Droga Aniu! Wybacz, że tak Cię nazwałam, ale łatwiej mi wyobrazić sobie Ciebie, kiedy zdrabniam Twoje imię. Czytałam w mediach o Twojej niewyobrażalnej tragedii, serce mi pękało, że tak okrutny los dotyka tak wspaniałych ludzi. Wszystkie rozumiemy Twój ból, bo przechodziłyśmy podobną drogę – tę samą traumę, rozpacz, niedowierzanie. Różniły się tylko okoliczności, w jakich na zawsze już straciłyśmy miłość swojego życia, ale uwierz mi, ból był i jest ten sam. Mnie ogromnie pomogły historie opowiedziane przez Dziewczyny. Dzięki nim zrozumiałam, że nie jestem jedyną, której runęło niebo, która straciła wszystko, co miało w życiu jakikolwiek sens… zrozumiałam też, że wszystko, co dzieje się we mnie i ze mną to tylko odmiany rozpaczy i niewyobrażalnego bólu. Też kochałam jak szalona, też byłam Jego gwiazdą, też miałam plany, nawet razem zaczęliśmy się starzeć i wypatrywać wzajemnie pierwsze siwy włosy na skroni. Ale wystarczył jeden moment, jedna noc, aby to wszystko okazało się tylko odległym snem. W tę jedną noc całkowicie osiwiałam, rano nie poznawałam swojej twarzy w lustrze – zapuchniętej, o zupełnie białych włosach… Wiem, jak trudne będą dla Ciebie te najbliższe dni. Jestem myślą i sercem z Tobą.
Pozdrawiam Cię najgoręcej, jak potrafię.
31,266 2023-04-20 23:41:29
31,267 2023-04-21 07:25:33
Droga Anno (moja imienniczko) tulę do serducha najmocniej jak potrafię !!! Znalazłaś to miejsce , które pomogło wielu kobietom okaleczonym przez los . Miałaś szczęście być z bardzo dobrym człowiekiem , którego kochałaś całym sercem ....jednakże okrutny los zadecydował inaczej .....Dzisiaj pogrzeb ( czytałam w mediach społecznościowych ) , będziesz otoczona tłumami ludzi ale tak naprawdę to tylko Ty będziesz wiedziała co przeżywasz i raczej nic nie będzie w stanie ukoić Twego serca..... Jestem z Tobą i wspieram wirtualnie ! Jesteśmy tutaj jako empatyczne kobiety , które Ciebie doskonale rozumieją i postaramy się mocno wspierać ! Pisz , czytaj , wylewaj swoje emocje , przytulam mocno
31,268 2023-04-21 11:13:29
Witaj Aniu,przykro bardzo nam wszystkim z powodu śmierci ukochanego przez Ciebie człowieka. Był wyjątkowo odważny,pomagał tak ,,namacalnie,,fizycznie - nie wystarczył sam udział w różnego typu zbiórkach- chciał sam te dary przekazać - bo wiedział jak ważne jest każde dobre słowo,każdy dobry gest dla tych ludzi - nagle znalezionych bez swej woli w sytuacjach zagrażających życiu.To nie film - to smutna rzeczywistość,to bolesna prawda.
Wiele czasu minie,zanim dojdzie do ukojenia,choć częściowego Twojego bólu i rozpaczy.Tu nikt i nic nie jest w stanie pomóc w przyspieszeniu tego faktu.
My mamy już ten początkowy etap za sobą: niedowierzanie,niezgody,buntu...
Z nikim niczego nie można wynegocjować: ostatniego przytulenia się ,trzymania za rękę czy powiedzenia: kocham...jesteś dla mnie wszystkim...wszystkim co najlepsze mnie mogło w tym moim życiu spotkać....
Pisz,dziel się emocjami - każda przelana na słowa smutna myśl,negatywna emocja -pomoże Ci w wyrażeniu swoich uczuć,a przede wszystkim będziesz mieć pewność,że nie jesteś w tym wszystkim sama.Pozdrawiam
31,269 2023-04-21 17:42:28
Witaj Aniu, jestem z Tobą całym sercem. Bardzo trudny czas przed Tobą. Zawalił się dla Ciebie cały świat, jak dla nas. Wiem co czujesz, jak ból rozrywa serce, jak rozpacz nie pozwala żyć. Ja przez pierwsze dni, tygodnie nie żyłam, wyłam z rozpaczy, chciałam następnego dnia się nie obudzić. I te pierwsze dni, tygodnie, miesiące wcale nie były najgorsze, świadomość wypierała to co się stało. Ciągle sobie zadawałam pytanie, jak przetrwać kolejną godzinę, kolejny dzień, jak żyć dalej bez ukochanego Męża, mojej miłości, mojego życia. Nadal sobie to pytanie zadaję, a w tym miesiącu minie 1,5 roku.
Mnie bardzo, już to pisałam wielokrotnie, pomogło to forum, byłam otoczona rodziną, przyjaciółkami, ale to tu znalazłam największe zrozumienie i siłę do walki o dalsze życie. Gdyby nie dziewczyny, Jola, Aniczka, Baśka, Kolia, Misiulka, Maadlen i wiele innych, które pisały o swoich uczuciach, o swojej rozpaczy, nie przetrwałabym tych najgorszych chwil. Pisałam o każdej porze, kiedy już nie dawałam rady i zawsze znalazłam tu wsparcie. Do tej pory otrzymuję.
Tak, jak piszesz ból jest nie do opisania, nikt nie wiem tego co czujesz, kto nie stracił, my wiemy. Przeszłyśmy to samo.
Czytaj, pisz, dziel się emocjami, zawsze znajdziesz tu pomoc. I tak, jak napisała Jola, nie jesteś w tym sama.
Jesteśmy z Tobą. Przytulam.
31,270 2023-04-21 17:43:28
Witaj Aniu, jestem z Tobą całym sercem. Bardzo trudny czas przed Tobą. Zawalił się dla Ciebie cały świat, jak dla nas. Wiem co czujesz, jak ból rozrywa serce, jak rozpacz nie pozwala żyć. Ja przez pierwsze dni, tygodnie nie żyłam, wyłam z rozpaczy, chciałam następnego dnia się nie obudzić. I te pierwsze dni, tygodnie, miesiące wcale nie były najgorsze, świadomość wypierała to co się stało. Ciągle sobie zadawałam pytanie, jak przetrwać kolejną godzinę, kolejny dzień, jak żyć dalej bez ukochanego Męża, mojej miłości, mojego życia. Nadal sobie to pytanie zadaję, a w tym miesiącu minie 1,5 roku.
Mnie bardzo, już to pisałam wielokrotnie, pomogło to forum, byłam otoczona rodziną, przyjaciółkami, ale to tu znalazłam największe zrozumienie i siłę do walki o dalsze życie. Gdyby nie dziewczyny, Jola, Aniczka, Baśka, Kolia, Misiulka, Maadlen i wiele innych, które pisały o swoich uczuciach, o swojej rozpaczy, nie przetrwałabym tych najgorszych chwil. Pisałam o każdej porze, kiedy już nie dawałam rady i zawsze znalazłam tu wsparcie. Do tej pory otrzymuję.
Tak, jak piszesz ból jest nie do opisania, nikt nie wiem tego co czujesz, kto nie stracił, my wiemy. Przeszłyśmy to samo.
Czytaj, pisz, dziel się emocjami, zawsze znajdziesz tu pomoc. I tak, jak napisała Jola, nie jesteś w tym sama.
Jesteśmy z Tobą. Przytulam.
31,271 2023-04-22 22:35:28 Ostatnio edytowany przez AnnaLe (2023-04-22 22:50:31)
Dziękuję, Basiu, Jolam, Aniczko, Ikario...pogrzeb przeżyłam...najgorsze są weekendy, najwięcej czasu spędzonego razem, ciągle w kontakcie, jak nie byliśmy razem to telefony, smsy...bardzo bardzo intensywnie przez pięć lat znajomości...coraz mocniej, coraz bardziej...M. mówił, że jesteśmy jak dwie amebki bez kręgosłupów które muszą wypełniać się odnóżami, dotykać, wchłaniać, rozmawiać, uczestniczyć we wszystkim wspólnie...lubiliśmy tę samą muzykę, przyrodę, przerzucaliśmy się zdjęciami spotykanych chmur, rozumieliśmy się bez słów. Oczywiście oboje mieliśmy też własne zainteresowania.
Gdy leżał w szpitalu w Ukrainie, zaczęłam do niego pisać na whattsapie...z nadzieją, że jak tylko wybudzą go ze śpiączki, to przeczyta, co robiłam, co mi się wydarzało, tak jak to zwykle opowiadaliśmy sobie dzwoniąc do siebie co chwila, gdy nie mogliśmy być razem.
27 marca napisałam:
Misiu, jak mogłeś? Mieliśmy zestarzeć się razem.
Od tamtego czasu piszę nadal w wolnej chwili, to mnie zajmuje odrobinę na tyle, by nie wyć. Mam pracę (fizyczną, więc się jestem w stanie fizycznie zmęczyć) i dużo zajęć, rodzinę, przyjaciółkę, jego mamę, która mówi: dziewczyno, on nie chciałby, żebyś tak cierpiała i została wrakiem.
Ale trudno mi się ogarnąć w bólu. Wiem, że mając tak cudowne wspomnienia muszę teraz je pielęgnować, wiem, że miałam szczęście znając go i doświadczając takiego ogromu miłości, o jakim wiele ludzi nawet nie ma pojęcia, że coś takiego może istnieć.
Wiecie co?
Wczoraj, na obiedzie po pogrzebie rozmawiałam z Olechem, Ukraińcem mieszkającym w Polsce, z którym M. jeździł i wtedy razem znaleźli się pod ostrzałem. Olech był wtedy dwa metry od M., przeżył...nadal jest mu trudno...gdy mówiłam mu, że nie wyobrażam sobie siebie i radości z czegokolwiek bez M., powiedział, że M. w trasach, w których byli kierowcami-zmiennikami często o mnie opowiadał. I powiedział pewne słowa pocieszenia, poprosiłam, by mi to napisał, by uczepić się choć skrawka nadziei na życie BEZ, na życie PO...
Wiecie, co mi napisał?
"Żyj tak, jak chciałby Marek.
Rób to, co on by Ci doradził.
Zachowaj pokój w sercu. Bo on oddał swoje życia za pokój Polski i Ukrainy.
Dbaj o siebie tak, jak on by to robił.
Niebo jest teraz dla Ciebie bliżej, ponieważ jest tam Marek.
Jesteś szczęśliwa, ponieważ blisko poznałaś bohatera."
Tylko...to nie działa...Nie zastąpi tej przerażającej pustki.
31,272 2023-04-23 00:36:14
Aniu! Jeszcze długo, długo nic nie zastąpi tej przerażającej pustki… My z moim mężem przeżyliśmy wspólnie prawie 35 lat, ta miłość mnie ukształtowała jako kobietę, jako człowieka, żonę i matkę. Tylko dzięki Niemu jestem dziś tym, kim jestem. Znam doskonale to porozumienie dusz, serc i myśli, o którym wspominasz. To chyba coś najpiękniejszego, co może nam się w życiu przydarzyć. Jeśli już będziesz w stanie, pielęgnuj te wspomnienia, bo one dają siłę na przyszłość… Ale nie od razu. Żałoba to niesłychanie długi i trudny proces. Jak wciąż nam powtarza Jolam – nie ma drogi na skróty. I rzeczywiście nie ma… To walka o każdy dzień, żeby przetrwać i żmudnie, krok po kroku iść dalej. Jeśli czytałaś nasze historie, wiesz, co przeżywałyśmy i z jaką intensywnością. Wróć do tych pierwszych naszych wpisów, one Ci pomogą zrozumieć kłębiące się w Tobie uczucia. Żadna z nas ich nie opisze już teraz z taką autentycznością, jak wtedy, bo czas przyzwyczaja do bólu i sprawia, że powolutku otwieramy się na świat. A ta przerażająca pustka i niewyobrażalna wprost tęsknota pewnie pozostaną już w nas na zawsze. Jednak mimo to podnosimy się z kolan, wychodzimy z czarnego tunelu, lecz to wszystko okupione jest niezwykle ciężką pracą nad sobą. Piękne i mądre słowa napisał Ci Olech, choć jeszcze sporo czasu upłynie, zanim to zacznie działać.
Jestem z Tobą całym sercem. Spróbuj zasnąć… to przynosi ulgę, choć na krótki czas. Pozdrawiam gorąco
31,273 2023-04-23 00:41:02
Aniu! Jeszcze długo, długo nic nie zastąpi tej przerażającej pustki… My z moim mężem przeżyliśmy wspólnie prawie 35 lat, ta miłość mnie ukształtowała jako kobietę, jako człowieka, żonę i matkę. Tylko dzięki Niemu jestem dziś tym, kim jestem. Znam doskonale to porozumienie dusz, serc i myśli, o którym wspominasz. To chyba coś najpiękniejszego, co może nam się w życiu przydarzyć. Jeśli już będziesz w stanie, pielęgnuj te wspomnienia, bo one dają siłę na przyszłość… Ale nie od razu. Żałoba to niesłychanie długi i trudny proces. Jak wciąż nam powtarza Jolam – nie ma drogi na skróty. I rzeczywiście nie ma… To walka o każdy dzień, żeby przetrwać i żmudnie, krok po kroku iść dalej. Jeśli czytałaś nasze historie, wiesz, co przeżywałyśmy i z jaką intensywnością. Wróć do tych pierwszych naszych wpisów, one Ci pomogą zrozumieć kłębiące się w Tobie uczucia. Żadna z nas ich nie opisze już teraz z taką autentycznością, jak wtedy, bo czas przyzwyczaja do bólu i sprawia, że powolutku otwieramy się na świat. A ta przerażająca pustka i niewyobrażalna wprost tęsknota pewnie pozostaną już w nas na zawsze. Jednak mimo to podnosimy się z kolan, wychodzimy z czarnego tunelu, lecz to wszystko okupione jest niezwykle ciężką pracą nad sobą. Piękne i mądre słowa napisał Ci Olech, choć jeszcze sporo czasu upłynie, zanim to zacznie działać.
Jestem z Tobą całym sercem. Spróbuj zasnąć… to przynosi ulgę, choć na krótki czas. Pozdrawiam gorąco
31,274 2023-04-23 00:42:52
Przepraszam Dziewczęta. Miałam jakieś problemy techniczne i, podobnie jak Ikaria, wysłałam tekst 2 razy. Wybaczcie
31,275 2023-04-23 14:09:18
Basiu, 35 lat...może dla mnie powinno być pocieszeniem, że jedność dusz była tylko przez pięć lat...i jeśli byłoby dłużej byłoby jeszcze gorzej???
Już prawie miesiąc od Jego śmierci. Może "przyda się" którejś z nas/Was, co mnie trzymało? przez pierwsze tygodnie, kiedy tylko mogłam, miałam słuchawki na uszach z naszą ulubioną muzyką, "epicką", filmową, rozdzierającą serce tym bardziej, że wcześniej też była wspólną i ulubioną. Miałam też przede wszystkim składankę polskich piosenek, słuchałam w domu i w samochodzie, słuchając, myśli chowały się gdzieś na chwilę, bo wczuwałam się w piosenki.
Dwa tygodnie praktycznie non stop, w zapętleniu...kiedy miałam słuchawki na uszach, muzyka trochę zagłuszała wycie...
Te teksty są rozdzierające serce i pasowały do moich odczuć.
Gdzie teraz jesteś
Kiedy mi znów ciemnieją dni?
Gdzie teraz jesteś Kiedy mi już brakuje sił?
Twój portret wczoraj się zbił,
A wokół mnie tylko Sny przecięte w pół
Przecież mnie znasz na pamięć,
Przecież to wszystko wiesz
Mogę, ot tak, zostawić ten świat
I biec, za tobą biec
Powiedz, mi tylko, proszę,
Powiedz mi gdzie
Gdzie teraz jesteś
Gdzie teraz jesteś
Gdy nagle zmierzch
Zmienia się w świt?
Gdy znowu przyznać się wstyd
Że życie zmienia się w żart,
W domek z kart
Przecież mnie znasz na pamięć,
Przecież to wszystko wiesz
Mogę, ot tak, zostawić ten świat
I biec,
Za tobą biec
Powiedz, mi tylko, proszę,
Powiedz mi gdzie,
Gdzie teraz jesteś
Za tobą jak w ogień przecież wiesz,
Mimo burz mogę biec
Nawet gdy w moich niepewnych snach
Zmiesza się z deszczem strach
Choćby mi sczerniały dni
Będę cię zawsze mieć we krwi
Zapomnę dopiero
Kiedy mnie trumienną czernią
Zaznaczy czas
Przecież mnie znasz na pamięć,
Przecież to wszystko wiesz
Mogę, ot tak, zostawić ten świat
I biec,
Za tobą biec
Powiedz, mi tylko, proszę,
Powiedz mi gdzie,
Powiedz, mi tylko, proszę,
Gdzie teraz jesteś
Gdzie teraz jesteś
Kiedy mi znów ciemnieją dni?
