miałem się tu nie wypowiadać, jak dziś to jednak czytam, to zmieniłem zdanie
samaniewiem37 napisał/a:Nie uprawiam z mezem sexu, nie kreci mnie a nie umiem na sile jak np dziwki za kase. Kazdy jest inny. Musi byc dla mnie pociag sexualny , chemia. To cos...nie umiem tak mechanicznie wiec nie robie tego. Nie da sie nic naprawic. On wie, ze mnie nie kreci wiec robie mu reką. Moje relacje z mezem sa poprawne, nie ma klotni. Moja psychika cialo nie akceptuje męża i sexuolog powiedziala, ze albo rozstanie albo kochanek albo zaakceptuje to jak jest.
spróbuj, chwilę bez "robienia reką" to się dowiesz o poprawności relacji
psychika i ciało nie akceptuje męża??
a ręką kto steruje, sama lata??
wygenerowałaś sobie takie samo usprawiedliwienia, że ten seksuolog pewnie to widzi, i jedyne rozwiązanie jakie jest możliwe podaje
bo innego najprawdopodobniej nie chcesz przyjąć
samaniewiem37 napisał/a:Ja bylam u psychologa-sexuologa. Maz.mnie nie pociaga nie ja jego. On akceptuje wszystko tak jak jest. Nie da sie naprawic relacji sexualnej w tym przypadku, nic na sile. Nie zmusze sie do sexu i tyle. Tak sexuolog powiedziala, ze jesli nie jestem gotowa na rozwod a mam potrzeby to kochanek. Dopoki maz sie o tym nie dowie to go nie krzywdze. Zamierzam zakonczyc z Markiem bo to nie ma sensu. Tak, jest to dziwna relacja jakich zapewne wiele...
nie mam pojęcia gdzie masz oprócz własnej głowy, źródło wiedzy, która Ci pozwala opierać swoje życie, na nie wiadomych doświadczeniach innych, i szemranych historiach
korzystasz z schematów, jak z prawdy objawionej
według mnie, to warto przyglądnąć się z czym jest brak akceptacji ciała i psychiki związany,
bo na pewno nie, jest tego powodem mąż
naturalną koleją rzeczy jest że poszukałaś, poza związkiem tego
bo było łatwiej
paradoksem jest to
że w związku tego nie chciałaś "wziąść" a poza związkiem podbiło atrakcyjność,
bo przecież naturalne jest to że się "chce" a najbardziej smakują "zakazane owoce"
oblepione to zostało "adrenaliną" i "motylkami", podrasowane "materializmem" i zyskało na wartości
tym samym zabrałaś sobie sama, swoją wartość
i kaplica, Twoja własna kaplica
pozostaje się modlić 
nie osądzam broń boże, wnioski mnie takie dopadają jak to czytam