Szybciej dotarł by na Marsa. Przecież to nie jego problem, tylko mój. To ja jestem przemęczona i czepiam się. Jemu jest dobrze.
Marata, ja też bym pogadała z nim o terapii.
Z racji swojego zaburzenia może też mieć problem z zorganizowaniem się. Może warto wprowadzić plany zajęć i obowiązków na cały tydzień dla całej rodziny.
68 2019-08-10 10:16:44 Ostatnio edytowany przez Marata (2019-08-10 10:59:14)
Jestem po ciężkich rozmowach (bez łez).
Okazuje się, że mąż doskonale wie, jak sytuacja się ma, tylko mu się nie chce. Zwyczajnie mu się nie chce.
Wyjaśnił mi, że tak jak jest teraz w domu, mu odpowiada i nie widzi potrzeby tego zmieniać.
Nie będzie stosował się do list, nie widzi potrzeby odpowiadania za wychowanie dzieci i angażowania się w cokolwiek. Może czasem pojedzie ze mną na zakupy i rozwiesi pranie.
Na terapię nie pójdzie. Za gosposię nie zapłaci.
Podczas rozmowy byłam rzeczowa, spokojna i nie dałam się zepchnąć do defensywy, że to moja wina bo coś tam, oraz nie pozwoliłam na zmianę tematu.
Idę z dziećmi na obiad na pizze. Trudno. Wdrożę plan tajemniczej75 - minimum dla męża.
To jest, moim zdaniem, prosta droga do zakończenia związku...
No i ewidentnie widać, że choroba choroba, ale tu o zwykle lenistwo ivwygodnictwo chodzi. Zrezygnował z lepszej pracy, bo mu się robić nie chciało. W domu też mu się nic nie chce, dziećmi się niezajmie. Dla mnie to już żaden partner po cholere z nim byc. Ja bym się rozstała, ale rozumiem, że można chcieć być dalej w takim związku. W takim wypadku nic bym za niego nie robiła. Ba, nawet neta bym odciela, tzn hasło zmieniła zeby nie siedział. Jedzenie bym kupowania tylko dla siebie i dzieci, kłódka na lodówkę. Opłacanie opłat po połowie i wydatków na dzieci. Zero prania jego ubran. Zmywanie tylko po sobie i dzieciach, chowanie czystych naczyń żeby z nich nie korzystał, póki sam nie umyje itp.
To jest, moim zdaniem, prosta droga do zakończenia związku...
To nie jest już związek. To bycie współlokatorami jednego mieszkania, przy czym jeden ze współlokatorów ma dzieci.
Jakie są przyczyny rozpadu tego związku (bo, jak wynika ze słów bohatera wątku, odpowiedzialnym nie jest ZA)?
To jest, moim zdaniem, prosta droga do zakończenia związku...
No dla mnie prosta droga do zakończenia zwiazku jest postawa mm meza. Bo jak inaczej rozwiązać problem, gdy partner ma wszystko w dupie i jawnie o tym mówi?
Z takim nastawieniem to naprawdę rzeźnia. Radykalne kroki będą musiały pójść w ruch, bo tak być nie może.
Próbowałabym jeszcze rozmawiać...
Pamiętajcie, że Marata sobie ugrala otwarty związek i spotyka się z mnóstwem innych ludzi. Mało który facet ma tak na bani by się zgodzić na to
. Coś za coś...
Pamiętajcie, że Marata sobie ugrala otwarty związek i spotyka się z mnóstwem innych ludzi. Mało który facet ma tak na bani by się zgodzić na to
. Coś za coś...
Nawet jeżeli, to otwarty polega na tym, ze malzonek też może się spotykać z innymi. Raczej chyba nie padło ustalenie, ja będę chodziła na boki, ale ty nie możesz, nie martw się będę za ciebie robiła wszystko.
77 2019-08-10 12:22:03 Ostatnio edytowany przez Burzowy (2019-08-10 12:22:53)
Ale w praktyce to tak wygląda właśnie, bo kobieta chętnych obu płci znajdzie wszedzie. Mi też takie proponowano, ale idiota nie jestem
.
Edit: Idiota w sensie, że wiem jak to w praktyce wygląda.
Ale w praktyce to tak wygląda właśnie, bo kobieta chętnych obu płci znajdzie wszedzie. Mi też takie proponowano, ale idiota nie jestem
.
Edit: Idiota w sensie, że wiem jak to w praktyce wygląda.
No to mógł się nie godzić. Natomiast moim zdaniem się zgodził bo jak widać ma na wszystko wywalone. Na gdzieś jak jest w chalupie, ma gdzieś co z dziećmi, ma gdzieś czy żona chodzi na boki, na gdzieś dobrze płatna prace. On po prostu chce mieć święty spokój. Ja też tak chcę, ale niestety jak na się dzieci to trzeba być za nie odpowiedzialnym. Nie rozumiem dlaczego tylko jeden rodzic ma być odpowiedzialny.
Marata zazwyczaj nie jestem fanką takich rozwiązań a wręcz przeciwnie ale może jakieś ultimatum? Nie zasugeruje dokładnie jakie ale sytuacja jest delikatnie mówiąc kryzysowa skoro od towarzysza życia słyszysz wprost 'nie chce mi się nawet dla Ciebie sprobowac'
Ale w praktyce to tak wygląda właśnie, bo kobieta chętnych obu płci znajdzie wszedzie. Mi też takie proponowano, ale idiota nie jestem
.
Edit: Idiota w sensie, że wiem jak to w praktyce wygląda.
To nie zwalnia z obowiązku dbania o dzieci. Ze znajomymi, którzy mają dzieci też pozwalamy sobie na wyjazdy turniejowe, ale nikt z tego powodu nie zawala rodziny czy pracy. Swoje trzeba odrobić i potem dopiero przyjemności.
Na związek w takiej formie się zgodził i nikt mu pistoletu nie przykładał do głowy.
81 2019-08-10 12:40:49 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2019-08-10 13:03:54)
Zamiast wysyłać go na terapię niech zrobi kompleksowe badania : tarczyca, hormonalne, nadnercza, próby wątrobowe, toksyny w organizmie, pasożyty, candita, prolaktyna itp. Terapia tylko może pogorszyć sprawę. Wystarczy, że przez stresującą pracę wypali sobie nadnercza wysokim poziomem kortyzolu i traci werwę. Potem prolaktyna zablokuje wydzielanie dopaminy ( neuroprzekaźnik działaniai i werwy życiowej) w wyniku czego zabraknie mu motywacji do zycia. A w konsekwencji wpadnie w spiralę wyje..ania i świętego spokoju. Wycofał się z lepszej płatnej pracy bo boi się odpowiedzialności i większej dawki stresu, która go powoli zabija. Dlatego instynkt samozachowawczy się w porę uruchomił.
