutę.
Ma08, chyba mamy podobne przeżycia, więc wiesz co czułam, gdy Mąż odchodził w mojej obecności, w bólu. Z tym się nie pogodzę. Ze mimo takich postępów w medycynie i twierdzenia, że rak nie musi bolec, nikt nie umiał Mu pomóc, nic nie mogłam zrobić, tylko być.
Mój Mąż miał 48 lat, jestem z okolic Katowic.
Wspominałam o powrocie do pracy. Przetrwałam. I to była dobra decyzja, te kilka dni zleciały mi lepiej niż dzisiejsza sobota. Nikt w pracy się nade mną nie litował, tak jakby się nic nie wydarzyło. Wiem, że to zasługa mojej przełożonej, prosiła zespół o taktowne zachowanie. Także nawet potrafiłam się pośmiać. A potem płakałam w samochodzie w drodze powrotnej. Ale dałam radę. Dziś już nie dałam. To pierwszy weekend po powrocie do "normalności". Zawsze mieliśmy jakieś plany na wolne dni, a teraz sama muszę planować. I dzis poległam, nic, zero, kompletnie nic nie zrobiłam. Przeleżałam słuchając muzyki. Bo muszę słuchać, muzyka to było nasze życie. Dużo jeździliśmy na koncerty, zaraził mnie tym i teraz nie wyobrażam sobie inaczej. Tak samo zdjęcia, bardzo mi pomagają, mimo że ryczę, a raczej wyję to muszę oglądać. Bez muzyki i zdjęć nie dałabym rady.
31,412 2025-01-12 00:01:09
Jolu, z domem jestem w podobnej sytuacji. Wybudowaliśmy, jeszcze w lipcu Mąż wszystkiego pilnował, a że to jest w naszych ukochanych górach to urlop sierpniowy tam spędziliśmy. Już czuł się źle, ale robił wszystko, żeby to był piękny czas, tak jakby czuł, że więcej urlopów razem nie spędzimy. Mieliśmy się tam przeprowadzić za kilka lat, to taka nasza wymarzona oaza, nasz azyl i co teraz? Jak mam iść tam mieszkać sama? Tak jak u Ciebie, wszędzie daleko, bez samochodu ani rusz. Tak bardzo mieliśmy nadzieję, że uda nam się tam razem spędzić starość. I tylko ja teraz mam szansę, o ile zdrowie pozwoli.
Ma08, wiem, że nie wierzysz, że coś tam jest po drugiej stronie, w żadne przesłania od zmarłych. Też nie wierzyłam, dopóki sama tego nie przeżyłam. Musiałabym Ci opowiedzieć. Wierzę, że jest obok mnie, bo mimo że tęsknię, ryczę, zwijam się z bólu to czuję spokój. Kilka nocy po pogrzebie obudziłam się słysząc w głowie słowa :
"Cały czas jestem z tobą, cały czas cię przytulam, całuję, nie możesz tyle plakac"
Dlatego wierzę, że jest obok mnie.
I jeszcze sytuacja z wczoraj, którą zrozumiałam dzis wieczorem, nagle błysk i wiedziałam co to znaczy.
On był moją bratnią duszą, rozumieliśmy się bez słów, wiedzial , że gdy odejdzie, nikogo tak bliskiego nie będę mieć. Był najważniejszy na świecie. Tak bardzo kocham i tak bardzo tęsknię.
31,413 2025-01-12 23:41:19
Hej,
Mój mąż był prawdziwą drugą połową.
Wszędzie razem i to dosłownie.Prawie 15 lat razem i tylko 15...
Ja przez pierwszy rok muzyki nie mogłam słuchać.Żadnej.
Zdjęć do tej pory ani wspólnych filmików nie oglądałam.Tobie Macchiato to pomoga mi wręcz przeciwnie.To widać jak żałoba jest indywidualna dla każdego z nas.
Jeśli chodzi o znaki itp...-dla mnie czegoś takiego nie ma.To jest tylko w naszej głowie.Ale jeśli ma to komuś pomóc to ok.
