Co powinienem zrobić? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Co powinienem zrobić?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 50 ]

Temat: Co powinienem zrobić?

Witajcie, potrzebuje rady w pewnej kwestii. Jest jedna dziewczyna, która bardzo mi się podoba ale nie wiem jak nawiązać kontakt. Poznaliśmy się 8 lat temu w totalnie przypadkowej sytuacji i od razu dobrze się dogadywaliśmy. Nasza znajomość trwała trochę ponad rok. Rozmawialiśmy przez telefon i spotykaliśmy się od czasu do czasu, była nawet ze mną na studniówce jednak ostatecznie do niczego nie doszło. Potem nasza znajomość zaczęła się urywać. Ona była coraz bardziej zajęta nauką na studia medyczne, a Ja jak kompletny idiota odpuściłem bo nie chciałem jej utrudniać. Wtedy byłem zupełnie innym człowiekiem, chociaż bardziej by pasowało niczego nie świadomym dzieciakiem. Lata mijały, a Ja niemal całkowicie o niej zapomniałem jednak jakieś 2 miesiące temu przypadkowo zobaczyłem kilka nowych zdjęć na jej profilu na FB i dawne zauroczenie wróciło znacznie silniejsze. Napisałem do niej na messanger bo numer telefonu przepadł razem z telefonem. Odpisała ale tylko kilka razy i od ostatniej wiadomości minął miesiąc bez odzewu. Chyba nawet nie odczytała ostatniej wiadomości. Nie mam z nią innego kontaktu niż messanger i wiem tylko gdzie pracuje.

I tu moje pytanie co powinienem zrobić? Pisać dalej z nadzieją, że odpisze czy może pojechać do niej do pracy i tam spróbować na nią trafić?

Zobacz podobne tematy :
Odp: Co powinienem zrobić?

Nic, widać, że zupełnie nie jest zainteresowana.

3

Odp: Co powinienem zrobić?

ja strzelam że ona odczytała wiadomość na podglądzie i specjalnie w nią nie weszła.. ja tak czasem robię, właśnie jak nie mam ochoty kontynuować rozmowy.
jak Ci bardzo zależy to możesz spróbować po prostu zaprosić ją na kawę, ale bądź przygotowany że może odmówić. ale będziesz wtedy miał czarno na białym jak wygląda sytuacja.

4

Odp: Co powinienem zrobić?
anna.zakochana napisał/a:

jak Ci bardzo zależy to możesz spróbować po prostu zaprosić ją na kawę

Niestety to zbyt odważny krok.
Sprawa jest trudna. Przydała by się jakaś inna płaszczyzna. Ale myślę, że sprawa jest przegrana, a dziewczyna po prostu jest zajęta.

5 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2022-10-01 21:50:23)

Odp: Co powinienem zrobić?

anna.zakochana możesz mieć rację choć ciężko powiedzieć bo coś takiego jest do niej nie podobne, a przynajmniej kiedyś było. Kiedyś była bardzo uczciwą, dokładną, życzliwą osobą i nigdy nie zostawiała rzeczy niedokończonych. Nie wiem jak jest teraz ale faktem jest to, że to jedyna dziewczyna, do której poczułem coś więcej i jedyna na jakiej mi kiedykolwiek zależało.

Co do bycia zajętą niestety nie wiem ale nigdy nie słyszałem by miała chłopaka ani nawet zdjęcia żadnego takiego nie widziałem. Zawsze była bardzo zajęta nauką, można nawet powiedzieć, że była pracoholiczką.

6

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

anna.zakochana możesz mieć rację choć ciężko powiedzieć bo coś takiego jest do niej nie podobne, a przynajmniej kiedyś było. Kiedyś była bardzo uczciwą, dokładną, życzliwą osobą i nigdy nie zostawiała rzeczy niedokończonych. Nie wiem jak jest teraz ale faktem jest to, że to jedyna dziewczyna, do której poczułem coś więcej i jedyna na jakiej mi kiedykolwiek zależało.

Co do bycia zajętą niestety nie wiem ale nigdy nie słyszałem by miała chłopaka ani nawet zdjęcia żadnego takiego nie widziałem. Zawsze była bardzo zajęta nauką, można nawet powiedzieć, że była pracoholiczką.

To że ktoś nie wrzuca na fejsa zdjęć z chłopakiem nie oznacza, że go nie ma.

Alr tak czy inaczej Tobą zainteresowana nie jest.

7

Odp: Co powinienem zrobić?
Legat napisał/a:
anna.zakochana napisał/a:

jak Ci bardzo zależy to możesz spróbować po prostu zaprosić ją na kawę

Niestety to zbyt odważny krok.
Sprawa jest trudna. Przydała by się jakaś inna płaszczyzna. Ale myślę, że sprawa jest przegrana, a dziewczyna po prostu jest zajęta.

no tylko tej innej płaszczyzny nie ma. więc owszem, odważny krok ale na zasadzie że nic i tak nie traci. a zyskuje pewność.
znali się długo wiec też nie jest super nienaturalne.

8 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2022-10-01 22:11:58)

Odp: Co powinienem zrobić?

Lady Loka możliwe jednak żeby się tego dowiedzieć musiałbym najpierw ponownie nawiązać z nią kontakt i to jest całe sedno aktualnego problemu.

Dokładnie tak jak pisze anna.zakochana, chciałbym się chociaż dowiedzieć czy jest jeszcze o co walczyć czy temat zamknięty na amen.

9

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

Lady Loka możliwe jednak żeby się tego dowiedzieć musiałbym najpierw ponownie nawiązać z nią kontakt i to jest całe sedno aktualnego problemu.

Tylko po co, skoro jej nawet się nie chce odczytać Twojej wiadomości? Ona na ten kontakt nie ma ochoty, odpisywała z grzeczności, grzeczność się skończyła, trafiłeś do fejsowego czyśćca, bo jej się odpisywać nie chce. Nie ma ochoty poświęcać Ci więcej energii.

10

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

Lady Loka możliwe jednak żeby się tego dowiedzieć musiałbym najpierw ponownie nawiązać z nią kontakt i to jest całe sedno aktualnego problemu.

Nie musisz się niczego dowiadywać, przecież jej zachowanie jest tak wymowne, że bardziej wprost już się nie da. Niezależnie od tego, czy ona ma chłopaka, czy pięciu, czy żadnego - nie jest zainteresowana tobą nawet w najmniejszym stopniu.

Shinigami napisał/a:

Dokładnie tak jak pisze anna.zakochana, chciałbym się chociaż dowiedzieć czy jest jeszcze o co walczyć czy temat zamknięty na amen.

O co chcesz walczyć z dziewczyną, która ci nawet nie odpisuje?

11

Odp: Co powinienem zrobić?

Patrząc na to ile osób twierdzi tak samo chyba macie rację, że powinienem odpuścić. Ale mimo to wielka szkoda, że nie mogłem spróbować drugi raz. To jedyna dziewczyna do jakiej kiedykolwiek coś poczułem i nie wiadomo czy jeszcze kiedyś pojawi się taka. Nie mieliśmy nawet żadnych wspólnych zainteresowań i totalnie odmienne charaktery więc może tak musiało być. W samotności chyba też da się żyć, a skoro przetrwałem tak 26 lat to przetrwam więcej. Mimo wszystko fajnie byłoby kiedyś doświadczyć jak to jest kochać i być kochanym oraz wszystkiego co temu towarzyszy.

12

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

Patrząc na to ile osób twierdzi tak samo chyba macie rację, że powinienem odpuścić. Ale mimo to wielka szkoda, że nie mogłem spróbować drugi raz. To jedyna dziewczyna do jakiej kiedykolwiek coś poczułem i nie wiadomo czy jeszcze kiedyś pojawi się taka. Nie mieliśmy nawet żadnych wspólnych zainteresowań i totalnie odmienne charaktery więc może tak musiało być. W samotności chyba też da się żyć, a skoro przetrwałem tak 26 lat to przetrwam więcej. Mimo wszystko fajnie byłoby kiedyś doświadczyć jak to jest kochać i być kochanym oraz wszystkiego co temu towarzyszy.

