Jack Sparrow napisał/a:BUAHAHAHAA
Misiek, gdyby nie pchały do przodu takich jak ty, to by im wydziały pozamykały.
Super. I ciekawe kto by takim jak np. Orlen pracowników (mam na myśli pracowników posiadających choć zgrubne pojęcie o tym co robią) zapewnił? Nie mówię o mało wiedzących z politycznego nadania tylko o merytorycznie (choć w miarę) przygotowanych, takich do doszkolenia, a nie szkolenia od zera.
Jack Sparrow napisał/a:Nie deprecjonuje. Wiek wydziału nie ma żadnego znaczenia. Jak nie ma odpowiedniej liczby studentów, to wydział leci do reorganizacji lub zamknięcia. Bo uczelnie dostawały pieniądze od ilości studentów. A sam powiedziałeś, że wybrałeś ten, na którym była najmniejsza konkurencja. To, że ktoś tam potem leci do senatu czy sejmu to jest czysta polityka, a nie jakość nauczania. Polskie uczelnie na arenie światowej nie słyną z jakości.
Wydział od dawna jest, jest potrzebny i akurat (w związku z konkretnymi zmianami zachodzącymi na świecie) będzie potrzebny. A uczelnia może nie światowej czołówki, ale na Listę Szanghajską się łapie.
Wydział wybrałem ten który chciałem, po którym miałem perspektywy na pracę, którą chciałem (jeszcze będąc w początkowej fazie liceum) w przyszłości wykonywać. . To, że był na nim konkurs świadectw zamiast egzaminów, było dla mnie jedynie bonusem.
Jack Sparrow napisał/a:Bo były koleżankami twojej siostry czy kogo tam i w ich istnienie średnio ktokolwiek wierzy, bo po latach jazdy po tobie dopiero teraz o nich wspomniałeś. Wcześniej utrzymywałeś, że nic w tej kategorii się nie działo bo byłeś zbyt wycofany, introwertyczny i niepewny siebie. I dopiero na studiach coś drgnęło. Biorąc pod uwagę, że średni wiek rozpoczęcia współżycia to ~17 lat, to wciąż nie jest to nic, czym można by się jakoś szczególnie przechwalać.
Zadziwiająca jest twoja determinacja w próbie deprecjonowania czy wymazywania (w formie uznawania za fantazje czy marzenia) jakichkolwiek pozytywnych zdarzeń z mojego życia. Wnioskując po tym musiz mieć naprawdę ciężki uraz psychiczny.
Jack Sparrow napisał/a:Tak mieszam okresy, że kawałek dalej piszesz "no faktycznie żyło się chudo".
JA zarabiałem dobrze (przez kilka lat, ale tak było), ale moja żona zarabiała chujowo więc fajerwerków nie było, ale było (jak napisałem) ok (a nie, że chudo; jak zwykle manipulujesz). Celowo też starasz się nie pamiętać, że wtedy dysproporcja między minimalną i średnią krajową była większa niż dziś. Założmy, że wtedy łacznie mieliśmy na naszą trójkę 2,3 ŚK, połączoną z możliwością wspólnego opodatkowania i pewnymi odliczeniami, których dziś już nie ma. Czy to naprawdę tak chudo na trzyosobową rodzinę bez kredytu, która nie mieszka w Warszawie? Nie ma fajerwerków, ale i nie ma tragedii. Na pewno lepiej by było gdyby jej zarobki z 2018-19 dodały się do moich z tamtego okresu, ale niestety: pech chciał, że były to nakładające się na siebie dwie sinusoidy, a jej dodatkowo zabrakło przyzwoitości by pamiętać na kim głównie spoczywał ciężar utrzymania gdy ona sobie robiła doktorat będąc najpierw na stypendium doktoranckim, a potem przez kilka lat na słabej pensyjce referenta.
Jack Sparrow napisał/a:Którego w Polsce w zasadzie nie doświadczyliśmy. Ty tak cały czas podkreślałeś ile to MIAŁEŚ, a jak przychodzi co do czego to się okazuje, że gówno miałeś. Ja już miałem więcej, choć uważam, że było biednie jak byłem dzieckiem.
Co ty wiesz o tym kryzysie? Były zwolnienia grupowe, kryzys mocno wpłynął na inwestycje.
A co do zarobków, to już startując do tej pracy wiedziałem ile mogę mieć (na samym początku zakładałem, że dojdę z czasem do jakichś 2 ŚK) i w tym dobrym okresie byłem bardzo blisko. Nigdy nie miałem takiej myśli, że do życia niezbędne mi są miliony.
