Właśnie- wątek "niezaradny mąż" http://www.netkobiety.pl/t106694.html dokładnie obrazuje sytuację, której się boję i której chciałabym uniknąć w przyszłości. A ten koleś chociaż 2 tysiące zarabia, a nie tysiąc..
67 2017-09-01 11:13:38 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-01 11:20:41)
Kinga24 w kółko jedno i to samo
A jak poznaję chłopaka, który skończył technikum i nie inwestuje dalej w lepszą przyszłość, nie ma ambicji, żeby kiedyś do czegoś dojść, zarabiać więcej.
Nie spełnia Twoich oczekiwań, to nie będziesz go szanować. Będzie Cię jedynie drażnł, tak jak Cię już teraz drażni. Masz takie podejście a nie inne, i bez znaczenia jest to czym to jest uwarunkowane. Wyższe wykształcenie stanowi dla Ciebie wartość. On tej wartości nie posiada. I nie przeskoczysz tego.
Rozumiem to. Dałam Ci przykład z pracownikiem naukowym
Taki człowiek też ma prawo powiedzieć - chcę kobietę równie dobrze wykształconą jak jak, taką która także będzie miała przynajmniej jeden stopień naukowy a nie "jedynie" tytuł zawodowy magister. Wszystko jest względne. Nie odpowiada Ci jego technikum, nie ma szans na rozwój zawodowy, są to dla Ciebie rzeczy istotne - odpuść znajomość.
Skoro rozwiązanie znaleźliśmy na pierwszej stronie:
nemezis21 napisał/a:A tego owego to bym zostawiła w spokoju.I pomalutku się wycofywala.
tak właśnie zrobię, utwierdziliście mnie tylko w tej decyzji. I choć ciężko mi, bo nie lubię nikogo źle traktować, to przecież miesiąc się znamy, pisaliśmy owszem długie maile, ale nie obiecywałam mu przecież niczego.
to czemu dalej mielimy tego chłopaka po technikum? ![]()
Poza tym:
zawsze wolałam starszych mężczyzn
A tego on już nie przeskoczy
więc:
nie obiecywałam mu przecież niczego
O, widzisz. Ruszaj dalej w bój
Jedna bitwa przegrana nie oznacza, że nie da się wygrać wojny ![]()
[SonyXperia]
A Ty dalej nie rozumiesz, że nie chodzi tu o pogardę, czy wywyższanie się nad nim, czy nieszanowanie go. Mówiłaś, żebym się zastanowiła i zastanowiłam się, czemu różne wykształcenie jest dla mnie jednym z problemów (wg Ciebie nie powinien to być problem). No to zastanowiłam się i wyjaśniłam to w poprzednim wątku. A Ty dalej swoje, że nie będę go szanować, bo nie ma wykształcenia. To znów dopiszę, że nie o to chodzi. Gdyby był po technikum, ale byłby bardziej zaradny, odpowiedzialny, myślący przyszłościowo, bardziej ambitny (tu chodzi o te konkretne cechy osobowości, a nie papierek!!!) i umiałby się wkręcić w pracę, w której zarabiałby więcej niż tysiąc miesięcznie, dzięki czemu mógłby kiedyś utrzymać rodzinę, to mógłby być i technikiem, nie przeszkadzałoby mi to i szanowałabym go. Ale przeszkadza mi brak poczucia bezpieczeństwa, brak odpowiedzialności, brak myślenia przyszłościowego (że jak nie ma studiów i zarabia mało, to że chociaż powinien inwestować w jakieś szkolenia itd.). Tu nie chodzi o sam fakt posiadania mgr przed nazwiskiem..nie chodzi o wartość wykształcenia samego w sobie, że może i tysiąc zarabiać, byleby był po studiach.. chodzi mi o przyszłość i wartość wykształcenia w tym sensie, że taka osoba ma szansę zarabiać więcej, a co za tym idzie, zapewnić lepszy byt rodzinie, dzieciom...
i tak, właśnie z wymienionych tu powodów nie spełnia moich oczekiwać. A nie, że nim gardzę, mam za idiotę, czy się wywyższam i dobrze wiesz, że mam rację w tym, co piszę.
I tu przykład z pracownikiem naukowym jest nieadekwatny. Bo w tym przypadku chodzi jedynie o wiedzę i chwalenie się, że ktoś ma doktorat. O jakiś tam prestiż i poczucie bycia lepszym. A tacy ludzie oprócz prestiżu to nic za bardzo z tego nie mają, bo zarabiają z 1.500.. wiem, bo nam mówili na zajęciach. Po postu uważam, że w obecnych czasach facet powinien zarabiać trochę więcej niż ten tysiąc, bo inaczej nie ma szans na własny dom i godne życie dla dzieci. I zaznaczam, nie jestem materialistką, bo żyję bardzo skromnie. Myślę jedynie przyszłościowo o swojej rodzinie, dzieciach, bo chciałabym im zapewnić jak najlepsze życie i chyba każda kobieta tak ma, albo chociaż powinna mieć..
to czemu dalej mielimy tego chłopaka po technikum?
Bo mnie SonyXperia wkurzyła, nazywając mnie bufonem i zarzucając mi gardzenie gorzej wykształconym chłopakiem, nie rozumiejąc tak do końca moich pobudek. Boli mnie to, bo nigdy w życiu nie gardziłam i nie traktowałam nikogo z góry.
zawsze wolałam starszych mężczyzn
Wiem, dlatego pisałam też, że problem wykształcenia jest akurat na samym końcu, są inne, bardziej poważne problemy.
Dzięki, trzeba będzie ruszyć dalej w bój ![]()
71 2017-09-01 12:28:12 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-01 12:56:21)
Przepraszam Cię, faktycznie nie gardzisz nim, ale tymi wszystkimi osobami, które NIE ukończyły tak nobilitującej uczelni jak UJ
Między innymi tą wypowiedzia dajesz wyraz o sobie
A tak w ogóle, to studiując na dwóch kierunkach nie miałaś szansy poznać chłopaka wśród znajomych ze studiów? Przecież to cała masa odpowiednich znajomych...
Przepraszam Cię, faktycznie nie gardzisz nim, ale tymi wszystkimi osobami, które NIE ukończyły tak nobilitującej uczelni jak UJ
Między innymi tą wypowiedzia dajesz wyraz o sobie
Hahaha.
Aha. A wywnioskowałaś to po....? Zacytuj proszę. Chyba to moje rzekome gardzenie wszystkimi spoza UJ nie łączy się z tym, że ktoś z doktoratem, który robi go wyłącznie dla prestiżu i chwalenia się tym, a jednocześnie nie umie zapewnić jakiegoś bytu rodzinie, też byłby nieodpowiedni dla mnie. Napisałam, że co z tego, że taki ma prestiż i wiedzę, ukończone studia, skoro i tak nie umiałby myśleć odpowiedzialnie o rodzinie, zarobić na dzieci. Mam konkretne wytyczne, chciałabym się czuć przy mężczyźnie bezpiecznie, dlatego powinien być starszy ode mnie i zarabiać więcej niż tysiąc złotych. Nie, by wydawać na zachcianki, ale na godne życie dla dzieci. Chyba mam prawo mieć takie wymagania i szukać takich osób, z innymi nie chcieć się związać. Ale nie implikuje to od razu tego, że gardzę wszystkimi ludźmi, którzy nie spełniają tych oczekiwań i czuję się od nich lepsza czy wywyższam się. To, że nie chcę z takimi tworzyć związku, nie oznacza od razu, że ich nie szanuję. To, że odrzucam go jako potencjalnego partnera, nie oznacza, że odrzucam go jako człowieka, wyśmiewam go, czy nie szanuję.
73 2017-09-01 13:39:28 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-01 13:40:24)
Faktycznie prestiż po byku na UJ-cie od kiedy wprowadzili możliwość warunkowego zaliczania roku... Nic tylko korzystać! Rzeczywiście uczelnia nie chce w ten sposób ani przepychać studentów ani na tym dodatkowo zarobić. Nie ma się czym tak chwalić. To już nie ten UJ co kiedyś.
Kinga, fajna, ambitna z Ciebie dziewczyna, myślę jednak, że życie nie raz, nie dwa, zweryfikuje Twój światopogląd.
Tyle tutaj o tym wykształceniu, to Ci coś napiszę.
Często wysoki poziom wykształcenia nie jest gwarantem wysokiej inteligencji, erudycji i kultury osobistej a nawet bezpieczeństwa, którego szukasz w partnerze.
Bo ktoś po technikum, czy zawodówce może być wrażliwym i uprzejmym człowiekiem, a osoba z tytułem profesora może okazać się chamem. Jak chociażby Twój "psychopata" - czy sądzisz, że on w życiu jest lepszym człowiekiem?. Nie tytuł świadczy o wartości człowieka, a jego czyny - ale o tym wiesz.
Piszesz, że szukasz w partnerze bezpieczeństwa i uważam, że jest to naturalne - większość z nas, kobiet, tego właśnie oczekuje od partnera.
Jednak nie oznacza to, że znajdziesz je w ramionach człowieka posiadającego tytuły przed nazwiskiem, bowiem to nie one świadczą o tym, czy dana osoba jest odpowiednia do stworzenia z nią związku, czy też nie.
Myślisz, że ojciec spawacz jest gorszy od ojca dyrektora? dlaczego? przecież, ten pierwszy może dać więcej bezpieczeństwa swojej rodzinie, podczas kiedy ten drugi jedynie zapewni materialnie byt. Chociaż nie wiem, dokładnie, co rozumiesz pod pojęciem bezpieczeństwa, bo być może co innego, niż ja.
