A gdzie w tym wszystkim spontan? Szczere emocje? Naturalność ?
Ja w tym wszystkim widzę jedno wielkie "przepraszam, że żyję", ciągłe unikanie sporów, które tak naprawdę mają wyimaginowane, sztuczne przyczyny. Jakiś niepojęty dla mnie matrix.
Zarzut, że ShyGuy "nie ma jaj" czy "jest pipą" równie dobrze można odwrócić. Jeśli pipowatością jest brak własnego zdania i odgrywanie narzuconych odgórnie ról to większość porad w tym wątku była pipowata. Nasza tradycja i kultura przewidują określone role dla mężczyzny i kobiety a tu autorowi radzą, by był taki "jak wszyscy". By przyjął tradycyjnie przygotowaną dla mężczyzn rolę. Walnij pięścią w stół, pokaż, kto nosi spodnie. Wystarczy zmienić sytuację na tradycję matriatrchalną i już rady byłyby inne. Tak ważne jest więc posłuszne odgrywanie narzuconych ról?
ShyGuy, nie mam wrażenia, że jesteś "bez jaj". Wydaje mi się, że nie skorzystasz z porad o terapii. Potrzebowałeś wyrzucić z siebie to, co w zachowaniach żony Ci przeszkadza. Nie wiem, co byłoby dla Ciebie dobre. Ale jeśli wolisz swoją wrażliwość i nie chciałbyś w tej kwestii nic zmieniać, to terapia, do której masz opór nic nie da.
Czy można coś z tym zrobić? Na twoim miejscu potraktowałbym Wasze relacje jako rozgrywkę. Jako grę, w której na razie przegrywasz, bo nie zacząłeś grać. Chodzi o znajdowanie uzasadnień i wytłumaczeń w taki sposób, by to żona znajdowała się w niekorzystnym położeniu, gdyby chciała podtrzymywać fochy i zarzuty. Jako przykład podam konflikt o Krym. Rosja, jak wiadomo, postąpiła nieładnie, ale Ławrow podawał argumenty przemyślane, nieemocjonalne i wypadał o niebo lepiej od wszystkich polityków Zachodu, którzy posługiwali się tylko populizmem i przekonaniem o oczywistości ich słuszności. Oczywistości bywają zawodne.
Postaraj się wyszukiwać genialne wyjaśnienia, które pozwalałyby nie przepraszać bez potrzeby. wymagałoby to tez dostosowania się do gry i nieprowokowania niekorzystnych dla ciebie sytuacji (np. robisz wypad na rower na godzinę to wracasz o czasie a nie 10 minut po, bo wiadomo, że w tych 10 minutach można zrobić dużo rzeczy razem). Odpowiednie interpretowanie, spokój, niewdawanie się w kłótnie. nie polecam tzw. poważnych rozmów, tylko odpowiednie do sytuacji wyjaśnienia, cierpliwe i bardzo uprzejme. W tej grze istotne byłoby też przyjęcie założenia, że jesteście na równych prawach. To jest do przeprowadzenia, jak sądzę i czytając Ciebie wydaje mi się, że dałbyś radę.Jednakże jeśli tylko czujesz, że źle Ci jest być takim, jaki jesteś, to zignoruj moją wypowiedź i skorzystaj z rad o terapii.
Chyba najbardziej trafnie oceniłeś sytuację. Podoba mi się Twoja rada co do przyszłych zachowań. Dzięki ![]()
Póki co nie wiem co jest grane trochę...ponieważ żona nie odzywa się do mnie normalnie, w sensie normalnie mam na myśli tak jak to zawsze robiła, z serdecznością, uczuciem,żartem...obecne jej wypowiedzi są suche, jakby oschłe i bardzo rzadko mówi coś sama z siebie do mnie, dużo milczy. Jest smutna i sprawia wrażenie przygnębionej. Kiedy pytam się co się dzieje to odpowiada, że "nic". Kiedy podchodzę do niej bliżej, próbuję nawiązać bliskość to odsuwa się. Jest wycofana.
Jednak nie wiem dlaczego to robi, czy ma to związek ze mną, z tą sytuacją co miała miejsce czy może z niekorzystnym wynikiem badania krwi, o którym się od niej dziś dowiedziałem i które wykazało możliwą przyczynę (kolejną) problemów zajścia w ciążę. Jeszcze musi zrobić kolejne badanie...ale to co teraz wyszło wskazuje, że ewentualna ciąża będzie związana z ryzykiem poronień lub tego, że dziecko będzie miało np. chorobę downa
sam się tym wynikiem trochę przejąłem.....
I teraz nie wiem czy się tym załamała czy co...bo mi nic nie mówi więcej.
68 2017-06-27 20:27:16 Ostatnio edytowany przez Summertime (2017-06-27 20:36:02)
Powiem, krótko i na temat.Facet nie masz jaj, albo rozumu.Jeśli zastanawiasz się nad fochami swojej żony!Twoja mama nic złego nie powiedziała.Nic!Jedynie miała swoje plany!Ma do tego prawo.....A co do zachowania względem Twojego wyjścia na rower, to jest dziecinne i płytkie.Nie można ograniczać ukochanego, jeśli ta osoba widzi i czerpie satysfakcję ze sportu.Pantoflarz jesteś!
Z edytowałam i......powiem tak, że każdą swoją wypowiedź udzielam bez przeczytania innych osób, tak aby mieć całkowicie wyłącznie swoje odczucia bez sugetestii...i zauważyłam teraz po zapoznaniu się troszkę z innymi postami, że jest również ktoś kto stwierdził o braku jaj....No cóż autorze taki mamy wgląd w Twoją sprawę całkowicie obiektywny.Wyciągnij wnioski.
69 2017-06-27 20:50:08 Ostatnio edytowany przez farmama (2017-06-27 20:51:43)
Przepraszam, bo czegoś nie zrozumiałam. Staracie się o dziecko, a od września nie uprawiacie seksu. Jest czerwiec. Wiecie może skąd biorą się dzieci? Bocian nie przyniesie. Jesteś w moim wieku, a mam wrażenie, jakbym kilkulatka czytała. Moi kilkuletni synowie też mnie pytają, czy mogą bajkę obejrzec ( porównanie do wyjścia na rower). Ręce po prostu opadają. Twoja żona opanowała manipulacje do perfekcji, a Ty totalnie nie masz jaj. Dam Wam dobrą radę- nie róbcie dzieci nawet, jak już się dowiecie jak się to robi.
70 2017-06-27 21:24:54 Ostatnio edytowany przez Olinka (2017-06-27 22:49:12)
Zarejestrowałem się tylko po to żeby kobiety, które każą Ci Shy iść od niej w diabły mnie uszczypnęły bo nie wierzę w to co czytam. Niestety miałem przyjemność mieć styczność z kobietą podobnego sortu jak ta Twoja metresa. Proszę powiedzcie mi, że to troll, który kiedyś założył konto i sobie po prostu przypomniał hasło i dla jaj sieje ferment.
Chłopie, Ty nie myśl o tym, że małżonka ma kiepskie badania krwi i macie lipę z jej problemem z zajściem w ciążę. Ty myśl dniami i nocami jak się z tego wykaraskać, nie pamiętam czy mieszkacie na swoim czy wynajmujecie, ale CHWAŁA CI BOŻE, że nie macie potomstwa.
Już jesteś przecież wrakiem człowieka a fundujesz sobie bilet do kostnicy w wieku 40 lat, zawał lub inne przyczyny gwarantowane. Widać czarno na białym, że niestety w hierarchii jesteś dla niej na poziomie żula, którego można opluć i [wulgaryzm]. Wiem co mówię, bo przez to przechodziłem, ale jeszcze jakieś pokłady jaj miałem. Jednego razu kiedy Pani znowu się wkurzyła o typową pierdołę i prawie rozkręciła następną zadymę po prostu wyciągnąłem za przeproszeniem fiuta, złapałem ją za włosy i posadziłem do parteru wsadzając owego fiuta w usta będąc można powiedzieć agresywnym, następnie ją po prostu zerżnąłem. Tydzień chodziła jakby jakaś inna i nie czepiała się o nic, ba, nawet zaczęła mi gotować czego wcześniej nie robiła. Patent z seksem się sprawdzał przez jakiś czas, ale Pani jednak brakowało w życiu zadymy. Raz Pani mnie tak [wulgaryzm] następną zmyśloną sprawą (a jestem mega spokojnym człowiekiem), że prawie pozbawiłem ją życia, tak mnie wyprowadziła z równowagi.
Był to u mnie taki impuls żeby powiedzieć pas. I staram się nie pamiętać dobrych chwil (bo takich było dużo), dlaczego? Bo dobre chwile z ukochaną osobą powinny być na porządku dziennym, a mnie zdarzało się, że po pracy nie miałem ochoty wracać do domu (masakra!). U mnie na szczęście nie było ślubu i dziecka, bo znając życie skończyłbym z jakimiś długami i alimentami.
Nie mam pojęcia co Ci napisać, przetłumaczyć i ubrać w słowa żebyś złożył papiery rozwodowe, póki jeszcze nie macie wspólnych większych zobowiązań typu kredyt lub o zgrozo dzieciak, także powiem tylko - CZŁOWIEKU - [wulgaryzm] OD NIEJ W PODSKOKACH JAK CHCESZ ŻYĆ. I znajdź sobie normalną kobietę a nie diabła.
dżdżownick napisał/a:Zarzut, że ShyGuy "nie ma jaj" czy "jest pipą" równie dobrze można odwrócić. Jeśli pipowatością jest brak własnego zdania i odgrywanie narzuconych odgórnie ról to większość porad w tym wątku była pipowata. Nasza tradycja i kultura przewidują określone role dla mężczyzny i kobiety a tu autorowi radzą, by był taki "jak wszyscy". By przyjął tradycyjnie przygotowaną dla mężczyzn rolę. Walnij pięścią w stół, pokaż, kto nosi spodnie. Wystarczy zmienić sytuację na tradycję matriatrchalną i już rady byłyby inne. Tak ważne jest więc posłuszne odgrywanie narzuconych ról?
ShyGuy, nie mam wrażenia, że jesteś "bez jaj". Wydaje mi się, że nie skorzystasz z porad o terapii. Potrzebowałeś wyrzucić z siebie to, co w zachowaniach żony Ci przeszkadza. Nie wiem, co byłoby dla Ciebie dobre. Ale jeśli wolisz swoją wrażliwość i nie chciałbyś w tej kwestii nic zmieniać, to terapia, do której masz opór nic nie da.
Czy można coś z tym zrobić? Na twoim miejscu potraktowałbym Wasze relacje jako rozgrywkę. Jako grę, w której na razie przegrywasz, bo nie zacząłeś grać. Chodzi o znajdowanie uzasadnień i wytłumaczeń w taki sposób, by to żona znajdowała się w niekorzystnym położeniu, gdyby chciała podtrzymywać fochy i zarzuty. Jako przykład podam konflikt o Krym. Rosja, jak wiadomo, postąpiła nieładnie, ale Ławrow podawał argumenty przemyślane, nieemocjonalne i wypadał o niebo lepiej od wszystkich polityków Zachodu, którzy posługiwali się tylko populizmem i przekonaniem o oczywistości ich słuszności. Oczywistości bywają zawodne.