Gdyby było to "drugie życie" to by przyszedł do Ciebie,dotknął itp....Nie ma czegoś takiego...
I nie lubię określeń typu "przyszedł do Ciebie w nocy".Nikt nie przychodzi tylko się śni...I to jest zasługa naszego mózgu.To co przeżywamy w ciągu dnia.
Ale jeśli komuś ma to pomóc przejść przez żałobę niech tak myśli.
Mój mąż miał 44 lata.
Pozdrawiam
31,414 2025-01-15 15:17:36
Witajcie Moje Drogie. Każda z nas musi sobie radzić na swój sposób, z przeogromnym smutkiem,żalem ,ale i też z olbrzymim STRACHEM - co dalej mnie czeka? Czy dam radę z tym życiowym ciężarem ,który mnie każdego samotnego dnia przyciska tak mocno,że tracę oddech,urywa mi się serce,tracę poczucie czasu i rzeczywistości...Czytałam wywiad z Barbarą Stuhr,opowiada jak powoli ,,odchodził,, Jej mąż Jerzy i ,że tak naprawdę - to ona i cała Jej rodzina już dużo wcześniej weszła w stan żałoby - jeszcze za Jego życia.
Postęp choroby -a właściwie nawrot - zrobił takie spustoszenie psychiczne u Niego,a niemoc jakiejkolwiek pomocy obezwładniał i unieruchamiał pod każdym względem całą Ich rodzinę.
Przypominają mi się moje dnie,tygodnie,miesiące żałoby..może to,że za sprawą losu - nie dane mi było patrzeć bezradnie na cierpienie najbardziej kochanej przeze mnie osoby- to swoisty DAR od życia?
Mnie te samotne lata po śmierci męża minęły w przyspieszonym tempie. Mam nieodparte wrażenie,że już w pewnym wieku dni stają się o wiele krótsze niż kiedyś.
Mnie niestety mąż śni się bardzo rzadko,ale teraz już pozwalam sobie na wspomnienia- te nasze wspólne. Już je sama przywołuję każdego dnia - jak najwięcej.Jak coś robię, jak jem coś ulubionego przez Niego,jak powracam do naszych wspólnych miejsc,jak oglądam film,czy słucham ulubionej muzyki. Po raz pierwszy święta bez Niego spędziłam nie w naszym domu.Nowy Rok ,też zastał mnie daleko stąd...i po raz pierwszy nie miałam obok siebie wszystkich najbliższych. Bałam się tego nowego dla mnie czasu i ewentualnego smutku,z którym nie wiedziałam czy sobie poradzę.Dałam radę,choć było ciężko i płacz też był,ale już w samotności. Nikt nie był świadkiem mojego smutku,nikogo nie postawiłam w niezręcznej sytuacji. Był też żal - ale przede wszystkim,była olbrzymia tęsknota za dawnym czasem,za dawną naszą codziennością,która dla mnie kojarzyć się będzie z normalnym,szczęśliwym rodzinnym życiem.
Jedno wiem,nigdy już nic nie będzie takie same-nie wrócą tamte lata ,nie wrócą tamte dni....tych lat nie odda nikt- jak śpiewała Irena Santor i jeżeli to przyjmiemy do swojej świadomości - to okaże się,że prędzej czy później wrócimy do świata żywych.
Każda z nas musi poukładać sobie życie na nowo- tak ,aby móc dalej żyć,ja to nazwałam : egzystować.Bo życie oznacza radość z przeżywania każdego dnia,a ja radość zastąpiłam płaczem,smutkiem i beznadzieją...najgorsze były poranki.Trzeba było znaleźć w sobie olbrzymią fizyczną siłę i równie dużą moc psychiczną - żeby wstać z łóżka i spróbować żyć. Wszystko wydawało się bezsensowne i bezcelowe...po co? , dla kogo ? na co ?
Kiedy było mi już tak źle,że nie dawałam sama rady,korzystałam z pomocy psychologa. Wspaniałej osoby - wyjątkowego człowieka. To dzięki Niemu zrozumiałam,że nie zostałam SAMA. Na początku jak pytałam się poprzez łzy : dlaczego to mnie spotkało? zapytał: a dlaczego akurat nie TY? podaj mi powody,dlaczego nie Ty? Jak zaczęłam wymieniać ile to mnie złych rzeczy w życiu spotkało- odpowiedział od razu: myślisz,że INNYCH nie?