Oj już nie przesadzaj. Masz dopiero 26 lat, jeszcze nie jedna się pojawi jak przestaniesz zarywać do zajętej. Przez tą Waszą przerwę w kontaktach zrobiłeś sobie w głowie jakiś obrazek idealnej kobiety, a wiadomo, że do takiego to żadna w realu nie doskoczy.
26 lat to nie koniec świata.

13

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

Patrząc na to ile osób twierdzi tak samo chyba macie rację, że powinienem odpuścić. Ale mimo to wielka szkoda, że nie mogłem spróbować drugi raz. To jedyna dziewczyna do jakiej kiedykolwiek coś poczułem i nie wiadomo czy jeszcze kiedyś pojawi się taka. Nie mieliśmy nawet żadnych wspólnych zainteresowań i totalnie odmienne charaktery więc może tak musiało być. W samotności chyba też da się żyć, a skoro przetrwałem tak 26 lat to przetrwam więcej. Mimo wszystko fajnie byłoby kiedyś doświadczyć jak to jest kochać i być kochanym oraz wszystkiego co temu towarzyszy.

Na wstępie chciałabym pochwalić Twoj nick smile

A teraz wracam do posta.

Grzebiesz się w przeszłości i tęsknisz za licealnym zauroczeniem, które było prawie dekadę temu. Mniemam, że ze swoim życiem od tamtego czasu niewiele zrobiłeś, stoisz w miejscu, nie masz planów, kariery, nie rozwijasz się. Tkwisz zawieszony między fantasy, mangą i anime oraz play station i internetem. Masz pewnie jakąś pracę, kilku znajomych i wielką głowę wypełnioną rozmyślaniem: "co by było, gdyby". Twierdzisz, że całe życie jesteś samotny.

Ona skończyła, albo kończy studia medyczne, ma cel, ma karierę przed sobą i na 90% męża albo narzeczonego. Prawie żadna kobieta nie kończy studiów medycznych bez dyplomu i obrączki na palcu, bo wiedzą, że jeśli chcą wyjść za mąż, to jeszcze na studiach za potencjalnego, rokującego lekarza, bo potem nie będą miały ani czasu ani w czym wybierać.

Powinieneś zadać sobie szczere pytanie: co Ty robisz z własnym życiem? Jeśli spojrzysz na siebie z boku, to czy jesteś facetem, za którym przyszła pani doktor by szalała? Czy jesteś na tyle ciekawy, by miała ochotę wyjść na kawę i pogadać, by dowiedzieć się, co słychać u jej dawnego znajomego? Czy Twoje życie i kariera mówią o tym, że jesteś kompetentnym człowiekiem z potencjałem, który dojdzie wysoko w zyciu?
Jeśli  na każde z tych pytań odpowiedziałeś "nie", to najpierw weź się za siebie, stwórz siebie, a dopiero potem odnawiaj znajomości z dawnymi dziewczynami. Stwórz siebie takiego, abyś nie musiał sie zastanawiać, czy ona Ci odpisze, czy nie. To dobry moment abyś ogarnął dupsko i zamiast użalać się nad sobą, to zaczął działać.

14 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2022-10-03 10:11:20)

Odp: Co powinienem zrobić?

Tylwyth Teg muszę przyznać, że nieźle mnie zaskoczyłaś tą wiadomością. W większości masz rację jednak nie we wszystkim. Na żadne z tych pytań nie ma odpowiedzi "nie". Na każde jest odpowiedź "nie wiem". Nigdy nawet nie pomyślałem w kategoriach czy jestem wystarczająco dobry. Wynika to z obserwacji poczynionych w mojej obecnej pracy. Pracuję przy montażu mebli co wiąże się z spotykaniem wielu różnych ludzi w różnym wieku i na różnych pozycjach społecznych. I powiem tyle, że nie istnieje coś takiego jak poziom czy liga w przypadku doboru ludzi w związkach. Widziałem ludzi bardzo bogatych, na wysokich stanowiskach i posiadających wiele tytułów naukowych, którzy byli w związkach z osobami będącymi ich całkowitym przeciwieństwem. I to bez względu na płeć. Tym bardziej nawet mi przez myśl nie przeszło zastanawianie się czy jestem wystarczająco ciekawą osobą. Osobiście uważam, że każdy jest na swój sposób ciekawy tylko największym problemem jest umieć to pokazać. Jednak prawdą jest, że w wielu kwestiach masz rację, a szczególnie w obecnym stanie mojego życia. Jak już wspomniałem pracuje jako monter mebli czego nie można nazwać karierą. Zawsze we wszystkim byłem przeciętny i w niczym nie byłem dobry przez co kompletnie nie mam pojęcia co powinienem robić, w jakim kierunku powinienem pójść, jaką karierę robić ani nawet co lubię robić. I wierz mi, że oddałbym wszystko co mam, nawet własną duszę żeby się tego dowiedzieć. Nie mam żadnego talentu, nie pochodzę z bogatej rodziny ani nawet nie mam znajomości. Jest wiele rzeczy, które chciałbym zmienić w moim życiu ale nie wiem jak. Tylwyth Teg i mam wrażenie, że ty też nie do końca wiesz jak to jest. Spróbuj sobie wyobrazić jak to jest być takim człowiekiem jak napisałem. Rady typu "wieź się za siebie" są warte tyle co "powiedzieć bezdomnemu żeby kupił sobie dom". Życie nie jest czarno-białe i nawet w połowie tak proste jak myślisz. Nie każdy ma takie same możliwości i nikt nie ma wpływu na to w jakiej rodzinie się urodzi czy jakie talenty dostanie od urodzenia. Więc osobiście uważam, że nie powinno się oceniać czy ktoś jest wystarczająco dobry czy nie po rzeczach, na które nie ma wpływu lub jest on niewielki. Mimo wszystko dziękuję za twój komentarz bo uświadomił mi kilka rzeczy i chętnie będę kontynuował tą rozmowę jeśli tylko ponownie skomentujesz.

15

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

Pracuję przy montażu mebli co wiąże się z spotykaniem wielu różnych ludzi w różnym wieku i na różnych pozycjach społecznych. I powiem tyle, że nie istnieje coś takiego jak poziom czy liga w przypadku doboru ludzi w związkach. Widziałem ludzi bardzo bogatych, na wysokich stanowiskach i posiadających wiele tytułów naukowych, którzy byli w związkach z osobami będącymi ich całkowitym przeciwieństwem. I to bez względu na płeć.

Raczej nie miałeś takiego wglądu, aby zobaczyć pełen obraz sytuacji w tych związkach.

Shinigami napisał/a:

Więc osobiście uważam, że nie powinno się oceniać czy ktoś jest wystarczająco dobry czy nie po rzeczach, na które nie ma wpływu lub jest on niewielki.

Świat nie jest taki jak powinien być. A już na pewno nie jest sprawiedliwy. Czy dla młodej ambitnej lekarki monter mebli byłby dobrą partią? Raczej nie. Ani pod względem zarobkowych ani mentalnym (dużo większa szansa że para lekarzy będzie rozumiała swoje problemy i styl życia).


Shinigami napisał/a:

Na każde jest odpowiedź "nie wiem".

Shinigami napisał/a:

kompletnie nie mam pojęcia co powinienem robić, w jakim kierunku powinienem pójść, jaką karierę robić ani nawet co lubię robić.

Ta kwestia jest nawet bardziej nieatrakcyjna dla płci przeciwnej niż sam zawód jaki wykonujesz. Kobiety nie lubią mężczyzn którzy nie mają pomysłu na siebie i płyną przez życie jak bezwolny patyczek na rzece.

