Chciałabym Wam przytoczyć kawałek mojej historii.. Mam nadzieję, że na sercu zrobi się w końcu lżej..
W końcu lżej.. w końcu lepiej.. Głupia naiwność kobieca.
A było to tak:
Poznaliśmy się pod koniec 2011 roku. Spędziliśmy razem sylwestra w 2012 roku i tak zaczęła się nasza znajomość.
Związek na odległość przez 8 miesięcy bo on od ładnych kilku lat mieszka za granicą (Holandia).
Ja: młoda dziewczyna (23 lata), z dzieckiem, które od początku wychowywałam sama, po kilku nieudanych związkach, która już nie jedno w życiu przeszła, marząca o normalności, o kochającym ojcu dla swojej córki i kochającym partnerze, stabilności, normalnym ciepłym domu.
On: 28 lat, twardo stąpający po ziemi facet, wydawałoby się idealny bo rozsądny, mądry i dający oparcie, bezpieczeństwo.
Czego więcej chcieć skoro była miłość?
Żyliśmy w tym związku na odległość, ale wiadomo co to za życie osobno. Przystało na tym, że zamieszkamy razem w tej Holandii.
Po długich poszukiwaniach odpowiedniego mieszkania - udało się. Przeprowadzka. To miała być moja przeprowadzka do w końcu lepszego życia bo szczęśliwego i dającego sens. Tylko, że dobrze między nami było tylko kilka krótkich miesięcy bo nawet nie pół roku.. a później to już tylko gorzej.
Okazało się, że on jest bardzo nerwowym człowiekiem. Wyszło szydło z worka. Próbowałam to jakoś załagodzić. W końcu znam temat - pomyślałam. Sama kiedyś byłam charakterna. Dzisiaj zwątpiłam, że dam radę to zmienić, dlatego tu jestem.
Potrafi być wulgarny w stosunku do mnie. Tak jakby mówił do tzw: "pierwszej lepszej" albo do "głupiej kolejnej", a przecież do cholery to do niego nie podobne - tak wcześniej myślałam. Potrafił przecież się starać, okazywać miłość itd.. a tu czar prysł po kilku miesiącach wspólnego mieszkania. Kilka razy przez ten wspólny już rok mieszkania w NL zdarzyło mu się być pod wpływem alkoholu.. i wtedy dopiero ubliżać.
Wczoraj tak samo. On lekko wstawiony (nie wychodzi z kumplami, to się dzieje w domu). Ja smutna i załamana bo nie mam zamiaru ciągle cierpieć za czyjeś nerwy i beznadziejne zachowanie.
Rozmawiać też się starałam nie raz. Jestem taką osobą, że mówię w prost kiedy coś mi nie pasuje. Nie kryję się z uczuciami. Nie raz wychodziłam z domu zapłakana. Nie raz spaliśmy osobno i nie raz powiedział mi, że mam się wynosić jak mi się coś nie podoba bo nie jestem u siebie.
Mój chłopak mówi też, że jestem kłamcą. Raz miała miejsce taka sytuacja, że zobaczył e-maile moje z moim ex chłopakiem, ale to były zwykłe wiadomości w stylu cześć, co słychać, co u Ciebie, u mnie tak i tak i tyle. Wybuchła wielka afera chociaż w tych wiadomościach nie było nic nie feir. Od tamtego też momentu zakończyłam znajomość z ex bo nie chciałam sprawiać mojemu chłopakowi przykrości itd, ale kłamcą jestem dalej chociaż nic nie zrobiłam złego.. to dalej mnie tak nazywa
![]()
Dodam, że od jakiegoś czasu nie pracuję, a dokładniej od momentu kiedy córka zaczęła chodzić do szkoły tutaj w NL, a ja na język. Nie mieliśmy opiekunki ani nikogo kogo można by poprosić o pomoc. To też czasem dołuje, że jestem finansowo zależna od niego. Dlatego wtedy sobie myślę. Jeszcze trochę, a pokażę Ci, że stać mnie na lepiej płatną pracę niż Ty masz i że nauczę się tego cholernego języka lepiej od Ciebie.
