Seks i wirus. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 115 z 115 ]

66

Odp: Seks i wirus.
paslawek napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

A ja trochę rozumiem te Wasze partnerki, że one nie do końca wiedzą, o czym chcecie rozmawiać, bo one nie widzą problemu. Gdyby był problem to by rozmawiały, ale dla nich to nie jest problem. Nie wiem do czego to przyrównać, ale jakby ja się z tym w miarę identyfikuję. Nie wiem do końca z jakiego powodu moje libido spadło, mam trochę podejrzeń, ale mi taki stan zupełnie nie przeszkadza i nie widzę żadnego problemu. Nie rozumiem dlaczego w jakiś sposób miałabym być naprawiona, skoro wcale nie czuję się zepsuta.
Jednocześnie rozumiem to, że druga strona ma swoje potrzeby tylko to nie jest u mnie motywatorem do poprawy, a czymś co powoduje większy spadek nastroju, więc też i większy spadek ochoty, której i tak niewiele jest.


Przemocowe rozwiązanie typu ultimatum tez mało skuteczne - przywiązanie do dzieci i mnóstwo innych powiązań.

VS

Lady Loka napisał/a:

Nie wyjdzie. Po co skoro jej jest z tym ok.
Jedyna opcja to taka, w której osoba "poszkodowana" czyli w tym przypadku Wy, albo godzi się z tym co jest albo odchodzi. Tu nie ma półśrodków. Widzę po sobie.

I ja tu się skłaniam ku wypowiedzi Lady Loka...

Zobacz podobne tematy :

67 Ostatnio edytowany przez Meliska21 (2020-04-05 22:42:34)

Odp: Seks i wirus.
m4jkel napisał/a:

Paslawek zgodzę się odnośnie empatii. Żona ma jej mało, ja tymczasem bardzo wiele. Potrafię się wczuć w czyjąś rolę i spojrzeć na problem oczamk innej osoby.

Lady Loka. Ja Ciebie doskonale rozumiem i tok myślenia. Dlatego przestałem naciskac o rozmowę, a liczę na to, że sama z tym wyjdzie widząc moje aktualne nastawienie do tej sfery życia. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że boi się tej rozmowy.

A jak ma się nie bać takiej rozmowy, skoro wyniknie z niej to co napisałeś: brak empatii, brak seksu, brak pożądania a to wszystko z jej strony. Mało kto lubi się samobiczować i przyznawać do swojej winy, a w wyniku tej rozmowy wina wyjdzie ewidentnie po jej stronie. Przyzna się  do winy, ale co to wniesie do rozwiązania waszego problemu, skoro ona problem marginalizuje i dla niej to malo istotny problem i tak koło się zamyka, bo to ty musisz się dostosować czyli zrezygnować z zaspokajania swoich potrzeb i bliskości. Alternatywnym wyjściem jest nagabywanie i proszenie sie o namiastkę, ochłapy, ale czy to będzie satysfakcjonujące dla któregokolwiek z was- ona robi to z obowiązku, a ty ze świadomością , ze tak właśnie jest.

68

Odp: Seks i wirus.

To są przypadki, w których proszenie się o seks sprawia, że tej stronie, która nie chce, się nie chce jeszcze bardziej. I tu leży problem. Jedyne rozwiązanie byłoby takie, że te Wasze kobiety same próbowałyby szukać pomocy czy to u specjalistów czy u Was czy same w sobie szukałyby jakichś rozwiązań. Bo przecież one sobie zdają sprawę z tego, że Wy potrzeby macie. Ale nie ma się co spodziewać, że wybuchnie jakiś wulkan namiętności, bo nie wybuchnie.

A ultimatum da kolejną presję i kolejny czynnik, który jej wcale ochoty nie doda, a zabierze to, co jeszcze gdzieś w niej jest. W ten sposób można łatwo zabić jakąkolwiek namiętność.
I serio, ja przerobiłam dużo opcji jako właśnie ta strona, która nie ma ochoty, łącznie z uciekaniem z łóżka wczesnym rankiem czy ogólnie uciekaniem z domu na jak najdłużej się da. Wiadomo, że w dłuższej perspektywie nic mi to nie dało, ale to było koło pół roku bez seksu. I ja oczywiście byłam świadoma tego, że to nie jest ok, byłam gotowa się wyprowadzić, byłam gotowa zerwać i dać spokój, żeby mój facet się nie męczył. Jakoś po pół roku się przełamałam i teraz jest 1-2x w tygodniu, ale nie jest to czynność, do której ja mam jakiś wielki entuzjazm. Zdecydowanie bardziej wolę poleżeć sobie w łóżku z książką. A najśmieszniejsze jest to, że jeszcze z 4 lata temu mogłam uprawiać seks codziennie, tylko poprzedni partner wkopał moje poczucie własnej wartości w ziemię, przydeptał i przejechał czołgiem. I wszystkie aspekty mojego życia jakoś od tamtego czasu się poprawiły, a seks mi nie leży zupełnie. Gdyby nie to, że kiedyś miałam libido, to określałabym się teraz pewnie jako osoba aseksualna.
Mój partner też ma swoje problemy, chociaż on twierdzi, że to problemy nie są i to, że on może uprawiać seks przez godzinę zanim będzie miał orgazm (a zdarzało się, że i dłużej mu to zajmowało) nie sprawia, że mnie się chce bardziej, bo ja najnormalniej w świecie po 15-20min zaczynam się nudzić. I robi się to klasyczne patrzenie w ścianę i myślenie o tym, co zrobię jutro na obiad. Gdyby ten seks był krótszy, to pewnie częściej chciałoby mi się go inicjować i nie byłabym potem tak obolała. Na początku zastanawiałam się, czy to, że on tak długo nie może dojść nie jest moją winą, że nie wiem, jestem za mało atrakcyjna albo coś. Potem kilka razy się zdarzyły szybsze numerki (przy czym to występuje tylko i wyłącznie przy seksie oralnym), więc odpuściłam. Ale godzinna penetracja, gdzie on i tak nie jest w stanie dojść sprawia, że mnie się odechciewa. Zastanawiam się, jak my kiedyś będziemy starać się o dziecko, skoro ten seks wygląda tak jak wygląda i zawsze tak wyglądał czy był 3x w tygodniu czy jest raz albo raz na dwa tygodnie.
Czasami się zastanawiam czy inny partner jakoś zmieniłby moje nastawienie, ale łapię się na odruchach, że kiedy myślę o seksie z kimkolwiek to od razu jestem spięta i od razu mam odruchy obronne, więc po prostu nie nadaję się na partnerkę dla kogoś. Za dużo mam w sobie blokad i barier i za dużo cierpliwości i oswajania bym potrzebowała od drugiej strony, a nie wiem czy jakikolwiek 30-35letni facet byłby zdolny do takiej cierpliwości.

Sorry, rozpisałam się prywatą, ale już od dawna we mnie buzuje, żeby to gdzieś z siebie wyrzucić.

69

Odp: Seks i wirus.
Lady Loka napisał/a:

Sorry, rozpisałam się prywatą, ale już od dawna we mnie buzuje, żeby to gdzieś z siebie wyrzucić.

