Rozwód.... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 37 ]

1

Temat: Rozwód....

Od czego zacząć i jak opisać w skrócie problemy małżeńskie i plan odejścia od żony...
Poczatek to 2 lata cudownego czasu, później ślub, urodził się syn...

...po roku dowiedziałem się o żony romansie (zdradzie) z kolegą z pracy. Mówiła, że to nic takiego, tylko kawa itp. Naprawialiśmy to. Zależało mi na tym związku, małe dziecko. Po latach jednak temat kolegi wrócił, spotykali się potajemnie w pracy i po pracy. Poza kilkoma dowodami, reszta była podejrzeniami. Zawsze było odwracanie kota ogonem, że wymyślam, że przesadzam itp. Jakby nie było istotne, że to trwa, że mialo być to zakończone. Później ja poznałem kochankę (miała podobne problemy ze zdradzajacym mężem).
Mój związek upadał, było koszmarnie, "trwaliśmy dla dziecka" (najgłupsze rozwiązanie). W pewnym momencie postanowiliśmy to naprawić. Z pomocą psychologa udało się wszystko uporządkować. Zakończyłem spotkania z kochanką (byłem głupi bo to mądra i atrakcyjna kobieta była). Zaangażowałem się w bardzo w naprawę małżeństwa. Było poprawnie przez wiele lat, tak mi się wydawało. Po czasie znowu pewne rzeczy ułożyły mi się pewną całość i wyszło, że temat tego kolegi nie został przez żonę zamknięty. Nie interesowało mnie tym razem, że to była kawa. Odsunąłem się i trwamy od roku w takim fasadowym związku. Rodzina widzi w nas cudowne małżeństwo. Na zewnątrz udawanie, żyjemy zadaniowo, praca, syn, obowiązki. Próbowałem porozmawiać o przyszłości, o rozstaniu... ale jest ciągłe oskarżanie mnie, że wymyślam, że nic wtedy nie było, że się teraz odsunąłem, że od zawsze było źle, że to moja wina...itp. Żona sama NIE wychodzi z rozmową, gestem, chęcią wyjaśnienia...Tak jakby czekała na moje wyciągnięcie ręki i zapomnienie o wszystkim albo liczy, że ja zakończę ten związek.

Syn dorasta, jest nastolatkiem. Nie mam już siły naprawiać tego związku, ani trwać w tym. Przypomnia to gaslighting. Myślę, że nie uda się pogadać na spokojnie o rozstaniu. Piszę do Was, bo martwi mnie nie tylko rozstanie ale ten stan zmarnowanego życia, starości, mam 46 lat. Dbam o siebie, mam zainteresowania....ale mimo życiowego optymizmu, czuje się jakbym tonął i nie wierzył, że ktoś mi jeszcze poda rękę..... Chciałem pogadać z kimś, kto przechodził ten stan, komu udało się w tym wieku osiągnąć w życiu szczęście i spokój....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozwód....

To straszne, że czekałeś tak długo.
Z drugiej strony pomyśl: masz DOPIERO 46 lat. To chyba lepiej, niż ocknąć się mając 60 lat, prawda?
40-parolatek to wciąż młody facet i może się podobać.

3 Ostatnio edytowany przez West79 (2025-08-17 20:23:31)

Odp: Rozwód....

dziękuję za miłe slowa. Może i nie taki stary wink

Z tego co czytałem, w wielu kwestiach ta relacja nosi znamiona gaslighting'u. Im bardziej sie w to zagłębiam tym bardziej dostrzegam jak to działało i działa. Nigdy szczerej rozmowy, tylko zawsze: bo Ty....

Gdy chciałem ostatnio wyjaśnić nasze relacje, porozmawiać o przyszłości, proponowałem wspólnie psychologa to kończyło się tekstami: oni nic nie pomagają, nic mi nie jest, chcesz to sobie idz...Ty jesteś chory itp.

4

Odp: Rozwód....

