Opowiem Wam historię.... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Opowiem Wam historię....

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 238 ]

131

Odp: Opowiem Wam historię....

Dzdzownick, jestes slepy na jeden bardzo istotny fakt: nie ma takiej opcji by Shy wygral nawet dyskuje o glupia miske. Bo to nie jest prawdziwy konflikt w ktorym sa fakty i strony, a sztucznie wywolana goofnoburza, ktora ma na celu ukarac Shya i pokazac kto w domu rzadzi. On moze miec milion przekonujacych argumentow, a ona tylko obroci sie na piecie i zrobi jeszcze wiekszego focha, za ktorego on bedzie musial dwa razy silniej przepraszac.

Jedye co by moglo zadzialac, to gdyby Shy przestal wdawac sie w te gierki, przestal pytac sie o zgode na zyciei zaczal ASERTYWNIE bronic wlasnych granic. A do tego przydalaby sie wlasnie terapia.

Zobacz podobne tematy :

132 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2017-06-30 11:14:48)

Odp: Opowiem Wam historię....

dżdżownick
tu PROBLEM jest wiele głębszy i terapia pozwoliłaby  najpierw go ROZPOZNAĆ, NAZWAĆ, a dopiero wtedy WYBRAĆ WŁAŚCIWĄ STRATEGIĘ.


Przeczytałam ostatnio ten wątek:
http://www.netkobiety.pl/t105255.html

i już chciałam go wkleić autorowi, kiedy zauważyłam, że i on się tam wpisał.



"Wracając do ShyGuya - moją intencją nie jest uspokojenie, że wszystko jest w porządku, bo raczej większość w porządku nie jest. Z jednym wyjątkiem - on sam, jako człowiek, jest w porządku, nie jest kimś ułomnym , co nie znaczy, że nie podejmuje błędnych decyzji. W związku z bardziej "dopasowaną charakterem" osobą życie Autora mogłoby wyglądać zupełnie inaczej a pytanie o to, "czy może wyjść, czy może mają jakieś wspólne plany" byłoby tylko ich "wewnętrznym konwenansem". Staje się karykaturą w sytuacji, jaką sobie oboje wypracowali. Nie podoba mi się popadanie w zależność (od teścia, od zdania żony) ale to przecież nie ma znaczenia (ta moja opinia) dla Jego życia. Zresztą w jakieś zależności i tak wchodzimy, nawet żyjąc w pojedynkę na własny koszt. Można przyjąć, ze to kwestia wyboru z jakimi zaleznościami komu będzie znośniej. Moja próba wsparcia opiera się na założeniu pogodzenia tego, jaki jest ShyGuy z wyzwaniami, jakie niesie życie. Bez zmieniania Go."

zgadzam się z Tobą.
Mnie akurat takie osoby irytują uległością i brakiem własnego zdania, ale to są zwykle osoby dobre, poczciwe, naprawdę nie można im wiele zarzucić. Przy doborze partnera o podobnym usposobieniu, mogliby żyć jak w bajce. Jeśli zaś jedna osoba dominuje, a druga staje się popychadłem, to źle się to kończy.

"Nie imponują mi machos."

Pomiedzy machos a osobą, która ma własne zdanie i go broni, która jest konsekwentna i potrafi stawiać granice, jest ogromna przestrzeń.
Nikt tu nie pisał (z wyjątkami) o popadnięciu z jednej skrajności w drugą.

133

Odp: Opowiem Wam historię....
Beyondblackie napisał/a:

Dzdzownick, jestes slepy na jeden bardzo istotny fakt: nie ma takiej opcji by Shy wygral nawet dyskuje o glupia miske. Bo to nie jest prawdziwy konflikt w ktorym sa fakty i strony, a sztucznie wywolana goofnoburza, ktora ma na celu ukarac Shya i pokazac kto w domu rzadzi. On moze miec milion przekonujacych argumentow, a ona tylko obroci sie na piecie i zrobi jeszcze wiekszego focha, za ktorego on bedzie musial dwa razy silniej przepraszac.

Jedye co by moglo zadzialac, to gdyby Shy przestal wdawac sie w te gierki, przestal pytac sie o zgode na zyciei zaczal ASERTYWNIE bronic wlasnych granic. A do tego przydalaby sie wlasnie terapia.


Dokładnie, zgadzam się w 100% i napisałam to samo powyżej.

Dlatego nawet nie komentowałam tej szczegółowo opisanej metodyki wygrywania rozgrywek, bo to kompletnie nie ma sensu.

134

Odp: Opowiem Wam historię....

Averyl
dżodżownick

Bardzo dziękuję wszystkim za "analizy" i pomoc w ocenie mojej sytuacji. Szczególnie chciałbym podziękować Averyl oraz dżdżownick za posty, które sobie bardzo cenię i które moim zdaniem najbardziej trafiają w sedno.


summerka88
Autorze, może spróbujesz naskrobać parę słów, czego właściwie oczekujesz od związku i swojej żony?
Jakie są twoje marzenia?
Jak chcesz, żeby wyglądał twój "modelowy" związek?
Jak lubisz i chcesz spędzać czas z żona?
Co pragniesz pielęgnować w waszej relacji, bo jest dla ciebie ważne i cenne?

Oczekuję przede wszystkim wzajemnego szacunku, odrobiny troski, wsparcia oraz optymizmu. Żeby nie powstawały ograniczenia i żeby każdy był w związku wolnym człowiekem, ale mając na uwadze również względy drugiej osoby. Oczekuję równowagi...na tej zasadzie, że jeśli ja pracuję a żona siedzi pół dnia przed komputerem, gra w gierki lub ogląda seriale to chciałbym otrzymać od niej pomoc w postaci np. zrobionego obiadu - bez proszenia, tylko ot tak, żeby to wynikało ze świadomości iż chciałabym wspomóc męża - skoro on pracuje a ja nic nie robię w tej chwili bo nie mam pracy to trochę ogarnę w domu, zrobie obiad.
Chciałbym żeby żona znalazła sobie takie zajęcie, które ją uszczęśliwi i które spowoduje, że nie będzie czasu na myślenie o głupotach. Bo co mam widzieć w żonie, która siedzi cały dzień w domu przed komputerem, nie ma jakiejś pochłaniającej jej pasji, ogląda seriale, gra w gierkę, przegląda facebooka, pudelki itp, od czasu do czasu posprząta w domu, zrobi obiad (gdy jej zapytam czy może zrobić dziś obiad bo ja nie mam czasu - to zrobi), żadko sama z siebie zrobi. Oczekuję więcej czułości, a mniej krytyki i słów "To jesteś właśnie ty" taki siaki i owaki.

Bardzo lubię spędzać aktywnie wolny czas..zawsze chciałem mieć związek, w którym przynajmniej raz w roku wyjeżdżamy na wakacje, czasem nawet dwa razy w roku, gdzie wspólnie robimy wycieczki rowerowe, chodzimy po górach, odwiedzamy nowe miejsca, lenimy się na plaży, jeździmy samochodem poza Polskę, robimy to razem z dzieciakami..cieszymy się każdą wspólną chwilą.

Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Chociaż na początku związku żona była aktywna to odnoszę wrażenie, że było to na pokaz by się do mnie dostosować a obecnie NIGDY sama nie powie, że może spędźmy dzisiaj dzień aktywnie. Ja proponuję, a często i tak słyszę, że dziś nie bo...coś tam. Wiele z tłumaczeń odbieram jako wymówki.

Mam momentami pewne poczucie, że się duszę, że jestem stłamszony, że rezygnuję ze zbyt wielu rzeczy, które wcześniej sprawiały mi sporo frajdy i sprawiały, że byłem szczęśliwy.
Z jednej strony czuję się wzbogacony w tym związku, ale z drugiej mam poczucie, że nie jestem po prostu sobą czasem.

np. mam wyżuty, że zrezygnowałem z kontaktów z dobrym znajomym, tylko dlatego że on czymś tam uraził moją żonę dawno temu i kazała mi wybierać albo ona albo kumpel - bo skoro on jej nie szanuje, to dlaczego ja mam się spotykać z kimś kto nie szanuje mojej żony. Miał ją przeprosić...nie zrobił tego (widocznie uważał, że nic złego nie zrobił) no i zerwałem z nim kontakty. Podjąłem decyzję, że nie chcę poświęcać małżeństwa kosztem znajomego. Mam wyżuty...czasem mam ochotę odnowić znajomość.

Nie powiem, że nie lubię z żoną posiedzieć w domu, przy dobrym serialu, filmie i nic nie robić, takie dni też lubię - ale nienawidzę siedzieć w domu przed telewizorem zamiast korzystać z aktywności na świeżym powietrzu gdy są na to warunki.



Ela210
Nie sądzę, byś doczekała się odpowiedzi.
Jak również odpowiedzi na pytanie, z czym żona wysłała go do psychologa, bo nie wierzę, że z powodu że jej nie słucha
Shy zręcznie omija takie pytania... I nie sądzę, by szukal tu pomocy. Mam wrażenie,że szczerzy zęby znad klawiatury big_smile

Po długiej przerwie w braku sexu, powiedziałem, że jak się nic nie zmieni to pójdę sam do psychologa bo myślę, że to moja wina, że mam w sobie jakąś blokadę, że boję się żony i jej reakcji, odmowy sexu, krytyki. Nie byłem u psychologa wcześniej ponieważ wydawało mi się, że to nie jest tylko moja wina, a po drugie chciałem sobie poradzić z tym samemu - myślałem, że uda mi się wyeliminować masturbację i pornografię i że to ona jest przyczyną tego jakie są relacje między nami jeśli chodzi o sex - od psychologa usłyszałem, że nie jestem uzależniony od masturbacji kiedy opisałem moje zachowania.

Proszę bardzo oto odpowiedź.



katerine93
Może inaczej... ShyGuy, co sprawiło, że zdecydowałeś się na małżeństwo z tą kobietą? Pytanie całkiem serio.

Jest to moja pierwsza prawdziwa miłość, wiesz jak to jest na początku związku, wszystko cudownie i wspaniale, później kilka miesięcy przerwy bo się rozstaliśmy, w czasie tych kilku miesięcy poczuliśmy oboje, że jednak brakuje nam siebie nawzajem, powróciliśmy do siebie. Spodobała mi się jej mądrość, oczywiście dobry sex (na początku), poczułem że mamy wspólny język, takie same priorytety w życiu, mniej więcej tak samo widzimy naszą przyszłość. Później zaczynałem nabierać wątpliwości..zwlekałem z oświadczynami, z przeprowadzką do niej, nie byłem do końca przekonany, ale postawiłem wszystko na jedną kartę. Kiedyś sobie tłumaczyłem - "po przeprowadzce będzie lepiej" , "po zaręczynach będzie lepiej", "po ślubie będzie lepiej" ale to chyba guzik prawda.

Nie twierdzę, że źle nam się żyje ale odnoszę wrażenie, że największą harmonię i spokój osiągamy jak jesteśmy sami, jak nie wpuszczamy do siebie nikogo z zewnątrz. Kiedy dochodzi do kontaktów ze znajomymi, rodziną, obcymi to często któryś z tych kontaktów może być takim "zapalnikiem" ku temu by zaczęło dziać się źle. Po prostu odnoszę wrażenie jakbyśmy najszczęśliwsi byli wtedy gdyby wokół nas nikogo nie było, nikt się nie wtrącał - tzn. wtedy między nami byłoby ok.

135

Odp: Opowiem Wam historię....