16

Odp: Co powinienem zrobić?

każdy z nas ma jakiś talent smile weźmy choćby fakt, że skoro jesteś monterem mebli to też musisz mieć pewne zdolności manualne i wyobraźnię przestrzenną. Tobie się wydaje oczywiste że każdy taki mebel zmontuje. ale tak nie jest. a to tylko z jednego posta. na pewno znajdziesz w sobie wiecej tych talentów.
ktoś Ci wmówił że jesteś "przeciętniakiem". co to w ogóle znaczy? masz niskie poczucie wartości - dobrze nad tym popracować.

17

Odp: Co powinienem zrobić?

A ja widzę tę sytuację zupełnie inaczej.

Sądzę że kiedyś jej się podobałeś, skoro nawet na studniówkę z Tobą poszła. Ale strzelam że taka była z Ciebie pizdeczka, że nawet jej nigdy nie pocałowałeś.

Jestem tez prawie pewna, że gdy zagadałeś ją po latach, pisałeś coś w rodzaju "co u ciebie?" "co tam?" "jak wieczorek?" i inne głupie teksty, więc w jej oczach dalej jesteś pizdeczką sprzed lat, która nawet nie wie jak gadać z kobietą.
Wiadomo że ona Twoją ostatnią wiadomość zobaczyła na podglądzie, ale nie weszła żeby już Ci nie odpisywać.

Gdybym była Tobą, postawiłabym wszystko na jedną kartę i napisała jej długą, szczerą wiadomość. Że bardzo żałujesz że wtedy inaczej nie pokierowałeś znajomością, że myślisz o niej i bardzo nie chcesz żeby znów zniknęła z Twojego życia. Coś romantycznego co ją ruszy i na co poczuje się zobowiązana odpisać.
Kobiety lubią wielkie gesty i bardzo im schlebia że ktoś nie może o nich zapomnieć.

Nawet jeśli odmówi, będziesz sam przed sobą wiedział że wyłożyłeś karty na stół, zrobiłeś co mogłeś. A jeśli nic nie zrobisz lub dalej będziesz pisał do niej głupoty, to będziesz wciąż się zastanawiał.

18

Odp: Co powinienem zrobić?

anna.zakochana co do niskiego poczucia własnej wartości masz rację i już nad tym pracuje w postaci terapii.

madoja to wręcz niesamowite jak idealnie trafiłaś nawet z tą treścią wiadomości. Prawdę mówiąc zastanawiałem się od początku czy nie napisać wszystkiego co myślę od razu wprost i dzięki tobie właśnie to zamierzam zrobić.

19

Odp: Co powinienem zrobić?

Tylko jeśli zaczniecie rozmawiać, przypadkiem nie opowiadaj jej o terapii ani o tym, że nie wiesz co zrobić ze swoim życiem, bo laska zniknie tak szybko jak się pojawiła.

Masz w jej oczach być łakomym kąskiem. Odważnym, ambitnym, pewnym siebie.

20

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

I powiem tyle, że nie istnieje coś takiego jak poziom czy liga w przypadku doboru ludzi w związkach. Widziałem ludzi bardzo bogatych, na wysokich stanowiskach i posiadających wiele tytułów naukowych, którzy byli w związkach z osobami będącymi ich całkowitym przeciwieństwem. I to bez względu na płeć.

Temat rzeka, ale postaram się zawęzić i wyrazić najbardziej konkretnie jak potrafię smile

W przypadku doboru zawsze istnieje jakaś liga, zawsze. Nie zawsze jest ona oczywista, nie zawsze zgadza się z naszymi prywatnymi upodobaniami, ale liga jest zawsze. Składają się na to różne czynniki, a najbardziej podstawowym są nasze priorytety.

Czy te związki, które widziałeś były udane? Czy te związki przetrwały dekady? Czy te związki wyszły silniejsze z życiowych burz i zakrętów? Czy te związki są trwałe?
Tytuły naukowe nie mają nic do rzeczy. Do rzeczy ma to, jakie ludzie mają priorytety i do czego dążą. W zdrowych i świadomych związkach jest podział ról. Jeśli jedna ze stron np. robi karierę, dąży do sukcesu, zarabia pieniądze, powiedzmy tak ogólnie, że zapewnia byt na dobrym poziomie, może oczekiwać od drugiej strony troski, wsparcia, zajęcia się domem i gospodarstwem domowym, wychowywaniem dzieci itp, to ta druga strona nie musi być bogata i wykształcona, musi mieć po prostu odpowiednie cechy. Jeśli żyją wspólnie i wspólnie się uzupełniają, to jest to udany związek. Natomiast osoba, która jest nastawiona na karierę i chce również takiego partnera, bo to są priorytety tej osoby, nie wybierze na towarzysza życia kogoś bez ambicji lub kogoś, kto te ambicje ma zupełnie inaczej ukierunkowane.
To są te skrajne przeciwieństwa. Natomiast ludzie zwykle dobierają się na podobnym poziomie. To, że ktoś jest lekarzem nie oznacza, że koniecznie musi mieć partnera lekarza, ale zwykle oczekuje partnera o podobnym potencjale, podobnej ścieżce rozwoju i podobnych zarobkach. Sama miłość i uczucia są dobre jak się ma naście lat, ale potem przychodzi życie, które potrafi być brutalne i należy się jak najlepiej zabezpieczyć lub ustrzec się zawczasu przed przeciwnościami losu, a na pewno przed ich częścią. Jak ktoś jest dorosły i myśli to prędzej czy później uświadamia sobie, że w pewnym momencie w życiu kończą się fantazje, a zaczyna twarda matematyka.

Shinigami napisał/a:

Tym bardziej nawet mi przez myśl nie przeszło zastanawianie się czy jestem wystarczająco ciekawą osobą. Osobiście uważam, że każdy jest na swój sposób ciekawy tylko największym problemem jest umieć to pokazać.

Większość ludzi nie zastanawia się nad tym, natomiast mają całą listę wymagań do innych. Wszystko zaczyna się od nas, czy nam to się podoba, czy nie. Nie twierdzę, że jesteś nieciekawą osobą i nie twierdzę, że jesteś osobą ciekawą, dlatego zadałam pytanie, czy Ty sam o sobie powiedziałbyś, że jesteś ciekawą osobą. Czy sam ze sobą byś się umówił, czy chciałbyś sam siebie lepiej poznać. To nie są łatwe pytania, wiem, ale bardzo otwierające oczy.
Nie, nie każdy jest ciekawy, za to każdy domaga się ciekawego towarzystwa smile To naturalne, ciągniemy do ludzi ciekawych, takich, którzy mogą nam coś dać, zaoferować, coś zapewnić i myślę tutaj o każdej płaszczyźnie życia.

Shinigami napisał/a:

Jednak prawdą jest, że w wielu kwestiach masz rację, a szczególnie w obecnym stanie mojego życia. Jak już wspomniałem pracuje jako monter mebli czego nie można nazwać karierą. Zawsze we wszystkim byłem przeciętny i w niczym nie byłem dobry przez co kompletnie nie mam pojęcia co powinienem robić, w jakim kierunku powinienem pójść, jaką karierę robić ani nawet co lubię robić.

Czyli musisz zacząć od podstaw, czyli od poznania siebie. Bo skoro nawet nie wiesz, co lubisz robić w wieku 26 lat, to oznacza, że kompletnie siebie nie znasz, a bez tego nie można ruszyć dalej. Nie wiesz też do czego jesteś zdolny, jak daleko możesz zajść, co osiągnąć, kim być, bo niczego nie próbowałeś. Nic nie zrobiłeś, więc nic nie wiesz.


Shinigami napisał/a:

I wierz mi, że oddałbym wszystko co mam, nawet własną duszę żeby się tego dowiedzieć.