Łyżeczką po trochu Twój uśmiech i spokój
Odmierzam i liczę im dni
W milczeniu, bo boję się mówić
By nawet ziarenka nie zgubić
A noc obok tylko tak samo też milcząc
Przygląda się temu przez łzy
I też nie wie jak to się stało
Że dzisiaj tych ziaren tak mało
------------
Za Tobą jeszcze uciekło powietrze
I został tu jedynie kurz
I nasz nieśmiertelnik na szyi
Przy sercu już przecież niczyim
Nade mną ciągle ta biała chorągiew
Przez którą nic nie widzę już
Wzniesiona, gdy coś się zatliło
Gdy coś się tak nagle zmieniło
Może inny dziś wieje tu wiatr
Ale dla mnie zapętlił się świat
W tamtych kilku godzinach, kawach i kinach
Może nie ma tu dla mnie już nic
Ale przecież też nie ma gdzie iść
Bo choć Ciebie nie będzie
Zobaczę Cię wszędzie
-----------
I sny bezlitośnie tak teraz nieznośne
Zatapiam w kawie co noc
By choć jeden dobry się skleił
W tej filiżance nadziei
A w głowie zostały cele i wiary
Na pewno ich będzie ze sto
Ktoś jeszcze skorzysta, więc może
Wyprzedaż marzeń otworzę
Może inny dziś wieje tu wiatr
Ale dla mnie zapętlił się świat
W tamtych kilku godzinach, kawach i kinach
Może nie ma tu dla mnie już nic
Ale przecież też nie ma gdzie iść
Bo choć Ciebie nie będzie
Zobaczę Cię wszędzie
Może inny dziś wieje tu wiatr
Ale dla mnie zapętlił się świat
W tamtych kilku godzinach, kawach i kinach
Może nie ma tu dla mnie już nic
Ale przecież też nie ma gdzie iść
Bo choć Ciebie nie będzie
Zobaczę Cię wszędzie
"Gdzie teraz jesteś" - Beata Banasik, Jakub Pawlak
"Zobaczę Cię wszędzie" - Iza Królak, Bartek Królak
"Wybacz, ze mnie nie ma" - Agata Grześkiewicz, Bartek Królak
"Mori" - Dawid Podsiadło
"Aniołom szepnij to" - Sanah
"Najgrubszy anioł stróż" - Paweł Domagała
31,276 2023-04-23 16:13:55 Ostatnio edytowany przez ANICZKA (2023-04-23 16:14:51)
Aniu Droga ! Zapewne o intensywności bólu i tęsknoty decyduje " pokrewieństwo dusz " , miłość i tak naprawdę to nie ma znaczenia czy było się z kimś bardzo długo ,czy w miarę krótko .....Mój zwiazek trwał zaledwie 19 lat małżeństwa i też chciałam razem z męzem doczekać późnej starości ....Dzisiaj mija akurat już 7,5 roku od śmierci męża ale nie ma dnia ,żebym o nim nie myślała .....bo tak zwykle jest jak się kogoś kochało.... Jestem już w innym punkcie swego życia niż Ty ale doskonale rozumiem Twoje rozdarcie , melancholię ,ból , łzy , niemoc i rozdzierającą tęsknotę .....Każda z nas tu piszących doskonale wie co czujesz .....Zaraz po śmierci męża słuchałam jego ulubionej muzyki , pisałam wiersze czy wtulałam się w jego ubrania i ryczałam jak bóbr ....Tak jak piszą dziewczyny - żałoby nie da się przejść na skróty , trzeba przerobić każdy jej etap ! Dobrze,że masz przy sobie bliskie Ci osoby , pracę , przyajciół to jest bardzo ważne ,żeby się totalnie nie rozsypać na kawałki ....Twój Marek zostawił Ci piękne wskazówki na dalszą Twoją samotną drogę , trzymaj się tego ! On z Góry będzie Ci na pewno w tym pomagał i wspierał .... Teraz muszisz być dzielna i bardzo cierpliwa , bo niestety potrzeba dużo czasu . łez , upadów i siły psychicznej ,żeby chociażby "ułaskawić" swoją żałobę ...Ale uwierz mi jest to możliwe ....A Ty Droga Aniu będziesz na pewno taką dzielną Bohaterką jak Twój Marek i dasz radę ! Życzę Ci tego z całego serca ! Przytulam do seducha najmocniej jak potrafię ![]()
31,277 2023-04-23 19:12:54
Aniczko, po Twojej wypowiedzi znów zalałam się łzami. Nie będę bohaterką, jak on. On jest w Ukrainie naprawdę traktowany jak bohater.
Nie mogę wstawić linku ale może uda się Wam dodać początek zamieniający w link fb.watch/jD-1Ps-hZn/
M. wierzył w to co robił, mówił że oni potracili wszystko, że nie walczą tylko za siebie, że jeśli padną to nasze dzieci będą mieć dokładnie cytuję przepierdolone, że potrzebni są kierowcy, którzy nie przestraszą się wybuchów..."Nie jadę tam zginąć. Wierzę w to co będę robił- powiedział mi, gdy po raz pierwszy wspomniał, że będzie jeździć z pomocą - ja nie potrzebuję przygód, ja wszystko mam"
Planował kolejne wypady, chciał też miesiąc być przy froncie i wozić rannych i pomagać na miejscu...tego mi nie powiedział, bo widział mój strach przy każdym wyjeździe. Miał przeszkolenie z pola bitwy, medyczne i żył planowaniem kolejnej pomocy ![]()
A ja miałam szczęście, że ten bohater był moją drugą połówką i na każdym kroku pokazywał mi, że jestem najważniejsza na świecie.
Mam mnóstwo cudownych smsów i wspólnych zdjęć i ktoś ze znajomych powiedział mi, że te wspomnienia będą moją siłą w przyszłości. Niestety, nie da się tego przyśpieszyć, by ta przyszłość była już, gdy każdy dzień się dłuży i pewnym rodzajem ulgi jest wieczór, bo kolejny dzień udało się przeżyć, w płaczu, tęsknocie, pustce i totalnym smutku, że nic nie będzie jak kiedyś. I nie spojrzę w jego uśmiechnięte oczka bo zawsze te oczy były uśmiechnięte miłością do mnie. I nie będzie już żadnych wspólnych planów i wspólnego wszystkiego jak to było PRZED. I nie będzie "Mycho schowaj się" - co mówił otwierając ramiona i przytulając mnie mocno zawsze, jak tylko było mi źle i pokazując, że nie jestem sama.
Aniczko, masz piękny tekst w podpisie.
31,278 2023-04-23 20:20:47
Droga Aniu ! Tulę do serducha , Wiem ,że u Ciebie jest jedna wielka krwawiąca rana i potrzeba jeszcze całe morze czasu aby było ciut lepiej ......Masz w sobie bardzo bolesne , skrajne emocje , które Tobą targają i czujesz się ,ze życie twoje legło w gruzach ....Tak jak ktoś Ci madrze powiedział te wszystkie wspólne zdjęcia i smsy będą Twoją siłą ale dopiero za jakiś czas ....Ta okrutna wojna na Ukrainie niesie olbrzymie spustoszenie i niewyobrażalne ludzkie tragedie dlatego podwójnie chylę czola przed takimi heroicznymi ludźmi jak Twój Ukochany .....Aniu ! wylewaj swoje emocje .....Wiem ,że żadne słowa na chwilę obecną nie ukoją twojego żalu .....Wspieram wirtualnie , rozumiem , mocno przytulam
31,279 2023-04-24 08:49:04
Wczoraj wieczorem odkryłam coś, co mnie bardzo wzruszyło i zdumiało. Jest w necie dużo zdjęć mojego M., część czarno-białych...wczoraj znalazłam jedno
z tych dostępnych w necie zdjęć w kolorze. W jednym z dopisków przy zdjęciu z któregoś wyjazdu z pomocą była informacja, że ktoś potrzebował kurtkę i M. wskoczył do samochodu i tak długo szukał w darach aż znalazł. Wczoraj wstrząsnęło mną zdjęcie, które przybliżyłam, bo okazało się, że On oddał wtedy swoją kurtkę, ukochaną, którą uwielbiał odkąd mu ją kupiłam...
A dziś czarna rozpacz znów.
Na szczęście za półtorej godziny wychodzę do pracy i będę musiiała się ogarnąć.
Znacie ten kamień na sercu, prawda? Który ciąży tak, że trudno złapać głębszy oddech...
Łapanie się tematów zastępczych, by zająć czymś myśli?
Czający się strach...
Wszystko dookoła przywołujące wspomnienia i kojarzące się z miłością życia, która jest przeszłością i zostawia wyrwę w byciu?
Ostatnio zauważyłam, że na drzewach są liście.
Ogród stoi odłogiem a pieczołowicie przygotowywane rozsady zamordowałam bo straciłam serce, gdy zmarl mój M.
Zostalo trochę pomidorów, które mimo braku opieki przetrwały, jakby dając znak, że mają by tak, jak zwykle je współnie mieliśmy.
I wybieranie grawerki na zniczu..."Najkochańszejszy Misiu, Miłość nie kończy się wraz ze śmiercią. Odliczam aż spotkamy się znów. Twoja Gwiazdka"
Mieliśmy swoje słówka, bo licytując się, kto bardziej, odmienialiśmy słowa po swojemu, mówiąc najmocniejszej, najbardziejszo...
Spanie z jego poduszką w objęciach co noc, chodzenie w jego swetrach...Pisanie do niego jak to robiliśmy, gdy nie widzieliśmy się...
Czasie, płyń...
31,280 2023-04-26 15:17:27
Witaj Aniu,witajcie moje drogie...Ciężko się czyta tak piękne słowa jakie Ci przekazał Olech,i słowa piosenek przytoczonych przez Ciebie Aniu.
Ciężko się czyta? -bo to słowa,które powinnaś nadal słyszeć w realu od Twojego Bohatera,a nie powinny być tylko wspomnieniem Waszych dobrych i radosnych chwil. To zadziwiające jest,że dobrzy ludzie tak szybko od nas odchodzą i pozostaje po nich rozpacz,bezradność i bezsilność tak wielka,że nikt i nic nie jest w stanie ukoić naszego cierpienia.Tylko czas i przyjazne nam osoby - dają w perspektywie jakiś cień nadziei,że oswoimy się po części z naszą samotnością,co nie oznacza jej akceptacji. U mnie w sierpniu upłynie 3 rok samotnego życia,a nie ma praktycznie dnia ,żebym nie płakała i nie wspominała tego co już było....a nie wróci więcej.I choć rozum mówi...odpuść i tak już niczego nie zmienisz,to serce wciąż daje znać o sobie i nie pozwala choć na moment na złapanie głębszego spokojniejszego oddechu.
Ja wciąż zadaje sobie pytanie,jak to możliwe,że już trzy lata żyję w całkowitej samotności- miotając się na wszystkie możliwe strony- jakby wciąż nie dowierzając, że tak już będzie do końca moich dni...Żyję nadal w przeogromnym chaosie emocjonalnym,zadaję sobie masę pytań,szukam na nie odpowiedzi - i wciąż ponoszę klęskę. ,,Dlaczego,,- ,,a może gdyby...,, a może gdybym pomyślała..,, - ,,a może mogłam przewidzieć?..,,...i....
Nigdy już nie zaznam wewnętrznego spokoju - takiego jak w czasie wspólnego naszego życia,straciłam poczucie bezpieczeństwa- i nikt już tego nie zmieni - ale nadal idę przez życie,walcząc o każdy następny dzień - bo życie jest tego warte,bo życie jest piękne....bo On - mój mąż by tego chciał.Mnie się nie udało- to tobie musi się udać- zawalcz za nas,wyobraź sobie ,że stoję tuż za tobą,że nigdy tak do końca cię nie opuściłem...zrób to dla mnie - proszę chociaż spróbuj- tak by POWIEDZIAŁ...i tej myśli się bardzo kurczowo trzymam każdego dnia cokolwiek robię i gdziekolwiek jestem. Żeby pójść dalej trzeba wstać...często z kolan,albo się podnieść jak się upadło pod ciosem i ciężarem naszej tragedii,ale nie można się poddać - Ci Nasi Bohaterowie by tego nie chcieli.
31,281 2023-04-28 23:40:37
Aniu! Rzeczywiście niezwykłym człowiekiem był Twój Misiek – wrażliwym o wielkim, czułym sercu, które mogłoby pomieścić cały świat. Ten gest z kurką to niesłychanie wzruszająca historia. Wprost trudno mi uwierzyć, że w tak młodym człowieku było tyle miłości do ludzi, tyle chęci działania, niesienia pomocy potrzebującym i … tyle odwagi. Dlatego nie zrozumiem nigdy i też nigdy się z tym nie pogodzę, że los zabiera nam właśnie takich ludzi, cichych Bohaterów, otoczonych jak kokonem naszą miłością. Zostawia nas same z planami, marzeniami, rozdzierającą serce rozpaczą i tą przeraźliwą pustką. I nikt ani nic nie potrafi dać nam ukojenia w tym przerażającym bólu. Ludzie dokoła nas szybko zapominają o naszej tragedii. Dla nich świat się kręci, życie pędzi, dla nas – wszystko stanęło w miejscu i jeszcze bardzo długo się nie poruszy. Nikt nie rozumie, z czym się zmagamy każdego dnia, dlaczego nie umiemy się śmiać i rozmawiać o rzeczach błahych, i chwytamy się wszystkiego, co pomaga nam przepychać czas. A on wciąż nie chce płynąć…
Aniu! Teraz nadszedł moment, kiedy będziesz chciała opowiadać o swoim Bohaterze, o swojej traumie i swojej miłości. Nie duś w sobie tych słów i emocji. Znajdź kogoś, kto cierpliwie, z empatią i przyjaźnią wysłucha Ciebie. To bardzo ważne, musisz powiedzieć wszystko, co masz w sercu. A jeśli nie znajdziesz nikogo, kto by sprostał temu zadaniu, pisz – my wysłuchamy zawsze, bo wiemy, jaką to słuchanie ma moc.
Pozdrawiam Cię bardzo cieplutko, myślami jestem z Tobą
31,282 2023-05-01 22:25:25
Jolu, Basiu...tak, on w swoim sercu mógł pomieścić cały świat. Ciągle się spóźniał, bo jak zobaczył samochód rozkraczony na poboczu, to musiał się zatrzymać by pomóc, pogadać, pomóc odholować. Płacenie na stacji benzynowej...z kasjerem się zaprzyjaźniał opowiadając o swoich doświadczeniach i wymieniając numerami telefonów. Wszędzie lubiany bo gaduła i dusza człowiek.
Miesiąc i tydzień po śmierci mój organizm mnie zawodzi...włącza się panika, stany lękowe, nerwobóle, trzęsienie rąk, szczękanie zębami ze strachu...płaczliwość w każdej sytuacji...ja zawsze taka silna psychicznie byłam! Nic mnie nie było w stanie złamać a bywało różnie. Ale też wcześniej nie straciłam drugiej połówki, partnera, który był oparciem, miłością życia, kimś na myśl o kim robiło się ciepło na serduchu, że po prostu..był...
Jutro dzwonię. by umówić się do psychiatry...mój stan zaczyna zawodzić w pracy...
31,283 2023-05-02 09:44:53
Witam Wszystkie Dziewczyny,Witaj Aniu...
Bardzo dobrze ,że zdecydowałaś się na pomoc specjalistów,wiele z nas tu piszących - w tym i ja zrobiłyśmy to samo.Zdania są różne w tej kwestii , ale zdecydowana większość nie żałuje tego kroku.
Mnie już chyba by nie było,gdyby nie bliscy - którzy bardzo prosili abym ze swoim bólem i rozpaczą podzieliła się z ludźmi,którzy niosą pomoc w takich sytuacjach. Córka odstąpiła mi nawet swój termin wizyty u psychiatry,bo wtedy w czasie pandemii sytuacja pod tym względem była trudna. Ona i syn po nagłej,niezrozumiałej dla rozumu i serca śmierci mojego męża a ich ukochanego Taty- tylko dzięki pomocy psychiatrów wyszli z bardzo głębokiej i bolesnej traumy.
Wahałam się długo,ale zaważyły słowa .....mojej fryzjerki - która zna mnie od ponad 30 lat. Powiedziała: pani Jolu,serce mi krwawi jak patrzę na pani ból i cierpienie,niech pani jak najszybciej poszuka pomocy u specjalistów, bo nie daje pani sobie sama z tym rady. Dodać muszę,że od niej dostałam więcej wsparcia niż od ludzi od których powinnam. Dzwoniła,wysyłała SMS,MMS oferowała pomoc ...tak było przez ponad rok,podczas gdy dla innych nie byłam już godna uwagi. Ja Aniu zostałam całkowicie sama,mam tylko dwójkę dzieci daleko od siebie,a będą jeszcze dalej...Nikt z bliskiej rodziny mojej czy mojego męża nie przekupił śmierci - wszyscy już odeszli i to dawno.
Moja mama nawet nie zdążyła zobaczyć wnuków.
Teraz z perspektywy prawie 3 lat,wiem jedno: gdybym miała kogokolwiek przy sobie,do kogo bym mogła mówić,kogo mogłabym potrzymać za rękę czy się do niego przytulić- ocaliłabym część siebie,skróciłabym choć odrobinę swoją mękę i spadanie w przepaść ....w nicość.
Po tych 3 latach porównując losy kobiet,które tu piszą - TYLKO ja jestem tak straszliwie samotna.Inne mają wsparcie od bliskich: rodziców,mam,rodzeństwa,kuzynów,teściów,przyjaciółek,znajomych.....
Po części/tak sądziłam/ - to zmiana miejsca zamieszkania spowodowała mniejszy kontakt ze znajomymi i garstką autentycznych przyjaciół - długo tak sobie wmawiałam i w to wierzyłam.Jednak po wielogodzinnych rozmowach z psychologiem - dowiedziałam się,że tak na prawdę - to dla prawdziwej -autentycznej przyjaźni - nie ma żadnych barier.Są tylko te - wymyślone na użytek publiczny: brak czasu,praca,zdrowie,dzieci,wnuki,awaria auta....
Wszystko to się może zdarzyć i się zdarza - ale zawsze można zastosować : PLAN B. Głównie tu chodzi o już dawno zapomniane pojęcie jak: Braterstwo serc i dusz....Można dzwonić - nawet kilka razy dziennie - jeżeli czujemy,że ta druga osoba nie daje rady,można wysłać list- kartkę z pięknym wspierającym tekstem...można skorzystać z Poczty Kwiatowej lub przesyłki kurierskiej w doręczeniu nie koniecznie wielkiego - drogiego prezentu.Można to zrobić w drodze do lub z pracy...w czasie robienia zakupów...czy odbioru dzieci z przedszkola.....Można??? - można - tylko jest jeden podstawowy warunek:Trzeba Chcieć...Po takich namacalnych rzeczach poznajemy ludzi i wiemy kto tylko mówi,że myśli i pamięta,a kto w rzeczywistości taki jest.