Beyondblackie

Bo to nie jest prawdziwy konflikt w ktorym sa fakty i strony, a sztucznie wywolana goofnoburza, ktora ma na celu ukarac Shya i pokazac kto w domu rzadzi. On moze miec milion przekonujacych argumentow, a ona tylko obroci sie na piecie i zrobi jeszcze wiekszego focha, za ktorego on bedzie musial dwa razy silniej przepraszac.
Jedye co by moglo zadzialac, to gdyby Shy przestal wdawac sie w te gierki, przestal pytac sie o zgode na zyciei zaczal ASERTYWNIE bronic wlasnych granic. A do tego przydalaby sie wlasnie terapia.


To właśnie w punkt trafia w sytuację...każde moje argumentacje są odbijane jak piłeczka, ma miejsce odwracanie kota ogonem i foch. Mógłbym zastosować przedstawienie swoich argumentów, pozostanie przy swoim zdaniu i stwierdzenie, że nie będę więcej na ten temat dyskutować bo mam inne zdanie na ten temat - ale czy to zadziała? Usłyszę, że albo bronię matki, albo że z Tobą nie idzie po ludzku porozmawiać....

136 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2017-06-30 13:08:24)

Odp: Opowiem Wam historię....

Twoje OCZEKIWANIA to ciepły i harmonijny związek, pełen wzajemnego szacunku i spokoju

REALIA to REZYGNACJA z:
-sexu
-znajomych i przyjaciół
- bliskości, pomocy, wsparcia
- rodziny (coraz rzadsze wizyty, unikanie rozmów tel. przy żonie)

"Nie twierdzę, że źle nam się żyje ale odnoszę wrażenie, że największą harmonię i spokój osiągamy jak jesteśmy sami, jak nie wpuszczamy do siebie nikogo z zewnątrz. Kiedy dochodzi do kontaktów ze znajomymi, rodziną, obcymi to często któryś z tych kontaktów może być takim "zapalnikiem" ku temu by zaczęło dziać się źle. Po prostu odnoszę wrażenie jakbyśmy najszczęśliwsi byli wtedy gdyby wokół nas nikogo nie było, nikt się nie wtrącał - tzn. wtedy między nami byłoby ok."

Za chwilę nie będziesz już miał z czego i z kogo rezygnować, by utrzymać ten związek.

Naprawdę uważasz, że to dobry kierunek?

137

Odp: Opowiem Wam historię....
dżdżownick napisał/a:

.
Odnośnie miłości czy jej braku nie chcę się zbyt szeroko wypowiadać. Jeśli miłości nie ma, terapia jej również nie wywoła. Poza tym miłość nie jest niezbędnym warunkiem dobrego związku. Mogą istnieć, i istnieją, związki oparte na wzajemnym szacunku, interesie, przyjaźni, w których można dobrze przeżyć życie. Mogą też istnieć związki zawarte z miłości, które okażą się wyniszczające. Mogą istnieć szczęśliwe związki kochających się ludzi. Ograniczanie możliwości związków do tego ostatniego wariantu jest trochę nadużyciem  zainicjowanym przez poetów i bajkopisarzy (tu bez ironii).


Terapia milosci nie wywola, natomiast może czasem przypomnieć ludziom o tym, co było dobre w ich związku. Co ich przyciągnelo do siebie, a co z czasem zostało "przykurzone". Ja bym nie umniejszala znaczenia terapii, zwłaszcza malzenskiej, która jest jakby mediacją bardziej niż terapią. Możliwe tez, ze w wyniku spotkan na terapii malzenskiej, okaze się, ze ktores z partnerow wymaga prowadzenia indywidualnego, albo nawet oboje. Ale poki nie zrobi się tego kroku, bladzi się w próżni.

138

Odp: Opowiem Wam historię....

Dziękuję za miłe słowa.

ShyGuy82 napisał/a:

Miniony weekend zarówno u moich rodziców jak i u jej taty był ok, żona była sympatyczna wobec wszystkich, do mnie odzywała się wtedy normalnie.
Wystarczyło tylko wyjść poza teren domu jej taty i moich rodziców i wraca napięcie....

vs

ShyGuy82 napisał/a:

Nie twierdzę, że źle nam się żyje ale odnoszę wrażenie, że największą harmonię i spokój osiągamy jak jesteśmy sami, jak nie wpuszczamy do siebie nikogo z zewnątrz. Kiedy dochodzi do kontaktów ze znajomymi, rodziną, obcymi to często któryś z tych kontaktów może być takim "zapalnikiem" ku temu by zaczęło dziać się źle. Po prostu odnoszę wrażenie jakbyśmy najszczęśliwsi byli wtedy gdyby wokół nas nikogo nie było, nikt się nie wtrącał - tzn. wtedy między nami byłoby ok.

w którą wersję wierzysz???
skoro inni powodują te konflikty po co jeździcie co tydzień do rodziców? ty już zrezygnowałeś ze znajomych, czemu nie zamkniecie się tylko we dwoje?
wierzysz w to, że będziecie szczęśliwsi? Da się to zrealizować - zdalna praca przez internet, zakupy na telefon... itd

Ja ci życzę wszystkiego dobrego... już nie będę doradzać.

139 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-06-30 19:49:50)

Odp: Opowiem Wam historię....

Shy, to co napisałeś o wizycie u psychologa nie tylko nie rozwiało, ale utwierdziło mnie w w przekonaniu,że omijasz temat. Nie wierzę, że psychoterapeuta nie zaczepiłby tematu przyczyny blokady- bo przecież to jest czy był realny problem- a tylko stwierdził, co nie jest przyczyną.. A ty z zadowoleniem przyjąłeś "diagnozę" i grzecznie poszedłeś. Sytuacja przypomina taką- ktoś ma ostry ból brzucha i idzie do lekarza z pytraniem czy to rak. Lekarz stwierdza że nie i on w bólach zadowolony wraca do domu. To mam na mysli pisząc o UNIKANIU.
Może i chcesz zmiany, ale naiwnie myślisz, że stanie się samo..i boisz wgłębiać w przyczyny.To nie wstyd i wiemy że nie jest łatwo. Ale to konieczne.

140

Odp: Opowiem Wam historię....
Beyondblackie napisał/a:

Dzdzownick, jestes slepy na jeden bardzo istotny fakt: nie ma takiej opcji by Shy wygral nawet dyskuje o glupia miske. Bo to nie jest prawdziwy konflikt w ktorym sa fakty i strony, a sztucznie wywolana goofnoburza, ktora ma na celu ukarac Shya i pokazac kto w domu rzadzi. On moze miec milion przekonujacych argumentow, a ona tylko obroci sie na piecie i zrobi jeszcze wiekszego focha, za ktorego on bedzie musial dwa razy silniej przepraszac.

Jedye co by moglo zadzialac, to gdyby Shy przestal wdawac sie w te gierki, przestal pytac sie o zgode na zyciei zaczal ASERTYWNIE bronic wlasnych granic. A do tego przydalaby sie wlasnie terapia.

Może to nie ślepota a naiwność z mojej strony. Przewidywanej przez Ciebie reakcji żony również ja bym się spodziewał. Jednak traktowałbym to jako kolejne wyzwanie do wytłumaczenia. Obrót na pięcie i foch? W tym przypadku ShyGuy dostaje do ręki argument do wykorzystania, że w razie problemów żona zamiast wspólnie je rozwiązywać woli ucieczkę. W tym momencie mamy udzieloną z góry odpowiedź na ewentualne pytanie, czy mamy jakieś wspólne plany bo to żona zerwała wspólne działanie... pytanie jest niepotrzebne... Shy wychodzi na rower informując ewentualnie o której wróci i deklarując gotowość i chęć powrotu do przerwanej dyskusji.

Nie chodzi o to, by wygrać dyskusję o głupią miskę, ale o to, by problemy sprowadzić ze sfery emocjonalnej (fochów) do dyskusji.

Myślę, że w tym miejscu powinienem zakończyć swój udział w doradzaniu, bo i nie za  dobrze się w tym czuję, i trwał on już za długo.

@Mallwusia @Benita72
Zgadzam się, że terapia mogłaby pomóc problem rozpoznać szerzej i wybrać odpowiedni (lepszy) sposób działania. Moja propozycja jest prowizorką na potrzeby kogoś, kto nie chce terapii i nie chce zmieniać (drastycznie) swojej postawy. Podejrzewam, że mimo wszystko terapia polegałaby m.in. na dążeniu do zmiany tej postawy.

@ShyGuy
Ja również dziękuję za uznanie i możliwość dyskusji. Przy okazji wspomnę, że od siebie wyróżniłbym chyba ostatni w tym wątku post autorstwa _v_ , ten składający się z 2 słów i uśmiechu smile

141

Odp: Opowiem Wam historię....

dżdżownick

"@Mallwusia @Benita72

Zgadzam się, że terapia mogłaby pomóc problem rozpoznać szerzej i wybrać odpowiedni (lepszy) sposób działania. Moja propozycja jest prowizorką na potrzeby kogoś, kto nie chce terapii i nie chce zmieniać (drastycznie) swojej postawy. Podejrzewam, że mimo wszystko terapia polegałaby m.in. na dążeniu do zmiany tej postawy"

a może by się jednak okazało, że to właśnie żona ma więcej pracy nad sobą i zmianą postawy, hę ?

Jesteś za rozwiązaniami prowizorycznymi? To i efekty będą prowizoryczne, nie uważasz?

142

Odp: Opowiem Wam historię....
mallwusia napisał/a:

dżdżownick

"@Mallwusia @Benita72

Zgadzam się, że terapia mogłaby pomóc problem rozpoznać szerzej i wybrać odpowiedni (lepszy) sposób działania. Moja propozycja jest prowizorką na potrzeby kogoś, kto nie chce terapii i nie chce zmieniać (drastycznie) swojej postawy. Podejrzewam, że mimo wszystko terapia polegałaby m.in. na dążeniu do zmiany tej postawy"

a może by się jednak okazało, że to właśnie żona ma więcej pracy nad sobą i zmianą postawy, hę ?

Jesteś za rozwiązaniami prowizorycznymi? To i efekty będą prowizoryczne, nie uważasz?

To naczynia połączone. Jesli jego postawa się zmieni- to postawa żony również- nalepsze czy gorsze, ale na inne w każdym razie. Tkwienie w takim schemacie jak teraz jest- to strata młodych lat..

143

Odp: Opowiem Wam historię....

Witam jestem tu nowa postanowiłam opowiedzieć wam moją historię ponieważ jestem z tym zupełnie sama.A mianowicie mam troję dzieci najstarszy syn jest z pierwszego związku,który zakończyłam 8 lat temu przez alokohol przemoci poniżanie.Poznałam faceta o 9 lat starszego od siebie mamy 2oje dzieci 5 lat i 6 wszystko było wporządku do czasu kiedy pierwszy raz partnera zamknęli w więzieniu.Po wyjściu jego wszystko na poczatku było fajnie potem zaś go zamknęli cały czas byłam przy nim wspierałam jeździłam z dziećmi do niego już od 3 lat jest na wolności jednakze zaczął bardzo dużo pić cały czas kłamie kradnie pieniądze oddaje co się da do lombardu.Codziennie obiecuje ze się zmieni jednak nie dotrzymuje obietnic.Wiele razy bywało tak ze straszyłam go wystawiałam walizki itd bez skutków.Jest ogólnie dobrym człowiekem na trzeźwo dzieci go kochają ale ja juz nie mogę patrzeć na to jak codziennie wraca pijany.Jestem powoli tym zmęczona kocham go ale już nie potrafie dłużej tak zyć wynajmujemy mieszkanie boję się jednak że sama se nie poradzę.Nawet z domu nie moge wyjść z dziećmi kiedy śpi pijany bo zamyka drzwi a ja z dziećmi wtedy muszę się tułać do czasu kiedy nie wstanie błagam pomóżcie bo ja już naprawdę nie wiem gdzie szukać pomocy i od czego zacząć:(:( zdesperowana

144

Odp: Opowiem Wam historię....
mallwusia napisał/a:

dżdżownick

"@Mallwusia @Benita72

Zgadzam się, że terapia mogłaby pomóc problem rozpoznać szerzej i wybrać odpowiedni (lepszy) sposób działania. Moja propozycja jest prowizorką na potrzeby kogoś, kto nie chce terapii i nie chce zmieniać (drastycznie) swojej postawy. Podejrzewam, że mimo wszystko terapia polegałaby m.in. na dążeniu do zmiany tej postawy"

a może by się jednak okazało, że to właśnie żona ma więcej pracy nad sobą i zmianą postawy, hę ?