Żeby nie robić off top napiszę tylko, że to nie jest film erotyczny że każda kobieta czy każdy facet dochodzi kiedy chce, a najlepiej razem smile Niestety jak to pokazują media, szczególnie pisma dla kobiet, że każda kobieta powinna być idealną matką, żoną, kochanką, gospodynią domową i dodatkowo być niezależna zawodowo.. Niestety wiele stereotypów tworzą media ale one nie kreują naszym życiem. Koniec smile

70

Odp: Seks i wirus.

I Twój facet przez całą godzinę ma 100% erekcji? Szacun big_smile

71

Odp: Seks i wirus.
Przyszly_maz napisał/a:

I Twój facet przez całą godzinę ma 100% erekcji? Szacun big_smile

Chyba wolałabym szybki strzał od długodystansowca, ale tak tongue może nie 100% cały czas, ale nie opada tongue tylko my młodzi jesteśmy oboje do 30tki nam jeszcze brakuje smile

72

Odp: Seks i wirus.

Tak czytając ten wątek, szczególnie wypowiedzi Kolegów i Loki, popadłem trochę w przygnębienie. Pojawiający się poważny problem powoduje rozłam czy konflikt w związku. I kurka ani w jedną ani w drugą stronę się nie da, bo jedna strona nie może naciskać, żeby druga się nie poczuła jeszcze bardziej osaczona. A ta druga nie chce nic zmieniać, bo jest jej dobrze. I każde z nich, jeśli nawet potrafi wczuć się w rolę drugiego, to i tak będzie cierpieć, bo swoich potrzeb nie zaspokoi. Niekoniecznie mowa to tylko o seksie, ale o całej masie innych aspektów,choćby owej przestrzeni, w której każdy powinien się czuć komfortowo. Z drugiej strony ktoś może powiedzieć, że związek to sztuka kompromisu i wzajemności, zatem kiedy dochodzi do pretensji czy żalu, to już pierwsza droga do rozpadu. Jak się ludzie niby dobrze dobiorą na początku to wydaje się, że sytuacja się rozwija pomyślnie a potem przychodzi jakiś wstrząs i ścieżki się rozchodzą...

73

Odp: Seks i wirus.

LL fajnie że się podzieliłaś.
Refleksję mam taką: wydaje mi się, że wykorzystujesz promil swojego wpływu na to, jak wygląda wasz seks.
Tak jakbyś większość inicjatywy  oddawała jednak jemu. I nie chodzi tu o to, że Ty nasz być stroną dominującą, ale że gdyby komunikacja była lepsza, znalezlibyscie ścieżkę. Może Ty boisz się go urazić, niesłusznie. Wygląda to na niedotarcie się  młodych ludzi, gdzie każdy trochę się czai.
Tu nie chodzi o zagadanie sprawy na śmierć, tylko nie tłumienie niczego w sobie..
Bo ta frustracja w końcu wyłazi.
Nie jesteście skazani na porażkę. :)Jest potencjał.
To co bierzesz za zniecierpliwienie, może być spiną..

74

Odp: Seks i wirus.

Dzięki wielu wpisom kobiet, m.in. jak Lady Loki zrozumiałem, gdzie popełniam błąd. Inaczej, że sam zapędzam się w ślepą uliczkę.
Chociaż przeprowadziliśmy już rozmowę w październiku, bo zwyczajnie w świecie nie wytrzymałem psychicznie jej gierek, to nie była ona miła dla obu stron. Wyglądała jak wyzej opisano, że wszystko zwaliło się na nią. Byłem jednocześnie zły na siebie, że ujawniłem swoje słabości, ale też w końcu zrzuciłem pewien ciężar.
Zyskałem to, że uświadomiłem ją, że mnie to nie bawi. Niewiele straciłem, bo nic się nie zmieniło. Może troszkę, może czasem stara się być nieco bardziej spontaniczna.
Mówiąc o rozmowie nie chce wracać do tamtej. Nie chcę obarczać jej winą. Pogodziłem się z tym, że musze dopasować się do niej, że nic na siłę nie ugram.
Natomiast chciałbym rozmawiać o potrzebach, nie wiem, o fantazjach, czy chciałaby coś zmienić. Widzicie, jeśli dobrze liczę, to 3 lata temu sama mówiła o kupowaniu zabawek, wspólnym oglądaniu porno, więcej pieprzu w łóżku. Nagle zmieniło się wszystko o 180. Stąd nie wiem nic o jej potrzebach, poza tym co sam wyczuje kiedy się kochamy. Kilka nocy, kilka razy po alkoholu (na szczęście bardzo rzadko się zdarza) robiła rzeczy, które mógłbym ująć w kategorii bardzo ostrych. Mówiąc, że boi się tej rozmowy, myślę że boi się czy sobie źle o niej pomyślę. Kilka razy się zdarzało, że po jakiejś akcji, według mnie w granicach akceptacji i normalności jeśli obojgu to odpowiada, uznawała, że jest zbyt zboczona.
Dwa lata temu coś ją zamknęło na zwierzanie się.
Przykładowo, nie zdziwilbym się, gdyby chciała zaproponować seks z kobietą lub inny motyw, ale boi się mojej reakcji. A dobrze wie, ze jestem otwarty na takie rozmowy.
To, w połączeniu z obniżonym libido sprawia, że moje pożycie małżeńskie w łóżku nie ma takiego kolorytu jak wcześniej.

75

Odp: Seks i wirus.

Tak czytam m4jkel Twoje zwierzenia i szczerze współczuję. Nie chodzi tu nawet konkretnie o ten seks, ale o to napięcie jakie panuje miedzy Wami. Z jednej strony całkowita niechęć do rozmów czy zmian a z drugiej to tak mam wrażenie, że osoby na miejscu Twojej żony czują nieco ukrytą satysfakcję z kontrolowania partnera i władzy, jaką nad nią mają. Bo czemu ma to służyć? Nie wiem, może się mylę, więc mnie popraw w razie czego. Jakoś minimalne poczucie empatii sprawia, że ciężko mi myśleć o tym, jakbym miął się znaleźć na jej miejscu. Całkowicie umyślne odgrywanie takich gierek przy jednoczesnej  świadomości bezsilności partnera przyprawia mnie o dreszcze.. sad  Za bardzo chyba cenię sobie otwartość, bezpośredniość i szczerość, żeby przejawiać jakąkolwiek tolerancję na takie akcje, bo to jest zwyczajnie obrzydliwe i żałosne.

76

Odp: Seks i wirus.
m4jkel napisał/a:

Natomiast chciałbym rozmawiać o potrzebach, nie wiem, o fantazjach, czy chciałaby coś zmienić. Widzicie, jeśli dobrze liczę, to 3 lata temu sama mówiła o kupowaniu zabawek, wspólnym oglądaniu porno, więcej pieprzu w łóżku. Nagle zmieniło się wszystko o 180. Stąd nie wiem nic o jej potrzebach, poza tym co sam wyczuje kiedy się kochamy. Kilka nocy, kilka razy po alkoholu (na szczęście bardzo rzadko się zdarza) robiła rzeczy, które mógłbym ująć w kategorii bardzo ostrych. Mówiąc, że boi się tej rozmowy, myślę że boi się czy sobie źle o niej pomyślę. Kilka razy się zdarzało, że po jakiejś akcji, według mnie w granicach akceptacji i normalności jeśli obojgu to odpowiada, uznawała, że jest zbyt zboczona.
Dwa lata temu coś ją zamknęło na zwierzanie się.
Przykładowo, nie zdziwilbym się, gdyby chciała zaproponować seks z kobietą lub inny motyw, ale boi się mojej reakcji. A dobrze wie, ze jestem otwarty na takie rozmowy.

