Historia pewnego związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Historia pewnego związku

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 79 ]

Temat: Historia pewnego związku

Cześć. Rzadko udzielam się w takich miejscach, ale potrzebuję, żeby ktoś z zewnątrz spojrzał na to chłodnym okiem. Poznaliśmy się przez internet w sierpniu zeszłego roku. Jesteśmy dojrzałymi ludźmi, ja po 40tce, ona po 30tce, jest między nami 10 lat różnicy. Oboje mamy za sobą nieudane małżeństwa i jakieś tam traumy z poprzednich związków. Spotykaliśmy się około 9 miesięcy i był to związek na odległość, ale z planami mojej przeprowadzki. Dzieliło nas 300 km, jeździłem do niej średnio raz w tygodniu. Poza tym codzienny kontakt - wiadomości, telefony, kamerki. Mimo odległości ta znajomość była intensywna i zżyliśmy się mocno ze sobą. Ona bardzo szybko się zakochała. Po miesiącu wyznała mi miłość, na co przyznam nie byłem chyba wtedy gotowy. Jestem spokojnym, ostrożnym facetem, wolno otwieram się na uczucia, dlatego wtedy te jej wyznania traktowałem ostrożnie. Pokazywałem jej swoje uczucia bardziej czynami niż słowami. Przez pierwsze 5 miesięcy to ona była bardziej zaangażowana, ja bardziej wycofany. Po czasie odkryliśmy, że mamy inne tzw. style przywiązania - ona lękowy, ja raczej unikający. I to zaczęło z czasem powodować problemy. O ile jeszcze gdy bywałem u niej wszystko było super, to zmieniało się po moich wyjazdach. Ja mam u siebie pracę, swoje obowiązki, potrzebuję też trochę przestrzeni na własne zainteresowania. Ona z kolei potrzebuje ciągłego kontaktu, zwierzania się ze wszystkich problemów, no i tego ciągłego zapewniania o uczuciach. Przez to, że jej tego wystarczająco nie okazywałem (słowami) i też przez tą moją potrzebę przestrzeni, ona z czasem zaczęła się emocjonalnie wycofywać. Ja gdy to zauważyłem też zacząłem się dystansować, bo myślałem, że jej nie zależy. Przez co powstało takie błędne koło. Było z tego powodu trochę napięć. Mimo, że jeździłem do niej co parę dni dało się wyczuć, że pod koniec te spotkania wyglądały inaczej. Ona się przede wszystkim zblokowała na fizyczność. Rozmawialiśmy o tym, ona mi nie raz wyrzucała wprost co jej przeszkadza (moje unikanie problemów, "zamiatanie pod dywan" itp.). Starałem się to zmienić, ale po czasie schemat się powtarzał. W międzyczasie ona miała problemy w pracy i w rodzinie, wpadła w dołek psychiczny, chodziła do psychologa. I to też pewnie miało jakiś wpływ na jej ostateczną decyzję.

Równo 3 tygodnie temu postanowiła zakończyć ten związek. Najpierw wylała na mnie ściany tekstu, potem zadzwoniła i stwierdziła, że ja się nie zmienię, że jej nie rozumiem, że czuje się dla mnie zbędna, że mamy inne potrzeby emocjonalne i się nie dogadamy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dla niej tak to mogło wyglądać. Że "czyny" to nie wszystko i po prostu moje dystansowanie się powodowało, że jest nieszczęśliwa. Jeszcze tego samego dnia jak to zakończyła napisała mi, że jestem dla niej pokrewną duszą i jeśli miałbym ochotę, to możemy spróbować utrzymać kontakt. Napisałem jej, że byłoby to dla mnie bardzo trudne, bo jest dla mnie bardzo ważna i nie wyobrażam sobie koleżeńskiej znajomości. Sama przyznała, że ma tak samo. Po tym zamilkłem na kilka dni. Po tych paru dniach napisałem do niej, wymieniliśmy parę luźnych wiadomości i napisała, że jest w rozsypce, że nie umie sobie z tym wszystkim poradzić i potrzebuje się ode mnie odciąć na jakiś czas, bo kontakt ze mną ją rani. Napisała tylko, że ja dojdzie do siebie, to się odezwie. Przyznam, że po tym wpadłem w straszny dołek, zacząłem to sobie wszystko analizować, byłem nawet u psycholog, która mi wyjaśniła jak działa ten schemat lękowo-unikowy w związkach. No cóż, potrzebowałem kopa, żeby się obudzić i przejrzeć na oczy. Po około 2 tygodniach od jej ostatniej wiadomości postanowiłem się do niej znowu odezwać, bo już nie mogłem znieść tego zawieszenia. No i ponownie napisała, że jest jej bardzo ciężko, że mocno to nadal przeżywa i zapisała się nawet do psychiatry, bo nie ma na nic ochoty. Napisała też zdanie, które mnie bardzo zabolało: "Nie wiem jak się w tym odnaleźć, bo nigdy nie rozstawałam się tak "kulturalnie", co jest równie trudne jak w awanturach. Bo z jednej strony szanuję kogoś i cenię go, jest to ktoś z kim nadal mogłabym utrzymywać kontakt, a z drugiej strony muszę się pogodzić, że nic więcej nie będzie, dlatego to tak boli". Potem dodała, że każdy sygnał ode mnie sprawia, że nie może się pozbierać, dlatego "pozwól, że następnym razem to ja się odezwę". Odpisałem, że mi również jest ciężko, że dużo zrozumiałem, że mógłbym jej teraz dużo pisać, ale się powstrzymam. Odpisała tylko "ja też się bardzo powstrzymuję". I na tym nasz kontakt się póki co zakończył.

To było przedwczoraj. Od rozstania jest 3 tygodnie, od ostatniego spotkania prawie 5 tygodni. Jestem totalnie rozbity. Z jednej strony ona zakończyła ten związek, z drugiej pisze, że się do mnie odezwie. Nie wiem jak to wszystko traktować, czy nastawiać się jeszcze na cokolwiek? Jedno jest pewne - muszę uszanować jej prośbę i nie będę już się odzywał. Chyba po prostu trzeba z tym przejść do porządku dziennego i spróbować się wyleczyć, chociaż będzie cholernie trudno. Najbardziej boli to, że nasz związek nie był toksyczny, w ogóle się nie kłóciliśmy, mieliśmy podobne zainteresowania, wyznajemy te same wartości. Do samego końca była między nami "chemia" tylko, że przykryta trochę tymi napięciami. Dla mnie to wygląda tak, że oboje do końca kochaliśmy, tylko nie umieliśmy sobie tego okazywać, zblokowaliśmy się w tym wszystkim nawzajem, a odległość jeszcze to tylko potęgowała. Poradźcie proszę, czy taka relacja, która (tak myślę) rozpada się nie z braku uczuć, tylko z problemów w komunikacji miałaby szanse jeszcze się kiedyś odbudować? Ciekaw jestem czy są tu kobiety, które rozstały się z partnerem, a później mimo wszystko żałowały decyzji i wróciły. Oczywiście wiem, że gdybyśmy znowu weszli w te same schematy, to taki powrót i tak by się nie udał na dłuższą metę. No ale ja ze swojej strony już wiem co robić, żeby to się nie powtórzyło. Tylko do z tego, jeśli ona już w to nie wierzy...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Historia pewnego związku

Nie spełniacie wzajemnie podstawowych oczekiwań, ona bardziej jest bluszczem, ty byś się dusił w tym związku, bo potrzebujesz przestrzeni i to jest normalne, dlatego odpuść, bo po prostu do siebie nie pasujecie. Sama miłość wszystkiego nie załatwi.
I nie ustawiaj się w roli petenta, bo na tym będziesz tylko tracił w jej oczach i sam czuł się jak podnóżek. To była w pewnym sensie toksyczna relacja, bo bardzo uzależniająca, skoro tak bardzo to przeżywasz.
Jednym słowem, ta relacja nie miała i nie będzie miała przyszłości.

3

Odp: Historia pewnego związku
wieka napisał/a:

Nie spełniacie wzajemnie podstawowych oczekiwań, ona bardziej jest bluszczem, ty byś się dusił w tym związku, bo potrzebujesz przestrzeni i to jest normalne, dlatego odpuść, bo po prostu do siebie nie pasujecie. Sama miłość wszystkiego nie załatwi.
I nie ustawiaj się w roli petenta, bo na tym będziesz tylko tracił w jej oczach i sam czuł się jak podnóżek. To była w pewnym sensie toksyczna relacja, bo bardzo uzależniająca, skoro tak bardzo to przeżywasz.
Jednym słowem, ta relacja nie miała i nie będzie miała przyszłości.

Mocna opinia, ale dziękuję. To nie tak, że ona była "bluszczem". Absolutnie nie. To bardziej ja zbyt często zamykałem się w sobie, co powodowało, że ona to odbierała, że przestaje mi zależeć. Na pewno ta relacja była bardzo uzależniająca dla obu stron, bo ona też to przeżywa bardzo mocno. Na obecną chwilę wiem, że chciałbym spróbować ponownie, ale na trochę innych zasadach. I dopóki ona nie zamknęła kontaktu całkowicie, to jakaś tam nadzieja jeszcze jest. Ale też nie mogę czekać w nieskończoność.

4

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Poradźcie proszę, czy taka relacja, która (tak myślę) rozpada się nie z braku uczuć, tylko z problemów w komunikacji miałaby szanse jeszcze się kiedyś odbudować?

Nie. Nigdy.

Wciągnij gila i skup się na sobie. Nie ta, to następna. Tego kwiatu jest pół światu.

5 Ostatnio edytowany przez Dżaro2026 (2026-05-24 21:24:03)

Odp: Historia pewnego związku

Raz w tygodniu to słaby kontakt fizyczny. Jednej rzeczy nie rozumiem bo skoro masz 40 lat to po co jeździsz do psycholoszki by „wytłumaczyła” jak związek działał lub nie działał ? 40 lat na karku to już coś jest i pewne rzeczy powinno się rozumieć na tyle bo omijać takie miejsca. Z tymi psychologami to jest tak jak z automatem do kawy – jak wrzucisz pieniążek to wyskoczy kawa. Tutaj zawsze wyskoczy jakaś teoria o tym, że ktoś ma jakieś deficyty bo coś tam. To są pierdoły najczęściej.

Pokazywałem jej swoje uczucia bardziej czynami niż słowami.

9 miesięcy relacji i tylko raz w tygodniu tam bywałeś z „planami” na coś więcej – to taka relacja na pół gwizdka. Pisałeś coś o czynach, a nie słowach. No to czynami pokazałeś, że raz w tygodniu możesz przyjechać, a słowami farmazoniłeś że kiedyś tam to pewnie i częściej.

6

Odp: Historia pewnego związku
Dżaro2026 napisał/a:

Raz w tygodniu to słaby kontakt fizyczny. Jednej rzeczy nie rozumiem bo skoro masz 40 lat to po co jeździsz do psycholoszki by „wytłumaczyła” jak związek działał lub nie działał ? 40 lat na karku to już coś jest i pewne rzeczy powinno się rozumieć na tyle bo omijać takie miejsca. Z tymi psychologami to jest tak jak z automatem do kawy – jak wrzucisz pieniążek to wyskoczy kawa. Tutaj zawsze wyskoczy jakaś teoria o tym, że ktoś ma jakieś deficyty bo coś tam. To są pierdoły najczęściej.

Pokazywałem jej swoje uczucia bardziej czynami niż słowami.

9 miesięcy relacji i tylko raz w tygodniu tam bywałeś z „planami” na coś więcej – to taka relacja na pół gwizdka. Pisałeś coś o czynach, a nie słowach. No to czynami pokazałeś, że raz w tygodniu możesz przyjechać, a słowami farmazoniłeś że kiedyś tam to pewnie i częściej.

Tak, a co w tym dziwnego? Dzieliło nas 300 km, a na co dzień pracujemy w swoich miastach. Jak więc wyobrażasz sobie, że moglibyśmy widywać się częściej? 4 razy w miesiącu na weekendy to chyba nie jest mało? Plus kilka dłuższych wyjazdów w tym czasie też było. Poza tym planowałem przeprowadzkę, ale gdy zaczęły się kryzysy, to temat się urwał.

Odp: Historia pewnego związku

Moim zdaniem związki na odległość to rzadko,kiedy się udają

8

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Cześć. Rzadko udzielam się w takich miejscach, ale potrzebuję, żeby ktoś z zewnątrz spojrzał na to chłodnym okiem. Poznaliśmy się przez internet w sierpniu zeszłego roku. Jesteśmy dojrzałymi ludźmi, ja po 40tce, ona po 30tce, jest między nami 10 lat różnicy. Oboje mamy za sobą nieudane małżeństwa i jakieś tam traumy z poprzednich związków. Spotykaliśmy się około 9 miesięcy i był to związek na odległość, ale z planami mojej przeprowadzki. Dzieliło nas 300 km, jeździłem do niej średnio raz w tygodniu. Poza tym codzienny kontakt - wiadomości, telefony, kamerki. Mimo odległości ta znajomość była intensywna i zżyliśmy się mocno ze sobą. Ona bardzo szybko się zakochała. Po miesiącu wyznała mi miłość, na co przyznam nie byłem chyba wtedy gotowy. Jestem spokojnym, ostrożnym facetem, wolno otwieram się na uczucia, dlatego wtedy te jej wyznania traktowałem ostrożnie. Pokazywałem jej swoje uczucia bardziej czynami niż słowami. Przez pierwsze 5 miesięcy to ona była bardziej zaangażowana, ja bardziej wycofany. Po czasie odkryliśmy, że mamy inne tzw. style przywiązania - ona lękowy, ja raczej unikający. I to zaczęło z czasem powodować problemy. O ile jeszcze gdy bywałem u niej wszystko było super, to zmieniało się po moich wyjazdach. Ja mam u siebie pracę, swoje obowiązki, potrzebuję też trochę przestrzeni na własne zainteresowania. Ona z kolei potrzebuje ciągłego kontaktu, zwierzania się ze wszystkich problemów, no i tego ciągłego zapewniania o uczuciach. Przez to, że jej tego wystarczająco nie okazywałem (słowami) i też przez tą moją potrzebę przestrzeni, ona z czasem zaczęła się emocjonalnie wycofywać. Ja gdy to zauważyłem też zacząłem się dystansować, bo myślałem, że jej nie zależy. Przez co powstało takie błędne koło. Było z tego powodu trochę napięć. Mimo, że jeździłem do niej co parę dni dało się wyczuć, że pod koniec te spotkania wyglądały inaczej. Ona się przede wszystkim zblokowała na fizyczność. Rozmawialiśmy o tym, ona mi nie raz wyrzucała wprost co jej przeszkadza (moje unikanie problemów, "zamiatanie pod dywan" itp.). Starałem się to zmienić, ale po czasie schemat się powtarzał. W międzyczasie ona miała problemy w pracy i w rodzinie, wpadła w dołek psychiczny, chodziła do psychologa. I to też pewnie miało jakiś wpływ na jej ostateczną decyzję.