Jesteś za rozwiązaniami prowizorycznymi? To i efekty będą prowizoryczne, nie uważasz?

Nie do końca smile Nie jestem perfekcjonistą i na przykład jeśli mi w jakimś miejscu przecieka dach, to zadowolę się zalepieniem dziury zamiast wymianą dachu. Dopóki rozwiązanie prowizoryczne będzie działać, nie będzie mi przeszkadzać, że np nie wygląda zbyt ładnie ta widoczna łata. Jest to poniekąd kwestia nastawienia do życia, oczekiwań... ja wręcz źle czuję się w sterylnych, idealnie urządzonych pomieszczeniach, gdzie wszystko lśni i błyszczy. To trochę jak wspaniała lalka ofiarowana dziecku po to, by stała za szybą, by dziecko mogło się cieszyć, że ją ma, ale nie może się nią bawić z obawy przed tym, że ją zepsuje.

Z drugiej strony, wracając do tematu, może się okazać, że rozpoznanie u terapeuty wykaże również takie problemy, które dotąd problemami nie były i nikomu nie przeszkadzały, ale poczujemy się w efekcie tych odkryć... bardziej chorzy, niż jesteśmy. No i w zasadzie jedyne poważne zastrzeżenie, jakie mam do terapii, to fakt, że to ktoś za nas decyduje, co mamy robić. Odsuwamy swoją wolę na bok. Tak to sobie przynajmniej wyobrażam (nigdy na terapii nie byłem)

145

Odp: Opowiem Wam historię....

Widac po tym, co piszesz, ze nie bardzo wiesz, na czym polega terapia, ale profilaktycznie wolisz być uprzedzony smile - to zupełnie nie tak działa, ze terapeuta mowi, co ktoś ma robic,  -  decyzje zawsze naleza do klienta, zupełnie nie w tym rzecz. Sluzy raczej poznaniu siebie i mechanizmow, jakie człowiekiem rzadza, - tym raczej nie można sobie tym zaszkodzić, wręcz przeciwnie. Pomaga tez dostrzec i uswiadomic sobie własne deficyty, i probowac je korygować. Ale, to prawda, nie każdy jest gotowy na zmiane, nie każdy tez ma obowiązek chcieć lepszego zycia... smile, dlatego ja osobiście sobie postanowiłam, ze za dużo już na tym forum ludzi namawiałam do terapii, konczę z tym, niech każdy zyje, jak chce. I bedzie dobrze.

146 Ostatnio edytowany przez ShyGuy82 (2017-07-03 12:34:43)

Odp: Opowiem Wam historię....

Ja pozwolę sobie znowu napisać...bo jak można porównać proszę ja Was moje wyjście na półtorej godziny na rower bez zapytania czy mamy plany do wyjazdu na tydzień mojego ojca z dziadkiem? big_smile

To mnie zaczyna bawić ponieważ moja żona ciągle uważa, że ja źle zrobiłem wychodząc na ten rower bez zapytania o plany. I będzie do tego wracać...co już przedwczoraj uczyniła, porównując moje zachowanie do sytuacji (hipotetycznej) w której mój ojciec mówi mojej matce, że jedzie z dziadkiem na tydzień w odwiedziny do jakiejś tam dziadka rodziny, bez pytania czy mojej matce to pasuje (Oboje rodzice są na emeryturze). Czy tylko ja widzę tutaj absurd? smile

Poza tym znowu jakiś problem wielki z wyjazdem na parapetówkę do mojej siostry, znowu się darła na mnie w aucie tak jakby oszalała, znowu pokazała swoje nerwy, znowu ją przeprosiłem i nie usłyszałem ani słowa przeprosin za wrzaski na mnie - bo zaczęło się ode mnie to przecież moja wina, więc ona ma prawo się wydzierać w aucie - a ja nie mogę nic zrobić. Poza tym jak jej zapytałem dlaczego tak wrzeszczy to usłyszałem "taki mam charakter"....

A godzinę wcześniej się do mnie przytulała....

Kuź!@# Ma!@#$ !!

147 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2017-07-03 14:41:23)

Odp: Opowiem Wam historię....

Shy, jasne, ze jej wonty sa bezsensowne i absurdalne, bo nie sa to zadne prawdziwe problemy, tylko sztucznie wywolywane awantury majace na celu Ci dowalic i pokazac gdzie jest Twoje miejsce. Bardziej dziwi, ze wobec tak oczywistej prowokacji, Ty sie po prostu nie pukniesz w glowe i nie machniesz  reka, tylko z uporem maniaka doszukujesz sie w nich jakiegos sensu.

O ile ja mam bardzo mroczna wizje przyszlosci waszego zwiazku, bo uwazam go za niesamowicie toksyczny, to jedyny sposob w jaki mozna probowac go uratowac, to zmienic wlasne zachowanie wobec zony. Zamiast bezjajecznie zginac sie w pasie i przepraszac na kazda pierdole, ktora Ci zarzuca (ona tak testuje i przesuwa Twoje granice), OLEJ ja, stwierdz, ze jest nieracjonala i porozmawiasz z nia jak wroci do rozumu. Podobnie z atakami histerii i wscieklosci- spokojnie i krotko wyjasnij, ze nie bedziesz z nia konwersowal w takim stanie i wyjdz na rower. Jak z malym dzieckiem. Jak sie nauczy, ze tupanie nozka nie dziala, to przestanie (moze).

148

Odp: Opowiem Wam historię....

cytat "Warto, abyś zdał sobie sprawę, że ta relacja jest toksyczna, a Ty jesteś poddawany ciągłej presji, manipulacji i wpędzaniu Cię w poczucie winy."

jest dokładnie odwrotnie. On sie nie postawi WŁAŚNIE PO TO ŻEBY JEGO ŻONA MIAŁA POCZUCIE WINY.
      AUTOR swoim zachowaniem krzywdzi żonę. Zamiast rozmawiać normalnie z nią, bawi się w służącego. Potem rozpowiada jaka ona jest okropna.

Jak ta kobieta musi się czuć. Jest trudny temat i ON robi same uniki, zero normalnego kontaktu.

         Dla Autora to jest zabawne, bo dzięki temu może opisywać jak bardzo żona znowu sie zdenerwowała, i sam czuje sie przez to lepiej.
W sytuacji awantury to że nic nie mówisz i tylko przepraszasz jest nieodpowiedzialne. Zachowałeś się źle w trakcie awantury w aucie.
Twoim obowiazkiem było zareagować i stanowczo wyjaśnić sprawę.
                               Jak jest nieporozumienie to twoim obowiazkiem  jest wyjaśniać, a nie się płaszczyć.


Tylko jeśli autor ma z tego korzyści bo czuje sie lepszy, to nic nie zmieni. Dalej będzie robił uniki i się dziwił że ktoś jest na niego zły.

149

Odp: Opowiem Wam historię....
ravellook napisał/a:

cytat "Warto, abyś zdał sobie sprawę, że ta relacja jest toksyczna, a Ty jesteś poddawany ciągłej presji, manipulacji i wpędzaniu Cię w poczucie winy."

jest dokładnie odwrotnie. On sie nie postawi WŁAŚNIE PO TO ŻEBY JEGO ŻONA MIAŁA POCZUCIE WINY.
      AUTOR swoim zachowaniem krzywdzi żonę. Zamiast rozmawiać normalnie z nią, bawi się w służącego. Potem rozpowiada jaka ona jest okropna.

Jak ta kobieta musi się czuć. Jest trudny temat i ON robi same uniki, zero normalnego kontaktu.

         Dla Autora to jest zabawne, bo dzięki temu może opisywać jak bardzo żona znowu sie zdenerwowała, i sam czuje sie przez to lepiej.
W sytuacji awantury to że nic nie mówisz i tylko przepraszasz jest nieodpowiedzialne. Zachowałeś się źle w trakcie awantury w aucie.
Twoim obowiazkiem było zareagować i stanowczo wyjaśnić sprawę.
                               Jak jest nieporozumienie to twoim obowiazkiem  jest wyjaśniać, a nie się płaszczyć.


Tylko jeśli autor ma z tego korzyści bo czuje sie lepszy, to nic nie zmieni. Dalej będzie robił uniki i się dziwił że ktoś jest na niego zły.

Wiesz co,  no kurcze masz racje...ja sie tylko plaszcze i przepraszam i zona Cierpi. Wpedzam ja w poczucie winy. Kurcze rozgryzles mnie...

150

Odp: Opowiem Wam historię....

ShyGuy, po co to wszystko robisz?
Jeśli masz predyspozycje do bycia ofiarą i lubisz być pomiatany - rób to, co czyni cię szczęśliwym i nie psuj nam - czytającym - już krwi. Bo to nam właśnie robisz. Nikt normalny, znający podstawowe wartości, przestrzegający zasadniczych reguł w związku nie odbiera twojego związku jako czegoś normalnego - widzi patologię, jakąś psychozę. I gdy jedna ze stron wspomnianej patologii sprawia wrażenie, że potrzebuje ratunku - chce pomóc. Jak tutaj - poradą, wskazówką czy sugestią. A ty co robisz? NIC! Bawisz się pisaniem swoich pierdół i dalszym miąchaniem? Bo takie odnoszę wrażenie.
Albo jesteś trollem (nadużywane określenie, ale do ciebie by pasowało), albo przyszłym pacjentem zamkniętego zakładu.
Wiem dobrze, o jakim związku piszesz, bo sam taki obok siebie obserwuję: facet od czasów narzeczeństwa co dnia prawie mieszany z błotem i wyzywany od ch... oraz wyrzucany z domu. I ...potulnie nazajutrz wracający jakby nic się nie stało. Teraz to małżeństwo (małżeństwo 0 dobre sobie) z dwudzistoletnim stażem. Jak wygląda? Ano tak: ona nie pracuje całe życie, ciągłe awantury, wyzwiska, sceny zazdrości, agresja obmawianie i prowokowanie do karczemnych awantur. On - kłębek nerwów, rozhisteryzowany, wybuchowy i trzęsący się, ale POTULNY. Nie chcę i nie mam z nimi kontaktu (mimo, że to moja bardzo bliska rodzina) bo zaczęto mnie wciągać w to piekiełko... Z tym facetem przeprowadziłem parę normalnych, męskich rozmów - I NIC, wszystko jest dalej jak było. Jaki sens jest w takich sytuacjach pomagać? Nawet wysłuchiwanie co rusz opisów i szukanie porad (które okazują się być o kant d... potłuc, bo nie są brane pod uwagę) jest psychicznie obciążające - ileż można być pomocą i poradą gdy nic się z tą pomocą nie robi? Ja się odsunąłem i ty, tutaj, w tym wątku też to osiągniesz: zaczniemy pomijać twoje wynurzenia, bo najnormalniej już IRYTUJĄ. No chyba, że czyjaś chora ciekawość skłoni do dalszeej "zajmującej" dyskusji. Mnie to, co tu robisz już wnerwia.
"znowu się darła na mnie w aucie tak jakby oszalała, znowu pokazała swoje nerwy, znowu ją przeprosiłem" - noż ku...a! Ile jeszcze? Każdy normalny (podkreślam: NORMALNY) człowiek ma granice cierpliwości i wyrozumiałości. I każdy w takiej sytuacji zamiast po raz tysięczny "przepraszać" za nic - zatrzymałby auto i kazał takiej pasażerce wyp...opuścić auto. Ja tak bym zrobił. A ty ...nie? No się męcz dalej i żal się tutaj - ale prócz politowania/wnerwienia niczego nie osiągniesz skoro chcesz się babrać w tym swoim bagienku.
Nie miejcie dzieci, proszę...

