Czy dać mu szansę? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy dać mu szansę?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 158 ]

Temat: Czy dać mu szansę?

Hej, mam pewien problem. Żeby zobrazować sytuację, muszę wspomnieć, że niedawno przeżyłam niemiłe "rozstanie", które było dla mnie szokiem. Właściwie to wstrząsem. Spotykałam się z facetem 2 lata, jednak było to na odległość 300 km (był na delegacji). Wiedziałam, że ma jakąś tam byłą. No ale mówił, że nie układało im się, że to on z nią zerwał itd. Potem już nic o niej nie wspominał.. Widywaliśmy się co jakiś czas z powodu odległości, jego i mojego zapracowania. Ale coś było nie tak. Nie wiem, intuicyjnie to wyczuwałam. Chciałam znaleźć jego byłą na fb (on nie ma fb)  i w końcu znalazłam w marcu po jego rodzinie (i dawnych ich postach). I nic na tym profilu nie było, kilka jej zdjęć, żadnych oznaczeń itd. W maju coś mnie tknęło (dosłownie, jakaś intuicja, zazdrość, sama nie wiem), że znów weszłam na jej profil.. a tam oznaczenie o ślubie i zmiana nazwiska na jego.. .!!! Przeżyłam szok, dosłownie wstrząs.... bo ufacie komuś, niby znacie, a tu takie coś.. i to jeszcze dowiedziałam się zupełnie przypadkowo, dwa dni po ślubie.. zaznaczam, że mieliśmy kontakt do samego końca, a w weekend się coś nie odzywał.. zadzwoniłam do niego, zapytałam, jak mu minął weekend.. to skłamał, że nic ciekawego się nie działo!!! że był w pracy, że zapracowany jest, że potem leżał i oglądał tv.. zapytałam o spotkanie, żeby go sprawdzić, to zgodził się i chciał sie spotkać, obiecał spotkanie.. rozłączyłam się i napisałam mu w mailu, że wszystko wiem, nawtykałam mu i dałam do zrozumienia, że znalazłam jego żonę na fb.. a potem go zablokowałam wszędzie.. Nie zamierzam znać go po tym, gdy tak mnie okłamał i gdy zrobił ze mnie tę trzecią. Największy żal mam o to, że jestem osobą uczciwą, lojalną, brzydzę się zdradą.. wiedział o tym, a w takie coś mnie wplątał.. początkowo miałam chęć zemsty, żeby wysłać jej na fb wszystkie zdjęcia, smsy, maile.. bo mam zachowane wszystkie z tych dwóch lat.. pisał mi w nich, że jest sam, wyznawał uczucie.. ale potem przezwyciężyłam to, zrozumiałam, że nie chcę jej krzywdzić, nie chcę, żeby cierpiała jak ja. Nic złego nie zrobiła, a teraz już pozamiatane, bo jest po ślubie.. widziałam na fb, że jest dobrą i wierzącą osobą.. więc z tego powodu wiem, że i tak nie odejdzie od niego.. zwłaszcza tak tuż po ślubie.. on by ją pewnie omamiał.. pewnie by mu uwierzyła, dała szansę po czasie.. a ja bym tylko wyszła na tą złą...I co by mi z tego przyszło? Nic, oprócz tego, że ona by cierpiała tak samo i że ja bym wyszła na jakąś zdzirę, która próbowała odbić narzeczonego..

Postanowiłam zapomnieć, iść dalej. Wybaczyłam sobie i jemu wewnętrznie. Poczucia własnej wartości mi nie zniszczył, bo ono nie zależy od osób trzecich, a sama się cenię i wiem, że jestem wartościową osobą. Jednak tak mnie okłamywał okrutnie dwa lata. ... same kłamstwa mi mówił;.. to okropne.. jak tu teraz komuś zaufać.. jednak próbuję, bo mam już 24 lata i chcę znaleźć miłość, założyć rodzinę... chcę znaleźć swoją miłość i dać komuś szczęście, które jest we mnie i które mogę komuś dać.

I teraz jest problem- miesiąc temu poznałam przypadkowo na forum chłopaka. Zaczęliśmy pisać maile, on widział moje zdjęcie, ja jego nie.  Ale niestety wiem już, że raczej nic z tego nie będzie bo:

1) jest dwa lata młodszy. Ja mam już 24 lata, jestem po przejściach. Mam poczucie, że zmarnowałam ostatnie 2 lata, nie chcę marnować kolejnych. Starsi faceci zawsze mi się wydawali bardziej dojrzali i odpowiedzialni. On niby jest dojrzały, widać to po nim, ale jednak ma te 22 lata.. Ja bym może za 2-3 lata chciała zakładać rodzinę, a on? wątpię. Bałabym się, że za 2 lata powie mi, że musi się jeszcze wyszaleć itd..

2) jest kompletnym ateistą. nienawidzi księży. Niby wiara to kwestia indywidualna i nie można p o niej oceniać ani odrzucać kogoś, ale sama jestem osobą wierzącą i praktykującą. I co innego akceptować różnice w koleżeństwie, a co innego w związku. Żeby nie było- nie jestem nadgorliwa, nie chodzę na pielgrzymki i jakieś zloty, po prostu wierzę i chodzę do kościoła co tydzień. Wiara mnie ukształtowała. Wartości, które mam, są w dużym stopniu dzięki niej. Wiara daje mi nadzieję, wsparcie. Dzięki niej pomagam, staram się być dobrą osobą, wybaczam. Zawsze marzyłam o małżeństwie z katolikiem, żeby wziąć ślub z osobą, dla której przysięga przed Bogiem to coś więcej niż formułka przed człowiekiem. Która chodziłaby ze mną i dziećmi do kościoła. Z którą można by było pogadać i zgłębiać tzw. duchowość. Która poprzez wartości miałaby podobny światopogląd i spojrzenie na świat. On wie, że ja wierzę, nie neguje tego, mówi, że każdy wierzy, w co chce. No niby ok, jednocześnie wiem, że nienawidzi księży i śmieje się z kolegów, którzy chodzą do kościoła z dziewczynami..  Więc nie wiem, czy to ugodowe spojrzenie na moją wiarę nie jest tylko na chwilę, dlatego, żebym nie "uciekła". A co by było kiedyś, czy nie robiłby problemów?
Dodatkowo uważam, że wiara buduje małżeństwo, takie osoby rzadziej się rozwodzą i nie zdradzają (nie mówię tu o hipokrytach). Boję się, że kiedyś byłyby kłótnie na ten temat.

3) Odległość. Okazało się, że dzieli nas ok 400 km.. Nie muszę mówić, że po poprzednim złym doświadczeniu boję się odległości.  Przez odległość byłam oszukiwana.. poza tym męczyłam się, tęskniłam, a i nie byłam w stanie dobrze go poznać.. Nie chcę się też wyprowadzać nigdzie indziej.. Odległość wydłuża czas poznawania się, a ja mam już 24 lata..

4) On skończył jedynie technikum. Nie chcę nikogo po tym oceniać i nie odrzucałabym za to. Problem jest w tym, że ja skończyłam 2 kierunki studiów, jestem bardzo ambitna, ciągle mam chęć douczania się. A on? Pisze, że jedną książkę w życiu przeczytał.. nie jest przy tym głupi, ładnie pisze, bez błędów, jakąś tam wiedzę ma. Ale sam narzeka na pracę, że w Polsce nie można się niczego dorobić, pracując za najniższą krajową. Zachęcałam go na kursy, szkolenia.. to jakoś nie ma zapału. Nie wiem, czy różnica wykształcenia nie byłaby kolejną rzeczą, która by nas różniła, choć za to bym nie odrzuciła... A on w dodatku miał plan wyjechania za granicę. Jeśli nie teraz, to kto wie, kiedy znów.. a nie chcę mieć kiedyś męża na odległość..Sama nie planuję wyjazdu z Polski.

5) Ma jakieś problemy z agresją. Też dużo przeszedł w życiu, ja pisałam, że ja wybaczyłam, a on? nazywa tych ludzi swoimi katami, mówi, że nie umie wybaczać i że najchętniej by ich "zniknął"... że nie miałby skrupułów ani wyrzutów sumienia wobec kogoś, kto skrzywdził jego lub jego rodzinę, ale że prawo go trzyma.. nie wiem, czy to na poważnie pisał, ale sama jestem osobą spokojną i dla mnie to dziwne. Wiem, że wybaczenie ma dużą siłę, że uzdrawia przede wszystkim nas. Pomaga zapomnieć, wyciągnąć naukę na przyszłość.. a on tkwi w tej nienawiści i nie chce tego zmienić.

Chciałabym się zakochać, pokochać ze wzajemnością. Człowieka porządnego, dobrego, empatycznego, wierzącego. Takie są moje kryteria, mam już swoje lata i dokładnie określiłam, czego chcę, kogo szukam.  On jest niby empatyczny, mówi, że ma wartości, że nie zdradza, że nie kłamie.. ale czy to wystarczy? Dałybyście mu szansę, uwzględniając moje poprzednie przeżycia i powyższe argumenty? Najbardziej się boję, żeby kogoś nie skrzywdzić, nie zranić niechcący. A widzę, że on się okropnie nakręcił. Miesiąc piszemy, widział moje zdjęcie i już normalnie pisał mi o planach, że miał w styczniu wyjechać za granicę, ale kto wie, że może dzięki komuś zmieni plany.. że chciałby pokochać kogoś, mieć dzieci.. że czuje się samotny, że ciągle ma pecha do miłości, ale może to się zmieni niedugo.. komplementuje, pisze, że czytam mu w myślach, że może nie bez powodu się poznaliśmy..nie piszę mu dużo maili, odwlekam z wyżej wymienionych powodów odpisywanie, poza tym sama nie mam czasu za dużo itd. A on? pisze mi, że to nie szkodzi, że na maile ode mnie może bardzo długo czekać..  czuję się trochę osaczona. Generalnie pisałam mu po prostu o sobie, nie flirtowałam itd, gadaliśmy o problemach, byłych związkach, a czuję, że się nakręcił. Nie chcę nikogo tak od razu odrzucać, ludzie często mówią, żeby dawać szansę.. ale czy te różnice nie są zbyt poważne? Poza tym.. czuję jakiś wewnętrzny opór, nie wiem, czy to intuicja czy co.. Nie chcę z nim zrywać kontaktu, bo fajnie mi się z nim pisze, polubiłam go, mamy podobne podejście do życia. jednak boję się, że on będzie się z każdym dniem coraz bardziej nakręcał.. mój brat tak pisał z dziewczyną, zakochał się, a potem cierpiał.. nie chcę, żeby ktokolwiek cierpiał przeze mnie.. nie mogę mu napisać, że nikogo nie szukam, bo z rozmowy wie, przez co przeszłam, że jestem sama i że chciałabym kogoś poznać.. jak utrzymać znajomość, koleżeństwo jednocześnie, żeby on nie wkręcał się jeszcze bardziej? Czy to w ogóle jest możliwe? Na razie te wszystkie insynuacje przemilczam, nie flirtuję, no ale on i tak nie zmienił sposobu pisania...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:

Hej, mam pewien problem. Żeby zobrazować sytuację, muszę wspomnieć, że niedawno przeżyłam niemiłe "rozstanie", które było dla mnie szokiem. Właściwie to wstrząsem. Spotykałam się z facetem 2 lata, jednak było to na odległość 300 km (był na delegacji). Wiedziałam, że ma jakąś tam byłą. No ale mówił, że nie układało im się, że to on z nią zerwał itd. Potem już nic o niej nie wspominał.. Widywaliśmy się co jakiś czas z powodu odległości, jego i mojego zapracowania. Ale coś było nie tak. Nie wiem, intuicyjnie to wyczuwałam. Chciałam znaleźć jego byłą na fb (on nie ma fb)  i w końcu znalazłam w marcu po jego rodzinie (i dawnych ich postach). I nic na tym profilu nie było, kilka jej zdjęć, żadnych oznaczeń itd. W maju coś mnie tknęło (dosłownie, jakaś intuicja, zazdrość, sama nie wiem), że znów weszłam na jej profil.. a tam oznaczenie o ślubie i zmiana nazwiska na jego.. .!!! Przeżyłam szok, dosłownie wstrząs.... bo ufacie komuś, niby znacie, a tu takie coś.. i to jeszcze dowiedziałam się zupełnie przypadkowo, dwa dni po ślubie.. zaznaczam, że mieliśmy kontakt do samego końca, a w weekend się coś nie odzywał.. zadzwoniłam do niego, zapytałam, jak mu minął weekend.. to skłamał, że nic ciekawego się nie działo!!! że był w pracy, że zapracowany jest, że potem leżał i oglądał tv.. zapytałam o spotkanie, żeby go sprawdzić, to zgodził się i chciał sie spotkać, obiecał spotkanie.. rozłączyłam się i napisałam mu w mailu, że wszystko wiem, nawtykałam mu i dałam do zrozumienia, że znalazłam jego żonę na fb.. a potem go zablokowałam wszędzie.. Nie zamierzam znać go po tym, gdy tak mnie okłamał i gdy zrobił ze mnie tę trzecią. Największy żal mam o to, że jestem osobą uczciwą, lojalną, brzydzę się zdradą.. wiedział o tym, a w takie coś mnie wplątał.. początkowo miałam chęć zemsty, żeby wysłać jej na fb wszystkie zdjęcia, smsy, maile.. bo mam zachowane wszystkie z tych dwóch lat.. pisał mi w nich, że jest sam, wyznawał uczucie.. ale potem przezwyciężyłam to, zrozumiałam, że nie chcę jej krzywdzić, nie chcę, żeby cierpiała jak ja. Nic złego nie zrobiła, a teraz już pozamiatane, bo jest po ślubie.. widziałam na fb, że jest dobrą i wierzącą osobą.. więc z tego powodu wiem, że i tak nie odejdzie od niego.. zwłaszcza tak tuż po ślubie.. on by ją pewnie omamiał.. pewnie by mu uwierzyła, dała szansę po czasie.. a ja bym tylko wyszła na tą złą...I co by mi z tego przyszło? Nic, oprócz tego, że ona by cierpiała tak samo i że ja bym wyszła na jakąś zdzirę, która próbowała odbić narzeczonego..

Postanowiłam zapomnieć, iść dalej. Wybaczyłam sobie i jemu wewnętrznie. Poczucia własnej wartości mi nie zniszczył, bo ono nie zależy od osób trzecich, a sama się cenię i wiem, że jestem wartościową osobą. Jednak tak mnie okłamywał okrutnie dwa lata. ... same kłamstwa mi mówił;.. to okropne.. jak tu teraz komuś zaufać.. jednak próbuję, bo mam już 24 lata i chcę znaleźć miłość, założyć rodzinę... chcę znaleźć swoją miłość i dać komuś szczęście, które jest we mnie i które mogę komuś dać.

I teraz jest problem- miesiąc temu poznałam przypadkowo na forum chłopaka. Zaczęliśmy pisać maile, on widział moje zdjęcie, ja jego nie.  Ale niestety wiem już, że raczej nic z tego nie będzie bo:

1) jest dwa lata młodszy. Ja mam już 24 lata, jestem po przejściach. Mam poczucie, że zmarnowałam ostatnie 2 lata, nie chcę marnować kolejnych. Starsi faceci zawsze mi się wydawali bardziej dojrzali i odpowiedzialni. On niby jest dojrzały, widać to po nim, ale jednak ma te 22 lata.. Ja bym może za 2-3 lata chciała zakładać rodzinę, a on? wątpię. Bałabym się, że za 2 lata powie mi, że musi się jeszcze wyszaleć itd..

2) jest kompletnym ateistą. nienawidzi księży. Niby wiara to kwestia indywidualna i nie można p o niej oceniać ani odrzucać kogoś, ale sama jestem osobą wierzącą i praktykującą. I co innego akceptować różnice w koleżeństwie, a co innego w związku. Żeby nie było- nie jestem nadgorliwa, nie chodzę na pielgrzymki i jakieś zloty, po prostu wierzę i chodzę do kościoła co tydzień. Wiara mnie ukształtowała. Wartości, które mam, są w dużym stopniu dzięki niej. Wiara daje mi nadzieję, wsparcie. Dzięki niej pomagam, staram się być dobrą osobą, wybaczam. Zawsze marzyłam o małżeństwie z katolikiem, żeby wziąć ślub z osobą, dla której przysięga przed Bogiem to coś więcej niż formułka przed człowiekiem. Która chodziłaby ze mną i dziećmi do kościoła. Z którą można by było pogadać i zgłębiać tzw. duchowość. Która poprzez wartości miałaby podobny światopogląd i spojrzenie na świat. On wie, że ja wierzę, nie neguje tego, mówi, że każdy wierzy, w co chce. No niby ok, jednocześnie wiem, że nienawidzi księży i śmieje się z kolegów, którzy chodzą do kościoła z dziewczynami..  Więc nie wiem, czy to ugodowe spojrzenie na moją wiarę nie jest tylko na chwilę, dlatego, żebym nie "uciekła". A co by było kiedyś, czy nie robiłby problemów?
Dodatkowo uważam, że wiara buduje małżeństwo, takie osoby rzadziej się rozwodzą i nie zdradzają (nie mówię tu o hipokrytach). Boję się, że kiedyś byłyby kłótnie na ten temat.

3) Odległość. Okazało się, że dzieli nas ok 400 km.. Nie muszę mówić, że po poprzednim złym doświadczeniu boję się odległości.  Przez odległość byłam oszukiwana.. poza tym męczyłam się, tęskniłam, a i nie byłam w stanie dobrze go poznać.. Nie chcę się też wyprowadzać nigdzie indziej.. Odległość wydłuża czas poznawania się, a ja mam już 24 lata..

4) On skończył jedynie technikum. Nie chcę nikogo po tym oceniać i nie odrzucałabym za to. Problem jest w tym, że ja skończyłam 2 kierunki studiów, jestem bardzo ambitna, ciągle mam chęć douczania się. A on? Pisze, że jedną książkę w życiu przeczytał.. nie jest przy tym głupi, ładnie pisze, bez błędów, jakąś tam wiedzę ma. Ale sam narzeka na pracę, że w Polsce nie można się niczego dorobić, pracując za najniższą krajową. Zachęcałam go na kursy, szkolenia.. to jakoś nie ma zapału. Nie wiem, czy różnica wykształcenia nie byłaby kolejną rzeczą, która by nas różniła, choć za to bym nie odrzuciła... A on w dodatku miał plan wyjechania za granicę. Jeśli nie teraz, to kto wie, kiedy znów.. a nie chcę mieć kiedyś męża na odległość..Sama nie planuję wyjazdu z Polski.

5) Ma jakieś problemy z agresją. Też dużo przeszedł w życiu, ja pisałam, że ja wybaczyłam, a on? nazywa tych ludzi swoimi katami, mówi, że nie umie wybaczać i że najchętniej by ich "zniknął"... że nie miałby skrupułów ani wyrzutów sumienia wobec kogoś, kto skrzywdził jego lub jego rodzinę, ale że prawo go trzyma.. nie wiem, czy to na poważnie pisał, ale sama jestem osobą spokojną i dla mnie to dziwne. Wiem, że wybaczenie ma dużą siłę, że uzdrawia przede wszystkim nas. Pomaga zapomnieć, wyciągnąć naukę na przyszłość.. a on tkwi w tej nienawiści i nie chce tego zmienić.

