Oops, I did it again. I played with my heart. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Oops, I did it again. I played with my heart.

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 84 ]

Temat: Oops, I did it again. I played with my heart.

Jakiś czas temu pisałam na tym forum o mojej seksualnej przygodzie z facetem przypadkowo poznanym w klubie.
Spędziliśmy ze sobą dwie fantastyczne noce, pierwsza kiedy się w tym klubie poznaliśmy i druga kiedy znów przypadkiem na siebie wpadliśmy.
Teraz dochodzi jeszcze jedna noc.
Tym razem ziemia się nie zatrzęsła ale i tak było bardzo miło.
I tu zaczynaja się schody, żeby nie powiedzieć, ze góry.


1. Oboje jesteśmy w stałych związkach. Dowiedziałam się dopiero przy drugim spotkaniu, ze ma dziewczynę.
2. Niedługo wyjeżdżam z miasta i będzie nas dzielić setki kilometrów.
3.  On jest ode mnie młodszy o ponad 12 lat. ( choć są dwie wersje, przy pierwszy spotkani mówił, ze ma 27 teraz, ze ma 24)

No i na końcu najważniejsze, ja się chyba zaangażowałam emocjonalnie - ale wstyd. Stara baba smoli cholewki do młodzieniaszka.

Dla niego to najprawdopodobniej tylko seks. Ponieważ z jego inicjatywy wymieniliśmy się numerami telefonów, to próbowałam pare razy napisać aby umówić się na spotkanie ale konsekwentnie mnie olewał.

Jest świętym kochankiem i bardzo mnie kręci wiec muszę sobie to przegadać aby mi było łatwiej przetrwać to co czuje.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:

Jakiś czas temu pisałam na tym forum o mojej seksualnej przygodzie z facetem przypadkowo poznanym w klubie.
Spędziliśmy ze sobą dwie fantastyczne noce, pierwsza kiedy się w tym klubie poznaliśmy i druga kiedy znów przypadkiem na siebie wpadliśmy.
Teraz dochodzi jeszcze jedna noc.
Tym razem ziemia się nie zatrzęsła ale i tak było bardzo miło.
I tu zaczynaja się schody, żeby nie powiedzieć, ze góry.


1. Oboje jesteśmy w stałych związkach. Dowiedziałam się dopiero przy drugim spotkaniu, ze ma dziewczynę.
2. Niedługo wyjeżdżam z miasta i będzie nas dzielić setki kilometrów.
3.  On jest ode mnie młodszy o ponad 12 lat. ( choć są dwie wersje, przy pierwszy spotkani mówił, ze ma 27 teraz, ze ma 24)

No i na końcu najważniejsze, ja się chyba zaangażowałam emocjonalnie - ale wstyd. Stara baba smoli cholewki do młodzieniaszka.

Dla niego to najprawdopodobniej tylko seks. Ponieważ z jego inicjatywy wymieniliśmy się numerami telefonów, to próbowałam pare razy napisać aby umówić się na spotkanie ale konsekwentnie mnie olewał.

Jest świętym kochankiem i bardzo mnie kręci wiec muszę sobie to przegadać aby mi było łatwiej przetrwać to co czuje.


Pytania brak . No i co dalej ? Jaki problem ?

3

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Play with your heart again. Good luck!

4

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
evada napisał/a:
ALA1981 napisał/a:

Jakiś czas temu pisałam na tym forum o mojej seksualnej przygodzie z facetem przypadkowo poznanym w klubie.
Spędziliśmy ze sobą dwie fantastyczne noce, pierwsza kiedy się w tym klubie poznaliśmy i druga kiedy znów przypadkiem na siebie wpadliśmy.
Teraz dochodzi jeszcze jedna noc.
Tym razem ziemia się nie zatrzęsła ale i tak było bardzo miło.
I tu zaczynaja się schody, żeby nie powiedzieć, ze góry.


1. Oboje jesteśmy w stałych związkach. Dowiedziałam się dopiero przy drugim spotkaniu, ze ma dziewczynę.
2. Niedługo wyjeżdżam z miasta i będzie nas dzielić setki kilometrów.
3.  On jest ode mnie młodszy o ponad 12 lat. ( choć są dwie wersje, przy pierwszy spotkani mówił, ze ma 27 teraz, ze ma 24)

No i na końcu najważniejsze, ja się chyba zaangażowałam emocjonalnie - ale wstyd. Stara baba smoli cholewki do młodzieniaszka.

Dla niego to najprawdopodobniej tylko seks. Ponieważ z jego inicjatywy wymieniliśmy się numerami telefonów, to próbowałam pare razy napisać aby umówić się na spotkanie ale konsekwentnie mnie olewał.

Jest świętym kochankiem i bardzo mnie kręci wiec muszę sobie to przegadać aby mi było łatwiej przetrwać to co czuje.


Pytania brak . No i co dalej ? Jaki problem ?

Problem jest taki, ze cały czas o nim myśle.

5

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
iryd napisał/a:

Play with your heart again. Good luck!

Ha ha,  nie oczekiwałam, ze się wpakuje emocjonalnie.
Łudziłam się ze jakoś to ogarnę.
Coś ze mną nie tak bo przecież to były raptem 3 noce, i ostaniej nawet bez zbytniego gadania, po prostu seks.

6

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Wydaje mi się, że zdrada emocjonalna może być miarą jakości Twojego związku. Pomijam wątek relacji z kochankiem, zwracam uwagę czy warto marnować czas, tkwić w szarości.

7

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Wiem, ze nie warto, Nie potrafię podjąć żadnej decyzji. 
W tej chwili tylko o kochanku myśle.

8

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

nie potrafisz czy nie chcesz?

9

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
beckett napisał/a:

nie potrafisz czy nie chcesz?

Nie chce, zawsze miałam z tym problemy. Lata tkwiłam w sytuacjach,które mi nie pasują.
Pewno dlatego się tak rzuciłam na tego chłopaka, bo w jakimś stopniu jest uosobieniem tego czego pragnę.

10

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Kobieto, Ty masz całe swoje podejście do naprawy, a skupiasz się na - w porównaniu - pierdole. Może lepiej pomyśleć o terapii, by wypracować asertywne podejście do życia?

11

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Nana666 napisał/a:

Kobieto, Ty masz całe swoje podejście do naprawy, a skupiasz się na - w porównaniu - pierdole. Może lepiej pomyśleć o terapii, by wypracować asertywne podejście do życia?

Za terapie tez planuje się zabrać od lat. Życie przecieka mu przez palce i czasami tylko takie zdarzenia uświadamiają mi, ze moge brnąc w ślepą uliczkę.
Nie dość, ze moj związek niedomaga, to jeszcze wracam do miejsca, którego na dobra sprawę nie lubię, do męższczyzny, którego zdradziłam.

12

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:
Nana666 napisał/a:

Kobieto, Ty masz całe swoje podejście do naprawy, a skupiasz się na - w porównaniu - pierdole. Może lepiej pomyśleć o terapii, by wypracować asertywne podejście do życia?

Za terapie tez planuje się zabrać od lat. Życie przecieka mu przez palce i czasami tylko takie zdarzenia uświadamiają mi, ze moge brnąc w ślepą uliczkę.
Nie dość, ze moj związek niedomaga, to jeszcze wracam do miejsca, którego na dobra sprawę nie lubię, do męższczyzny, którego zdradziłam.

Jest proste rozwiazanie, wystarczy nie wracac, do miejsca ktorego nie lubisz, do mezczyzny ktorego nie kochasz i nie pozadasz. Rozumiem, ze mlodzik wyzwolil w Tobie skrywane emocje, fascynacjie, skoro tak Cie zafascynowaly, to podazaj za nimi, szukaj, sprawdzaj, ale daj szanse swojemu partnerowi na podjecie decyzji co on chce zrobic z Twoimi przemysleniami.

13

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Piotr74 napisał/a:
ALA1981 napisał/a:
Nana666 napisał/a:

Kobieto, Ty masz całe swoje podejście do naprawy, a skupiasz się na - w porównaniu - pierdole. Może lepiej pomyśleć o terapii, by wypracować asertywne podejście do życia?

Za terapie tez planuje się zabrać od lat. Życie przecieka mu przez palce i czasami tylko takie zdarzenia uświadamiają mi, ze moge brnąc w ślepą uliczkę.
Nie dość, ze moj związek niedomaga, to jeszcze wracam do miejsca, którego na dobra sprawę nie lubię, do męższczyzny, którego zdradziłam.

Jest proste rozwiazanie, wystarczy nie wracac, do miejsca ktorego nie lubisz, do mezczyzny ktorego nie kochasz i nie pozadasz. Rozumiem, ze mlodzik wyzwolil w Tobie skrywane emocje, fascynacjie, skoro tak Cie zafascynowaly, to podazaj za nimi, szukaj, sprawdzaj, ale daj szanse swojemu partnerowi na podjecie decyzji co on chce zrobic z Twoimi przemysleniami.

Do tego miejsca wracam jutro rano,
Jeżeli mam mu dać szanse myśle, ze to powinna być rozmowa twarzą w twarz, zwłaszcza po 8 latach tzn. Zwiazku, choć boje się, ze jak wrócę to znów mnie to wszystko wciągnie i zniszczę sobie następne 10lat.
Młodzik nie młodzik, jak szlam z nim do łóżka to nie myślałam ile może mieć lat, wiem ze jak mnie dotykał to cała plonelam. Infirmacje o wieku w którymś momencie wymieniliśmy.

14

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Mialas juz tutaj temat. Czemu go nie kontynuujesz? Myslisz ze beda inne odpowiedzi niz tamte poprzednie?

Nie zaslugujesz na faceta z ktorym jestes w zwiazku.

15

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

Mialas juz tutaj temat. Czemu go nie kontynuujesz? Myslisz ze beda inne odpowiedzi niz tamte poprzednie?

Nie zaslugujesz na faceta z ktorym jestes w zwiazku.

Dziękuje za Twoja opinie.
Myśle, ze zasługujesz to nie jest właściwe sformułowanie.

Nie kontynuuje tamtego tematu bo po pierwsze sie trochę rozrosl i zboczył z głównych torów, po drugie chciałam tym razem właściwie dla moich delematow rozważyć akcenty.

Nie jest mi zle z tym, ze zdradzam.
Może i to naganne, nieprzyzwoite, zdrożne i co sobie jeszcze życzysz.

Jest mi zle bo moj przygodny kochanek nie jest zainteresowany nawet układem Friends with benefits. Jeżeli dochodzi miedzy nami do seksu to dlatego, ze akurat zdarza się nam spotkać w klubie, który oboje od czasu do czasu odwiedzamy.

16

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

Mialas juz tutaj temat. Czemu go nie kontynuujesz? Myslisz ze beda inne odpowiedzi niz tamte poprzednie?

Nie zaslugujesz na faceta z ktorym jestes w zwiazku.

Dziękuje za Twoja opinie.
Myśle, ze zasługujesz to nie jest właściwe sformułowanie.

Nie kontynuuje tamtego tematu bo po pierwsze sie trochę rozrosl i zboczył z głównych torów, po drugie chciałam tym razem właściwie dla moich delematow rozważyć akcenty.

Nie jest mi zle z tym, ze zdradzam.
Może i to naganne, nieprzyzwoite, zdrożne i co sobie jeszcze życzysz.

Jest mi zle bo moj przygodny kochanek nie jest zainteresowany nawet układem Friends with benefits. Jeżeli dochodzi miedzy nami do seksu to dlatego, ze akurat zdarza się nam spotkać w klubie, który oboje od czasu do czasu odwiedzamy.

17

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Co nie zmienia faktu, że robisz Twojemu facetowi świństwo. On Cię zdradzał z tego co pamiętam, ale to nie upoważnia Ciebie do odwetu. Skoro nie chcesz tamtego to z nim zerwij i daj mu szansę na normalne życie, a Ty się zacznij zatapiać w przygdnym seksie i nikt Ci nigdy nie powie złego słowa.

