Witam Wszystkie zranione przez los...właśnie wracam dziś do swojego pustego domu po kilku dniach nieobecności. Nie wiem co tam zastanę,bo kwiaty i rośliny mogły nie dać sobie rady bez podlewania,ale sama myśl,że wracam do siebie - jest już miła , nie przynosi buntu i nie powoduje płaczu. Płacz był wcześniej,ze wzruszenia - kiedy właśnie w te dni startowała po raz pierwszy w Triathlonie moja 5 letnia wnuczka. Były smutne myśli i olbrzymi żal - dlaczego tego nie widzi Dziadek,dlaczego nie stoi też dumny jak ja, tuż obok mnie, kiedy nasza wnuczka odbiera medal.Dlaczego następnego dnia nie widzi swojej ukochanej córki- która też wywalczyła medal i razem już stoją na podium - wśród wiwatów i gratulacji. Takie chwile bolą i boleć będą jeszcze długi czas. Jak powiedziałam córce: Tata byłby dumny z Ciebie...natychmiast mi odpowiedziała, wiem...a ty mamo nie jesteś...?
Oczywiście ,że jestem zapewniłam od razu...to bądź dumna podwójnie i podwójnie się też ciesz...usłyszałam. Tak ,tylko to mogę zrobić i aż tyle.
Przecież mogłam tam nie być ,mogli mnie nie zaprosić na ten kilku dniowy pobyt w bardzo urokliwym miejscu.Trzeba się cieszyć chwilą i to każdą, niczego los nie da nam w prezencie. Jeszcze do niedawna - bym tak łatwo i lekko tego nie napisała. Przed wyjazdem już bym myślała o powrocie,już łzy by mi kapały przy pakowaniu się,a samo rozpakowywanie po powrocie do pustego domu trwało by tyle ile wieszanie prania przez Ikarię na strychu- po jednej rzeczy -oby tylko oszukać czas.
Dziwne to życie jest,bo zawsze kogo mogłam to przekonywałam,że trzeba być optymistą i nigdy się nie poddawać,cokolwiek by się zdarzyło,trzeba iść do przodu.Szklankę z wodą trzeba widzieć zawsze do połowy pełną - a nie do połowy pustą.Otrzeć łzy i iść...Tylko ,że sama tego nie potrafiłam zrobić.Pomogły mi dziewczyny z tego Forum i nadal pomagają....każdego - dosłownie dnia.
Ja nie miałam w przeciwieństwie do Ikarii, Baśki czy Koli czy innych - licznej rodziny ,czy grona przyjaciół obok siebie,którzy tkwili przy mnie i pocieszali.To bardzo duże wsparcie i pomoc,ale cóż zrobić? różne karty dostajemy w czasie tej życiowej gry...raz lepsze - raz gorsze.Nie każdy musi zwyciężyć - ktoś zawsze musi być przysłowiowym Piotrusiem czy przegrać w ,,Wojnę,,.
Ulubione, często powtarzane słowa mojego Męża - to cytat Horacego: CARPE DIEM - chwytaj dzień...bo przecież nikt nie wie co nam przyszłość przyniesie....Teraz to moje motto życiowe.On brał z życia wszystko co mógł,jeździł,zwiedzał,zarażał swoją pasją znajomych i rodzinę.Ciągle czymś się zajmował,coś tworzył,planował...nigdy nie marnował czasu,jakby przeczuwał,że nie za dużo go ma...teraz ja muszę być kontynuatorką...
Wiem ,że każdy dzień spędzony w pojedynkę,a takie są w większości u mnie- może być dobrym dniem na poukładanie sobie w głowie wielu spraw,na zrobienie czegoś dla siebie i dla innych. Ja już zakuplowałam się z samotnością ,przywykłam do ciszy i coraz bardziej lubię mój powolny- niespieszny tryb dnia. Teraz dopiero mogę czytać - wcześniej nie mogłam się skupić na czytanych słowach,gubiłam wątki. Dopiero teraz zaczęłam zajmować się małym ogrodem.Sadzę,pielę,podlewam. Z moją młoda psią przyjaciółką dużo jeżdżę, sporo podróżuję- więc czas wyjazdu i powrotu zawsze jest po brzegi wypełniony różnymi pracami,ale często też improwizuję i wynajduję sobie jakieś dodatkowe czynności.Myślę przy tym zawsze ,że mój mąż chyba byłby zadowolony,że jakiś postęp u mnie jest,że staram się,że próbuję,nie poddaję się.
Był zawsze bezradny i bardzo nieszczęśliwy kiedy widział mnie smutną i zapłakaną....często przypominam sobie jego słowa ,którymi mnie pocieszał - to mi bardzo,bardzo pomaga w ciężkich i smutnych chwilach.
To dla Niego robię to co robię i z myślą o Nim...bo nadal jest dla mnie NAJWAŻNIEJSZY...Pozdrawiam,trzymam kciuki za NAS WSZYSTKIE
31,331 2023-05-30 10:16:42
31,332 2023-05-30 18:08:27
Witajcie,
Ależ ja jestem przeciwieństwem Twoim jolam1...Totalnym.Ja wręcz przeciwnie...-jak gdzieś przez przypadek pojawi się u mnie lekki uśmiech to od razu myślę,że mąż to widzi i mówi:-"o...szybko zapomniała...".Nie wiem dlaczego ale tak mam i nie potrafię się z tego wyzwolić...
Ostatnie dni to u mnie totalny smutek...Piękne,słoneczne dni z ja sama...Zawsze jeździliśmy na grila albo spacery...A tu nic.Nie ma niczego.Taka bezradność ale też pojawia się ostatnio złość.Wtedy jestem na męża wściekła!-ale to tak bardzo!.I nie czuję wtedy smutku...Czuję złość dzięku,której jest mi lepiej i funkcjonuję.
Mam nadzieję,że nie tracę zmysłów...Nigdy nie straciłam nikogo bliskiego więc nie wiem czy jest to normalne...
Zauważyłam od kilku dni,że jak się czymś zajmę i nie rozmyślam tak jest mi lżej.Przez cały poprzedni miesiąc tylko płakałam i niczego nie mogłam robiç...
Moje Kochane to lato będzie najgorsze...kolejne pewnie też...Nie mogę uwierzyć;że w wieku 44 lat zostałam sama.SAMA bez NIEGO.Straszne to jest...
31,333 2023-06-05 12:36:33 Ostatnio edytowany przez AnnaLe (2023-06-05 17:31:26)
Witajcie "nowe" dziewczyny, witajcie znów te, które mi odpisały. Dwa miesiące i tydzień PO.
Życie, jak to określam, jest przed i po.
Nadal pustka, wszechogarniająca, mimo tego, że nie jestem sama.
Mieliśmy ze sobą taką więź, że wszystko było wspólnie, bez przerwy telefony, jak nie byliśmy razem, smsy ze zdjęciami chmur, zachodów słońca, widoczków, ciągle zajęty telefon. Ciągłe zapisywanie jakichś obrazków i tekstów, informacji z facebooka czy internetu by się tym podzielić, pośmiać czy pogadulić, jak mawiał mój M.
Byłam zawsze szurniętą, żartującą śmieszką tak jak mój ukochany. Teraz wciąż nie widzę powodu do jakiejkolwiek radości. BEZ niego ????
Po tych kilku tygodniach różnica jest taka, że nie myślę jak odejść z tego świata ale tylko dlatego, że mam córkę.
Łatwiej byłoby, gdyby jej nie było bo...miałabym wybór.
Psychiatra przez te myśli chciała wysłać mnie do szpitala. Przekonałam ją, że muszę BYĆ dla córki...
Dostałam antydepresanty i leki które miały wyciszyć wycie serca...po trzech tygodniach, na kolejnej wizycie zwiększona dawka podstawowego leku i aktualnie skończyłam 10 dni dodatkowego uspokajacza, który miał pomóc zasnąć i spać a nie zadziałał na mnie.
Jestem na zwolnieniu i to mi "pomaga" ponieważ w pracy jeszcze większą rozpacz i prawie histerię wywoływały u mnie pary, uśmiechnięte, trzymające się za ręce, mówiące do siebie "kochanie"...sama tak miałam niedawno - a miało być na zawsze - z ciągłym chichraniem, żarcikami, czułościami, tuleniem co chwile i trzymaniem się ciągle za ręce.
Mam sporo zajęć, mimo niechodzenia do pracy, czas leci...jakoś...ale spojrzenie na zegarek i myśl, że jest już wieczór, że można iść spać i udało się przepękać, przetrwać kolejny dzień powoduje pewien rodzaj ulgi, jeśli można to nazwać...pewnym rodzajem ulgi bo nie ma celu ani radości.
W pracy co chwila było "jak się czujesz", "jak się trzymasz""potrzeba czasu", "będzie dobrze"...to też nie pomagało no bo kuuuuurrr.. JAK?! Więc na razie bez pracy mi łatwiej.
Straciłam przez te dziesięć tygodni 15 kg. Już jem ale raczej bo tak trzeba.
Przyjaciółka podstępnie wrobiła mnie w wizytę u wspólnej koleżanki, która zafarbowała i podcięła mi włosy (wyszło ze stresu dużo nowych siwych), poprawiła brwi...nie chciałam tego ale sześcioletnia córka koleżanki powiedziała: ciociu, jeśli nie chcesz tego zrobić dla mamy to zrób to dla mnie".
Mam skończone 51 lat i zastanawiam się, jak w ogóle wyobrazić sobie przyszłość bez ukochanej drugiej połówki.
Podczytuję facebookowe grupy wsparcia, motywacyjne albo wręcz niemotywacyjne teksty z grup związanych z żałobą i radzeniem sobie z nią ale nic nie działa.
Niby czas ułatwi bleble ale może nie ułatwi. I jeszcze nie minął.
Zaciskam zęby jak słyszę kolejny raz, że muszę iść do przodu i życia mu nic nie zwróci.
I że mam odpuścić.
Nie zalać się łzami w markecie na widok żelków, które były ulubionymi słodyczami M?
Nie zalać się łzami widząc grę słońca między koronami drzew gdy ten zachwyt był wspólny?
Nie zalać się łzami przejeżdżając przez miejsce gdzie zwykle wypatrywaliśmy żurawi? Zalać łzami jak są?
Nie musieć już nosić wszędzie ze sobą telefonu bo nie zadzwoni? Ale i tak noszę...bez potrzeby.
Próbować uśmiechać się do wspomnień kiedy tęsknota i żal, że już jest PO zatyka i rozrywa serce?
Mieć jakąś nadzieję gdy już nic nie będzie jak było?
31,334 2023-06-05 16:39:07
czy Panie słyszaly moze o fundacji Nagle SAmi/Same ??
maja bardzo dobre opinie,,bedąc przejazdem w Warszawie ,np mając krótki urlop może warto skorzystać?
nie stety tej chwili nie wiem czy prowadzą konferencje online .
31,335 2023-06-08 09:22:17
Dzień dobry drogie Panie. Nie pisałam tu dobre kilka miesięcy - jak nie więcej. Co nie oznacza, że nie czytałam. Często nawet coś pisałam, ale zanim dokończyłam strona mi wygasała i post się nie dodawał, a pisać drugi raz nie miałam sił. Minął 1 rok 2 miesiące i 7 dni od śmierci mojego u kochanego. Gdzie jestem teraz? Chyba nie wiele dalej niż wtedy. Mimo, iż do okoła dzieje się mnóstwo rzeczy, to ja jak tylko zatrzymam się na chwilę znów wracam do tego dnia. I mam to w głowie i w sercu tak wyraźnie i tak boleśnie wyryte,, że ilekroć o tym myślę zaczyna mi brakować tchu, jak wtedy.
Wszystko poszło do przodu. Wszyscy mówią, że jestem dzielna,że wszystko ogarniam sama.
Pisałam kiedyś o budowie domu, i nawet mi się udało ją pociągnąć, mam Stan surowy zamknięty, teraz powoli wykańczam -sama z pomocą taty i rodziny. Budowa to moja terapia. Skupian na niej wszystkie myśli, ale...No właśnie, jest ale. Cieszy każdy postęp na budowie, ale też im bliżej końca tym bardziej boli,że on się nie nacieszył,że mieliśmy tam razem wszyscy być szczęśliwi,a teraz jego nie ma. I co najgorsze, mam wrażenie, że dopiero teraz do mnie dociera, że go nie ma i już nigdy nie będzie.
Jakbym cały ten czas żyła w zawieszeniu, że on wróci-kiedyś.
Po roku myślałam,że będzie lepiej. Nie jest. Mam córki,pracę i budowę, które nie pozwalają mi myśleć o tym co boli ,ale nie przestało boleć. Boli jak cholera. Teraz trochę inaczej, bo wtedy dochodził strach co będzie. Teraz wiem jak jest. Teoretycznie z wszystkim sobie radzę, żyję, i wypełniam zadania, a im trudniejsze zadania tym chętniej się podejmuje, bo co może być gorsze od tego co przechodzę. Ale teraz ból który czuję jest wyraźniejszy. Wiem czego, kogo mi brakuje. Wiem co straciłam i każdego dnia przekonuje się, że był on dla mnie jak powietrze. Sama świadomość, że jest powodowała, że żyło się lżej, a Teraz? Chciałabym zapomnieć.Wymazać to wszystko. Żeby przestało boleć. Już nie mam sił.
Bardzo, bardzo współczuję każdej Pani, która dołącza do tego forum .Każda strata jest inna, każda z nas jest inna, ale każda śmierć ukochanego boli i to jest straszny ból.
31,336 2023-06-08 17:31:51
Witam Was Wszystkie! Ma08 - każda ma za sobą - swój i tylko swój bagaż życiowy. W Twoim przypadku każdy Twój uśmiech powoduje wyrzuty sumienia...u mnie to dowód,że wracam do świata żywych i zaczynam coraz wyraźniej dostrzegać inny świat ,który mimo śmierci tej najważniejszej dla mnie osoby-wciąż jest tuż obok mnie. Nawet jak bardzo bym chciała i miała niezwykłą moc- to i tak czasu nie cofnę i czasu nie odwrócę. Złość na męża ,że mnie samą zostawił też mi towarzyszyła,psycholog uspokajał,że to normalne...
To,że nie jesteś sama,ale masz w koło bliskich,w tej chwili jest dla Ciebie bez znaczenia,a nawet wolisz być sama...przyjdzie taki czas,że zaczniesz doceniać ich obecność,ba będziesz im za tą wytrwałość wdzięczna.
Nie można niczego przyspieszać,nie wolno iść na skróty jak się nie zna drogi- sama piszesz,że nikogo bliskiego do tej pory nie straciłaś,ja wszystkich.Na szczęście mam dwójkę dzieci ,ale daleko i bardzo daleko ode mnie.
Psycholog mnie przed tymi skrótami przestrzegał i to wiele razy.
jea1 Nagle Sami - to Fundacja założona przez żonę polskiego himalaisty: Sylwię Pankiewicz.Nagle została sama z małymi dziećmi..Przed pandemią mieli też oprócz Warszawy - punkt konsultacyjny w Łodzi.Nawiązałam z Nimi kontakt internetowy.Bardzo szczególne są NASZE HISTORIE,które możemy przeczytać na stronie Fundacji. Mnie osobiście bardzo pomógł kontakt z Nimi.
Teraz wybieram się do Warszawy - gdzie na Jazdowie uruchomiono - postawiono Budkę Telefoniczną - ,,Rozmowy na wietrze,,. To wzorem z Japonii - gdzie tamci psychologowie opracowali metodę wyjścia z głębokiej traumy po NAGŁEJ i NIESPODZIEWANEJ śmierci ukochanej osoby. Brak pożegnania - powodował wielkie spustoszenie w naszej psychice,tak możemy wejść do tej budki i wirtualnie porozmawiać z TĄ osobą. Była zbiórka na ten cel- organizowała ją - pisarka Katarzyna Boni.Trochę trwało...tam nawet można zostawić list...do tej ukochanej osoby.Podobno,są plany,żeby je wydać- oczywiście większość - to anonimowe wpisy.
