Oops, I did it again. I played with my heart. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Oops, I did it again. I played with my heart.

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 84 z 84 ]

66

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:

Zwykle wychodzi mi na odwrót - może dlatego, ze tak naprawdę nie mamy wpływu na druga osobę.

Tak wychodzi wszystkim, bo jak zauwazylas, nie mamy wpywu na innych, nasze mysli i oczekiwania sa naszymi myslami i oczekiwaniami.
Nie musza byc tozsame z oczekiwaniami ludzi z ktorymi wchodzimy w relacje.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Przypomnij mi jeszcze, czemu nie:
1. Odejdziesz od faceta.
2. Znajdziesz na stałe kogoś z kim seks będzie boski, a na dodatek będzie cię kochał.
3. Będziesz żyła miło i zestarzejesz się w gronie bliskich ci osób.

Za dużo wysiłku?

68

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Biały napisał/a:

Przypomnij mi jeszcze, czemu nie:
1. Odejdziesz od faceta.
2. Znajdziesz na stałe kogoś z kim seks będzie boski, a na dodatek będzie cię kochał.
3. Będziesz żyła miło i zestarzejesz się w gronie bliskich ci osób.

Za dużo wysiłku?

Hej

Gdyby tylko o wysilek chodzilo poszlabym na koniec świata.
Całe moje życie jest wysiłkiem, bardzo dużo małych rzeczy przychodzi mi trudniej niż innym, wiec jestem przyzwyczajona.

Choć może masz racje, ze chodzi o wysiłek ale innego rodzaju, przełamanie dotychczasowego sposobu postępowania, zmianę myślenia. Czuje się jakbym była sparaliżowana, nie miała wyboru, musiała ciągnąć moje życie takie jakim jest. Bez prawa do zmiany.
Jutro się rozpisze bo dziś muszę postarać się choć na chwile zasnąć.

69

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Biały, napisałeś to w ten sposób, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem.. smile
Może jest? Być może Ala z jakiegoś powodu wybiera sobie "niedostępnych" mężczyzn, by tak naprawdę nie zbliżyć się do kogoś za bardzo?
Partner w domu też może być taki wbrew pozorom- i stąd to poszukiwanie emocji?
A może Gary ma rację i trzeba łapać chwile?
Każdy podejmuje decyzje na swój rachunek- by potem nie powiedzieć- OOOps.. zagrałam swoim sercem..
Przemyśl to sobie Ala..
jeżeli w twoim życiu coś się powtarza i przez to cierpisz, warto to zmienić lub pewne rzeczy zaakceptować takimi jakie są.

70

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Ela210 napisał/a:

Biały, napisałeś to w ten sposób, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem.. smile
Może jest? Być może Ala z jakiegoś powodu wybiera sobie "niedostępnych" mężczyzn, by tak naprawdę nie zbliżyć się do kogoś za bardzo?
Partner w domu też może być taki wbrew pozorom- i stąd to poszukiwanie emocji?
A może Gary ma rację i trzeba łapać chwile?
Każdy podejmuje decyzje na swój rachunek- by potem nie powiedzieć- OOOps.. zagrałam swoim sercem..
Przemyśl to sobie Ala..
jeżeli w twoim życiu coś się powtarza i przez to cierpisz, warto to zmienić lub pewne rzeczy zaakceptować takimi jakie są.

Tyle, że chwila trwa no... chwilę.
A Ala ma jeszcze przed sobą może i 50 lat życia, jak zdrowie i szczęście dopisze. A w przyszłości kiedy nie będzie już ponętną kusicielką, może i będzie płakać nad tym jak bardzo jej życie jest puste i samotne i wspomnienia o Douglasie tego nie zakryją. Nie mówię, że osiągnięcie celu jest łatwe, ale w życiu łatwo jest tylko się wywalić. Skoro Ala piszę już zakłada już drugi wątek, szukając tu... no nie wiem właśnie czego... usprawiedliwienia, otuchy, porad... to coś jednak jest w jej życiu nie halo? Nie wiem czy jej życie ssie, nad to musi odpowiedzieć sobie autorka, ale jak na razie próbuje się sama do niego zaadaptować, wiesz taki darwinizm. Sąsiad robi hałas więc kupie sobie zatyczki do uszu, zamiast pójść i poprosić aby był ciszej. Jeśli Ala chcesz być kochana to musisz szukać kogoś kto cie pokocha, a nie wybrać sobie dwóch kolesi:
1)jednego który toleruje twoją obecność na co dzień
2)który chętnie wsadzi jej wacka w pochwę, porusza miednicą przez półgodziny i pójdzie sobie
A następnie to co oni czują do ciebie połączyć w jedno i trzymać jako zamiennik miłości.