W regulaminie forum jest, że jeden związek to jeden wątek tongue a Ty jesteś w jednym i tym samym.

18 Ostatnio edytowany przez ALA1981 (2017-12-10 01:14:16)

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

Co nie zmienia faktu, że robisz Twojemu facetowi świństwo. On Cię zdradzał z tego co pamiętam, ale to nie upoważnia Ciebie do odwetu. Skoro nie chcesz tamtego to z nim zerwij i daj mu szansę na normalne życie, a Ty się zacznij zatapiać w przygdnym seksie i nikt Ci nigdy nie powie złego słowa.

W regulaminie forum jest, że jeden związek to jeden wątek tongue a Ty jesteś w jednym i tym samym.

Nie za bardzo rozumie o co Ci chodzi jeden związek to jeden wątek?
Tamten wątek kończy się na dyskusji o Czym zupełnie innym, nie zabardzo wiem jak i gdzie miałabym dodać moj nowy post tak aby przezkogokolwiek był zauważony.

Jejku ja się nie mszcze i nie pławie w przygodnym seksie, ja się plawie w uczuciach, które akurat z seksu z tym konkretnym męższczyzna wynikają.
Po co miałabym uprawiać z kimś seks aby się zemścić. No jestem masochistką ale nie aż taka.

19

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:
Piotr74 napisał/a:
ALA1981 napisał/a:

Za terapie tez planuje się zabrać od lat. Życie przecieka mu przez palce i czasami tylko takie zdarzenia uświadamiają mi, ze moge brnąc w ślepą uliczkę.
Nie dość, ze moj związek niedomaga, to jeszcze wracam do miejsca, którego na dobra sprawę nie lubię, do męższczyzny, którego zdradziłam.

Jest proste rozwiazanie, wystarczy nie wracac, do miejsca ktorego nie lubisz, do mezczyzny ktorego nie kochasz i nie pozadasz. Rozumiem, ze mlodzik wyzwolil w Tobie skrywane emocje, fascynacjie, skoro tak Cie zafascynowaly, to podazaj za nimi, szukaj, sprawdzaj, ale daj szanse swojemu partnerowi na podjecie decyzji co on chce zrobic z Twoimi przemysleniami.

Do tego miejsca wracam jutro rano,
Jeżeli mam mu dać szanse myśle, ze to powinna być rozmowa twarzą w twarz, zwłaszcza po 8 latach tzn. Zwiazku, choć boje się, ze jak wrócę to znów mnie to wszystko wciągnie i zniszczę sobie następne 10lat.
Młodzik nie młodzik, jak szlam z nim do łóżka to nie myślałam ile może mieć lat, wiem ze jak mnie dotykał to cała plonelam. Infirmacje o wieku w którymś momencie wymieniliśmy.

Przeciez nie o wiek kochanka tutaj chodzi, poczulas cos, czego Twoj partner Ci nie daje, to cos dal  Ci mlodszy mezczyzna, ale rownie dobrze moglby byc starszy, np. o 10-15 lat. Tu nie chodzi o woek, o to czy odpowiada na Twoje woadomosci. Tu chodzo o ,,demony" albo ,,anioly", ktore w Tobie rozbudzil. Pytanie jest czy Twoj partner potrafi okielznac to co sie w Toboe obudzo, i czy dasz mu szanse na poznanoe Twojego prawdziwgo ja.

20

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

jedna relacjaa = jeden wątek. Ty relację z tym facetem już opisałaś, więc w sumie powinnaś kontynuować tamto, ale to nevermind.


No to znajdź sobie kogoś, kto Ci takie uczucia da. A swojemu facetowi daj żyć. Nie widzisz naprawdę o co chodzi? Skoro Twój facet Ci tego nie daje, to po co tkwisz w związku z nim i robisz i sobie i jemu krzywdę?

21

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Przeciez nie o wiek kochanka tutaj chodzi, poczulas cos, czego Twoj partner Ci nie daje, to cos dal  Ci mlodszy mezczyzna, ale rownie dobrze moglby byc starszy, np. o 10-15 lat. Tu nie chodzi o woek, o to czy odpowiada na Twoje woadomosci. Tu chodzo o ,,demony" albo ,,anioly", ktore w Tobie rozbudzil. Pytanie jest czy Twoj partner potrafi okielznac to co sie w Toboe obudzo, i czy dasz mu szanse na poznanoe Twojego prawdziwgo ja.

No wiek to może ma rzeczywiście drugorzędne znaczenie.
Raz, ze obudził, dwa ze te wszelkie emocje ja interpretuje jako zaangażowanie emocjonalne.

Ja o swoich demonach i aniołach wiedziałam, do klubu chyba trochę po to wychodziłam aby znaleźć kogoś kto je obudzi.

22

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

jedna relacjaa = jeden wątek. Ty relację z tym facetem już opisałaś, więc w sumie powinnaś kontynuować tamto, ale to nevermind.


No to znajdź sobie kogoś, kto Ci takie uczucia da. A swojemu facetowi daj żyć. Nie widzisz naprawdę o co chodzi? Skoro Twój facet Ci tego nie daje, to po co tkwisz w związku z nim i robisz i sobie i jemu krzywdę?

Spokojnie, to wszystko jest bardzo świeże.
W swoim związku / miejscu gdzie jestem nie jestem szczęśliwa, od jakiegoś czasu.
Próbowałam rozmawiać o tym z moim partnerem ale zwykle mnie zbywał.
Zaciskałam zęby i myślałam no przecież chyba kocham, i dam radę jakoś to będzie. A szydło wyszło z worka i tak.
Myślam, ze dam radę być szczęśliwa, ale chyba nie jestem wystanie sama siebie oszukiwać.
Chyba to dąży do nieuchronnego rozpadu.

23

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Ziew... Który to już Twój wątek w ciągu ośmiu lat, że pościłaś się po alkoholu? No skarb, nie kobieta big_smile

24

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:

Próbowałam rozmawiać o tym z moim partnerem ale zwykle mnie zbywał.
Zaciskałam zęby i myślałam no przecież chyba kocham, i dam radę jakoś to będzie. A szydło wyszło z worka i tak.
Myślam, ze dam radę być szczęśliwa, ale chyba nie jestem wystanie sama siebie oszukiwać.
Chyba to dąży do nieuchronnego rozpadu.

Jeżeli nie chce z Tobą rozmawiać, to już tego związku nie ma. Oddałaś się złudzeniom i oderwałaś od rzeczywistości. Mówisz "chyba nie jestem w stanie sama siebie oszukiwać" - jesteś i na razie to robisz.

25 Ostatnio edytowany przez ALA1981 (2017-12-10 10:42:40)

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
EeeTam napisał/a:

Ziew... Który to już Twój wątek w ciągu ośmiu lat, że pościłaś się po alkoholu? No skarb, nie kobieta big_smile

Nie za bardzo wiem do czego pijesz.
Na forum o seksie pisałam 3 razy. Pierwszy 8 lat temu i to był seks z obecnym partnerem. Nie chce wnikać w tamte historie, trochę to dla mnie traumatyczne.
Drugi i trzeci raz pisałam o seksie przed 3 tygodniami i teraz.
I nic nie wspominałam o alkoholu.
Alkohol nie za bardzo miał znaczenie.
Przy obecnej sytuacji może  trochę pomógł przy naszym pierwszy spotkaniu. Ale decyzje o drugim i trzecim spotkaniu zapadły zupełnie na trzeźwo - przynajmniej po mojej stronie.
Spuść więc trochę  z tonu i daruj sobie sarkazm.

26

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

A ja przeglądnęłam te poprzednie wątki big_smile
ciekawie mieć dalszą perspektywę.

27

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

A ja przeglądnęłam te poprzednie wątki big_smile
ciekawie mieć dalszą perspektywę.

No właśnie. A zauważyłaś, że 8 lat temu autorka zaczęła od tego, że ma "nieprzeciętną inteligencję"?

28

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

A ja przeglądnęłam te poprzednie wątki big_smile
ciekawie mieć dalszą perspektywę.

Ha ha,  te poprzednie wątki to było z moim obecnym partnerem i nie zamierzam się tłumaczyć komuś kto szuka taniej sensacji z braku zajęć.

Zreszta to  było wtedy i teraz to dwie różne bajki.
Teraz nie żałuje tego co się stało i alkohol nie miał na to wpływu.
Mam trochę problem z zaakceptowaniem zasad gry  przygodnego seksu. I dlatego o tym pisze.
Musze Ci podziękować bo Teoje złośliwość zmusiła mnie do szybkiej analizy ( nie żebym nie robiła tego wcześniej) przyczyn mojego zachowania. I jak zwyczaj taka potencjalna konieczność wyjaśnię tego co i tak wiemy komuś innemu sprawia, ze odkrywamy jakiś inny aspekt zjawiska.
Mnie się wydaje, ze zanim moj związek wypalił się z namiętności, wypalił się emocjonalnie.
Szukam zarówno bliskości fizycznej jak i psychicznej. Zaczęliśmy żyć obok siebie a może nigdy nie byliśmy razem.
Chyba potrzebowałam porządnego wstrząsu aby to naprawdę zrozumieć.

29 Ostatnio edytowany przez ALA1981 (2017-12-10 11:28:14)

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
EeeTam napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

A ja przeglądnęłam te poprzednie wątki big_smile
ciekawie mieć dalszą perspektywę.

No właśnie. A zauważyłaś, że 8 lat temu autorka zaczęła od tego, że ma "nieprzeciętną inteligencję"?

Drogi kolego, pewno macie powody z lady loka aby się nade mną pastwić, wiec nie krępujcie się.
Jestem przyzwyczajona. Przeszłam swoje piekło w dzieciństwie.
Pewno miedzy innymi czynikami, dzięki takiemu pastwieniu sie 8 lat temu, byłam gdzie byłam. Opisywane przeze mnie sytuacje są oczywiście żenujące - poznawczo to ja to rozpoznaje.
W sytuacjach społecznych wogle sobie nie radzę, co nie znaczy, ze zdanie o nieprzeciętnej inteligencji jest fałszywe.
Ponieważ zakładam, ze nie kierowała Taba zła wola a ignorancja spróbuje wytłumaczyć jak to możliwe.
Inteligencja i znajomość różnych procesów i zjawisk, nie przyczynia się do podejmowania dobrych decyzji w małych i dużych sprawach.
Teoretycznie to ja wiem to i tamto i to co należało by zrobić, a praktycznie robię zupełnie co innego kierowana irracjonalnym przymusem, niemożliwością wynegocjonowania swoich warunków z druga osoba. Od lat wybieram się na terapie i pewno bez niej nie wiele sie zmieni w moim życiu.

30

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Ja się nie pastwię. Ja po prostu uważam, że robisz świństwo swojemu facetowi i nie ma we mnie tolerancji dla zdrad i oszustw, a Ty właśnie to robisz.

Ale czytając tamte wątki trochę wypełnił mi się obraz Ciebie jako osoby. I tak jak wtedy byłaś niedowartościowana, nieumiejąca powiedzieć "nie" i przeżywająca każdą życiową sytuację zamiast przeanalizować dlaczego tak się stało i co zrobić, żeby się nie powtórzyło, tak taka sama jesteś teraz. Wcześniej też miałaś problemy z podejmowaniem własnych decyzji i już 8 lat temu nie do końća grała relacja między Tobą a Twoim partnerem. Przemęczyłaś się 8 lat i pewnie przemęczysz następne, bo widocznie nie masz w sobie tyle siły, żeby go zostawić.

31

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Zgodnie z regulaminem problemy jednego związku/jednej relacji opisujemy w jednym wątku - posiadając więcej danych zgromadzonych w jednym miejscu łatwiej jest udzielić odpowiedzi, tym samym można uzyskać lepszą pomoc. Biorąc pod uwagę, że tutaj pojawiło się już sporo odpowiedzi, tematu wyjątkowo nie zamknę, ale uprzedzam, że kolejnym razem otrzymasz ostrzeżenie. Równocześnie proszę o zapoznanie się z naszymi zasadami i stosowanie do ich zapisów.
Z pozdrowieniami, Olinka

32 Ostatnio edytowany przez ALA1981 (2017-12-10 14:40:21)

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

Ja się nie pastwię. Ja po prostu uważam, że robisz świństwo swojemu facetowi i nie ma we mnie tolerancji dla zdrad i oszustw, a Ty właśnie to robisz.