Aisa - ja dopiero teraz po blisko 3 latach zaczęłam się ,,cieszyć,,swoim - a właściwie NASZYM domem,który miał być naszą wspólną ostateczną przystanią. Ty masz Tatę,wspiera Cię,doradza...to naprawdę bardzo dużo zmienia.Moja bliska koleżanka,zresztą już o Niej pisałam: po 14 latach wdowieństwa- postanowiła zrealizować Ich wspólne marzenie - mały domek na skraju miasta.
AnnaLe ,płacz jak potrzebujesz...jak tylko Cię ogarnia smutek,nostalgia- płacz.Mnie tak radził psycholog- nie należy tłumić emocji.,,Ma pani prawo iść ulicą i płakać- a innym nic do tego,,- często tak powtarzał...i tak robiłam.
W tym przypadku trzeba być egoistycznie nastawionym do świata - i myśleć przede wszystkim o sobie.Inni mają całe szczęśliwe rodziny...nie są w stanie zrozumieć z czym my ,każdego dnia musimy się mierzyć.Wie ten- co przeżył to co my...Dużo sił życzę z całego serca.
31,337 2023-06-14 22:40:43 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-06-14 22:50:11)
Cześć Kochane,
Dawno nie pisałam ale miałam ciężki okres.Zresztą MAM bo nic się nie zmieniło...Cały czas ogarnia mnie ogromny smutek i wielka tęsknota a gorące dni tego mi nie ułatwiają.Wszystko wraca ze zdwojoną siłą.U mnie za 10 dni minie 2 miesiące jak Go nie ma.Cały czas mam nadzieję,że wróci i "co by było gdyby"...I to jest ciągłe takie zadręczanie siebie...
Zapisałam się fo psychologa(to będzie jako psychoterapia...)może będzie coś lepiej...Może.
Nigdy nie korzystałam z takich porad więc nie wiem jak to będzie.
AnnaLe...przytulam Cię mocno...Ja mam 44 lata i z moim mężem też zawsze wszystko robiłam razem.Byliśmy razem ponad 15 lat i nie miałam nigdy osobnej nocy.Zawsze RAZEM.Wszędzie.
Wakacje od lat to samo miejsce...
Codziennie płaczę i nie wyobrażam sobie dalszego życia.Też schudłam bardzo dużo.Przez 3 tygodnie minus 13 kg.Ważę w tej chwili 47 kg...Też nie mogłam spać doszły do tego zawroty głowy.
Teraz juz sypiam lepiej co nie oznacza,że całą noc...
Też dostałam leki ale ich nie biorę ponieważ są to leki na padaczkę i silne stany lękowe...-przestraszyłam się trochę,chociaż siostra twierdzi,że powinnam brać bo się wykończę.
Też miałam różne myśli ale nie zrobiłabym tego córce.Nie mogłabym.
Jolu to co piszesz to wszystko prawda...Czas na pewno tutaj jest potrzebny.
Tulę Was wszystkie dziewczyny bardzo mocno.
Ktoś kiedyś tutaj zaproponował spotkanie...Pomyślałam wtedy,że w życiu bym nie poszła.Ale teraz tak sobie myślę,że takie spotkanie to trochę jak taka terapia.Bo My rozumiemy siebie jak nikt inny.Nosimy ten sam ból...
A co Wy myślicie?.Ja na chwilę obecną nie spotykam się ze znajomymi nigdzie nie wychodzę.Ale Wy jesteście mi bliskie i chociaż Was nie znam czuję narastającą więź.Pozdrawiam.
31,338 2023-06-19 13:59:09
Witaj Ma08,witajcie drogie moje...ja tez kiedyś nie wyobrażałam sobie wyjścia do ludzi...Blokada psychiczna i emocjonalna. Wydawało mi się,że nie dam rady z nikim porozmawiać,nie będę potrafiła się dzielić swoim smutkiem i rozpaczą.Przekonał mnie psycholog i Aniczka z Venles. Pisały o swoich kontaktach,dzieliły się swoimi przeżyciami,namawialy na wyjście z domu. Misiulka też przekonywała,żebym uwierzyła w siebie.....Wszystko musi się odbyć w odpowiednim do tego czasie.Ja teraz nie wyobrażam sobie swojego prywatnego życia bez Tych wspomnianych kobiet i jeszcze kilku Innych: Ikarii i Baśki.. Nasze codzienne kontakty pomagają każdej z nas w ,,zaliczaniu,,kolejnego samotnego dnia. Cieszę się jak małe dziecko,gdy mogę podzielić się swoimi myślami i codziennymi problemami z ,,Moimi,,Dziewczynami - One mówią to samo. Tworzymy coś w rodzaju patchworkowej rodzinki, wiemy o sobie bardzo dużo,znamy plany i marzenia...Bo trzeba marzyć- chociaż o mniejszym psychicznym bólu czy o kolejnym wspólnym spotkaniu.My,najlepiej wiemy co każda z Nas czuje i przez co musiała przejść i niestety nadal przechodzi.Trzeba być w takiej samej sytuacji,aby zrozumieć ból i tragedie innych. Ma08, napisz gdzie mieszkasz- w jakiej części Polski- może jest tuż obok Ciebie któraś z kobiet tu piszących? chociaż odległość też nie jest dużym problemem,jeżeli ktoś potrzebuje pomocy. Wszystko da się zorganizować,tylko potrzeba dobrych chęci i trochę czasu wolnego. Po takich spotkaniach,człowiek dostaje jakby drugie życie.Ma poczucie,że jest jeszcze dla kogoś ważny i nadal zasługuje na odrobinę zainteresowania i troski od innych. Każda droga wyjścia z bólu i traumy - jest dobra,tylko trzeba postawić ten przysłowiowy pierwszy krok - a nie stać tylko w miejscu.Samo rozglądanie się w okół siebie i czekanie na inicjatywę innych nie zawsze daje efekt,trzeba samemu szukać dobrych,empatycznych ludzi.
Mnie się udało, cieszę się z tego- że przyszedł czas, po śmierci męża,że zaczęłam się spontanicznie śmiać i przeżywać małe radości- dopiero po prawie trzech latach żałoby...ale jednak.To dowód na to,że warto czekać...być może te moje małe radości przemienią się w większe,bardzo bym tego chciała. Mój psycholog kilka tygodni temu powiedział:,, Już nie potrzebuje pani mojej pomocy.Jestem z pani dymny,ale też to po części jest zasługa ludzi,którymi się pani otacza. Miała pani szczęście trafiając na Nich- bardzo mały procent jest ludzi prawdziwie oddanych innym,a nie tylko wpatrzonych po czubki butów - w siebie....ale pani ich odnalazła,albo Oni odnaleźli panią...tak jest pani szczęściarą - mając ich przy sobie...Teraz jestem pewien,że dalej już tylko lepiej będzie. ,,.
Tych słów się trzymam i to bardzo kurczowo...życzę Wam tego samego Moje Drogie.
31,339 2023-06-19 16:36:12
Witaj jolam1,
Hej dziewczyny!
Ja jestem z Wrocławia i z chęcią spotkałabym się z kimś kto jest w podobnej sytuacji jak ja...Wypłakać się i wysłuchać też drugiej osoby.Niestety nie zawsze da się to zrobić z koleżanką czy z kimś z rodziny...Jolu wszystko co piszes to prawda.Fajnie,że znalazłaś tutaj bliskie Ci osoby,które są w tej samej sytuacji.
Ja niestety jestem trochę w "zamknięciu" i teraz wiem,że nie jest to chyba najlepsze.
Z wyczekaniem oczekuję wizyty u psychologa abym mogła się wygadać i powiedzieć co mnie dręczy czy to normalne...U Ciebie Jolu minęły 3 lata więc z pewnością zrobiłaś "dużo kroków w przód".U mnie chyba przeciwnie...
Pozdrawiam Was wszystkie!
31,340 2023-06-21 20:07:18
Witam wszystkie na tym FORUM
Znów zostałam wywołana przez Jolę ...i jak zwykle wtedy coś napiszę. To Jola też posłużyła się moim motto "...zrozumie kto stracił miłość życia". Bo właśnie tu można się wyżalić, wypłakać i ponarzekać, a nikt nas nie będzie potępiał czy pouczał co robić. No cóż ja 3.VI skończyłam 6 lat żałoby. Właśnie w tym dniu miałam coś napisać, ale miałam takiego "doła" - ponieważ tak się złożyło, że byłam sama w domu. A to dlatego, że wróciłam z tygodniowego wyjazdu do Solca -Zdroju by ten dzień przeżyć w miejscu, gdzie odszedł mój mąż. Wiem, że była to zła decyzja, ale człowiek uczy się na błędach.
Po tych 6 latach na pewno już moje życie jest inne, ale mimo upływu czasu i recepty na funkcjonowanie - nigdy nie będzie komfortu psychicznego i nigdy już nie powrócą tak radosne dni jak kiedyś były. Ludzie wśród których funkcjonuję jakoś pomagają, ale rana w sercu nie zagoiła się - ona zabliźniła się, ale co jakiś czas daje znać o sobie. Gdy widzę pary w moim wieku - zawsze przychodzi myśl .......czemu jestem sama????? no czemu ??????
Najlepsze lekarstwo - to nawał pracy....by nie myśleć. Trzeba wypracować sobie czas pracy i wypoczynku, czy spotkań z innymi podobnymi osobami - takimi, które w jakiś sposób potrafią zrozumieć naszą psychikę i postępowanie. Gdy jest mi źle - idę na cmentarz ( 10 min. drogi) - wracam inna. To też mi pomaga.
Dlatego moja rada - spędzajcie jak najwięcej czasu wśród ludzi - nie zamykajcie się w czterech ścianach. Nie hamujcie płaczu - bo żal, smutek i ból po stracie trzeba wypłakać, dajcie czas czasowi....To Forum jest takim lekarstwem na to co każda z Was przeżywa. A ja mimo, że dawno leczyłam tu swoje emocje, a później pomagałam innym - dalej czytam Wasze wpisy......czasem robi mi się smutno gdy widzę Te na początku swojej żałoby.
Pozdrawiam cieplutko - teraz wszystko budzi się do życia ....Wy też dacie radę - MUSICIE !!!!!!!
31,341 2023-06-29 11:05:23
Witam i ja ! Venles pięknie napisała o emocjach i czasie w swojej sześcioletniej żłobie. Wydaje mi się,że to my- te z większym ,,stażem,, samotności zaglądamy na te Forum,a na pewno częściej piszemy.
Psycholog ,gdy się o ten stan rzeczy zapytałam,odpowiedział - że tak się dzieje zazwyczaj z młodszymi kobietami. Wcześniej wracają do stanu emocjonalnego - z ,,przed,, - skupiają się na dalszym rodzinnym życiu: typu - opieka nad dziećmi czy innymi członkami rodziny.To jest ich tzw: temat zastępczy...to jest ich deska ratunkowa - to jest ich sposób na dalsze życie.
To jest wyjście z traumy,szukają realnego podmiotu do przelania swoich emocji ,skupiają się na realizacji nowych zadań życiowych: TU i TERAZ. Nie chcą myśleć o sobie,o swojej tragedii,o swoim bólu. Jednym się udaje,ale innym nie.Czasami bywa tak,że ból i to już o wiele większy wraca - i to ze zdwojona siłą i w najmniej spodziewanym czasie. Dlatego w/g Niego nie warto niczego przyspieszać, niczego odkładać na potem,niczego nie wypierać ze swojej świadomości.Ja też płaczę i to bardzo często,czasami codziennie....Wczoraj wracając z kina w którym byłam z moją przyjaciółką: płakałam w czasie samotnej długiej drogi powrotnej/25 km/...podobnie jak Venles zadawałam sobie pytanie: dlaczego to nie z mężem wracam do domu,dlaczego będzie mnie witać przerażająco pusty dom jedynie tylko z Jego zdjęciem na półce?. Venles ma rację, w te dni dla nas szczególne:
rocznice,urodziny,święta- żadna z nas nie powinna być sama- to niczego dobrego nie wróży.Jednak nie każda z nas ma do wyboru inną opcję!!!
Te z nas,które nie są same,mieszkają z bliskimi,lub mają je tuż na wyciągnięcie ręki - tak naprawdę nie wiedzą co to oznacza być SAMĄ - SAMOTNĄ-tak całkowicie- tak namacalnie tak do bólu..na szczęście nie wiedzą,i oby jak najdłużej ....
Też cierpią, przeżywają i tęsknią- ale po czasie płaczu i smutku który Je przygniata- mogą otrzeć łzy i wyjść do bliskich na taras czy do pokoju obok. Mogą przytulić do siebie wnuki,potrzymać za rękę bliską osobę,porozmawiać z przyjaciółką nie tylko przez telefon.
U Venles 6 lat,u mnie zaraz 3 - i nic tak generalnie się nie zmieniło,przynajmniej u mnie.Nadal samotność,nadal bezsens życia,nadal niezrozumienie i niepogodzenie się z tym co zgotował mi los i życie.Na pytanie dlaczego akurat ja zostałam wdową:? sama sobie odpowiadam: a dlaczego nie ty ? to taka moja forma pocieszenia gdzieś - kiedyś usłyszana.
Spotkania znajomych i przyjaciół o których wspomniałam,wizyty bliskich- czy wyjazdy do Nich- to tylko fasada i ułuda,że normalne życie nadal trwa.U Nich - tak,u mnie nie i nic nie zapowiada na radykalną zmianę w tym temacie.Chciałabym wierzyć,że będzie lepiej- ale nie jestem tak naiwna,aby przyjąć to za pewnik i wyznacznik dalszych moich samotnych lat. Psycholog uprzedzał mnie: 3 - 4 lata zajmie pani stopniowe dochodzenie do względnej normalności...to jeszcze trochę czasu przede mną jest.
Są wśród nas kobiety i dziewczyny,które już na nowo żyją w innych związkach czy układach,ale są i takie- które nadal w samotności każdego dnia odchodzą od zmysłów z żalu i bezsilności swojej. Wczoraj jedna z Nich skontaktowała się ze mną .....z Zakonu Żeńskiego - do którego pojechała na razie na pół roku,ale nie wyklucza pozostanie w nim na dłużej,a może i na zawsze. Ma rodzinę i to sporą,ale jak mówi,Oni nie zastąpią Jej ukochanego męża,wnukowie dziwią się,że chodzi smutna i zamyślona,a przyjaciele i bliscy okazują mniej czy więcej zdziwienia,że Ona nie ,,dochodzi,,do siebie pomimo tak znacznego upływu czasu.
W końcu,każda z Nas musi sama ze sobą dogadać w temacie: co dalej z naszym życiem,co dalej będzie ze mną...? czy dam radę? czy podołam swoim i otoczenia oczekiwaniom?....
Jak widać chociażby na mnie - czas niczego generalnie nie zmienił,liczyłam na więcej....To dlaczego wciąż piszemy i o nim mówimy? dlaczego twierdzimy,że CZAS jest naszym lekarstwem i wręcz wybawieniem?......Bo tak JEST...ale nie na wszystkich jednakowo działa.Tu nasuwa mi się powiedzenie: Starych drzew się nie przesadza...nawet nie ma co próbować - ba zaraz uschną..ja już jestem takim starym drzewem...tak przynajmniej się czuję.
Trzeba oprócz czasu mieć jak pisze Venles stale zajętą czymś głowę,być zadaniową a nie rozpamiętującą.Trzeba chwytać się każdej pracy i ludzi,aby osłabić przygnębienie i wciąż trwający smutek.
W moim konkretnym przypadku: trzymam się jak najmocniej pracy zawodowej,do której dzięki życzliwości kilku osób udało mi się wrócić.Trzymam się kurczowo ludzi , których tam spotykałam i wciąż spotykam...chwytam się prac domowych,wynajduję wciąż nowe rzeczy do zrobienia. Powiększam wciąż stos książek do przeczytania i gazet do przejrzenia.Myślę co powinnam jeszcze zrobić,co obejrzeć?....ale nadal robię to wszystko w samotności.Nikt mi nie zrobi porannej kawy ,nie ugotuje zupy,nie poda kanapki. Nikt nie przyniesie mi swetra jak jest chłodniej,nikt nie powie: chodźmy na wspólny spacer... razem obejrzyjmy fajny film.