Mijamy tuż obok ludzi,ale nie wiemy nic o ich życiu.Może też cierpią,może chorują oni lub ich bliscy,może właśnie dowiedzieli się -czego nikt nigdy by nie chciał wiedzieć,może,może,może.
Dlaczego okres żałoby został określony na rok i 6 tygodni po śmierci współmałżonka? - bo w tym czasie wszystko będzie dla nas i naszych bliskich NOWE - NIEPOZNANE - NIEZNANE . Po raz pierwszy będziemy musieli przeżyć święta bez NIEGO, powitać Nowy Rok,pojechać bez Niego,wrócić bez Niego. Przeżyć każdy miesiąc - każdy tydzień - każdy dzień BEZ NIEGO.
Daje się to zrobić,ale koszty są przeogromne, i te fizyczne i te psychiczne.
Dobrze mieć obok siebie Dobrych ludzi,to już połowa sukcesu,dobrze mięć pracę i zrozumienie,dobrze mieć kogoś bliskiego -żeby wysłuchał naszego płaczu,żeby pocieszył i powiedział: dasz radę, musisz dalej żyć - bo twój mąż tego by pragnął dla ciebie. Dla was- bo My-Wy istniejemy - osobno,ale zawsze
RAZEM - bo nikt i nic nie ma takiej mocy ,aby nas rozłączyć.
Pozdrawiam ,przytulam - dbajcie o siebie - Jola
31,415 2025-02-23 00:00:57
Dzień dobry
Prawie 3 miesiące, jak odszedł mój Mąż. Myślałam, że z czasem będzie lepiej, a mam wrażenie, że im dłużej trwa żałoba tym gorzej ze mną. Wciąż się złoszczę, że mnie zostawił, pytam się gdzie jest i najgorsze - błagam, żeby wrócił. Nie umiem sobie tego życia poukładać bez Niego. W tym roku przetrwałam Jego imieniny, walentynki, za chwilę będą urodziny. Chyba najbardziej boję się rocznicy ślubu, zaledwie 6 będzie. Bardzo pomaga mi praca, atmosfera jest super, koleżanki taktowne, ale potem muszę wrócić do domu, a tu już fajnie nie jest. Najgorsze są wieczory, gdy położę się do łóżka, wtedy boli najbardziej. Albo jak wracam do domu myśląc, że On na mnie czeka, że jak zwykle zrobi mi kawę i spyta jak minął dzień. Ale już nie zrobi i nie spyta. Za to sama codziennie patrząc na zdjęcie opowiadam Mu, co się wydarzyło, to mój rytuał.
Dwie noce temu wreszcie mi się przyśnił, tak realistycznie, przytulał mnie jak zawsze. Mimo że ten sen rozwalił mnie totalnie to przyniósł również ulgę, tak bardzo tego potrzebowałam. Pojutrze jadę w nasze ukochane góry, wybieram się na szlak, do miejscowości, w której braliśmy ślub. Miałam zupełnie inne plany na poniedziałek, ale nagle pomyślałam, że muszę to zrobić, On by tego chciał. Wiem, że tylko czas nauczy mnie żyć bez Niego, może bardziej wegetować, bo to juz nie bedzie zycie. Czekałam na Niego 36 lat i straciłam tak szybko. Nigdy tego nie zrozumiem. I nigdy się nie pogodzę.
