rossanka napisał/a:I zdefiniujmy, czym jest przyjażn. Fakt, że kogoś się zna, czy z pracy, czy ze sklepu, czy z kółka szachowego, czy razem studiowało czy chodziło do podstawówki a teraz na osiedlu wymieni pare zdawkowych zdań nie oznacz, że to od razu przyjaciel, czy kolega. Już bardziej znajomy.
Ja miałam na myśli bliską relacje, spedzanie dużej ilości czasu sam na sam, wspólne wakacje, czy zaproszenie do domu rodzinnego na święta, albo na działke na wakacje. Miałam na myśli przyjaźń z której czerpirmy pełnymi garściami i daje nam kopa w życiu, nie pick me girl, ani faceta który nie umie sobie znaleźc męskich kolegów i z braku laku spędza czas z kobietami, które go drażnią i przy pierwszej okazji wymienia ich na facetów.
Ok Shini, ale jak spędzasz czas z koleąznką to jesteś na 100% facetem, a ona w 100% jest dziewczyńska i kobieca? Np płacisz zawsze za nią, podwozisz ją z i do domu, otwierasz drzwi, nigdy nie przerywasz jej w poł słowa, otwierasz jej drzwi i jak ma ciężką walizke biegniesz żeby jej pomóc, czy raczej jest jak brat/kumpel dla ciebie i tak ją traktujesz?
Btw zgodnie z teoriami niektórych osób to ja w ogóle z nikim nie mogę się przyjaźnić, bo jako osoba biskseksualna „w końcu do wszystkich coś tam poczuję”. Kosmicznie dziwna wizja;)
Każdy ma swoje życie i swoje środowisko z którego wynosi jakieś przekonania o świecie. Ja nigdzie nie mówię, że to jest jakaś prawda objawiona, raczej to takie podsumowanie moich obserwacji + przykład z popkultury jakiś ludzi, żeby można było podążyć za moim tokiem rozumowania. Coś decyduje o tym że niektóre kobiety umieją mieć przyjaciół i nie rozwija się to w romans, mimo że atrakcyjność i status singla jest. Niektóre babeczki nie mają ani jednego przyjaciela faceta przez całe życie i lubią spędzać czas tylko w kobiecym gronie. Moim zdaniem różnicą między takimi kobietami jest właśnie ten element bycia chłopczycą/ element zniewieściałego faceta. Ale jak masz jakieś inne poglądy to chetnie swoje zmienie. Twoja wypowiedz jest bardzo enigmatyczna. Masz męskich przyjaciól i co? Uważasz że każdy może mieć? Ze coś zadecydowało o tym że masz akurat więcej facetów wokół siebie niż kobiet? Uważasz że masz jakieś cechy osobowości które ci to ułatwiają? Czy każda kobieta odnalazłaby się na twoim miejscu i umiała czerpać tylko i wyłącznie z meskich przyjaźni i nigdy nie zatęskniła za bardziej babskim klimatem? Czy ci faceci traktują cię w jakiś sposób który ułatwia ci bycie jedynie przyjaciółką i coś cię od nich odpycha, że przez tyle lat nic nie zaiskrzyło? Czy są oni z wyglądu w twoim typie i niby mogłoby coś być, ale silną wola kierujesz swoimi uczuciami? Czy moze są oni z jakiś względów dla ciebie przekreśleni przez wygląd i są poniżej twoich standardów dlatego na luzie możesz z nimi spędzać czas i nigdy nie poczujesz mięty?
Moja wypowiedź zawierała jedynie informację o moim doświadczeniu i podsumowanie, że taka przyjaźń jest możliwa, na bazie własnego doświadczenia. Ciężko mi wyrokować czy w związku z tym jest możliwa dla każdego. Być może rozbieżność w naszych opiniach wynika z tego, że właśnie nie jest. Na pewno mam ten element bycia chłopczycą, chociaż z pewnością nie z wyglądu.
Chętnie odpowiem na wszystkie Twoje pytania:
Z pewnością lepiej dogaduję się z mężczyznami niż z kobietami od zawsze. Są mi bliżsi pod wieloma względami, często mam wrażenie, że to kobiet nie rozumiem (takich „bardzo kobiecych”)
Większa ilość męskich przyjaciół i znajomych nie wynika z charakteru pracy/środowiska - po prostu osoby tej płci prędzej wchodzą ze mną w bliskie relacje.
Nie wiem jak ocenić cechy osobowości z których to wynika, ale to ciekawa kwestia. Może zamiłowanie to rozmów na tematy „istotne”, niechęć do zakupów, rozmów o kosmetykach czy wyglądzie. Wiem, że wszyscy moi przyjaciele i męscy znajomi cenią moją wiedzę i możliwość porozmawiania ze mną na dużą ilość ciekawych tematów (historia, sztuka, polityka itp).
Od kobiet przez większość życia wyczuwałam dziwnego rodzaju wrogość, która nie raz przeradzała się w działanie na moją szkodę. Dziwnego rodzaju gierki towarzyskie i obrabianie za plecami, którego przenigdy nie doświadczyłam od mężczyzn - może stąd moje większe zaufanie do drugiej płci. A jednocześnie bywałam w relacjach intymnych z kobietami, więc to nie tak, że są mi zupełnie obce.
Co do pociągu seksualnego - ja jestem szalenie monogamiczna, pociąga mnie tylko ta konkretna osoba, do której coś czuję. Dlatego nie wyobrażam sobie, żeby relacje koleżeńskie z jedną czy drugą płcią mogły mieć jakikolwiek wpływ na moje wybory, co do osoby, z którą jestem. Jest to dla mnie wręcz trudne do wyobrażenia. Nawet jak spędzę cały wieczór z przyjacielem, sam na sam w mieszkaniu, a nie jest moim „romantycznym wyborem” to nic, ale to nic seksualnego się we mnie nie pojawi. To samo z kobietą. Wręcz nie rozumiem, dlaczego by miało.
Jeżeli ktoś coś do mnie czuł, a ja do niego nie, to siłą rzeczy nie było podstawy, żeby koleżeństwo przerodziło się w przyjaźń - dlatego nigdy nie miałam zgrzytu po czasie.
Od moich przyjaciół słyszę, że jestem atrakcyjną kobietą, ale to nie ma znaczenia dla naszej relacji. To tak, jakby mama powiedziała wam, że jesteście pięknymi kobietami - po prostu jest wam miło, prawda?
I tak samo ja myślę, że obiektywnie większość jest przystojna (mam 5 przyjaciół), ale nie widzę powodu, dla jakiego to miałoby cokowliek zmieniać w moim życiu uczuciowym i intymnym.
Jeżeli coś jeszcze jest niejasne to daj znać, ciekawa jestem jak odbierasz możliwość przyjaźni męsko-damskiej po mojej odpowiedzi.
