Nie nazwałbym tego potępieniem, ale osobistym uczuciem zniesmaczenia za każdym razem, kiedy widzę, że (głównie) religia kieruje życiem człowieka. Tak ślepo, bez refleksji, z lekceważeniem realizacji potrzeb doczesnych i powiedzmy cielesnych, tak wzgardzanych przez nauki kościoła.
Dla Ciebie Autorko seks jest jedynie dodatkiem, gdzie utożsamiasz go z prokreacją i wydawanie na świat potomstwa, gdyż jest to zgodne z Twoim pojmowaniem świata, związanego z wyznawaną wiarą. Paradoksalnie, jak to ktoś już wyżej gdzieś wspomniał, to zasadniczo( z paroma wyjątkami), tak właśnie do seksu "podchodzi" zdecydowana większość zwierząt. Demonizujesz seks, widząc w nim wyłącznie to, co mówi o nim religia. Tymczasem, jak to kilkukrotnie Ci sporo kobiet(!) pisało, seks to przede wszystkim budowanie bliskości między ludźmi, często zaczynające się daleko od łóżka. To także spełnianie potrzeb fizycznych, które tak bardzo dewaluuje religia. Dlatego patrzysz na całość w ten właśnie sposób.
Nie ukrywam, że jak słyszę taką argumentację, to mnie nosi. "Grzech" czy "czystość/ nieczystość" wywołują u mnie pewne odczucia, ale nie będę ich tutaj przytaczał. Wniosek jest taki: jeśli tak bardzo trzymasz się "swoich" zasad, to znajdź sobie osobę o DOKŁADNIE takim samym podejściu. Inaczej po prostu się nie da, gdyż każdego faceta z jego podejściem, który będzie chciał choć w minimalnym stopniu realizować współżycie, czerpiąc radość z wzajemnego odkrywania fizyczności, uznasz za "niemoralnego grzesznika".