Ale czytając tamte wątki trochę wypełnił mi się obraz Ciebie jako osoby. I tak jak wtedy byłaś niedowartościowana, nieumiejąca powiedzieć "nie" i przeżywająca każdą życiową sytuację zamiast przeanalizować dlaczego tak się stało i co zrobić, żeby się nie powtórzyło, tak taka sama jesteś teraz. Wcześniej też miałaś problemy z podejmowaniem własnych decyzji i już 8 lat temu nie do końća grała relacja między Tobą a Twoim partnerem. Przemęczyłaś się 8 lat i pewnie przemęczysz następne, bo widocznie nie masz w sobie tyle siły, żeby go zostawić.

To co piszesz o zdradzie to mi wogle nie przeszkadza, bardziej nieodpowiada mi pewna dwuznaczność twojej wypowiedzi w stosunku do wcześniejszych moich wątków.
Masz racje nie wiele się zmieniło, i pewno bez terapi nie wiele się zmieni, bo siły w sobie nie będę potrafiła znaleźć.
czytajac twoje wypowiedzi nie mogę się oprzeć wrażeniu, ze są one  nacechowane pewna dozą agresji. I to nazywam pastwieniem się.
Trafnie zdiagnozowałaś, ze jestem dość słaba jednostka, osobiście uważam, ze atakowanie mnie na nie wiele się zda. Możesz się ustawić w pozycji autorytetu moralnego i mentora ale ja tak Cie nie będę postrzegac.
Nie potrzebuje, żeby ktoś mi powiedział, ze jestem niedowartościowana i mam problemy z podjęciem decyzji i powiedzeniem nie - ja to aż za dobrze wiem. Nie potrzebuje tez pouczeń moralnych, one tez nie zawiele wnoszą. Wiem, ze zdrada jest nie fair, i jest naganna, i to ze to mi powtórzysz nie wiele zmieni.
Potrzebuje aby kto aby wniósł komentarzem cos nowego, wsparł, dodał mi sił.

33 Ostatnio edytowany przez horses (2017-12-10 18:29:05)

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Wydaje mi się Alu, że Ciebie kręci przygodny seks. Wiesz, adrenalina, emocje, taka dzikość.
Być może wcześniej tego nie dopuszczałaś do świadomości, ale stało się i się w tym rozsmakowałaś.
Możesz to zaakceptować albo z to zwalczyć.

Ps Ewentualnie ten facet tak Ciebie rozkręcił seksualnie, że nie możesz przestać myśleć.
    Raczej po 3 spotkaniach to miłość nie jest.

34 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2017-12-10 19:57:10)

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Skoro to wszystko wiesz i widzisz, że masz problem, to czemu tak zwlekasz z tą terapią?
Ja nie mam zamiaru być dla Ciebie autorytetem moralnym. A moja agresja pewnie Ci wynika stąd, że ja niespecjalnie dbam o zawoalowanie moich wypowiedzi tylko zazwyczaj mówię jasno i wprost co na dany temat uważam.

edit. Nie rozumiem jakiego rodzaju wsparcia oczekujesz. No bo właściwie o co chodzi? Tam masz faceta, tu masz kochanka. W kochanku się zauroczyłaś, bo masz fajny seks. Tak naprawdę rozwiązaniem tego problemu jest zostawienie i faceta i kochanka, przejście terapii i poszukanie kogoś, kto będzie facetem i jednocześnie dobrym kochankiem wink

35

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
horses napisał/a:

Wydaje mi się Alu, że Ciebie kręci przygodny seks. Wiesz, adrenalina, emocje, taka dzikość.
Być może wcześniej tego nie dopuszczałaś do świadomości, ale stało się i się w tym rozsmakowałaś.
Możesz to zaakceptować albo z to zwalczyć.

Ps Ewentualnie ten facet tak Ciebie rozkręcił seksualnie, że nie możesz przestać myśleć.
    Raczej po 3 spotkaniach to miłość nie jest.

Jasne, ze to nie jest miłość, jakiegoś rodzaju fascynacja bardziej.
Nie wiem czy koniecznie przygodny, chyba jak każdy lubię seks.
No i rozkręciło mnie to niesamowicie bo dawno nie czułam takiego iskrzenia, to jest coś za czym bardzo tęskniłam.
zwykle mi się nie zdarza lub jeszcze nie zdarzyło, ze ktoś kto mi się podoba, próbuje znaleźć ze mną kontak w mniej lub bardziej poważnym zamiarze. Wiec jeżeli coś pokochałam to pewnego rodzaju spełnienie.

36

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

Skoro to wszystko wiesz i widzisz, że masz problem, to czemu tak zwlekasz z tą terapią?
Ja nie mam zamiaru być dla Ciebie autorytetem moralnym. A moja agresja pewnie Ci wynika stąd, że ja niespecjalnie dbam o zawoalowanie moich wypowiedzi tylko zazwyczaj mówię jasno i wprost co na dany temat uważam.

edit. Nie rozumiem jakiego rodzaju wsparcia oczekujesz. No bo właściwie o co chodzi? Tam masz faceta, tu masz kochanka. W kochanku się zauroczyłaś, bo masz fajny seks. Tak naprawdę rozwiązaniem tego problemu jest zostawienie i faceta i kochanka, przejście terapii i poszukanie kogoś, kto będzie facetem i jednocześnie dobrym kochankiem wink

Gdybym chciała napisać Twoim językiem zapytałabym jakie to ma znaczenie co Ty myślisz o tym co ja robię?
Oczywiście, ze stawiasz się w pozycji autorytetu moralnego bo oceniasz moje zachowanie zgodnie z własnym system wartości, który uważasz za uniwersalny.
Choć akurat w tym wypadku uniwersalny i Twój własny system wartości są zgodne.
I nie mam kochanka, bo to nie są zaaranżowane spotkania. Co czyni moja sytuacje jeszcze bardziej żałosna.
Zauroczyłam się nie tylko dlatego, ze mam z nim fajny seks.
Akurat co do rozwiązania się z Toba zgadzam.
Terapie odwlekam, bo zawsze znajda się bardziej pilne wydatki, w szarości zmagań codziennego życia tracę cel z oczu, No i przecież żyć można nawet będąc nieszczęśliwym.

37

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Takie, że to Ty swój problem wykładasz na ogólnodostępnym forum i szukasz rozwiązania. Z jakim innym systemem wartości mam cokolwiek komentować, jak nie ze swoim? Mam się wcielić w rolę Twojej przyjaciółki? Innej przyjaciółki? Szukać opinii osoby zupełnie innej ode mnie? Każdy kto tutaj komentuje ma jakiś swój system wartości i każdy pisze swoje opinie zgodnie z tym systemem. Co więcej, powiedziałabym, że dla każdego jego system jest uniwersalny. Poczytaj sobie tutaj posty na forum, są ludzie, którzy piszą dużo bardziej kategorycznie i zdecydowanie niż ja smile przynajmniej się nie mieli problemu przez 50 stron.

Są darmowe terapie. Tylko trzeba poszukać.

38

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

Takie, że to Ty swój problem wykładasz na ogólnodostępnym forum i szukasz rozwiązania. Z jakim innym systemem wartości mam cokolwiek komentować, jak nie ze swoim? Mam się wcielić w rolę Twojej przyjaciółki? Innej przyjaciółki? Szukać opinii osoby zupełnie innej ode mnie? Każdy kto tutaj komentuje ma jakiś swój system wartości i każdy pisze swoje opinie zgodnie z tym systemem. Co więcej, powiedziałabym, że dla każdego jego system jest uniwersalny. Poczytaj sobie tutaj posty na forum, są ludzie, którzy piszą dużo bardziej kategorycznie i zdecydowanie niż ja :) przynajmniej się nie mieli problemu przez 50 stron.

Są darmowe terapie. Tylko trzeba poszukać.



Ja nie szukam rozwiązania, większość ludzi nie szuka na tym forum rozwiązania lub oceny swojego postępowania, ja szukam wsparcia.

Nie, nie i jeszcze raz nie, każdy ma swój jednostkowy system wartości, jest on dla danej osoby właściwy.
I wiele osób zdaje sobie sprawę, ze inni ludzie maja inne systemy wartości. Wiec ich nie jest uniwersalny - jesteśmy różni, różne rzeczy są dla nas ważne różne rzeczy lubimy.
Litości, ' przynajmniej, nie mieli się problemu przez 50 stron'.
Po to pisze na forum aby problem przemielić, przyjrzeć się swoim emocja, przeanalizować swoje motywy, spróbować zrozumieć dlaczego ta przygoda na mnie wpłynęła i co było dla mnie takiego ważnego. Jeżeli Cię złości, ze potrzebuje tyle czasu to Twój problem nie moj.
Mam wrażenie, ze Ty bardziej potrzebujesz pomocy niż ja.
Komentujesz posty - myśląc, ze trzeba komuś powiedzieć co jest ważne i jak ma postapic.
Ludzie sami piszą co jest dla nich ważne - wystarczy czytać uważnie.
Zlocisz się, i ganisz tych którzy wg Ciebi postępują nie właściwie grożąc palcem i mówiąc "a fuj", tak nie wolno, jesteś złym chłopcem, zła dziewczynką. Tak świata nie zawojujesz i nie naprawisz. A już na pewno nikomu nie pomożesz.
Ja dla mnie kategoryczny, komentarz jest cool, pod warunkiem, ze autor nie stara się sobie wmówić, ze robi to dla dobra świata lub osoby umieszczającej post. Bo autorzy kategorycznych komentarzy, chca dac upust wlanym negatywnym emocjom, z którymi się często nie konfrontują.
Szukają wiec pretekstu aby jakaś te złość z siebie wyrzucić.
I przy okazji poprawić wlane samopoczucie, no bo przeciez oni takich "be" nagannych rzeczy nie robią.

Wiem, ze są darmowe terapie - są najczęściej nic nie warte.
Zawód terapeuty to sztuka, tu skończone studia i dyplom szkoły terapeutycznej nie wystarczy, tu potrzebne są pewne uzdolnienia, predyspozycje.
Terapia, to operacja na duszy dokonywana w pociemku. Duszy bezbronnej. Łatwo jest coś takiego niechcacy spieprzyc.
Dla równowagi i jako próbkę pouczania -
ja tobie sprobuje dać Tobie radę -

przyjrzyj się sobie i zadaj sobie pytania;
Złości cię każda forma zranienia drugiego człowieka?
Czy to, ze ktoś zdradza kogoś innego złości Cię szczególnie i dlaczego?
Poco dyskutuje z zdradzającymi/ postępującymi nie właściwie?
Co chce przez taka dyskusje osiągnąć?
Chce powstrzymać zło, które mogą wyrządzić?
Co powoduje, ze ludzie ranią innych?

39

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Takie, że to Ty swój problem wykładasz na ogólnodostępnym forum i szukasz rozwiązania. Z jakim innym systemem wartości mam cokolwiek komentować, jak nie ze swoim? Mam się wcielić w rolę Twojej przyjaciółki? Innej przyjaciółki? Szukać opinii osoby zupełnie innej ode mnie? Każdy kto tutaj komentuje ma jakiś swój system wartości i każdy pisze swoje opinie zgodnie z tym systemem. Co więcej, powiedziałabym, że dla każdego jego system jest uniwersalny. Poczytaj sobie tutaj posty na forum, są ludzie, którzy piszą dużo bardziej kategorycznie i zdecydowanie niż ja smile przynajmniej się nie mieli problemu przez 50 stron.

Są darmowe terapie. Tylko trzeba poszukać.



Ja nie szukam rozwiązania, większość ludzi nie szuka na tym forum rozwiązania lub oceny swojego postępowania, ja szukam wsparcia.