Równo 3 tygodnie temu postanowiła zakończyć ten związek. Najpierw wylała na mnie ściany tekstu, potem zadzwoniła i stwierdziła, że ja się nie zmienię, że jej nie rozumiem, że czuje się dla mnie zbędna, że mamy inne potrzeby emocjonalne i się nie dogadamy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dla niej tak to mogło wyglądać. Że "czyny" to nie wszystko i po prostu moje dystansowanie się powodowało, że jest nieszczęśliwa. Jeszcze tego samego dnia jak to zakończyła napisała mi, że jestem dla niej pokrewną duszą i jeśli miałbym ochotę, to możemy spróbować utrzymać kontakt. Napisałem jej, że byłoby to dla mnie bardzo trudne, bo jest dla mnie bardzo ważna i nie wyobrażam sobie koleżeńskiej znajomości. Sama przyznała, że ma tak samo. Po tym zamilkłem na kilka dni. Po tych paru dniach napisałem do niej, wymieniliśmy parę luźnych wiadomości i napisała, że jest w rozsypce, że nie umie sobie z tym wszystkim poradzić i potrzebuje się ode mnie odciąć na jakiś czas, bo kontakt ze mną ją rani. Napisała tylko, że ja dojdzie do siebie, to się odezwie. Przyznam, że po tym wpadłem w straszny dołek, zacząłem to sobie wszystko analizować, byłem nawet u psycholog, która mi wyjaśniła jak działa ten schemat lękowo-unikowy w związkach. No cóż, potrzebowałem kopa, żeby się obudzić i przejrzeć na oczy. Po około 2 tygodniach od jej ostatniej wiadomości postanowiłem się do niej znowu odezwać, bo już nie mogłem znieść tego zawieszenia. No i ponownie napisała, że jest jej bardzo ciężko, że mocno to nadal przeżywa i zapisała się nawet do psychiatry, bo nie ma na nic ochoty. Napisała też zdanie, które mnie bardzo zabolało: "Nie wiem jak się w tym odnaleźć, bo nigdy nie rozstawałam się tak "kulturalnie", co jest równie trudne jak w awanturach. Bo z jednej strony szanuję kogoś i cenię go, jest to ktoś z kim nadal mogłabym utrzymywać kontakt, a z drugiej strony muszę się pogodzić, że nic więcej nie będzie, dlatego to tak boli". Potem dodała, że każdy sygnał ode mnie sprawia, że nie może się pozbierać, dlatego "pozwól, że następnym razem to ja się odezwę". Odpisałem, że mi również jest ciężko, że dużo zrozumiałem, że mógłbym jej teraz dużo pisać, ale się powstrzymam. Odpisała tylko "ja też się bardzo powstrzymuję". I na tym nasz kontakt się póki co zakończył.

To było przedwczoraj. Od rozstania jest 3 tygodnie, od ostatniego spotkania prawie 5 tygodni. Jestem totalnie rozbity. Z jednej strony ona zakończyła ten związek, z drugiej pisze, że się do mnie odezwie. Nie wiem jak to wszystko traktować, czy nastawiać się jeszcze na cokolwiek? Jedno jest pewne - muszę uszanować jej prośbę i nie będę już się odzywał. Chyba po prostu trzeba z tym przejść do porządku dziennego i spróbować się wyleczyć, chociaż będzie cholernie trudno. Najbardziej boli to, że nasz związek nie był toksyczny, w ogóle się nie kłóciliśmy, mieliśmy podobne zainteresowania, wyznajemy te same wartości. Do samego końca była między nami "chemia" tylko, że przykryta trochę tymi napięciami. Dla mnie to wygląda tak, że oboje do końca kochaliśmy, tylko nie umieliśmy sobie tego okazywać, zblokowaliśmy się w tym wszystkim nawzajem, a odległość jeszcze to tylko potęgowała. Poradźcie proszę, czy taka relacja, która (tak myślę) rozpada się nie z braku uczuć, tylko z problemów w komunikacji miałaby szanse jeszcze się kiedyś odbudować? Ciekaw jestem czy są tu kobiety, które rozstały się z partnerem, a później mimo wszystko żałowały decyzji i wróciły. Oczywiście wiem, że gdybyśmy znowu weszli w te same schematy, to taki powrót i tak by się nie udał na dłuższą metę. No ale ja ze swojej strony już wiem co robić, żeby to się nie powtórzyło. Tylko do z tego, jeśli ona już w to nie wierzy...

Powiem tak: to mogłam być ja. Ściany tekstu, wielkie pytanie czy jestem dla Niego Ważna, dramaty o drobiazgi i coś jak huśtawka emocjonalna. Miałam o tyle szczęście, że u mnie skończyło się dobrze i mój facet rozminował to durne pole minowe. Chyba najbardziej pomogło, że mówił dużo i otwarcie i szczerze i zasadniczo w kontakcie z kimś pewnym siebie to się chyba udzielało. Z perspektywy patrząc, w pierwszych miesiącach związku miałam jakąś obsesję rozbierania wszystkiego na szczegóły i jak było dobrze to było świetnie, a jak było źle to było dramatycznie (nie wiem, czemu te emocje potrafią być aż tak strasznie skrajne, to potrafi być męczące...) Mamy dobrą komunikację i zasadniczo dobra komunikacja to klucz do sukcesu. Jeśli się kłóciliśmy to godziliśmy się w ciągu 24 h (zwykle dużo krócej, chociaż były też przegadane noce) i myślę, że to ważne, bo nierozwiązane konflikty by się kumulowały i powodowały dystans zamiast bliskosci. Ogólnie mój facet dużo mnie afirmował i to było miłe i bardzo budujące.

U nas dobrze się skończyło, tzn. jesteśmy razem i większość dramatycznych różnic okazała się albo a) nie aż tak dramatyczna albo b) możliwa do rozwiązania.

W skrócie: miałam odpały, może wyniesione z domu, może skądinąd, a to co opisujesz brzmi znajomo. W praktyce wyglądało, jakby partner "musiał" mnie przekonać że jest ze mną i się nie rozmyśli, i że czasem reagowałam na różne rzeczy tak nieproporcjonalnie że patrząc z boku to jest dziwne. Z jakiegoś powodu bardzo łatwo brać mi wszystko przeciwko sobie (albo jakieś totalnie niewinne rzeczy). Wydaje mi się, że Twoja była ma to samo. Ale nie jestem psychologiem, mówię na czuja.

To jest / może być / związane z jakimś problemem hormonalnym. Zależnie od etapu cyklu te same rzeczy potrafią przejsć pod radarem albo być dla mnie totalnym dramatem, albo jest mi po prostu bardzo (praktycznie fizycznie) smutno. A czasami wszystko jest OK. Trochę loteria. Moja lekarka mi polecała olej z wiesiołka (może to placebo, ale wydaje mi się, że nieźle działa; możliwe że równie dobrze działałby dowolny olej roślinny w ogóle). Tylko uwaga, jeśli ma się epilepsję, bo jest wśród przeciwwskazań do wiesiołka.

Aha, i w sumie - trochę paradoksalnie - najbardziej USPOKAJAJĄCYM aspektem od początku związku było to, że był dobrowolny i opcjonalny. Że jeśli z moim facetem zerwę, to odejdzie, więc lepiej żebym miała to na myśli. Że nie da sobie wejść na głowę. Bo ja wiem, może to coś w stylu że potrzebuję mieć postawione granice albo coś. W każdym razie było to bardzo uwalniające.

Realistycznie patrząc: skoro ona zerwała i teraz jest etap "dochodzenia do siebie" to ja bym nie wróżyła Wam jednak wspólnej radosnej przyszłości z happy endem. U mnie nie było zerwań i powrotów. Też w sumie skoro dziewczyna od kilku tygodni jest rozbita to chyba jednak ma jakieś nieprzepracowane problemy emocjonalne, takie czy inne. Myślę, że lepiej gdybyś jednak dał sobie z nią "spokój" i nie dawał sobie nadziei, że będziecie się kolegować a potem może znowu będziecie razem. Nie wiadomo, czy ona też ma takie nadzieje, czy nie, i to może być ścieżka prowadząca do zawiedzionych nadziei i solidnego kotła uczuć i emocji. To może skręcić w kodependencję / odejścia i powroty jak z jojo. Na dłuższą metę byłoby totalnie wykańczające. Więc może lepiej uciąć kontakt, odpuścić sobie pomysły "bycia tylko przyjaciółmi" i iść dalej z życiem.

Z drugiej strony jest też opcja, że dziewczyna miała jazdę i nie wie jak wybrnąć, więc brnie w jazdę. I że byłoby Wam całkiem fajnie, gdyby nie nurzanie się w tym jak jest źle osobno / po zerwaniu / że nigdy jej nie zrozumiesz itd. Tkwienie w takich dołach emocjonalnych jest męczące i też nie służy. Może rozsądnym rozwiązaniem byłoby w jak najbardziej praktyczny sposób naprawic to co nie działało (pisałeś coś o tym że ona miała pretensje, że się za mało angażujesz - jeśli to są jakieś konkrety a nie widzimisię, można by nad tym pracować). Tylko że jednocześnie ex też by musiała popracować przynajmniej w minimalnym stopniu nad tym, żeby nie robić z rzeczy które MOŻNA naprawiać czegoś w stylu wielkiej nierozwiązywalnej tragedii. Tego się można nauczyć. Można było mi to pokazać i tak jakby na przykładzie nauczyć bycia konstruktywną, a nie tkwienia w chwili, która subiektywnie jest beznadziejna i niczego nie poprawia. Więc... jesli miałbys do tego cierpliwość i umiejętności, technicznie moglibyście sobie zrobic coś w rodzaju wzajemnej terapii / autoterapii. Moooże nawet jakaś wspólna terapia z tym samym psychologiem by coś wniosła (nie wiem na ile psycholodzy naprawdę pomagają z takimi rzeczami). Tylko no właśnie... problem w tym że ona zerwała i juz nie jesteście parą.

Więc z jednej strony chciałabym powiedzieć: zawalcz o to, a z drugiej strony naprawdę nie wiem czy to jest dobry pomysł. Bo może okazać się jednak wtopą.

Jeszcze pytanie: był między wami seks? Technicznie nie musisz odpowiadać, chodzi mi o to, że jeśli nie było albo było mało albo akurat nie było w tym etapie miesiąca, kiedy był potrzebny, to może być dość konkretne źródło połowy problemów.

9

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

To nie tak, że ona była "bluszczem". Absolutnie nie. To bardziej ja zbyt często zamykałem się w sobie, co powodowało, że ona to odbierała, że przestaje mi zależeć. Na pewno ta relacja była bardzo uzależniająca dla obu stron, bo ona też to przeżywa bardzo mocno. Na obecną chwilę wiem, że chciałbym spróbować ponownie, ale na trochę innych zasadach. I dopóki ona nie zamknęła kontaktu całkowicie, to jakaś tam nadzieja jeszcze jest. Ale też nie mogę czekać w nieskończoność.

Ale to przecież brzmi jak klasyczny bluszcz.
I brzmi, że też zaczynasz łapać kodependencję: "I dopóki ona nie zamknęła kontaktu całkowicie, to jakaś tam nadzieja jeszcze jest". Pamiętaj przede wszystkim, że to ona z Tobą zerwała. To że trzyma drzwi na wpół otwarte to wcale nie jest dobry znak. W najgorszym razie - jest wyrachowana i robi ciepło-zimno, żeby Cię uzależnić emocjonalnie. W lepszym - emocje myślą za nią i to też niedobrze, bo oznacza jej niedojrzałość. Jeśli mielibyście mieć jakiś związek, to po pierwsze: ona NIE POWINNA ZRYWAĆ (aka niech się zdecyduje; albo może ona jest zdecydowana, a Ty masz złudną nadzieję). A jeśli optymistycznie przyjąć że tu jednak jest coś do uratowania, to właśnie im bardziej jest uzależniające tym gorzej. To kto mocno przeżywa to nie jest jakiś laur, tylko objaw problemów. Związek to nie nałóg po prostu.

