Popieram Anderstud w calej rozciaglosci. Dla mnie zakanczanie czegos co juz jest zakonczone jest bez celu. To tylko pretekst zeby jeszcze raz zobaczyc ta kobiete i dluzej cierpiec. Pewnie ze nie mozna tego zabronic Autorowi bo to duzy chlop ale mozna mu uzmyslowic ze to czego potrzebuje (czyli spotkanie) niekoniecznie jest tym co mu posluzy. Dla mnie jak sie z czyms czlowiek godzi i przystaje na to to nie ma potrzeby juz cokolwiek wyjasniac no chyba ze pierwsza reakcja bylo jakies chamskie zachowanie i spotkanie ma na celu za nie przeprosic. W innym wypadku "zakanczanie" i tlumaczenie ma zawsze drugie dno ktorym jest nadzieja ze to cos zmieni. Takie zachowanie w stylu: uwaga odchodze, oddalam sie, halo jak chcesz mnie zatrzymac to to juz naprawde ostatni dzwonek nim calkiem znikne z horyzontu taki biedny...smutny...odtracony.
Co do.kobiety to nawet jesli byla tak mega niedomyslna ze nie widziala zaangazowania Autora to jeszcze gorzej o niej to swiadczy. Materialistka bez honoru ktora przyjmuje bizuterie od jakis tam kolesi , zwyklych znajomych.
wilczysko72 napisał/a:Skąd Ty wiesz co ta panna wiedziała, a co nie ? Czytasz w myślach ? Fakty to jedno, a Twoja interpretacja tych faktów to drugie. Nie masz bladego pojęcia co ona myślała. Z jakiś sobie znanych powodów przyjmujesz taką, a nie inną wersję, ale to absolutnie nie znaczy, że tak było. Daj mu postąpić w zgodzie ze sobą. Nic mu nie grozi. Jeśli będzie się lepiej czuł po tej rozmowie z nią to niech porozmawia. Możesz to wyszydzać, ale nie każdy jest taki jak Ty. A sprawiasz wrażenie dość nerwowego i chyba święcie przekonanego, że ma zawsze rację.
A Ty masz pojęcie co Ona myślała?
Dla Ciebie to jest normalne, że kobieta bez mrugnięcia okiem przyjmuje drogocenne podarunki od znajomego?Przyszedł na forum, zapytać się, jak my to widzimy, no to piszemy Mu, jak to widzimy i tyle, i dlaczego akurat Ciebie ma posłuchać?
Oczywiście, że Mu grozi i to wiele.
Ponieważ jak znam życie to się tylko skompromituje i tyle, i po czasie będzie żałował tego spaceru.Jestem kobietą, ale nie wyobrażam sobie przyjmować prezentów od znajomego, nie ma takiej opcji.
Wiadomo, że prezentów nie daje się o tak.
Nie mam pojęcia co ona myślała. Postawiłem tylko pewną hipotezę z opisu tego co się wydarzyło. Nie znamy dokładnego kontekstu sytuacji z prezentami. Może ona nie chciała ich przyjąć, ale Pol mocno nalegał ? Przecież to był prezent, a nie nerka. A on już nie był dla niej wtedy nieznajomym. Kiedy ktoś dla Ciebie zasługuje na miano znajomego ? Kiedy znajomy może Ci dać prezent ? To kwestia indywidualna.
Z tego co Pol napisał wydaje mi się, że jest facetem bardzo konsekwentnym w działaniu. Niestety w tym przypadku okazało się, że może nawet zbyt konsekwentnym
Jeśli twierdzi, że zamierza tą znajomość zakończyć to nie widzę powodu, żeby mu nie wierzyć.
Krejzolka82 napisał/a:wilczysko72 napisał/a:Skąd Ty wiesz co ta panna wiedziała, a co nie ? Czytasz w myślach ? Fakty to jedno, a Twoja interpretacja tych faktów to drugie. Nie masz bladego pojęcia co ona myślała. Z jakiś sobie znanych powodów przyjmujesz taką, a nie inną wersję, ale to absolutnie nie znaczy, że tak było. Daj mu postąpić w zgodzie ze sobą. Nic mu nie grozi. Jeśli będzie się lepiej czuł po tej rozmowie z nią to niech porozmawia. Możesz to wyszydzać, ale nie każdy jest taki jak Ty. A sprawiasz wrażenie dość nerwowego i chyba święcie przekonanego, że ma zawsze rację.
A Ty masz pojęcie co Ona myślała?
Dla Ciebie to jest normalne, że kobieta bez mrugnięcia okiem przyjmuje drogocenne podarunki od znajomego?Przyszedł na forum, zapytać się, jak my to widzimy, no to piszemy Mu, jak to widzimy i tyle, i dlaczego akurat Ciebie ma posłuchać?
Oczywiście, że Mu grozi i to wiele.
Ponieważ jak znam życie to się tylko skompromituje i tyle, i po czasie będzie żałował tego spaceru.Jestem kobietą, ale nie wyobrażam sobie przyjmować prezentów od znajomego, nie ma takiej opcji.
Wiadomo, że prezentów nie daje się o tak.Nie mam pojęcia co ona myślała. Postawiłem tylko pewną hipotezę z opisu tego co się wydarzyło. Nie znamy dokładnego kontekstu sytuacji z prezentami. Może ona nie chciała ich przyjąć, ale Pol mocno nalegał ? Przecież to był prezent, a nie nerka. A on już nie był dla niej wtedy nieznajomym. Kiedy ktoś dla Ciebie zasługuje na miano znajomego ? Kiedy znajomy może Ci dać prezent ? To kwestia indywidualna.
Z tego co Pol napisał wydaje mi się, że jest facetem bardzo konsekwentnym w działaniu. Niestety w tym przypadku okazało się, że może nawet zbyt konsekwentnymJeśli twierdzi, że zamierza tą znajomość zakończyć to nie widzę powodu, żeby mu nie wierzyć.
Ale tak samo my przedstawiamy, jak to widzimy. ![]()
Możliwe, że nalegał, ale uwierz, że jak się czegoś nie chce przyjąć to się po prostu nie przyjmuje, jest wiele metod, aby dany prezent wrócił do obdarowującego.
Znajomy to człowiek, którego znam i zazwyczaj jesteśmy na "dzień dobry", "cześć".
Kolega to więcej niż znajomy.
Ale na pewno w tych dwóch przypadkach nie mogłabym wziąć prezentu(no chyba, że jakieś specjalne okazje, typu urodziny).
Prezenty bez okazji to ja mogę przyjmować od mojego faceta, albo mojej Rodziny i bardzo bliskich Przyjaciół.
Gdyby na prawdę chciał zakończyć znajomość to nie bawiłby się w żaden spacer, żadne tłumaczenie.
A wiesz skąd wiem?