Nie, nie i jeszcze raz nie, każdy ma swój jednostkowy system wartości, jest on dla danej osoby właściwy.
I wiele osób zdaje sobie sprawę, ze inni ludzie maja inne systemy wartości. Wiec ich nie jest uniwersalny - jesteśmy różni, różne rzeczy są dla nas ważne różne rzeczy lubimy.
Litości, ' przynajmniej, nie mieli się problemu przez 50 stron'.
Po to pisze na forum aby problem przemielić, przyjrzeć się swoim emocja, przeanalizować swoje motywy, spróbować zrozumieć dlaczego ta przygoda na mnie wpłynęła i co było dla mnie takiego ważnego. Jeżeli Cię złości, ze potrzebuje tyle czasu to Twój problem nie moj.
Mam wrażenie, ze Ty bardziej potrzebujesz pomocy niż ja.
Komentujesz posty - myśląc, ze trzeba komuś powiedzieć co jest ważne i jak ma postapic.
Ludzie sami piszą co jest dla nich ważne - wystarczy czytać uważnie.
Zlocisz się, i ganisz tych którzy wg Ciebi postępują nie właściwie grożąc palcem i mówiąc "a fuj", tak nie wolno, jesteś złym chłopcem, zła dziewczynką. Tak świata nie zawojujesz i nie naprawisz. A już na pewno nikomu nie pomożesz.
Ja dla mnie kategoryczny, komentarz jest cool, pod warunkiem, ze autor nie stara się sobie wmówić, ze robi to dla dobra świata lub osoby umieszczającej post. Bo autorzy kategorycznych komentarzy, chca dac upust wlanym negatywnym emocjom, z którymi się często nie konfrontują.
Szukają wiec pretekstu aby jakaś te złość z siebie wyrzucić.
I przy okazji poprawić wlane samopoczucie, no bo przeciez oni takich "be" nagannych rzeczy nie robią.

Wiem, ze są darmowe terapie - są najczęściej nic nie warte.
Zawód terapeuty to sztuka, tu skończone studia i dyplom szkoły terapeutycznej nie wystarczy, tu potrzebne są pewne uzdolnienia, predyspozycje.
Terapia, to operacja na duszy dokonywana w pociemku. Duszy bezbronnej. Łatwo jest coś takiego niechcacy spieprzyc.
Dla równowagi i jako próbkę pouczania -
ja tobie sprobuje dać Tobie radę -

przyjrzyj się sobie i zadaj sobie pytania;
Złości cię każda forma zranienia drugiego człowieka?
Czy to, ze ktoś zdradza kogoś innego złości Cię szczególnie i dlaczego?
Poco dyskutuje z zdradzającymi/ postępującymi nie właściwie?
Co chce przez taka dyskusje osiągnąć?
Chce powstrzymać zło, które mogą wyrządzić?
Co powoduje, ze ludzie ranią innych?

Tak myślałem.
Tytuł tematu w języku angielskim. A ja, taki prowincjonalny, bo nawet nie z Warszawy (sic!) i nie znam angielskiego na tyle, by wiedzieć, czy poprawnie podany, ośmielam się zabrać głos.

Sugeruje to, że my, w tym "grajdole", jak mówił o kraju ojczystym Robert Górski, ojciec do Rafała Zbiecia - syna, że i tak nie zrozumiemy, że jesteś w skowronkach i ptaszkami chcesz się z nami podzielić.
O waszych związkach nie wspominam, bo to szczegóły bez znaczenia przecież? Będąc w związku, dopiero drugim razem dowiedziałaś się, że on ma taki sam garb?
Ty o nim ciągle myślisz? Jak, zatem, sprawić mamy, byś dowiedziała się, że on ma to samo?
Bo o to chodzi w tym wszystkim, nieprawdaż?
Baw się, póki się nie znudzisz małolatowi.
Kiedy to nastąpi, nie wie nikt. Ale, z pewnością to nadejdzie.
A teraz, możesz narzekać, jak powyżej.

40

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Ostatnią rzecz wtrącę.
Miałam do czynienia z terapeutką płatną i terapeutką na NFZ. Ta druga była o niebo lepsza. Co więcej, najczęściej terapeuci pracują i na NFZ i prywatnie. Więc i tu i tu możesz trafić na kogoś dobrego i na kogoś beznadziejnego. Nie sprawdzisz, nie poszukasz - nie dowiesz się.
(Jeśli chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.)

41

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:

... Nie, nie i jeszcze raz nie, każdy ma swój jednostkowy system wartości, jest on dla danej osoby właściwy.
I wiele osób zdaje sobie sprawę, ze inni ludzie maja inne systemy wartości. Wiec ich nie jest uniwersalny - jesteśmy różni, różne rzeczy są dla nas ważne różne rzeczy lubimy.
...
A już na pewno nikomu nie pomożesz.
Ja dla mnie kategoryczny, komentarz jest cool, pod warunkiem, ze autor nie stara się sobie wmówić, ze robi to dla dobra świata lub osoby umieszczającej post. Bo autorzy kategorycznych komentarzy, chca dac upust wlanym negatywnym emocjom, z którymi się często nie konfrontują.
Szukają wiec pretekstu aby jakaś te złość z siebie wyrzucić.
I przy okazji poprawić wlane samopoczucie, no bo przeciez oni takich "be" nagannych rzeczy nie robią.
...
Zawód terapeuty to sztuka, tu skończone studia i dyplom szkoły terapeutycznej nie wystarczy, tu potrzebne są pewne uzdolnienia, predyspozycje. Terapia, to operacja na duszy dokonywana w pociemku. Duszy bezbronnej. Łatwo jest coś takiego niechcacy spieprzyc. ...

Cieszę się, że są ludzie, którzy zdają sobie z tego sprawę. Wcale nie jest ich tak dużo, a wręcz jest ich mało. Na twój problem już chyba napisałaś odpowiedź w jednym zdaniu w którymś z poprzednich postów. Po co mam pisać to samo?

42

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Excop napisał/a:
ALA1981 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Takie, że to Ty swój problem wykładasz na ogólnodostępnym forum i szukasz rozwiązania. Z jakim innym systemem wartości mam cokolwiek komentować, jak nie ze swoim? Mam się wcielić w rolę Twojej przyjaciółki? Innej przyjaciółki? Szukać opinii osoby zupełnie innej ode mnie? Każdy kto tutaj komentuje ma jakiś swój system wartości i każdy pisze swoje opinie zgodnie z tym systemem. Co więcej, powiedziałabym, że dla każdego jego system jest uniwersalny. Poczytaj sobie tutaj posty na forum, są ludzie, którzy piszą dużo bardziej kategorycznie i zdecydowanie niż ja smile przynajmniej się nie mieli problemu przez 50 stron.

Są darmowe terapie. Tylko trzeba poszukać.



Ja nie szukam rozwiązania, większość ludzi nie szuka na tym forum rozwiązania lub oceny swojego postępowania, ja szukam wsparcia.

Nie, nie i jeszcze raz nie, każdy ma swój jednostkowy system wartości, jest on dla danej osoby właściwy.
I wiele osób zdaje sobie sprawę, ze inni ludzie maja inne systemy wartości. Wiec ich nie jest uniwersalny - jesteśmy różni, różne rzeczy są dla nas ważne różne rzeczy lubimy.
Litości, ' przynajmniej, nie mieli się problemu przez 50 stron'.
Po to pisze na forum aby problem przemielić, przyjrzeć się swoim emocja, przeanalizować swoje motywy, spróbować zrozumieć dlaczego ta przygoda na mnie wpłynęła i co było dla mnie takiego ważnego. Jeżeli Cię złości, ze potrzebuje tyle czasu to Twój problem nie moj.
Mam wrażenie, ze Ty bardziej potrzebujesz pomocy niż ja.
Komentujesz posty - myśląc, ze trzeba komuś powiedzieć co jest ważne i jak ma postapic.
Ludzie sami piszą co jest dla nich ważne - wystarczy czytać uważnie.
Zlocisz się, i ganisz tych którzy wg Ciebi postępują nie właściwie grożąc palcem i mówiąc "a fuj", tak nie wolno, jesteś złym chłopcem, zła dziewczynką. Tak świata nie zawojujesz i nie naprawisz. A już na pewno nikomu nie pomożesz.
Ja dla mnie kategoryczny, komentarz jest cool, pod warunkiem, ze autor nie stara się sobie wmówić, ze robi to dla dobra świata lub osoby umieszczającej post. Bo autorzy kategorycznych komentarzy, chca dac upust wlanym negatywnym emocjom, z którymi się często nie konfrontują.
Szukają wiec pretekstu aby jakaś te złość z siebie wyrzucić.
I przy okazji poprawić wlane samopoczucie, no bo przeciez oni takich "be" nagannych rzeczy nie robią.

Wiem, ze są darmowe terapie - są najczęściej nic nie warte.
Zawód terapeuty to sztuka, tu skończone studia i dyplom szkoły terapeutycznej nie wystarczy, tu potrzebne są pewne uzdolnienia, predyspozycje.
Terapia, to operacja na duszy dokonywana w pociemku. Duszy bezbronnej. Łatwo jest coś takiego niechcacy spieprzyc.
Dla równowagi i jako próbkę pouczania -
ja tobie sprobuje dać Tobie radę -

przyjrzyj się sobie i zadaj sobie pytania;
Złości cię każda forma zranienia drugiego człowieka?
Czy to, ze ktoś zdradza kogoś innego złości Cię szczególnie i dlaczego?
Poco dyskutuje z zdradzającymi/ postępującymi nie właściwie?
Co chce przez taka dyskusje osiągnąć?
Chce powstrzymać zło, które mogą wyrządzić?
Co powoduje, ze ludzie ranią innych?

Tak myślałem.
Tytuł tematu w języku angielskim. A ja, taki prowincjonalny, bo nawet nie z Warszawy (sic!) i nie znam angielskiego na tyle, by wiedzieć, czy poprawnie podany, ośmielam się zabrać głos.

Sugeruje to, że my, w tym "grajdole", jak mówił o kraju ojczystym Robert Górski, ojciec do Rafała Zbiecia - syna, że i tak nie zrozumiemy, że jesteś w skowronkach i ptaszkami chcesz się z nami podzielić.
O waszych związkach nie wspominam, bo to szczegóły bez znaczenia przecież? Będąc w związku, dopiero drugim razem dowiedziałaś się, że on ma taki sam garb?
Ty o nim ciągle myślisz? Jak, zatem, sprawić mamy, byś dowiedziała się, że on ma to samo?
Bo o to chodzi w tym wszystkim, nieprawdaż?
Baw się, póki się nie znudzisz małolatowi.
Kiedy to nastąpi, nie wie nikt. Ale, z pewnością to nadejdzie.
A teraz, możesz narzekać, jak powyżej.

W skowronkach i ptaszkach nie jestem, bo i nie za bardzo mam powody by być.
Nie wiem jak jego związek, ale moj kuleje. Ludzie nie zdradzają bez powodu - i to nie jest ani tłumaczenie się ani uzasadnienie.
Zdrada jest chyba objawem, ze coś jest nie tak. Choć akurat w jego przypadku nie koniecznie musi być coś nie tak z jego związkiem, a bardziej z nim.
U mnie nie tak jest od jakiegoś czasu - i w końcu grzmotło.
Każda akcja wylosuje reakcje, wszystko niestety ma swoje konsekwencje, nawet jak się bronimy i nie chcemy.
Ja próbowałam walczyć tak mi się wydaje o swój związek, mówić, prosić słuchać, krzyczeć i jak grochem o ścianę, wiem nie powinnam w tym trwać a trwam
wiec jakaś czkawka musiało się to odbić, chyba nie można do końca siebie samego oszukać.

Strzał w 10, z tym o co chodzi, jakby on miał tak samo to bym była cała w skowronkach i ptaszkach.