151 Ostatnio edytowany przez ravellook (2017-07-03 22:46:13)

Odp: Opowiem Wam historię....

CYTAT "Wiesz co,  no kurcze masz racje...ja sie tylko plaszcze i przepraszam i zona Cierpi. Wpedzam ja w poczucie winy. Kurcze rozgryzles mnie..."

To już wiemy że oprócz ciągłego przepraszania/ulegania LUBISZ być złośliwy.  Te 2 rzeczy naraz to kiepskie połączenie u faceta.

         A wogóle wiesz co oznacza słowo przepraszam? Na ogół ze ktoś rozumie że popełnił błąd.
Więc skoro przepraszałeś żonę to czemu nie napisałeś JAKI BYŁ TWÓJ BŁĄD i za co ją przeprosiłeś.
Napisałaś tylko że sie darła jakby oszalała. No ale skoro ją przeprosiłeś to ZA CO BYŁY TE PRZEPROSINY? A może to były udawane przeprosiny, Bo żadnego błędu u siebie nie widzisz.
                Czyli tak naprawdę jej nie przeprosiłeś a wcisnąłeś jakiś kit żeby sie zamknęła. Przecież prawdziwe przeprosiny są kiedy jest prawdziwa skrucha.
Zrozumienie swojego błędu.
             Czyli wcisnąłeś jej jakiś kit i dziwisz się że nie nie pomogło i nadal jest zła.
Tak naprawdę ją okłamałeś - przeprosiłeś wcale nie uważając że ona na te przeprosiny zasługuje. I sie dziwisz że nie jest ci wdzięczna.

152

Odp: Opowiem Wam historię....

On po to to robi że MA PRZEWAGĘ DZIĘKI TEMU. cieszy się, że udało mu się swoją biernością i złosliwścią zdenerwować żonę.
               Ma wtedy satysfakcję i sam czuje się lepszy, ważny że "wzbudza takie emocje".
To jest jego sposób na pokazanie przewagi.
Jak żona krzyczy to on jest W Centrum zainteresowania.
                    Nie chce z tego zrezygnować.

153

Odp: Opowiem Wam historię....
ravellook napisał/a:

On po to to robi że MA PRZEWAGĘ DZIĘKI TEMU. cieszy się, że udało mu się swoją biernością i złosliwścią zdenerwować żonę.
               Ma wtedy satysfakcję i sam czuje się lepszy, ważny że "wzbudza takie emocje".
To jest jego sposób na pokazanie przewagi.
Jak żona krzyczy to on jest W Centrum zainteresowania.
                    Nie chce z tego zrezygnować.

Gadasz pierdoly.

Autor tak sie zachowuje bo ma nieistniejace poczucie wartosci i za tym nie czuje sie kompetentny brac za siebie odpowiedzialnosci. Woli by zonka nim pomiatala bo to prostsze niz wziecie sie za siebie.

154

Odp: Opowiem Wam historię....

Nie oczekuję komentarzy, nie piszcie też proszę po co to piszę...wyrzucam to z siebie, dzielę się z innymi, robię pamiętnik, po prostu.....

No to dzień kolejny, w którym nastąpił z mojej strony mały przełom i tu pojawiają się znowu we mnie wątpliwości czy nie przegiąłem...

Zostaliśmy zaproszeni do siostry na parapetówkę (400km jazdy). Matka zaproponowała w rozmowie ze mną przez telefon, że może byśmy razem z nimi pojechali, jednym samochodem (z bratem i moimi rodzicami) bo wyjdą mniejsze koszty. Wcześniej rozmawiając online z żoną, przeprowadziłem "rozmowę" w której jej napisałem (jak "zażądała sobie tego"), że nie pojedziemy z moimi rodzicami skoro nie chce bo będzie za ciasno. Jednak w rozmowie z matką powiedziałem, że dam jej jeszcze znać - chciałem przeprowadzić normalną rozmowę jeszcze z żoną na ten temat. Oczywiście żona stała nade mną w czasie gdy ja gadałem z matką (z nerwów aż mi w ustach zaschło w czasie rozmowy, bo czułem że się coś szykuje). Oczywiście oburzona, dlaczego nie powiedziałem odrazu mamie, że pojedziemy osobno.

Zacząłem jej przedstawiać argumenty, że lepiej jechać razem (od początku tak myślałem i przypuszczałem, że matka da taką propozycję wiedząc, że żona nie będzie chętna), że nie mamy teraz pieniędzy więc to będzie korzystne, ale ona nie, nie, nie. Nawet jak powiedziałem, że z przodu będzie siedzieć to nie.
Później zaczęła mówić, że ja sobie z matką uzgadniam zamiast z nią, że zrobię wszystko by posłuchać matki (a mi chodzi tylko o kwestie finansowe), w płaczu mi powiedziała, że pojedzie razem z nimi ale całą drogę nie będzie się odzywać.

Później zaczęła mówić, że mogę sobie sam jechać z rodzinką, a ona napisze do mojej siostry, że nie ma kasy i nie przyjedzie. To jej odpowiedziałem: "to zrób coś, żeby mieć tą kasę" i się zaczęło.....

Wyrzuciłem z siebie, że mogłaby coś zrobić, jakąś może pracę znaleźć czy coś, bo siedzi w domu a sklep internetowy jej teraz kiepsko idzie. Że nawet jak siedzi w domu i nic nie robi, to naczyń nie pozmywa, nie zrobi obiadu, a ja pracuję i muszę to robić.

No i płacz, lament, że co ona ma zrobić, przecież nie wyrzuca klientów ze sklepu, oni nie przychodzą, że ja jej każę pracę znaleźć i obiadki gotować, a najlepiej jedno i drugie żeby robiła.

Wytłumaczyłem jej, że chodzi mi o podział obowiązków i że do niczego jej nie zmuszam, ale jakby miała jakiś dodatkowy zarobek to by nam obojgu lepiej się żyło, a nie że ciągniemy koniec z końcem. Że ja nigdy się nie pisałem na to, że będę pracował na cały dom sam - na co usłyszałem, że ona też nie chciała tak.

Zaczęła odrazu wchodzić na strony z pracą i szukać pracy, płacząc przy tym i dzwoniąc gdzieś zamykając przy tym drzwi bym nie słyszał.... Siedzi teraz z płaczem i przegląda jakieś oferty, do tego stwierdza, że będziemy teraz po połowie opłacać dom (co do grosza) a resztę pieniędzy będziemy mieć dla siebie....

Do matki już wczoraj zadzwoniłem i jasno powiedziałem, że niestety razem nie pojedziemy bo żona nie chce uważając, że będzie za ciasno...mama powiedziała, że no szkoda i że to trochę dziwne...powiedziałem jej, że tak, też tak uważam, tym bardziej jak mamy teraz kasowo gorszy okres, ale nie przekonam jej.....czuję, że matka po cichu liczy, że uda mi się ją przekonać, jednak ja nie chcę bo wiem, że żona jest zdolna do zepsucia wszystkim nastroju jadąc w ich samochodzie nie odzywając się.

Jeśli jednak do soboty moja żona będzie miała ciągle takie humorki..to nie wiem czy nie wybuchnę i nie powiem, żeby została a ja pojadę sam skoro ma psuć wyjazd...bo nawet jak sami pojedziemy samochodem to jest szansa, że nie będzie się do mnie odzywać.

To jest chore!! 200zł zapłacimy za podróż jadąc sami...jeśli byśmy jechali wspólnie nie płacilibyśmy nic i mieli te 200zł na jakiś swój wspólny wyjazd a tak to nie będzie. Ale trzeba jechać osobno bo będzie ciasno.

155

Odp: Opowiem Wam historię....

Wisz co to jest matka i synowa w jednym aucie? ... Zestaw głośnomówiący tongue

W końcu jakieś światełko w tunelu zaczyna być widać, resztki cohones jeszcze walczą big_smile wink

156 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2017-07-04 10:00:03)

Odp: Opowiem Wam historię....

Okej, chcesz sie wygadac- rozumiem. Tylko, ze takie samo gadanie bez zadnych zmian do nikad nie prowadzi. Krecisz sie w tym swoim chomikowym kolku i tylko marnujesz energie.

Twojej zonie NIGDY nie dogodzisz, poniewaz jej celem jest ciagle walenie Cie po jajach by samej lepiej sie poczuc. Jakakolwiek, nawet racjonalna, krytyka bedzie sie rozbijac o dume urazonej ksiezniczki: no, jak smiesz jej zarzucic jakiekolwiek braki?! Jak najbardziej na Twoim miejscu powiedzialabym zonie, ze jak jej sie nie podoba, to jedziesz sam, ale przygotuj sie na intensyfikacje goofnoburzy po powrocie. Poradzisz sobie z tym?

Zapytaj siebie, po jasna cholercie, Ty z nia wogole jestes? Z zolzowata, egoistyczna, emocjonalnie i psychicznie przemocowa kobieta, ktorej misja zyciowa jest Cie zniszczyc?

157

Odp: Opowiem Wam historię....
Beyondblackie napisał/a:

Zapytaj siebie, po jasna cholercie, Ty z nia wogole jestes? Z zolzowata, egoistyczna, emocjonalnie i psychicznie przemocowa kobieta, ktorej misja zyciowa jest Cie zniszczyc?

Walidacja.
Autor ma sam siebie za zero a nawet mniej i znalazł partnerkę, która go traktuje jak śmiecia - bo to potwierdza jego własne wyobrażenie na swój temat.

Dlatego mimo stekań on jej nie opuści, paradoksalnie źle by się czuł z kobietą która by go ceniła i szanowała - bo czuł by dysonans między tym co myśli a tym co słyszy.  smile

158 Ostatnio edytowany przez Averyl (2017-07-04 10:31:26)

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:

Zaczęła odrazu wchodzić na strony z pracą i szukać pracy, płacząc przy tym i dzwoniąc gdzieś zamykając przy tym drzwi bym nie słyszał.... Siedzi teraz z płaczem i przegląda jakieś oferty, do tego stwierdza, że będziemy teraz po połowie opłacać dom (co do grosza) a resztę pieniędzy będziemy mieć dla siebie....


Przepraszam, miałam się nie odzywać, ale umarłam ze śmiechu... a jednocześnie osiągnąłeś pierwszy sukces.
Wiesz dlaczego żona zamknęła drzwi, abyś niby nie słyszał, ale wiedział, co ona robi?
To trochę jak z teatralnym szeptem - niby na scenie aktorzy mówią szeptem do ucha, by inne postaci na scenie nic nie wiedziały, a jednocześnie cała ogromna widownia wszystko dokładnie słyszy.
Dziecięca manipulacja - skoro ona się zamknęła, rzekomo abyś nie słyszał, korzystaj chłopie z życia - idź na rower, obejrzyj sobie film akcji, zrelaksuj się... nie, żartuje, wtedy to dopiero dokonałabyś obrazy majestatu big_smile no ale nie przesadzaj nie płaszcz się za bardzo pod drzwiami i nie padaj jej do stóp błagając ją o wybaczenie.