Nie masz siły, źle Ci to w imię czego się męczysz? Nie szkoda życia? Uważasz, że z czasem będzie lepiej? Po co trwać w takim związku - wydmuszce? To tylko wysysa energię i w ogóle odbiera chęć do życia.
To, że czujesz się kiepsko, normalne. Rozpadło się Twoje wieloletnie małżeństwo.  Ale 46 lat to super wiek dla faceta. Ułożysz sobie jeszcze życie. Bez obaw.

5

Odp: Rozwód....

Solaris - faceci trwają w takich relacjach z poczucia obowiązku - szczególnie wobec dziecka.


West79 przygotuj się dobrze do rozwodu i podziału majątku. Zbieraj faktury, kwity, idź do prawnika - niech cię przeprowadzi i podpowie jakie kroki masz podjąć, aby sprawę załatwić szybko i skutecznie. I idź do psychologa lub psychiatry. Kwity od niego ci się przydadzą.

6

Odp: Rozwód....
Jack Sparrow napisał/a:

Solaris - faceci trwają w takich relacjach z poczucia obowiązku - szczególnie wobec dziecka.

Niektorzy, dodajmy. Tylko coś za coś, dziecko dorasta, idzie w świat i w d...e ma Twoje poświęcenie a Ty masz zmarnowane lata życia na tkwienie w gównianym małżeństwie.

Odp: Rozwód....
Solaris napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Solaris - faceci trwają w takich relacjach z poczucia obowiązku - szczególnie wobec dziecka.

Niektorzy, dodajmy. Tylko coś za coś, dziecko dorasta, idzie w świat i w d...e ma Twoje poświęcenie a Ty masz zmarnowane lata życia na tkwienie w gównianym małżeństwie.

Dokładnie dlatego głupota jest tkwić w toksycznym związku dla dzieci,bo ten związek im szkodzi tak samo

8

Odp: Rozwód....

Tego co było już nie zmienisz. Nie ma sensu się tym zamartwiać. Masz tyle lat ile masz. Jak ktoś stwierdził powyżej, to nie jest jeszcze wiek emerytalny.
Wg mnie od żony nie odejdziesz. Nie masz na to siły. Oczywiście dla poczucia sprawczości, można pozbierać dowody, można porobić jakieś emocjonalne akcje.
Ale to zawsze będzie przypominało sytuację jak z gipsem na nodze. Po zdjęciu jest źle. Trzeba od nowa uczyć się chodzić. Zerwać ze starymi przyzwyczajeniami. Do tego żona będzie chciała cię zniszczyć, nie dopuścić do rozejścia, bo zrujnujesz jej wygodne życie przy Tobie i tym jej koledze z pracy. To zniszczy ci zdrowie, będziesz zupełnie innym człowiekiem niż teraz. Do tego może też być tak, że syn się od ciebie odwróci. Bo może uznać, że zostawiasz jego i matkę.

9 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-08-19 10:23:37)

Odp: Rozwód....

Legat, Ty to potrafisz człowieka pocieszyć wink

West79, zawalcz o siebie. Uważam, że warto.

10

Odp: Rozwód....
Solaris napisał/a:

Legat, Ty to potrafisz człowieka pocieszyć wink

West79, zawalcz o siebie. Uważam, że warto.


Uważam, ze Legat ma rację. Ale tak - autor powinien zawalczyć o siebie, bo to zawsze warto - choćby po to, aby dać dobry przykład dziecku.

11 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-08-19 10:47:05)

Odp: Rozwód....
Jack Sparrow napisał/a:
Solaris napisał/a:

Legat, Ty to potrafisz człowieka pocieszyć wink

West79, zawalcz o siebie. Uważam, że warto.


Uważam, ze Legat ma rację. Ale tak - autor powinien zawalczyć o siebie, bo to zawsze warto - choćby po to, aby dać dobry przykład dziecku.

Uważam inaczej. Pisanie komuś, że nic nie zmieni, bo nie ma siły, nie jest w żaden sposób motywujące do działania a wręcz przeciwnie.

12

Odp: Rozwód....
Solaris napisał/a:

Uważam inaczej. Pisanie komuś, że nic nie zmieni, bo nie ma siły, nie jest w żaden sposób motywujące do działania a wręcz przeciwnie.

