Pol81 serdecznie ci współczuję.
Miałeś pecha.
Facet z twoimi cechami powinien trafić na wartościową kobietę.
O ile ona nie jest jakoś szczególnie obciążona to doskonale wiedziała że prezenty oznaczają zaangażowanie z twojej strony.
W ogóle kobieta zawsze wie że facet jest nią zainteresowany.
Ta kobieta czy tego chcesz czy nie chcesz wykorzystała cię. I finansowo i emocjonalnie.
Miałam w życiu kilku kolegów i żaden z nich nie stawiał mi za każdym razem wyjścia i żaden nie kupował mi biżuteri.
Czasem stawiali ale później dla odmiany Ja czułam się w obowiązku postawić. Więc na pewno wyszło po równo. Gdybym dostał złotą biżuterią czy jakąkolwiek od kolegi, to bym z nim porozmawiała żeby się dalej nie angażował.
To się nazywa uczciwość. Branie od kogoś nawet wtedy kiedy nie masz zamiaru się zaangażować to jest naciągactwo.
Dziękuję "Krejzolka82" - tak, chce się spotkać na ten spacer. Nie chce aby to tak zostało wszystko bez słowa, bez otworzenia się.
No to powodzenia w wyjaśnianiu. ![]()
Tylko wiesz, niech ta rozmowa będzie z klasą. ![]()
No na pewno, z klasą szczerze powiedzieć co się myśli, rozumieć też drugą stronę, nie narzucać się, nie błagać itp.
Może chciałbyś przećwiczyć swoją kwestię na sucho, zanim zrobisz z siebie przed nią nie powiem co ![]()
Dawaj tutaj spis treści, o czym chcesz z nią porozmawiać i jak taka rozmowa miałaby według Ciebie wyglądać.
Przed nami nie musisz świrować pawiana, bo nikt cię tutaj nie zna, a szczera porada od obcego zawsze może ci się przydać.
No to jedziesz stary...
Na pewno napiszę, tylko jakoś pewnie przy końcu dnia.
Sorry za to ale krótko skwitować trzeba takiego faceta mianem - jeleń.
72 2017-03-06 12:51:22 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-03-06 12:52:36)
Na pewno napiszę, tylko jakoś pewnie przy końcu dnia.
No dobra, strasznie jestem ciekaw coś ty tam wymyślił ![]()
Sorry za to ale krótko skwitować trzeba takiego faceta mianem - jeleń.
Spokojnie, dopiero się uczy.
Zaraz tu go wyszkolimy, że laska będzie się za nim czołgać i błagać, żeby się chociaż odwrócił ![]()
Zaraz tu go wyszkolimy, że laska będzie się za nim czołgać i błagać , żeby się chociaż odwrócił
Tak tak, "a świstak siedzi i zawija..."
To on jest wyszkolony przez tą laskę. Zrobiła z niego przyjaciółeczkę z ptaszkiem
a dodatkowo może liczyć na różne atrakcje - wycieczki, upominki itp., żyć nie umierać.
Z jednej strony ruchacze-dupki a z drugiej takie nieogary, normalnych nie ma (znaczy się jest jeden - ja) ^^ ![]()
75 2017-03-06 13:09:20 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-03-06 13:31:44)
A tutaj przykład pierwszy z brzegu jak na takie laski działa, kiedy znienacka przestajesz za nimi biegać
http://www.netkobiety.pl/t102910.html
Dopiero co trafiłem na ten wątek, a jak idealnie obrazuje co się dzieje w mózgu takiej dziewczyny,
kiedy nagle się orientuje dokąd prowadzą takie głupie gierki, gdy wychodzi że to nie ona rozdaje karty.
Dlatego od samego początku proponuję autorowi właśnie takie rozwiązanie tej kwestii, a wtedy cytując klasyka - albo rybka albo pipka.
Albo panienka się ogarnie jak do niej dotrze że przegięła pałę, albo się wyzwolisz z chorego układu w którym i tak już nic nie ugrasz.
Zbyt dużo oczekujesz moim zdaniem po tej rozmowie, którą zamierzasz z nią przeprowadzić i po mojemu będzie tak:
- albo wszystko pójdzie inaczej niż to sobie zakładasz, a czasem jakaś drobnostka potrafi obrócić w niwecz plan doskonały
- albo ona szybko się zorientuje do czego zmierzasz i będzie chciała za wszelką cenę tego uniknąć żartując lub zmieniając temat
- albo nagle jej się przypomni, że musi rozwiesić pranie, wyjść z psem lub poda inny dowolnie idiotyczny pretekst, żeby się ulotnić
- albo wyczuje od razu twoje intencje i się nie pojawi w ogóle, symulując jakąś chorobę na przykład, żeby cię zmiękczyć,
a przy okazji odwrócić twoją uwagę od najważniejszego czy nawet odwieść cię zupełnie od męczenia jej teraz takimi głupstwami...
Pewnie pominąłem przynajmniej kilka punktów, które może wykorzystać, żeby zatrzymać cię przy sobie, nie angażując się przesadnie,
a ty to gładko łykniesz jak młody rekin i będziesz dalej tkwił w tym czymś nie wiadomo nawet czym, kolejny tydzień, miesiąc, rok...
Może tak być, ale nie musi. Tylko no niestety, żeby cokolwiek zmienić, ty musisz diametralnie zmienić swoje nastawienie i postawę.
I tu nie ma, że "pomyślę o tym" czy "jeszcze się zastanowię" bo w zasadzie nie masz już żadnego wyboru ani nawet pola manewru.
76 2017-03-06 13:14:40 Ostatnio edytowany przez vilkolakis (2017-03-06 13:17:43)
Dwa lata... To trochę przechodziłeś tą znajomość. Panna mogła być przez jakiś czas trochę skołowana tym czego od niej oczekujesz, bo z jednej strony dążyłeś do kontaktu z nią, a z drugiej być może ją nie adorowałeś, nie okazywałeś jej tej szczególnej atencji. Mogła dojść do wniosku, że jesteś gejem ? W każdym razie ponieważ mimo wszystko dobrze się czuła w Twoim towarzystwie to przyjęła tą formę znajomości z "dobrodziejstwem inwentarza". Szkoda, że się wcześniej nie zadeklarowałeś, bo oszczędziłbyś sobie przynajmniej czas. Ale ja Cię dobrze rozumiem, bo w tych sprawach też byłem tak samo nieśmiały jak Ty. Musisz na przyszłość wyciągnąć z tego wnioski. A w przyjaźń z tą panną nie polecam Ci wchodzić (tak jak inni tu na forum), nie dlatego, że miałbym coś przeciwko niej, ale taka przyjaźń nic Ci nie da. Ona wcześniej, czy później znajdzie sobie kogoś i co wtedy zrobisz ? Poza tym Ty też w końcu skupisz się na kimś innym.
Dwa lata... To trochę przechodziłeś tą znajomość. Panna mogła być przez jakiś czas trochę skołowana tym czego od niej oczekujesz, bo z jednej strony dążyłeś do kontaktu z nią, a z drugiej być może ją nie adorowałeś, nie okazywałeś jej tej szczególnej atencji. Mogła dojść do wniosku, że jesteś gejem ?
A moim zdaniem jej ewentualne wątpliwości, czego on od niej może chcieć, dyskwalifikują okoliczności w jakich się poznali.
W sąsiednich wątkach z uporem maniaka polecam wszystkim szukającym, żeby szukali na portalach randkowych.
Dlaczego? Między innymi dlatego, że poznanie kogoś na takim portalu automatycznie wyklucza sadzenie później bzdetów,
że ona nie wiedziała, że ona nie szukała, że chciała tylko z kimś pogadać, że nie jest gotowa na związek, że chce przyjaciela...
Jak ktoś nie szuka i nie jest gotowy, to nie zadaje sobie trudu, żeby założyć konto na portalu randkowym. Logika.
Jak ktoś chce tylko pogadać i się zaprzyjaźnić, to znajdzie w internecie tysiące lepszych miejsc niż portal randkowy. Logika.
Nie istnieje żadne logiczne wytłumaczenie faktu, że ktoś wchodzi na taki portal albo idzie na szybkie randki, poznaje kogoś,
a później próbuje go ściemniać że nie wie o co chodzi albo pierdzieli jakieś głupoty że idąc tam nie tego tam szukał. Serio?
Może gdybym miał 13 lat, to bym łykał takie głodne kawałki, ale mam dwójkę dorosłych dzieci i trochę się znam na wstawianiu kitu ![]()
wilczysko72 napisał/a:Dwa lata... To trochę przechodziłeś tą znajomość. Panna mogła być przez jakiś czas trochę skołowana tym czego od niej oczekujesz, bo z jednej strony dążyłeś do kontaktu z nią, a z drugiej być może ją nie adorowałeś, nie okazywałeś jej tej szczególnej atencji. Mogła dojść do wniosku, że jesteś gejem ?
A moim zdaniem jej ewentualne wątpliwości, czego on od niej może chcieć, dyskwalifikują okoliczności w jakich się poznali.
W sąsiednich wątkach z uporem maniaka polecam wszystkim szukającym, żeby szukali na portalach randkowych.
Dlaczego? Między innymi dlatego, że poznanie kogoś na takim portalu automatycznie wyklucza sadzenie później bzdetów,
że ona nie wiedziała, że ona nie szukała, że chciała tylko z kimś pogadać, że nie jest gotowa na związek, że chce przyjaciela...
Jak ktoś nie szuka i nie jest gotowy, to nie zadaje sobie trudu, żeby założyć konto na portalu randkowym. Logika.
Jak ktoś chce tylko pogadać i się zaprzyjaźnić, to znajdzie w internecie tysiące lepszych miejsc niż portal randkowy. Logika.
Nie istnieje żadne logiczne wytłumaczenie faktu, że ktoś wchodzi na taki portal albo idzie na szybkie randki, poznaje kogoś,
a później próbuje go ściemniać że nie wie o co chodzi albo pierdzieli jakieś głupoty że idąc tam nie tego tam szukał. Serio?