Pomijając fakt, że komunikacja wyraźnie u Was szwankuje, to czy jest coś, cokolwiek, co Twoim zdaniem tak diametralnie mogło zmienić jej nastawienie? Są kobiety, które w ten sposób reagują na postawę partnera - kiedy nie czują się komfortowo, wystarczająco atrakcyjne, ważne, kiedy napotykają na dystans lub wręcz wyraźny opór. Może w tamtym czasie coś się między Wami wydarzyło, mieliście jakiś poważniejszy kryzys, padły przykre słowa? Jeśli wiesz, że to w niej siedzi, to trzeba znaleźć przyczynę i sposób, żeby u żony na powrót to wydobyć.

Edit:
Właśnie przeczytałam Twój temat i już mniej więcej wiem o co chodzi, a przynajmniej, że to raczej nie ten typ problemu, który miałam na myśli. Posta nie będę jednak edytować.

77

Odp: Seks i wirus.

Wychodzi na to, że tego typu zagrania, jakie Kolega obserwuje u swojej żony, mają być zwykłym narzędziem do osiągnięcia celu, szczególnie wzbudzenia poczucia winy u partnera. Jednocześnie mają niby dać mu do zrozumienia co robi źle i jak ma poprawić swoje postępowanie..Tylko jeśli Kolega dawno już to zauważył i stara się na wszelkie sposoby z nią porozumieć a żona wręcz się zaczyna nakręcać, czerpiąc prawie satysfakcje z tego, że ma nad kimś taką władzę. Może ja to dziwnie odbieram, ale na tym przykładzie to taka nic innego jak jakaś wojna podjazdowa.

78 Ostatnio edytowany przez Meliska21 (2020-04-07 00:09:15)

Odp: Seks i wirus.

Bagiennik mnie się jednak wydaje, że bliżej prawdy jest Lady Loka. Po prostu kobieta nie widzi problemu w braku seksu, nie chce go i tyle. Wcale nie musi grać w żadną grę, nie siedzi w głowie mężczyzny, nigdy nie odczuła braku seksu, więc najzwyczajniej w świecie nie rozumie co się z nim dzieje i jakie to dla niego ważne, bo ona ma inne priorytety . Mąż może jej wszystko powiedzieć, ale to nadal będą jego odczucia i jego potrzeby a nie jej. To taka przysłowiowa rozmowa ze ślepym o kolorach.

79

Odp: Seks i wirus.
Meliska21 napisał/a:

Bagiennik mnie się jednak wydaje, że bliżej prawdy jest Lady Loka. Po prostu kobieta nie widzi problemu w braku seksu, nie chce go i tyle. Wcale nie musi grać w żadną grę, nie siedzi w głowie mężczyzny, nigdy nie odczuła braku seksu, więc najzwyczajniej w świecie nie rozumie co się z nim dzieje i jakie to dla niego ważne, bo ona ma inne priorytety .

Meliska wszystko wszystkim, ale jeżeli kobieta prowokuje, nakręca i podkręca atmosferę a potem robi dziwne akcje i nagle w jednej chwili rezygnuje rozmyśla się albo idzie oglądać serial to to facet w sile wieku ma sobie pomyśleć to tak jakby głodnemu podsunąć gorący posiłek i nagle zabrać pokazując środkowy palec przecież chyba wie jak to działa na męża takie głupie zabawy to jakieś chore jest i nawet dość odległe od "zwykłej" reglamentacji seksu.Ona nie odmawia tylko i wyłącznie notorycznie ona stwarza pozory że ma ochotę na seks .Bardzo to "dziwny" rodzaj kontrolowania męża i po co jej to potrzebne?
To co m4jkel opisał w swoim wątku jeśli chodzi o zachowania żony wydaje się wykraczać poza to czym pisała Lady.

80

Odp: Seks i wirus.

Paslawek chyba mi już ten fragment umknął. Rzeczywiście takie szczucie może być rozstrajające i raczej nie jest nieświadome u kobiety z pewnym doświadczeniem, bo przecież nastolatką- dziewicą nie jest i zdaje sobie sprawę z konsekwencji. Przychodzi mi tylko do głowy , ze w ten sposób może potwierdzac swoją atrakcyjność i sprawdzać czy jeszcze działa na męża, ale chyba niewłaściwą drogę obrała.

81

Odp: Seks i wirus.

Ja pójdę dalej - w moim odczuciu to już jest przemoc emocjonalna. Są osoby, którym jakąś zupełnie niezrozumiałą dla mnie przyjemność sprawia dręczenie partnera, a nie wiem jak inaczej można nazwać to, co robi żona m4jkela.
Można mieć niskie libido, nie lubić seksu, nie chcieć go, jeśli między partnerami dzieje się coś niedobrego - i to nie budzi moich zastrzeżeń, jednak upokarzanie drugiej osoby, wywoływanie u niej niepokoju, uporczywe odmawianie bliskości, co w założeniu ma być formą jakiejś kary czy demonstrowania swojej przewagi - nie jest niczym innym, jak właśnie formą przemocy. O tym wciąż mówi się zbyt mało, a jednak związki naszpikowane są takimi przemocowymi zachowaniami, choć ludzie często zupełnie nie zdają sobie z tego sprawy.

82

Odp: Seks i wirus.

Ja juz w temacie M4jkela pisałam i dalej podtrzymuję moją opinię, że M4jkel powinien żonie jasno i wprost powiedzieć, że jeżeli seksu nie chce to ok, nie będzie, ale niech go nie zaczepia i nie nakręca specjalnie jeżeli wie, że potem nie będzie niczego.

83

Odp: Seks i wirus.
Lady Loka napisał/a:

Ja juz w temacie M4jkela pisałam i dalej podtrzymuję moją opinię, że M4jkel powinien żonie jasno i wprost powiedzieć, że jeżeli seksu nie chce to ok, nie będzie, ale niech go nie zaczepia i nie nakręca specjalnie jeżeli wie, że potem nie będzie niczego.

Ale do czego to doprowadzi? Najprawdopodobniej do tego, że znikną między nimi czułości i wyrazy bliskości. Wg mnie to będzie równia pochyla w dół dla tego związku.

Moim zdaniem rozmowa w tej relacji, komunikacja jest niezbędna. Chodzi tylko o sposób komunikowania, bo to, o czym Ty pisałaś, Loka, to nic innego, jak wbijanie siebie w poczucie winy i wstydu, co de facto powoduje, że potem idziesz do łóżka z tym odczuciami a nie że swoim facetem. Trzeba nauczyć rozmawiać tak, aby nie budzić poczucia winy, ale chęć rozwiązania problemu. Bo żona M4jkela też ma problem, straciła libido.