Gratuluję!
A wracając do twojego sukcesu - ustal z żoną, co rozumiem przez dom, czy tylko czynsz, a za jedzenie, kosmetyki, samochód, itp płacisz ty po staremu, czy rzeczywiście koszty wspólne dzielicie na pół, a jak ona chce wygodnie sama jechać, to za taksówkę z jej zarobków.

... no dobra nie bądź dla niej okrutny, powiedz, że niech ten układ obowiązuje przez miesiąc, a potem przedyskutujecie, co dalej z waszymi finansami.

Zapytaj się jej dlaczego tak negatywnie nastawiona jest do twojej rodziny, jaką krzywdę jej wyrządzili, bo to, że matka rozmawia z tobą, proponuje w jej mniemaniu dobre dla was rozwiązania, z których nie musicie korzystać, to raczej na plus dla niej, na pewno nie godzi to w was (inwazyjne byłoby, gdyby podjechała pod wasz dom i  kazała wam wsiadać i jechać z nimi, natomiast sama propozycja - jest jak najbardziej "normalna").
Pamiętaj też, że jest 3 rozwiązanie - nie jedziecie, skoro za drogo i za ciasno, to przecież możecie napawać się sobą nawzajem lol .

159

Odp: Opowiem Wam historię....
Beyondblackie napisał/a:
ravellook napisał/a:

On po to to robi że MA PRZEWAGĘ DZIĘKI TEMU. cieszy się, że udało mu się swoją biernością i złosliwścią zdenerwować żonę.
               Ma wtedy satysfakcję i sam czuje się lepszy, ważny że "wzbudza takie emocje".
To jest jego sposób na pokazanie przewagi.
Jak żona krzyczy to on jest W Centrum zainteresowania.
                    Nie chce z tego zrezygnować.

Gadasz pierdoly.

Autor tak sie zachowuje bo ma nieistniejace poczucie wartosci i za tym nie czuje sie kompetentny brac za siebie odpowiedzialnosci. Woli by zonka nim pomiatala bo to prostsze niz wziecie sie za siebie.



Shy znów się parę raz popłaszczył, przeprosił żonę za to, że żyje (bo nie za jakieś prawdziwe przewinienia), a teraz się śmieje z żony i obrabia jej tyłek na forum przed obcymi ludźmi. Jak to rozumieć?

160

Odp: Opowiem Wam historię....

Obrabia jej tylencje na forum, bo tu jest anonimowy i jego zale sa bezpiecznie schowane. Kazdy czlowiek potrzebuje jakiegos wentylu bezpieczenstwa, a ze nie ma go w realnym zyciu, to upuszcza sobie powietrze na internetach.

Pannapanna, ja to troche sarkastycznie napisalam, bo wiadomo, ze nikt o zdrowym poczuciu wlasnej wartosci nie chcialby byc w takim ukladzie i troche chcialam podlubac co o tym mysli sam zainteresowany, czy jakis wglad w siebie ma.

161

Odp: Opowiem Wam historię....

Nie wiem, czy taki anonimowy, skoro żona ma mnóstwo wolnego czasu i większość spędza w internecie wink

162

Odp: Opowiem Wam historię....
Beyondblackie napisał/a:

Pannapanna, ja to troche sarkastycznie napisalam, bo wiadomo, ze nikt o zdrowym poczuciu wlasnej wartosci nie chcialby byc w takim ukladzie i troche chcialam podlubac co o tym mysli sam zainteresowany, czy jakis wglad w siebie ma.

A gdzie tam on ci odpowie........... on się nie ustosunkowanie do niczego co jest dla niego niewygodne.
Jest jak żona alkoholika, który ją leje a ona myśli jak mu dogodzić żeby jeszcze dziś nie oberwać, zero refleksji nad sobą.

"No to dzień kolejny, w którym nastąpił z mojej strony mały przełom i tu pojawiają się znowu we mnie wątpliwości czy nie przegiąłem..." - szczyt żałosności, aż mi wstyd jak to czytam, a jednocześnie czuje prawdziwą odrazę to Shyguya....

163

Odp: Opowiem Wam historię....
pannapanna napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Zapytaj siebie, po jasna cholercie, Ty z nia wogole jestes? Z zolzowata, egoistyczna, emocjonalnie i psychicznie przemocowa kobieta, ktorej misja zyciowa jest Cie zniszczyc?

Walidacja.
Autor ma sam siebie za zero a nawet mniej i znalazł partnerkę, która go traktuje jak śmiecia - bo to potwierdza jego własne wyobrażenie na swój temat.

A wiesz, że coś w tym może być...coraz głębiej wchodzą we mnie myśli, że zdecydowałem się na ten związek ponieważ nie wierzyłem w siebie, niskie poczucie wartości - kiedyś miałem nawet myśli, że innej kobiety nie znajdę, że żadna mnie nie zechce itp. W jednej z kłótni kiedyś wyszczeliłem z tekstem do żony, że gdybym miał więcej pewności siebie i większe poczucie wartości to bym odszedł...zrobiłem to w nerwach co bardzo żonę zabolało. Później za to przepraszałem, lecz może gdzieś w głębi tak myślę naprawdę? Stąd też mam ciągle postanowienia skończenia z masturbacją, wzięcia się za siebie - po to by poprawić pewność siebie, nabrać szacunku do samego siebie i nabrać większego poczucia własnej wartości. Często mi takie myśli towarzyszą, że gdy poprawię pewność siebie wówczas będzie mi łatwiej mówić nie i stawiać jakieś warunki, a nie zgadzać się na wszystko.

164 Ostatnio edytowany przez Averyl (2017-07-04 11:43:46)

Odp: Opowiem Wam historię....

ShyGuy82 kiedyś słyszałam takie zdanie, że nie można sobie zrobić krzywdy myśląc nad sobą (oczywiście nie chodzi o nakręcanie się jakąś myślą - jestem beznadziejny, raczej o taki wewn. dialog z sobą samym).
Zadawaj sobie trudne pytania, na początku nie będzie odpowiedzi, ale już sama próba odpowiedzenia sobie na pytanie dlaczego jestem z tą kobietą, przybliża cię do celu. Już stwierdziłeś, że może brak pewności siebie, może zadasz sobie kolejne pytanie - dlaczego jest w tobie tak mało pewności, co było niezwykłego, fascynującego w żonie, gdy ją poznałeś? dokąd zmierzasz,  jak chcesz by twoje życie, twoja rodzina wyglądała za 5, 10 lat? itd

... możesz też spróbować rozmawiać z psychologiem, skoro potrzebujesz się wygadać.

165

Odp: Opowiem Wam historię....
Beyondblackie napisał/a:

Obrabia jej tylencje na forum, bo tu jest anonimowy i jego zale sa bezpiecznie schowane. Kazdy czlowiek potrzebuje jakiegos wentylu bezpieczenstwa, a ze nie ma go w realnym zyciu, to upuszcza sobie powietrze na internetach.

Dokładnie, traktuję to forum jako swoisty wentyl bezpieczeństwa...Kiedyś miałem kumpla i znajomą, którym mogłem się zwierzać kiedy był jakiś problem. Jakoś tam żona dowiedziała się, że im gadam o naszych problemach i dostałem reprymendę i zakaz mówienia o naszych problemach innym ludziom, nasze problemy miały pozostać naszymi problemami i nikt nie miał prawa się do nich wtrącać - powinniśmy je sami rozwiązywać.

Od pewnego momentu nawet moja znajoma (z którą rozmawiałem tylko za pośrednictwem internetu) sama zorientowała się, że jestem..jakiś inny...bo nasze rozmowy wyglądały już inaczej..później kontakt się urwał, już nie rozmawiamy. Z kumplem również.

Tutaj są anonimowi ludzie, których żona nie zna, jeśli nawet się dowie, że tu opisuję swoje problemy to mam to szczerze w tym momencie gdzieś. Kiedyś się tego obawiałem.

Ona jest osobą, która swoje problemy trzyma w sobie, nie ma kogoś komu się zwierza (jestem tego na 200% pewien).

Jeśli ja bym miał tak samo żyć sam z problemami to bym zwariował.

166

Odp: Opowiem Wam historię....
pannapanna napisał/a:

"No to dzień kolejny, w którym nastąpił z mojej strony mały przełom i tu pojawiają się znowu we mnie wątpliwości czy nie przegiąłem..." - szczyt żałosności, aż mi wstyd jak to czytam, a jednocześnie czuje prawdziwą odrazę to Shyguya....

Wiem...już nie mam tych wątpliwości. Cieszę się, że to z siebie wyrzuciłem.

167 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-07-04 12:26:06)

Odp: Opowiem Wam historię....

Shy, z inną kobietą bedziesz miał to samo- dlaczego- pisałam pare stron temu.. problem w Tobie....
Zrób eksperyment- oderwij sie na miesiąc chociaz od mamusi- nie dzwoń, nie idź tam, nie rozmawiaj o..
I padło tu pytanie- za co przepraszasz żonę?  nie odpowiedziałeś..

168 Ostatnio edytowany przez ShyGuy82 (2017-07-04 12:47:31)

Odp: Opowiem Wam historię....
Ela210 napisał/a:

Shy, z inną kobietą bedziesz miał to samo- dlaczego- pisałam pare stron temu.. problem w Tobie....
Zrób eksperyment- oderwij sie na miesiąc chociaz od mamusi- nie dzwoń, nie idź tam, nie rozmawiaj o..
I padło tu pytanie- za co przepraszasz żonę?  nie odpowiedziałeś..

No to muszę przedstawić całą sytuację żeby wytłumaczyć za co. Wyjeżdżamy z parkingu na którym są dziury, i patrzymy na ulicy w miejscu wyjazdu stoi samochód a przy nim stoją ludzie. Samochód utrudnia wyjazd. Żona zaczyna panikować, że nie wyjedzie, że uszkodzi sobie samochód bo będzie musiała jechać po dziurach (żona jest kierowcą). Ja uważam inaczej, że da radę, że można bokiem wyjechać, mówię, że przejedziesz...ona zaczyna już krzyczeć i nakazuje mi wysiąść z samochodu i sprawdzić czy można jakoś bokiem przejechać. Ja się zdenerwowałem bo znowu robi z igły widły, wychodzę z samochodu i mówię, że znowu aferę robi. Do tego mówi mi wyjdź szybko bo zaraz babcia (która stała obok) będzie się zastanawiała czemu nie jedziemy. To szybko wychodzę, będąc już zaszczuty nerwami żony, tak że sam nie wiem po co wychodzę i idę w kierunku tego blokującego samochodu. Okazuje się, że właśnie ruszył i można jechać. Spokojnie można było przejechać bokiem jak on tam stał, ale moja żona w nerwach, jak jej tłumaczę później, że przecież mogła podjechać i zobaczyć jak to wygląda, gościu wtedy by się zorientował i odjechał widząc, że ktoś chce przejechać to już za późno.

Próbowałem jeszcze się tłumaczyć, przekonać do swoich racji, ale już miały miejsce wrzaski na mnie, w pewnym momencie nawet powiedziała mi, że ona nie chce niszczyć swojego samochodu, a jak ja chcę to może mnie zaraz wysadzić, powiedziałem ok to mnie wysadź i już się prawie zatrzymała by to zrobić. Chciałem normalnej rozmowy ale to już nie było możliwe. Później już cała ta sytuacja stała się dla mnie tak absurdalna, że zamilkłem i tak w milczeniu jechaliśmy do domu. Z czasem próbowałem nawiązać jakiś normalny kontakt z nią, ale odpowiadała tylko tak, nie itd.

Rozchodziło się ogólnie o to, że zamiast odrazu spokojnie wytłumaczyć żonie by podjechała tam i zobaczyła jak to wygląda, ja nie słuchałem co ona do mnie mówi, tylko się wkurzyłem i do tego jeszcze powiedziałem że robi aferę. I za to, że tak się zachowałem i użyłem słowa afera, właśnie za to przeprosiłem.