10

Odp: Historia pewnego związku

KSandraK

Dziękuję za długą wiadomość. Rzeczywiście widzę pewne podobieństwa, ale jak rozumiem u was to nie jest związek na odległość i mogliście wszystko "dogrywać", naprawiać w cztery oczy. U nas odległość niestety nie ułatwiała, mimo że bywałem u niej często, średnio raz w tygodniu. Jak tak teraz wszystko sobie analizuję, do dochodzę do wniosku, że moja była partnerka ma nieprzepracowane traumy z poprzednich związków, a zwłaszcza z ostatniego. Była 3 lata z facetem-narcyzem, wyszła z tego poturbowana psychicznie. Mnie poznała 4 miesiące od zakończenia tamtego związku i praktycznie od razu się zakochała. Teraz rozumiem dlaczego tak mogło być. Po prostu jestem totalnym przeciwieństwem jej byłego faceta i znalazła we to czego nie miała z nim - czyli spokój, bezpieczeństwo i brak dram. No ale gdzieś tam w głowie pewnie nadal jej siedział ten poprzedni związek i gdy tylko z moje strony wyczuwała, że się odsuwam, np. rzadziej odzywam, albo coś w tym stylu, to od razu się odpalała. No a ze mną problem jest taki, że wolno się rozkręcam w okazywaniu uczuć. Też mam jakieś tam doświadczenia z poprzednich relacji i zawsze, gdy za mocno się angażowałem, to dostawałem po tyłku. No i zawaliłem, bo ona nie raz dawała mi do zrozumienia, że brakuje jej choćby słowa "kocham", a ja byłem zblokowany i jej tego nie mówiłem. U nas właśnie ta komunikacja zawiodła. Teraz dużo analizuję, czytam o stylach przywiązania w związkach i widzę, że u nas to była tragiczna pętla lękowo-unikowa. Dałoby się to odkręcić, gdy już mam świadomość tego, co było nie tak, chciałbym z nią o tym szczerze i otwarcie pogadać, no ale właśnie ona zakończyła związek.

Znam ją trochę i wiem, zresztą sama mi o tym napisała, że dla niej niełatwo to było zakończyć, bo cierpi, przeżywa i każdy kontakt ze mną powoduje u niej ból. Ostatnie jej wiadomości są naprawdę bardzo emocjonalne. Czyli te uczucia z obu stron ciągle są, ale ona na obecną chwilę nie widzi tego dalej. Jednocześnie napisała mi, że nie żegna się i się odezwie. Nie wiem tylko w jakim celu - bo ona wie, co ustaliliśmy zaraz po rozstaniu, że między nami koleżeństwa nie będzie. Czyli albo totalna cisza i żegnamy się na zawsze, albo próbujemy jeszcze jakoś to posklejać. Obawiam się tylko, że teraz ta cisza między nami, która nie wiadomo jak długo jeszcze potrwa nie rozmyje po prostu tego wszystkiego. Dlatego ciekawi mnie czy są tutaj osoby, które po dłuższej przerwie wróciły do siebie. Piszesz "zawalcz o to". Bardzo bym chciał, ale co ja mam teraz zrobić? Od rozstania 3 razy inicjowałem kontakt, ona ani razu. Za każdym razem mi pisze, że kontakt ze mną ją rozrywa i bardzo się powstrzymuje, żeby do mnie nie napisać. No więc nie mam teraz za bardzo możliwości. Jedynie czekać aż sama się odezwie. Naprawdę to męczące.

PS. Seks był do samego końca. Mimo tych kryzysów nie straciliśmy "chemii". Po prostu ona się zblokowała i było trudniej się jej przełamać.

11 Ostatnio edytowany przez _Geronimo_ (2026-05-26 13:44:15)

Odp: Historia pewnego związku
KSandraK napisał/a:

Ale to przecież brzmi jak klasyczny bluszcz.
I brzmi, że też zaczynasz łapać kodependencję: "I dopóki ona nie zamknęła kontaktu całkowicie, to jakaś tam nadzieja jeszcze jest". Pamiętaj przede wszystkim, że to ona z Tobą zerwała. To że trzyma drzwi na wpół otwarte to wcale nie jest dobry znak. W najgorszym razie - jest wyrachowana i robi ciepło-zimno, żeby Cię uzależnić emocjonalnie. W lepszym - emocje myślą za nią i to też niedobrze, bo oznacza jej niedojrzałość. Jeśli mielibyście mieć jakiś związek, to po pierwsze: ona NIE POWINNA ZRYWAĆ (aka niech się zdecyduje; albo może ona jest zdecydowana, a Ty masz złudną nadzieję). A jeśli optymistycznie przyjąć że tu jednak jest coś do uratowania, to właśnie im bardziej jest uzależniające tym gorzej. To kto mocno przeżywa to nie jest jakiś laur, tylko objaw problemów. Związek to nie nałóg po prostu.

To jak, jako kobieta, zinterpretowałabyś takie zdanie?
"Nie wiem jak się w tym odnaleźć, nigdy nie rozstawałam się "kulturalnie", a to jest równie trudne jak w jakichś awanturach. Bo z jednej strony szanuję kogoś i cenię go, jest to ktoś, z kim mogłabym dalej utrzymywać kontakt, a z drugiej strony muszę się pogodzić, że nic więcej nie będzie, pomimo tego co się już wydarzyło. Dlatego tak boli".

No i dalej mi pisze "Każdy sygnał od Ciebie przypomina mi tylko o tym, co było między nami i nie pomaga się pozbierać. Dlatego pozwól, że następnym razem to ja się odezwę". Odpisałem, że rozumiem, że mógłbym dużo pisać, ale się powtrzymam. Życzyłem jej wszystkiego dobrego. Ona na to: "Ja też się bardzo powstrzymuję"

Jak jak mam to wszystko interpretować? Jestem w zawieszeniu. Dodam, że w poprzedniej wiadomości napisała mniej więcej to samo, że jest w rozsypce, że chce na razie wstrzymać ten kontakt, no i na koniec "nie żegnam się, odezwę się jak dojdę do siebie".

12

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Od rozstania 3 razy inicjowałem kontakt, ona ani razu. Za każdym razem mi pisze, że kontakt ze mną ją rozrywa i bardzo się powstrzymuje, żeby do mnie nie napisać. No więc nie mam teraz za bardzo możliwości. Jedynie czekać aż sama się odezwie.

Łał, nie czaje tutaj ludzi którzy ją wyzywają od bluszcza. To ty jesteś bluszcz, a nie ona. Trzy razy inicjowałeś kontakt po rozstaniu !? Szkoda że nie dziesięć razy ... To co ona jeszcze musi zrobić byś zrozumiał że ma cię w dupie ? Ewentualne napisze coś w stylu "dam znać", "odezwę się", "czekaj na mnie". "Dojrzały" 40 letni facet, który czeka kiedy pani do niego zadzwoni. Ja prdl ... Co z tymi chłopami się porobiło. Psujecie rynek, oj psujecie. I później zdziwienie, że kobiety coraz częściej gardzą facetami. Masakra.

13 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2026-05-26 14:44:43)

Odp: Historia pewnego związku

Znaliśmy się najpierw przez internet (wspólne hobby), potem się zeszliśmy i przez dłuższy czas - około trzy lata - związek był na odległość, dużą. Mielismy kontakt na codzień (internet, telefon). Dojeżdżaliśmy do siebie. Właściwie już po pierwszych paru miesiącach było wiadomo, że to zmierza do zamieszkania razem, tylko okoliczności trochę zajęły. Ogólnie pod każdym względem zalecam / polecam wspólne mieszkanie, bo wtedy wiadomo, jak funkcjonuje się wspólnie na co dzień.

Podchodziłabym trochę sceptycznie do informacji o jej byłym, zauważ że informacje pochodzą z jednostronnego źródła. Nie ma szans usłyszeć jaka była jego wersja wydarzeń.

Jeśli dobrze rozumiem, wy nie byliście wcześniej kolegami / znajomymi tylko się zeszliście od razu romantycznie (Tinder czy coś)? Wydaje mi się dość sensowne / naturalne, że żeby się przywiązać i zakochać trzeba kogoś poznać, przyzwyczaić się. Ciężko kogoś nieznajomego. Więc to chwilę trwa.

Znaczy, z tego co opisujesz to nie ma perspektyw. Jesli kontakt z tobą jest bolesny - musiałaby być masochistką a ty sadystą. Nie dziwię się, że pisała rozemocjonowane wiadomości. Sedno w tym, że prawdopodobnie robi z igły widły: zerwała, ale cię kocha, ale ona czuje, i można by z tego ułożyć całą telenowelę! Ja jak zrobiłam dziką dramę to przepraszałam, jak do mnie dotarło, że w sumie to przegięłam. I można się zastanawiać, jak ta sytuacja wygląda z jej punktu widzenia. Bo jeśli po prostu była niezadowolona ze związku i stwierdziła że lepiej go zakończyć, to jest OK i po prostu rozchodzicie się każde w swoją stronę: bez żadnych "zostańmy przyjaciółmi". Wtedy odchorowujesz złamane serce i wyciągasz wnioski na przyszłosć (a najzabawniejsze, że jest duża szansa, że te wnioski zupełnie nie będa potrzebne albo się nie sprawdzą przy kimś innym, bo ludzie są różni). Poszukaj w anglojęzycznym internecie poradników na złamane serca, są sensowne.

Myślę, że dziewczyna wysyła mocno sprzeczne sygnały i w zasadzie robi ci nadzieje niczego nie deklarując. Albo może sam sobie robisz nadzieję z jej niedopowiedzeń. Brak jakiejś konkretnej perspektywy czasowej tylko to pogarsza, bo nie wiesz czy się odezwie za tydzień czy nigdy. Szkoda nerwów.

Jest też dobra strona: piszesz "Obawiam się tylko, że teraz ta cisza między nami, która nie wiadomo jak długo jeszcze potrwa nie rozmyje po prostu tego wszystkiego." Jeśli chodzi o to czy się odkochasz - ona z tobą zerwała, więc chyba sensownie się odkochać w tej sytuacji. Czyli rozmycie / odkochanie byłoby pozytywne.

"Zawalcz o to" - miałam na myśli to rozwiązanie nr 2, o którym pisałam w akapicie o uczeniu kogoś konstruktywności i nienurzania się w emocjonalnej tragedii. (Co jednak wymaga współpracy dziewczyny, to coś do zrobienia razem, nie da się osobno.) Tylko że sytuacja jest inna niż moja i nie mogę stwierdzić ze 100% pewnością czy nie wdepniesz na minę próbując. Bo jeśli twoja ex podchwyciła parę sztuczek od narcyza, to potrafi koncertowo grać na emocjach i wodzić za nos. A ty obudzisz się wtedy po paru latach z sieczką w głowie i w sercu i w końcu sam będziesz potrzebował terapii.

Sedno jest takie: nieważne czy jej było łatwo czy trudno z tobą zerwać. Ważne co będzie dalej. Myślę że gdybyście mieli mocną więź to raczej byście się do tego czasu pogodzili, a na pewno nie trzymałabym cię na jej miejscu w takim zawieszeniu pt. "rozmowa z tobą boli, ale kiedyś się odezwę, ale nie dzwoń". Z praktycznego punktu widzenia szkoda czasu na takie emo dramy. Może by pomógł solidny seks, ale nie da się na siłę.

Prawdopodobnie najzdrowszą rzeczą jaką możesz zrobić to powiedzieć jej że sorry, to koniec (co w sumie powinna wiedziec skoro sama zerwała). I po prostu przestać na nią czekać. Średnio mi się wierzy w to deklarowane "kontakt ze mną ją rozrywa i bardzo się powstrzymuje, żeby do mnie nie napisać" bo to jest totalne ciepło zimno i poziom sprzeczności jakiś kosmiczny. Chyba że totalnie nie łapię sformułowań. Po prostu z praktycznej strony to wygląda tak: czy jest jakas praktyczna przeszkoda żebyście byli razem? Tak, taka że ona zerwała (i pisze, że ją boli kontakt z tobą, więc logiczne że nie chce tego kontaktu). No więc na to nic nie poradzisz. Co najwyżej ona może przepracować swoje emocje i przestać cierpieć tak nieproporcjonalnie. Jeśli ktoś nie daje sobie pomóc to niestety nie masz jak pomóc.

Alternatywa to czekać aż się odezwie i się męczyć. Technicznie jest jeszcze trzecie rozwiązanie, czyli powiedzieć jej że potrzebujesz konkretów na czym stoicie już teraz. Jeśli stwierdzi że nie jest gotowa i że odezwie się jak będzie, no to masz swoją odpowiedź. Że nie ma sensu czekać. Haczyk w tym, że przy tym dosyć łatwo złapać się na obietnice. Z drugiej strony rozmowa jest dojrzałym sposobem rozwiązywania problemów / załatwiania spraw i byłaby na miejscu, na wypadek gdyby to był jednak jakiś dziki splot emocjonalncyh nieporozumień.

14

Odp: Historia pewnego związku

Nie bardzo wierzę w miłość z jej strony, byłeś raczej plastrem na rany, po rozstaniu potrzebowała ciepła bliskości i doszła do wniosku, że to jednak nie leczy ran.
Za wcześnie wchodziła w nową relację, nie zamykając przeszłości i wyszło jak wyszło.
Za bardzo się nie przywiązuj do tego co ona mówiła, bo chce żebyś miał w miarę miękkie lądowanie i dlatego tak kluczy…
Twoje podporządkowanie miałoby odwrotne działanie od zamierzonego, dlatego odpuść i nie wracaj do tej znajomości.

15

Odp: Historia pewnego związku

bardzo mi przykro, ale wbrew deklaracjom z jej strony to nie miłość. Emocje rozumiem, niepewność, ale tak jak napisała Sandra, to się daje ogarnąć. jak na taką odległość widywaliście się wystarczająco dużo czasu by się do siebie zbliżać, a nie oddalać. Odległość testuje relację, nawet lepiej niż wtedy gdy ludzie mają siebie na wyciągnięcie ręki. Można zbudować bardzo bliską relację, ale...
nie da się budować związku, gdy jedna ze stron manipuluje i ustawia się w roli poszkodowanej.  Mam wrażenie że całą odpowiedzialność za to co między Wami kobieta zrzuca na Ciebie. nikt tego sam nie poniesie.