A już odnośnie przypadku M4jkela, to uważam, że problem jest to, że on przestał kręcić żonę w sferze seksualnej. Jednakże jest dla niej bardzo wartościowy w innych sferach. Ona go docenia i się nie dziwię, bo jak czytam jego posty, to mi się wydaje, że to jest fajny facet na życie. No ale przestał ją kręcić seksualnie, nie czuje pożądania. Nie dowiedzą się, co się dokładnie dzieje, jak nie pogadają o tym.

84

Odp: Seks i wirus.

wg mnie jakiś czas temu u M4jkela nastąpiło jakieś tąpnięcie. Tu się zgadzam z Olinką.
To mogło być coś w sferze seksualnej lub psychicznej co w jej głowie zmieniło postrzeganie jego osoby.
Może gdyby mieli dobrą komunikację i zaufanie, wyszliby z tego zakrętu.
Nie jest tajemnicą, że mężczyzni i kobiety trochę inaczej traktują seks, ona mogła coś zinterpretowac w jego zachowaniu tak a nie inaczej.
Te gierki pokazują, że jest zła, dostajesz karę.
Boi się otworzyć, bo wtedy ..na dwoje babka wróżyła: może rozwiać swoje obawy lub je potwierdzić- a chyba nie chce rozpadu waszego związku przynajmniej świadomie.
Dlaczego sądzisz że żona chciałaby trójkąta? Większość kobiet zareagowałaby na nie- bo seks to dla nich bardziej intymność niż szukanie atrakcji..
masz jakąś podstawę by tak sądzić?
A może jakoś psychicznie dominujesz w tym związku i jej zdarzyło się zrobić coś wbrew sobie?

85

Odp: Seks i wirus.

Jednak ja to bym powiązał to o czym pisze Ela i Olinka z wazektomią i przyrostem wagi u żony po porodzie plus jeszcze coś .
Zona M4jkela j jakby zaczęła się bronić atakiem z niepewności co wcale nie musi być działaniem logicznym czy racjonalnym może być pełnym sprzeczności.
W jakiś sposób wazektomia mimo rozmów i uzgodnień podziałała na nią,być może jeszcze dodatkowo coś się stało dla niej istotnego o czym milczy .Deklaracje to nie całość świadomości coś tam chyba zostało skoro czuje się nieatrakcyjna i zdominowana przez męża .

86 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2020-04-07 10:11:18)

Odp: Seks i wirus.
paslawek napisał/a:

Jednak ja to bym powiązał to o czym pisze Ela i Olinka z wazektomią i przyrostem wagi u żony po porodzie plus jeszcze coś .
Zona M4jkela j jakby zaczęła się bronić atakiem z niepewności co wcale nie musi być działaniem logicznym czy racjonalnym może być pełnym sprzeczności.
W jakiś sposób wazektomia mimo rozmów i uzgodnień podziałała na nią,być może jeszcze dodatkowo coś się stało dla niej istotnego o czym milczy .Deklaracje to nie całość świadomości coś tam chyba zostało skoro czuje się nieatrakcyjna i zdominowana przez męża .

Chyba nie doczytałam, że żona M4jkela czuje się nieatrakcyjna i zdominowana przez męża. Trochę te jej podchody w ciągu dnia i jej fochy, gdy on próbuje rozmawiać, mi z tym kolidują.
Za to pamiętam, jak M4jkel pisał, że żona ostatnio zaniechała depilacji stref intymnych i tylko wspomina, że czas z tym coś zrobić, nic z tym specjalnie nie robiąc. Jakby chciała być atrakcyjna, to by dbała o takie szczegóły. Raczej nie chce być atrakcyjna.
To może te sprzeczności, brak logiki i racjonalności.
Dopóki się o pewnych rzeczach nie pogada, nie spojrzy z innej perspektywy (w tym przypadku partnera), to trudno uświadamiać sobie pewne aspekty tej sytuacji. To a propos świadomości.


Jeszcze jedna sprawa, która facetom często umyka, to reaktywność kobiet, a wystarczy sięgnąć do pierwszej z brzegu książki albo wykładu (np. na youtube) chyba najsłynniejszego polskiego seksuologa prof. Starowicza, żeby dowiedzieć się, że ok. 80% kobiet jest reaktywnych. To oznacza, że potrzebują pobudzenia z zewnątrz (ktoś się kiedyś zastanawiał dlaczego kobiety mają tak wiele stref erogennych, a panowie zostali w tym obszarze bardzo skąpo wyposażeni przez naturę?), albo potrzebują być nakręcone własnymi uczuciami, myślami i fantazjami. Jak coś tu stoi w sprzeczności z pożądaniem, to lipa.

87 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-04-07 12:31:16)

Odp: Seks i wirus.

Ona może czuć się atrakcyjna jako kobieta ogólnie, ale nieatrakcyjnie w jego oczach z jakiegoś powodu. A wtedy jego domaganie się seksu może być przedmiotowym traktowaniem w jej oczach.
Kobiety pożądają mężczyzn, którzy je pożądają, jako całości. I wyczuwają niuanse.
Być może właśnie wbrew pozorom M4jkel odczuwa wobec żony potrzebę a nie pożądanie.To coś innego.
Nie żebym coś miała przeciwko urozmaiceniom w seksie.. ale mam taką refleksję, że gdy nie wychodzą one spontanicznie, tylko się tego potrzebuje, planuje wprowadzać, bo może będzie fajniej, to coś wb podstawowej strefie nie gra.
Ale może się mylę.
W moim małżeństwie  długim były rzeczy wykraczajace poza schemat, ale nigdy nie byly planowane, po prostu nastrój chwili.
Inaczej byłyby sztuczne.

88 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-04-07 12:19:59)

Odp: Seks i wirus.
Meliska21 napisał/a:

Bagiennik mnie się jednak wydaje, że bliżej prawdy jest Lady Loka. Po prostu kobieta nie widzi problemu w braku seksu, nie chce go i tyle. Wcale nie musi grać w żadną grę, nie siedzi w głowie mężczyzny, nigdy nie odczuła braku seksu, więc najzwyczajniej w świecie nie rozumie co się z nim dzieje i jakie to dla niego ważne, bo ona ma inne priorytety. Mąż może jej wszystko powiedzieć, ale to nadal będą jego odczucia i jego potrzeby a nie jej. To taka przysłowiowa rozmowa ze ślepym o kolorach.