Napisałem, że nie ma siły się z żoną rozejść. Uważam tak, bo to trwało zbyt długo. Wolał poszukać kochankę (lepszą odmianę żony), chciał żonę zmienić przez terapię, niż się rozejść.
Co nie znaczy, że nic nie może zmienić. Może. Np. zabrać syna jeszcze na wakacjach w góry. Mieć swoje życie. Nie wiem kupić sobie motor. Masa ludzi tkwi w takich związkach i jakoś żyją, starają się cieszyć zdrowiem, wyjeżdżają, mają swoje pasje.

13

Odp: Rozwód....
Legat napisał/a:
Solaris napisał/a:

Uważam inaczej. Pisanie komuś, że nic nie zmieni, bo nie ma siły, nie jest w żaden sposób motywujące do działania a wręcz przeciwnie.

Napisałem, że nie ma siły się z żoną rozejść. Uważam tak, bo to trwało zbyt długo. Wolał poszukać kochankę (lepszą odmianę żony), chciał żonę zmienić przez terapię, niż się rozejść.
Co nie znaczy, że nic nie może zmienić. Może. Np. zabrać syna jeszcze na wakacjach w góry. Mieć swoje życie. Nie wiem kupić sobie motor. Masa ludzi tkwi w takich związkach i jakoś żyją, starają się cieszyć zdrowiem, wyjeżdżają, mają swoje pasje.

Czytając tu czasem rady, można dostać schizofrenii. Tyle się pisze, żeby najpierw próbować naprawiać, zanim się wywali do kosza, więc facet chciał naprawić związek, poszli na terapię  - źle. Poszukał kochanki - też źle. Chce odejść od żony - znowu źle, bo straci tylko nerwy, zdrowie, syn się od niego odwróci itp. więc niech trwa w gunwie dla świętego spokoju "jakoś żyjąc" (bo inni tak żyją) a na pociechę kupi se motor. Ale to też złe.

14

Odp: Rozwód....

Kiedyś popełniłem taki wiersz.
Nie ma udanych wierszy
Bo Bóg tak chciał
I On to sprawił
Wysłał fałszywych proroków
I poetów słabych
itd

W życiu trzeba mieć priorytety, mieć hierarchię co jest ważne, nie ulegać zbytnio złudzeniom, dbać przede wszystkim o siebie, znać swoje ograniczenia i możliwości.

I jeszcze przypomniał mi się tekst z jakiegoś tam spektaklu TV.
Człowiek nie może być szczęśliwy, bo począł się w sposób niegodny.

Koniec filozofowania. smile

15

Odp: Rozwód....
Legat napisał/a:

Kiedyś popełniłem taki wiersz.
Nie ma udanych wierszy
Bo Bóg tak chciał
I On to sprawił
Wysłał fałszywych proroków
I poetów słabych
itd

W życiu trzeba mieć priorytety, mieć hierarchię co jest ważne, nie ulegać zbytnio złudzeniom, dbać przede wszystkim o siebie, znać swoje ograniczenia i możliwości.

I jeszcze przypomniał mi się tekst z jakiegoś tam spektaklu TV.
Człowiek nie może być szczęśliwy, bo począł się w sposób niegodny.

Koniec filozofowania. smile

Jak koniec? Tak szybko? smile


Ja dzisiaj jestem szczęśliwa. Jutro to nie wiem big_smile

A właśnie! Idę do Ciebie!

16

Odp: Rozwód....

Dzięki za szczere i cenne uwagi. Oczywiście mogę cieszyć się wakacjami z synem, zainteresowaniami, swoim czasem i trwać w tym fasadowym małżeństwie. Choć trudno wypoczywać i cieszyć sie na 100% życiem będąc w takim stanie.

Natomiast mnie brakuje bliskości, intymności, poczucia, że mam kogoś obok, że idziemy razem przez życie...  Oczywiście stracę to co mam, będzie podział majatku (bez szczegółów ale nie będzie to 50na50). Całe urządzanie, to co wniosłem, co szykowaliśmy razem, urządzaliśmy tego nie będę miał..., no ale po czasie będę miał spokój, może w skromniejszej wersji ale spokój. Bo teraz trwam w czymś co trwa stale i spokojem nie jest.

