Od czego zacząć i jak opisać w skrócie problemy małżeńskie i plan odejścia od żony...
Poczatek to 2 lata cudownego czasu, później ślub, urodził się syn...
...po roku dowiedziałem się o żony romansie (zdradzie) z kolegą z pracy. Mówiła, że to nic takiego, tylko kawa itp. Naprawialiśmy to. Zależało mi na tym związku, małe dziecko. Po latach jednak temat kolegi wrócił, spotykali się potajemnie w pracy i po pracy. Poza kilkoma dowodami, reszta była podejrzeniami. Zawsze było odwracanie kota ogonem, że wymyślam, że przesadzam itp. Jakby nie było istotne, że to trwa, że mialo być to zakończone. Później ja poznałem kochankę (miała podobne problemy ze zdradzajacym mężem).
Mój związek upadał, było koszmarnie, "trwaliśmy dla dziecka" (najgłupsze rozwiązanie). W pewnym momencie postanowiliśmy to naprawić. Z pomocą psychologa udało się wszystko uporządkować. Zakończyłem spotkania z kochanką (byłem głupi bo to mądra i atrakcyjna kobieta była). Zaangażowałem się w bardzo w naprawę małżeństwa. Było poprawnie przez wiele lat, tak mi się wydawało. Po czasie znowu pewne rzeczy ułożyły mi się pewną całość i wyszło, że temat tego kolegi nie został przez żonę zamknięty. Nie interesowało mnie tym razem, że to była kawa. Odsunąłem się i trwamy od roku w takim fasadowym związku. Rodzina widzi w nas cudowne małżeństwo. Na zewnątrz udawanie, żyjemy zadaniowo, praca, syn, obowiązki. Próbowałem porozmawiać o przyszłości, o rozstaniu... ale jest ciągłe oskarżanie mnie, że wymyślam, że nic wtedy nie było, że się teraz odsunąłem, że od zawsze było źle, że to moja wina...itp. Żona sama NIE wychodzi z rozmową, gestem, chęcią wyjaśnienia...Tak jakby czekała na moje wyciągnięcie ręki i zapomnienie o wszystkim albo liczy, że ja zakończę ten związek.
Syn dorasta, jest nastolatkiem. Nie mam już siły naprawiać tego związku, ani trwać w tym. Przypomnia to gaslighting. Myślę, że nie uda się pogadać na spokojnie o rozstaniu. Piszę do Was, bo martwi mnie nie tylko rozstanie ale ten stan zmarnowanego życia, starości, mam 46 lat. Dbam o siebie, mam zainteresowania....ale mimo życiowego optymizmu, czuje się jakbym tonął i nie wierzył, że ktoś mi jeszcze poda rękę..... Chciałem pogadać z kimś, kto przechodził ten stan, komu udało się w tym wieku osiągnąć w życiu szczęście i spokój....