Teraz - bez żadnej ściemy po tym moim najgorszym w życiu czasie wiem kiedy i z kim miałam do czynienia. Kto zostanie w mojej pamięci,a o kim muszę szubko zapomnieć. Życzę Ci Aniu tylko takich ludzi,którzy się Tobą autentycznie zaopiekują,dadzą Ci prawdziwe wsparcie - poprowadzą ku żywym.Nie ma ich dużo,ale jesteś młoda,masz masę znajomych,przyjaciół swoich i swojego BOHATERA.Masz jeszcze rodzinę- zaufaj im,przynajmniej niektórym i daj sobie pomóc.To tylko praca i kontakt z ludźmi ,którzy są tuż obok Ciebie sprawi,że będzie Ci lżej.Każdego dnia,odrobinę, będziesz się posuwała do przodu.Oni zadbają,abyś nie zostawała za daleko w tyle,jak upadniesz- podadzą Ci dłoń- pomocną dłoń....Mnie w tym czasie wystarczyłaby jedna...ale jej nie było. Były za to wirtualne dłonie Aniczki,Misiulki,Wenedy,Baśki,Ikarii... to do dziś procentuje, każdego dnia otrzymuję nadal od Nich wsparcie...Kilka dni temu,przed początkiem długiego majowego weekendu dostałam właśnie od dwóch z Nich zaproszenie do Ich domów...żebym tylko nie była sama. Bardzo się wzruszyłam, podziękowałam,na pewno pojadę za jakiś czas- bo trzeba szanować ludzi,którzy wciąż o nas pamiętają. Dasz radę Aniu,to tylko kwestia czasu i ludzi obok Ciebie. Pisz,dziel się myślami- to bardzo pomaga. Trzymam kciuki!
31,284 2023-05-04 07:42:14
Witam, Mam nadzieję Aniu,że wizyta i kontakt z osobą ,która profesjonalnie zajmuje się pomaganiem innym w żałobie - przyniosła choć odrobinę ulgi i spełniła twoje oczekiwania.
Tak naprawdę,to tylko my same - musimy tak to wszystko poukładać na nowo w naszych głowach,żeby nie zwariować z rozpaczy i nie dać się pogrążyć całkowicie cierpieniu i nie wpaść w ciemny mrok.Stamtąd - samodzielnie wyjść jest niezwykle ciężko,i nie każdemu się to udaje.
Ja po tych prawie trzech latach żałoby,widzę ,że w koło mnie i kobiet z tego Forum dużo zmian nastąpiło. Z pewnością - wiek tych kobiet i opieka nad nimi ich bliskich wpłynęła w dużym stopniu na to ,na jakim etapie życia się teraz znajdują i co się z nimi dzieje. Przestały pisać : Madlen,zzielona,Aloes....
to znak,że już nie potrzebują wsparcia psychicznego - przynajmniej od nas.
Kiedyś jedna z kobiet tu piszących/do niedawna/ powiedziała mi,że dla niej nadszedł już taki czas,że te wpisy i porady które tu są zamieszczane- tylko ją dodatkowo traumatyzują - przypominają o najgorszym czasie w jej życiu- a ona już czuje się gotowa iść dalej,nie oglądając się za siebie. Chce jak najszybciej zapomnieć o nieprzespanych nocach,o olbrzymim bólu i cierpieniu.
Tego chyba powinnam Ci życzyć - jak najszybszego powrotu do NORMALNOŚCI....Dla mnie to jeszcze bardzo odległe lata świetlne,ale innym to się już udało- przynajmniej po części.Rozpoczęły nowe etapy w swoim życiu,ruszyły do ludzi,ruszyły w świat,postawiły na nowe...na dotąd nieznane. Tym bardziej trzeba podziękować:Aniczce,Venles,Misiulce,Baśce ,Ikarii - że
nadal piszą i wspierają inne w tym i mnie,mimo swoich codziennych zajęć i obowiązków życiowych.Być może ,z żałobą jest tak - jak z nauką w szkole.
Jak bardzo się postarasz i przykładasz do niej - szybciej osiągniesz jakieś wyniki,niż ci którzy próbują- ale z mizernym skutkiem.Z drugiej strony fachowcy od wszelkiego smutku mówią,że żałoby nie da się obejść na skróty,nie należy niczego przyspieszać....zobaczymy- przynajmniej ja zobaczę co dalej w moim przypadku się wydarzy.Jak będzie istniało jeszcze to Forum - napiszę i podzielę się wieściami.Aniu,odezwij się i napisz co u Ciebie,pamiętaj,że trzymam kciuki- i nie tylko ja.
31,285 2023-05-09 10:30:39
Witajcie....To już nie znak- czy przypuszczenie,że jesteście daleko w przodzie i dajecie już sobie radę - ale pewnik. Brak odpowiedzi- to też odpowiedź - a w tej konkretnej sprawie - żałoby jak najbardziej. Jednak nie bez kozery,większość/nadal jednak nie wszyscy/ kieruje się zasadą - ustaleniami religijnymi- kościelnymi,że żałoba to okres umowny i indywidualny dla każdego - dla każdej z nas.
Rok- to tak ogólnie ustalony - choć w przypadku współmałżonka to dokładnie: rok i sześć tygodni.
Mam wieści,że część z tu piszących - poukładały sobie życie na swój własny sposób,część jest już w nowych związkach,część się zastanawia...co ze sobą począć. Za Wszystkie trzymam kciuki i mam nadzieję,że dokonane przez Nie wybory przyniosą szczęście w życiu,zadowolenie i spełnienie...choć częściowe. Spełnienia marzeń : tych wspólnych powstałych jeszcze za życia Waszych mężów czy partnerów- mimo,że Ich już nie ma- a także tych nowych,małych i większych.Ktoś kiedyś powiedział: póki mamy marzenia,mamy po co żyć....a więc do dzieła. Pozdrawiam
31,286 2023-05-09 13:26:43
Witajcie. U mnie minął rok w lutym.. nie mam pojęcia jak i kiedy to się stało.. rok.. nie ma ze mną mojego ukochanego. Czekałam na niego w domu, aż wróci z pracy, mieliśmy jechać na narty, już nas spakowałam. Nie odbierał telefonu, nie odpisywał.. ten dzień mam dokładnie przed oczami. Kolejnych nie pamiętam. Każdy dzień jest taki sam. Czekam na niego, awansowałam w pracy, znalazłam dodatkową pracę.. ale to wszystko jest dla mnie bez znaczenia, jak Go nie ma. wiem, że byłby dumny, na pewno wszystkim o tym awansie on opowiedział, nie ja. Jak dalej ma wyglądać to życie? Puste, samotne, z tęsknotą, z bólem, z cierpieniem..?
31,287 2023-05-11 12:09:22
GaMa,rok to dopiero początek trudnej drogi...bardzo trudnej.Tak ostatnio tylko tu sama pojawiam się,ale ja też mimo blisko 3 lat nadal nią podążam.
Myślałam,że ze mną coś nie tak jest- bo Inne dawno mnie wyprzedziły i pozostawiły w głębokim tyle- ale po wczorajszej rozmowie z moim psychologiem uspokoiłam się odrobinę.Wiadomo było już z wcześniejszych jego słów,że u mnie żałoba trwać będzie przynajmniej 3-4 lata,ale nie potrafiłam uwierzyć,że ktokolwiek da sobie radę z takim bezmiarem negatywnych emocji,związanych z nagłą - niezapowiadaną śmiercią tego NAJWAŻNIEJSZEGO dla nas człowieka,a co dopiero ja?. Ja nadal nie daję rady,robię co mogę,staram się nie zawieść siebie i najbliższych,ale przede wszystkim nie zawieść:JEGO...i tylko to jest nada lmoją motywacją do podejmowania każdego dnia prób samodzielnego - samotnego życia.
To,że masz pracę - to Twoja wartość dodana,awans - jeszcze bardziej motywuje...i z pewnością tez kosztował Cię sporo zaangażowania i dodatkowej pracy.Może właśnie praca- będzie Twoim papierkiem lakmusowym ,Twoim częściowym wybawieniem od codziennego smutku.
Też czuję nadal olbrzymi żal:gdy coś pięknego i ciekawego już nigdy nie będzie udziałem tej MOJEJ DRUGIEJ POŁÓWKI...chyba najbardziej przerażające słowo dla mnie,to właśnie słowo- NIGDY....nigdy już....
Psycholog mi opowiadał o kobiecie ,która po rocznej żałobie wróciła do normalnego życia sprzed.....Podróże,wyjazdy,nowe znajomości,zakupy na nowo zaczęła żyć ....Dzieci trochę zdziwione,ale po części zadowolone że nie muszą zbytnio zajmować się nieszczęśliwą matką. Do czasu,od paru tygodni zerwała z nimi kontakt,z innymi też- nie chce się przyznać do totalnej emocjonalnej klęski...tylko psychologowi powiedziała prawdę.
Najgorsze jest to,że już niczego się nie cofnie ,i w tym czasie co powinna się nadal zmagać z emocjami i odczuciami - robiła wszystko,żeby pokazać światu- jaka to jest dzielna i silna.Że idzie pewnie i szybko wbrew przeciwnościom jakie jej zafundowało życie...nie tylko jej - bo nam też. Tylko my same wiemy jak naprawdę jest w tej samotności i z czym każdego dnia musimy się mierzyć.Pozdrawiam,gratuluję awansu w pracy....trzymam kciuki !
31,288 2023-05-11 16:26:31 Ostatnio edytowany przez Maria 2021 (2023-05-11 16:29:32)
Dzień dobry, Od roku przeglądam to Forum. Dopiero dzisiaj zdecydowałam się napisać. Do tej pory tylko czytałam. wpisy i płakałam. 29.08. 2021 r. zmarł mój jedyny przyjaciel, który zawsze dbał o mnie, mój mąż. Razem wiele przeszliśmy, niezrozumienie i zawiść naszych rodzin, a najgorsze co nam się przytrafiło to śmierć naszych dzieci. Nikt z naszych rodzin nie udzielił nam wsparcia. Mąż miał czworo rodzeństwa i rodziców, ja tylko ojca i siostrę. Na nikogo z nich nie mogliśmy liczyć. Ze stratą zmagaliśmy się sami. Raz było lepiej raz gorzej, ale byliśmy razem. Teraz ze stratą męża zmagam się zupełnie sama. Od pogrzebu męża nikt z jego rodziny nie odezwał się do mnie. nie zadzwonił i nie zapytał, jak się czuję. Nie zdziwiło mnie to , zawsze powtarzałam mężowi, że to egoiści i bałam się tego dnia gdy zostanę sama. Moja siostra i jej mąż, którzy mieszkają 300 km ode mnie także nie potrafili zrozumieć, w jakiej znalazłam się sytuacji. Mieszkam w obcym mieście. Nie mam tu żadnej rodziny, jest tylko rodzina męża. W piątek był pogrzeb męża, a siostra zaraz w sobotę wyjechała. Nie ma dzieci, nie pracuje, mogłaby zostać, jednak gotowanie obiadów dla męża było ważniejsze. Usłyszałam tylko, że męża nie ma i mam to zaakceptować tylko jak. Gdy dzwoniła i prosiła, żeby na trochę do mnie przyjechał, usłyszałam, że ich wykończę. W końcu powiedziałam jej, że nigdy mi nie pomogła i teraz także. Ona nigdy nie lubiła mojego męża, zawsze była zazdrosna o wszystko. A mamy po 55+lat. Jej mąż także dba tylko o swoją rodzinę. W końcu przestali się odzywać. Po 11 miesiącach po śmierci męża zdecydowałam się pojechać. Pierwszy przyjazd do nich przebiegł normalnie. Gdy pojechałam po miesiącu czułam się tam źle. Moja siostra nie mogła znieść, że mówię o mężu, oszczędzała na wszystkim, oskarżyła mnie nawet o kradzież, bo nie mogła czegoś znaleźć. Przeszukała nawet moja walizkę. Jedyną osoba, która mnie tam rozumiała, był siostry teściowa, o która moja siostra była zazdrosna, że często rozmawiamy, ponieważ ona jej nie znosi. Uciekam stamtąd, ponieważ siostra wywołała awanturę, krzycząc, że gdy będę ,,zdychać'' to i tak mi nie pomoże. Taką pomoc otrzymałam od mojej rodzonej już 57 letniej siostry. Drugie Święta ponownie spędziłam samotnie. Przed pierwszymi i drugimi Świętami siostra nawet nie zadzwoniła, aby spytać jak je spędzę. Dzwonił tylko jej teściowa. Gdy wysłałam w tym roku 2.01. 2023 r. życzenia i drobny prezent z okazji 80. urodzin dla teściowej siostry, ponownie się zaczęło. Siostra nagrywała się na pocztę, obrażając mnie i pytając, jak żyję w nowy roku, czy wyszłam już za maż, wiedząc, że nie mogę sobie poradzić ze śmiercią męża. Mam ogromny żal, dlaczego mnie to spotkało. Jak jedyny bliski człowiek może tak ranić. Gdy wysłałam to nagranie jej mężowi, usłyszałam, że przecież mnie nie ,,wyzywała;;, jak to określił. Teraz na początku lutego napisał, że mam się odezwać, po co ... żeby mnie ponownie ranić. Moi pseudo przyjaciółki także pokazały do czego są zdolne. Żałuje, że wpuszczałam je do mojego domu. Nic od nich nie otrzymałam, tylko ,,dobre rady'', jak mam żyć bez męża. Oto niektóre z nich; przygarnij psa lub kota, wyjeżdżaj na wycieczki, jedź do sanatorium, udzielaj korepetycji, chodź z nam do kawiarni restauracji i wiele innych. A mnie to nie było potrzebne. Gdy przychodziły to był tylko śmiech z ich strony i gwar, a mnie to denerwowało. Nikt nigdy nie zaproponował, abym przyszła do nich lub ktoś zaprosił mnie na spacer. One miały mężów, dzieci, planowały coś, a ja byłam sama. Potrzebowałam ciszy i zrozumienia, a nie kawiarni i gwaru. Jeszcze sytuacja z siostrą nie wpływała na mnie pozytywnie. Odsunęłam się. Miałam dosyć tego gwaru i ich recept na moje życie. Po czasie usłyszałam, że jestem kłótliwa, że mam trudny charakter, że chciały mi pomóc, a ja pomoc odrzuciłam. Uważali, że ja jestem dla nich problemem. Ja nie prosiłam o to, żeby ktoś przychodził. Jeżeli koś się decyduje to musi mieć świadomość, ze takiej osobie jest bardzo trudno zacząć żyć od nowa. A ja chciałam, żeby ktoś mnie wysłuchał, jak jest mi źle po śmierci męża. Przychodziły, a potem opowiadały, że jestem monotematyczna. A o czym miałam mówić. Mój maż był dla mnie najważniejszy. Tak wygląda zrozumienie dla osoby w żałobie przez bliskich i obcych. Pomoc okazali mi postronni ludzie, teraz ma dwie osoby, które starają się mnie zrozumieć. Też przeszły wiele i może to nas zbliżyło. Wiem, że czasami mają pewnie już dosyć słuchania moich żali. Mają swoje rodziny, także problemy, a ja ciągle smutek i płacz. Ale nie potrafię zupełnie cieszyć się z tego, że żyję. Chciałabym, aby moja siostra i jej maż okazali mi wsparcie, czy to jest możliwe... Moja siostra uważa, że te dwie osoby są dla mnie siostrami, a nie ona. A gdzie był siostra p śmierci mojego męża... To one dzwoniły, przychodziły, przynosiły obiad, a moja siostra zawsze była czymś zajęta, telefon był dla niej problemem, to obiad gotował, pieliła w ogródku, drewno układała... przez prawie 18 miesięcy nie znalazła tygodnia, aby przyjechać na parę dni do mnie... I teraz ma do mnie ogromne pretensje... A ja po prostu sobie nie radzę. Mam 59 lat, jestem na emeryturze i czuje się bardzo źle. Nie daję rady. Minęło 20 miesięcy od śmierci mojego męża, a u mnie nic lepiej. Dzień zaczynam płaczem i kończę płaczem. Chcieliśmy się zestarzeć razem , niestety zostałam sama. Czasami chciałabym, abym to ja była na miejscu męża. On by sobie poradził, ja nie daję rady. Ta samotność mnie wykańcza. Chciałabym, aby moja siostra zrozumiała, że jest mi naprawdę źle. Tak bardzo mi brakuje rodziny, a przede wszystkim mojego kochanego męża. Mieliśmy tylko siebie. Jak żyć dalej...
31,289 2023-05-14 08:52:03
Maria 2021, nawet nie wiesz jak bardzo to co napisałaś przypomina moja historię. Mąż zmarł w sierpniu 2023 roku. Większość rodziny mieszka za granicą. Wszyscy zdziwieni, że ja jeszcze płaczę, przecież mąż był stary, miał 77 lat, chory, nowotwor,umarł, ale Ty żyjesz. A ja właśnie nie żyje. Jestem zupełnie sama. Dla innych czas płynie, ale dla mnie stoi wciąż w miejscu. Mój mąż był dla mnie wszystkim, a teraz nikt i nic nie może mi go zastąpić. Gdy się miało szczęście, które się nie trafia, czyjeś oczy i czyjeś ciało, a została tylko fotografia to to jest bardzo mało. Przytulam bardzo mocno.
31,290 2023-05-15 08:47:10
Witajcie Dziewczyny ! Bardzo przykro ,że dołączyły kolejne osamotnione kobiety ......Ale to także dowód na to ,że szukają tu wsparcia i zrozumienia .......