Dlatego taki bez energii i werwy mężczyzna nie będzie do życia bo on nie tylko wycofa się z robienia kariery ale również w partycypowaniu w wychowywaniu dzieci. Mąż ma duzy problem i powinien dostać wsparcie, pomoc i przede wszystkim motywację do wyjścia z tego przeklętego kręgu a nie pogróżki odejścia czy jakieś szantaże. Mam wrażenie, że kobiety traktują mężczyzn jak jakieś woły pociągowe bez uczuć i słabości. Mężczyźni to też ludzie. Tak samo wrażliwi jak wy a może nawet bardziej. Terapia w tym stanie tylko go zaora bo przypnie mu się łatkę jakiegoś chorego psychicznie. A to może być tylko niski poziom testosteronu, dopaminy i wysoki poziom kortyzolu przez stres w pracy.
PS. Zrezygnowanie z wyścigu szczurów na rzecz mniej odpowiedzialnej ale i słabiej płatnej pracy jest ok ale tylko jeśli się jest singlem i nie ma dzieci na utrzymaniu.
82 2019-08-10 12:51:59 Ostatnio edytowany przez jjbp (2019-08-10 12:58:15)
Co do terapii właśnie to co piszesz jest problemem - dużo osób (myślę że w szczególności mężczyzn) myśli że jak pójdzie do psychiatry to zostanie im wytatuowane na czole 'psychol'. Lekarz jak każdy inny, to mu może serio pomóc a jak coś ma nie tak z hormonami czy coś to zostaną mu zlecone odpowiednie badania na pewno. Bez sensu badać się na ślepo na wszytko co możliwe zamiast iść prosto po diagnozę. Z bólem pleców albo skrecona kostka tak nie robisz tylko idziesz do specjalisty i on zleca Ci badania.
Mordimer, ale on ma ZA, to trochę inne mechanizmy niż u człowieka bez spektrum. I trochę inaczej trzeba na to patrzeć.
84 2019-08-10 13:05:45 Ostatnio edytowany przez jjbp (2019-08-10 13:07:12)
Poza tym ok fragment o wsparciu jak najbardziej ma sens ale zastanówmy się ile Marata będzie w stanie jechac sama ze wszystkim na swoich barkach i bez wsparcia od nikogo. Gdyby on chociaż wykazywał jakiekolwiek chęci, był skory do rozmowy, sygnalizowal dlaczego jest jak jest to rozumiem ale skoro jemu wisi i powiewa wszystko to nie można w nieskończoność oczekiwać bezgranicznego zrozumienia i wsparcia ze strony partnerki. W tej sytuacji to bardziej ona pełni rolę wspomnianego wyżej woła. Nawet święty w końcu nie wyrobi.
Ale w praktyce to tak wygląda właśnie, bo kobieta chętnych obu płci znajdzie wszedzie. Mi też takie proponowano, ale idiota nie jestem
.
Edit: Idiota w sensie, że wiem jak to w praktyce wygląda.
Myślisz że to taki bunt obraza za brak równowagi .Trochę ten upór wygląda na przekore męża .
Może tak być że on czuje się jakiś"pokrzywdzony" co nie koniecznie oznacza że tak jest i nie uroił sobie tego czegoś dla własnej wygody.
Niby wszystko obgadane ustalone a teraz facet zmienia zdanie otwarty związek to był też jego pomysł o ile dobrze pamiętam i to aktywna inicjatywa była w dużym stopniu jego .Czemu zmienia ustalenia i o tym nie mówi?Nie wie czego chce?
Marata a jak te spraweczki że niedyskretnie
zapytam może dziedzina seksu wpływa na jego stan marazmu i odwrotnie.
Seksu nie ma od kilku miesięcy. Przynajmniej u mnie. Z tego co wiem, u niego też nie - komp i gierki.
Ja wracam wyrąbana do domu i na widok łóżka zasypiam. Nie mam sił na figle.
To z inicjatywy męża spotykaliśmy się w trójkątach, a potem tylko w jego obecności. Wyraźnie pisałam, że spotykanie się na boku jest niebezpieczne.
Burzowy, okropną Ci zagwozdkę moim życiem seksulnym zadałam.
87 2019-08-11 03:32:04 Ostatnio edytowany przez nudny.trudny (2019-08-11 03:36:33)
Postaram się przeczytać ten temat dokładniej bo dotyczy osoby z tym samym zaburzeniem które mam ale brakuje mi czasu, a jeszcze chce odpisać osobom które pisały w moim temacie. Pomyślę o tym w pociągu a na początek tyle, że staram się wyobrazić sobie jakie byłoby moje zachowanie w podanej sytuacji. Aktualnie mam podobnie tzn. praca (z tego co widziałem na 1 stronie on pracuje) sporo podróży, powrót najczęściej do babci(wymaga prawie stałej opieki czasem ciotka mi pomaga) dość często staram się pójść do mamy bo ona czasem późno wraca z pracy (taka praca że w wakacje lżej) więc jak mogę coś zrobić w kuchni, przynieść zakupy albo różne inne rzeczy to jej to pomaga, i staram się wczuć w rolę męża - głowy rodziny i jak sobie wyobrażę dodatkowo być ojcem kilku dzieci, to przerasta mnie na samą myśl, na pewno nie dałbym rady. Mój sposób to wcale nie rozważać ślubu ani dzieci, ale w tym temacie jest to bezsensowna rada.
Kilka lat temu byłem bardzo często słaby psychicznie i fizycznie, wiele prostych czynności jak wchodzenie po schodach czy wstanie z łóżka stanowiło problem, mimo to wszystkie rzeczy trzeba było konsekwentnie realizować ale nie było to łatwe. Dlatego mogę sobie wyobrażać że opisane zachowanie męża może mieć podobne podłoże tzn. że zaraz po pracy jest bardzo słaby fizycznie i psychicznie, ma kiepski nastrój, i stara się unikać jakiegokolwiek wysiłku. Tylko że niestety w tym postępowaniu brak empatii dla żony - autorki, która opisała wszystkie obowiązki z jakimi ma do czynienia np. przy dzieciach, w domu, z psem. Zgadzam się że w tej sytuacji raczej powinna być współodpowiedzialność (przewidują to chyba nawet odpowiednie przepisy prawa np. kodeks rodzinny i opiekuńczy) ale dotychczasowe próby nie przyniosły żadnych rezultatów. Postarałbym się poszukać przyczyn psychologicznych albo w stanie zdrowia (Mordimer napisał więcej na ten temat), dodatkowo na mnie dobry wpływ ma cierpliwość i wyrozumiałość, gdy wiem że mogę z kimś porozmawiać i nie będzie wściekłości, gdy mamy dobry kontakt, ale jestem pewien że taki etap w tym małżeństwie już był a mimo to doszło do pogorszenia stanu rzeczy, a cierpliwość też może być ograniczona. To oczywiste że autorka może być zmęczona. Pomyślę w pociągu o tym temacie, w tym tygodniu zaglądnę tu ponownie i może uda się napisać więcej.
No dobrze maz ma ZA.