Postaraj się wyszukiwać genialne wyjaśnienia, które pozwalałyby nie przepraszać bez potrzeby. wymagałoby to tez dostosowania się do gry i nieprowokowania niekorzystnych dla ciebie sytuacji (np. robisz wypad na rower na godzinę to wracasz o czasie a nie 10 minut po, bo wiadomo, że w tych 10 minutach można zrobić dużo rzeczy razem). Odpowiednie interpretowanie, spokój, niewdawanie się w kłótnie. nie polecam tzw. poważnych rozmów, tylko odpowiednie do sytuacji wyjaśnienia, cierpliwe i bardzo uprzejme. W tej grze istotne byłoby też przyjęcie założenia, że jesteście na równych prawach. To jest do przeprowadzenia, jak sądzę i czytając Ciebie wydaje mi się, że dałbyś radę.Jednakże jeśli tylko czujesz, że źle Ci jest być takim, jaki jesteś, to zignoruj moją wypowiedź i skorzystaj z rad o terapii.
Chyba najbardziej trafnie oceniłeś sytuację. Podoba mi się Twoja rada co do przyszłych zachowań. Dzięki
Póki co nie wiem co jest grane trochę...ponieważ żona nie odzywa się do mnie normalnie, w sensie normalnie mam na myśli tak jak to zawsze robiła, z serdecznością, uczuciem,żartem...obecne jej wypowiedzi są suche, jakby oschłe i bardzo rzadko mówi coś sama z siebie do mnie, dużo milczy. Jest smutna i sprawia wrażenie przygnębionej. Kiedy pytam się co się dzieje to odpowiada, że "nic". Kiedy podchodzę do niej bliżej, próbuję nawiązać bliskość to odsuwa się. Jest wycofana.
Jednak nie wiem dlaczego to robi, czy ma to związek ze mną, z tą sytuacją co miała miejsce czy może z niekorzystnym wynikiem badania krwi, o którym się od niej dziś dowiedziałem i które wykazało możliwą przyczynę (kolejną) problemów zajścia w ciążę. Jeszcze musi zrobić kolejne badanie...ale to co teraz wyszło wskazuje, że ewentualna ciąża będzie związana z ryzykiem poronień lub tego, że dziecko będzie miało np. chorobę downa
sam się tym wynikiem trochę przejąłem.....
I teraz nie wiem czy się tym załamała czy co...bo mi nic nie mówi więcej.
Dżdżownick kadzisz jak ksiądz na wiejskim kazaniu, ale o większą bzdurę ciężko. Nie chodzi, by facet zachowywał się jak przysłowiowy facet, walił w stół i ustawiał świat pod siebie. Chodzi o to, że oni oboje są w patologicznym związku. Tak nie ma alkoholu, przemocy, więc chłopak wypiera, że coś jest nie tak, ma już taką papkę zamiast mózgu, że jednym tchem potrafi bronić żony, nawet gdy go traktuje jak wyżej.
To nie jest tak jak ty piszesz, że jeśli woli swoją wrażliwość, bo ta jego wrażliwość już doprowadza go do jakiś depresyjnych klimatów (skąd pomysł na temat, na dyskusję, skoro chłopak broni status quo?, kogo chce przekonać, że wszystko jest w porządku w ich relacji? siebie?), jeszcze trochę a spowoduje choroby psychosomatyczne - nie można funkcjonować szczęśliwie w toksycznym związku, ale oczywiście można lata całe oszukiwać się, że wszystko jest OK.
Bakłażan, wolne żarty, przecież autora nie interesują żadne rady ![]()
Nie widzisz, że i tak nie pójdzie na terapię, bo do tego też trzeba mieć jaja.
Że nie postawi się żonie, bo musiałby pocierpieć AŻ 7 MILCZĄCYCH DNI
![]()
On się tu przyszedł tylko wypłakać, abyśmy go pogłaskali po główce i podpowiedzieli mu, jak ma podejść swoją ukochaną Myszkę, aby była dla niego znów miła
Nawet jak się z nią nie bzykał dwa lata to miał biedny wytłumaczenie, że się chłopina zablokował ![]()
No sory że tak brutalnie, że się nabijam już, ale o jakim rozwodzie tu mowa. To grzeczny chłopak, a grzeczni chłopcy nie robią takich rzeczy
Aha, i nie mówię, że zwykłego spontanicznego seksu nie było, bo było i to sporo, po prostu kiedy zaczynała robić zadymy brałem ją można powiedzieć "na chama", pewnie jej się to spodobało i widać było, że chodzi zadowolona. Problem taki, że w tym modelu nic nie trwa wiecznie i charakteru, przyzwyczajeń nie zmienisz. A u Was ludzie nawet seksu nie ma, przecież to jakiś obłęd. Jak dla mnie to jesteście dla siebie kolegami a nie małżeństwem tylko, że ona w tym "związku" ma przywilej gnojenia Cię bo każdy Twój sprzeciw skończy się jej fochem, także nie możesz mieć swojego zdania, nawet jak masz rację. W sumie łączy was świstek ślubny, jakbyś dał dyla to ona na dniach znajdzie nowego gacha a Ty będziesz się zbierał psychicznie kilka lat.
Problem taki, że w tym modelu nic nie trwa wiecznie i charakteru, przyzwyczajeń nie zmienisz. A u Was ludzie nawet seksu nie ma, przecież to jakiś obłęd. Jak dla mnie to jesteście dla siebie kolegami a nie małżeństwem tylko, że ona w tym "związku" ma przywilej gnojenia Cię bo każdy Twój sprzeciw skończy się jej fochem, także nie możesz mieć swojego zdania, nawet jak masz rację. W sumie łączy was świstek ślubny, jakbyś dał dyla to ona na dniach znajdzie nowego gacha a Ty będziesz się zbierał psychicznie kilka lat.
Mylisz się kolego, to jest matrix. A ty odnosisz się do prawdziwego życia. Nasz Autor nigdy nie żył w takim świecie. Do matrixa wprowadziła go szanowna mamusia, a teraz żonka kontynuuje. Tu nie ma miejsca na argumenty z prawdziwego świata, w matrixe one nie obowiązują.
Ja nie jestem tak do końca pewna jej "winy". Myślę, że się to wzajemnie nakręca, bo mnie by osobiście do szału doprowadzał facet bez własnego zdania, który by mi zawsze ustępował i się naginał nawet wtedy, gdy nie mam racji. Do tego brak sexu, frustracje, pogrywanie sobie na emocjach. Nikt tu tego nie pomoże rozwikłać, bo znamy tylko wyrywkowo sytuację, tylko z jego opowieści. Może to i przemoc z jej strony, a może i nie. Za dużo gdybania i można skrzywdzić złymi radami.
Pomoc potrzebna i tyle, fachowa.
A że autor się po nią nie zwróci, to pewno za chwilę znowu będzie kolejny temat, aż ona sobie pewno kogoś znajdzie, o ile już nie szukała w internetach, kiedy się tak na kolację mało nie spóźniła i nie mogła oderwać od komputera ![]()
76 2017-06-27 21:53:06 Ostatnio edytowany przez Bakłarzan (2017-06-27 21:58:39)
mallwusia, strasznie to jest dla mnie przykre i krew się we mnie gotowała czytając jego posty. On naprawdę chce mieć z nią dziecko i myśli, że dzieciak ją zmieni na lepsze. Ona będzie 100 razy gorsza. Jak wiemy dziecko to nie zabawka a umówmy się, że czasami jednak kupę nerwów kosztuje i nawet nieskazitelne związki potrafią sobie skoczyć do oczu kiedy przychodzi o obowiązki związane z dzieckiem. A w jego przypadku? Dojdzie do tego, że z braku jaj zacznie się u niego laktacja i zamiast jej to on będzie karmił piersią. Oczami wyobraźni widzę jak jest j*bany przez metresę co dnia. Czytając jego posty, czytam je w myślach głosem takiej jakiejś cioty, wiecie o co chodzi, jakbym słyszał głos Krystyny Czubówny oglądając program przyrodniczy wyłączając w telewizorze fonię. Bez obrazy Shy.
77 2017-06-27 22:10:02 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2017-06-27 22:13:13)
nie wiemy, dlaczego chcą mieć dziecko. Być może ona chociaż tyle chce mieć z tego małżeństwa? Może już spasowała i też należy do tych "grzecznych", którzy się nie rozwodzą. To beznadziejne jest, bo dziecko w takim domu będzie nieszczęśliwe, ale czy tu widać jakąkolwiek dojrzałość ? Jeden wart drugiego.
Ja już się nie wypowiadam, to przerasta moje wyobrażenia.
Jedyne co jest pewne to to, że z tej mąki chleba nie będzie, jedynie zakalec. Ja nie wiem, Shy, Wy się w ogóle przytulacie nocami chociaż, czy Twoja żona mówi Ci kiedykolwiek coś miłego? Robi coś miłego? Nie wiem, kupi piwo żeby w lodówce dla Ciebie leżało?
Póki co nie wiem co jest grane trochę...ponieważ żona nie odzywa się do mnie normalnie, w sensie normalnie mam na myśli tak jak to zawsze robiła, z serdecznością, uczuciem,żartem...obecne jej wypowiedzi są suche, jakby oschłe i bardzo rzadko mówi coś sama z siebie do mnie, dużo milczy. Jest smutna i sprawia wrażenie przygnębionej. Kiedy pytam się co się dzieje to odpowiada, że "nic". Kiedy podchodzę do niej bliżej, próbuję nawiązać bliskość to odsuwa się. Jest wycofana.
No jasne, nie mówi, przecież nie ma o czym rozmawiać, Wasze dziecko to wyłącznie jej sprawa. To oczywiście ironia. Czy Ty naprawdę nie widzisz, że właśnie w takich momentach żona stosuje bierną agresję? Jest smutna, przygnębiona, milczy - i w ten sposób usiłuje wywołać w Tobie niepewność, napięcie, a nawet poczucie winy, co doskonale jej się udaje, bo przecież siedzisz, myślisz i zastanawiasz się, co się tak właściwie dzieje. Zamiast tego, mogłaby porozmawiać i wyjaśnić, tak jak rozmawiają ze sobą dorośli ludzie. To jest toksyczne i na dłuższą metę wyniszczające.
Dżdzownik może mieć rację w tym, że Shy tak naprawdę nie chce zmieniać związku na partnerski, tylko lepiej zadowalać żonę..
Jeżeli ona też pragnie pantoflarza i podnozka, to rady typu nie spóźniaj sie, by nie prowokować itp beda pomocne.
Oby nie mieli synow, tylko corki- chociaż może też żle...
Natomiast jeśli ona nie chce jednak takiego nietradycyjnego faceta- to mogila...
Czy Ty naprawdę nie widzisz, że właśnie w takich momentach żona stosuje bierną agresję? Jest smutna, przygnębiona, milczy - i w ten sposób usiłuje wywołać w Tobie niepewność, napięcie, a nawet poczucie winy, co doskonale jej się udaje, bo przecież siedzisz, myślisz i zastanawiasz się, co się tak właściwie dzieje. Zamiast tego, mogłaby porozmawiać i wyjaśnić, tak jak rozmawiają ze sobą dorośli ludzie. To jest toksyczne i na dłuższą metę wyniszczające.
Odnoszę wrażenie, ShyGuy, że tego nie dostrzegasz. A nawet będziesz bronić żony.Winę za ten stan rzeczy pewnie przypiszesz sobie.
Nie chciałem tu pisać, bo mnie postawa autora tak ...irytuje, że z trudem piszę cywilizowanym językiem.
Z resztą, widzę sporo mądrych wpisów. Szkoda, że autor nie potrafi tego zrozumieć.
...Ja wewnętrznie uważam, że zachowanie mojej żony nie jest normalne...
Przyłączę się do tego chóru: zachowanie twojej żony NIE JEST NORMALNE. Twoje zachowanie TEŻ nie jest normalne.