Bo jestem człowiekiem i nieraz jedno mówiłam a drugie robiłam. ![]()
wilczysko72 napisał/a:Krejzolka82 napisał/a:A Ty masz pojęcie co Ona myślała?
Dla Ciebie to jest normalne, że kobieta bez mrugnięcia okiem przyjmuje drogocenne podarunki od znajomego?Przyszedł na forum, zapytać się, jak my to widzimy, no to piszemy Mu, jak to widzimy i tyle, i dlaczego akurat Ciebie ma posłuchać?
Oczywiście, że Mu grozi i to wiele.
Ponieważ jak znam życie to się tylko skompromituje i tyle, i po czasie będzie żałował tego spaceru.Jestem kobietą, ale nie wyobrażam sobie przyjmować prezentów od znajomego, nie ma takiej opcji.
Wiadomo, że prezentów nie daje się o tak.Nie mam pojęcia co ona myślała. Postawiłem tylko pewną hipotezę z opisu tego co się wydarzyło. Nie znamy dokładnego kontekstu sytuacji z prezentami. Może ona nie chciała ich przyjąć, ale Pol mocno nalegał ? Przecież to był prezent, a nie nerka. A on już nie był dla niej wtedy nieznajomym. Kiedy ktoś dla Ciebie zasługuje na miano znajomego ? Kiedy znajomy może Ci dać prezent ? To kwestia indywidualna.
Z tego co Pol napisał wydaje mi się, że jest facetem bardzo konsekwentnym w działaniu. Niestety w tym przypadku okazało się, że może nawet zbyt konsekwentnymJeśli twierdzi, że zamierza tą znajomość zakończyć to nie widzę powodu, żeby mu nie wierzyć.
Ale tak samo my przedstawiamy, jak to widzimy.
Możliwe, że nalegał, ale uwierz, że jak się czegoś nie chce przyjąć to się po prostu nie przyjmuje, jest wiele metod, aby dany prezent wrócił do obdarowującego.
Znajomy to człowiek, którego znam i zazwyczaj jesteśmy na "dzień dobry", "cześć".
Kolega to więcej niż znajomy.
Ale na pewno w tych dwóch przypadkach nie mogłabym wziąć prezentu(no chyba, że jakieś specjalne okazje, typu urodziny).Prezenty bez okazji to ja mogę przyjmować od mojego faceta, albo mojej Rodziny i bardzo bliskich Przyjaciół.
Gdyby na prawdę chciał zakończyć znajomość to nie bawiłby się w żaden spacer, żadne tłumaczenie.
A wiesz skąd wiem?
Bo jestem człowiekiem i nieraz jedno mówiłam a drugie robiłam.
A ile razy robiłaś to co mówiłaś ?
Ta dyskusja staje się już trochę bez sensu. Jutro Pol zrobi to co zaplanował, albo tego nie zrobi. To już będzie jego decyzja.
Krejzolka82 napisał/a:wilczysko72 napisał/a:Nie mam pojęcia co ona myślała. Postawiłem tylko pewną hipotezę z opisu tego co się wydarzyło. Nie znamy dokładnego kontekstu sytuacji z prezentami. Może ona nie chciała ich przyjąć, ale Pol mocno nalegał ? Przecież to był prezent, a nie nerka. A on już nie był dla niej wtedy nieznajomym. Kiedy ktoś dla Ciebie zasługuje na miano znajomego ? Kiedy znajomy może Ci dać prezent ? To kwestia indywidualna.
Z tego co Pol napisał wydaje mi się, że jest facetem bardzo konsekwentnym w działaniu. Niestety w tym przypadku okazało się, że może nawet zbyt konsekwentnymJeśli twierdzi, że zamierza tą znajomość zakończyć to nie widzę powodu, żeby mu nie wierzyć.
Ale tak samo my przedstawiamy, jak to widzimy.
Możliwe, że nalegał, ale uwierz, że jak się czegoś nie chce przyjąć to się po prostu nie przyjmuje, jest wiele metod, aby dany prezent wrócił do obdarowującego.
Znajomy to człowiek, którego znam i zazwyczaj jesteśmy na "dzień dobry", "cześć".
Kolega to więcej niż znajomy.
Ale na pewno w tych dwóch przypadkach nie mogłabym wziąć prezentu(no chyba, że jakieś specjalne okazje, typu urodziny).Prezenty bez okazji to ja mogę przyjmować od mojego faceta, albo mojej Rodziny i bardzo bliskich Przyjaciół.
Gdyby na prawdę chciał zakończyć znajomość to nie bawiłby się w żaden spacer, żadne tłumaczenie.
A wiesz skąd wiem?
Bo jestem człowiekiem i nieraz jedno mówiłam a drugie robiłam.A ile razy robiłaś to co mówiłaś ?
Ta dyskusja staje się już trochę bez sensu. Jutro Pol zrobi to co zaplanował, albo tego nie zrobi. To już będzie jego decyzja.
Bardzo dobre pytanie. ![]()
Czemu bezsensu, Ty piszesz swoje racje, swoje przemyślenia tak samo i my.
Oczywiście, że Jego decyzja, którą już dawno podjął i to jest Jego sprawa.
wilczysko72 napisał/a:Krejzolka82 napisał/a:Ale tak samo my przedstawiamy, jak to widzimy.
Możliwe, że nalegał, ale uwierz, że jak się czegoś nie chce przyjąć to się po prostu nie przyjmuje, jest wiele metod, aby dany prezent wrócił do obdarowującego.
Znajomy to człowiek, którego znam i zazwyczaj jesteśmy na "dzień dobry", "cześć".
Kolega to więcej niż znajomy.
Ale na pewno w tych dwóch przypadkach nie mogłabym wziąć prezentu(no chyba, że jakieś specjalne okazje, typu urodziny).Prezenty bez okazji to ja mogę przyjmować od mojego faceta, albo mojej Rodziny i bardzo bliskich Przyjaciół.
Gdyby na prawdę chciał zakończyć znajomość to nie bawiłby się w żaden spacer, żadne tłumaczenie.
A wiesz skąd wiem?
Bo jestem człowiekiem i nieraz jedno mówiłam a drugie robiłam.A ile razy robiłaś to co mówiłaś ?
Ta dyskusja staje się już trochę bez sensu. Jutro Pol zrobi to co zaplanował, albo tego nie zrobi. To już będzie jego decyzja.
Bardzo dobre pytanie.
Czemu bezsensu, Ty piszesz swoje racje, swoje przemyślenia tak samo i my.
Oczywiście, że Jego decyzja, którą już dawno podjął i to jest Jego sprawa.
Dlatego bez sensu, bo już przedstawiliśmy swoje punkty widzenia, a przekonywanie się który jest właściwy, to jak rozmowa nad wyższością Wielkanocy nad Bożym Narodzeniem.