Dobrze, moze miec jakies inne problemy. Chce isc na terapie? Nie. Chce isc do lekarza? Nie
Nie studiowalam psychologii pod katem takiej normalnej terapii czy problemow. Ale moja kolezanka od wielu lat jest psychologiem i prowadzi terapie. I ona zawsze mowi 'Kiedy masz przed soba kogos kto ma problemy byc moze i nic z nimi nie robi to nie ma znaczenia co mu dolega. Jedyne co mozesz zrobic to odpowiedziec na to co robi tobie, a nie na to co mu dolega'
Ten zwiazek jest totalnie bez sensu moim zdaniem i najgorsza jego czescia jest fakt, ze on nie chce zajmowac sie swoimi wlasnymi dziecmi.
Jego zachowanie nie bedzie mialo na dzieci dobrego wplywu i nie jest to dobry przyklad dla nich.
Ty z kolei musisz byc totalnie wykonczona bo z tego co opowiadasz i jak duzo masz obowiazkow to latwiej juz byloby (lub tak samo) bez meza. Wtedy bys nie musiala po nim sprzatac.
Co do tych wszystkich rozmow o meskich i damskich obowiazkach to nie maja one za bardzo sensu kiedy mezczyzna nie robi nic totalnie. Nawet po samym sobie. Nawet dla samego siebie bo jego ubrania czyste sa dla niego, jedzenie ktore zje jest dla niego, a nie dla niej.
Nie wiem z jakiego powodu kobieta mialaby nie byc w stanie wykonac 'meskich' obowiazkow. W koncu wiele kobiet mieszka samodzielnie i same wszystko wkolo siebie robia. Ja tez robilam i nawet wiecej niz w typowym domu bo bylam squatterka wiec czasem prysznic trzeba bylo zbudowac samemu lub wymyslic jak podlaczyc prad lub wode wlaczyc by dzialala w 8 pietrowym budynku. Ale to jest poza tematem do czego kobiety sa zdolne.
Moj maz nie robi w tej chwili nic w domu kompletnie, ale moj maz pracuje od 6 rano do 16:30 i jego jedyny wolny dzien to poniedzialek. Ja sprzatam w domu i zamuje sie kotami, ale jemy glownie na miescie, a pranie zanosimy do pralni i odbieramy poskladane i czyste. Wiec nie ma jakos wiele obowiazkow. Nie lubimy sie zajmowac chalupa za bardzo, szczerze mowiac. Ale nie mamy dzieci i nasze mieszkanie to tzw studio wlasnie dlatego, ze takie zycie bez obowiazkow lubimy (poza praca). Ale tutaj Twoj Pan maz ma dzieci, ma zone no to juz nie ma tak zabawnie, jak chcial tak zyc to mogl byc albo kawalerem , albo tak sobie zycie ustawic pod to.
89 2019-08-11 07:00:10 Ostatnio edytowany przez Burzowy (2019-08-11 07:00:32)
Seksu nie ma od kilku miesięcy. Przynajmniej u mnie. Z tego co wiem, u niego też nie - komp i gierki.
Ja wracam wyrąbana do domu i na widok łóżka zasypiam. Nie mam sił na figle.
To z inicjatywy męża spotykaliśmy się w trójkątach, a potem tylko w jego obecności. Wyraźnie pisałam, że spotykanie się na boku jest niebezpieczne.
Burzowy, okropną Ci zagwozdkę moim życiem seksulnym zadałam.
Znaczy to jest kit i ja Ci nigdy akurat w to nie uwierzę. Urobilas go
. Połączyłem pewne fakty. I moim zdaniem właśnie to wszystko ma wpływ na obecną sytuację. Nie ma osób, po których takie rzeczy spływają.
Marata napisał/a:Seksu nie ma od kilku miesięcy. Przynajmniej u mnie. Z tego co wiem, u niego też nie - komp i gierki.
Ja wracam wyrąbana do domu i na widok łóżka zasypiam. Nie mam sił na figle.
To z inicjatywy męża spotykaliśmy się w trójkątach, a potem tylko w jego obecności. Wyraźnie pisałam, że spotykanie się na boku jest niebezpieczne.
Burzowy, okropną Ci zagwozdkę moim życiem seksulnym zadałam.Znaczy to jest kit i ja Ci nigdy akurat w to nie uwierzę. Urobilas go
. Połączyłem pewne fakty. I moim zdaniem właśnie to wszystko ma wpływ na obecną sytuację. Nie ma osób, po których takie rzeczy spływają.
Jesli Twoja teoria ma cos w sobie, bo to mozliwe, to co z dziecmi? Co jego dzieci maja wspolnego z tym?
Co jego praca ma wspolnego z tym?
Wydaje mi sie, ze masz pewne uprzedzenie i patrzysz poprzez pryzmat siebie samego, jak Ty bys sie czul w takiej sytuacji.
91 2019-08-11 09:39:49 Ostatnio edytowany przez jjbp (2019-08-11 09:40:51)
Jak facet taki uciemiezony jest w relacji w która sam wszedł to niech to zakomunikuje. Marata szklanej kuli chyba nie ma. A podobno to tylko kobiety nie wiedzą czego chcą
Podobno kobiety są empatyczne.
93 2019-08-11 10:35:27 Ostatnio edytowany przez balin (2019-08-11 10:37:24)
Jak facet taki uciemiezony jest w relacji w która sam wszedł to niech to zakomunikuje. Marata szklanej kuli chyba nie ma. A podobno to tylko kobiety nie wiedzą czego chcą
Przepraszam, że się czepiam. Ale brak komunikacji, nie musi oznaczać, że ktoś nie wie czego chce. ![]()
Jesiennowiosenna napisał/a:O kurczę, zarabiam 3x tyle co mój mąż, powiem mu że od dzisiaj proporcjonalnie 3/4 obowiązków domowych do niego należy. Jak przyjdzie zmachany z pracy to mu powiem że od dzisiaj nowe porządki. Niech ma za swoje.!
Marata napisał/a:Snake - zarabiam 30 zł/h netto. Pracuję 8-10 godzin na dzień. Mąż zarabia 15 zł/h netto.
Zwracam honor! Jeżeli wzięłyście sobie za mężów łajzy zarabiające 2-3 razy mniej od żon, to jak najbardziej oni powinni na siebie wziąć więcej obowiązków domowych.
Jesiennowiosenna napisał/a:Ale tak codziennie te 30 taczek przerzucasz? To nie chcę Cię martwic ale nic wam nie wyrośnie na tych grządkach
Bo wiesz, nie wiem czy zauważyłeś ale zmywanie i sprzątanie to są rzeczy które na codzień trzeba robić, a nie raz do roku. Ale rozumiem, że po przerzuceniu tych 30 taczek i ewentualnie wymianie 2 żarówek nie starcza już sił na resztę roku
!