I to jest fantastyczny początek nowej drogi życia! Pytanie, czy mówisz serio i czy naprawdę tak jest, bo droga ta jest ciężka i długa, wymaga wysiłku, zaparcia, gigantycznej pracy nad sobą i nie rezygnowania bez względu na to ile porażek poniesiesz. Więc ponawiam pytanie, czy jesteś gotowy poświęcić wszystko i przejść przez piekło, aby dojść do nieba?
Życie to kwestia wyboru. Ten wybór wymaga wielu poświęceń. Musimy poświęcić własny komfort psychiczny, wyjść ze strefy komfortu, walczyć ze swoimi demonami i wychodzić na przeciw wszelkim strachom, które nas paraliżują. Nie jest miło i przyjemnie, zwłaszcza na początku, ale warto, bo nic tak człowieka nie buduje jak gigantyczna praca własna, która przynosi dumę, pewność siebie i charakter. Więc czy jesteś gotowy poświęcić wszystko i skupiać się na wyznaczonym celu?

Shinigami napisał/a:

Nie mam żadnego talentu, nie pochodzę z bogatej rodziny ani nawet nie mam znajomości. Jest wiele rzeczy, które chciałbym zmienić w moim życiu ale nie wiem jak.

Nie wiesz, czy nie masz żadnego talentu, bo przecież siebie nie znasz smile Pochodzenie, to kwestia drugorzędna i kończy się w momencie, gdy przestajemy być dziećmi i stajemy się samodzielni. Pochodzenie definiuje jedynie z jakiego punktu w życiu zaczynasz, a nie, gdzie możesz dojść.
Znajomości to jest coś, co budujesz latami poprzez to jakim człowiekiem jesteś, jak bardzo można na Tobie polegać, jak bardzo jesteś kompetentny, co możesz zaoferować, co możesz zapewnić. To jest sieć, którą każdy buduje na własną rękę, a nie coś, co dostajesz w prezencie urodzinowym.

Chciałbyś zmienić wiele w swoim życiu? Wspaniale! Nie wiesz jak? Po prostu zacznij. Wybierz jedną rzecz, którą chciałbyś zmienić. Jedną, nie wszystko na raz. Jedną małą rzecz na początek i zacznij działać, bądź wytrwały i konsekwentny, a kiedy ją zmienisz, przekonasz się, że nie ma rzeczy niemożliwych i zaczniesz zmieniać całe swoje życie.
Masz pełną władzę i kontrolę nad tym jak żyjesz. To jest efekt Twoich decyzji, odzwierciedlenie wyborów, ich konsekwencje.

Shinigami napisał/a:

Tylwyth Teg i mam wrażenie, że ty też nie do końca wiesz jak to jest. Spróbuj sobie wyobrazić jak to jest być takim człowiekiem jak napisałem. Rady typu "wieź się za siebie" są warte tyle co "powiedzieć bezdomnemu żeby kupił sobie dom". Życie nie jest czarno-białe i nawet w połowie tak proste jak myślisz.

Mam świetną wyobraźnie, więc w wyobrażeniu sobie jak to jest być przeciętnym człowiekiem bez planu i ambicji nie jest niczym skomplikowanym smile
Życie bywa cholernie trudne i ciężkie, ale nasze wybory są czarno-białe. Możemy siedzieć na dupie i się nad sobą użalać i obwiniać wszystko i wszystkich dookoła, a możemy przestać jęczeć i wziąć się za siebie. Wiadomo, że nie od razu Kraków zbudowali i nie jesteśmy w stanie naprawić swojego życia w miesiąc, skoro ostatnie 10 lat konsekwentnie je sobie niszczyliśmy, ale od czegoś trzeba zacząć, nie? Od jednej rzeczy.


Shinigami napisał/a:

Nie każdy ma takie same możliwości i nikt nie ma wpływu na to w jakiej rodzinie się urodzi czy jakie talenty dostanie od urodzenia. Więc osobiście uważam, że nie powinno się oceniać czy ktoś jest wystarczająco dobry czy nie po rzeczach, na które nie ma wpływu lub jest on niewielki.

Oczywiście, że każdy rodzi się inny, w innych warunkach i w innych okolicznościach, ale każdy wreszcie dorasta i jest odpowiedzialny sam za siebie i sam decyduje o własnym życiu.
Czego nie możesz zrobić? No czego, tak naprawdę nie możesz zrobić? Zastanów się przez chwilę.
Talent, to jest dar, przywilej, bardzo mało wielu ludzi go ma. Sam dar nie wystarczy jeśli nie włożysz w niego ciężkiej pracy, rozwoju i poświęceń. Ilu ludzi, wielce utalentowanych zginęło w nędzy i bezsensie! Większość ludzi, którzy są szczęśliwy w życiu, coś osiągnęli, idą na przód, rozwijają się, nie mają żadnych talentów, a mimo to zajmują wysokie stanowiska, są bogaci i kompetentni. Bo oni wyznaczyli sobie cel i poprzez pracę i poświęcenie osiągnęli sukces. Nie siedzieli na tyłku i nie biadolili, że nie mają talentów, tylko zakasali rękawy i wzięli się do roboty.

To, czy ktoś jest kompetentny i wystarczająco dobry ocenia się po tym, co zrobił ze swoim życiem, w jakim miejscu w swoim życiu jest, co osiągnął, co zamierza, jaki ma plan, jak sobie radzie. A nie gdzie się urodził. Ja Cię tutaj nie oceniłam, bo nie miałam informacji. Teraz mam więcej i mogę ocenić Cię bardziej, ale ważniejsze jest, jak Ty byś ocenił sam siebie?

I jeszcze jedno, jeśli tak jak napisałeś, oddałbyś duszę, by znaleźć w życiu cel i kierunek, bo w gruncie rzeczy o to chodzi, nie możesz oczekiwać łagodności, głaskania po główce i wspólnego użalania się nad swoim marnym losem. Sam napisałeś, życie bywa brutalne i trzeba brutalnie czasem się za niego zabrać. W życiu nie ma skrótów i magicznych wróżek, trzeba samemu odwalić robotę, nie ma zmiłuj. Jeśli jesteś gotowy, to do roboty, a jeśli nie chcesz ubrudzić rączek i zostać w tym samym miejscu, to zostań, ale nie zawracaj innym głowy swoją bezradną osobą. Parafrazują Rockiego: życia nie obchodzi gdzie się urodziłeś, do jakiej szkoły chodziłeś i kim byli twoi rodzice. Złapie cię za kark i przygniecie do ziemi w najmniej oczekiwanym momencie i tylko od ciebie zależy jak sobie z tym poradzisz. Czy zostaniesz na dnie do końca zycia, czy jednak będziesz próbował się podnieść, przyjmować ciosy i iść dalej.

21

Odp: Co powinienem zrobić?
Tylwyth Teg napisał/a:

Czy te związki, które widziałeś były udane? Czy te związki przetrwały dekady? Czy te związki wyszły silniejsze z życiowych burz i zakrętów? Czy te związki są trwałe?

Na te pytania nie znam dokładnej odpowiedzi jednak na tyle na ile miałem możliwość poznać tych ludzi czyli kilka tygodni czasami nawet miesięcy to wszystko wskazywało na to, że były to udane związki. Jeśli tak nie było to znaczy, że wszyscy potrafili bardzo dobrze udawać.     

Tylwyth Teg napisał/a:

Sama miłość i uczucia są dobre jak się ma naście lat, ale potem przychodzi życie, które potrafi być brutalne i należy się jak najlepiej zabezpieczyć lub ustrzec się zawczasu przed przeciwnościami losu, a na pewno przed ich częścią. Jak ktoś jest dorosły i myśli to prędzej czy później uświadamia sobie, że w pewnym momencie w życiu kończą się fantazje, a zaczyna twarda matematyka.

Wygląda na to, że właśnie to jest mój największy problem w kwestii związkowej. Mimo iż mam 26 lat nadal myślę jakbym miał 16 z powodu zerowego doświadczenia w tej kwestii. Nie myślałem jeszcze o wspólnych trudach życia bo najpierw chciałbym zrobić te wszystkie miłe i słodkie rzeczy. Poprzytulać się, chodzić trzymając się za ręce, obejrzeć razem film i wypić butelkę wina itp.

