Witam wszystkich, będę wdzięczna jeśli komuś zechce się przeczytać moją historię i może doradzić coś od siebie.
Jesteśmy razem ponad 4 lata. Po roku związku ON miał kilka wątpliwości, ze dwa razy chciał przerwy (które trwały tydzień lub dwa) bo niby musiał sobie to wszystko przemyśleć, ale potem wracał, mówił, że życie beze mnie nie ma dla niego sensu. Często spędzaliśmy czas i dobrze się z sobą czuliśmy ale lubił też wyskoczyć z kolegami na imprezę, pobawić się, nakryłam go kilka razy, na flirtowaniu z kimś na fb, robiłam awantury, płakałam. Byłam podejrzliwa, bo wiedziałam, że przede mną miał kilka partnerek i bałam się, że mnie zdradzi. Zastanawiałam się wtedy czy tego nie zakończyć. Cały czas go kochałam ale w końcu powiedziałam, że nie wyobrażam sobie takiego życia, że widzę, że mnie nie szanuje i skoro nie widzi w tym zachowaniu nic złego to trudno, ale ja już dłużej tego nie będę tolerować.
Myślę, że wtedy coś do niego dotarło, stopniowo, ale widziałam, że się zmienił. Starał się, nie tylko na pokaz, tylko tak po prostu. Jestem pewna,że już z żadną się nie kontaktuje. Zamiast z kumplami, wolał wieczór spędzić ze mną, albo razem się z nimi spotkać. Nie ograniczamy się, mamy wspólnych znajomych, ale spędzamy też czas osobno. Nie zawsze się między nami wszystko układało, ale spędziliśmy z sobą wiele wspaniałych chwil, mogłam na niego liczyć w każdej sytuacji, miałam problem - nigdy nie zostawił mnie z tym samej, że nie ma czasu czy coś. Zdarzają się oczywiście też kłótnie - on ma dość wybuchowy charakter, ja za to jestem uparta i też nie lepsza, ale wyrzucamy to z siebie i się godzimy. Kocham go, on mówi to samo - zresztą tak też czuję.
Zaczęliśmy powoli snuć plany na przyszłość... w święta bożego narodzenia oświadczył mi się:) byłam bardzo szczęśliwa. Jednak kiedy zaczęliśmy planować termin ślubu, szukać sali weselnej, zaczął trochę mniej się z tego wszystkiego się cieszyć, był nawet przybity. Gdy pytałam o co chodzi, czy tego na pewno chce mówił, że tak, że mnie kocha, wie że chce ze mną być, ale tak po prostu chyba się boi jak to będzie i tyle. Potem mu trochę przeszło, sam wybrał zespół i mieliśmy już podpisywać umowę wynajmu sali, gdy na parę dni wcześniej powiedział, że już dłużej nie może mnie oszukiwać, bo to mu strasznie ciąży i że muszę o tym wiedzieć....... przyznał się,że mnie zdradzał w tym czasie, kiedy miał takie wątpliwości i to nie raz. Były to jednorazowe wyskoki, ale było ich kilka, że wtedy nie myślał, był głupi, że mnie nie doceniał i nie może darować tego, że tak mnie skrzywdził. Powiedział wiele i szczerze. Mówił, że na prawdę chce ze mną być i już by mi czegoś takiego nigdy nie zrobił, że którymś momencie zrozumiał co on wyprawia, że to ne zabawa i że dłużej tak nie można i że przecież mnie kocha i chce mieć ze mną dzieci i stworzyć prawdziwą rodzinę, że wtedy był bardzo niedojrzały i podchodził do wszystkiego strasznie lekceważąco.
Zostałam w szoku. Nie wiem co teraz myśleć. Dobrze, że nie mamy jeszcze nic ustalone, nie trzeba niczego odwoływać, gości odmawiać, jednak co teraz? Z jednaj strony bardzo go kocham i chcę z nim być, ale czy da się coś takiego wybaczyć i czy w ogóle powinnam? i czy wierzyć w te zapewnienia, że to się już nie powtórzy? myśleć, że to było kiedyś tam, ale wiele się zmieniło i teraz będzie dobrze?
Proszę Was o pomoc...