16 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2026-05-28 07:37:36)

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

To jak, jako kobieta, zinterpretowałabyś takie zdanie?
"Nie wiem jak się w tym odnaleźć, nigdy nie rozstawałam się "kulturalnie", a to jest równie trudne jak w jakichś awanturach. Bo z jednej strony szanuję kogoś i cenię go, jest to ktoś, z kim mogłabym dalej utrzymywać kontakt, a z drugiej strony muszę się pogodzić, że nic więcej nie będzie, pomimo tego co się już wydarzyło. Dlatego tak boli".

No i dalej mi pisze "Każdy sygnał od Ciebie przypomina mi tylko o tym, co było między nami i nie pomaga się pozbierać. Dlatego pozwól, że następnym razem to ja się odezwę". Odpisałem, że rozumiem, że mógłbym dużo pisać, ale się powtrzymam. Życzyłem jej wszystkiego dobrego. Ona na to: "Ja też się bardzo powstrzymuję"

Jak jak mam to wszystko interpretować? Jestem w zawieszeniu. Dodam, że w poprzedniej wiadomości napisała mniej więcej to samo, że jest w rozsypce, że chce na razie wstrzymać ten kontakt, no i na koniec "nie żegnam się, odezwę się jak dojdę do siebie".

Ona napisała ci tutaj, że zerwała, nie chce wracać, i że właśnie sama bierze się na poważnie za odchorowywanie nieszczęśliwego/niechcianego zakochania w tobie.

Serio, wygooglaj sobie anglojęzycznie poradniki/artykuły jak się odkochać itp. o złamanych sercach. Podstawowa zasada jest taka, żeby nie zostawać "tylko przyjaciółmi", tylko zerwać cały kontakt i jakoś to odchorować. W sumie pozostaje ci zrobić to samo.

17

Odp: Historia pewnego związku

jako kobieta nie zgodzę się, że Ona tym tekstem chce zerwać. Tekst wybitnie manipulacyjny, Pani chętnie wróciłaby do relacji, na swoich zasadach. Nie widzę tu niestety nic pozytywnego i po takim tekście na Twoim miejscu poczułabym ulgę i dałaby, sobie z nią spokój. Obok zdrowej relacji to nie leżało.

18 Ostatnio edytowany przez _Geronimo_ (2026-05-28 12:09:04)

Odp: Historia pewnego związku

Może ja to wszystko nadinterpretuję i szukam jakiegoś punktu zaczepienia tam gdzie go nie ma. Napisała mi, że brak kontaktu ze mną pozwala się jej oswoić z sytuacją. A z drugiej strony pisze "Nie żegnam się", "pozwól, że następnym razem to ja się odezwę" , "dlatego na razie nie chciałam się kontaktować" albo "powstrzymuję się bardzo". No i to mi robi sieczkę z mózgu, bo kobieta, która chciałaby się definitywnie odciąć nie pisałaby przecież takich słów.

Nie wydaje mi się, że to są jakieś manipulacje z jej strony. Poznałem ją trochę i jestem pewny, że ona to wszystko mocno przeżywa. To nie jest chłodna, wyrachowana kobieta, która zrywa i stosuje jakieś gierki, żeby coś tam dla siebie ugrać. Ale co by nie było, nie mogę już teraz nic zrobić, nie będę przecież do niej pisał ponownie.

19

Odp: Historia pewnego związku

Tonący brzytwy się chwyta…
Za bardzo przywiązujesz się do jej słów, ale jak długo chcesz być na jej orbicie sam musisz zdecydować.
Równie dobrze takie zachowanie może świadczyć o tym, że chce byś miał miękkie lądowanie, bo ona z tobą nie chce być.
Czyli stopniowo, żebyś się z tym oswajał.
Często tak robią osoby które chcą zrezygnować ze związku, a nie mają odwagi powiedzieć wprost, bo uważają, że to by bardziej bolało.
Choć nie jest powiedziane, że jak nikogo lepszego nie znajdzie, to do ciebie wróci i ty wtedy do niej polecisz na skrzydłach, ona o tym wie. O to ci chodzi?

20

Odp: Historia pewnego związku

Ogólnie rzecz biorąc związek na odległość jest trudny i nie dla wszystkich.
Sama z partnerem żyłam tak przez dwa lata, bo on w Norwegii a ja w Polsce, dopiero teraz w końcu razem jesteśmy na stałe.
Wiem jakie to potrafi być ciężkie, tylko że my rozmawialiśmy o przyszłości, o nas.
Ty i ona żyliście w zawieszeniu w dwóch światach, gdzie ty masz pracę, mieszkanie itp. i ona również.
Można powiedzieć, że jej zaczęło brakować tej równowagi i bezpieczeństwa. Dlatego potrzebowała zapewnień, że ją kochasz i że Ci na niej zależy. Ty natomiast przez odległość, nie potrafiłeś jej tego powiedzieć, a czynami... no cóż jak czynami na odległość chciałeś to pokazywać? Nie da się. Ona jak i ty, byliście w małżeństwie, mieliście burzliwe związki, więc nie dziw się jej że się bała, bo mimo mijających miesięcy nic się nie zmieniało w waszym życiu.
Wiem, że ty też jesteś typem bardziej wycofanym i nie potrafisz od tak otworzyć się, bo przeszedłeś też swoje.
Jednak odpowiedz sobie na pytanie... Czy ty ją kochasz? Chcesz z nią być? To co Cię powstrzymuje przed tym, żeby ją odzyskać? Tylko i wyłącznie Ty.
Zastanów się czego chcesz i czy Ci na niej zależy i chcesz o nią zawalczyć. A jak nie to daj spokój kobiecie, i zakończ całkowicie tą znajomość, by mogła przejść do porządku dziennego i znaleźć kogoś innego, niż wracać do tego co było między wami.

21

Odp: Historia pewnego związku

A niby jak ma zawalczyć? Są kobiety które oczekują bez przerwy słowa kocham, jakby to było ważniejsze niż czyny, powiedzmy, że ona taka jest, to on ma na siłę bez przerwy jej to mówić, bez sensu.
To naginanie się do wszystkiego, do niczego dobrego i tak nie doprowadzi.
Nie pasują do siebie i tyle.

22 Ostatnio edytowany przez _Geronimo_ (2026-05-28 13:43:47)

Odp: Historia pewnego związku
wieka napisał/a:

Tonący brzytwy się chwyta…
Za bardzo przywiązujesz się do jej słów, ale jak długo chcesz być na jej orbicie sam musisz zdecydować.
Równie dobrze takie zachowanie może świadczyć o tym, że chce byś miał miękkie lądowanie, bo ona z tobą nie chce być.
Czyli stopniowo, żebyś się z tym oswajał.
Często tak robią osoby które chcą zrezygnować ze związku, a nie mają odwagi powiedzieć wprost, bo uważają, że to by bardziej bolało.
Choć nie jest powiedziane, że jak nikogo lepszego nie znajdzie, to do ciebie wróci i ty wtedy do niej polecisz na skrzydłach, ona o tym wie. O to ci chodzi?

Przywiązuję się, bo nie ucięła tego definitywnie, tylko zostawiła furtkę na kontakt w przyszłości. Tylko nie wiadomo jak odległa to by miała być przyszłość i w tym problem. Jeszcze dodam, że w dniu rozstania ona mi zaproponowała między słowami, że moglibyśmy czasem pisać/pogdać ze sobą. Powiedziałem jej, że nie kontakt koleżeński nie wchodzi w grę, bo ona za dużo dla mnie znaczy. Odpisała mi, że ma tak samo. Czyli my oboje wiemy, że albo próba powrotu do siebie albo totalne ucięcie kontaktu.

Melanie93 napisał/a:

Ogólnie rzecz biorąc związek na odległość jest trudny i nie dla wszystkich.
Sama z partnerem żyłam tak przez dwa lata, bo on w Norwegii a ja w Polsce, dopiero teraz w końcu razem jesteśmy na stałe.
Wiem jakie to potrafi być ciężkie, tylko że my rozmawialiśmy o przyszłości, o nas.
Ty i ona żyliście w zawieszeniu w dwóch światach, gdzie ty masz pracę, mieszkanie itp. i ona również.
Można powiedzieć, że jej zaczęło brakować tej równowagi i bezpieczeństwa. Dlatego potrzebowała zapewnień, że ją kochasz i że Ci na niej zależy. Ty natomiast przez odległość, nie potrafiłeś jej tego powiedzieć, a czynami... no cóż jak czynami na odległość chciałeś to pokazywać? Nie da się. Ona jak i ty, byliście w małżeństwie, mieliście burzliwe związki, więc nie dziw się jej że się bała, bo mimo mijających miesięcy nic się nie zmieniało w waszym życiu.
Wiem, że ty też jesteś typem bardziej wycofanym i nie potrafisz od tak otworzyć się, bo przeszedłeś też swoje.
Jednak odpowiedz sobie na pytanie... Czy ty ją kochasz? Chcesz z nią być? To co Cię powstrzymuje przed tym, żeby ją odzyskać? Tylko i wyłącznie Ty.
Zastanów się czego chcesz i czy Ci na niej zależy i chcesz o nią zawalczyć. A jak nie to daj spokój kobiecie, i zakończ całkowicie tą znajomość, by mogła przejść do porządku dziennego i znaleźć kogoś innego, niż wracać do tego co było między wami.

Tak, to dla nas obojga była zupełnie nowa sytuacja, nigdy wcześniej nie byliśmy w związkach na odległość. Też rozmawialiśmy o przyszłości, miałem w planach przeprowadzkę, ale z czasem plan po prostu zawisł, bo pojawiały się te napięcia między nami. Oboje trochę pobłądziliśmy. Te "czyny" to mam na myśli choćby sam fakt, że pokonywałem do niej raz w tygodniu 600 km w obie strony. To, że gdy byłem u niej miała ode mnie po prostu wsparcie, czułość, zainteresowanie, pomoc w codziennych sprawach. Problem pojawiał się między spotkaniami, gdy wracałem do siebie. Tutaj się rozmijaliśmy. Ona ma bardzo dużą potrzebę kontaktu, zapewnień o uczuciach. A ja potrzebuję trochę przestrzeni dla siebie. Teraz to dopiero jasno dostrzegam. Wiem, że dałoby się to przegadać, naprawić. Byłbym gotów w ciągu paru miesięcy przeprowadzić się do jej miasta. No ale teraz to już nic nie mogę zrobić. Oczywiście, że ją kocham i nadal mi zależy, ale w jaki sposób miałbym o nią teraz "walczyć"? Gdy kończyła związek powiedziałem jej, że nadal mi zależy, że jest dla mnie ważna i chcę spróbować to naprawić. Gdy pisałem do niej ostatnio też jasno sugerowałem, że zrozumiałem swoje błędy. Mimo to ona nie wychodzi z żadną inicjatywą powrotu. Wręcz przeciwnie - na ten moment ona nie chce kontaktu ze mną. Zostawia jakąś tam furtkę na odzew w przyszłości, ale to nie to czego bym oczekiwał. Ważna kwestia - ona jest w dołku psychicznym i wybiera się do psychiatry. Nie chcę jej w takim stanie dokładać jeszcze problemów. Muszę uszanować jej prośbę i po prostu poczekać jak to się dalej rozwinie.

23

Odp: Historia pewnego związku

A Ona? też pokonywała te 300 km w jedną stronę chociaż raz w miesiącu? Na czym polegało jej zaangażowanie?

24 Ostatnio edytowany przez _Geronimo_ (2026-05-30 15:46:16)

Odp: Historia pewnego związku
Ela210 napisał/a:

A Ona? też pokonywała te 300 km w jedną stronę chociaż raz w miesiącu? Na czym polegało jej zaangażowanie?

Szczerze mówiąc była u mnie raz tylko. Ona nie ma auta, a podróż pociągiem trwa dobre 7-8 godzin z przesiadkami. Ja u niej byłem po około 5 godzinach. Dlatego logistycznie było lepiej/szybciej gdy to ja przyjeżdżałem do jej miasta. Na czym polegało jej zaangażowanie? No wiesz, choćby na tym, że się starała, żeby było mi dobrze gdy u niej byłem, żebym się dobrze czuł, choćby tym, że coś dla mnie gotowała, planowała nasz czas, coś tam organizowała. Choćby to, że mieliśmy naprawdę udany seks i była otwarta w tym temacie (przynajmniej w pierwszych miesiącach). Ona naprawdę była w to wszystko mocno zaangażowana. 

Dzisiaj mija miesiąc od rozstania i tydzień od wymiany ostatnich naszych wiadomości. Ona dalej milczy, a ja się nie odzywam, bo jestem zblokowany jej prośbą o ten brak kontaktu. Jak tak dalej pójdzie, to znajomość się po prostu rozmyje. Nigdy czegoś takiego nie przeżywałem. Moje dotychczasowe związki jak się kończyły, to od razu było wiadomo, że to definitywny koniec. A tutaj jest takie poczucie, że to dałoby się uratować, gdyby tylko ten nasz kontakt udało się wznowić. Czasem sobie myślę, że może ona po prostu przestała mnie kochać. Pod koniec mi mówiła, że się ode mnie oddaliła emocjonalnie. Z drugiej strony pamiętam nasze ostatnie spotkanie gdy płakała, przytulała się do mnie mocno na pożegnanie, była smutna, wyczuwałem, że te uczucia do mnie wciąż w niej są. Ona zerwała z bezsilności, że ja mogę się zmienić i że ten związek w takiej formie może być dla niej szczęśliwy. W jej ostatnich wiadomościach do mnie widać wyraźnie ten ból i żal, który przeżywa. Na pewno nie jest to obojętność i nie jest to łatwe pogodzenie się z rozstaniem.

25

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Nie wydaje mi się, że to są jakieś manipulacje z jej strony.

Wręcz przeciwnie. To klasyczne hasła.