Kiedyś, gdy zapadała decyzja co do tego, na co mamy zmienić małe mieszkanie byłem przeciwnikiem opcji DOM, a żona zwolennikiem. Ja byłem przeciwny, bo wiedziałem, że opcja DOM oznacza, że zawsze będzie dla mnie jakaś robota. I tak dokładnie jest. Nie latam codziennie z taczką ale 2 miesiące temu miałem sezon na taczkę, w tym miesiącu na szlifierkę, młotek, drabinę i pędzle. Za miesiąc będzie co innego. Nie jestem leniem, nawet w niedzielę wstaję przed szóstą, bo w łóżku wylegują się tylko umierający. Wracam z pracy do domu, jem obiad, który miła żona podaje mi pod nos, zdrzemnę się kwadrans i zabieram się do jakiejś roboty. Jeśli nie mam nic do roboty wokół domu, to wykonuję w domu pracę z pracy. W soboty i niedziele również. Godzina mojej pracy kosztuje coś pewnie ze stówkę więc ha, ha to trochę marnotrawstwo mojego potencjału wykorzystywać go na mycie naczyń. W sumie do tej taczki też powinienem kogoś nająć biorąc pod uwagę czysty rachunek ekonomiczny. Tylko, że ja polubiłem taczkę, grabki i szlifierkę, bo jest to miła odskocznia od pracy umysłowej. Taka perwersyjna satysfakcja wykształciucha, że zrobił coś pracą własnych rączek. A może taka pokuta, bo żona mówi, że to niemoralne jak jej daję tysiaka mówiąc, że pracowałem na niego 2 godziny. Lekko przyszło, lekko poszło, to masz!
Jesiennowiosenna napisał/a:Dasz radę! Wystarczy przeczytać instrukcję
Może potrzebujesz "młodej, ładnej obywatelki krajów ościennych" prężącej się koło pralki na poprawę koncentracji? Może to zadziała!
Jest taka opcja, bo znajomi biorą sobie panie do sprzątania. Wpada raz w tygodniu i ogarnia mieszkanie. Nie jestem przeciwny. A co do pralki, to szczerze mówiąc nie wiem jak ją uruchomić. 4 lata temu kupiliśmy nową i do tej pory nie miałem z nią do czynienia, poza tym, że żona czasem woła "wyłącz pralkę z kontaktu!"
Zupelnie nie zgadzam sie z postawa "mniej zarabia, to lajza". Nikomu nie zycze, ale zycie jest przewrotne i moze kiedys znajdziesz sie na jej garnuszku. Co wtedy?
Tak z ciekawosci, to natretne wyliczanie ile zarabiasz czemu ma w tej dyskusji sluzyc?
On wie, czego chce. Chce, żeby nikt niczego od niego nie chciał.
Trzeba się dowiedzieć, dlaczego tak jest.
Zupelnie nie zgadzam sie z postawa "mniej zarabia, to lajza". Nikomu nie zycze, ale zycie jest przewrotne i moze kiedys znajdziesz sie na jej garnuszku.
Owszem jest to możliwe. Wypadki chodzą po ludziach, może mi gdzieś urwać ręce i nogi, choć raczej musiałoby mi urwać głowę, bo zarabiam głową.
Co wtedy?
Wtedy odpocznę, będę miał czas czytać książki, a jak mi nie urwie rąk, to mam ciekawe hobby, no i tyle gier komputerowych do nadrobienia...
z ciekawosci, to natretne wyliczanie ile zarabiasz czemu ma w tej dyskusji sluzyc?
Temu, że nawet facet o dość przeciętnej inteligencji, mając dwie ręce i nogi jeśli mu się chce jest w stanie zarobić na swoją rodzinę. Jeśli nie jest w stanie, jest utrzymankiem kobiety, to znaczy, że mu się nie chce.
97 2019-08-11 16:29:17 Ostatnio edytowany przez Marata (2019-08-11 16:29:46)
Burzowy, rozumiem, że masz jakąś fiksację na punkcie seksu. Twoja sprawa. Po co miała bym tutaj kłamać?
Zabrałam dzieciaki na miasto wczoraj.
Mąż został bez obiadu, z zasyfioną kuchnią itd.
Wyjaśniłam, że nie gotuję, bo to wychodzi oszczędniej - dom się nie grzeje, oszczędzam na wodzie do mycia garów, na gazie, już nie mówiąc o produktach do gotowania i czasie.
Sam sobie ugotował, pozmywał, wyprowadził psa i nawet kupił chleb!
I dzisiaj od rana dalej zajmuje się ze mną domem.
Może coś przemyślał.
Burzowy, rozumiem, że masz jakąś fiksację na punkcie seksu. Twoja sprawa. Po co miała bym tutaj kłamać?
Zabrałam dzieciaki na miasto wczoraj.
Mąż został bez obiadu, z zasyfioną kuchnią itd.
Wyjaśniłam, że nie gotuję, bo to wychodzi oszczędniej - dom się nie grzeje, oszczędzam na wodzie do mycia garów, na gazie, już nie mówiąc o produktach do gotowania i czasie.
Sam sobie ugotował, pozmywał, wyprowadził psa i nawet kupił chleb!
I dzisiaj od rana dalej zajmuje się ze mną domem.
Może coś przemyślał.
I prawidłowo - impuls się pojawił i zaczął działać.
Daj znać, czy dalej się to będzie utrzymywało, żeby nie okazała się to "chwilowa zmiana", żebyś dała mu trochę spokoju.
Okej
Dam znać.
Dziękuję wszystkim za rady.
Haida napisał/a:Zupelnie nie zgadzam sie z postawa "mniej zarabia, to lajza". Nikomu nie zycze, ale zycie jest przewrotne i moze kiedys znajdziesz sie na jej garnuszku.
Owszem jest to możliwe. Wypadki chodzą po ludziach, może mi gdzieś urwać ręce i nogi, choć raczej musiałoby mi urwać głowę, bo zarabiam głową.
Haida napisał/a:Co wtedy?
Wtedy odpocznę, będę miał czas czytać książki, a jak mi nie urwie rąk, to mam ciekawe hobby, no i tyle gier komputerowych do nadrobienia...
Haida napisał/a:z ciekawosci, to natretne wyliczanie ile zarabiasz czemu ma w tej dyskusji sluzyc?
Temu, że nawet facet o dość przeciętnej inteligencji, mając dwie ręce i nogi jeśli mu się chce jest w stanie zarobić na swoją rodzinę. Jeśli nie jest w stanie, jest utrzymankiem kobiety, to znaczy, że mu się nie chce.
Glowy nie musi urywac. Wystarczy, ze sie potkniesz na osniezonym schodku i uderzysz w glowe. Lekarze nie beda w stanie zdiagnozowac zrodla problemu, a Twoje zdolnosci kognitywne zostana w znacznym stopniu ograniczone. Lub, jesli wykonujesz regulowany zawod, popelnisz blad i Ci licencje cofna.
Pytanie odnosilo sie do poprzedzajacego je zdania.
Zupelnie nie widze zwiazku pomiedzy wyliczaniem Twoich zarobkow, a stwierdzeniem, ze facet zarabiajacy mniej od kobieta jest jej utrzymankiem. Poza tym, nie widze zadnego problemu jesli facet zarabia mniej, lub nic nie zarabia, ale zajmuje sie rodzina. Jesli to obydwojgu odpowiada, to w czym problem?!