Może gdybym miał 13 lat, to bym łykał takie głodne kawałki, ale mam dwójkę dorosłych dzieci i trochę się znam na wstawianiu kitu
No dobra, ja rozumiem chronologię wydarzeń, ale Ty nie bierzesz pod uwagę tego, że dwa lata to jednak wystarczająco, żeby jej podejście się zmieniało. Ja sobie tylko "gdybam". Nie twierdzę, że tak było na pewno. Oczywiście, że panna na początku miała pewne sprecyzowane oczekiwania od tej znajomości. Albo przynajmniej dopuszczała pewien rozwój sytuacji. Była ciekawa autora. Coś ją w nim zaintrygowało. Spotykali się i spotykali, ale mijały tygodnie, miesiące, a on...jakby się "zawiesił" na pewnym etapie. To ją pewnie skonfundowało. Być może stwierdziła, że gościowi wystarcza taka relacja, że ona go nie pociąga fizycznie (on nie dążył do bliskości), ale ponieważ oboje spędzali miło czas w swoim towarzystwie, a ona nie miała pewnie innej ciekawszej alternatywy to postanowiła tego nie kończyć. W końcu oboje są dorośli. Z czasem też ona doszła do wniosku, poznawszy go bliżej, że jednak oczekuje od swojego partnera czegoś innego i dlatego autor jako potencjalny kandydat odpadł. Ale znajomość trwała. I raptem po dwóch latach nastąpił, być może z jej punktu widzenia, mocno spóźniony zwrot akcji. Panna przedstawiła szczerze swoje stanowisko i tyle. Być może mocno oswoiła się z myślą o autorze jako swoim przyjacielu i teraz odczuła pewną złość i rozczarowanie jego deklaracją. To wszystko niekoniecznie musi być jakimś zimnym wykorzystaniem z jej strony. Autor sam był inicjatorem swojego postępowania. Ona go do niczego nie przymuszała.
Dzięki "wilczysko72" - Twoje stanowisko jest wielce prawdopodobne, tak to ja prowadziłem tą znajomość i jak już napisałem mogłem zrobić coś o wiele, wiele wcześniej.
Czasu już nie cofnę, moja historia może być tylko i wyłącznie nauką dla mnie i dla innych, że trzeba precyzować jasno swoje oczekiwania.
Dzięki "wilczysko72" - Twoje stanowisko jest wielce prawdopodobne, tak to ja prowadziłem tą znajomość i jak już napisałem mogłem zrobić coś o wiele, wiele wcześniej.
Czasu już nie cofnę, moja historia może być tylko i wyłącznie nauką dla mnie i dla innych, że trzeba precyzować jasno swoje oczekiwania.
No niestety czasu nie cofniesz. Też coś podobnego przerabiałem, więc znam to. Następnym razem musisz być bardziej... transparentny w działaniu ![]()
Paskudnie się dziś czuje, całkowity brak sił... w pracy też ciężko (myślenie w tle o sytuacji itp.)
Przepraszam, przeczytałam tylko kilka odpowiedzi na pierwszej stronie, więc nie wiem jak się dyskusja potoczyła, ale moim zdaniem ona wcale Cię nie wykorzystała.
To Ty wszystko spieprzy*eś.
Domyślam się że nigdy jej nie pocałowałeś, nigdy nie dotknąłeś w specjalny sposób?
Ja pomyślałabym że jesteś gejem lub sam traktujesz mnie jak koleżankę, więc dlaczego miałabym się z Tobą nie spotykać, dlaczego miałabym nie przyjmować prezentów skoro mi je dajesz?
Zachowywałeś się jak cipka to teraz masz za swoje. Kobieta chce być pożądana, kobieta chce by facet wpił się w jej usta. A Ty 2 LATA (szok na szokiem!) nie zrobiłeś NIC!
Należy Ci się Order Cipkowatości.
Przepraszam, przeczytałam tylko kilka odpowiedzi na pierwszej stronie, więc nie wiem jak się dyskusja potoczyła, ale moim zdaniem ona wcale Cię nie wykorzystała.
To Ty wszystko spieprzy*eś.
Domyślam się że nigdy jej nie pocałowałeś, nigdy nie dotknąłeś w specjalny sposób?
Ja pomyślałabym że jesteś gejem lub sam traktujesz mnie jak koleżankę, więc dlaczego miałabym się z Tobą nie spotykać, dlaczego miałabym nie przyjmować prezentów skoro mi je dajesz?
Zachowywałeś się jak cipka to teraz masz za swoje. Kobieta chce być pożądana, kobieta chce by facet wpił się w jej usta. A Ty 2 LATA (szok na szokiem!) nie zrobiłeś NIC!
Należy Ci się Order Cipkowatości.
Po co tak ostro?? Niestety nasz autor ma takie rycerskie podejście i sa kobiety, którym to odpowiada, ale niestety w mniejszości... Nie namawiałabym go na udawanie kogoś innego, tylko szukanie odpowiedniej partnerki. On jest wrażliwy, kulturalny z klasą , seks nie dla niego priorytetem- no chyba że jest, ale nie umiał tego wyrazić.
Autorze wszystko w porządku z Twoim samopoczuciem, jak niby miałbyś się czuć? Skakać i czuć motylki? Wtedy bym się zmartwiła. Idź na to spotkanie bez bransoletek, ale z kwiatami i niczego nie ukrywaj. Powiedz swoje i poczekaj co powie. spokojnie. Będzie dobrze. Nie ta, to znajdziesz taką co Cię doceni- czołgać się nie musi - Panowie litości
))
84 2017-03-06 19:00:23 Ostatnio edytowany przez ósemka (2017-03-06 19:01:16)
madoja napisał/a:Przepraszam, przeczytałam tylko kilka odpowiedzi na pierwszej stronie, więc nie wiem jak się dyskusja potoczyła, ale moim zdaniem ona wcale Cię nie wykorzystała.
To Ty wszystko spieprzy*eś.
Domyślam się że nigdy jej nie pocałowałeś, nigdy nie dotknąłeś w specjalny sposób?
Ja pomyślałabym że jesteś gejem lub sam traktujesz mnie jak koleżankę, więc dlaczego miałabym się z Tobą nie spotykać, dlaczego miałabym nie przyjmować prezentów skoro mi je dajesz?
Zachowywałeś się jak cipka to teraz masz za swoje. Kobieta chce być pożądana, kobieta chce by facet wpił się w jej usta. A Ty 2 LATA (szok na szokiem!) nie zrobiłeś NIC!
Należy Ci się Order Cipkowatości.Po co tak ostro?? Niestety nasz autor ma takie rycerskie podejście i sa kobiety, którym to odpowiada, ale niestety w mniejszości... Nie namawiałabym go na udawanie kogoś innego, tylko szukanie odpowiedniej partnerki. On jest wrażliwy, kulturalny z klasą , seks nie dla niego priorytetem- no chyba że jest, ale nie umiał tego wyrazić.
Autorze wszystko w porządku z Twoim samopoczuciem, jak niby miałbyś się czuć? Skakać i czuć motylki? Wtedy bym się zmartwiła. Idź na to spotkanie bez bransoletek, ale z kwiatami i niczego nie ukrywaj. Powiedz swoje i poczekaj co powie. spokojnie. Będzie dobrze. Nie ta, to znajdziesz taką co Cię doceni- czołgać się nie musi - Panowie litości))
Zgadzam się z Elą.
Dzięki Dziewczyny, tak jak pisałem gdzieś wcześniej rozumiem, że z boku patrząc wygląda to bardzo zaskakująco, nieprawdopodobnie. Na ten order cipkowatości
to może był zasłużył jakbym w innych dziedzinach życia sobie jakoś nie radził, nie umiał załatwić itp. no ale radzę sobie całkiem nieźle. No może w tej właśnie tu omawianej dziedzinie "podejście" mam inne, co skutkuje tym co tu opisane. Jeszcze raz też napiszę, nie mówię, że ta osoba mnie jakoś wykorzystała itp. Nie czuje się oszukany itp. Jak kto ktoś ładnie napisał trzeba być w działaniu bardziej transparentny. Na spacer się wybiorę, opowiem jak to ze mną jest i co ma być to już będzie. Na cuda tutaj już nie liczę.
Przeczytalam Twoj watek i niestety uwazam ze ta kobieta Cie zwyczajnie wykorzystala Autorze. Fakt ze sam sie dales wykorzystac tez.
Trzeba byc bez wyobrazni i bez klasy zeby przyjmowac prezenty (nie jakies drobiazgi tylko konkretne upominki) od faceta co do ktorego ma sie przekonanie ze jest tylko kolega. Co z tego ze on te prezenty daje z wasnej woli. Moze jestem starej daty ale mnie takie cos by mega krepowalo i zwyczajnie bym ich nie przyjmowala albo przynajmniej po pierwszym prezencie podziekowalabym grzecznie i zaznaczyla ze wiecej takich upominkow sobie nie zycze. Ta pani je przyjmowala bez problemu wiec albo doskonale wiedziala jaki charakter ma przynajmiej w Twoich oczach ta znajomosc albo jest poprostu bez klasy i chetnie przytula materialne podarki od panow z ktorymi laczy ja luzna znajomosc. Mysle jednak ze chodzi o wariant nr 1 i ona wiedziala co do niej czujesz Autorze. Sama chyba tego nie odwzajemnia ale poniewaz nigdy nie uczyniles zadnego konkretnego gestu ( i tu Twoj blad) to ona mogla jechac na tej niby "nieswiadomosci" sytuacji bez konsekwencji,i dalej korzystac z urokow znajomosci z Toba. Gdybys wczesniej sie okreslil to i ona rowniez musialaby sie okreslic.
Dzięki "feniks35" za bardzo mądrą opinię, teraz z pewnością będę na przyszłość dążyć, aby każda taka sytuacja była już jasna. Chce być obiektywny, podkreślałem to parę razy, rzeczywiście ta druga strona mogła sprowokować takie jasne postawienie sprawy. A to że ja tego nie zrobiłem wcześniej to już mój ewidentny błąd.
No dobra, ja rozumiem chronologię wydarzeń, ale Ty nie bierzesz pod uwagę tego, że dwa lata to jednak wystarczająco, żeby jej podejście się zmieniało.
No właśnie o to między innymi mnie się rozchodzi
O te dwa lata konkretnie.
Ja rozumiem miesiąc, dwa, trzy, pół roku, żeby dojść do wniosku, że to nie to, nie tego szukam, nie tego chcę.
Dziękujemy sobie za miło spędzony wspólnie czas, żegnamy się i każdy idzie w swoją stronę. No i gitara.
Ale dwa lata? To jest już grube przegięcie i obrzydliwe działanie z premedytacją wyrachowanej laski.
Autor teraz szuka winy w sobie i bierze na siebie cały ciężar odpowiedzialności za zmarnowane dwa lata życia,
bo to on tak prowadził znajomość i coś tam coś tam... no dobra i teraz co, mam w to uwierzyć że się jemu nagle odmieniło
i dopiero po dwóch latach wzięło go na amory? No bądźmy poważni. Głównie to do autora się zwracam w tej chwili.