...Oby nie mieli synow, tylko corki- chociaż może też żle...
Ela - broń boże! Żadnego dziecka! Syn - w takiej "rodzinie" - zostałby wychowany na jakieś lelum-polelum, zahukanym i bezwolnym pacholęciem by został. Stałby się takim autorem'bis przeświadczonym o podporządkowanej roli mężczyzny. A córka? To byłaby katastrofa - wychowałaby sie w takim schemacie na prawdziwą jędzę przeświadczoną, że mężczyzna/partner/mąż to jedynie jakiś "podludź", który MA posłusznie wykonywać wszystkie polecenia i nie mieć swojego "ja". Sporo takich kobiet, sam - w swej głupocie - "na chwilę" pojąłem taką jedną za żonę ![]()
Widzę tu sporo tego typu wątków, w których ludzie wręcz z siebie wychodzą, by przetłumaczyć delikwentowi "do rozumu", a ten nie rozumie i nawet zaczyna się jeżyć, gdy opinia jest druzgocąca. Nasz autor - póki co - jeszcze się nie jeży, ale kto wie co będzie za chwilę? W sumie byłby to objaw budzenia się z letargu jakiegoś normalnego człowieka ![]()
Myślę, że nic go Wasze wpisy nie oświecą - on musi chyba zmarnować jeszcze parę kolejnych lat lub dostać jakiś łomot od rozeźlonej małżonki by w końcu zatrybić i zrozumieć, że związki na czymś innym polegają, nie na odgrywaniu ról rodem z sado-maso: domina i jej sługa.
Sumując - można pisać i pisać. Można próbować łagodną persfazją, można brutalnie i ostro - nic to nie da... Kojarzy ktoś wątek "Ratować żonę z toksycznej miłości"? Ano właśnie... Ile jest tam stron bicia piany i stania w miejscu? Tu chyba będzie podobnie ![]()
Widząc wyjątkową odporność autora i jego determinację w obronie swojej postawy ...już się cieszę na dobrą lekturę w długie zimowe wieczory (tak, wiem - mamy dopiero czerwiec) ![]()
83 2017-06-28 07:31:59 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2017-06-28 07:34:00)
Jak czytam ten watek, przed oczami mam swoja kolezanke. Furiatka jakich malo wiecznie krzyczaca i oskarzajaca meza o wszystko co zle. Z tym, ze ona robi to z bezsilnosci. Ich zabija odleglosc, ciekawa jestem co niszczy ten zwizek bo nie sadze ze sama zona autora. Tak jak u mojej koleżanki - ona taka nie byla. Reaguje tak na meza, ktory nie umie rozmawiac i rozwiazywac problemow. Po prostu udaje ze ich nie ma. Gdy kolezanka mowi o rozwodzie slyszy nie dam ci rozwodu i tyle. I tak od prawie 4 lat. Zero proby naprawienia zwiazku ze strony meza. Wiec stala sie... inna. Krzykliwa niemila po prostu czepliwa.
A co autorze u was nie gra? Tez jestes typem faceta dla ktorego samo sie pouklada? Bo to, ze prz nas sie wybielisz to kestem pewna
Sobie odpowiedz na pytanie co nie gra, bo tak naprawde ty go wiesz. A co to 200 procent pewnosci ze zona nikogo nie ma... Nie musi chowac sie po katach z telefonem, pisac o teslnocie itp. Moze spotykac sie tylko na sex. Szczerze... jesli od wrzesnia nie uprawiacie sexu a ty dalej z tym nic nie robisz bylaby glupia nie fundujac sobie romansu.
Czytając jego posty, czytam je w myślach głosem takiej jakiejś cioty, wiecie o co chodzi, jakbym słyszał głos Krystyny Czubówny oglądając program przyrodniczy wyłączając w telewizorze fonię. Bez obrazy Shy.
Haha mam to samo:D tylko chyba o wizje nie o fonie chodzilo ![]()
A co autorze u was nie gra?
Jeśli nawet chodzi o starania o dziecko, to i tak nie usprawiedliwia. Mogliby normalnie porozmawiać.
Po poscie z badaniami krwi i że z tych badań może wynikać że małżonka urodzić dziecko z zespołem Downa, wiem że autor to troll.
Albo Kompletny idiota który nie ma zielonego pojęcia po prostu o niczym.
Tak czy siak szkoda się produkować.
Po poscie z badaniami krwi i że z tych badań może wynikać że małżonka urodzić dziecko z zespołem Downa, wiem że autor to troll.
Albo Kompletny idiota który nie ma zielonego pojęcia po prostu o niczym.
Albo małżonka mu kolejny kit pociska, żeby się jeszcze bardziej płaszczył... ale to w sumie znaczy, że idiota ![]()
88 2017-06-28 09:25:10 Ostatnio edytowany przez Pirx (2017-06-28 09:26:27)
ShyGuy82 napisał/a:Czyli mam wybór - albo być uległy, przeprosić i mieć 2 dni skopane.
Albo nie przepraszać kiedy uważam inaczej i mieć 7 dni skopanychZ tobą gorzej niż z dzieckiem, każdy rodzic wie, że musi przeczekać 0,5h histerii, krzyku, rzucania się na ziemię, jak przetrwa potem trwa to tylko 15 min, a potem dzieciak już wie, że nic nie zdziała tym sposobem. Tak, musisz czasem przetrwać 7 dni, może miesiąc!
Co uzyskujesz przychodząc z podwiniętym ogonem do żonki po 2 dniach? Nic, co więcej wcale jej nie robisz dobrze utrwalając ten stan. Czy ona jest zadowolona, gdy przychodzisz i grzecznie pytasz, czy macie jakieś "wspólne" plany? OK, tym razem zapytałeś się, a czy nie jest tak, że po chwili przyczepia się do czegoś innego np. bo twoja matka coś tam powiedziała (jakbyś był odpowiedzialny za cudze wypowiedzi)? Już doszedłeś do ściany - nie dzwonisz do matki w obecności żony, bo boisz się, że ona się poczuje urażona wypowiedzią teściowej. Ty jesteś winny tego, co mówi, myśli twoja matka? czy te wypowiedzi są rzeczywiście skierowane przeciwko twojej żonie? czy może to nadinterpretacja żony? Jak daleko się posuniesz, by nie denerwować żony?
Kilka osób napisało, że tak zostałeś wychowany... a jak wychowasz swoje dziecko? zaszczujesz je, by było tak samo posłuszne jak ty?
A czasem nawet 3 mce lub pół roku.NIE ISTOTNE!
Jesteś zakładnikiem terrorystki na własne życzenie.
Wiesz co? Ja byłem wychowany z matką Hegemonem. Ale po jakimś czasie przestałem krzyczeć "Wiwat Krwawy Hegemon!!!'.
Od kiedy przestałem się przejmować 'jej nerwami' i nie unikałem kłótni ani nieprzyjemności stopniowo sytuacja uległa poprawie.Nawet teraz jeszcze próbuje ( A ma 60 lat..) - ale tak jak dziecko -> widzi że nie działa i szybciutko jej przechodzi.Nawet próby są rzadkie...
Wychowanie to jedno. Zasłaniasz się tym wszystkim byle nic nie działać. Siedzisz i dumasz...
Psychologiczne rozkminy, chodzenie jak po polu minowym.Byle żony nie zdenerwować...Ma charakter jaki ma, będzie chciała zmienić swój stosunek do Ciebie - to zmieni.Ale samo się to nie stanie.
Nie atakuję Cię, sam niemal wpadłem w taki tryb (brrr... aż mnie ciarki przeszły na wspomnienie).
Chcesz mieć partnerstwo? To je wymuś.
Obrazowo : żona trzyma Cię za cohones, gardło i jeszcze Ci mówi jak ona cierpi z tego powodu że Ci to robi, a Ty mówisz "masz rację kochanie, tak mi przykro że Ciebie do tego zmuszam".
Normalnie, nawet urlopu od forum spokojnie nie można odbyć jak się czyta takie rzeczy ![]()
wymuszanie partnerstwa ![]()
90 2017-06-28 09:31:34 Ostatnio edytowany przez Pirx (2017-06-28 10:09:14)
wymuszanie partnerstwa
Piękny eufemizm prawda
?
To jest bardzo prosta zasada ![]()
Albo jest spokój albo pacyfikacja ![]()
Mówię to jako "Niespotykanie spokojny człowiek "
A tak poważnie: Shy, tak jak postępujesz teraz - tylko pogłębisz 'problem'.
Averyl bardzo ładnie Ci to opisała :-)
91 2017-06-28 11:12:36 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2017-06-28 11:18:54)
mallwusia napisał/a:żyjecie od 2012 roku bez sexu? 5 lat i nic z tym nie robicie?
Nie, pisałem w tym temacie, że nie było sexu od września 2016 a nie od 2012.
Ale ja zacytowałam twój post z pierwszego twojego tematu, z 2014 roku.
Wynika więc z tego, że nie kochaliście się od 2012 r przez 2 lata i więcej i teraz znowu od 10 miesięcy!
Moim zdaniem twoja żona fixuje z tego powodu, a jej wulgarne "kurwa, odpierdol się" oznacza tylko tyle, że ma cię już serdecznie dość.
Ty się zadowalasz jakimiś ochłapami bliskości z jej strony, prawie już nie oddychasz we własnym domu, bo nawet dwutlenek węgla z twoich płuc mógłby popsuć jej nastrój. Histeryzuje, wkręca cię, konfabuluje.. Sama się już w tym wszystkim gubi.
Ty się bidulku dwoisz i troisz, by ją zadowolić, tylko robisz to nie tam, gdzie trzeba i nie tak jak trzeba.
Odsyłam cię do specjalisty, bo mogłabym ci dać tu parę fajnych rad, ale to by wymagało zadanie wielu intymnych pytań, nie na to miejsce.
Ty jednak do specjalisty nie pójdziesz, bo ci się podobają rady, które nie wymagają od ciebie żadnych zmian, żadnego wysiłku.
Wtedy spasowałeś z sexem, bo "się zablokowałeś", teraz spasowałeś, bo "coś tam coś tam", a to wszystko trwa i trwa i jej wybuchy złości i agresji są coraz gorsze, coraz bardziej dotkliwe, ty coraz bardziej się płaszczysz i jeszcze ci pasują takie rady, w których masz podpowiedzi, jak UNIKAĆ konfliktów, a tych mądrych rad nie słuchasz, bo by wymagały wysiłku, zmiany twojego podejścia i wyjścia z twojej bezpiecznej dla ciebie strefy komfortu.
Powiem ci raz jeszcze, że jak czytałam twoje pierwsze posty, to mną wewnętrznie trzęsło. Budził się we mnie agresor, a jestem niespotykanie spokojny człowiek.
Skoro we mnie, całkiem obcej osobie, która weszła sobie na to forum przypadkiem 2 dni temu budziłeś agresora, to co się musi dziać w osobie tobie bliskiej?
Oczywiście że ona cię po świńsku potraktowała, wyzywając cię od robota w łóżku, co cię na 2 lata zablokowało, ale ty także NIC ze sobą nie zrobiłeś, niczego nie przemyślałeś, a jedyną twoją próbą naprawy sytuacji było napisane postu na tym forum po 2 latach takiej sytuacji, w 2014 roku.
Zobacz, ile lat to już wszystko trwa
Naprawdę nie brakuje ci sexu tyle miesięcy i lat? Przecież to sama przyjemność - przytulanie się, oddanie, mizianie, relaks, bliskość, naładowanie akumulatorów, odstresowanie.