Może bedą utrudnienia z synem (nie wiem), jako rodzice w tym chyba zgodność mamy. Nie wypisuję sie z roli ojca, tylko męża.

17

Odp: Rozwód....

Jestem ciekawa czy osoby, które dają Ci te rady są po rozwodach, bo uważam, że tylko takie powinny się tu wypowiadać. Ja nie będę tu radzić, tylko powiem, co ja zrobiłam. otóż najpierw zrobiłam sobie bilans strat i zysków. Czyli co daje dobrego moje małżeństwo, a co złego. Czy chcesz wiedzieć co mi wyszło ?

18

Odp: Rozwód....
West79 napisał/a:

Może bedą utrudnienia z synem (nie wiem), jako rodzice w tym chyba zgodność mamy. Nie wypisuję sie z roli ojca, tylko męża.

Sprawdź czy rzeczywiście jesteś jego ojcem.

19

Odp: Rozwód....
mikada2000 napisał/a:

Jestem ciekawa czy osoby, które dają Ci te rady są po rozwodach, bo uważam, że tylko takie powinny się tu wypowiadać. Ja nie będę tu radzić, tylko powiem, co ja zrobiłam. otóż najpierw zrobiłam sobie bilans strat i zysków. Czyli co daje dobrego moje małżeństwo, a co złego. Czy chcesz wiedzieć co mi wyszło ?

Pewnie napisz.Jestem ciekawy.
Kiedyś to robiłem, znam plusy i minusy....i nie znam przyszłości, którą trochę sami określamy...

20

Odp: Rozwód....
Solaris napisał/a:

Czytając tu czasem rady, można dostać schizofrenii. Tyle się pisze, żeby najpierw próbować naprawiać, zanim się wywali do kosza, więc facet chciał naprawić związek, poszli na terapię  - źle. Poszukał kochanki - też źle. Chce odejść od żony - znowu źle, bo straci tylko nerwy, zdrowie, syn się od niego odwróci itp. więc niech trwa w gunwie dla świętego spokoju "jakoś żyjąc" (bo inni tak żyją) a na pociechę kupi se motor. Ale to też złe.


Nie, nie zrozumiałaś.


Facet już wykonał wszystkie możliwe kroki - które to nie dały żadnego efektu. Ani nie naprawiły związku, ani nie poprawiły mu samopoczucia. Także tu nie ma za wiele pola do manewru. Małżeństwo - fikcyjne i papierowe może sobie trwać dalej, a on może nauczyć się mieć swoje życie w tym pierdolniku. Jego żona i tak nie jest zainteresowana nim, ani małżeństwem, a jedynie interesuje ją zachowanie pozoru i wizerunku. I o ten pozór, ten fikcyjny wizerunek będzie walczyć. Tu nie ma o co walczyć i z czym się szarpać skoro to i tak nie przeszkadza prowadzić "normalne" życie. Wzajemna (cicha) zgoda na prowadzenie osobnych żyć. Jest naprawdę sporo takich par. Zwłaszcza w wieku 40+.



Farmer napisał/a:
West79 napisał/a:

Może bedą utrudnienia z synem (nie wiem), jako rodzice w tym chyba zgodność mamy. Nie wypisuję sie z roli ojca, tylko męża.

Sprawdź czy rzeczywiście jesteś jego ojcem.


Też prawda. I tego bym akurat nie lekceważył biorąc pod uwagę jej zaangażowanie w romans.

21 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-08-20 09:51:11)

Odp: Rozwód....
Jack Sparrow napisał/a:

Nie, nie zrozumiałaś.


Facet już wykonał wszystkie możliwe kroki - które to nie dały żadnego efektu. Ani nie naprawiły związku, ani nie poprawiły mu samopoczucia. Także tu nie ma za wiele pola do manewru. Małżeństwo - fikcyjne i papierowe może sobie trwać dalej, a on może nauczyć się mieć swoje życie w tym pierdolniku. Jego żona i tak nie jest zainteresowana nim, ani małżeństwem, a jedynie interesuje ją zachowanie pozoru i wizerunku. I o ten pozór, ten fikcyjny wizerunek będzie walczyć. Tu nie ma o co walczyć i z czym się szarpać skoro to i tak nie przeszkadza prowadzić "normalne" życie. Wzajemna (cicha) zgoda na prowadzenie osobnych żyć. Jest naprawdę sporo takich par. Zwłaszcza w wieku 40+.