Droga Mario ! Tulę do serducha z wszystkich sił , bo przeszłaś wiele w życiu ( strata dzieci ) a teraz zostałaś zupełnie sama ..... Najgorzej boli gdy nie dostajemy pomocy jakiej oczekujemy od najbliższych osób (Twoja Siostra ) Ale niestety tak to jest ,że osoby ,których nie dotknęła bezpośrednio śmierć najbliższej osoby po prostu nie czują tego tematu i nie rozumieją .....Piszesz ,że w końcu znalazłaś zupełnie obce Ci osoby , które w miarę próbują Ci pomóc ! To bardzo dobrze tego się trzymaj ! W życiu bardzo często się zdarza , że osoby spoza rodziny potrafią wesprzeć i okazać empatię ! Jesteśmy w podobnym wieku ja mam 56 lat , jeszcze jestem aktywna zawodowa i posiadam już 7,5 letni staż wdowi ! Jeśli masz taką potrzebę napisz do mnie prywatnie ! Ściskam mocno i dużo sił Ci posyłam
:)
Droga Hanulik ! Również ściskam mocno , wspieram i rozumiem , pisz tutaj wylewaj emocje ....długa droga przed Tobą ale mocno wierzę w to,że małymi kroczkami będziesz szła do przodu ....
Pozdrawiam wszystkie dziewczyny piszące , czytające , wspierające
:)
31,291 2023-05-16 19:28:11
Witam Wszystkich. Postaram się opowiedzieć moją historię. Mój mąż był kiedyś znanym człowiekiem. Zwiedził pół świata, a ja dzięki niemu pół Europy i poznałam ludzi z pierwszych stron sportowych gazet. Kochałam Go bezgranicznie, walczyłam o niego do końca. Mój mąż chorował na raka 17 lat, a od 7 na dwa nowotwory. Nie było leku, ani badań do których bym nie dotarła. W końcu w Polsce nie było już szans na leczenie. Pojechaliśmy do Berlina,tam dano nam szansę. Niestety nie udało się, mąż zmarł. Wiem, że większość powie, tak jak moja rodzina i znajomi, że i tak długo żył. To prawda, ale dla mnie świat się zawalił. Zostałam zupełnie sama, a ja nigdy sama nie byłam. Wszyscy wrócili do swojego życia. Ja ich rozumiem, bo kto chce słuchać ciągle rozpaczającej starej baby. Hania sobie poradzi. A ja sobie nie radzę. Mój psycholog powiedział, że nie umiem prosić,ale jak tu prosić żeby ktoś przytulił, po raz kolejny wysłuchał, pozwolił na łzy i wspomnienia... Każdy obiecuje, że zadzwoni, wpadnie... Ilu z nich to robi... Nie chcę mi się nic. Nic nie cieszy. Wszystko robiliśmy razem, chociaż każdy miał swoją cząstkę życia tylko dla siebie. Kiedyś dom był pełen śmiechu, rozmów, ludzi, psów... Dzisiaj cisza. Wszyscy chcielby tamtej roześmianej, żartują ej Hani, ale tamtego świata i tamtej Hani już nie ma. Staram się, ale w tej chwili kręcę się w kółko.
31,292 2023-05-18 22:14:54 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-05-18 22:16:02)
Witam,
Nigdy nie pomyślałabym,że będę tutaj pisać...
Trzy tygodnie temu odszedł mój ukochany mąż.Odszedł nagle,niespodziewanie w wieku 44 lat.Dla mnie świat się zatrzymał.Nie istnieje.
Był moją miłościà.Zawsze ale to zawsze mogłam na Niego liczyć.Nigdy mnie nie zawiódł.Byliśmy jak dwie połówki jabłka.Spędziliśmy razem 16 lat.Nigdy się nie rozstawaliśmy.Szesnaście lat i każda noc razem.Nie było dnia i nocy oddzielnej.
Był mężczyzną jakich już nie ma.Bez okazji kupował kwiaty,rano świeże bułeczki...Masował stopy kiedy mnie bolały...
Nie mogè sobie poradzić.Wciàź patrzę na telefon kiedy zadzwoni.Codziennie patrzę w okno czy wraca z pracy.
Każdemu zawsze pomagał...Był wspaniały.Nie wiem czy jest sens żyć...-różne mam myśli....
31,293 2023-05-18 23:09:41
Ma sens żyć ja straciłem także bardzo wiele szkoda pisać trzeba iść do przodu on pewnie sam by tak chciał.
31,294 2023-05-19 10:16:32
Trochę dziwne te rady. Wiele z nas właśnie straciło sens życia, nie wiadomo na jak długo, ale teraz nie potrafią iść do przodu. Dla nas świat się rozpadł na milion kawałków, a dla innych świat się nawet nie zatrzymał. Czujemy się samotne, bezradne, niezrozumiane i dlatego tu piszemy. Czy Ci którzy odeszli chcieliby tego... Nie wiem. W końcu każdy lepiej czy gorzej będzie musiał sobie poradzić i iść do przodu, ale to będzie kiedyś... Dziś piszemy bo nie umiemy sobie poradzić, bo wiemy, że zrozumie nas tylko ten kto stracił. Pozdrawiam
31,295 2023-05-19 14:31:11
Witajcie Dziewczyny !
Tulę mocno do serducha Ciebie Ma08 , okrutnie zranioną przez los tak niedawno....to bardzo trudny czas i żadne słowa nie dadzą ukojenia w tym trudnym momencie ale sama świadomość ,że piszesz do osób , które też to przeszły i Ciebie rozumieją daje poczucie wspólnoty i zrozumienia ! Na pewno w tym momencie targają Tobą rózne myśli , widzisz totalną pustkę i bezsens ale uwierz mi dasz radę .......potrzeba sporo czasu , ale nie można się poddawać ....Na tym etapie bardzo przydatna jest pomoc bliskich , rozmowa jeśli nie z psychologiem to zaufaną osobą , która zechce Ciebie choćby wysłuchać czy posiedzieć przy Tobie w ciszy ......Pisz tutaj , wylewaj swoje emocje , będzie lżej ...Ściskam najmocniej jak potrafię .
Droga Haniu ! Miałaś szczęście mieć wspaniałego męża i być może przyjdzie czas ,że będziesz się uśmiechać na Wasze wspólne wspomnienia ale jeszcze trochę ......Mężnie trwałaś przy boku Męża przez te wszystkie lata jego choroby ! Niestety tak to jest ,że osoby Ci bliskie niby obiecują pomoc ,ale tak na prawdę może nie chcą ,może przerasta ich nasza rozpacz i unikają kontaktu ....Wiem,że trudno jest prosić o pomoc ale czasami trzeba , ściskam mocno !
Dziewczyny Drogie ! Wiem ,że to miejsce pomogło wielu samotnym kobietom , niektóre z nich określają je jako "niezwykle " Dlatego nie opuszczajcie go piszcie , wylewajcie swoje emocje .....
Ściskam mocno wszystkie Dziewczyny ! Nie traćcie nadziei i dzielnie walczcie
:)
31,296 2023-05-19 19:55:26
Witajcie Dziewczyny!
Mój Mąż odszedł 1,5 roku temu. Też wszyscy oczekują, że już w końcu przestanę mówić o moim żalu, bólu, o tym że płaczę codziennie, że tęsknię, że czuję się samotna, w ich oczach widzę pytanie ile można?. Staram się nie marudzić, nie chcę ciągle ich obciążać moim smutkiem, ale czasami muszę powiedzieć o moich uczuciach. Nie chcę udawać, że wróciłam do normalnego życia. Do takiego nigdy już nie wrócę.
Nie potrafię się cieszyć, jak kiedyś i nigdy już nie będę tą roześmianą, pełną energii, zwariowaną "dziewczyną" i wkurza mnie, kiedy jestem smutna, a ktoś mnie pyta czy coś się stało, mam ochotę krzyknąć, tak stało się, nie ma przy mnie mojego ukochanego R. Większość jakby o tym zapomniała. Nie winię ich za to, nikt kto nie stracił, tego nie zrozumie, ale też nie chce mi się udawać, że JUŻ jest dobrze, bo nie jest i i nigdy już nie będzie, ale widzę, że to już wiele osób drażni i zaczynają zmieniać temat, kiedy o swoich prawdziwych uczuciach mówię. Tylko dwie osoby, no może trzy, z najbliższego otoczenia wysłuchują mnie cierpliwie. I nie dziwią się, tylko rozumieją, że JESZCZE cierpię. Moim "marzeniem" jest uzyskać spokój, nie tęsknić na każdym kroku tak boleśnie i cieszyć się z małych rzeczy. I to pomału mi się udaje, zaczynają mnie cieszyć kwitnące bzy, kwiaty i śpiewające ptaki, ale też to przynosi ból, że ta mała radość jest w samotności, że mój R. już tego nie widzi, chcę się cieszyć razem z Nim. Opowiadam więc, co posadziłam w ogródku, że przycięłam krzaki, tak jak zawsze On to robił. Przynosi małą ulgę. W ubiegłym roku budząca się do życia wiosna mnie bardzo drażniła, śpiewu ptaków nienawidziłam, nienawidziłam słońca, wolałam deszcz i ciemność, wtedy łatwiej zaszyć się w kołdrę i płakać, aż do zaśnięcia. Tej wiosny już dostrzegam pomału jej uroki.
Maria, mój M. odszedł też w 2021, ja miałam to szczęście, że przy mnie była moja siostra i najbliższa rodzina. Mogłam być u nich tak długo, ile potrzebowałam.
Ale nie zawsze tak jest, że rodzina nam pomoże, chociaż takie są nasze oczekiwania, czasami, a może nawet częściej to "obcy" ludzie dadzą nam więcej wsparcia niż osoby, od których byśmy oczekiwały, że nam pomogą. Najważniejsze żeby był ktoś, kto jest z nami i w odpowiednim momencie podał wtedy dłoń. I że jest później, kiedy tego potrzebujemy.
Twoje koleżanki nie chciały źle, chciały pomóc, im się wydaje że wyjście "do ludzi", do kina, kawiarni, czy jakiś wyjazd to jest dla nas lekarstwo. A my potrzebujemy gadać o naszych Mężach, o bólu, płaczu, a ostanie czego nam potrzeba to gwar i śmiech. One tego nie wiedzą, bo skąd?
Mnie kontakty z koleżankami bardzo pomagały i pomagają, na początku tylko z przyjaciółką mogłam spędzać czas, pomału poszerzam grono, ale wciąż tylko "babskie" towarzystwo.
Pogadaj z siostrą, jeżeli Ci zależy na kontaktach, na spokojnie, bez emocji, niewyjaśnione żale tylko narastają.
Powtórzę za Aniczką, piszcie Dziewczyny o swoich bólach i emocjach, to miejsce jest niezwykłe. Ja to najlepiej wiem.
Przytulam Was :-)
31,297 2023-05-19 20:31:07
Wszystkie te historie Wasze są bardzo smutne i bolesne. Haniu, kto ile lat przeżył nie ma najmniejszego znaczenia dla tych co zostają - zawsze jest za mało. Nigdy nie dosyć wspólnego czasu - wspólnego życia,wspólnych wspomnień. Wiek ma kolosalne znaczenie w przypadku osamotnionych kobiet- żon i towarzyszek życia.Wiem coś na ten temat- bo mój mąż zmarł tydzień przed moim odejściem na emeryturę. Zostałam bez męża,bez pracy i tak jak Maria bez wsparcia od tych - którzy powinni stać przy mnie - i to bez żadnego proszenia.
Nikogo oprócz dzieci nie mam,więc tym bardziej liczyłam, byłam wręcz przekonana,że otrzymam pomoc od innych. Jeżeli się nie wie jak się zachować w danym momencie- to zachowujmy się przynajmniej PRZYZWOICIE,nie rańmy,nie krzywdźmy,nie zadawajmy dodatkowego bólu i cierpienia,którego nie można unieść w pojedynkę.
To jak zachowała się wobec Ciebie- Mario rodzina męża nie mieści się w głowie normalnego człowieka,ale zachowanie Twojej siostry - to już szczyt hipokryzji i fałszu. Piszesz,że masz Tatę- może On swoją obecnością może Cię wspomóc?
Koleżanki nie pomogą,bo nigdy nie poczują tego co Ty czujesz każdego dnia - w każdej chwili: od świtu- do nocy....bezgranicznej rozpaczy,obezwładniającej
samotności. W sierpniu mijają trzy lata od nagłej - niespodziewanej śmierci mojego męża,a ja na palcach mogę policzyć dni bez płaczu. Teraz to tylko płacz,nie lament,szloch czy ,,wycie zranionego do krwi,,. Nadal budzę się z zaciśniętym gardłem,nadal szukam wzrokiem tego jednego- jedynego...bez skutku. Czasami sama się zastanawiam,czy już zawsze będzie tak wyglądało moje życie? Ja tylko chcę odrobiny codzienności,powrotu do względnej normalności- która nie przynosi bólu,nie rani - gdy patrzę na przechodzące obok mnie szczęśliwe pary.
Już nie odwracam głowy na widok roześmianych ludzi,już nie oczekuję żadnej taryfy ulgowej od życia- bo jak bym miała dostać to już by się tak stało. Mario - musisz sobie odpuścić kontakty z siostrą i szwagrem- wiem,że to bolesne- bo to mimo wszystko siostra- ale to ona udowodniła,że nie możesz na nią liczyć.To małostkowi ludzie,którzy nie znają znaczenia słów:empatia,zrozumienie,współczucie - i mała jest szansa,żeby się coś w tym temacie zmieniło. To toksyczny związek,zamiast pomagać- robią wszystko,żeby Ci szkodzić.Im prędzej to zrozumiesz- tym mniej jeszcze zawodów z ich strony przeżyjesz. Skup się raczej na relacjach z tymi co pomogli i czynią to nadal.To nic,że może z przerwami ,ale coś robią i to doceń Tyle strat doświadczyłaś w swoim życiu - że najbliżsi sami powinni się Tobą zaopiekować,a nie zachowywać się w sposób dla większości nie zrozumiały.Rodzina jest na dobre i na złe,ale widocznie tu ma zastosowanie inne powiedzenie: z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu...i to jeszcze jak fotograf....
Ma08 - trzy tygodnie...a trzy lata....chyba nie chcesz tak naprawdę wiedzieć czy mniej boli...czy jest znacznie lepiej? u mnie nie jest,ale już oswoiłam samotność ,już zakumplowałam się ze wszechobecnym smutkiem. Oprócz tego,już nie liczę na zrozumienie czy litość innych,już wiem - kto kim jest w rzeczywistości i kogo skreślić z listy znajomych.Już nie od wszystkich odbieram wiadomości,a jak ktoś sobie nagle o mnie przypomina: to mam odwagę powiedzieć jak bardzo się na nich zawiodłam...już mam odwagę iść samotnie na spacer,do kina czy wyjechać w nieznane.
Już wiem,że moja najbliższa rodzina: to ja ,moja młoda suczka i ....dzieci daleko,albo bardzo daleko.Na nich mogę polegać,na grupce osób ,które niczego przy mnie ugrać nie mogą- bezinteresownie nadal są przy mnie.Mogę tez liczyć na pomoc kilku z nas tu piszących - a to olbrzymia wartość dodana dla mnie. Wszystkie dacie radę- tylko sprawą indywidualną jest czas..... bo tak naprawdę nie mamy innego wyjścia.Trzeba jak się kolokwialnie mówi:zacisnąć zęby i ...pięści - żeby móc się bronić przed dalszymi życiowymi ciosami.Damy radę- bo Oni- Nasi mężowie by tego chcieli i wcale nie jest powiedziane,że w sytuacji odwrotnej by sobie poradzili bez nas. Haniu,ta odpowiedź Net Faceta,to taka zwykła wrzutka - bo to ,że trzeba iść dalej - wszystkim wiadomo,tylko jak to zrobić- nikt z nas tego tak na prawdę nie wie. Możemy się wymieniać tylko swoimi doświadczeniami,oby komuś się przydały w pokonywaniu życiowych problemów. Piszcie ,nawet na nasze prywatne adresy e-mailowe, nie tylko mnie uratowały Anioły z tego Forum,ale to już wiecie,bo jak piszecie sporo naszych wpisów czytałyście.
Podzielenie się swoimi myślami i troskami - to sporo znaczy i udowadnia,że tylko ta osoba zrozumie,co wie co czujemy i z czym musimy się mierzyć każdego dnia.Nie raz będziemy padać i się podnosić,raz szybciej - raz wolniej...ale krok po kroku będziemy iść - bo nie ma gdzie się zatrzymać,nie ma gdzie przeczekać - wrócimy do świata żywych - tylko każda w swoim tempie.Pozdrawiam,piszcie...razem damy radę.