Od siebie dodam, że na jutro szykuję sobie duży kubas popcornu aby czytać dalsze wywody autora tematu. Nie mogę się doczekać ![]()
138 2017-03-07 15:20:16 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-03-07 15:21:33)
Nie mam pojęcia co ona myślała.
Na tym polega cały urok kobiety, że nikt nigdy nie ma pojęcia co ona myśli
Jednak abstrahując od filozoficznych dywagacji na tematy poboczne i zupełnie nieistotne w tym akurat momencie,
skupmy się może na problemie z którym mamy tutaj do czynienia i jak można go rozwiązać, a więc kto pierwszy?
Może kolega wilczysko na ochotnika
Co Ty byś zrobił będąc dzisiaj na miejscu autora wątku?
Na początek trzymajmy się wersji "nie mam pojęcia co ona myślała". No więc minęły dwa lata, ona jasno się określiła itd.
Co z tym robisz?
wilczysko72 napisał/a:Nie mam pojęcia co ona myślała.
Na tym polega cały urok kobiety, że nikt nigdy nie ma pojęcia co ona myśli
![]()
Jednak abstrahując od filozoficznych dywagacji na tematy poboczne i zupełnie nieistotne w tym akurat momencie,
skupmy się może na problemie z którym mamy tutaj do czynienia i jak można go rozwiązać, a więc kto pierwszy?
Może kolega wilczysko na ochotnikaCo Ty byś zrobił będąc dzisiaj na miejscu autora wątku?
Na początek trzymajmy się wersji "nie mam pojęcia co ona myślała". No więc minęły dwa lata, ona jasno się określiła itd.
Co z tym robisz?
Pytanie, czy ona się jasno określiła. Jeśli tak, to dla mnie jest całkowicie po sprawie. Jeśli padła już propozycja spotkania to podobnie jak Pol pewnie bym poszedł na nie, powiedział że przyjaźń mnie nie interesuje i poszedł w swoją stronę. A jeśli się nie określiła, to... chciałbym, żeby się określiła. Dwa lata to już chyba stanowczo wystarczy na "diagnozę". Gdyby zaczęła coś ściemniać to dałbym sobie też spokój
Eeeehhh.... To jest straszne teoretyzowanie. Po jaką cholerę ?
Rzeczywiście nie wiemy co ona myślała. Gdybym ja w wieku 36 lat poznała na szybkiej randce faceta i zaczęła się z nim umawiać, to najpierw żylabym nadzieja białej sukni i marsza weselnego, która blaklaby z każdym dniem, w którym facet nie zrobił żadnego kroku. Żadnego kontaktu fizycznego, żadnych deklaracji i ustaleń co do dalszej przyszłości. Czułabym się zwodzona przez dwa lata i wykorzystana. Oczekiwalabym wręcz przeprosin, a te nędzne bransoletki w żaden sposób nie cofną zegara biologicznego bijacego coraz szybciej.
Może mam na to niewłaściwa optyke, ale ja nie postrzegam naszego autora jedynie jako ofiary...
Rzeczywiście nie wiemy co ona myślała. Gdybym ja w wieku 36 lat poznała na szybkiej randce faceta i zaczęła się z nim umawiać, to najpierw żylabym nadzieja białej sukni i marsza weselnego, która blaklaby z każdym dniem, w którym facet nie zrobił żadnego kroku. Żadnego kontaktu fizycznego, żadnych deklaracji i ustaleń co do dalszej przyszłości. Czułabym się zwodzona przez dwa lata i wykorzystana. Oczekiwalabym wręcz przeprosin, a te nędzne bransoletki w żaden sposób nie cofną zegara biologicznego bijacego coraz szybciej.
Może mam na to niewłaściwa optyke, ale ja nie postrzegam naszego autora jedynie jako ofiary...
A Ona nie mogła zacząć rozmowy?
Sorki, ale otrzymanie takiego prezentu to był świetny pretekst do rozmowy dokąd zmierza Ich znajomość.
Ale, jak On zwodził?
Nie było seksu, nie było czułych słówek to na czym to zwodzenie według Ciebie polegało?
Ale jakich przeprosin?
Przeprosiny by były adekwatne, gdyby:
- Autor zwodził Kobietę (a tego nie było);
- zabawił się Nią (a tego nie było);
Wykorzystana?
- drogie prezenty bez okazji,;
- wypady wspólne;
i na dodatek wszystko za darmo, sero seksu, zero czułości.
Żyć nie umierać. ![]()
Eeeehhh.... To jest straszne teoretyzowanie. Po jaką cholerę ?
No nie wiem... czas w robocie szybciej mija?
wilczysko72 napisał/a:Eeeehhh.... To jest straszne teoretyzowanie. Po jaką cholerę ?
No nie wiem... czas w robocie szybciej mija?
No fakt... :-P
anderstud napisał/a:wilczysko72 napisał/a:Eeeehhh.... To jest straszne teoretyzowanie. Po jaką cholerę ?
No nie wiem... czas w robocie szybciej mija?
No fakt... :-P
Widać że panowie na etacie.
Co do treści to w stu procentach popieram to co pisał Anderstood.
Jeśli jest jakikolwiek sposób żeby uratować tą znajomość to jest to zniknięcie autora. W tym momencie nie ma dobrej rozmowy i dobrego tłumaczenia( BTW co tU tłumaczyć... )
Jedyne co on może to zniknąć....
anderstud napisał/a:wilczysko72 napisał/a:Nie mam pojęcia co ona myślała.
trzymajmy się wersji "nie mam pojęcia co ona myślała". No więc minęły dwa lata, ona jasno się określiła itd.
Co z tym robisz?Pytanie, czy ona się jasno określiła. Jeśli tak, to dla mnie jest całkowicie po sprawie.