26

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:
wieka napisał/a:

Tonący brzytwy się chwyta…
Za bardzo przywiązujesz się do jej słów, ale jak długo chcesz być na jej orbicie sam musisz zdecydować.
Równie dobrze takie zachowanie może świadczyć o tym, że chce byś miał miękkie lądowanie, bo ona z tobą nie chce być.
Czyli stopniowo, żebyś się z tym oswajał.
Często tak robią osoby które chcą zrezygnować ze związku, a nie mają odwagi powiedzieć wprost, bo uważają, że to by bardziej bolało.
Choć nie jest powiedziane, że jak nikogo lepszego nie znajdzie, to do ciebie wróci i ty wtedy do niej polecisz na skrzydłach, ona o tym wie. O to ci chodzi?

Przywiązuję się, bo nie ucięła tego definitywnie, tylko zostawiła furtkę na kontakt w przyszłości. Tylko nie wiadomo jak odległa to by miała być przyszłość i w tym problem. Jeszcze dodam, że w dniu rozstania ona mi zaproponowała między słowami, że moglibyśmy czasem pisać/pogdać ze sobą. Powiedziałem jej, że nie kontakt koleżeński nie wchodzi w grę, bo ona za dużo dla mnie znaczy. Odpisała mi, że ma tak samo. Czyli my oboje wiemy, że albo próba powrotu do siebie albo totalne ucięcie kontaktu.

Melanie93 napisał/a:

Ogólnie rzecz biorąc związek na odległość jest trudny i nie dla wszystkich.
Sama z partnerem żyłam tak przez dwa lata, bo on w Norwegii a ja w Polsce, dopiero teraz w końcu razem jesteśmy na stałe.
Wiem jakie to potrafi być ciężkie, tylko że my rozmawialiśmy o przyszłości, o nas.
Ty i ona żyliście w zawieszeniu w dwóch światach, gdzie ty masz pracę, mieszkanie itp. i ona również.
Można powiedzieć, że jej zaczęło brakować tej równowagi i bezpieczeństwa. Dlatego potrzebowała zapewnień, że ją kochasz i że Ci na niej zależy. Ty natomiast przez odległość, nie potrafiłeś jej tego powiedzieć, a czynami... no cóż jak czynami na odległość chciałeś to pokazywać? Nie da się. Ona jak i ty, byliście w małżeństwie, mieliście burzliwe związki, więc nie dziw się jej że się bała, bo mimo mijających miesięcy nic się nie zmieniało w waszym życiu.
Wiem, że ty też jesteś typem bardziej wycofanym i nie potrafisz od tak otworzyć się, bo przeszedłeś też swoje.
Jednak odpowiedz sobie na pytanie... Czy ty ją kochasz? Chcesz z nią być? To co Cię powstrzymuje przed tym, żeby ją odzyskać? Tylko i wyłącznie Ty.
Zastanów się czego chcesz i czy Ci na niej zależy i chcesz o nią zawalczyć. A jak nie to daj spokój kobiecie, i zakończ całkowicie tą znajomość, by mogła przejść do porządku dziennego i znaleźć kogoś innego, niż wracać do tego co było między wami.

Tak, to dla nas obojga była zupełnie nowa sytuacja, nigdy wcześniej nie byliśmy w związkach na odległość. Też rozmawialiśmy o przyszłości, miałem w planach przeprowadzkę, ale z czasem plan po prostu zawisł, bo pojawiały się te napięcia między nami. Oboje trochę pobłądziliśmy. Te "czyny" to mam na myśli choćby sam fakt, że pokonywałem do niej raz w tygodniu 600 km w obie strony. To, że gdy byłem u niej miała ode mnie po prostu wsparcie, czułość, zainteresowanie, pomoc w codziennych sprawach. Problem pojawiał się między spotkaniami, gdy wracałem do siebie. Tutaj się rozmijaliśmy. Ona ma bardzo dużą potrzebę kontaktu, zapewnień o uczuciach. A ja potrzebuję trochę przestrzeni dla siebie. Teraz to dopiero jasno dostrzegam. Wiem, że dałoby się to przegadać, naprawić. Byłbym gotów w ciągu paru miesięcy przeprowadzić się do jej miasta. No ale teraz to już nic nie mogę zrobić. Oczywiście, że ją kocham i nadal mi zależy, ale w jaki sposób miałbym o nią teraz "walczyć"? Gdy kończyła związek powiedziałem jej, że nadal mi zależy, że jest dla mnie ważna i chcę spróbować to naprawić. Gdy pisałem do niej ostatnio też jasno sugerowałem, że zrozumiałem swoje błędy. Mimo to ona nie wychodzi z żadną inicjatywą powrotu. Wręcz przeciwnie - na ten moment ona nie chce kontaktu ze mną. Zostawia jakąś tam furtkę na odzew w przyszłości, ale to nie to czego bym oczekiwał. Ważna kwestia - ona jest w dołku psychicznym i wybiera się do psychiatry. Nie chcę jej w takim stanie dokładać jeszcze problemów. Muszę uszanować jej prośbę i po prostu poczekać jak to się dalej rozwinie.

Też miałam faceta, który co weekend był u mnie, a przyjeżdżał z innego miasta. Co prawda jakieś 130-140km, ale jednak, głównie dlatego że on kończył wcześnie prace w piątki, i nie pracował w soboty co mnie się zdarzało, ale sama też czasami do niego jeździłam - choć woleliśmy do mnie, bo ja mieszkałam z przyjaciółką, a on z rodzicami to wiadomo gdzie było nam lepiej.
Co do tego jak zawalczyć, to dla mnie smsy, czy telefony to szkoda na to czasu. Sama chyba bym nie uwierzyła w zapewnienia, gdy tak naprawdę wszystko się rozsypuje. Uwierzyłabym raczej wtedy, kiedy by do mnie przyjechał by się zobaczyć i poważnie pogadać.
Tylko właśnie pytanie, czy na stałe ten kontakt urwaliście, czy tak naprawdę oboje nie wiecie co z tym dalej robić. Bo z tego co widzę ty nie chcesz pisać, bo ona chciałaby teraz mieć spokój, i chcesz to uszanować. Tylko ty się w tym trochę dusisz, bo widać że chciałbyś coś zrobić, naprawić, zmienić, ale czujesz że ona może tego teraz nie chcieć i potrzebuje przestrzeni dla siebie.
Dla mnie to wygląda tak, im dłużej będziecie się nie odzywać, tym lepiej już tego nie wznawiać.
Jeśli chciałbyś naprawdę coś zmienić i pokazać, że chciałbyś to ratować to wtedy jak dla mnie, patrząc z perspektywy kobiety, to bardziej spotkanie w oko w oko, może coś by jeszcze ruszyło.
Po prostu innego wyjścia nie widzę.
Natomiast ty tak naprawdę wiesz jak postąpić, znasz ją i znasz siebie. Przemyśl sobie po prostu za i przeciw.

27

Odp: Historia pewnego związku

No i właśnie wszystko się rozbija o to, że ja nie wiem na czym tak naprawdę stanęło. Bo oficjalnie ona związek zakończyła, ale z jej wiadomości wynika, że zostawia sobie furtkę na kontakt w przyszłości. W ogóle to są bardzo emocjonalne wiadomości, znam ją i wiem, że na pewno pisze szczerze. Napisała mi, że teraz chce się skupić na sobie i że kontakt ze mną rozdrapuje rany. Jeśli ona mi pisze "Dlatego pozwól, że następnym razem to ja się odezwę", no to nie będę się więcej narzucał. Oczywiście rozmowa w cztery oczy jak najbardziej, ale teraz to musiałoby wyjść od niej. Nigdy nie byłem w takim zawieszeniu po rozstaniu.

28

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:
Ela210 napisał/a:

A Ona? też pokonywała te 300 km w jedną stronę chociaż raz w miesiącu? Na czym polegało jej zaangażowanie?

Szczerze mówiąc była u mnie raz tylko. Ona nie ma auta, a podróż pociągiem trwa dobre 7-8 godzin z przesiadkami. Ja u niej byłem po około 5 godzinach. Dlatego logistycznie było lepiej/szybciej gdy to ja przyjeżdżałem do jej miasta.

Dziwne, że tylko raz. Te 2-3 godziny to nie jest aż taka gigantyczna różnica.

_Geronimo_ napisał/a:

No i właśnie wszystko się rozbija o to, że ja nie wiem na czym tak naprawdę stanęło. Bo oficjalnie ona związek zakończyła, ale z jej wiadomości wynika, że zostawia sobie furtkę na kontakt w przyszłości. (...) Nigdy nie byłem w takim zawieszeniu po rozstaniu.

Tak, to jest bolesne. Taka pułapka emocjonalna. Najzdrowiej byłoby po prostu tą furtkę zamknąć, tego rodzaju zawieszenia są wyniszczające i niezdrowe.

Moze pomoze jak spojrzysz na to z boku: gdyby rozdzielały Was jakieś obiektywne niezależne okoliczności (typu: trzeba zaoszczędzić i przeorganizować życie żeby zamieszkać razem, albo: nagła choroba kogoś bliskiego i trzeba się nim zajmować), to można by zrozumieć że np. na nią czekasz aż poukładacie sprawy żeby wreszcie móc być razem bez dalszych przeszkód. Ale tutaj ona z Tobą zrywa pod wpływem rozczarowania albo emocji. Nie było tu jakiejś konstruktywnej próby bycia razem na dobre i złe, tylko zerwanie. Z zerwaniem nie bardzo masz co zrobić, no bo przecież jej nie zmusisz żeby z Tobą była (i nieszczególnie warto). Więc najwyraźniej nie chciała (albo jej emocje nie chciały za nią) być z Tobą. Jeśli ona się rozmyśli i zdecyduje, że jednak chce być z Tobą dalej (co nie jest pewne, myślę że wątpliwe) to i tak nie będzie taka sama relacja co wcześniej, no bo już raz zerwała. I równie dobrze może się skończyć na spirali zerwań, powrotów i ogólnie dzikich jazd, które nie są ani zdrowe ani potrzebne. A nawet jeśli nie, to niesmak i niepewność na jakimś poziomie pozostają. Rozumiem że moze Ci jej być szkoda, bo się przywiązałeś i szkoda że jej smutno, ale technicznie to wszystko ma "na własne życzenie". Ostatecznie jest dorosła, teoretycznie powinna być zdolna do świadomych decyzji i żyć z ich konsekwencjami.

W skrócie: w związkach potrzebne jest zaangażowanie i jak najwyraźniej nie ma go z jej strony, to nie wyczarujesz.

Świat byłby ogólnie lepszym miejscem, gdyby ludzie byli nieco bardziej odpowiedzialni i nie zostawiali tych nieszczęsnych niedomówień. I nie pozwalali emocjom myśleć za siebie, bo to rzadko daje dobre rezultaty. Znam parę smutnych przykładów.

29 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2026-06-01 01:18:03)

Odp: Historia pewnego związku

300 km pociągiem 8 godzin???
Sorry większą odległość pokonuję w połowę tego czasu pociagiem
W związku na odległość jeździ się do siebie nawzajem,  a nie tylko 1 osobą, chce się poznać swoje życie.
Nierównowaga się mści.
Mogło to też wyglądać tak, że tylko przyjeżdżasz do niej i korzystasz z miłego czasu, a nie dopuszczasz jej do swojego zycia. To nie działa.
Ja jestem w takim zwiazku na 2 miasta, ze wskazaniem na jego miasto. I nikt nie czuję się gościem już u drugiego,  raczej współgospodarzem. A dzieli nas 350 km.
Nieraz bywało że gdy mieliśmy dla siebie mało  czasu to  spotykaliśmy się w połowie drogi, hy razem jechać potem do któregoś domu, by te parę godzin więcej spędzić.
A gdybym chciała z nim zerwać, to nie proponowałabym żadnych dziwnych układów typu; zrywam, nie zrywam.bo to manipulacje.

30

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Bo oficjalnie ona związek zakończyła, ale z jej wiadomości wynika, że zostawia sobie furtkę na kontakt w przyszłości.

To się nazywa trzymanie na orbicie. Ona sobie zostawia furtkę jakby nie wyszło jej z kimś innym.


Napisała mi, że teraz chce się skupić na sobie

Klasyk.



Nie trać chłopie czasu.

31

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

W ogóle to są bardzo emocjonalne wiadomości, znam ją i wiem, że na pewno pisze szczerze.

Idealizujesz ją niemal w każdym obrazie jaki tutaj nakreśliłeś - zakochana, szczera, skrzywdzona, ofiara, itd. Idealizujesz również samego siebie "jestem totalnym przeciwieństwem jej byłego faceta i znalazła to czego nie miała z nim - czyli spokój, bezpieczeństwo i brak dram". Tutaj nie ma niczego wyjątkowego i anomalnego. Typowe zachowanie manipulatorki, a Ty robisz wszystko by tego nie widzieć. Aaa i tak przy okazji - niektóre kobiety uwielbiają dramy bo seks przy tym jest o wiele lepszy. Więc to że nie było u was dram wcale, ale to wcale cię nie ratuje, a może być i wręcz przeciwnie. Serio, niektóre kobiety "spokój" może zanudzić dosyć wystarczająco.

Ona bardzo dobrze wie, że jeżeli zadzwoni, napisze, to ty do niej polecisz. Sytuacja taka jest niezdrowa, a mimo to czekasz na znak, sygnał od niej. Jak to świadczy o tobie ? Co to w ogóle znaczy, że „ona nie zamknęła relacji” ? W czym problem ? Sam ją zamknij. Ale nie potrafisz i ona to w tobie wyczuła dawno temu. Ona cię szybciej przejrzała aniżeli ty ją. Pomimo różnicy wieku to ona emocjonalnie tam przeważa, a to bardzo słabo o tobie świadczy.