Nikt nie uspokoi mnie przed moimi mniejszymi czy większymi lękami - bo żyjemy w niespokojnych czasach... nie weźmie za rękę i nie wypowie magicznych słów: BĘDZIE DOBRZE- NIE JESTEŚ SAMA JESTEM Z TOBĄ.
Bo ja każdego dnia jestem psychicznie i fizycznie sama i już tak zostanie do końca mojego czasu : TU i TERAZ
31,342 2023-07-03 14:24:57
Witam serdecznie,tym razem krótko...zaczęły się wakacje,dla jednych to czas szczęśliwy i długo oczekiwany- dla innych mniej.To czas kojarzący się zazwyczaj z radosnym rodzinnym wypoczynkiem,zwiedzaniu,poznawaniu nowych ludzi,a później fajnymi - letnimi wspomnieniami. Dla mnie już na zawsze wakacje ,a zwłaszcza sierpień będzie smutnym,nostalgicznym miesiącem. Nie chcę liczyć kolejnych smutnych rocznic i samotnych dni,nie chcę, ale liczę- i to jest niezależne ode mnie. Rozum swoje - a serce swoje. Moje serce jest pęknięte, a,,skrzydła,,połamane...i choć w uszach brzmi mi wciąż ,piękna piosenka W.Młynarskiego :,, Gramy w zielone,,...o której kiedyś pisałam i przytoczyłam sporo jej słów,to w moim przypadku przełożenie tych słów na dotychczasowe życie- wydaje się mało prawdopodobne. Drogie Moje, ja jednak mam przekonanie,że duża część z Nas- już powolutku - każda w swoim rytmie -wychodzi do żywych - robi wszystko,aby dzieci nie przeżywały wiecznego smutku po odejściu ukochanego Taty a My żebyśmy same ze sobą nie czuły się nieszczęśliwe i gorsze od innych. Ciężkie to zadanie dla Nas wszystkich: tych z mniejszym czy z większym wdowim stażem,nie jest to ładne określenie- ale innego chyba nie ma. Życzę,żebyśmy nie musiały spędzać wakacji w samotności z dala od bliskich, z dala od wrażliwych i empatycznych ludzi. Dosyć się nacierpiałyśmy i nadal cierpimy pozbawione opieki TEGO NAJWAŻNIEJSZEGO - którego już nie ma i już NIGDY nie będzie przy nas....
Nie dajmy się pogrążyć całkowicie rozpaczy i beznadziejności....płaczmy,ale trochę mniej,zamartwiajmy się bardziej o innych- a mniej o siebie.Zróbmy dobry uczynek: możemy przygarnąć porzuconego psiaka,spytać się w swojej okolicy - czy nie możemy komuś pomóc? może inni też są w potrzebie?
Ja rok temu pojechałam szmat drogi,aby przygarnąć psiaka ,który miał trafić do schroniska - to teraz moja najlepsza życiowa towarzyszka ,powiernik i pocieszyciel. Wszędzie tam gdzie mogę - zabieram ją ze sobą,w czasie długich podróży - jest tuż obok,mówię do niej - zwierzam ze swoich kłopotów i problemów...Kiedy nie może być ze mną - zostaje w domu. Wiem,że nigdy nie śpi- czuwa i czeka cierpliwie na mój powrót.Gdy tylko słyszy jak otwieram drzwi,to radość bijąca z jej oczów wywołuje u mnie za każdym razem olbrzymie wzruszenie ,wiem wtedy,że słowo SAMA- to nie to samo co SAMOTNA...i tego na koniec życzę.Jak najmniej samotnych i smutnych dni.
31,343 2023-07-03 23:33:04
Witajcie,
Jolam1 dla mnie te wakacje to najgorszy okres...niestety nie do ogarnięcia i nie do przejścia...Pierwsze wakacje bez męża.Najukochańszego i najlepszego.
Najchętniej zasunęłabym rolety na cały dzień i pozamykała okna aby nie widzieć słońca i nie słyszeć śpiewu ptaków.
Wiem,że u mnie krótki okres bo minęły dopiero 2 miesiące albo AŻ ale nie potrafię myśleć inaczej.
I tak cieszę się,że codziennie wstaję i robię pranie,sprzątam...To mi pozwała chociaż na chwilę odciągnąć myśli...
Byłam pierwszy raz u psychologa ale nic mi to nie pomogło.Nie poczułam się lepiej.Nie usłyszałam szczególnie słów wsparcia.Dlatego zastanawiam się czy warto jeszcze pójść.Dziwnie się czułam,tak "nijako".
Próbuję się nie dołować i wmawiać sobie,że będzie dobrze ale wiadomo jak jest.
Kochane mimo wszystko życzę Wam spokojnych wakacji.Przede wszystkim dużo siły i cierpliwości.
Pozdrawiam
31,344 2023-07-04 11:33:10 Ostatnio edytowany przez AnnaLe (2023-07-04 12:01:09)
Kochane, dobrze tu wracać i widzieć, że nie tylko ja jestem blisko postradaniu zmysłów z tęsknoty.
Pojutrze wracam do pracy po dwóch miesiącach zwolnienia. Czuję, że jestem gotowa.(Chyba). Boję się pytań, jak się czuję, czy już lepiej, prób przytulania bo wtedy mogę się rozwalić, pracuję z dużą ilością osób z różnych działów marketu. Wymyśliłam sobie, że będę ucinać rozmowy na ten temat.
Minęły trzy miesiące i tydzień.
Nadal tęsknię rozpaczliwie, szukam znaków. Oglądam zdjęcia, słucham głosu bo mam trochę nagrań. Niestety nie nagrywaliśmy filmów, mam tylko jeden, oglądam ten ułamek chwili z nim często. Zawsze na dzień dobry, kochanie i dobranoc, kochanie.
Zapisałam się na różne grupy facebokowe o życiu po. Zaczęłam dzięki forumowej koleżance, Joli- Szamance, której posty sprzed lat mnie zaintrygowały. Czytam książki o tym. Na grupach jest mnóstwo pdfów do ściągnięcia. To mi w pewien sposób pomaga. Pomaga mi też odrobinę mówienie do niego w myślach, tak jakby był obok, choć nieobecny. Wczoraj przeczytałam książkę, jak mąż po śmierci żony robił podobnie i zmienił związek przez to w głębszy choć niefizyczny.
Zrobiłam sobie zdjęcia paru stron, przepiszę fragment:
"Niektórzy mogą pomyśleć, że mam pewne urojenia lub wyobrażam sobie to wszystko, aby uciec od mojego smutku. To z pewnością jest możliwe. Inni mogą twierdzić, że to nie jest zdrowy sposób na pokonanie żalu. Na to odpowiadam, że doświadczanie umysłu, ducha, serca i niszczącego zdrowie żalu na co dzień jest o wiele mniej zdrowe niż wiara w życie pozagrobowe, doświadczanie naszych bliskich i naszej relacji z nimi. Więc jeśli ja "oszukuję siebie", to co z tego? Jest to o wiele lepsze, niż ta alternatywa." - William J. Murray - Miłość po życiu
Przede wszystkim też - niech żyją antydepresanty. Moja sąsiadka powiedziała, że jej koleżance w pracy zmarł mąż, było z nią źle i dostała leki. Podobno przestała je brać, bo miała wyrzuty sumienia, że się po nich tak dobrze czuje.
Dzięki nim nie zalewam się non stop łzami, jak na początku, często nawet te łzy nie chcą płynąć. Nie przestały płynąć ale jest dużo spokojniej. Moja córka bardzo martwiła się moim smutkiem, podobno jak modliła się z moją mamą w kościele i babcia spytała ją w jakiej intencji się chce modlić, powiedziała: żeby mama nie była smutna. Starałam się ukrywać przed nią, jak tylko mogłam, ale piętnastolatka nie jest ślepa ![]()
Dopiero po dwóch miesiącach mogłam się skupić na tyle, by móc czytać książki czy oglądać tv czy jakiekolwiek filmy.
Dużo czasu spędzałam na ogródkowych pracach, mojej pasji PRZED, porzuconej na tygodnie PO. Teraz skupiam się na tym, by interesować się znów, próbuję sobie wmówić, że ten temat zastępczy (jak i wiele innych) jest ważny. Z naciskiem na "próbuję".
Mam to szczęście, że mam fantastyczną przyjaciółkę, która mnie wspiera, myślę, że gdyby nie ona, też nie byłabym w takim stanie, jak jestem teraz. Ona nie mówi, że kolejna chmura w kształcie anioła, oczu nieba, piórka, ważki, ptaki, znajdowane monety to nie są znaki, tylko cieszy się z nich razem ze mną...to pomaga...wiara pomaga przetrwać...jakoś...w coś trzeba wierzyć, by przetrwać, nawet w głupoty...
W sercu nadal kamień.
31,345 2023-07-12 17:41:06
Moje drogie, każdy sposób jest dobry - gdy prowadzi do mniejszej rozpaczy i powstrzymuje choć na trochę kaskadę naszych łez. Gdy może nam pomóc nie zatracić się do końca w plątaninie smutnych,negatywnych emocji.
Ja też szukałam i nadal szukam pocieszenia z dłuższej wizyty ptaka na poręczy tarasowego fotela,czy odnalezieniu drogi na zupełnym odludziu,po głośnym wypowiedzeniu imienia mojego męża z prośbą o pomoc.
To pomaga ,mnie bardzo często się zdarzało po śmierci Mamy,Taty i Brata- gdy w decydujących dla mnie chwilach - prosiłam o ICH opiekę....Teraz o to samo proszę mojego męża...i zazwyczaj z pozytywnym skutkiem.
Ma08,ja dopiero teraz po prawie 3 latach cieszę się kwiatami i roślinkami,jakie wtedy posadziłam i to głównie dla mojego męża. On uwielbiał siedzieć w ogrodzie i w ciszy obserwować otoczenie. Na wszystko przyjdzie czas,tylko nie wróci już nigdy czas przeszły - dokonany. Pierwsza wizyta u psychologa ,może być taką sondującą dla obu stron. On chce poznać Twoje problemy i określić skalę potrzebnego wsparcia,a Ty poznajesz jego sposoby pracy. Mój przez kilka spotkań tylko słuchał głównie mojego płaczu,szlochu,lamentu...potem stopniowo - bardzo delikatnie sugerował co mogę zrobić - aby tak nie cierpieć.
Co nie oznacza,że przestać cierpieć w ogóle.U Ciebie moja droga - to jeszcze bardzo długa droga...ale zrobienie zwykłego prania czy zmuszenie się do innych zajęć domowych- to też wielki wyczyn w naszej sytuacji. Niektórzy maja wsparcie bliskich i przyjaciół/pisze o tym AnnaLe/i to naprawdę jest spory bonus od życia. Ja niestety nie do końca mogłam liczyć na innych,Ci którzy mogli i chcieli mi pomóc byli bardzo daleko,Ci - którzy byli blisko fizycznie- emocjonalnie byli na szarym końcu. To teraz patrząc z perspektywy czasu minionego: pomogli mi więcej zupełnie obcy ludzie...niż koledzy czy ,,przyjaciele,,/raczej pseudo- przyjaciele/.
To właśnie psycholog sprawił,że uwierzyłam w SIEBIE i to głównie sobie zawierzyłam w tym najgorszym dla mnie czasie. Nigdy do tej pory,po śmierci moich bliskich,nie byłam tak bardzo nieszczęśliwa i rozbita emocjonalnie - jak po śmierci męża. Nigdy nie zaznałam tylu negatywnych odczuć i emocji - które o mały włos mogły doprowadzić do sytuacji bez wyjścia.
Powtarzałam sobie w nieskończoność - chcesz na kogoś liczyć - to licz przede wszystkim na siebie. Bo każde spotkanie kiedyś się kończy,bo z każdej podróży - trzeba wracać do pustego samotnego domu- bo każdy myśli przede wszystkim o sobie...Postanowiłam nie wychodzić za wcześnie do ludzi,nie wyjeżdżać- żeby uniknąć smutnych powrotów. Anna Le - nie bój się pracy,i tak kiedyś musiał nastąpić powrót do niej. Mów : nie chcę rozmawiać na ten - te tematy i odchodź od ludzi ,którzy będą chcieli często nie świadomie poruszać smutne dla Ciebie sprawy. Ja tak robiłam i skutkowało - najgorsze będą pierwsze dni,później zobaczysz,że powrót do ludzi może przynieść ulgę.
Na koniec chciałam powiedzieć,że piękne i trafne są przytoczone słowa o naszej nadziei ,że jeszcze tak do końca nie wiemy co się dzieje z naszymi bliskimi,których już z nami nie ma.
Ja zaraz po pogrzebie pojechałam na miesiąc do córki- pisałam,że to był taki ,,pretekst,, moich dzieci do mojej koniecznej obecności przy wówczas 3 letniej wnuczce. Zaczynała edukację przedszkolną - a nie było wiadomo,jak to emocjonalnie zniesie. Ja byłam pod telefonem w zamyśle :zwarta i gotowa na odebranie Jej w każdej chwili...ale w rzeczywistości : ani zwarta ani gotowa- tylko rozkojarzona i nieszczęśliwa do granic możliwości. Trochę się spóźniłam z odebraniem Jej z Przedszkola. Dzieci były na placu zabaw,kilka małych istnień..a obok miła uśmiechnięta wychowawczyni - zdziwiłam się tylko,że wiekowo już nie za młoda. Otóż ta Pani podeszła do mnie jak usiłowałam usprawiedliwić moje spóźnienie....i powiedziała: spotkało panią wielkie nieszczęście- bardzo wielkie.Straciła pani najważniejszą osobę w życiu...ale nie jest pani z tym sama.Tuż obok pani stoją dwa Anioły,widziałam już Je jak pani podchodziła do nas.One będą panią strzegły i pilnowały - jeszcze pani wróci do żywych...Piszę o tym,bo ta pani-wychowawczyni miała całkowitą rację.Te Anioły- to Kobiety z Naszego Forum - to Aniczka i Venles...One to wiedzą - bo już nie raz o tym rozmawiałyśmy. Venles dokładnie używała takich samych słów jakie wtedy usłyszałam.Aniczka dzielnie dzień w dzień mnie wspierała i motywowała do walki - poważnej walki - o życie - o moje życie. Obie mówiły i nadal mówią,że MY też jesteśmy ważne dla siebie i dla świata.
Miałam wielkie szczęście,że mnie wybrały do zaopiekowania się w tym ciężkim dla mnie czasie.Mam wielkie szczęście,że nadal są Moimi Aniołami Stróżami,ale mam też szczęście : że dołączyły do Nich INNE WSPANIAŁE KOBIETY:Baśka,Ikaria,Pszczółka...
Chciałam po jakimś czasie podziękować Tej wychowawczyni z przedszkola,ale okazało się,że to była p.dyrektor - która tego dnia zastąpiła którąś z nieobecnych nauczycielek. Od dwóch lat jest już na emeryturze,szkoda,że nie zdążyłam - ale świat jest mały i mimo znacznej odległości może się kiedyś jeszcze spotkamy.
Tego Wam wszystkim życzę: dobrych,empatycznych ludzi tuż obok.Którzy zamiast krytykować,pomogą.Którzy potrzymają za rękę- przytulą i powiedzą: nie ważne jak wyglądasz i ile masz lat- ważne jakie masz serce i intencje wobec innych. Ludzi,którzy każdego dnia pytają w czym mogą pomóc i jak...a słowa zamieniają w czyny..Pozdrawiam
31,346 2023-07-31 08:30:14
Dzień dobry wszystkim. Ja znów wpadam posmęcić . Teraz co prawda nie mam czasu nawet rozpaczać. Ostro wakańczam dom, albo on mnie. Haruje każdego dnia od maja. W dzień w pracy, wieczorem na budowie. Do granic wytrzymałości. Mama mówi ,że się wykończę, ale tyko ból fizyczny ,taki prawdziwy, jest w stanie przyćmić choć trochę ten ból serca, który czuje. Płyta 30 kg nie jest mi straszna - ja jej nie dźwignę?, dźwigam śmierć ukochanego co może być cięższe? Tak bardzo uciekam od myśli o nim. Poprostu uciekam. Nie chcę myśleć, wspominać i gdyby nie córki, to pewno wmówiłabym sobie, że on nigdy nie istniał, żeby już nie bolało. Niestety (pewno kiedyś to docenie) on jest we wszystkim co mnie otacza. Wszędzie go było pełno i wszyscy go wspominają/przypominają o nim. Bo to tu komuś coś załatwił, tu komuś coś naprawił, tu komuś coś przywiózł. Nie mogę zrozumieć jak taki człowiek pełen życia tak poprostu mógł odejść. Wkurza mnie to. Niedociera, nie ogarniam. Jak mógł mnie zostawić samą. Tyle planów,marzeń tyle lat (19) i po co to.