Zawsze jest pole do manewru - rozwód.  Tkwienie w martwym małżeństwie i prowadzenie osobnych żyć to jest sposób wg Ciebie? 
Kończy się love story, mówi się trudno, załatwia i porządkuje się sprawy jak dorośli ludzie i zamyka etap na zawsze a nie prowadzi "normalne" życie biorąc udział w tej maskaradzie.  
Może on będzie chciał ułożyć sobie normalne życie z inną kobietą? Normalne a nie "normalne". 
Raczej żadna nie będzie brała pod uwagę takiego faceta, który ma niezakończone sprawy w postaci żony na karku. I vice versa. Facet też nie będzie wchodził w takie układy, gdzie ona ciągle mężatka, bo tak jej wygodniej. 
Poza tym psychicznie to duża ulga, gdy ma się wyprostowane sprawy, które nam ciążą.
To, że jest sporo takich fasadowych związków, świadczy raczej na niekorzyść ludzi, którzy tak żyją. Ja bym tego nie polecała jako sposobu na życie smile

22

Odp: Rozwód....
Solaris napisał/a:

Zawsze jest pole do manewru - rozwód.  Tkwienie w martwym małżeństwie i prowadzenie osobnych żyć to jest sposób wg Ciebie?

W niektórych wypadkach - tak. Kiedy obu stronom zależy na zachowaniu wizerunku, a nie na samym związku.

Może on będzie chciał ułożyć sobie normalne życie z inną kobietą? Normalne a nie "normalne".

To wtedy się rozwiedzie.


Raczej żadna nie będzie brała pod uwagę takiego faceta, który ma niezakończone sprawy w postaci żony na karku

W wieku 40 czy tam 50+ ? Nie bądź śmieszna. Tu prawie każdy ma jakiś ogon.


To, że jest sporo takich fasadowych związków, świadczy raczej na niekorzyść ludzi, którzy tak żyją. Ja bym tego nie polecała jako sposobu na życie

Ja też bym tego nie polecał, ale jednak ludzie tak żyją. Z rozsądku, z wygody, wstaw cokolwiek.

23

Odp: Rozwód....
Solaris napisał/a:

Raczej żadna nie będzie brała pod uwagę takiego faceta, który ma niezakończone sprawy w postaci żony na karku. I vice versa. Facet też nie będzie wchodził w takie układy, gdzie ona ciągle mężatka, bo tak jej wygodniej. 

No jak? Masa takich spraw. Nawet ostatnie wątki: Skorpiona, czy pani, która przez 2 lata była gotowa przeskoczyć na przebierańca z netu. smile

24

Odp: Rozwód....

Legat, no błagam! big_smile Nie piszę o ludziach, którzy jadą na tym samym wózku, bo ci nie mają prawa wymagać, aby ktoś miał uregulowane sprawy, gdy sami nie mają. Piszę o tych, co są poważni, nie bawią się w galimatias i tego samego oczekują od innych.

25

Odp: Rozwód....
West79 napisał/a:

...po roku dowiedziałem się o żony romansie (zdradzie) z kolegą z pracy. Mówiła, że to nic takiego, tylko kawa itp. Naprawialiśmy to. Zależało mi na tym związku, małe dziecko

Czytaj - zamiotłem pod dywan. Ogromny błąd, pokazałeś jej że Tobie bardziej zależy niż jej...i stałeś się petentem.
Jeżeli łapiesz oszusta to nie możnre wierzyć w słowa tylko fakty.

West79 napisał/a:

Po latach jednak temat kolegi wrócił, spotykali się potajemnie w pracy i po pracy.

Jeżeli oni razem pracowali i pracują to jakim cudem wierzyłeś że skończyli?