Jack Sparrow napisał/a:Ze 2-3 lata temu pisałeś o zarobkach rzędu 4-4,5 tysia. Sorry - jako sprzedawca zarabiałem więcej.
Po pierwsze: 5 lat temu i trochę podkolorowałem: wychodzi za 2020 (czyli rok wstecz w stosunku do daty mojego pierwszego posta umieszczonego tutaj) średnio 4,6k netto. Przy czym to już było po stopniowym zjeździe finansowym, a przed podwyżkami. Za bardzo pozwoliłem im wejść na głowę wcześniej i za późno zareagowałem, więc te 2,5k netto jakie dostałem stopniowo (licząc od początku 2023) nie zrobiło wielkiego efektu. Natomiast (wracając do twojego rażącego błędu dotyczącego wyliczeń zarobków) moje obecne zarobki spokojnie mieszczą się w średniej dla inżynierów.
Jack Sparrow napisał/a:I ten tępak wykładał na uczelni, miał firmę i jeździł BWM M5.
I kto tu ma Jacusiu problemy z czytaniem ze zrozumieniem?
OJCZYM tego tępaka wykładał na tej najsłabszej publicznej uczelni w mieście.
Sam zaś tępak miał już ileś razy wszywkę (i gdy wszywka się przeterminowała, to jazda zaczynała się od nowe), a żona wielokrotnie obiecywała że od niego odejdzie... i jednak nie odeszła (bo sama starsza od niego).
Jack Sparrow napisał/a:Acha. Widzimy. Niepewny siebie, pogubiony, zakompleksiony, a jak na oczytanego introwertyka to masz do tego problemy z czytaniem ze zrozumieniem i ubogie słownictwo.
Jacuś, inaczej rozmawiam z osobami na poziomie, z którymi miałem i mam kontakt na żywo (profesorowie, lekarze), a inaczej z pracownikami produkcji albo z prymitywami twojego pokroju. Dostosowuję język do rozmówcy. Ty jesteś pod tym względem blisko dna, więc i nie spodziewaj się ode mnie wysublimowanego słownictwa gdyż obawiam się, że takiego mógłbyś nie zrozumieć albo mogłoby ci sprawić jeszcze większe (niż tu widzę) problemy ze zrozumieniem tekstu kierowanego do ciebie.
W pewnym sensie też obniżyłem poziom słownictwa używanego na tych forach ze względu na zarzuty o "ą,ę" vel "kij w dupie". Jak nadmieniłem wyżej: trzeba dostosować język do rozmówcy, co niniejszym czynię.
Jack Sparrow napisał/a:Samotny facet wchodzący na - teoretycznie - kobiece forum proszący o rady i utyskujący na swoją niedolę, bo ex żona dorobiła mu rogi? Tak. Jasne.
Będący jeszcze ponadto w depresji o niekreślonym stopniu zaawansowania, na etapie kiedy jeszcze autentycznie miałem nadzieję że będę mieć na tyle szczęścia by złapać jakąś ciężką odmianę covida, która mnie wykończy i tym samym zakończy moje problemy.
Jack Sparrow napisał/a:Którego nie masz. Dlatego w zasadzie każdy, kto wypracował większy sukces od twojego budzi twoją nienawiść.
Nie. Każdy, kto rżnie mentora i się wywyższa mimo tego, że sam ma ledwo co zamaskowane dawne kompleksy. Nie będę po raz kolejny wyliczać, bo mnie nie ciągnie do kolejnej nawalanki z pewnymi stałymi użytkowniczkami, a poza tym ani ich kompleksy ani twoje (mimo że przykryte bajeczkami) nie są tajemnicą.
Jack Sparrow napisał/a:LOOOOL. xD Czyli jako "nagroda" dostałeś to, co prawnie pracodawca ma obowiązek ci zapewnić? xD
Nie amebo. Firma wyposażyła mnie we wszystko co potrzebne mi do pracy. Dostałem sprzęt, który by mi się mógł przydać gdybym chciał pracować jako freelancer, a który w takim wypadku musiałbym skompletować we własnym zakresie.
I jeszcze jedno na koniec: nie musisz się spieszyć z odpowiedzią, bo dziś już na pewno (a być może nawet i przez kilka dni) nie będę miał czasu tu wchodzić. Zresztą, jak wspomniałem, odpuszczanie sobie wątpliwej przyjemności dyskusji z tobą zaskakująco dobrze wpływa na moje samopoczucie. Może powinienem częściej korzystać z tej możliwości.