Po prostu wychodząc z domu dnia następnego podszedłem do niej i powiedziałem, że niepotrzebnie tak nerwowo zareagowałem, zamiast wytłumaczyć Ci ze spokojem, i że nie potrzebnie użyłem słowa afera...przepraszam. Nic nie usłyszałem od żony...po czym wyszedłem.

169

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Shy, z inną kobietą bedziesz miał to samo- dlaczego- pisałam pare stron temu.. problem w Tobie....
Zrób eksperyment- oderwij sie na miesiąc chociaz od mamusi- nie dzwoń, nie idź tam, nie rozmawiaj o..
I padło tu pytanie- za co przepraszasz żonę?  nie odpowiedziałeś..

No to muszę przedstawić całą sytuację żeby wytłumaczyć za co. Wyjeżdżamy z parkingu na którym są dziury, i patrzymy na ulicy w miejscu wyjazdu stoi samochód a przy nim stoją ludzie. Samochód utrudnia wyjazd. Żona zaczyna panikować, że nie wyjedzie, że uszkodzi sobie samochód bo będzie musiała jechać po dziurach (żona jest kierowcą). Ja uważam inaczej, że da radę, że można bokiem wyjechać, mówię, że przejedziesz...ona zaczyna już krzyczeć i nakazuje mi wysiąść z samochodu i sprawdzić czy można jakoś bokiem przejechać. Ja się zdenerwowałem bo znowu robi z igły widły, wychodzę z samochodu i mówię, że znowu aferę robi. Do tego mówi mi wyjdź szybko bo zaraz babcia (która stała obok) będzie się zastanawiała czemu nie jedziemy. To szybko wychodzę, będąc już zaszczuty nerwami żony, tak że sam nie wiem po co wychodzę i idę w kierunku tego blokującego samochodu. Okazuje się, że właśnie ruszył i można jechać. Spokojnie można było przejechać bokiem jak on tam stał, ale moja żona w nerwach, jak jej tłumaczę później, że przecież mogła podjechać i zobaczyć jak to wygląda, gościu wtedy by się zorientował i odjechał widząc, że ktoś chce przejechać to już za późno.

Próbowałem jeszcze się tłumaczyć, przekonać do swoich racji, ale już miały miejsce wrzaski na mnie, w pewnym momencie nawet powiedziała mi, że ona nie chce niszczyć swojego samochodu, a jak ja chcę to może mnie zaraz wysadzić, powiedziałem ok to mnie wysadź i już się prawie zatrzymała by to zrobić. Chciałem normalnej rozmowy ale to już nie było możliwe. Później już cała ta sytuacja stała się dla mnie tak absurdalna, że zamilkłem i tak w milczeniu jechaliśmy do domu. Z czasem próbowałem nawiązać jakiś normalny kontakt z nią, ale odpowiadała tylko tak, nie itd.

Rozchodziło się ogólnie o to, że zamiast odrazu spokojnie wytłumaczyć żonie by podjechała tam i zobaczyła jak to wygląda, ja nie słuchałem co ona do mnie mówi, tylko się wkurzyłem i do tego jeszcze powiedziałem że robi aferę. I za to, że tak się zachowałem i użyłem słowa afera, właśnie za to przeprosiłem.

Po prostu wychodząc z domu dnia następnego podszedłem do niej i powiedziałem, że niepotrzebnie tak nerwowo zareagowałem, zamiast wytłumaczyć Ci ze spokojem, i że nie potrzebnie użyłem słowa afera...przepraszam. Nic nie usłyszałem od żony...po czym wyszedłem.

to tylko moje zdanie - ale jakby mi ktoś zrobił taka akcję jak ona, to miałabym go za kretyna po prostu.
kobieta jest niezrównoważona.

170

Odp: Opowiem Wam historię....

autorze, powiedz, czy Ty uważasz że Twoje zachowanie ma zwiazek z tym co robi żona, czy nie?

171

Odp: Opowiem Wam historię....
Ela210 napisał/a:

autorze, powiedz, czy Ty uważasz że Twoje zachowanie ma zwiazek z tym co robi żona, czy nie?

Jakie konkretnie zachowanie masz na myśli?

172

Odp: Opowiem Wam historię....

Nie pytam Cie o konkretną utarczkę z żoną, tylko o przekonanie lub nie, tylko czy TY uważasz, że jej reakcje mogłybybyć inne, gdybyś Ty zmienił swoje podejscie.

173

Odp: Opowiem Wam historię....
Ela210 napisał/a:

Nie pytam Cie o konkretną utarczkę z żoną, tylko o przekonanie lub nie, tylko czy TY uważasz, że jej reakcje mogłybybyć inne, gdybyś Ty zmienił swoje podejscie.

Szczerze..uważam że jest małą szansa ponieważ ona ma to zakorzenione w swoim charakterze. Lubię analizować zachowania innych osób z punktu widzenia psychologii i niestety zauważam duże podobieństwo do charakteru jej świętej pamięci mamy. Z historii, które mi opowiadała (czasem ze łzami w oczach), wiem jak była traktowana w dzieciństwie, wiem jaki klimat panował w jej domu, wiem jakie "sztuczki" stosowała wobec niej jej mama, wiem jak traktowała swojego męża, wiem że mimo iż robił wszystko dla swojej ciężko chorej żony to ona potrafiła go ganiać, że jest niedobry itp. Wiem, że uciekał w pracę i cieszył się jak przyjechaliśmy do nich by go odciążyć, wiem jak potrafiła się jej mama wydrzeć na swojego męża, wiem jak go krytykowała i dokuczała czasem. Wiem, że wiele wzorców wyniosła z domu.

Nie mnie tu oceniać bo nie jestem psychologiem, ale jeśli miałbym się o to pokusić to jej dzieciństwo miało wpływ na to jaka jest teraz.

Nie jestem pewien czy człowiek może się aż tak zmienić pod wpływem innych moich reakcji.

Gdy jest dobrze to jest dobrze, ale jak powstaje jakiś punkt zapalny to jest ciężko. A trudno chodzić całe życie na paluszkach żeby tylko było jej dobrze.

174

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Nie pytam Cie o konkretną utarczkę z żoną, tylko o przekonanie lub nie, tylko czy TY uważasz, że jej reakcje mogłybybyć inne, gdybyś Ty zmienił swoje podejscie.

Szczerze..uważam że jest małą szansa ponieważ ona ma to zakorzenione w swoim charakterze. Lubię analizować zachowania innych osób z punktu widzenia psychologii i niestety zauważam duże podobieństwo do charakteru jej świętej pamięci mamy. Z historii, które mi opowiadała (czasem ze łzami w oczach), wiem jak była traktowana w dzieciństwie, wiem jaki klimat panował w jej domu, wiem jakie "sztuczki" stosowała wobec niej jej mama, wiem jak traktowała swojego męża, wiem że mimo iż robił wszystko dla swojej ciężko chorej żony to ona potrafiła go ganiać, że jest niedobry itp. Wiem, że uciekał w pracę i cieszył się jak przyjechaliśmy do nich by go odciążyć, wiem jak potrafiła się jej mama wydrzeć na swojego męża, wiem jak go krytykowała i dokuczała czasem. Wiem, że wiele wzorców wyniosła z domu.

Nie mnie tu oceniać bo nie jestem psychologiem, ale jeśli miałbym się o to pokusić to jej dzieciństwo miało wpływ na to jaka jest teraz.

Nie jestem pewien czy człowiek może się aż tak zmienić pod wpływem innych moich reakcji.

Gdy jest dobrze to jest dobrze, ale jak powstaje jakiś punkt zapalny to jest ciężko. A trudno chodzić całe życie na paluszkach żeby tylko było jej dobrze.


Napisałeś o żonie, a ja pytałam o Ciebie.. zauwazasz rolę tesciowej w życiu żony, a rolę Twojej mamy w Twoim zyciu zauwazasz?

175

Odp: Opowiem Wam historię....
Ela210 napisał/a:

Napisałeś o żonie, a ja pytałam o Ciebie.. zauwazasz rolę tesciowej w życiu żony, a rolę Twojej mamy w Twoim zyciu zauwazasz?

Moje zachowanie nie wynika z tego jak zachowuje się żona, ale wynika z mojego wychowania i z tego co wyniosłem z domu.

Tak zauważam rolę mojej mamy, wiem że moi rodzice również popełnili błąd w wychowaniu mnie. Wychowany zostałem głównie przez babcię, jako pierworodny natrafiłem na okres w którym mój ojciec miał problemy z alkoholem. Później wyszedł na prostą. Moje rodzeństwo prawdopodobnie nie wie o jego problemach jakie miał. Sporo robiła za mnie i za innych w moim rodzinnym domu moja matka, stąd mogą wynikać moje problemy z samodzielnym podejmowaniem decyzji. Aczkolwiek uważam, że od czasu kiedy poznałem moją żonę zmieniłem część moich zachowań.

Nie wiem czy o taką odpowiedź Ci chodziło czy zauważasz jakąś inną rolę mojej mamy w moim życiu i chciałaś mi to zasugerować?

176

Odp: Opowiem Wam historię....

Na podstawie tego co piszesz na forum nie można wydawać jednoznacznych i autorytarnych osądów. Ale na każdym kroku widać, jak bardzo starasz się zasłuzyć na nagrodę, na pogłaskanie..
Ty sam tego nie ogarniesz, ani ludzie na forum- znajdź doswiadczonego terapeutę i zacznij pracować nad sobą. zrozumiesz co się dzieje wokół Ciebie.
Nie staraj się zrozumieć motywów żony- to jej "broszka"- Ty zajmij sie sobą- tylko w ten sposób wyjdziecie z tego błędnego koła.

177

Odp: Opowiem Wam historię....
Ela210 napisał/a:

Na podstawie tego co piszesz na forum nie można wydawać jednoznacznych i autorytarnych osądów. Ale na każdym kroku widać, jak bardzo starasz się zasłuzyć na nagrodę, na pogłaskanie..
Ty sam tego nie ogarniesz, ani ludzie na forum- znajdź doswiadczonego terapeutę i zacznij pracować nad sobą. zrozumiesz co się dzieje wokół Ciebie.
Nie staraj się zrozumieć motywów żony- to jej "broszka"- Ty zajmij sie sobą- tylko w ten sposób wyjdziecie z tego błędnego koła.

ok, dzięki za sugestię smile

178

Odp: Opowiem Wam historię....

Shy, problem jest tak samo prosty jak jest skomplikowany.

Najwazniejsza rzecz, to fakt, ze NIE MOZESZ ZMIENIC zachowania zony. To jej problem, jej zaburzenie i ona sama musi chciec sie za to wziac. Mozesz za to absolutnie zmienic swoj stosunek do rzeczywistosci. Wiem, ze uwazasz terapie za takie pierdu- pierdu, ale z doswiadczenia Ci powiem, ze pol roku moze sprawic, ze poetycznie mowic, bedziesz przenosil gory.

179

Odp: Opowiem Wam historię....

Wbrew pozorom zachowanie jednej strony ma wpływ na zachowanie drugiej, nawet jeśli jej problemu, w tym przypadku żony ShyGuy, nie rozwiązuje. Jeśli on nie będzie reagował w sposób, jaki to sobie założyła, to jej przedstawienia przestaną mieć sens. Jeśli on będzie żył swoim życiem zamiast skupiać się na niej, to ona w końcu będzie musiała zająć się sobą, a nie tylko udawać, że to robi. Jeśli on wyznaczy granice, których nie będzie pozwalał w stosunku do własnej osoby przekraczać, a przy tym będzie stanowczy i konsekwentny, to ona będzie musiała nauczyć się je szanować. I tak dalej, i tak dalej. Ważne, aby reagować i zachowywać się w sposób właściwy, a to rzeczywiście jest zadanie dla terapeuty.
Przy czym, o tym ShyGuy musisz pamiętać, on za Ciebie tej pracy nie wykona, on jedynie Ci w tym pomoże.

