Averyl napisał/a:Dlaczego ty zmieniłeś podejście do życi, już wiem, a co sprawiło, że żona czekała tyle lat, aż zaczniesz z nią rozmawiać? Jak sobie radziła z życie, z tobą, z twoim "głośnym" życiem, z dzieciakami? Co sprawiało, że nie odeszła od ciebie w ciągu tych 18 lat?
hmmm, to skomplikowane jest
, żoną jest 11 lat to tak apropos
więc pierwsze 7 lat to inna bajka, na tym forum jest setki podobnych historii, góra-dół
pierwsze lata to studia w różnych miastach, więc euforia spotkań raz na jakiś czas, pisania listów co drugi dzień, przyćmiewała wszystko o czym jeszcze świadomości nie miałem
potem parcie na dzieciaki, dzieciaki, jej ucieczka (tak to bym dziś nazwał), moja ucieczka w alkohol, klasyka poczucia odstawienia od "piersi matczynej"
potem ucieczka na jedne studia, drugie, więc w ramach walki płci w tym związku, Ona też 
nie wiem dziś, co tak naprawdę sprawiło, że nie odeszła, był czas że robiłem wszystko żeby do tego doprowadzić, poza jednym nigdy żony nie zdradziłem
zastanawiało mnie to przez jakiś czas, jak to możliwe, piękna kobieta, zaradna, inteligentna, wciąż chce być ze mną :
także to taki miks chyba będzie, w temacie co sprawiało :
- na pewnych etapach moje obietnice, czyli jej naiwność poniekąd
- czasem udowadnianie ze jednak potrafię wziąść się w garść, u mnie głównym problemem jaki dziś widzę było to że ja emocjonalnie nie byłem przygotowany do związku(dysfunkcja wyniesiona z domu), bo całą resztę dość dobrze i szybko łapałem, od wykopania krzaków, po prace fizyczne, zorganizowanie czego kolwiek,
- etapy że naprawdę było fajnie
- myślę że po obydwu stronach, strach przed nieznanym
- później wbrew pozorom, lenistwo 
- być może napór rodziny, w pewnym etapie
- w całym tym około uzależnieniowym manipulatorstwie, przecież świadomość że sam sobie nie dam rady, - wygodnictwo
- wiem też, że to że byłem też manipulowany,(byłem potrzebny) w poczuciu winy za wyrządzoną krzywdę, często przebarwioną robiłem różne rzeczy, często naprawdę ogromnym kosztem
- może też to że sama nie potrafiła rozmawiać?? 
- może to że chciała separacji, nawet do złożenia wniosku doszło, czyli nie przekreśliła mnie do końca, co pewnie by było kropką nad i, do pójścia w długą, prostą, w dół
- mam świadomość, że w pewnym sensie zysk bycia ze mną, przecież przy takim draniu, łatwo się wybielić, dowartościować u innych, dostać współczucie, same korzyści wbrew pozorom, za darmo
generalnie temat rzeka, w zasadzie mógłbym wymieniać co było a nie jest, i odwracać, patrzeć pod spód, na intencje kiedyś a teraz
dziś nie rozumiem, chodź mam świadomość dlaczego, dwie osoby dorosłe, mogą tak żyć
jak wiele energii jest zmarnowanej, na stawianie murów, na obrzucanie się z tych okopów, i jak bardzo boli samotność, im bardziej chcemy miłości tym bardziej jesteśmy samotni 
nie wiem u nas wszystko się zapowiada, że misja kamikaze zakończona została
chodź jak dziewczyny pisały, jeszcze czasem któreś lubi się o te krzaki, poocierać, podrapać, jakby w utęsknieniu
ważne że właśnie o tym jest rozmowa, i jedna zasada
możesz wszystko, tylko bądź szczery przynajmniej wobec siebie, potem nie ma żali/przerzucania na drugą stronę
jakoś tak mi się to zamknęło, chodź chyba nie po osi poszło Twojego pytania 
no i zapomniałem dodać, usuwając to całe błoto spod nóg w swoim życiu, jestem pewien że to to jedyna właściwa osoba jest, chodź dziś nie traktuje już jako drugiej uzupełniającej "połówki"
bo razem można tworzyć nową całość 