Tyle trudów by być tu gdzie byliśmy i tworzyć to co tworzyliśmy i po co? Ludzie mówią,że jestem młoda i jeszcze mam dużo przed sobą, owszem być może tak jest, ale ja nie mogę zrozumieć, że tyle lat poświęciłam, tyle przerobinych trudnych chwil, a kiedy już było naprawdę dobrze,a miało być już tylko lepiej i co teraz go nie ma. A ja mam zapomnieć? Przecież się nie da choć bardzo bym chciała . Poprostu zapomnieć że był.
31,347 2023-07-31 08:31:28
Dzień dobry wszystkim. Ja znów wpadam posmęcić . Teraz co prawda nie mam czasu nawet rozpaczać. Ostro wakańczam dom, albo on mnie. Haruje każdego dnia od maja. W dzień w pracy, wieczorem na budowie. Do granic wytrzymałości. Mama mówi ,że się wykończę, ale tyko ból fizyczny ,taki prawdziwy, jest w stanie przyćmić choć trochę ten ból serca, który czuje. Płyta 30 kg nie jest mi straszna - ja jej nie dźwignę?, dźwigam śmierć ukochanego co może być cięższe? Tak bardzo uciekam od myśli o nim. Poprostu uciekam. Nie chcę myśleć, wspominać i gdyby nie córki, to pewno wmówiłabym sobie, że on nigdy nie istniał, żeby już nie bolało. Niestety (pewno kiedyś to docenie) on jest we wszystkim co mnie otacza. Wszędzie go było pełno i wszyscy go wspominają/przypominają o nim. Bo to tu komuś coś załatwił, tu komuś coś naprawił, tu komuś coś przywiózł. Nie mogę zrozumieć jak taki człowiek pełen życia tak poprostu mógł odejść. Wkurza mnie to. Niedociera, nie ogarniam. Jak mógł mnie zostawić samą. Tyle planów,marzeń tyle lat (19) i po co to.
Tyle trudów by być tu gdzie byliśmy i tworzyć to co tworzyliśmy i po co? Ludzie mówią,że jestem młoda i jeszcze mam dużo przed sobą, owszem być może tak jest, ale ja nie mogę zrozumieć, że tyle lat poświęciłam, tyle przerobinych trudnych chwil, a kiedy już było naprawdę dobrze,a miało być już tylko lepiej i co teraz go nie ma. A ja mam zapomnieć? Przecież się nie da choć bardzo bym chciała . Poprostu zapomnieć że był.
31,348 2023-07-31 08:33:05
Dzień dobry wszystkim. Ja znów wpadam posmęcić . Teraz co prawda nie mam czasu nawet rozpaczać. Ostro wakańczam dom, albo on mnie. Haruje każdego dnia od maja. W dzień w pracy, wieczorem na budowie. Do granic wytrzymałości. Mama mówi ,że się wykończę, ale tyko ból fizyczny ,taki prawdziwy, jest w stanie przyćmić choć trochę ten ból serca, który czuje. Płyta 30 kg nie jest mi straszna - ja jej nie dźwignę?, dźwigam śmierć ukochanego co może być cięższe? Tak bardzo uciekam od myśli o nim. Poprostu uciekam. Nie chcę myśleć, wspominać i gdyby nie córki, to pewno wmówiłabym sobie, że on nigdy nie istniał, żeby już nie bolało. Niestety (pewno kiedyś to docenie) on jest we wszystkim co mnie otacza. Wszędzie go było pełno i wszyscy go wspominają/przypominają o nim. Bo to tu komuś coś załatwił, tu komuś coś naprawił, tu komuś coś przywiózł. Nie mogę zrozumieć jak taki człowiek pełen życia tak poprostu mógł odejść. Wkurza mnie to. Niedociera, nie ogarniam. Jak mógł mnie zostawić samą. Tyle planów,marzeń tyle lat (19) i po co to.
Tyle trudów by być tu gdzie byliśmy i tworzyć to co tworzyliśmy i po co? Ludzie mówią,że jestem młoda i jeszcze mam dużo przed sobą, owszem być może tak jest, ale ja nie mogę zrozumieć, że tyle lat poświęciłam, tyle przerobinych trudnych chwil, a kiedy już było naprawdę dobrze,a miało być już tylko lepiej i co teraz go nie ma. A ja mam zapomnieć? Przecież się nie da choć bardzo bym chciała . Poprostu zapomnieć że był.
31,349 2023-08-01 13:06:36
Witaj Aisso 2022, u Ciebie 19 lat,a u mnie dziś byłaby 42 rocznica ślubu....
W słowach ludzi którzy pocieszają Cię,że jesteś młoda i dasz radę- jest część prawdy. Młodość - to bonus od życia w naszej ,,wdowiej,,rzeczywistości.
Córki,rodzice,rodzeństwo...to dla Tych,którzy ich mają olbrzymia wartość dodana. Trzymam kciuki za Ciebie,kończysz wspólny dom- to wymaga odwagi i wytrwałości.Podjęłaś się tego wyzwania i za pewnie się z niego wywiążesz. Kibicuję Ci i jednocześnie podziwiam. Ja też musiałam zamieszkać nagle sama na odludziu w nie do końca wykończonym domu.Mijają trzy lata mojej samotności,a jeszcze sporo rzeczy powinnam zrobić. Odpuszczam jednak,bo nadal nic mnie nie cieszy,a prawdę powiedziawszy : nie zależy mi tak bardzo na tym....Może to czas przejściowy związany ze zbliżającymi się terminami wielu naszych wspólnych rocznic rodzinnych,a może i nie....Może nadszedł czas marazmu i częściowego poddania się smutkowi ? kto to wie? czas i życie pokaże...MOŻE ?
31,350 2023-08-02 22:56:15
Witam,piszę mimo braków wpisów Innych dziewczyn czy kobiet w podobnych do naszych sytuacjach życiowych. Mam nadzieję,że tym razem moje słowa przyniosą Wam pocieszenie i napełnią nadzieją,że nie do końca świat dla Nas przestał istnieć po śmierci naszych mężów.
Z tych kobiet ,mnie towarzyszących w cierpieniu i niedoli praktycznie nie została żadna...to niewątpliwie dowód,że można dać sobie radę i to w tak dramatycznych dla nas momentach. Część już w nowych związkach,część się przeniosła na bardziej popularny portal: Wdowy i wdowcy...szukając i często znajdując nowych partnerów życiowych. I nawet Te- co kilka lat temu zarzekały się ,że nigdy nic dwa razy się nie zdarza....zmieniły zdanie.
Czas,czas czas- to on wszystko zmienia,to on powoduje,że nagle można dokonać niemożliwego,i nic tak do końca nie jest białe i czarne. Są wciąż i takie kobiety,które pozostają z boku - samotne z wyboru i czytają nasze wpisy,ale już nie odzywają się - bo sądzą ,że niczego nowego nie wniosą...?
Reasumując: każda z nas musi sobie postawić pytanie : Quo Vadis? i sama sobie na nie odpowiedzieć...Pozdrawiam i trzymam kciuki za NASZE ŻYCIOWE WYBORY
Sadzę i niestety nie tylko ja,że brak wpisów spowoduje zamknięcie naszego Forum,więc korzystając być może z ostatniej okazji podziękuję za te wspólne prawie trzy lata internetowej znajomości ....DZIĘKUJĘ - tu dostałam prawdziwe wsparcie,zrozumienie i pomoc. Gdyby nie to Forum z całą pewnością nie doszłabym tak daleko w swojej samotności...nie byłoby mnie TU I TERAZ,nie nauczyłabym się rozpoznawać życzliwych ludzi od takich co się za nich tylko podają.. To była prawdziwa lekcja POKORY - bez dzwonków na przerwę..to była prawdziwa lekcja ŻYCIA....PRAWDZIWEGO Życia
31,351 2023-08-08 14:21:42
Mamy każda swoje życie a ból każda z nas taki sam . Ja po 3 miesiącach od śmierci mojego męża w tygodniu chodzę z podniesioną głową i uśmiechem na ustach a przychodzi sobota niedziela to rozklejam się i co tydzień muszę się napić czegoś mocniejszego bo nie wiem czy na kolejny tydzień starczy mi sił . Nigdy nie lubiłam alkoholu a teraz .... bez tego ani rusz... Pozdrawiam
31,352 2023-08-08 14:31:46
Mamy każda swoje życie a ból każda z nas taki sam . Ja po 3 miesiącach od śmierci mojego męża w tygodniu chodzę z podniesioną głową i uśmiechem na ustach a przychodzi sobota niedziela to rozklejam się i co tydzień muszę się napić czegoś mocniejszego bo nie wiem czy na kolejny tydzień starczy mi sił . Nigdy nie lubiłam alkoholu a teraz .... bez tego ani rusz... Pozdrawiam
Najprostsza droga wprost do alkoholizmu.
31,353 2023-08-28 14:46:52
Pięć miesięcy po. Dziura w sercu, setki plików do przeczytania i dalszego oswajania się z niefizycznością i światem duchowym. Nadal brak celu i radości, pierwszy raz w życiu cieszę się na jesień i zimę, których nienawidziłam a teraz pasują do stanu mojej duszy.
Powrót do pracy był dobrą decyzją, widać było radość klientów z mojego powrotu a i ja nie miałam już tak dużo czasu na rozpacz.
Dodatkowy prywatny stres który jeszcze bardziej podciął skrzydła. Takie "co nas nie zabije..."...ale czy wzmocni?
Staram się ogarnąć dla córki, która bardzo martwi się moją depresją i smutkiem.
W pracy już nawet żartuję i teoretycznie wróciła dawna ja.
Maska pasuje i nawet da się nosić przez wiele godzin.
31,354 2023-09-07 16:28:32
Witam po długim okresie wakacyjnym. Bardzo się bałam tego długiego samotnego- wolnego czasu.Po raz kolejny życie mnie zaskoczyło i napisało swój własny scenariusz. W domu byłam tylko przejazdem-były wizyty przyjaciół i znajomych oraz dłuższy pobyt rodziny.
Ten dłuższy- konkretnie na 3 rocznicę śmierci mojego męża,bardzo mi pomógł emocjonalnie,nie byłam sama,czułam się tak namacalnie zaopiekowana.Były wspomnienia,oglądanie zdjęć i pytania wnuków o Dziadka,mgliste Jego wspomnienia u nich. Starsza miała 4 lata gdy Dziadek odszedł,ale pamięta cukierki Krówki ,które razem kupowali,wspólne lody,spacery i pierwszą samodzielną jazdę dziecięcym rowerkiem....obok Dziadka. Druga nieco młodsza- mówi,że pamięta wspólne oglądanie bajek..
Teraz Dziadek jest daleko pochowany - tam gdzie i ja będę wspólnie z Naszymi najbliższymi osobami. Nie wiem czy to dobrze,czy nie- gdy siedzi się na ławce przed grobem....własnym grobem. Wiem,że nie będzie ładnych dekoracji na nim,lampek czy świeżych kwiatów- bo dwoje moich dzieci mieszka bardzo daleko od cmentarza,a żadnej innej rodziny nie posiadam. Ja i tak nie będę już tego świadoma,to bez znaczenia dla mnie i dla tych wszystkich moich bliskich. Chcę jeszcze napisać,że cieszę się z tego,że bliscy będą tuż - tuż,bo pomimo ich straty wiele lat temu,nadal tęsknota jest olbrzymia a wspomnienia powodują samoistne łzy.
W czasie wakacji ponownie - w sposób bardzo namacalny dowiedziałam się o sile i ważności naszych bliskich - tym razem żyjących. Niby to taki banał: rodzina - to podstawa...to nie banał...tak to już jest ,że tam gdzie silne więzi rodzinne,stamtąd w najgorszych chwilach otrzymasz pomoc. Ja piszę w swoim imieniu,wiem,że są różne rodzinne zależności i układy- ale mnie ten czas już ponad trzyletniej żałoby gdyby nie najbliżsi - byłby czasem permanentnego smutku i zagubienia. Pomogły też mi wspomniane wielokrotnie wcześniej kobiety - dziewczyny z tego Forum, teraz zaczęli sobie o mnie przypominać znajomi ci bardziej bliscy i trochę mniej.
Niczego już nie odrzucam,na nikogo nie obrażam- bo czasu mam mało,a wiek nie pozostawia żadnych złudzeń.Ci,co piszą,że wiek nie gra roli- to myślę,że są w głębokim błędzie- bo nie można oszukać biologii i czasu,Tak jak czas leci rany- tak też powoduje utratę życiowych sił i przybliża choroby.
Nie da się oszukać lat...jedni mają lepszą kondycję , ale często na pokaz tylko. Mówią na wdechu,udają ,że rozmawiają przez telefon- aby nie było słychać przyspieszonego oddechu jak wspinają się lub starają się dorównać kondycyjnie tym młodszym...Nawet rok - dwa - kilka po umownej 65- tce to dla niektórych wzgórzami Himalajów są.Życzę więc zdrowia,zdrowia i wytrwałości w starciach z życiowymi wyzwaniami - które my- samotne kobiety musimy każdego dnia pokonywać.Pozdrawiam
31,355 2023-09-22 08:04:00
Witajcie Kochane :*
Powiedzcie co u Was, jak dajecie radę? W tym pięknym lecie choć na chwilę zaświeciło dla Was słońce?
31,356 2023-09-24 23:44:15
Hej,
Dawno nic nie pisałam ale zaglądałam tutaj systematycznie...
GaMa-pytasz czy zaświeciło słońce??-świeci cały czas ale tylko na niebie...
U mnie dzisiaj właśnie mija 5 miesięcy.Zastanawiam się jak ja daję radę...
Nawet nie byłam na cmentarzu bo przygnębia mnie widok z imieniem i nazwiskiem...-wtedy do mnie dociera,że Go nie ma.Nie chodzę i jest mi lżej.
Straciłam też wiarę...-TAK-nie wierzę.
Nie wierzę w drugie życie,nie wierzę w dusze...
Tego NIE MA.Nie ma czegoś takiego jak znaki i że dzieli nas tylko czas...
Wcale się "TAM"nie spotkamy bo tego "TAM" po prostu NIE MA.To kościół ogłupia ludzi.Wcalę się nie dziwię,że ludzie latami są w żałobie...wierzą w te bzdety i się tylko pogrążają.
Ja przez pierwsze 2 miesiące WYŁAM i to dosłownie.
Nigdy w życiu tylu łez nie wylałam.
W 3 miesiącu w zasadzie pod koniec nastąpiła zmiana.I to totalna.
Straciłam wiarę i mi ulżyło...Jest mi lepiej.
Nie wierzcie w te bzdury,że ON patrzy na nas itp...
Nie ma dowodów ani na tzw."znaki"ani,że jest to drugie życie.Tego NIE MA.
Dlatego tutaj trzeba żyć na 100%bo później już tego nie doświadczymy.
Tęsknię,oczywiście.Ale jest inaczej.
Przede wszystkim NIE ROZPAMIĘTUJEMY i NIE ROZMYŚLAMY.Jak tylko w ciągu dnia pomyślę o mężu od razu mam w głowie słowa"nie rozmyślam"-Jego już nie ma i nie będzie.I od razu przechodzę do porządku dziennego.I to pomaga.Oj,bardzo.