No kolega twierdzi, że się określiła. Tak dla przypomnienia fragment postu otwierającego temat:
Niecałe 2 lata temu poznałem na tzw. szybkich randkach kobietę (3 lata starszą ode mnie), którą się mocno zainteresowałem, a następnie w której się zakochałem. Nasza znajomość szybko przekształciła się w regularny kontakt co weekend gł. wyjścia do kina, teatru, do ciekawej restauracji, od czasu do czasu zabierałem ją na ciekawe wyjazdy poza miasto (do jakiś ładnych miejsc typ: pałac, ogród itp). Oczywiście prezenty na święta, walentynki oraz 2 razy sylwester (ostatni wyjazdowy). Nasze spotkania zawsze przebiegały radośnie rozmawialiśmy o swoich codziennościach, o pracy, o różnych bieżących zabawnych sytuacjach. W tygodniu kontakt był ograniczony ze ze względu na jej dość angażującą pracę. Jednak co ważne nie porozmawialiśmy nigdy tak głęboko o sobie, czułem że ona może mieć jakaś barierę, że jest taka zachowawcza. Postanowiłem nie naciskać, być cierpliwy. Sam też niestety nie byłem dobry w konwersacjach o uczuciach i związkach. Bardziej umiałem to pokazać poprzez zaangażowanie czyli dbanie o ten regularny kontakt, poprzez masę małych i większych prezentów (kilka razy kupiłem dla niej biżuterię), poprzez spełnianie jej próśb o drobną pomoc. Po prostu byłem przy niej myślami. I gdy teraz wyjawiłem wprost co do niej czuje to zareagowała wielkim zdziwieniem, zaskoczeniem, jak ja to traktuję... że jakoś nie widziała z mojej strony sygnałów. Zwierzyłem się z tej sytuacji dobrej przyjaciółce, która powiedziała mi, że tylko ślepa kobieta by tego nie zauważyła, że się staram. Stanęło na tym, że ona bardzo chce się ze mną spotykać, ale na stopie przyjacielskiej. Ukłuło mnie to, że nie widziałem, żadnej oznaki jakiegoś takiego wczucia się w sytuację. Powiedziałem jej też, że nie jestem mistrzem w relacjach damsko-męskich, ale że chętnie się uczę. Może ta nieumiejętność została wyniesiona z domu gdzie te nasze relacje nie były takie zażyłe, ale miłość wyrażało się poprzez gesty i staranie o siebie. Cóż może patrząc z boku ktoś się zaśmieje z tego, ale każdy człowiek jest inny ja wierzyłem, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Jest mi teraz oczywiście źle bo z jednej strony czuję stratę, że mogła być fajna relacja, ale z drugiej też zadaję sobie pytanie czy to odpowiednia dla mnie osoba. Uczucia są uczuciami i nie da się tego tak nakierować. Od przyjaciela mam radę, aby zerwać całkowicie tą znajomość. W planach mamy spacer, na którym chcemy porozmawiać o sobie... jednak ona się już jasno wyraziła, że nie chce mi robić nadziei. Cóż...
146 2017-03-07 18:46:51 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-03-07 18:49:01)
wilczysko72 napisał/a:anderstud napisał/a:No nie wiem... czas w robocie szybciej mija?
No fakt... :-P
Widać że panowie na etacie.
Co do treści to w stu procentach popieram to co pisał Anderstood.
Jeśli jest jakikolwiek sposób żeby uratować tą znajomość to jest to zniknięcie autora. W tym momencie nie ma dobrej rozmowy i dobrego tłumaczenia( BTW co tU tłumaczyć... )
Jedyne co on może to zniknąć....
A czy autor chce coś ratować? Czy po prostu zakończyć z klasą? Bo jak chce ratować to żadne tam znikanie.! Najlepiej bukiet czerwonych róż i namiętny pocałunek na przywitanie zamiast gadania. Najwyzej dostanie w pysk... Ale co ma do stracenia? Obejrzyj sobie "Przeminęło z wiatrem"
madoja napisał/a:Przepraszam, przeczytałam tylko kilka odpowiedzi na pierwszej stronie, więc nie wiem jak się dyskusja potoczyła, ale moim zdaniem ona wcale Cię nie wykorzystała.
To Ty wszystko spieprzy*eś.
Domyślam się że nigdy jej nie pocałowałeś, nigdy nie dotknąłeś w specjalny sposób?
Ja pomyślałabym że jesteś gejem lub sam traktujesz mnie jak koleżankę, więc dlaczego miałabym się z Tobą nie spotykać, dlaczego miałabym nie przyjmować prezentów skoro mi je dajesz?
Zachowywałeś się jak cipka to teraz masz za swoje. Kobieta chce być pożądana, kobieta chce by facet wpił się w jej usta. A Ty 2 LATA (szok na szokiem!) nie zrobiłeś NIC!
Należy Ci się Order Cipkowatości.Ale od kiedy to się przyjmuje drogocenne prezenty od kolegi?
Nie masz w sobie za grosz honoru?
Sorki, ale przez takie jak Ty faceci mają takie mniemanie o kobietach, jakie mają.
Nie rozumiem dlaczego nie można obdarowywać się prezentami.
Ja np. bardzo często daję dość drogie prezenty mojemu przyjacielowi (gejowi) i zawsze podkreślam żeby mi się nie rewanżował bo wiem że kiepsko zarabia.
Chętnie kupuję też prezenty dzieciom mojej przyjaciółki.
Gdyby mi przyjaciel dawał prezenty, pewnie ze skrępowaniem ale i z radością - przyjmowałabym je. Prawdopodobnie kupowałabym coś w zamian czasami.
Ale co to za pomysł, że samo przyjmowanie prezentów to wykorzystywanie kogoś? ![]()
Nie okradała go, nie naciągała go na kasę. Chciał, to kupował i jej dawał.
Prawdopodobnie była w niej jakaś myśl, że się mu podoba, ale z drugiej strony - nie jestem tego na 100% pewna, skoro facet przez 2 lata jej nie tknął. Może pomyślała że woli penisy.
148 2017-03-07 20:41:14 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-03-07 20:52:56)
Poznali się na szybkich randkach, więc teoria mówiąca o tym, że ona niby nie wiedziała, nie ma nawet cienia szansy na obronę ![]()
Oboje tam poszli w wiadomym celu i oboje utrzymywali znajomość w wiadomym celu z tym że on może faktycznie dość nieporadnie,
ale to w żaden sposób nie zwalnia kobiety od tego, żeby przejąć inicjatywę albo też podziękować koledze i się ładnie pożegnać.
A nie przez dwa lata jechać gładko na patencie "no ale słuchaj, skąd ja mogłam wiedzieć, że ty coś do mnie czujesz..."
i postawiona przed wyborem albo w lewo albo w prawo, bezczelnie rzuca hasło "och daj spokój, przecież możemy zostać przyjaciółmi".
Ale co to za pomysł, że samo przyjmowanie prezentów to wykorzystywanie kogoś?
Ale nie chodzi o samo przyjmowanie prezentów, tylko o całokształt tej znajomości. O wspólne wyjścia, wycieczki czy wyjazdy też.
Pomijając już aspekt czysto finansowy takich rozrywek, to no ludzie nie róbmy sobie jaj z pogrzebu,
naprawdę nie widzicie w tym nic zdrożnego, że panna radośnie siedzi na plecach chłopaka przez okres dwóch lat niemalże
i w zamian nie daje nic od siebie, a zapytana wprost co do niego czuje, bez zażenowania mówi mu prosto w oczy, że nic,
ale żeby sobie nie poszedł ze spuszczoną głową, proponuje mu ochłap w postaci jakiejś pseudo przyjaźni,
dzięki czemu dalej będzie mogła sobie korzystać do woli, a on dalej będzie z tego miał wielkie nic?