Myślę, że Twoja rodzina właśnie to Ci chce powiedzieć, abyś dała szanse - nie każdemu, który się pojawi na Twojej orbicie, lecz w ogóle człowiekowi, zanim go ocenisz pod względem wykształcenia i wartości którymi się kierujesz. Oni dobrze Cię znają - my tutaj nie.
Bo być może, człowiek, którego już w przedbiegach zdyskwalifikujesz - nie poznając - okazać się wartościowym, i tym, który da Ci bezpieczeństwo, miłość i troskę, której szukasz.
Podam Ci jeden z przykładów z życia, na dowód, że nie jestem gołosłowna i, że nie zawsze należy oceniać ludzi pod względem wykształcenia.
Szukaliśmy pracownika, na dość ważne dla firmy stanowisko (dodam wysokopłatne), jednym z kryteriów zatrudnienia, a początkowo nawet podstawowym, było wyższe wykształcenie.
W przeciągu 4 miesięcy przesłuchaliśmy ok. 50 kandydatów (kilku nawet z Twojej uczelni) i co się okazało?, żaden z nich nie okazał się być tym odpowiednim. Suma, summarum, wybraliśmy człowieka ze średnim wykształceniem, gdyż tylko on w pełni spełniał nasze oczekiwania i pomimo braku wykształcenia wyższego, okazał się strzałem w dziesiątkę!
Także, nie zawsze wykształcenie świadczy o zaradności życiowej i ambicjach człowieka. Owszem, wykształcenie pomaga zdobyć lepiej płatną posadę, lecz nie gwarantuje jej zdobycie lub utrzymanie.
Co do tego "Twojego amanta" - zdania nie zmieniam.
75 2017-09-01 13:58:45 Ostatnio edytowany przez Harvey (2017-09-01 14:04:42)
Sony, ten fUJot działa na Ciebie jak płachta na byka ![]()
Kinga, fajna, ambitna z Ciebie dziewczyna, myślę jednak, że życie nie raz, nie dwa, zweryfikuje Twój światopogląd.
Tyle tutaj o tym wykształceniu, to Ci coś napiszę.
Często wysoki poziom wykształcenia nie jest gwarantem wysokiej inteligencji, erudycji i kultury osobistej a nawet bezpieczeństwa, którego szukasz w partnerze.
Bo ktoś po technikum, czy zawodówce może być wrażliwym i uprzejmym człowiekiem, a osoba z tytułem profesora może okazać się chamem. Jak chociażby Twój "psychopata" - czy sądzisz, że on w życiu jest lepszym człowiekiem?. Nie tytuł świadczy o wartości człowieka, a jego czyny - ale o tym wiesz.Piszesz, że szukasz w partnerze bezpieczeństwa i uważam, że jest to naturalne - większość z nas, kobiet, tego właśnie oczekuje od partnera.
Jednak nie oznacza to, że znajdziesz je w ramionach człowieka posiadającego tytuły przed nazwiskiem, bowiem to nie one świadczą o tym, czy dana osoba jest odpowiednia do stworzenia z nią związku, czy też nie.Myślisz, że ojciec spawacz jest gorszy od ojca dyrektora? dlaczego? przecież, ten pierwszy może dać więcej bezpieczeństwa swojej rodzinie, podczas kiedy ten drugi jedynie zapewni materialnie byt. Chociaż nie wiem, dokładnie, co rozumiesz pod pojęciem bezpieczeństwa, bo być może co innego, niż ja.
Myślę, że Twoja rodzina właśnie to Ci chce powiedzieć, abyś dała szanse - nie każdemu, który się pojawi na Twojej orbicie, lecz w ogóle człowiekowi, zanim go ocenisz pod względem wykształcenia i wartości którymi się kierujesz. Oni dobrze Cię znają - my tutaj nie.
Bo być może, człowiek, którego już w przedbiegach zdyskwalifikujesz - nie poznając - okazać się wartościowym, i tym, który da Ci bezpieczeństwo, miłość i troskę, której szukasz.
Podam Ci jeden z przykładów z życia, na dowód, że nie jestem gołosłowna i, że nie zawsze należy oceniać ludzi pod względem wykształcenia.
Szukaliśmy pracownika, na dość ważne dla firmy stanowisko (dodam wysokopłatne), jednym z kryteriów zatrudnienia, a początkowo nawet podstawowym, było wyższe wykształcenie.
W przeciągu 4 miesięcy przesłuchaliśmy ok. 50 kandydatów (kilku nawet z Twojej uczelni) i co się okazało?, żaden z nich nie okazał się być tym odpowiednim. Suma, summarum, wybraliśmy człowieka ze średnim wykształceniem, gdyż tylko on w pełni spełniał nasze oczekiwania i pomimo braku wykształcenia wyższego, okazał się strzałem w dziesiątkę!Także, nie zawsze wykształcenie świadczy o zaradności życiowej i ambicjach człowieka. Owszem, wykształcenie pomaga zdobyć lepiej płatną posadę, lecz nie gwarantuje jej zdobycie lub utrzymanie.
Co do tego "Twojego amanta" - zdania nie zmieniam.
Ósemka, masz rację, wiem to, że wykształcenie nie jest wyznacznikiem inteligencji czy obycia. I absolutnie się z tym zgadzam. Widzę przecież, że ten chłopak jest inteligentny, pisałam tu o tym. Wiem też, że może być dobrym człowiekiem. I jednocześnie znam osoby wykształcone, które nie grzeszą zarówno inteligencją, jak i obyciem czy dobrym zachowaniem w stosunku do innych ludzi (np. ten profesor). Ale mnie nie chodziło o sam brak mgr przed nazwiskiem, ale o to, że on ogólnie nie jest ambitny, nie chce dążyć do czegoś więcej (nie mówię tu tylko o studiach, ale ogólnie o douczaniu się, wkładaniu jakiegoś wysiłku, żeby uzyskać np.lepszą pracę itd.), a przez to może mieć kiedyś ciężkie życie, jak i jego dzieci. Pisze mi, że 3-4 dzieci to nie problem, a jednocześnie wie, że zarabia tysiąc złotych. I po prostu dla mnie takie myślenie jest nieodpowiedzialne. Jak chce mieć większą rodzinę, to powinien myśleć o zapewnieniu jej jako takiego bytu, to chyba normalne. I o to się głównie rozchodzi o ten brak ambicji, starań, by coś zmienić, brak odpowiedzialności. Nie czułabym się po prostu z takim kimś bezpiecznie. Jakby był po technikum, a np. zrobił jakieś szkolenie, uprawnienia i więcej by zarabiał, to nie przeszkadzałoby mi, że nie ma studiów. Ale on nawet czytać nic nie chce, więc widzę, że nie będzie działał nic w tym temacie, bo tak mu wygodnie. Ok, chce tak żyć, to jego sprawa, ale ja mogę chcieć żyć inaczej, więc nie jesteśmy kompatybilni.
I na pewno przez sam aspekt wykształcenia bym go nie dyskwalifikowała od razu, ale tam są również inne, poważne problemy (odległość, ateizm, ta dziwna bezwzględność i chęć pobicia byle kogo- nie jestem z tych, które uważają, że łobuz kocha najbardziej. Ta dziewczyna, która ostatnio skończyła w wersalce tak uważała i jak na tym wyszła. Skąd mogę wiedzieć, czy na mnie by kiedyś ręki nie podniósł, skoro bez skrupułów ma ochotę bić, mścić się. Rodzinę oczywiście kocha. Pewnie do pierwszej większej kłótni...). Po prostu jest wiele wątpliwości, które się kumulują i mnie przerastają.
Nie uważam, że ojciec spawacz jest gorszy, ale podałam przykład, gdzie ojciec kuzynów był spawaczem, więc w Polsce nie mógł się niczego dorobić, jeździł za granicę i 3/4 roku nie było go w domu. Myślę po prostu, że ojciec obecny w życiu dziecka jest lepszy niż ojciec nieobecny. Bezpieczeństwa, miałam na myśli, że swoją obecność, a jednocześnie zapewnienie dziecku dobrych warunków do rozwoju. A nie że musiałby wyjeżdżać za granicę, by to uzyskać, a dziecko w tym czasie wychowywałoby się bez ojca.
Widzisz, gratuluję uzyskania fajnego pracownika i podejścia do tematu. Wiem to, że są zawody, gdzie wykształcenie nie jest najważniejsze. Np. w pracy grafika nie liczą się papierki, ale umiejętności i portfolio, dlatego sama nad tym pracuję. Są umiejętności, które człowiek może sam doskonale rozwijać bez studiów. I doskonale, gdy to robi, wtedy ma szansę gdzieś zajść nawet bez studiów. Ale właśnie, trzeba coś robić. Trzeba jakoś pracować nad sobą, coś czytać, rozwijać samemu jakąś swoją umiejętność. A on mi pisze, że 90% czasu po pracy siedzi na rybach, że książek nie zamierza czytać, że mógłby zająć się tworzeniem i instalowaniem przewodów w domu, założyć własną firmę, ale że do tego trzeba zrobić szkolenia i uprawnienia, więc nie ma sensu w "Cebulandii", bo tu i tak nic nie wyjdzie, więc będzie pracował za ten tysiąc, ewentualnie wyjedzie za granicę na kilka lat.. --> i w tym jest mój problem, bo uważam, że nie jest ambitny, nie myśli przyszłościowo, od razu zakłada, że się nie uda, więc po co choćby próbować i się starać.. łatwiej kiedyś tam wyjechać za granicę i mieć rodzinę na odległość.. Takie podejście nie da nikomu poczucia bezpieczeństwa. I w tym sensie mam problem, że on ma "tylko" technikum i "nic" więcej nie zamierza z tym robić (niekoniecznie mam tu na myśli studia)
Faktycznie prestiż po byku na UJ-cie od kiedy wprowadzili możliwość warunkowego zaliczania roku... Nic tylko korzystać! Rzeczywiście uczelnia nie chce w ten sposób ani przepychać studentów ani na tym dodatkowo zarobić. Nie ma się czym tak chwalić. To już nie ten UJ co kiedyś.