Mam Go w sercu ale nie rozpamiętuje bo tkwiłabym latami.A to nie o to chodzi.Każdy psycholog Wam to powie.Zresztą wystsrczy wpisać w google-jako pierwsze jest-nie rozpamiętujemy!.
Możecie się ze mną zgadzać bądź nie ale to jest prawda.Mi jest lżej.
Mam gorsze dni ale to nie jest to co na początku.
Nie,nie zwariowałam.
Dzięki temu,że nie rozpamiętuję i nie narzekam to właśnie funkcjonuje.
Wcale się nie dziwię teraz,że niektóre z Was po 5,6 lat i nic się nie zmienia...
Należy zmienić myślenie i nie dać się omamić.
Wcale się już z Nimi nie spotkamy.Z nikim się nie spotkamy bo nie ma niczego.
Tutaj jest życie.A wraz z końcem biciem serca właśnie się ono kończy.U później następuje koniec.Nie ma się co łudzić...
31,357 2023-09-28 12:14:10
Witaj Ma08,może się zdziwisz,ale ja się z Tobą zgadzam. Tez nie wierzę w drugie życie, do Pana Boga mam OLBRZYMIĄ pretensję, nie tylko że zabrał mi najważniejszą osobę na świecie,ale że już wcześniej systematycznie odbierał mi najbliższych. Po co? w jakim celu? przecież Bóg to SAMA DOBROĆ - powinna być!!!! Nikomu nic złego nie zrobiłam,krzywdy nawet w myślach nie wyrządziłam,nikogo nie okradłam ,nie upokorzyłam - nigdy nie uderzyłam .
Mnie od ludzi bardzo dużo złego spotkało,jeżeli obojętność ,ułudę i umiejętne maskowanie prawdziwego oblicza można zakwalifikować do tej kategorii zachowań. Obojętność , zapomnienie i brak szczerości może równie silnie zaboleć jak przysłowiowy klaps....
Piszesz nie ROZPAMIĘTYWAĆ- i zgoda,tylko że rozum mówi co innego- a serce mówi swoje. Jeżeli jesteś w otoczeniu innych, w tym bliskich - i każdego dnia masz głowę zajętą codziennymi sprawami - to pełna zgoda- nie masz czasu na rozpamiętywanie tego co było - skupiasz się na : tu i teraz. Od rana masz konkretny plan do zrealizowania rodzinny i zawodowy.Jeżeli jednak jesteś SAMA z dala od najbliższych, z dala od zupełnie nawet obcych ci ludzi- to sytuacja się komplikuje i to znacznie. Wierz mi - sama się o tym przekonuję każdego niemal dnia.Ratuje mnie tylko to,że nigdy nie bałam się samotności,że nawet z mężem mieliśmy swoje i tylko swoje przestrzenie.On wolał morze,jeziora czy równe przestrzenie,ja góry czy nawet niewielkie wzniesienia. Po osobnych pobytach tam gdzie kto chciał,zawsze też były i wspólne - ulubione ,z którymi łączyły nas nasze wspomnienia.
Ja myślę,że niech każdy wybierze swoją drogę- jak to ktoś powiedział: niech podąża swoją ścieżką żałoby i smutku. To,że ktoś po 5 czy 6 latach nadal jest w tym samym punkcie - nie musi oznaczać ,że wciąż rozpamiętuje- może tkwi w teraźniejszości ze świadomego wyboru i tylko jemu jest wiadomo dlaczego?
Znam i to bardzo dobrze,kobiety - które od 20 lat są same po śmierci mężów. Są same z własnego wyboru,były dość atrakcyjne wiekowo i nie tylko,żeby sobie to życie poukładać - ale nie chciały, może i też po części nie potrafiły emocjonalnie.Są zadowolone ze swoich życiowych wyborów,są pogodne i pogodzone - dają innym wsparcie i to bardzo duże. Jedna z nich zamieszkała ze mnę po śmierci męża - nie długo - tylko trzy tygodnie,ale to starczyło żebym nabrała wiary w dobro ludzi.Dużo rozmawiałyśmy i to do późnych nocnych godzin,ale też dużo milczałyśmy...i to też było dla mnie olbrzymie wsparcie.
GaMa - słońce świeci nadal i tego lata wyjątkowo długo i mocno.Jesień też piękna pogodowo się zaczęła, ale dla mnie to jest bez większego znaczenia. U mnie pod koniec sierpnia minęły 3 lata samotności,ale zdaję sobie sprawę,że to dopiero początek. Ja nie pamiętam za bardzo,jak te lata przeżyłam,wiem tylko jedno: MINĘŁY BŁYSKAWICZNIE .Prowadziłam zawsze od liceum dziennik,nadal tak robię- i od czasu do czasu do nich wracam,ale NIGDY jeszcze nie wróciłam do tych lat: SPRZED....do tych naszych wspólnych lat małżeństwa.
Może to nastąpi,a może nie tak prędko - zobaczymy. Dziś długo rozmawiałam z przyjaciółką - też wdową. Opowiadała ,że po śmierci jej męża ratowały Ją jego listy pisane do Niej przez Niego. Był dwa lata na tzw: kontrakcie - daleko w jakimś afrykańskim państwie - nawet przez telefon nie mieli możliwości rozmawiać.Pisali do siebie każdego dnia długie listy...już po jego śmierci okryła podobne listy jego matki do jego ojca. Też ich los rozdzielił na jakiś czas, zrozumiała,że nie tylko ona była nieszczęśliwa,że mijasz zwykłych ludzi na ulicy - mają uśmiech na twarzy,a w sercu pustkę.Dobrze się czyta książkę Małgorzaty Kalecińskiej: ,,Listy pisane atramentem,, - tam wdowiec pisze każdego dnia listy do swojej zmarłej żony. Też dużo,dużo wcześniej któraś z kobiet pisała na tym Forum: że psycholog radził,żeby pisała listy do zmarłego męża. Napisała 154 - i każdego dnia po pracy jechała na cmentarz ,aby mu przeczytać. Przyznała,że to jej najbardziej pomogło?!
U mnie z całą pewnością jest przymusowa akceptacja mojej sytuacji życiowej - ale nigdy mojej wewnętrznej zgody na to nie będzie.Muszę tak żyć - bo nie mam innego wyjścia- na razie nie mam- ale zrobię wszystko aby znaleźć jakieś wyjście awaryjne - aby opracować sobie jakiś Plan B, nie chciałabym umierać w samotności,chciałabym - żeby ktoś obok mnie potrzymał mnie wtedy za rękę....tylko tyle i aż tyle.... Pozdrawiam
31,358 2023-10-04 13:42:33
I znów przeżywam dramat, mój mąż ma raka. 10 lat temu przeszłam dwie tragedię i znów czuje to samo, ból, rozdarcie, niemoc. Ile jeszcze mogę znieść? Ile wytrzyjam
31,359 2023-10-04 13:43:41
I znów przeżywam dramat, mój mąż ma raka. 10 lat temu przeszłam dwie tragedię i znów czuje to samo, ból, rozdarcie, niemoc. Ile jeszcze mogę znieść? Ile wytrzymam.
31,360 2023-10-04 13:44:21
I znów przeżywam dramat, mój mąż ma raka. 10 lat temu przeszłam dwie tragedię i znów czuje to samo, ból, rozdarcie, niemoc. Ile jeszcze mogę znieść? Ile wytrzyjam
Wspolczuje mam nadzieje, ze twoj maz pokona chorobe. Czego to rak i jakiego stopnia?
31,361 2023-10-04 14:23:42
Witaj Ma08,może się zdziwisz,ale ja się z Tobą zgadzam. Tez nie wierzę w drugie życie, do Pana Boga mam OLBRZYMIĄ pretensję, nie tylko że zabrał mi najważniejszą osobę na świecie,ale że już wcześniej systematycznie odbierał mi najbliższych. Po co? w jakim celu? przecież Bóg to SAMA DOBROĆ - powinna być!!!! Nikomu nic złego nie zrobiłam,krzywdy nawet w myślach nie wyrządziłam,nikogo nie okradłam ,nie upokorzyłam - nigdy nie uderzyłam .
Mnie od ludzi bardzo dużo złego spotkało,jeżeli obojętność ,ułudę i umiejętne maskowanie prawdziwego oblicza można zakwalifikować do tej kategorii zachowań. Obojętność , zapomnienie i brak szczerości może równie silnie zaboleć jak przysłowiowy klaps....
Piszesz nie ROZPAMIĘTYWAĆ- i zgoda,tylko że rozum mówi co innego- a serce mówi swoje. Jeżeli jesteś w otoczeniu innych, w tym bliskich - i każdego dnia masz głowę zajętą codziennymi sprawami - to pełna zgoda- nie masz czasu na rozpamiętywanie tego co było - skupiasz się na : tu i teraz. Od rana masz konkretny plan do zrealizowania rodzinny i zawodowy.Jeżeli jednak jesteś SAMA z dala od najbliższych, z dala od zupełnie nawet obcych ci ludzi- to sytuacja się komplikuje i to znacznie. Wierz mi - sama się o tym przekonuję każdego niemal dnia.Ratuje mnie tylko to,że nigdy nie bałam się samotności,że nawet z mężem mieliśmy swoje i tylko swoje przestrzenie.On wolał morze,jeziora czy równe przestrzenie,ja góry czy nawet niewielkie wzniesienia. Po osobnych pobytach tam gdzie kto chciał,zawsze też były i wspólne - ulubione ,z którymi łączyły nas nasze wspomnienia.
Ja myślę,że niech każdy wybierze swoją drogę- jak to ktoś powiedział: niech podąża swoją ścieżką żałoby i smutku. To,że ktoś po 5 czy 6 latach nadal jest w tym samym punkcie - nie musi oznaczać ,że wciąż rozpamiętuje- może tkwi w teraźniejszości ze świadomego wyboru i tylko jemu jest wiadomo dlaczego?
Znam i to bardzo dobrze,kobiety - które od 20 lat są same po śmierci mężów. Są same z własnego wyboru,były dość atrakcyjne wiekowo i nie tylko,żeby sobie to życie poukładać - ale nie chciały, może i też po części nie potrafiły emocjonalnie.Są zadowolone ze swoich życiowych wyborów,są pogodne i pogodzone - dają innym wsparcie i to bardzo duże. Jedna z nich zamieszkała ze mnę po śmierci męża - nie długo - tylko trzy tygodnie,ale to starczyło żebym nabrała wiary w dobro ludzi.Dużo rozmawiałyśmy i to do późnych nocnych godzin,ale też dużo milczałyśmy...i to też było dla mnie olbrzymie wsparcie.
GaMa - słońce świeci nadal i tego lata wyjątkowo długo i mocno.Jesień też piękna pogodowo się zaczęła, ale dla mnie to jest bez większego znaczenia. U mnie pod koniec sierpnia minęły 3 lata samotności,ale zdaję sobie sprawę,że to dopiero początek. Ja nie pamiętam za bardzo,jak te lata przeżyłam,wiem tylko jedno: MINĘŁY BŁYSKAWICZNIE .Prowadziłam zawsze od liceum dziennik,nadal tak robię- i od czasu do czasu do nich wracam,ale NIGDY jeszcze nie wróciłam do tych lat: SPRZED....do tych naszych wspólnych lat małżeństwa.
Może to nastąpi,a może nie tak prędko - zobaczymy. Dziś długo rozmawiałam z przyjaciółką - też wdową. Opowiadała ,że po śmierci jej męża ratowały Ją jego listy pisane do Niej przez Niego. Był dwa lata na tzw: kontrakcie - daleko w jakimś afrykańskim państwie - nawet przez telefon nie mieli możliwości rozmawiać.Pisali do siebie każdego dnia długie listy...już po jego śmierci okryła podobne listy jego matki do jego ojca. Też ich los rozdzielił na jakiś czas, zrozumiała,że nie tylko ona była nieszczęśliwa,że mijasz zwykłych ludzi na ulicy - mają uśmiech na twarzy,a w sercu pustkę.Dobrze się czyta książkę Małgorzaty Kalecińskiej: ,,Listy pisane atramentem,, - tam wdowiec pisze każdego dnia listy do swojej zmarłej żony. Też dużo,dużo wcześniej któraś z kobiet pisała na tym Forum: że psycholog radził,żeby pisała listy do zmarłego męża. Napisała 154 - i każdego dnia po pracy jechała na cmentarz ,aby mu przeczytać. Przyznała,że to jej najbardziej pomogło?!
U mnie z całą pewnością jest przymusowa akceptacja mojej sytuacji życiowej - ale nigdy mojej wewnętrznej zgody na to nie będzie.Muszę tak żyć - bo nie mam innego wyjścia- na razie nie mam- ale zrobię wszystko aby znaleźć jakieś wyjście awaryjne - aby opracować sobie jakiś Plan B, nie chciałabym umierać w samotności,chciałabym - żeby ktoś obok mnie potrzymał mnie wtedy za rękę....tylko tyle i aż tyle.... Pozdrawiam
Jola wiesz co się dzieje z janinka?pamiętasz te panią co nie widziała dobrze i miała dwóch synów?ktoś wie co u niej?
31,362 2023-10-05 15:13:23
Witam, becia68 - wiem co przeżywasz,bo moi najbliżsi też odchodzili po kolei. Najpierw Mama zmarła na raka piersi- w wieku 54 lat - 4 lata po amputacji , wyczerpującej chemioterapii i radioterapii. Potem nagle z dnia na dzień- o ironio w Dniu Dziadka ,kiedy przyjechaliśmy z małymi dziećmi i pięknymi laurkami dla Niego-mój Tata, i po kilku latach mój jedyny ukochany starszy brat - też na raka: krtani - miał 55 lat.
Wszystkie Ich odejścia były tragiczne,ale zawsze był przy mnie mój mąż - wspierał,pocieszał,po prostu był i to wystarczało- ciężko - mozolnie ,ale zawsze powracałam do żywych.
Teraz ,jak On nagle odszedł - żyję tylko z rozpędu, z dnia na dzień - z godziny na godzinę,nic nie planuję,niczego od życia już nie oczekuję. Na nic się nie skarżę,nikomu nie zawracam głowy swoimi troskami i problemami.Często robię dobrą minę do złej gry,aby najbliższym nie sprawiać przykrości i nie przysparzać, niepotrzebnych trosk na tym szalonym - zakręconym świecie..Zawsze pomagał i wspierał mnie mój mąż- teraz WSZYSTKIM muszę zajmować się sama.Od spraw prozaicznych - typu:zrobienia sobie kawy, śniadania....zakupów, koszenie trawy,prac ogrodowych,płacenie rachunków,ogarnięcie wszelkich spraw urzędowych - do spraw motoryzacyjnych: tankowanie,przeglądy,wymiana opon, awarie(poważne) -a zaraz po śmierci męża: prace nad wspólnym domem(na szczęście - zostały tylko sprawy wykończeniowe i odbiór techniczny) potem-samodzielna, trzy - miesięczna przeprowadzka w czasie zimy. Mąż zmarł - 24 sierpnia,ja przeszłam na emeryturę tydzień później.
Teraz jak wspominam tamten czas- to nie wiem jak mi się udało go przeżyć i nie zwariować z rozpaczy. Teraz bym chyba nie dała rady....
Becia68 - rak to nie zawsze jest wyrok.Teraz medycyna bardzo poszła na przód,są programy eksperymentalne,leki nowej generacji.Ostatnio spotkałam lekarkę- która przez 4 lata leczyła moją mamę, a przez rok brata - powiedziała,że gdyby teraz zachorowali - żyli by....Trzeba wierzyć ,że będzie dobrze - nic innego nie pozostaje. Trzymam za to kciuki
,,Racja,,: zapytałaś o Janinkę ,tak mam z Nią kontakt i to od kilku lat. Swego czasu pisałam na tym Forum o Jej prośbie: żeby dziewczyny i kobiety napisały do Niej. Została tak jak ja całkowicie sama - z dala od dzieci. Pandemia też zrobiła swoje,brak kontaktu z ludźmi. Sama by z pewnością pisała,bo nie raz o tym wspominała,ale problem zdrowotny z oczami odbiera jej tą możliwość.Wtedy żadna z kobiet nie odpowiedziała, miały pewnie swoje sprawy i problemy.