Ale tak jak Ela mówi, Ala musi odpowiedzieć sobie czego chce. Jeśli układ powyżej nie tylko jej wystarcza, ale sprawia szczęście to w zupełności to rozumiem      i akceptuje. (No po za tym, że jeden z nich jest zdradzany, bo to jest świństwo, tak czy owak.) Ale właśnie autorka musi powiedzieć jak chciałaby żeby jej życie wyglądało, o jakim związku marzy. A jeśli różni się od tego w którym tkwi obecnie to walczyć o te marzenie, lub z niego zrezygnować jeśli jest za słaba.

71

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Ela210 napisał/a:

Biały, napisałeś to w ten sposób, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem.. smile
Może jest? Być może Ala z jakiegoś powodu wybiera sobie "niedostępnych" mężczyzn, by tak naprawdę nie zbliżyć się do kogoś za bardzo?
Partner w domu też może być taki wbrew pozorom- i stąd to poszukiwanie emocji?
A może Gary ma rację i trzeba łapać chwile?
Każdy podejmuje decyzje na swój rachunek- by potem nie powiedzieć- OOOps.. zagrałam swoim sercem..
Przemyśl to sobie Ala..
jeżeli w twoim życiu coś się powtarza i przez to cierpisz, warto to zmienić lub pewne rzeczy zaakceptować takimi jakie są.

Hej
Masz dużo racji, bycie niezadowolona z sytuacji w której się znajduje i narzekanie/ użalanie się nad sobą przy braku zmian jest pewnym schematem mojego zachowania.
Obecnie cierpię bo jestem w miejscu, którego nie lubię.
Moj formalny związek jest taki sobie - niby są w nim słowne potwierdzenia uczucia i zapewnienia o miłości, ale praktyka jest ciut inna.
Teraz on gra po raz szósty w tygodniu z kolegami w jakieś komputerowe gry, nie ważne nawet wole żeby teraz tak było.
Może oddalimy się od siebie a ja bez poczucia winy będę mogła odejść aby żyć w sposób, który sprawia mi jakaś satysfakcję.
Dziś się trochę upiłam i wiec się rozpisze.
Czuje, ze z moim obecnym partnerem mamy jednocześnie tak wiele i nic wspólnego.
Różni nas przedewszystkim podejście do codzienności, do tego co uważamy za ważne w życiu codziennym, sposób spędzania czasu wolnego, poglądy religijne, opinia na temar społeczeństwa, w którym żyjemy.
Łączy emocjonalny sposób w jaki reagujemy na różne sytuacje
Wynikający z podobnych historii życiowych. Lubię jego poczucie humoru.

Nieosiągalne może być dla mnie sposobem poprawiania własnej wartości.
Choc może tylko w jakiś specyficzny dla siebie sposób wybieram sytuacje, które niasa potencjał niespełnienia nieosiągalności.

72

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Biały, napisałeś to w ten sposób, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem.. smile
Może jest? Być może Ala z jakiegoś powodu wybiera sobie "niedostępnych" mężczyzn, by tak naprawdę nie zbliżyć się do kogoś za bardzo?
Partner w domu też może być taki wbrew pozorom- i stąd to poszukiwanie emocji?
A może Gary ma rację i trzeba łapać chwile?
Każdy podejmuje decyzje na swój rachunek- by potem nie powiedzieć- OOOps.. zagrałam swoim sercem..
Przemyśl to sobie Ala..
jeżeli w twoim życiu coś się powtarza i przez to cierpisz, warto to zmienić lub pewne rzeczy zaakceptować takimi jakie są.