Sorry, ale zdecydowanie wydaje mi się, że sama masz jakieś problemy ambicjonalne. Pewnie kiedyś chciałaś studiować na UJ-ocie, ale się nie udało dostać, więc stąd ten ból dupy i czepianie się ciągle o ten UJ, odwoływanie się ciągle do tej uczelni, choćby w moich wypowiedziach od dłuższego czasu nie padała nawet nazwa tej uczelni. To Ty ciągle piszesz o mojej uczelni (UJ to, UJ tamto, UJ siamto). (Ops, w tej wypowiedzi wielokrotnie użyłam tego zakazanego słowa, aż strach pomyśleć, jaka będzie riposta)... Sorry, że ośmieliłam się podać tu nazwę uczelni, na której studiowałam.. racja, powinnam przemilczeć to lub skłamać, że studiowałam w jakimś małym miasteczku, żeby ktoś nie miał przypadkiem pretensji i nie poczuł się obrażony, oceniony czy poniżony...
Dlatego właśnie doradzałam Ci abyś z tym człowiekiem nie pisała i posłuchała swojej intuicji.
Do wykształcenia, jedynie nawiązałam, bo cały czas o tym mowa.
A tak swoja drogą to napisz, czy udało Ci się tak bezboleśnie przerwać z nim kontakt i jak to zakończyłaś.
79 2017-09-01 14:54:55 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-01 15:18:10)
SonyXperia napisał/a:Faktycznie prestiż po byku na UJ-cie od kiedy wprowadzili możliwość warunkowego zaliczania roku... Nic tylko korzystać! Rzeczywiście uczelnia nie chce w ten sposób ani przepychać studentów ani na tym dodatkowo zarobić. Nie ma się czym tak chwalić. To już nie ten UJ co kiedyś.
Sorry, ale zdecydowanie wydaje mi się, że sama masz jakieś problemy ambicjonalne. Pewnie kiedyś chciałaś studiować na UJ-ocie, ale się nie udało dostać, więc stąd ten ból dupy i czepianie się ciągle o ten UJ, odwoływanie się ciągle do tej uczelni, choćby w moich wypowiedziach od dłuższego czasu nie padała nawet nazwa tej uczelni. To Ty ciągle piszesz o mojej uczelni (UJ to, UJ tamto, UJ siamto). (Ops, w tej wypowiedzi wielokrotnie użyłam tego zakazanego słowa, aż strach pomyśleć, jaka będzie riposta)... Sorry, że ośmieliłam się podać tu nazwę uczelni, na której studiowałam.. racja, powinnam przemilczeć to lub skłamać, że studiowałam w jakimś małym miasteczku, żeby ktoś nie miał przypadkiem pretensji i nie poczuł się obrażony, oceniony czy poniżony...
Nie. Odniosłam się tylko i wyłącznie do tego elaboratu:
A dla mnie jest różnica i to kolosalna. Informacja o UJ jest tu ważna, bo jest to bardzo wymagająca uczelnia, gdzie bardzo cisną. Nawet nie wiesz, ile osób po prostu wywalili, bo nie dawali rady, choć się uczyli. Można było książki wkuć na pamięć, a i tak oblać egzamin, bo profesor miał takie widzimisię. Tam liczy się wynik, mają być jak najlepsze efekty, bo UJ ma być prestiżową uczelnią i żaden student nie będzie śmiał tego prestiżu obniżać... To, że na nasze miejsce jest 100 innych chętnych, słyszeliśmy codziennie. Traktowanie studentów jak śmieci też jest na porządku dziennym. A mam wielu znajomych na innych uczelniach, gdzie tak nie ma. Ludzie mieli czas wychodzić, spotykać się ze znajomymi, mieli czas odpocząć. Wiem, że miałam ciężko na własne życzenie, ale robiłam to dla własnej przyszłości. 2 kierunki tam i to dzienne naprawdę wymagały ode mnie wielu wyrzeczeń, poświęceń i ciężkiej pracy. Już nie mówiąc o nadszarpniętym zdrowiu. Dlatego tak, uważam, że uczelnia uczelni nierówna. Nierówne jest też to, gdy ktoś skończy studia zaoczne i ma zjazdy w 1 weekend co dwa tygodnie, na które i tak nie chodzi i nie ponosi konsekwencji żadnych (z relacji znajomej). U nas, gdy ktoś śmiał mieć 3 nieobecności na zajęciach, był po prostu skreślany z listy.. jedynie zwolnienia od lekarzy pomagały, choć i one były podważane... I już pomijam te większe uczelnie, ale jest multum takich małych "uczelni", szkółek. Znasz uczelnię w Jarosławiu? Nie? Jak to? Moja kuzynka tam "studiuje". Na roku ma ze 20 osób, nie uczy się, każdego przepychają na egzaminach, bo inaczej musieliby zamknąć kierunek.. i co? Ma łatwe życie, nie musi się męczyć, a "studia" też skończy. I to wg Ciebie naprawdę jest równe? Wiedza wyniesiona z takiego UJ, gdzie naprawdę wymagali i z uczelni w Jarosławiu?? Podałam, że studiowałam na UJ, żeby ktoś nie pomyślał, że właśnie w takiej szkółce i że robię halo o nic lub wymyślam, że było tak ciężko. I serio, czasem myślę, że ludzie bez studiów przynajmniej nie stracili tyle nerwów i zdrowia, ile ja i moje koleżanki na uczelni. Jedna z nerwów (bo miała warunek u psychopaty) nabawiła się wrzodów żołądka. I czym przy tym jest technikum? Też kończyłam liceum i zarówno liceum, jak i matura to było pikuś przy studiach. Zwłaszcza, że mamy czasy, że prawie każdy studiuje, godząc to niejednokrotnie z pracą. A on nie chce, bo nie, nie chce nawet robić szkoleń i się samemu uczyć, żeby coś więcej osiągnąć... A informacja o tym, że nie jest głupi też była podana nie bez powodu. Bo jako korektorka mogę stwierdzić, że bardzo dobrze pisze, nie robi błędów, jest też inteligentny. Bardzo, bo mało osób, które nic nie czyta, tak ładnie pisze i nie popełnia błędów (stylu i poprawności pisania w 90% uczymy się dzięki czytaniu książek) Ma też wiedzę na temat elektryki. Czyli ma potencjał, który zmarnował, bo wolał na rybach siedzieć. Rozumiem, że nie każdy z powodów intelektualnych nadaje się na studia, ale on mógłby je z powodzeniem ukończyć, gdyby mu się chciało i gdyby miał ambicje.
Zwróciłam także uwagę na fragmet o studiach zaocznych, aktulanie zwanych niestacjonarnymi. Wymagają one równie dużej pracy, a nawet i znacznie wiekszej niż studiowanie w trybie dziennym, gdyż łączenie pracy, z której trzeba się utrzymać, niejednokrotnie z posiadaniem rodziny, wymaga bardzo wielu wyrzeczeń i wysiłku a bardzo często są to ludzie, ktorzy mają dobre wyniki w nauce, pobierają nawet stypendia naukowe. Wymagania egzeminacyjne na studiach niestacjonarych są proporocjonalne do wymagań egzeminacyjnych na studiach dziennych. Podobnie też studenci niestacjonarni piszą prace magisterskie oraz przystępują do obrony tych pracy i egzaminu magisterskiego. Fajnie się studiuje, kiedy ma się cały dzień na naukę, prawda?
Myślę, że woda sodowa mocno uderzyła Ci do głowy i nad wyraz przeceniasz swoją osobę pod względem uzyskanego w jakiś tam sposób wykształcenia. "Warunki", komisy, powtarzania semestru, roku, dziekanki, zwolenienia lekarskie, wniosku do dziekana o co się tylko da przed sesją
w tym niewątpliwie pomagają
Oceniam to wszystko z pewnego już doświadczenia zawodowego i "bólu dupy" o coś innego niż studia, które są bajką tak naprawdę ![]()
Sony, ten fUJot działa na Ciebie jak płachta na byka
Ale Ty nie jesteś fUJnięty, prawda? ![]()
Ten "eleborat" był napisany wczoraj, o 18. I wyłącznie po to, by zobrazować, jak było na mojej uczelni, że łatwo nie było. I ile trzeba było włożyć w to wysiłku, zwłaszcza, jak się studiowało 2 kierunki. (porównywalne z tym, że ten chłopak nie chce włożyć żadnego wysiłku w nic). Nie wiem, jak było 100 lat temu na tej czy innych uczelniach, ale doskonale wiem, jak jest teraz, bo mam znajomych rozsianych po różnych uczelniach i wiem, co sami mówią o atmosferze i sytuacji tam panującej. To już nie moja wina, że tak jest, musisz się z tym pogodzić, że na każdej uczelni jest inaczej i że po prostu UJ, AGH, UAM i UW uważane są za najlepsze uczelnie. To nie jest moja opinia, ale poczytaj pierwszy lepszy artykuł. A jest tak, bo cisną studentów jak kobyły, bo wymagają wyników. I mają potem efekty. I to po prostu prawda, nie we wszystkich uczelniach aż tak cisną. Przepraszam bardzo, ale taka jest rzeczywistość.
Tamten "eleborat" był pisany wczoraj, od tego czasu już nic na temat UJ, ostatnia wypowiedź była na inny temat, a Ty znów, ni z gruszki, ni z pietruszki, nie mając do czego się dowalić, atakujesz na temat UJ, wywlekając na wierz wczorajsze odpowiedzi..