Tylwyth Teg napisał/a:

Większość ludzi nie zastanawia się nad tym, natomiast mają całą listę wymagań do innych. Wszystko zaczyna się od nas, czy nam to się podoba, czy nie. Nie twierdzę, że jesteś nieciekawą osobą i nie twierdzę, że jesteś osobą ciekawą, dlatego zadałam pytanie, czy Ty sam o sobie powiedziałbyś, że jesteś ciekawą osobą. Czy sam ze sobą byś się umówił, czy chciałbyś sam siebie lepiej poznać. To nie są łatwe pytania, wiem, ale bardzo otwierające oczy.
Nie, nie każdy jest ciekawy, za to każdy domaga się ciekawego towarzystwa smile To naturalne, ciągniemy do ludzi ciekawych, takich, którzy mogą nam coś dać, zaoferować, coś zapewnić i myślę tutaj o każdej płaszczyźnie życia.

Ja sam siebie uważam za ciekawą osobę tylko mam problem z pokazaniem tego i w ogóle z nawiązywaniem kontaktów społecznych. I także nie mam takich wymagań jakie tu piszesz, nie potrzebuje by potencjalna dziewczyna była nie wiadomo jak ciekawa tylko żeby zaakceptowała mnie takim jakim jestem. Możliwe, że moje myślenie jest złe i jeśli tak jest to wytłumacz mi co jest w nim nie tak.

Tylwyth Teg napisał/a:

Czyli musisz zacząć od podstaw, czyli od poznania siebie. Bo skoro nawet nie wiesz, co lubisz robić w wieku 26 lat, to oznacza, że kompletnie siebie nie znasz, a bez tego nie można ruszyć dalej. Nie wiesz też do czego jesteś zdolny, jak daleko możesz zajść, co osiągnąć, kim być, bo niczego nie próbowałeś. Nic nie zrobiłeś, więc nic nie wiesz.

To jest ciekawe, jeszcze nigdy nie pomyślałem w taki sposób. Napisałaś to tak jakbym miał jakieś ukryte zdolności, o których nie wiem. Ja zawsze myślałem, że po prostu nie mam kompletnie nic i jestem całkowicie pusty. W takim razie spróbuj mi to wytłumaczyć dokładniej. Mam na myśli to jak poznać siebie, jak odkryć do czego jestem zdolny itd? Dokładnie co powinienem zrobić żeby się tego dowiedzieć? 


Tylwyth Teg napisał/a:

I to jest fantastyczny początek nowej drogi życia! Pytanie, czy mówisz serio i czy naprawdę tak jest, bo droga ta jest ciężka i długa, wymaga wysiłku, zaparcia, gigantycznej pracy nad sobą i nie rezygnowania bez względu na to ile porażek poniesiesz. Więc ponawiam pytanie, czy jesteś gotowy poświęcić wszystko i przejść przez piekło, aby dojść do nieba?
Życie to kwestia wyboru. Ten wybór wymaga wielu poświęceń. Musimy poświęcić własny komfort psychiczny, wyjść ze strefy komfortu, walczyć ze swoimi demonami i wychodzić na przeciw wszelkim strachom, które nas paraliżują. Nie jest miło i przyjemnie, zwłaszcza na początku, ale warto, bo nic tak człowieka nie buduje jak gigantyczna praca własna, która przynosi dumę, pewność siebie i charakter. Więc czy jesteś gotowy poświęcić wszystko i skupiać się na wyznaczonym celu?

Wracamy do punktu wyjścia bo co mi to da, że będę gotowy wszystko poświęcić jak nie mam najważniejszego elementu czyli tego celu? Doskonale wiedziałem już od dawna to wszystko co tu napisałaś tylko problem leży gdzie indziej. Z chęcią zejdę nawet na najniższy krąg piekła tylko najpierw muszę wiedzieć gdzie jest wejście. Znać jego adres tak żebym mógł wpisać go w nawigacji, wsiąść do samochodu i pojechać.

Tylwyth Teg napisał/a:

Nie wiesz, czy nie masz żadnego talentu, bo przecież siebie nie znasz smile Pochodzenie, to kwestia drugorzędna i kończy się w momencie, gdy przestajemy być dziećmi i stajemy się samodzielni. Pochodzenie definiuje jedynie z jakiego punktu w życiu zaczynasz, a nie, gdzie możesz dojść.
Znajomości to jest coś, co budujesz latami poprzez to jakim człowiekiem jesteś, jak bardzo można na Tobie polegać, jak bardzo jesteś kompetentny, co możesz zaoferować, co możesz zapewnić. To jest sieć, którą każdy buduje na własną rękę, a nie coś, co dostajesz w prezencie urodzinowym.

Tu niestety się z tobą nie zgodzę dlatego, że znam wielu ludzi, których całe życie jest wynikiem pochodzenia. Urodzili się w bogatych rodzinach i kontynuują rodzinne biznesy. Nigdy nie musieli budować tej "sieci" bo mieli ją od urodzenia odziedziczoną po rodzinie. Znasz ten tekst "Na początku miałem tylko marzenia i 200 milionów od ojca na start"? Oczywiście zgadzam się z tym, że trzeba próbować jak najdalej zajść ale prawda jest taka, że sama ciężka praca to o wiele za mało. Wiem to bo zawsze pracowałem najciężej jak tylko potrafiłem, a to i tak nie wystarczało. 

Tylwyth Teg napisał/a:

Chciałbyś zmienić wiele w swoim życiu? Wspaniale! Nie wiesz jak? Po prostu zacznij. Wybierz jedną rzecz, którą chciałbyś zmienić. Jedną, nie wszystko na raz. Jedną małą rzecz na początek i zacznij działać, bądź wytrwały i konsekwentny, a kiedy ją zmienisz, przekonasz się, że nie ma rzeczy niemożliwych i zaczniesz zmieniać całe swoje życie.
Masz pełną władzę i kontrolę nad tym jak żyjesz. To jest efekt Twoich decyzji, odzwierciedlenie wyborów, ich konsekwencje.

Już są dwie takie małe rzeczy. Pierwsza to pójście na terapię, a druga to stworzenie konta i napisanie na tym forum. Przymierzałem się do tego miesiącami i jednak się udało. Czy właśnie coś takiego masz na myśli?
Akurat z tym, że nie ma rzeczy niemożliwych całkowicie się nie zgadzam. Powiem nawet więcej uważam, że "wszystko jest możliwe" to największe kłamstwo w historii ludzkości. Z tą pełną kontrolą też nie do końca mogę się zgodzić ponieważ jest wiele rzeczy mających wpływ na nasze życie, na które my wpływu nie mamy. Na przykład choroba, wypadek, sytuacja w kraju, rynek pracy i wiele innych czynników. Nie mamy nad nimi kontroli, a więc jedyne co nam pozostaje to się do nich dostosować.

Tylwyth Teg napisał/a:

Mam świetną wyobraźnie, więc w wyobrażeniu sobie jak to jest być przeciętnym człowiekiem bez planu i ambicji nie jest niczym skomplikowanym smile
Życie bywa cholernie trudne i ciężkie, ale nasze wybory są czarno-białe. Możemy siedzieć na dupie i się nad sobą użalać i obwiniać wszystko i wszystkich dookoła, a możemy przestać jęczeć i wziąć się za siebie. Wiadomo, że nie od razu Kraków zbudowali i nie jesteśmy w stanie naprawić swojego życia w miesiąc, skoro ostatnie 10 lat konsekwentnie je sobie niszczyliśmy, ale od czegoś trzeba zacząć, nie? Od jednej rzeczy.