Hej
Masz dużo racji, bycie niezadowolona z sytuacji w której się znajduje i narzekanie/ użalanie się nad sobą przy braku zmian jest pewnym schematem mojego zachowania.
Obecnie cierpię bo jestem w miejscu, którego nie lubię.
Moj formalny związek jest taki sobie - niby są w nim słowne potwierdzenia uczucia i zapewnienia o miłości, ale praktyka jest ciut inna.
Teraz on gra po raz szósty w tygodniu z kolegami w jakieś komputerowe gry, nie ważne nawet wole żeby teraz tak było.
Może oddalimy się od siebie a ja bez poczucia winy będę mogła odejść aby żyć w sposób, który sprawia mi jakaś satysfakcję.
Dziś się trochę upiłam i wiec się rozpisze.
Czuje, ze z moim obecnym partnerem mamy jednocześnie tak wiele i nic wspólnego.
Różni nas przedewszystkim podejście do codzienności, do tego co uważamy za ważne w życiu codziennym, sposób spędzania czasu wolnego, poglądy religijne, opinia na temar społeczeństwa, w którym żyjemy.
Łączy emocjonalny sposób w jaki reagujemy na różne sytuacje
Wynikający z podobnych historii życiowych. Lubię jego poczucie humoru.

Nieosiągalne może być dla mnie sposobem poprawiania własnej wartości.
Choc może tylko w jakiś specyficzny dla siebie sposób wybieram sytuacje, które niasa potencjał niespełnienia nieosiągalności.

Wyobcowanie w środowisku, w którym się żyje, może dołować.
Przyznam, że nie rozumiem fenomenu gier komputerowych, online zwłaszcza, przed wpływem których na życie codzienne, ostrzegają psycho- i socjologowie. Że problem jest, widzę  po moich bratankach i wnukach. Aktywność fizyczna lub kształtowanie wyobraźni przez czytelnictwo, dajmy na to, na jednym z ostatnich miejsc w sposobie spędzania wolnego czasu jest.
Gdyby nie nakazy lub zakazy rodziców, marne widoki by były.
Prostym, podjęcie decyzji o rozstaniu, z pewnością nie jest. Gdy ma się świadomość, że wszystko będzie trzeba zaczynać od początku.
Ty jednak, Autorko, posmakowałaś czegoś innego, co nie rokuje i tak, ale pokazało jednak, że można inaczej. Tylko nie wiadomo na jak długo i czy w ogóle warto.
Musisz zdecydować. Zażądać, obok werbalnych zapewnień otrzymywanych dotąd, także czynnego potwierdzenia mocnej więzi obojga Was w związku.
Teraz będzie trudniej przez to zauroczenie, emocjonalne i fizyczne innym.
Albo wrócić do kraju i budować coś nowego.

73

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Excop napisał/a:
ALA1981 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Biały, napisałeś to w ten sposób, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem.. smile
Może jest? Być może Ala z jakiegoś powodu wybiera sobie "niedostępnych" mężczyzn, by tak naprawdę nie zbliżyć się do kogoś za bardzo?
Partner w domu też może być taki wbrew pozorom- i stąd to poszukiwanie emocji?
A może Gary ma rację i trzeba łapać chwile?
Każdy podejmuje decyzje na swój rachunek- by potem nie powiedzieć- OOOps.. zagrałam swoim sercem..
Przemyśl to sobie Ala..
jeżeli w twoim życiu coś się powtarza i przez to cierpisz, warto to zmienić lub pewne rzeczy zaakceptować takimi jakie są.

Hej
Masz dużo racji, bycie niezadowolona z sytuacji w której się znajduje i narzekanie/ użalanie się nad sobą przy braku zmian jest pewnym schematem mojego zachowania.
Obecnie cierpię bo jestem w miejscu, którego nie lubię.
Moj formalny związek jest taki sobie - niby są w nim słowne potwierdzenia uczucia i zapewnienia o miłości, ale praktyka jest ciut inna.
Teraz on gra po raz szósty w tygodniu z kolegami w jakieś komputerowe gry, nie ważne nawet wole żeby teraz tak było.
Może oddalimy się od siebie a ja bez poczucia winy będę mogła odejść aby żyć w sposób, który sprawia mi jakaś satysfakcję.
Dziś się trochę upiłam i wiec się rozpisze.
Czuje, ze z moim obecnym partnerem mamy jednocześnie tak wiele i nic wspólnego.
Różni nas przedewszystkim podejście do codzienności, do tego co uważamy za ważne w życiu codziennym, sposób spędzania czasu wolnego, poglądy religijne, opinia na temar społeczeństwa, w którym żyjemy.
Łączy emocjonalny sposób w jaki reagujemy na różne sytuacje
Wynikający z podobnych historii życiowych. Lubię jego poczucie humoru.