Rownie dobrze moglabym napisac, ze facet, ktory zalozyl rodzine i skazal ja na mieszkanie prze 16 lat w bloku nie dorosl do swojej roli i jest zwyczajna lajza. Bo z mojej perspektywy tak to wyglada...
Wiadomo, że w takich wątkach zawsze znajdzie się jakiś kretyn, który powie, że mężczyzna to ma męskie obowiązki. I będzie udawał, że nie wie, że czasy się zmieniły i że dziś sprowadzają się one do zatankowania samochodu raz na miesiąc i że to już nie te czasy, że jak kobieta urabiała masło, to facet orał pługiem pole. Takich bzdetów nie ma co tutaj nawet komentować.
Morał z tego jest taki, bez względu na płeć, jak jedno robi wszystko, drugie byłoby kretynem, gdyby się pchało do roboty, szczególnie gdy się tego nie wymaga, nie mówi, nie komunikuje, bądź, jak się mówi, ale nie egzekwuje. Bo sorry, ale z tak opornym partnerem/ partnerką trzeba jak z dzieckiem.
Z jednej strony to prawda, człowiek jest z natury leniwy i kiedy wszystko "samo się robi", to mu się nie chce ruszyć tyłka. Z drugiej idea wychowywania partnera jak dziecka jest okropna. To jednak dorosły człowiek, zakładamy, że nie upośledzony umysłowo, którego sami wybraliśmy. Jeśli wybraliśmy kogoś, kogo uważamy za tak głupiego, że trzeba z nim jak z dzieckiem, to może czas zastanowić się na tym wyborem?
Marata, pewnie to będzie przykre, co napiszę, ale myślę, że po prostu należysz do tego typu kobiet, które są bardzo uczepione portek. Wiele jest takich niestety w naszej kulturze. Może to pozostałość z czasów, kiedy rzeczywiście nie dało się żyć bez tego chłopa orającego pole, więc ważne było, żeby był, nawet jak niespecjalnie miły i sympatyczny? Stąd się biorą takie związki, w których facet stara się tylko na początku, a potem bierze już kobietę za pewnik i ma wywalone. Bo wie, że jak bardzo by jej nie olewał, ona i tak nie odejdzie? Element niepewności w związku jest ważny. Obie strony powinny być świadome, że są w nim dobrowolnie i jeśli poczują się niekochane i wykorzystywane, mogą po prostu odejść. Twój mąż najpewniej wie, że sobie pogadasz, a potem wszystko wróci do "normy".
Same normy kulturowe, jak widać po tym wątku, też zrobiły nam wiele złego. Widać, że wiele kobiet łatwo wchodzi w rolę męczennic, które w domu odrabiają drugi etat i robią się przez to zgorzkniałe i nieszczęśliwe. Z kolei wielu mężczyzn stresuje się kompletnie niepotrzebnymi rzeczami jak niższe zarobki, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie, a dochody w rodzinie nie były wspólne (jakby ktoś nie wiedział, to nawet prawnie są, bo istnieje wspólność majątkowa). Wielu facetów wiecznie zadręcza swoje ego takimi kulturowymi wymogami z tyłka i też popada w stan wiecznego niezadowolenia. A rozdzielanie na podstawie zarobków prac domowych, to już zwykłe skur.ysyństwo, bo zarobki nijak nie wpływają na poziom zmęczenia. Nie wyobrażam sobie zwalić na kogoś wszystkie, bo zarabia mniej. Swoją drogą trzeba naprawdę mocno kogoś nie kochać, żeby wykorzystać taką słabość.
Co zaś do samych zaburzeń, to by była zupełnie inna brocha, gdyby one pojawiły się niedawno. Jeśli ktoś choruje od zawsze, to powinien jednak pomyśleć, czy jego choroba nie uniemożliwi mu posiadanie rodziny i zajmowanie się dziećmi. Jeśli tak, to powinien rozważyć założenie gumki. Zrobię, a potem zobaczę, czy jestem się w stanie nimi zajmować, to niezbyt odpowiedzialna postawa.
Glowy nie musi urywac. Wystarczy, ze sie potkniesz na osniezonym schodku i uderzysz w glowe. Lekarze nie beda w stanie zdiagnozowac zrodla problemu, a Twoje zdolnosci kognitywne zostana w znacznym stopniu ograniczone.
Właśnie dlatego zarabiam głową, że jestem w stanie przeczytać ze zrozumieniem tekst. Jeśli ja piszę, ktoś pisze o urwaniu głowy, to zazwyczaj nie ma na myśli fizycznej dekapitacji ale metaforyczną utratę zdolności w posługiwaniu się nią. Tak że ten… możesz już sobie darować przedstawianie innych możliwych, a zapewne przykrych w konsekwencjach przypadków jakie mogą człowieka pozbawić możliwości pracy. Kolejnym przywilejem wynikającym z używania głowy, czy też jej zawartości jest niełatwa zdolność do wyciągania szerszych wniosków z kontekstu. Dla przykładu, że taki ja piszę o przeciętnym przypadku zdrowego na ciele i umyśle osobnika płci męskiej. Oczywiście przy braku tej zdolności można mnożyć dowolną ilość chorób, przypadków i innych przypadłości, które z rzeczonego osobnika płci męskiej zrobią kaleką niezdolną nie tylko do utrzymania rodziny ale i samego siebie. W razie czego życzę powodzenia w przedstawianiu takowych, bo jest ich zapewne sporo...
Lub, jesli wykonujesz regulowany zawod, popelnisz blad i Ci licencje cofna.
Skoro już jestem przedstawicielem jednego z zawodów regulowanych i posiadam jakąś "licencję" (może nie na zabijanie ale zawsze
), to mogę z własnego, życiowego doświadczenia napisać, że nie posiadając tej licencji również utrzymywałem swój dom, żonę i dziecko. Ba, nie mając jej dziś mógłbym robić dalej to samo, bo widzisz nie licencja zdobi człowieka ale to co ma w głowie. Mógłbym też robić kilka innych rzeczy na podstawie tego co umiem i wiem. Co najważniejsze jednak, nawet odrzucając to wszystko, jako człowiek zmotywowany tj. kierujący się imperatywem dbania o rodzinę tj. żonę i dzieci podjąłbym się każdej innej pracy, która dawałaby niezły zarobek. Wbrew pozorom jak się człowiek pracy nie boi, to można znaleźć dobrze płatną pracę.
No i?
Zupelnie nie widze zwiazku pomiedzy wyliczaniem Twoich zarobkow, a stwierdzeniem, ze facet zarabiajacy mniej od kobieta jest jej utrzymankiem. Poza tym, nie widze zadnego problemu jesli facet zarabia mniej, lub nic nie zarabia, ale zajmuje sie rodzina. Jesli to obydwojgu odpowiada, to w czym problem?!
