SmutnaDziewczyna007 napisał/a:Kolejny post, kiedy NO więcej mówi o sobie niż o innych.
Jeśli NO jesteś przystojnym wysokim facetem, od pokoleń w Warszawie, to musiał sie mocno postarać żeby skończyć jako rozwodnik z zarobkami na poziomie absolwenta polibudy przed 30. I jeszcze ta twoja pożal się dziewczyna, która jest downgradem do ex. To tylko pokazuje że leciałeś na farcie, a jak fart się skończy to w sumie jesteś mizerniakiem, mimo świetnego startu.
Gdyby to co piszesz o Jacku było prawdą to właściwie nic tylko pogratulować. Osiedlić się na stałe w Warszawie, mieć małżeństwo z 10+ stażem to nie jest łatwa rzecz. Smiejesz się z pracy jaka włożył, bo jesteś zblazowany i zepsuty i sam żadnej pracy włożyć w siebie nie umiałeś, jedynie zaprzepaścić okazje stworzone przez życie - atrakcyjna żona, w pełni zdrowe dziecko, dobre wykształcenie, rodzina w warszawie, aparycja. Masz szczeście że córka nie ma autyzmu, a żona nie była obłożnie chora, bo byś się wywalił na morde wiele lat wczesniej.
Smutna, że zblazowaniem może i trafiłaś, bo mało kiedy w życiu miałem motywację do ciężkiej pracy; także dlatego, że w wielu dziedzinach niewiele wysiłku wystarczyło by mieć w zasięgu ręki coś, na co inni musieli zapierdalać (jak Jack, bo taka prawda: dzięki wyglądowi, wzrostowi I absolutnemu minimum wysiłku miałem to, na co on musiał bardziej zapieprzać; mógł być przez to bardziej zmotywowany i przywykły do zapierdolu, to druga strona medalu). Ale i taka prawda, że dopóki nie wszedłem w wiek gdzie dla kobiety liczy się głównie kasa, to miałem nad nim przewagę . No cóż, jak już pisalem: zawsze podchodziłem ekonomicznie do wysiłku wkładanego w realizację celu, czyli starałem się robić akurat tyle ile było potrzebne do realizacji moich niewygórowanych celów. Czyli raczej mieć na żarcie, rachunki i drobne przyjemności niż się zaczynać. Chatę dostałem, więc nie musiałem na nią harować, stąd może mniejszą motywacja do harowania. Ale fakt: u mnie to właściwie zawsze była kwestia brakylu wystarczającej motywacji do czegoś tam. W sumie ostatni raz taką adrenalinkę i zwiazaną z nią motywację poczułem na tym intensywnym kursie branżowym niemal 3 lata temu, w wyniku czego zająłem miejsce na podium. Jednak na ogół tego nie czuję, może mam za wysoki próg motywacji? Diabli wiedzą. Może gdybym coś więcej musiał we wcześniejszych latach (by osiągnąć zakładany cel), to byłoby inaczej. Ale nie musiałem.
PS. Topka nie kończy się na Warszawie. Nie jestem że stolicy, jedynie od czasu do czasu w niej bywam.
PS2. Skończ już z tymi zarobkami bajdurzyc jak Jack. Nawet bocik googla twierdzi, że to normalne zarobki inżyniera. Też ci się urolog, że inżynierowie to tylko mechatronicy czy inni z pięciu najwyżej płatnych dziedzin inżynierii. Tak się składa, że jest ich więcej. Nie startowałem na kierunek żeby się tłuc z 15-20 rywalami o jedno miejsce.