Nieosiągalne może być dla mnie sposobem poprawiania własnej wartości.
Choc może tylko w jakiś specyficzny dla siebie sposób wybieram sytuacje, które niasa potencjał niespełnienia nieosiągalności.

Wyobcowanie w środowisku, w którym się żyje, może dołować.
Przyznam, że nie rozumiem fenomenu gier komputerowych, online zwłaszcza, przed wpływem których na życie codzienne, ostrzegają psycho- i socjologowie. Że problem jest, widzę  po moich bratankach i wnukach. Aktywność fizyczna lub kształtowanie wyobraźni przez czytelnictwo, dajmy na to, na jednym z ostatnich miejsc w sposobie spędzania wolnego czasu jest.
Gdyby nie nakazy lub zakazy rodziców, marne widoki by były.
Prostym, podjęcie decyzji o rozstaniu, z pewnością nie jest. Gdy ma się świadomość, że wszystko będzie trzeba zaczynać od początku.
Ty jednak, Autorko, posmakowałaś czegoś innego, co nie rokuje i tak, ale pokazało jednak, że można inaczej. Tylko nie wiadomo na jak długo i czy w ogóle warto.
Musisz zdecydować. Zażądać, obok werbalnych zapewnień otrzymywanych dotąd, także czynnego potwierdzenia mocnej więzi obojga Was w związku.
Teraz będzie trudniej przez to zauroczenie, emocjonalne i fizyczne innym.
Albo wrócić do kraju i budować coś nowego.

Wyobcowanie, to chyba mało powiedziane - ja powoli zaczynam wariować, pewno duży udział w tym ma fakt, ze na razie nie pracuje - szukam pracy ale marnie mi to wychodzi.
Czynne potwierdzenie naszej więzi - próbuje i zaraz jestem miażdżona tym, ze
za dużo oczekuje,
on się dla mnie niesamowicie zmienił a ja w ogóle się nie zmieniłam dla niego,
dla niego pewne rzeczy są trudne i wymagają czasu,
jak łamiącym głosem mówi mi jaka dla niego zmiana jest trudna, jak mu zależy, jak mu źle z tym, że po raz kolejny nie wyszło mu to co zaplanował, to nie wiem co mam robić.
Z jednej strony nie chce go ranić, a z drugiej jestem zmęczona.
Chyba przestałam go kochać i nie wiem jak mam mu o tym powiedzieć. Czuje jak nie wiele nas łączy, jak nasze światy się rozchodzą.

Szczerze myślę, że ani ja jego ani on mnie nigdy naprawdę nie pociągał - tak trochę przez przypadek zostaliśmy parą i siłą rozmachu i z wielu różnych mniej związanych z związkiem przyczyn zostaliśmy razem na dłużej.
Chyba to mi bardzo przeszkadza, to że zarówno on mnie jak i ja jego nie pociągam.
Tylko on to praktyczna osoba, może i chciałby kogoś bardziej atrakcyjnego ode mnie, ale po co - nie chciałoby mu się starać, zabiegać, wie, że poszłyby z tym zwiększone koszty  ( niekoniecznie materialne) ale po co mu to.

Chyba mimo wieku, jestem niesamowicie infantylna - ten mój nieszczęsny romans, pozwolił mi się na chwilę poczuć jak bohaterce taniego Harlequina - gdzie on i ona wzajemnie się pożądają, uważają za atrakcyjnych a nie tylko wystarczających. A może tylko zawróciło mi w głowie to, że spodobałam się atrakcyjnemu dla mnie mężczyźnie.
Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło - i chyba jak już pisałam mam jakąś fiksacje na tym punkcie.

74

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

beznadziejnie to wygląda na ten moment.
Może skup się na znalezieniu pracy i odseparujcie na jakiś czas. Moze przeprowadź się do dużego miasta, skoro masz problem ze znalezieniem pracy?
Pomieszkasz sama, on też, przemyślicie sprawy..
Mnie aż boli, jak czytam o waszym związku- tak to nie powinno wyglądać.
I nie myśl za niego, czego mu się nie chce robić czy chce, to jego motywacje.
Myśl czego TY chcesz.