Tylko wtedy to już chyba zaczyna się tworzyć jakieś błędne koło..Gdzie tutaj w takim razie porozumienie? Skoro strona bierna i niechętna, w tym przypadku do uprawiania seksu, i tak jest skazana na wygraną to ta druga będzie cały czas pogrążona w stresie i frustracji, bo przecież tak samo pragnie tego zbliżenia i czułości jak tamta odnosi się do współżycia z niechęcią. Można się w ten sposób licytować, czyje potrzeby są ważniejsze i kto ma ustąpić, kiedy raczej nikt ustąpić nie będzie w stanie i nie powinno być tutaj wygranych ani przegranych. Ale wiadomo, że to tylko w teorii. Jako, że to zwykle facet jest poszkodowany w kwestii braku seksu, to jemu się obrywa, gdy chce choćby poruszyć ten temat z żoną, tak jak próbował to wielokrotnie robić m4jkel. Dlatego zachowanie jego żony wygląda bardziej właśnie jak rozgrywanie jakiejś gry, w celu tylko jej wiadomym, gdzie on zakłada od razu, ze mąż ma być w tym ofiarą. Jeśli nawet w przyczynie zmiany jej zachowania jest jego wina, to nie dopuszcza do tego, aby on rozwiązał ten problem.
Jeżeli np jest tak, jak sugeruje magdalena, gdzie w zachowaniu żony Kolegi nie ma nawet krzty racjonalności, to pozostaje mi głęboko współczuć m4jkelowi, bo czego by nie próbował zrobić, to i tak dostanie rykoszetem. Zakładając, że oczywiście kocha żonę i jej na niej zależy( w co nie wątpię), stara się jak może aby wczuć się w jej położenie, ona zaś pozostaje głucha i ślepa na jego argumenty. Facet( zresztą pewnie nie tylko on) nie może pojąc, dlaczego kobieta nie chce się zwyczajnie otworzyć przed nim, wychodząc z założenia, że jeśli istnieje problem to trzeba go rozwiązać a nie dalej bawić się w takie podchody i teatrzyki. Skoro żona m4jkela je cały czas uskutecznia, to znaczy chyba, ze coś jej dają, pytanie tylko co? Poza oczywiście ciężką do wytłumaczenia satysfakcją z ukarania faceta..
Jeśli Was Panie tak to cieszy, to ja się naprawdę zaczynam bać...

89

Odp: Seks i wirus.

Bagiennik jeśli jest tak jak piszesz i kobiety rzeczywiście prowadzą takie wojny podjazdowe dla czystej satysfakcji lub co gorsza z zemsty, chęci ukarania faceta, to ja choć jestem kobietą, też ich nie rozumiem. Kurcze czy ja właśnie sformułowałam wniosek, że nie rozumiem własnej płci? Nigdy nie grałam seksem i nie traktowałam go jak karty przetargowej, ale może dlatego, że lubię seks i zawsze lubiłam, więc w ten sposób ukarałabym siebie. To z niczym nieporównywalny moment bliskości, jedności, odprężenia i oderwania się od problemów dnia codziennego. Ale jak widać natura jest przewrotna i ci co nie chcą to mają, a ci co by chcieli muszą zadowolić się ochłapami.

90 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-04-07 15:37:51)

Odp: Seks i wirus.

Nie mówię, że to jest spotykane u większości, tylko się zastanawiam, jaki cel mają te, które tak postępują..Co chcą osiągnąć i dlaczego daje im to pewną satysfakcje czy korzyści( jeśli daje).
Z opisu, jaki podał Kolega m4jkel jego żona tak właśnie postępuje. Przykre jest też to, że niestety często po iluś tam odmowach facet decyduje się na skok w bok. Zostaje potem zmieszany z błotem, bo od razu przypina mu się łatkę, że wykorzystał pierwszą nadarzającą się okazję. Kto w takim wypadku łatwo uwierzy w inną wersję wydarzeń? Choćby taką, że facet próbował dojść z małżonką do porozumienia a traktowany był cały czas tak, jak m4jkel. Czy chociażby to, że dla faceta seks może być równie ważny i istotny aspekt związku, co dla kobiety bliskość, czułość i emocjonalność? Przecież już samo brzmienie tych słów wywołałoby kpinę niektórych: " Jak to seks ważniejszy od emocjonalności czy czułości, czy też bardziej poczucia bycia atrakcyjną, docenioną itp. Tylko, jak słusznie zauważyłaś seks to też(czy może przede wszystkim) czułość i bliskość między partnerami a nie tylko pożądanie? Chyba, że taka kobieta uznaje, żę facet czerpie z seksu tylko i wyłącznie to drugie... Kolega, jak widać szczerze żonę kocha i nie wyobraża sobie skoku w bok. Już samo to, że ona tego nie widzi( czyli można przypuszczać, że nie widzi, iż JEST atrakcyjna dla męża), sprawia, że Koledze jest przykro.

91

Odp: Seks i wirus.

Kobieta uważa,że przestaje być atrakcyjna dla partner,  kiedy przestaje być atrakcyjna sama dla siebie. Takie jest moje zdanie. Naginanie kogoś do swojego poziomu i potrzeb,  nieistotne w jakiej konfiguracji, może przynieść tylko negatywne skutki. Nic na siłę i to jest właśnie tragizm sytuacji, bo nie chcę ale muszę lub chcę ale nie mogę. Tak w takich sytuacjach możliwe jest otwarcie związku, rozwód lub zdrada albo trwanie razem z frustracją w tle.

92

Odp: Seks i wirus.

Hmm, ciekawa zależność..W takim razie wychodzi na to, że co by facet nie myślał i nie mówił, czy nawet nie okazywał kobiecie, jak bardzo jest dla niego cudowna, to ona i tak będzie twarda jak mur- beton, twierdząc, że jednak coś z nią nie tak? W takim przypadku się nie dziwię m4jkelowi, bo uświadomienie komuś rzeczywistego stanu jest prawie niemożliwe, kiedy ktoś buduje wokół siebie zaporę nie do przebycia.

93

Odp: Seks i wirus.
Janix2 napisał/a:

Pytanie w sumie czysto teoretyczne. Czy w związku z tym że dłużej partnerzy przebywają razem zauważyliście u was że powiedzmy zwiększyła się częstotliwość uprawiania go ewentualnie jakość. U mnie bez zmian, jaki przed pandemią był taki jest.


Teoretycznie mniej są ludzie zmęczeni więc powinno im się chcieć więcej. No, to tak teoretycznie. big_smile

94

Odp: Seks i wirus.
Meliska21 napisał/a:

Kobieta uważa,że przestaje być atrakcyjna dla partner,  kiedy przestaje być atrakcyjna sama dla siebie. Takie jest moje zdanie. Naginanie kogoś do swojego poziomu i potrzeb,  nieistotne w jakiej konfiguracji, może przynieść tylko negatywne skutki. Nic na siłę i to jest właśnie tragizm sytuacji, bo nie chcę ale muszę lub chcę ale nie mogę. Tak w takich sytuacjach możliwe jest otwarcie związku, rozwód lub zdrada albo trwanie razem z frustracją w tle.

Osobiście nie bardzo się z tym zgadzam. Można czuć się dobrze samej ze sobą, można przeglądać się w oczach innych mężczyzn, co nas tylko upewnia we własnej atrakcyjności, jeśli jednak nie czuje się pożądania i nie widzi tego błysku w oku własnego partnera, na którym chyba każdej z nas nam zależy, to wraz z upływem czasu coś się w związku zaczyna sypać. Główną tego konsekwencją jest mniejsza ochota na seks z TYM mężczyzną, w tym brak otwartości, chęci na próbowanie czegoś nowego. Kobieta może zablokować się w danej relacji, co nie znaczy, że z kimś innym nie będzie chętna pójść o niebo dalej niż tu byłaby w stanie w ogóle brać to pod uwagę. Jednym słowem trzeba czuć się komfortowo, pewnie i absolutnie bezpiecznie, aby wychodzić z wyraźną inicjatywą. No chyba, że seks sprowadzi się wyłącznie do poziomu potrzeb fizycznych i potraktuje partnera nieco przedmiotowo.
W sumie ciekawa jestem co inni na to wink.