Krejzolka82 napisał/a:madoja napisał/a:Przepraszam, przeczytałam tylko kilka odpowiedzi na pierwszej stronie, więc nie wiem jak się dyskusja potoczyła, ale moim zdaniem ona wcale Cię nie wykorzystała.
To Ty wszystko spieprzy*eś.
Domyślam się że nigdy jej nie pocałowałeś, nigdy nie dotknąłeś w specjalny sposób?
Ja pomyślałabym że jesteś gejem lub sam traktujesz mnie jak koleżankę, więc dlaczego miałabym się z Tobą nie spotykać, dlaczego miałabym nie przyjmować prezentów skoro mi je dajesz?
Zachowywałeś się jak cipka to teraz masz za swoje. Kobieta chce być pożądana, kobieta chce by facet wpił się w jej usta. A Ty 2 LATA (szok na szokiem!) nie zrobiłeś NIC!
Należy Ci się Order Cipkowatości.Ale od kiedy to się przyjmuje drogocenne prezenty od kolegi?
Nie masz w sobie za grosz honoru?
Sorki, ale przez takie jak Ty faceci mają takie mniemanie o kobietach, jakie mają.
Nie rozumiem dlaczego nie można obdarowywać się prezentami.
Ja np. bardzo często daję dość drogie prezenty mojemu przyjacielowi (gejowi) i zawsze podkreślam żeby mi się nie rewanżował bo wiem że kiepsko zarabia.
Chętnie kupuję też prezenty dzieciom mojej przyjaciółki.
Gdyby mi przyjaciel dawał prezenty, pewnie ze skrępowaniem ale i z radością - przyjmowałabym je. Prawdopodobnie kupowałabym coś w zamian czasami.
Ale co to za pomysł, że samo przyjmowanie prezentów to wykorzystywanie kogoś?
Nie okradała go, nie naciągała go na kasę. Chciał, to kupował i jej dawał.
Prawdopodobnie była w niej jakaś myśl, że się mu podoba, ale z drugiej strony - nie jestem tego na 100% pewna, skoro facet przez 2 lata jej nie tknął. Może pomyślała że woli penisy.
Przyjaciel a znajomy to chyba jednak różnica, nieprawdaż?
wilczysko72 napisał/a:anderstud napisał/a:trzymajmy się wersji "nie mam pojęcia co ona myślała". No więc minęły dwa lata, ona jasno się określiła itd.
Co z tym robisz?Pytanie, czy ona się jasno określiła. Jeśli tak, to dla mnie jest całkowicie po sprawie.
No kolega twierdzi, że się określiła. Tak dla przypomnienia fragment postu otwierającego temat:
pol-81 napisał/a:Niecałe 2 lata temu poznałem na tzw. szybkich randkach kobietę (3 lata starszą ode mnie), którą się mocno zainteresowałem, a następnie w której się zakochałem. Nasza znajomość szybko przekształciła się w regularny kontakt co weekend gł. wyjścia do kina, teatru, do ciekawej restauracji, od czasu do czasu zabierałem ją na ciekawe wyjazdy poza miasto (do jakiś ładnych miejsc typ: pałac, ogród itp). Oczywiście prezenty na święta, walentynki oraz 2 razy sylwester (ostatni wyjazdowy). Nasze spotkania zawsze przebiegały radośnie rozmawialiśmy o swoich codziennościach, o pracy, o różnych bieżących zabawnych sytuacjach. W tygodniu kontakt był ograniczony ze ze względu na jej dość angażującą pracę. Jednak co ważne nie porozmawialiśmy nigdy tak głęboko o sobie, czułem że ona może mieć jakaś barierę, że jest taka zachowawcza. Postanowiłem nie naciskać, być cierpliwy. Sam też niestety nie byłem dobry w konwersacjach o uczuciach i związkach. Bardziej umiałem to pokazać poprzez zaangażowanie czyli dbanie o ten regularny kontakt, poprzez masę małych i większych prezentów (kilka razy kupiłem dla niej biżuterię), poprzez spełnianie jej próśb o drobną pomoc. Po prostu byłem przy niej myślami. I gdy teraz wyjawiłem wprost co do niej czuje to zareagowała wielkim zdziwieniem, zaskoczeniem, jak ja to traktuję... że jakoś nie widziała z mojej strony sygnałów. Zwierzyłem się z tej sytuacji dobrej przyjaciółce, która powiedziała mi, że tylko ślepa kobieta by tego nie zauważyła, że się staram. Stanęło na tym, że ona bardzo chce się ze mną spotykać, ale na stopie przyjacielskiej. Ukłuło mnie to, że nie widziałem, żadnej oznaki jakiegoś takiego wczucia się w sytuację. Powiedziałem jej też, że nie jestem mistrzem w relacjach damsko-męskich, ale że chętnie się uczę. Może ta nieumiejętność została wyniesiona z domu gdzie te nasze relacje nie były takie zażyłe, ale miłość wyrażało się poprzez gesty i staranie o siebie. Cóż może patrząc z boku ktoś się zaśmieje z tego, ale każdy człowiek jest inny ja wierzyłem, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Jest mi teraz oczywiście źle bo z jednej strony czuję stratę, że mogła być fajna relacja, ale z drugiej też zadaję sobie pytanie czy to odpowiednia dla mnie osoba. Uczucia są uczuciami i nie da się tego tak nakierować. Od przyjaciela mam radę, aby zerwać całkowicie tą znajomość. W planach mamy spacer, na którym chcemy porozmawiać o sobie... jednak ona się już jasno wyraziła, że nie chce mi robić nadziei. Cóż...
Weź wklej mi fragment w którym ona się stanowczo określa, bo ja chyba jestem ślepy i go nie widzę.
madoja napisał/a:Krejzolka82 napisał/a:Ale od kiedy to się przyjmuje drogocenne prezenty od kolegi?
Nie masz w sobie za grosz honoru?
Sorki, ale przez takie jak Ty faceci mają takie mniemanie o kobietach, jakie mają.
Nie rozumiem dlaczego nie można obdarowywać się prezentami.
Ja np. bardzo często daję dość drogie prezenty mojemu przyjacielowi (gejowi) i zawsze podkreślam żeby mi się nie rewanżował bo wiem że kiepsko zarabia.
Chętnie kupuję też prezenty dzieciom mojej przyjaciółki.
Gdyby mi przyjaciel dawał prezenty, pewnie ze skrępowaniem ale i z radością - przyjmowałabym je. Prawdopodobnie kupowałabym coś w zamian czasami.
Ale co to za pomysł, że samo przyjmowanie prezentów to wykorzystywanie kogoś?
Nie okradała go, nie naciągała go na kasę. Chciał, to kupował i jej dawał.