Oczywiście to prawda, że nie od razu Kraków zbudowali i musieli zacząć od jakiegoś pierwszego kroku. I to właśnie sedno problemu. Gdzie wykonać ten pierwszy krok, w jakim kierunku, na jakiej ścieżce? Znowu podałaś rady jak z tym bezdomnym, które kompletnie nic nie wnoszą. Spróbuj podać jakiś konkretny przykład.   

Tylwyth Teg napisał/a:

Oczywiście, że każdy rodzi się inny, w innych warunkach i w innych okolicznościach, ale każdy wreszcie dorasta i jest odpowiedzialny sam za siebie i sam decyduje o własnym życiu.
Czego nie możesz zrobić? No czego, tak naprawdę nie możesz zrobić? Zastanów się przez chwilę.
Talent, to jest dar, przywilej, bardzo mało wielu ludzi go ma. Sam dar nie wystarczy jeśli nie włożysz w niego ciężkiej pracy, rozwoju i poświęceń. Ilu ludzi, wielce utalentowanych zginęło w nędzy i bezsensie! Większość ludzi, którzy są szczęśliwy w życiu, coś osiągnęli, idą na przód, rozwijają się, nie mają żadnych talentów, a mimo to zajmują wysokie stanowiska, są bogaci i kompetentni. Bo oni wyznaczyli sobie cel i poprzez pracę i poświęcenie osiągnęli sukces. Nie siedzieli na tyłku i nie biadolili, że nie mają talentów, tylko zakasali rękawy i wzięli się do roboty.

Już piszę czego nie mogę zrobić. Po pierwsze wyprowadzić się z domu rodzinnego do miasta i wierz mi, że gdyby było mnie stać na wynajęcie mieszkania np. w Warszawie nie wahałbym się ani chwili. Ale niestety tak nie jest z powodu obecnych cen wynajmu mieszkań i mojej skromnej wypłaty. Po drugie chciałbym mieć lepszą pracę choćby po to by więcej zarabiać i móc spełnić punkt pierwszy. Ale mimo iż mam kilka lat doświadczenia w obecnym zawodzie i skończone studia to nigdzie mnie nie przyjmą na każdym ogłoszeniu o pracę sama lista wymagań jest dłuższa niż całe moje CV. Co do talentów i ciężkiej pracy to w większości się z tobą zgadzam. Sam talent nie wystarczy żeby osiągnąć coś wielkiego ale sama ciężka praca to też za mało. Niezbędne są obie te rzeczy.

Tylwyth Teg napisał/a:

To, czy ktoś jest kompetentny i wystarczająco dobry ocenia się po tym, co zrobił ze swoim życiem, w jakim miejscu w swoim życiu jest, co osiągnął, co zamierza, jaki ma plan, jak sobie radzie. A nie gdzie się urodził. Ja Cię tutaj nie oceniłam, bo nie miałam informacji. Teraz mam więcej i mogę ocenić Cię bardziej, ale ważniejsze jest, jak Ty byś ocenił sam siebie?

Jeśli teraz miałbym siebie ocenić to powiedziałbym, że jestem człowiekiem, który miał pecha urodzić się w złym miejscu, złym czasie i ze złym zestawem cech przez co gram w życie na wyższym poziomie trudności niż większość ludzi, których znam. 

Tylwyth Teg napisał/a:

I jeszcze jedno, jeśli tak jak napisałeś, oddałbyś duszę, by znaleźć w życiu cel i kierunek, bo w gruncie rzeczy o to chodzi, nie możesz oczekiwać łagodności, głaskania po główce i wspólnego użalania się nad swoim marnym losem. Sam napisałeś, życie bywa brutalne i trzeba brutalnie czasem się za niego zabrać. W życiu nie ma skrótów i magicznych wróżek, trzeba samemu odwalić robotę, nie ma zmiłuj. Jeśli jesteś gotowy, to do roboty, a jeśli nie chcesz ubrudzić rączek i zostać w tym samym miejscu, to zostań, ale nie zawracaj innym głowy swoją bezradną osobą. Parafrazują Rockiego: życia nie obchodzi gdzie się urodziłeś, do jakiej szkoły chodziłeś i kim byli twoi rodzice. Złapie cię za kark i przygniecie do ziemi w najmniej oczekiwanym momencie i tylko od ciebie zależy jak sobie z tym poradzisz. Czy zostaniesz na dnie do końca zycia, czy jednak będziesz próbował się podnieść, przyjmować ciosy i iść dalej.

Nie trzeba mi przypominać, że bez ubrudzenia sobie rąk się nie da nic zmienić. Ubrudziłbym je nawet krwią gdybym tylko wiedział czyją.

22

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

Już piszę czego nie mogę zrobić. Po pierwsze wyprowadzić się z domu rodzinnego do miasta i wierz mi, że gdyby było mnie stać na wynajęcie mieszkania np. w Warszawie nie wahałbym się ani chwili. Ale niestety tak nie jest z powodu obecnych cen wynajmu mieszkań i mojej skromnej wypłaty. Po drugie chciałbym mieć lepszą pracę choćby po to by więcej zarabiać i móc spełnić punkt pierwszy. Ale mimo iż mam kilka lat doświadczenia w obecnym zawodzie i skończone studia to nigdzie mnie nie przyjmą na każdym ogłoszeniu o pracę sama lista wymagań jest dłuższa niż całe moje CV. Co do talentów i ciężkiej pracy to w większości się z tobą zgadzam. Sam talent nie wystarczy żeby osiągnąć coś wielkiego ale sama ciężka praca to też za mało. Niezbędne są obie te rzeczy.
(...)

Nie trzeba mi przypominać, że bez ubrudzenia sobie rąk się nie da nic zmienić. Ubrudziłbym je nawet krwią gdybym tylko wiedział czyją.

A to trzeba od razu całe mieszkanie wynajmować? Większość młodych ludzi migrujących do większych miast, przez kilka pierwszych lat po przeprowadzce wynajmuje pokój w mieszkaniu współdzielonym z obcymi ludźmi. Sama tak mieszkałam ponad 3 lata. W ten sposób zamiast płacić 3000 zł miesięcznie za mieszkanie, płacą 800-1000 za pokój. Ba, możesz nawet mieszkać całkowicie bezpłatnie (ale nie za darmo), jest taka grupa na FB gdzie ogłaszają się ludzie, którzy mają np. duży dom i chętnie przyjmą kogoś do samodzielnego pokoju w zamian za codzienną 2-3h pomoc w sprzątaniu, zakupach, itd.

Co studiowałeś?

Mam wrażenie, że masz żal do losu, że nie urodziłeś się w bogatej rodzinie i nie masz wszystkiego podane na tacy. Zaskoczę Cię - większość obecnych 20-30 latków żyła w przeciętnie sytuowanych lub wręcz biednych rodzinach, a takich szczęśliwców o których piszesz jest może 1 na 100.

Co do wymagań w ogłoszeniach o pracę, sama wielokrotnie wysyłałam CV tam, gdzie spełniałam może 70% wymagań i dostawałam zaproszenia na rozmowy i nawet 3 razy dostałam tak pracę.

23 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2022-10-03 21:09:44)

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:
Tylwyth Teg napisał/a:

Czyli musisz zacząć od podstaw, czyli od poznania siebie. Bo skoro nawet nie wiesz, co lubisz robić w wieku 26 lat, to oznacza, że kompletnie siebie nie znasz, a bez tego nie można ruszyć dalej. Nie wiesz też do czego jesteś zdolny, jak daleko możesz zajść, co osiągnąć, kim być, bo niczego nie próbowałeś. Nic nie zrobiłeś, więc nic nie wiesz.

To jest ciekawe, jeszcze nigdy nie pomyślałem w taki sposób. Napisałaś to tak jakbym miał jakieś ukryte zdolności, o których nie wiem. Ja zawsze myślałem, że po prostu nie mam kompletnie nic i jestem całkowicie pusty. W takim razie spróbuj mi to wytłumaczyć dokładniej. Mam na myśli to jak poznać siebie, jak odkryć do czego jestem zdolny itd? Dokładnie co powinienem zrobić żeby się tego dowiedzieć?