Mówi, że kocha, że chce się zmienić.. ale dobrze jest tylko przez chwilę.. a później znów jego nerwy albo tak jak wczoraj jakaś chora akcja, że o jedno piwo za dużo. Ogólnie z alko nie ma problemu bo widziałabym, ani pociągu, ale raz na jakiś czas mu się zdarzy, że trochę przesadzi.
Nie raz prosiłam też nie przeklinaj.. bo dziecko za drzwiami itd. a on robi to dalej. Notorycznie + do tego ciągle nerwy, których nie potrafi opanować o jakieś zazwyczaj pierdoły. Finansowo radzimy sobie b. dobrze więc przynajmniej tego problemu nie ma, ale jest problem okazywania uczuć.. Kiedyś był ciepły, mówił, że kocha, a teraz.. Dobrze jest tylko przez chwilę. Tylko przez chwilę jestem szczęśliwa. Potem znowu to samo. Każdy kolejny dzień jest dla mnie gorszy od poprzedniego. Nic nie cieszy. Nawet córka nie cieszy. Nawet ona zauważyła, że się nie uśmiecham już od dawna. Poza tym ostatnio jakaś sfrustrowana chodzę. Też mnie nerwy dopadają. To przez niego. Przez te jego cholerne nerwy. Wpływa to na innych. Niestety.
Czasami się zastanawiam nad pomocą psychologa. Zazwyczaj wtedy kiedy jest naprawdę ciężko. Poza tym nie mam tu nikogo. Nie mam tu rodziny. Nie mam tu znajomych. Sama jak palec. Przyjechałam dla niego, dla nas.. Na około tylko jego znajomi. Moich żadnych bo nawet jeśli jakieś znajomości były to i tak klapa bo przeprowadziliśmy się niedawno 80 km od naszego dotychczasowego miejsca zamieszkania. Nawet się nie masz komu wygadać. Do kogo przysłowiowej gęby otworzyć. Masz faceta.. ale myślisz sobie czasem wolę się zamknąć bo i tak skrytykuje mnie jak zawsze albo się zaraz zdenerwuje. Kilka dni temu spytałam czy zaczniemy od nowa. Powiedział, że tak. Ja to wzięłam do siebie, na serio, do serca, a wczoraj ta jego akcja, że wypił trochę za dużo i znowu czar prysł jak bańka mydlana.
Gdyby nie córka, która bardzo go kocha, przywiązała się do niego.. tym bardziej, że w swoim życiu nigdy nie miała taty nie byłoby mnie tutaj już dawno bo już dawno wróciłabym do Polski żeby zobaczyć jego reakcję.. czy zmięknie i zareaguje w końcu, zmieni się, przejrzy na oczy.. czy nie zrobi nic.
Córkę kocha i dlatego to boli tym bardziej.. że w tym wszystkim najbardziej cierpię ja.
Już nie raz chciałam spakować rzeczy, pojechać do Polski, zobaczyć co on zrobi.. ale boję się, cholernie się boję bo bardzo go kocham.. boję się, że jego duma męska nie pozwoli mu na to, żeby do mnie wrócić
![]()
Sama już się gubię w tym wszystkim, w tych ciągłych nerwach. Teraz dostaliśmy dom z socjala.
Jesteśmy świeżo po remoncie.. ale ten dom nie cieszy nic, a nic..
Moglibyśmy teraz żyć normalnie, taki dom to niezły start przecież. Tym bardziej, że mieszkaliśmy w malutkim mieszkanku do tej pory.
Mogłoby być normalnie więc czemu do cholery nie jest!?!
Co ja mam z tym zrobić kobietki?
Bo już dłużej tak nie ujadę.. zamęczę się tym ciągłym zamartwianiem po każdej kłótni.. i do tego ten ciągły smutek nierozłączny ostatnio
![]()
Mój najlepszy przyjaciel.. Smutek..