To, że nie widzisz związków, to już ustaliliśmy i litościwie nie będę tego drążył. Jeśli facet mniej zarabia, a więcej angażuje się w domu, to żaden problem. Jest równouprawnienie, nieprawdaż? Czy mąż autorki tematu tak właśnie uczynił? Rzucił dobrze płatną robotę aby rzucić się w wir prac domowych co by żona mogła robić karierę?
Rownie dobrze moglabym napisac, ze facet, ktory zalozyl rodzine i skazal ja na mieszkanie prze 16 lat w bloku nie dorosl do swojej roli i jest zwyczajna lajza. Bo z mojej perspektywy tak to wyglada...
Ha, ha masz chyba słabiutkie te perspektywy. Moja kochana małżonka w piątą rocznicę ślubu wprowadziła się do nowiutkiego mieszkanka kupionego za gotowiznę. Takiego jak chciała i które przez ponad dekadę nam zupełnie wystarczało. Pojawiło się w perspektywie drugie dziecko i ukochana zażyczyła sobie własnego, nowiutkiego domu na wsi, to taki otrzymała. Ja tylko spełniam życzenia ukochanej ![]()
Haida napisał/a:Glowy nie musi urywac. Wystarczy, ze sie potkniesz na osniezonym schodku i uderzysz w glowe. Lekarze nie beda w stanie zdiagnozowac zrodla problemu, a Twoje zdolnosci kognitywne zostana w znacznym stopniu ograniczone.
Właśnie dlatego zarabiam głową, że jestem w stanie przeczytać ze zrozumieniem tekst. Jeśli ja piszę, ktoś pisze o urwaniu głowy, to zazwyczaj nie ma na myśli fizycznej dekapitacji ale metaforyczną utratę zdolności w posługiwaniu się nią. Tak że ten… możesz już sobie darować przedstawianie innych możliwych, a zapewne przykrych w konsekwencjach przypadków jakie mogą człowieka pozbawić możliwości pracy. Kolejnym przywilejem wynikającym z używania głowy, czy też jej zawartości jest niełatwa zdolność do wyciągania szerszych wniosków z kontekstu. Dla przykładu, że taki ja piszę o przeciętnym przypadku zdrowego na ciele i umyśle osobnika płci męskiej. Oczywiście przy braku tej zdolności można mnożyć dowolną ilość chorób, przypadków i innych przypadłości, które z rzeczonego osobnika płci męskiej zrobią kaleką niezdolną nie tylko do utrzymania rodziny ale i samego siebie. W razie czego życzę powodzenia w przedstawianiu takowych, bo jest ich zapewne sporo...
Haida napisał/a:Lub, jesli wykonujesz regulowany zawod, popelnisz blad i Ci licencje cofna.
Skoro już jestem przedstawicielem jednego z zawodów regulowanych i posiadam jakąś "licencję" (może nie na zabijanie ale zawsze
), to mogę z własnego, życiowego doświadczenia napisać, że nie posiadając tej licencji również utrzymywałem swój dom, żonę i dziecko. Ba, nie mając jej dziś mógłbym robić dalej to samo, bo widzisz nie licencja zdobi człowieka ale to co ma w głowie. Mógłbym też robić kilka innych rzeczy na podstawie tego co umiem i wiem. Co najważniejsze jednak, nawet odrzucając to wszystko, jako człowiek zmotywowany tj. kierujący się imperatywem dbania o rodzinę tj. żonę i dzieci podjąłbym się każdej innej pracy, która dawałaby niezły zarobek. Wbrew pozorom jak się człowiek pracy nie boi, to można znaleźć dobrze płatną pracę.
No i?Haida napisał/a:Zupelnie nie widze zwiazku pomiedzy wyliczaniem Twoich zarobkow, a stwierdzeniem, ze facet zarabiajacy mniej od kobieta jest jej utrzymankiem. Poza tym, nie widze zadnego problemu jesli facet zarabia mniej, lub nic nie zarabia, ale zajmuje sie rodzina. Jesli to obydwojgu odpowiada, to w czym problem?!
To, że nie widzisz związków, to już ustaliliśmy i litościwie nie będę tego drążył. Jeśli facet mniej zarabia, a więcej angażuje się w domu, to żaden problem. Jest równouprawnienie, nieprawdaż? Czy mąż autorki tematu tak właśnie uczynił? Rzucił dobrze płatną robotę aby rzucić się w wir prac domowych co by żona mogła robić karierę?
Haida napisał/a:Rownie dobrze moglabym napisac, ze facet, ktory zalozyl rodzine i skazal ja na mieszkanie prze 16 lat w bloku nie dorosl do swojej roli i jest zwyczajna lajza. Bo z mojej perspektywy tak to wyglada...
Ha, ha masz chyba słabiutkie te perspektywy. Moja kochana małżonka w piątą rocznicę ślubu wprowadziła się do nowiutkiego mieszkanka kupionego za gotowiznę. Takiego jak chciała i które przez ponad dekadę nam zupełnie wystarczało. Pojawiło się w perspektywie drugie dziecko i ukochana zażyczyła sobie własnego, nowiutkiego domu na wsi, to taki otrzymała. Ja tylko spełniam życzenia ukochanej
Nie zrozumiales. Wystarczy bardzo malo, zebys stracil zdolnosc zarabiania. Nawet nie bedziesz wiedzial, dlaczego.
Jesli nie posiadasz licencji, to nie mozesz wykonywac zawodu. Proste.
Oczywiscie, ze prace zawsze mozna znalezc. Pod warunkiem, ze bedziesz zdolny to wykonywania jakiejkolwiek pracy. A w zyciu, naprawde, bardzo malo trzeba, zebys stal sie do tego niezdolnym.
Nie, zupelnie nie widze zwiazku pomiedzy wyliczaniem Twoich zarobkow, a stwierdzeniem, ze facet zarabiajacy mniej od kobieta jest jej utrzymankiem. Do dyskusji nic nie wprowadza podanie Twojej stawki godzinowej.
Maz autorki tak nie zrobil. I w tym wlasnie problem.
Co do mieszkania, mysmy w dniu slubu mieli dom i nie musielismy sie po zadnych mieszkaniach gniesc. Zeby 16 lat tak sie gniesc? Malzonka miala duzo cierpliwsci :-)
Nie zrozumiales. Wystarczy bardzo malo, zebys stracil zdolnosc zarabiania. Nawet nie bedziesz wiedzial, dlaczego.
Podziwiam upór w udowadnianiu, że nie rozumiesz co czytasz.
Jesli nie posiadasz licencji, to nie mozesz wykonywac zawodu. Proste.
Ojejej. Zmartwiłem się tym bardzo. Mówisz, że tak z dziesięć lat nie mogłem wykonywać zawodu? O matko, na pewno zaraz zajmie się mną jakiś prokurator!
Oczywiscie, ze prace zawsze mozna znalezc. Pod warunkiem, ze bedziesz zdolny to wykonywania jakiejkolwiek pracy. A w zyciu, naprawde, bardzo malo trzeba, zebys stal sie do tego niezdolnym.
Ojej, znowu to samo...