32

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Cześć. Rzadko udzielam się w takich miejscach, ale potrzebuję, żeby ktoś z zewnątrz spojrzał na to chłodnym okiem. Poznaliśmy się przez internet w sierpniu zeszłego roku. Jesteśmy dojrzałymi ludźmi, ja po 40tce, ona po 30tce, jest między nami 10 lat różnicy. Oboje mamy za sobą nieudane małżeństwa i jakieś tam traumy z poprzednich związków. Spotykaliśmy się około 9 miesięcy i był to związek na odległość, ale z planami mojej przeprowadzki. Dzieliło nas 300 km, jeździłem do niej średnio raz w tygodniu. Poza tym codzienny kontakt - wiadomości, telefony, kamerki. Mimo odległości ta znajomość była intensywna i zżyliśmy się mocno ze sobą. Ona bardzo szybko się zakochała. Po miesiącu wyznała mi miłość, na co przyznam nie byłem chyba wtedy gotowy. Jestem spokojnym, ostrożnym facetem, wolno otwieram się na uczucia, dlatego wtedy te jej wyznania traktowałem ostrożnie. Pokazywałem jej swoje uczucia bardziej czynami niż słowami. Przez pierwsze 5 miesięcy to ona była bardziej zaangażowana, ja bardziej wycofany. Po czasie odkryliśmy, że mamy inne tzw. style przywiązania - ona lękowy, ja raczej unikający. I to zaczęło z czasem powodować problemy. O ile jeszcze gdy bywałem u niej wszystko było super, to zmieniało się po moich wyjazdach. Ja mam u siebie pracę, swoje obowiązki, potrzebuję też trochę przestrzeni na własne zainteresowania. Ona z kolei potrzebuje ciągłego kontaktu, zwierzania się ze wszystkich problemów, no i tego ciągłego zapewniania o uczuciach. Przez to, że jej tego wystarczająco nie okazywałem (słowami) i też przez tą moją potrzebę przestrzeni, ona z czasem zaczęła się emocjonalnie wycofywać. Ja gdy to zauważyłem też zacząłem się dystansować, bo myślałem, że jej nie zależy. Przez co powstało takie błędne koło. Było z tego powodu trochę napięć. Mimo, że jeździłem do niej co parę dni dało się wyczuć, że pod koniec te spotkania wyglądały inaczej. Ona się przede wszystkim zblokowała na fizyczność. Rozmawialiśmy o tym, ona mi nie raz wyrzucała wprost co jej przeszkadza (moje unikanie problemów, "zamiatanie pod dywan" itp.). Starałem się to zmienić, ale po czasie schemat się powtarzał. W międzyczasie ona miała problemy w pracy i w rodzinie, wpadła w dołek psychiczny, chodziła do psychologa. I to też pewnie miało jakiś wpływ na jej ostateczną decyzję.

Równo 3 tygodnie temu postanowiła zakończyć ten związek. Najpierw wylała na mnie ściany tekstu, potem zadzwoniła i stwierdziła, że ja się nie zmienię, że jej nie rozumiem, że czuje się dla mnie zbędna, że mamy inne potrzeby emocjonalne i się nie dogadamy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dla niej tak to mogło wyglądać. Że "czyny" to nie wszystko i po prostu moje dystansowanie się powodowało, że jest nieszczęśliwa. Jeszcze tego samego dnia jak to zakończyła napisała mi, że jestem dla niej pokrewną duszą i jeśli miałbym ochotę, to możemy spróbować utrzymać kontakt. Napisałem jej, że byłoby to dla mnie bardzo trudne, bo jest dla mnie bardzo ważna i nie wyobrażam sobie koleżeńskiej znajomości. Sama przyznała, że ma tak samo. Po tym zamilkłem na kilka dni. Po tych paru dniach napisałem do niej, wymieniliśmy parę luźnych wiadomości i napisała, że jest w rozsypce, że nie umie sobie z tym wszystkim poradzić i potrzebuje się ode mnie odciąć na jakiś czas, bo kontakt ze mną ją rani. Napisała tylko, że ja dojdzie do siebie, to się odezwie. Przyznam, że po tym wpadłem w straszny dołek, zacząłem to sobie wszystko analizować, byłem nawet u psycholog, która mi wyjaśniła jak działa ten schemat lękowo-unikowy w związkach. No cóż, potrzebowałem kopa, żeby się obudzić i przejrzeć na oczy. Po około 2 tygodniach od jej ostatniej wiadomości postanowiłem się do niej znowu odezwać, bo już nie mogłem znieść tego zawieszenia. No i ponownie napisała, że jest jej bardzo ciężko, że mocno to nadal przeżywa i zapisała się nawet do psychiatry, bo nie ma na nic ochoty. Napisała też zdanie, które mnie bardzo zabolało: "Nie wiem jak się w tym odnaleźć, bo nigdy nie rozstawałam się tak "kulturalnie", co jest równie trudne jak w awanturach. Bo z jednej strony szanuję kogoś i cenię go, jest to ktoś z kim nadal mogłabym utrzymywać kontakt, a z drugiej strony muszę się pogodzić, że nic więcej nie będzie, dlatego to tak boli". Potem dodała, że każdy sygnał ode mnie sprawia, że nie może się pozbierać, dlatego "pozwól, że następnym razem to ja się odezwę". Odpisałem, że mi również jest ciężko, że dużo zrozumiałem, że mógłbym jej teraz dużo pisać, ale się powstrzymam. Odpisała tylko "ja też się bardzo powstrzymuję". I na tym nasz kontakt się póki co zakończył.

To było przedwczoraj. Od rozstania jest 3 tygodnie, od ostatniego spotkania prawie 5 tygodni. Jestem totalnie rozbity. Z jednej strony ona zakończyła ten związek, z drugiej pisze, że się do mnie odezwie. Nie wiem jak to wszystko traktować, czy nastawiać się jeszcze na cokolwiek? Jedno jest pewne - muszę uszanować jej prośbę i nie będę już się odzywał. Chyba po prostu trzeba z tym przejść do porządku dziennego i spróbować się wyleczyć, chociaż będzie cholernie trudno. Najbardziej boli to, że nasz związek nie był toksyczny, w ogóle się nie kłóciliśmy, mieliśmy podobne zainteresowania, wyznajemy te same wartości. Do samego końca była między nami "chemia" tylko, że przykryta trochę tymi napięciami. Dla mnie to wygląda tak, że oboje do końca kochaliśmy, tylko nie umieliśmy sobie tego okazywać, zblokowaliśmy się w tym wszystkim nawzajem, a odległość jeszcze to tylko potęgowała. Poradźcie proszę, czy taka relacja, która (tak myślę) rozpada się nie z braku uczuć, tylko z problemów w komunikacji miałaby szanse jeszcze się kiedyś odbudować? Ciekaw jestem czy są tu kobiety, które rozstały się z partnerem, a później mimo wszystko żałowały decyzji i wróciły. Oczywiście wiem, że gdybyśmy znowu weszli w te same schematy, to taki powrót i tak by się nie udał na dłuższą metę. No ale ja ze swojej strony już wiem co robić, żeby to się nie powtórzyło. Tylko do z tego, jeśli ona już w to nie wierzy...

napisz do mnie: postawtarota.dlasiebie@gmail.com smile

33

Odp: Historia pewnego związku
Gosiawie napisał/a:

napisz do mnie: postawtarota.dlasiebie@gmail.com smile

Gośka, po ile akcje CD Projekt na koniec roku ? Wchodzić w kontrakty, trzymać akcje czy co robić ? Jak ustawisz tego tarota jak trza to oboje na tym zarobimy, tylko pisz jak będzie.

34

Odp: Historia pewnego związku

Ona może mieć poważne problemy psychiczne i będzie żyła na takiej huśtawce całe życie. Ona nie mówi ci prawdy, nie jesteś też w stanie w niczym jej pomóc.
W tym okresie co byliście razem mogła mieć remisję, nie wiem, tak po prostu gdybam.
Mogła bać się ewentualnej twojej przeprowadzki, co innego jak się mieszka razem, a co innego taka relacja na odległość, co może wydawać się nawet bajką.
W każdym razie powinieneś zamknąć ten okres swojego życia i nigdy do niego nie wracać.
Skorzystaj z pomocy psychologicznej jak sobie nie radzisz, bo w takim zawieszeniu niszczysz sobie psychikę i za chwilę ty będziesz musiał się leczyć psychiatrycznie.

35

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Cześć. Rzadko udzielam się w takich miejscach, ale potrzebuję, żeby ktoś z zewnątrz spojrzał na to chłodnym okiem. Poznaliśmy się przez internet w sierpniu zeszłego roku. Jesteśmy dojrzałymi ludźmi, ja po 40tce, ona po 30tce, jest między nami 10 lat różnicy. Oboje mamy za sobą nieudane małżeństwa i jakieś tam traumy z poprzednich związków. Spotykaliśmy się około 9 miesięcy i był to związek na odległość, ale z planami mojej przeprowadzki. Dzieliło nas 300 km, jeździłem do niej średnio raz w tygodniu. Poza tym codzienny kontakt - wiadomości, telefony, kamerki. Mimo odległości ta znajomość była intensywna i zżyliśmy się mocno ze sobą. Ona bardzo szybko się zakochała. Po miesiącu wyznała mi miłość, na co przyznam nie byłem chyba wtedy gotowy. Jestem spokojnym, ostrożnym facetem, wolno otwieram się na uczucia, dlatego wtedy te jej wyznania traktowałem ostrożnie. Pokazywałem jej swoje uczucia bardziej czynami niż słowami. Przez pierwsze 5 miesięcy to ona była bardziej zaangażowana, ja bardziej wycofany. Po czasie odkryliśmy, że mamy inne tzw. style przywiązania - ona lękowy, ja raczej unikający. I to zaczęło z czasem powodować problemy. O ile jeszcze gdy bywałem u niej wszystko było super, to zmieniało się po moich wyjazdach. Ja mam u siebie pracę, swoje obowiązki, potrzebuję też trochę przestrzeni na własne zainteresowania. Ona z kolei potrzebuje ciągłego kontaktu, zwierzania się ze wszystkich problemów, no i tego ciągłego zapewniania o uczuciach. Przez to, że jej tego wystarczająco nie okazywałem (słowami) i też przez tą moją potrzebę przestrzeni, ona z czasem zaczęła się emocjonalnie wycofywać. Ja gdy to zauważyłem też zacząłem się dystansować, bo myślałem, że jej nie zależy. Przez co powstało takie błędne koło. Było z tego powodu trochę napięć. Mimo, że jeździłem do niej co parę dni dało się wyczuć, że pod koniec te spotkania wyglądały inaczej. Ona się przede wszystkim zblokowała na fizyczność. Rozmawialiśmy o tym, ona mi nie raz wyrzucała wprost co jej przeszkadza (moje unikanie problemów, "zamiatanie pod dywan" itp.). Starałem się to zmienić, ale po czasie schemat się powtarzał. W międzyczasie ona miała problemy w pracy i w rodzinie, wpadła w dołek psychiczny, chodziła do psychologa. I to też pewnie miało jakiś wpływ na jej ostateczną decyzję.

Co poruchałeś to twoje.
A teraz szukaj bardziej zaangażowanej.

36

Odp: Historia pewnego związku
Dżaro2026 napisał/a:
Gosiawie napisał/a:

napisz do mnie: postawtarota.dlasiebie@gmail.com smile

Gośka, po ile akcje CD Projekt na koniec roku ? Wchodzić w kontrakty, trzymać akcje czy co robić ? Jak ustawisz tego tarota jak trza to oboje na tym zarobimy, tylko pisz jak będzie.

masz adres maila to pisz, dogadamy sie big_smile

37

Odp: Historia pewnego związku
Gosiawie napisał/a:

masz adres maila to pisz, dogadamy sie big_smile

Gośka, przecież to tak nie działa, ani na giełdzie ani w życiu. Powinnaś jakiś pakiet wstępny dać czy cuś - zachęcić mnie tak bym poszedł w to dalej. Na giełdzie już wielu rzeczy próbowałem, ale tarota jeszcze nie. Jak ktoś nie ma szczęścia w miłości to podobnież ma szczęście w kartach. Rzuć no jakąś wróżbą.

38

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

No i właśnie wszystko się rozbija o to, że ja nie wiem na czym tak naprawdę stanęło. Bo oficjalnie ona związek zakończyła, ale z jej wiadomości wynika, że zostawia sobie furtkę na kontakt w przyszłości. W ogóle to są bardzo emocjonalne wiadomości, znam ją i wiem, że na pewno pisze szczerze. Napisała mi, że teraz chce się skupić na sobie i że kontakt ze mną rozdrapuje rany. Jeśli ona mi pisze "Dlatego pozwól, że następnym razem to ja się odezwę", no to nie będę się więcej narzucał. Oczywiście rozmowa w cztery oczy jak najbardziej, ale teraz to musiałoby wyjść od niej. Nigdy nie byłem w takim zawieszeniu po rozstaniu.

Oj to jak tak napisała, to dobrze że to szanujesz. To faktycznie nic bym nie robiła. Zresztą też na twoim miejscu, przestałabym już się tym tak przejmować i rozmyślać. Jeśli ona ma się odezwać, bo o to Cię poprosiła, to równie dobrze może to nigdy nie nastąpić. Zacznij próbować o niej zapominać, bo inaczej rozmyślając i czekając, tylko niepotrzebnie będziesz się zadręczał. Już miesiąc się nie odzywacie tak? To dla siebie przede wszystkim, zacznij żyć z myślą, że już jej nie będzie i warto myśleć o sobie, by się z tego podnieść.