95

Odp: Seks i wirus.

Nie wiem, może się nie znam na kobietach ;P , ale raczej każdej z Was powinno przede wszystkim zależeć na tym, aby się czuć dobrze i atrakcyjnie dla partnera. Przynajmniej w zdecydowanej większości.
Jako facet osobiście do końca nie rozumiem tej silnej potrzeby bycia atrakcyjną samej dla siebie. Jeśli przez poczucie bycia atrakcyjną to zupełnie co innego, niż samoakceptacja..
Czy muszę samej siebie się podobać? Z męskiego punktu widzenia, to nie wiem, jakie mankamenty musiałbym posiadać, żeby siebie nie akceptować smile W  moim odczuciu wystarcza mi akceptacja, przyjęcie do wiadomości pewnych faktów - jestem taki, jaki jestem, nie muszę niczego zmieniać ani specjalnie się starać. Z drugiej strony, jeśli dajmy na to, zaniedbałbym swoje zdrowie/formę to nie potrzebuję motywacji innej osoby, żeby to zmienić.
Chcę zmienić to dla siebie, ale nie wynika to z potrzebą bycia atrakcyjnym, ale raczej pewnym komfortem smile A to już raczej co innego

96

Odp: Seks i wirus.

Hehe:)) no po raz enty się uśmiecham czytając na forum podobne wypowiedzi w duchu męskiego egocentryzmu.
Po prostu nie istnieje inna męska perspektywa niż to że wszystko co wiąże się z poczuciem atrakcyjności kobiety wiąże się z chęcią podobania się mężczyznom.
Może o to chodzi, że to zwykle kobiety mają gdzieś wbudowane poczucie estetyki, i nawet jakby nikogo nie spotkać, to rozczochrane i w łachmanach na ulicę nie wyjdą?

97 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-04-07 21:21:35)

Odp: Seks i wirus.

Ela Nie ma co się śmiać, można próbować zrozumieć smile Ja właśnie próbuję cały czas zgłębić tok myślenia drugiej strony a poprzedni post jest zwykłą odpowiedzią na post Olinki.

Jeśli mam nie wychodzić na zewnątrz w łachmanach i rozczochrany, to raczej bym bardziej sprecyzował, ze to poczucie estetyki, higieny, taktu czy czegoś podobnego, ale raczej nie atrakcyjności. Czy zatem można czuć się nieatrakcyjnym, ale powiedzmy być uznanym za przyzwoitego, kto nie chodzi w obdartych szmatach czy nie dba o siebie? Poza tym, chyba dla każdego rozczochrany i chodzący w łachmanach może oznaczać coś innego. W moim przypadku lubię choćby chodzić w swetrach czy polarach a żeby założyć elegancką koszulę, to naprawdę musi się zdarzyć okazja. Dla niektórych będę zapewne ubrany nieodpowiednio, bo swetry są albo niemodne albo nie za bardzo eleganckie? Zatem rozchodzi się o to, czy można czuć się estetycznie, ale niekoniecznie atrakcyjnie? W moim ujęciu estetyka to przede wszystkim czystość i schludność smile
Może w takim wypadku nazywamy tą samą rzecz/poczucie zupełnie inaczej?

98

Odp: Seks i wirus.

Dzięki, że próbujecie rozpracować mój problem i za słowa, że fajny że mnie facet smile
Odpowiadając na kilka sugestii powiem, że u nas zawsze był spontan. Takie rzeczy jak zabawki czy filmy, były zawsze spontaniczne. I nie było tego dużo. Ograniczała nas tylko wyobraźnia i fizjonomia w tych sprawach. Do tej pory potrafi mnie zaskoczyć.
Cały czas pożądam żony. Równie mocno jak 12 lat temu, gdy się pierwszy raz kochaliśmy.  Nie ma dla mnie znaczenia tusza, makijaż, wciąż ją kocham i pożądam. Nigdy nie dałem jej odczuć, że mnie fizycznie odpycha.
Jej gierki mocno się ukrucily, bo dałem niej wyraźnie znać, że ma nie zaczynać jeśli nie ma zamiaru skończyć. Zaczęła zatem okazywać więcej czułości, ale nadal poza łóżkiem.
Padło pytanie o tąpnięcie. Największe było po jej zmianie pracy. Ale wczoraj pojawiło się coś, co być może tłumaczy spadek zainteresowania moją osobą w tym czasie. Największy okres braku zainteresowania seksem byl z początkiem zeszłego roku. Wtedy też pojawiły się jej pytania o trójkąty, ale zgodnie ujelismy sprawę, że mamy siebie i jest ok. Czasami dla śmiechu rozmawialiśmy czy przykładowo mógłbym być pasywnym czy aktywnym gejem (spotkałem się z zainteresowaniem moja osobą przez gościa w klubie, centralnie mnie podrywał).
Natomiast wczoraj miałem w ręku jej stary telefon. Jest uszkodzony i służy dziewczynom jako uspokajacz rodziców czyt. bajki oglądają, tata odpoczywa. Czyscilem go z pamięci i plików, a także historię. Natrafiłem na pytania sugerujące w stylu "zakochana w kobiecie" czy "czy jestem lesbijką?". To by tłumaczyło jej ówczesne pytania o trójkąty, w powiązaniu z powyższym. Nie mam powodów do myślenia o zdradzie. Nie zachowywała się podejrzane, nie wymykała się, na chowała się z komórką, a też nie ma wiedzy jak się ukrywać w internecie.
Mimo to, zacząłem myśleć, że może to jest powodem. I jak tego nie robię, bo szanuję jej prywatność, to w obliczu tego odkrycia musiałem zerknąć na jej obecny telefon. Ani śladu treści lesbijskich. 
Za to więcej treści z gatunku b"ostrych", co pokrywa się z jej aktywnością w łóżku, gdy już się  kochamy, że wyraźnie woli ostrzej.

Gdy analizuję sobie cały zeszły rok, to wszystko mi się układa. Fascynacja kobietami, mąż w odstawkę. Mija ta fascynacja, pojawia się pikanteria. Nieśmiało wraca do męża i domaga się intensywniejszych pieszczot. Znam żonę, wiem jak potrafi być podatna na to, co ogląda lub czyta. Jak z "50 Twarzami Greya", gdzie mówi się o zwiększonej ochocie na bdsm po lekturze tej skądinąd kiepskiej książki.

Sam już nie wiem.

99 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-04-07 22:06:11)

Odp: Seks i wirus.