Chyba jeszcze nigdy nie czułam się pożądana, wiec możesz zrozumieć jakie to może być dla mnie uczucie.
Jestem ogłuszona.
Jeżeli już jacyś mężczyźni mnie podrywali to tacy, którzy
A) absolutnie mnie nie pociągali
B) podrywali mnie bo uznali, ze maja większa szanse niż gdyby podrywali kobiety, które się im naprawdę podobają.
( moj obecny partner to trochę bardziej skomplikowana historia)

Choc przypuszczam, ze i w przypadku mojego przygodnego kochanka bardziej chodzi o realizacje jego potrzeb seksualnych niz o pożądanie akurat mojej osoby.

Z tym brakiem zainteresowania z jego strony czuje się jak dziecko, któremu odebrano ciastko.
A znudzić się mną raczej nie będzie miał okazji  bo już jestem setki kilometrów dalej, wiec się przypadkiem nie spotkamy.

43

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
iryd napisał/a:
ALA1981 napisał/a:

... Nie, nie i jeszcze raz nie, każdy ma swój jednostkowy system wartości, jest on dla danej osoby właściwy.
I wiele osób zdaje sobie sprawę, ze inni ludzie maja inne systemy wartości. Wiec ich nie jest uniwersalny - jesteśmy różni, różne rzeczy są dla nas ważne różne rzeczy lubimy.
...
A już na pewno nikomu nie pomożesz.
Ja dla mnie kategoryczny, komentarz jest cool, pod warunkiem, ze autor nie stara się sobie wmówić, ze robi to dla dobra świata lub osoby umieszczającej post. Bo autorzy kategorycznych komentarzy, chca dac upust wlanym negatywnym emocjom, z którymi się często nie konfrontują.
Szukają wiec pretekstu aby jakaś te złość z siebie wyrzucić.
I przy okazji poprawić wlane samopoczucie, no bo przeciez oni takich "be" nagannych rzeczy nie robią.
...
Zawód terapeuty to sztuka, tu skończone studia i dyplom szkoły terapeutycznej nie wystarczy, tu potrzebne są pewne uzdolnienia, predyspozycje. Terapia, to operacja na duszy dokonywana w pociemku. Duszy bezbronnej. Łatwo jest coś takiego niechcacy spieprzyc. ...

Cieszę się, że są ludzie, którzy zdają sobie z tego sprawę. Wcale nie jest ich tak dużo, a wręcz jest ich mało. Na twój problem już chyba napisałaś odpowiedź w jednym zdaniu w którymś z poprzednich postów. Po co mam pisać to samo?

Dziękuje, dlatego mi się zawsze wydawało, ze tak ogólnie to mam w miarę poukładane w głowie.
Tylko jak przychodzi do szczegółów to jakaś wszystko diabli biorą.

44

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

Ostatnią rzecz wtrącę.
Miałam do czynienia z terapeutką płatną i terapeutką na NFZ. Ta druga była o niebo lepsza. Co więcej, najczęściej terapeuci pracują i na NFZ i prywatnie. Więc i tu i tu możesz trafić na kogoś dobrego i na kogoś beznadziejnego. Nie sprawdzisz, nie poszukasz - nie dowiesz się.
(Jeśli chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.)

Jasne, może być różnie, kiedy dawno temu zaczynałam terapie ( jakieś 11 lat temu, której nie skończyłam) raczej trafiłam na takiego sobie terapeutę - krzywdy nie zrobił - ale pomoc tez za bardzo nie pomógł - takie co tygodniowe godzinne sesje narzekania i użalania się nad sobą ( tam to się działo) i tak to trwało ja się okopałam w swojej pozycji a biedny terapeuta probowal bombardować jakimiś tam wyjaśnieniami o zmianie podejścia, o szerszym spojrzeniu, generalnie terapia poznawcza - przyssal się do tego co najbezpieczniejsze - czyli takiego teoretycznego analizowania pewnych przekłamań poznawczych, którym z pasja sie oddawałam. I tak się przychaliśmy.
Ale dzięki za ten post, szczególnie ostatnie zdanie. Jest niesamowicie trafne.

45

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Rozumiem smile
ja za pierwszym razem, kiedy miałam problem i potrzebowałam pomocy trafiłam na kobietę, która, kiedy już powiedziałam wszystko co chciałam, rzuciła mi tekstem: "Niech sobie Pani pomyśli o tym, że Pani bliski umiera. To jest problem, a nie to, co Pani mówi."
To był koniec wizyty. Płatnej wizyty.
Kilka lat później trafiłam na terapeutkę w NFZ, fakt faktem, ja pełnej terapii nie przeszłam, ale kilka spotkań z nią pozwoliło mi stanąć na nogi i zobaczyć, co mogę naprawdiać.
Więc w sumie ja jestem za opcją szukania do momentu, do którego nie trafi się po prostu na kogoś pod siebie. Bo wiadomo, że każdy człowiek jest inny i nie ze wszystkimi da się tak samo porozmawiać.

46

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

Rozumiem smile
ja za pierwszym razem, kiedy miałam problem i potrzebowałam pomocy trafiłam na kobietę, która, kiedy już powiedziałam wszystko co chciałam, rzuciła mi tekstem: "Niech sobie Pani pomyśli o tym, że Pani bliski umiera. To jest problem, a nie to, co Pani mówi."
To był koniec wizyty. Płatnej wizyty.
Kilka lat później trafiłam na terapeutkę w NFZ, fakt faktem, ja pełnej terapii nie przeszłam, ale kilka spotkań z nią pozwoliło mi stanąć na nogi i zobaczyć, co mogę naprawdiać.
Więc w sumie ja jestem za opcją szukania do momentu, do którego nie trafi się po prostu na kogoś pod siebie. Bo wiadomo, że każdy człowiek jest inny i nie ze wszystkimi da się tak samo porozmawiać.

Pierwsza twoja terapeutka to porażka.
Wiem , ze jeżeli się podejmuje terapie to często tez jest tak, ze poprostu nie chce się nam babrać - wiec sobie szukamy na sile powodów, często pada na to, ze terapeuta jest nie taki.
Czasem rzeczywiście tak jest a czasem to my stajemy okoniem, bo już niuchamy całe to zagrożenie, rzeczy których nie chcemy wiedzieć , pracy nad sobą, której nie chcemy wykonać, zburzenia naszego małego statusu quo.
Generalnie jest ciężko jedno od drugiego odróżnić. ( generalnie Twoja pierwsza terapeutka mocno ułatwiła Ci sprawę)
Teraz z góry przepraszam, bo będę mówić o tym czego sama nie robię;

Jak już zaczęłaś na pewno warto skończyć / wrócić i dokończyć.
Na tej udanej terapii trochę cię połatali, poczułaś ze powietrze przestało z Ciebie schodzić  i chcesz dalej sobie radzić sama.
Te łaty wytrzymają o ile życie lub bliźni ( na którego zawsze możesz liczyć ) nie napisze dla Ciebie mniej łaskawego scenariusza.
Oczywiście jestem daleka od życzenia Ci zle, chce tylko powiedzieć, ze jakiś następny problem, lub trudna sytuacja może Cię znowu rozsypać.
Skończona terapia sklei i umocni Cię bardziej permanentnie.
To tyle o tym czego sama nie robię.

47

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Mam taki zamiar, żeby dokończyć, ale chwilowo mam i brak czasu i pieniędzy. W sensie nie stać mnie na terapię komercyjną raz w tygodniu, a też nie mogę sobie pozwolić czasowo na terapię codzienną przez 3 miesiące, którą miałam proponowaną na NFZ. Ale u mnie to kwestia najbliższego roku jak już zacznę pracować na etat i będę mogła wydać kilka stów miesięcznie smile

48

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

Mam taki zamiar, żeby dokończyć, ale chwilowo mam i brak czasu i pieniędzy. W sensie nie stać mnie na terapię komercyjną raz w tygodniu, a też nie mogę sobie pozwolić czasowo na terapię codzienną przez 3 miesiące, którą miałam proponowaną na NFZ. Ale u mnie to kwestia najbliższego roku jak już zacznę pracować na etat i będę mogła wydać kilka stów miesięcznie smile

No to trzymam za nas obie kciuki.
Obyśmy znalazły sposób a nie szukały powodów.

A tak na marginesie - codzienna terapia? To chyba ciut za dużo? 
Oprócz jednego przypadku, jakoś nie mogę sobie wyobrazić aby codzienna terapia była zasadna i pomocna. Przecież tu nie ma czasu na zajście procesu.

49

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Grupowa jest codziennie przez 3 miesiące.

Ogólnie jeżeli chodzi o terapię to może być ta cotygodniowa płatna, cotygodniowa na NFZ, na którą się czeka kilka lat, grupowa codzienna albo oddział zamknięty.

50

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

Grupowa jest codziennie przez 3 miesiące.

Ogólnie jeżeli chodzi o terapię to może być ta cotygodniowa płatna, cotygodniowa na NFZ, na którą się czeka kilka lat, grupowa codzienna albo oddział zamknięty.

NFZ powinien wiedzieć co robi, wiec jakaś zasadnosc w tej codziennej terapii musi być.
W przypadku terapii płatnej chyba wszystko zależy od ustaleń - moja koleżanka jeszcze z czasów studiów - chodziła 2 razy w tygodniu na terapie płatna w nurcie psychodydaktycznym i tak chyba przez rok lub dłużej
Psychodynamiczna niestety trwa.
Wiem, za jak ja zaczynałam terapie na NFZ to zaczęłam cotygodniowa prawie od razu bez czekania, ale jak już pisałam bez skutku. Tyle tylko, ze wygadać się mogłam.

51

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Lady Loka napisał/a:

Mialas juz tutaj temat. Czemu go nie kontynuujesz? Myslisz ze beda inne odpowiedzi niz tamte poprzednie?

Nie zaslugujesz na faceta z ktorym jestes w zwiazku.

A znasz jej faceta, ze wiesz?

52

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:

Jakiś czas temu pisałam na tym forum o mojej seksualnej przygodzie z facetem przypadkowo poznanym w klubie.
Spędziliśmy ze sobą dwie fantastyczne noce, pierwsza kiedy się w tym klubie poznaliśmy i druga kiedy znów przypadkiem na siebie wpadliśmy.
Teraz dochodzi jeszcze jedna noc.
Tym razem ziemia się nie zatrzęsła ale i tak było bardzo miło.
I tu zaczynaja się schody, żeby nie powiedzieć, ze góry.


1. Oboje jesteśmy w stałych związkach. Dowiedziałam się dopiero przy drugim spotkaniu, ze ma dziewczynę.
2. Niedługo wyjeżdżam z miasta i będzie nas dzielić setki kilometrów.
3.  On jest ode mnie młodszy o ponad 12 lat. ( choć są dwie wersje, przy pierwszy spotkani mówił, ze ma 27 teraz, ze ma 24)

No i na końcu najważniejsze, ja się chyba zaangażowałam emocjonalnie - ale wstyd. Stara baba smoli cholewki do młodzieniaszka.

Dla niego to najprawdopodobniej tylko seks. Ponieważ z jego inicjatywy wymieniliśmy się numerami telefonów, to próbowałam pare razy napisać aby umówić się na spotkanie ale konsekwentnie mnie olewał.

Jest świętym kochankiem i bardzo mnie kręci wiec muszę sobie to przegadać aby mi było łatwiej przetrwać to co czuje.

I klops nadal nie mogę przestać o nim myśleć. Nie mamy z sobą żadnego kontaktu, a ja już planuje następne spotkanie.
Choć pewno do niego nie dojdzie.
(On nigdy nie odpisał na żadnego mojego SMS, a szanse przypadkowego spotkania są nikłe)

Tak wiem stanęłam na tym, ze zorganizuje swoją terapie, poukładam siebie itd.
Zanim do tego jednak dojdzie na terapie muszę zarobić.
A emocje związane z tym "romansem" zaczynaja żyć własnym życiem. Z powodu jego zainteresowania ( nawet jeżeli było ograniczone do łóżka) poczułam się atrakcyjna kobietą.
Było niesamowicie przyjemnie usłyszeć od niego, ze jestem "zajebista" i mam piękne ciało. I mam wrażenie, ze było to mówione szczerze.
A od partnera dwa dni temu usłyszałam, ze nie umie się ruszać do muzyki i mówi mi to bo mnie kocha i chce mi oszczędzić ośmieszenia się. Pewno było to kierowane dobra wola bo często słyszałam, ze jednak nie umie się ruszać, ale do ... ... ... nie jestem profesjonalna tancerka nikt nie płaci za to żeby popatrzeć jak tańczę, nie startuje w konkursach, w klubie tańczę bo lubię i myśle ze jak się komuś nie podoba to jego problem.