Chciałabym się zakochać, pokochać ze wzajemnością. Człowieka porządnego, dobrego, empatycznego, wierzącego. Takie są moje kryteria, mam już swoje lata i dokładnie określiłam, czego chcę, kogo szukam.  On jest niby empatyczny, mówi, że ma wartości, że nie zdradza, że nie kłamie.. ale czy to wystarczy? Dałybyście mu szansę, uwzględniając moje poprzednie przeżycia i powyższe argumenty? Najbardziej się boję, żeby kogoś nie skrzywdzić, nie zranić niechcący. A widzę, że on się okropnie nakręcił. Miesiąc piszemy, widział moje zdjęcie i już normalnie pisał mi o planach, że miał w styczniu wyjechać za granicę, ale kto wie, że może dzięki komuś zmieni plany.. że chciałby pokochać kogoś, mieć dzieci.. że czuje się samotny, że ciągle ma pecha do miłości, ale może to się zmieni niedugo.. komplementuje, pisze, że czytam mu w myślach, że może nie bez powodu się poznaliśmy..nie piszę mu dużo maili, odwlekam z wyżej wymienionych powodów odpisywanie, poza tym sama nie mam czasu za dużo itd. A on? pisze mi, że to nie szkodzi, że na maile ode mnie może bardzo długo czekać..  czuję się trochę osaczona. Generalnie pisałam mu po prostu o sobie, nie flirtowałam itd, gadaliśmy o problemach, byłych związkach, a czuję, że się nakręcił. Nie chcę nikogo tak od razu odrzucać, ludzie często mówią, żeby dawać szansę.. ale czy te różnice nie są zbyt poważne? Poza tym.. czuję jakiś wewnętrzny opór, nie wiem, czy to intuicja czy co.. Nie chcę z nim zrywać kontaktu, bo fajnie mi się z nim pisze, polubiłam go, mamy podobne podejście do życia. jednak boję się, że on będzie się z każdym dniem coraz bardziej nakręcał.. mój brat tak pisał z dziewczyną, zakochał się, a potem cierpiał.. nie chcę, żeby ktokolwiek cierpiał przeze mnie.. nie mogę mu napisać, że nikogo nie szukam, bo z rozmowy wie, przez co przeszłam, że jestem sama i że chciałabym kogoś poznać.. jak utrzymać znajomość, koleżeństwo jednocześnie, żeby on nie wkręcał się jeszcze bardziej? Czy to w ogóle jest możliwe? Na razie te wszystkie insynuacje przemilczam, nie flirtuję, no ale on i tak nie zmienił sposobu pisania...

Nie widziałaś chłopaka na oczy i rozważasz, czy dać mu szanse? hm..  dodatkowo po miesiącu, czujesz się przez niego osaczona, a to już jest niepokojące.

Chcesz chodzić z mężem i dziećmi do kościoła - to znajdź sobie wierzącego chłopaka.
Nie zaczynaj związków od "naprawy" kogoś, bo nawet jak on na chwilę się poświęci, aby Ciebie zdobyć, to z czasem i tak różnice wyjdą.

3

Odp: Czy dać mu szansę?

autorko, planujesz zwiazek z kazdym mezczyzna, ktorego poznajesz?

4

Odp: Czy dać mu szansę?

Jeżeli wyszukujesz sobie powody, by nie dać mu szansy, to nie dawaj mu szansy. Tyle.

5

Odp: Czy dać mu szansę?

Juz wiem skad biora sie ludzie skaczacy z mostow. Ty jestes z tych wrazliwych jak napisalas, swietnie. Mysle, ze twoj prog wrazliwosci pozwoli Ci zrozumiec przekaz (jest prosty, nie ma prsenosni, aluzji, sarkazmu czy ironii)

Podajesz spis cech, ktore Ci nie odpowiadaja w facecie, masz zle doswiadczenia z przeszlosci swojej i bliskich...i trafiasz na faceta, ktory idealnie pasuje do obrazu "To sie nie uda" i co robisz? Zamiast pisac na forum wyjdz na miasto, znajdz mocny betonowy mur i kilkadziesiat plaskiej przestrzeni przed nim. Mocno sie rozpedz (wystarczy z 50 metrow) w ostatniej fazie biegu do sciany wystaw glowe do przodu (tak jakbys chciala zyskac cenne milisekundy, jak na olimpiadzie) nie zatrzymuj sie.

Za jakis czas napisz kolejny watek.

6

Odp: Czy dać mu szansę?

Hej, dzięki za odzew i że komuś chciało się czytać.

Ósemka, no właśnie nie widziałam go na oczy, ale wie, jak ja wyglądam. A sama nie oceniam ludzi po wyglądzie aż tak bardzo, liczą się inne rzeczy. Dlatego nie jest tak, że odrzucam kogoś przez wygląd, czy chcę z kimś być, mimo że kogoś nie widziałam na oczy. Ja po prostu nie potrzebuję jego zdjęcia, bo czuję, że to i tak nie ma sensu z wyżej wymienionych powodów. Nie będzie tak, że jak nagle okaże się super przystojny, to te powody znikną.

Z tym poczuciem osaczenia po miesiącu= jest to niepokojące w sensie, że u mnie coś nie tak, że tak czuję, czy z nim, że już po miesiącu wywołuje u mnie to poczucie? Takim pisaniem, że miał pecha w życiu i że chce bardzo kogoś po prostu pokochać, pisaniem już o dzieciach, że chce mieć córkę i adoptować, ewentualną zmianą planów co do wyjazdu za granicę już po miesiącu pisania ze mną- nie powiem, trochę mnie to przytłoczyło wszystko.

"Chcesz chodzić z mężem i dziećmi do kościoła - to znajdź sobie wierzącego chłopaka"= Chciałabym, ale jak pisałam, jego poznałam przypadkowo, wiem już, że on jest ateistą i nie odrzucam go przez to jako człowieka/kolegi, ale raczej nic więcej nie planuję. Jednak mam wrażenie, że on udaje, w sensie, że bardzo negatywnie odnosił się co do księży, wiary itd., a jak usłyszał, że ja wierzę, to nagle ugięcie tu nastąpiło, już chciał zmienić temat. A problem jednak pozostał. Nie zamierzam go zmieniać, bo mnie też by nikt nie zmienił. Jednak mam wrażenie, że dla niego takie przeciwności, jak różnica wieku, wyznania, odległość- jakby nie trafiały, jakby mu to nie przeszkadzało.

_v_ nie planuję z każdym związku, ale chodzi o to, że on pisze do mnie inaczej niż tylko potencjalny kolega.

blimka= ok, to mogę szansy mu nie dawać. Ale jak w takim razie zrobić, żeby on to zrozumiał, że tylko koleżeństwo może być? Przecież nie wypalę mu nagle "bądźmy tylko przyjaciółmi", bo to by było nie na miejscu, a jednocześnie widzę, że przez takie pisanie on się może wkręcać. Robić sobie nadzieję, zwłaszcza, że pisze z podtekstami. No nie chciałabym go zranić niechcący, bo sama dużo wycierpiałam i wiem, jak to jest. I wiem po moim bracie, że facet może się wkręcić już po samym pisaniu...

A z drugiej strony koleżanki mi mówią, że wymyślam, marudzę, że może jest fajny, że powinnam być otwarta i w razie czego dać szansę.. a te przeciwności??


namazu= tu się uśmiałam, jestem wrażliwa, ale daleko mi do skakania z mostu, a swoje już w życiu przeżyłam mimo młodego wieku. I dzięki temu wbrew pozorom jestem silna psychicznie, ale po prostu mam dużą empatię i nie chcę nikogo nieświadomie zranić.. Nie musisz tu przytaczać swoich cennych i precyzyjnie zapamiętanych osobistych doświadczeń z wyjść na miasto. Ja nie potrzebuję otrząśnięcia, widzę przeciwności, widzę wady i widzę, że to nie ma sensu, jestem zdystansowana. Jednak boję się, że on tego dystansu nie trzyma, że wkręci się i będzie płacz. I co mam teraz zrobić? Urwać kontakt? Przecież tak głupio, a fajnie się z nim gada, jednak chciałabym tylko koleżeństwa. A jak właśnie nie urwę kontaktu, to jak zrobić, żeby on sobie uświadomił, że tylko na pisaniu się skończy?

7

Odp: Czy dać mu szansę?

Ło matulu, 24 lata i już "masz swój wiek", bo zegar tyka, tik tok, tik tok, tik tok... i to coraz głośniej! tongue

Napiszę tobie tak co sam bym chciał usłyszeć gdy miałem 24 lata... zluzuj poślady wink Zacznij normalnie żyć, poznawać ludzi, nie wchodź za wcześnie w nowe związki bo "tak wypada". Jeżeli coś na początku wydaje ci się zgniłym jajem - to takie jest. Jeżeli myślisz, że ze zgniłego jaja zrobisz jajecznicę to... no ja bym tego nie jadł tongue wink

Daj sobie czas na poznanie kogoś, kto nie będzie budził takich wątpliwości jak ten "pacjent" bo jeżeli na "dzień dobry" jest pod górkę to później już lepiej nie będzie wink

8

Odp: Czy dać mu szansę?

Słuchaj lepiej intuicji, bo na tej analizie dobrze nie wyjdziesz.
Nie zdziwiłabym się jakby zakończenie z nim tego pisania, okazało się problemem.

9

Odp: Czy dać mu szansę?

Harvey, tak rozumiem, może masz rację z tym "spinaniem się", ale po tym, jak byłam oszukana, wpadłam trochę w panikę. Okropne jest poczucie, że zmarnowało się dwa lata życia, że przez ten czas mogło się spotkać miłość życia, a tkwiłam nieświadomie w bagnie.. I teraz, gdy znajome w moim wieku po kolei wychodzą za mąż, zaczynam się zastanawiać, w czym we mnie jest problem. One nie były tak oszukane, nie zmarnowały tych lat. I po prostu boję się, że wpadnę w kolejną nietrafioną i bezsensowną znajomość, w której znów będę oszukana/okłamana i znów, po kolejnych 2-3 latach obudzę się z ręką w nocniku. Wy jesteście facetami, więc inaczej na to patrzycie, macie więcej "czasu". A u kobiet? Nie wiem, co się dzieje, wszystkie koleżanki wychodzą za mąż, a na mnie patrzą ze współczuciem i mówią, żebym się nie martwiła, że na pewno kogoś poznam.. mam też problem z rodziną, bo w domu jest jeden temat.. A ja nie martwię się, że nikogo już nie poznam, a właśnie że przez takie gadanie poznam byle kogo. Nie chcę tak.

Ale mam też współczucie w sobie, bo może on jest fajny, wartościowy, a nie jego winą są te wymienione wady.. Nie wiem, może to ja wybrzydzam? A jak nie wybrzydzam i ta znajomość i tak nie ma szans- to jak postąpić? Odpisywać dalej jakby nigdy nic?

10

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:

Harvey, tak rozumiem, może masz rację z tym "spinaniem się",

No ba tongue

Kinga24 napisał/a:

ale po tym, jak byłam oszukana, wpadłam trochę w panikę.

To widać wink

Kinga24 napisał/a:

Okropne jest poczucie, że zmarnowało się dwa lata życia, że przez ten czas mogło się spotkać miłość życia, a tkwiłam nieświadomie w bagnie..

To tylko dwa lata... w Twoim wieku to wieczność, zmieni Ci się za kilka lat wink

Kinga24 napisał/a:

I teraz, gdy znajome w moim wieku po kolei wychodzą za mąż, zaczynam się zastanawiać, w czym we mnie jest problem. One nie były tak oszukane, nie zmarnowały tych lat.

Teraz "wychodzą" a za jakiś czas się "rozejdą" (czego oczywiście im nie życzę)

Kinga24 napisał/a:

I po prostu boję się, że wpadnę w kolejną nietrafioną i bezsensowną znajomość, w której znów będę oszukana/okłamana i znów, po kolejnych 2-3 latach obudzę się z ręką w nocniku.

I właśnie stoisz rozkrokiem w tej sytuacji... bierzesz co popadnie pomimo tego, że wiesz, że to nie "to".

Kinga24 napisał/a:

Wy jesteście facetami, więc inaczej na to patrzycie, macie więcej "czasu".

Czasu na co? Myślisz, że facet mający 30 lub 40 lat marzy o zmienianiu pieluch? Może jakiś procent tak... nie wszyscy tongue

Kinga24 napisał/a:

A u kobiet?

Tik tok, tik tok... piszesz tak jakby jedynym celem w Twoim życiu było urodzenie dziecka.

Kinga24 napisał/a:

Nie wiem, co się dzieje, wszystkie koleżanki wychodzą za mąż, a na mnie patrzą ze współczuciem i mówią, żebym się nie martwiła, że na pewno kogoś poznam..

A za jakiś roczek albo dwa powiedzą... "ale Ci dobrze, męża nie masz, darmozjada jednego, leniucha, bałwana" wink

Kinga24 napisał/a:

mam też problem z rodziną, bo w domu jest jeden temat..

Tu się nie odniosę, chyba, że opiszesz problem.

Kinga24 napisał/a:

A ja nie martwię się, że nikogo już nie poznam, a właśnie że przez takie gadanie poznam byle kogo. Nie chcę tak.

Wiec sama wiesz co masz zrobić smile Ten nie pasuje to będzie następny. Zawsze jest wink

Kinga24 napisał/a:

Ale mam też współczucie w sobie, bo może on jest fajny, wartościowy, a nie jego winą są te wymienione wady..

Może jest... ale nie jest w widełkach, które by Ciebie interesowały.

Kinga24 napisał/a:

Nie wiem, może to ja wybrzydzam? A jak nie wybrzydzam i ta znajomość i tak nie ma szans- to jak postąpić? Odpisywać dalej jakby nigdy nic?

Powiedz mu, że oferujesz przyjaźń bo to nie to. Popłacze, poszlocha... takie życie wink

11

Odp: Czy dać mu szansę?

Harvey, próbuję Cię tu zacytować, a mało co nie zraportowałam tongue
Dziękuję Ci za odpowiedź, bo trochę pocieszasz smile

Jak się robi cytaty z fragmentu wypowiedzi tutaj? Nie wiem, czy mi się uda, ale spróbuję smile

To widać wink


Po czym widać moją panikę?


To tylko dwa lata... w Twoim wieku to wieczność, zmieni Ci się za kilka lat wink


Ok, to niby tylko dwa lata. Ale aż nie chcę myśleć, jak długo dalej by to trwało.. przez przypadek się dowiedziałam, bo on najwyraźniej zapomniał o tym, że brał ślub, albo tak nic się ciekawego nie działo podczas tego ślubu, że aż nie było o czym wspomnieć.. ech, szokiem dla mnie wciąż jest, że tak można postąpić z drugim człowiekiem.


Teraz "wychodzą" a za jakiś czas się "rozejdą" (czego oczywiście im nie życzę)


No może racja, ale one się tym wywyższają, a na mnie patrzą jak na jakąś, która nie umiała życia ogarnąć. Poza tym oni wszyscy- w tym ten, który mnie oszukiwał, zakładają sobie teraz szczęśliwe rodziny, odnaleźli miłość, będą myśleć o dzieciach. Wiecie, mają już wszystko poukładane.A ja mam jedną wielką niewiadomą, jeśli chodzi o przyszłość. Wcale nie wiadomo, czy kogoś fajnego poznam, nie wiadomo, czy będę szczęśliwa, czy uda mi się założyć rodzinę. A nikt przecież nie chce być sam. Bo zobaczcie, jaki jest ten los. Nigdy nikogo nie skrzywdziłam, nie oszukałam. A to ja byłam oszukiwana, ja cierpiałam w samotności, ja mam niepewną przyszłość, a facet, który oszukiwał mnie i swoją narzeczoną, pobawił się, a teraz jest szczęśliwym mężem, rodzinka zadowolona, jego żona też, kupi mieszkanie, będzie mieć dzieci, każdy szczęśliwy, wow, wspaniale, triumf miłości normalnie i happy end. Nigdy już nie będzie sam. A ja? A ja nie wiem, co ze mną będzie. Na kogo następnym razem trafię, może na kogoś gorszego...


Czasu na co? Myślisz, że facet mający 30 lub 40 lat marzy o zmienianiu pieluch? Może jakiś procent tak... nie wszyscy tongue


No czasu na ustatkowanie się tongue na męskie decyzje i na założenie rodziny smile Niby nie każdy marzy o dziecku, jednak biologia robi swoje i mamy w sobie chęć przedłużenia naszego wątpliwego gatunku smile Faceci też, choć opóźniają ten proces, bo mogą, bo jest na to przyzwolenie społeczne i dlatego, że boją się pieluch wink


Tik tok, tik tok... piszesz tak jakby jedynym celem w Twoim życiu było urodzenie dziecka.


Nie, nie jest to jedyny cel w moim życiu. Moim celem jest samorozwój i jakaś chęć, by jak najwięcej pomagać innym, żeby wywołać uśmiech na czyjeś twarzy, uczynić czyjeś życie lepszym smile Wiem że górnolotne, ale innego sensu tego życia nie dostrzegam. A chęć posiadania rodziny to po prostu moje marzenie. Widzisz, kariera, pieniądze- nie dla każdego mają największe znaczenie. Wiem, że chcę i mogę dać komuś z siebie dużo miłości i szczęścia, to dlaczego tego nie zrobić? Mogę stworzyć dzieciom dobrą, kochającą się rodzinę. To chciałabym smile sama pochodzę z dużej rodziny i wiem, że rodzina to skarb, dlatego chcę mieć taką. Jednak wiadomo, kobieta ok 40 dzieci nie urodzi. A jak nawet, to może być problem ze zdrowiem dziecka itd.


mam też problem z rodziną, bo w domu jest jeden temat..
Tu się nie odniosę, chyba, że opiszesz problem.


Chodzi mi o to, że w domu rodzice, a szczególnie mama, prawie codziennie powtarzają mi, że powinnam już kogoś znaleźć, że mam już swoje lata, że mówili mi, że tamten poprzedni jest nie dla mnie i że ze swojej winy zmarnowałam tylko czas i okazję na poznanie kogoś. Że koleżanki, kuzynki wychodzą za mąż, a że ja teraz nawet nikogo nie mam, że mam się ruszyć, bo będę starą panną.. no takie teksty niestety słyszę... I dołujące jest takie coś słyszeć i jeszcze te porównania, jak to innym się układa, a mi nie..


Może jest... ale nie jest w widełkach, które by Ciebie interesowały.


On mówił, że jest dobry, wartościowy, ale nie ma szczęścia w miłości, żalił się na samotność, że zawsze jak z kimś pisze, to okazuje się, że ta dziewczyna kogoś innego poznaje, że on ciągle sam, że miał depresję, żyć nie chciał przez to... i widzisz, jeszcze ja mu dowalę.. szkoda mi go po tych tekstach, które pisał..


Powiedz mu, że oferujesz przyjaźń bo to nie to. Popłacze, poszlocha... takie życie wink

No ale jak- na razie niby tylko piszemy normalnie, pomijając te jego podteksty, dziwne insynuacje itd. I jak mam to zrobić, nagle napisać "ale chcę Cię uprzedzić, że możemy się tylko kolegować"? - trochę dziwnie to zabrzmi. Chamsko odzywać się też nie przestanę, może zwyczajnie pisać, ale udawać, że nie widzę podtekstów? Już mu wczoraj napisałam, że społecznie uważa się, że mężczyzna powinien być starszy, że faceci wolą młodsze i jest to zrozumiałe, że sama wolę starszych od siebie mężczyzn. No ale obawiam się, że nie zrozumie aluzji.

12

Odp: Czy dać mu szansę?

Szukasz kogoś do związku, prawda?

Poznajesz online faceta, którego poglądy mijają się całkowicie z Twoimi - zwłaszcza punkty 2, 3, 4, i 5 - i to nie są błahe sprawy, ale dość poważne: wiara, odległość ,wykształcenie, agresja... Na oczy go nie widziałaś. Piszesz:

Przecież nie wypalę mu nagle "bądźmy tylko przyjaciółmi", bo to by było nie na miejscu, a jednocześnie widzę, że przez takie pisanie on się może wkręcać. Robić sobie nadzieję, zwłaszcza, że pisze z podtekstami

.  A ja pytam: dlaczego nie? On ma prawo mieć jasność sytuacji, bo teraz jak sama mówisz, tworzysz dwuznaczną sytuację z człowiekiem, przed którym ostrzega Cię twoja intuicja - słusznie zresztą.

Dziwię się, że w ogóle chcesz rozmawiać z kimś, kogo opisujesz w taki sposób jak jego. Też mam wrażenie, że jesteś trochę zdesperowana, rozważasz pierwszego lepszego faceta, którego na oczy nie widziałaś, zastanawiasz się, a moze fajny, moze dać mu szansę. Nie. Nie przy takich różnicach. I zanim zaprzeczysz, że nie rozważasz go jako partnera, to powiem Ci, że nie pisałabyś o nim na forum, gdyby chodziło Ci tylko o pogaduchy dla zabicia czasu, nie potrzebowałabyś porad w tej kwestii, powiedziałabyś: milo było,sayonara. Czujesz parcie, sama je sobie narzucasz, bo koleżanki już mają, a Ty nie.

13

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:

namazu= tu się uśmiałam, jestem wrażliwa, ale daleko mi do skakania z mostu, a swoje już w życiu przeżyłam mimo młodego wieku. I dzięki temu wbrew pozorom jestem silna psychicznie, ale po prostu mam dużą empatię i nie chcę nikogo nieświadomie zranić.. Nie musisz tu przytaczać swoich cennych i precyzyjnie zapamiętanych osobistych doświadczeń z wyjść na miasto. Ja nie potrzebuję otrząśnięcia, widzę przeciwności, widzę wady i widzę, że to nie ma sensu, jestem zdystansowana. Jednak boję się, że on tego dystansu nie trzyma, że wkręci się i będzie płacz. I co mam teraz zrobić? Urwać kontakt? Przecież tak głupio, a fajnie się z nim gada, jednak chciałabym tylko koleżeństwa. A jak właśnie nie urwę kontaktu, to jak zrobić, żeby on sobie uświadomił, że tylko na pisaniu się skończy?