75

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Biały napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Biały, napisałeś to w ten sposób, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem.. smile
Może jest? Być może Ala z jakiegoś powodu wybiera sobie "niedostępnych" mężczyzn, by tak naprawdę nie zbliżyć się do kogoś za bardzo?
Partner w domu też może być taki wbrew pozorom- i stąd to poszukiwanie emocji?
A może Gary ma rację i trzeba łapać chwile?
Każdy podejmuje decyzje na swój rachunek- by potem nie powiedzieć- OOOps.. zagrałam swoim sercem..
Przemyśl to sobie Ala..
jeżeli w twoim życiu coś się powtarza i przez to cierpisz, warto to zmienić lub pewne rzeczy zaakceptować takimi jakie są.

Tyle, że chwila trwa no... chwilę.
A Ala ma jeszcze przed sobą może i 50 lat życia, jak zdrowie i szczęście dopisze. A w przyszłości kiedy nie będzie już ponętną kusicielką, może i będzie płakać nad tym jak bardzo jej życie jest puste i samotne i wspomnienia o Douglasie tego nie zakryją. Nie mówię, że osiągnięcie celu jest łatwe, ale w życiu łatwo jest tylko się wywalić. Skoro Ala piszę już zakłada już drugi wątek, szukając tu... no nie wiem właśnie czego... usprawiedliwienia, otuchy, porad... to coś jednak jest w jej życiu nie halo? Nie wiem czy jej życie ssie, nad to musi odpowiedzieć sobie autorka, ale jak na razie próbuje się sama do niego zaadaptować, wiesz taki darwinizm. Sąsiad robi hałas więc kupie sobie zatyczki do uszu, zamiast pójść i poprosić aby był ciszej. Jeśli Ala chcesz być kochana to musisz szukać kogoś kto cie pokocha, a nie wybrać sobie dwóch kolesi:
1)jednego który toleruje twoją obecność na co dzień
2)który chętnie wsadzi jej wacka w pochwę, porusza miednicą przez półgodziny i pójdzie sobie
A następnie to co oni czują do ciebie połączyć w jedno i trzymać jako zamiennik miłości.

Ale tak jak Ela mówi, Ala musi odpowiedzieć sobie czego chce. Jeśli układ powyżej nie tylko jej wystarcza, ale sprawia szczęście to w zupełności to rozumiem      i akceptuje. (No po za tym, że jeden z nich jest zdradzany, bo to jest świństwo, tak czy owak.) Ale właśnie autorka musi powiedzieć jak chciałaby żeby jej życie wyglądało, o jakim związku marzy. A jeśli różni się od tego w którym tkwi obecnie to walczyć o te marzenie, lub z niego zrezygnować jeśli jest za słaba.

Zrezygnować z marzeń to gorsze niż popełnić samobójstwo, ja po prostu przestałam marzyć. Moje, życie jest do du_y nie za bardzo oczekuje, że coś się zmieni.
W moim życiu jest tak wiele nie halo, ze mogłabym chyba pisać dzień i noc i jeszcze jeden dzień.
Cześć z tego nie halo zauważyłeś - mam super ogromny problem z asertywnością ; więc jak sąsiad jest za głośno na pewno nie pójdę poprosić aby był cicho, najpierw kupie zatyczki, a jak nie podziała to będę się denerwować i narzekać w nieskończoność.

Dlaczego piszę i czego oczekuje - wracając na obczyznę obiecałam sobie, ze tym razem nie zostanę tu długo - choć podświadomie wiem, że nic w swoim pieprzon_ _ życiu nie zmienię, ale obiecać sobie zawszę mogę.
Piszę bo chcę i jakiś sposób ocalić resztki motywacji do zmiany, otaczająca rzeczywistość wyssała mnie w wir niemożliwości zmiany, i każdy dzień powoli mnie niszczy, zabija jakiekolwiek poczucie wartości, przekonanie, że ma wpływ i mogę kontrolować swoje życie.