Próbujesz być kulturalny, opanowany i miły do końca, wypierając oczywiste oczywistości, że panna cały czas cię zwodziła,
a jej postępowanie tłumaczysz tym, że to wszystko twoja wina, bo to ty tak prowadziłeś tą znajomość, że ona biedna się nie domyśliła?
Przeciętnie inteligentna kobieta w średnim wieku orientuje się w mig czego dorosły facet może od niej chcieć jeszcze zanim on się do niej odezwie,
tym bardziej że nie poznaliście się na kółku różańcowym, ani na targu rybnym czy w aptece, tylko na szybkich randkach o ile mnie pamięć nie myli,
więc już samo to powoduje, że przejmujące historyjki o jej rzekomej niewiedzy w temacie co ty możesz od niej chcieć odkładamy na półkę z bajkami,
bo nikt w to tutaj nie uwierzy, że ona sama nie wpadła na to, po co jakiś koleś zabiera ją na wycieczki czy do teatru i kupuje kosztowne prezenty.
Uwierz, że gdyby tylko chciała, to sama by próbowała cię jakoś podejść, czy to w kwestii seksu, czy też spraw bardziej ogólnych dotyczących waszej relacji.
Zazwyczaj są to jakieś esemesy z podtekstem, gra słów przy okazji rozmowy o czymkolwiek, żarty, wygłupy, no jest całe mnóstwo technik i sposobów,
żeby z trybu oficjalnego przenieść relację na tory bardziej "ten tego" bo czasami idzie samo, czasami jak po grudzie, ale da się, tylko trzeba chcieć.
Z jakiegoś powodu nie chciała, co jednak nie przeszkadzało jej jakoś w przyjmowaniu podarunków i udawaniu tępej dzidy, która nie kuma co jest grane.
Bardzo dobrze kuma od pierwszego spotkania co jest grane i nie daj sobie wmówić, że to wszystko jest twoja wina, bo mnie coś tu trafi zaraz na miejscu.
Jeśli z takim nastawieniem zamierzasz iść na to spotkanie, to lepiej zostań w domu, naprawdę. Moim zdaniem nie jesteś przygotowany na taką rozmowę,
a to co zamierzasz tylko jeszcze bardziej cię pogrąży w jej oczach. Obym się mylił. No to dawaj tą petardę, którą chcesz przed nią odpalić ![]()
poniewaz nigdy nie uczyniles zadnego konkretnego gestu ( i tu Twoj blad) to ona mogla jechac na tej niby "nieswiadomosci" sytuacji bez konsekwencji,i dalej korzystac z urokow znajomosci z Toba. Gdybys wczesniej sie okreslil to i ona rowniez musialaby sie okreslic.
Otóż to. Teraz to już jest musztarda po obiedzie, ale i bezcenna nauka na przyszłość. Szkoda tylko że kosztowała cię aż dwa z najlepszych lat życia,
bo ja osobiście nie mam najmniejszych złudzeń co usłyszysz podczas tej rozmowy i można było rozwiązać tą kwestię znacznie wcześniej,
jednak jak to mówią starzy górale (a może to byli indianie...) oby ta nauka nie poszła w las. I nic się nie łam, im szybciej to zakończysz, tym lepiej.
Co do tej planowanej rozmowy na spacerze to w tym momencie widzę to tak:
chce jej powiedzieć, że nie jestem jakąś strasznie zamkniętą w sobie osobą i że do tej pory nie umiałem się przełamać, nie miałem też doświadczenia w związku, więc cóż trochę się muszę nauczyć.
chce jej opowiedzieć o swoich marzeniach życiowych, czyli być dla kogoś, mieć słoneczną i ciepłą rodzinę, w której nikt nie będzie samotną wyspą
chce jej też opowiedzieć nieco więcej o swojej rodzinie, o tym jak przeżyłem nagłą śmierć mamy itp. nie wiem czy chce coś powiedzieć o swoich problemach zdrowotnych bo to mnie zawsze hamowało...
chce jej powiedzieć, że częste spotykanie się z nią było dla mnie bardzo ważne i że wiązałem z tym pewne nadzieje, że to naprawdę zmieniło moje życie
chce jej powiedzieć, że nie narzucałem się też z kontaktem w tygodniu ponieważ sama mi mówiła, że ma dość angażującą pracę (to jest potwierdzone, że tak jest)
chce jej powiedzieć, że po prostu taki jestem, że w ten a nie inny sposób wyrażam swoje zainteresowanie
Wydaje mi się, że po prostu tak szczerze...
Większość wpisów tutaj próbuje zedrzeć z Ciebie skórę naiwności - i się nie udało
- nie wiem czy to dobrze czy to źle, ale to Twój zmarnowany czy nie czas i Twoje, górnolotnie to napiszę (jakoś wydaje mi się że to Twój styl), serce.
Osobiście, mi taka postawa koresponduje - mam na myśli nie poddawanie się przy zainwestowanych dwóch latach - choć trzeźwo patrząc - no cóż, obyś za bardzo się nie rozczarował.
Spróbuj, przyjmij ewentualny cios na klatę, napisz jeśli możesz co się wydarzyło... Różnorodnych rad tu wiele ale i dobrej woli nie brakuje - najwyżej jeszcze raz usłyszysz ześ jeleń...
Dzięki "random.further" - no rzeczywiście jestem taki... nie wiem jak to dokładnie nazwać... idealistyczny. Może przez to, że nie doświadczyłem w pełni czym są relacje, to pragnę tego aż za bardzo.
Dziękuję wszystkim forumowiczom - szczerze to jestem zaskoczony, że tak mogłem z Wami to tu przedyskutować. Widać dobrą wolę z Waszej strony.
Co do przyjęcia ciosu na klatę - w zasadzie to już go dostałem. Kobieta wyraziła się jasno. Ja wyraziłem swoje uczucie i powiedziałem, że to jest mój największy prezent dla niej. Przez dłuższą chwilę nie mogła mi spojrzeć w oczy... Na Dzień Kobiet wykonam tylko telefon z życzeniami i umówimy się na ten spacer. W zasadzie to już nic nie zmieni, ponieważ powiedziała mi "że nie chce robić mi nadziei"... Ale spotkać się chce, a ja chce porozmawiać może otworzymy się przed sobą. Powiem jeszcze tak, bo nie chce robić z siebie jakiejś ofiary losu, jestem świadom czytając inne wątki na forum, że ludzie mają o wiele trudniejsze sytuacje życiowe. Może kiedyś ta historia wywoła tylko uśmiech na mojej twarzy, dziś mogę tylko napisać, że po ludzku przeżywam to, a że człowiek jest warażliwszy to ma tak właśnie.
chce jej też opowiedzieć nieco więcej o swojej rodzinie, o tym jak przeżyłem nagłą śmierć mamy itp.
Daj se siana. Nikogo to nie obchodzi i nikt nie chce tego słuchać. Wynurzenia o chorobach też sobie daruj.
Cała reszta jest moim zdaniem okej, naprawdę mi się podoba, tylko już nic nie kombinuj i niczego nie dodawaj.
Że ci bardzo na niej zależy, że dla niej możesz się zmienić, że coś tam innego co ci do łba strzeli jak tylko poczujesz, że tracisz grunt pod nogami.
Masz ostatnią szansę, żeby jej pokazać, że jesteś pewnym siebie, silnym i poważnym facetem, a nie jakimś mientkim płaczkiem z bańką w nosie
i nie przyszedłeś jej o nic prosić ani błagać o litość, tylko przyszedłeś wyjaśnić pewną kwestię, która od jakiegoś czasu cię nurtuje i co ona na to.
No i tutaj mamy trzy najbardziej prawdopodobne scenariusze. Zacznijmy jednak od tego najmniej prawdopodobnego, a więc sceny z filmu
w której ona po wysłuchaniu co masz do powiedzenia rzuca ci się na szyję i ze łzami w oczach mówi "kocham cię"
Na to bym nie liczył, sorry.
Bardziej prawdopodobne będzie to, że uda ciężko zdziwioną tym co właśnie usłyszała, potem uda głębokie zamyślenie nad zaistniałą sytuacją,
a następnie spróbuje delikatnie dać ci do zrozumienia, że chyba cię pogięło, możecie dalej być przyjaciółmi, ale na nic więcej nie licz. Niestety.
No i ostatnia możliwość, moim zdaniem najbardziej prawdopodobna, to będzie znów udawane zdziwienie połączone z udawanym zamyśleniem,
tylko dla odmiany zakończone udawaniem, że teraz to ona musi to wszystko na spokojnie przemyśleć i jakoś sobie poukładać. Na to bym stawiał.
Oczywiście konkretnej odpowiedzi nie doczekasz się nigdy, ale byłoby mocno wskazane, gdybyś jednak nadal zabiegał o podtrzymanie znajomości,
a więc nie od rzeczy byłoby zaproszenie na wspólne wyjście do kina czy do teatru, poprzedzone oczywiście jakimś miłym podarunkiem? Oczywiście ![]()
Co do przyjęcia ciosu na klatę - w zasadzie to już go dostałem. Kobieta wyraziła się jasno. Ja wyraziłem swoje uczucie i powiedziałem, że to jest mój największy prezent dla niej. Przez dłuższą chwilę nie mogła mi spojrzeć w oczy... Na Dzień Kobiet wykonam tylko telefon z życzeniami i umówimy się na ten spacer. W zasadzie to już nic nie zmieni, ponieważ powiedziała mi "że nie chce robić mi nadziei"... .
Zaraz zaraz, chwila moment... czy coś mnie ominęło? Jak to powiedziała? Kiedy powiedziała?
94 2017-03-06 21:57:02 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2017-03-06 21:57:59)
Przepraszam, przeczytałam tylko kilka odpowiedzi na pierwszej stronie, więc nie wiem jak się dyskusja potoczyła, ale moim zdaniem ona wcale Cię nie wykorzystała.
To Ty wszystko spieprzy*eś.
Domyślam się że nigdy jej nie pocałowałeś, nigdy nie dotknąłeś w specjalny sposób?
Ja pomyślałabym że jesteś gejem lub sam traktujesz mnie jak koleżankę, więc dlaczego miałabym się z Tobą nie spotykać, dlaczego miałabym nie przyjmować prezentów skoro mi je dajesz?
Zachowywałeś się jak cipka to teraz masz za swoje. Kobieta chce być pożądana, kobieta chce by facet wpił się w jej usta. A Ty 2 LATA (szok na szokiem!) nie zrobiłeś NIC!
