Osobiście bym ocipiała z takim facetem. Bez urazy. Nie będę tych pojedynczych zdań tu kopiować, które mnie nastawiają niestety negatywnie w stosunku do Ciebie. Nie negatywnie w sensie sympatii, ale negatywnie w sensie jak źle mogłeś zryć łeb swojej żonie. Zwłaszcza, że ona już wcześniej miała jakieś swoje problemy natury emocjonalnej (chodziła do psychologa długie lata). I ok. Choroba nie wybiera. Ale jesteś świadomym człowiekiem i odmawiałeś leczenia, zwłaszcza w tym kulminacyjnym momencie. Odeszła odetchnąć. Nie dźwignęła tego, za słaba była na to. Zresztą już wcześniej ją wykańczałeś, bo te wieczne krytykanctwo i wyszukiwanie problemów potrafi niesamowicie człowieka zniszczyć. Tak to widzę. A, że już zdążyła ocipieć, za późno się wymiksowała, to robi jakieś dziwne szopki, być może miotana jakimiś sprzecznymi emocjami. Być może nawet ocipiała na tyle mocno, że się wdała w jakiś romans. Tego nie można wykluczyć choć nie masz żadnych podstaw by jej takie coś zarzucić również. Do tego te poronienia… Tu się tylko wszystko nawarstwia. Z pewnością psychoterapia by się jej przydała. Ale masz tu dużo swojej zasługi
Z kolei ona już taka dobita nie potrafiła Cię porządnie wesprzeć w chwili, gdy tego potrzebowałeś. Być może nawet odezwała się w niej jakaś taka chęć zemsty za to wszystko co jej mówiłeś. Jakby karma Cię dopadła. Mogła myśleć, że dobrze Ci tak ale z drugiej strony pamiętać, że były też między Wami dobre chwile. Wiesz… to jest bardzo niezdrowe położenie, stąd pewnie jeszcze nie jedną głupotę zrobi.
Sajgon! Totalny chaos. I teraz dopiero obiecywałeś się poprawić? Kiedy były te kryzysy pewnie zamiecione pod dywan… ileż można zamiatać pod dywan? Przyjdzie moment, że pod dywan się już więcej nie zmieści. Zresztą obiecanki-cacanki.
Strasznie niezdrowa relacja. Po obu stronach.
Wiesz, ja też mam nerwicę, ale lżejsze spektrum i w sumie bodźce nerwowe dużo silniejsze, ale trafił mi się kiedyś taki chłopak co się okazało, że też ma nerwicę, silniejszą od mojej i w sumie zapalnikiem dla niego była jedna jakaś tam dziewczyna z przeszłości. Ile on mnie nerwów kosztował, to masakra. Wytrzymałam tyle ile mogłam. Myślę, że i tak za długo. Zwróciłam się zresztą do jego mamy aby się pożalić na niego, z płaczem… w takim stanie byłam i ona mi powiedziała, że ona zna te zachowania jego, że jej robił to samo, że już go do psychiatry wysłała kiedyś i parę miesięcy brał leki ale przestał, przynosiła mu ziołowe tabletki na uspokojenie, opowiedziała jak to było kiedy był młodszy… Wtedy dopiero zrozumiałam z czym się mierzy i tyle chociaż, że zrzuciłam z siebie poczucie winy, że być może to tylko ze mną mu tak odbija (tak mi mówił a okazało się to nieprawdą). To była ulga z jednej strony, ale z drugiej problem co z tym zrobić? Do niczego go nie zmuszę, ani rozmową, ani krzykiem. Dopóki sam nie ze chce sięgnąć po pomoc to kaplica. A jego nerwica była na tyle silna, że często z bezsilności szłam się po prostu położyć spać… odpocząć. Większość jego problemów również była w głowie. I kiedy dostawał ataków paniki i się dusił, ja otwierałam okna i drzwi, żeby poczuł przepływ powietrza, przynosiłam zimne okłady na głowę, trzymałam go za rękę i masowałam ramię, żeby poprawić krążenie krwi, przynosiłam wodę do picia… a on jak już się uspokoił na tyle, że przestał się dusić to zaczął chodzić po mieszkaniu, otwierać szafki, jak coś mu wypadło z niej wymyślać mi, że to moja wina, bo źle schowałam, zaczepił się o kosz na pranie, który się przewrócił i brudne pranie wypadło na podłogę… moja wina, bo źle kosz postawiłam. Jak poprosiłam go, żeby się uspokoił to mnie zwyzywał i przyłożył mi nóż do gardła
Odeszłam od niego. Jeśli nie chce pomocy, nie chce sam po pomoc sięgnąć, nie chce ulżyć sobie i innym dookoła niego to bez sensu męczyć się razem…
Piszę to, żeby uświadomić Ci, że Twoje krytykanctwo jak i zachowanie podczas choroby mogło się Twojej żonie dać na tyle we znaki, że postanowiła ratować siebie skoro Ty sam nic zrobić nie chciałeś. I jej zachowanie, takie pokręcone nieszczególnie mnie dziwi, gdyż na pewno wiele lat z Tobą już zdażyło się i na niej odbić.
I ja nie chcę jej bronić. Najbardziej nie podoba mi się to, że tak mało pracowała, choć nie napisałeś dlaczego migała się od pracy. Tym samym nie odciążyła Cię finansowo choć nie zajmowała się małymi dziećmi w międzyczasie i to jest niezrozumiałe.
Więc może lepiej dla Was, że się rozstaliście. Oboje zajmiecie się sobą i swoimi problemami osobno, gdyż razem nie stanowiliście dla siebie wzajemnie zbyt wielkiego oparcia a raczej ma się wrażenie, że byliście dla siebie tylko dodatkowym obciążeniem.
Trzymaj się. Zadbaj o siebie. Zajmij się swoją nerwicą, gdyż puszczona samopas potrafi zatruć życie. Odpocznijcie oboje.