39 Ostatnio edytowany przez _Geronimo_ (2026-06-16 11:58:37)

Odp: Historia pewnego związku

Odświeżę wątek. Od jej ostatniej wiadomości milczałem, chciałem dać jej czas jak prosiła. Odezwała się do mnie sama po 3 tygodniach. Zapytała co u mnie słychać, że jest na terapii, że było jej ciężko, ale dochodzi do siebie. Napisała, że nie chciała tak nagle przepaść i że to było dla niej trudne. No i że zostawiłem u niej kilka swoich rzeczy i może mi to odesłać do paczkomatu. Chwilę luźno popisaliśmy i stanęło na tym, że ma mi wysłać paczkę.

Przyznam, że po tym znowu się zastanawiam o co chodzi. Czy te rzeczy to mógł być tylko pretekst do kontaktu? Tak naprawdę to są jakieś drobiazgi, których się mogła po prostu pozbyć, nie pisać mi o tym i nie kontaktować się. Nie wiem jak do tego podchodzić. Ona wie, że koleżeński kontakt mnie nie interesuje, no ale też nie wypada mi nagle po takim czasie bez kontaktu wchodzić na tematy związku. Już sam nie wiem co robić. Chyba za parę dni się do niej odezwę i zobaczę czy odpisze i czy rozmowa będzie się kleić.

40 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-06-16 13:46:39)

Odp: Historia pewnego związku

Widzę, że nie odpuszczasz, a ona jasno daje do zrozumienia, że już nie chce być z tobą.
Napisała wyraźnie, że nie chciała tak nagle zrywać, więc robi to stopniowo. Bo ma poczucie winy, dlatego się odezwała, może myśli, że będzie ci łatwiej…
Szanuj jej decyzję i siebie i nie błagaj o miłość, bo z jej strony jej nie ma i nie będzie, choć to też gdybanie, bo może choruje na jakąś chorobę psychiczną i doszła do wniosku, że nie chce ciebie w to wciągać.

41

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Odświeżę wątek. Od jej ostatniej wiadomości milczałem, chciałem dać jej czas jak prosiła. Odezwała się do mnie sama po 3 tygodniach. Zapytała co u mnie słychać, że jest na terapii, że było jej ciężko, ale dochodzi do siebie. Napisała, że nie chciała tak nagle przepaść i że to było dla niej trudne. No i że zostawiłem u niej kilka swoich rzeczy i może mi to odesłać do paczkomatu. Chwilę luźno popisaliśmy i stanęło na tym, że ma mi wysłać paczkę.

Przyznam, że po tym znowu się zastanawiam o co chodzi. Czy te rzeczy to mógł być tylko pretekst do kontaktu? Tak naprawdę to są jakieś drobiazgi, których się mogła po prostu pozbyć, nie pisać mi o tym i nie kontaktować się. Nie wiem jak do tego podchodzić. Ona wie, że koleżeński kontakt mnie nie interesuje, no ale też nie wypada mi nagle po takim czasie bez kontaktu wchodzić na tematy związku. Już sam nie wiem co robić. Chyba za parę dni się do niej odezwę i zobaczę czy odpisze i czy rozmowa będzie się kleić.

Daj sobie spokój. Jak dziewczyna nie chce to nie chce. Możesz z uprzejmości zapytać czy czegos od Ciebie potrzebuje ale odpuść. Zwiazek w którym kogos masz namawiać do checi bycia w nim jest bez sensu. Napiszcie do siebie szczerze i zamknijcie ten rozdział w zgodzie.

42

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Od jej ostatniej wiadomości milczałem. Odezwała się do mnie sama po 3 tygodniach. No i że zostawiłem u niej kilka swoich rzeczy i może mi to odesłać do paczkomatu.

Przyznam, że po tym znowu się zastanawiam o co chodzi. Czy te rzeczy to mógł być tylko pretekst do kontaktu? Już sam nie wiem co robić. Chyba za parę dni się do niej odezwę i zobaczę czy odpisze i czy rozmowa będzie się kleić.

Jeżeli chcesz do niej wrócić to w ogóle nic do niej nie pisz, ani nie dzwoń. Ona sama to zrobi. Powrót do tej manipulatorki to duży błąd, ale sam tego chcesz mimo licznych czerwonych flag. Ja miałem podobną sytuację, że na raty wysyłała pocztą skarpertki, koszule i co tam jeszcze. Zawsze miała pretekst. Powód był oczywisty. Ona to robi tylko i wyłącznie po to, że to jest niezamknięty rozdział i chce byś o niej myślał co właśnie teraz robisz.

Napisałem ostatnim razem że: "niektóre kobiety uwielbiają dramy bo seks przy tym jest o wiele lepszy. Więc to że nie było u was dram wcale, ale to wcale cię nie ratuje, a może być i wręcz przeciwnie. Ona bardzo dobrze wie, że jeżeli zadzwoni, napisze, to ty do niej polecisz."

I to jest dokładny ten egzemplarz kobiety, która potrzebuje emocji bo związki na spokojnie ją nudzą. Czy ona płacze po długim i intensywnym seksie, tuli się, itd. ?

43

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Odświeżę wątek. Od jej ostatniej wiadomości milczałem, chciałem dać jej czas jak prosiła. Odezwała się do mnie sama po 3 tygodniach. Zapytała co u mnie słychać, że jest na terapii, że
...
wiem co robić. Chyba za parę dni się do niej odezwę i zobaczę czy odpisze i czy rozmowa będzie się kleić.

Facet, ty jesteś już jej przeszłością. Właśnie pozbyła się ostatnich szpargałów po tobie. Odsyła, a nie wyrzuca, żeby wszystko było przyzwoicie.
Ty już tej kobiety "nie trzymasz w zębach". Nie bądź jak pies ogrodnika. Będziesz ją zaczepiał, ale ona już jest gdzie indziej. W trakcie terapii po nieudanym związku nie będzie cofać się aby mieć to od czego chce uciec.

Dla własnego świętego spokoju zamknij ten etap i zajmij się przyszłością. Na początek na terapię na próbę, może byłaby przydatna ? może ci się spodoba ? Ja wiem, jesteś już naprawiony i wszystko zrozumiałeś, tak uważasz. Ale może to kit, który w kółko sobie wciskasz ?

44

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Przyznam, że po tym znowu się zastanawiam o co chodzi. Czy te rzeczy to mógł być tylko pretekst do kontaktu? Tak naprawdę to są jakieś drobiazgi, których się mogła po prostu pozbyć, nie pisać mi o tym i nie kontaktować się. Nie wiem jak do tego podchodzić. Ona wie, że koleżeński kontakt mnie nie interesuje, no ale też nie wypada mi nagle po takim czasie bez kontaktu wchodzić na tematy związku. Już sam nie wiem co robić. Chyba za parę dni się do niej odezwę i zobaczę czy odpisze i czy rozmowa będzie się kleić.

Odwrotnie - te drobiazgi co to ma Ci je wysłać to raczej znak, że chce zakończyć relację i jest zdecydowana.
Gdyby chciała mieć pretekst do kontaktu to by je u siebie zachowała, żeby móc kiedyś tam ewentualnie do Ciebie napisać pod pretekstem, że się jej Twoje rzeczy po domu walają i "może wpadniesz je odebrać".
Wersja Dżaro też możliwa, niestety.
W obu przypadkach chyba lepiej dla Ciebie zamknąć ten rozdział życia.

45 Ostatnio edytowany przez _Geronimo_ (2026-06-16 14:08:47)

Odp: Historia pewnego związku

Ona na pewno nie jest żadną manipulatorką. Oczywiście zakładam, że może chciała po prostu kulturalnie odezwać się po czasie, ale i tak jest to dla mnie trochę dziwne. Kobieta, która chce definitywnie wszystko pozamykać raczej robi to stanowczo. Nie rozpisuje się, nie pisze o sobie, nie interesuje się byłym facetem. Mogła to równie dobrze pozamykać 3 tygodnie temu, a mimo to odezwała się. Dlatego mnie to zastanawia.

46

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Ona na pewno nie jest żadną manipulatorką. Oczywiście zakładam, że może chciała po prostu kulturalnie odezwać się po czasie, ale i tak jest to dla mnie trochę dziwne. Kobieta, która chce definitywnie wszystko pozamykać raczej robi to stanowczo. Nie rozpisuje się, nie pisze o sobie, nie interesuje się byłym facetem. Mogła to równie dobrze pozamykać 3 tygodnie temu, a mimo to odezwała się. Dlatego mnie to zastanawia.

Nie ma reguły, więc nie możesz mówić, że kobieta zrywa stanowczo, raczej to jest domena facetów.

47

Odp: Historia pewnego związku

Mam na myśli, że jak kończysz związek, to raczej szybko odcinasz się od byłego partnera. Tak przynajmniej było w moich poprzednich związkach. A tutaj było tak, że ona już w dniu rozstania pisała mi, że chciałaby utrzymać nasz kontakt. Potem wysyłała mi emocjonalne wiadomości, że jej ciężko, że nie może się pozbierać. Poprosiła o brak kontaktu i zapowiedziała że się sama odezwie jak trochę dojdzie do siebie. Nie musiała tego robić. Mimo to napisała znowu emocjonalnie. Po prostu mam wrażenie, że ten zwrot rzeczy mógł być pretekstem do kontaktu.

48 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-06-16 16:21:51)

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Mam na myśli, że jak kończysz związek, to raczej szybko odcinasz się od byłego partnera. Tak przynajmniej było w moich poprzednich związkach. A tutaj było tak, że ona już w dniu rozstania pisała mi, że chciałaby utrzymać nasz kontakt. Potem wysyłała mi emocjonalne wiadomości, że jej ciężko, że nie może się pozbierać. Poprosiła o brak kontaktu i zapowiedziała że się sama odezwie jak trochę dojdzie do siebie. Nie musiała tego robić. Mimo to napisała znowu emocjonalnie. Po prostu mam wrażenie, że ten zwrot rzeczy mógł być pretekstem do kontaktu.

To tylko wrażenie. Widzisz to, co chcesz wiedzieć. To, że miałeś akurat takie przypadki z kobietami, nie znaczy, że tak jest zawsze.
Może ona chce zachować kontakty koleżeńskie, co ty właśnie powinieneś stanowczo przeciąć.

49 Ostatnio edytowany przez _Geronimo_ (2026-06-16 15:41:35)

Odp: Historia pewnego związku

No właśnie nie wiem, bo to jest niejednoznaczne. Jakby zależało jej tylko na oddaniu tych drobiazgów, to napisałaby tylko "Hej, mam Twoje rzeczy, podaj adres, odeślę". Poza tym po rozstaniu oboje uznaliśmy, że kontakt koleżeński nie będzie możliwy. Zobaczę jak to się rozwinie w najbliższych dniach

50 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-06-16 16:29:45)

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

No właśnie nie wiem, bo to jest niejednoznaczne. Jakby zależało jej tylko na oddaniu tych drobiazgów, to napisałaby tylko "Hej, mam Twoje rzeczy, podaj adres, odeślę". Poza tym po rozstaniu oboje uznaliśmy, że kontakt koleżeński nie będzie możliwy. Zobaczę jak to się rozwinie w najbliższych dniach

A dlaczego tak myślisz, skąd możesz wiedzieć co ona by napisała, jakby chciała… czy nie chciała.
Jak można z góry zakładać, co ktoś myśli…ona ci nie mówiła prawdy, praktycznie nie wiesz dlaczego zerwała. Jakby chciała być z tobą to by nie przeszkadzały jej wizyty u psychologa, ze spotykaniem się z tobą.
Za bardzo ją idealizujesz.

51

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Ona na pewno nie jest żadną manipulatorką.

Gdy piszę o niej jak o manipulatorce to mam na myśli, że ona tak działa z automatu. Ja nie twierdzę, że robi to cynicznie, według ściśle obmyślonego planu bo jest wredna. Ktoś lubi patrzeć w chmury, a ktoś inny wybiera zabawy w odejścia i powroty. To wampir emocjonalny. Taka jej natura. Tak trudno przyjąć do wiadomości, że istnieją histeryczki, które żywią się wszelką dramaturgią ?

Ty cały czas wspominasz o tym jak ona się tłumaczy lub co mówi. Przecież to kompletnie nie ma żadnego znaczenia jak kobieta tłumaczy swoje zachowanie. Patrzy się na to co robi, a nie jak to usprawiedliwia. Już choćby sprzecznym sygnałem jest, że jednocześnie chce i nie chce kontaktu. Nikt normalny się tak nie zachowuje. Tutaj chodzi tylko i wyłącznie o to byś o niej myślał, pamiętał i w ogóle by się coś działo. Ba, ja jestem przekonany, że ten model ma wkodowany dryg wielości bodźców zewnętrznych – czyli zapewne ma to samo w stosunku do innych byłych facetów. Z tym, że jak trafiła kosa na kamień to facet po prostu olał ją totalnie. Są kobiety które się karmią atencją – one nie potrafią żyć bez uwagi z zewnątrz. Ona będzie się tobą żywić dalej bo może. Na razie jest na etapie wysyłania skarpetek DHLem.

52

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Odświeżę wątek. Od jej ostatniej wiadomości milczałem, chciałem dać jej czas jak prosiła. Odezwała się do mnie sama po 3 tygodniach. Zapytała co u mnie słychać, że jest na terapii, że było jej ciężko, ale dochodzi do siebie. Napisała, że nie chciała tak nagle przepaść i że to było dla niej trudne. No i że zostawiłem u niej kilka swoich rzeczy i może mi to odesłać do paczkomatu. Chwilę luźno popisaliśmy i stanęło na tym, że ma mi wysłać paczkę.

Napisz do nie, jej "intro" do tych drobiazgów może sugerować, że z chęcią by coś pogadała do ciebie, inaczej po co by pisała że jej ciężko itp.

Odp: Historia pewnego związku

Typowe dla Polaków i Anglosasów kobiety mają z sobą się nie solidaryzować a faceci maja trzymać się razem a one być o was.