Nie, zupelnie nie widze zwiazku pomiedzy wyliczaniem Twoich zarobkow, a stwierdzeniem, ze facet zarabiajacy mniej od kobieta jest jej utrzymankiem. Do dyskusji nic nie wprowadza podanie Twojej stawki godzinowej.
Stawka, jak stawka. Gryzie cię to?
Maz autorki tak nie zrobil. I w tym wlasnie problem.
No właśnie, no i?
Co do mieszkania, mysmy w dniu slubu mieli dom i nie musielismy sie po zadnych mieszkaniach gniesc. Zeby 16 lat tak sie gniesc? Malzonka miala duzo cierpliwsci :-)
Gratulacje! Moja małżonka jest bardzo cierpliwa i kochana. A jak tam u ciebie z długością fujary, bo my chłopaki lubimy sobie porównywać?
Snake, wielka szkoda, że u Ciebie z pieniędzmi w parze nie idzie kultura.
Byłem niekulturalny? A gdzie? Kolejna chce autorce robić off top. Pomachać wam czerwoną szmatą i zaraz zlatujecie się do szarży...matko jakie to przewidywalne...
Pozwolę sobie zauważyć, że wątek został założony w konkretnym celu i opisano w nim konkretny problem, dlatego zanim zupełnie wymknie się to spod kontroli, bardzo proszę o wypowiedzi merytoryczne i zgodne z głównym tematem - bez zaczepek, osobistych wycieczek i przytyków, które ani nie podnoszą poziomu dyskusji, ani tym bardziej nie mają charakteru pomocowego (tu odsyłam i zachęcam do lektury 6 punktu RF).
Z pozdrowieniami, Olinka
108 2019-08-12 01:14:50 Ostatnio edytowany przez Olinka (2019-08-12 11:56:21)
[off top]
109 2019-08-12 03:21:25 Ostatnio edytowany przez Olinka (2019-08-12 11:56:59)
[off top]
Marata sobie poradzi z problemem, bo wyglada na rozsadna osobe. Powodzenia!
110 2019-08-12 08:54:59 Ostatnio edytowany przez Olinka (2019-08-12 12:00:40)
[off top]
Marata sobie poradzi z problemem, bo wyglada na rozsadna osobe. Powodzenia!
Przyłączam się aczkolwiek bez większej nadziei, jako żem pół sierota. Choć sytuacja nie wygląda na tak beznadziejną. Przepaliło styki aż całą szafę bezpieczników wywaliło, niemniej po podłączeniu akumulatora do jaj obiekt wykazał pierwotne odruchy i objawy życia. Rusza kończynami i wykazuje zdolność logicznego połączenia braku jedzenia w domu z potrzebą kupienia chleba. Przy podkręceniu napięcia w akumulatorze prawdopodobnie okaże się, że jest jeszcze zdolny wykonywać inne czynności życiowe. Niestety ta jałowa pustka w oczach ale nałoży mu się ciemne okulary i będzie jak znalazł. Też jestem staromodny i uważam, że jak coś jeszcze jako tako działa, to nie wyrzuca się tego na śmietnik.
[off top]
Byłem niekulturalny? A gdzie?(...)
Wytłumaczę Ci zatem, bo najwyraźniej, pomimo tego jak usilnie starasz się nam przedstawić jako intelektualista i osoba wykształcona, z czytaniem ze zrozumieniem u Ciebie kruchutko
Nazywanie mojego męża łajzą - bo zarabia mniej ode mnie! - jest chamskie i prostackie. Do swoich najbliższych możesz mówić jak Ci się żywnie podoba, ale w świecie ludzi kulturalnych takie epitety mają swoją nazwę
Swoją drogą ciekawam, czy obcemu facetowi na ulicy też byś tak powiedział, czy tylko w internecie i w stosunku do kobiet taki z Ciebie kozak.
Każdy powinien układać swoje życie jak chce. Ty odnajdujesz się w tradycyjnym modelu rodziny, ja z mężem jesteśmy zadowoleni z modelu który sami sobie wypracowaliśmy i nie rozumiem czemu nas obrażasz.
W przypadku autorki, kiedy oboje pracują zawodowo, a tylko ona zajmuje się domem, nie widzę zadowolenia z takiej sytuacji.
Nazywanie mojego męża łajzą - bo zarabia mniej ode mnie! - jest chamskie i prostackie.
Łaaał, tu cię boli... no jak sobie wybrałaś tak masz. Jednakowoż jeśli małżonek nadrabia w innych dziedzinach życia, pierze, gotuje, zmywa i sprząta, to nie jest łajzą tylko taki wybrał model życia! Tyle gwoli odpowiedzi do twojej wypowiedzi, choć pewnie wyleci to jako off top. W związku z tym nie prowokuj dalszych off topów odnośnie własnych odczuć w sprawie swojego męża, ewentualnie załóż w tej sprawie nowy temat albo możesz mi się wyżalić na mejla. Tu rozmawiamy o mężu Maraty.
Łaaał, tu cię boli... no jak sobie wybrałaś tak masz. Jednakowoż jeśli małżonek nadrabia w innych dziedzinach życia, pierze, gotuje, zmywa i sprząta, to nie jest łajzą tylko taki wybrał model życia! Tyle gwoli odpowiedzi do twojej wypowiedzi, choć pewnie wyleci to jako off top. W związku z tym nie prowokuj dalszych off topów odnośnie własnych odczuć w sprawie swojego męża, ewentualnie załóż w tej sprawie nowy temat albo możesz mi się wyżalić na mejla. Tu rozmawiamy o mężu Maraty.
Ależ ja nie wiem, skąd w Tobie przekonanie, że boli mnie mój wybór męża. Znowu czytanie ze zrozumieniem się kłania
Zwróciłam uwagę, że w Twoim przypadku za pieniędzmi niestety nie idzie kultura. Nie ma potrzeby rozpatrywania tego na innych płaszczyznach, tym bardziej nie czuję potrzeby bliższego z Tobą kontaktu.
114 2019-08-12 21:44:22 Ostatnio edytowany przez yessa (2019-08-12 21:52:26)
Mam to samo tyle że mój mąż spędza pół życia w pracy a drugie pół na budowie naszego domu. Ja ledwo ogarniam dom, dziecko i pracę zawodową na cały etat plus naukę, bo mój zawód wymaga ciągłych szkoleń. Zakupy, lekarze, przedszkole, dodatkowe zajęcia tylko na mojej głowie. Czasem jak wracam z pracy i widzę syf w domu mam ochotę usiąść i płakać. Pranie, sprzątanie, mycie kibla, prasowanie,odkurzanie, ogarnianie zabawek, kurzu, zmiana pościeli, pilnowanie dziecka i cała reszta odkąd pamiętam to wszystko robię tylko ja bo mąż jest w kółko nieobecny. Czuję się wypompowana i czuję też że nikt mnie nie rozumie. To jest chyba najgorsze. Wszystkie kobiety w rodzinie mojej i męża albo nie pracują, albo nie mają dzieci albo ani nie pracują ani nie mają dzieci, a co za tym idzie mają kupę czasu na wszystko. Jakie to zdziwienie że ja nie mam czasu na obiady, grządki, placki i przetwory i zwyczajnie tego nie robię. No jak można tego nie robić... Czasem marzę żeby wrócić do mojego dawnego życia kiedy to miałam czas na sport i dla siebie. Córka jest jeszcze mała więc na fitness czy bieganie jej nie wezmę, do kosmetyczki też nie. Mąż oczywiście nie ma czasu z nią zostać żebym ja mogła pójść pobiegać czy zrobić paznokcie. Czy mi się już nic od życia nie należy poza pracą... Czasem czuję że wegetuje, nie żyje.