81 2017-09-01 15:20:53 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-01 15:27:36)
To już nie moja wina, że tak jest, musisz się z tym pogodzić, że na każdej uczelni jest inaczej i że po prostu UJ, AGH, UAM i UW uważane są za najlepsze uczelnie. To nie jest moja opinia, ale poczytaj pierwszy lepszy artykuł.
Nie muszę
Dla osoby, która dla wykonywania zawodu musi uzyskać uprawnienia zawodowe trwające ponad połowę czasu studiów i kończące się bardzo ciężkim trwający kilka dni egzaminiem zawodowym, jest to bez znaczenia
Zresztą o tym co się tak naprawdę liczy bardzo mądrze napisała Ci już ósemka I jeszcze jedno na koniec - na naukę nigdy nie jest za późno. Można się uczyć nie tylko w wieku 20 lat... Nie zawsze wieku 20 lat ma się szansę uczyć, czasem trzeba iść do pracy... itd., itd.... ![]()
Nie muszę
Dla osoby, która dla wykonywania zawodu musi uzyskać uprawnienia zawodowe trwające ponad połowę czasu studiów i kończące się bardzo ciężkim trwający kilka dni egzaminiem zawodowym, jest to bez znaczenia
Piszesz tu o sobie? Bo on akurat był pod wrażeniem moich studiów i wiedzy i nie miał do tego przytyków, nie uważał też, że go przez to oceniam czy gorzej traktuję. I nie uważał, że moje studia są bez znaczenia i nic nie znaczą. Więc albo to Twoja opinia wynikająca z własnego doświadczenia, albo nie wiem co.
Zresztą o tym co się tak naprawdę liczy bardzo mądrze napisała Ci już ósemka I jeszcze jedno na koniec - na naukę nigdy nie jest za późno. Można się uczyć nie tylko w wieku 20 lat... Nie zawsze wieku 20 lat ma się szansę uczyć, czasem trzeba iść do pracy... itd., itd....
Też się zgadzam z ósemką, o czym już pisałam i wyjaśniałam. Ale masz chyba problemy z czytaniem ze zrozumieniem, skoro uczepiłaś się jednego tematu i wałkujesz to samo, niezależnie od tego, co piszę w kolejnych postach. To jest temat założony przeze mnie i nikogo tu nie trzymam na siłę, razi Cię w oczy to co piszę lub denerwuje, to nie musisz tu wchodzić. Napisałam Ci już wczoraj, że się nie dogadamy, ja nie zrozumiem Ciebie, Ty nie zrozumiesz mnie i tyle w temacie, trzeba to uszanować, jak widać, nie każdy jest w stanie dogadać się z każdym.
Racja, na naukę nie jest nigdy za późno, trzeba tylko CHCIEĆ...A jak ktoś nie chce, to już nawet w wieku 10 lat jest za późno na cokolwiek
83 2017-09-01 15:56:42 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-01 16:04:24)
SonyXperia napisał/a:Nie muszę
Dla osoby, która dla wykonywania zawodu musi uzyskać uprawnienia zawodowe trwające ponad połowę czasu studiów i kończące się bardzo ciężkim trwający kilka dni egzaminiem zawodowym, jest to bez znaczenia
[...] on akurat był pod wrażeniem moich studiów i wiedzy i nie miał do tego przytyków, nie uważał też, że go przez to oceniam czy gorzej traktuję. I nie uważał, że moje studia są bez znaczenia i nic nie znaczą.[...]
Domyśl się w takim razie jakby się poczuł, gdyby się zorientował, co Ci naprawdę w nim przeszkadza. Poczułaś się poniżona i upokorzona moimi wypowiedziami sugerujacymi, że dla kogoś Ty możesz być "jedynie" panią magister i do tego jeszcze zarozumiałą. Boli. Prawda? To teraz pomyśl, że on poczułby się tak samo.
Żal mi się tego chłopaka zrobiło, kiedy przeczytałam, jak o nim piszesz. I tylko tyle chciałam Ci uzmysłowić, że jesteś wobec niego nieuczciwa skoro tak nisko cenisz jego wykształcenie, która ma, a które jedynie nie dorównuje Twojemu i tu cały problem, czy dać mu szansę w związku z tym, czy nie.
Powodzenia
Domyśl się w takim razie jakby się poczuł, gdyby się zorientował, co Ci naprawdę w nim przeszkadza. Poczułaś się poniżona i upokorzona moimi wypowiedziami sugerujacymi, że dla kogoś Ty możesz być "jedynie" panią magister i do tego jeszcze zarozumiałą. Boli. Prawda? To teraz pomyśl, że on poczułby się tak samo.
Żal mi się tego chłopaka zrobiło, kiedy przeczytałam, jak o nim piszesz. I tylko tyle chciałam Ci uzmysłowić, że jesteś wobec niego nieuczciwa skoro tak nisko cenisz jego wykształcenie, która ma, a które jedynie nie dorównuje Twojemu i tu cały problem, czy dać mu szansę w związku z tym, czy nie.
Powodzenia
Nie poczułam się upokorzona Twoimi wypowiedziami, ani tym, że dla kogoś mogę być "jedynie" panią magister, bo zdaję sobie doskonale sprawę, że tak może być, na studia doktoranckie się nie wybieram, nie jestem świetnym lekarzem, prawnikiem, nie zamierzam robić kariery międzynarodowej. Jak ktoś chce robić, to proszę bardzo, będę podziwiać takie osoby, bo dla mnie ambicja jest czymś godnym podziwu. Ale co to ma do rzeczy? Jak dla takiej osoby miałabym za małe wykształcenie, to mówi się trudno, zrozumiałabym. Miałam już nawet taką sytuację w życiu- na początku studiów zostałam odrzucona na rzecz dziewczyny, która była już była po studiach i miała pracę. A ja byłam wtedy jedynie młodą studentką, 5 lat studiów miałam przed sobą i nie miałam nic do zaoferowania. Gość był ambitny, przypuszczam, że po części chodziło o to, że ona już zarabiała i może gdybym np. studiowała medycynę lub była starsza, wolałby mnie. A może nie to było powodem. Nie wiem, ale tak wtedy myślałam. Jednak mówi się trudno i idzie się dalej. Nie poczułam się gorsza, bo znam swoją wartość, moje poczucie własnej wartości nie zależy od oceny czy opinii innych osób. Ja najlepiej wiem, jaka jestem, jakie mam myśli, doskonale wiem, jak postępuję, jakie są moje życiowe decyzje. Znam swoje wady i zalety. Nikt mnie nie zna i nigdy nie będzie znał lepiej niż ja. To dlaczego mam sobie tworzyć opinię o sobie na podstawie opinii jakiś innych ludzi, którzy mnie nigdy tak naprawdę nie poznają? Albo jakieś Twojej opinii na mój temat, choć mnie nawet nie znasz, a tymi opiniami szastasz na lewo i prawo? Lub czuć się gorsza przez takie a nie inne wybory życiowe czy decyzje ludzi? Lubię siebie, cieszę się z tego, jaka jestem, w skali 1-10 daję sobie 11. A wiesz czemu? Bo mogę. Bo sama sobie taką ocenę wystawiłam na podstawie znajomości siebie. I kto mi zabroni? I gdy jakiś chłop zdecyduje, że chce inną, to droga wolna, ale nie zniszczy to absolutnie mojego poczucia własnej wartości. Bo niby czemu miałoby zniszczyć? Najwidoczniej miał inne oczekiwania. A ja to rozumiem i szanuję, bo każdy ma oczekiwania, jakie chce, każdy ma do tego prawo. Też jakieś tam swoje mam. Widzisz, rozwój osobisty, coaching i rozwijanie swojej inteligencji emocjonalnej to jedno z moich zainteresowań. I dużo mi to daje. Uważam, że człowiek powinien doskonalić się cały czas i sama to robię. Jeśli uważasz, że na serio można kogoś poniżać słowem i że to się udaje, to znaczy, że najwyraźniej sama musiałaś tego doświadczyć w swoim życiu. Polecam więc różne filmiki na youtube na temat poczucia własnej wartości, żebyś umiała się bronić na przyszłość przed tym.
Na 1 stronie wciąż jest mój post, można wrócić i jeszcze raz przeczytać. Może uda Ci się tym razem wywnioskować, że nie odrzucam go wyłącznie przez inne wykształcenie, ale przez kumulację wielu problemów.
A co do bólu, to boli mnie jedynie gdy ktoś mówi nieprawdę na mój temat. Co nie jest równoznaczne odczuwaniem poczucia upokorzenia, poniżenia czy zaniżeniem poczucia własnej wartości. Ja zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że nie jestem idealna, też mam wady, nie przeczę. Jak ktoś mi je wytknie, to zgadzam się z takimi opiniami, przyjmuję do wiadomości i staram się owe wady zmieniać w sobie, eliminować w miarę możliwości. Natomiast gdy ktoś, w tym przypadku Ty, pisze czy mówi na mój temat nieprawdziwe informacje(tak jakbyś wiedziała lepiej ode mnie, co myślę), wyssane z palce lub zinterpretowane na podstawie własnego doświadczenia życiowego lub domysłów, bo tak naprawdę w ogóle mnie nie zna i nie wie, jakim jestem człowiekiem, to postrzegam to jedynie jako bezpodstawny atak, niemerytoryczny i niekonstruktywny. Nie ma to na celu sprawienia, że zmienię swoje zachowanie, a jedynie jest to próba upokorzenia, żeby ktoś poczuł się źle, tak jak w Twoim mniemaniu na pewno poczuje się tamten chłopak, co zresztą sama przyznałaś.