31,298 2023-05-19 21:41:08
Witajcie wszystkie piszące tu po raz pierwszy Dziewczęta! To niesłychana odwaga, że zdecydowałyście się na ten krok, szczególnie Ty Ma08. Mnie takie wyjście ze skorupy zajęło półtora roku. Napisałam, kiedy najtrudniejszy okres miałam właściwie za sobą – tak wtedy myślałam. Nic bardziej mylnego. Żałoba to nie jest jednolity proces z wyraźnymi etapami, które trzeba pokonać jak kolejne poziomy komputerowej gry – to nieustanna, codzienna walka o przetrwanie, chwytanie się wszystkiego, co przynosi choć odrobinę ulgi. Dla mnie to Forum okazało się kołem ratunkowym, pozwoliło mi pokonywać wciąż powracające tsunami uczuć, emocji, depresji. Dzięki Jolam, Ikarii , Aniczce, Kolii, Misiulce, a także kobietom piszącym wcześniej, zrozumiałam, że nie jestem na świecie sama z moim niewyobrażalnym bólem, że jest nas więcej i … wciąż przybywa. Odkryłam też, że targająca mną rozpacz, niechęć do ludzi, spotkań, gwaru, a nawet pragnienie śmierci, są całkowicie naturalnymi emocjami, to po prostu nienazwane przez psychologów kolejne etapy żałoby. Nie dajcie sobie wmówić przez otoczenie, że już czas zapomnieć – nie zapomnicie nigdy i … nie będziecie chciały zapomnieć, nie pozwólcie, aby Wam wytykano, że jesteście monotematyczne – już zawsze takie będziemy, tylko spróbujcie opowiadać o tym, co Wam w duszy gra, właściwym osobom. Wtedy poczujecie ulgę, ukojenie i spokój, a nie obawę i ciągły stres, że jesteście inne, niezupełnie normalne. NIE JESTEŚCIE! Jedyne co nas wyróżnia, to krwawiące serce, a na to nie ma lekarstwa. Dlatego nie pozwólcie nikomu na rady, jak macie żyć. Macie żyć po swojemu, powoli oswajać ból, rozpacz i tęsknotę. Zapewniam Was, że przyjdzie taki moment, kiedy będzie lżej, ale to nie stanie się nagle, z dnia na dzień. Na to potrzeba wiele czasu i łez… Nic się nie da przyspieszyć. Mnie po ponad 3 latach jest lżej, choć nie lekko. Zresztą lekko chyba nie będzie nigdy. Myślę, kochane, że teraz najlepiej pomożecie sobie wzajemnie : Ma08, Anna Le, Hanulik, Maria, GaMa – jesteście na podobnym etapie żałoby. My to już „weteranki”. Nie ma w nas tego początkowego buntu i żaru, pomału wciąga nas wir życia i coraz częściej pozwala na głębszy oddech. Mam nadzieję, że Wy też dojdziecie do tego etapu…
Pozdrawiam Was gorąco
31,299 2023-05-20 07:09:52
Moje Kochane, jak bardzo się cieszę, że jesteście. Tak trudno zrozumieć, że się kogoś nie zobaczy, że nie wróci, nie przytuli, że już do snu nie utuli... Wszystko było, nic nie będzie... Smutno, szaro, zimno wszędzie. Szkoda, że w większości miejscowości nie ma grup wsparcia. Kiedy mój mąż leżał w szpitalu można było spotkać sie na oddziale z psychologiem, kiedy zmarł zostałam jak większość rodzin sama. Byłam z mężem do końca, trzymałam go za rękę, widziałam jak zmienia się jego buzia... Był bardzo chory, ale jednak nikt nie spodziewał się, że tak szybko odejdzie. Niedługo miał wyjść do domu... Tyle razy nam się udawało... Myślałam, że i teraz, że i tym razem...Wszyscy mówią, że miał szczęście, że odszedł tak szybko, że nie zdawał sobie sprawy, że odchodzi, że nie był bólowy... Nadzieja umiera ostatnia i ja do końca ją miałam. Kiedy umarł, tak naprawdę nie miałam do kogo zadzwonić... Nie było nikogo kto by mógł przyjechać i być ze mną... Jak tu wrócić do pustego domu... Mój mąż poszedł do szpitala w moje imieniny. Po raz pierwszy nie było życzeń, gości, prezentu... Ale to nic, to mój Mąż był dla mnie największym i najlepszym prezentem od losu. Był darem mojego życia. Miał iść do szpitala tylko na chwilę...
31,300 2023-05-20 07:09:59
Witam musisz walczyć wiem że smierć człowieka bliskiego jest dramatem sama odebrałam telefon że mój brat się powiesił rok temu.Zostawił żonę i 4 dzieci.
Patrzac na nich wiem ze sie z tym nigdy nie pogodza patrzac sama na siebie jako siostra wiem ze zycie juz nie bedzie nigdy takie samo.Moge być tu zhejtiwana ale ja od początku jego śmierci szukałam pomocy w medium i tp aby się coś dowiedzieć też liczyłam na jakieś sny jedyny sen tz nim to jak płakał ze go tu nie ma i nie może z nami być.
Wspólczuje pani z calego serca ale mam nadzieje ze nasze słowa dodadzą chociaż pani otuchy.
Jedno jest pewne musi pani się podnieść po śmierci męża ma pani kochajacego synka.Powodzenia przepraszam za błedy ale tel mi szwankuje zjada literki.
Witam 8 miesięcy zginął mój mąż ja zostałam sama z synem bardzo za nim tęsknie każdego dnia myślę o nim i czekam kiedy mnie się przyśni a śni się często moje dziecko jest chyba mądrzejsze ode mnie dużo z nim rozmawiałam wie że tata jest w niebie naszym aniołem i nie musi już rano wstawać do pracy . myślałam że z każdym miesiącem będzie lepiej ale jest gorzej nie chce mi się nic sprzątać,gotować malować kiedyś byłam optymistką teraz wszystko widzę na czarno nie spotykam się z nikim moje wyjście z domu to tylko do szkoły sklep i z powrotem chce znowu być tą dawną dziewczyną ale nie mam pojęcia jak z tego stanu wyjść bo najbardziej cierpi mój syn
31,301 2023-05-20 10:53:56
Witam musisz walczyć wiem że smierć człowieka bliskiego jest dramatem sama odebrałam telefon że mój brat się powiesił rok temu.Zostawił żonę i 4 dzieci.
Patrzac na nich wiem ze sie z tym nigdy nie pogodza patrzac sama na siebie jako siostra wiem ze zycie juz nie bedzie nigdy takie samo.Moge być tu zhejtiwana ale ja od początku jego śmierci szukałam pomocy w medium i tp aby się coś dowiedzieć też liczyłam na jakieś sny jedyny sen tz nim to jak płakał ze go tu nie ma i nie może z nami być.
Wspólczuje pani z calego serca ale mam nadzieje ze nasze słowa dodadzą chociaż pani otuchy.
Jedno jest pewne musi pani się podnieść po śmierci męża ma pani kochajacego synka.Powodzenia przepraszam za błedy ale tel mi szwankuje zjada literki.
Patrzysz w ogóle na daty? Odpowiadasz na post sprzed 15 lat i robisz śmietnik z każdego tematu w którym się pojawiasz.
31,302 2023-05-20 12:19:55
Kochane dziewczyny, bardzo dziękuję za wasze wpisy. Nie piszę dużo. Zgadzam się z waszymi wypowiedziami. Jest nam bardzo ciężko, a ludzie żądają od nas, abyśmy żyły normalnie, bo czas żałoby minął. A jak żyć, kiedy ciągle każdego dnia wstajesz i myślisz, co byście dzisiaj razem robili. I ogarnia Cię ogromny ból, żal, że wokół Ciebie tylko ludzie, którzy udzielają rad, żeby żyć, ale nie powiedzą jak... Ja bardzo dobrze czuję się w swoim mieszkaniu, chciałabym cieszyć się budzącą się do życia przyrodą. Nie potrafię. Każą mi wychodzić, ale dokąd samej... Samotne kijki mnie nie cieszą ... rower także, a tak lubiliśmy z mężem spacerować i jeździć na rowerze. A gdzie pójść samej... Ciągle tylko słyszę, że siedzę w domu i rozpamiętuję... Tak robię to, bo mieliśmy cieszyć się byciem we dwoje na emeryturze! I co zostałam sama. Kochane rodziców już nie mam, a siostra.. Nie wiem, jak mogłabym sprawić, żeby zrozumiała moją sytuację. To nie jest tak pierwsza sytuacja, te relacje zawsze były trudne, siostra zawsze patrzyła na siebie. Sądziłam, że w nowej sytuacji zmieni się... Niestety mój drugi pobyt u niej doprowadził do tego, że liczyła, ile wzrośnie prąd, woda i ile na mnie wydała na inne rzeczy, to przykre, dlatego boję się po prostu do niej odezwać. Mam im płacić za mój pobyt... Czekać co znowu zrobię nie tak, aby ponownie miała do mnie pretensje. Nie rozumiem tego. A z drugiej strony bardzo mi jej brakuje.
31,303 2023-05-20 16:56:14
Maria 2021,doskonale Cię rozumiem. Tak trudno przestawić się ze słowa my na ja. Ja też nie umiem iść sama na spacer, na kijki... Nawet działka nie cieszy. To mąż zawsze sądził pomidory, miał do nich super rękę. Posadziliśmy nowe drzewka, ale owoców już się z nich nie doczekał. Tak się cieszył z tego naszego poletka, a teraz co... Chyba sprzedam bo serca już do niej nie mam. Wśród piszących tu kobiet jest dużo młodych, mają dzieci... Dla nich muszą żyć, mają cel, często jeszcze pracują więc jest im trochę lepiej, a może i nie... Ja jestem już emerytka, dzieci daleko. Mój świat się już trochę kurczy, coraz więcej osób odchodzi. W tym wieku coraz trudniej uwierzyć że jeszcze może spotkać nas coś fajnego. Staram się, dzwonię, zapraszam, ale nie zawsze wychodzi. Nie umiem prosić bo nigdy tego nie musiałam robić. Jeśli już ktoś wpadnie to oczekuje dawnej Hani. Tylko jak tu być radosna Hanią kiedy umarło pół mnie... Jak tu umówić się na grilla kiedy tylko ja jestem sama... Wiem, mój mąż był bardzo chory i niestety miał swoje lata. Ja to wiem, ale co z tego... Brakuje mi Go w każdej sekundzie, minucie i godzinie mojego życia. My nie lubimy łez, smutku i rozpaczy. Nie umiemy i chyba nie do końca chcemy o tym rozmawiać. Nie chcemy myśleć, że śmierć dotknie każdego, że ona przyjdzie i że zawsze przyjdzie za wcześnie. Nie ważne ile lat z tą osobą byliśmy, dla osoby, która zostanie, tych lat zawsze będzie za mało.
31,304 2023-05-21 09:28:35
Hanulik, dziękuję za ciepłe słowa. Doskonale Cię rozumiem. Ja nie wyobrażam sobie dalej mojego życia. Mam 59 lat a czuję się jakbym miała 100 lat. Nie mam ochoty na nic. zazdroszczę ludziom, którzy mają wokół siebie chociaż jedną osobę z rodziny. Ja jestem sama i czuję się jak ktoś bezwartościowy. Sama nie wiem, co się ze mną stało. Byłam nauczycielem, więc zawsze starałam się pomagać innym, a teraz sama nie umiem pomóc sobie. Ciągle tylko płacz. Jestem czasami bardzo zła na mojego męża, że mnie tak zostawił. Wiem, że nie chciał, ale jednak nie ma GO. Mieliśmy się razem zestarzeć. Oboje czekaliśmy na moją emeryturę i co... Jak mam się cieszyć z tego smutnego życia.
31,305 2023-05-21 10:44:53
Kochana Mario2021, z całego forum jesteś mi jakoś najblizsza. Dzieli nas co prawda trochę lat, ale obie jesteśmy zupełnie same. Ja mam w Polsce brata i jego rodzinę, ale dla nich 9 miesięcy to czas żeby wrócić do życia. Powiedzieli, że nie chcą już słuchać o moim mężu, chorobie... Życie toczy się dalej... Może dla nich, moje życie się skończyło. Jestem teraz jak ślimak w skorupie. Siedzę w domu i płaczę. Robię to co muszę. Czasami nie wychodzę przez 3 dni, nie dzwonię i nikt do mnie nie dzwoni. Cicho i pusto. Podczas tylu lat choroby masę telefonów, ale wszyscy jak On się czuje, a ja nie istniałam. Wtedy się nad tym nie zastanawiałam, szarpałam o każdy rok. Góry mogłam dla niego przenosić. Teraz Go nie ma i ludzi nie ma. Oj Hania to twarda, siła baba. Ona sobie poradzi. Jak będzie coś potrzebowała to zadzwoni. A ja nie potrafię. Nie jestem silna. Okazało się, że zupełnie sobie nie radzę, potrzebuję ludzi, życzliwych ludzi. Mój mąż zawsze mówił, że On co zrobił dla kraju, dla miasta więc ja nie zostanę sam. Wiesz, mój mąż zupełnie nie znał się na ludziach... Uważał, że każdy człowiek jest w gruncie rzeczy dobry, każdemu trzeba pomóc, wesprzeć... On taki był, ale ludzie są różni. Dziś wiem, że ludzie uciekają od łez, rozpaczy, śmierci... Kiedy masz dobrze, wielu zazdrości, niektórzy chcą się ogrzać przy znanej osobie. Kiedy masz kłopoty, kiedy coś tracisz,tracisz też ludzi. Przykre to, że nawet rodzina nie stara się Cię zrozumieć, ale tak bywa. Bardzo się cieszę, że jesteś. Przytulam i pamiętaj już nie jesteś sama, już jesteśmy dwie i obok mamy inne dziewczyny, które też starają się zrozumieć i pomóc.
31,306 2023-05-21 14:56:49 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-05-21 14:58:01)
Dziękuję za słowa wsparcia.
Aniczko na tym etapie dla mnie nic nie jest pomocne.Mam bardzo duże wsparcie od rodziców,siostry ale ja tej pomocy nie chcę...Cały czas chcę być sama.Boję się wychodzić na zwykły spacer z psem.Tak OGROMNIE tęsknię i nie umiem sobie z tym poradzić.Mam ostatnio myśli,że lepiej by było dołączyć do Niego.Wącham Jego koszule,oglądam filmiki...Gdyby nie dziecko....tylko dla niej muszę żyć,przecież nie zostawię jej samej.Boję się,że tracę powoli zmysły.Od miesiąca nie śpię,schudłam 10 kg...
Tak bardzo mi Jego brakuje.
Codziennie się modlę,rozmawiam z Nim ale On chyba nie słyszy...Nawet mnie nie odwiedza w snach.Niby mi się śni ja wiem,że to On ale nie widzę jego twarzy.
Nie wiem co robić...Przepraszam,że tak piszę ale nie potrafię o tym rozmawiać.
Każdy pociesza mówi,że muszę być silna dla córki...Tylko czy ktoś wie jakie emocje mną targają?Najłatwiej jest pocieszyć ale najtrudniej zrozumieć...
31,307 2023-05-21 21:05:29
Czytam i czytam Wasze wypowiedzi i dochodzę do wniosku, że chyba jesten najstarsza na tym forum. Ja już nie mam rodziców, ani teściów, rodzeństwa męża też już nie ma. Może dlatego wielu uważa, że w tym wieku trzeba być przygotowanym na odejście ukochanej osoby. Taka kolej rzeczy, ale to wcale do mnie nie dociera. Rok temu mąż mówił, że o każdy rok warto walczyć, obiecywał, że nigdy się nie podda, że będzie walczył do końca. I co... Jestem sama. Dziś z samego rana byłam na działce. Podlewam, sądzę, wysiewam... On kochał ten nasz kawałek ziemi. Rano jest pusto, rozmawiam z nim, pytam, radzę... Jest tak jak dawniej, tylko kawę muszę robić sobie sama. Posiedzę, popracuję i wracam do domu no i znowu pustka. Znowu siedzę tylko robić nic mi się nie chce.Wiecie,wpadlam na pomysł żeby zrobić taki album z naszą historią. Zacznę od naszego, osobnego dzieciństwa, potem już wspólne zdjęcia, kariera sportowa, wycinki z gazet, zdjęcia, wywiady, karteczki które zostawialiśmy sobie na lodówce, w sypialni, na półeczkach... Śmieszne rysunki... Sms, wiadomości... W tej chwili mam pomysł, ale czy go zrealizuję, nie wiem... Zobaczymy... Był sensem, wartością i miłością mojego życia. Dziś już nic mi nie zostało, ale jestem mu wdzięczna za to, że przez tyle lat ze mną był, że mnie kochał, wspierał, szanował, że byłam dla niego ważna, mam nadzieję, że najważniejsza na świecie. Bo dla mnie On taki był i choćby cały świat był przeciwko niemu ja zawsze byłam obok. Z treści Waszych postów wiem, że czeka mnie długa i trudna droga, ale zrobię wszystko, żeby był ze mnie dumny, chociaż dziś potrafię tylko płakać i tęsknić. Dziś nie potrafię bez niego żyć, ale zakończyć tego pustego życia też nie potrafię.
31,308 2023-05-22 11:11:13
Witam Moje Drogie,ciężko się czyta Wasze słowa,łezka się wciąż kręci....
Jak byłam na Waszym miejscu i zaczynałam pisać na Forum - oczekiwałam zrozumienia, ale i też rad- jak żyć? co zrobić ,żeby mniej bolała nagła samotność ? jak znaleźć w sobie siłę, żeby wstać i przeżyć kolejny smutny i bolesny dzień. Ja jak Hania -zaraz po pogrzebie męża wróciłam zupełnie sama do pustego - nowego domu - naszego gniazdka na stare lata do którego jeszcze do końca się nie zdążyliśmy przeprowadzić.... Jak pisze Maria: też mieliśmy z mężem się wspólnie starzeć...
Zostałam tylko ja - nagle,nie wiedzieć czemu los wybrał wśród tylu ludzi na świecie właśnie mnie? Wcześniej już pozabierał mi WSZYSTKICH najbliższych których kochałam,więc dlaczego jeszcze i męża ?. Znaliśmy się 48 lat,małżeństwem byliśmy...39,już planowaliśmy naszą 40 rocznicę ślubu...właśnie w tym nowym domu- z dala od miastowego zgiełku,od tłumów ludzi. Oboje mogliśmy jeszcze pracować,ale to ON postanowił,że już dosyć .
że to już czas tylko dla NAS, dla wspólnym cieszeniem się życiem. Książki,podróże - które uwielbiał,wspólny czas z dziećmi i wnukami...spotkania z przyjaciółmi...spacery z psem- słowem wymarzony - długo oczekiwany wspólny czas.