Zrobiłeś jej kiedyś masaż? Kąpałeś się z nią ostatnio? Kup jakiś fajny olejek (polecam yesforlov, bo bosko pachnie), posmaruj jej skórę po kąpieli, rozmasuj kark.
Nie możecie mieć dzieci, bo natura tak zadziałała, blokada jest w głowie.
A konfliktów nie możesz wciąż unikać, musisz je brać na klatę, nic złego nie zrobiłeś tym razem ani ty, ani tym bardziej twoja mama.
Badania krwi pokazuja prawdopodobienstwo urodzenia dziecka z Downem?
Szok. Bo ja do tej pory myslalam (a dlugooo leczylam sie na problemy z plodnoscia) ze takie cos to pokazuja tylko specjalistyczne badania prenatalne juz ciezarnej kobiety. A Tu prosze zona Shy'a juz dzis to widzi ze swoich wynikow....
Jak wczesniej napisala Olinka, ta kobieta stosuje bierna (jak rowniez czesto czynna) agresje wzgledem Autora i robi to z dzika satysfakcja wiedzac ze on lyknie wszystkie jej szczatki informacji i bedzie chodzil po scianach zamartwiajac sie nimi, tym ze nie wie wszystkiego i tym ze zona zla i smutna. W efekcie totalnie bedzie usuwal sie jej z drogi i przepraszal ze wogole sie urodzil.
Mnie ogolnie Autora nie zal bo to czlowiek ktory nie przyszedl tu po rady tylko po to zeby sie wyplakac dostac cacy cacy po glowce i nabrac sil do tego by dalej dac sie szmacic zonce. Nie widzi przy tym ze im bardziej daje soba ciorac tym mocniej jest ciorany. Takze ogolnie mam niezly uwab czytajac ten watek bo doprawdy jesli komus pasuje bycie jeleniem to nic tylko patrzec i posmiac sie zostaje ![]()
Nie będę cytował poszczególnych wypowiedzi, ale za wszystkie dziękuję - nawet za ten jak to ktoś kiedyś się wkurzył i włożył fiuta w usta swojej kobiecie by przestała robić sceny z byle czego a później ją przeleciał - nawet to podniecające
Postaram się ustosunkować do jak największej liczby wypowiedzi. Co do tego, że dziecko może się urodzić z Downem - chodziło mi tylko o to, że z tego co wyczytałem ciąża w wypadku tego czegoś co występuję u mojej żony musi być prowadzona pod specjalnym nadzorem, trzeba przyjmować odpowiednie leki bo jest większe ryzyko, że dziecko urodzi się z jakimiś wadami, downem lub nastąpi poronienie. Dowiedziałem się tego sam, a nie że żona mi o tym powiedziała.
Czy żona jest dla mnie miła? Tak jest dla mnie miła, gdy jest spokojnie. Potrafi mi czasem zrobić obiad jak ma na to ochotę albo jak ją poproszę
Kiedyś mieliśmy rozmowę o tym, że dlaczego jak żona nie ma tyle pracy i siedzi w domu przy serialach cały dzień a ja pracuję to nie może zrobić obiadu - powiedziała, że nie będzie mi usługiwać, że bym chciał mieć obiadki pod nosem, jak u mamy, a to że ma taką pracę a nie inną to już nie jej wina.
Żona ma można powiedzieć pracę sezonową, kiedy to jesienią, zimą i wczesną wiosną ma co robić - a kiedy indziej już jest o wiele mniej pracy. I tak np. obecnie to ja praktycznie na wszystko zarabiam, na koszty leczenia, na dom, na rachunki itp. i co tu dużo mówić żyjemy od miesiąca do miesiąca, nie ma mowy o wydatkach na jakieś wyjazdy, a i tak na leczenie nie starcza obecnie.....
NIe mamy kredytów, żona ma mieszkanie kupione przez rodziców i obecnie jej ojciec buduje nam dom - Żona wywodzi się z rodziny, w której ojciec bardzo dużo pracuje, żyje pracą, lubi to i zawsze stara się pomóc. Od lat szedł w pracę, nie miał wpływu dużego na wychowanie dzieci - ogaraniała to mama mojej żony. To jest dłuuuższy temat - ale generalnie kiedyś powiedziałem sobie, że nie chcę by relacje moje z żoną wyglądały tak jak relacje jej mamy z jej tatą.
Żona nie miała żadnego romansu - za dobrze ją znam, poza tym my ze sobą praktycznie spędzamy 24h na dobę - ja pracuję w domu, żona siedzi w nim cały czas, jak wyjedzie to wiem gdzie, dzwoni do mnie wtedy np. Generalnie wszystko jest pod kontrolą - praktycznie żadnych tajemnic.
Czy się przytulam do żony w łóżku? Szczerze mówiąc ostatnio nie. Bardzo często jak chcę to słyszę np. "za gorący jesteś", "kleisz się"
albo "drażni mnie". Więc nawet ostatnio mi się odechciało.
Czy próbowałem masaży? Oczywiście, kiedyś były częste masaże, traktowałem to jako grę wstępną, ale żonie się to nie podobało, że jak był masaż to był po nim zawsze sex, że oczekiwałem seksu po masażu. Więc powiedziałem, że nie będę tak robił skoro jej się to nie podoba. Ostatni masaż robiłem bardzo dawno temu. Za to często chce i upomina się np. o masaż stóp bo ją bolą - robię jej, o masaż karku - robię...
A wiecie jakie ja mam od niej przyjemności fizyczne? No zgadnijcie jakie...? ![]()
Tak...żadne
Nigdy też nie było do mnie pytania jak się czuję, nie było czułych przeprosin, szczerych takich żebym naprawdę poczuł, że za coś mnie przeprasza, że czegoś żałuje. Kiedyś jej to powiedziałem w jakiejś sytuacji to odrazu było przejście w skrajność, że "mam jeszcze kleknąć na kolanach" albo było wykrzyczane "dobrze, proszę bardzo przepraszam, czego jeszcze oczekujesz"
Tymczasem wszystko powolutku "wraca do normy" czyli stopniowo żona odzywa się coraz więcej, widzę już dziś jakieś emocje w niej większe, tak po prostu jakby nigdy nic, bez przeprosin bez czegokolwiek....
Ale co mnie wczoraj totalnie rozbroiło to zaczęcie przez żonę rozmowy, że nie chce się kłócić, ale na zdjęciach zrobionych przez mojego ojca widziała miskę z sałatką, którą moja mama zawiozła do mojej siostry kiedy byli u niej w odwiedzinach pierwszy raz po ślubie i zaczęła podejrzewać, że moja matka dała tą miskę mojej siostrze - a był to prezent od nas dla matki na imieniny. I, że to nie miłe, że tak zrobiła, że nie warto się starać i jej w takim razie kupować prezentów jak je wydaje - wspomniała, że tak wcale nie musi być, ona nie twierdzi, że tak jest na 100% ale zrobiła mi na ten temat wywód (spokojny wywód). Powiedziałem, że jeśli tak jest to faktycznie niefajnie i że jak będzie okazja to sprawdzę czy ta miska jest u moich rodziców. Jednak jestem niemal przekonany, znając moją matkę, że nie postąpiłaby w ten sposób.
Zaskakuje mnie to jak żona potrafi wyłapać takie szczegóły (ja tej miski na zdjęciu nie zauważyłem nawet) i zrobić z tego zaraz teorię, że jest szansa iż matka wydała miskę siostrze i teraz będzie na pewno przy następnej okazji wracać do tematu i przypominać mi bym sprawdził czy ta miska jest u moich rodziców.
Rzecz jasna jeśli taka sytuacja ma miejsce to niefajnie zgadzam się, ale po cholerę sobie takim czymś zawracać głowę? ![]()
Autor przypomina mi bylego chlopaka z ktorym rozstalam sie wlasnie dlatego, ze zachowywal sie jak Shy: nigdy nie mial opinii na zaden temat, unikal nawet najmniejszych konfliktow, wszystkim chcial sie przypodobac, nawet jak mu w twarz pluli i generalnie jaj mial zero. Nie jestem fochowata hetera i nigdy nie stosowalam metod przemocy psychicznej jakich uzywa zona Autora, ale pod koniec seksu wcale nie bylo, bo jakiekolwiek pozadanie sie ulotnilo. Sorry, ale jak ja mialam widziec ogiera sypialnianego w takiej ciocie?
I zeby wyjasnic do konca Dzdzownickowi to co ludzie wyjasniaja Autorowi, to nie- mienie jaj- wcale nie znaczy, ze facet ma sie zmienic w domowego tyrana rozstawiajacego wszystkich w domu po katach, ale oznacza, ze ma sie zachowywac jak DOROSLY czlowiek. Taki dorosly czlowiek, ktory ma swoje poglady, potrafi rozwiazywac konflikty i brac za siebie odpowiedzialnosc.
Co do tego, że dziecko może się urodzić z Downem - chodziło mi tylko o to, że z tego co wyczytałem ciąża w wypadku tego czegoś co występuję u mojej żony musi być prowadzona pod specjalnym nadzorem, trzeba przyjmować odpowiednie leki bo jest większe ryzyko, że dziecko urodzi się z jakimiś wadami, downem lub nastąpi poronienie. Dowiedziałem się tego sam, a nie że żona mi o tym powiedziała.
Wielkie oświecenie w medycynie!
Anonimowy bezjajeczny odkrył skąd się bierze zespół Downa! Lol
ShyGuy82 napisał/a:Co do tego, że dziecko może się urodzić z Downem - chodziło mi tylko o to, że z tego co wyczytałem ciąża w wypadku tego czegoś co występuję u mojej żony musi być prowadzona pod specjalnym nadzorem, trzeba przyjmować odpowiednie leki bo jest większe ryzyko, że dziecko urodzi się z jakimiś wadami, downem lub nastąpi poronienie. Dowiedziałem się tego sam, a nie że żona mi o tym powiedziała.
Wielkie oświecenie w medycynie!
Anonimowy bezjajeczny odkrył skąd się bierze zespół Downa! Lol
Polecam, zeby Bezjajeczny wikipedie odwiedzil. Ja wiem, to skomplikowane, fachowe zrodlo wiedzy, ale moze cos doczyta ![]()
97 2017-06-28 13:36:38 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-06-28 13:37:04)
Czy żona jest dla mnie miła? Tak jest dla mnie miła, gdy jest spokojnie. Potrafi mi czasem zrobić obiad jak ma na to ochotę albo jak ją poproszę
Nie skomentuję tego nawet ![]()
Powiem tyle - nie chciałabym mieć takiego męża i nie dziwię się w sumie, że żona po autorze jeździ jak po łysej kobyle. Pewnie pluje sobie w brodę, że w ogóle za niego wyszła.
Haha kolejny hicior miska
Koniecznie ta sprawe zbadaj Shy! Conajmniej sledztwo dziennikarskie przeprowadz a najlepiej powolaj komisje sledcza
Strach pomyslec co jesli naprawde mama wziela salatke dla siostry w SWOJEJ juz jakby nie patrzec misce i ta miske tam niecelowo zostawila. Bo niestety mi czesto sie zdarzy zawiezc komus cos w naczyniu i odebrac to naczynie dopiero za pol roku bo w ferworze spotkania zapomne. Ale nie nie tu w tej konkretnej sytuacji to skandal! Matke wybatożyc, pedzic przez miasto a potem przypalac zywym ogniem. A wszystko zeby zonce sie przypodobac. Moze wtedy powie cos normalnym glosem a nie kaze spier... lac.
