Ulle
To odbieramy go podobnie. I żonę też, bo faktycznie, moim zdaniem miała powody by się wymiksować z tego małżeństwa i dla mnie osobiście wcale nie błahe. Nawet przywołują niefajne wspomnienia, niemocy i bezradności, poczucia krzywdy, poczucia nieważności. Jeśli ktoś doświadczył w związku ciągłej krytyki ze strony partnera to wie o czym mowa a krytyk myśli, że skoro tyle już ta osoba wytrzymała i jakoś dalej sobie trwamy, i dalej ta osoba przy nas jest to znaczy, że jest dobrze a tak naprawdę w człowieku coraz mniej serca do niego i jak się to serce zrobi puste to człowiek ma więcej odwagi i czuje nawet potrzebę odejść i ułożyć sobie życie na nowo... I tu już jest często po ptokach na naprawy.
Wiem jak to z boku wygląda ale to bardzo częste u ludzi, którzy byli długo z kimś, nagle koniec i nie potrafią być sami, więc szukają na portalach, często tylko potwierdzenia, że się jeszcze kogoś da radę swoją osobą zainteresować.
Oni mogą jeszcze mieć coś takiego, że czasami tęsknią do tego co było, co mieli choć nie ma rozsądnych argumentów za tym. To bardziej takie uczucie powrotu do znajomego ze strachu lub rozczarowania co teraz. Bywa, że ofiary przemocy domowej miewają takie przebłyski, że już wolą znaną niedolę, siłą przyzwyczajenia (opcja leniwa) niż teraz uskuteczniać duże zmiany, bo to potrzeba do tego dużo wysiłku. Czyli totalny odwrót, z postawy biernej w aktywną. Zaczynanie od zera, a właściwie start z kredytem mentalnym do odrobienia. Samotność. A jak się jest słabym psychicznie to już w ogóle przeprowadzenie zmian jest ogromnym wysiłkiem a tych sił brak. I skąd jej wziąć? Może lepiej wrócić na stare śmieci??? Pamięta się przecież dobre chwile, których teraz nie ma zbyt wielu albo wcale... Tam chociaż były. Ale przy konfrontacji ze starym przypomina sobie człowiek dosyć szybko, że nie, że to jednak głupi pomysł, mrzonka, zaszło to wszystko za daleko, nic się nie zmieni, tam czeka tylko upokorzenie i zawód.
Velocity
W zdrowieniu można sobie pomóc i zajmie to wtedy mniej czasu niż leżenie odłogiem i czekanie aż przejdzie. Nie będzie to pstryk i po sprawie ale powolne dochodzenie do siebie... musisz o siebie zadbać. Jak nie i będziesz grzebał brudnym palcem w ranie to i 20 lat może minąć a Ty nadal chory. Stan przewlekły.
Słuchaj, jako społeczeństwo wypracowaliśmy różne procedury medyczne, w tym procedury dla ducha. Skorzystaj z rad, skorzystaj ze sprawdzonych metod. Wybierz odpowiednie dla Ciebie. Spróbuj czegoś nowego.
Z rany trzeba wyciągnąć ciała obce (rozwód, wyprowadzka), przemyć ranę (wywalamy pretensje, żale, godzimy się z faktami, odpuszczamy, wybaczamy), zszyć jeśli głęboka (poukładać swoje sprawy bytowe, praca, mieszkanie, przyziemne rzeczy), posmarować maścią (pamper yourself, zrób coś dla siebie, dobrze się odżywiaj, uprawiaj sport, wychodź do ludzi, szukaj radości), zakleić plastrem (niekoniecznie wdawać się w mało poważne relacje ale też nie zamykać się na inne możliwości w poszukiwaniu wzajemnego zrozumienia, bliskości itd, myślę że kumple jeśli ich masz też mogą tu wiele pomóc swoim towarzystwem, bliscy, rodzina, ktokolwiek, przyjazna dusza). Potem czas robi swoje. Od czasu do czasu trzeba plaster zmienić (czyli nie trwać na siłę w relacjach, które spełniły swoją rolę, randki czy towarzyskie spotkania, krótkie znajomości w galerii, nieznajomi poznani na szlaku w górach, męczenie bliskich i przyjaciół bądź nieznajomych swoimi niedolami), przemyć ranę ponownie (negatywne emocje potrafią wracać jak bumerang, trzeba zachować higienę myśli, zwyczajnie przerobić te emocje, nie chcemy ich, ale są naturalnym brudem, mogą uodpornić ale za dużo powoduje infekcje-marazm, poczucie niemocy, gdybanie). Czyli są cykle, które trzeba powtarzać. I jeśli będziesz unikał komplikacji, czyli nie dasz sobie wbić jakiegoś cholerstwa w tą ranę, starego gwoździa zardzewiałego to będziesz zdrów. Tylko to trochę zachodu i sporo uwagi musisz temu planowi poświęcić 
Do dzieła! I powodzenia. Daj znać jak sobie radzisz i co robisz dla siebie, nie co żona robi. Ok? Wtedy myślę wszyscy też nabierzemy świeżych sił, by Cię ewentualnie jeszcze wspomóc. No, musisz sam na sobie polegać. Nikt Twojego ciężaru za Ciebie nie dźwignie. Do następnego razu.
Trzymaj się!