31,416 2025-02-23 17:54:48 Ostatnio edytowany przez Niebieskooka Katt (2025-02-23 17:55:45)
Cześć wszystkim. U mnie sytuacja wygląda podobnie. Mija 1.5 roku jak zmarł mój mąż. Straszne przeżycie ogromna trauma nie wiem czy ktoś, kto nie znalazł się w podobnej sytuacji jest w ogóle w stanie poczuć co człowiek czuje w w takim momencie. Mogą się jedynie domyśleć a i to jest bardzo trudne. Początki były tragiczne. Nie umiałam się odnaleźć sama w domu, nie wiedziałam co począć jak będzie wyglądało moje życie dalej. Lekiem była moja praca gdybym nie wróciła do pracy po dwóch tygodniach zwolnienia lekarskiego to mogłoby się to źle skończy dla mnie i moich emocji. Ale wchodziłam do pracy starałam się nie rozklejać ponieważ w mojej pracy było to niemożliwe. Musiałam być silna. Dziewczyny w pracy bardzo mi pomagały przynajmniej niektóre z nich. Każdy oferował pomoc dosłownie we wszystkim. Miała wsparcie w rodzinie. Ale co z tego jak męża nie było..... Czułam, że moje życie straciło sens a co dalej......
Ale powiem Wam że coś we mnie drgnęło, że nie wolno mi się poddawać, że jestem jeszcze w takim wieku, że nie mogę usiąść na czterech literach i płakać bo życie jednak toczy się dalej. Może jestem silną kobietą, ale moja determinacja sprawiła, że nie wpadłam w depresję i zrobiłam to dla niego....bo on zawsze się o mnie troszczył do samego końca martwił się o mnie.
Wiele raz mi się śnił do niedawna dość często w pięknych sytuacjach, kiedy mi mówił że mnie kocha i mnie przytulał. Wiedziałam, że jest bardzo blisko mnie- przy mnie.
Minęło 1.5 roku już coraz rzadziej mi się śni ... wiem że już odszedł w inne kręgi ale wierzę i czuję że on tam jest szczęśliwy...
Dziewczyny dacie radę wierze że każda z Was ma przed sobą jeszcze kawałek życia i dla swoich połówek musicie być silne i nie dać się wpaść w emocjlonalną pułapkę musicie żyć dla swoich dzieci.
Może któraś z Was szuka nowych znajomości, nowych koleżanek to ja chętnie z kimś porozmawiam, wypiję kawkę. Wdowy łączmy się.
.
31,417 2025-03-08 14:12:33
Być może to być trochę "pocieszające" dla kobiet w takiej sytuacji.
Mam w rodzinie przypadek, gdzie młoda kobieta, przed 30 straciła męża, nagle. Byli bardzo fajną parą.
Ona zawsze była osobą, która nie potrafiła być sama i nie nawidziła wręcz samotności.
Po śmierci męża załamała się, ale trwało to tydzień. Po tygodniu bycia samą zaczeło jej trochę "odwalać" od samotności i zaczeła trochę desperacko szukać kogoś. Po kolejnym tygodniu już miała faceta, ale nie na długo. Potem kolejnego, też nie na długo. Zaraz po nim był następny. Każdy po miesiącu.
Nie były to odpowiednie osoby, Marta chyba zbyt desperacko szukała "nowego" męża.
Jednak po 3 miesiącach poznała fajnego faceta, niewiele później wzieli ślub. Mija już pare lat od tego i wydaje się, że są bardzo szczęśliwym małżeństwem i mają 3 dzieci.
Myślę, że gdyby nie znalazła szybko kogoś, to już by jej nie było z nami.
31,418 2025-04-08 18:26:39
Skąd jesteś Katt?
31,419 2025-04-08 18:55:17
Skąd jesteś Katt?
Jestem z Kujawsko-Pomorskiego a Ty ?
