Monoceros napisał/a:Skoro przyjmujemy (idąc za nauką) za założenie, że homoseksualność jest (prawdopodobnie) wrodzona i nie 100% jest zaburzeniem, to samo nazwanie tego "leczeniem" jest błędem.
W tym temacie nastąpiło wylanie dziecka z kąpielą. To coś takiego jak nazywanie każdego przeziębienia grypą. Często osoby, które spotkały się z agresją ze strony przedstawicieli tej samej lub przeciwnej płci np.: ojciec alkoholik i przemoc domowa albo dominująca wręcz agresywna matka i wycofany ojciec mają problemy z orientacją seksualną i to jak najbardziej można leczyć. To jest dobrze opisane w literaturze sprzed czasów poprawności politycznej. Prawdziwych homoseksualizm dotyczy może 2% społeczeństwa. Najczęściej dużo mniej. Dzisiaj na zachodzie Europy blisko 50% deklaruje, że nie jest 100% hetero. O to zjawisko mi chodzi.
Monoceros napisał/a:Owszem, chemioterapia ma niską skuteczność, ale jest leczeniem czegoś, co zabija.
W tym temacie są kontrowersje. Są ludzie, którzy nowotworu już nie mają, a w krótkim czasie umierają. Pytanie na co... Prof. Religa z chemioterapii zrezygnował właśnie ze względu na niską skuteczność i skutki uboczne. To bardzo silne osłabienie układu immunologicznego.
Lady Loka napisał/a:Kiedy myślałam o "leczeniu" myślałam raczej o jakiejś terapii, rozmowie z psychologiem, czymś w tym stylu.
Zazwyczaj tak to wygląda. Chodzi o przywrócenie mężczyznom męskości, a kobietom kobiecości. I to się robi poprzez rozmowę.
A co do elektrowstrząsów - kiedyś były powszechnie stosowane przy leczeniu depresji i stosowane są nadal, ale w bardzo ciężkich przypadkach.
Kiedyś czytałem, że Sowieci leczyli homoseksualizm i inne tego typu zaburzenia metodami behawioralnymi. Dzisiaj robi się to zupełnie inaczej. Na YT jest bardzo dobry kanał na którym można się zapoznać z metodami dającymi efekty.