180

Odp: Opowiem Wam historię....
Olinka napisał/a:

Wbrew pozorom zachowanie jednej strony ma wpływ na zachowanie drugiej, nawet jeśli jej problemu, w tym przypadku żony ShyGuy, nie rozwiązuje. Jeśli on nie będzie reagował w sposób, jaki to sobie założyła, to jej przedstawienia przestaną mieć sens. Jeśli on będzie żył swoim życiem zamiast skupiać się na niej, to ona w końcu będzie musiała zająć się sobą, a nie tylko udawać, że to robi. Jeśli on wyznaczy granice, których nie będzie pozwalał w stosunku do własnej osoby przekraczać, a przy tym będzie stanowczy i konsekwentny, to ona będzie musiała nauczyć się je szanować. I tak dalej, i tak dalej. Ważne, aby reagować i zachowywać się w sposób właściwy, a to rzeczywiście jest zadanie dla terapeuty.
Przy czym, o tym ShyGuy musisz pamiętać, on za Ciebie tej pracy nie wykona, on jedynie Ci w tym pomoże.

Masz racje, tylko po to, zeby zaczac sie inaczej wobec zony zachowywac Shy musi wyrobic sobie podstawowy zaczatek kregoslupa, a tego raczej bez terapii zrobic sie nie da. Przeciez on nawet trzesie sie na mysl o tym by sprzeciwic sie zonie!

181

Odp: Opowiem Wam historię....
Beyondblackie napisał/a:
Olinka napisał/a:

Wbrew pozorom zachowanie jednej strony ma wpływ na zachowanie drugiej, nawet jeśli jej problemu, w tym przypadku żony ShyGuy, nie rozwiązuje. Jeśli on nie będzie reagował w sposób, jaki to sobie założyła, to jej przedstawienia przestaną mieć sens. Jeśli on będzie żył swoim życiem zamiast skupiać się na niej, to ona w końcu będzie musiała zająć się sobą, a nie tylko udawać, że to robi. Jeśli on wyznaczy granice, których nie będzie pozwalał w stosunku do własnej osoby przekraczać, a przy tym będzie stanowczy i konsekwentny, to ona będzie musiała nauczyć się je szanować. I tak dalej, i tak dalej. Ważne, aby reagować i zachowywać się w sposób właściwy, a to rzeczywiście jest zadanie dla terapeuty.
Przy czym, o tym ShyGuy musisz pamiętać, on za Ciebie tej pracy nie wykona, on jedynie Ci w tym pomoże.

Masz racje, tylko po to, zeby zaczac sie inaczej wobec zony zachowywac Shy musi wyrobic sobie podstawowy zaczatek kregoslupa, a tego raczej bez terapii zrobic sie nie da. Przeciez on nawet trzesie sie na mysl o tym by sprzeciwic sie zonie!

Obie macie rację.

To jest moja obserwacja z życia - nie jakaś tam naukowa mądrość tongue
Niestety niektórzy mężczyźni, niezależnie ile lat mają, cały czas nie odseparowali się od cyca. Tak jak małe dziecko, nie ma świadomości, że jest już osobną osobą, blisko, ale jednak odseparowaną od matki, to tak samo niektórzy dorośli panowie - uzależnienie od kobiety (matki, żony), co ona powie, co pomyśli, jaki będzie miała humor, jak zadysponuje chłopczykiem, czy da mu karę czy nagrodę... itd.
Wiem, że  jest to złośliwe, ale wielu takich facetów nie jest w stanie wyartykułować, co czują, czego chcą, ich "ja" jest tożsame z kobietą.
Nawet terapia z takim chłopczykiem, to ciężki kawałek chleba dla psychologa.

182

Odp: Opowiem Wam historię....
Averyl napisał/a:

Obie macie rację.

To jest moja obserwacja z życia - nie jakaś tam naukowa mądrość tongue
Niestety niektórzy mężczyźni, niezależnie ile lat mają, cały czas nie odseparowali się od cyca. Tak jak małe dziecko, nie ma świadomości, że jest już osobną osobą, blisko, ale jednak odseparowaną od matki, to tak samo niektórzy dorośli panowie - uzależnienie od kobiety (matki, żony), co ona powie, co pomyśli, jaki będzie miała humor, jak zadysponuje chłopczykiem, czy da mu karę czy nagrodę... itd.
Wiem, że  jest to złośliwe, ale wielu takich facetów nie jest w stanie wyartykułować, co czują, czego chcą, ich "ja" jest tożsame z kobietą.
Nawet terapia z takim chłopczykiem, to ciężki kawałek chleba dla psychologa.

Ja myślę, że we trojkę macie rację...

Z tym, że ja mam wątpliwości czy moja Ż chce tak do końca takiego faceta nieuzależnionego od kobiety (matki, żony). Ja odnoszę wrażenie, że ona chce bym nie był uzależniony od matki natomiast był uzależniony od niej. Choć z drugiej strony już kiedyś mieliśmy z żoną rozmowy o tym dlaczego się przejmuję co sobie żona pomyśli, co powie, jaki będzie miała humor, że mam być z nią do końca szczery. Tylko jak mam inne zdanie i próbuję podjąć jakąś decyzję, racjonalną decyzję i wiele argumentów przemawia na korzyść mojej decyzji i absolutnie nie robię tego bo mamusia sobie tak zachciała, to zawsze jest w moim kierunku stwierdzenie, że mamusia sobie zażyczyła, mamusia nakazała to trzeba się zgodzić - a to jest w moim mniemaniu przepraszam, że się tak wyrażę GÓWNO prawda.

Gówno burza z byle powodu, żal życie tracić na takie problemy....

183 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2017-07-05 12:33:05)

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
Averyl napisał/a:

Obie macie rację.

To jest moja obserwacja z życia - nie jakaś tam naukowa mądrość tongue
Niestety niektórzy mężczyźni, niezależnie ile lat mają, cały czas nie odseparowali się od cyca. Tak jak małe dziecko, nie ma świadomości, że jest już osobną osobą, blisko, ale jednak odseparowaną od matki, to tak samo niektórzy dorośli panowie - uzależnienie od kobiety (matki, żony), co ona powie, co pomyśli, jaki będzie miała humor, jak zadysponuje chłopczykiem, czy da mu karę czy nagrodę... itd.
Wiem, że  jest to złośliwe, ale wielu takich facetów nie jest w stanie wyartykułować, co czują, czego chcą, ich "ja" jest tożsame z kobietą.
Nawet terapia z takim chłopczykiem, to ciężki kawałek chleba dla psychologa.

Ja myślę, że we trojkę macie rację...

Z tym, że ja mam wątpliwości czy moja Ż chce tak do końca takiego faceta nieuzależnionego od kobiety (matki, żony). Ja odnoszę wrażenie, że ona chce bym nie był uzależniony od matki natomiast był uzależniony od niej. Choć z drugiej strony już kiedyś mieliśmy z żoną rozmowy o tym dlaczego się przejmuję co sobie żona pomyśli, co powie, jaki będzie miała humor, że mam być z nią do końca szczery. Tylko jak mam inne zdanie i próbuję podjąć jakąś decyzję, racjonalną decyzję i wiele argumentów przemawia na korzyść mojej decyzji i absolutnie nie robię tego bo mamusia sobie tak zachciała, to zawsze jest w moim kierunku stwierdzenie, że mamusia sobie zażyczyła, mamusia nakazała to trzeba się zgodzić - a to jest w moim mniemaniu przepraszam, że się tak wyrażę GÓWNO prawda.

Gówno burza z byle powodu, żal życie tracić na takie problemy....

Widzę światełko w tunelu smile

Pewno, że żal.  Jest lato, cudowna pogoda, lepiej wyskoczyć z żoną na rower  po lesie smile  Jaki masz rower, pochwalisz się ?

184

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
Averyl napisał/a:

Obie macie rację.

To jest moja obserwacja z życia - nie jakaś tam naukowa mądrość tongue
Niestety niektórzy mężczyźni, niezależnie ile lat mają, cały czas nie odseparowali się od cyca. Tak jak małe dziecko, nie ma świadomości, że jest już osobną osobą, blisko, ale jednak odseparowaną od matki, to tak samo niektórzy dorośli panowie - uzależnienie od kobiety (matki, żony), co ona powie, co pomyśli, jaki będzie miała humor, jak zadysponuje chłopczykiem, czy da mu karę czy nagrodę... itd.
Wiem, że  jest to złośliwe, ale wielu takich facetów nie jest w stanie wyartykułować, co czują, czego chcą, ich "ja" jest tożsame z kobietą.
Nawet terapia z takim chłopczykiem, to ciężki kawałek chleba dla psychologa.

Ja myślę, że we trojkę macie rację...

Z tym, że ja mam wątpliwości czy moja Ż chce tak do końca takiego faceta nieuzależnionego od kobiety (matki, żony). Ja odnoszę wrażenie, że ona chce bym nie był uzależniony od matki natomiast był uzależniony od niej. Choć z drugiej strony już kiedyś mieliśmy z żoną rozmowy o tym dlaczego się przejmuję co sobie żona pomyśli, co powie, jaki będzie miała humor, że mam być z nią do końca szczery. Tylko jak mam inne zdanie i próbuję podjąć jakąś decyzję, racjonalną decyzję i wiele argumentów przemawia na korzyść mojej decyzji i absolutnie nie robię tego bo mamusia sobie tak zachciała, to zawsze jest w moim kierunku stwierdzenie, że mamusia sobie zażyczyła, mamusia nakazała to trzeba się zgodzić - a to jest w moim mniemaniu przepraszam, że się tak wyrażę GÓWNO prawda.

Gówno burza z byle powodu, żal życie tracić na takie problemy....


jesteś zachłanny -  chciałbyś z dwóch cyców nachłeptać się mleczka... zamiast wydorośleć i stać się niezależną, odpowiedzialną osobą

185 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-07-05 12:46:51)

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
Averyl napisał/a:

Obie macie rację.

To jest moja obserwacja z życia - nie jakaś tam naukowa mądrość tongue
Niestety niektórzy mężczyźni, niezależnie ile lat mają, cały czas nie odseparowali się od cyca. Tak jak małe dziecko, nie ma świadomości, że jest już osobną osobą, blisko, ale jednak odseparowaną od matki, to tak samo niektórzy dorośli panowie - uzależnienie od kobiety (matki, żony), co ona powie, co pomyśli, jaki będzie miała humor, jak zadysponuje chłopczykiem, czy da mu karę czy nagrodę... itd.
Wiem, że  jest to złośliwe, ale wielu takich facetów nie jest w stanie wyartykułować, co czują, czego chcą, ich "ja" jest tożsame z kobietą.
Nawet terapia z takim chłopczykiem, to ciężki kawałek chleba dla psychologa.

Ja myślę, że we trojkę macie rację...

Z tym, że ja mam wątpliwości czy moja Ż chce tak do końca takiego faceta nieuzależnionego od kobiety (matki, żony). Ja odnoszę wrażenie, że ona chce bym nie był uzależniony od matki natomiast był uzależniony od niej. Choć z drugiej strony już kiedyś mieliśmy z żoną rozmowy o tym dlaczego się przejmuję co sobie żona pomyśli, co powie, jaki będzie miała humor, że mam być z nią do końca szczery. Tylko jak mam inne zdanie i próbuję podjąć jakąś decyzję, racjonalną decyzję i wiele argumentów przemawia na korzyść mojej decyzji i absolutnie nie robię tego bo mamusia sobie tak zachciała, to zawsze jest w moim kierunku stwierdzenie, że mamusia sobie zażyczyła, mamusia nakazała to trzeba się zgodzić - a to jest w moim mniemaniu przepraszam, że się tak wyrażę GÓWNO prawda.