31,420 2025-04-25 09:00:30
Wrocław
31,421 2025-04-25 18:58:36
Strasznie mi ciężko. Widzę że forum umarło a ja czuj się tak samotna w swojej żałobie. Nie potrafię już żyć . Umarła część mnie i już nigdy nie wróci. Tęsknię za naszym życiem, za moim ukochanym mężem i przyjacielem. Za jego głosem i kochanymi dłońmi które zawsze kochałam trzymać w swoich. Tęsknię za jego każda częścią ciała i wszystkimi wadami i zaletami. Tęsknię za jego obecnością. Tak bardzo chciałabym już odejść z tego świata lecz nie mam odwagi sobie go odebrać. Nie wiem co robić dokąd iść ..płacze i wyje lecz to nie przynosi niczego dobrego. Muszę zrozumiem że on nie wróci. Że już nigdy go nie dotkne. Lecz wypieram to. Jakby to coś miało zmienić....czasem mam wrażenie że moje życie było tylko pięknym snem że miałam wszystko a teraz się obudziłam i nic już nie mam. Wszystko co materialne posiadam wydaje się niczym. Nie smakuje mi juz nawet kawa która razem uwielbialiśmy pić nad ranem nic już nie ma smaku życie straciło kolory i barwy. Z ogromnym smutkiem patrzę na pary z dziećmi szczęśliwe, młode pełne życia wszystko przed nimi...a ja choć mam 32 lata...nie mam dzieci ...straciłam męża...nie mam rodziny, straciłam nadzieję na lepsze jutro. Czuje że wegetuje że przeżywam dzień mechanicznie ..kiedyś kochałam życie . Teraz moim domem jest grób mojego męża bo mój dom był przy nim. Mogłabym mieszkać pod mostem byle z nim....tak go kocham dziewczyny...tak bardzo kocham że to aż boli. Mój ideał mężczyzny, ideal człowieka mój największy skarb. Kochanie moje jeśli to czytasz na tamtym świecie wiedz że ja czekam aż po mnie przyjdziesz i mnie zabierzesz ze sobą. Kocham cię.
Kolejne świadectwo miłości, którą przerwała śmierć. I wzruszenie, i brak słów. Strata. Ilekroć czytam Was, Drogie Panie, w tym wątku, to tyle chciałbym napisać i wiem, że nie zdołam.
Ale może, gdzie słowa nie mogą, tam obraz coś pomóc może:
"Duch" z Demi Moore i Patrickiem Swayze
filmy Chico Xaviera
Zwłaszcza "Nasz dom". (znajdziecie w sieci).
Oni są z Wami na zawsze, właśnie mocą miłości.
31,422 2025-05-03 21:25:19
Dobry wieczór. Wiem, że nikt prawie nie zagląda, może sobie już lepiej radzicie, ja tak myślałam do majówki, bo nawet Wielkanoc jakoś przeżyłam, może dlatego , że nie były to dla nas wyjątkowo ważne święta. 5 miesięcy minęło od smierci mojego Męża. Rok temu 30 kwietnia jechaliśmy na radioterapię i od razu na działkę, jeszcze tyle rzeczy razem tam zrobiliśmy. A w tym roku nie miałam już z kim isc w góry. I jeszcze inne problemy na miejscu się pojawiły, z którymi nie wiem, jak sobie poradzić. W dalszym ciągu nie umiem żyć bez Niego, nie wiem jak wszystko poukładać. Jest mi źle, znowu płaczę i mówię do Niego. Wyobrażam sobie co byśmy robili, gdyby był dalej ze mną, nawet gorzej - jestem w kuchni i myślę, że jest w pokoju. Wciąż tęsknię i dziś znów czuję fizyczny ból. Dziś wróciłam do domu, tu chyba trochę lepiej, bo tam to był nasz raj na ziemi, teraz tylko mój, ale czy raj to już nie jestem pewna, bo bez Niego nic już nie ma sensu.
Może będzie mi trochę lżej, że się wygadałam tutaj.
31,423 2025-05-04 08:58:39
Dobry wieczór. Wiem, że nikt prawie nie zagląda, może sobie już lepiej radzicie, ja tak myślałam do majówki, bo nawet Wielkanoc jakoś przeżyłam, może dlatego , że nie były to dla nas wyjątkowo ważne święta. 5 miesięcy minęło od smierci mojego Męża. Rok temu 30 kwietnia jechaliśmy na radioterapię i od razu na działkę, jeszcze tyle rzeczy razem tam zrobiliśmy. A w tym roku nie miałam już z kim isc w góry. I jeszcze inne problemy na miejscu się pojawiły, z którymi nie wiem, jak sobie poradzić. W dalszym ciągu nie umiem żyć bez Niego, nie wiem jak wszystko poukładać. Jest mi źle, znowu płaczę i mówię do Niego. Wyobrażam sobie co byśmy robili, gdyby był dalej ze mną, nawet gorzej - jestem w kuchni i myślę, że jest w pokoju. Wciąż tęsknię i dziś znów czuję fizyczny ból. Dziś wróciłam do domu, tu chyba trochę lepiej, bo tam to był nasz raj na ziemi, teraz tylko mój, ale czy raj to już nie jestem pewna, bo bez Niego nic już nie ma sensu.