Fajno, że łapiesz dystans (wiele osób z forum posiadających (w ich mnienmaniu umiejętnośc czytania ze zrozumieniem) czyta moje teksty dosłownie) Ciesze się bo wiało od Ciebie przygnębieniem. Może wyślij mu mojego posta?

Mieszkam na wsi (malutkiej) , nie ma tu (już nie ma) muru, którego bym nie rozbił.

14

Odp: Czy dać mu szansę?

Widać, że jesteś fajną normalną dziewczyną (sam bym się z Tobą związał) ale ja zdradzam wszystkie dziewczyny z premedytacją, więc się nie polece:)

Warto żyć w zgodzie ze swoimi zasadami, sam jestem katolikiem (dla mnie praktyka to jest oczywista kwestia a nie, że ktos nie łazi do kościoła bo ma akurat grilla ale wierzy) i to jest super, ale nikt nie każe Ci się samobiczować.

Masz "aż" 24 lata...no dziewczyno, jesteś młodziutka, mnóstwo przeżyć przed Toba, ale fajno, że myslisz o takim życiu.

15

Odp: Czy dać mu szansę?
CatLady napisał/a:

Szukasz kogoś do związku, prawda?

No tak, już się otrząsnęłam po wrażeniach zafundowanych przez poprzedniego kolesia i tym razem, dla odmiany, chciałabym poznać kogoś fajnego, normalnego i uczciwego. Tyle że tego, co poznałam, poznałam przypadkowo na innym forum. Zaczęliśmy pisać o wspólnych problemach, po czym on znalazł mnie na fb przez maila (wysłał zaproszenie,ale nie zaakceptowałam od 3 tygodni tongue), ale nie zraził się, zaczął bardziej naciskać na pisanie- ja mu odpisuję po kilku dniach, a on dosłownie zaraz.. myślałam, że sam zobaczy te różnice (wiara, odległość, wiek, wykształcenie, sposób bycia) i da sobie siana, ale niezbyt.

CatLady napisał/a:

A ja pytam: dlaczego nie? On ma prawo mieć jasność sytuacji, bo teraz jak sama mówisz, tworzysz dwuznaczną sytuację z człowiekiem, przed którym ostrzega Cię twoja intuicja - słusznie zresztą.


Nie wiem, jakoś ciężko mi tak dawać kosza. Jak to robią dziewczyny, że udaje im się utrzymać kogoś na stopie koleżeństwa? Może będę mu pisać po prostu rzadziej, koleżeńsko, nie będę reagować na zaczepki i sam się domyśli? Chcę z nim rozmawiać, bo nie należę do osób, które osądzają kogoś szybko i np. pozbywają się z życia, z któregoś z wymienionych powodów.Fajnie mieć znajomych, kolegów. Można wymienić się doświadczeniami, porozmawiać na różne tematy. No ale tyle. jakbym była zdesperowana bardzo, to by nie pisała na tym forum, tylko od razu zaakceptowałabym wszelkie "wady". Rację masz, że przy takich różnicach nie można dać mu szansy i utwierdziłaś mnie w tym przekonaniu. Bo nawet, jeśli teraz byśmy się dogadywali, to później byłoby coraz gorzej.  A na forum piszę, bo czemuś poczułam dziwny niepokój, przytłoczenie, chęć ucieczki od tego... i nie wiedziałam, czy to kolejny objaw mojej nienormalności i w sumie wymyślał błahe powody, a podświadomie czekam na księcia z bajki, czy może faktycznie jest coś na rzeczy i intuicja mnie ostrzega..


namazu napisał/a:

Fajno, że łapiesz dystans (wiele osób z forum posiadających (w ich mnienmaniu umiejętnośc czytania ze zrozumieniem) czyta moje teksty dosłownie) Ciesze się bo wiało od Ciebie przygnębieniem. Może wyślij mu mojego posta?
Mieszkam na wsi (malutkiej) , nie ma tu (już nie ma) muru, którego bym nie rozbił.

Nie zostałeś pierwszy raz zmieszany z błotem i aż się zdziwiłeś tongue dobrze to świadczy o forum wink haha, wysłać mu tego Twojego posta o walnięciu w mur? tongue dobra myśl, ale on niestety też mieszka na wsi. Ale w sumie ani on, ani Ty nie powinniście się zrażać z tego powodu smile przecież każdy ma w domu młotek, a nim łatwo to i owo wybić z głowy tongue niepotrzebny mur (od razu uprzedzę odpowiedź- jak na prawdziwą kobietę przystało- nie umiem posługiwać się młotkiem. Jeszcze) wink

16

Odp: Czy dać mu szansę?
namazu napisał/a:

Widać, że jesteś fajną normalną dziewczyną (sam bym się z Tobą związał) ale ja zdradzam wszystkie dziewczyny z premedytacją, więc się nie polece:)

Warto żyć w zgodzie ze swoimi zasadami, sam jestem katolikiem (dla mnie praktyka to jest oczywista kwestia a nie, że ktos nie łazi do kościoła bo ma akurat grilla ale wierzy) i to jest super, ale nikt nie każe Ci się samobiczować.

Masz "aż" 24 lata...no dziewczyno, jesteś młodziutka, mnóstwo przeżyć przed Toba, ale fajno, że myslisz o takim życiu.

O, czymże sobie zasłużyłam, dzięki za miłe słowa wink
Ale czekaj czekaj, jak to? Przecież Katolik=/ (ukośną kreskę trzeba przesunąć trochę w lewo w wyobraźni) zdrada z premedytacją.
katolicy przecież zdradzają nie z własnej woli, ale niechcący, przez alkohol, omamienie i złe czary, które ktoś na nich rzuci. I dlatego, że żona poświęcała czas dziecku lub dlatego, że chwilowo stracili rozum, ale nigdy nie z premedytacją i pełną świadomością! tongue

17

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:
namazu napisał/a:

Widać, że jesteś fajną normalną dziewczyną (sam bym się z Tobą związał) ale ja zdradzam wszystkie dziewczyny z premedytacją, więc się nie polece:)

Warto żyć w zgodzie ze swoimi zasadami, sam jestem katolikiem (dla mnie praktyka to jest oczywista kwestia a nie, że ktos nie łazi do kościoła bo ma akurat grilla ale wierzy) i to jest super, ale nikt nie każe Ci się samobiczować.

Masz "aż" 24 lata...no dziewczyno, jesteś młodziutka, mnóstwo przeżyć przed Toba, ale fajno, że myslisz o takim życiu.

O, czymże sobie zasłużyłam, dzięki za miłe słowa wink
Ale czekaj czekaj, jak to? Przecież Katolik=/ (ukośną kreskę trzeba przesunąć trochę w lewo w wyobraźni) zdrada z premedytacją.
katolicy przecież zdradzają nie z własnej woli, ale niechcący, przez alkohol, omamienie i złe czary, które ktoś na nich rzuci. I dlatego, że żona poświęcała czas dziecku lub dlatego, że chwilowo stracili rozum, ale nigdy nie z premedytacją i pełną świadomością! tongue


Heheh...no dobra, już nie zdradzam, dorosłem parę lat temu...za trzy godziny zmienią mi się cyferki znowu zresztą. Wcześniej zdradzałem, nieistotne dla tematu, nie niechcący, alkoholu nie pije...to te czary smile Żartuje, z premedytacja, Katolicy to też ludzie, tak?

A czym zasłuzyłas...hehe...no widzisz bo zasłużyc nie mozna, jest się po prostu tak jak są tu osoby nie potrafiące czytać, nie rozumiejące tekstu pisanego mimo tej umiejętności, dziwne itepe...nieistotne dla tematu. Usmiechnij się i bądź szczęsliwa, Ty wybierasz...masz całe życie na błędy i radość. Korzystaj.


(chociaż wątpie czy wiązanie się w jakikolwiek sposób z ludźmi, którzy chcą komuś krzywdę jest dobre, obrona bliskich to co innego)

18

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:

Nie wiem, jakoś ciężko mi tak dawać kosza. Jak to robią dziewczyny, że udaje im się utrzymać kogoś na stopie koleżeństwa?

A to dobre big_smile na samych netkobietach jest kilka wątków facetów o tym, jak bardzo nienawidzą być we friendzone - czyli na stopie koleżeńskiej, jak bardzo żalą się i wściekają na kobiety, że te chcą tylko przyjaźni, jakie pretensje się sypią... Poszukaj, a znajdziesz. Faceci nienawidzą friendzone - z zasady.

Kinga24 napisał/a:

Może będę mu pisać po prostu rzadziej, koleżeńsko, nie będę reagować na zaczepki i sam się domyśli? Chcę z nim rozmawiać, bo nie należę do osób, które osądzają kogoś szybko i np. pozbywają się z życia, z któregoś z wymienionych powodów.Fajnie mieć znajomych, kolegów. Można wymienić się doświadczeniami, porozmawiać na różne tematy. No ale tyle. jakbym była zdesperowana bardzo, to by nie pisała na tym forum, tylko od razu zaakceptowałabym wszelkie "wady". Rację masz, że przy takich różnicach nie można dać mu szansy i utwierdziłaś mnie w tym przekonaniu. Bo nawet, jeśli teraz byśmy się dogadywali, to później byłoby coraz gorzej.  A na forum piszę, bo czemuś poczułam dziwny niepokój, przytłoczenie, chęć ucieczki od tego... i nie wiedziałam, czy to kolejny objaw mojej nienormalności i w sumie wymyślał błahe powody, a podświadomie czekam na księcia z bajki, czy może faktycznie jest coś na rzeczy i intuicja mnie ostrzega..

Może przestań też pisać z podtekstami i mów wprost, gdy on próbuje jakieś podteksty dawać.

Ciężko by było być w związku z osobą, z która nie zgadzasz się w kwestiach fundamentalnych i istotnych - jak np wiara. Nie wiem, jak zareagowałaś Ty, ale jakby mi facet powiedział, że w życiu przeczytał jedną książkę, to by mi cycki opadły tongue zresztą, zdarzyło się parę razy, facet stracił szansę zanim ją w ogóle dostał.

Zaufaj też swoim odczuciom - nawet go nie znasz, a już czujesz niepokój i przytłoczenie. Nie pchaj się w to wbrew tym uczuciom. Zbyt wiele kobiet ignoruje własną intuicję. Najczęściej w imię dziwnego przekonania pt "każdemu trzeba dać szansę". Nie, nie każdemu i nie, nie trzeba. Jeśli zapala Ci się czerwona lampka, to jej nie ignoruj. Z opisu jego osoby - mnie też by się zapaliła...

19

Odp: Czy dać mu szansę?
namazu napisał/a:

Heheh...no dobra, już nie zdradzam, dorosłem parę lat temu...za trzy godziny zmienią mi się cyferki znowu zresztą. Wcześniej zdradzałem, nieistotne dla tematu, nie niechcący, alkoholu nie pije...to te czary smile Żartuje, z premedytacja, Katolicy to też ludzie, tak?

za 2 h będę już spać, więc już teraz najlepszego! smile żeby Cię żadne wróżki i cyganki nie zaczarowały, gdy będziesz w związku wink Co do katolików, to nie wiem, ponoć są ludzie i taborety, więc Ty byłeś taboretem wcześniej, a teraz już zaliczasz się do ludzi tongue

Dzięki, postaram się uśmiechać, nawzajem smile
No właśnie też mnie zaniepokoiły dość mocno te teksty o "zniknięciu" kogoś.. jakieś cienie też czasem widzi.. i ma swoje "fanaberie", o których nie chce za żadne skarby powiedzieć. Nie wiem, mam nadzieję, że to nie jakiś psychopata.


CatLady napisał/a:

A to dobre big_smile na samych netkobietach jest kilka wątków facetów o tym, jak bardzo nienawidzą być we friendzone - czyli na stopie koleżeńskiej, jak bardzo żalą się i wściekają na kobiety, że te chcą tylko przyjaźni, jakie pretensje się sypią... Poszukaj, a znajdziesz. Faceci nienawidzą friendzone - z zasady.

Ok, czyli już wiem, czemu nie mam żadnego kolegi, a zawsze się kończy obrazą. Zobaczę, jakby coś bardziej napierał, to wtedy mu napiszę wprost. Ja nie piszę do niego z podtekstami właśnie, tylko zwyczajnie.

CatLady napisał/a:

Nie wiem, jak zareagowałaś Ty, ale jakby mi facet powiedział, że w życiu przeczytał jedną książkę, to by mi cycki opadły

mnie nawet szczęka wypadła, zwłaszcza, że jestem po jednych studiach humanistycznych i multum książek w życiu przeczytałam. Dziwię się, że on nie ma problemów z pisaniem. I nawet w takiej kwestii byłby problem, jak nieczytanie książek... jednak lubię osoby ambitne, dążące do samorozwoju itd. No ale nic, przyjęłam to do wiadomości i tyle, nie śmiałam się z niego, bo już wtedy, gdy to napisał, miałam nastawienie tylko na koleżeństwo.

CatLady napisał/a:

Najczęściej w imię dziwnego przekonania pt "każdemu trzeba dać szansę". Nie, nie każdemu i nie, nie trzeba.

Dzięki CatLady za to, właśnie chyba na tym polega problem- otoczenie i rodzina mnie naciska, uważają, że "wybrzydzam", że każdemu trzeba dać szansę, bo może okaże się fajny, bo może w ten sposób przegapię miłość itd.. Ale racja, nie można lekceważyć intuicji. I tak nie umiałabym być z kimś, kto mówi, że nienawidzi kościoła i księży, że jest ateistą, a na moją wzmiankę, że ja jestem osobą wierzącą, zaznacza, że w sumie bierzmowanie i inne sakramenty miał (w sensie, że mógłby wziąć ślub  kościelny tongue)

20

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:
namazu napisał/a:

Heheh...no dobra, już nie zdradzam, dorosłem parę lat temu...za trzy godziny zmienią mi się cyferki znowu zresztą. Wcześniej zdradzałem, nieistotne dla tematu, nie niechcący, alkoholu nie pije...to te czary smile Żartuje, z premedytacja, Katolicy to też ludzie, tak?

za 2 h będę już spać, więc już teraz najlepszego! smile żeby Cię żadne wróżki i cyganki nie zaczarowały, gdy będziesz w związku wink Co do katolików, to nie wiem, ponoć są ludzie i taborety, więc Ty byłeś taboretem wcześniej, a teraz już zaliczasz się do ludzi tongue

Dzięki, postaram się uśmiechać, nawzajem smile
No właśnie też mnie zaniepokoiły dość mocno te teksty o "zniknięciu" kogoś.. jakieś cienie też czasem widzi.. i ma swoje "fanaberie", o których nie chce za żadne skarby powiedzieć. Nie wiem, mam nadzieję, że to nie jakiś psychopata.
)


Spoko, ja jestem usmiechnięty cały czas, na związek się nie zapowiada, ale nie licze smile Dzięki i  Pchły na noc,

21

Odp: Czy dać mu szansę?

Coś mi tu nie gra. Skończyłaś 2 kierunki studiow. Masz 24 lata. Więc chyba czas szukać pracy czy być może ja masz. No przyznam ze jak na osobę tak ambitna jak sie opisujesz cele życiowe to masz raczej mało ambitne. Byle jaki chop i gromadka dzieci.
Leć kochana do UP. Zatrudnij się w jakieś firmie i jestem przekonana ze prędzej znajdziesz tam porządnego faceta aniżeli w Internecie.
Na dzieci też przyjdzie czas ...
A tego owego to bym zostawiła w spokoju.I omalutku się wycofywala. W necie każdy może być tym kim chce. Przystojny, bogaty i srele morele. Tylko rzeczywistość pokazuje często odmienność realiów. Mnie on zajezdza trochę na typa w stylu "problemy życiowe rozwiązuje agresja" .. powodzenia

22

Odp: Czy dać mu szansę?
nemezis21 napisał/a:

Coś mi tu nie gra. Skończyłaś 2 kierunki studiow. Masz 24 lata. Więc chyba czas szukać pracy czy być może ja masz. No przyznam ze jak na osobę tak ambitna jak sie opisujesz cele życiowe to masz raczej mało ambitne. Byle jaki chop i gromadka dzieci.

Co nie gra, wszystko się zgadza. Tak, skończyłam dwa kierunki, a właściwie to kończę, bo absolutorium już mam, pozostaje mi jeszcze tylko obrona teraz jesienią (jakoś za miesiąc), bo dwóch prac magisterskich w tym samym czasie nie zdołałam napisać na czerwiec, biorąc pod uwagę moje zawirowania życiowe i dużą ilość zajęć na studiach. Teraz kończę pracę, będę się bronić, ale zamierzam też inwestować w grafikę, sama się dokształcać po studiach, oczywiście jednocześnie szukając pracy, a za rok, gdy uzbieram pieniądze, iść na studia podyplomowe. Mam w sobie chęć ciągłej nauki, udoskonalania się. I dlaczego moje cele życiowe są mało ambitne? Zamierzam się dokształcać i realizować w pracy, ale po prostu dla mnie pieniądze i praca nie są najważniejsze w życiu. Wiesz, kiedy ludzie cieszą się z sukcesów? Kiedy mają się przed kim pochwalić, powiedzieć o tym. Kiedy widzą dumę z nich i radość w oczach drugiej osoby. Tylko z tego powodu sukcesy i osiągnięcia są cenne, bo same w sobie nie mają żadnej wartości, tak jak i pieniądze. Można mieć kupę kasy, super prestiżowy zawód, a jednocześnie być bardzo samotnym i nieszczęśliwym. Prawdziwy cel życia to miłość, dobre chwile, czynienie dobra, pomoc innym. Tak, by kiedyś, pod koniec życia, móc zrozumieć, że wszystko to, co wysyłaliśmy (dobro, miłość, szacunek i szczęście), wrócą do nas. I wtedy już nie będzie wątpliwości, że to życie miało sens. A jak będę mieć dużo pieniędzy, super dom, auta itd., to co mi z tego, jeśli nie będę mieć szczęścia i miłości? Którą daje właśnie rodzina, dzieci? Wg mnie taki cel życia jest jak najbardziej ambitny, a jednocześnie najbardziej trudny do osiągnięcia, bo nie zależy tylko od nas. Co do tego, że zdobędę inne cele (pracę, wykształcenie, pieniądze itd.) nie mam wątpliwości, bo to zależy tylko ode mnie. Ale nie mam tej pewności co do miłości, bo tu już druga osoba jednocześnie musi poczuć to samo.


nemezis21 napisał/a:

Leć kochana do UP. Zatrudnij się w jakieś firmie i jestem przekonana ze prędzej znajdziesz tam porządnego faceta aniżeli w Internecie.

Może i racja, zamierzam od jesieni lecieć wink a co sądzicie o portalach randkowych? nigdy nie miałam tam kąta, ale może warto? Mój starszy brat ma, ceni sobie, bo poznaje fajne dziewczyny. Ale sama nie wiem, czy działałoby to też w drugą stronę tongue


nemezis21 napisał/a:

A tego owego to bym zostawiła w spokoju.I pomalutku się wycofywala.

tak właśnie zrobię, utwierdziliście mnie tylko w tej decyzji. I choć ciężko mi, bo nie lubię nikogo źle traktować, to przecież miesiąc się znamy, pisaliśmy owszem długie maile, ale nie obiecywałam mu przecież niczego.

23 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-08-31 14:47:56)

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:

4) On skończył jedynie technikum. Nie chcę nikogo po tym oceniać i nie odrzucałabym za to. Problem jest w tym, że ja skończyłam 2 kierunki studiów, jestem bardzo ambitna, ciągle mam chęć douczania się. A on? Pisze, że jedną książkę w życiu przeczytał.. nie jest przy tym głupi, ładnie pisze, bez błędów, jakąś tam wiedzę ma. Ale sam narzeka na pracę, że w Polsce nie można się niczego dorobić, pracując za najniższą krajową. Zachęcałam go na kursy, szkolenia.. to jakoś nie ma zapału. Nie wiem, czy różnica wykształcenia nie byłaby kolejną rzeczą, która by nas różniła, choć za to bym nie odrzuciła...