Prawdopodobnie była w niej jakaś myśl, że się mu podoba, ale z drugiej strony - nie jestem tego na 100% pewna, skoro facet przez 2 lata jej nie tknął. Może pomyślała że woli penisy.Przyjaciel a znajomy to chyba jednak różnica, nieprawdaż?
A to chyba indywidualna kwestia kto kogo uważa za przyjaciela lub znajomego. Skąd wiesz za kogo ona go uważała ?
Weź wklej mi fragment w którym ona się stanowczo określa, bo ja chyba jestem ślepy i go nie widzę.
Serio...
ona bardzo chce się ze mną spotykać, ale na stopie przyjacielskiej
ona się już jasno wyraziła, że nie chce mi robić nadziei
dziewczyna już tak oficjalnie powiedziała, że to tylko znajomość na zasadzie koleżeńskim
Co do przyjęcia ciosu na klatę - w zasadzie to już go dostałem. Kobieta wyraziła się jasno.
Na Dzień Kobiet wykonam tylko telefon z życzeniami i umówimy się na ten spacer.
W zasadzie to już nic nie zmieni, ponieważ powiedziała mi "że nie chce robić mi nadziei"
ja wyraziłem to co czuje i ona to wtedy powiedziała
wilczysko72 napisał/a:Weź wklej mi fragment w którym ona się stanowczo określa, bo ja chyba jestem ślepy i go nie widzę.
Serio...
pol-81 napisał/a:ona bardzo chce się ze mną spotykać, ale na stopie przyjacielskiej
pol-81 napisał/a:ona się już jasno wyraziła, że nie chce mi robić nadziei
pol-81 napisał/a:dziewczyna już tak oficjalnie powiedziała, że to tylko znajomość na zasadzie koleżeńskim
pol-81 napisał/a:Co do przyjęcia ciosu na klatę - w zasadzie to już go dostałem. Kobieta wyraziła się jasno.
pol-81 napisał/a:Na Dzień Kobiet wykonam tylko telefon z życzeniami i umówimy się na ten spacer.
W zasadzie to już nic nie zmieni, ponieważ powiedziała mi "że nie chce robić mi nadziei"pol-81 napisał/a:ja wyraziłem to co czuje i ona to wtedy powiedziała
Spryciarzu, ale te fragmenty są z innych wypowiedzi
Skupiłem się na tym co wkleiłeś wcześniej. Ale ok. Jeśli sprawa jest jasna no to w ogóle nie widzę problemu.
Teraz zobaczyłam że nie masz klasy. Ani jaj.
Co najwyżej ona straci do ciebie szacunek co nie zmienia faktu że może podtrzymywać tę znajomość bo jesteś dla niej czasoumilaczem i prezentodawaczem.
Silny facet wywołuje podświadomie u kobiety pożądanie, a słaby podświadomie wywołuje pogardę. Autor wątku okazał się słaby, stracił dwa lata, to teraz na dokładkę dowiedział się, że nie ma klasy. Haha brawo ![]()
Krejzolka82 napisał/a:madoja napisał/a:Nie rozumiem dlaczego nie można obdarowywać się prezentami.
Ja np. bardzo często daję dość drogie prezenty mojemu przyjacielowi (gejowi) i zawsze podkreślam żeby mi się nie rewanżował bo wiem że kiepsko zarabia.
Chętnie kupuję też prezenty dzieciom mojej przyjaciółki.
Gdyby mi przyjaciel dawał prezenty, pewnie ze skrępowaniem ale i z radością - przyjmowałabym je. Prawdopodobnie kupowałabym coś w zamian czasami.
Ale co to za pomysł, że samo przyjmowanie prezentów to wykorzystywanie kogoś?
Nie okradała go, nie naciągała go na kasę. Chciał, to kupował i jej dawał.
Prawdopodobnie była w niej jakaś myśl, że się mu podoba, ale z drugiej strony - nie jestem tego na 100% pewna, skoro facet przez 2 lata jej nie tknął. Może pomyślała że woli penisy.Przyjaciel a znajomy to chyba jednak różnica, nieprawdaż?
A to chyba indywidualna kwestia kto kogo uważa za przyjaciela lub znajomego. Skąd wiesz za kogo ona go uważała ?
A no tak, przecież przyjaciele nie rozmawiają ze sobą szczerze, oj wybacz.
Oczywiście, że byli przyjaciółmi, bo przyjaźń polega na sponsorowaniu wycieczek, kupowaniu drogiej biżuterii a nie na rozmowie i to szczerej rozmowie.
Muszę sobie przemyśleć i zweryfikować swoją definicję"przyjaźni", bo całkowicie się różni od Twojej.
wilczysko72 napisał/a:Krejzolka82 napisał/a:Przyjaciel a znajomy to chyba jednak różnica, nieprawdaż?
A to chyba indywidualna kwestia kto kogo uważa za przyjaciela lub znajomego. Skąd wiesz za kogo ona go uważała ?
A no tak, przecież przyjaciele nie rozmawiają ze sobą szczerze, oj wybacz.
Oczywiście, że byli przyjaciółmi, bo przyjaźń polega na sponsorowaniu wycieczek, kupowaniu drogiej biżuterii a nie na rozmowie i to szczerej rozmowie.
Muszę sobie przemyśleć i zweryfikować swoją definicję"przyjaźni", bo całkowicie się różni od Twojej.
Po co ten atak ? Tu nie chodzi o moją definicję przyjaźni, ani o Twoją, tylko o jej. Wiesz jaka ona jest ? Nie wiesz. Żeby mieć cały obraz sytuacji to trzeba by mieć relacje obu stron. Pol przedstawił swój punkt widzenia, ale nie wiemy jaki był jej. Możemy tylko gdybać. Ale zawsze to będzie tylko gdybanie.
Popieram Krezji. To w takim razie najlepiej kazdego faceta uwazac z gory za przyjaciela bo mozna wtedy bez skrepowania przyjmowac od niego bizuterie i inne podarki. Dla mnie to jest niewyobrazalne. Z przyjacielem wie sie na czym sie stoi, nie ma niedopowiedzianych kwestii. A tutaj dwie osoby poznaly sie na jakims portalu randkowym i spotykaly dwa lata i dla jednej ze stron dziwnym trafem oczywiste bylo to ze wspolne wyjazdy i prezenty mialy na celu zawiazanie przyjazni a nie dazenie do czegos wiecej. Bo samotny facet nie ma zapewne co robic z kasa i czasem tylko szuka przyjaciolki zeby ja obkupic zamiast realizowac wlasne marzenia i potrzeby finansowe. Kurde szkoda ze ja nie umiem palic takiego glupa i udawac niezorientowanej ..mialabym niezla kolekcje bizuterii a tak musze liczyc na wlasne sily i meza ![]()
Popieram Krezji. To w takim razie najlepiej kazdego faceta uwazac z gory za przyjaciela bo mozna wtedy bez skrepowania przyjmowac od niego bizuterie i inne podarki. Dla mnie to jest niewyobrazalne. Z przyjacielem wie sie na czym sie stoi, nie ma niedopowiedzianych kwestii. A tutaj dwie osoby poznaly sie na jakims portalu randkowym i spotykaly dwa lata i dla jednej ze stron dziwnym trafem oczywiste bylo to ze wspolne wyjazdy i prezenty mialy na celu zawiazanie przyjazni a nie dazenie do czegos wiecej. Bo samotny facet nie ma zapewne co robic z kasa i czasem tylko szuka przyjaciolki zeby ja obkupic zamiast realizowac wlasne marzenia i potrzeby finansowe. Kurde szkoda ze ja nie umiem palic takiego glupa i udawac niezorientowanej ..mialabym niezla kolekcje bizuterii a tak musze liczyc na wlasne sily i meza
Aleście się uczepili tych prezentów. Nawet cholera nie wiecie jaka to była biżuteria. Pewnie Wam przed oczami stają jakieś bransoletki z Aparta, a może to było coś znacznie tańszego.
