Julia life in UK napisał/a:Jezeli ktos jest w zwiazku,a tym bardziej w malzenstwie i sobie wychodzi z plcia przeciwna gdzies sam na sam to ja naprawdę bym nie miała czasu na takie pierdoly,zeby sie zastanawiac czy oni tam beda we dwoje zbierac kasztany czy kolorowac obrazki w domu,tylko bym wystawila walizka za drzwi i wizyta u adwokata. Koniec kropka.
Julia ale Ty jesteś radykalna
Dobra co do zdrady to można mieć różne poglądy, ale Ty nawet nie wiedząc o co chodzi od razu adwokat i rozwód? A jakby rzeczywiście tylko dokręcał kran jakiejś byłej znajomej? 
Bert44 napisał/a:A wiesz że mam tak samo? Też kiedyś myślałem że to jakieś marginalne zjawisko. I czym bardziej czlowiek w życiu dorosłym tym bardziej dociera jak się myliłem. Z jaką łatwością się pojawia
Zdrada temat rzeka. A odpowiedzialność za zdradę to dopiero rzeka
U mnie to był proces i obserwacje. Za młodu myślałem, że to margines. Potem po 20, zauważałem, że jednak nie są to odosobnione przypadki, a po 30 to już wiedziałem, że to zjawisko ma ogromną skalę. I zdradzają się (pewnie po równo) faceci i babki.
Od osób starszych około 70, też słyszałem różne historie. Niby te nasze babcie i dziadkowie tacy uświęceni, ale nie do końca tak było. Nawet słyszałem historię i to z nie jednego źródła, jak to w moim sąsiedztwie kobiety chodziły do takiego Stefana w latach 50. Niepozorny, ale podobno bardzo wyposażony
Jeszcze pamiętam z dawniejszych czasów jak starsze babki paliły mu znicze na cmentarzu. Mimo, że nie miał rodziny to wiele starszych sąsiadek przynosiło wiązanki i znicze
Czyli dwa znicze dla męża i jeden dla Stefana.
W dalszej historii (to już oczywiście z literatury) w niektórych polis Greckich w domach sypialnia była u góry, a jednym z powodów było to, że jak nie było męża w domu to kochanek przez to miał lekkie utrudnienie. Przechodząc przez dziedziniec, parter itp mógł zostać zauważony przez pracowników, dzieci i te osoby mogły o tym powiedzieć facetowi.
Również już od czasów antycznych były różne powiedzenia typu, że o ekscesach żony ostatni zawsze dowiaduję się mąż 
Priscilla napisał/a:Prawda? Też jest to dla mnie niezrozumiałe, jak bardzo samego siebie można oszukiwać.
Dokładnie tak jak dziewczyna, która ma za sobą doświadczenia z seksem oralnym i/lub analnym, ale to jej zupełnie nie przeszkadza przekonywać swojego partnera, że pozostała dziewicą wink
W niektórych aspektach można się mocno różnić co do poglądu na zdradę. Również tu gdzieś na forum widziałem dyskusję czy gorsza jest zdrada z byłym partnerem czy z nowym i co ciekawe zdania były podzielone. Wywnioskowałem, że dla kobiet gorsza była zdrada partnera z byłą (bo się pewnie bały o jakieś emocje do niej) natomiast dla facetów odwrotnie, gorsza była z nowym, bo jednak to kolejny na "liczniku". Więc jak widać mogą być duże różnice i nadawanie wagi określonym zachowaniom. Natomiast to co my piszemy, czyli te "usługi rozluźniające" lub właśnie anal/oral tak, ale jestem dziewicą to już pewnie na zdecydowanej większości ludzi będzie tak niezrozumiałe, że aż zabawne.
Priscilla napisał/a:W punkt. Umniejszanie temu, co się zrobiło, kiedy druga strona właśnie przeżywa swój dramat, to jest zwykłe świństwo i brak brania odpowiedzialności za to, co się zrobiło.
Zresztą samo zachowanie po ujawnieniu zdrady też jest niezwykle istotne, bo fakt zdrady jest kluczowy, ale dalsze kłamanie, umniejszanie, wybielanie się czy przekonywanie zdradzonej osoby, że "właściwie nic się nie stało", jest dla mnie wyjątkowo podłe, zwłaszcza jeśli ktoś deklaruje, że chce związek ratować. Trudno odbudowywać zaufanie z kimś, kto nawet po przyłapaniu nadal bardziej skupia się na tym, żeby zmniejszyć własną winę, niż uczciwie zmierzyć się z tym, co zrobił i jakie konsekwencje poniosła druga osoba.
Dokładnie. Warto jeszcze zwrócić uwagę na stronę która została zdradzona. Tak jak zdradzający nie powinien umniejszać winie i brać to na klatę, tak zdradzony też powinien zachowywać się racjonalnie. Np zrozumiałe jest, że pierwsze tygodnie mogą być ciężkie i mogą wynikać kłótnie i inne tego typu napięte sytuacje. Jednak jeśli mija dłużysz czas. Dwa miesiące, trzy, cztery....i tak dalej... a zdradzony wypomina, robi wrzutki, wraca ciągle do tego tematu... to też jest nienormalne. Osoba zdradzająca też nie może całe życie chodzić w worku pokutnym i przepraszać na każdym kroku, bo to też jest nie normalne. W zasadzie jest tu miejsce na "prace" obu stron. Zdradzający - pozwolić przeżyć "żałobę" zdradzonemu, przyjąć na klatę to co się zrobiło i ogólnie ogarnąć się aby więcej nie zdradzać. Zdradzony - po paru tygodniach, ogarnąć się i jeśli para zostaje nadal razem to szczerze wybaczyć i nie wpędzać miesiącami/latami drugiej strony w poczucie winy.