Janinka mimo swojej sytuacji daje sobie radę: musi,nie ma innego wyjścia,ale łatwo nie jest,tak jak u większości z nas- każda musi SAMA dać sobie radę a nie jest to ani proste ,ani łatwe mieszkając samemu:dzień i noc, zdane tylko na siebie.
Są też INNE kobiety,które Ją wspierają - i to praktycznie niezmiennie,każda próbuje w jakiś sposób Jej pomagać : dobrym słowem,uczynkiem czy okazywaniem codziennej troski. Wiem po sobie, że to pomaga- mam nadzieję,że Janince też.Małe rzeczy i gesty czasami bardziej cieszą i dużo więcej znaczą - niż wielkie słowne deklaracje - często bez pokrycia. W listopadzie mijają trzy lata odkąd odszedł Jej mąż.Mój odszedł trzy miesiące wcześniej - więc staż ,,wdowi,, mamy bardzo zbliżony.Mnie uratowała dorywcza praca i wyjście do ludzi,Janinka nie ma i nie miała takiej możliwości.
Pozdrawiam serdecznie - pamiętajmy,że najważniejszy i najcenniejszy dar dla innych- może okazać się CZASEM DLA NICH POŚWIĘCONYM przez nas.
31,363 2023-10-05 15:15:37
Proszę pozdrowić janinke pamiętam o niej cały czas
31,364 2023-10-08 22:21:20 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-10-08 22:29:45)
Y
31,365 2023-10-08 22:21:50 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-10-08 22:30:01)
A
31,366 2023-10-08 22:21:56 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-10-08 22:30:17)
A
31,367 2023-10-08 22:22:01 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-10-08 22:30:33)
A
31,368 2023-10-08 22:22:32 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-10-08 22:30:48)
A
31,369 2023-10-08 22:23:07 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-10-08 22:29:11)
A
31,370 2023-10-08 22:23:18 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-10-08 22:28:48)
A
31,371 2023-10-08 22:23:45 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-10-08 22:28:30)
A
31,372 2023-10-08 22:24:09 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-10-08 22:28:07)
Witajcie dziewczyny,
Jolu jestem zdziwiona i to bardzo,że zgadzasz się ze mną w kwestii drugiego życia...Ale jest to prawda...
Za oknem już iście jesienna aura niestety depresyjna trochę...Ja jestem w trakcie przeprowadzki więc czasu brak na wszystko.
Dopiero teraz odczuje jak bardzo mi brak mojego ukochanego męża:(.Wywiercenie otworów w ścianie,wieszanie szafek...itp-nie do ogarnięcia i nie osiągalne dla mnie samej...
Podłączenie tv zawieszenie anteny-MASAKRA!-przecież to nie realne do zrobienia.Teraz dopiero będę musiała się prosić...-a tego nie lubię i nigdy nie robiłam.Ale czy mam inne wyjście?
Trzymajcie siè cieplutko.Pozdrowienia dla Janinki i zdrówka dla męża Beciu.
31,373 2023-10-08 22:24:12 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-10-08 22:26:50)
Witajcie dziewczyny,
Jolu jestem zdziwiona i to bardzo,że zgadzasz się ze mną w kwestii drugiego życia...Ale jest to prawda...
Za oknem już iście jesienna aura niestety depresyjna trochę...Ja jestem w trakcie przeprowadzki więc czasu brak na wszystko.
Dopiero teraz odczuje jak bardzo mi brak mojego ukochanego męża
Jolu jestem zdziwiona i to bardzo,że zgadzasz się ze mną w kwestii drugiego życia...Ale jest to prawda...
Za oknem już iście jesienna aura niestety depresyjna trochę...Ja jestem w trakcie przeprowadzki więc czasu brak na wszystko.
Dopiero teraz odczuje jak bardzo brak jest mi mojego męża...Wywiercenie otworów w ścianie,wieszanie szafek...itp-nie do ogarnięcia i nie osiągalne dla mnie samej...
Podłączenie tv zawieszenie anteny-MASAKRA!-przecież to nie realne do zrobienia.Teraz dopiero będę musiała się prosić...-a tego nie lubię i nigdy nie robiłam.Ale czy mam inne wyjście?
Trzymajcie siè cieplutko.Pozdrowienia dla Janinki i zdrówka dla męża Beciu.
31,374 2023-10-08 22:31:33
Nie wiem co się stało z tymi moimi wiadomościami...
31,375 2023-10-12 18:42:43
Witajcie Moje Drogie,czasami coś się dzieje z tekstami które piszemy na Forum.Kiedyś też wielokrotnie ,,spadał, mi tekst - musiałam pisać po raz n-ty. Tak się też dzieje -jak długo się nie pisze trzeba na nowo się uaktywniać poprzez podanie swojego loginu i hasła.
MaO8 -odnośnie prac typowo męskich w domu,to na pewno jest to dla nas bardzo duże wyzwanie. Też musiałam zmierzyć się sama z odbiorem technicznym domu,zgłoszeniem do Urzędu Gminy i później wiele czasu poświęcić na podpisywanie umów związanych z funkcjonowaniem tzw: gospodarstwa domowego.Jednoosobowego - na tzw: głębokiej prowincji, na uboczu,bez komunikacji.Mała miejscowość- ale raczej przyjazna do spokojnego życia. Jeden sklep spożywczy, duży plac zabaw z siłownią,świetlica wiejska - i olbrzymi nowo wybudowany stadion piłkarski z zadaszonymi trybunami,szatniami,budynkami socjalnymi. Obok korty tenisowe i Orlik - tylko w innej bardziej nowoczesnej wersji. Do lekarza,poczty - 7 kilometrów i to przez las. Niby nie dużo,a jednak dużo jak zostaje się bez środka komunikacji i nikogo nie ma się tuż obok....
MaO8 - dasz radę,a jak coś nie wyjdzie,to poprosisz o pomoc - to
normalne. Ja właśnie w trakcie swojej żałoby nauczyłam się prosić- to żadna ujma. Pamiętam jak wróciłam do pustego domu z dekoderem - zestawem kabli i pilotów.....wpatrywałam się w ciemny telewizor i czaszę anteny satelitarnej i myślałam sobie: nie dam rady tego wszystkiego ogarnąć- nigdy się tym nie zajmowałam...nie musiałam. Bez większego przekonania zaczęłam pracę - i się udało. Mało brakowało,a bym się rozpłakała - ale tym razem z radości. Później udało mi się ,,ogarnąć,,obsługę pompy ciepła i samodzielnie regulować temperaturę na ogromnym piecu- wymienniku. Sama też nauczyłam się wymieniać filtry powietrza na strychu. Jest w nas kobietach dużo siły - tylko trzeba się przemóc i spróbować.Poza tym te ,które są całkowicie SAME- tak jak ja - nie maja innego wyjścia- jak zacisnąć zęby i iść na przód- przynajmniej się starać.
Co do Janinki,mam przekazać podziękowania od NIEJ dla Was - za pamięć. Bardzo się wzruszyła ,że pamiętacie o Niej.
Prosiła,że jak któraś z Was chciałaby do Niej napisać - albo z Nią porozmawiać- możecie napisać do mnie (prywatnie)- a ja podam Jej numer telefonu. Niestety - kilkakrotnie usiłowała napisać na tym Forum,ale ponieważ dawno już tego nie robiła,musi na nowo przejść całą ta procedurę rejestracji. Wzrok - tu jest barierą ,stąd ta propozycja. Moje drogie - niedługo Dzień Zmarłych - mój psycholog wciąż mi powtarza,że nie powinno się obchodzić rocznic śmierci- w szczególności naszych kochanych- najbliższych. Rocznice urodzin - tak - bo wtedy przyszli na ten świat i dzięki temu mogliśmy być razem - ale daty ICH odejścia już nie - bo to zawsze jest bolesne przeżycie dla nas.Tylko Dzień Zmarłych - jest jedynym odstępstwem - wtedy powinniśmy być sercem i myślami z TYMI - których już nigdy nie przytulimy,nie potrzymamy za rękę.
Życzę dużo sił wewnętrznych do zmierzenia się z tym jesiennym- specyficznym czasem. Czasem nostalgicznym,często smutnym i przepełnionym ogromnym bólem i żalem- że już nic - nigdy nie będzie takie same.Nic dwa razy się nie zdarza- i nie zdarzy niestety. Pozdrawiam
31,376 2023-10-12 20:50:29
Witajcie Netkobietki.
Tak dawno mnie tu nie było...Dziś jest rocznica śmierci mojego M. - to już 11 lat...
Aż nie chce mi się wierzyć, że minęło tyle czasu. Mam przed oczami chwile jego odejścia...
Ale nie mam w sobie już tego okropnego bólu, tego straszliwego smutku, tej złości na cały świat.
Są wspomnienia, których mi nikt nie odbierze, jest radość z tego że był ze mną.
Mam dwóch synów, czterech wnuków (same chłopaki) - mój M. byłby z nich dumny ![]()
Myślę, że gdzieś tam z góry spogląda tu na nas...
pozdrawiam Was cieplutko
Ewa
31,377 2023-10-30 08:21:08
Witam ,emarsza to bardzo miłe z Twojej strony,że odezwałaś się do nas po tylu latach. To znaczy,że jakiś sentyment czy wspomnienie tego naszego Forum wciąż jest w Twojej pamięci. Jedenaście lat po....to bardzo dużo. To już spory dystans do tych bolesnych i smutnych przeżyć, to już akceptacja rzeczywistości choć z pogodzeniem z tym jest zawsze u każdej z nas inne.
Gratuluję wnuków - sama wiem,że swoją radością i szczerym zachowaniem potrafią przysłowiowe góry przenosić i łagodzić nasze smutki.
Teraz czeka nas szczególny czas- Dzień Zmarłych i Zaduszki. Wszystkim Wam i sobie też życzę dużo sił wewnętrznych do zmierzenia się z tym co nam przyniosą.
Pozdrawiam
31,378 2023-12-12 09:52:26
Witam Wszystkie tu piszące(aktualnie lub kiedyś ) kobiety- w przeważającej większości- wdowy.To będzie krótki wpis mój informujący o odejściu Jednej z nas - MISIULKI. W niedzielę dostałam informacje o Jej śmierci,teraz też o czasie i godzinie pogrzebu. Jeżeli któraś chciałaby pożegnać JĄ osobiście - proszę o kontakt na prywatnego e-maila - podam szczegóły.
W mojej pamięci Misiulka zostanie jako moja mentorka i niezłomna pocieszycielka.Przegadałyśmy wiele godzin....jestem dumna,że wzięła mnie pod swoją opiekę i swoje skrzydła. Przez CAŁY trzyletni czas aż do niedawna - była moją powierniczką i mądrą przewodniczką życia. Mogłam Jej zaufać - powiedzieć rzeczy o których inni - nawet bliscy nie wiedzieli.Nigdy nie zawiodła, nie oceniała - nie osądzała - nie krytykowała.... Zawsze wyrozumiała w stosunku do ludzi, potrafiła sprawić swoimi radami,że nawet nasze najbardziej zawiłe sprawy dawało się ,,oswoić,, - stawały się przez to kolejnym życiowym doświadczeniem - a nie życiową katastrofą.Powtarzała: błądzić - jest rzeczą ludzką...
Zawsze była i nadal będzie dla mnie: NIEDOŚCIGNIONYM WZOREM DOBREGO CZŁOWIEKA mimo przeciwności losu i życia jakie Jej przez cały czas towarzyszyły. ......zawsze chciała dawać - a nie brać. Zawsze rozmowa z NIĄ zaczynała się od JEJ słów: opowiadaj ,co u Ciebie.....
Bardzo wrażliwa,empatyczna kobieta - miała dar wyczuwania negatywnych emocji u innych. To ONA przez długi czas dzwoniła nawet po północy zatroskana o mój stan psychiczny.Pocieszała,tłumaczyła zawiłości naszego ziemskiego bytu.Zawsze powtarzała,że My - wszyscy jesteśmy tu na ziemi,tylko na jakiś czas- przejściowo....każdy też ma jakąś misję ziemską do wykonania. Była osobą wierzącą - więc mam nadzieję,że tam gdzie teraz jest- jest szczęśliwa u boku swojego ukochanego męża.
Przez takie osoby jak Misiulka - łatwiej oswajam temat śmierci. Mam nadzieję,że kiedyś się tam spotkamy - że znowu zobaczę Jej serdeczny uśmiech i usłyszę słowa: ...opowiadaj co u ciebie....
31,379 2023-12-12 20:28:27
Zastanawiam się co gorsze. Śmierć męża czy brak jakiejkolwiek żyjącej rodziny? Taka wdowa ma często dzieci, wnuki, rodzinę, siostry itd.
31,380 2023-12-19 15:27:28 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-12-19 15:37:52)
Witajcie,
Dawno mnie nie było ale niestety zawsze tutaj zaglądając odczuwam WIELKI smutek...Bo wiadomo,że gdyby było wszystko wspaniale to by mnie tutaj nie było.
Smutny jest dla mnie grudzień...Urodziny ukochanego męża i święta.
Święta....-do niedawna wspaniały okres i czas.Dla mnie wyczekiwany.Już od listopada stroiłam dom i się przygotowywałam.KOCHAŁAM ten okres.
Dzisiaj nie ma już niczego.
Nie ma choinki,nie ma ozdób.Nie ma NICZEGO.
W tym roku świąt nie obchodzę.Wręcz czuję odrazę.Te reklamy,ozdoby,muzyka w sklepach(do galerii nawet nie wchodzę).
Nie wiem czy kiedykolwiek pokocham i będę"czuła"ten czas...
Mimo wszystko dla Was kochane (jeśli obchodzicie)spokojnych i przede wszystkim zdrowych świąt.
31,381 2023-12-19 15:52:55
Zastanawiam się co gorsze. Śmierć męża czy brak jakiejkolwiek żyjącej rodziny? Taka wdowa ma często dzieci, wnuki, rodzinę, siostry itd.
Ma wnuki,dzieci.....-nie każda wdowa to "starsza Pani..."-tak chyba to postrzegasz.
31,382 2023-12-19 17:13:36
Zastanawiam się co gorsze. Śmierć męża czy brak jakiejkolwiek żyjącej rodziny? Taka wdowa ma często dzieci, wnuki, rodzinę, siostry itd.
Proponuję znaleźć w sobie dwko taktu, bo to było trochę nie na miejscu.
31,383 2023-12-21 23:18:17
Witam Wszystkie,witam Ma08!
To jest zupełnie normalne i zrozumiałe,że czas przedświąteczny,dla innych radosny i wesoły,to dla Ciebie- dla nas smutny - wręcz tragiczny.
Też tak jak Ty uwielbiałam kiedyś te dni,też już jesienią zaczynałam planować i przygotowywać się do Świąt. Gromadziłam prezenty,prosiłam bliskich o wysyłanie listów do Mikołaja. Grudzień był zawsze magicznym czasem dla mnie i mojego męża- bo 6 grudnia urodziła nam się córka,16 dwa lata później syn.Nasz malutki wnuk dostał na imię Adaś- więc imprez rodzinnych było sporo.Było....Dopiero teraz po przeszło trzech latach mojego samotnego życia dociera do mnie znowu szczególna atmosfera tych grudniowych dni.Zatrzymuję się przed pięknymi wystawami,wstępuje do sklepów,aby zachwycać się tak jak małe dziecko - dekoracjami,światełkami przy cichym akompaniamencie kolęd. Po raz pierwszy już nie wyłączam świątecznych piosenek w radiu samochodowym...Znowu ze strychu zniosłam gadżety i ozdoby,ba po raz pierwszy sama oprawiłam kupioną jodełkę.Po raz pierwszy od tak dawna....Jak mi wszyscy w koło powtarzali: czas,tylko i wyłącznie czas - to chciałam krzyczeć- nie chciałam wyć....o czym wy ludzie mówicie. Ja nie mogę przeżyć kolejnego dnia - a wy mi każecie czekać i czekać. Teraz wiem,że tak być musi i nikt - niczego przyspieszyć nie da rady- chyba,że chce skończyć lecząc depresję.Ja byłam o krok od niej- o malutki kroczek.