West79 napisał/a:

Poza kilkoma dowodami, reszta była podejrzeniami.

Co to za dowody?

West79 napisał/a:

Później ja poznałem kochankę

Czyli zrobiłeś to samo co żona...to w czym problem?

Mogłeś nająć fachowca, miałbyś jasność sytuację. Generalnie jaki dajesz wzór dla syna?

Z tego co piszesz to ona ma podwójne życie i to właściwie przez całe wasze małżeństwo.
Nie można kochać za dwoje, teraz musisz zdecydować czego chcesz i co możesz dostać, tylko tak realnie a nie zwykłe chciejstwo.

26

Odp: Rozwód....
Solaris napisał/a:

Legat, no błagam! big_smile Nie piszę o ludziach, którzy jadą na tym samym wózku, bo ci nie mają prawa wymagać, aby ktoś miał uregulowane sprawy, gdy sami nie mają. Piszę o tych, co są poważni, nie bawią się w galimatias i tego samego oczekują od innych.


A ilu masz takich ludzi w wieku 40-50 lat, co mają wszystko podomykane? Przecież to jakiś ułamek procenta.

27

Odp: Rozwód....

Witaj West. Też  jestem po rozstaniu z dwójką dzieci na pokładzie i też chwilowo w rozkroku pomiędzy tym co było a jak chciałabym dalej żyć. Jestem trochę młodsza od Ciebie ale też mam poczucie zmarnowanego czasu i życia póki co. Niestety tak jest że rozwód czy odejście wiąże się ze stratą którą trzeba opłakać,  nawet jeśli zwiazek nie był udany. Moim zdaniem powinieneś wyciągnąć kawę na ławę i rozmówić się  z żoną konkretnie co robicie dalej. Czas płynie a jeśli nie zmieni sie nic to czy chcesz żyć tak dalej?

28

Odp: Rozwód....
Lipis napisał/a:

Moim zdaniem powinieneś wyciągnąć kawę na ławę i rozmówić się  z żoną konkretnie co robicie dalej.

Niestety to tak nie działa. Poniżej odpowiedź:

West79 napisał/a:

Próbowałem porozmawiać o przyszłości, o rozstaniu... ale jest ciągłe oskarżanie mnie, że wymyślam, że nic wtedy nie było, że się teraz odsunąłem, że od zawsze było źle, że to moja wina...itp.

29

Odp: Rozwód....

Tak, to prawda. Twoja żona nie umie wziąć odpowiedzialności za swoją część. Musisz więc chyba podjąć decyzję za siebie albo może dać jej ultimatum czasu na określenie się. Tak to można do śmierci przerzucać piłeczkę. U mnie było podobnie i to ja jako ta zła podjęłam decyzję o rozstaniu ale druga strona zachowywała się podobnie jak Twoja żona.

Legat napisał/a:
Lipis napisał/a:

Moim zdaniem powinieneś wyciągnąć kawę na ławę i rozmówić się  z żoną konkretnie co robicie dalej.

Niestety to tak nie działa. Poniżej odpowiedź:

West79 napisał/a:

Próbowałem porozmawiać o przyszłości, o rozstaniu... ale jest ciągłe oskarżanie mnie, że wymyślam, że nic wtedy nie było, że się teraz odsunąłem, że od zawsze było źle, że to moja wina...itp.

30 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-08-22 17:53:41)

Odp: Rozwód....
mikada2000 napisał/a:

Jestem ciekawa czy osoby, które dają Ci te rady są po rozwodach, bo uważam, że tylko takie powinny się tu wypowiadać. Ja nie będę tu radzić, tylko powiem, co ja zrobiłam. otóż najpierw zrobiłam sobie bilans strat i zysków. Czyli co daje dobrego moje małżeństwo, a co złego. Czy chcesz wiedzieć co mi wyszło ?

jestem po rozwodzie. moje małżeństwo rozpadło się po 22 latach. zostałam rozwódką jako 50 latka, po próbach ratowania, które były stratą czasu, ale należało je przejść, by sobie nie wyrzucać.
najgorszy czas w życiu- tkwienie w związku martwym.
od 2 lat jestem z mężczyzną dla mnie chyba wykonanym smile i za nic nie wróciłabym do dawnych czasów.
bilanse..to dobre w spółkach z oo.
a między kobietą i mężczyzną albo jest miłość, szacunek, fascynacja, albo ich nie ma.
patrzę na swoje zdjęcia z tamtych czasów i widzę smutną kobietę, która niepotrzebnie akceptowała wiele niefajnych rzeczy w związku.
żyj autorze, nawet jakbyś miał 60 lat, powiedziałabym to samo smile

31

Odp: Rozwód....

