Excop napisał/a:ALA1981 napisał/a:Ela210 napisał/a:Biały, napisałeś to w ten sposób, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem.. 
Może jest? Być może Ala z jakiegoś powodu wybiera sobie "niedostępnych" mężczyzn, by tak naprawdę nie zbliżyć się do kogoś za bardzo?
Partner w domu też może być taki wbrew pozorom- i stąd to poszukiwanie emocji?
A może Gary ma rację i trzeba łapać chwile?
Każdy podejmuje decyzje na swój rachunek- by potem nie powiedzieć- OOOps.. zagrałam swoim sercem..
Przemyśl to sobie Ala..
jeżeli w twoim życiu coś się powtarza i przez to cierpisz, warto to zmienić lub pewne rzeczy zaakceptować takimi jakie są.
Hej
Masz dużo racji, bycie niezadowolona z sytuacji w której się znajduje i narzekanie/ użalanie się nad sobą przy braku zmian jest pewnym schematem mojego zachowania.
Obecnie cierpię bo jestem w miejscu, którego nie lubię.
Moj formalny związek jest taki sobie - niby są w nim słowne potwierdzenia uczucia i zapewnienia o miłości, ale praktyka jest ciut inna.
Teraz on gra po raz szósty w tygodniu z kolegami w jakieś komputerowe gry, nie ważne nawet wole żeby teraz tak było.
Może oddalimy się od siebie a ja bez poczucia winy będę mogła odejść aby żyć w sposób, który sprawia mi jakaś satysfakcję.
Dziś się trochę upiłam i wiec się rozpisze.
Czuje, ze z moim obecnym partnerem mamy jednocześnie tak wiele i nic wspólnego.
Różni nas przedewszystkim podejście do codzienności, do tego co uważamy za ważne w życiu codziennym, sposób spędzania czasu wolnego, poglądy religijne, opinia na temar społeczeństwa, w którym żyjemy.
Łączy emocjonalny sposób w jaki reagujemy na różne sytuacje
Wynikający z podobnych historii życiowych. Lubię jego poczucie humoru.
Nieosiągalne może być dla mnie sposobem poprawiania własnej wartości.
Choc może tylko w jakiś specyficzny dla siebie sposób wybieram sytuacje, które niasa potencjał niespełnienia nieosiągalności.
Wyobcowanie w środowisku, w którym się żyje, może dołować.
Przyznam, że nie rozumiem fenomenu gier komputerowych, online zwłaszcza, przed wpływem których na życie codzienne, ostrzegają psycho- i socjologowie. Że problem jest, widzę po moich bratankach i wnukach. Aktywność fizyczna lub kształtowanie wyobraźni przez czytelnictwo, dajmy na to, na jednym z ostatnich miejsc w sposobie spędzania wolnego czasu jest.
Gdyby nie nakazy lub zakazy rodziców, marne widoki by były.
Prostym, podjęcie decyzji o rozstaniu, z pewnością nie jest. Gdy ma się świadomość, że wszystko będzie trzeba zaczynać od początku.
Ty jednak, Autorko, posmakowałaś czegoś innego, co nie rokuje i tak, ale pokazało jednak, że można inaczej. Tylko nie wiadomo na jak długo i czy w ogóle warto.
Musisz zdecydować. Zażądać, obok werbalnych zapewnień otrzymywanych dotąd, także czynnego potwierdzenia mocnej więzi obojga Was w związku.
Teraz będzie trudniej przez to zauroczenie, emocjonalne i fizyczne innym.
Albo wrócić do kraju i budować coś nowego.
Wyobcowanie, to chyba mało powiedziane - ja powoli zaczynam wariować, pewno duży udział w tym ma fakt, ze na razie nie pracuje - szukam pracy ale marnie mi to wychodzi.
Czynne potwierdzenie naszej więzi - próbuje i zaraz jestem miażdżona tym, ze
za dużo oczekuje,
on się dla mnie niesamowicie zmienił a ja w ogóle się nie zmieniłam dla niego,
dla niego pewne rzeczy są trudne i wymagają czasu,
jak łamiącym głosem mówi mi jaka dla niego zmiana jest trudna, jak mu zależy, jak mu źle z tym, że po raz kolejny nie wyszło mu to co zaplanował, to nie wiem co mam robić.
Z jednej strony nie chce go ranić, a z drugiej jestem zmęczona.
Chyba przestałam go kochać i nie wiem jak mam mu o tym powiedzieć. Czuje jak nie wiele nas łączy, jak nasze światy się rozchodzą.
Szczerze myślę, że ani ja jego ani on mnie nigdy naprawdę nie pociągał - tak trochę przez przypadek zostaliśmy parą i siłą rozmachu i z wielu różnych mniej związanych z związkiem przyczyn zostaliśmy razem na dłużej.
Chyba to mi bardzo przeszkadza, to że zarówno on mnie jak i ja jego nie pociągam.
Tylko on to praktyczna osoba, może i chciałby kogoś bardziej atrakcyjnego ode mnie, ale po co - nie chciałoby mu się starać, zabiegać, wie, że poszłyby z tym zwiększone koszty ( niekoniecznie materialne) ale po co mu to.
Chyba mimo wieku, jestem niesamowicie infantylna - ten mój nieszczęsny romans, pozwolił mi się na chwilę poczuć jak bohaterce taniego Harlequina - gdzie on i ona wzajemnie się pożądają, uważają za atrakcyjnych a nie tylko wystarczających. A może tylko zawróciło mi w głowie to, że spodobałam się atrakcyjnemu dla mnie mężczyźnie.
Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło - i chyba jak już pisałam mam jakąś fiksacje na tym punkcie.