Uratowały mnie dzieci ( już dorosłe) i ich zatroskane słowa:Mamo straciliśmy Tatę,nie chcemy stracić ciebie...Te słowa były dla mnie przełomowe- tym bardziej ,że sama straciłam b.wcześnie mamę - i wiem co to życie bez niej. Drogie moje - ja miałam od samego początku wsparcie moich Aniołów Aniczki,Wenedy i ....Misiulki.Teraz staram się pomagać innym,zaangażowałam się w prace społeczno- opiekuńcze w pobliskim Domu Opieki Społecznej.Razem z innymi włączyłam się w realizację akcji:List do św.Mikołaja również w podobnych placówkach w Łodzi- moim ukochanym miejscu na ziemi.Nie piszę o tym,żeby się chwalić( zawsze zajmowałam się tego typu akcjami) ale na trzy lata zaprzestałam.Teraz mam podwójne zadowolenie,bo wiem o czym rozmawiać ze starszymi - samotnymi ludźmi ,wiem co czują wdowy...Wracam powoli do żywych i tego samego życzę Wam Wszystkim Moje Drogie.Damy radę - bo kobiety są silne i odważne. Ma08 - nie ubieraj choinki jak nie czujesz takiej potrzeby i nie masz na to siły- ale może kilka gałązek świerkowych w wazonie będzie namiastką tych pięknych - szczęśliwych dni - które możesz zawsze przywołać z pamięci. Nie wiem co mnie jeszcze w życiu czeka,ale wiem ,że tego radosnego czasu z moim mężem nikt nie jest w stanie mi zabrać i nigdy go nie wykreślę ze swojej pamięci. Spokoju i takiego codziennego bezpieczeństwa nam wszystkim życzę. Żebyśmy nie bały się kolejnego dnia,żeby nasze dobre wspomnienia pokonywały nasze codzienne demony.
Pozdrawiam i trzymam za nas wszystkie kciuki- bardzo mocno.
31,384 2023-12-29 23:45:14
Witajcie Kochane. U mnie minęły kolejne święta bez mojego ukochanego, kolejne w poczuciu samotności, choć w otoczeniu biskich. W październiku minęło 2 lata, w pewnym sensie był to przełom, bo postanowiłam żyć i czerpać z życia, brać jeszcze z niego to co mogę. Planuję podróże, to lubiliśmy najbardziej, ale te plany nie cieszą, jak kiedyś, pozwalają żyć dalej. Nie jestem już taka smutna, potrafię się uśmiechać, nie zmuszając się, ale tak bardzo tęsknię, wciąż do bólu.
Funkcjonuję prawie normalnie, wychodzę dużo, do teatru, na spotkania koleżeńskie, na imprezy z pracy, spotykam się ciągle, a wiąż czuję pustkę. Nie umiem sobie poradzić z tą ogromną tęsknotą. Wciąż mnie boli spanie w pustym łóżku, wciąż szukam ciepła obok. Może to w końcu minie, a może nie. Z zewnątrz wyglądam na szczęśliwą, jak dawniej, ale jak jest to tylko jak wiem. Nawet już nie mam komu mówić o swoim bólu, o tęsknocie, bo kto chce tego słuchać po "takim" czasie?
Nie zakopuję się w kołdrę, jak wcześniej, kiedy mi bardzo źle, wstaję i ogarniam się, jakoś idę do przodu, ale myślałam, że będzie lepiej niż jest.
Ma08, u mnie nie ma choinki od dwóch lat i nie wiem czy kiedyś jeszcze będzie, w ubiegłym roku przyozdobiłam trochę okna, a w tym roku powiesiłam już na balkonie lampki, jeszcze nie kolorowe jak zawsze, nie za dużo, większość wciąż leży w piwnicy, trochę oswoiłam się ze świątecznymi ozdobami, ale to wciąż bardzo boli.
Kochane, życzę Wam wszystkiego co najlepsze na Nowy Rok, spokoju i nadziei.
31,385 2024-01-01 18:15:17
Witam Wszystkie w Nowym Roku 2024
Droga Ikario - za mało czasu minęło byś mogła zachowywać się inaczej niż to napisałaś. Idziesz do przodu małymi krokami, ale idziesz ! Trzeba czasu ! Już widać postępy....Niestety czasu nie cofniesz i nigdy już nie będzie tak jak kiedyś było. Twoi znajomi nie chcą słuchać twojego "biadolenia" - bo nie przeżyły tego co Ty i nigdy nie zrozumią Twojej żałoby, ale na tym Forum nikt Cię nie ocenia i tu możesz ponarzekać na swój los. Szkoda, że coraz mniej wpisów ?????Pozdrawiam Cię serdecznie !!!
Jolu - Ty jesteś wierna temu Forum i na pewno Twoje wpisy pomagają tym co przeżywają trudny czas w swoim życiu. W Twoim życiu widać już zmiany - ale dzielnie radzisz sobie z czasem !
To moje już 7 święta i 7 Sylwester bez męża. Mimo lat ciągle wracają wspomnienia....bo tyle rzeczy robiliśmy razem ....a teraz sama. Najsmutniej odbieram to gdy zobaczę w moim wieku pary razem - i pytanie dlaczego ??? Co robilibyśmy w tym roku razem co planowalibyśmy na ten 2024 r ? Ale nic już nigdy nie zaplanujemy - odpowiadam sobie w myślach, że tak musi być. Wczoraj przy wiosennej pogodzie na cmentarzu zobaczyłam masę ludzi tych nieznanych i znanych. Gdy tam jestem - czasem wydaje mi się, że już oswoiłam się z tą samotnością, lecz to nieprawda. Nigdy nie pogodziłam się ze swoim statutem .
Dlaczego tu dziś weszłam na to Forum????
Bo co roku składam Wam życzenia o tej porze, wiem jak to trudny czas dla każdej.
No więc :
Gdy jesteś samotna - życzę Ci miłości
Gdy jesteś smutna - życzę Ci radości
Gdy jesteś zmartwiona - życzę Ci spokoju
Gdy czujesz pustkę - życzę Ci nadziei
Szczęśliwego Nowego Roku 2024 !!!!!
31,386 2024-01-02 01:01:31
Witam i ja w tym Nowym Roku- kolejnym: 4 tym samotnym , przepełnionym tęsknotą i przeogromnym żalem za tym co było,a już NIGDY nie będzie. Ze mną chyba jest jakiś problem,bo zamiast napisać ,ze jest już lepiej ,wciąż piszę o bólu samotności i niezgody na moje wdowie życie. Trzymam się bardzo słów psychologa,że 3-4 lata....ale trzy minęły - i nic,albo prawie nic lepiej.Venles moja droga,pamiętam doskonale naszą kilku godzinną rozmowę - wtedy Twoje słowa dodały mi skrzydeł,niosły nadzieję na przyszłość.Czepiałam się ich później za każdym razem jak było mi ciężko- bardzo ciężko( a było...!!) przynosiły ukojenie i ratowały przed rezygnacją i biernym poddaniem się losowi. Wiele osób mi mówi,że pomogłam im i nadal pomagam ,że daję wsparcie i namawiam do walki o lepszy los- tylko o ironio: sobie samej nie mogę pomóc - nie potrafię ...to tak jak powiedzenie: lekarzu lecz się sam.
Więc szczerze powiem tak: mniej płaczę - o wiele mniej,ale nadal płacz jest mi towarzyszy.Najczęściej jak wracam po dłuższym czasie sama do pustego domu. Wtedy już nie wiem,co jest dla mnie lepsze: czy fajny czas z innymi-głównie z moimi bliskimi i przyjaciółmi,czy też codzienne samotne życie- bo ból psychiczny podczas rozstania i tuż po nim,jest paraliżujący - odbierający wszystkie moje witalne siły....i zmysły.
Nie zrozumie tego, ten - co ma obok lub w pobliżu siebie swoich bliskich każdego dnia lub w miarę często. Ja nie mam i mieć nie będę,więc to problem duży jest dla mnie. Dziś wróciłam po 10 dniowym pobycie nie tylko z rodziną,ale też z przyjaciółmi. Było miło,radośnie- ale już od połowy pobytu atakowały mnie myśli: nie ciesz się tak bardzo,bo to się wkrótce skończy...i znowu będzie tak jak jest od 4 lat.
Mam jeszcze wnuczkę przez kilka dni,i to daje mi siłę,ale .....Co mogę z tym zrobić... sama sobie zadaję pytanie,sama sobie tłumaczę i wmawiam,że ważne są tylko te dni,których jeszcze nie znamy...ale czy w to wierzę? średnio - powiem szczerze. Z pewnością ma znaczenie mój wiek- i to duże znaczenie,i nie do końca jest prawdą,że lata ma się tylko w głowie...u mnie tak nie jest. Prawda jest taka,że żeby się z kimś spotkać czy pojawić się dwa razy w tygodniu w pracy,to muszę wszędzie dojechać i to spory kawałek drogi autem.Wzrok,koordynacja ruchowa,spostrzegawczość i reagowanie na to co się dzieje po drodze u osoby starszej jest o wiele mniejsza niż u młodszych ludzi. Ikaria: Ty na prawdę jesteś wzorem determinacji- w takim bardzo pozytywnym znaczeniu. Starasz się,planujesz choć tylko na krótki czas- ale idziesz do przodu. Nie jest tu ważne w jakim tempie i jakimi krokami...ważne jest,ze idziesz - bierzesz życie za bary i dalej...Venles- Ty zawsze byłaś dla mnie wzorem,ba pewnego rodzaju Wyrocznią.To Ty,moja droga namawiałaś mnie na wyjście do ludzi i ponowne podjęcie pracy- jeżeli jest to możliwe.Udało się, i chociaż czasami jestem zmęczona tymi ciągłymi długimi podróżami - to mnie jednak trzyma przy życiu.Kontakt z innymi - tez często nieszczęśliwymi ludźmi. Z racji mojego zawodu przez ostatnie trzy miesiące tamtego roku miałam bardzo intensywne.Podjęłam nową pracę, dostałam tzw: wychowawstwo,uczestniczyłam z moimi słuchaczami w Warsztatach mydlarskich, ceramicznych,tkackich. Były spotkania z poezją( piękne wiersze:Małgorzaty Szpunar),pisarzem:Andrzejem Majewskim piszącym o miejscowościach,wsiach i mieszkańcach Beskidu Żywieckiego.Sam fakt przebywania wśród tylu osób i dodatkowe z tym obowiązki zawodowe,spowodowały,że ten smutny jesienny czas szybko minął. Tak mogę powtórzyć za Venles: TYLKO WYJŚCIE do ludzi i branie od nich- to co dla nas najlepsze - to nasza wartość dodania wdowiego życia. Venles,ja też jak widzę szczęśliwe pary w moim wieku( a widzę Ich naprawdę dużo) to czuję ścisk w sercu i od razu w gardle pojawia się wielka gula. Łzy same cisną się pod powiekami i nie ma takiej siły,żeby je zahamować.
Moje drogie ja zamiast życzeń od siebie przytoczę te,które dostałam od bardzo empatycznych ,,moich,,Górali ,którzy od jakiegoś czasu ( od śmierci mojego męża) przygarnęli mnie pod swoje skrzydła.
....nie życzymy ci szczęśliwego Nowego Roku,ani pomyślności...tego życzą ci dziś wszyscy.Życzymy ci Czasu...tylko czasu.Tego z bliskimi i z przyjaciółmi..
żeby go nigdy w twoim życiu nie zabrakło...
czasu na radość,na codzienny uśmiech,czasu dla innych i dla samej siebie...
czasu na oglądanie nieba i patrzenia na deszcz.Czasu na spełnienie marzeń - na początku tych najmniejszych.Czasu na rozmowę,na wybaczenie sobie i innym.Czasu na miłość do życia ,czasu na bliskość i obecność...
Musisz mieć CZAS NA DALSZE ŻYCIE- BO JUŻ NIGDY NIE BĘDZIE TAKIE JAK DAWNIEJ- ALE NADAL BĘDZIE - I NA SWÓJ SPOSÓB MOŻE BYĆ SZCZĘŚLIWE...choć odrobinę - ale jednak. Pozdrawiam Serdecznie ,pamiętajcie - nigdy tak naprawdę nie jesteśmy same na tej ziemi,i nie tylko my mamy problemy,kłopoty i mierzymy się każdego dnia z codziennymi problemami. Nie tylko my....
31,387 2024-02-21 15:24:16
Witam moje drogie, mam wrażenie graniczące z pewnością,iż Forum nasze powoli,,zamiera,,( nie ładne słowo,ale prawdziwe...).
U mnie zaczął się już czwarty rok żałoby i samotnego życia.Jest przełom, słowa mojego psychologa potwierdziły się całkowicie:,, trzy - cztery lata zajmie pani dojście (w miarę) do względnej codzienności, nie mniej,ale może i nie więcej...,,
Tak- tyle to trwało - teraz mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością: zaczynam nowy rozdział w swoim życiu - po tylu latach rozpaczy,niepewności,strachu i codziennego lęku. Jestem gotowa zmierzyć się z losem bez względu na to co dla mnie naszykował i z czym czeka w zanadrzu. Już jestem na innym etapie życia-już zrozumiałam i całkowicie zaakceptowałam swoją samotność - choć nigdy się z tym nie pogodzę.Już się nie boję kolejnego dnia ,już nie ma we mnie lęku co do mojej dalszej przyszłości.
Musiało to tyle trwać,dobrze,że niczego nie przyspieszałam, nie szukałam dróg na skróty. Dotychczasowe życie po śmierci mojego męża - przeczołgało się po mnie i mało brakowało,żeby nie zmiażdżyło całkowicie - na szczęście teraz jest już dobrze. Ostatnio przez ponad dwa tygodnie przebywając w czasie ferii z moimi bliskimi,prawie na końcu świata - uzmysłowiłam sobie,że życie jest piękne- jest darem jedynym i niepowtarzalnym i warto o niego zawalczyć ponosząc mniejsze lub większe straty- w tym emocjonalne.
Już teraz nie boję się samotności,pustego domu- bo czeka na mnie moja psia przyjaciółka...zawsze się wzruszam na jej szaleńczy powitalny taniec radości,lub kiedy łapą wyciąga moją dłoń i kładzie na niej swój pyszczek....Już się nie boję samotnych sobót i niedziel,samotnego wyjścia do kina czy teatru,samotnego wieczornego oglądania filmu, powiem więcej: już nawet święta mogłabym spędzić w samotności,jeżeli nie było by innej możliwości. Cieszą mnie codzienne spacery po lesie - kiedyś tylko z obowiązku. Pogodziłam się z częstymi i to bardzo( trzy - cztery razy w miesiącu)dalekimi wyjazdami samochodem. Polubiłam na swój sposób monotonny szum silnika i panująca ciszę- bo nadal nie włączam w czasie jazdy radia. Towarzyszy mi tylko moja suczka uważnie obserwująca moją jazdę- nigdy nie zdarzyło się ,żeby usnęła w czasie nawet najdłuższej naszej podróży( 5-7 godzin). Często do niej mówię: patrz jacy szczęśliwi ludzie są tuż obok ....popatrz w jakich pięknych okolicach mają szczęście mieszkać...już samo to czyni ich szczęśliwych?!!....
Czasami będąc poza domem,chcę szybko wrócić do siebie - wynajduję wtedy jakieś w miarę wiarygodne preteksty powrotu,choć wiem ,że znowu będę sama. Pojęcie DOMU nabrało dla mnie nowego sensu,ma nowe znaczenie- radośniejsze - niosące nadzieję. Już zaczynam planować nasadzenia w ogródku, zastanawiam się co zmienić- co ulepszyć i robię to przede wszystkim z myślą o sobie. ULEPSZYŁAM swoje życie - cierpliwością, uporem i determinacją. Udowodniłam przede wszystkim sobie, a w sercu i mężowi- że nie zaprzepaściłam tego -czego dokonaliśmy razem - wspólnie,że jest to dla mnie ważne i zawsze takie będzie.