Generalnie to co chciałam powiedzieć, ze miło było poczuć się może nie podziwianą ale atrakcyjana, docenianą. To dodaje niesamowicie dużo energii.
Moj parner mówi mi ze mnie kocha bo jestem dobrym czułym człowiekiem, ze można tez ze mną na interesujące tematy porozmawiać. Pewno to oznaki zbudowania bardziej dojrzałego związku.
A ja zachłysnęłam się bo ktoś inny powiedział mi, ze zwyczajnie go kręcę.

53

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Współczuję kłamstwa co do wieku. Też mi się coś takiego zdarzyło. Jak miałam 22 lata, miałam wakacyjny romans z chłopakiem, który najpierw mówił że ma 19, a potem przyznał się, że 16.

54 Ostatnio edytowany przez ALA1981 (2017-12-25 23:43:35)

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
67Eve napisał/a:

Współczuję kłamstwa co do wieku. Też mi się coś takiego zdarzyło. Jak miałam 22 lata, miałam wakacyjny romans z chłopakiem, który najpierw mówił że ma 19, a potem przyznał się, że 16.

no, przynajmniej  nie podpadał pod paragraf, choć trochę masakra bo 16 to dziecko przecież, choć 22 to też dziecko tylko trochę starsze. Ale rozumie, że ta informacja pewno zepsuła ewentualnie miłe wspomnienia. 

W sumie w tym wszystkim to dla mnie najmniejszy problem, choć  ostatecznie nie jestem pewna ile ma lat. Raz mówił, że 27 raz, że 23. wg informacji na profilu na facebooku - 24. A na jakim koncie na innym portalu 27.
to chyba taki typ, kłamcy który do końca nie wie czego chce, więc na wszelki wypadek gra ostrożnie i zabezpiecza kilka opcji.  Przy naszym pierwszym spotkaniu powiedziałam mu, że dzieli nas prawie 10 lat. odpowiedział, ze co z tego, i że z kobietami w jego wieku nie ma  o czym pogadać. Tylko my też za bardzo nie gadaliśmy więc ten argument jakoś mnie nie przekonał.

Mniejsza o to. Gorzej, że się zaangażowałam, jeszcze gorzej że w jakimś sensie tęsknie i pewno sama proszę się o to aby cierpieć. Mała jest w moich doświadczeniach takich przeżyć, żeby nie napisać prawie wcale i trudno mi o tym zapomnieć.
Zapomnieć o tym jak może być. chyba przekroczyłam tą granice, gdzie obydwu stroną zależy tak samo i jestem daleko, za linią gdzie mi zależy znacznie bardziej niż jemu i to chyba powinno być dla mnie wystarczającą informacją.

choć czasami trzeba kogoś wziąć za kark i przekonać do czegoś. pamiętam taką sytuacje z 3 roku studiów, dołączył do nas kolega po rocznym urlopie, wpadłam na niego na któryś zajęciach, usiedliśmy obok siebie i zaczęliśmy żartować. 
potem jeszcze często sobie tak gawędziliśmy przed różnymi zajęciami, ok częściej z mojej inicjatywy, ale miałam nadzieje, że może coś z tego wyjdzie. Do czasu gdy dowiedziałam się, że jest para z inna naszą koleżanką i nie było by może w tym nic dziwnego gdyby nie to, że oni ogóle do siebie nie pasowali. Ona zagorzała katoliczka, deklarująca na każdym kroku swoje przywiązanie do kościoła, nosząca spódnice do kostek lub przywielkie spodnie i luźne koszule. Zainteresowana teatrem, teologią i on  facet który raczej wybierze klub niż kościół, i nie ciąży w kierunku filozoficznych rozmów o Bogu  i dostrzega atrakcyjność fizyczną koleżanek nieco bardziej kobieco ubranych. Takiego zonka wtedy miałam.
Ale to tak tylko w ramach wtrącenia, niektórzy nie wiedzą czego chcą i są tacy, którzy ta niewiedze potrafią zagospodarować. Ja chyba do nich nie należę. A miło by było komuś zawrócić w głowie.

55

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:
67Eve napisał/a:

Współczuję kłamstwa co do wieku. Też mi się coś takiego zdarzyło. Jak miałam 22 lata, miałam wakacyjny romans z chłopakiem, który najpierw mówił że ma 19, a potem przyznał się, że 16.

no, przynajmniej  nie podpadał pod paragraf, choć trochę masakra bo 16 to dziecko przecież, choć 22 to też dziecko tylko trochę starsze. Ale rozumie, że ta informacja pewno zepsuła ewentualnie miłe wspomnienia.

22 to sama wtedy miałam, więc między mną a 16-latkiem różnica była znaczna. Dobre wspomnienia zepsuło przede wszystkim kłamstwo, a nie sama różnica wieku (2 lata wcześniej, mając 20 lat, przez kilka miesięcy byłam z innym 16-latkiem i wiek nam nie przeszkadzał, zresztą nie był to pierwszy ani ostatni raz kiedy miałam chłopaka z taką różnicą wieku, że ja byłam starsza) To kłamstwo samo w sobie sprawiło, że poczułam się wykorzystana.

ALA1981 napisał/a:

W sumie w tym wszystkim to dla mnie najmniejszy problem, choć  ostatecznie nie jestem pewna ile ma lat. Raz mówił, że 27 raz, że 23. wg informacji na profilu na facebooku - 24. A na jakim koncie na innym portalu 27.
to chyba taki typ, kłamcy który do końca nie wie czego chce, więc na wszelki wypadek gra ostrożnie i zabezpiecza kilka opcji.  Przy naszym pierwszym spotkaniu powiedziałam mu, że dzieli nas prawie 10 lat. odpowiedział, ze co z tego, i że z kobietami w jego wieku nie ma  o czym pogadać. Tylko my też za bardzo nie gadaliśmy więc ten argument jakoś mnie nie przekonał.

Mniejsza o to. Gorzej, że się zaangażowałam, jeszcze gorzej że w jakimś sensie tęsknie i pewno sama proszę się o to aby cierpieć. Mała jest w moich doświadczeniach takich przeżyć, żeby nie napisać prawie wcale i trudno mi o tym zapomnieć.
Zapomnieć o tym jak może być. chyba przekroczyłam tą granice, gdzie obydwu stroną zależy tak samo i jestem daleko, za linią gdzie mi zależy znacznie bardziej niż jemu i to chyba powinno być dla mnie wystarczającą informacją.

choć czasami trzeba kogoś wziąć za kark i przekonać do czegoś. pamiętam taką sytuacje z 3 roku studiów, dołączył do nas kolega po rocznym urlopie, wpadłam na niego na któryś zajęciach, usiedliśmy obok siebie i zaczęliśmy żartować. 
potem jeszcze często sobie tak gawędziliśmy przed różnymi zajęciami, ok częściej z mojej inicjatywy, ale miałam nadzieje, że może coś z tego wyjdzie. Do czasu gdy dowiedziałam się, że jest para z inna naszą koleżanką i nie było by może w tym nic dziwnego gdyby nie to, że oni ogóle do siebie nie pasowali. Ona zagorzała katoliczka, deklarująca na każdym kroku swoje przywiązanie do kościoła, nosząca spódnice do kostek lub przywielkie spodnie i luźne koszule. Zainteresowana teatrem, teologią i on  facet który raczej wybierze klub niż kościół, i nie ciąży w kierunku filozoficznych rozmów o Bogu  i dostrzega atrakcyjność fizyczną koleżanek nieco bardziej kobieco ubranych. Takiego zonka wtedy miałam.
Ale to tak tylko w ramach wtrącenia, niektórzy nie wiedzą czego chcą i są tacy, którzy ta niewiedze potrafią zagospodarować. Ja chyba do nich nie należę. A miło by było komuś zawrócić w głowie.

A co z Twoim partnerem? Nadal z nim jesteś? Wyobrażasz sobie być z nim nadal?

56 Ostatnio edytowany przez Excop (2017-12-26 15:31:40)

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:
Excop napisał/a:
ALA1981 napisał/a:


Ja nie szukam rozwiązania, większość ludzi nie szuka na tym forum rozwiązania lub oceny swojego postępowania, ja szukam wsparcia.

Nie, nie i jeszcze raz nie, każdy ma swój jednostkowy system wartości, jest on dla danej osoby właściwy.
I wiele osób zdaje sobie sprawę, ze inni ludzie maja inne systemy wartości. Wiec ich nie jest uniwersalny - jesteśmy różni, różne rzeczy są dla nas ważne różne rzeczy lubimy.
Litości, ' przynajmniej, nie mieli się problemu przez 50 stron'.
Po to pisze na forum aby problem przemielić, przyjrzeć się swoim emocja, przeanalizować swoje motywy, spróbować zrozumieć dlaczego ta przygoda na mnie wpłynęła i co było dla mnie takiego ważnego. Jeżeli Cię złości, ze potrzebuje tyle czasu to Twój problem nie moj.
Mam wrażenie, ze Ty bardziej potrzebujesz pomocy niż ja.
Komentujesz posty - myśląc, ze trzeba komuś powiedzieć co jest ważne i jak ma postapic.
Ludzie sami piszą co jest dla nich ważne - wystarczy czytać uważnie.
Zlocisz się, i ganisz tych którzy wg Ciebi postępują nie właściwie grożąc palcem i mówiąc "a fuj", tak nie wolno, jesteś złym chłopcem, zła dziewczynką. Tak świata nie zawojujesz i nie naprawisz. A już na pewno nikomu nie pomożesz.
Ja dla mnie kategoryczny, komentarz jest cool, pod warunkiem, ze autor nie stara się sobie wmówić, ze robi to dla dobra świata lub osoby umieszczającej post. Bo autorzy kategorycznych komentarzy, chca dac upust wlanym negatywnym emocjom, z którymi się często nie konfrontują.
Szukają wiec pretekstu aby jakaś te złość z siebie wyrzucić.
I przy okazji poprawić wlane samopoczucie, no bo przeciez oni takich "be" nagannych rzeczy nie robią.

Wiem, ze są darmowe terapie - są najczęściej nic nie warte.
Zawód terapeuty to sztuka, tu skończone studia i dyplom szkoły terapeutycznej nie wystarczy, tu potrzebne są pewne uzdolnienia, predyspozycje.
Terapia, to operacja na duszy dokonywana w pociemku. Duszy bezbronnej. Łatwo jest coś takiego niechcacy spieprzyc.
Dla równowagi i jako próbkę pouczania -
ja tobie sprobuje dać Tobie radę -

przyjrzyj się sobie i zadaj sobie pytania;
Złości cię każda forma zranienia drugiego człowieka?
Czy to, ze ktoś zdradza kogoś innego złości Cię szczególnie i dlaczego?
Poco dyskutuje z zdradzającymi/ postępującymi nie właściwie?
Co chce przez taka dyskusje osiągnąć?
Chce powstrzymać zło, które mogą wyrządzić?
Co powoduje, ze ludzie ranią innych?

Tak myślałem.
Tytuł tematu w języku angielskim. A ja, taki prowincjonalny, bo nawet nie z Warszawy (sic!) i nie znam angielskiego na tyle, by wiedzieć, czy poprawnie podany, ośmielam się zabrać głos.