Przeczytałam wszystko, co napiasałaś o sobie, o swojej przeszłości oraz o aktualnym kandydacie na partnera, ale odniosę się wyłącznie do pkt 4 jego "wad", bo uważam, że jest najistotniejszy dla związku z punktu widzenia akceptacji i szacunku dla drugiej osoby.

Piszesz, że nie chcesz nikogo oceniać po jego wykształceniu, ale dokładnie właśnie to robisz. Prosta sprawa. Gdyby ta kwestia nie była dla Ciebie aż tak istotna, nie poruszałabyś jej jako potencjalnego 'mankamentu' chłopaka. Dysonans w formalnym wykształceniu przeszkadza Ci już teraz, na wstępnym etapie znajomości. Umniejszasz rodzaj skończonej przez niego szkoły. Piszesz "jedynie" technikum. To mnie bardzo razi w Twojej wypowiedzi. Sama skończyłaś dwa kierunku studiów - ale jakie? Może mimo tych ukończonych dwóch kierunków studiów i dalszego zapału do nauki nie byłabyś w stanie ukończyć technikum o takim kierunku, jaki ukończył ten chłopak? Każdy z nas nadaje się do czegoś innego, mamy różnorodne uzdolenienia, wykonujemy różnorodne prace. W moim odczuciu uważasz się za kogoś lepszego z uwagi na ilość a nie na rodzaj tego co potrafisz.
Jeżeli miałabyś popełnić współczesny mezalians na tej płaszczyźnie - daj mu spokój. Szkoda chłopaka.
A on, może jeszcze kiedyś wybierze się na Politechnikę...  W wieku 22 lat nie wszystko jest  przesądzone.

24

Odp: Czy dać mu szansę?

@SonyXperia,

wybrałaś chyba najmniej istotny podpunkt - zwłaszcza w świetle pozostałych rzeczy, o których pisze autorka. On się w żaden sposób nie jawi jako fajny chłopak, spójrz na pozostałe punkty. Gdyby autorce przeszkadzało tylko jego wykształcenie, a reszta była z nim w porządku, to zgodziłabym się z Tobą, ale oni ogólnie są z innej planety w bardzo ważnych kwestiach życiowych, do tego on uważa, że agresja rozwiązuje problemy. On jest ogólnie jakiś niepokojący...

25 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-08-31 15:31:56)

Odp: Czy dać mu szansę?

@ CatLady wybrałam ten punkt, który z mojego punktu widzenia uważam za istotny i to bardziej ze względu na Autorkę niż tego chłopaka, co jej pozostawiam do przymyślenia; natomiast opis punktu 5 nie podpada mi pod agresję, mimo że Autorka to tak nazywa; chłopak jest co najwyżej pamiętliwy i nie wyznaje zasady "nadstawiam drugi policzek..."

26

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

Przeczytałam wszystko, co napiasałaś o sobie, o swojej przeszłości oraz o aktualnym kandydacie na partnera, ale odniosę się wyłącznie do pkt 4 jego "wad", bo uważam, że jest najistotniejszy dla związku z punktu widzenia akceptacji i szacunku dla drugiej osoby.

Piszesz, że nie chcesz nikogo oceniać po jego wykształceniu, ale dokładnie właśnie to robisz. Prosta sprawa. Gdyby ta kwestia nie była dla Ciebie aż tak istotna, nie poruszałabyś jej jako potencjalnego 'mankamentu' chłopaka. Dysonans w formalnym wykształceniu przeszkadza Ci już teraz, na wstępnym etapie znajomości. Umniejszasz rodzaj skończonej przez niego szkoły. Piszesz "jedynie" technikum. To mnie bardzo razi w Twojej wypowiedzi. Sama skończyłaś dwa kierunku studiów - ale jakie? Może mimo tych ukończonych dwóch kierunków studiów i dalszego zapału do nauki nie byłabyś w stanie ukończyć technikum o takim kierunku, jaki ukończył ten chłopak? Każdy z nas nadaje się do czegoś innego, mamy różnorodne uzdolenienia, wykonujemy różnorodne prace. W moim odczuciu uważasz się za kogoś lepszego z uwagi na ilość a nie na rodzaj tego co potrafisz.
Jeżeli miałabyś popełnić współczesny mezalians na tej płaszczyźnie - daj mu spokój. Szkoda chłopaka.
A on, może jeszcze kiedyś wybierze się na Politechnikę...  W wieku 22 lat nie wszystko jest  przesądzone.

Odniosę się do Twojej wypowiedzi. Dużo w życiu już przeżyłam i wiem, że wykształcenie nie jest wyznacznikiem niczego. Ani inteligencji, ani obycia, ani przede wszystkim tego, czy ktoś jest dobrym człowiekiem, czy nie. Nie zamierzam nikogo oceniać poprzez wykształcenie, mam znajomych, którzy nie ukończyli studiów, a których traktuję równo. Zarówno znałam dużo osób po studiach, którzy dobrymi ludźmi nie byli...Ale owszem, trochę by mi przeszkadzała różnica wykształcenia w związku? Czemu? Już tłumaczę. Idzie za tym dość duża rozbieżność co do ambicji, jak i postrzegania świata. Pochodzę z rodziny ludzi wykształconych, już od pokoleń. Zawsze miałam w domu wpajane, że ważna jest nauka, wykształcenie, że trzeba być ambitnym i do czegoś dążyć, dojść do czegoś w życiu. Nie po to, żeby się wywyższać nad innymi, ale żeby znaleźć dobrą pracę, być niezależną od każdego, żyć na godnym poziomie, zapewnić byt rodzinie, dzieciom.
A on? Napisał, że nie poszedł na studia, bo nie są mu do niczego potrzebne. Ok, a zaraz potem się dziwi, że pracuje za najniższą krajową i że w Polsce niczego nie można się dorobić... wiesz, ja studiowałam dziennie dwa kierunki. Na UJ. Owszem, bardziej humanistyczne, powiem tyle, że chcę połączyć pracę korektora/wydawcy/projektanta graficznego/ copywritera z social media i content marketing. Lubię wszystko, a w szczególności pisanie i projektowanie graficzne. Sama chcę się douczać, mam listę ponad 100 książek z grafiki, które chcę przeczytać w wolnym czasie, by podwyższać umiejętności. Zajęcia miałam często od 8-20, a do północy siedziałam nad projektami. Było ciężko, a mogłam w tym czasie wyjechać za granicę i zbierać kasę w jakieś pracy fizycznej jak rówieśnicy.. Ale mam wykształcenie i cieszę się z tego, bo tego nikt mi nie zabierze. On skończył technikum elektryczne. Napisał mi, że mógłby zająć się robieniem jakiś przewodów w domu, ale do tego są potrzebne szkolenia, uprawnienia itd. Więc to już przeszkoda nie do przeskoczenia, chyba rzuci pracę i wyjedzie za granicę.. Czy nie ukończyłabym jego technikum? Wątpię, bo moja babcia uczyła fizyki, po niej też mam to zamiłowanie, interesuję się m.in. fizyką kwantową, astronomią. Nie miałam nigdy problemów z matematyką i fizyką, po prostu wybrałam studia bardziej humanistyczne ze względu na większą pasję. Podczas nich przeczytałam multum książek, a on tylko 1 w całym życiu i nie zamierza tego zmienić, bo "już woli męczyć się fizycznie niż książkę czytać".... Jestem osobą, która w przyszłości poniekąd będzie uczestniczyć w procesie tworzenia książek, a on książek nienawidzi. Tu chyba byłby duży dysonans, nie uważasz? Mimo to nie zamierzałam go skreślać przez to. Od początku wiedziałam o jego wykształceniu, jednak pisałam z nim dalej. Większym problemem jest dla mnie kwestia wiary, odległości i jakieś takiej agresji (nazywaniem ludzi katami, pisaniem, że nie umie i nie chce przebaczać). Dla zobrazowania przytoczę niepokojące fragmenty wypowiedzi:


"Ja nawet nie myślę o studiach :D Nie przydadzą mi się zbytnio." =więc jak widać, w wieku 22 lat jeszcze można wszystko zmienić, ale on nie chce (mówiłam mu, że gdyby zrobił inżyniera, chociaż zaocznie, miałby łatwiej i mógłby więcej osiągnąć w zawodzie)

"Od kiedy nie wierzę? Odkąd pamiętam, od małego dziecka. Dla mnie kościół to czysta czarna mafia. Nie chcę Cię urazić tym co powiem więc póki co się wstrzymam po prostu z odpowiedzią, bo może to zabrzmieć zbyt ostro. Nie lubię o tym rozmawiać ponieważ zawsze się ktoś wtedy do mnie rzuca i dostaje jeszcze mocniejsze teksty i zwykle wychodzi, że jestem zły i inne bzdety. "
"Mówiąc czarna mafia miałem na myśli księży i kościół jako nie opodatkowany organ do ściągania haraczu z biednych jak myszy ludzi. Nie lubię kościoła. Kojarzy mi się z jednym wielkim kłamstwem i mamieniem ludzi. Tak już mam i nic na to nie poradzę. Uprzedzając mam sakramenty komunii i bierzmowania ale czy w to jakoś głęboko wierzę? Otóż chyba raczej nie. " = widzicie, a ja kościół postrzegam inaczej, wiara jest dla mnie bardzo ważna i dobra. Wątpię, żeby on kiedykolwiek zmienił zdanie na ten temat. A jak nie wierzy, to po co brał sakramenty? Żeby oszukiwać i kiedyś wziąć ślub??


"Nie mogę powiedzieć to tylko moje fanaberie :P :P :P
Nie jestem wtedy zbyt miły w każdym bądź razie."
"Widzę nie ustępliwa jesteś co? :P Nie powiem Ci o moich fanaberiach :P " =o czymś nie chce powiedzieć, o jakiś wahaniach nastrojów i co się wtedy z nim dzieje...



"Od tamtej pory z nikim nie wychodzę, nikogo już nie wożę po imprezach czy gdziekolwiek. Chciałem wtedy już wstać i każdemu z kolei wklepać :D Ale niestety dostałbym łomot od ochrony :P Oni by popadali po max kilku ciosach ze względu na nerwy i umiejętność wykorzystania adrenaliny oraz siły :P
Teraz wielce się dziwią, że nawet do nich przyjdę pogadać... Zbrzydło mi komunikowanie się z takimi ludźmi. Najchętniej bym ich zniknął :D :D " = bo koledzy z niego zażartowali... Co oznacza, że by ich "zniknął"? Zabił??


" Mam też starszą siostrę przyrodnią ale jej nie uznaję. Nie pytaj czemu. W skrócie okazała się być zwykłą manipulatorką, podłą i łasą na kasę nie powiem kim, bo musiałbym klnąć a nie wypada przy rozmowie z Damą rzucać mięsem." =zapytałam, czy ma rodzeństwo...


"widzisz ja nie wybaczam, a całe zło mi wyrządzone bardzo dobrze pamiętam. W sumie to złe rzeczy pamiętam lepiej od dobrych. Podobno mnóstwo osób tak ma w tej kwestii. Moje, że tak ujme Ying i Yang, jeśli tak można określić mniej więcej poziom zła i dobra w człowieku, jest różne. Dla niektórych potrafię być potulny jak baranek a dla innych nie polecam nawet zerkania w moim kierunku." = miał złe przeżycia, dziewczyna go zdradziła. Opowiedziałam mu o swoich przeżyciach i o tym, że trzeba przebaczyć, bo to pomaga. To taka była reakcja.

" Wolałbym sam odpłacić za to co mi zrobiono ale prawo ich chroni przede mną :P Nie miałbym żadnych skrupułów żeby odpłacić za to. W sumie to zauważyłem, że mam wręcz żyłkę na kata z średniowiecza... zimna krew, zero skrupułów i zero żalu do złych ludzi. To chore i nie brzmi to zachwycająco ale tak jest. Nie życzę nikomu żeby ktoś skrzywdził moją rodzinę, bo może być z takim kimś nieciekawie :P"
"No może z tym katem to trochę przesadziłem ale myślę, że wiesz o co mi chodzi ;) Każdy z Nas jest inny ;)"  =tutaj serio już zaczęłam się bać... bo skąd mam wiedzieć, czy nie miałby tendencji do bicia kiedyś dziewczyny/żony?? I najbardziej takie teksty+ ta niechęć do kościoła spowodowała, że poczułam niechęć. A nie to, że nie ma wykształcenia.

"Co?! To nie facet to zwykły zakłamany pajac. Takich to najchętniej zrzucałbym z klifu i słuchał jak leci przepraszając :D "- odnośnie do kolesia, który dwa lata mnie oszukiwał.

"Szczerze to nie lubię czytać książek :/ Od małego mam do nich wstręt. Może to straszne ale tak jest. Jedyne co przeczytałem od deski do deski to kamienie na szaniec."
" Do książek mnie nigdy nie ciągnęło ale do gier to co innego :D Z tego co pamiętam to wolałem nawet w polu pracować czy w lesie przy drewnie niż czytać książkę :P"

"od czasu do czasu widzę kątem oka cień. Po prostu czarny cień i gdy tylko podnoszę głowę w tym kierunku to ten cień jakby znika. " =jakieś cienie widzi.. do lekarza nie chce iść.

To są fragmenty z maili i rzeczy, których się dowiedziałam po zaledwie miesiącu pisania ze sobą... i trochę mnie to niepokoi.. czy słusznie? Nie wiem, może wg niektórych jestem zadufana w sobie i oceniam innych przez pryzmat wykształcenia...

27 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-08-31 16:34:57)

Odp: Czy dać mu szansę?

Jeżli Twoja osoba przedstawia się w rzeczywistości w taki sposób:

Kinga24 napisał/a:

Pochodzę z rodziny ludzi wykształconych, już od pokoleń. Zawsze miałam w domu wpajane, że ważna jest nauka, wykształcenie, że trzeba być ambitnym i do czegoś dążyć, dojść do czegoś w życiu. Nie po to, żeby się wywyższać nad innymi, ale żeby znaleźć dobrą pracę, być niezależną od każdego, żyć na godnym poziomie, zapewnić byt rodzinie, dzieciom.


Kinga24 napisał/a:

ja studiowałam dziennie dwa kierunki.

Kinga24 napisał/a:

Na UJ

big_smile Wybacz, tu nie mogłam się powstrzymać.

Kinga24 napisał/a:

Sama chcę się douczać, mam listę ponad 100 książek z grafiki, które chcę przeczytać w wolnym czasie, by podwyższać umiejętności. Zajęcia miałam często od 8-20, a do północy siedziałam nad projektami.


Kinga24 napisał/a:

Czy nie ukończyłabym jego technikum? Wątpię, bo moja babcia uczyła fizyki, po niej też mam to zamiłowanie, interesuję się m.in. fizyką kwantową, astronomią. Nie miałam nigdy problemów z matematyką i fizyką, po prostu wybrałam studia bardziej humanistyczne ze względu na większą pasję. Podczas nich przeczytałam multum książek


Kinga24 napisał/a:

Jestem osobą, która w przyszłości poniekąd będzie uczestniczyć w procesie tworzenia książek


A jego osoba w taki sposób:

Kinga24 napisał/a:

On skończył technikum elektryczne. Napisał mi, że mógłby zająć się robieniem jakiś przewodów w domu, ale do tego są potrzebne szkolenia, uprawnienia itd. Więc to już przeszkoda nie do przeskoczenia, chyba rzuci pracę i wyjedzie za granicę..


Kinga24 napisał/a:

"Szczerze to nie lubię czytać książek" hmm


Kinga24 napisał/a:

"Ja nawet nie myślę o studiach big_smile Nie przydadzą mi się zbytnio"


Kinga24 napisał/a:

Do książek mnie nigdy nie ciągnęło ale do gier to co innego



To naprawdę nie potrafisz sobie samodzielnie odpowiedzieć na proste życiowe pytanie:

Kinga24 napisał/a:

Tu chyba byłby duży dysonans, nie uważasz?

Jeżeli nie doceniasz tego chłopaka, bo jest dla Ciebie kimś bez ambicji, nie popełniaj mezaliansu, idź swoją drogą bez niego.

28 Ostatnio edytowany przez CatLady (2017-08-31 17:13:32)

Odp: Czy dać mu szansę?

Ależ właśnie o to chodzi - jest bez ambicji, ma mocno radykalne poglądy na wiele spraw i do tego jeszcze doszły zwidy tongue Nie sztuka znaleźć lepszego niż on tongue

PS. Mam też wrażenie, że trochę bagatelizujesz. On ma 22 lata i już zero planów, już nastawienie, że się nie da, nie chce zrobić dodatkowych kwalifikacji, widać nie myśli o przyszłości. Do tego tylko by wszystkich bił dookoła i spychał z klifów... Ja też to odbieram jako agresję - albo przeciwny biegun: całkowita dupa wołowa, która jest mocna tylko w gębie. Żaden z niego partner na długi dystans. Może z wiekiem zmądrzeje, ale teraz mu z autorką nie po drodze.

29

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

Jeżeli nie doceniasz tego chłopaka, bo jest dla Ciebie kimś bez ambicji, nie popełniaj mezaliansu, idź swoją drogą bez niego.

Nie wiem, czy nie doceniam, po prostu widzę wiele różnic między nami, ambicja jest jedną z nich. Umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie, wątek powstał, bo wcześniej zastanawiałam się, czy mimo wszystko nie dać mu szansy, bo nigdy nie chciałam nikogo skreślać pochopnie. Ale wiele osób przekonało mnie tu, że nie warto zaczynać czegoś, jeśli już na początku widzę tyle sprzeczności. Nie chcę nikogo ranić i być nie fair wobec niego. Ale czy nie byłabym bardziej nieuczciwa, gdybym brnęła w to mimo sprzeczności, które odczuwam, udawała, że wszystko jest ok, a potem robiła problemy czy próbowała go zmieniać? Tu nie chodzi o to, że kpię z jego braku wykształcenia czy tego, że jest ateistą. Nie uważam się przez to za lepszą osobę. Jestem, jaka jestem, pewne rzeczy mnie ukształtowały. I nie zmniejszę nagle swoich ambicji, nie będę udawała, że nie skończyłam studiów, albo że w sumie wiara nie jest dla mnie ważna tylko dlatego, żeby nie wyjść na zarozumiałą lub wywyższającą się względem niego... Wiem, że ciągnęłabym go w swoim kierunku, czyli zachęcałabym go do kształcenia i do wiary, bo taka jestem, bo to znam. I dlatego, że to kojarzy mi się z czymś dobrym, bezpiecznym. I on albo by się zaczął diametralnie zmieniać pod moim wpływem (co też nie jest dobre, bo podobno nie można nikogo zmieniać) albo by stawiał opór, z którego wynikałyby kłótnie. W ten sposób myślę o przyszłości i tylko z tego powodu różnica choćby wykształcenia czy wiary jest dla mnie problemem.


PS. Podałam, na jakiej uczelni studiowałam, wyłącznie dlatego, że o to zapytałaś. Nie dlatego, że się chwalę, jakoś wcześniej te informacje nie padły...

30

Odp: Czy dać mu szansę?
CatLady napisał/a:

Ja też to odbieram jako agresję - albo przeciwny biegun: całkowita dupa wołowa, która jest mocna tylko w gębie. Żaden z niego partner na długi dystans. Może z wiekiem zmądrzeje, ale teraz mu z autorką nie po drodze.

Też tak właśnie uważam- albo jakiś nadmiernie agresywny, albo taki, co tylko się odgraża, a naprawdę chowa głowę w piasek. Jednak jak już na początku, na etapie poznawania się, pisze takie rzeczy, to co by było później? Przecież na początku każdy chce pokazać się z jak najlepszej strony. I to jest ta jego najlepsza strona? Złości się na ludzi i chętnie by ich "zniknął" tylko dlatego, że żartują z niego, że nie ma planów, ambicji i że całymi dniami siedzi tylko na rybach... (to odnośnie do jego kolegów). A może dobrze go znają i widzą, że coś jest na rzeczy???

31 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-08-31 17:52:54)

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

Jeżeli nie doceniasz tego chłopaka, bo jest dla Ciebie kimś bez ambicji, nie popełniaj mezaliansu, idź swoją drogą bez niego.