Niektórym po prostu satysfakcję sprawiają kłótnie z kimś w internecie, najwyraźniej masz za dużo wolnego czasu lub chodzisz podminowana i lepiej Ci, gdy kogoś zmieszasz z błotem w internecie. ja bym nigdy nie dogryzała komuś z premedytacją, żeby ta osoba się poczuła gorzej, a Ty to robisz. Kilka miesięcy temu zostałam zmieszana z błotem, potraktowana jak śmieć i wyszło na jaw, że byłam oszukiwana 2 lata. Odnalazłam konto na fb tej dziewczyny. Miałam dwuletnie "dowody" zdrad jej nowego męża, mogłam z łatwością zniszczyć życie jemu i jej. Wystarczyło wysłać to i owo. Cierpiałam okropnie i mogłam z łatwością sprawić, by cierpieli tak samo jak ja. By poczuli, a zwłaszcza on, jak to jest. Ale nie zrobiłam tego. Bo mimo takiej krzywdy nie chciałam sprawiać komuś cierpienia, nawet jemu. Nie chciałam się mścić, bo zemsta do niczego nie prowadzi, jedynie niszczy osobę, która się mści. I kim ja jestem, żeby się mścić czy niszczyć komuś życie? Postanowiłam być ponad to wszystko, wybaczyć i żyć dalej. I dzięki temu żyje mi się łatwiej. Więc wybacz, ale przy tym, co przeżyłam, a mimo to zachowałam klasę, Twoja próba "odegrania" się na mnie wypada naprawdę blado i bez klasy. I po prostu mnie śmieszy. I to jeszcze za co musiałaś się w jego imieniu odgrywać? Nie dałam w żadnym momencie temu chłopakowi poczuć, że jest gorszy albo że widzę jakieś jego wady. I załatwię to tak, żeby wziąć winę na siebie, bo za każdym razem tak robię w takich sytuacjach, więc już o niego nie musisz się bać i na zapas mi dowalać. Bo naprawdę, nie było widać po moich wypowiedziach, że nie chcę go skrzywdzić w żaden sposób, a ten wątek jest z nudów, a nie dlatego, że myślę o tej sytuacji i zastanawiam się, jak postąpić, by jak najmniej go zranić??? Sprawa jest na tyle delikatna, że pisał mi, że miał depresję i czuję się bardzo samotny. Nie jest to dla mnie łatwe, mam wyrzuty sumienia, martwię się o niego, bo go polubiłam, ale jednocześnie wiem, że nic więcej nie będę mu w stanie dać. Więc tym bardziej myślę nad tym, jak postąpić. Jak jesteś taka mądra, to możesz pomóc, czekam na propozycje.
85 2017-09-01 17:11:26 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-01 17:17:24)
Zabolało i to nawet bardzo
Ale to jest rewelacja:
[...]cieszę się z tego, jaka jestem, w skali 1-10 daję sobie 11. A wiesz czemu? Bo mogę. Bo sama sobie taką ocenę wystawiłam na podstawie znajomości siebie. I kto mi zabroni?[...]
A ja, w skali 1-10 daję Ci O. A wiesz czemu? Bo mogę. Bo sama sobie taką ocenę wystawiłaś na podstawie tego, co tutaj napisałaś. I kto mi zabroni?
![]()
Jak go się pozbyć teraz? Pisz rzadziej, dużo napomykaj o dużej ilosci pracy i nauki. Ograniczaj kontakt stopniowo. Zdystansuj się.
o mamo, jakie rozkminki
czy tylko ja tak mam, że jak ktoś nie spelnia moich standardów to mówię mu "papa" bez wielodniowych,wieloetapowych i wielopoziomowych rozwazan?
serio, zycie jest za krótkie na takie rzeczy
Kingo,
próbujesz coś udowodnić SonyExperii, tłumaczysz się i wybielasz i próbujesz udowadniać swoje racje. Po co?
Jak -v- napisała wyżej - szkoda czasu na takie rozkminy. Twoje życie, Twój facet, Twój wybór, Twoje kryteria, do których masz prawo. Nie musisz nikogo przekonywać do tego.
88 2017-09-01 17:24:56 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-01 17:27:50)
Kryteria za kryteria. Tez sie zastanawiam, dlaczego Autorka podjęła tę dyskusję.
A ja, w skali 1-10 daję Ci O. A wiesz czemu? Bo mogę. Bo sama sobie taką ocenę wystawiłaś na podstawie tego, co tutaj napisałaś. I kto mi zabroni?
nikt Ci nie zabroni, możesz pisać co chcesz, ale też Twoja opinia zupełnie mnie nie obchodzi. Ja Ciebie natomiast nie ocenię, bo Cię nie znam w ogóle.
Jak go się pozbyć teraz? Pisz rzadziej, dużo napomykaj o dużej ilosci pracy i nauki. Ograniczaj kontakt stopniowo. Zdystansuj się.
I tak robię. To mam wiadomość, żebym się nie przejmowała brakiem czasu, bo na maile ode mnie może bardzo długo czekać...
[_v_ ]
Rozkminiam, bo nie chcę go zranić, tak już po prostu mam.
[CatLady] racja, nie ma to najmniejszego sensu.
90 2017-09-01 17:45:36 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-01 17:48:41)
SonyXperia napisał/a:
A ja, w skali 1-10 daję Ci O. A wiesz czemu? Bo mogę. Bo sama sobie taką ocenę wystawiłaś na podstawie tego, co tutaj napisałaś. I kto mi zabroni?nikt Ci nie zabroni, możesz pisać co chcesz, ale też Twoja opinia zupełnie mnie nie obchodzi. Ja Ciebie natomiast nie ocenię, bo Cię nie znam w ogóle.
SonyXperia napisał/a:Jak go się pozbyć teraz? Pisz rzadziej, dużo napomykaj o dużej ilosci pracy i nauki. Ograniczaj kontakt stopniowo. Zdystansuj się.
I tak robię. To mam wiadomość, żebym się nie przejmowała brakiem czasu, bo na maile ode mnie może bardzo długo czekać...
To niech czeka. Nawet i pół roku. Jest szansa, że sam przestanie pisać. Może się domyśli... Może pozna kogoś innego w miedzyczasie ...
To niech czeka. Nawet i pół roku. Jest szansa, że sam przestanie pisać. Może się domyśli... Może pozna kogoś innego w miedzyczasie ...
A to nie będzie wydłużanie męczenia się? Bo przez ten czas może robić sobie nadzieję. Nie chcę takiej sytuacji, a wiem, że jest to możliwe. Mój brat rok temu w lipcu napisał do dziewczyny. Miesiąc fajnie pisali. Wkręcił się, zakochał, choć nawet nie był na spotkaniu. I ona go jednak nie chciała, tak odpisywała po tym miesiącu co jakiś czas, raz częściej raz rzadziej. A on był jak w malignie, mimo moich tyrad i tłumaczeń, nie umiał dać sobie spokoju...mogła nie pisać długo, po czym jak nagle napisała, to już od nowa wszystko się zaczynało, takie nakręcanie się. Ciężko było patrzeć, jak się męczy, dopiero w te wakacje dał sobie spokój z nią.. Masakra z tym, nie lubię takich sytuacji, chyba za bardzo przejmuję się tym, co odczuwają inni. Spróbuję tego stopniowego wyciszenia i mam nadzieję, że on, w przeciwieństwie do mojego brata, zmęczy się tym i sam da sobie spokój szybko.
Kinga, powinnaś uciąć kontakt - krótkie cięcie, nie robiąc mu nadziei, bo takową tworzysz odpisując i tłumacząc się brakiem czasu. Napisał Ci, że może czekać nawet miesiąc, ile więc czasu upłynie zanim do niego to dotrze? Pół roku, rok - wiesz ile w tym czasie stworzy w swojej głowie wyobrażeń na Twój temat - być może nawet o was?
Wiem, ze jesteś osobą ufną w stosunku do ludzi, ale naiwnością jest wierzyć, że wszyscy są dobrzy, nie, są i źli ludzie i właśnie takim wydaje mi się być ten Twój znajomy z Internetu.
Oceniłam go na podstawie tego, co o nim pisałaś, o tym jak czułaś się osaczona i o jego agresji, o tym jak sprytnie wpasowuje się w Twoje oczekiwania a jak z czymś nie potrafi się wpasować, wzbudza w Tobie litość. Tak, litość - wykorzystuje ją bo wyczuł, że na Ciebie to działa.
Z takimi ludźmi trzeba konkretnie, nie owijając w bawełnę.
Nie ignoruj go, myśląc, że to się tak uda bezboleśnie. Możesz nawet " usłyszeć "kilka przykrych słów na swój temat. Bądź na to gotowa.
Kinga, powinnaś uciąć kontakt - krótkie cięcie, nie robiąc mu nadziei, bo takową tworzysz odpisując i tłumacząc się brakiem czasu. Napisał Ci, że może czekać nawet miesiąc, ile więc czasu upłynie zanim do niego to dotrze? Pół roku, rok - wiesz ile w tym czasie stworzy w swojej głowie wyobrażeń na Twój temat - być może nawet o was?
Wiem, ze jesteś osobą ufną w stosunku do ludzi, ale naiwnością jest wierzyć, że wszyscy są dobrzy, nie, są i źli ludzie i właśnie takim wydaje mi się być ten Twój znajomy z Internetu.
Oceniłam go na podstawie tego, co o nim pisałaś, o tym jak czułaś się osaczona i o jego agresji, o tym jak sprytnie wpasowuje się w Twoje oczekiwania a jak z czymś nie potrafi się wpasować, wzbudza w Tobie litość. Tak, litość - wykorzystuje ją bo wyczuł, że na Ciebie to działa.
Z takimi ludźmi trzeba konkretnie, nie owijając w bawełnę.
Nie ignoruj go, myśląc, że to się tak uda bezboleśnie. Możesz nawet " usłyszeć "kilka przykrych słów na swój temat. Bądź na to gotowa.