Jednak jest jakieś ,,ale,,...nie uporałam się dotąd z moimi negatywnymi emocjami w stosunku do ludzi,którzy mnie zawiedli przez te lata i tak po prostu - opuścili i tymi : co dali nadzieję i na tym się skończyło. Wiem,że to już historia,że niczego nie da się zmienić, ale żal i rozczarowanie ich zachowaniem i obojętnością nadal boli i tkwi we mnie i jeszcze długo tak będzie.
Odezwali się INNI,koleżanki z dawnej pracy, poznałam nowych wspaniałych empatycznych ludzi.Dostaję kolejne propozycje pracy- które chętnie przyjmuję.W tym roku aż dwie - bardzo fajne i przyjazne miejsca - aż chce się jechać - choć odległości znaczne.Poznałam ludzi po tzw:,,przejściach,, i ich osobiste historie - czasami nie do uwierzenia ,ze względu na ciężar przeżyć i rozmiar ich tragedii. Są dla mnie dowodem,że człowiek jest zdolny przeżyć bardzo wiele,dać radę i jeszcze pomagać innym.Każdego dnia ludzie doświadczają dobrych i złych przeżyć.Nikt i nic tego nie zmieni...
DOBREGO ŻYCIA dla Was moje drogie,trzymam za Nas Wszystkie kciuki.Uda się ,musi się udać - bo nie ma innego wyjścia.
31,388 2024-02-23 23:51:17
Cześć Jolu,
Cześć dziewczyny,
Bardzo się cieszę,że Ci się udało!
Twój wpis jest pełen radości ale też wzruszeń.U mnie jutro mija 10 miesięcy.Jest w dalszym ciągu bardzo,bardzo ciężko.Ja nie mogę napisać niestety tego co Ty Jolu.
Jest inaczej ale na pewno nie lepiej.Nadchodzi wiosna a w moim sercu smutek i żal.Nie będę cieszyła się z trawy zielonej i kwiatów.
Szukam pracy alw wcale nie jest tak prosto.Najchętniej chciałabym zdalnie ale to jest jeszcze trudniejsze.
Są pewne kroki,które poczyniłam ale to raczej kroczki.
Usłyszałam ostatnio od kuzynki,że powinnam ruszyć "du*ę"bo juz za długo siedzę i jak można tak długo rozpaczać...Że jestem "inna"bo jeszcze nie widziala żeby ktoś tak długo rozpaczał...
Szkoda gadać...
Akurat nie przejmuję się nią tylko jak można komuś coś takiego powiedzieć??
Trzymam kciuki Jolu za Ciebie i cieszę się,że wróciłaś do "żywych".
Całuję dziewczyny.
Pa.
31,389 2024-02-27 14:11:48
Moja droga Ma08, i Wy wszystkie, które chociaż samym tylko czytaniem jesteście obecne na Naszym Forum - Kobiet po ,,przejściach,,. Rozumiem i naprawdę wiem co w Waszych sercach się dzieje - wiem bo dokładnie tak samo było ze mną....ba nadal jest mimo znacznego czasu żałoby. Mnie uratowała praca,ale dostałam ją dopiero 9 miesiąca mojej samotności.Też nie było łatwo,ktoś się przeprowadził i zwolniło się miejsce. Początkowo była to praca tymczasowa - dwumiesięczna,po wakacjach zamiast jej kontynuacji dostałam kolejnego kuksańca od życia- odwołano w ciągu krótkiego czasu dyrekcję - a nowa nie była moją osobą zainteresowana- choć znała doskonale moją sytuację życiową. O ironio- to moja koleżanka została nową szefową- która do tej pory ,,niby,,bardzo mi współczuła. Jak widzisz Ma08 - ciągle coś mnie znienacka dopadało,los pilnował,żebym za szybko nie doszła do siebie.
Znowu pojawił się płacz,znowu przyszło uczucie beznadziejności i przekonanie,że no niczego się nie nadaję. Wtedy najbardziej brakowało mi wsparcia od ludzi,dobrego słowa - czy zwyczajnie podtrzymania na duchu.
Po kilku miesiącach odezwała się poprzednia - wcześniej odwołana dyrektorka.
Pamiętała o mnie,zaproponowała pracę...udało się- nadal pracuję - choć w innym miejscu - i dobrze, bo w żaden sposób nie wiąże się z moim dotychczasowym życiem,nie powoduje smutnych wspomnień.
Musimy być cierpliwe,wiem,że to bardzo trudne- ale czy mamy inne wyjście?
Wcześniej dzwoniłam po różnych miejscach : Hospicja,Domy Pomocy- chciałam się kimś zaopiekować - tak po ludzku,nieść codzienną pomoc. Trafiłam jednak na czas pandemii,wszyscy się bali - radzili przeczekać.
Nikt nie wiedział z nich ,że ,,przeczekanie,,żałoby - przynajmniej w moim przypadku nie jest możliwe. Ona zawsze mi towarzyszyła : dzień i noc i miałam przekonanie,że jej intensywność rośnie - a nie maleje jak to być powinno. Ma08 - 10 miesięcy to krótki czas- mało kto-( przynajmniej ja nie znam takiej osoby) daje sobie radę z emocjami,strachem i niepewnością jutra.
Wiem,że nie cieszy ani słońce,ani śpiewające ptaki czy kwitnące kwiaty...jeszcze nie,jeszcze nie teraz. Trzeba czasu- sporo czasu,aby zacząć zauważać uroki życia które nas otacza. Kuzynka ,która robi Ci takie uwagi - nie ma najmniejszego pojęcia z czym się mierzysz każdego dnia- i mieć nie będzie- dopóki nie znajdzie się w podobnej sytuacji. Jest takie powiedzenie: zdrowy - chorego nie zrozumie....
U mnie pomimo postępu i to naprawdę znacznego, uczucie tęsknoty jest nadal przeogromne. To nie mija z czasem- przynajmniej u mnie. Nadal wszystko co mam oddałabym za powrót do ,,tamtego,, wspólnego życia - ale się nie da,nikt i nic nie cofnie czasu - i dopiero kiedy to zrozumiałam - to zaczęłam akceptować nowe samotne życie. Nigdy się nie poddam, nie chcę już upadać i na nowo wracać do żywych- bo to jestem winna mężowi,ale też nigdy już nie będę tą Jolą- sprzed prawie czterech lat - szczęśliwą żoną,pewną ,że teraz tylko czeka na mnie dobre - radosne życie razem z moją największą miłością życia...Niestety już nigdy tak nie będzie i choć nikt z nas nie zna swojej przyszłości- to chciałabym od losu SPOKOJU w sercu i w duszy- tylko tyle i aż tyle. Piszcie jak potrzebujecie,dzwońcie - wspierajmy się wzajemnie każdego dnia.
31,390 2024-05-07 10:13:53
Hej,
Forum "umarło" na dobre...
Co u Was jak żyjecie?-jak się trzymacie?
31,391 2024-05-23 11:52:18
Witam, zaglądam na te Nasze Forum od czasu do czasu , i też stwierdzam,że
,,umarło,,śmiercią naturalną. Może już nikt nie potrzebuje żadnej rady, wsparcia- żadnego pocieszenia. Może te kobiety,którym przyszło się zmierzyć ze
stratą ukochanych osób- są tak silne psychicznie,że same dają sobie radę ze wszystkimi problemami i nie chcą marnować swojego czasu na jakiekolwiek pisanie i dzielenie się swoimi sprawami.
Ma08 - tez nie napisałaś co u Ciebie?...U mnie początek 4 roku samotności,jest lepiej- ale nadal zdarzają się napady płaczu i krzyku.Każdego dnia jak jestem na spacerze z psem,wołam mojego męża po imieniu- już moja psia przyjaciółka się do tego przyzwyczaiła. Nadal towarzyszy mi uczucie przeogromnej bezsilności- ale mam świadomość,że nic już tego nie zmieni. Tęsknota za moim mężem jest nie do opisania- ale zaciskam mocno zęby i idę dalej sama w tej codziennej niełatwej rzeczywistości.Podejmuję nowe wyzwania, przyjmuję nowe oferty pracy. Wtedy jestem wśród ludzi,którzy mnie akceptują i na swój sposób doceniają.
Mówią,że jestem im potrzebna i ja im wierzę- bo ich zachowanie a nie tylko słowa to potwierdza.
W tym całym nieszczęściu z jakim przyszło mi się zmierzyć- miałam szczęście,że w większości przypadków spotkałam na swej drodze ludzi
empatycznych,życzliwych i bezinteresownych. Często dają tego dowód- dzwonią,piszą i odwiedzają. Martwią się moimi problemami,sekundują jak coś się złego dzieje. Przede wszystkim są zawsze przy mnie- nie fizycznie: tu i teraz - bo tak się nie da,ale czuję każdego dnia Ich wsparcie psychiczne i mentalne. Ta Ich troska o mnie i zainteresowanie moją osobą dosłownie każdego dnia - bardzo wzrusza i daje namiastkę rodziny - której poza dziećmi i wnukami nie mam. Bardzo Ich kocham i wiem,że Oni mnie też - ale mieszkają daleko i mają swoje życie i plany z nim związane. Spotykamy się tak często jak się da - ale to nie zastąpi codziennych rodzinnych kontaktów -gdy najbliższych ma się tuż obok.Zawsze można z kimś porozmawiać,wypić poranna kawę - przytulić się jak potrzeba...tego nie mam i mieć już nie będę...Pozdrawiam serdecznie - wielu dobrych dni życzę wszystkim
31,392 2024-08-01 23:05:36
Witajcie moje Drogie Kobietki.
Bardzo bardzo dawno tutaj nie pisałam , jednak mimo to zagladam od czasu do czasu i podczytuję wasze wpisy . U mnie własnie w sierpniu minie trzy lata odkąd odszedł mój mąż .Pewnie już na zawsze będzie to najsmutniejszy miesiąc w roku i pewnie już nigdy nie pogodzę się z jego odejściem
Tak jak trafnie to ujęła Jolam1 - tęsknota za moim mężem jest nie do opisania .
Pomimo tego ,że już dawno wróciłam do rzeczywistości , wziełam życie za przysłowiowe" bary" to już nigdy nie będę tą samą osobą co kiedyś . Strata ,z którą przyszło mi się zmierzyć zmieniła mnie , nawet czasami myślę ,że nie do poznania . Mam to szczęście ,że nie jestem sama , mam rodzinę blisko siebie i mogę liczyć na ich wsparcie , pomóc , uwagę i tak potrzebny czas . Przez ten okres mocno zweryfikowałam grono bliskich znajomych i osób , które kiedyś trakowałam jak przyjaciół , a którzy zawiedli mnie na całe linii . Nauczyłam się zupełnie inaczej żyć , wypracowalam pewne schematy , dzięki którym codziennie brnę do przodu . Jednak mimo wszystko okropnie brakuje mi takiego ,życia jakie wiodłam u boku mojego męża. Brak najważniejszej osoby w moim życiu , z którą dzieliłam wszystkie radości i troski , która była moim dobrym duchem i najlepszym przyjacielem , nie da się w żaden sposób zastąpić ani jakkolwiek uzupełnić . Ja natomiast nie zgodzę się z Ma08 ,że wraz ze śmiercią kończy się wszystko i nic już po niej nie ma . Jesteśmy energią i ja tą dobrą energię mojego męża odczuwam. Jestem przekonana , że "czuwa" nad naszą rodziną , opiekuje się nami i ja wielokrotnie tego doświadczyłam.
Moje Drogie ,życzę Wam i sobie dużo wewnętrznej siły , która da nam ukojenie i tak potrzebny spokój .
Ściskam Was mocno ❤
31,393 2024-08-02 20:16:16
U mnie też w tym miesiącu miną trzy lata, gdy mój mąż mnie opuścił. Trudny to czas. Do tej pory nie wiem, jak przetrwałam te trzy lata. Było ciężko i jest nadal. Nie umiem się cieszyć życiem w pojedynkę. Nic mnie nie cieszy. Czytając ostatni wpis na tym Forum doszłam do jednego wniosku, że nasi ..pseudoprzyjaciele'', ,,pseudoprzyjaciółki'' zawiedli, a może to my myliłyśmy się co do nich. Nie tak ich postrzegaliśmy. Przykre to. Odejście mojego męża pokazało mi prawdziwe oblicze niektórych wtedy bliskich mi osób, teraz już nie Mąż pewnie także nie uwierzyłby, że tak mogli się zachować. Ale cóż mogę oczekiwać od nich, jeśli rodzina męża od pogrzeby męża nie odezwała się do mnie. Teraz zapytałabym się mojego męża co ja znaczyłam w tej rodzinie i po co mnie tu sprowadził. Moja siostra i jej maż także nie okazali się lepsi. Zostawili mnie zupełnie samą. Nie obchodziło ich jak daję sobie radę.. a nie dawałam.. Każdy drobiazg stawał się dla mnie problemem. Co , którzy nie doświadczyli odejścia ukochanej osoby nie zrozumieją tego. Jeżeli ma się dzieci może jest łatwiej, moje niestety zmarły. Miałam tylko męża i on także odszedł. Wiem, że chciał żyć, niestety okrutny los stworzył inny scenariusz Ta sytuacja sprawiła, że zmieniłam się, zauważyłam, że stronię od ludzi, bo im nie ufam. Mam dosyć ich życiowych rad. A teraz pewnie bym usłyszał, to już trzy lata, ty ciągle o tym samym. A jak zapomnieć o kimś, kto był dla ciebie cały światem. Po tych prawie trzech latach mogę powiedzieć, że nigdy nie pogodzę się z odejściem mojego męża. Nie ma na to mojej zgody. Mieliśmy razem cieszyć się moją emeryturą, mąż już był na emeryturze. Nie tak miało być... Mam również ogromny żal do ludzi, za brak empatii z ich strony. Jeśli nie przeżyłeś odejścia bliskiej ci osoby to nie komentuj i nie oceniaj czyjegoś życia, bonie masz pojęcia, jak trudno jest żyć ... Dlaczego my ludzie często jesteśmy tak mało empatyczni... Takie refleksje po trzech latach mojej samotnej wędrówki przez życie.
31,394 2024-08-15 11:05:44
Hej Kobietki,
Doskonale wiem co czujesz Maria 2021 bo mam tak samo...
Natomiast z Tobą Maadlen nie zgadzam się totalnie.
Po śmierci Męża nie ma już niczego i tak jest.Dokładnie tak czuję.
Nikt się nami nie opiekuje bo Ich już nie ma!
Nie ma żadnych "dusz" "duszyczek"-to jest tylko i wyłącznie w Twojej głowie.Nikt nad Tobą nie czuwa.
Co za bzdety...
Wraz ze śmiercią kończy się życie.I nie ma żadnych znaków i życia "po".
To jest w głowach ludzi tylko i wyłącznie.
Jeśli tego doświadczyłaś jak piszesz to tylko i wyłącznie jest to Twoja zasługa-ale Ty to sobie tłumaczysz na swój sposób...
Tak jest i nic i nikt tego nie zmieni.
Trzymajcie się Kochane:).
31,395 2024-08-24 16:19:15
Witam...
Tydzień temu był pogrzeb mojego męża. Mojej miłości przyjaciela mojej duszy. Byliśmy jak idealna para z romantycznej komedii,znaliśmy się na wylot i kochaliśmy bezgranicznie. Dziewięć lat razem..tylko dziewięć. I przyszedł rak który w trzy miesiące powoli zabierał mi mojego skarba. Umierał na moich rękach. A teraz pozostałem sama i nie wiem gdzie się podziać. Boli mnie oddychanie bez niego , otwieranie rano oczu. Boli mnie każdy dzień jakby ktos wbijał mi sztylet prosto w serce i sypał solą...rozmyślam o śmierci. Chciałabym tylko być już z moim mężem. Nie mogliśmy mieć dzieci więc pozostało mi po nim tylko puste mieszkanie . Miał tylko 35 lat . Tak bardzo za nim tęsknię...pomóżcie