No chyba faktycznie pomieszało się tu kilka pojęć. Jeśli zawęzić pojęcie atrakcyjności tylko do odbioru przez drugą osobę, to oczywiście nie ma sensu odnosić tego do siebie.
Tylko jak zrozumiałam Olinkę chodzi o poczucie bycia atrakcyjną nie tylko w odniesieniu do kogoś, ale ogólnie dla płci przeciwnej. I może się zdarzyć tak, że odbierasz negatywne sygnały że strony partnera, ale on nie jest jedynym lustrem.
Ps . sweterek jest ok:)
Chyba że pamięta czasy prehistoryczne..:)
Pisałam o ubraniach bo każdy mężczyzna interpretuje ubiór kobiety jako sygnalizację czegoś dla otoczenia, a ja się z tym nie zgadzam.
A co do tematu:
Żona M4jkela może czuć się atrakcyjną mimo że przytyła po ciąży, i że nie jest wydepilowana. On okazuje że na atrakcyjności straciła a jednocześnie domaga się seksu i nie widzi w tym dysonansu, a ona tak.
Jak pomysły o trójkącie z inną kobietą wyszły od niego, lub coś źle zrozumiał w rozmowie, np nie wyczuł sarkazmu, to koncertowo sp...

Edit: pisaliśmy razem. Więc w świetle nowych danych: pozostaje rozmowa wprost. Skoro to żona ten temat poruszała. Wydawało mi się, że biseksualność nie polega na odrzuceniu mężczyzny. Chyba że żona jest po prostu lesbijką.

100

Odp: Seks i wirus.

Sęk w tym, że nie jest. Na początku zeszłego roku dużo zwracała uwagi na, ze tak to ujmę, estetyczne walory kobiety. Kobiece ciało jest ładniejsze dla oka, atrakcyjniejsze itd. Stąd nie jestem jakoś zszokowany odkryciem na starym telefonie. W drugiej połowie roku zaś zmieniła retorykę i zaczęła podkreślać archetyp męski w postaci np. długiej brody i tężyzny fizycznej coś a'la Wiking. Przy tym ostrzejszy i dominujący ja w seksie.
Raz na miesiąc, co prawda, ale tak jest.
Musiałbym kilkadziesiąt stron napisac, aby oddać każdy aspekt zachowania mojej żony, wszystkie sprzeczności, za i przeciw różnym argumentom, której sami przytaczacie.
Nie wiem czy to przychodzi z wiekiem, czy wynika z nudy i rutyny w moim małżeństwie, co próbuję zmienić. Wiem za to, że gdyby powiedziała wprost czego pragnie, gdyby się na nowo otworzyła, to dziś nie pisałbym na forum.

101

Odp: Seks i wirus.

Właśnie wypowiedzi m4jkela nie znalazłem nigdzie wzmianki o tym, że on okazuje żonie, iż jest dla niego/ w ogóle nieatrakcyjna. A co do sarkazmu, to niestety zbyt często jest on zbędną kobiecą bronią i kiedy  by go nie było, zapewne sprawy rozwiązywałyby się szybciej. Z pewnością problemu by nie było, gdyby żona była gotowa się otworzyć i wyrzucić z siebie swoje problemy.
Co do atrakcyjności, to właśnie całkowicie mogę zrozumieć, jeśli ktoś chce się czuć atrakcyjny w oczach innych, choćby po to żeby uzyskać akceptację czy uznanie. Natomiast to, co odczuwa względem siebie nazwałbym prędzej samoakceptacją powiązaną z wyczuciem estetyki, stylu itp. Jakoś nie może mi przejść przez gardło słowo "atrakcyjność" w stosunku do samego siebie..
Natomiast w przypadku bycia atrakcyjnym dla płci przeciwnej, to mimo tego, że znam powiedzmy pewne standardy, to mogę się do nich nie stosować, bo są sprzeczne z moim poczuciem wygody czy zadowolenia albo zwykłego pragmatyzmu. Gdzieś ostatnio natknąłem się na wątek o tym, czy facet powinien nosić zegarek. Mnóstwo opinii jest za noszeniem, bo ładnie i estetycznie się prezentuje. Tylko jeśli mam telefon z zegarkiem, to na co mi jeszcze zegarek na rękę? Chyba,  że będę go nosił tylko dla wyżej wymienionego celu a to raczej nie przejdzie. Tak samo z pewnymi szczegółami garderoby: marynarkę czy koszulę ubiorę tylko na specjalne okazje( mimo, że są traktowane, jako eleganckie, mogące zwiększać atrakcyjność faceta w oczach kobiet), bo nie czuję się w nich komfortowo.

102

Odp: Seks i wirus.

Śledzę cały czas ten wątek i to co wszyscy piszą w sprawie m4jkela, ale niestety coraz bardziej odkrywam, że jego sytuacja dość mocno różni się od mojej. W moim związku tak naprawdę nigdy tego ognia w seksie nie było. Dla mnie jest to wciąż sfera dość problematyczna, w której ciężko mi przychodzi się całkiem wyluzować. Zdaję sobie doskonale sprawę, że moje problemy w tej kwestii mogły mocno wpłynąć na żonę i ją stopniowo "wygaszać". Niestety dla mnie problem jest ogólnie szerszy, bo żona generalnie jest emocjonalnie oschła. Ja swojej żony nie mogę pocałować w usta. Kiedy ją przytulam to nie ma żadnej interakcji. W ogóle nic. Ona miała zawsze problem nawet w okazywaniu ciepła wobec syna. I tak jakby do niej nie docierały wielokrotnie przedstawiane argumenty, że to po prostu cholernie boli.
O ile nic się nie zmieniło, to dzisiaj ma umówioną jakąś wstępną konsultację z potencjalnym terapeutą. Nie wiem, czy to aktualne. Obawiam się trochę, że ona pójdzie na terapię, ale będzie całkowicie teflonowa na to co usłyszy. Nawet jej najlepsza przyjaciółka mi kiedyś powiedziała, że do niej nic nie dociera. Nawet jeśli wie, że coś robi źle.

103

Odp: Seks i wirus.
Misinx napisał/a:

Śledzę cały czas ten wątek i to co wszyscy piszą w sprawie m4jkela, ale niestety coraz bardziej odkrywam, że jego sytuacja dość mocno różni się od mojej. W moim związku tak naprawdę nigdy tego ognia w seksie nie było. Dla mnie jest to wciąż sfera dość problematyczna, w której ciężko mi przychodzi się całkiem wyluzować. Zdaję sobie doskonale sprawę, że moje problemy w tej kwestii mogły mocno wpłynąć na żonę i ją stopniowo "wygaszać". Niestety dla mnie problem jest ogólnie szerszy, bo żona generalnie jest emocjonalnie oschła. Ja swojej żony nie mogę pocałować w usta. Kiedy ją przytulam to nie ma żadnej interakcji. W ogóle nic. Ona miała zawsze problem nawet w okazywaniu ciepła wobec syna. I tak jakby do niej nie docierały wielokrotnie przedstawiane argumenty, że to po prostu cholernie boli.
O ile nic się nie zmieniło, to dzisiaj ma umówioną jakąś wstępną konsultację z potencjalnym terapeutą. Nie wiem, czy to aktualne. Obawiam się trochę, że ona pójdzie na terapię, ale będzie całkowicie teflonowa na to co usłyszy. Nawet jej najlepsza przyjaciółka mi kiedyś powiedziała, że do niej nic nie dociera. Nawet jeśli wie, że coś robi źle.

Dlaczego została Twoją żoną? Wybacz bezpośredniość, ale chciałabym wiedzieć.

