Zacznę może od tego, ze jesteśmy już ze sobą od ponad 7 lat. Zanim poznałam męża, byłam w kilku związkach. Raz kochałam.
Decydując się na życie poza Polską, miałam nadzieję zrzucic balast toksycznego związku i rzeczywiście poniekąd mi się udało. Mój obecny mąż jest zwyczajnym facetem: nie pije, pracuje, stara się cieszyc zyciem, kocha swoją corkę i chyba mnie też.
W czym w takim razie problem, ktoś mógłby zapytac. Problem w tym, że JA nie potrafię kochac. Pomimo wspolnego życia, jestem bardziej nieobecna niż obecna w sensie emocjonalnym. Porządek dnia trwa od samego początku, ale ja po prostu nie potrafię byc z nim szczęśliwa...próbowałam, już wiele razy.
Zastanawiałam sie nawet czy to ma związek, z faktem że jestem DDA. Wiem co dobre, co złe, co właściwe, nauczyłam sie asertywności, reguł i życia, nie potrafię tylko się nim cieszyc.
Co jest ze mna nie tak, czy był ktoś w podobnej sytuacji??? Czy to samolubne myśląc w ten sposob? Jak pozbyc sie tego uczucia, czy można nauczyc się cieszyc się życiem jeszcze raz?