Tak koniecznie tak zrob. Jak na rasowa pi...e przystalo ![]()
ShyGuy82 po co piszesz te wszystkie pierdoły???
Twoja żonka ma swoje telenowele, a nam serwujesz opowieści dziwnej treści??? W ogóle nie rozumiesz, co ludzie piszą ci, nie interesują cię cudze rady... powtórzę pytania - po co to wszystko piszesz??? Chcesz się wypłakać - idź do psychologa, może będzie w stanie bardziej ci pomóc niż my.
Być może zrozumiesz to za kilka lat, kiedy wylądujesz w szpitalu z ciężką depresją, z chorobą autoimmunologiczną, czy innym cholerstwem. Najwyraźniej teraz jesteś jak w skorupce jajka - nic do ciebie nie dociera.
Ciągniesz ledwo koniec z koniec w wakacje, gdy żona nie zarabia, a co zrobisz gdy dojdą wydatki na dziecko? Nie życzę ci źle, a tym bardziej, by ci się urodziło chore dziecko... ale nie przyszło ci do głowy, że natura powiedziała twojej żonie NIE! że może nie powinna się rozmnażać, oczywiście możesz korzystać z osiągnięć medycyny, ale czy na pewno chciałbyś powołać do życia dziecko, które być może będzie chore?
Poproś żonę, by przeczytał na głos tą dyskusję - może ona coś z tego, co zostało tu napisane zrozumie.
Haha kolejny hicior miska
Koniecznie ta sprawe zbadaj Shy! Conajmniej sledztwo dziennikarskie przeprowadz a najlepiej powolaj komisje sledcza
Strach pomyslec co jesli naprawde mama wziela salatke dla siostry w SWOJEJ juz jakby nie patrzec misce i ta miske tam niecelowo zostawila. Bo niestety mi czesto sie zdarzy zawiezc komus cos w naczyniu i odebrac to naczynie dopiero za pol roku bo w ferworze spotkania zapomne. Ale nie nie tu w tej konkretnej sytuacji to skandal! Matke wybatożyc, pedzic przez miasto a potem przypalac zywym ogniem. A wszystko zeby zonce sie przypodobac. Moze wtedy powie cos normalnym glosem a nie kaze spier... lac.
Tak koniecznie tak zrob. Jak na rasowa pi...e przystalo
Lepsze niż dlaczego ja XD
ShyGuy82 po co piszesz te wszystkie pierdoły???
Twoja żonka ma swoje telenowele, a nam serwujesz opowieści dziwnej treści??? W ogóle nie rozumiesz, co ludzie piszą ci, nie interesują cię cudze rady... powtórzę pytania - po co to wszystko piszesz??? Chcesz się wypłakać - idź do psychologa, może będzie w stanie bardziej ci pomóc niż my.Być może zrozumiesz to za kilka lat, kiedy wylądujesz w szpitalu z ciężką depresją, z chorobą autoimmunologiczną, czy innym cholerstwem. Najwyraźniej teraz jesteś jak w skorupce jajka - nic do ciebie nie dociera.
Ciągniesz ledwo koniec z koniec w wakacje, gdy żona nie zarabia, a co zrobisz gdy dojdą wydatki na dziecko? Nie życzę ci źle, a tym bardziej, by ci się urodziło chore dziecko... ale nie przyszło ci do głowy, że natura powiedziała twojej żonie NIE! że może nie powinna się rozmnażać, oczywiście możesz korzystać z osiągnięć medycyny, ale czy na pewno chciałbyś powołać do życia dziecko, które być może będzie chore?Poproś żonę, by przeczytał na głos tą dyskusję - może ona coś z tego, co zostało tu napisane zrozumie.
Cos Ty. Dopiero by zebral od niej opiernicz i nie odzywalaby sie do niego dluzej niz te 7 dni a tego Shy nie zniesie buu ![]()
feniks35 napisał/a:Haha kolejny hicior miska
Koniecznie ta sprawe zbadaj Shy! Conajmniej sledztwo dziennikarskie przeprowadz a najlepiej powolaj komisje sledcza
Strach pomyslec co jesli naprawde mama wziela salatke dla siostry w SWOJEJ juz jakby nie patrzec misce i ta miske tam niecelowo zostawila. Bo niestety mi czesto sie zdarzy zawiezc komus cos w naczyniu i odebrac to naczynie dopiero za pol roku bo w ferworze spotkania zapomne. Ale nie nie tu w tej konkretnej sytuacji to skandal! Matke wybatożyc, pedzic przez miasto a potem przypalac zywym ogniem. A wszystko zeby zonce sie przypodobac. Moze wtedy powie cos normalnym glosem a nie kaze spier... lac.
Tak koniecznie tak zrob. Jak na rasowa pi...e przystaloLepsze niż dlaczego ja XD
A jeszcze, jak się okaże, że miska jest faktycznie u siostry (zapewne z powodu, o którym pisze feniks, a nawet jeśli matka jej ją podarowała, to i co z tego) - to trzeba będzie ją chyba jakoś odebrać... bo to przecież niefajnie...
Brak wspólnych kredytów, potomstwa, mieszkanie żony. Co Ty jeszcze robisz w tym pie*dolniku? Układ idealny w tym przypadku, nic jej nie jesteś winien. Wiej chłopie, na co Ty czekasz? Składaj papiery rozwodowe czym prędzej, bo za trzy lata założysz wątek pod tytułem "Moja żona to tyran, bije mnie i naszą córkę, co robię źle?" Tak nie wygląda małżeństwo, tak wygląda czysta PATOLOGIA. P.S. Co królewna dzisiaj robi? Ogląda Trudne Sprawy? Ugotowała coś?
feniks35 napisał/a:Haha kolejny hicior miska
Koniecznie ta sprawe zbadaj Shy! Conajmniej sledztwo dziennikarskie przeprowadz a najlepiej powolaj komisje sledcza
Strach pomyslec co jesli naprawde mama wziela salatke dla siostry w SWOJEJ juz jakby nie patrzec misce i ta miske tam niecelowo zostawila. Bo niestety mi czesto sie zdarzy zawiezc komus cos w naczyniu i odebrac to naczynie dopiero za pol roku bo w ferworze spotkania zapomne. Ale nie nie tu w tej konkretnej sytuacji to skandal! Matke wybatożyc, pedzic przez miasto a potem przypalac zywym ogniem. A wszystko zeby zonce sie przypodobac. Moze wtedy powie cos normalnym glosem a nie kaze spier... lac.
Tak koniecznie tak zrob. Jak na rasowa pi...e przystaloLepsze niż dlaczego ja XD
Pannapanna ja Ciebie prosze Ty nie rob sobie jaj z tak powaznej sprawy.
Ta miska to wkoncu prezent od zony Shy. Czytaj to niczym relikwia swietych! Powinna stac w specjalnej witrynce, w odpowiednio klimatyzowanym pomieszczeniu i udostepniona do podziwiania tylko ograniczonej ilosci odwiedzajacych.
O! I teściu buduje Wam gniazdko, jak milutko. Tam dopiero będziesz robił za woła pociągowego przy ogarnięciu żony, dziecka i domu. Proponuje żebyś żonie wykupił pakiet Netflixa, jak już nic nie robi to może przynajmniej cały dzień będzie rzeczywiście oglądać seriale i nie będzie szukała powodów do wejścia Ci na głowę. No parodia normalnie.
pannapanna napisał/a:feniks35 napisał/a:Haha kolejny hicior miska
Koniecznie ta sprawe zbadaj Shy! Conajmniej sledztwo dziennikarskie przeprowadz a najlepiej powolaj komisje sledcza
Strach pomyslec co jesli naprawde mama wziela salatke dla siostry w SWOJEJ juz jakby nie patrzec misce i ta miske tam niecelowo zostawila. Bo niestety mi czesto sie zdarzy zawiezc komus cos w naczyniu i odebrac to naczynie dopiero za pol roku bo w ferworze spotkania zapomne. Ale nie nie tu w tej konkretnej sytuacji to skandal! Matke wybatożyc, pedzic przez miasto a potem przypalac zywym ogniem. A wszystko zeby zonce sie przypodobac. Moze wtedy powie cos normalnym glosem a nie kaze spier... lac.
Tak koniecznie tak zrob. Jak na rasowa pi...e przystaloLepsze niż dlaczego ja XD
Pannapanna ja Ciebie prosze Ty nie rob sobie jaj z tak powaznej sprawy.
Ta miska to wkoncu prezent od zony Shy. Czytaj to niczym relikwia swietych! Powinna stac w specjalnej witrynce, w odpowiednio klimatyzowanym pomieszczeniu i udostepniona do podziwiania tylko ograniczonej ilosci odwiedzajacych.
Za odpowiednią opłatą, równą co najmniej amortyzacji miski.
Przypomniało mi się, że dostałam od mojej mamy niedawno czajnik, który ona kiedyś dostała od brata (mojego
), ale nie używała, bo mieszka sama i nie chciała mieć takiego dużego czajnika. Jadę po szklaną gablotę z zabezpieczeniem antywłamaniowym, zanim mój brat się zorientuje, że woda na kawę, którą u mnie wypija od czasu do czasu, jest gotowana właśnie w tym czajniku... a nie daj Boże, jak się o tym dowie bratowa, mamy przechlapane...
feniks35 napisał/a:pannapanna napisał/a:Lepsze niż dlaczego ja XD
Pannapanna ja Ciebie prosze Ty nie rob sobie jaj z tak powaznej sprawy.
Ta miska to wkoncu prezent od zony Shy. Czytaj to niczym relikwia swietych! Powinna stac w specjalnej witrynce, w odpowiednio klimatyzowanym pomieszczeniu i udostepniona do podziwiania tylko ograniczonej ilosci odwiedzajacych.Za odpowiednią opłatą, równą co najmniej amortyzacji miski.
Przypomniało mi się, że dostałam od mojej mamy niedawno czajnik, który ona kiedyś dostała od brata (mojego
), ale nie używała, bo mieszka sama i nie chciała mieć takiego dużego czajnika. Jadę po szklaną gablotę z zabezpieczeniem antywłamaniowym, zanim mój brat się zorientuje, że woda na kawę, którą u mnie wypija od czasu do czasu, jest gotowana właśnie w tym czajniku... a nie daj Boże, jak się o tym dowie bratowa, mamy przechlapane...
![]()
No, pisze pierdoly, bo tak naprawde woli byc grzecznym pieskiem niz brac odpowiedzialnosc za swoje zycie. Teraz, jak jest nieszczesliwy, to se poplacze i zwali to na zone. Jakby mial cos zmienic, wychodowac pare jajec, podejmowac wlasne decyzje, to nagle nie byloby do kogo, oprocz siebie samego, miec pretensji.
No, pisze pierdoly, bo tak naprawde woli byc grzecznym pieskiem niz brac odpowiedzialnosc za swoje zycie. Teraz, jak jest nieszczesliwy, to se poplacze i zwali to na zone. Jakby mial cos zmienic, wychodowac pare jajec, podejmowac wlasne decyzje, to nagle nie byloby do kogo, oprocz siebie samego, miec pretensji.
Ja bym go tak surowo nie oceniała, to nie jest do końca tak, że on chce być grzecznym chłopczykiem i ma wygodne życie.
Wiele ofiar przemocy budzi się ze swojego zmanipulowanego wyobrażenia o własnym życiu dopiero, gdy jest już za późno, gdy dojdzie do jakiegoś punktu kulminacyjnego... a potem to już tylko w dół.