Należy Ci się Order Cipkowatości.
Ale od kiedy to się przyjmuje drogocenne prezenty od kolegi?
Nie masz w sobie za grosz honoru?
Sorki, ale przez takie jak Ty faceci mają takie mniemanie o kobietach, jakie mają.
Przeczytałem jeszcze raz pierwszy twój wpis w tym temacie i faktycznie wynika z niego, że taka rozmowa już się odbyła
i zostałeś przez obiekt swoich westchnień poinformowany, że kino teatr i prezenty tak jak najbardziej, ale nic więcej sobie nie obiecuj...
Dobrze, wróćmy zatem do początku. Po jaką cholerę chcesz do niej wydzwaniać, proponować spacery i robić z siebie ostatnią ... ?
Przecież masz już sprawę załatwioną. Panna jasno się określiła i nie zostawiła ci złudzeń co do charakteru waszej znajomości.
Nad czym więc się tutaj jeszcze produkujemy?
96 2017-03-06 22:02:39 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2017-03-06 22:03:15)
Co do tej planowanej rozmowy na spacerze to w tym momencie widzę to tak:
chce jej powiedzieć, że nie jestem jakąś strasznie zamkniętą w sobie osobą i że do tej pory nie umiałem się przełamać, nie miałem też doświadczenia w związku, więc cóż trochę się muszę nauczyć.
chce jej opowiedzieć o swoich marzeniach życiowych, czyli być dla kogoś, mieć słoneczną i ciepłą rodzinę, w której nikt nie będzie samotną wyspą
chce jej też opowiedzieć nieco więcej o swojej rodzinie, o tym jak przeżyłem nagłą śmierć mamy itp. nie wiem czy chce coś powiedzieć o swoich problemach zdrowotnych bo to mnie zawsze hamowało...
chce jej powiedzieć, że częste spotykanie się z nią było dla mnie bardzo ważne i że wiązałem z tym pewne nadzieje, że to naprawdę zmieniło moje życie
chce jej powiedzieć, że nie narzucałem się też z kontaktem w tygodniu ponieważ sama mi mówiła, że ma dość angażującą pracę (to jest potwierdzone, że tak jest)
chce jej powiedzieć, że po prostu taki jestem, że w ten a nie inny sposób wyrażam swoje zainteresowanie
Wydaje mi się, że po prostu tak szczerze...
A ja bym nie szła na ten spacer.
Dla mnie to co chcesz powiedzieć teraz nie miałoby sensu, a wręcz odebrałabym to jako manipulacje (chęć wymuszenia współczucia).
Na takie rozmowy miałeś dwa lata, nie zrobiłeś tego z różnych powodów, więc teraz na siłę nie znajduj tych powodów.
"anderstud" - to ja może nieco bardziej szczegółowo wyjaśnię, wszystko zaczęło się o tego, że niedawno obok zwykłych rzeczy na komunikatorze wysłałem jej serduszko z podpisem "ktoś myśli o Tobie" i wtedy powstało to zdziwienie z jej strony, że jak ja to traktuje. To było w ciągu normalnego dnia pracy, a w tygodniu nie było z jej strony czasu żeby się spotkać, więc widzieliśmy się w niedziele na kawie i wtedy ja wyraziłem to co czuje i ona to wtedy powiedziała, i stanęło na tym, że chcemy się wybrać na ten spacer aby porozmawiać jeszcze tak o sobie.
"Krejzolka82" - no właśnie musze to przemyśleć dokładnie co chce powiedzieć, bo nie chce żadnego współczucia wymuszać, ale bardziej powiedzieć jak ja to odbieram tą całą sytuację.
Przeczytałem jeszcze raz pierwszy twój wpis w tym temacie i faktycznie wynika z niego, że taka rozmowa już się odbyła
i zostałeś przez obiekt swoich westchnień poinformowany, że kino teatr i prezenty tak jak najbardziej, ale nic więcej sobie nie obiecuj...
Dobrze, wróćmy zatem do początku. Po jaką cholerę chcesz do niej wydzwaniać, proponować spacery i robić z siebie ostatnią ... ?
Przecież masz już sprawę załatwioną. Panna jasno się określiła i nie zostawiła ci złudzeń co do charakteru waszej znajomości.
Nad czym więc się tutaj jeszcze produkujemy?
Dlatego pisałam, że spacer nie ma sensu.
Podejrzewałam tak jak już wspomniałam, że na tym spacerze Autor będzie błagał o szansę i się nie pomyliłam, bo sorki, ale to co Autor chce powiedzieć tej Pani to dla mnie wymuszenie współczucia a co za tym idzie, chęć bycia z tą Kobietą.
Może też liczę, że ona mi też coś o sobie jeszcze powie. Nie chce błagać o nić, ale może coś tylko wyjaśnić ze swojej strony.
"Krejzolka82" - no właśnie musze to przemyśleć dokładnie co chce powiedzieć, bo nie chce żadnego współczucia wymuszać, ale bardziej powiedzieć jak ja to odbieram tą całą sytuację.
Ale na to miałeś dwa lata.
Sorki, ale ja to odbieram tak, jak napisałam.
Współczuciem nic nie wygrasz a jedynie możesz bardziej zrazić Ją do siebie.
Kobieta Ci powiedziała jasno, że nie widzi Cię w roli swojego faceta, więc czego Ty jeszcze chcesz?
Miej Ty swój honor i daj sobie spokój.
Dobra, przypuśćmy, że Jej naopowiadasz, jaki to jesteś nieszczęśliwy i Ona powie, ok. bądźmy razem to przyjmiesz to ot tak?
No przecież mi by się zaświeciła przysłowiowa lampka momentalnie.
pol-81 posłuchaj... nie ma czego wyjaśniać, bo wszystko już zostało wyjaśnione. Przykro mi.
Dopóki z twojej strony nie padły żadne deklaracje, panna była w komfortowej sytuacji (z której jak widzę nie ma zamiaru rezygnować)
bo miała ciebie pod ręką na każde zawołanie, wyjścia, wycieczki, prezenciki, upominki, spacery, bajery, co i kiedy chciała to miała,
sama w zamian nie dając nic, nawet nie musiała się z tobą wiązać, ograniczać swobody, ani pewnie tłumaczyć z tego co kiedy i z kim robi.
No człowieku toż to dla niej żyć nie umierać taki układ. Po co miałaby się wikłać w jakieś związki z tobą, no weź pomyśl przez chwilę logicznie.
Wysyłając to serduszko zasiałeś w jej móżdżku niepokój, że próbujesz się wydostać ze strefy do której twój tyłek został przydzielony
i uznała, że warto ci przypomnieć, gdzie jest twoje miejsce w szeregu, zanim się rozpędzisz za bardzo i sprawy niepotrzebnie się skomplikują.
Dla niej ta kwestia została zamknięta i wszystko zostaje po staremu, a teraz ty chcesz znowu wyskoczyć i ją męczyć jakąś tam rozmową?
Człowieku opamiętaj się. Chcesz jej zepsuć Dzień Kobiet zawracaniem gitary jakimiś pierdołami? No weź daj spokój. A prezent chociaż masz?
Ja nie zakładam, że jej się coś zmieni. Nie chce po prostu urywać tak drastycznie znajomości. Pomyślałem o tym spacerze, na pewno nie chce się wyżalać, może bardziej podziękować za dobre chwile, przy okazji porozmawiać jeszcze o sobie. Wiem, wiem to już nic nie zmieni, nie nastawiam się na to.
Ja nie zakładam, że jej się coś zmieni. Nie chce po prostu urywać tak drastycznie znajomości. Pomyślałem o tym spacerze, na pewno nie chce się wyżalać, może bardziej podziękować za dobre chwile, przy okazji porozmawiać jeszcze o sobie. Wiem, wiem to już nic nie zmieni, nie nastawiam się na to.
Proszę Cię przestań, bo już naprawdę przeginasz.
Ja Ci kibicuję, bo wydajesz się fajnym Facetem, ale proszę Cię nie kompromituj się, nie warto.
Zrozum, Ona będzie z Tobą chciała być na takiej zasadzie, jakiej byliście przez dwa lata, więc nie zerwie z Tobą kontaktu.
Kurcze drogie prezenty nawet nie za seks, żyć nie umierać. ![]()
Tez uwazam ze spacer to fatalny pomysl, wogole wyjasnianie czegokolwiek. Z Twojej strony bedzie to wygladac na wymuszanie czegos wspolczuciem (szczegolnie jesli wyskoczysz z opowiescia o chorobach i traumach rodzinnych) a z jej strony strony to bedzie idealna sposobnosc by przedluzyc ten przyjemny dla niej deal. No bo skoro 2 lata cierpliwie czekales na jakiekolwiek okreslenie waszej znajomosci to czy nie poczekasz jak trzeba bedzie kolejne dwa na jej ewentulana decyzje czy dac Ci szanse? Pewnie ze poczekasz. No wiec ona powie ze ma metlik, ze musi sie zastanowic przemyslec i bedzie tak dumac mscami moze i latami a w miedzy czasie prezenciki i atrakcje bedzie zgarniac jak dotychczas. Bajka ![]()
Dobrze
już na dziś mam dość
W tym co piszecie macie racje... co tu wyjaśniać, itp. Był czas? był, teraz już jest pozamiatane...
Tak jak pisałem wcześniej, muszę nabrać dystansu, zabrać się z nowym rozdział w życiu...
Może też liczę, że ona mi też coś o sobie jeszcze powie. Nie chce błagać o nić, ale może coś tylko wyjaśnić ze swojej strony.
Ale właśnie Sebo chcesz błagać o to aby ona z Tobą była ale odpowiedz sobie na jedno ważne, ale to bardzo ważne pytanie - na co jej druga c***?
Po pierwsze...znajomość z nią schrzaniłeś w trakcie pierwszych 3-4 spotkań. Brak dotyku, inicjacji, gry słów...brak pokazania tego, że jesteś facetem, który na 3-4 spotykaniu pakuje jej ogóra w papę...a jak by nie chciała to pokazałbyś jej drzwi. Wtedy w jej oczach byłbyś facetem z zasadami, twardym...nader atrakcyjnym. Na drugi dzień stwierdziłaby, że nikt jej jeszcze tak nie potraktował....że jej się to podoba i sama zaczęła by o Ciebie walczyć. Facet ma dążyć do seksu - kobieta ma dążyć do związku.