54 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-06-19 11:28:02)

Odp: Historia pewnego związku
KSandraK napisał/a:

Że jeśli z moim facetem zerwę, to odejdzie, więc lepiej żebym miała to na myśli. Że nie da sobie wejść na głowę. Bo ja wiem, może to coś w stylu że potrzebuję mieć postawione granice albo coś. W każdym razie było to bardzo uwalniające.

Jedyny istotny fragment tej calej debaty.

Temat dotyczy historii dwoch kobiet z roznymi narzadami plciowymi.
Kobiety sa emocjonalnie rozchwiane. Tutaj nie ma zadnego wyjatku.
Prawdziwy mezczyzna ma w glowie spokoj i jesli decyduje sie na zwiazek z kobieta to musi potrafic zbudowac ramy, dzieki ktorym w mozgu kobiety pojawia sie meski spokoj.
W przeciwnym wypadku w meskim mozgu pojawia sie kobiecy rozpierdol.

Cierpienie mlodego Wertera nie jest dla Ciebie bo Ty juz mlody nie jestes.

55 Ostatnio edytowany przez _Geronimo_ (2026-06-23 14:55:42)

Odp: Historia pewnego związku

W weekend się do niej odezwałem. Odpisała błyskawicznie. Chwilę popisaliśmy, zwyczajna rozmowa co u niej i jak jej minął tydzień. Niby wszystko fajnie, nawet pożartowaliśmy, ale zrobiło się jakoś tak koleżeńsko i do niczego to na razie nie prowadzi. Zresztą ona sama zakończyła tę rozmowę. Nigdy nie bawiłem się w "odzyskiwanie" kobiety i po prostu nie wiem jak dalej postępować. Luźny kontakt mnie nie interesuje, a uderzanie ciężkimi działami typu "wróćmy do siebie" też nie ma sensu. Pora teraz chyba na jej inicjatywę. Rzeczy, które u niej zostawiłem nie odesłała póki co, a minął już ponad tydzień od tamtej rozmowy.

56

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

W weekend się do niej odezwałem. Odpisała błyskawicznie. Chwilę popisaliśmy, zwyczajna rozmowa co u niej i jak jej minął tydzień. Niby wszystko fajnie, nawet pożartowaliśmy, ale zrobiło się jakoś tak koleżeńsko i do niczego to na razie nie prowadzi. Zresztą ona sama zakończyła tę rozmowę. Nigdy nie bawiłem się w "odzyskiwanie" kobiety i po prostu nie wiem jak dalej postępować. Luźny kontakt mnie nie interesuje, a uderzanie ciężkimi działami typu "wróćmy do siebie" też nie ma sensu. Pora teraz chyba na jej inicjatywę. Rzeczy, które u niej zostawiłem nie odesłała póki co, a minął już ponad tydzień od tamtej rozmowy.

Nie wiesz, bo brakuje ci decyzyjności co też nie zalicza się do zalet.
Jeśli koleżeństwo cię nie interesuje to nie pisz i zamknij w końcu ten rozdział.
Ty podejmij inicjatywę w swojej głowie i nie baw się z nią w kotka i myszkę.
Choć nie ma czego kończyć co już zostało zakończone.

57 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-06-23 15:25:56)

Odp: Historia pewnego związku

Jeszcze dodaj storke na insta i przeanalizuj czy zobaczyla, polubila, ile czasu minelo od polubienia do obiadokolacji.
I najwazniejsze... nic nie rob bo to jej tura xD

Ile Ty masz lat? xD
Bo Ty nie chcesz niczego budowac - dla Ciebie to tylko fantazja erotyczna.

58 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2026-06-24 23:21:25)

Odp: Historia pewnego związku
JohnyBravo777 napisał/a:
KSandraK napisał/a:

Że jeśli z moim facetem zerwę, to odejdzie, więc lepiej żebym miała to na myśli. Że nie da sobie wejść na głowę. Bo ja wiem, może to coś w stylu że potrzebuję mieć postawione granice albo coś. W każdym razie było to bardzo uwalniające.

Jedyny istotny fragment tej calej debaty.

Temat dotyczy historii dwoch kobiet z roznymi narzadami plciowymi.
Kobiety sa emocjonalnie rozchwiane. Tutaj nie ma zadnego wyjatku.
Prawdziwy mezczyzna ma w glowie spokoj i jesli decyduje sie na zwiazek z kobieta to musi potrafic zbudowac ramy, dzieki ktorym w mozgu kobiety pojawia sie meski spokoj.
W przeciwnym wypadku w meskim mozgu pojawia sie kobiecy rozpierdol.

Cierpienie mlodego Wertera nie jest dla Ciebie bo Ty juz mlody nie jestes.

muszę się zgodzić, dotyczy to wszystkich kobiet niezależnie od wieku. Tu więcej zależy od mężczyzny. nie można się bać kobiety stracić nie stawiając własnych granic. A jak je postawisz i nadal foch to trzeba dać sobie spokój.

59

Odp: Historia pewnego związku
Ela210 napisał/a:

muszę się zgodzić, dotyczy to wszystkich kobiet niezależnie od wieku. Tu więcej zależy od mężczyzny. nie można się bać kobiety stracić nie stawiając własnych granic. A jak je postawisz i nadal foch to trzeba dać sobie spokój.

Nie bardzo. Nie można się kobiety bać stracić, ale można się rozstawać, schodzić, rozstawać, schodzić i tak w kółko, wszystko to lepić seksem aż to przepalenia styków. Miłości być może z tego długiej nie będzie (chociaż kto wie, być może niektórym się udaje taki ogień), ale dzieci będą. Innym razem może być uporządkowany związek, a dzieci nie być. A nawet tam gdzie miłość wygasła to i tak ktoś może uznać, że jednak warto było. Różnie to w życiu jest.

Ale tutaj to temat spalony bo to autor dzwoni i się przypomina że żyje. To tak nie działa. Pani zapewne już znudzona.

Odp: Historia pewnego związku
Dżaro2026 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

muszę się zgodzić, dotyczy to wszystkich kobiet niezależnie od wieku. Tu więcej zależy od mężczyzny. nie można się bać kobiety stracić nie stawiając własnych granic. A jak je postawisz i nadal foch to trzeba dać sobie spokój.

Nie bardzo. Nie można się kobiety bać stracić, ale można się rozstawać, schodzić, rozstawać, schodzić i tak w kółko, wszystko to lepić seksem aż to przepalenia styków. Miłości być może z tego długiej nie będzie (chociaż kto wie, być może niektórym się udaje taki ogień), ale dzieci będą. Innym razem może być uporządkowany związek, a dzieci nie być. A nawet tam gdzie miłość wygasła to i tak ktoś może uznać, że jednak warto było. Różnie to w życiu jest.

Ale tutaj to temat spalony bo to autor dzwoni i się przypomina że żyje. To tak nie działa. Pani zapewne już znudzona.

Tam,gdzie nie ma miłości lepiej,żeby nie było dzieci

61

Odp: Historia pewnego związku

Nie no, miłość była, chociaż faktycznie się zmyła. Ale po ponad dekadzie na pewne rzeczy się inaczej patrzy. Serio, to co z początku może się wydawać chaosem, potrafi dać coś pozytywnego po latach.

62 Ostatnio edytowany przez _Geronimo_ (2026-09-03 22:51:31)

Odp: Historia pewnego związku

Od mojego ostatniego wpisu minęło ponad 2 miesiące. Od tamtej pory trochę się działo między nami. Na początku lipca wznowiliśmy kontakt telefoniczny. Zrobiło się dziwnie - bo zaczęliśmy rozmawiać ze sobą codziennie, ale na początku kompletnie nie poruszaliśmy tego co między nami było. Taka dziwna znajomość - niby nie byliśmy razem, ale kontakt się utrzymał i momentami wyglądał bardzo intensywnie. Ona też w końcu wykazywała inicjatywę. Miałem wrażenie, że to idzie w dobrą stronę, pojawiły się bardziej emocjonalne tematy, powrót do wspomnień itp. Czułem, że zaczyna jej na mnie ponownie zależeć, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Miesiąc temu na fali tych rozmów zaproponowałem jej spotkanie i po tym zaczęło się psuć. Napisała, że to dla niej ciężkie i to nie jest jeszcze dobry moment. Mimo tego nadal mieliśmy kontakt, ale już rzadszy, raz w tygodniu. Ciągle łudziłem się, że coś może z tego wyniknąć. Minął lipiec, potem w połowie w sierpnia zauważyłem, że ona zaczęła się dziwnie dystansować. Na moje wiadomości odpisywała po 1-2 dniach, kiedy wcześniej było to parę minut i były one suche i zdystansowane. W końcu kontakt ucichł na 10 dni. Aż do wczoraj. Napisała mi wiadomość, że musi być wobec mnie szczera, że poznała kogoś, kto jest dla niej bardzo ważny i próbuje stworzyć z nim związek. Przyznam, że spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Coś tam podejrzewałem, ale biorąc pod uwagę te wszystkie nasze rozmowy i wiadomości nie spodziewałem się takiego zakończenia. Pod wpływem emocji napisałem jej kilka emocjonalnych słów, pożegnałem się z nią w ten sposób. Odpisała, że dziękuję i że jeszcze się do tego odniesie jak znajdzie trochę czasu. Ale już na nic więcej nie liczę. W sumie to przekonałem się po raz pierwszy w życiu, że utrzymywanie kontaktu z eks po rozstaniu nie ma sensu. Teraz po tym wszystkim czuję się jakbym przeżywał to rozstanie po raz drugi, tylko ból jest większy niż kilka miesięcy temu.

63

Odp: Historia pewnego związku
_Geronimo_ napisał/a:

Od mojego ostatniego wpisu minęło ponad 2 miesiące. Od tamtej pory trochę się działo między nami. Na początku lipca wznowiliśmy kontakt telefoniczny. Zrobiło się dziwnie - bo zaczęliśmy rozmawiać ze sobą codziennie, ale na początku kompletnie nie poruszaliśmy tego co między nami było. Taka dziwna znajomość - niby nie byliśmy razem, ale kontakt się utrzymał i momentami wyglądał bardzo intensywnie. Ona też w końcu wykazywała inicjatywę. Miałem wrażenie, że to idzie w dobrą stronę, pojawiły się bardziej emocjonalne tematy, powrót do wspomnień itp. Czułem, że zaczyna jej na mnie ponownie zależeć, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Miesiąc temu na fali tych rozmów zaproponowałem jej spotkanie i po tym zaczęło się psuć. Napisała, że to dla niej ciężkie i to nie jest jeszcze dobry moment. Mimo tego nadal mieliśmy kontakt, ale już rzadszy, raz w tygodniu. Ciągle łudziłem się, że coś może z tego wyniknąć. Minął lipiec, potem w połowie w sierpnia zauważyłem, że ona zaczęła się dziwnie dystansować. Na moje wiadomości odpisywała po 1-2 dniach, kiedy wcześniej było to parę minut i były one suche i zdystansowane. W końcu kontakt ucichł na 10 dni. Aż do wczoraj. Napisała mi wiadomość, że musi być wobec mnie szczera, że poznała kogoś, kto jest dla niej bardzo ważny i próbuje stworzyć z nim związek. Przyznam, że spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Coś tam podejrzewałem, ale biorąc pod uwagę te wszystkie nasze rozmowy i wiadomości nie spodziewałem się takiego zakończenia. Pod wpływem emocji napisałem jej kilka emocjonalnych słów, pożegnałem się z nią w ten sposób. Odpisała, że dziękuję i że jeszcze się do tego odniesie jak znajdzie trochę czasu. Ale już na nic więcej nie liczę. W sumie to przekonałem się po raz pierwszy w życiu, że utrzymywanie kontaktu z eks po rozstaniu nie ma sensu. Teraz po tym wszystkim czuję się jakbym przeżywał to rozstanie po raz drugi, tylko ból jest większy niż kilka miesięcy temu.

Ona musiała cię uświadomić, że jesteś beta-orbiterem. Taką zapchaj dziurą na czas posuchy. Najprawdopodobniej dlatego, że zaczęła się bać, że ją niespodziewanie nawiedzisz i zaskoczysz z nowym modelem.
Ciesz się, że tak się stało. Podziękuj grzecznie, że ci powiedziała i zakomunikuj, że zrywasz z nią kontakt.
Jej zachowanie wskazuje, że od samego początku była problematyczna. Jak z nowym modelem jej nie pyknie (a nie pyknie) to znów będzie próbowała odnowić kontakt. Wtedy pozostanie ci tylko stanowcze odcięcie z nadzieją, że nie zastosuje szantażu emocjonalnego.

64 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2026-09-04 10:17:59)

Odp: Historia pewnego związku

Wow smile

Facet miał kobietę która go kochała i była mocno zaangażowana a on ja zlewał i robił wszystko aby storpedować ten związek ...

No i mu się udało ...

Babka zerwała ...

A on zamiast przyjąc to na klatę i w przyszłości takich idiotyzmów nie wyprawiać to zaczął dzwonić i płaszczyć się ...
Dla tej babki od tej pory był zerem. Facetem bez honoru.
A Pani rozmawiała z nim z grzeczności ...

65

Odp: Historia pewnego związku

Nie ma jak to uczyć się na własnych błędach...
Tak jak pisałeś w pierwszym poście, ona w facecie również chce widzieć psiapsiółkę, spowiednika i terapeutę.
Wykorzystała twoją naiwność, jadłeś jej z ręki...musisz definitywnie usunąć wszelkie kontakty, żeby cię nie pokusiła chęć kontaktu jak i jego zablokowanie z jej strony, bo jak jej nie wyjdzie z tym facetem, to może próbować z tobą odnowić kontakt w celach "terapeutycznych", a ty jak zwykle połkniesz haczyk. I tak będzie bawiła się z tobą w kotka i myszkę, aż znajdzie faceta skrojonego na siebie.

Posty [ 1 do 65 z 79 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Historia pewnego związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024