Myślę, że jest to dobry przykład ofiary przemocy. Jeśli kiedyś chłopak będzie chciał, to za radą Olinki poczyta sobie o różnych formach przemocy psychicznej.
żona ma mieszkanie kupione przez rodziców i obecnie jej ojciec buduje nam dom
A ja myślę, że tu jest pies pogrzebany. Autor sam z siebie i ze swoim potulnym charakterem po prostu nigdy tego się nie dorobi samodzielnie - więc musi trzymać się żony jak tonący brzytwy...
Autorze, a czy Ty chociaż pomagasz przy tej budowie, tak z ciekawości?
ShyGuy82 napisał/a:żona ma mieszkanie kupione przez rodziców i obecnie jej ojciec buduje nam dom
A ja myślę, że tu jest pies pogrzebany. Autor sam z siebie i ze swoim potulnym charakterem po prostu nigdy tego się nie dorobi samodzielnie - więc musi trzymać się żony jak tonący brzytwy...
Autorze, a czy Ty chociaż pomagasz przy tej budowie, tak z ciekawości?
Też tak myślę.
Chłop co nie umie zarobić - napisał że ledwo ciągną, i któremu teść buduje dom.... to nie chłop. Dobrze ze żona ma ojca, ojciec zarobi na wnuka.
Autorowi przy max wysiłku ledwo starcza na 2 osoby (bez kredytu). <facepalm>
a jak on ma zarobić więcej, skoro zamiast się skupić na pracy, rozkminia aferę miskową ![]()
Beyondblackie napisał/a:No, pisze pierdoly, bo tak naprawde woli byc grzecznym pieskiem niz brac odpowiedzialnosc za swoje zycie. Teraz, jak jest nieszczesliwy, to se poplacze i zwali to na zone. Jakby mial cos zmienic, wychodowac pare jajec, podejmowac wlasne decyzje, to nagle nie byloby do kogo, oprocz siebie samego, miec pretensji.
Ja bym go tak surowo nie oceniała, to nie jest do końca tak, że on chce być grzecznym chłopczykiem i ma wygodne życie.
Wiele ofiar przemocy budzi się ze swojego zmanipulowanego wyobrażenia o własnym życiu dopiero, gdy jest już za późno, gdy dojdzie do jakiegoś punktu kulminacyjnego... a potem to już tylko w dół.
Myślę, że jest to dobry przykład ofiary przemocy. Jeśli kiedyś chłopak będzie chciał, to za radą Olinki poczyta sobie o różnych formach przemocy psychicznej.
Nie pisze, ze tu nie ma elementow przemocy psychicznej, bo sa i to niemal ksiazkowo. Pisze, ze dopoki on nie wezmie za siebie odpowiedzialnosci, guzik sie zmieni. Zeby zona alkoholika czy przemocowca mogla znalezc szczescie, musi podjac decyzje o odejsciu i wziecia sie za wlasne zycie. Inaczej to jest takie pitu pitu.
Myślę, że nie ma sensu tu pisać- autor chce się tylko pożalić i to mu wystarcza- ja nawet odbieram jego posty jako zadowolenie- ale może to mi coś się wydaje, bo głowa mi dzisiaj pęka ![]()
Nie pisze, ze tu nie ma elementow przemocy psychicznej, bo sa i to niemal ksiazkowo. Pisze, ze dopoki on nie wezmie za siebie odpowiedzialnosci, guzik sie zmieni./.../ Inaczej to jest takie pitu pitu.
Dokładnie tak
Myślę, że nie ma sensu tu pisać- autor chce się tylko pożalić i to mu wystarcza- ja nawet odbieram jego posty jako zadowolenie- ale może to mi coś się wydaje, bo głowa mi dzisiaj pęka smile
... też się zgadzam, może go trochę boli, że żona nim pomiata, ale generalnie ma świetną rodzinę, co tydzień do mamusi (jednej bądź drugiej) na obiadek (...skoro żonka nie ma ochoty), teść wybuduje dom, więc na nie ma się czym martwić, tylko walić w tą probówę, a nuż może uda się zrobić potomka i jeszcze bardziej utrwalić ten toksyczny związek.
No autor to taki Biedny Mis - przyszedł pożalic się na niedobra zonę, zamiast szukac przyczyny problemów. Dziwi mnie, jak przez kilka lat można nic nie zrobić ze swoim zyciem, tylko krecic się w kolko. Jest wiec prawdopodobne, ze, albo problemy sa mocno przerysowane, albo, wbrew temu co tu pisze, taka sytuacja mu odpowiada - może nadal odgrywać role "ofiary". Pisze w cudzyslowiu, bo moim zdaniem, ofiarą to on nie jest, - osobe pokroju jego zony, bardzo latwo można "okielznac", trzeba tylko trochę wyrozumialosci i właściwego postawienia granic. Pewnie tez trzeba mądrej milosci i wzajemnego zrozumienia potrzeb, a tego mało tu w tym związku widać.
Strach pomyslec co jesli naprawde mama wziela salatke dla siostry w SWOJEJ juz jakby nie patrzec misce i ta miske tam niecelowo zostawila.
Spoko, już ten scenariusz został również poruszony - jeśli powie, że zostawiła miskę u siostry bo zapomniała jej zabrać to znaczy, że ściemnia i zrobiła to celowo tzn. świadomie podarowała miskę siostrze
:D:D
Nie ciągnę dalej telenoweli. Dziękuję za wszystkie opinie i dyskusję
Zobaczymy co z tego będzie dalej ![]()
P.S. Co królewna dzisiaj robi? Ogląda Trudne Sprawy? Ugotowała coś?
Prasowała, prała, pomagała mi w pracy, ugotowała obiad oraz oglądała serial ![]()
Zaproponowałem rower wspólny...narazie za ciepło, idę sam i jak nie zacznie padać to po moim powrocie pojedziemy razem - chociaż w to wątpię.. ![]()
Przypomniało mi się, że dostałam od mojej mamy niedawno czajnik, który ona kiedyś dostała od brata (mojego
), ale nie używała, bo mieszka sama i nie chciała mieć takiego dużego czajnika. Jadę po szklaną gablotę z zabezpieczeniem antywłamaniowym, zanim mój brat się zorientuje, że woda na kawę, którą u mnie wypija od czasu do czasu, jest gotowana właśnie w tym czajniku... a nie daj Boże, jak się o tym dowie bratowa, mamy przechlapane...
Hehehe dobre dobre... ![]()
Chłop co nie umie zarobić - napisał że ledwo ciągną, i któremu teść buduje dom.... to nie chłop. Dobrze ze żona ma ojca, ojciec zarobi na wnuka.
Autorowi przy max wysiłku ledwo starcza na 2 osoby (bez kredytu). <facepalm>
Ta wypowiedź utwierdza mnie w przekonaniu, że dalsze ciągnięcie tego tematu nie ma sensu bo niektórzy nie znając realnej sytuacji przechodzą w skrajności ![]()
Nigdy nie pisałem się na to by samemu zarabiać na wszystko, od początku chciałem byśmy wspólnie zarabiali. Nie wiesz nawet jakie koszty pochłania leczenie, wizytu u lekarza, zabiegi, leki a piszesz takie bzdury ![]()
121 2017-06-28 19:22:44 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-06-28 19:23:15)
Autorze, może spróbujesz naskrobać parę słów, czego właściwie oczekujesz od związku i swojej żony?
Jakie są twoje marzenia?
Jak chcesz, żeby wyglądał twój "modelowy" związek?
Jak lubisz i chcesz spędzać czas z żona?
Co pragniesz pielęgnować w waszej relacji, bo jest dla ciebie ważne i cenne?
Jakoś brakuje mi konkretów w twoich nieco "rozlazłych" postach.
122 2017-06-28 20:09:45 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-06-28 20:11:41)
Autorze, może spróbujesz naskrobać parę słów, czego właściwie oczekujesz od związku i swojej żony?
Jakie są twoje marzenia?
Jak chcesz, żeby wyglądał twój "modelowy" związek?
Jak lubisz i chcesz spędzać czas z żona?
Co pragniesz pielęgnować w waszej relacji, bo jest dla ciebie ważne i cenne?Jakoś brakuje mi konkretów w twoich nieco "rozlazłych" postach.
Nie sądzę, byś doczekała się odpowiedzi.
Jak również odpowiedzi na pytanie, z czym żona wysłała go do psychologa, bo nie wierzę, że z powodu że jej nie słucha ![]()
Shy zręcznie omija takie pytania... I nie sądzę, by szukal tu pomocy. Mam wrażenie,że szczerzy zęby znad klawiatury ![]()
Dżdżownick kadzisz jak ksiądz na wiejskim kazaniu, ale o większą bzdurę ciężko. Nie chodzi, by facet zachowywał się jak przysłowiowy facet, walił w stół i ustawiał świat pod siebie. Chodzi o to, że oni oboje są w patologicznym związku. Tak nie ma alkoholu, przemocy, więc chłopak wypiera, że coś jest nie tak, ma już taką papkę zamiast mózgu, że jednym tchem potrafi bronić żony, nawet gdy go traktuje jak wyżej.
To nie jest tak jak ty piszesz, że jeśli woli swoją wrażliwość, bo ta jego wrażliwość już doprowadza go do jakiś depresyjnych klimatów (skąd pomysł na temat, na dyskusję, skoro chłopak broni status quo?, kogo chce przekonać, że wszystko jest w porządku w ich relacji? siebie?), jeszcze trochę a spowoduje choroby psychosomatyczne - nie można funkcjonować szczęśliwie w toksycznym związku, ale oczywiście można lata całe oszukiwać się, że wszystko jest OK.
Averyl, napisałem Autorowi, że jeśli czuje się źle będąc takim, jakim jest, niech posłucha Waszych rad o terapii. Nie zrobi tego jednak, jeśli chce zachować swoją wrażliwość, grzeczność, ułożenie, czy jak to nazwać. Poniekąd to rozumiem, ponieważ sam, mimo iż nie mam problemu z przedstawianiem własnego zdania, uznałbym za swoją porażkę w relacjach z różnymi ludźmi, bliższymi czy dalszymi, gdybym posługiwał się siłą ( w jakiejkolwiek postaci - walenie pięścią w stół, bezdyskusyjne stawianie na swoim, gwałt na nieposłusznej żonie). Po prostu widzę, czy raczej przeczuwam, że Wasze rady są jakby o jeden krok za daleko, jakby bez brania pod uwagę, że Autor może NIE CHCIEĆ się zmienić i że ma do tego prawo a przy tym może mieć rację. By to zilustrować, może to wyglądać jak radzenie bezrobotnemu, który chce znaleźć dobrze płatną pracę by jechał za granicę pomijając fakt, że jest związany emocjonalnie ze swoimi stronami i nigdzie nie chce wyjeżdżać. Co do tego, że w związku źle się dzieje zgadzamy się, jak widzę wszyscy, włącznie z ShyGuyem. Byłbym tylko ostrożniejszy w określeniach - patologią bym ich związku raczej nie nazywał. Toksyczny jest na tym etapie na pewno. Chyba, że są to zamienne określenia...
Wydaje mi się, że moja propozycja wypełnia lukę tego kroku przed, który przeskakują Wasze propozycje. Nazwałaś ją bzdurą, ale z samego takiego określenia trudno mi się zorientować gdzie tkwi mój błąd.