Tylwyth Teg napisał/a:

Mam świetną wyobraźnie, więc w wyobrażeniu sobie jak to jest być przeciętnym człowiekiem bez planu i ambicji nie jest niczym skomplikowanym smile
Życie bywa cholernie trudne i ciężkie, ale nasze wybory są czarno-białe. Możemy siedzieć na dupie i się nad sobą użalać i obwiniać wszystko i wszystkich dookoła, a możemy przestać jęczeć i wziąć się za siebie. Wiadomo, że nie od razu Kraków zbudowali i nie jesteśmy w stanie naprawić swojego życia w miesiąc, skoro ostatnie 10 lat konsekwentnie je sobie niszczyliśmy, ale od czegoś trzeba zacząć, nie? Od jednej rzeczy.

Oczywiście to prawda, że nie od razu Kraków zbudowali i musieli zacząć od jakiegoś pierwszego kroku. I to właśnie sedno problemu. Gdzie wykonać ten pierwszy krok, w jakim kierunku, na jakiej ścieżce? Znowu podałaś rady jak z tym bezdomnym, które kompletnie nic nie wnoszą. Spróbuj podać jakiś konkretny przykład.

Podoba mi sie jak kwestionujesz takie pitu pigu gadanie.

Prawda jest taka, ze nikt siebie nie zna, bo codziennie wstajemy innymi ludzmi.
Kazdej nocy gdy spimy zmieniaja sie polaczenia miedzy neuronami w naszych mozgach.
Mysli i dzialania, ktore wykonywalismy wzmacniaja wykorzystywane polaczenia biorace w nich udzial i tworza nowe, ktore nam pomagaja.
Mysli i dzialania, ktorych nie wykonywalismy oslabiaja reszte polaczen lub je usuwaja (synaptic pruning).
Suma wszystkich polaczen definiuje kim jestesmy.
Wiec kazdego dnia jestesmy czesciowo inni ale sama zmiane najczesciej zauwazamy dopiero gdy przypomnimy sobie jak myslelismy lub spojrzymy na cos co zrobilismy w przeszlosci.

Nikt nie wie do czego jest zdolny, jak daleko moze zajsc, kim byc bo czlowiek jest cale zycie w trakcie budowy, zmiany, nauki do tego nie wiadomo kogo na swojej drodze spotkamy i w jaki sposob na nas to wplynie.

24 Ostatnio edytowany przez Tylwyth Teg (2022-10-03 20:26:49)

Odp: Co powinienem zrobić?

Miałam odpowiedź, ale mi się wszystko skasowało...

25 Ostatnio edytowany przez Tylwyth Teg (2022-10-03 20:59:07)

Odp: Co powinienem zrobić?

.

26

Odp: Co powinienem zrobić?

Shinigami, jeśli chcesz możesz mi wysłać prywatną wiadomość, bo miałam już wszystko dla Ciebie opisane i przygotowane, ale się skasowało... Na chwilę obecną nie chce mi się ponownie cytować, kopiować i robić wszystkiego od nowa, więc łatwiej i szybciej będzie w prywatnych wiadomościach, kiedy Ty będziesz mógł zadać konkretne pytanie z konkretnym przykładem, a ja będę mogła na to odpowiedzieć. Jeśli nie chcesz prywatnych wiadomości, to odpowiem Ci na Twój post później. Decyzja należy do Ciebie smile

27 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2022-10-03 21:11:55)

Odp: Co powinienem zrobić?

Tylwyth Teg sorry za to Ad Hominem z guru motywacji smile
O ile zdanie utrzymuje, to akurat nie wnosilo wiele do dyskusji (posta edytowalem).

28

Odp: Co powinienem zrobić?
JohnyBravo777 napisał/a:

Tylwyth Teg sorry za to Ad Hominem z guru motywacji smile
O ile zdanie utrzymuje, to akurat nie wnosilo wiele do dyskusji (posta edytowalem).

Wybaczam smile Nawet Ci odpowiedziałam, ale potem skasowałam, bo nie miałam ochoty wchodzić w utarczki słowne bez sensu zwłaszcza jak byłam nabuzowana po nieudanej publikacji postu!! -.- (tak, nadal przeżywam, bo tak się starałam i wszystko poszło w buenos aires...) Ale już mi lepiej big_smile

29

Odp: Co powinienem zrobić?
jeneste92 napisał/a:

A to trzeba od razu całe mieszkanie wynajmować? Większość młodych ludzi migrujących do większych miast, przez kilka pierwszych lat po przeprowadzce wynajmuje pokój w mieszkaniu współdzielonym z obcymi ludźmi. Sama tak mieszkałam ponad 3 lata. W ten sposób zamiast płacić 3000 zł miesięcznie za mieszkanie, płacą 800-1000 za pokój. Ba, możesz nawet mieszkać całkowicie bezpłatnie (ale nie za darmo), jest taka grupa na FB gdzie ogłaszają się ludzie, którzy mają np. duży dom i chętnie przyjmą kogoś do samodzielnego pokoju w zamian za codzienną 2-3h pomoc w sprzątaniu, zakupach, itd.

Co studiowałeś?

Mam wrażenie, że masz żal do losu, że nie urodziłeś się w bogatej rodzinie i nie masz wszystkiego podane na tacy. Zaskoczę Cię - większość obecnych 20-30 latków żyła w przeciętnie sytuowanych lub wręcz biednych rodzinach, a takich szczęśliwców o których piszesz jest może 1 na 100.

Co do wymagań w ogłoszeniach o pracę, sama wielokrotnie wysyłałam CV tam, gdzie spełniałam może 70% wymagań i dostawałam zaproszenia na rozmowy i nawet 3 razy dostałam tak pracę.

Ciekawe, nigdy nie słyszałem o tym mieszkaniu w cenie obowiązków domowych i zakupów. A co do mieszkania z obcymi ludźmi to odpowiedź jest niesamowicie prosta i jednocześnie żałosna, po prostu się tego boje. Szczerze mówiąc nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić.

Studiowałem Bezpieczeństwo Wewnętrzne i uprzedzając pytania, wybrałem z dwóch powodów. Po pierwsze bo mnie to interesowało, a po drugie bo to był jedyny kierunek studiów jaki przyszedł mi do głowy biorąc pod uwagę moje możliwości czyli wyniki z matury.

Z tym żalem też trafiłaś i wiem, że to mój spory problem ale staram się z nim walczyć na terapii.

A co do pracy to przy 70% może dostawałaś zaproszenia na rozmowy, a co jeśli ktoś nie spełnia nawet 50%?


Tylwyth Teg z chęcią napisze ci prywatną wiadomość tylko najpierw czy ktoś mógłby mi powiedzieć jak to się robi? Wybaczcie jestem nowy na forum i jeszcze tego nie ogarnąłem.


JohnyBravo777 ciekawa teoria, aż sobie poczytam o połączeniach neuronowych.

30

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

Tylwyth Teg z chęcią napisze ci prywatną wiadomość tylko najpierw czy ktoś mógłby mi powiedzieć jak to się robi? Wybaczcie jestem nowy na forum i jeszcze tego nie ogarnąłem.

Ja wysłałałam Tobie, sprawdź maila, którego podałeś do logowania tutaj smile

31

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

A co do mieszkania z obcymi ludźmi to odpowiedź jest niesamowicie prosta i jednocześnie żałosna, po prostu się tego boje. Szczerze mówiąc nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić.

A czego się boisz? Chyba jak byłeś mały nie mieszkałeś w stodole tylko z jakimiś ludźmi. Było tak strasznie?

32

Odp: Co powinienem zrobić?
M!ri napisał/a:
Shinigami napisał/a:

A co do mieszkania z obcymi ludźmi to odpowiedź jest niesamowicie prosta i jednocześnie żałosna, po prostu się tego boje. Szczerze mówiąc nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić.