Nie wiem, czy nie doceniam, po prostu widzę wiele różnic między nami, ambicja jest jedną z nich. Umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie, wątek powstał, bo wcześniej zastanawiałam się, czy mimo wszystko nie dać mu szansy, bo nigdy nie chciałam nikogo skreślać pochopnie. Ale wiele osób przekonało mnie tu, że nie warto zaczynać czegoś, jeśli już na początku widzę tyle sprzeczności. Nie chcę nikogo ranić i być nie fair wobec niego. Ale czy nie byłabym bardziej nieuczciwa, gdybym brnęła w to mimo sprzeczności, które odczuwam, udawała, że wszystko jest ok, a potem robiła problemy czy próbowała go zmieniać? Tu nie chodzi o to, że kpię z jego braku wykształcenia czy tego, że jest ateistą. Nie uważam się przez to za lepszą osobę. Jestem, jaka jestem, pewne rzeczy mnie ukształtowały. I nie zmniejszę nagle swoich ambicji, nie będę udawała, że nie skończyłam studiów, albo że w sumie wiara nie jest dla mnie ważna tylko dlatego, żeby nie wyjść na zarozumiałą lub wywyższającą się względem niego... Wiem, że ciągnęłabym go w swoim kierunku, czyli zachęcałabym go do kształcenia i do wiary, bo taka jestem, bo to znam. I dlatego, że to kojarzy mi się z czymś dobrym, bezpiecznym. I on albo by się zaczął diametralnie zmieniać pod moim wpływem (co też nie jest dobre, bo podobno nie można nikogo zmieniać) albo by stawiał opór, z którego wynikałyby kłótnie. W ten sposób myślę o przyszłości i tylko z tego powodu różnica choćby wykształcenia czy wiary jest dla mnie problemem.


PS. Podałam, na jakiej uczelni studiowałam, wyłącznie dlatego, że o to zapytałaś. Nie dlatego, że się chwalę, jakoś wcześniej te informacje nie padły...

Nie pytałam Cię na jakiej uczelni studiowałaś. Zadałam jedynie retoryczne pytanie o kierunek Twoich studiów.

Mnie jest bez różnicy, czy ktoś studiował na UJ - cokolwiek by to miało być -  czy może na Politechnice Białostockiej lub Świętkorzyskiej  albo np. anglistykę na UW.

Bardzo źle brzmi kiedy pisząc o kimś piszę się, że ma "jedynie" technikum w opozycji do informacji mam ukończone dwa kierunki studiów. Zwłaszcza jak zaraz potem podaje się o tym kimś spostrzeżenie, że:

Kinga24 napisał/a:

nie jest przy tym głupi, ładnie pisze, bez błędów, jakąś tam wiedzę ma


Skończył szkołę, pracuje, szuka dla siebie lepszego życia - na swoją miarę, swoje możliwości. Nie jest to chłopak zupełnie bez ambicji. Tobie się takim wydaje, i dlatego powinnaś dać mu spokój, bo wspólne bycie przyniosłoby tylko przykrości i rozczarowania.

32

Odp: Czy dać mu szansę?

moje pytanie pozostalo bez odpowiedzi

ale oki, zadam inne:

skąd przekonanie, że kazdemu trzeba dac szansę?

33

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

Nie pytałam Cię na jakiej uczelni studiowałaś. Zadałam jedynie retoryczne pytanie o kierunek Twoich studiów.

Aha, to wybacz, że nie zorientowałam się, że pytanie zadane na mój temat, w moim temacie było akurat retoryczne, w przeciwieństwie do innych pytań...


SonyXperia napisał/a:

Mnie jest bez różnicy, czy ktoś studiował na UJ - cokolwiek by to miało być -  czy może na Politechnice Białostockiej lub Świętkorzyskiej  albo np. anglistykę na UW.

A dla mnie jest różnica i to kolosalna. Informacja o UJ jest tu ważna, bo jest to bardzo wymagająca uczelnia, gdzie bardzo cisną. Nawet nie wiesz, ile osób po prostu wywalili, bo nie dawali rady, choć się uczyli. Można było książki wkuć na pamięć, a i tak oblać egzamin, bo profesor miał takie widzimisię. Tam liczy się wynik, mają być jak najlepsze efekty, bo UJ ma być prestiżową uczelnią i żaden student nie będzie śmiał tego prestiżu obniżać... To, że na nasze miejsce jest 100 innych chętnych, słyszeliśmy codziennie. Traktowanie studentów jak śmieci też jest na porządku dziennym. A mam wielu znajomych na innych uczelniach, gdzie tak nie ma. Ludzie mieli czas wychodzić, spotykać się ze znajomymi, mieli czas odpocząć. Wiem, że miałam ciężko na własne życzenie, ale robiłam to dla własnej przyszłości. 2 kierunki tam i to dzienne naprawdę wymagały ode mnie wielu wyrzeczeń, poświęceń i ciężkiej pracy. Już nie mówiąc o nadszarpniętym zdrowiu. Dlatego tak, uważam, że uczelnia uczelni nierówna. Nierówne jest też to, gdy ktoś skończy studia zaoczne i ma zjazdy w 1 weekend co dwa tygodnie, na które i tak nie chodzi i nie ponosi konsekwencji żadnych (z relacji znajomej). U nas, gdy ktoś śmiał mieć 3 nieobecności na zajęciach, był po prostu skreślany z listy.. jedynie zwolnienia od lekarzy pomagały, choć i one były podważane... I już pomijam te większe uczelnie, ale jest multum takich małych "uczelni", szkółek. Znasz uczelnię w Jarosławiu? Nie? Jak to? Moja kuzynka tam "studiuje". Na roku ma ze 20 osób, nie uczy się, każdego przepychają na egzaminach, bo inaczej musieliby zamknąć kierunek.. i co? Ma łatwe życie, nie musi się męczyć, a "studia" też skończy. I to wg Ciebie naprawdę jest równe? Wiedza wyniesiona z takiego UJ, gdzie naprawdę wymagali i z uczelni w Jarosławiu?? Podałam, że studiowałam na UJ, żeby ktoś nie pomyślał, że właśnie w takiej szkółce i że robię halo o nic lub wymyślam, że było tak ciężko. I serio, czasem myślę, że ludzie bez studiów przynajmniej nie stracili tyle nerwów i zdrowia, ile ja i moje koleżanki na uczelni. Jedna z nerwów (bo miała warunek u psychopaty) nabawiła się wrzodów żołądka. I czym przy tym jest technikum? Też kończyłam liceum i zarówno liceum, jak i matura to było pikuś przy studiach. Zwłaszcza, że mamy czasy, że prawie każdy studiuje, godząc to niejednokrotnie z pracą. A on nie chce, bo nie, nie chce nawet robić szkoleń i się samemu uczyć, żeby coś więcej osiągnąć... A informacja o tym, że nie jest głupi też była podana nie bez powodu. Bo jako korektorka mogę stwierdzić, że bardzo dobrze pisze, nie robi błędów, jest też inteligentny. Bardzo, bo mało osób, które nic nie czyta, tak ładnie pisze i nie popełnia błędów (stylu i poprawności pisania w 90% uczymy się dzięki czytaniu książek) Ma też wiedzę na temat elektryki. Czyli ma potencjał, który zmarnował, bo wolał na rybach siedzieć. Rozumiem, że nie każdy z powodów intelektualnych nadaje się na studia, ale on mógłby je z powodzeniem ukończyć, gdyby mu się chciało i gdyby miał ambicje.

34

Odp: Czy dać mu szansę?
_v_ napisał/a:

moje pytanie pozostalo bez odpowiedzi

ale oki, zadam inne:

skąd przekonanie, że kazdemu trzeba dac szansę?

_v_ odpowiedź na Twoje pytanie została udzielona wczoraj o godzinie 17:47:51 (znajdź sobie post). Pisałam tam, że nie każdego traktuję jako kandydata na chłopaka, ale że on akurat pisze do mnie w inny sposób niż pisze się do koleżanki i stąd ten wątek, bo czułam się aż osaczona.

A odpowiedź na drugie pytanie- przekonanie, że każdemu trzeba dawać szansę wzięło się stąd, że po niepowodzeniach z przeszłości wszyscy- koleżanki, rodzice, mówią mi, że sama wpakowałam się w tamto bagno, że powinnam w tym czasie dawać szansę innym, to bym może trafiła na lepszego. I że jak będę "wybrzydzać", to zostanę sama, więc powinnam każdemu dać szansę, bo może ktoś okaże się fajny, zakocham się i różnice cudownie znikną...

35 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-08-31 19:26:47)

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

Mnie jest bez różnicy, czy ktoś studiował na UJ - cokolwiek by to miało być -  czy może na Politechnice Białostockiej lub Świętkorzyskiej  albo np. anglistykę na UW.

Kinga24 napisał/a:

A dla mnie jest różnica i to kolosalna. Informacja o UJ jest tu ważna, bo jest to bardzo wymagająca uczelnia, gdzie bardzo cisną. Nawet nie wiesz, ile osób po prostu wywalili, bo nie dawali rady, choć się uczyli. Można było książki wkuć na pamięć, a i tak oblać egzamin, bo profesor miał takie widzimisię. Tam liczy się wynik, mają być jak najlepsze efekty, bo UJ ma być prestiżową uczelnią i żaden student nie będzie śmiał tego prestiżu obniżać... To, że na nasze miejsce jest 100 innych chętnych, słyszeliśmy codziennie. Traktowanie studentów jak śmieci też jest na porządku dziennym. A mam wielu znajomych na innych uczelniach, gdzie tak nie ma. Ludzie mieli czas wychodzić, spotykać się ze znajomymi, mieli czas odpocząć. Wiem, że miałam ciężko na własne życzenie, ale robiłam to dla własnej przyszłości. 2 kierunki tam i to dzienne naprawdę wymagały ode mnie wielu wyrzeczeń, poświęceń i ciężkiej pracy. Już nie mówiąc o nadszarpniętym zdrowiu. Dlatego tak, uważam, że uczelnia uczelni nierówna. Nierówne jest też to, gdy ktoś skończy studia zaoczne i ma zjazdy w 1 weekend co dwa tygodnie, na które i tak nie chodzi i nie ponosi konsekwencji żadnych (z relacji znajomej). U nas, gdy ktoś śmiał mieć 3 nieobecności na zajęciach, był po prostu skreślany z listy.. jedynie zwolnienia od lekarzy pomagały, choć i one były podważane... I już pomijam te większe uczelnie, ale jest multum takich małych "uczelni", szkółek. Znasz uczelnię w Jarosławiu? Nie? Jak to? Moja kuzynka tam "studiuje". Na roku ma ze 20 osób, nie uczy się, każdego przepychają na egzaminach, bo inaczej musieliby zamknąć kierunek.. i co? Ma łatwe życie, nie musi się męczyć, a "studia" też skończy. I to wg Ciebie naprawdę jest równe? Wiedza wyniesiona z takiego UJ, gdzie naprawdę wymagali i z uczelni w Jarosławiu?? Podałam, że studiowałam na UJ, żeby ktoś nie pomyślał, że właśnie w takiej szkółce i że robię halo o nic lub wymyślam, że było tak ciężko. I serio, czasem myślę, że ludzie bez studiów przynajmniej nie stracili tyle nerwów i zdrowia, ile ja i moje koleżanki na uczelni. Jedna z nerwów (bo miała warunek u psychopaty) nabawiła się wrzodów żołądka. I czym przy tym jest technikum? .

Warunki u "psychopatów" mają Ci, którzy nie potrafią się nauczyć żeby zdać w którymkolwiek z możliwych terminów... tongue  A przy dobrych wiatrach są aż trzy, bo i komisyjny można mieć przyznany smile

Ale, ale... Klękajcie narody i bijcie czołem przed studentką z UJ big_smile W życiu się tak nie uśmiałam. Zanim znowu coś napiszesz "od serca" upewnił się z kim rozmawiasz, bo nigdy nie wiadomo i zamiast rzucić kogoś na kolana możesz go tylko rozśmieszyć big_smile

Ja pierdzielę, ale z Ciebie bufon.

36

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:
_v_ napisał/a:

moje pytanie pozostalo bez odpowiedzi

ale oki, zadam inne:

skąd przekonanie, że kazdemu trzeba dac szansę?

_v_ odpowiedź na Twoje pytanie została udzielona wczoraj o godzinie 17:47:51 (znajdź sobie post). Pisałam tam, że nie każdego traktuję jako kandydata na chłopaka, ale że on akurat pisze do mnie w inny sposób niż pisze się do koleżanki i stąd ten wątek, bo czułam się aż osaczona.

A odpowiedź na drugie pytanie- przekonanie, że każdemu trzeba dawać szansę wzięło się stąd, że po niepowodzeniach z przeszłości wszyscy- koleżanki, rodzice, mówią mi, że sama wpakowałam się w tamto bagno, że powinnam w tym czasie dawać szansę innym, to bym może trafiła na lepszego. I że jak będę "wybrzydzać", to zostanę sama, więc powinnam każdemu dać szansę, bo może ktoś okaże się fajny, zakocham się i różnice cudownie znikną...

zdradzę Ci życiową prawdę:

jak ktoś jest fajny,to nie trzeba się zastanawiać czy dac mu szansę.

37

Odp: Czy dać mu szansę?

Szukaj wśród pracowników naukowych uczelni. Oni na pewno docenią studentkę, która żeby skończyć studia prawie zdrowie straciła wink co nie wszystkim się zdarza a też studia kończą smile

38

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

Warunki u "psychopatów" mają Ci, którzy nie potrafią się nauczyć żeby zdać w którymkolwiek z możliwych terminów... tongue  A przy dobrych wiatrach są aż trzy, bo i komisyjny można mieć przyznany smile

Studiowałaś może na mojej uczelni, że wiesz, jak było? "psychopatę" mieliśmy jednego, takiego z prawdziwego zdarzenia. Poniewierał kobietami. Oblewał albo wszystkich danego dnia, albo pierwszą lub drugą połowę studentów.Bo takie miał widzimisię i się śmiał z tego. Normalne jest, że prawie każdy wychodził z płaczem z egzaminu? Chwalił się, że własnego syna wyrzucił na ulicę, gdy ten skończył 18 lat, miał seksistowskie teksty. Ja akurat zdałam, bo nie pokazałam po sobie strachu, ale wystarczyło, że komuś się ręce trzęsły, to się nad nim pastwił i oblewał. Bo nie lubił, gdy ktoś okazywał słabość. W sumie i tak miałam szczęście, bo 1 część wypowiedzi zanegował, że gadam "bzdury"-a zacytowałam nawet stronę podręcznika z listy lektur, to usłyszałam, że w tym podręczniku są "bzdury", a ten kto go napisał, jest idiotą.. Ale jasne, na pewno każdy u nas przyszedł niedouczony na egzamin. Na szczęście wybroniłam się drugą częścią wypowiedzi, bo weszłam z nim w dyskusję. Ten sam koleś rok wcześniej uczył innego przedmiotu, na którym uwalił w czerwcu całą grupę, a potem całą grupę we wrześniu. Koleżanka mi mówiła, że aż dziekan sam do każdego z nich dzwonił, pytając, czy chcą komis.. ale bali się, bo po komisie wylatuje się z uczelni, gdy się nie zda. Inną dziewczynę tak strasznie zwyzywał od idiotek i debilek, że ta wybiegła z zajęć z płaczem, a on siedział i się śmiał potem z niej... Dziekan o tym gościu wie, było wiele skarg, ale nic nie może mu zrobić, bo on jest profesorem i należy mu się etat... o takich "psychopatach" mówię, a nie o zwykłym "trudnym" egzaminie, który można poprawić z łatwością.. Moja koleżanka skończyła UP, 5 letnie studia i chwali się, że na każdym egzaminie każdy u nich ściągał, bo mieli tylko egzaminy pisemne. 5 mieli za nic, oceny przepisywane na egzamin z ćwiczeń.. u nas tak nigdy nie było. No chyba, że wiesz lepiej ode mnie, jak wyglądała atmosfera na moich studiach..



SonyXperia napisał/a:

Ale, ale... Klękajcie narody i bijcie czołem przed studentką z UJ big_smile W życiu się tak nie uśmiałam.

Daruj sobie ten sarkazm, nikomu nie kazałam przed sobą klękać, podziwiać się. Nigdy z niego się nie zaśmiałam ani z nikogo innego, z żadnego biednego człowieka czy osoby gorszej, pokrzywdzonej przez los. Nigdy takich osób nie odrzucam, mam w sobie dużo empatii, o której już w tym wątku wspominałam i zawsze takim osobom pomagałam, jak mogłam. Od lat działam w wolontariacie, poświęcam swój czas i pieniądze dla osób chorych, biednych, na skraju nędzy. Takim, którym się w życiu nie udało z różnych powodów. Dorabiałam, pisząc teksty, a kasę z tego zamiast na kosmetyki i jakieś zachcianki wpłacałam na pomoc chorym i biednym ludziom. Sama dużo nie potrzebuję, żyję skromnie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupowałam sobie coś do ubrania, bo to nie jest dla mnie ważne. Pieniądze mają dla mnie tylko takie znaczenie, że dzięki nim można jakoś pomóc, wpłacić na leczenie, na operację. Obejrzyj sobie stronę siępomaga, ile tam dzieci cierpi, bo nie mają refundowanego leczenia. Chciałabym wygrać milion w lotto, żeby im wszystkim pomóc.  https://www.siepomaga.pl/
Przez 3 lata liceum chodziłam do dwójki staruszków, myłam u nich podłogi na kolanach, bo byli schorowani i chciałam im pomóc. To raczej ja byłam "na kolanach" u nich... Za nic, niczego nie oczekiwałam, nie uważałam się też lepsza od nich, dlatego że byli biedni. Widziałam różne rzeczy, jak w szkole specjalnej, gdzie byliśmy na warsztatach, starsza od nas dziewczyna, będąca w 1 klasie podstawówki próbowała coś do mnie powiedzieć, ale nie mogła. Słyszałaś kiedyś krzyk takich dzieci? Co chcą coś powiedzieć, ale nie mogą??? Przez całe gimnazjum nie miałam przyjaciół, odwrócili się ode mnie, bo zamiast z nimi szaleć na przerwach, to nosiłam plecak Agacie, dziewczynie z lekkim porażeniem mózgowym. Nikt jej nie lubił, miała wykrzywione ręce i nogi. Nie "opłacało" się z nią kolegować. śmiali się z niej. I ze mnie też, bo zadawałam się z nią. Łatwo było ją odrzucić i bawić się ze zdrowymi, popularnymi kolegami... ale nie zrobiłam tego. Nie dla chwały, nie dlatego, że chciałam być chwalona, bo nienawidzę, gdy ktoś mnie chwali. Po prostu z potrzeby serca. Rozumiesz takie coś? Pomaga się po prostu z potrzeby serca. Nikt nie wie o tym, że działam w wolontariacie, nawet moja rodzina. Bo nie chcę, żeby mnie postrzegano przez ten pryzmat. Choć zaraz pewnie mi się dostanie, że się tym chwalę i wywyższam... Mam potrzebę, pomagam, cieszy mnie to, jest to dla mnie szczęście, gdy ktoś zdrowieje i to jest jedyny sens tego beznadziejnego życia, nie ma innego sensu. Przynajmniej ja go nie widzę. Bo po co innego żyć? Dla siebie? Dla swoich przyjemności i by dożyć jakoś do śmierci? Bez jakiegoś głębszego sensu? A jaki jest Twój cel?
Nigdy nikogo nie odrzuciłam z powodu jakieś ułomności, biedy czy tego, że ktoś się słabiej uczy. I nigdy z takich osób się nie śmiałam, wręcz je podziwiam. Podziwiam ich, że mimo ciężkiej sytuacji umieją odnaleźć szczęście w tym życiu. Że mają nadzieję i walczą o lepsze jutro. Na szczęście jest wielu ludzi, którzy mogą pomóc. Anonimowo.
A Ty za to zdążyłaś już się ze mnie śmiać i ocenić, że jestem małostkowa, że się wywyższam i odrzucam kogoś przez wykształcenie, chociaż mnie nie znasz i nic o mnie nie wiesz. Nie odrzucam. Jedynie nie chcę się wiązać, bo nie chcę nikogo krzywdzić. Cierpiałam, sama byłam odrzucana. I nie chcę, by ktoś tak cierpiał przeze mnie, dlatego nie chcę się zmuszać, gdy czuję zgrzyt. Jak będzie chciał, dalej będzie mógł być obecny w moim życiu, jak będzie potrzebował, pomogę mu, jak będę umiała. Mogę doradzić, zmotywować. Wspierać w trudnych chwilach, pogadać. Ale nie oznacza to, że powinnam się z nim wiązać, choć tego nie chcę z wielu powodów. Bo inaczej zostanę uznana za bufona... 