Spróbuję obronić to, co proponowałem. I tak - potraktowanie ich konfliktowych relacji jako rozgrywki może dać krok dystansu zamiast przeżywania każdego focha czy zarzutu. Zamiast przeżywania i emocji bierze się "zdarzenie" do analizy i odpowiednio je neutralizuje przedstawiając argument, a prawdopodobnie serię argumentów, bo żona będzie próbowała te argumenty torpedować emocjami, które wszakże wyrazi słowami, na które znaleźć należy "kontrsłowa". Dystans i znalezienie odpowiednich argumentów zamiast godzenia się na stan rzeczy wg żony jest dobrą drogą do zastąpienia stanu rzeczy wg żony poglądem na sprawę wg ShyGuya. Po drugie, w ramach rozgrywki żona nadal jest partnerką w relacji, osobą, której należy się szacunek i której szacunek okazywać można. jest to wg mnie lepsze od sklasyfikowania żony jako histeryczki, manipulatorki itp. czyli w skrócie wroga, a na pewno łatwiejsze do zaakceptowania przez człowieka jak by nie było, blisko związanego z tą osobą. Założenie, że w związku oboje są równi czyni istotną kwestią problem szanowania ShyGuya przez żonę, podobnie jak On szanuje żonę. Dlaczego to jest bzdurą? Przecież celem jest obalenie czy w efekcie stopniowe wyeliminowanie karykaturalnych zarzutów żony i zaakcentowanie stanowiska ShyGuya. Ponadto takie postępowanie niekoniecznie musi być uznawane za niemęskie. Potocznie przyjmuje się, że mężczyźni racjonalnie podchodzą do problemów. Analizowanie i cierpliwe tłumaczenie żonie, że się myli (cierpliwe, czyli też odporne na jej opór) jest podejściem racjonalnym.
Czy możesz mi powiedzieć, dlaczego uważasz to za bzdurę? (W tym miejscu wcale nie zapieram się, że nie jest, ale chciałbym wiedzieć dlaczego nią jest, jeśli jest).
I zeby wyjasnic do konca Dzdzownickowi to co ludzie wyjasniaja Autorowi, to nie- mienie jaj- wcale nie znaczy, ze facet ma sie zmienic w domowego tyrana rozstawiajacego wszystkich w domu po katach, ale oznacza, ze ma sie zachowywac jak DOROSLY czlowiek. Taki dorosly czlowiek, ktory ma swoje poglady, potrafi rozwiazywac konflikty i brac za siebie odpowiedzialnosc.
Czy cierpliwe wyjaśnianie żonie, że się myli, przy pomocy dobrze pomyślanych argumentów, jest niedorosłe i jest przejawem unikania brania odpowiedzialności za siebie?
Dżdzownik może mieć rację w tym, że Shy tak naprawdę nie chce zmieniać związku na partnerski, tylko lepiej zadowalać żonę..
Jeżeli ona też pragnie pantoflarza i podnozka, to rady typu nie spóźniaj sie, by nie prowokować itp beda pomocne.
Oby nie mieli synow, tylko corki- chociaż może też żle...
Natomiast jeśli ona nie chce jednak takiego nietradycyjnego faceta- to mogila...
nie wiem czy mam rację, czy nie, zresztą nie o rację tu idzie. Napisałem, co zrobiłbym na miejscu ShyGuya, gdybym nie chciał zmieniać swojego systemu wartości. Jednak nie widzę zgodności Twojej interpretacji moich słów z tym, co chciałem przekazać. Bo zakładam, że Shy woli mieć związek partnerski od niepartnerskiego, co zreszta wyczytuję w Jego słowach. I wcale nie proponowałem, by "lepiej zadowalał żonę". Owszem, proponowałem uprzejmość, cierpliwość i brak kłótni przy jednoczesnym forsowaniu stanowiska ShyGuya. Nie wydaje mi się, by moja propozycja miała pogłębiać bycie pantoflarzem... ale skoro tak to można widzieć, to dla mnie też cenna wskazówka.
Co do tego, że w związku źle się dzieje zgadzamy się, jak widzę wszyscy, włącznie z ShyGuyem. Byłbym tylko ostrożniejszy w określeniach - patologią bym ich związku raczej nie nazywał. Toksyczny jest na tym etapie na pewno. Chyba, że są to zamienne określenia...
Ja tylko tak chciałam wtrącić. Jeśli pojawi się dziecko, to toksyczny związek rodziców będzie już, niestety, patologią, bo dziecko będzie przejmować takie wzorce... a więc tak, na tym etapie są to już określenia zamienne...
pannapanna napisał/a:Chłop co nie umie zarobić - napisał że ledwo ciągną, i któremu teść buduje dom.... to nie chłop. Dobrze ze żona ma ojca, ojciec zarobi na wnuka.
Autorowi przy max wysiłku ledwo starcza na 2 osoby (bez kredytu). <facepalm>Ta wypowiedź utwierdza mnie w przekonaniu, że dalsze ciągnięcie tego tematu nie ma sensu bo niektórzy nie znając realnej sytuacji przechodzą w skrajności
Nigdy nie pisałem się na to by samemu zarabiać na wszystko, od początku chciałem byśmy wspólnie zarabiali. Nie wiesz nawet jakie koszty pochłania leczenie, wizytu u lekarza, zabiegi, leki a piszesz takie bzdury
ooo, ryzgryźli cię i głupio się zrobiło
??
Może inaczej... ShyGuy, co sprawiło, że zdecydowałeś się na małżeństwo z tą kobietą? Pytanie całkiem serio.
Może inaczej... ShyGuy, co sprawiło, że zdecydowałeś się na małżeństwo z tą kobietą? Pytanie całkiem serio.
No jak to co? Zakochany był przecież ![]()
A na poważnie - spotkałam taki przypadek w rzeczywistości. Facet chodził, chodził (począwszy od szkoły średnie) przez 8 lat (!) w wreszcie "wychodził" sobie taką żonkę. Nieważne, że sekutnica jakich mało, nieważne, że ma humory i robi awantury i nim pomiata, nieważne, że dostał z liścia, ważne, że przecież to jego tak długo i cierpliwie "wychodzona" miłość. To jego NAGRODA, więc on będzie się starał, cierpliwie będzie znosił jej fochy, odstawienie od łóżka itd. Wypisz wymaluj jak nasz Autor. Tacy faceci istnieją i są są niereformowalni.
128 2017-06-29 09:33:08 Ostatnio edytowany przez Averyl (2017-06-29 09:33:28)
Dżdżownick - jeśli cię uraziłam, to przepraszam, ale nie zgadzam się z twoim punktem widzenia.
OK, chłopak ma prawo zachować swój wygodny świat
... ale
wg mnie ten związek ma cechy patologiczne - jest stosowana przemoc psychiczna.
ShyGuy jest świadomy tego, a nic nie robi z tym, co więcej - lawiruje w odpowiedziach zajmując się miską, a nie tym co jest kwintesencją problemu przemocą jakiej doznaje. Dąży do tego, by uspokoić swój niepokój i utwierdzić się, że wszystko jest OK.
(Całkiem świadomie wchodzi w kolejny chory układ - uzależnienia się od kasy teścia, od domu budowanego przez teścia. Nawet jeśli zostanie formalnie przepisany dla nich, to dla wszystkich w rodzinie będzie oczywiste, że jest to dom, który zbudował teść, dla swoich nieporadnych życiowo dzieci, którym trzeba pomagać.)
Takie związki - nie tworzą ludzie o osobowościach asertywnych, tylko osoba agresywna (dominująca) + bierna (uległa). Ten układ nie jest zdrowy dla nikogo, ani dla niego, ani nawet dla jego żony, o której dobro tak zabiega ShyGuy (nie mówiąc o ewentualnym dziecku, jeśli im się kiedyś uda).
Nie ma to nic wspólnego z szacunkiem do żony. Dobrym przykładem są "wspólne" plany. Jak najbardziej w porządku jest informowanie partnera, co będziemy robić "idę na rower", ale jest różnica między takim komunikatem, a pytaniem się "czy mamy "wspólne" plany na najbliższą godzinę?"( = "jak chcesz mną zadysponować w najbliższym czasie, mam stópki pomasować, czy mogę wyjść na rower?"
). Domyślnie można założyć - jak chłopak z dziewczyną spotykają się wieczorem, to mają wspólne plany - nawet jeśli nie jest to sprecyzowane, czy pójdą do parku, czy do kina, to ten czas jest zabukowany dla nich, jeśli mieszkasz z drugą osobą, to już tak nie działa, nie oznacza, że jak wracasz do domu po pracy, to domyślnie jesteś przypisany do "wspólnych" planów żony.
Twoja wypowiedź uspokaja autora: ok, może żona mną pomiata, ale są tacy którzy uważają, że jest OK, więc... jest OK.
Ja uważam, że nie jest OK, co więcej uważam, że zachowuje się jak typowa ofiara przemocy, która jest tak zmanipulowana, że gdy doznaje przemocy, to jeszcze twierdzi, że jej się należała kara, że to co ją spotyka jest słuszne, że to ona jest zła, a jej oprawca dobry, bo stara się trzymać porządek rzeczy.
Myślę, że autorowi potrzebny jest ktoś kto go sprowadzi na ziemie, a nie ktoś kto pogłaszcze po główce, poklepie po pleckach, gdy ten chce sobie popłakać, gdy żonka za bardzo nim poniewiera.
dżdżownick
ja również się z Tobą nie zgadzam.
napisałeś:
"...niech posłucha Waszych rad o terapii. Nie zrobi tego jednak, jeśli chce zachować swoją wrażliwość, grzeczność, ułożenie, czy jak to nazwać. Poniekąd to rozumiem, ponieważ sam, mimo iż nie mam problemu z przedstawianiem własnego zdania, uznałbym za swoją porażkę w relacjach z różnymi ludźmi, bliższymi czy dalszymi, gdybym posługiwał się siłą"
Skąd ci przyszło do głowy, że terapia ma sprawić, iż straci swoją wrażliwość, grzeczność, ułożenie itd.?
I kto tutaj radzi posługiwania się siłą?
Można być uległym, grzecznym i wrażliwym, bo to bardzo pozytywne cechy, ale zachowywać przy tym własne zdanie i szacunek do siebie samego przede wszystkim.
"Spróbuję obronić to, co proponowałem. I tak - potraktowanie ich konfliktowych relacji jako rozgrywki może dać krok dystansu zamiast przeżywania każdego focha czy zarzutu. Zamiast przeżywania i emocji bierze się "zdarzenie" do analizy i odpowiednio je neutralizuje przedstawiając argument, a prawdopodobnie serię argumentów, bo żona będzie próbowała te argumenty torpedować emocjami, które wszakże wyrazi słowami, na które znaleźć należy "kontrsłowa". Dystans i znalezienie odpowiednich argumentów zamiast godzenia się na stan rzeczy wg żony jest dobrą drogą do zastąpienia stanu rzeczy wg żony poglądem na sprawę wg ShyGuya"
Czy nie zauważyłeś, że ich życie składa się z samych takich rozgrywek, które żona sztucznie inicjuje?
Ona go nie przytula, nie troszczy o niego, nie ma dla niego ciepłych słów i nawet obiadów mu nie robi, choć siedzi w domu na dupie i TO JEST PROBLEM, a nie to, czy autor wygra rozgrywkę z przykładową miską.
To są takie sztuczne problemy, kompletne pierdoły, które wywołuje się, gdy nie ma się odwagi poruszyć tych prawdziwych. Gdy wypiera się je coraz głębiej i głębiej.
Tylko że one i tak prędzej czy później wybuchną, ze zdwojoną siłą niestety i oby to tylko nie miało miejsca, gdy w tym niewątpliwie chorym domu bez miłości i czułości będzie już dziecko.