Z tym wszystkim zostałam sama, rodzina /dalsza/ namawiała,albo sugerowała pozostanie na starym miejscu w dużym powiatowym mieście. Moje dzieci zachowały neutralność - czekały na moją decyzję. Po pogrzebie - który się odbył daleko od miejsca naszego zamieszkania- mamy Grób Rodzinny około 100 km/wszyscy moi bliscy i bliscy męża tam spoczywają/na dwa tygodnie pojechałam do córki. To był Jej pomysł i choć chciałam być SAMA i tylko sama- nie mogłam odmówić. Wnuczka zaczynała przedszkole,ktoś musiał być pod telefonem w razie ,,czego,,. Nie do końca było to zgodne z prawdą,ale udałam ,że w to wierzę. To był tylko ten jeden - jedyny czas kiedy nie byłam sama. Wtedy też znalazłam to Nasze Forum...Uratowało mnie i nadal ratuje,ale prawda jest taka,że nikt za nas nie wstanie z łóżka ,nikt się za nas nie umyje, nikt nie zrobi kawy...tylko my same.
Ja postanowiłam spełnić marzenie mojego męża - i zostać w nowym domu,gdzie każda prawie rzecz była wybrana i kupiona przez Niego...gdzie nikt mnie nie zna,z dala od znajomych i pseudo przyjaciół.
NIGDY nie żałowałam swojego kroku,ba jestem z siebie na swój sposób dumna.Że dałam radę....nie miałam pracy...to sobie znalazłam: sama KAŻDEGO DNIA od godziny 9 do 12 jechałam do poprzedniego domu i się sama ,,przeprowadzałam,,. Pokój po pokoju/7/gabinet męża,garderoby..2 piętrowy dom z garażem. Był tez ogród,a nawet dwa z przodu i z tyłu,z wieloletnimi nasadzeniami,ukochanymi kwiatami,hamakami i ławeczkami.
Słowem - cały duży rodzinny dom, i obok w koło sąsiedzi - wszyscy uśmiechnięci,radośni - bo w ,,komplecie,,. Całe domy wielopokoleniowe: babcie,dziadkowie ,dzieci i wnuki....tylko ja sama,samotna,nieszczęśliwa.
Zaczęłam nowy rozdział w moim życiu/nie życie/ nazwałam go rozdziałem ,,przejściowym,, to Trzynasty miesiąc mojego życia.To czas - dopóki nie dołączę do reszty....moich nieobecnych najbliższych.
Przez półtora roku - ratowała mnie moja suczka. To ona przez ten cały czas była przy mnie jak płakałam,krzyczałam z rozpaczy,wyłam po nocach. Ona kładła łapy na moich rękach i patrząc mi prosto w oczy wyrażała swoje współczucie i zrozumienie. Proszącym wzrokiem,mówiła: przestań płakać...nie masz już przecież łez..... To tylko dla niej wstawałam każdego dnia - kiedy prosiła o wyprowadzenie. To dla niej się ogarniałam i jechałam do sklepu kupić cokolwiek.Jej obecność koiła moje smutki i oswajała codzienne lęki.
To ona przez ponad 3 miesiące spała na dywaniku obok łóżka mojego męża,a ja tuż nad nią wtulona w Jego koszulkę. Do tej pory zresztą bez niej nie usnę.
Najgorszy był moment pożegnania z NIĄ, miała 18 lat i niestety nie dawała już sama rady - nawet się podnieść. Ratowanie jej,wizyty u lekarzy - to też pokonywanie codziennych lęków,zmuszanie się do wyjścia z domu.Musiałam się na tyle ogarnąć,żeby jeździć z nią na zastrzyki i kroplówki.Dzień za dniem....dzień za dniem....W międzyczasie chorowałam na covid, anginę,zapalenie zatok...i jeszcze wiele innych przypadłości...i tylko dzieci dzwoniły zmartwione,czy daję radę.
Jest lepiej- czas zrobił i nadal robi swoje, ale dużo łez i sił kosztował powrót do żywych.Jak czytałam na Forum,że potrzeba czasu,cierpliwości i chęci - to narastał we mnie bunt: ile jeszcze jestem w stanie wytrzymać,skoro już teraz ledwie daję radę.Jak długo jeszcze mam żyć w takim bólu i cierpieniu? przecież to jest nadludzki wysiłek,ja już odpadam,nie dam rady.....
Moje drogie,niczego nie da się przyspieszyć- każdy etap w żałobie ma swoje znaczenie,wierzcie mi - nie da się pójść na skróty,nie warto - bo i tak przyjdzie Wam zawrócić.To dodatkowy czas i stracone nadzieje. Chwytajcie się wszystkiego co przynosi Wam ulgę i odwróci uwagę od bólu.Haniu nie sprzedawaj działki,może odczekaj trochę,pomyśl czy może to miejsce nie będzie Ci przypominać o szczęśliwym Waszym wspólnym czasie? Może zacznij o tej kronice,o której pisałaś.
Ja tez jestem całkowicie sama,mam codzienny kontakt telefoniczny z kilkoma z Nas- to teraz moja patchworkowa Rodzina. Mario - nie analizuj zachowań rodziny ,bo oni innymi kategoriami myślą.Ja na takie teksty- namawiające mnie do szybkiego powrotu do życia odpowiadałam: ,,nie wiecie o czym mówicie i nie będziecie mieli tej wiedzy,dopóki tego sami nie przeżyjecie.Więc zmieńmy temat,tak będzie najlepiej...,,i odchodziłam,albo zajmowałam się zupełnie czym innym. Stosowałam i nadal stosuje tą metodę w/g psychologów nazywanej: metodą zdartej płyty...czyli mówienie do skutku.Efekt taki,że jak mnie widzą,to milkną albo stosują tzw: temat zastępczy. Napiszcie z jakich miast pochodzicie,może w pobliżu którejś z Nas? Piszcie ,pozdrawiam....
31,309 2023-05-22 17:23:59
Jolam 1, bardzo Ci dziękuję za słowa wsparcia, mam nadzieję, że i mnie kiedyś będzie lżej, tylko kiedy... Dziś o 18 mija dokładnie 9 miesięcy od śmierci mojego męża. Strasznie za nim tęsknię. Ciągle się zastanawiam ile łez może człowiek wypłakać.? Jak można z radosnego.szczęśliwego czlowieka stać się takim wrakiem... Bardzo Ci współczuję, że Twoi bliscy tak wcześnie odeszli. Widzisz, w mojej rodzinie nikt ciężko nie chorował, rodzice odeszli po 85 roku życia. Nie musieliśmy chodzić do szpitala, opiekować się... Mój mąż był pierwszą osobą, która chorowała i umarła na raka. Podczas leczenia, dwóch, zupełnie osobnych nowotworów poznałam wielu wspaniałych i oddanych lekarzy i wielu chorych ludzi. O chorobie męża, wiedziałam wszystko. Nikt z lekarzy nie był w stanie powiedzieć mi coś o czym bym nie wiedziała.Nowe leki, terapie, badania kliniczne...Nawet dzisiaj staram się pomagać tym, którzy zachorują na raka, który zabrał mi męża. Polecam lekarzy, daję numery telefonów, opisuję leczenie w Berlinie, które chociaż drogie to naprawdę daje szansę na dłuższe życie. Ja mieszkam w kujawsko pomorskim. U nas też nie ma grupy wsparcia, pomimo tego, że jest oddział paliatywny i hospicjum domowe. Pytałam nawet o możliwość założenia takiej grupy, ale nic z tego nie wyszło. Jestem więc sama, chodzę do psychologa, biorę leki żeby spać. Bardzo potrzebuję ludzi, ale ich nie ma. Wstaję bo muszę, coś posprzątam, coś zacznę, ale nie skończę, mam plan, ale go nie realizuję... Wszyscy mówią, życie jest piękne. Ja też tak kiedyś mówiłam, a dziś chcę tylko dotrwać do jego końca. Dziś żyję już inaczej, nie śmieję się, a płaczę. Lubiłam piec ciasteczka, lubiłam pichcić, bo mąż nie miał apetytu. Na końcu to było Go coraz mniej, ale nigdy nie brałam pod uwagę, że odejdzie... Wszyscy, ale nie On...
31,310 2023-05-22 17:46:18
Haniu, ja jestem także z kujawsko-pomorskiego, Brodnica.
31,311 2023-05-22 17:48:19
Haniu, ja jestem także z kujawsko-pomorskiego, Brodnica. Może mieszkasz gdzieś blisko mnie. Jolam 1 bardzo dziękuję za słowa wsparcia.
31,312 2023-05-22 18:34:19
Oj jak miło. My często jeździliśmy na wakacje za Brodnicę, do Lipinek. Mieliśmy tam bardzo zaprzyjaźnioną rodzinę. Mieliśmy wtedy 2 charty angielskie, które tam się wyszalały, a my odpoczywaliśmy, rozmawialiśmy... Ognisko, swojskie jedzonko... Chlebek, wędlinka, sery, miód... A jakie ciasta potrafiła pięć... Ten smak, ten zapach i tamten czas... Niestety wszystko ju było. Ja jestem z Inowrocławia. Pozdrawiam
31,313 2023-05-22 22:04:17
Hanulik bardzo przypominasz mnie...Ja jeszcze do niedawna byłam wesoła,śmiałam się.Teraz nic mnie nie cieszy,płaczę codziennie nic mi się nie chce Ja też robiłam dla męża różności.Uwielbiał moje serniki,ciasteczka.Piekłam zawsze dla Niego.Uwielbiał polewę czekoladową-jadł łyżką bo tak lubił jeść.Ile ja bym dała abym móc jeszcze raz ją dla Niego zrobić...
Uwielbiał mój bigos a dzięki mojemu mężowi moja córka niejadek też bigos polubiła.Dwa dni temu poprosiła mnie abym zrobiła trochę bigosu.Gotowałam i płakałam.Płakałam jak oszalała.Bigos zawsze dla Niego robiłam.Nie wiem jak ja żyję i przeżyję bez Niego.Był moim wymarzonym,jedynym.Teraz została pustka i ogromna dziura w sercu.
Ja jestem z Wrocławia.
31,314 2023-05-22 22:12:31
Hanulik jeszcze do Ciebie chciałabym się zwrócić.Przeczytaĺam gdzieś w Twojej wypowiedzi,że czasami przez 3 dni do Ciebie nikt nie zadzwoni...Jeśli chcesz ja mogę to zrobić.U mnie minął dooiero miesiąc ale zauważyłam,że pisząc tutaj przynosi mi to ukojenie.Chwilowe ale jednak.Nikt nas nie zrozumie tak doskonale jak my tutaj.Jesteśmy w tej samej sytuacji.Trudnej i bolesnej.Ale jesteśmy razem i jesteśmy tutaj rozumiane.Tak myślę.
31,315 2023-05-23 10:19:00
Oczywiście, że chcę. Im więcej osób rozumiejących nas, im więcej osób wokół nas, tym lepiej. Numer telefonu wysłałam, Ci na maila. Wiesz, u nas to mój Mąż piekł sernik, taki z rodzynkami i skórka pomarańczową... To był taki stary przepis, taki na bogato... Bigos też potrafił zrobić i też taki pełen mięsa, śliwek suszonych, grzybów... Wszystko już było. Fajnie, że masz przy sobie córkę i rodzinę. Moje dzieci daleko, a rodzina pomału też się wykrusza.Pozdrawiam.
31,316 2023-05-23 13:40:21
Witajcie Drogie Dziewczyny ! Budujący jest fakt,że "złapałyście" ze sobą kontakt , mam na myśli Was będących na początku samotnej drogi .......Wy najlepiej wiecie co czujecie i jakie w Was siedzą emocje ! My pozostałe jako już te "weteranki " jesteśmy na innym etapie życia ! Ale kibicujemy Wam z całego serca abyście szły mężnie do przodu oraz wspierały jedna drugą , bo "w kupie " jest moc i siła a wzajemna kobieca pomoc jest bezcenna w procesie wychodzenia z żałoby .....My to już wiemy a Wy to odkrywacie i to jest piękne i godne naśladowania ! Tulę Was wszystkie do serducha i posyłam dobrą energię na ten trudny czas ![]()
31,317 2023-05-24 10:51:44
Witam moje drogie,też się cieszę razem z Aniczką,że macie coraz bliższy kontakt ze sobą.To procentuje każdego samotnego dnia,jeżeli chcecie wsparcia telefonicznego - możemy wymienić się numerami. Mnie bardzo pomagały rozmowy,były każdego dnia,oprócz tego SMS,MMS ... to tylko kilka słów...a jakich ważnych dla nas. To dowód,że dla kogoś jesteśmy na tyle ważne,że sobie zadał trud i poświęcił kila minut na mysli o nas.
Ja miałam szczęście...do dziś jestem w bliskim kontakcie z wieloma kobietami,które już wówczas miały o wiele dłuższy czas,,wdowi,,i dzieliły się swoimi doświadczeniami. Latem mamy w planach wspólne spotkania,nawet daleko w górach,na Mazurach czy w centrum Polski.
Wyjście do ludzi jest trudne , ale uwierzcie - bardzo pomaga i wzmacnia siły psychiczne i fizyczne do naszej codziennej walki o siebie.Bez wsparcia innych z pewnością będzie i dłużej i ciężej.
Ma08 ma wsparcie rodziny- ale jak pisze nie chce go.Jeszcze może za wcześnie jest.Ja też na początku myślałam,że jestem silna i dam radę sama...Byłam przekonana,że sama sobie poradzę.Szkoda,że nie miałam już żadnego bliskiego mi człowieka obok siebie.W konsekwencji nie dałam rady i to wiele razy musiałam się podnosić z kolan.Udało się dopiero jak sama poprosiłam o pomoc...Zadzwoniłam do bliskiej mi przyjaciółki i wypłakałam swoje żale. Ona wiedziała,że ta moja samotna walka - to tylko część prawdy - sama straciła nagle męża z dnia na dzień - i znała te wszystkie związane z tym emocje. Pojechała do córki na drugi kraniec Polski,On został i malował okna- jak przyjechała zaniepokojona brakiem wieści od niego- było już za późno. Miał 57 lat i masę planów do zrealizowania....Ona sama pozbawiona zaplecza finansowego,musiała z dnia na dzień stanąć do walki o przetrwanie.Miała jeszcze wiekową mamę- 58 km od siebie,to ją uratowało.
Zamieszkały wspólnie i przez trzy lata nie była sama.To akurat tyle ile ja będę mieć w sierpniu - 3 lata zupełnej samotności.Prawdę powiem: nie wierzyłam ,że wytrzymam- teraz wiem,że wiele osób mi kibicowało,ale też wiele od razu zwątpiło. Mój syn ostatnio na pytanie kogoś znajomego jak by określił jednym słowem swoją matkę ? odpowiedział bez chwili zastanowienia: jest NIESAMOWITA ! dlaczego? dopytywała ta osoba. Bo dała radę się podnieść z sytuacji praktycznie bez wyjścia. Została nagle z niedokończonym domem,bez odbioru technicznego,z rachunkami nie do końca dla niej zrozumiałymi( mąż mi zawsze powtarzał,żebym nie zajmowała sobie niepotrzebnie głowę sprawami,którymi On się zajmuje)....
Mama została bez pracy,bez emerytury(-trzy miesiące czekałam na przelew z ZUSu..)ale nigdy nikomu o tym nie mówiła.Sama ,,przeprowadziła,,się z dwupiętrowego domu do mniejszego parterowego,na zupełnej prowincji z dala od ludzi....Sama znalazła kupca na dom,pozałatwiała masę spraw urzędowych..My tylko z siostrą przyjechaliśmy do Notariusza....
Przy tym nigdy na nic się nie żaliła,pamiętała o nas i o wnukach...Nie zapomnę uśmiechu i radości moich dzieci,jak 6 Grudnia w Mikołaja - zapukał do nas listonosz w świątecznej czapce,przynosząc wielką pakę dla wszystkich od Mikołaja .....Dla mamy mojej inni są ważni- o sobie myśli na końcu. ....tyle mój syn.
To była recepta i deska ratunkowa w najgorszym czasie mojej żałoby.Wspomniana wyżej przyjaciółka ,,wychodziła,, mi pracę w szkole. Na początek w Komisjach Maturalnych i podczas Egzaminów Zawodowych w Szkole Policealnej - a już od września zaczęłam uczyć swojego przedmiotu.
PRACA mnie uratowała,ciągle coś się działo i dzieje nadal.Razem z uczniami,a raczej słuchaczami organizujemy akcje charytatywne: Szlachetna Paczka, Orkiestra Świątecznej Pomocy,Mikołaj dla dzieci z pobliskiego Domu Dziecka czy regularne spotkania z pensjonariuszami Domu Opieki Społecznej.
Nawiązałam i odświeżyłam kontakty z mojej poprzedniej pracy - też szkoły,w której pracowałam ponad 30 lat. Teraz dopiero dowiaduję się,że bardzo dużo osób chciało mi pomóc,tylko nie wiedzieli jak i czy ją przyjmę!?
Teraz - to już za późno jest,same chęci nie wystarczą- trzeba słowa zamienić w czyn- wtedy człowiek staje się wiarygodny.Mówić można dużo i pięknie zdania układać,ale życie weryfikuje tych prawdziwych - autentycznych,życzliwych i empatycznych- a nie tylko zapatrzonych w siebie.
Moje drogie,z pięknego regionu pochodzicie: Kujawsko- Pomorskie....piękne jeziora .Byłam jeszcze z moim mężem w czasach studenckich na polu namiotowym w Bachotku,nad pięknym jeziorem.Właśnie wtedy zwiedzaliśmy Brodnicę- stare piękne miasto porównywane przez historyków do Legnicy.