Jedyne co masz zrobić na tym spacerze, to powiedzieć jej, że szanujesz jej decyzję, że dopiero po 2 latach miała odwagę przyznać się, że jednak Ciebie nie chce. Podziękować za 2 lata spotkań, wystawić jej rachunek jednym słowy. To ona ma Ciebie wtedy słuchać, jej tłumaczenia Ciebie nie interesują. Po wszystkim pożegnać się, odwrócić i pójść w swoją stronę. Wtedy zachowasz resztki godności...a w jej oczach może na koniec, zobaczy u Ciebie coś innego, niż ,,miłego frajerka", który dawał jej prezenty na każdą praktycznie okazję. Mimo, że Ty od niej nic nie otrzymałeś.
Next case.
Ale czemu Autora nazywacie tak brzydko?
Dobra, zepsuł to, ale Ona też mogła wyjść z jakąś inicjatywą, a nie tylko prezenciki brać.
Dobra, zepsuł to, ale Ona też mogła wyjść z jakąś inicjatywą, a nie tylko prezenciki brać.
Z tym, że autor tematu nie był dla niej wyzwaniem. Miała podane wszystko na tacy ![]()
Uuuu, widzę że jest paru gości po ostrym treningu... blogowym.
I przepisują regułki.
Autorze, no ale fakt jest taki że na początku była pewnie trochę zainteresowana, to że nie podjąłeś inicjatywy... no i te regułki jakiś sens mają.
No cóż nawet zainteresowane laski jak nie dostaną w jakimś tam czasie komplementu na temat urody, ale nie że jesteś ładna, tylko właśnie dobieraniem się, jakimś pożądaniem, to się nudzą i tracą zainteresowanie. Okazując zainteresowanie jej fizys i chęcią sexu, mocno dajesz jej do zrozumienia że jest atrakcyjna. Inaczej zaczynają się nudzić. Ponieważ-
Taka ludzka natura, człowiek jest istotą biologiczną, religie i filozofie i inne tego nie zmienią, a naszym nadrzędnym biologicznym celem istnienia jest przedłużenie gatunku.
Dla tego piszą Ci o dążenie do sexu, ale nie pisane po co.
Jak dążysz do seksu to często wywołuje się silne bodźce sexualne, one maja ogromny wpływ na emocje u kobiet z których to się kobiety składają. Pomijając biologie, to po sexie kobieta jest najbardziej wrażliwa na partnera czyli najbardziej kocha zaraz po sexie :]. Bliskość wiąże, że tak powiem.
Dążenie do sexu, nie koniecznie musi oznaczać że ten sex dostaniesz przed związkiem, związek to tez efekt dążenia do sexu. Ale nadaje to odpowiedni kierunek relacji, zobacz że związek bez sexu to prawie to samo co przyjaźń.
Ale sam fakt że chcesz chęci wprowadzić w czyn sprawiają że twoje zachowania są bardziej męskie, cechuje nas wtedy większa pewność, mniejszy strach przed odrzuceniem, inicjatywa, znowu biologia :]
Tym bardziej że zapisane mamy pewne archetypy zachowań, działają w tle nie mamy na nie wpływu. TY dążysz ona reaguje. Biologia pomaga ażeby nawet nieraz mocno nietaktowne zachowania, były odebrane całkiem przychylnie ![]()
Można uzasadniać że się znudziła wykorzystywała itp, ale ewentualne uczucia czy emocje i odczucia względem Ciebie zostały wygaszone przez jakiś mechanizm, wew. ponieważ nie widząc zainteresowania pod kontem biologicznym z twojej strony plus to że się bałeś i drżałeś, czyli zdradzałeś nie pewność, strach, skreśliło Ciebie jako potencjalnego partnera, jednostkę słabą, jej podświadomość dostała sygnał, i zapisała Cibie jako niezdolnego do przedłużenia linii, ewentualnie jako kogoś zbyt słabego w odniesieniu do otoczenia. To tak luźno, żebyś na przyszłość pojął po co trzeba się do lasek dobierać :]
Ale dla pocieszenia skoro zaczęła się spotykać z Tobą bez względu na intencje, to znaczy że zakładała możliwość klasycznej relacji, a na pewno sexu ![]()
Fakt taki że jak się skapnęła że nic nie teges z Tobą, to uczciwie by było określić się wcześniej.
Ale ludzie się przyzwyczajają do pewnych sytuacji. W kwestii prezentów czy zwodzenia Ciebie, to właśnie kwestia przesuwania granicy jej jakiś tam zasad, czy moralności. Pozwalałeś to przyzwyczajałeś ją do tego. Pewnie gdyby ją postawić obok siebie z początku znajomości waszej, to na bank inne zasady by u niej funkcjonowały.
Trwało to aż dwa lata, bo dopiero niedawno wyjawiłeś jej uczucia, więc całkiem uczciwie powiedziała od razu halt. Wcześniej pewnie wiedziała, ale dopiero jak się określiłeś wyraźnie, to pewnie poczuła się zagrożona, czyli że będziesz podejmować jakieś inicjatywy jej nie miłe. Inaczej męczyć dupę o uczucie którego którego ona nie odwzajemni.
Spacer?
A idź i tak już gorzej nie będzie, za wiele się nie dowiesz, no bo co CI ma powiedzieć, pewnie sama nie wie czemu. Czyli czemu Cie nie chce skoro jesteś taki dobry, logicznie nie uzasadni, bo uczucia logiczne nie są. To znowu biologia, którą nie raz ciężko ubrać w słowa.
Nic nie wyjaśnisz to możesz sobie odhaczyć już teraz.
Będziesz się żalić, niby nie chcesz, ale na twojej twarzy będzie to wyraźnie zaznaczone, generalnie, jak by miała mieć jakieś wyrzuty sumienia, to zaraz po takim spacerze jej przejdą.
Na pocieszenie dodam że masz już swoje lata, więc nie będziesz jakoś mocno i przesadnie cierpiał. Przynajmniej nie powinieneś. Mam nadzieję.
A teraz takie szczere pytanie, bo to forum anonimowe, więc można śmiało.
Jesteś prawiczkiem?, albo ostatnie jakieś sytuacje intymne jak były to wiadomo że więcej niż 2 lata temu, ale doświadczeń w tym temacie nie masz żadnych albo bardzo nie wiele i z odległych czasów?
To nie jest pytanie żeby szydzić. Więc bez obaw. Ale istnieje pewna zależność, i można wtedy coś zaradzić.
Powodzenia
Pozdrawiam
111 2017-03-07 00:26:59 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-03-07 00:32:44)
Ja nie zakładam, że jej się coś zmieni.
Oczywiście że zakładasz i dlatego jesteś napalony na ten spacer jak arab na kurs pilotażu.
Nie chce po prostu urywać tak drastycznie znajomości.
Ale tutaj nie ma nic do chcenia czy niechcenia, to po prostu jedyne rozsądne wyjście z tej koszmarnej sytuacji.
Pomyślałem o tym spacerze, na pewno nie chce się wyżalać, może bardziej podziękować za dobre chwile,
przy okazji porozmawiać jeszcze o sobie.
Pomyślałeś o tym spacerze, żeby spędzić z nią jeszcze trochę czasu pod dowolnie głupim i żałosnym pretekstem,
choćby takim, żeby porozmawiać jeszcze o sobie. No i co takiego zamierzasz jej o sobie powiedzieć? Serio pytam.
To co tam wcześniej pisałeś? Ale to już ci tutaj wyjaśnili, że czas na to dawno minął i którego fragmentu nie rozumiesz?
Po tej akcji z wysłaniem tego serduszka i jej reakcji, naprawdę już nic co teraz powiesz nie odmieni twojego losu,
który został przesądzony w momencie, gdy panna przykleiła na twoim czole karteczkę z napisem "friendzone".
Wiem, wiem to już nic nie zmieni, nie nastawiam się na to.
Weź przestań, kłamać też nie umiesz ![]()
Szczerze powiedziawszy, to ja jeszcze wierzę w resztki człowieczeństwa i jakiejś godności osobistej u tej twojej królewny,
która się nad tobą zlituje i nie dopuści do tego waszego spotkania, żeby już oszczędzić ci cierpienia i upokorzeń. Serio.
112 2017-03-07 08:29:37 Ostatnio edytowany przez pol-81 (2017-03-07 08:32:54)
Dzięki za kolejne wpisy. Tak doświadczenia jakiekolwiek mam z odleglejszych czasów, nie ma co szczególnie wspominać, było to wszystko przypadkowo itp. Oczywiście nie mam takiego doświadczenia jak niektórzy moi koledzy...
Co do tematu to tak: trzeba stanąć w prawdzie, były wahania z mojej strony i brak zdecydowania i tego nie da się odrobić... Znajomość trzeba zakończyć i podziękować sobie.
Nauczyłem się czegoś o osobie, teraz każdą nową relację będę traktować zupełnie inaczej. Lepiej definiować to co się czuje, umieć to wyrażać... a jak jest chęć iść mocno do przodu.
No cóż mocna edukacja życiowa.
Przeżywanie tego, hmm... no na pewno nie tak jak kiedyś, bo nieszczęśliwe zakochania też uczą. Teraz muszę po prostu zabrać się za siebie, nabrać dystansu i równowagi.
Strasznie tu na Ciebie niektórzy naskoczyli
Można odnieść wrażenie, że za tym co piszą kryją się jakieś ich własne frustracje, rozczarowania. Np. anderstud chyba ogólnie nie ma dobrego zdania o kobietach, skoro z taką pewnością twierdzi, że zostałeś bezwzględnie wykorzystany. Wg mnie to wcale nie jest tak oczywiste. Tym bardziej, że pewnie nie napisałeś nam tu wszystkiego, a czasem ważne są niuanse w całej historii.
Nie ma się co biczować. Te dwa lata to nie był czas spędzony w Gułagu. Mimo wszystko spędziłeś go w miłym towarzystwie. Na pewno masz fajne wspomnienia. No i cała historia Cię czegoś nauczyła. A ta nauka, jeśli ją dobrze wykorzystasz może Ci zaprocentować na przyszłość. Mówiąc tak trochę filozoficznie to może musiałeś przejść przez ten etap w życiu, żeby nie przegapić czegoś naprawdę ważnego co się dopiero wydarzy.