Gówno burza z byle powodu, żal życie tracić na takie problemy....

Wow, jest progres, Gratuluję ShyGuy smile
Już wiesz, że wybrałeś sobie na żonę kobietę, która tak jak twoja mama lubi i musi TRZYMAĆ KONTROLĘ. Już doszedłeś do wniosku, że zarówno w relacji z matką, jak i z żoną przyjmujesz rolę PODPORZĄDKOWANEGO DZIECKA.
Szkoda jeszcze tylko, że problem, który zauważasz to taki, że żona czując, że nie ma nad tobą pełnej kontroli, zatruwa ci życie.
Poszukaj jeszcze głębiej, bo jest szansa, że znajdziesz.

186

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:

Nie oczekuję komentarzy, nie piszcie też proszę po co to piszę...wyrzucam to z siebie, dzielę się z innymi, robię pamiętnik, po prostu.....
/.../
Jeśli jednak do soboty moja żona będzie miała ciągle takie humorki..to nie wiem czy nie wybuchnę i nie powiem, żeby została a ja pojadę sam skoro ma psuć wyjazd...bo nawet jak sami pojedziemy samochodem to jest szansa, że nie będzie się do mnie odzywać.
.


tworzysz iluzję, że budzi się w tobie świadomość... a jaka jest prawda? poza tym, że chcesz trochę poużalać się nad sobą?

akcja z parapetówką to świeżynką... no ale jaki jest finał przeprosiłeś żonę, czy może zaczęła chodzić na rozmowy o pracę?

187

Odp: Opowiem Wam historię....
mallwusia napisał/a:

Pewno, że żal.  Jest lato, cudowna pogoda, lepiej wyskoczyć z żoną na rower  po lesie smile  Jaki masz rower, pochwalisz się ?

Ja zawsze chętnie, ale żona do lasu nie wjedzie bo komary są i muszki, hehe wink Jak widać zawsze z czymś, gdzieś problem. Albo kleszcze spadające z drzewa... big_smile
Nie ma się czym chwalić bo już stary jest i nawet pordzewiały wink Ale marka to Author smile

188

Odp: Opowiem Wam historię....
summerka88 napisał/a:

Szkoda jeszcze tylko, że problem, który zauważasz to taki, że żona czując, że nie ma nad tobą pełnej kontroli, zatruwa ci życie.
Poszukaj jeszcze głębiej, bo jest szansa, że znajdziesz.

Nie wiem co może być głębiej...ale spróbuję.

189

Odp: Opowiem Wam historię....

ShyGuy82 co poczułeś się jak bohater domu? Ludzie biją ci brawo, bo robisz pierwsze kroczki w kierunku samodzielności?

Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. To jak rozpłaszczyłeś się przed żonką? wybaczyła ci, że odważyłeś się jej zasugerować, by zrobiła obiad, albo poszła do pracy, czy sam zacząłeś szukać możliwości dorobienia?

190

Odp: Opowiem Wam historię....
Averyl napisał/a:

tworzysz iluzję, że budzi się w tobie świadomość... a jaka jest prawda? poza tym, że chcesz trochę poużalać się nad sobą?
akcja z parapetówką to świeżynką... no ale jaki jest finał przeprosiłeś żonę, czy może zaczęła chodzić na rozmowy o pracę?

Dostałem informację od żony, że nie ma nic przeciwko (użyła słów "naprawdę") jechać z moją rodziną samochodem i przyjąłem tą odpowiedź jako informację potwierdzającą. Użyła też stwierdzenia, że mam powiedzieć matce, że pojedziemy z nimi. Tak też uczyniłem.

Aczkolwiek znając ją może to być zagrywka by mi udowodnić, że zgadzam się ze wszystkim co matka zaproponuje, ponieważ już dziś kupując prezent na parapetówkę pytałem kilka razy o to co sądzi o danym prezencie, odpowiadała mi "jak chcesz, jak chcesz, to twoja decyzja" itp. Jak zapytała czy już kupiłem i jej odpowiedziałem, że jeden prezent tak a drugi jeszcze nie ale mam zamiar to otrzymałem odpowiedzi Ż: "aha. czyli oba prezenty są od Ciebie", Ja: "nie są ode mnie tylko od nas", Ż: "aha... dobrze wiedzieć...Ty wybrałeś, Ty zdecydowałeś o cenie i o wszystkim... ale są od nas". Jak jej powiedziałem co wygaduje, że przecież się jej pytałem i nie wyraziła swojego zdania to skwitowała "ok, kupuj co chcesz" nosz kuźwa smile

Nie nie przeprosiłem za nic. Jeszcze raz wyjaśniłem jej, że jej nic nie nakazuje, tylko sugeruję, że mogłaby coś z tym zrobić że nie ma pracy, pieniędzy. Poza tym wspominałem również o tym, że czasem nic nie robi cały dzień, ja pracuję to mogłaby wtedy przygotować obiad a nie, że ja muszę to robić.

To teraz mi zadaje pytania na którą chce obiad, jak piszę, że dzisiaj sobie zrobię sam bo wiem, że ona ma dzisiaj jechać coś załatwić to mi odpisuje, że przecież to jej obowiązek i oczekuję przecież obiadku na stole.

Odpowiedziałem, że nie ale dziekuję. NIe chcę obiadu.

Czujecie to? Robi ze mnie kuźwa gościa, który jej rozkazuje, robi z niej kucharę i jeszcze zagania do pracy bo sam ma problem z tym by płacić za wszystko i mu to przeszkadza.

Jeśli chodzi o rozmowy o pracę to nie - powiedziała, że sobie poradzi z kasą, że ode mnie nie chce, jedynie po połowie na rachunki. Z tego co mi wiadomo, czego się domyślam, to coś na allegro próbować będzie wystawić by sprzedać....

191

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:

Czujecie to? Robi ze mnie kuźwa gościa, który jej rozkazuje, robi z niej kucharę i jeszcze zagania do pracy bo sam ma problem z tym by płacić za wszystko i mu to przeszkadza.

Czujemy, czujemy wink
A czy ty czujesz ShyGuy, DLACZEGO twoja żona zachowuje się w ten sposób? Co chce dzięki temu "zyskać"?

192

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:

To teraz mi zadaje pytania na którą chce obiad, jak piszę, że dzisiaj sobie zrobię sam bo wiem, że ona ma dzisiaj jechać coś załatwić to mi odpisuje, że przecież to jej obowiązek i oczekuję przecież obiadku na stole.

Odpowiedziałem, że nie ale dziekuję. NIe chcę obiadu.

Czujecie to? Robi ze mnie kuźwa gościa, który jej rozkazuje, robi z niej kucharę i jeszcze zagania do pracy bo sam ma problem z tym by płacić za wszystko i mu to przeszkadza.

To się nazywa szantaż emocjonalny. Nie ma znaczenia, czy jest to jej obowiązek czy przyjemność, skoro dzisiaj powiedziałeś "dziękuję zjem na mieście", to nie ma się czym przejmować, że żona robi z siebie ofiarę małżeńskich obowiązków - jeśli tylko uświadomisz sobie, że manipuluje tobą (by wzbudzić w tobie poczucie winy, że krzywdzisz ją tymi obiadkami). Nic nie stoi na przeszkodzie byś jutro zasugerował jej, o której godzinie przyjedziesz po pracy i że z chęcią zjesz z nią obiad.

Podobnie z tym "poddaniem się", że jednak pojedzie z rodziną - to jest szantaż emocjonalny, mima obrażonej królewny, która będzie ci towarzyszyć całą imprezę, po to by wzbudzić w tobie poczucie winy.

Nie ulegaj je, być może teraz jest to dla niej brutalne, ale tacy ludzie nie są szczęśliwi, jej również przydałby się powrót na ziemię!

193

Odp: Opowiem Wam historię....

ShyGuy, a nie możesz jej raz i drugi powiedzieć wprost, że to co robi, to nie jest nic innego, jak szantaż emocjonalny, czyli zwykła próba manipulacji? Z reguły osoby, które zostają zdemaskowane czują się przynajmniej zażenowane, nawet jeśli tego na zewnątrz nie pokażą. Potem podrzuć jej kilka linków do artykułów o manipulacji, przemocy emocjonalnej i takich, które obnażają jej toksyczne zachowanie. Powtórzę - sądzę, że ona za nic nie przyzna się, że temat jej dotyczy, ale przynajmniej będzie czuła, że Ty jesteś coraz bardziej świadomy i coraz lepiej zorientowany w tym, co dzieje się w Waszym związku.

194

Odp: Opowiem Wam historię....
ShyGuy82 napisał/a:
mallwusia napisał/a:

Pewno, że żal.  Jest lato, cudowna pogoda, lepiej wyskoczyć z żoną na rower  po lesie smile  Jaki masz rower, pochwalisz się ?

Ja zawsze chętnie, ale żona do lasu nie wjedzie bo komary są i muszki, hehe wink Jak widać zawsze z czymś, gdzieś problem. Albo kleszcze spadające z drzewa... big_smile
Nie ma się czym chwalić bo już stary jest i nawet pordzewiały wink Ale marka to Author smile


Jej strata smile

195

Odp: Opowiem Wam historię....
Olinka napisał/a:

ShyGuy, a nie możesz jej raz i drugi powiedzieć wprost, że to co robi, to nie jest nic innego, jak szantaż emocjonalny, czyli zwykła próba manipulacji?

Podejmę taką próbę jeśli coś takiego jeszcze raz zastosuje.

Tymczasem znalazłem gdzieś fajną wypowiedź szukając informacji na temat przemocy psychicznej, który jakby trafia w punkt....

Moim zdaniem przemoc psychiczna zaczyna się wtedy, kiedy człowiek czuje wyrzuty sumienia, że postępuje zgodnie ze swoimi zasadami i co więcej, musi - ze ściśniętym żołądkiem - ciężko udowadniać oraz przekonywać przeciwnika o zasadności swoich do tej pory instynktownych oraz słusznych wyborów, które nikogo nie krzywdzą... a wręcz przeciwnie.

Przemoc psychiczna zaczyna się wtedy, kiedy boimy się powiedzieć inaczej, niż myśli tamta osoba. A tamta osoba zawsze myśli inaczej, zawsze inaczej niż my.

On mi kiedyś powiedział: chciałbym cię zamknąć w złotej klatce.
Powinnam wtedy uciec.
Tylko wtedy "zinterpretowałam sobie to jak wielką miłość".

A jest odwrotnie: Jeżeli kogoś kochasz, to daj mu wolność...

Przemoc psychiczna pojawia się wtedy, kiedy mimo lampek ostrzegawczych, syreny alarmowej, nielogicznej sytuacji, krzywdzących wyborów nie-własnych, potrafimy sobie wmówić, że nasz szczurzy instynkt samozachowawczy, prowadzący przecież do ocalenia psyche i ciała, jest na pewno w błędzie...

Przemoc psychiczna zaczyna się wtedy, kiedy ktoś chce przejąć nad nami kontrolę i tępym nożem do gazet podcina skrzydła. A kiedy już je odetnie i wyrzuci za okno, powie: nie miałaś skrzydeł. Zdawało ci się. Albo: nie masz skrzydeł, ponieważ ja nie mam...

Posty [ 131 do 195 z 238 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Opowiem Wam historię....

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024