Dżdżownick - jeśli cię uraziłam, to przepraszam, ale nie zgadzam się z twoim punktem widzenia.
OK, chłopak ma prawo zachować swój wygodny świat
... ale
wg mnie ten związek ma cechy patologiczne - jest stosowana przemoc psychiczna.
ShyGuy jest świadomy tego, a nic nie robi z tym, co więcej - lawiruje w odpowiedziach zajmując się miską, a nie tym co jest kwintesencją problemu przemocą jakiej doznaje. Dąży do tego, by uspokoić swój niepokój i utwierdzić się, że wszystko jest OK.
(Całkiem świadomie wchodzi w kolejny chory układ - uzależnienia się od kasy teścia, od domu budowanego przez teścia. Nawet jeśli zostanie formalnie przepisany dla nich, to dla wszystkich w rodzinie będzie oczywiste, że jest to dom, który zbudował teść, dla swoich nieporadnych życiowo dzieci, którym trzeba pomagać.)
Takie związki - nie tworzą ludzie o osobowościach asertywnych, tylko osoba agresywna (dominująca) + bierna (uległa). Ten układ nie jest zdrowy dla nikogo, ani dla niego, ani nawet dla jego żony, o której dobro tak zabiega ShyGuy (nie mówiąc o ewentualnym dziecku, jeśli im się kiedyś uda).
Nie ma to nic wspólnego z szacunkiem do żony. Dobrym przykładem są "wspólne" plany. Jak najbardziej w porządku jest informowanie partnera, co będziemy robić "idę na rower", ale jest różnica między takim komunikatem, a pytaniem się "czy mamy "wspólne" plany na najbliższą godzinę?"( = "jak chcesz mną zadysponować w najbliższym czasie, mam stópki pomasować, czy mogę wyjść na rower?"). Domyślnie można założyć - jak chłopak z dziewczyną spotykają się wieczorem, to mają wspólne plany - nawet jeśli nie jest to sprecyzowane, czy pójdą do parku, czy do kina, to ten czas jest zabukowany dla nich, jeśli mieszkasz z drugą osobą, to już tak nie działa, nie oznacza, że jak wracasz do domu po pracy, to domyślnie jesteś przypisany do "wspólnych" planów żony.
Twoja wypowiedź uspokaja autora: ok, może żona mną pomiata, ale są tacy którzy uważają, że jest OK, więc... jest OK.
Ja uważam, że nie jest OK, co więcej uważam, że zachowuje się jak typowa ofiara przemocy, która jest tak zmanipulowana, że gdy doznaje przemocy, to jeszcze twierdzi, że jej się należała kara, że to co ją spotyka jest słuszne, że to ona jest zła, a jej oprawca dobry, bo stara się trzymać porządek rzeczy.
Myślę, że autorowi potrzebny jest ktoś kto go sprowadzi na ziemie, a nie ktoś kto pogłaszcze po główce, poklepie po pleckach, gdy ten chce sobie popłakać, gdy żonka za bardzo nim poniewiera.
Nie uraziłaś mnie, Averyl. Cenię sobie Twoje wypowiedzi (należysz do grona osób, których wypowiedzi są dla mnie interesujace i z którymi jakoś tak szczególnie się liczę). Dlatego spróbowałem wyciągnąć od Ciebie rozszerzenie opinii o bzdurze.
Brakuje mi, w moich forumowych podróżach, krytyki tego, co wypisuję... jakbym nie mógł do końca wierzyć sobie i musiał liczć, że ktoś inny pomoże mi znaleźć błąd.
Wracając do ShyGuya - moją intencją nie jest uspokojenie, że wszystko jest w porządku, bo raczej większość w porządku nie jest. Z jednym wyjątkiem - on sam, jako człowiek, jest w porządku, nie jest kimś ułomnym , co nie znaczy, że nie podejmuje błędnych decyzji. W związku z bardziej "dopasowaną charakterem" osobą życie Autora mogłoby wyglądać zupełnie inaczej a pytanie o to, "czy może wyjść, czy może mają jakieś wspólne plany" byłoby tylko ich "wewnętrznym konwenansem". Staje się karykaturą w sytuacji, jaką sobie oboje wypracowali. Nie podoba mi się popadanie w zależność (od teścia, od zdania żony) ale to przecież nie ma znaczenia (ta moja opinia) dla Jego życia. Zresztą w jakieś zależności i tak wchodzimy, nawet żyjąc w pojedynkę na własny koszt. Można przyjąć, ze to kwestia wyboru z jakimi zaleznościami komu będzie znośniej. Moja próba wsparcia opiera się na założeniu pogodzenia tego, jaki jest ShyGuy z wyzwaniami, jakie niesie życie. Bez zmieniania Go. Może to jest naiwne... może nawet szkodliwe dla Niego.Nie wiem. Może to tylko przedłużenie mojego własnego "buntu bez walki wobec rzeczywistości". Mojego ojca prawie nie znałem. Opuścił nas gdy miałem iść do podstawówki. Jedyna scena z Nim związana jaką pamiętam, to scena przemocy. Reszta to fotografie (bardzo przystojnego mężczyzny) i nieliczne opowieści o Nim zasłyszane od starszych członków rodziny. W domu ten temat był raczej bolesny. Nie imponują mi machos.
Wierzę, że na miejscu ShyGuya poradziłbym sobie w sposób, jaki zaproponowałem. Nie traktując żony jak wroga czy przeciwnika ale PRZEKONUJĄC, że rzeczywistość jest inna, niż ją ona przedstawia.
dżdżownick
ja również się z Tobą nie zgadzam.napisałeś:
"...niech posłucha Waszych rad o terapii. Nie zrobi tego jednak, jeśli chce zachować swoją wrażliwość, grzeczność, ułożenie, czy jak to nazwać. Poniekąd to rozumiem, ponieważ sam, mimo iż nie mam problemu z przedstawianiem własnego zdania, uznałbym za swoją porażkę w relacjach z różnymi ludźmi, bliższymi czy dalszymi, gdybym posługiwał się siłą"Skąd ci przyszło do głowy, że terapia ma sprawić, iż straci swoją wrażliwość, grzeczność, ułożenie itd.?
I kto tutaj radzi posługiwania się siłą?Można być uległym, grzecznym i wrażliwym, bo to bardzo pozytywne cechy, ale zachowywać przy tym własne zdanie i szacunek do siebie samego przede wszystkim.
"Spróbuję obronić to, co proponowałem. I tak - potraktowanie ich konfliktowych relacji jako rozgrywki może dać krok dystansu zamiast przeżywania każdego focha czy zarzutu. Zamiast przeżywania i emocji bierze się "zdarzenie" do analizy i odpowiednio je neutralizuje przedstawiając argument, a prawdopodobnie serię argumentów, bo żona będzie próbowała te argumenty torpedować emocjami, które wszakże wyrazi słowami, na które znaleźć należy "kontrsłowa". Dystans i znalezienie odpowiednich argumentów zamiast godzenia się na stan rzeczy wg żony jest dobrą drogą do zastąpienia stanu rzeczy wg żony poglądem na sprawę wg ShyGuya"
Czy nie zauważyłeś, że ich życie składa się z samych takich rozgrywek, które żona sztucznie inicjuje?
Ona go nie przytula, nie troszczy o niego, nie ma dla niego ciepłych słów i nawet obiadów mu nie robi, choć siedzi w domu na dupie i TO JEST PROBLEM, a nie to, czy autor wygra rozgrywkę z przykładową miską.To są takie sztuczne problemy, kompletne pierdoły, które wywołuje się, gdy nie ma się odwagi poruszyć tych prawdziwych. Gdy wypiera się je coraz głębiej i głębiej.
Tylko że one i tak prędzej czy później wybuchną, ze zdwojoną siłą niestety i oby to tylko nie miało miejsca, gdy w tym niewątpliwie chorym domu bez miłości i czułości będzie już dziecko.
Skąd mi przyszło do głowy, że celem terapii miałoby być zrobienie z shyGuya "faceta z jajami"? Spowodowane to było związkiem łączącym zarzuty w stylu: "jest pipą", "nie ma jaj" z radą, ze powinien skorzystac z terapii. Owszem, związek ten nie oznacza, że w domyśle terapia miałaby Go zmienić w faceta z jajami ale też nie jest to wykluczone. W każdym razie moża założyć, że terapia, jaką radzi ktoś zarzucający "brak jaj" miałaby coś zmienić. Co, jeśli nie kwestię jaj?
Wygranie rozgrywki (np. z przykładową miską) nie ma dać satysfakcji wygrania ale odpowiedni obraz rzeczywistości. W sytuacji z miską ShyGuy podszedł raczej źle, przyznając, że byłoby niefajnie, gdyby otrzymany prezent jego matka wykorzystała ponownie jako prezent i obierając linię obrony, że raczej tego nie zrobiła. Rozpatrzmy tę sytuację na zimno, w ramach rozgrywki.
Stawiamy pytania:
1. w jakim celu daje się prezenty?
a)by sprawić przyjemność osobie obdarowywanej
b)by osobie obdarowywanej zostawić pamiątkę po sobie, która przypominałaby o prezentodawcy
c)z obu tych powodów
d)żaden z tych powodów lecz inny
Jeśli wybierzemy odpowiedź b lub c, to warto się zastanowić, dlaczego chcemy zostawić komuś przedmiot, który będzie mu o nas przypominał i czy mamy do tego powód (np. jesteśmy kimś bliskim ale eliminujemy inne formy kontaktu, które przypominałyby o nas. Czy jest zasadne praktykowanie pamiątek zamiast darów mających komuś sprawiać radość w sytuacji, gdy co 2 tygodnie odwiedzamy obdarowywaną pamiątką osobę?
2. Czy sprezentowany przedmiot jest w 100 % własnością osoby, której dajemy prezent czy żądamy jakiegoś swojego procenta udziału w tym posiadaniu?
Jeśli odpowiedź mimo wszystko padnie taka, że ządamy tego procenta własnego udziału choćby w formie wymagania, by prezent pozostawał w posiadaniu obdarowywanego, należałoby zastanowić się, dlaczego nam na tym zależy i czy taki prezent jest rzeczywiście prezentem czy może... presją? "intencjonalnym terrorem"? (My decydujemy o tym co masz mieć w domu - pod pretekstem prezentu- i nic nie możesz z tym zrobić).
Jeśli zgodzimy się, że prezent ma sprawiać radość, należałoby zakwestionowac wniosek, że fakt oddania prezentu komuś innemu oznacza, że temu komuś nie warto kupować prezentów. Bo najważniejsze, co z tego wynika to raczej to, że nie potrafiliśmy wybrać prezentu ODPOWIEDNIEGO. Wniosek powinien brzmieć - jeśli chcemy, by nasz prezent cieszył obdarowywaną osobę, czego oznaką będzie niepozbywanie się prezentu, to POWINNIŚMY SIĘ POSTARAĆ wybrać odpowiedni prezent.
Odnośnie miłości czy jej braku nie chcę się zbyt szeroko wypowiadać. Jeśli miłości nie ma, terapia jej również nie wywoła. Poza tym miłość nie jest niezbędnym warunkiem dobrego związku. Mogą istnieć, i istnieją, związki oparte na wzajemnym szacunku, interesie, przyjaźni, w których można dobrze przeżyć życie. Mogą też istnieć związki zawarte z miłości, które okażą się wyniszczające. Mogą istnieć szczęśliwe związki kochających się ludzi. Ograniczanie możliwości związków do tego ostatniego wariantu jest trochę nadużyciem zainicjowanym przez poetów i bajkopisarzy (tu bez ironii).