W relacji z tą kobietą na żaden zwrot akcji już nie licz. Jeśli potrzebujesz rozmowy z nią to porozmawiaj, jeśli tylko ona wyraża chęć na taką rozmowę. Wbrew temu co tu niektórzy piszą nie wszystko chyba jednak zostało wyjaśnione. Gdyby tak było nie stawiałbyś tu pytań. Po tej rozmowie być może będziesz miał pełniejszy obraz tego wszystkiego i to z pierwszej ręki. W sumie ona też może chcieć coś wyjaśnić. Ale nie przesadzaj z wywewnętrznianiem się, żeby faktycznie nie wzbudzać jakiejś litości. Nie chciałbyś tego. I nie deklaruj przyjaźni itp. bo to bez sensu. Nie jesteś z kamienia. Jeśli coś do niej poczułeś to teraz musisz się z tego spokojnie wyleczyć, a "zabawa" w przyjaźń Ci w tym nie pomoże. Może za jakiś czas...
Dzięki za kolejne wpisy. Tak doświadczenia jakiekolwiek mam z odleglejszych czasów, nie ma co szczególnie wspominać, było to wszystko przypadkowo itp. Oczywiście nie mam takiego doświadczenia jak niektórzy moi koledzy...
Co do tematu to tak: trzeba stanąć w prawdzie, były wahania z mojej strony i brak zdecydowania i tego nie da się odrobić... Znajomość trzeba zakończyć i podziękować sobie.
Nauczyłem się czegoś o osobie, teraz każdą nową relację będę traktować zupełnie inaczej. Lepiej definiować to co się czuje, umieć to wyrażać... a jak jest chęć iść mocno do przodu.
No cóż mocna edukacja życiowa.Przeżywanie tego, hmm... no na pewno nie tak jak kiedyś, bo nieszczęśliwe zakochania też uczą. Teraz muszę po prostu zabrać się za siebie, nabrać dystansu i równowagi.
Właśnie o to mi chodziło. Tak trzymaj ![]()
Dzięki "wilczysko72"
na zwrot akcji na pewno już nie liczę, bardziej mam takie uczucie chęci wyjścia już z tej sytuacji, no po prostu po ludzku nie złożyło się...
Może takie coś powinienem przeżyć, żeby właśnie zdobyć wiedzę na przyszłość.
Dzięki "wilczysko72"
na zwrot akcji na pewno już nie liczę, bardziej mam takie uczucie chęci wyjścia już z tej sytuacji, no po prostu po ludzku nie złożyło się...
Może takie coś powinienem przeżyć, żeby właśnie zdobyć wiedzę na przyszłość.
I bardzo dobrze. Znasz to powiedzenie, że "prawdziwego faceta można poznać po tym jak kończy
"? Nie ma co strzelać focha.
dzięki, chce po prostu na spokojnie zakończyć tą znajomość. Już bez żadnych żali, ale z podziękowaniem za poświęcony sobie czas.
Co do tej planowanej rozmowy na spacerze to w tym momencie widzę to tak:
chce jej powiedzieć, że nie jestem jakąś strasznie zamkniętą w sobie osobą i że do tej pory nie umiałem się przełamać, nie miałem też doświadczenia w związku, więc cóż trochę się muszę nauczyć.
chce jej opowiedzieć o swoich marzeniach życiowych, czyli być dla kogoś, mieć słoneczną i ciepłą rodzinę, w której nikt nie będzie samotną wyspą
chce jej też opowiedzieć nieco więcej o swojej rodzinie, o tym jak przeżyłem nagłą śmierć mamy itp. nie wiem czy chce coś powiedzieć o swoich problemach zdrowotnych bo to mnie zawsze hamowało...
chce jej powiedzieć, że częste spotykanie się z nią było dla mnie bardzo ważne i że wiązałem z tym pewne nadzieje, że to naprawdę zmieniło moje życie
chce jej powiedzieć, że nie narzucałem się też z kontaktem w tygodniu ponieważ sama mi mówiła, że ma dość angażującą pracę (to jest potwierdzone, że tak jest)
chce jej powiedzieć, że po prostu taki jestem, że w ten a nie inny sposób wyrażam swoje zainteresowanie
Wydaje mi się, że po prostu tak szczerze...
To o czym wy przez te 2 lata rozmawialiście?
Serio pytam....
Rozmawialiśmy dużo o swoich bieżących sprawach, nie da się tego teraz tak opisać oczywiście. Ja też wcześniej pisałem, że nie byłem mistrzem w rozmowach na temat uczuć, relacji itp.
Paul zrozum że opowiadanie o swoich chorobach czy ciężkich przeżyciach tak nagle ni z gruszki ni z pietruszki to próba manipulacji i przez normalną osobę będzie odebrany jako żałosne.
Sam fakt że chcesz o tym opowiadać bardzo źle o tobie świadczy.
Teraz zobaczyłam że nie masz klasy. Ani jaj.
Co najwyżej ona straci do ciebie szacunek co nie zmienia faktu że może podtrzymywać tę znajomość bo jesteś dla niej czasoumilaczem i prezentodawaczem.
Nie napisałem, że chce o tym opowiadać, ale że tylko się nad tym zastanawiałem - napisałem też dziś, że nie chce się na pewno żalić, ale na spokojnie zakończyć znajomość.
Ważne jest też to że nie da się tak wszystkich niuansów opisać. Nie oceniajcie mnie tak z góry, wiem, że z mojej strony był duży błąd.
Strasznie tu na Ciebie niektórzy naskoczyli
Można odnieść wrażenie, że za tym co piszą kryją się jakieś ich własne frustracje, rozczarowania. Np. anderstud chyba ogólnie nie ma dobrego zdania o kobietach, skoro z taką pewnością twierdzi, że zostałeś bezwzględnie wykorzystany. Wg mnie to wcale nie jest tak oczywiste.
Z taką pewnością twierdzę, że został bezwzględnie wykorzystany, bo mówimy tutaj o dwóch latach zmarnowanych na latanie za panną,
która już po kilku tygodniach czy tam nawet miesiącach wiedziała, że nie chce z gościem być. No trzymajmy się faktów koleżanki i koledzy.
Można to sobie nazywać jak się chce, dowolnie tłumaczyć i ubierać w ładne słówka, ale fakty są faktami, wiedziała że nic z tego nie będzie,
a mimo to podtrzymywała znajomość, która z takich czy innych względów jej się opłacała. Miłe spędzanie czasu na koszt frajera to jedno,
podregulowane ego laski to drugie, a w gratisie dodatkowo jeszcze drobne upominki czy kosztowne prezenty... i w zamian nic nie musi robić.
Poznając autora panna wygrała los na loterii i ciągnęła z tej relacji ile tylko się dało jak długo się dało. Takie są przecież fakty. No tak czy nie?
Cała reszta, to jest pierdzielenie czerstwych smutków na otarcie łez i poprawę samopoczucia autora, który w końcu sam do tego doszedł,
ale z jakiegoś powodu nie chce się z tym pogodzić. To mnie zresztą wcale nie dziwi, bo tak to zazwyczaj działa, że potrzeba trochę czasu,
żeby ochłonąć, stanąć z boku i zobaczyć to czego widzieć do tej pory się nie chciało, pogodzić się z faktami, przyjąć do wiadomości że to koniec
i postąpić tak jak powinno się postępować w takich przypadkach. Ona już dawno postawiła na tobie krzyżyk i ma centralnie wywalone na to
co ty tam sobie myślisz, co ty tam sobie gadasz, co ty tam sobie robisz, mówiąc po polsku ma ciebie w tyłku, no nazywajmy rzeczy po imieniu.
I teraz co ty zamierzasz zrobić? Akurat w Dniu Kobiet zaprosić ją na spacer, żeby się przed nią płaszczyć (nazywamy rzeczy po imieniu, tak?)
udawać przed nami i przed sobą samym, że wcale nie chodzi o to o co dobrze wiemy że chodzi (ona też to wie, bo sroce spod ogona nie wypadła)
żeby na koniec w ramach nagrody pocieszenia móc powiedzieć, że faceta z klasą poznaje się po tym jak kończy? Ha ha, dobre sobie, rewelacja.
A to ty teraz jesteś od pokazywania jej jak kończy facet z klasą, tak? No coś takiego. A ona uważasz miała klasę postępując tak z tobą przez te dwa lata?
Ach tak, zapomniałem, przecież spędzaliście razem miłe chwile. Czyżby? Na pewno były takie miłe? Na tych spacerach, kinach, teatrach czy wyjazdach
nigdy nie miałeś ochoty jej wziąć za rękę, objąć, przytulić, pocałować czy zwyczajnie rzucić na łóżko i się z nią kochać? Pewnie że chciałeś. Marzyłeś.
I myślisz, że ona o tym nie wiedziała? Że tego nie czuła? Że się nie domyślała? Ależ oczywiście, że tak. Przez cały czas miała tego pełną świadomość.
Ale sobie sprytnie wykombinowała, że dopóki trzyma cię na dystans, bez mrugnięcia okiem spełnisz każdą jej zachciankę. Tak to miało działać i działało.
Klasyka. Nic nowego. Dorabianie teraz na kolanie wzniosłych pierdół do banalnej historyjki jest co najmniej nie na miejscu (delikatnie rzecz ujmując)
a już silenie się na to, żeby jej teraz na koniec pokazać jak kończy facet z klasą... Nie wiem, nie masz jakiegoś kumpla, który by to przeczytał,
wziął cię za szmaty, porządnie potrząsnął i przywalił twoją czaszką w ścianę, żebyś oprzytomniał i wybił sobie z głowy podobne pomysły?
Tak ze trzy razy dla pewności? Masz wyklarowaną sytuację i czyste pole przed sobą. To na siłę szukasz krowiego placka, żeby w niego wdepnąć.
Dała ci kopa, to ją olej i niech sobie idzie w cholerę. Masz przynajmniej załatwioną kwestię pt. "jak zakończyć tą znajomość" i już nic nie rób.
Zostaw to tak jak jest i daj se siana z jakimiś życzeniami na Dzień Kobiet, bo tylko ją tym utwierdzisz w przekonaniu jak jesteś żałosny, że dalej próbujesz.
Oczywiście zaraz mi odpiszesz, że wcale nie próbujesz, że wcale nie o to chodzi, że to nie tak... gadaj sobie zdrów, a ja i tak swoje wiem.
Ta cała sprawa jest zbyt świeża i za długo to wszystko trwało, żebyś ot tak z dnia na dzień pogodził się z tym, że to koniec i już nic nie kombinował.
Ja to wiem, ty to wiesz i wszyscy na sali to wiedzą, że to tak nie działa. Cały czas próbujesz wymyślić sposób na to, żeby ją jeszcze do siebie przekonać
i o ile to akurat jestem w stanie zrozumieć, o tyle ty musisz też zrozumieć, że robisz to źle. Jedyne co możesz zrobić, to zostawić ją w spokoju i czekać.