Ja już kończę z tym tematem, bo ta dyskusja jest bez sensu.
Krejzolka82 napisał/a:wilczysko72 napisał/a:A to chyba indywidualna kwestia kto kogo uważa za przyjaciela lub znajomego. Skąd wiesz za kogo ona go uważała ?
A no tak, przecież przyjaciele nie rozmawiają ze sobą szczerze, oj wybacz.
Oczywiście, że byli przyjaciółmi, bo przyjaźń polega na sponsorowaniu wycieczek, kupowaniu drogiej biżuterii a nie na rozmowie i to szczerej rozmowie.
Muszę sobie przemyśleć i zweryfikować swoją definicję"przyjaźni", bo całkowicie się różni od Twojej.Po co ten atak ? Tu nie chodzi o moją definicję przyjaźni, ani o Twoją, tylko o jej. Wiesz jaka ona jest ? Nie wiesz. Żeby mieć cały obraz sytuacji to trzeba by mieć relacje obu stron. Pol przedstawił swój punkt widzenia, ale nie wiemy jaki był jej. Możemy tylko gdybać. Ale zawsze to będzie tylko gdybanie.
Oczywiście, że nie znamy Jej punkty widzenia, ale zauważ, że jesteśmy na forum i sobie po prostu przedstawiamy, jak my to widzimy.
To Ty ciągle zwracasz nam uwagę, że nie powinniśmy oceniać i tak dalej, a sam to robisz.
Tak wychodzi, że to co Ty piszesz jest prawdziwe a my niesłusznie oceniamy.
Analizujemy tylko to o czym Autor nam pisze, możliwe, że nie pisze nam całej prawdy, ale to już jest Jego problem.
I to nie był atak, uwierz. ![]()
Ja Ci po prostu przedstawiłam, jak ja odbieram czym dla mnie jest przyjaźń, a że w tym przypadku analogi do przyjaźni nie widzę więc sarkastycznie to przedstawiłam. ![]()
Aleście się uczepili tych prezentów. Nawet cholera nie wiecie jaka to była biżuteria. Pewnie Wam przed oczami stają jakieś bransoletki z Aparta, a może to było coś znacznie tańszego.
Ja już kończę z tym tematem, bo ta dyskusja jest bez sensu.
Dzięki "ósemka" - co do tej biżuterii to sprezentowałem jej 3 razy markowe i odpowiednio kosztujące bransoletki (w odstępach kilku miesięcznych), ponieważ bardzo lubiła tego rodzaju biżuterię. Potem na każdym spotkaniu ze mną je nosiła, a na ostatnie spotkanie kiedy widziała, że będziemy rozmawiać o nas nie nałożyła ani jednej.
To raczej było coś w rodzaju Aparta...
Oportunistka i jeleń. Nie ma co się dłużej rozpisywać. Ona bez honoru, a on bez szacunku do siebie i umiejętności zarówno poprowadzenia znajomości w kierunku w jakim chce by zmierzała i bez umiejętności odpuszczenia sobie, gdy coś nie idzie w takim kierunku.
feniks35 napisał/a:Popieram Krezji. To w takim razie najlepiej kazdego faceta uwazac z gory za przyjaciela bo mozna wtedy bez skrepowania przyjmowac od niego bizuterie i inne podarki. Dla mnie to jest niewyobrazalne. Z przyjacielem wie sie na czym sie stoi, nie ma niedopowiedzianych kwestii. A tutaj dwie osoby poznaly sie na jakims portalu randkowym i spotykaly dwa lata i dla jednej ze stron dziwnym trafem oczywiste bylo to ze wspolne wyjazdy i prezenty mialy na celu zawiazanie przyjazni a nie dazenie do czegos wiecej. Bo samotny facet nie ma zapewne co robic z kasa i czasem tylko szuka przyjaciolki zeby ja obkupic zamiast realizowac wlasne marzenia i potrzeby finansowe. Kurde szkoda ze ja nie umiem palic takiego glupa i udawac niezorientowanej ..mialabym niezla kolekcje bizuterii a tak musze liczyc na wlasne sily i meza
Aleście się uczepili tych prezentów. Nawet cholera nie wiecie jaka to była biżuteria. Pewnie Wam przed oczami stają jakieś bransoletki z Aparta, a może to było coś znacznie tańszego.
Ja już kończę z tym tematem, bo ta dyskusja jest bez sensu.
Bo te prezenty są tutaj najważniejsze.
Nieistotne, jaka to była biżuteria, istotne, że ta Pani przyjmowała je od Faceta, którego traktowała, jak znajomego.
Ty wszystkie swoje znajome obdarowujesz niezobowiązującymi prezentami?
Jak tak, to podam Ci adres i wyślesz mi jakąś biżuterię. ![]()
Bo my już jesteśmy znajomymi. ![]()
I nie obrażaj się tak. ![]()
wilczysko72 napisał/a:feniks35 napisał/a:Popieram Krezji. To w takim razie najlepiej kazdego faceta uwazac z gory za przyjaciela bo mozna wtedy bez skrepowania przyjmowac od niego bizuterie i inne podarki. Dla mnie to jest niewyobrazalne. Z przyjacielem wie sie na czym sie stoi, nie ma niedopowiedzianych kwestii. A tutaj dwie osoby poznaly sie na jakims portalu randkowym i spotykaly dwa lata i dla jednej ze stron dziwnym trafem oczywiste bylo to ze wspolne wyjazdy i prezenty mialy na celu zawiazanie przyjazni a nie dazenie do czegos wiecej. Bo samotny facet nie ma zapewne co robic z kasa i czasem tylko szuka przyjaciolki zeby ja obkupic zamiast realizowac wlasne marzenia i potrzeby finansowe. Kurde szkoda ze ja nie umiem palic takiego glupa i udawac niezorientowanej ..mialabym niezla kolekcje bizuterii a tak musze liczyc na wlasne sily i meza
Aleście się uczepili tych prezentów. Nawet cholera nie wiecie jaka to była biżuteria. Pewnie Wam przed oczami stają jakieś bransoletki z Aparta, a może to było coś znacznie tańszego.
