Witajcie,
Mam 27 lat, mój facet 33. Oboje czekamy ze współżyciem do ślubu. Ja mam niestety obecnie problemy z czystością (samogwałt). Coś mnie podkusiło, żeby powiedzieć o tym mojemu no i się zaczęło: "chyba nie powiesz mi, że nie żałujesz?", "chcesz się pozbyć tego paskudztwa, prawda?", "To tak, jakby się zdradzało ukochaną/ ukochanego z sobą samym" i wiele innych tekstów, po których poczułam się zbrukana, gorsza, kobieta drugiej kategorii. Wiedziałam, jakie ma poglądy, ale chciałam szczerze przyznać mu się do problemu, ale teraz żałuję. Efekt końcowy to moje łzy i poczucie poniżenia tym bardziej, że jak kiedyś się go zapytałam czy miał z tym problem zapierał się, że nie. A wczoraj powiedział, że miał i że wyszedł z tego paskudztwa, jak mnie poznał, dla mnie. Nie dość, że mnie okłamał, to jeszcze teraz ma się za lepszego ode mnie. W ogóle nie próbował mnie zrozumieć, tylko kołki mi ciosał na głowie, a ja i tak byłam zdołowana, że sobie nie radzę z pożądliwością. Czuję do niego niechęć, żal, choć postanowiłam, że mu wybaczę, ale ciężko mi jest poradzić sobie z tymi emocjami. Jak myślicie? Czy mam prawo do takich odczuć? Powiedziałam mu, żeby się nie gniewał, ale na przyszłość intymne szczegóły zostawię osobom postronnym, duchownym itd, bo on widocznie nie jest przygotowany na takie informacje.
Pozdrawiam.