Przez "zostawić w spokoju" rozumiem całkowite odcięcie i zupełny brak kontaktu. Jak ją tknie, to sama się odezwie. Jak się nie odezwie, to pies ją trącał.
Jakiś czas pocierpisz, jakiś czas będzie bolało, ale w końcu się od niej uwolnisz. Poznasz inną, potem następną, później jeszcze kolejną... i życie jest piękne.
Któregoś dnia spotkasz na swojej drodze tą z którą już zostaniesz na zawsze, a historia którą nam opowiedziałeś będzie już tylko mglistym wspomnieniem.
Tak właśnie będzie ![]()
No dobra, czyli co spotykacie się na ten nieszczęsny spacer i dziękujesz za wspaniałe dwa lata, i kończysz znajomość, tak?
124 2017-03-07 13:58:08 Ostatnio edytowany przez anderstud (2017-03-07 14:00:45)
Nie napisałem, że chce o tym opowiadać, ale że tylko się nad tym zastanawiałem - napisałem też dziś, że nie chce się na pewno żalić, ale na spokojnie zakończyć znajomość.
Dobra, ostatnie pytanie. Weź no ty mnie chłopie wytłumacz, ale tak żebym zrozumiał, po jaką cholerę chcesz się z nią jeszcze spotykać?
Wydukałeś w końcu co do niej czujesz, tak? No dobrze, umówmy się na chwilę, że ona sama na to wcześniej nie wpadła. No i co było dalej?
Powiedziała ci wprost, że jesteś dla niej nikim, tak? No dobrze, może użyła przy tym innych słów, ale przekaz był chyba jasny, prawda?
No to na mój chłopski rozum kwestia została wyjaśniona, a sprawa załatwiona. No tak czy nie? Pominąłem jakiś ważny szczegół?
A więc, przynajmniej według znanych mi obyczajów i zwyczajów, nie masz obowiązku już niczego kończyć, tłumaczyć, składać życzeń,
rozmawiać z nią, a tym bardziej spotykać się gdziekolwiek pod jakimkolwiek dowolnie wymyślnym pretekstem. Nie musisz, rozumiesz?
No to po co za wszelką cenę do tego dążysz? Potrafisz to jakoś logicznie wyjaśnić? Bo ty chcesz? Okej, rozumiem. Ale pytanie brzmi - po co?
wilczysko72 napisał/a:Strasznie tu na Ciebie niektórzy naskoczyli
Można odnieść wrażenie, że za tym co piszą kryją się jakieś ich własne frustracje, rozczarowania. Np. anderstud chyba ogólnie nie ma dobrego zdania o kobietach, skoro z taką pewnością twierdzi, że zostałeś bezwzględnie wykorzystany. Wg mnie to wcale nie jest tak oczywiste.
Z taką pewnością twierdzę, że został bezwzględnie wykorzystany, bo mówimy tutaj o dwóch latach zmarnowanych na latanie za panną,
która już po kilku tygodniach czy tam nawet miesiącach wiedziała, że nie chce z gościem być. No trzymajmy się faktów koleżanki i koledzy.
Można to sobie nazywać jak się chce, dowolnie tłumaczyć i ubierać w ładne słówka, ale fakty są faktami, wiedziała że nic z tego nie będzie,
a mimo to podtrzymywała znajomość, która z takich czy innych względów jej się opłacała. Miłe spędzanie czasu na koszt frajera to jedno,
podregulowane ego laski to drugie, a w gratisie dodatkowo jeszcze drobne upominki czy kosztowne prezenty... i w zamian nic nie musi robić.
Poznając autora panna wygrała los na loterii i ciągnęła z tej relacji ile tylko się dało jak długo się dało. Takie są przecież fakty. No tak czy nie?
Cała reszta, to jest pierdzielenie czerstwych smutków na otarcie łez i poprawę samopoczucia autora, który w końcu sam do tego doszedł,
ale z jakiegoś powodu nie chce się z tym pogodzić. To mnie zresztą wcale nie dziwi, bo tak to zazwyczaj działa, że potrzeba trochę czasu,
żeby ochłonąć, stanąć z boku i zobaczyć to czego widzieć do tej pory się nie chciało, pogodzić się z faktami, przyjąć do wiadomości że to koniec
i postąpić tak jak powinno się postępować w takich przypadkach. Ona już dawno postawiła na tobie krzyżyk i ma centralnie wywalone na to
co ty tam sobie myślisz, co ty tam sobie gadasz, co ty tam sobie robisz, mówiąc po polsku ma ciebie w tyłku, no nazywajmy rzeczy po imieniu.
I teraz co ty zamierzasz zrobić? Akurat w Dniu Kobiet zaprosić ją na spacer, żeby się przed nią płaszczyć (nazywamy rzeczy po imieniu, tak?)
udawać przed nami i przed sobą samym, że wcale nie chodzi o to o co dobrze wiemy że chodzi (ona też to wie, bo sroce spod ogona nie wypadła)
żeby na koniec w ramach nagrody pocieszenia móc powiedzieć, że faceta z klasą poznaje się po tym jak kończy? Ha ha, dobre sobie, rewelacja.
A to ty teraz jesteś od pokazywania jej jak kończy facet z klasą, tak? No coś takiego. A ona uważasz miała klasę postępując tak z tobą przez te dwa lata?
Ach tak, zapomniałem, przecież spędzaliście razem miłe chwile. Czyżby? Na pewno były takie miłe? Na tych spacerach, kinach, teatrach czy wyjazdach
nigdy nie miałeś ochoty jej wziąć za rękę, objąć, przytulić, pocałować czy zwyczajnie rzucić na łóżko i się z nią kochać? Pewnie że chciałeś. Marzyłeś.
I myślisz, że ona o tym nie wiedziała? Że tego nie czuła? Że się nie domyślała? Ależ oczywiście, że tak. Przez cały czas miała tego pełną świadomość.
Ale sobie sprytnie wykombinowała, że dopóki trzyma cię na dystans, bez mrugnięcia okiem spełnisz każdą jej zachciankę. Tak to miało działać i działało.
Klasyka. Nic nowego. Dorabianie teraz na kolanie wzniosłych pierdół do banalnej historyjki jest co najmniej nie na miejscu (delikatnie rzecz ujmując)
a już silenie się na to, żeby jej teraz na koniec pokazać jak kończy facet z klasą... Nie wiem, nie masz jakiegoś kumpla, który by to przeczytał,
wziął cię za szmaty, porządnie potrząsnął i przywalił twoją czaszką w ścianę, żebyś oprzytomniał i wybił sobie z głowy podobne pomysły?
Tak ze trzy razy dla pewności? Masz wyklarowaną sytuację i czyste pole przed sobą. To na siłę szukasz krowiego placka, żeby w niego wdepnąć.
Dała ci kopa, to ją olej i niech sobie idzie w cholerę. Masz przynajmniej załatwioną kwestię pt. "jak zakończyć tą znajomość" i już nic nie rób.
Zostaw to tak jak jest i daj se siana z jakimiś życzeniami na Dzień Kobiet, bo tylko ją tym utwierdzisz w przekonaniu jak jesteś żałosny, że dalej próbujesz.
Oczywiście zaraz mi odpiszesz, że wcale nie próbujesz, że wcale nie o to chodzi, że to nie tak... gadaj sobie zdrów, a ja i tak swoje wiem.
Ta cała sprawa jest zbyt świeża i za długo to wszystko trwało, żebyś ot tak z dnia na dzień pogodził się z tym, że to koniec i już nic nie kombinował.
Ja to wiem, ty to wiesz i wszyscy na sali to wiedzą, że to tak nie działa. Cały czas próbujesz wymyślić sposób na to, żeby ją jeszcze do siebie przekonać
i o ile to akurat jestem w stanie zrozumieć, o tyle ty musisz też zrozumieć, że robisz to źle. Jedyne co możesz zrobić, to zostawić ją w spokoju i czekać.
Przez "zostawić w spokoju" rozumiem całkowite odcięcie i zupełny brak kontaktu. Jak ją tknie, to sama się odezwie. Jak się nie odezwie, to pies ją trącał.
Jakiś czas pocierpisz, jakiś czas będzie bolało, ale w końcu się od niej uwolnisz. Poznasz inną, potem następną, później jeszcze kolejną... i życie jest piękne.
Któregoś dnia spotkasz na swojej drodze tą z którą już zostaniesz na zawsze, a historia którą nam opowiedziałeś będzie już tylko mglistym wspomnieniem.
Tak właśnie będzie
Skąd Ty wiesz co ta panna wiedziała, a co nie ? Czytasz w myślach ? Fakty to jedno, a Twoja interpretacja tych faktów to drugie. Nie masz bladego pojęcia co ona myślała. Z jakiś sobie znanych powodów przyjmujesz taką, a nie inną wersję, ale to absolutnie nie znaczy, że tak było. Daj mu postąpić w zgodzie ze sobą. Nic mu nie grozi. Jeśli będzie się lepiej czuł po tej rozmowie z nią to niech porozmawia. Możesz to wyszydzać, ale nie każdy jest taki jak Ty. A sprawiasz wrażenie dość nerwowego i chyba święcie przekonanego, że ma zawsze rację.
Dzięki "anderstud" - poradziłem się też paru osób, jeszcze raz napiszę chce zakończyć tą znajomość, normalnie na spokojnie - po prostu oczekiwania były inne, ja się nie określałem wcześniej jednoznacznie, ona też mogła itp. Żadnych wyrzutów, przecież wszystko robiłem z własnej nie przymuszonej woli. Skoro już się wstępnie umówiłem na ten spacer to pójdę na niego, niech się to tak zakończy - normalna rozmowa jednak bez żadnych jakiś niebywałych rzeczy na mój temat, bo jak to ktoś słusznie zauważył byłoby to nie na miejscu. Podziękować za znajomość, nie wyszyło, z życzeniami szczęścia. Muszę być odpowiedzialny za siebie. A Wasze opinie mi pomogły, choć oczywiście nie da się wszystkich niuansów opisać.
wilczysko72 napisał/a:Strasznie tu na Ciebie niektórzy naskoczyli
Można odnieść wrażenie, że za tym co piszą kryją się jakieś ich własne frustracje, rozczarowania. Np. anderstud chyba ogólnie nie ma dobrego zdania o kobietach, skoro z taką pewnością twierdzi, że zostałeś bezwzględnie wykorzystany. Wg mnie to wcale nie jest tak oczywiste.