Rozwód w wieku 46 lat, to chyba jeszcze nic strasznego, wręcz bardzo często. Oczywiście inaczej jest w małym mieście inaczej jest w dużym, w większych po prostu jest łatwiej bo jest więcej takich osób, które często jeszcze ułożą sobie życie.
Nie oszukujmy się dużo też zależy od kondycji finansowej bo łatwo się mówi komuś kto jest w dobrej sytuacji a komuś kto ledwo wiąże koniec z końcem jest dużo trudniej, ale to też nie jest niemożliwe. Wiele osób po 50 układa sobie ponownie życie smile

32

Odp: Rozwód....

Nie będę Ci radził co masz zrobić bo każdy jest inny i sytuacja odmienna. Wez kartkę papieru podziel na 2 części. Na jednej wypisz dlaczego masz pozostać w małżeństwie a na drugiej dlaczego rozstać. Schowaj ją i za pare dni odczytaj analizując. To da ci obraz sytuacji aktualnej i przyszłego życia. Kochanka nie jest wyjściem bo nie da Ci tego co kochająca żona. Dzieci dorosną i zostaniecie sami (ona pewnie nie ale z czasem będzie sama). Niektórzy rezygnują i przemeblowują swoje życie, niektórzy twią w marażmie do konca życia oczekując na ,,cud". Próbowałeś, starałeś się , wybaczyłeś a efekty są wiesz i odczuwasz jakie. Można też rozpocząć ,,samotne" życie obok małżonki tak jak inni poszli tą drogą. Skoro onanie widzi problemu który stworzyła to pewnie nigdy nie oprzytomnieje bo takie postępowanie je odpowiada a ty jej na nie pozwalasz.

33

Odp: Rozwód....

Dzięki. Decyzja w głowie podjęta. Jestem po wstępnych rozmowach z żoną i przekazaniu rodzicom moich planów oraz obrazu, że ostatnie lata to było małżeństwo na papierze....

Mam z nimi dobry kontakt, nie bedą naprawiali, wtrącali się. Żałuję, że wcześniej tak szczerze nie pogadałem z nimi. Duże wsparcie.

Czas cholernie trudny czas. Za dużo myśli i brak odpoczynku...nawet jak chcę to wyrzucić z głowy podczas pływania, czytania....itp. nie mogę.

34 Ostatnio edytowany przez West79 (2025-09-06 12:03:31)

Odp: Rozwód....

Pierwsze rozmowy już za mną. Obiecujące, choć może to gra?. Nie ma kłótni powiedziałem co myślę, ona też i jest decyzja wspólna, że to nie ma dalej sensu i decydujemy sie na rozwód. W podziale majątku i opiece pewnie bedą rozbieżności....no ale to ustaliliśmy, że przemyślimy i omówimy z prawnikami lub sami. Muszę to teraz dokładnie przemyśleć.

Czuję się lepiej, choć już dostrzegam jak to wieloletnie doświadczenie rzutuje na inne tematy...