Nie uważam się za lepszą. Uważam się za inną niż on, mam inne doświadczenia życiowe, inne cele, ambicje, inne poglądy i spojrzenie na życie. Wywodzę się z innego otoczenia.  Nie mogę? On też może mieć poglądy i cele jakie ma, nie każę mu tego zmieniać, nie oceniam je za gorsze. Ale za inne niż moje. Zbyt inne. A nie chcę, żeby się przeze mnie zmieniał, rezygnował z wyjazdu za granicę (bo tak już napisał) itd. Stąd ten wątek i decyzja, by tego nie kontynuować. To by się nie udało, mam tego świadomość i chcę oszczędzić dalszego cierpienia, które byłoby, gdybym zdecydowała tak za rok czy dwa...lub gdybym dawała mu złudną nadzieję. 


SonyXperia napisał/a:

Zanim znowu coś napiszesz "od serca" upewnił się z kim rozmawiasz, bo nigdy nie wiadomo i zamiast rzucić kogoś na kolana możesz go tylko rozśmieszyć big_smile

Dokładnie. Skoro to wiesz, zrób więc tak samo w stosunku do siebie. Nie zamierzam nikogo rzucać na kolana. Po co? Opisuję siebie, swoje życie. Co, zbyt idealne jak dla Ciebie?  Staram się. Doskonalę, walczę ze słabościami. Bo człowiek powinien eliminować wady i starać się być coraz lepszą osobą. Tak dla siebie po prostu. Powinnam być gorsza, umniejszać sobie tego, na co ciężko zapracowałam latami? A może opis coś o sobie? Jak Ty wykorzystujesz życie? Może Ty mnie powalisz na kolana?
Wyraziłaś swoją opinię, za którą dziękuję. Zrozumiałam przekaz, jednak ośmielam się z nim nie zgodzić.

SonyXperia napisał/a:

Ja pierdzielę, ale z Ciebie bufon.

Widzę, że gdy brakuje argumentów, najłatwiej stosować argumenty ad personam.
Ja tego nie zrobię, bo nie nie sprawia mi satysfakcji obrażanie kogoś bez powodu. Życzę miłego wieczoru.

39 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-08-31 21:40:19)

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

Warunki u "psychopatów" mają Ci, którzy nie potrafią się nauczyć żeby zdać w którymkolwiek z możliwych terminów... tongue  A przy dobrych wiatrach są aż trzy, bo i komisyjny można mieć przyznany smile

Studiowałaś może na mojej uczelni, że wiesz, jak było? "psychopatę" mieliśmy jednego, takiego z prawdziwego zdarzenia. Poniewierał kobietami. Oblewał albo wszystkich danego dnia, albo pierwszą lub drugą połowę studentów.Bo takie miał widzimisię i się śmiał z tego. Normalne jest, że prawie każdy wychodził z płaczem z egzaminu? Chwalił się, że własnego syna wyrzucił na ulicę, gdy ten skończył 18 lat, miał seksistowskie teksty. Ja akurat zdałam, bo nie pokazałam po sobie strachu, ale wystarczyło, że komuś się ręce trzęsły, to się nad nim pastwił i oblewał. Bo nie lubił, gdy ktoś okazywał słabość. W sumie i tak miałam szczęście, bo 1 część wypowiedzi zanegował, że gadam "bzdury"-a zacytowałam nawet stronę podręcznika z listy lektur, to usłyszałam, że w tym podręczniku są "bzdury", a ten kto go napisał, jest idiotą.. Ale jasne, na pewno każdy u nas przyszedł niedouczony na egzamin. Na szczęście wybroniłam się drugą częścią wypowiedzi, bo weszłam z nim w dyskusję. Ten sam koleś rok wcześniej uczył innego przedmiotu, na którym uwalił w czerwcu całą grupę, a potem całą grupę we wrześniu. Koleżanka mi mówiła, że aż dziekan sam do każdego z nich dzwonił, pytając, czy chcą komis.. ale bali się, bo po komisie wylatuje się z uczelni, gdy się nie zda. Inną dziewczynę tak strasznie zwyzywał od idiotek i debilek, że ta wybiegła z zajęć z płaczem, a on siedział i się śmiał potem z niej... Dziekan o tym gościu wie, było wiele skarg, ale nic nie może mu zrobić, bo on jest profesorem i należy mu się etat... o takich "psychopatach" mówię, a nie o zwykłym "trudnym" egzaminie, który można poprawić z łatwością.. Moja koleżanka skończyła UP, 5 letnie studia i chwali się, że na każdym egzaminie każdy u nich ściągał, bo mieli tylko egzaminy pisemne. 5 mieli za nic, oceny przepisywane na egzamin z ćwiczeń.. u nas tak nigdy nie było. No chyba, że wiesz lepiej ode mnie, jak wyglądała atmosfera na moich studiach..



SonyXperia napisał/a:

Ale, ale... Klękajcie narody i bijcie czołem przed studentką z UJ big_smile W życiu się tak nie uśmiałam.

Daruj sobie ten sarkazm, nikomu nie kazałam przed sobą klękać, podziwiać się. Nigdy z niego się nie zaśmiałam ani z nikogo innego, z żadnego biednego człowieka czy osoby gorszej, pokrzywdzonej przez los. Nigdy takich osób nie odrzucam, mam w sobie dużo empatii, o której już w tym wątku wspominałam i zawsze takim osobom pomagałam, jak mogłam. Od lat działam w wolontariacie, poświęcam swój czas i pieniądze dla osób chorych, biednych, na skraju nędzy. Takim, którym się w życiu nie udało z różnych powodów. Dorabiałam, pisząc teksty, a kasę z tego zamiast na kosmetyki i jakieś zachcianki wpłacałam na pomoc chorym i biednym ludziom. Sama dużo nie potrzebuję, żyję skromnie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupowałam sobie coś do ubrania, bo to nie jest dla mnie ważne. Pieniądze mają dla mnie tylko takie znaczenie, że dzięki nim można jakoś pomóc, wpłacić na leczenie, na operację. Obejrzyj sobie stronę siępomaga, ile tam dzieci cierpi, bo nie mają refundowanego leczenia. Chciałabym wygrać milion w lotto, żeby im wszystkim pomóc.  https://www.siepomaga.pl/
Przez 3 lata liceum chodziłam do dwójki staruszków, myłam u nich podłogi na kolanach, bo byli schorowani i chciałam im pomóc. To raczej ja byłam "na kolanach" u nich... Za nic, niczego nie oczekiwałam, nie uważałam się też lepsza od nich, dlatego że byli biedni. Widziałam różne rzeczy, jak w szkole specjalnej, gdzie byliśmy na warsztatach, starsza od nas dziewczyna, będąca w 1 klasie podstawówki próbowała coś do mnie powiedzieć, ale nie mogła. Słyszałaś kiedyś krzyk takich dzieci? Co chcą coś powiedzieć, ale nie mogą??? Przez całe gimnazjum nie miałam przyjaciół, odwrócili się ode mnie, bo zamiast z nimi szaleć na przerwach, to nosiłam plecak Agacie, dziewczynie z lekkim porażeniem mózgowym. Nikt jej nie lubił, miała wykrzywione ręce i nogi. Nie "opłacało" się z nią kolegować. śmiali się z niej. I ze mnie też, bo zadawałam się z nią. Łatwo było ją odrzucić i bawić się ze zdrowymi, popularnymi kolegami... ale nie zrobiłam tego. Nie dla chwały, nie dlatego, że chciałam być chwalona, bo nienawidzę, gdy ktoś mnie chwali. Po prostu z potrzeby serca. Rozumiesz takie coś? Pomaga się po prostu z potrzeby serca. Nikt nie wie o tym, że działam w wolontariacie, nawet moja rodzina. Bo nie chcę, żeby mnie postrzegano przez ten pryzmat. Choć zaraz pewnie mi się dostanie, że się tym chwalę i wywyższam... Mam potrzebę, pomagam, cieszy mnie to, jest to dla mnie szczęście, gdy ktoś zdrowieje i to jest jedyny sens tego beznadziejnego życia, nie ma innego sensu. Przynajmniej ja go nie widzę. Bo po co innego żyć? Dla siebie? Dla swoich przyjemności i by dożyć jakoś do śmierci? Bez jakiegoś głębszego sensu? A jaki jest Twój cel?
Nigdy nikogo nie odrzuciłam z powodu jakieś ułomności, biedy czy tego, że ktoś się słabiej uczy. I nigdy z takich osób się nie śmiałam, wręcz je podziwiam. Podziwiam ich, że mimo ciężkiej sytuacji umieją odnaleźć szczęście w tym życiu. Że mają nadzieję i walczą o lepsze jutro. Na szczęście jest wielu ludzi, którzy mogą pomóc. Anonimowo.
A Ty za to zdążyłaś już się ze mnie śmiać i ocenić, że jestem małostkowa, że się wywyższam i odrzucam kogoś przez wykształcenie, chociaż mnie nie znasz i nic o mnie nie wiesz. Nie odrzucam. Jedynie nie chcę się wiązać, bo nie chcę nikogo krzywdzić. Cierpiałam, sama byłam odrzucana. I nie chcę, by ktoś tak cierpiał przeze mnie, dlatego nie chcę się zmuszać, gdy czuję zgrzyt. Jak będzie chciał, dalej będzie mógł być obecny w moim życiu, jak będzie potrzebował, pomogę mu, jak będę umiała. Mogę doradzić, zmotywować. Wspierać w trudnych chwilach, pogadać. Ale nie oznacza to, że powinnam się z nim wiązać, choć tego nie chcę z wielu powodów. Bo inaczej zostanę uznana za bufona... 

Nie uważam się za lepszą. Uważam się za inną niż on, mam inne doświadczenia życiowe, inne cele, ambicje, inne poglądy i spojrzenie na życie. Wywodzę się z innego otoczenia.  Nie mogę? On też może mieć poglądy i cele jakie ma, nie każę mu tego zmieniać, nie oceniam je za gorsze. Ale za inne niż moje. Zbyt inne. A nie chcę, żeby się przeze mnie zmieniał, rezygnował z wyjazdu za granicę (bo tak już napisał) itd. Stąd ten wątek i decyzja, by tego nie kontynuować. To by się nie udało, mam tego świadomość i chcę oszczędzić dalszego cierpienia, które byłoby, gdybym zdecydowała tak za rok czy dwa...lub gdybym dawała mu złudną nadzieję. 


SonyXperia napisał/a:

Zanim znowu coś napiszesz "od serca" upewnił się z kim rozmawiasz, bo nigdy nie wiadomo i zamiast rzucić kogoś na kolana możesz go tylko rozśmieszyć big_smile

Dokładnie. Skoro to wiesz, zrób więc tak samo w stosunku do siebie. Nie zamierzam nikogo rzucać na kolana. Po co? Opisuję siebie, swoje życie. Co, zbyt idealne jak dla Ciebie?  Staram się. Doskonalę, walczę ze słabościami. Bo człowiek powinien eliminować wady i starać się być coraz lepszą osobą. Tak dla siebie po prostu. Powinnam być gorsza, umniejszać sobie tego, na co ciężko zapracowałam latami? A może opis coś o sobie? Jak Ty wykorzystujesz życie? Może Ty mnie powalisz na kolana?
Wyraziłaś swoją opinię, za którą dziękuję. Zrozumiałam przekaz, jednak ośmielam się z nim nie zgodzić.

SonyXperia napisał/a:

Ja pierdzielę, ale z Ciebie bufon.

Widzę, że gdy brakuje argumentów, najłatwiej stosować argumenty ad personam.
Ja tego nie zrobię, bo nie nie sprawia mi satysfakcji obrażanie kogoś bez powodu. Życzę miłego wieczoru.

A ja Ci życzę, aby ktoś, kto w życiu osiągnął zdecydowanie więcej niż Ty (a są tacy i zawsze będą) potraktowal Cię jak "jedynie" Panią magister smile Chwila, w której poczujesz się tak jak się powinnaś poczuć, uzmysłowi Ci "wartość" tego, co tu nawypisywałaś wink

40

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

Szukaj wśród pracowników naukowych uczelni. Oni na pewno docenią studentkę, która żeby skończyć studia prawie zdrowie straciła wink co nie wszystkim się zdarza a też studia kończą smile

Nie zamierzam szukać kogoś tylko ze względu na wykształcenie. Wygląd czy pozycję społeczną i pieniądze. Nie było to moim celem, inaczej nie zaczęłabym pisać z kimś, kogo na oczy nawet nie widziałam. Najważniejsze jest dla mnie, żeby chłopak był dobry, empatyczny, wrażliwy na cierpienie innych, wierzący i spokojny. I jeszcze żeby był w miarę blisko. Bo poprzedni związek na odległość uświadomił mi, że nie ma nic ważniejszego niż obecność kochanej osoby tak po prostu, na co dzień. I żeby podobnie jak ja, dążył do ulepszania siebie. W każdej możliwej sferze.  Mogę mieć AŻ  takie wymagania? Akurat wiek i wykształcenie są na dalszym miejscu u mnie, więc nie wiem, skąd to czepianie się akurat o ten punkt.

41

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

Szukaj wśród pracowników naukowych uczelni. Oni na pewno docenią studentkę, która żeby skończyć studia prawie zdrowie straciła wink co nie wszystkim się zdarza a też studia kończą smile

Nie zamierzam szukać kogoś tylko ze względu na wykształcenie. Wygląd czy pozycję społeczną i pieniądze. Nie było to moim celem, inaczej nie zaczęłabym pisać z kimś, kogo na oczy nawet nie widziałam. Najważniejsze jest dla mnie, żeby chłopak był dobry, empatyczny, wrażliwy na cierpienie innych, wierzący i spokojny.

smile Szukaj wśród takich którzy nie mają "jedynie" technikum. Tego już nie odkręcisz wink

42

Odp: Czy dać mu szansę?

SonyExperia,
o co Ci właściwie chodzi? Dziewczyna ma prawo mieć swoje kryteria doboru chłopaka. Ciekawa jestem, czy sama mając dobre wykształcenie poleciałabyś za kimś ze sporo niższym wykształceniem, na dokładkę pozbawionym ambicji? Dla niej ten chłopak jest niewystarczający - jej prawo. Oprócz braków w wykształceniu dochodzą inne wady... nie odniosłaś sie do nich. Zresztą, autorka nie odrzuciła tego gościa tyko i wyłącznie z powodu braków w wykształceniu, ale z powodu kombinacji wszystkich jego wad.

Nie wiem, dlaczego atakujesz autorkę. Pytałaś o wykształcenie - odpowiedziała Ci. Przeszkadza Ci ten jej UJ? Dlaczego? Składałaś tam papiery i się nie dostałaś? tongue  Dziewczyna studiowała, pracowała ciężko. Co, ma udawać, że tak nie było? Nie rozumiem Twoich ataków...

43

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

A ja Ci życzę, aby ktoś, kto w życiu osiągnął zdecydowanie więcej niż Ty (a są tacy) potraktowal Cię jak "jedynie" Panią magister smile Chwila, w której poczujesz się tak jak się powinnaś poczuć, uzmysłowi Ci "wartość" tego, co tu nawypisywałaś wink

Jak potraktował? Że nie będzie chciał związku ze mną? Miałam takie sytuacje w życiu. I co? I nic, nie mogłam mieć o to do nikogo żalu, każdy z nas ma przecież jakieś oczekiwania, wyobrażenie o tym, z kim chciałoby się związać. Mnie nie musi odpowiadać każdy, ja też nie muszę odpowiadać każdemu. Widocznie nie byliśmy kompatybilni. Rozumiem to i nie ucierpiała na tym moja samoocena w żaden sposób. Każdy ma wolną wolę i może decydować za siebie. Proszę bardzo, niech "śmieją" się ze mnie, że mam "tylko" magistra, a nie jestem doktorem, prawnikiem, czy profesorem. Szczerze? Nie obchodzi mnie to, bo mało obchodzi mnie opinia innych ludzi, a moje wykształcenie jest tylko wypadkową mojej ambicji i konieczności, żeby mieć za co żyć. A nie jedynym i najważniejszym celem w życiu. Pisałam już o tym w tym wątku.
Ale dam Ci radę- nie wolno nikomu źle życzyć, bo to naprawdę wraca. Nie wiem, czym sobie zasłużyłam na takie coś. Bo zdecydowałam inaczej, niż byś chciała? Trochę to słabe.

44 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-08-31 22:00:42)

Odp: Czy dać mu szansę?
CatLady napisał/a:

SonyExperia,
o co Ci właściwie chodzi? Dziewczyna ma prawo mieć swoje kryteria doboru chłopaka. Ciekawa jestem, czy sama mając dobre wykształcenie poleciałabyś za kimś ze sporo niższym wykształceniem, na dokładkę pozbawionym ambicji? Dla niej ten chłopak jest niewystarczający - jej prawo. Oprócz braków w wykształceniu dochodzą inne wady... nie odniosłaś sie do nich. Zresztą, autorka nie odrzuciła tego gościa tyko i wyłącznie z powodu braków w wykształceniu, ale z powodu kombinacji wszystkich jego wad.

Nie wiem, dlaczego atakujesz autorkę. Pytałaś o wykształcenie - odpowiedziała Ci. Przeszkadza Ci ten jej UJ? Dlaczego? Składałaś tam papiery i się nie dostałaś? tongue  Dziewczyna studiowała, pracowała ciężko. Co, ma udawać, że tak nie było? Nie rozumiem Twoich ataków...

On nie ma braków w wykształceniu. Ona ma wykształcenie. Średnie techniczne

Ja też studiowałam. I nie tylko. Mało tego, mój zawód łaczy się ze stałym dokształcaniem. Ale z mojej perspektywy doświadczenia zawodowego, studia i ich "znaczenie" w zawodzie to bajka. Dlatego Autorka mnie tak śmieszy big_smile Świeżo upieczona studentka, bez doświadczenia ani życiowego ani zawodowego,  dla której studia na UJ to istny survival  i powód do dumy big_smile

Dla mnie sprawa jest banalnie prosta- ma chłopak "jedynie" technikum, nie czyta książek, nie ma żadnych dalszych planów rozwoju zawodowego -  nie podoba mi się to - nie daję mu szansy.

Autorko, jeśli takie jest Twoje zdanie o tym chłopaku - nie warto mu dawać szansy.

45

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

smile Szukaj wśród takich którzy nie mają "jedynie" technikum. Tego już nie odkręcisz wink


A co to ma do rzeczy? Gdyby był empatyczny, spokojny (a nie groził pobiciem wszystkich dookoła), gdyby mieszkał bliżej, gdyby był osobą wierzącą, a nie mścił na wiarę, która jest dla mnie bardzo ważna, a miał technikum czy zawodówkę, ale chęci do nauki itd( bo może z biedy nie mógł się uczyć wcześniej) to nie odrzuciłabym go wtedy tylko z tego powodu. Mogłabym mu nawet pomóc, zmotywować, wesprzeć itd. Ale nie chciałabym wyjeżdżać za granicę czy mieć męża na odległość tylko dlatego, że nie mógłby znaleźć tu pracy, za którą utrzymałby rodzinę. Bo nie oszukujmy się, po technikum w tych czasach trudno się wybić. Mogłabym mu nawet pomóc znaleźć książki, pomóc założyć firmę, no cokolwiek, żeby polepszyć jego sytuację. No ale on nie chce, bo całe wieczory siedzi na rybach i nie ma ambicji, żeby coś zmienić, po czym pisze, że w związku z tym będzie musiał wyjechać z Polski.. I co, nawet gdyby teraz odroczył wyjazd, to za X lat znów by z tym pomysłem wyskoczył.. Tu się po prostu skumulowało wiele wad i to dość dużych. I co, dlatego wychodzę na bufona, bo racjonalnie widzę te wady???

46

Odp: Czy dać mu szansę?
CatLady napisał/a:

SonyExperia,
o co Ci właściwie chodzi? Dziewczyna ma prawo mieć swoje kryteria doboru chłopaka. Ciekawa jestem, czy sama mając dobre wykształcenie poleciałabyś za kimś ze sporo niższym wykształceniem, na dokładkę pozbawionym ambicji? Dla niej ten chłopak jest niewystarczający - jej prawo. Oprócz braków w wykształceniu dochodzą inne wady... nie odniosłaś sie do nich. Zresztą, autorka nie odrzuciła tego gościa tyko i wyłącznie z powodu braków w wykształceniu, ale z powodu kombinacji wszystkich jego wad.

Nie wiem, dlaczego atakujesz autorkę. Pytałaś o wykształcenie - odpowiedziała Ci. Przeszkadza Ci ten jej UJ? Dlaczego? Składałaś tam papiery i się nie dostałaś? tongue  Dziewczyna studiowała, pracowała ciężko. Co, ma udawać, że tak nie było? Nie rozumiem Twoich ataków...

Dziękuję CatLady za zrozumienie

47

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

smile Szukaj wśród takich którzy nie mają "jedynie" technikum. Tego już nie odkręcisz wink


A co to ma do rzeczy?