Ja już kończę z tym tematem, bo ta dyskusja jest bez sensu.Bo te prezenty są tutaj najważniejsze.
Nieistotne, jaka to była biżuteria, istotne, że ta Pani przyjmowała je od Faceta, którego traktowała, jak znajomego.
Ty wszystkie swoje znajome obdarowujesz niezobowiązującymi prezentami?
Jak tak, to podam Ci adres i wyślesz mi jakąś biżuterię.
Bo my już jesteśmy znajomymi.I nie obrażaj się tak.
Nie obrażam się, tylko młócimy ten temat i młócimy... Ileż można.
Dobra panie i panowie, my tu gadu gadu, niemcy się zbroją, a gdzie jest nasz autor i kierownik zamieszania?
Coś jakby go wcięło. Myślicie że już byli na tym spacerze?
164 2017-03-08 16:19:20 Ostatnio edytowany przez madoja (2017-03-08 16:20:15)
Głaszcząc go po głowie sprawicie, że w kolejnej znajomości (nie napisze "związku", bo to byłaby kpina) on się zachowa podobnie.
Owszem, słyszałam historie, że faceci czekają 2 lata na seks, bo kobieta nie czuje się gotowa, ale pierwszy raz słyszę że facet czeka 2 lata na pocałunek. I niektórzy z Was piszą że to dżentelmen?
Za dawnych czasów nawet dżentelmeni tak się nie zachowywali. Zaloty nie trwały latami.
Stary się robisz chłopie, masz 35 lat. Jestem pewna, że wciąż jesteś prawiczkiem. Niestety prawdopodobnie nie trafi Ci się babka z jajem jak w "40-letnim prawiczku" która trochę weźmie sprawy w swoje ręce. Musisz sam się zorganizować i przestać być taką cipką. Wybacz że mówię Ci to tak ostro, ale życie Ci pokazuje że to ja mam rację, a nie osoby głaszczące Cię po głowie.
Myślę że pierwszym Twoim krokiem powinna być praca nad pewnością siebie. A gdy już spotkasz fajną babkę, po prostu nie cykaj się z przygarnięciem jej do siebie i pocałowaniem jej. Nie pytaj czy możesz, nie biadol, nie rozmawiaj o przyjaźni ani o uczuciach. Po prostu zrób to do cholery!
A gdy już spotkasz fajną babkę, po prostu nie cykaj się z przygarnięciem jej do siebie i pocałowaniem jej. Nie pytaj czy możesz, nie biadol, nie rozmawiaj o przyjaźni ani o uczuciach. Po prostu zrób to do cholery!
Dokładnie. Wtedy masz 2 scenariusze: będziecie się całować i potem już z górki, albo dostaniesz w twarz lub odmowę w bardziej cywilizowany sposób. W obu przypadkach jest zajebiście, bo czujesz, że żyjesz. Trzeba ryzykować, a nie oszukiwać swoje uczucia ![]()
166 2017-03-08 21:05:22 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2017-03-08 21:06:12)
Głaszcząc go po głowie sprawicie, że w kolejnej znajomości (nie napisze "związku", bo to byłaby kpina) on się zachowa podobnie.
Owszem, słyszałam historie, że faceci czekają 2 lata na seks, bo kobieta nie czuje się gotowa, ale pierwszy raz słyszę że facet czeka 2 lata na pocałunek. I niektórzy z Was piszą że to dżentelmen?Za dawnych czasów nawet dżentelmeni tak się nie zachowywali. Zaloty nie trwały latami.
Stary się robisz chłopie, masz 35 lat. Jestem pewna, że wciąż jesteś prawiczkiem. Niestety prawdopodobnie nie trafi Ci się babka z jajem jak w "40-letnim prawiczku" która trochę weźmie sprawy w swoje ręce. Musisz sam się zorganizować i przestać być taką cipką. Wybacz że mówię Ci to tak ostro, ale życie Ci pokazuje że to ja mam rację, a nie osoby głaszczące Cię po głowie.
Myślę że pierwszym Twoim krokiem powinna być praca nad pewnością siebie. A gdy już spotkasz fajną babkę, po prostu nie cykaj się z przygarnięciem jej do siebie i pocałowaniem jej. Nie pytaj czy możesz, nie biadol, nie rozmawiaj o przyjaźni ani o uczuciach. Po prostu zrób to do cholery!
Ale kto Go głaszcze po głowie?
Przecież napisaliśmy Mu, że On też popełnił błędy w tej znajomości.
Uwierz, że gdyby tej Babce On się spodobał, to Ona by Go zaciągnęła do łóżka, jestem tego pewna. ![]()
I przepadł bez wieści ![]()
świętuje jeszcze 8 marca, albo liże rany...
madoja napisał/a:A gdy już spotkasz fajną babkę, po prostu nie cykaj się z przygarnięciem jej do siebie i pocałowaniem jej. Nie pytaj czy możesz, nie biadol, nie rozmawiaj o przyjaźni ani o uczuciach. Po prostu zrób to do cholery!
Dokładnie. Wtedy masz 2 scenariusze: będziecie się całować i potem już z górki, albo dostaniesz w twarz lub odmowę w bardziej cywilizowany sposób. W obu przypadkach jest zajebiście, bo czujesz, że żyjesz. Trzeba ryzykować, a nie oszukiwać swoje uczucia
Zgadzam się, nigdy nie pyta się dziewczyny czy można ją pocałować tylko to się robi. I nie spotyka 2 lata i nie wiem na co czeka.
Osobiście to nie rozumiem i jednoczesnie podziwiam jak mogłeś przez dwa lata nie pójść do łóżka, nic nie robić w tym kierunku z laska która Ci sie podoba. Stary facet a takie błędy robi. Wpadłeś w szufldkę ,,Friendzone'' można a zniej wyjść ale to cięzka mozolna praca i nie zawsze sie udaje. Lepiej poszukaj nowego obiektu zainteresowania i nie popełniaj straych błędów....
Zna ktoś zakończenie tej historii? Ma ktoś jakiś kontakt z autorem wątku?
Zakończenie zapewne smutne, bo jakby nie było smutne, to autor by tu przebiegł i promieniał z radości.
Zna ktoś zakończenie tej historii? Ma ktoś jakiś kontakt z autorem wątku?
Sama dzisiaj się zastanawiałam nad tym tematem i widzę, że nie tylko ja . ![]()
Fajnie by było gdyby Autor jednak napisał czy doszło do spaceru i jak się sprawy mają.