Sugeruje to, że my, w tym "grajdole", jak mówił o kraju ojczystym Robert Górski, ojciec do Rafała Zbiecia - syna, że i tak nie zrozumiemy, że jesteś w skowronkach i ptaszkami chcesz się z nami podzielić.
O waszych związkach nie wspominam, bo to szczegóły bez znaczenia przecież? Będąc w związku, dopiero drugim razem dowiedziałaś się, że on ma taki sam garb?
Ty o nim ciągle myślisz? Jak, zatem, sprawić mamy, byś dowiedziała się, że on ma to samo?
Bo o to chodzi w tym wszystkim, nieprawdaż?
Baw się, póki się nie znudzisz małolatowi.
Kiedy to nastąpi, nie wie nikt. Ale, z pewnością to nadejdzie.
A teraz, możesz narzekać, jak powyżej.

W skowronkach i ptaszkach nie jestem, bo i nie za bardzo mam powody by być.
Nie wiem jak jego związek, ale moj kuleje. Ludzie nie zdradzają bez powodu - i to nie jest ani tłumaczenie się ani uzasadnienie.
Zdrada jest chyba objawem, ze coś jest nie tak. Choć akurat w jego przypadku nie koniecznie musi być coś nie tak z jego związkiem, a bardziej z nim.
U mnie nie tak jest od jakiegoś czasu - i w końcu grzmotło.
Każda akcja wylosuje reakcje, wszystko niestety ma swoje konsekwencje, nawet jak się bronimy i nie chcemy.
Ja próbowałam walczyć tak mi się wydaje o swój związek, mówić, prosić słuchać, krzyczeć i jak grochem o ścianę, wiem nie powinnam w tym trwać a trwam
wiec jakaś czkawka musiało się to odbić, chyba nie można do końca siebie samego oszukać.

Strzał w 10, z tym o co chodzi, jakby on miał tak samo to bym była cała w skowronkach i ptaszkach.

Chyba jeszcze nigdy nie czułam się pożądana, wiec możesz zrozumieć jakie to może być dla mnie uczucie.
Jestem ogłuszona.
Jeżeli już jacyś mężczyźni mnie podrywali to tacy, którzy
A) absolutnie mnie nie pociągali
B) podrywali mnie bo uznali, ze maja większa szanse niż gdyby podrywali kobiety, które się im naprawdę podobają.
( moj obecny partner to trochę bardziej skomplikowana historia)

Choc przypuszczam, ze i w przypadku mojego przygodnego kochanka bardziej chodzi o realizacje jego potrzeb seksualnych niz o pożądanie akurat mojej osoby.

Z tym brakiem zainteresowania z jego strony czuje się jak dziecko, któremu odebrano ciastko.
A znudzić się mną raczej nie będzie miał okazji  bo już jestem setki kilometrów dalej, wiec się przypadkiem nie spotkamy.

Absolutnie, nie chciałem Cię obrazić. Nie lubię po prostu makaronizmów w rozmowie po naszemu.
Oczywiście, zdrada to efekt, nie przyczyna złego stanu związku i tu nie ma pola do dyskusji.
Tyle, że zdradza się, bo chowanie głowy w piasek wciąż się sprawdza.
Rzucić kogoś, odejść, to sztuka. A odejść z gracją, jeszcze większa.
Nie chodziło mi o fizyczną stronę kontaktów z kochankiem, a o tę ważniejszą, bo emocjonalną.
I teraz - masz o co walczyć jeszcze w tym, w czym tkwisz?

Namiastki bowiem poprawiają nastrój, ale jak to namiastki, trwają krótko i bolą dłużej niż są tego warte. Co dalej więc, bo drugie pół życia jeszcze przed Tobą? smile

57

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Excop napisał/a:
ALA1981 napisał/a:
Excop napisał/a:

Tak myślałem.
Tytuł tematu w języku angielskim. A ja, taki prowincjonalny, bo nawet nie z Warszawy (sic!) i nie znam angielskiego na tyle, by wiedzieć, czy poprawnie podany, ośmielam się zabrać głos.

Sugeruje to, że my, w tym "grajdole", jak mówił o kraju ojczystym Robert Górski, ojciec do Rafała Zbiecia - syna, że i tak nie zrozumiemy, że jesteś w skowronkach i ptaszkami chcesz się z nami podzielić.
O waszych związkach nie wspominam, bo to szczegóły bez znaczenia przecież? Będąc w związku, dopiero drugim razem dowiedziałaś się, że on ma taki sam garb?
Ty o nim ciągle myślisz? Jak, zatem, sprawić mamy, byś dowiedziała się, że on ma to samo?
Bo o to chodzi w tym wszystkim, nieprawdaż?
Baw się, póki się nie znudzisz małolatowi.
Kiedy to nastąpi, nie wie nikt. Ale, z pewnością to nadejdzie.
A teraz, możesz narzekać, jak powyżej.

W skowronkach i ptaszkach nie jestem, bo i nie za bardzo mam powody by być.
Nie wiem jak jego związek, ale moj kuleje. Ludzie nie zdradzają bez powodu - i to nie jest ani tłumaczenie się ani uzasadnienie.
Zdrada jest chyba objawem, ze coś jest nie tak. Choć akurat w jego przypadku nie koniecznie musi być coś nie tak z jego związkiem, a bardziej z nim.
U mnie nie tak jest od jakiegoś czasu - i w końcu grzmotło.
Każda akcja wylosuje reakcje, wszystko niestety ma swoje konsekwencje, nawet jak się bronimy i nie chcemy.
Ja próbowałam walczyć tak mi się wydaje o swój związek, mówić, prosić słuchać, krzyczeć i jak grochem o ścianę, wiem nie powinnam w tym trwać a trwam
wiec jakaś czkawka musiało się to odbić, chyba nie można do końca siebie samego oszukać.

Strzał w 10, z tym o co chodzi, jakby on miał tak samo to bym była cała w skowronkach i ptaszkach.

Chyba jeszcze nigdy nie czułam się pożądana, wiec możesz zrozumieć jakie to może być dla mnie uczucie.
Jestem ogłuszona.
Jeżeli już jacyś mężczyźni mnie podrywali to tacy, którzy
A) absolutnie mnie nie pociągali
B) podrywali mnie bo uznali, ze maja większa szanse niż gdyby podrywali kobiety, które się im naprawdę podobają.
( moj obecny partner to trochę bardziej skomplikowana historia)

Choc przypuszczam, ze i w przypadku mojego przygodnego kochanka bardziej chodzi o realizacje jego potrzeb seksualnych niz o pożądanie akurat mojej osoby.

Z tym brakiem zainteresowania z jego strony czuje się jak dziecko, któremu odebrano ciastko.
A znudzić się mną raczej nie będzie miał okazji  bo już jestem setki kilometrów dalej, wiec się przypadkiem nie spotkamy.

Absolutnie, nie chciałem Cię obrazić. Nie lubię po prostu makaronizmów w rozmowie po naszemu.
Oczywiście, zdrada to efekt, nie przyczyna złego stanu związku i tu nie ma pola do dyskusji.
Tyle, że zdradza się, bo chowanie głowy w piasek wciąż się sprawdza.
Rzucić kogoś, odejść, to sztuka. A odejść z gracją, jeszcze większa.
Nie chodziło mi o fizyczną stronę kontaktów z kochankiem, a o tę ważniejszą, bo emocjonalną.
I teraz - masz o co walczyć jeszcze w tym, w czym tkwisz?

Namiastki bowiem poprawiają nastrój, ale jak to namiastki, trwają krótko i bolą dłużej niż są tego warte. Co dalej więc, bo drugie pół życia jeszcze przed Tobą? smile

Chowanie głowy w piasek zawsze jest łatwiejsze, na dłuższa metę się nie sprawdza ale na  odsuwa w czasie zbliżająca się katastrofę.
W moim przypadku jak w każdym dochodzą jeszcze inne czynniki.
Czy mam o co walczyć trudno powiedzieć, od 2 tygodni myśle o innym.
W moim związku od jakiegoś czasu jest tak, ze kazdy sobie rzepkę skrobie. Mam na myśli trochę życie obok siebie. Nie spędzamy razem za wiele czasu bo raz, ze mamy różne preferencje co do aktywności w tym czasie, dwa ze nie stać nas na wyjścia.
On przedewszystkim gra w gry komputerowe i od zawsze było to zadrzewie konfliktów. Jak nie gra to chce oglądać filmy lub seriale SF, których ja z reguły nie trawie.
Czasem udaje się nam wyjść na spacer. Niby mamy plany na weekend ale moj parner regularnie zarywa noce grając wiec w weekendy śpi, choć często i ja nie mam siły na nic.
Mieszkamy za granica, ale ja nigdy wiele nie zarabiałam i nigdy nie udało mi się zaczepić w pracy w której byłabym szczęśliwa.
On jest zadowolony z pracy i ma akceptowalne zarobki, ale nigdy nic nie oszedzilismy ( nawet na wakacje) bo on ma lekka rękę do pieniędzy albo musi latac dziury wynikające z moich niskich zarobków. Kiedyś mi powiedział, ze on z pieniędzmi nigdy nie miał problemu; nie ma to nie wydaje, ma to wydaje wszystko co ma.
Żyjemy od pierwszego do pierwszego.
Moja sytuacja zawodowa, ekonomiczna to dla mnie kolejny powód frustracji, zle mi tu gdzie jestem, moje życie utknęło w martwym punkcie, rozwoju zawodowego brak, zarabiać nie zarabiam. Ja przyjeżdżam do Polski to mi wstyd.
Ludzie nakolo mnie ruszyli do przodu, a ja jestem tam gdzie byłam.
Czuje się wyobcowana w kraju, w ktorym mieszkam. I to jest chyba najtrudniejsze.
Te uczucia towarzysza mi od dawna ale do tej pory jakoś się trzymałam.
Może to, ze wylałam ta gorycz wynika z mojego niedawnego pobytu w Polsce.
Czy jest o co walczyć? Moj parner zmienia się na lepsze, bardzo bardzo powoli.
Zarzuca mi, ze zamiast go za te zmiany chwalić i nagradzać narzucam się z swoją niecierpliwością w o oczekiwaniu na więcej.

58

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Ala, piszesz ze zdrada nie zdradzają bez powodu - tak, oczywiście musi być powód do zdrady. Tego powodu należy szukać w tym który podejmuje decyzje o zdradzie.

Doszukiwanie się powodów wlasnych decyzji w otoczeniu, to dosyć infantylny sposób przerzucania odpowiedzialności za własne życie , własne decyzje na innych. Coś w stylu " bo pse pani ona pierwsa zacęła" smile

Najlepiej to zrozumiesz, kiedy sama zostaniesz zdradzona.
A masz na to duże szanse, skoro zaczynasz obracać się w środowisku osób które lubią zdradzać i maja na ta okoliczność gotowe regułki samooczyszczające .

Skoro Ci złe - to zmieniaj siebie , swój związek , w ostateczności odejdź .
I przestań użalać się nad sobą , bo o droga do nikad.

59

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Secondo1 napisał/a:

Ala, piszesz ze zdrada nie zdradzają bez powodu - tak, oczywiście musi być powód do zdrady. Tego powodu należy szukać w tym który podejmuje decyzje o zdradzie.

Doszukiwanie się powodów wlasnych decyzji w otoczeniu, to dosyć infantylny sposób przerzucania odpowiedzialności za własne życie , własne decyzje na innych. Coś w stylu " bo pse pani ona pierwsa zacęła" smile

Najlepiej to zrozumiesz, kiedy sama zostaniesz zdradzona.
A masz na to duże szanse, skoro zaczynasz obracać się w środowisku osób które lubią zdradzać i maja na ta okoliczność gotowe regułki samooczyszczające .

Skoro Ci złe - to zmieniaj siebie , swój związek , w ostateczności odejdź .
I przestań użalać się nad sobą , bo o droga do nikad.

Uzalam sie nad sobą w ramach zastanawiania się czy mam o co walczyć w swoim związku a nie aby się usprawiedliwić.