Z taką pewnością twierdzę, że został bezwzględnie wykorzystany, bo mówimy tutaj o dwóch latach zmarnowanych na latanie za panną,
która już po kilku tygodniach czy tam nawet miesiącach wiedziała, że nie chce z gościem być. No trzymajmy się faktów koleżanki i koledzy.
Można to sobie nazywać jak się chce, dowolnie tłumaczyć i ubierać w ładne słówka, ale fakty są faktami, wiedziała że nic z tego nie będzie,
a mimo to podtrzymywała znajomość, która z takich czy innych względów jej się opłacała. Miłe spędzanie czasu na koszt frajera to jedno,
podregulowane ego laski to drugie, a w gratisie dodatkowo jeszcze drobne upominki czy kosztowne prezenty... i w zamian nic nie musi robić.
Poznając autora panna wygrała los na loterii i ciągnęła z tej relacji ile tylko się dało jak długo się dało. Takie są przecież fakty. No tak czy nie?
Cała reszta, to jest pierdzielenie czerstwych smutków na otarcie łez i poprawę samopoczucia autora, który w końcu sam do tego doszedł,
ale z jakiegoś powodu nie chce się z tym pogodzić. To mnie zresztą wcale nie dziwi, bo tak to zazwyczaj działa, że potrzeba trochę czasu,
żeby ochłonąć, stanąć z boku i zobaczyć to czego widzieć do tej pory się nie chciało, pogodzić się z faktami, przyjąć do wiadomości że to koniec
i postąpić tak jak powinno się postępować w takich przypadkach. Ona już dawno postawiła na tobie krzyżyk i ma centralnie wywalone na to
co ty tam sobie myślisz, co ty tam sobie gadasz, co ty tam sobie robisz, mówiąc po polsku ma ciebie w tyłku, no nazywajmy rzeczy po imieniu.
I teraz co ty zamierzasz zrobić? Akurat w Dniu Kobiet zaprosić ją na spacer, żeby się przed nią płaszczyć (nazywamy rzeczy po imieniu, tak?)
udawać przed nami i przed sobą samym, że wcale nie chodzi o to o co dobrze wiemy że chodzi (ona też to wie, bo sroce spod ogona nie wypadła)
żeby na koniec w ramach nagrody pocieszenia móc powiedzieć, że faceta z klasą poznaje się po tym jak kończy? Ha ha, dobre sobie, rewelacja.
A to ty teraz jesteś od pokazywania jej jak kończy facet z klasą, tak? No coś takiego. A ona uważasz miała klasę postępując tak z tobą przez te dwa lata?
Ach tak, zapomniałem, przecież spędzaliście razem miłe chwile. Czyżby? Na pewno były takie miłe? Na tych spacerach, kinach, teatrach czy wyjazdach
nigdy nie miałeś ochoty jej wziąć za rękę, objąć, przytulić, pocałować czy zwyczajnie rzucić na łóżko i się z nią kochać? Pewnie że chciałeś. Marzyłeś.
I myślisz, że ona o tym nie wiedziała? Że tego nie czuła? Że się nie domyślała? Ależ oczywiście, że tak. Przez cały czas miała tego pełną świadomość.
Ale sobie sprytnie wykombinowała, że dopóki trzyma cię na dystans, bez mrugnięcia okiem spełnisz każdą jej zachciankę. Tak to miało działać i działało.
Klasyka. Nic nowego. Dorabianie teraz na kolanie wzniosłych pierdół do banalnej historyjki jest co najmniej nie na miejscu (delikatnie rzecz ujmując)
a już silenie się na to, żeby jej teraz na koniec pokazać jak kończy facet z klasą... Nie wiem, nie masz jakiegoś kumpla, który by to przeczytał,
wziął cię za szmaty, porządnie potrząsnął i przywalił twoją czaszką w ścianę, żebyś oprzytomniał i wybił sobie z głowy podobne pomysły?
Tak ze trzy razy dla pewności? Masz wyklarowaną sytuację i czyste pole przed sobą. To na siłę szukasz krowiego placka, żeby w niego wdepnąć.
Dała ci kopa, to ją olej i niech sobie idzie w cholerę. Masz przynajmniej załatwioną kwestię pt. "jak zakończyć tą znajomość" i już nic nie rób.
Zostaw to tak jak jest i daj se siana z jakimiś życzeniami na Dzień Kobiet, bo tylko ją tym utwierdzisz w przekonaniu jak jesteś żałosny, że dalej próbujesz.
Oczywiście zaraz mi odpiszesz, że wcale nie próbujesz, że wcale nie o to chodzi, że to nie tak... gadaj sobie zdrów, a ja i tak swoje wiem.
Ta cała sprawa jest zbyt świeża i za długo to wszystko trwało, żebyś ot tak z dnia na dzień pogodził się z tym, że to koniec i już nic nie kombinował.
Ja to wiem, ty to wiesz i wszyscy na sali to wiedzą, że to tak nie działa. Cały czas próbujesz wymyślić sposób na to, żeby ją jeszcze do siebie przekonać
i o ile to akurat jestem w stanie zrozumieć, o tyle ty musisz też zrozumieć, że robisz to źle. Jedyne co możesz zrobić, to zostawić ją w spokoju i czekać.
Przez "zostawić w spokoju" rozumiem całkowite odcięcie i zupełny brak kontaktu. Jak ją tknie, to sama się odezwie. Jak się nie odezwie, to pies ją trącał.
Jakiś czas pocierpisz, jakiś czas będzie bolało, ale w końcu się od niej uwolnisz. Poznasz inną, potem następną, później jeszcze kolejną... i życie jest piękne.
Któregoś dnia spotkasz na swojej drodze tą z którą już zostaniesz na zawsze, a historia którą nam opowiedziałeś będzie już tylko mglistym wspomnieniem.
Tak właśnie będzie
Pięknie napisane! Można by zrobić z tego złotą myśl, oprawić w ramkę i wrzucać do każdego podobnego - jak ten - tematu!
Z autorem postu piwa bym się napił!
Skąd Ty wiesz co ta panna wiedziała, a co nie ? Czytasz w myślach ? Fakty to jedno, a Twoja interpretacja tych faktów to drugie. Nie masz bladego pojęcia co ona myślała. Z jakiś sobie znanych powodów przyjmujesz taką, a nie inną wersję, ale to absolutnie nie znaczy, że tak było. Daj mu postąpić w zgodzie ze sobą. Nic mu nie grozi. Jeśli będzie się lepiej czuł po tej rozmowie z nią to niech porozmawia. Możesz to wyszydzać, ale nie każdy jest taki jak Ty. A sprawiasz wrażenie dość nerwowego i chyba święcie przekonanego, że ma zawsze rację.
Izi kolego, izi. Coś się tak nadpobudził zupełnie niepotrzebnie. Jesteśmy na publicznym forum i wyrażam własne zdanie. Chyba mogę? Bo już nie wiem...
Wiem za to na pewno, że ta rozmowa do niczego nie doprowadzi, a tylko przedłuży męki autora tematu, który według mnie cały czas robi sobie nadzieję,
że jednak coś z tego wyniknie, więc próbuję go odwieźć od głupich moim zdaniem pomysłów, żeby oszczędzić mu bolesnych rozczarowań. Tylko tyle.
P.S.
Nie pij tyle kawy i bierz witaminy ![]()
129 2017-03-07 14:11:46 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2017-03-07 14:21:52)
Skąd Ty wiesz co ta panna wiedziała, a co nie ? Czytasz w myślach ? Fakty to jedno, a Twoja interpretacja tych faktów to drugie. Nie masz bladego pojęcia co ona myślała. Z jakiś sobie znanych powodów przyjmujesz taką, a nie inną wersję, ale to absolutnie nie znaczy, że tak było. Daj mu postąpić w zgodzie ze sobą. Nic mu nie grozi. Jeśli będzie się lepiej czuł po tej rozmowie z nią to niech porozmawia. Możesz to wyszydzać, ale nie każdy jest taki jak Ty. A sprawiasz wrażenie dość nerwowego i chyba święcie przekonanego, że ma zawsze rację.
A Ty masz pojęcie co Ona myślała?
Dla Ciebie to jest normalne, że kobieta ot tak przyjmuje drogocenne podarunki od znajomego?
Przyszedł na forum, zapytać się, jak my to widzimy, no to piszemy Mu, jak to widzimy i tyle, i dlaczego akurat Ciebie ma posłuchać?
Oczywiście, że Mu grozi i to wiele.
Ponieważ jak znam życie to się tylko skompromituje i tyle, i po czasie będzie żałował tego spaceru.
Jestem kobietą, ale nie wyobrażam sobie przyjmować prezentów od znajomego, nie ma takiej opcji.
Wiadomo, że prezentów nie daje się o tak.
wilczysko72 napisał/a:Skąd Ty wiesz co ta panna wiedziała, a co nie ? Czytasz w myślach ? Fakty to jedno, a Twoja interpretacja tych faktów to drugie. Nie masz bladego pojęcia co ona myślała. Z jakiś sobie znanych powodów przyjmujesz taką, a nie inną wersję, ale to absolutnie nie znaczy, że tak było. Daj mu postąpić w zgodzie ze sobą. Nic mu nie grozi. Jeśli będzie się lepiej czuł po tej rozmowie z nią to niech porozmawia. Możesz to wyszydzać, ale nie każdy jest taki jak Ty. A sprawiasz wrażenie dość nerwowego i chyba święcie przekonanego, że ma zawsze rację.
Izi kolego, izi. Coś się tak nadpobudził zupełnie niepotrzebnie. Jesteśmy na publicznym forum i wyrażam własne zdanie. Chyba mogę? Bo już nie wiem...
Wiem za to na pewno, że ta rozmowa do niczego nie doprowadzi, a tylko przedłuży męki autora tematu, który według mnie cały czas robi sobie nadzieję,
że jednak coś z tego wyniknie, więc próbuję go odwieźć od głupich moim zdaniem pomysłów, żeby oszczędzić mu bolesnych rozczarowań. Tylko tyle.P.S.
Nie pij tyle kawy i bierz witaminy
Ja jestem bardzo izi. Oczywiście, że możesz wyrażać własne zdanie. Nikt Ci tego nie broni. Ale szanuj też zdanie innych. Za słabo znasz pol-81 i w ogóle nie znasz tej panny, żeby twierdzić coś ze 100% pewnością. Podejrzewam, że akurat w przypadku Pol to większe męki będzie cierpiał jeśli zerwałby tą znajomość bez słowa. Trochę więcej wiary w niego
Da sobie radę. Będzie żył ![]()