Później przez kilkanaście lat spędzaliśmy miesiąc latem w domku naszych przyjaciół w Potołówku nad jeziorem Głuszyńskim.Objeżdżaliśmy go wiele razy.Nad tym samym jeziorem mieszkała latem Otylia Jędrzejczyk....o 5 rano przepływała duży dystans - w ramach treningu.Radziejowice - przepiękne,urokliwe miasteczko.Do Piotrkowa Kujawskiego jeździłam z córką na rynek po świeże owoce i warzywa.Orle...tam przepływaliśmy łódką.Też jak Hanulik pisze,łza się w oku kręci..W Piotrkowie odbieraliśmy też naszego syna. jak do nas dojeżdżał z Krakowa.Był taki fajny autobus Kraków- Włocławek.
We Włocławku byłam zaraz po swoich studiach z moim mężem - przez cały miesiąc.Tam w Szpitalu odbywał praktyki lekarskie po studiach...właśnie tam zdecydował się na Internę. Chciałam w tamtym roku pojechać sama w taką podróż wspomnień- naszymi śladami- ale psycholog i kilka osób tu piszących mi odradziło....miało rację..to jeszcze nie ten czas- jeszcze za wcześnie.
Pozdrawiam Was Wszystkie,pamiętajcie ,że z każdym dniem będzie mniej boleć,będzie lepiej- ale tych dni musi sporo upłynąć..Piszcie i dzwońcie ...
31,318 2023-05-24 17:43:33
Jolam 1,mam nadzieję, że i mnie będzie kiedyś łatwiej. Bardzo lubię czytać wiadomości od Ciebie, tylko widzisz, mnie jest trudniej bo jestem już dawno na emeryturze i mam zbyt dużo wolnego czasu. Każdy dzień taki sam, bez planu, bez sensu i bez Męża... Teraz mam etap rozpamiętywania, że czegoś nie zrobiłam, że czegoś nie zauważyłam, że nie powiedzialam... Wiem, wiem, nasz zaprzyjazniony lekarz twierdzi, że dzięki mnie mój Mąż tak długo żył... Jakie długo... Mieliśmy jeszcze tyle planów...Parę minut i już Go nie było. Dookoła noc się stała, księżyc się rozgościł, jeszcze Mu nie powiedziałam wszystkich słów miłości, jeszcze Mu nie powiedziałam co powiedzieć trzeba, jeszcze Mu nie przychylilam ziemi ani nieba... Strasznie mi Go brakuje. Byłam dzisiaj na stadionie, to tam zaczynał swoją przygodę ze sportem, to tam wszystko się zaczęło... Ktoś mi powiedział że to chore, że my tak zawsze i wszędzie razem,ze to takie uzależnienie... Nam to zupełnie nie przeszkadzało. Każdy z nas miał kawałek własnego życia, ale najlepiej było nam razem, może trochę dlatego, że nasza historia była trochę skomplikowana, ale to już temat na inną opowieść. Mój Mąż napisał mi kiedyś taką karteczkę, którą zostawił mi na biurku. Raz na jakiś czas, życie organizuje wielką loterię. W tej loterii tylko jeden człowiek wyciągnie złoty los. Tym losem jest najlepszy i ukochany przyjaciel, ktoś dla kogo warto żyć i z kim warto być. Hania, ty jesteś dla mnie tym losem. Takich karteczek mam dużo i kiedy nie mogę sobie poradzić to otwieram pudełko i tamten czas wraca. To nic, że później wylewam morze łez, że wyzywam Go i pytam dlaczego tak nagle mnie zostawił, że mieliśmy jeszcze jechać na następną wizytę do Berlina, że dawano nam szansę, że mieliśmy tyle nadziei, że... Pełno nas, a jakoby nikogo nie było, jedną maluczką duszą tak wiele ubyło. Jolam 1, ja mieszkam na Kujawach, ale nie ma u nas jeziora. Kiedyś miasto słynęło z wydobycia soli. Korytarze po dawnych kopalniach były podobno piękniejsze niż te w Wieliczce, ale ktoś zdecydował o zalaniu kopalni.Teraz Inowrocław jest miastem uzdrowiskowym, mamy przepiękny park Solanki, oraz tężnie solankowe. Można oddychać jodem bez potrzeby wyjazdu nad morze. Park położony jest na na olbrzymim obszarze i jest wizytówka miasta. Jest w nim ogród różany, ziołowy, małe jeziorko z plażą, stawy z kaczkami i łabędziami, miejsca na ogniska i grilla. Ładnie jest, jeśli ktoś chętny to zapraszam. Kiedyś często chodziliśmy tam na spacery, zwłaszcza wtedy gdy mieliśmy dwie sunie. Nasza ulubiona rasa to charty angielskie. Było ich pięć i zawsze suczki. Mąż się śmiał, że w domu ma żonę, córkę i dwa psy i też baby. Babiniec w domu. Fajny był ten mój Mąż. Pozdrawiam i dziękuję za to, że dzięki Wam czasami świeci słońce.
31,319 2023-05-24 18:13:54 Ostatnio edytowany przez Ma08 (2023-05-24 18:14:19)
Cześć dziewczyny,
Dzisiaj byłam u swojego ukochanego męża na cmentarzu(strasznie to brzmi-"na cmentarzu").Jeszcze nie do końca do mnie chyba to dotarło.Jak widzę tabliczkę z imieniem i nazwiskiem to wyję jak bóbr.
Dopiero jak wróciłam do domu to mi trochè ulżyło.Porozmawiałam z Nim ,trochę nakrzyczałam...
U mnie też mąż zajmował się rachunkami i tylko On pracował.Nie chciał żebym pracowała.Teraz jak Go nie ma muszę szybko stanąć na nogi.Poszukać pracy,mieszkania...Mieszkanie cały czas wynajmowaliśmy-ale czynsz jest masakryczny więc mieszkać tu nie możemy.
Wszystko się zawaliło tak nagle...
31,320 2023-05-24 19:27:41
Moja Kochana Ma08, bardzo, bardzo Ci współczuję. Ja też odwiedzam mojego Męża na cmentarzu. Od kilku miesięcy ma już nagrobek, taki sarkofag. Jest tam już miejsce dla mnie,na moją urnę. Wiesz ja już chodzę do niego nie codziennie, ale raz na 7_14 dni, też na niego krzyczę, płaczę i zadaję pytania, na które już nigdy mi nie odpowie. Tak naprawdę mojego Męża tam nie ma. On jest w naszym domu, w każdym wbitym gwozdziku, w każdej zawieszonej lampie, w ścianach które Go wciąż słyszą, w przedmiotach, które Go pamiętają. To był Jego dom, nasz dom. Tu był kochany i szczęśliwy. To tu On wciąż jest, a nie tam pod ziemią, pod płytą... Ja wiem, że teraz musisz tam chodzić, że biegniesz alejkami, tak jak kiedyś na spotkanie z nim. Doskonale to rozumiem. Ja chodzę bo nikt inny nie pójdzie. Zapalę znicze, zaniosę stroik, kwiaty, posiedzę, pogadam i wracam do pustego domu. Ty masz córkę, ja jestem sama. Wiem córka nie zastąpi miłości życia, ale jednak masz do kogo się odezwać Kiedy wrócę zapalam świeczkę przed jego zdjęciem i płaczę tak długo aż mi łez braknie. Na tym zdjęciu mój Mąż jest jak żywy, kiedy pali się świeczka, taka mała, zapachowa to mam wrażenie, że na mnie patrzy, że rozumie mój ból i moje cierpienie. Mam wrażenie, że przeprasza, że muszę dalej żyć bez niego. On zawsze mówił, że ja dam sobie radę, ale chyba nie przewidział aż takiej rozpaczy i tęsknoty. Kochana, wiem jak Ci ciężko bo tak naprawdę musisz życie całkowicie zbudować od nowa. Praca, mieszkanie i nowe umiejętności, których, uwierz mi, szybko się nauczysz. Ma08 ja wiem o czy mówię, też kiedyś zostałam sama z dzieckiem i wynajętym mieszkaniu, tyle tylko, że miałam pracę i nie rozpaczałam po stracie. Dobrze, że masz wsparcie od rodziny, to bardzo ważne. Pozwól sobie pomóc. Nawet jeśli Oni nie wiedzą co przeżywasz to są z Tobą. Pamiętaj i jeśli chcesz pogadać lub popisać to śmiało, ja jestem i czekam.
31,321 2023-05-24 19:58:27
Haniu bardzo Ci dziękuję!
Nie myślałan,że jestem taka słabiutka...Ledwo co radzę sobie z emocjami.Niestety moja głowa nie przyjmuje do wiadomości,że Jego już nie ma.Biorę leki ale one nie działają...
Pomoc rodziny jest ważna ale ja na tym etapie jej nie potrzebuję.Wręcz przeciwnie-drażni mnie każda ich wizyta.Najgorsze są wieczory i weekendy.Eh...
Wysłałam Ci Haniu maila.Podaj numer tel.komórkowego.
Jeszcze mam pytanie do Was dziewczyny:-czy korzystałyście z terapii?Zastanawiam się ale nie wiem czy będzie skuteczna.
31,322 2023-05-24 20:18:24 Ostatnio edytowany przez Hanulik (2023-05-24 20:28:42)
Ma08 czy dostałaś numer mojej komórki... Jeśli nie, to chyba jestem gapowata i nie wiem jak to zrobić.
31,323 2023-05-24 21:41:45
Hanulik i Ma08, czytam Wasze wpisy i tak jakbym czytała o sobie. Hanulik, my także z mężem robiliśmy wszystko razem. I było nam z tym dobrze. Ludzie często krytykowali nas za to, my jednak nie przejmowaliśmy się tym. Moja kiedyś przyjaciółka, teraz to właściwie nie wiem, jak ją nazwać, chyba koleżanka z pracy zaraz po śmierci mojego Męża, powiedziała, że była zła, bo Ty zawsze z Mężem. Gdy mojego Męża zabrakło, nie pomogła mi, miała okazję , niestety, tylko były jej słowa. Nigdy nie zaproponowała nic, więc po co były te słowa. Nie ma Męża i jej też nie było przy mnie.
Wszystkie Dziewczyny na Forum nie pisałam, ponieważ spadł nam następny problem. Mam problem ze zdrowiem, a konkretnie z prawą stopą. Nie mogę chodzić . To trwa już od połowy marca. Początkowo sądziłam , że przeciążyłam stopę, ponieważ zepsuł mi się prysznic i musiałam iść do sklepu zamówić część, apotem ja odebrać. Było to około 10 km, jednego dnia i drugiego także. Lubię chodzić, więc potraktowałam to jako spacer. Po 10 dniach, gdy ból nie mijał poszłam do lekarza rodzinnego. Nie zauważył nic niepokojącego. Ból nie ustawał, więc poszłam ponownie. Poprosiłam o zdjęcie rtg. Gdy zrobiłam poszłam prywatnie do ortopedy. Pani doktor stwierdziła, że mam tzw. paluch sztywny i prawdopodobnie potrzebna będzie operacja. otrzymałam skierowanie na zabiegi. jeden wykupiłam prywatnie, wirówka stóp. Pozostałe rozpocznę 31.05.2023 r, Moja przyjaciółka wzięła płytę i jej szwagierka pokazała ją 2 ortopedom w innym mieście w szpitalu. Potwierdzili diagnozę i dodali, że zwyrodnienie jest bardzo mocne i zabiegi pewnie nie pomogą. Załamałam się tym zupełnie. Co mam teraz zrobić? Czytałam o tym , to nie jest takie proste, moje funkcjonowanie w domu po tej operacji samej. Operacja te z nie daje100% gwarancji poprawy. Jestem sama. Zaczynam się panicznie bać. Co mnie jeszcze spotka!. Gdyby był Mąż byłoby mi łatwiej. On porozmawiałby z lekarze, co robić. Piszę i płaczę... Dzisiaj także byłam na cmentarzu, powiedziałam Mężowi o tym, a właściwie wypłakałam. Ja już dłużej chyba już nie wytrzymam. Samotność, ból po stracie, brak zrozumienia u innych, jeszcze moja stopa... Co mam robić? To za duż jak dla mnie. Gdy żył Mąż nie miałam problemów ze zdrowiem.
31,324 2023-05-24 22:41:50
Maria 2021, przykro mi, że jeszcze doszły Ci kłopoty ze zdrowiem. Ja też idę w piątek do lekarza bo zlecone wyniki mam kiepskie. Mam też kłopoty ze stopa, ale lewą. Prawdopodobnie albo sprawy naczyniowe, albo krążeniowe. Gdy żył mąż, wyrabiał normę chorobową za całą rodzinę. Teraz zaczynam się sypać i ja. Wracając do Ciebie,mój mąż był rehabilitantem i zawsze mówił, że operacja to ostateczność. Trzeba mieć nadzieję, że zabiegi Ci chociaż trochę pomogą. Nie możesz się poddawać. Czy u Was jest dobra rehabilitacja. Czy znasz kogoś, czy masz kogoś zaufanego, cieszącego się dobrą opinią. Czy masz już przepisane konkretne zabiegi czy musisz iść na konsultację do rehabilitanta. U nas tak właśnie trzeba. Musisz być cierpliwa i poczekać, aż zakończysz zabiegi. Może będzie potrzebna jeszcze jedna seria. Chciałabym bardzo jakoś Ci pomóc, wesprzeć, bo kto jak nie my... Narobiło się nam, ale Oni na pewno tego dla nas nie chcieli. Oni w nas wierzą i dlatego musimy sobie pomagać abyśmy im pokazali, że damy radę.
31,325 2023-05-24 22:44:38
A i jeszcze jedno.Dlaczego wirówkę musiałaś wykupić i kto Ci ją zlecił. Jeśli zlecił to dlaczego prywatnie. Nic z tego nie rozumiem.
31,326 2023-05-24 23:04:32
Mario! To takie prawo serii. Nigdy w to nie wierzyłam, mówiłam, że to pierdoły, ale… sama tego doświadczyłam. Kiedy zmarł mój mąż, córka była w 5 miesiącu ciąży. Ogromnie przeżyła Jego śmierć, tym bardziej, że była nagła i nic nie zapowiadało tej tragedii. Od tego momentu zaczęły się problemy: zagrożona ciąża, choroby towarzyszące, bardzo trudny i skomplikowany poród z zagrożeniem jej życia, wreszcie problemy z dzieckiem. Kiedy jako tako udało się wyjść na prostą, po 4 miesiącach u mojej mamy wykryto raka. Nigdy wcześniej na nic nie chorowała. Wykonano operację, niestety nie zdążyła na naświetlania – w dniu, w którym miała je rozpocząć, dostała udaru ze wszystkimi jego konsekwencjami. Kiedy udało nam się to wszystko jakoś ogarnąć, miała zawał, potem skomplikowaną operację serca. Wyszła z tego, ale nie jest już tym człowiekiem, którym była… Minęły 3 lata i wydawało się, że powolutku zaczynam wracać do życia, zaczęłam nawet nieśmiało planować wakacje. I wtedy wykryto u mamy kolejny guz – złośliwy rak nerki. Walczymy z chorobą, a przede wszystkim z bezdusznym systemem NFZ. Tym razem, ze względu na udar i serce nikt nie chce jej operować. A czas nagli. Nie wiem, jak to się zakończy. W międzyczasie ja również miałam operację, ale już nawet o niej nie pamiętam. Nie mogę pojąć, skąd ta lawina nieszczęść! Może dlatego to wszystko mnie spotkało, żebym wyszła ze swojej skorupy, pełnej rozpaczy, tęsknoty i łez? Może musiałam zobaczyć, że świat nie kończy się na moim bólu? Wtedy zrozumiałam jedno – nie mogę narzekać, bo zawsze może być gorzej… a los potrafi mnie jeszcze niejednym przytłoczyć. I to był chyba punkt zwrotny w moim powolnym dźwiganiu się z kolan. Opisałam Ci moją historię, ponieważ ufam, że być może odrobinę jaśniej spojrzysz na swoją sytuację. Bo we wszystkim trzeba szukać odrobiny optymizmu – to pozwala rozproszyć ten mrok wokół nas i krok po kroku posuwać się do przodu. Co do ludzi – przyjaciół i znajomych – bardzo mocno zweryfikowałam ten krąg, wielu nie sprawdziło się w tych najtrudniejszych dla mnie chwilach, po prostu mnie zawiedli, nie okazali należytej empatii i zrozumienia, oczekiwali, że po miesiącu uznam, że właściwie nic wielkiego się nie stało. A dla mnie runął świat i pewnie już nigdy go nie odbuduję… Po tych 3 latach jest lżej, bo czas to nasz największy sprzymierzeniec. Nie mogę jednak jeszcze powiedzieć, tak jak jedna z dziewczyn z tego forum, że znowu zachciało mi się żyć…
Ma 08! Koniecznie skorzystaj z pomocy. Samej będzie Ci bardzo trudno. Ja trafiłam na fatalnego psychologa, więc radziłam sobie sama, ale to niezmiernie trudne zadanie. Dziewczyny korzystały i to właśnie fachowcy pokazali im światełko w tunelu.
Pozdrawiam Was wszystkie bardzo serdecznie
31,327 2023-05-25 12:29:39
Haniu napisz raz jeszcze maila i numer telefonu.
Mario będę trzymała kciuki aby wszystko się ułożyło.Dzisiaj mam też znowu smutny dzień i nakrzyczałam na męża....Że muszę wszystko zacząć od nowa,że Jego już nie ma...Targają mną duże emocje.
Każdy mówi do mnie szukaj pozytywów...-jasne tylko jak i gdzie?
Jestem zła,po prostu zła.Nie płaczę dzisiaj.
Jest we mnie złość nie ma rozpaczy.Nie wiem czy to jest normalne.Mam nadzieję,że nie tracę zmysłów.Jeszcze ponad miesiąc temu żyłam normalnie...Każdy dzień szczęśliwy...
Musiałam się trochę wygadać.Dziękuję,że tutaj jesteście.
31,328 2023-05-25 12:53:51
Witam ! zgadzam się z Baśką,że musimy wypracować dystans do naszych złych wydarzeń życiowych- chociaż niewielki.
