Odkąd postanowiłam spróbować swoich sił w malarstwie, zaczęłam zastanawiać się, kim chciałabym się inspirować.
Nie chodzi mi o kopiowanie czyichś obrazów.
Bardziej o sposób patrzenia na świat.
Przeglądałam prace wielu znanych malarzy i doszłam do wniosku, że najbardziej przemawia do mnie twórczość ludzi, którzy potrafili dostrzec piękno w prostych rzeczach.
Nie interesuje mnie sztuka, która ma szokować.
Nie interesują mnie obrazy pełne chaosu, przemocy czy brzydoty.
Świat i tak ma ich wystarczająco dużo.
Jeżeli już miałabym coś tworzyć, chciałabym, aby moje obrazy dawały ludziom spokój.
Bardzo podoba mi się twórczość Claude'a Moneta
Patrząc na jego ogrody, stawy i kwiaty, człowiek ma ochotę po prostu usiąść i odpocząć. Jest w nich cisza, światło i harmonia.
Podobnie lubię obrazy Johna Constable'a, który pokazywał zwykłą wieś, pola, drzewa i chmury. Bez wielkiego przepychu. Pokazywał, że piękno istnieje tuż obok nas.
Myślę, że właśnie takie obrazy chciałabym kiedyś malować.
Nie po to, żeby zdobywać sławę.
Ale po to, żeby ktoś po ciężkim dniu spojrzał na mój obraz i choć przez chwilę poczuł spokój.
Coraz częściej przypominam sobie również moją ukochaną świętą – św. Hildegardę.
Ona uczyła, że człowiek powinien żyć w harmonii z tym, co stworzył Bóg.
Dbać nie tylko o duszę, ale również o ciało.
Kochać przyrodę.
Szukać równowagi.
Nie żyć w ciągłym pośpiechu.
Im jestem starsza, tym bardziej rozumiem, o co jej chodziło.
Kiedy patrzę na las, góry, kwiaty czy zachód słońca, trudno mi uwierzyć, że to wszystko jest przypadkiem.
Mam wtedy wrażenie, że natura sama jest najpiękniejszym obrazem, a człowiek może jedynie próbować uchwycić choć mały fragment tego piękna.
Przypomina mi się też fragment z Biblii:
"Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani nie przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich."
To zdanie zawsze robiło na mnie ogromne wrażenie.
Bóg nie wskazuje tutaj na pałace.
Nie wskazuje na bogactwo.
Pokazuje zwykły kwiat.
Jakby chciał powiedzieć, że największe piękno często jest bardzo proste.
Coraz bardziej przekonuję się, że właśnie tak chciałabym żyć.
Prościej.
Spokojniej.
Bliżej natury.
Bliżej Boga.
Bliżej ludzi.
Może właśnie dlatego tak bardzo ciągnie mnie do malowania.
Bo obrazów nie trzeba tłumaczyć.
One nie kłócą się o religię.
Nie prowadzą sporów.
Nie oceniają.
Po prostu są.
I czasami potrafią powiedzieć więcej niż tysiąc słów.
Może nigdy nie zostanę wielką malarką.
Ale jeżeli choć jeden mój obraz sprawi, że ktoś na chwilę zapomni o swoich problemach, uśmiechnie się albo pomyśli o pięknie stworzonego świata, to uznam, że było warto.