Może będzie mi trochę lżej, że się wygadałam tutaj.
Mówią, że czas goi rany, ale on tylko uczy jak z tymi ranami żyć i funkcjonować, aby mniej bolały.
Piszesz, że pojawily się problemy z którymi nie wiesz jak sobie poradzić? Nie wstydź się prosić o pomoc, o wsparcie, albo chociaż o radę. Nie pozwalaj, aby problemy pozostawały ad acta, bo nierozwiązane spowodują u ciebie jeszcze większą zapaść emocjonalną. Spokojnie pomyśl, kto ci może pomóc i w czym i zwróć się z konkretną prośbą do tych osób.
Wiem, że jest ci ciężko i póki co żyjesz jakby w zwolnionym tempie, a każdy większy wysiłek to jak brodzenie w gęstej mazi, ale nie pozostaje nic innego, jak nauczyć się funkcjonować w tej nowej dla ciebie rzeczywistości. Każdego dnia gdy myślisz o mężu, pomyśl też jak dumny byłby z ciebie, że sobie dajesz radę i tak wiele rzeczy ogarniasz.
Postaraj się też nie płakać, nie rozpaczać. Masz dzieci?
Dziś niedziela, nie wiem jaka jest u ciebie pogoda w Polsce, ale zrób coś dla siebie, nawet malutkiego. Pójdź do kawiarni na kawę i jakieś dobre ciacho, albo do kina na jakiś lekki film, może jakąś komedię. A może zaprosisz jakąs swoją koleżankę, żeby z tobą poszła? Jeśli nie masz nikogo takiego zrób to sama. Posiedż w parku, albo pójdź do muzem, na wystawę , gdzieś gdzie będziesz mogła skupić się przez jakąs chwilę na tym, co cię interesuje.
Chcialoby się powiedzieć; życie musi toczyć się dalej, ale wiem że to dość bolesne slowa na tym etapie twojej żaloby, więc powiem tylko; Okaż troskę sobie, w sobie masz teraz najlepszego przyjaciela.
Trzymaj się.
31,424 2025-10-29 22:43:28
Hej dziewczyny,
Co u Was słychać?.Pierwszy listopada zbliża się wielkimi krokami...Najgorszy dzień w ciągu roku...Byłam wczoraj u męża i nie zamierzam już zaglądać w najbliższym czasie.Od kiedy umarł nienawidzę cmentarzy...Zawsze później "odchorowuję" ten czas.
A jak jest u Was?.Pójście na cmentarz Was uspokaja,wycisza czy wręcz przeciwnie?
Trzymajcie się i życzę Wam duuużo spokoju i ukojenia w tym trudnym czasie.
31,425 2026-02-17 18:42:56
Czy ktoś jeszcze zagląda tutaj, bardzo bym chciała porozmawiać z kimś kto jest na początki żałoby. Mój mąż zmarł 3 miesiące temu i moje życie się skończyło. Napiszcie coś proszę. .
31,426 2026-02-17 18:44:17
Czy ktoś jeszcze zagląda tutaj, bardzo bym chciała porozmawiać z kimś kto jest na początki żałoby. Mój mąż zmarł 3 miesiące temu i moje życie się skończyło. Napiszcie coś proszę. .
Bardzo Ci wspolczuje. Mam nadzieje,ze masz odpowiednia pomoc
31,427 2026-02-24 12:42:49
Może warto odnowić i kontynuować to forum. Przeczytałam bardzo dużo postów napisanych wiele lat temu i to było cudowne jak Te panie się wspierały. Może jest ktoś kto tutaj zagląda i nie ma odwagi nic napisać. Spróbujmy.