To trudne i potrzeba czasu,ale inaczej się nie da - tym bardziej jak ktoś jest zupełnie sam - samotny- jak napisała Maria i Hania.
Jak byście się cofnęły do wcześniejszych wpisów na Forum - to zobaczycie,że bardzo dużo kobiet zapada na zdrowiu po śmierci męża.
Przechodzą poważne operacje,łamią rękę czy nogę. Stres robi swoje - pustoszy nasz organizm psychicznie i fizycznie,to skutki naszego olbrzymiego bólu po stracie naszych najbliższych.
Ja od kilkunastu lat mam postępujący Zespół Cieśni Nadgarstka w prawej ręce. W ostatnim czasie - nawału prac ogrodniczych zbyt intensywnie nią pracowałam i efekt taki,że jej praktycznie nie czuję.Przez większość dnia a nawet doby mam poczucie drętwienia i ból porównywalny do rażenia prądem.
U mnie to poważny problem,bo mieszkam na wsi z daleka od ludzi i urzędów i każdego prawie dnia muszę gdzieś dojechać.
Nie jetem lekarzem ,ale mój mąż był i też mam lekarza w rodzinie,jestem też pod opieką neurologa, i tak jak pisze Hania, operacja w/g nich- to konieczność. Teraz to jest ,,zabieg,, ale mojej przyjaciółce nie udał się do końca i ma niesprawną dłoń- bez szans na znaczną poprawę- dobrze przynajmniej ,że lewą.
Mario ,ja tez się boję co będzie ze mną jak kiedyś będę się musiała zdecydować się na zabieg. Najlepszym wyjściem, tak myślę, będzie poproszenie kogoś z bliskich lub przyjaciół o pomoc.Musi ktoś albo nas każdego dnia odwiedzać,albo z nami zamieszkać.W moim przypadku tylko ta druga możliwość wchodzi w rachubę.Moje przyjaciółki - a mam Je tylko dwie,nie mają aut,a mieszkają daleko ode mnie.
Samotność,taka zupełna i całkowita - to dodatkowy codzienny stres i nie lada wyzwanie dla wdów zwłaszcza w moim wieku. Jak pracujemy każdego dnia- jest szansa,że ktoś się zainteresuję naszą nieobecnością - ktoś zauważy ,że nas nie ma. Nigdy nie wiemy co nas spotka kolejnego dnia...udar,zawał,wylew....Basi Mama miała to szczęście,że byli bliscy w pobliżu...przy mnie nie ma nikogo.!! i nie tylko przy mnie.
Pytacie o terapię? ja byłam - już zresztą o tym pisałam - i u psychiatry i u psychologa. Psychiatra stwierdził,że zagrożona jestem stanami depresyjnymi,ale ponieważ nie mam problemów ze snem,wystarczy mi pomoc psychologa.Tego się trzymałam - przez pierwsze półtora roku,po pierwszej wizycie ustaliłyśmy ,że z powodu odległości będziemy rozmawiać telefonicznie,Oczywiście - jeżeli będę miała potrzebę kontaktu osobistego - też jest to możliwe. Rozmowy trwały zawsze ponad ustalony czas- i z godziny przedłużały się nawet do dwóch....Nigdy za ten dodatkowy czas nie musiałam płacić - to taki bonus ze strony psychologa był. Od razu powiedział,że U MNIE to kwestia 3- 4 lat jeżeli chodzi o całkowity powrót do codzienności i względnej normalności. Nigdy już nie będzie tak jak kiedyś- ale zamiast olbrzymiego cierpienia może być po prostu znośnie, odrobinę lepiej - mniej boleśnie.
Faktycznie,u mnie się wszystko sprawdza,powoli w swoim tempie wychodzę do ,,żywych,,. Niczego nie przyspieszam,niczego nie robię na siłę - czy wbrew sobie i swoim zasadom. U Was może to być zupełnie inny czas,każda z nas- to inny byt,inne możliwości psychiczne,inna motywacja. Są i takie ,które mają nowych partnerów życiowych,pozakładały nowe rodziny....każdy wie co dla niego jest dobre,a co nie.
My- te o tym dłuższym czasie żałoby opisujemy nasze drogi wyjścia czy próby jakie czyniłyśmy żeby udowodnić ,że różne sposoby są,żeby już mniej oglądać się wstecz,a bardziej patrzeć przed siebie .Czas głębokiego- wręcz tragicznego smutku mam już za sobą, nie miałam problemów ze snem,bo od rana uciekałam w ,,pracę,,- stąd ta moja samotna przeprowadzka o której pisałam. Odrzuciłam pomoc bliskich - tak jak Ma08 - bo po prostu jej nie chciałam. Sama- przez ponad trzy miesiące każdego dnia od 8 - do 13 jechałam 50 km,żeby w zupełnej samotności pakować pokój za pokojem...wracałam bardzo zmęczona,wyładowanym pod dach autem - i po przerwie na kawę - przez następne godziny te przywiezione rzeczy rozpakowywałam.Nigdy nie usiadłam nawet na moment aby odpocząć w tym naszym starym domu. Wszystko mi tam przypominało mojego męża.Bałam się ,że mój głośny płacz będzie słyszany przez sąsiadów- bo to jest dom w zabudowie szeregowej.
Uciekałam stamtąd jak najszybciej ,płacz zaczynał się już po drodze,a w domu często zamieniał się w skowyt zranionego i krzyk rozpaczy. Zasypiałam od razu,ze zmęczenia często w tym w czym byłam ubrana,nie w swoim pokoju- na połowie wąskiej kanapy. Nic mi się nie śniło,oprócz kilu - policzyć mogę na palcach -snów z moim mężem niczego nie pamiętałam. Po przeprowadzce - myślałam,że oszaleję z bezczynności i stąd jak pisałam ten mój telefon ROZPACZY do przyjaciółki o pomoc w znalezieniu jakiegokolwiek zajęcia. Dzwoniłam do Urzędu Gminy z propozycją darmowej pomocy w zakresie mojego zawodu,dzwoniłam do najbliższego Hospicjum - zgłosiłam oferowałam pomoc,dzwoniłam do Schroniska dla Zwierząt.Gotowa byłam daleko jechać do ludzi,tylko żeby nie być samą.
Niestety - to lata pandemii - i to przeważyło, wszyscy chcieli pomóc,ale przepisy na to nie pozwalały.Teraz jestem z siebie na swój sposób ,,dumna,,że nie poddałam się,ze zawalczyłam o siebie choć zawsze miałam niskie poczucie swojej wartości - to nad tym właśnie mój psycholog się skupił, to dlatego taka różnica zachowań u mnie nastąpiła,że zadziwiłam nawet swoje własne dzieci.Psycholog namawiał: proszę każdego dnia napisać sobie z rana 3-5 rzeczy do zrobienia,a jak zrobi pani połowę z tego - to i tak będzie to pani mały sukces.Tak starałam się robić, i po jakimś czasie ta lista rzeczy się wydłużała,coraz więcej udawało mi się robić.Jak ma się myśli skupione na zadaniu- to mniej czasu na płacz i wieczne rozpamiętywanie.
Nie wolno nam z góry zakładać - że jesteśmy zbyt słabe w pojedynkę i że bez Naszych mężów nie damy rady.Jest w nas siła- damy radę - tylko musimy chcieć. Ta siła - to efekt naszej miłości do Naszych mężów i wspólnego z Nimi czasu.
Ktoś kiedyś powiedział: ,,Nasi zmarli są wśród NIEWIDZIALNYCH a nie wśród NIEOBECNYCH.Zrozumie ten kto stracił miłość życia- bowiem poza czasem- poza śmiercią jest MIŁOŚĆ.....ani czas- ani śmierć nie mogą jej osłabić,,
Trzymam kciuki za NAS WSZYSTKIE - piszcie i dzwońcie jak tylko potrzebujecie.
31,329 2023-05-25 14:40:55 Ostatnio edytowany przez ANICZKA (2023-05-25 14:46:40)
Witajcie Dziewczyny ! Tulę Was wszystkie do serducha i szczerze zaświadczam ,że jest nadzieja na wyjście na prostą i wszystkie posty ,które piszą Jolam1, Baśka 1 , Ikaria to prawda ! Dziewczyny te były w totalnej rozsypce ( podobnie jak Wy obecnie ) ale dały radę i Wy też dacie ......to kwestia czasu i Waszego samozaparcia ! Ale razem zawsze jest raźniej dlatego jak najbardziej miejcie ze sobą kontakt , wspierajcie się nawzajem i bądźcie razem ! Miałam kontakt z kilkoma dziewczynami z forum też każdej z nich się udało i Wam też się uda w końcu , odnależć sie w tej nowej rzeczywistości ......Kibicuję Wam całym sercem
:)
31,330 2023-05-25 17:01:52
Witajcie Kochane,
Ma08, doskonale wiem, jak się czujesz, chociaż u mnie emocje po ponad półtora są już inne, trochę lżejsze, ale wciąż jest bardzo ciężko. Ty jesteś na początku drogi, najtrudniejszy czas przed Tobą. I chociaż teraz wydaje Ci się to niemożliwe, bo rozpacz i ból są zbyt wielkie, to kiedyś będzie trochę łatwiej. Powtórzę słowa Baśki, które mi bardzo pomogły, w tych początkowych tygodniach, miesiącach, że muszę przepychać dzień każdymi możliwymi sposobami. I przepychałam, nadal żyję, w smutku, ogromnej tęsknocie za Ukochanym, ale już nie w takiej rozpaczy, która odbierała mi oddech.
Rozpacz w początkowym okresie jest ogromna, wiem co przeżywasz. Kiedy odszedł mój Mąż, ja umarłam razem z Nim. Nie mogłam jeść, spać, wyłam godzinami, schudłam prawie 10 kg, wyglądałam, jak wiór. Najchętniej bym się zakopała w kołdrę i nigdy nie wstała. Bałam się też ludzi. Jak musiałam wyjść do sklepu, najpierw patrzyłam przez okno, czy „droga wolna”, tylko żeby nikogo nie spotkać. „Cieszyłam” się że jest okres jesienno-zimowy, szybko ciemno, mogłam przemknąć ulicą niezauważona. Ciągle sobie zadawałam pytanie, jak mam żyć bez mojego ukochanego Męża, wciąż sobie je zadaję, ale pojawia się już nadzieja, że dam radę. Tuliłam się do Jego kurki, która wisiała w przedpokoju (do tej pory wisi), całowałam zdjęcie, głaskałam po twarzy, tuliłam do Jego koszulki, którą mam przy poduszce i wyłam, dosłownie, nie płakałam tylko wyłam z rozpaczy. I prosiłam mojego R., żeby dał mi siłę, bo inaczej zwariuję.
Koleżanka, która straciła męża kilka lat wcześniej powiedziała, że trochę lepiej poczuła się po 3 miesiącach od straty. Pamiętam, jak się uczepiłam tego, żeby za wszelką cenę wytrwać, dotrwać do tych 3 miesięcy, a po tym okresie wcale nie było lepiej, tylko gorzej. Do rozpaczy i bólu, doszła okropna tęsknota, pustka i bezsens życia., ale trwałam, mimo wszystko żyłam, z dnia na dzień, chociaż wydawało mi się że nie przeżyję kolejnego, że nie dam rady.
Bardzo mi w tamtym najgorszym czasie pomogła Rodzina i przyjaciółka. Wyciągała mnie z łóżka, na zakupy, na spacer nad morze, gotowała, żebym chociaż coś zjadła. Pomogły mi też bliskie koleżanki. Dzwoniły codziennie, nawet jak nie miałam ochoty rozmawiać, odbierałam telefon, żeby na chwilę oderwać myśli. Przyjeżdżały do mnie często, ale to były osoby, które nie trajkotały o byle czym, mogłam przy nich płakać, mówić o moim bólu i tęsknocie. Miałam ogromną potrzebę mówienia o moim M. , koleżanki znały mojego R. , często gdzieś bywaliśmy razem z ich mężami, wspominałyśmy te nasze spotkania czy wyjazdy. Wiem, że niektórzy nie potrafią mówić, mi to przynosiło ulgę. Wszystkim im będę zawsze wdzięczna za okazaną pomoc.
Jednak największe zrozumienie i poczucie więzi w tym osamotnieniu znalazłam tu, na tym Forum. Tu bez obaw i do woli mogłam mówić o mojej rozpaczy, bólu nie do przeżycia, żalu do losu, tęsknocie. W kółko. Wiedziałam, że Dziewczyny nie zostawią mnie bez pomocy, bez słowa zrozumienia. Pisanie na forum, dzielenie się swoimi emocjami z osobami, które przechodzą lub przechodziły to samo co ja, to była dla mnie najlepsza terapia. To dzięki Joli, Baśce, Aniczce, Koli, Misiulce, Maadlen, Aloes, i innych piszących tu Dziewczynach stawiałam pierwsze kroki do przodu. I to dzięki Nim, kiedy niektóre z nas się spotkały na krótkim urlopie, pierwszy raz po ponad 9-ciu miesiącach od odejścia mojego M. zaczęłam się śmiać. Myślałam, że już nie potrafię.
To spotkanie dało mi siłę na jakiś czas. Jak było mi bardzo źle, przypominałam sobie nasze wieczorne rozmowy, wycieczki, pojawiała się wtedy myśl, że może jeszcze małe radości mnie spotkają w życiu. Gdyby nie Dziewczyny, z którymi się wtedy spotkałam i do tej pory mamy kontakt i się wspieramy, byłabym z pewnością w innym miejscu.
Na początku często przypominałam sobie słowa Martina LK, Jeśli nie umiesz latać, biegnij, jeśli nie umiesz biegać, chodź, jeśli nie umiesz chodzić, czołgaj się, ale bez względu na wszystko posuwaj się naprzód. I pomalutku popychałam każdy dzień, często był to 1 krok do przodu i 3 do tyłu, ale pojawił się moment, kiedy było odwrotnie. Nadal stawiam kroki wstecz, ale tych do przodu jest coraz więcej. Wiem, że latać już nie będę, tej radości już nie odzyskam, ale już też się nie czołgam, nadszedł czas, w którym nauczyłam się chodzić, moim marzeniem jest nauczyć się biegać.
Nadal płaczę codziennie, rano kiedy budzę się w pustym łóżku, wieczorem, kiedy nie mogę się przytulić, w ciągu dnia, ale ten płacz jest łagodniejszy, już nie dusi, jak na początku. Mam lepsze i gorsze dni, czasami dół jest taki, że znów najchętniej zakopałabym się w kołdrę i nie wstała, ale podnoszę się, funkcjonuję jakoś, chodzę do pracy, spotykam się z koleżankami już nie tylko w domu, w zamknięciu, potrafię wyjść już do knajpy na obiad, nie drażnią mnie ludzie na ulicach, nie denerwują mnie śpiewające ptaki, słońce i wiosna, której szczerze w ubiegłym roku nienawidziłam. W tym roku zauważam już jej uroki, ale nic nie przynosi radości, jak kiedyś, wszystko jest przytłumione, zgaszone. Ogólnie czuję się lepiej niż wcześniej, ale przeraża mnie ta ogromna tęsknota, która im dłużej nie ma przy mnie mojego M. tym jest większa. Przeraża mnie słowo NIGDY, że już nigdy nie poczuję ciepła Jego ciała, że mnie nigdy nie przytuli, nie wesprze, NIGDY już niczego nie zrobimy razem, nie będziemy razem spacerować, pracować w ogrodzie, żartować, śmiać się w głos, podróżować, ani sprzeczać. Ta świadomość jest najgorsza, że to nie jest okres przejściowy, tylko tego już NAPRAWDĘ nie będzie. NIGDY.
Też we mnie była złość, na przemian z rozpaczą, wolałam takie uczucie, ta złość pchała mnie przynajmniej do jakiegoś działania. Podobnie, jak Jola planowałam drobne rzeczy, planem było dla mnie zrobienie herbaty, czy śniadania, bo nawet takie zwykłe czynności były dla mnie wielkim wysiłkiem, ale planowałam, drobne czynności, żeby przepychać jakoś ten czas. Wszystko, robiłam w zwolnionym tempie, pamiętam, jak zrobiłam pierwsze pranie, na strych, gdzie suszę pranie, nosiłam i wieszałam po JEDNEJ rzeczy, żeby robić to jak najdłużej.
Z pomocy psychologa nie korzystałam, ale przez ponad rok byłam pod opieką psychiatry, bardzo empatycznego lekarza, który poświęcał mi tyle czasu ile potrzebowałam. Miałam ogromne problemy ze snem, budziłam się co godzinę, tuliłam się do poduszki mojego M. i płakałam, wyłam. Myślałam, że oszaleję. Nie mogłam tak funkcjonować, zwłaszcza kiedy po zwolnieniu wróciłam do pracy. Przyjmowałam łagodne antydepresanty i leki na sen i tak się po nich budziłam, 2,3 razy ale udało mi się zasypiać ponownie po przebudzeniu. Bez leków nie dałabym rady.
Dopiero od ok. miesiąca zaczynam w miarę normalnie spać.
Jeżeli czujesz potrzebę, skorzystaj z pomocy psychiatry i psychologa koniecznie. Wielu osobom psychoterapia pomogła, ja nie mogłam się jakoś przełamać.
Tak, jak pisze Aniczka, wiele Dziewczyn dało radę i ja się tego trzymam, chociaż trudno na początku straty uwierzyć, że będzie kiedyś lepiej.
I chociaż jest mi nadal bardzo ciężko, to jest jednak lżej, i bez przerwy sobie powtarzam, że miłość moja do M. i Jego do mnie musi mi dać siłę do dalszego życia, że to mój kapitał i nie mogę go zmarnować.
Ściskam Was mocno, i życzę nam wszystkim, żebyśmy potrafiły dostrzegać słońce.