Witam wszystkich.
Dawno mnie tu nie było, mam nadzieję, że ktoś będzie w stanie mi coś doradzić - jestem w kropce.
Niedawno poznałam cudownego faceta. To chyba taka "miłość od pierwszego wejrzenia" i z mojej i z jego strony. Zobaczyliśmy się, i jak grom z jasnego nieba, mimo że obiektywnie nie pasujemy do siebie (wszyscy nasi wspólni znajomi są w szoku, że jesteśmy razem) i jest to dokładne przeciwieństwo tego jak wyobrażalam sobie idealnego faceta. Nigdy w życiu się tak nie czułam, nigdy nie kochałam kogoś tak mocno jak jego. Tęsknie za nim codziennie, zaczynam tęsknić od razu jak kończymy spotkanie. Ogólnie mam wrażenie że to "to" - sprawia, że jestem szczęśliwa jak nigdy, dba o mnie jak nikt, jestem przy nim najlepszą wersją siebie samej i chcę żeby on był szczęśliwy, a zarazem przy nikim nie czułam się nigdy tak swobodnie i nie byłam z nikim tak szczera. On już stwierdził że zostanę jego żoną i jest tego pewien.
No po prostu sielanka. Jedyne "ale" jest takie, że on wyjeżdza. Dopiero za pare miesięcy (za pół roku do roku), chce jechać na 2 lata za granicę. Rozmawialiśmy już o tym, on uważa że jeśli mamy być ze sobą to i tak będziemy i że nie musimy się martwić.
A ja mam obiekcje. Strasznie się boję, bo nie wyobrażam sobie bez niego życia, nie wyobrażam sobie, że ma go tu nie być. Mam ewentualną możliwość wyjechania na rok na Erasmusa (jestem na ostatnim roku studiów) w pobliżu miejsca gdzie on będzie mieszkał. Z jednej strony uważam, że to o wiele za wczesnie na podejmowanie takich decyzji, bo znamy się naprawdę krótko, bo ok. 2 miesięcy, ale on po miesiacu juz włączył mnie do swojej rodziny, przedstawił rodzicom, zaprosił do rodzinnego domu i przedstawił jako kobietę swojego życia. A z drugiej strony... Nie wiem, myślę nad różnymi scenariuszami, wiem, że on myśli o mnie poważnie, ale zastanawiam się czy nie le[iej byłoby nie brnąć w taką relację? nie wiem, nastawić się ze to ma termin przydatności i jakoś się przygotować? Jestem straszną pesymistką jesli chodzi o takie relacje bo życie nauczyło mnie ze ciagle dostaje po dupie i wszystko musi być okupione wielkim cierpieniem...
Niby 2 lata to nie tak długo, oboje jesteśmy z dość zamożnych rodzin więc podróże powiedzmy co 2 tygodnie nie stanowią dla nas wielkiego problemu, tym bardziej że zostaniemy na tym samym kontynencie. Z drugiej strony jesteśmy dość młodzi (23 lata) więc chciałabym jakiejś rady od osób bardziej doświadczonych. Będę wdzięczna za każdy głos.
Dziękuję i pozdrawiam.