I jak Marato rozpoczął się nowy tydzień? Trend utrzymuje się?
Tak Lucku
na razie trend utrzymuje się ![]()
Yessa, to jest przykre, co piszesz.
Twój facet buduje dom, rozumiem, że budujecie sposobem gospodarczym?
To ogromny wysiłek dla Was obojga - Ty masz obecny dom na głowie i jesteś przemęczona, on dwie prace i także jest mu ciężko.
Może pojedźcie gdzieś razem "odchamić się", powybierać firanki do przyszłego domu, pooglądać meble.
Może dobrym pomysłem jest zrobienie sobie krótkiej przerwy od codziennego kieratu?
Albo po prostu zostaw mu córkę i powiedz, że wracasz za godzinę. I wyjdź z domu. Bez gadania, tłumaczenia i innych tam takich.
Mam to samo tyle że mój mąż spędza pół życia w pracy a drugie pół na budowie naszego domu. […]
Masz do wyboru:
1. Zorientować się co akurat mąż robi na budowie, np. kładzie tynki. Wyciągasz z bieliźniarki zaskórniaki i najmujesz na 2 tygodnie ekipę tynkarzy, którzy wyręczą twojego męża. Jego sadzasz w domu z dzieckiem, a sama 2 tygodnie latasz po kosmetyczkach i paniach od pazurków. Podstawowy minus jest taki, że musisz trochę mieć tych zaskórniaków, bo ekipa tynkarzy będzie kosztować. Dokładnie tyle zaoszczędzacie przez to, że mąż robi to sam.
2. Mówisz mężowi - pi.....lę ten dom, przez tydzień, dwa masz sobie zrobić przerwę i odpoczywać w domu z córką, a ja w tym czasie latam po… patrz wyżej. Ten wariant jest zdecydowanie tańszy, powinno więc starczyć na kosmetyczkę i tipsy.
118 2019-08-15 20:16:07 Ostatnio edytowany przez yessa (2019-08-15 20:17:14)
Wszystkie rady są super, niestety problem polega też na tym że jeszcze mieszkamy z tesciami i dokąd pamiętam jak tylko zostawilam córkę z mężem bo pojechałam do kosmetyczki, na zakupy czy na kurs (który zwykle trwał do wieczora) wracając corka była juz z teściowa a mąż na budowie. Nie lubię takich sytuacji bo wiem, że predzej czy później skończy sie to wypominaniem albo gadaniem typu: teściowa siedzi jej z dzieckiem a ona się szlaja po kosmetyczkach. Dlatego zawsze odpuszczam i rezygnuje z zakupów czy paznokci, jestem albo w pracy a córka w przedszkolu, albo z córką. Druga sprawa jest taka ze ciezko jest mi miec do męża pretensje ze w tym czasie pracuje na budowie, bo mi to dopiero zależy na tym zeby skończyc jak najszybciej ten dom i sie wyniesc od tesciowej! Tynki robila nam ekipa i mamy to już za sobą, ale mąż sam uklada płytki, o dobrego plytkarza ciężko a nawet jesli jest to terminy rok, dwa w przód. Nie pozostaje mi nic innego jak zacisnac zęby i żyć nadzieją że po przeprowadzce zaczne w końcu zyc, nie wegetować.
No a co cię obchodzi, że teściowa komentuje? Niech se posiedzi z wnuczką, od tego babcie są. Ty idź do kosmetyczki ![]()
Yessa, to już wykończeniówka idzie ![]()
Już niedługo i będziecie na swoim.
Trzymam za Was kciuki.
Opiszę "postępy" ![]()
Mąż przejął część obowiązków domowych. Widać, że się stara. Odkurza, myje gary i opiekuje się dziećmi.
Wrócił seks
Wróciły rozmowy domowe. Ze mną, z dziećmi.
Opiszę "postępy"
Mąż przejął część obowiązków domowych. Widać, że się stara. Odkurza, myje gary i opiekuje się dziećmi.
Wrócił seksWróciły rozmowy domowe. Ze mną, z dziećmi.
Super. Jak się Wam udało wypracować te zmiany?
No to super, że okazało się to być tylko okresem przejściowym ![]()
Daj znać, jak to się zmieniło stopniowo.
Nie działo się to stopniowo.
Najpierw była terapia wstrząsowa - brak gotowania i wyjaśnienie, że to jest także jego dom i obowiązki. Jeśli to jest tylko mój dom i moje obowiązki, to może się pakować.
Kebab, frytki i pizza mogą wykończyć każdego najwyraźniej, chociaż dzieciaki były szczęśliwe.
I tyle, chyba sobie przemyślał kilka spraw i na powrót jest dobrze.
Sam proponuje różne atrakcje dla dzieciaków, zajął się synem i bierze go ze sobą gdy ma coś załatwić. Okazało się na powrót, że mają wspólne tematy ![]()
Z córą gorzej, ale widzę, że ma dla niej czas, gdy tego młoda wymaga.
Już nie komputer jest najważniejszy. Widzę, że ogranicza czas na gry i ma go więcej dla nas.
Chociaż śpimy z tabletem
Ale najwyraźniej potrzebuje ględzenia starych dziadów, w łóżku.
Opiszę "postępy"
Mąż przejął część obowiązków domowych. Widać, że się stara. Odkurza, myje gary i opiekuje się dziećmi.
Wrócił seksWróciły rozmowy domowe. Ze mną, z dziećmi.
No to są duże postępy. Skąd ten cudzysłów ? ![]()
Cudzysłów, bo kiedyś nie było z tym problemów. Poza tym, to nie małpa do tresowania, tylko dorosły facet.
Cudzysłów, bo kiedyś nie było z tym problemów. Poza tym, to nie małpa do tresowania, tylko dorosły facet.
dorosły facet - brzmi dumnie ![]()
Fajnie że wam się układa znowu.
Cudzysłów, bo kiedyś nie było z tym problemów. Poza tym, to nie małpa do tresowania, tylko dorosły facet.
Ale pochodzi od małpy ![]()
Odkąd pamiętam rzadko gotuje obiady, bo nie mam czasu, bo jest to taki bunt, że nie bede stawac na glowie żeby ktoś miał żarcie pod nos. Poza tym nienawidzę gotować. Czesto jemy gotowce. Mąż gotuje w miarę możliwości ale na tym jego zadania domowe się kończą (poza pracą na budowie)