To są Twoje słowa. Sama sobie na to pytanie odpowiedz smile

48

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

On nie ma braków w wykształceniu. Ona ma wykształcenie. Średnie techniczne.

Ja też studiowałam. I nie tylko. Mało tego, mój zawód łaczy się ze stałym dokształcaniem. Ale z mojej perspektywy doświadczenia zawodowego, studia i ich "znaczenie" w zawodzie to bajka. Dlatego Autorka mnie tak śmieszy big_smile Świeżo upieczona studentka, bez doświadczenia ani życiowego ani zawodowego,  dla której studia na UJ to istny survival  i powód do dumy big_smile

Dla mnie sprawa jest banalnie prosta- ma chłopak "jedynie" technikum, nie czyta książek, nie ma żadnych dalszych planów rozwoju zawodowego -  nie podoba mi się to - nie daję mu szansy.

Autorko, jeśli takie jest Twoje zdanie o tym chłopaku - nie warto mu dawać szansy.

Pisałam już wielokrotnie, od samego początku, że wykształcenie nie jest jedynym "problemem", podawałam 5 wad, a nie jedną...

Ale z innej beczki- kim jest Twój mąż/chłopak? Ile km od Ciebie mieszka? Więcej niż 400? Jest w Polsce, czy może za granicą??? Macie taki sam światopogląd co do wiary, czy może diametralnie różny? Jest spokojny, czy ma tendencje do agresji?

Co do Twojego wykształcenia i pracy- gratuluję, to się ceni, gdy ktoś ciągle się dokształca.

49

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:
Kinga24 napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

smile Szukaj wśród takich którzy nie mają "jedynie" technikum. Tego już nie odkręcisz wink


A co to ma do rzeczy?

To są Twoje słowa. Sama sobie na to pytanie odpowiedz smile


To są moje słowa:
"On skończył jedynie technikum. Nie chcę nikogo po tym oceniać i nie odrzucałabym za to." Jak już mnie cytujesz, to proszę bez wyrywania zdań z kontekstu. I nie chodziło tu o aktualne wykształcenie, ale o brak ambicji, który może wpływać na wiele dziedzin życia.  Lubię się uczyć, ambicja działa na mnie jak na innychp piękny wygląd czy wzrost. Nie mogę mieć takich upodobań? nie mogę chcieć chłopaka ambitnego, z polotem, z którym na wiele tematów będą mogła pogadać? Też masz zapewne jakieś wymagania co do facetów i chyba nikt Cię za to nie krytykuje

50 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-08-31 22:19:49)

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

On nie ma braków w wykształceniu. Ona ma wykształcenie. Średnie techniczne.

Ja też studiowałam. I nie tylko. Mało tego, mój zawód łaczy się ze stałym dokształcaniem. Ale z mojej perspektywy doświadczenia zawodowego, studia i ich "znaczenie" w zawodzie to bajka. Dlatego Autorka mnie tak śmieszy big_smile Świeżo upieczona studentka, bez doświadczenia ani życiowego ani zawodowego,  dla której studia na UJ to istny survival  i powód do dumy big_smile

Dla mnie sprawa jest banalnie prosta- ma chłopak "jedynie" technikum, nie czyta książek, nie ma żadnych dalszych planów rozwoju zawodowego -  nie podoba mi się to - nie daję mu szansy.

Autorko, jeśli takie jest Twoje zdanie o tym chłopaku - nie warto mu dawać szansy.

Pisałam już wielokrotnie, od samego początku, że wykształcenie nie jest jedynym "problemem", podawałam 5 wad, a nie jedną...

Ale z innej beczki- kim jest Twój mąż/chłopak? Ile km od Ciebie mieszka? Więcej niż 400? Jest w Polsce, czy może za granicą??? Macie taki sam światopogląd co do wiary, czy może diametralnie różny? Jest spokojny, czy ma tendencje do agresji?

Co do Twojego wykształcenia i pracy- gratuluję, to się ceni, gdy ktoś ciągle się dokształca.

Kilometry są bez znaczenia, jeżeli człowiek nie przedstawia dla mnie wartości samej w sobie z uwagi na to co w życiu do tej pory osiągnął. Dlatego odniosłam się do tej kwestii, bo ten problem wykształcenia aż bije po oczach. Ta pogarda, lekceważenie. Niby mądry, niby umie pisać bez błędów, ale ma "jedynie" technikum i nie zanosi się na to, żeby kiedykolwiek miał więcej. To nie ma się nad czym zastanawiać.

Co do światopoglądu- z żadnym z partnerów nie mieliśmy w 100% takiego samego. Nie ma ludzi kopii. Z chodzenia do Kościoła nigdy nikogo nie rozliczałam i rozliczać nie zamierzam. Wiara, to coś bardzo, bardzo osobistego.

51

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

Kilometry są bez znaczenia, jeżeli człowiek nie przedstawia dla mnie wartości samej w sobie z uwagi na to co w życiu do tej pory osiągnął.

A skąd wiesz, byłaś kiedyś w związku na odległość? Bo ja byłam przez 2 lata na odległość 300 km. I tylko ja wiem ile cierpienia przez to zniosłam, ile łez wylałam. Okropne jest czuć coś do kogoś, chcieć czyjeś obecności i nie móc tego mieć. Mimo wszystko nie chciałam go przez to zostawiać, ważniejsze było dla mnie uczucie. Byłam uczciwa, lojalna wobec niego. A on w ramach odwdzięczenia się oszukiwał mnie przez 2 lata. Dlatego podziękuję już za związku na odległość, mam do nich uraz i nie chcę powielać swoich błędów. Właśnie z tego powodu opisałam sytuację z poprzedniego związku, żeby uzmysłowić ludziom, dlaczego problem odległości jest dla mnie aż tak poważny.

A ateizm? Przed tamtym spotykałam się z gościem z Kijowa. Też na odległość, był w dodatku ateistą. Mimo wszystko dałam mu szansę. Jak się to skończyło? Oprócz tego, że były ciągle kłótnie o wiarę. Po prostu ciągłe, kpił ze mnie i z tego, w co wierzę.. to na końcu próbował mnie zgwałcić. I co, fajnie? Okazało się, że dla niego żadne wartości nie miały znaczenia, człowiek dobry, wierzący, nie zrobiły tak.

Wyciągam wnioski ze swoich błędów życiowych i dlatego tym razem ateizm i odległość będą stanowiły dla mnie duży problem, za który mogę wyjść na małostkową, proszę bardzo.


SonyXperia napisał/a:

Dlatego odniosłam się do tej kwestii, bo ten problem wykształcenia aż bije po oczach. Ta pogarda, lekceważenie. Niby mądy, niby umie pisać bez błądów, ale ma "jedynie" technikum nie zanosi się na to, żeby kiedykolwiek miał więcej. Nie ma się nad czym zastanawiać.

Ale jaka pogarda? czy ja się tu naśmiewam z niego? Nie, jedynie zdaję sobie sprawę, że przez różne wykształcenie mogą być kolejne problemy w związku. Że może mnie denerwować brak ambicji i tu nie tylko o studia chodzi, ale ambicji w wielu kwestiach. Pisałam, że jest mądry, bo jest, bo miał potencjał, ale mu się nie chciało. Nie utożsamiam technikum z tym, że ludzie po nim są debilami. Ale z tym, że ludzie po technikum również studiują, elektronika to super potencjał. Później powie mi, że nie chce mu się szukać lepszej pracy, bo nie ma ambicji. Że nie potrzebuje własnego domu, bo nie ma ambicji. Że nie będzie o siebie dbał, bo mu się nie chce i nie ma ambicji.Że nie będzie dbał o związek, bo mu się nie chce. brak ambicji pociąga brak w wielu dziedzinach.

SonyXperia napisał/a:

Co do światopogląu - z żadnym z partnerów nie mieliśmy w 100% takiego samego. Nie ma ludzi kopii.

Ale zgaduję, że różnice nie były aż tak duże jak u mnie? A jak były, to opisz

52 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-08-31 22:30:18)

Odp: Czy dać mu szansę?

Niczego nie rozumiesz.

Odpowiadam wprost na pytanie. Nie dawaj mu szansy. Będziesz tylko rozczarowana. On też.

53

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

Niczego nie rozumiesz.

Odpowiadam wprost na pytanie. Nie dawaj mu szansy. Będzie tylko rozczarowana. On też.

Rozumiem doskonale, co pisałaś, za Twoją opinię na ten temat już nawet podziękowałam. Jest zgodna z tym, co sama zdecydowałam. Jednak fakt, nie rozumiem tego ataku na mnie i zarzucania mi opinii, których nie mam. I atakowania, że z kogoś kpię, śmieję się czy degraduję wyłącznie z powodu różnicy wykształcenia, chociaż nie robię tego.

54

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

Niczego nie rozumiesz.

Odpowiadam wprost na pytanie. Nie dawaj mu szansy. Będzie tylko rozczarowana. On też.

Jednak fakt, nie rozumiem tego ataku na mnie i zarzucania mi opinii, których nie mam. I atakowania, że z kogoś kpię, śmieję się czy degraduję wyłącznie z powodu różnicy wykształcenia, chociaż nie robię tego.

Nie rozumiesz, bo nie zdajesz sobie z tego sprawy, że tak właśnie robisz.

55

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:
Kinga24 napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

Niczego nie rozumiesz.

Odpowiadam wprost na pytanie. Nie dawaj mu szansy. Będzie tylko rozczarowana. On też.

Jednak fakt, nie rozumiem tego ataku na mnie i zarzucania mi opinii, których nie mam. I atakowania, że z kogoś kpię, śmieję się czy degraduję wyłącznie z powodu różnicy wykształcenia, chociaż nie robię tego.

Nie rozumiesz, bo nie zdajesz sobie z tego sprawy, że tak właśnie robisz.

Rozumiem za to doskonale, że ja nie rozumiem Ciebie, Ty nie rozumiesz mnie i nie zrozumiemy siebie nawzajem nigdy. Pora więc uszanować, że każdy może mieć odmienne zdanie na ten temat i nie wchodzić dalej sobie w drogę. Może poznasz chłopaka po technikum czy zawodówce, mieszkającego 400 km od Ciebie, z zupełnie odmiennym światopoglądem, troszkę agresywnego i będziesz lepsza ode mnie, bo Ty akurat dasz mu szansę. I bardzo dobrze, jak będziesz chciała, to nie będę wtedy oceniać Twoich wyborów i decyzji. Będziesz mogła nawet się uważać za lepszą ode mnie wink

56 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-08-31 23:06:07)

Odp: Czy dać mu szansę?

To Ty prosiłaś o radę, czy wskazówkę. Ja wiedziałabym, co w takiej sytuacji zrobić. Chciałaś wiedzieć czy dać mu szansę z uwagi na między innymi pkt 4 - dałam Ci radę, pisząc moje spostrzeżenia na ten temat, na tema sytuacji, na temat Twojego podjeścia do chłopaka, tego jak to widzę, czego może Ty nie dostrzegasz... A "chłopaka" już nie poznam. Nie ten pesel.
To przykre, ze poznając i akceptując faceta tylko po technikum a sama mając przed nazwiskiem mgr miałabym być "lepsza". Musiałabym rozwieść moich rodziców wink Bo skoro to mgr ma taką wartość big_smile Gdyby tak naprawdę ważne dla Ciebie były przede wszystkim pozostałe punkty, to pominęłabyś pkt 4, nie miałby żadnego znaczenia.

Czy dać mu szansę? Nie. Sama sobie odpowiadasz na to pytanie. Już teraz jesteś rozczarowana i zawiedziona. Nie ulepisz go na własną modłę. Szukaj kogoś podobnego do Ciebie.

57

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

To Ty prosiłaś o radę, czy wskazówkę. Ja wiedziałabym, co w takiej sytuacji zrobić. Chciałaś wiedzieć czy dać mu szansę z uwagi na między innymi pkt 4 - dałam Ci radę, pisząc moje spostrzeżenia na ten temat, na tema sytuacji, na temat Twojego podjeścia do chłopaka, tego jak to widzę, czego może Ty nie dostrzegasz... A "chłopaka" już nie poznam. Nie ten pesel.
To przykre, ze poznając i akceptując faceta tylko po technikum a sama mając przed nazwiskiem mgr miałabym być "lepsza". Musiałabym rozwieść moich rodziców wink Bo skoro to mgr ma taką wartość big_smile Gdyby tak naprawdę ważne dla Ciebie były przede wszystkim pozostałe punkty, to pominęłabyś pkt 4, nie miałby żadnego znaczenia.

Prosiłam o radę, bo nie chciałam właśnie go od razu skreślać, stąd ten temat. Ale prawie wszyscy tu odpowiedzieli, że nie ma sensu dawać mu szansy. Nikt mnie przy okazji nie oceniał i nie komentował mojego zachowania z wyjątkiem Ciebie, więc jak widać, można odpowiedzieć bez uszczypliwości.

Wiedziałabyś co w tej sytuacji zrobić? Czyli postąpiłabyś, jak mi radzisz? To najwyraźniej też jesteś "małostkowa".
Dalej swoje- czy ja napisałam, że czuje się lepsza, bo on ma tylko technikum? Czy napisałam, że jest głupi, niedouczony? Czy śmiałam się z niego? Nie, wskazałam jedynie na to, że on nie ma zbyt dużych ambicji, a ja mam duże, więc byłby to problem, przez który mogłyby powstawać kłótnie w związku. Mogłabym go traktować pewnie w momencie złości z wyższością, a tego bym chciała uniknąć, dlatego uważam, że właśnie z tego względu różnica wykształcenia jest jednak problemem. Wiadomo, że wykształcenie to nie wszystko. Są ludzie, którzy lepiej wyszli na tym, że nie skończyli studiów, też się rozwijają i są ambitni. A on nie jest ambitny. I to jest mój problem, a nie to, że nie skończył studiów. I tak by to się nie udało. I nie uważam, że mam złe podejście, bo właśnie patrzę w przyszłość i próbuje przewidywać ewentualne sytuacje, żeby znów nie popełnić kolejnego błędu.

pkt 4 pojawił się, bo jest to w pewnym sensie dla mnie problem, jak każdy z innych pkt, które wymieniłam. Wszystko na tej liście jest dla mnie problemem, w mniejszym lub większym stopniu. Najgorszy problem jest z wiarą, odległością i agresją. Potem wiek i brak ambicji na tym samym poziomie są problemem. Nie przeczę przecież, że tak nie jest, świadomie pisałam te punkty. Ale problemem nie jest brak mgr, ale brak jakiejkolwiek ambicji, co kłóciłoby się z moją nadmierną ambicją. Serio nie widzisz różnicy??

58 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-08-31 23:40:17)

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

To Ty prosiłaś o radę, czy wskazówkę. Ja wiedziałabym, co w takiej sytuacji zrobić. Chciałaś wiedzieć czy dać mu szansę z uwagi na między innymi pkt 4 - dałam Ci radę, pisząc moje spostrzeżenia na ten temat, na tema sytuacji, na temat Twojego podjeścia do chłopaka, tego jak to widzę, czego może Ty nie dostrzegasz... A "chłopaka" już nie poznam. Nie ten pesel.
To przykre, ze poznając i akceptując faceta tylko po technikum a sama mając przed nazwiskiem mgr miałabym być "lepsza". Musiałabym rozwieść moich rodziców wink Bo skoro to mgr ma taką wartość big_smile Gdyby tak naprawdę ważne dla Ciebie były przede wszystkim pozostałe punkty, to pominęłabyś pkt 4, nie miałby żadnego znaczenia.

Prosiłam o radę, bo nie chciałam właśnie go od razu skreślać, stąd ten temat. Ale prawie wszyscy tu odpowiedzieli, że nie ma sensu dawać mu szansy. Nikt mnie przy okazji nie oceniał i nie komentował mojego zachowania z wyjątkiem Ciebie, więc jak widać, można odpowiedzieć bez uszczypliwości.

Wiedziałabyś co w tej sytuacji zrobić? Czyli postąpiłabyś, jak mi radzisz? To najwyraźniej też jesteś "małostkowa".

Tak. Wiedziałabym. Postąpiłabym tak jakby mi podpowiadało serce w odniesieniu do konkretnego faceta. Nie pytałabym o zdanie obcych osób, czy ich zdaniem jego wykształcenie powinno się dla mnie liczyć.

Kinga24 napisał/a:

Dalej swoje- czy ja napisałam, że czuje się lepsza, bo on ma tylko technikum? Czy napisałam, że jest głupi, niedouczony? Czy śmiałam się z niego? Nie, wskazałam jedynie na to, że on nie ma zbyt dużych ambicji, a ja mam duże, więc byłby to problem, przez który mogłyby powstawać kłótnie w związku. Mogłabym go traktować pewnie w momencie złości z wyższością, a tego bym chciała uniknąć, dlatego uważam, że właśnie z tego względu różnica wykształcenia jest jednak problemem. Wiadomo, że wykształcenie to nie wszystko. Są ludzie, którzy lepiej wyszli na tym, że nie skończyli studiów, też się rozwijają i są ambitni. A on nie jest ambitny. I to jest mój problem, a nie to, że nie skończył studiów. I tak by to się nie udało. I nie uważam, że mam złe podejście, bo właśnie patrzę w przyszłość i próbuje przewidywać ewentualne sytuacje, żeby znów nie popełnić kolejnego błędu.

pkt 4 pojawił się, bo jest to w pewnym sensie dla mnie problem, jak każdy z innych pkt, które wymieniłam. Wszystko na tej liście jest dla mnie problemem, w mniejszym lub większym stopniu. Najgorszy problem jest z wiarą, odległością i agresją. Potem wiek i brak ambicji na tym samym poziomie są problemem. Nie przeczę przecież, że tak nie jest, świadomie pisałam te punkty. Ale problemem nie jest brak mgr, ale brak jakiejkolwiek ambicji, co kłóciłoby się z moją nadmierną ambicją. Serio nie widzisz różnicy??

Co z tym zrobisz, co ja napisałam - Twoja sprawa. Ja Cię nie znam, Ty mnie nie znasz, pełna anonimowość. Oceniam z boku jako osoba niezaangażowana w sytuację, i widzę jeszcze jedno, że nie potrafisz przejść do porządku dziennego nad krytyczną oceną, a powinnaś, tym bardziej jeśli uznajesz ją za nieuzasadnioną. Możesz olać to co napisałam, mozesz sobie przemyśleć. Twoja sprawa.

A tak w ogóle to się go uczepiłaś. Same problemy, od wykształcenia, poprzez wiarę, skończywszy na zachowaniu ktore  sam opisuje.  Wychodzi na to że żadnych zalet. Same wady i przeszkody. Nie ma innych facetów?? hmm

Chyba już _v_ udzieliła Ci odpowiedzi.

A czy on ma jakieś zalety? Czy jest coś za co moglabyś go chcieć mimo tych wad?? Pięć punktów za co byś go chciała, zaakceptowała i dała mu szansę. To sobie przemyśl.

59

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

Tak. Wiedziałabym. Postąpiłabym tak jakby mi podpowiadało serce w odniesieniu do konkretnego faceta. Nie pytałabym o zdanie obcych osób, czy ich zdaniem jego wykształcenie powinno się dla mnie liczyć.

Serce mi nie podpowiada nic, bo nic oprócz sympatii do niego nie czuję. Ale to chyba normalne, bo go nawet na oczy nie widziałam i z miesiąc piszemy. Jednak po sposobie, w jakim pisze, widzę, że się strasznie wkręca, że nawet plany wyjazdu za granicę już zdążył porzucić... I to spowodowało, że zaczęłam się zastanawiać, czy dalsze pisanie go nie skrzywdzi, skoro dalej będzie się wkręcał i zaczęłam się zastanawiać, czy umiałabym dać mu mimo wszystko szansę na jakieś spotykanie się. Nie chcę, żeby się wkręcał, a potem cierpiał, skoro doszłabym do wniosku, że to nie ma sensu, a do takiego wniosku doszłam. A powody podałam i pytam Was o opinię, bo koleżanki i rodzina każe mi się spotykać z pierwszym lepszym, byleby nie być samemu... że mimo tych wad, które dla mnie były duże, powinnam dać mu szansę. I chciałam usłyszeć, jak to postrzegają inni ludzie, czy dawaliby mu szansę na moim miejscu mimo wszystko, wbrew sobie i swoim odczuciom. Zdaję sobie sprawę z tego, że to może we mnie jest problem, może mam za bardzo wybujałe ambicje. No ale tak już mam, taka jestem. Każdy powinien ciągnąć do swego, co nie?