No właśnie nie chcę tworzyć mu takiej nadziei. Bo wiem, jak to działa. Gdy mi zależało na kimś, to ten ktoś mógł pisać, że nie ma czasu, długo się nie odzywać, a i tak wierzyłam w wymówki, tłumaczyłam sobie, że faktycznie tak jest itd. Niestety zakochanie to choroba umysłu, mam nadzieję, że on nie wkręcił się jeszcze bardzo. jakby chociaż zapytał, czemu się nie odzywam, to miałabym możliwość wyjaśnienia sytuacji. Ale problem w tym, że ja na serio od miesiąca mam mało czasu i przez najbliższy miesiąc też tak będzie. Wie, że kończę magisterkę i że terminy mnie gonią. I jak ostatnio dość długo nie odpisywałam, to napisał mi tego kolejnego maila właśnie, nie wiem, może żeby o sobie przypomnieć- tyle że nie z wyrzutami, czy pytaniem, co się stało, ale napisał, że wie, że mam mało czasu, że rozumie i żebym nic się nie przejmowała, bo on długo może czekać na maila ode mnie
i to było stwierdzenie. I jak piszę, że nie mam czasu, to nie utożsami tego ze sobą tylko z magisterką.
jeśli kogos mialby zranic tekst: wybacz, ale nie pasujemy do siebie, nie chce z toba byc" to ten ktos nie nadaje sie do zadnej relacji, a tym bardziej zwiazku
95 2017-09-03 13:40:52 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-09-03 13:46:15)
Kinga, troszczysz sie o innych- np o żonę oszusta, o to by przypadkiem nie zranić chłopaka z którym piszesz, nie skrzywdzić swoja oceną- a kto zatroszczy sie o Ciebie?
Masz obowiazek dbać o swoje 4 litery tak jak robią to inni. Bądź dla siebie dobra.
Chcesz mieć dzieci, rodzinę? wybierasz nie tylko dla siebie- ale także dla nich. Pomyśl o tym.
I nie musisz być tak idealna,jak kryształ.. Nawet jak się pomylisz co do niego, to jednak wystarczająco duzo przesłanek, by zerwać tą znajomość
Kinga, troszczysz sie o innych- np o żonę oszusta, o to by przypadkiem nie zranić chłopaka z którym piszesz, nie skrzywdzić swoja oceną- a kto zatroszczy sie o Ciebie?
Masz obowiazek dbać o swoje 4 litery tak jak robią to inni. Bądź dla siebie dobra.
Chcesz mieć dzieci, rodzinę? wybierasz nie tylko dla siebie- ale także dla nich. Pomyśl o tym.
I nie musisz być tak idealna,jak kryształ.. Nawet jak się pomylisz co do niego, to jednak wystarczająco duzo przesłanek, by zerwać tą znajomość
Dzięki za to, bo w ten sposób o tym nie myślałam. Fakt, mną się żaden oszust i inni ludzie nie przejmowali nigdy i nie myśleli, czy ich postępowanie mnie zrani, to co ja się tak przejmuję nimi. I fakt, dzieci kiedyś mogłyby mieć tylko do mnie pretensje, że mają złego ojca, trzeba więc wybrać jak najlepszego.
97 2017-09-05 16:38:03 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-05 17:45:00)
Hmm odległość ... duża... coś o tym wiem i to aż za dobrze (niestety). Nie polecam takiego związku za cholerę. W byciu razem chodzi o bliskość, wsparcie, przytulenie - nie da się tego osiągnąć mieszkając daleko i wspierać jedynie słowami. Działa to tylko chwilę dopóki chemia dominuje, potem przychodzi rutyna i zaczynają się problemy. Dlatego jeśli już pojawia się konieczna odległość to wg. mnie maksymalny dopuszczalny dystans to godzina drogi - da się jeszcze wtedy w razie czego nawet codziennie przyjechać i pomóc jeśli zajdzie taka potrzeba.
Co do wiary - kwestia indywidualna. Ja tam np. wierzę, ale do kościoła nie chodzę co tydzień (chodziłem dawniej teraz jakoś nie czuję tej potrzeby).
Nie ma nic gorszego niż kłamstwa i zdrada. Niektórzy próbują wybaczać, ale często smutek i żal zostaje już do końca. Sam nie wybaczam zdrady nigdy.
24 lata to nie jest dużo. Jeszcze mnóstwo czasu przed Tobą, spieszyć się nie musisz. Życie to nie darmowa wyprzedaż w supermarkecie ![]()
Agresja i nienawiść do świata niszczy nas od środka. Jeśli nie umiemy ruszyć dalej, zamykając drzwi za złymi wspomnieniami z przeszłości to będą one nas nawiedzał i niszczyły nasze życie cały czas, a przy okazji otaczające nas osoby.
Co do wykształcenia - nie powinno wpływać na związki w ogóle. Co najwyżej określamy wymagania na samym początku by się nie rozczarować jeśli ktoś koniecznie na to zwraca uwagę. Ponadto wiem z doświadczenia - nieważne gdzie studiujesz. Liczy się doświadczenie i znajomości (niestety). Papierek jest tylko biletem do rozmowy na stanowisko pracy, na które wymagane jest wyższe wykształcenie. Deprecjacja dyplomu już dawno postępuje.
I na koniec - mimo wszystko warto być z kimś szczerym. Nie czujesz tego czegoś, to powiedz o tym bo im dłużej się to ciągnie , tym więcej może oczekiwać i sobie wyobrażać druga strona i później jest tylko trudniej łagodnie dać do zrozumienia, że np to tylko koleżeństwo.
Hmm odległość ... duża... coś o tym wiem i to aż za dobrze (niestety). Nie polecam takiego związku za cholerę. W byciu razem chodzi o bliskość, wsparcie, przytulenie - nie da się tego osiągnąć mieszkając daleko i wspierać jedynie słowami. Działa to tylko chwilę dopóki chemia dominuje, potem przychodzi rutyna i zaczynają się problemy. Dlatego jeśli już pojawia się konieczna odległość to wg. mnie maksymalny dopuszczalny dystans to godzina drogi - da się jeszcze wtedy w razie czego nawet codziennie przyjechać i pomóc jeśli zajdzie taka potrzeba.
Tak, zgadzam się co do odległości, okropne rzeczy przez nią przeszłam. I teraz już wiem, że odległość nie tyle pozbawia bliskości (choć to też oczywiście), co przede wszystkim ułatwia oszukiwanie i prowadzenie podwójnego życia. Owszem, nie każdy jest oszustem, ale jak już ktoś jest, to łatwiej i szybciej można to zweryfikować, gdy jest blisko. Ja "zmarnowałam" te dwa lata życia, ale przynajmniej wyciągnęłam wnioski, że związki na odległość nie mają sensu w większości przypadków, więcej bólu niż radości dają i że jeśli jest się świadomą osobą i ma się wybór, to nie powinno się wikłać w takie sytuacje. Owszem, niektórym takie coś wychodzi, ale to wyjątki od reguły. Ale jeśli chodzi o bliskość, to też się z tym zgodzę- bo w takiej relacji ciągle jest poczucie, że jest się tak naprawdę samemu.
Nie ma nic gorszego niż kłamstwa i zdrada. Niektórzy próbują wybaczać, ale często smutek i żal zostaje już do końca. Sam nie wybaczam zdrady nigdy.
Kłamstw nie polecam wybaczać, bo ja chciałam być miłosierna i wybaczyłam jedno duże kłamstwo na początku znajomości, to potem okazało się, że nie zrobiło to wrażenia i dało "przyzwolenie", że można mnie okłamywać cały czas i we wszystkim. A najgorsza prawda jest lepsza niż kłamstwo. Ale racja z tą nienawiścią- w takich sytuacjach warto wybaczyć komuś i przede wszystkim sobie, ale wybaczyć nie równa się z tym, że powinno dawać się kolejną szansę.
Ponadto wiem z doświadczenia - nieważne gdzie studiujesz. Liczy się doświadczenie i znajomości (niestety). Papierek jest tylko biletem do rozmowy na stanowisko pracy, na które wymagane jest wyższe wykształcenie. Deprecjacja dyplomu już dawno postępuje.
Co do wykształcenia to też się zgadzam, są zawody, gdzie najważniejsze jest portfolio, np. w grafice. Ale wiesz, jeśli ktoś nie ma ambicji i chęci nauki, to nie zdobędzie ani znajomości, ani doświadczenia. A wtedy już pojawia się problem.
I na koniec - mimo wszystko warto być z kimś szczerym. Nie czujesz tego czegoś, to powiedz o tym bo im dłużej się to ciągnie , tym więcej może oczekiwać i sobie wyobrażać druga strona i później jest tylko trudniej łagodnie dać do zrozumienia, że np to tylko koleżeństwo.
Wiem, że warto być szczerym, ale nigdy nie jest łatwo tak powiedzieć komuś, że jednak nie, bo coś tam. Nie lubię sprawiać nikomu przykrości, a jak ktoś się nakręca, to wiem, że tak by było. To naprawdę jest dla mnie kłopotliwe i mam z tym duży problem.
Ech, a z tym chłopakiem to dalej jest tak, że pisał coś o swojej młodszej sąsiadce, że tak z nim często gada i że może by coś chciała, ale on nie chce, bo woli starsze kobiety. Odpisałam mu, że może warto dać jej szansę, że wiek nie jest wyznacznikiem dojrzałości, że może akurat by coś z tego wyszło. I że przecież panuje przekonanie, że faceci wolą młodsze, a kobiety starszych i że zgadzam się z tym po części. I jak łatwo się domyślić, nie odzywa się już kilka dni. No i trudno, lepiej dla niego, rozumiem, ale widzicie, jak to jest- u mnie albo wszystko, albo nic, a przecież istnieje jeszcze takie coś jak koleżeństwo. Ale widocznie nie wszędzie można.