Poszukać kogoś kto mnie pokocha niby znalazłam - mój obecny partner twierdzi, że mnie kocha. Tyko czy ja jeszcze kocham? W każdym związku namiętność wygasa po jakiś czasie i wtedy się kontynuuje na tym co się zbudowało, w naszym związku namiętności nigdy chyba nie było. Pożądanie tak, ale nie pożądanie siebie nawzajem, bardziej potrzeba seksualnego zaspokojenia.
Nie będę się odnosić do zdania o wacku i pochwie - bo nie chce kierować tego tematu na niepożądane dla mnie tory.
Taki układ jest moralnie naganny, czy by mi wystarczał gdyby ani on ani ja nie mieliśmy partnerów - pewno nie. Ale ja mam prawe 40 lat i jak się już powtarzam nie doświadczyłam do the pory namiętności - nie potrafiłam z tego zrezygnować.

76

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:

Jakiś czas temu pisałam na tym forum o mojej seksualnej przygodzie z facetem przypadkowo poznanym w klubie.
Spędziliśmy ze sobą dwie fantastyczne noce, pierwsza kiedy się w tym klubie poznaliśmy i druga kiedy znów przypadkiem na siebie wpadliśmy.
Teraz dochodzi jeszcze jedna noc.
Tym razem ziemia się nie zatrzęsła ale i tak było bardzo miło.
I tu zaczynaja się schody, żeby nie powiedzieć, ze góry.


1. Oboje jesteśmy w stałych związkach. Dowiedziałam się dopiero przy drugim spotkaniu, ze ma dziewczynę.
2. Niedługo wyjeżdżam z miasta i będzie nas dzielić setki kilometrów.
3.  On jest ode mnie młodszy o ponad 12 lat. ( choć są dwie wersje, przy pierwszy spotkani mówił, ze ma 27 teraz, ze ma 24)

No i na końcu najważniejsze, ja się chyba zaangażowałam emocjonalnie - ale wstyd. Stara baba smoli cholewki do młodzieniaszka.

Dla niego to najprawdopodobniej tylko seks. Ponieważ z jego inicjatywy wymieniliśmy się numerami telefonów, to próbowałam pare razy napisać aby umówić się na spotkanie ale konsekwentnie mnie olewał.

Jest świętym kochankiem i bardzo mnie kręci wiec muszę sobie to przegadać aby mi było łatwiej przetrwać to co czuje.


Dzisiaj się ze mną skontaktował, nie potrafię na niczym się skupić, ale minęła mi depresja przynajmniej chwilowo wszystko odzyskało sens i znalazło swoje miejsce i cel.
Jestem strasznie rozkojarzona - ale to cudowne uczucie, nawet jeżeli zbudowane na ułudzie - samo uczucie jest prawdziwe.

77

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Uczucie to nie miłość.

78

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Secondo1 napisał/a:

Uczucie to nie miłość.

Ależ oczywiście, że nie. Przecież ja nie piszę, że jestem zakochana. Jestem zauroczona co najwyżej, ale to dodaje mi motywacji.
Zresztą moja alternatywa od 4 po południu siedzi ciągiem przed komputerem. Zainteresowana to tego stopnia grą i kolegami.

79

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Bieganie tak od emocji do emocji Cię wyniszczy.
Tu pisze, tu milczy, tu pisze, tu milczy.
Pozwolisz sobie na życie na emocjonalnej karuzeli?

80

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

Bieganie tak od emocji do emocji Cię wyniszczy.
Tu pisze, tu milczy, tu pisze, tu milczy.
Pozwolisz sobie na życie na emocjonalnej karuzeli?

Nie spodziewałam się żadnej wiadomości, wiec raczej było to zaskoczenie, aczkolwiek miłe.
Wydaje mi się, że wiem co mogło być jego przyczyną - ale mogło sobie wszystko w głowie stworzyć, w każdym razie nie zapytałam czemu zawdzięczam przyjemność.
Tak pół żartem pół serio - w moim rodzinnym mieście gdzieś mieszka również mój sobowtór ( albo ja jestem czyimś sobowtórem) dwa razy różni ludzie, których nie znałam podchodzili aby się ze mną przywitać.
Może on gdzieś tego mojego sobowtóra zobaczył i postanowił sprawdzić czy jestem w mieście.

81

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

ja o tym mówię:

Dzisiaj się ze mną skontaktował, nie potrafię na niczym się skupić, ale minęła mi depresja przynajmniej chwilowo wszystko odzyskało sens i znalazło swoje miejsce i cel.