35

Odp: Rozwód....
Ela210 napisał/a:
mikada2000 napisał/a:

Jestem ciekawa czy osoby, które dają Ci te rady są po rozwodach, bo uważam, że tylko takie powinny się tu wypowiadać. Ja nie będę tu radzić, tylko powiem, co ja zrobiłam. otóż najpierw zrobiłam sobie bilans strat i zysków. Czyli co daje dobrego moje małżeństwo, a co złego. Czy chcesz wiedzieć co mi wyszło ?

jestem po rozwodzie. moje małżeństwo rozpadło się po 22 latach. zostałam rozwódką jako 50 latka, po próbach ratowania, które były stratą czasu, ale należało je przejść, by sobie nie wyrzucać.
najgorszy czas w życiu- tkwienie w związku martwym.
od 2 lat jestem z mężczyzną dla mnie chyba wykonanym smile i za nic nie wróciłabym do dawnych czasów.
bilanse..to dobre w spółkach z oo.
a między kobietą i mężczyzną albo jest miłość, szacunek, fascynacja, albo ich nie ma.
patrzę na swoje zdjęcia z tamtych czasów i widzę smutną kobietę, która niepotrzebnie akceptowała wiele niefajnych rzeczy w związku.
żyj autorze, nawet jakbyś miał 60 lat, powiedziałabym to samo smile

Cieszę się Elu że układa Ci się . Mam podobne odczucia gdy przypomina mi się poprzednie moje życie lub gdy widzę zdjęcia z przeszłości.  Dziś stwierdzam że nie warto się tak męczyć i walczyć za dwoje .
West 79
Miałem dość podobną sytuację i teraz mijają 3 lata od mojej wyprowadzki . Najbardziej obawiałem się o dziecko , jak to zniesie i zaakceptuje . Na szczęście ma swój rozum ,dużo rozmawiałem z córką.  Zrozumiała moje kroki , na dzień dzisiejszy świetnie dogaduje się z moją partnerką z którą jestem 2 lata . Sami tworzymy czasem ograniczenia ,boimy przejść się przez próg do innego życia.  Uważam że warto próbować.

36

Odp: Rozwód....

Moja sytuacja była beznadziejna. Ja i mój mąż byliśmy na skraju rozwodu. Byłam w okropnym stanie i czułam, że nie dam rady już dłużej żyć. Dowiedziałam się o księdzu TAKUCIE, którego spotkałam z wieloma opiniami o jego świątyni i skontaktowałam się z nim. Ksiądz TAKUTA rzucił na mnie zaklęcie miłosne, które miało mnie zjednoczyć i teraz układa nam się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Bardzo dziękuję księdzu TAKUCIE za uratowanie mojego małżeństwa. Możesz skontaktować się z księdzem TAKUTĄ przez jego e-mai.  com napisać do niego na WhatsAppie pod tym numerem telefonu (  +  2  3  4  9  0 3  9 8 8  5 7 5 0). Możesz również znaleźć go Możesz również skontaktować się z nim, jeśli masz problem z wygraniem losu na loterii lub chcesz awansować w pracy.

37

Odp: Rozwód....

To świadectwo, które opowiem każdemu. Jestem mężatką od czterech i sześciu lat, a w siódmym roku mojego małżeństwa inna kobieta rzuciła urok, aby zabrać mi mojego kochanka, a mój mąż zostawił mnie i dzieci i cierpieliśmy przez trzy lata, dopóki nie napisałam posta, w którym ten człowiek zwany Księdzem TAKUTA pomógł wielu ludziom w sprowadzeniu ich mężów i żon. Mój sąsiad również powiedział mi o nim dobre rzeczy. Więc skontaktowałam się z Księdzem TAKUTA i podzieliłam się z nim moimi problemami, aby pomógł mi sprowadzić mojego ukochanego Męża do domu i uwierz mi, po prostu wysłałam mu swoje zdjęcie i zapłaciłam za wszystko, o co mnie poprosił. Powiedział mi, abym się uspokoiła, ponieważ mój mąż będzie ze mną. Zaraz po kilku dniach otrzymałam telefon od męża, który przeprosił mnie i powiedział, że potrzebuje mojego przebaczenia. Po kilku dniach zobaczyłam samochód wjeżdżający do domu i oto był mój mąż i przyjechał do mnie i dzieci, dlatego cieszę się, że każdy z was, podobnie jak ja, może spotkać się z tym mężczyzną i odzyskać swojego kochanka. Możesz skontaktować się z księdzem TAKUTĄ  lub napisać do niego wiadomość na WhatsApp pod tym numerem telefonu (+2349039885750)

Posty [ 37 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024