Długo zastanawiałam się czy napisać ten post i prosić Was o radę, jednak znalazłam się w takim momencie, że mój ogląd sytuacji jest zachwiany i potrzebuję spojrzenia "z zewnątrz".
Kilka miesięcy temu poznałam mężczyznę, z którym obecnie jestem i z którym chciałabym powoli zacząć planować swoją przyszłość.
Wiem - widzę i czuję, że jemu bardzo na mnie zależy i chce tego samego.
Jest bardzo opiekuńczy, oddany, a przede wszystkim pewny tego czego chce - przyszłości właśnie ze mną.
Kocham go.
Niestety, nie wiem czy jest dla nas jakakolwiek przyszłość, ponieważ mój chłopak ma ogromne długi, których wysokość to wartość dobrego mieszkania w dużym mieście.
Od samego początku naszej znajomości nie taił swojej sytuacji finansowej, wysokości długów oraz sposobu w jaki je "nabył".
Bardzo dużo rozmawialiśmy i rozmawiamy o tym co można zrobić by jak najszybciej je spłacić.
Od początku wiedziałam więc, że wiąże się z mężczyzną,który ma poważne problemy finansowe.
Na pewno z Waszej strony padną pytania, jak w ogóle doszło do tego, że w tak młodym wieku (30 lat) ma się tak duże zobowiązania finansowe, których spłata właściwie rozkłada się na większość życia.
Otóż, jakiś czas temu mojemu chłopakowi powodziło się całkiem nieźle - prowadził sklep, zarabiając na tyle dobrze, że utrzymywał i siebie i swoją eks dziewczynę (która nie pracowała), finansując również wszelkie wyjazdy, przyjemności etc.
Pojawiła się jednak okazja by miał własną działalność gospodarczą i w ten sposób "pójść o krok dalej" (jak sam mówił).
Wziął potężny kredyt i zainwestował wszystko we franczyzę.
Ponoć wszyscy - rodzina, radzili mu by się w to nie pakował, że interes ma nikłe szanse powodzenia. Jednak on sugerując się wyliczeniami jakie mu przedstawiono, zaryzykował.
Interes padł w ciągu paru miesięcy - od samego początku przynosił straty i nie udało się nic uratować.
Gdy to się stało, jego eks dziewczyna zostawiła go, zdradzając z kimś innym.
Chłopak zaczął pracować w zupełnie inny miejscu - bardzo ciężko, fizycznie, nieraz po 14 -16 godzin dziennie. Jego szef miał tendencje do tego by wypłacać mu pensje "na raty", nie chciał dać mu umowy i ogólnie bardzo kombinował.
I wtedy właśnie spotkał mnie.
Naprawdę serce mnie bolało, gdy patrzyłam na to jak zaharowuje się na śmierć i próbowałam mu pomóc, szukając innej dla niego pracy. Mówił, że to co robi teraz to jest jego forma "pokuty" za to co zrobił i że musi mieć pieniądze na spłatę długów.
Niestety, okazuje się, że do tej pory nie zdobył żadnego konkretnego doświadczenia ( patrząc na jego CV widzę, że często "skakał" od pracy do pracy) i mało jest prawdopodobne by znalazł dobrze opłacany etat.
Mimo wszelkich moich znajomości i rozsyłanych wici, do tej pory nie znalazłam dla niego niczego konkretnego.
W tym momencie doszło jeszcze do tego, że stracił pracę i jest bezrobotny.
Mieszka znowu u rodziców.
Widzę że wciąż ktoś do niego dzwoni i żąda pieniędzy, których on teraz NIE MA.
Jego sytuacja finansowa jest bardzo ciężka, nie stać go praktycznie na nic.
W tym momencie jest na etapie składania wniosku o upadłość konsumencką, ale z tego co wiem, ogłoszenie jej nie jest taką prostą sprawą i prawdopodobnie jego wniosek zostanie odrzucony.
Jedyną opcją dla niego jest chyba wyjazd za granicę, o czym coraz częściej myśli.
Ja jednak jestem teraz na zupełnie innym etapie. Po kilku nieudanych związkach (jestem ponoć kobietą "kochającą za bardzo" i DDA), osobistych przejściach (śmierć w najbliższej rodzinie) zaczęłam chyba wychodzić na prostą i snuć plany o ułożeniu sobie życia.
Mam plany, marzenia, dobrą i stabilną pracę, czuję że wszystko zależy w dużej mierze ode mnie.
Chcę rozwijać się zawodowo, uczyć się języków, podróżować, być niezależna finansowo - po prostu ŻYĆ.
Cieszyłam się bardzo gdy go spotkałam, oczami wyobraźni widziałam nas mieszkających razem, cieszących się z małych rzeczy - brakuje mi bardzo nawet takiej fajnej, bo wynikającej z bliskości rutyny.
Z czasem pewnie chciałabym założyć z nim rodzinę, bo wiem, że byłby dobrym i czułym Tatą.
Nie wiem jednak co robić.
Wiążąc się z nim biorę zobowiązanie finansowe za dwie osoby, na co mnie raczej nie stać.
Już teraz wszystko zapewniam ja - kawy, kino, wyjazdy etc.
Jest mi głupio, gdy widzę, że nie stać go nawet na to by wyjść ze mną na piwo - płacę więc za wszystko ja, czując się jednak z tą sytuacją coraz gorzej i gorzej.
Co będzie później?
W mojej rodzinie również pojawiały się długi, a sytuacja finansowa była czasami bardzo ciężka. Dom od wielu lat utrzymywała mama, bo tata nie pracował.
Wiem więc co to znaczy gdy w domu wciąż brakuje pieniędzy i jak straszne jest to, że cały ciężar utrzymania spada na kobietę.
Radząc się właśnie mojej Mamy, słyszę, że absolutnie nie powinnam wiązać się z tym człowiekiem, bo to co się stało wynika również z tego że ważne decyzje podejmuje zbyt pochopnie i nierozsądnie.
Że nie jest mężczyzną, który jest w stanie zapewnić mi bezpieczeństwo - również te emocjonalne.
Że z nim nigdy nigdzie nie wyjadę, chyba że stanę się jego "sponsorką".
Przyjaciółki mówią również to samo i proszą mnie bym uciekała póki nie jest za późno.
Jest mi bardzo źle. Miotam się, nie wiem co mam robić.
Boję się o siebie, boję się o niego. Jest mi go żal.
Proszę doradźcie mi co robić.