No i trudno, lepiej dla niego, rozumiem, ale widzicie, jak to jest- u mnie albo wszystko, albo nic, a przecież istnieje jeszcze takie coś jak koleżeństwo. Ale widocznie nie wszędzie można.
Faceci z reguły nie są zainteresowani koleżeństwem z kobietami, dla nich to strata czasu i energii. Od koleżeństwa są kumple.
Kolegowanie się faceta z kobietą jest możliwe zasadniczo tylko w dwóch wypadkach - albo facet jest w szczęśliwym związku i nie rozgląda się za innymi kobietami (w sensie romantyczno-seksualnym) albo kobieta jest dla niego aseksualna, za to mają jakieś wspólne pasje czy zainteresowania, o których mogą porozmawiać.
100 2017-09-05 19:07:08 Ostatnio edytowany przez Gary (2017-09-05 19:09:00)
Albo kogoś się lubi i uprawia z nim seks. Niekoniecznie jest to przyjaźń.
Co do wątku Kingi... Trzeba dbać o innych, ale nie poświęcać siebie dla szczęścia innych -- bo wtedy pasożytujemy na sobie, dajemy siebie na pożarcie i krzywdzimy siebie. Zatem nie krzywdźmy siebie. Ale też nie krzywdźmy innych. Trzeba starać się wybierać rozwiązania, które nie krzywdzą nikogo.
Im dłużej taka relacja trwa tym trudniej. Dlatego trzeba się zdobyć na ten krok. Niestety bycie w friendzone dla faceta to tragedia, szczególnie, gdy proponuje to była partnerka.
Faceci z reguły nie są zainteresowani koleżeństwem z kobietami, dla nich to strata czasu i energii. Od koleżeństwa są kumple.
Kolegowanie się faceta z kobietą jest możliwe zasadniczo tylko w dwóch wypadkach - albo facet jest w szczęśliwym związku i nie rozgląda się za innymi kobietami (w sensie romantyczno-seksualnym) albo kobieta jest dla niego aseksualna, za to mają jakieś wspólne pasje czy zainteresowania, o których mogą porozmawiać.
No tak, ale mam koleżanki, co mają kolegów-kumpli i jakoś się dało. A ja? Mam koleżanki, przyjaciółki, a kolegów? 0. Serio, przez całe życie 0. Jeśli ktoś się mną zainteresuje, chce pogadać czy coś, to zawsze potem wychodzi na to, że chcieliby czegoś więcej, a jak nie wychodzi nic z tego, to następuje koniec znajomości, urwanie kontaktu, obraza itd. A jestem normalną osobą, umiem pogadać, doradzić, wesprzeć. I co, i to jest nic niewarte dla nich. Tak się wtedy czuję. Że widocznie nie jest ważne, jaki ktoś jest w środku, że taka osoba mogłaby być dobrą koleżanką. Rozumiem, że jak ktoś się już wkręci, to potem takie koleżeństwo to masochizm. No ale widać, że da się tak, żeby kolegować się z płcią przeciwną, przynajmniej ja takie przypadki widzę
103 2017-09-05 19:14:14 Ostatnio edytowany przez Kinga24 (2017-09-05 19:21:02)
Albo kogoś się lubi i uprawia z nim seks. Niekoniecznie jest to przyjaźń.
No takie coś to już nie jest normalne, przynajmniej dla mnie. Chyba trzeba czegoś więcej do seksu niż koleżeństwa??
A co do 2 części wypowiedzi to się zgadzam. Ale czy da się tak żyć, żeby nie zatracić siebie i jednocześnie nie skrzywdzić innych, choć nieświadomie?
[Zatroskany internauta] Słodka czarodziejko (wybacz, ale nie mogłam się powstrzymać, zobacz, co masz pod nickiem
), tak przyjaźń z byłymi jest niemożliwa, no chyba, że ktoś jest masochistą. No ale z nowo poznanymi teoretycznie nie powinno być takiego problemu, a niestety często jest.
Koleżeństwo z dziewczyną, która się podoba, to istotnie dla faceta masochizm.
Twoje koleżanki mają kolegów? To znaczy, że albo są dla nich aseksualne, albo są jakieś wspólne zaineteresowania (a jednocześnie facet lub dziewczyna jest w stałym związku i wiadomo, że nic się nie wydarzy) albo faceci po cichu liczą, że dziewczyna "przejrzy na oczy" i się w nich zakocha, co oczywiście nigdy się nie dzieje.
Znam jednego gościa, który bardzo chce mieć dziewczynę, ale nie umie się po męsku do tego zabrać. Ma dużo koleżanek, wyświadcza im rózne przysługi (typu pomoc w nauce czy pomoc przy przeprowadzkach) i liczy, że któraś mu się odwdzięczy miłością (kolega jest grzeczny i mówi o miłości a nie o seksie), a tak naprawdę jest wykorzystywany. No ale z zewnątrz to wygląda tak, że t dobry fajny facet, koleguje się z dziewczynami, nie to co ci wstrętni ruchacze, co by tylko bzykać chcieli.
PS. Do seksu nie trzeba miłości, wystarczy sam pociąg fizyczny.
[Zatroskany internauta] Słodka czarodziejko (wybacz, ale nie mogłam się powstrzymać, zobacz, co masz pod nickiem
), tak przyjaźń z byłymi jest niemożliwa, no chyba, że ktoś jest masochistą. No ale z nowo poznanymi teoretycznie nie powinno być takiego problemu, a niestety często jest.
Cóż forum kobiece więc... ![]()
Koleżeństwo z dziewczyną, która się podoba, to istotnie dla faceta masochizm.
Twoje koleżanki mają kolegów? To znaczy, że albo są dla nich aseksualne, albo są jakieś wspólne zaineteresowania (a jednocześnie facet lub dziewczyna jest w stałym związku i wiadomo, że nic się nie wydarzy) albo faceci po cichu liczą, że dziewczyna "przejrzy na oczy" i się w nich zakocha, co oczywiście nigdy się nie dzieje.
Znam jednego gościa, który bardzo chce mieć dziewczynę, ale nie umie się po męsku do tego zabrać. Ma dużo koleżanek, wyświadcza im rózne przysługi (typu pomoc w nauce czy pomoc przy przeprowadzkach) i liczy, że któraś mu się odwdzięczy miłością (kolega jest grzeczny i mówi o miłości a nie o seksie), a tak naprawdę jest wykorzystywany. No ale z zewnątrz to wygląda tak, że t dobry fajny facet, koleguje się z dziewczynami, nie to co ci wstrętni ruchacze, co by tylko bzykać chcieli.
PS. Do seksu nie trzeba miłości, wystarczy sam pociąg fizyczny.
No ale czy trzeba być z każdym, kto nam się podoba? Przecież może być tak, że pomyślę o facecie "ale ciacho", a jednocześnie z różnych powodów wiem, że nie będziemy razem i jakoś dalej normalnie mogłabym się kolegować.
Znam jednego gościa, który bardzo chce mieć dziewczynę, ale nie umie się po męsku do tego zabrać
Wojtek?
to powiedz mu, że musi dać jakieś większe aluzje dziewczynom, bo one pewnie myślą, że to tylko koleżeństwo i nie zauważają jego "podchodów", jeśli wg niego zaloty to pomoc w nauce itd. Ok, fajny i miły chłopak, ale dziewczyna też musi mieć pewne sygnały.
(kolega jest grzeczny i mówi o miłości a nie o seksie)
Ale są też tacy, którzy chcą miłości, a nie jak tutejsi: Gary i spółka
PS. Do seksu nie trzeba miłości, wystarczy sam pociąg fizyczny.
U facetów chyba i to nie u wszystkich. Kobiety (większość) patrzą na to zupełnie inaczej, stąd później tyle płaczu
Kinga24 napisał/a:[Zatroskany internauta] Słodka czarodziejko (wybacz, ale nie mogłam się powstrzymać, zobacz, co masz pod nickiem
), tak przyjaźń z byłymi jest niemożliwa, no chyba, że ktoś jest masochistą. No ale z nowo poznanymi teoretycznie nie powinno być takiego problemu, a niestety często jest.
Cóż forum kobiece więc...
T-28 ma "net-facet"
także widzisz, musisz szybko więcej postów pisać ![]()
Stawiam na jakość, a nie na ilość ^^
Zaraz nas pobanują za off-topy, ale zgadłaś, że Wojtek ![]()
No ale czy trzeba być z każdym, kto nam się podoba? Przecież może być tak, że pomyślę o facecie "ale ciacho", a jednocześnie z różnych powodów wiem, że nie będziemy razem i jakoś dalej normalnie mogłabym się kolegować. - no a faceci myslą inaczej - podoba im się dziewczyna, a jednocześnie wiedzą, że z różnych powodów nie bedą ze sobą, to i tak w sprzyjających okolicznościach (np. wyjazd integracyjny w pracy) próbują bzyknąć. Może oprócz dziewczyn kumpli, bo tu obowiązuje lojalność.
Kinia, ja mam pomysł, zostańmy przyjaciółmi
Będę Ci pomagał w lekcjach i nosił tornister ![]()
A teraz na serio. Gadam sobie wczoraj ze znajomą, coś tam kiedyś między nami było epizodycznie, teraz czasem dzwoni pogadać. I mówi, że poznała chłopaka na Sympatii, była z nim jak to określiła, na dwóch "grzecznych randkach" i mówiła, że chłopak jest miły, uczynny, już jej zaoferował pomoc w czymś tam (jakimś dźwiganiu wody do domu, żeby się dziewczyna nie przemęczyła) i że to takie miłe i do mnie "ty byś tak nigdy nie zrobił, ty nie jesteś taki romantyczny". No spoko. Życzyłem powodzenia i owocnej relacji.