Jeżeli on jest sprawcą tego, że Twoje życie odzyskuje sens, a bez niego Twoje życie ten sens traci to jesteś na takiej emocjonalnej huśtawce.
W dalszym ciągu uważam, że pora z niej wysiąść i coś ogarnąć.
Czemu nie chcesz zacząć całkowicie od nowa ze wszystkim? To jest trudne, ale realne. A Ty się będziesz męczyć przez kolejne lata w ten sam sposób.

82

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

ja o tym mówię:

Dzisiaj się ze mną skontaktował, nie potrafię na niczym się skupić, ale minęła mi depresja przynajmniej chwilowo wszystko odzyskało sens i znalazło swoje miejsce i cel.

Jeżeli on jest sprawcą tego, że Twoje życie odzyskuje sens, a bez niego Twoje życie ten sens traci to jesteś na takiej emocjonalnej huśtawce.
W dalszym ciągu uważam, że pora z niej wysiąść i coś ogarnąć.
Czemu nie chcesz zacząć całkowicie od nowa ze wszystkim? To jest trudne, ale realne. A Ty się będziesz męczyć przez kolejne lata w ten sam sposób.

Na pewno chce coś zmienić, ale czuje jak mi zaczyna brakować siły aby się z tym postanowieniem przebić.
To, ze bez niego moje życie jest pozbawione sensu to chyba za dużo powiedziane.
Moje życie jest bez sensu czy z nim czy bez niego - on chyba nadaje mu jakiś kierunek i uzasadnia słuszność codziennego wysiłku aby wstać z łóżka i coś ze sobą zrobić ale to nie jest sens.
Jestem obecnie w strasznym stanie psychicznym, czuje jak zaczynam wariować. Próbuje znaleźć pracę ale nie za bardzo mi te poszukiwania wychodzą.
A może nie chce zeby mi wyszły bo przecież jak znajdę prace to będzie mnie trzymać w miejscu, którego nienawidzę. Uśmiechać się i robić dobrą minę do złej gry, słychać tych wszystkich banaluków o tym jak każdy tu kocha emigrantów i jak bardzo Polacy są pracowici i zdolni. Rzygać mi się chcę. Nie wiem skąd ci ludzie mają taką potrzebę zapewniania o tym, pewno stąd, że doskonale sobie zdają sprawę, że w rzeczywistości jest zupełnie inaczej.

83

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

On pokazuje Ci, że można inaczej. Bez partnera, którego nie kochasz, bez życia, którego nie lubisz.
Ja Ci to już pisałam ostatnio. Żebyś zmieniała to, co jeszcze możesz zmienić póki jeszcze jest na to czas.
Chodzisz na terapię?

84

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

On pokazuje Ci, że można inaczej. Bez partnera, którego nie kochasz, bez życia, którego nie lubisz.
Ja Ci to już pisałam ostatnio. Żebyś zmieniała to, co jeszcze możesz zmienić póki jeszcze jest na to czas.
Chodzisz na terapię?

Wróciłam na obczyznę i nie mogę na razie znaleźć pracy.
Choć jestem odrobinę wybredna i nie szukam pracy ani w gastronomii ani w handlu.
Na razie nie tylko na terapie mnie nie stać ale w ogóle na nic.
Już czuje ja jakaś samo niszcząca siła wewnątrz mnie wzięła górę i sparaliżowała mnie tak, że nic nie zmienię.
Może to strach, na powierzchni świadomości strachu jednak nie ma.
Mój partner już zaplanował nasze życie razem, powtarza mnie jak mnie kocha i jak bardzo mu na mnie zależy.
Nasze pewne emocji rozmowy o tym, że jak tak już dłużej nie mogę, że nienawidzę mojego życia, kończą się jego obrażonym stwierdzeniem, że jak chce mogę do Polski wracać jutro.
I wracam do punktu wyjścia, że nie mogę go zranić i o tak sobie wyjechać, że muszę tu zostać przy nim.
Pozytywne jest to, że on też widzi, że potrzebuje terapii. Kiedy mówię, że taką terapie najchętniej przeprowadziłabym w Polsce, mówi że to ok i będzie czekał.
Ale najpierw musiałabym na tę terapie zarobić tu, zostając z nim. I kończy się tak samo czyli dalej jestem tu gdzie jestem.

Posty [ 66 do 84 z 84 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Oops, I did it again. I played with my heart.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024