normalnyjestem napisał/a:Jeżeli się pogubiła , ma dołek psychiczny to z czasem może jakoś sobie poukłada i dojdzie do wniosku że jednak nie warto małżenstwa z tobą konczyć. Natomiast gdy trafił się ktoś inny to tylko rozwód. Najgorsze w tym że zachowuje się tak jakby obie te historie mogłyby być prawdziwe i z czasem prawda wyjdzie. Tylko oprócz wiedzy co Ci to da??? tak czy siak odeszła.
Gdybym wiedział, że odeszła do innego, to paradoksalnie wyszłoby mi to na dobre. Po prostu straciłbym już całkowicie nadzieję i może szybciej ruszył do przodu. Mój poprzedni związek (kiedy to było, już nie pamiętam) zakończył się po prawie 3 latach. W sumie to rozstaliśmy się pokojowo, decyzja była wspólna, ale i tak mnie bolało. Jakoś miesiąc później okazało się, że ona ma innego. I wtedy poczułem jakby ulgę, że nie muszę już więcej zaprzątać sobie myśli jej ewentualnym powrotem.
normalnyjestem napisał/a:To że kasuje poszczególne wpisy nie od razu wszystko jest dziwne tak jakby ,,krzyczała" że nie może pogodzić się z tym rozstaniem a w koncu to jej wyłączna inicjatywa.
No właśnie robi to stopniowo. Nie urywa też ze mną kontaktu stanowczo, w sensie nie blokuje mnie na FB czy w telefonie, nie usunęła od razu wszystkich naszych zdjęć, status związku ciągle "w związku małżeńskim z... i tutaj ja". Jej ostatnie wpisy na FB są raczej w takim smutno-melancholijnym tonie, jakby ciągle to przeżywała. Co też wydaje mi się, że wyklucza obecność innego faceta. Wtedy raczej pokazywałaby jaka jest radosna. No ale może znowu sobie wkręcam.
normalnyjestem napisał/a:Kolejne twoje rozważania powrotu do miasteczka są ułudą bo z jednej strony utrzymanie się w poprzednim miejscu przypominało by związek z drugiej wymagałoby środków finansowych a tak jakoś sobie dajesz radę. Wiadomo jak jest w takich miejscowościach a nawet większych oprócz tych dużych miast = NUDA. Po czasie zawsze możesz wyjechać ponownie i zacząć od nowa ale musisz mieć spokojną głowę i sprawy małżeńskie uporządkowane (tu znowu czas).
Tak, to prawda. Gdybym tam został i to jeszcze w tamtym mieszkaniu, to na pewno dłużej dochodziłbym do siebie. Z drugiej strony byłaby większa szansa na spotkanie z żoną, nawet "przypadkowe". Może nie byłoby też tego pozwu, bo ona wydaje mi się czekała z tym aż do mojej wyprowadzki.
Z tego mojego miasteczka będę chciał w ciągu roku wyjechać, teraz muszę odkładać pieniądze. Tutaj generalnie nie ma żadnych perspektyw, to jest miasto dobre dla emerytów, albo ludzi, którzy mają już żony/mężów/dzieci i po prostu życiową stabilizację. O poznaniu tutaj kiedyś kobiety nawet nie myślę, nie ma na to szans. Za mały wybór, zwłaszcza że jestem już w wieku 40+. Tak więc za jakiś czas powrót do Warszawy, taki jest mój cel.
normalnyjestem napisał/a:Dostałeś pozew ? mógł przyjść na stary adres więc sprawdz. Nie pisz do niej , nie dzwoń bo się zadręczysz a i tak nic więcej teraz się nie dowiesz.
Pozew jeszcze nie dotarł. Dostanę na pewno na mój obecny adres, żona wie gdzie mieszkam. Oczywiście nie zamierzam się do niej teraz odzywać, ta wiadomość to i tak była o jedna za dużo. Wydaje mi się, że ona do tej pory mogła nie być do końca pewna moich uczuć, może dlatego co jakiś czas mnie sama zaczepiała. A teraz się jej na własne życzenie podłożyłem i wie, że mi nadal zależy. Ewentualny ruch teraz po jej stronie, ale wątpię, że to nastąpi.