Wieczorem panna pisze do mnie na fejsie, że jest jej źle, upiła się winem, a ten chłopak to "miły jest, ale to nie ten".
Abstrahując od emocji kobiety (których gość w nadmiarze jak widać nie wywołał), to koleś prędzej czy później dowie się, że nie jest tym właściwym. No i co powinien wtedy zrobić? Kolegować się z nią?
Nie wiem tylko, czemu mu marnuje czas, bo umówiła się z nim na jutro na trzecie spotkanie, choć już czuje, że to nie ten. Umówiłem się z nią na czwartek na picie, to się dowiem, co jej w duszy gra, ale już mi tego kolesia szkoda.
Stawiam na jakość, a nie na ilość ^^
no niby racja, więc musisz jeszcze poczekać na "awans".
ale zgadłaś, że Wojtek big_smile
współczuję chłopakowi, może uda mu się w końcu kogoś poznać, poradź mu coś jako dobry kolega ![]()
no a faceci myslą inaczej - podoba im się dziewczyna, a jednocześnie wiedzą, że z różnych powodów nie bedą ze sobą, to i tak w sprzyjających okolicznościach (np. wyjazd integracyjny w pracy) próbują bzyknąć. Może oprócz dziewczyn kumpli, bo tu obowiązuje lojalność.
Dzięki za brutalne i szczere uświadomienie co do męskiej psychiki ;P ale nie każdy mimo wszystko tak ma, moi bracia tacy nie są
Gary napisał/a:Albo kogoś się lubi i uprawia z nim seks. Niekoniecznie jest to przyjaźń.
No takie coś to już nie jest normalne, przynajmniej dla mnie. Chyba trzeba czegoś więcej do seksu niż koleżeństwa??
Przydałoby się trochę pożądania... Nieprzyjemnie jest mieć ładną koleżankę, która się podoba i jest przedmiotem fantazji, a jednocześnie nie ma żadnej komunikacji erotycznej -- nie można jej powiedzieć komplementu, pożartować, podrażnić się. Można to wszystko robić, a nie mieć seksu. Relacje międzyludzkie zarówno w sferze duchowej jak i seksualnej są wielowymiarowe. Dwoje ludzi to kształtuje. Jak zrobią źle, to coś uwiera. Ja dobrze wspominam relacje z dziewczynami, które mi się podobały, one o tym wiedziały, a seksu nie było.
Kinga24 napisał/a:Gary napisał/a:Albo kogoś się lubi i uprawia z nim seks. Niekoniecznie jest to przyjaźń.
No takie coś to już nie jest normalne, przynajmniej dla mnie. Chyba trzeba czegoś więcej do seksu niż koleżeństwa??
Przydałoby się trochę pożądania...
A może uczucia? Miłości?
Ja dobrze wspominam relacje z dziewczynami, które mi się podobały, one o tym wiedziały, a seksu nie było.
No tak, ale to już jest zupełnie inna sytuacja (niewinne żarty czy tam droczenie), a co innego, gdy kogoś się tylko lubi, a mimo to uprawia seks, najlepiej będąc jednocześnie z kimś innym w związku..
Nie załamuj się, ja cały czas szukam tej jednej wyjątkowej kobiety, dla której zmienię się i będę dobrym chłopakiem ![]()
Nie załamuj się, ja cały czas szukam tej jednej wyjątkowej kobiety, dla której zmienię się i będę dobrym chłopakiem
To powodzenia i życzę wybrance, żebyś serio się wtedy zmienił ![]()
A Tobie powodzenia z Wojtkiem
To chcesz ten numer? ![]()
A Tobie powodzenia z Wojtkiem
To chcesz ten numer?
Nie, dzięki, bo pewnie wpadły w kolejny friendzone ![]()
Kinia, ja mam pomysł, zostańmy przyjaciółmi
Będę Ci pomagał w lekcjach i nosił tornister
szkoda, że nie zapytales o to kilka lat wcześniej, za czasów szkolnych dziwigalam prawdziwe ciężary tornistrowe
teraz, z wiekiem, to tę wiedzę ma się już w głowie i chadzam bez książek. No dobra, czasem taszczę torbę książek, ale nie codziennie
za to często dźwigam laptopa w torebce
tak panowie, to jest patent, bo żaden złodziej nie spodziewa się, że w torebce można upchac laptopa
ciężkie to wtedy, więc możesz zostać kolegą od noszenia mojej toreki
A teraz na serio. Gadam sobie wczoraj ze znajomą, coś tam kiedyś między nami było epizodycznie, teraz czasem dzwoni pogadać. I mówi, że poznała chłopaka na Sympatii, była z nim jak to określiła, na dwóch "grzecznych randkach" i mówiła, że chłopak jest miły, uczynny, już jej zaoferował pomoc w czymś tam (jakimś dźwiganiu wody do domu, żeby się dziewczyna nie przemęczyła) i że to takie miłe i do mnie "ty byś tak nigdy nie zrobił, ty nie jesteś taki romantyczny". No spoko. Życzyłem powodzenia i owocnej relacji.
Wieczorem panna pisze do mnie na fejsie, że jest jej źle, upiła się winem, a ten chłopak to "miły jest, ale to nie ten".
Abstrahując od emocji kobiety (których gość w nadmiarze jak widać nie wywołał), to koleś prędzej czy później dowie się, że nie jest tym właściwym. No i co powinien wtedy zrobić? Kolegować się z nią?
Ale to,że dała mu kosza, tez na pewno zależy od wielu czynników, a nie tylko od tego, że on jest spokojny i uczynny.
Ja bym tam się cieszyła, gdyby chłopak był dobry, spokojny i pomocny, bo sama taka jestem. A jak do tego dojdzie fajne poczucie humoru to już w ogóle. I właśnie to poczucie humoru wiele emocji umie wywołać. Może nie stykło u nich na płaszczyźnie emocjonalnej, może ona jest ekstrawertyczką lub potrzebuje "wrażeń" od kogoś, bo sama nie umie ich sobie zapewnić. Nie wiem. No ale co, żal chłopaka, może nie chce go od razu skreślać. Choć fakt, 3 randka moze robić mu już nadzieje...czasem dość szybko czuje się, że to nie to, np.tak jak u mnie to było w przypadku do tego chłopaka z wątku. Zwłaszcza zbyt duża rozbieżność charakterów na to wpływa. Daj znać, jak ta dziewczyna postąpi, bo mnie to ciekawi.
Z kąd jesteś Kinga
Z kąd
Jeden z moich ulubionych tekstów ![]()
blazej.jedrula napisał/a:Z kąd
Jeden z moich ulubionych tekstów
Tak jakby teksty miały znaczenie ![]()
santapietruszka napisał/a:blazej.jedrula napisał/a:Z kąd
Jeden z moich ulubionych tekstów
Tak jakby teksty miały znaczenie
Czasem mają, ale te po "polskiemu" niezwykle celnie świadczą o autorze (a było czytać coś więcej niż broszurki reklamowe z marketów...) ![]()
te po "polskiemu" niezwykle celnie świadczą o autorze
I tyle w temacie ![]()
LolekBolek napisał/a:santapietruszka napisał/a:Jeden z moich ulubionych tekstów
Tak jakby teksty miały znaczenie
Czasem mają, ale te po "polskiemu" niezwykle celnie świadczą o autorze (a było czytać coś więcej niż broszurki reklamowe z marketów...)
Myślałem, że to jakaś nowa metoda podrywu ![]()
Nie wiem czy inteligentna kobieta dałaby się poderwać na takie teksty ![]()
Z kąd jesteś Kinga
Nie jestem w stanie napisać, bo po przeczytaniu tego tekstu moje oczy krwawią i nie widzę klawiatury
Jeden z moich ulubionych tekstów big_smile
To te "teksty" są znane?
O_O
Tak jakby teksty miały znaczenie tongue
U mnie z pewnych względów mają ![]()
Myślałem, że to jakaś nowa metoda podrywu big_smile
Nie, zdecydowanie nie idź tą drogą ![]()
Nie wiem czy inteligentna kobieta dałaby się poderwać na takie teksty roll
A ja nie wiem, czy jakakolwiek ![]()
Cześć Kinga jeśli mieszkasz obecnie w Warszawie to bardzo bym chciał Cię poznać uważam, że mamy podobne poglądy co do życia i związków. Jak jeszcze tu zaglądasz to napisz pozdrawiam.
Cześć Kinga jeśli mieszkasz obecnie w Warszawie to bardzo bym chciał Cię poznać uważam, że mamy podobne poglądy co do życia i związków. Jak jeszcze tu zaglądasz to napisz pozdrawiam.
Sorry Pietrek , ale widzę, że znów jakiś atak trolli. Mimo wszystko pozdrawiam za chęci trollowania, mnie by się nie chciało ![]()
Z kąd jesteś Kinga
Prawdziwy leń z Ciebie.
Nie dość, że czerwone szlaczki Ci nie przeszkadzają to jeszcze szukać na forum się nie chcę.
![]()
Kinga ostatnia strona to chyba jest w stylu "czy dasz mi szansę?"
Może koledzy źle spojrzeli.
![]()
blazej.jedrula napisał/a:Z kąd jesteś Kinga
Prawdziwy leń z Ciebie.
Nie dość, że czerwone szlaczki Ci nie przeszkadzają to jeszcze szukać na forum się nie chcę.
![]()
Kinga ostatnia strona to chyba jest w stylu "czy dasz mi szansę?"
![]()
![]()
Może koledzy źle spojrzeli.
![]()
Haha, po prostu piszą, żeby tamtemu nie dawać, a im tak
Spoko, pożartować zawsze można ![]()