SonyXperia napisał/a:

Co z tym zrobisz, co ja napisałam - Twoja sprawa. Ja Cię nie znam, Ty mnie nie znasz, pełna anonimowość. Oceniam z boku jako osoba niezaangażowana w sytuację, i widzę jeszcze jedno, że nie potrafisz przejść do porządku dziennego nad krytyczną oceną, a powinnaś, tym bardziej jeśli uznajesz ją za nieuzasadnioną. Możesz olać to co napisałam, mozesz sobie przemyśleć. Twoja sprawa.

Oj, umiem przyjmować krytykę, nie jestem kłótliwą osobą. Jednak miło by było, gdyby ta krytyka była konstruktywna, uzasadniona i trafna. A nie nazywanie mnie od bufonów, śmianie się ze mnie, że podałam nazwę swojej uczelni i oskarżanie mnie o małostkowość i o to, czego nie robię, czyli o poczucie wyższości nad nim, o śmianie się z niego i poczucie wzgardy zwłaszcza z powodu wykształcenia. Ty byś pewnie ze spokojem przyjęła takie komentarze na swój temat i jeszcze podziękowała za opinię, jasne.

60

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

A czy on ma jakieś zalety? Czy jest coś za co moglabyś go chcieć mimo tych wad?? Pięć punktów za co byś go chciała, zaakceptowała i dała mu szansę. To sobie przemyśl.

Tak. Ma zalety. Pisałam już w tym wątku, że jest uczciwy, nie kłamie (tak przynajmniej o sobie pisze), rodzina jest dla niego ważna, pisał mi, że chce mieć dzieci i nawet adoptować jakieś. Do tego ładnie i bezbłędnie pisze, co cenię. I co jest wg mnie wyznacznikiem intelektu i pewnego fenomenu, bo ludzie zazwyczaj uczą się dobrze pisać dzięki czytaniu książek. Nie bał się napisać, że jest ateistą. To też jest zaleta, bo nie skłamał i nie udaje. Pieniądze też nie są dla niego ważne i też pisał o czymś w rodzaju wolontariatu (że swoją agresję wyładowuje, pomagając- ale nie wiem w czym dokładnie, bo nie uściślił). Początkowo myślałam, że wow, że chce ze mną pisać, nie wiedząc jak wyglądam, że dla niego wygląd nie jest ważny, ale niestety chyba nie do końca, bo chwalił się, że już po 2 minutach obczaił mnie na fb... Jest dobry dla rodziny, chce ją bronić. Ma te swoje zalety, ale wiele osób takie zalety ma, a jednocześnie może nie mieć takich wad, które są jednak, mimo wszystko, duże jak dla mnie. Za duże. Nie oceniam go jako złego człowieka, ale jako innego niż ja, zbyt innego, czemuś intuicja mi się włączyła, żeby uważać, choć nie wiem czemu.

61

Odp: Czy dać mu szansę?

Ujmę to tak - gdyby to ten chłopak poprosił mnie o radę w Twojej sprawie, czy kontynuuować z Tobą znajomość i co o Tobie sądzić, na podstawie tych danych, które sama o sobie tu przedstawiłaś - scharakteryzowałabym mu Ciebie własnie tak jak to zrobiłam, nie inaczej. Tak Cię widzę w tej relacji.

Kinga24 napisał/a:

A powody podałam i pytam Was o opinię, bo koleżanki i rodzina każe mi się spotykać z pierwszym lepszym, byleby nie być samemu...

To najwyższa pora przestać robić to, co Ci każą inni. Zacznij żyć i myśleć samodzielnie.

62

Odp: Czy dać mu szansę?
SonyXperia napisał/a:

Ujmę to tak - gdyby to ten chłopak poprosił mnie o radę w Twojej sprawie, czy kontynuuować z Tobą znajomość i co o Tobie sądzić, na podstawie tych danych, które sama o sobie tu przedstawiłaś - scharakteryzowałabym mu Ciebie własnie tak jak to zrobiłam, nie inaczej. Tak Cię widzę w tej relacji.

I przestałby pisać. I jak widzisz, byłoby to dobre, każdy poszedłby w swoją stronę, nie byłoby problemu. Więc słuszne byłoby, gdybyś mu mnie odradziła, tak jak zapewne słuszne jest to, jak inni odradzali mi jego. Coś jest na rzeczy i to ewidentnie.

No i właśnie nie zrobię tego, co mi każą, nie będę na siłę, wbrew sobie, dawać mu szansy

63 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-09-01 00:20:29)

Odp: Czy dać mu szansę?
Kinga24 napisał/a:
SonyXperia napisał/a:

Ujmę to tak - gdyby to ten chłopak poprosił mnie o radę w Twojej sprawie, czy kontynuuować z Tobą znajomość i co o Tobie sądzić, na podstawie tych danych, które sama o sobie tu przedstawiłaś - scharakteryzowałabym mu Ciebie własnie tak jak to zrobiłam, nie inaczej. Tak Cię widzę w tej relacji.

I przestałby pisać. I jak widzisz, byłoby to dobre, każdy poszedłby w swoją stronę, nie byłoby problemu. Więc słuszne byłoby, gdybyś mu mnie odradziła, tak jak zapewne słuszne jest to, jak inni odradzali mi jego. Coś jest na rzeczy i to ewidentnie.

No i właśnie nie zrobię tego, co mi każą, nie będę na siłę, wbrew sobie, dawać mu szansy

O widzisz, i to jest pomysł. Napisz mu szczerze, co o nim myślisz, albo przynajmniej daj odczuć, jakie masz wątpliwości, a problem sam się rozwiąże. Chłopak już na pewno nie bedzie chciał mieć z Tobą nic do czynienia.

64

Odp: Czy dać mu szansę?

A może pomyśl po co mieszasz chłopakowi w głowie skoro tak diametralnie się różnicie.
Po co robisz mu jakieś nadzieje skoro go nie widziałaś nawet na oczy.
To są jakieś akademickie rozważania o wirtualnym świecie i tam żyjących ludziach.
Problemem jest to że szukasz partnera w necie zamiast w rzeczywistym świecie. Na około masz mnóstwo prawdziwych ludzi. Masz 24 lata, poskacz z kwiatka na kwiatek , rozejrzyj się na około: uczelnia, praca, kościół itd. Zamiast siedzieć po czatach i forach idź z przyjaciółmi  lub sama do klubu, pubu czy gdziekolwiek gdzie są żywi z krwi i kości ludzie.
Obawiam się po za tym że wspominając o swojej wierze w której zostałaś wychowana, podlegasz presji własnej i swojej rodziny by nie zostać starą panną.

65

Odp: Czy dać mu szansę?

[SonyXperia]

Przemyślałam przez noc, poczytałam też trochę wątków na temat różnicy wykształcenia i chyba już zrozumiałam, czemu aż taki mam z tym problem. To wiąże się też po części z tym, czemu zawsze wolałam starszych mężczyzn (ale też bez przesady, nie starszych o 20 lat, nie szukam ojca, tylko tak kilka lat). Chyba chodzi o poczucie bezpieczeństwa. Chciałabym je czuć. Chcę kiedyś mieć rodzinę, dzieci. Wiem przecież, że trzeba je za coś utrzymać, wychować. Za coś trzeba kupić dom, mieć na np. leki dla dzieci, jakieś wyjazdy dla nich. Nie chciałabym, żeby im czegokolwiek brakowało, bo sama dzięki rodzicom, którzy mają wykształcenie i dzięki temu dobrą pracę, miałam to poczucie bezpieczeństwa. Mogłam dzięki temu inwestować w siebie(postawić na naukę). Natomiast dalsi kuzyni (nasi dziadkowie to bracia) tak nie mieli. Mają mamę sklepową i tatę spawacza. Oni podobno nie chcieli się uczyć w młodości, bo "się nie opłacało", bo chcieli już zarabiać, a nie 5 lat się męczyć na studiach. I potem obserwowałam ich dzieci, są w podobnym wieku co ja. Ciągle był u nich w domu temat kasy, że czegoś brakuje. Kłótnie, jak np. kuzynka poszła do kina.. mama dorabiała po pracy i ciągle jej nie było w domu. Tata nie mógł znaleźć tu pracy i ciągle wyjeżdżał na kontrakty do Niemiec. 3/4 roku nie było go w domu. Praktycznie wychowywali się bez ojca. Nie muszę chyba mówić, jak przez to prawie zupełnie rozwaliło się małżeństwo. Ich mama jest znerwicowana, reaguje krzykiem, bo cały dom i opieka nad dziećmi była tylko na jej głowie.. Kuzyni podczas studiów musieli godzić studia z pracą dorywczą, ale nie udaje im się to. Kuzyn skończył 1 stopień i rzucił studia, poszedł do pracy. Czy oceniam go przez to jako gorszego? Oczywiście, że nie. Szkoda mi go, bo wiem, że ma ambicje i marzenia, boję się też o niego, czy ten brak 2 stopnia nie spowoduje jakiś problemów w pracy (wiadomo, że w razie jakiś zwolnień poleciałby na początku)... widzicie, ja nie chcę tak.
Nie chcę tworzyć dzieciom takiego domu, gdzie ojca ciągle nie będzie, bo będzie pracował za granicą... albo że dzieci nie będą mogły się realizować, spełniać marzeń, mieć poczucia bezpieczeństwa. Chciałabym, żeby czuły, że mogą sobie kupić batonika w szkole bez myśli, czy nie powinny oszczędzać, bo trzeba za coś zapłacić rachunki.

U nas w domu rodzice tuż po studiach też mieli początkowo mało pieniędzy, bo mama tuż po studiach nie pracowała, bo zajmowała się nami (starszy brat urodził się miesiąc po ukończeniu przez nią studiów, nie mogła od razu szukać pracy), tata wtedy zarabiał mało, bo jeszcze nie awansował. Mieli kredyt, wynajmowali też mieszkanie. I wciąż pamiętam, jak ciągle było mówione, że musimy oszczędzać. Pamiętam 1 drożdżówkę dzieloną na 3 części. Dla nas, mama sama nie jadła. A ileż kosztuje drożdżówka? 1-2 zł? Jednak trzeba było opłacić mieszkanie, ubrania, jedzenie na obiad, ciągle chorowaliśmy, więc i leki. Mama nie pracowała, więc po opłaceniu rachunków i kredytu zostawało jej dosłownie z 20 złotych na miesiąc na jedzenie... Jako dziecko nie rozumiałam tego, raz spodobał mi się w sklepie różowy króliczek. Maskotka. Zapytałam mamy przy kasie, czy mi go kupi. Mama musiała powiedzieć, że innym razem, bo teraz nie ma pieniędzy. Słyszał to sprzedawca i ludzie w kolejce.. widziałam, jak mamie zrobiło się wstyd, mnie też. Bardzo żałowałam, że o to wtedy zapytałam, że w ogóle ośmieliłam się coś chcieć, było mi wstyd, że miałam jakieś wymagania. Miałam wtedy z 3-4 lata. A dokładnie pamiętam ten moment i do dziś pamiętam to poczucie wstydu i upokorzenia. Króliczka mam do tej pory, nie wyrzucę go. Choć już nie poprosiłam o niego kolejny raz, mama oszczędzała jakiś czas i mi go kupiła. Potem tata awansował (właśnie dzięki ambicjom i dążeniu do tego), myśmy poszli do przedszkola, mama do pracy. I nagle żyło się 100 razy lepiej, na nic nie brakowało. Ale wiesz, do tej pory mam w sobie przekonanie, że nic mi się nie należy, że nie powinnam czegokolwiek chcieć i oczekiwać. Że do wszystkiego, co będę mieć, powinnam dojść sama, a nie liczyć na to, że od kogoś coś dostanę. Mam problem z przyjmowaniem prezentów, nie mogę znieść, gdy jakiś chłopak wydaje na mnie pieniądze, bo np. zapłaci za mnie w kawiarni, czy kupi czekoladki. Bo nie lubię, gdy ktoś wydaje na mnie swoje zarobione pieniądze, których może nie ma dużo, tak jak to było u mnie w dzieciństwie. Nie lubię wydawać pieniędzy, nie trwonię ich na zachcianki. Nie kupuję często ubrań, kosmetyków, nie jeżdżę na wakacje nie wiadomo gdzie. Po prostu żyję skromnie, tak mi zostało, choć nie mogłabym sobie teraz pozwolić na więcej. I wiesz co? Choć miałam w miarę fajne dzieciństwo, to mam poczucie, że chcę zapewnić swoim dzieciom, które będę mieć, wszystko co najlepsze. Już od początku ich życia. Żeby nie musiały czuć wstydu, że ośmieliły się coś zechcieć, o coś poprosić w sklepie. Żeby miały poczucie bezpieczeństwa, że w domu są pieniądze, żeby mogły spać spokojnie. Żeby widziały swojego tatę codziennie, a nie raz na kwartał. Żeby mogły inwestować w naukę i w siebie, a nie iść do pracy już jako nastolatkowie. Ja to miałam później zapewnione, ale wyłącznie dlatego, że miałam ambitnych rodziców, którzy dążyli do czegoś więcej. Chcę, żeby mój przyszły mąż dał mi to poczucie bezpieczeństwa, pewność, że też tak będzie robić, że będzie się starał utrzymać rodzinę na poziomie, zapewnić razem ze mną dzieciom to, co najlepsze. Że będzie mnie w tym wspierał. Boję się, że sama bym nie podołała, a nie chciałabym kogoś tylko ciągnąć ciągle za uszy. Dojdzie kredyt na mieszkanie, wydatki na dzieci.. życie w dużym mieście jest drogie. Sama nie wiem, ile będę zarabiać, ale dążę do tego, żeby jak najwięcej, a studia, podyplomówka i dalsze szklenia mają mi to umożliwić. Kasa nie jest dla mnie najważniejsza pod tym względem, żeby mieć na zachcianki, ale jest ważna, jeśli chodzi o przyszłość i utrzymanie rodziny na godnym poziomie. A jak poznaję chłopaka, który skończył technikum i nie inwestuje dalej w lepszą przyszłość, nie ma ambicji, żeby kiedyś do czegoś dojść, zarabiać więcej. To czuję niepokój, bo mężczyzna zarabiający tysiąc złotych nie utrzyma dzieci, nie zapewni im bezpieczeństwa, a mi poczucia, że damy radę żyć na poziomie i jednocześnie spłacać kredyt.. I on też by to w końcu dostrzegł, więc wyjechałby za granicę, żeby zarabiać więcej, bo bez studiów w naszym kraju lepszej pracy by nie zdobył..i zostałabym wtedy sama z dziećmi tak jak ta moja ciocia... Nie oszukujmy się, to właśnie studia są furtką do lepszej pracy, do awansu itd.... doświadczenie też, ale w obecnych czasach prawie każdy ma studia. I pracodawca mając wybór między ludźmi z takim samym doświadczeniem, wybierze tego, co ma studia.. przecież to jest logiczne. No chyba że ktoś ma super umiejętności, ale żeby je mieć, trzeba się samemu coś uczyć, tak dla siebie- a on nawet tego nie chce robić...
Tylko z tego względu ambicja i wykształcenie jest dla mnie ważne i dlatego robię z tego problem... Nie chodzi o to, że mam go za jakiegoś głupka czy kogoś gorszego. Ale jedynie za człowieka, który nie myśli zbytnio przyszłościowo i chyba nie jest tak do końca odpowiedzialny. I nie można liczyć na zmianę, skoro nie ma ambicji, by coś zmienić...



[Jakub K.]
właśnie nie chcę mu mieszać w głowie, nie chcę mu robić nadziei. Uwierz mi, wiem, jak to jest, gdy ktoś długo robi nam nadzieję, choć od początku wie, że nic z tego nie będzie, bo miałam taką sytuację, bardzo później cierpiałam i nie chcę, żeby ktokolwiek przeze mnie cierpiał tak samo. Dlatego zastanawiałam się- może dać mu szansę mimo tych różnic, że może mam za duże wymagania, że może mi się wydaje, że to by się nie udało.. tak mi mówili w moim otoczeniu, jednak sama czuję inaczej, dlatego zapytałam Was o zdanie, jak Wy to postrzegacie. Jednak tylko utwierdziliście mnie w przekonaniu, że nie ma sensu nic zaczynać, skoro już teraz jest tyle różnic. Tylko jak ja mam teraz postąpić? Przestać się nagle do niego odzywać? To trochę potraktowanie jak śmiecia.. Wskazywanie mu wprost różnice też może go zranić w jakimś stopniu. On wie, że do końca września mam mało czasu i jestem wyjęta z życia.. jakby wprost zaproponował spotkanie, to mogłabym się wymigać i dać mu do zrozumienia, że jednak nie. A tak to boję się, że będzie czekał z tym do końca września, kiedy będę mieć więcej czasu, albo że planuje sobie przygotować "grunt" poprzez pisanie i że dla mnie będzie to zwykłe pisanie, a on mimowolnie będzie sobie robić jakieś tam nadzieje... Najchętniej to po prostu utrzymywałabym zwykłą, normalną znajomość, w sensie, że czasem do siebie napisać, ale jak do kolegi. I nie wiem, jak to zrobić. Nie pisałam mu nigdy z podtekstami, nie reagowałam na jego zaczepki. Ale czy takie pisanie zwykłe i tak nie narobi mu w jakimś stopniu nadziei? Mój brat się niestety wkręcił w takie coś.. Nie wiem, jak to robią inne dziewczyny, że poznają po prostu kolegów i oni chcą się z nimi kolegować. Ze mną nikt nigdy nie chciał, zaraz było dążenie do czegoś więcej, a potem obraza i zupełne urwanie kontaktu.. tak jakbym nie przedstawiała wartości do bycia koleżanką, jakbym dla nikogo nie liczyła się jako człowiek, tylko albo coś więcej, albo "spadaj"... (piszę tu o chłopakach poznanych tak przypadkowo. Ale w szkole było podobnie- albo nie zauważali mnie, albo ktoś do mnie startował i zaraz była obraza. A jak do takich zwykłych, co mnie nie zauważali, byłam po prostu miła, rozmawiałam na przerwach(np. sama podchodziłam po prostu pogadać), to zaraz zaczynało się to samo- nagłe startowanie do mnie, foch, obraza i urwanie kontaktu, potraktowanie mnie jak śmiecia, który jest bezużyteczny i nie opłaca się z nim utrzymywać znajomości, skoro nie chcę być w związku. Chyba serio nie ma czegoś takiego jak koleżeństwo bez podtekstów między chłopakiem a dziewczyną..

[

Jakub K. napisał/a:

Problemem jest to że szukasz partnera w necie zamiast w rzeczywistym świecie.

Nie szukam, przypadkowo się poznaliśmy, on do mnie napisał, że widzi, że mamy podobne spojrzenie na świat i czy chciałabym pogadać. No to zaczęliśmy gadać i podczas tych rozmów te różnice wychodziły. No ale mam wrażenie, że on tych różnic nie dostrzega. Tak, jakby mu to nie przeszkadzało. Wszystko mi pisze, że akceptuje, że mu nie przeszkadza.. Sama już zaczęłam przedstawiać się w złym świetle, to neguje to, że wg niego jestem właśnie fajna. Nawet mój wieczny brak czasu mu nie przeszkadza, bo będzie na maile długo czekać.. Nie wiem, może sam jest jakiś zdesperowany i na siłę chce kogoś poznać, pisał mi, że czuje się samotny i że chciałby w końcu się zakochać..

Będę się starać wychodzić do ludzi, ale problem jest, gdzie. Bo w klubach już wiem, że kogoś z dobrymi intencjami trudno znaleźć. Uczelnię już skończyłam, poza tym na wydziale były prawie same dziewczyny. Zostaje praca, co nie napawa mnie optymizmem, bo będę celować w pracę zdalną.. wydawać by się mogło, że kościół jest bezpiecznym miejscem, ale właśnie w kościele poznałam ostatniego gościa, który dwa lata mnie oszukiwał.. (zagadał do mnie po mszy). Nigdy o tym nie myślałam wcześniej, ale teraz już na poważnie zaczynam skłaniać się ku założeniu konta na jakimś portalu randkowym. Boję się, ale jednocześnie mam świadomość, że ciężko tak poznać kogoś w realnym życiu, zwłaszcza, że jestem osobą spokojną i nieśmiałą, nie przepadam za imprezami, wyjściami i tłumem osób..

Co do presji to masz rację, czuję dużą presję ze strony mamy.. bo ona w moim wieku już 1 dziecko miała i wypomina mi, że ja jestem sama..

Posty [ 1 do 65 z 158 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy dać mu szansę?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024