Wiem, ze to zabrzmi okropnie ale nie mam poczucia winy ani potrzeby aby się usprawiedliwić/ samooczyscic.
Wątek zaczęłam nie dlatego, ze mam wyrzuty sumienia ale dlatego, ze nie potrafię zapomnieć o kochanku i chciałabym aby ten romans trwał.

Do jednego masz racje użalanie się do nikad nie prowadzi.
A ja jestem do niego tak przyzwyczajona. To prawda jest mi zle, próbuje zmienić wiele rzeczy ale opadam z sił. Czuje się jakbym miała obowiązek zostać tu gdzie jestem, nie miała wyboru, musiała.
Dlatego użalam się.

60

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
67Eve napisał/a:
ALA1981 napisał/a:
67Eve napisał/a:

Współczuję kłamstwa co do wieku. Też mi się coś takiego zdarzyło. Jak miałam 22 lata, miałam wakacyjny romans z chłopakiem, który najpierw mówił że ma 19, a potem przyznał się, że 16.

no, przynajmniej  nie podpadał pod paragraf, choć trochę masakra bo 16 to dziecko przecież, choć 22 to też dziecko tylko trochę starsze. Ale rozumie, że ta informacja pewno zepsuła ewentualnie miłe wspomnienia.

22 to sama wtedy miałam, więc między mną a 16-latkiem różnica była znaczna. Dobre wspomnienia zepsuło przede wszystkim kłamstwo, a nie sama różnica wieku (2 lata wcześniej, mając 20 lat, przez kilka miesięcy byłam z innym 16-latkiem i wiek nam nie przeszkadzał, zresztą nie był to pierwszy ani ostatni raz kiedy miałam chłopaka z taką różnicą wieku, że ja byłam starsza) To kłamstwo samo w sobie sprawiło, że poczułam się wykorzystana.

ALA1981 napisał/a:

W sumie w tym wszystkim to dla mnie najmniejszy problem, choć  ostatecznie nie jestem pewna ile ma lat. Raz mówił, że 27 raz, że 23. wg informacji na profilu na facebooku - 24. A na jakim koncie na innym portalu 27.
to chyba taki typ, kłamcy który do końca nie wie czego chce, więc na wszelki wypadek gra ostrożnie i zabezpiecza kilka opcji.  Przy naszym pierwszym spotkaniu powiedziałam mu, że dzieli nas prawie 10 lat. odpowiedział, ze co z tego, i że z kobietami w jego wieku nie ma  o czym pogadać. Tylko my też za bardzo nie gadaliśmy więc ten argument jakoś mnie nie przekonał.

Mniejsza o to. Gorzej, że się zaangażowałam, jeszcze gorzej że w jakimś sensie tęsknie i pewno sama proszę się o to aby cierpieć. Mała jest w moich doświadczeniach takich przeżyć, żeby nie napisać prawie wcale i trudno mi o tym zapomnieć.
Zapomnieć o tym jak może być. chyba przekroczyłam tą granice, gdzie obydwu stroną zależy tak samo i jestem daleko, za linią gdzie mi zależy znacznie bardziej niż jemu i to chyba powinno być dla mnie wystarczającą informacją.

choć czasami trzeba kogoś wziąć za kark i przekonać do czegoś. pamiętam taką sytuacje z 3 roku studiów, dołączył do nas kolega po rocznym urlopie, wpadłam na niego na któryś zajęciach, usiedliśmy obok siebie i zaczęliśmy żartować. 
potem jeszcze często sobie tak gawędziliśmy przed różnymi zajęciami, ok częściej z mojej inicjatywy, ale miałam nadzieje, że może coś z tego wyjdzie. Do czasu gdy dowiedziałam się, że jest para z inna naszą koleżanką i nie było by może w tym nic dziwnego gdyby nie to, że oni ogóle do siebie nie pasowali. Ona zagorzała katoliczka, deklarująca na każdym kroku swoje przywiązanie do kościoła, nosząca spódnice do kostek lub przywielkie spodnie i luźne koszule. Zainteresowana teatrem, teologią i on  facet który raczej wybierze klub niż kościół, i nie ciąży w kierunku filozoficznych rozmów o Bogu  i dostrzega atrakcyjność fizyczną koleżanek nieco bardziej kobieco ubranych. Takiego zonka wtedy miałam.
Ale to tak tylko w ramach wtrącenia, niektórzy nie wiedzą czego chcą i są tacy, którzy ta niewiedze potrafią zagospodarować. Ja chyba do nich nie należę. A miło by było komuś zawrócić w głowie.

A co z Twoim partnerem? Nadal z nim jesteś? Wyobrażasz sobie być z nim nadal?

W moim przypadku mnie jego kłamstwa nie za bardzo obeszły, może dlatego, ze nasze spotkania były przygodne.
Ale przy dłuższym związku takie kłamstwa są bolesne.
Czy wyobrażam sobie bycie z moim partnerem, trudno powiedzieć na razie nie mogę za bardzo wymazać kochanka z pamięci.
Trochę boje się, ze chyba sobie zaczynam robić krzywdę i zauroczyć się w swoim o nim wyobrażeniu.
Te trzy spotkania, choć pełne namiętności to za krótko aby rozpalić uczucie. Zwłaszcza, ze przy ostatnim on  przebąkiwał o swoich wyrzutach sumienia względem swojej dziewczyny (choć nie jestem zupełnie pewna czy o wyrzuty sumienia tu chodziło)
Druga rzecz to to, ze mam wrażenie, ze on chyba był seksoholikiem i jak nie ja to jakaś inna laska znalazła by się w jego łóżku ( choć może niekoniecznie tego wieczoru).
ja byliśmy razem po raz trzeci to miałam przez chwile takie dziwne wrażenie jakby on się w tym seksie ćwiczył, co i ile potrafi.
Może nie powinnam tego rozkminiac za bardzo, zapamiętać to namiętność i to jak było cudownie a o całej reszcie się nie domyślać.

61

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Masz dwa problemy, Alu.
Pierwszy, to Twój związek, który można chyba spisać na straty.
Drugi, oceniasz kochanka na bazie trzech ekscytujących spotkań. Skąd myśl, że on taki lokalny Michael Douglas, na ten przykład?
Już kiedyś pisałem, na podstawie własnych przejść, że z kochanką/kochankiem robi się rzeczy, których nie zrobiłoby się z partnerem. Czy to, by nie narazić się na miano kłamcy, co do przeszłości seksualnej, czy z obawy - jak teraz wspomniałaś, że padnie podejrzenie "ćwiczenia się" w tej sferze. Z kim innym, w partnerskiej sypialni, czy gdziekolwiek indziej.

62

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Excop napisał/a:

Masz dwa problemy, Alu.
Pierwszy, to Twój związek, który można chyba spisać na straty.
Drugi, oceniasz kochanka na bazie trzech ekscytujących spotkań. Skąd myśl, że on taki lokalny Michael Douglas, na ten przykład?
Już kiedyś pisałem, na podstawie własnych przejść, że z kochanką/kochankiem robi się rzeczy, których nie zrobiłoby się z partnerem. Czy to, by nie narazić się na miano kłamcy, co do przeszłości seksualnej, czy z obawy - jak teraz wspomniałaś, że padnie podejrzenie "ćwiczenia się" w tej sferze. Z kim innym, w partnerskiej sypialni, czy gdziekolwiek indziej.

Nie zabardzo rozumie pytanie; "skąd myśl, ze on taki lokalny Michael Douglas na przykład?" 
Pewno dlatego, ze o Michaelu Doglasie wiem tylko tyle, ze jest aktorem, i ze zagrał w paru filmach z mocno rozbieranymi scenami. Generalnie grane przez niego postacie a przez to i sam aktor nie kojarzą mi się najlepiej.

Co do samych spotkań, żadnych nie stworzonych rzeczy nie robiliśmy, wręcz mogę powiedzieć, ze było w miarę standardowo.
Nie zabardzo mogę znaleźć coś czego nie zrobiłam bym z moim partnerem i coś czego on nie miałby zrobić z swoją dziewczyna.
No chyba, ze dziewczyna należy do super extra pruderyjnych.
On, był bardzo pewny siebie, na moje wyznanie, ze było mi z nim dobrze, odpowiedział ze wszystkie kobiety, z którymi był mu to mówią.

W czasie rozmowy przy naszym pierwszym spotkaniu powiedział mi, ze  tych kobiet było 30 ( ten temat wyszedl zupełnie przypadkowo)

Ja poszliśmy tez, ten pierwszy raz do jego mieszkania, powiedział ze ostatni raz przyprowadził tam kogoś 1,5 roku temu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, ze ma dziewczynę.
Zreszta są razem 3 lata, wiec nie jestem pierwsza osoba, z która ja zdradził.
Chyba pisze o tym bo sama siebie chce przekonać, ze nie byłam dla niego pierwsza lepszą ale, ze coś go we mnie pociągało i dlatego doszło do czego doszło.

63

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
ALA1981 napisał/a:

Jakiś czas temu pisałam na tym forum o mojej seksualnej przygodzie z facetem przypadkowo poznanym w klubie.
Spędziliśmy ze sobą dwie fantastyczne noce, pierwsza kiedy się w tym klubie poznaliśmy i druga kiedy znów przypadkiem na siebie wpadliśmy.
Teraz dochodzi jeszcze jedna noc.
Tym razem ziemia się nie zatrzęsła ale i tak było bardzo miło.
I tu zaczynaja się schody, żeby nie powiedzieć, ze góry.


1. Oboje jesteśmy w stałych związkach. Dowiedziałam się dopiero przy drugim spotkaniu, ze ma dziewczynę.
2. Niedługo wyjeżdżam z miasta i będzie nas dzielić setki kilometrów.
3.  On jest ode mnie młodszy o ponad 12 lat. ( choć są dwie wersje, przy pierwszy spotkani mówił, ze ma 27 teraz, ze ma 24)

No i na końcu najważniejsze, ja się chyba zaangażowałam emocjonalnie - ale wstyd. Stara baba smoli cholewki do młodzieniaszka.

Dla niego to najprawdopodobniej tylko seks. Ponieważ z jego inicjatywy wymieniliśmy się numerami telefonów, to próbowałam pare razy napisać aby umówić się na spotkanie ale konsekwentnie mnie olewał.

Jest świętym kochankiem i bardzo mnie kręci wiec muszę sobie to przegadać aby mi było łatwiej przetrwać to co czuje.


Czas mija, emocje blakną, dopada mnie szara rzeczywistość. Boje się, że mnie wciągnie głęboko w swoją przestrzeń, której brak zadowolenia jest standardem. Czuje jakbym straciła coś czego nigdy nie miałam, ale to coś boleśnie przypomina, że życie może wyglądać inaczej.
I nie piszę już tylko o romansie ale o całokształcie swojego mizernego bytu. Czasem jedno pozytywne zdarzenie, potrafi dodać mi odrobinę energii i siły do działania. Myślę, że było tak trochę w tym przypadku.
Choć jednoznacznie pozytywne to nie było, jednak wobec braku  jakichkolwiek korzystnych bodźców wystarczyło.

64

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.

Dlatego mówię -- jak jest zauroczenie to trzeba kuć żelazo póki gorące. Pozostaną niezapomniane chwile. Nie czas wtedy na rozterki, tylko trzeba łapać te chwile.

65

Odp: Oops, I did it again. I played with my heart.
Gary napisał/a:

Dlatego mówię -- jak jest zauroczenie to trzeba kuć żelazo póki gorące. Pozostaną niezapomniane chwile. Nie czas wtedy na rozterki, tylko trzeba łapać te chwile.

Wierz mi robiłam co mogłam aby te chwile złapać, nawet przekroczyłam odrobinę granice rozsądku.
Rozterki dotyczyły tylko tego, ze chyba to ja bardziej chciałam tego romansu niż on, trochę nie komfortowo się z tym czułam - nie mam doświadczenia w kuszeniu, czy przekonywaniu do siebie.
Zwykle wychodzi mi na odwrót - może dlatego, ze tak naprawdę nie mamy wpływu na druga osobę.

Posty [ 1 do 65 z 84 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Oops, I did it again. I played with my heart.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024