104

Odp: Seks i wirus.
Zielony_Domek napisał/a:

Dlaczego została Twoją żoną? Wybacz bezpośredniość, ale chciałabym wiedzieć.

Mnie zastanawia czy wcześniej przed ślubem też taka była oziębła. Nie widziałeś tego, czy nie chciałeś widzieć? A może wcześniej Ci to nie przeszkadzało, bo wiadomo, że pewne niedociągnięcia z czasem zaczynają ciążyć coraz bardziej. Co znaczy że od początku nie było ognia, nie podniecała Cię,  nie pragnąłeś jej, czy byłeś wycofany, skrępowany lub zawstydzony?

105

Odp: Seks i wirus.
Zielony_Domek napisał/a:
Misinx napisał/a:

Śledzę cały czas ten wątek i to co wszyscy piszą w sprawie m4jkela, ale niestety coraz bardziej odkrywam, że jego sytuacja dość mocno różni się od mojej. W moim związku tak naprawdę nigdy tego ognia w seksie nie było. Dla mnie jest to wciąż sfera dość problematyczna, w której ciężko mi przychodzi się całkiem wyluzować. Zdaję sobie doskonale sprawę, że moje problemy w tej kwestii mogły mocno wpłynąć na żonę i ją stopniowo "wygaszać". Niestety dla mnie problem jest ogólnie szerszy, bo żona generalnie jest emocjonalnie oschła. Ja swojej żony nie mogę pocałować w usta. Kiedy ją przytulam to nie ma żadnej interakcji. W ogóle nic. Ona miała zawsze problem nawet w okazywaniu ciepła wobec syna. I tak jakby do niej nie docierały wielokrotnie przedstawiane argumenty, że to po prostu cholernie boli.
O ile nic się nie zmieniło, to dzisiaj ma umówioną jakąś wstępną konsultację z potencjalnym terapeutą. Nie wiem, czy to aktualne. Obawiam się trochę, że ona pójdzie na terapię, ale będzie całkowicie teflonowa na to co usłyszy. Nawet jej najlepsza przyjaciółka mi kiedyś powiedziała, że do niej nic nie dociera. Nawet jeśli wie, że coś robi źle.

Dlaczego została Twoją żoną? Wybacz bezpośredniość, ale chciałabym wiedzieć.

A dlaczego ludzie się ze sobą wiążą ? Bo wydaje im się, że spotkali właściwą osobę.
Mam deficyty, które powodują, że nie jestem łatwym partnerem. Moim zdaniem nie mam wiele do zaoferowania. Przez bardzo długie lata żyłem sam i byłem prawie całkowicie przeźroczysty dla płci przeciwnej. Żona to można powiedzieć, że mój drugi związek w życiu, choć nie wiem, czy pierwszą relację można w ogóle nazwać związkiem. Raczej nie.

Na początku nie było tak jak teraz. Żona przykładowo nie miała problemów z całowaniem. Gdyby tak było od początku to w ogóle bym nie wchodził w w tę relację, bo jednak to są dla mnie sprawy ważne. Nigdy praktycznie (poza jednym razem) nie przejmowała inicjatywy w seksie. To zawsze musiało wychodzić z mojej strony.

106

Odp: Seks i wirus.

Jeśli przez task długi czas i mimo terapii nie udało się tego zmienić, to musicie się z tym pogodzić i oprzeć związek na czymś innym. A tu uporczywie jedno od drugiego oczekuje zmiany.Może separacja wyklarowałaby wam sytuację.

107

Odp: Seks i wirus.
Ela210 napisał/a:

Może separacja wyklarowałaby wam sytuację.

W takich sytuacjach jestem ogromną zwolenniczką separacji, niekoniecznie formalnej, bo wystarczy, by dwoje ludzi trochę oddzielnie pomieszkało i oboje mogli bez dodatkowych bodźców oraz emocji przemyśleć sobie to i owo, a przy tym przekonać się czy tęsknią, czy może samym jest im lepiej. To rodzaj testu. Kiedy się ze sobą nie przebywa, nie rozmawia, nie mija, nie czuje się głębokiej pustki, która rodzi żal - łatwiej jest wyciągać racjonalne wnioski, w tym przede wszystkim czy aby na pewno chce się i w ogóle jest sens być z tą drugą osobą.

108

Odp: Seks i wirus.

Muszę nieco zrewidować mój wpis o kwarantannie i braku zmian.
Nastąpił u niej "pstryk".
Od 7 nocy (co noc) mięsień dolny prąciowy jest intensywnie używany w warunkach bojowych.
Ponoć "bo jestem jakaś, taka wypoczęta".

smile

109

Odp: Seks i wirus.

Jestem szczerze (ale pozytywnie) zdziwiony nagłą zmianą sytuacji big_smile M4jkel, cieszę się wraz z Tobą. Tylko teraz, żeby tak został, nawet po pandemii smile

110 Ostatnio edytowany przez Misinx (2020-04-13 16:29:34)

Odp: Seks i wirus.
m4jkel napisał/a:

Muszę nieco zrewidować mój wpis o kwarantannie i braku zmian.
Nastąpił u niej "pstryk".
Od 7 nocy (co noc) mięsień dolny prąciowy jest intensywnie używany w warunkach bojowych.
Ponoć "bo jestem jakaś, taka wypoczęta".

smile

To chyba mogę tylko pozazdrościć.
Ja w głowie coraz bardziej oswajam się z myślą o rozstaniu.

111

Odp: Seks i wirus.
m4jkel napisał/a:

Muszę nieco zrewidować mój wpis o kwarantannie i braku zmian.
Nastąpił u niej "pstryk".
Od 7 nocy (co noc) mięsień dolny prąciowy jest intensywnie używany w warunkach bojowych.
Ponoć "bo jestem jakaś, taka wypoczęta".
smile

To nie krępuj się, opowiadaj, tylko ze szczegółami smile

112

Odp: Seks i wirus.

m4jkel Pozostaje tylko pogratulować i życzyć jak największej satysfakcji ze wspólnego życia smile O szczegółach nie musisz opowiadać, przynajmniej dla mnie smile

113

Odp: Seks i wirus.

Nie mam zamiaru opowiadać, bo jeszcze któryś odbije. Jak już coś się dzieje, to "taka żona to skarb", jak to mówią. smile Tak zawsze było i wróciło. Nie będę się zastanawiał na jak długo, ważne, że pstryknęło.

114

Odp: Seks i wirus.

No to świetnie.Jak się skończy pandemia to radzę dalej trzymać żonę od czynnika stresującego smile Już wiesz ,w gdzieś na zewnątrz domu on jest.:)

115

Odp: Seks i wirus.
m4jkel napisał/a:

Nie mam zamiaru opowiadać, bo jeszcze któryś odbije. Jak już coś się dzieje, to "taka żona to skarb", jak to mówią. smile Tak zawsze było i wróciło. Nie będę się zastanawiał na jak długo, ważne, że pstryknęło.

Może głupio to zabrzmi ale wirus uratował ci życie a na pewno zdrowie ( w tym psychiczne) i poprawił nastrój.

Posty [ 66 do 115 z 115 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024