A czego się boisz? Chyba jak byłeś mały nie mieszkałeś w stodole tylko z jakimiś ludźmi. Było tak strasznie?

Boje się po pierwsze oceniania. Z prac domowych potrafię tylko sprzątać. O gotowaniu totalnie nie mam pojęcia, a co za tym idzie o zakupach żywnościowych również niewielkie. W kwestii prania potrafię zamontować pralkę ale już jej obsługiwać nie. Musiałbym się tego wszystkiego nauczyć od zera. Jak sobie wyobrażasz reakcję obcych ludzi na gościa 26 lat, który nie potrafi zrobić prania ani ugotować nic więcej poza wodą?

Po drugie nie mogę sobie wyobrazić dzielenia się łazienką z kimś obcym, szczególnie rano z powodu pewnych problemów gastrologicznych.

33

Odp: Co powinienem zrobić?

ktoś Cię bardzo skrzywdził z tą pralką. moje dziecko ma 16 miesięcy i ze mną ją włącza.
ale to masz zadanie na jutro - nauczyć się obsługi pralki. serio, to znacznie prostsze niż jej zmontowanie.

co do wciętych postów smile bo gdzieś cały czas komuś wcina. dam przepis. a wcina Wam posta zapewne jak piszeci długiego / przemyślanego. bo się sesja kończy przy dłuższej bezczynności.
oczywiście najlepiej prewencyjnie nabyć nawyk przed publikacją na CTRL+A  -> CTRL+C
ale jak Wam wetnie to wciąż nie jest to stracone. co wtedy należy zrobić:
1. nie wychodzić ze strony, nie cofać jej
2. włączyć nowe okno przeglądarki i wejść na forum, zalogować się tutaj
3. odświeżyć stronę z punktu 1

i voila, post się pojawia.

34

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:
M!ri napisał/a:
Shinigami napisał/a:

A co do mieszkania z obcymi ludźmi to odpowiedź jest niesamowicie prosta i jednocześnie żałosna, po prostu się tego boje. Szczerze mówiąc nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić.

A czego się boisz? Chyba jak byłeś mały nie mieszkałeś w stodole tylko z jakimiś ludźmi. Było tak strasznie?

Boje się po pierwsze oceniania. Z prac domowych potrafię tylko sprzątać. O gotowaniu totalnie nie mam pojęcia, a co za tym idzie o zakupach żywnościowych również niewielkie.

Jeżeli sprzątać umiesz to wystarczy. Tylko tyle od Ciebie będą wymagać, żebyś nie zostawiał syfu po sobie. Gotujesz wyłącznie dla siebie. Na początek wystarczy abyś z głodu nie umarł.


Shinigami napisał/a:

W kwestii prania potrafię zamontować pralkę ale już jej obsługiwać nie. Musiałbym się tego wszystkiego nauczyć od zera. Jak sobie wyobrażasz reakcję obcych ludzi na gościa 26 lat, który nie potrafi zrobić prania ani ugotować nic więcej poza wodą?

A myślisz, że inni to rodzą się z takimi umiejętnościami? Też nauczyłam się dopiero gdy wyprowadziłam się od rodziców. Co więcej każdej nowej pralki / kuchenki / mikrofali nie umiem obsługiwać i sięgam po instrukcję.


Boisz się oceny współlokatorów, którzy realnie mają Cię w dupie i tylko będziecie się mijać na korytarzu, a próbujesz zagadać do laski? Naprawdę uważasz, że jakiejkolwiek kobiecie potrzebny jest maminsynek, który nic nie potrafi? Jak to sobie wyobrażasz, gdy po kilku miesiącach będziecie chcieli zamieszkać razem, a Ty nawet nie będziesz umiał załatwić umowy wynajmu mieszkania?

Odpuść na razie dziewczyny i weź się za siebie. Nasz dużo do zrobienia, ale wszystko jest w Twoim zasięgu. Nigdy nie jest za późno.

35

Odp: Co powinienem zrobić?

Pełna zgoda z M!ri.

Opowiedz coś więcej o Twojej rodzinie. Ciekawi mnie, dlaczego wychowali Cię w ten sposób? Żebyś mieszkał z nimi całe życie, nigdy nie znalazł partnerki i opiekował się nimi na starość? No ale jak, skoro Ty nawet jajek nie umiesz ugotować, pralki nastawić? Ile miesięcznie oddajesz im pieniędzy na życie? Dlaczego sam, mając tyle lat ile masz nie wpadłeś na to, że wypadałoby zacząć się uczyć podstawowego ogarnięcia życiowego? Myślałeś, że płynnie przejdziesz spod opieki rodziców pod opiekę dziewczyny? Że ambitna dziewczyna jak ta lekarka będzie Ci codziennie obiadki gotować, prać i prasować, ogarniać sprawy urzędowe, a Ty będziesz tylko chodził do pracy i sprzątał?

Shinigami napisał/a:

Wracamy do punktu wyjścia bo co mi to da, że będę gotowy wszystko poświęcić jak nie mam najważniejszego elementu czyli tego celu? Doskonale wiedziałem już od dawna to wszystko co tu napisałaś tylko problem leży gdzie indziej. Z chęcią zejdę nawet na najniższy krąg piekła tylko najpierw muszę wiedzieć gdzie jest wejście. Znać jego adres tak żebym mógł wpisać go w nawigacji, wsiąść do samochodu i pojechać.

Cel już masz, nauczyć się sam siebie ogarniać. Zacznij w domu rodzinnym, w tym tygodniu nastaw pranie i je rozwieś/poskładaj jeśli macie pralko-suszarkę, następnie naucz się gotować jajka, makaron, idź do sklepu i zrób zakupy spożywcze i rozejrzyj się dookoła żebyś mniej więcej wiedział ile kosztuje masło, olej, chleb, cukier, itd. Najlepiej do biedronki czy innego lidla lub dino, a nie delikatesów, żeby rodzice zawału nie dostali jakby przypadkiem znaleźli paragon. W przyszłym tygodniu ugotuj swoją pierwszą potrawę, możesz poprosić o pomoc (słowną) tę osobę co gotuje w domu lub poszukać przepisu w Internecie.

Trochę mi się gryzie to "Z chęcią zejdę nawet na najniższy krąg piekła tylko najpierw muszę wiedzieć gdzie jest wejście." z (parafrazowane: boję się mieszkać z obcymi ludźmi, boję się oceniania). Czyli innymi słowy: chętnie zrobisz wiele, pod warunkiem, że to wiele będzie łatwe i przyjemne i przyniesie wielkie korzyści.

36

Odp: Co powinienem zrobić?
jeneste92 napisał/a:

Trochę mi się gryzie to "Z chęcią zejdę nawet na najniższy krąg piekła tylko najpierw muszę wiedzieć gdzie jest wejście." z (parafrazowane: boję się mieszkać z obcymi ludźmi, boję się oceniania). Czyli innymi słowy: chętnie zrobisz wiele, pod warunkiem, że to wiele będzie łatwe i przyjemne i przyniesie wielkie korzyści.

O! W 10! <3 Dokładnie taką ma postawę. Dużo by chciał, ale jak trzeba się za coś zabrać, to same niedogodności i w ogóle wszystko nie tak jak sobie wyobrażał. Niczego nie umie, ale myśl, żeby iść i się nauczyć nigdy nie zagościła w jego głowie. To naprawdę ciekawy przypadek smile
Mam nadzieję, że nie napisał jeszcze wiadomości to tej dziewczyny opisującej wszystkie jego uczucia i emocje, bo jak teraz czuje się upokorzony faktem, że ona nie przeczytała jego ostatniej wiadomości, to nie chce nawet myśleć, co będzie po tej tongue

37 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2022-10-04 18:47:26)

Odp: Co powinienem zrobić?

Mam wrażenie, że ten temat podobnie jak wiele innych na tym forum zaczyna iść w coraz gorszą stronę ale cóż kontynuujmy.

M!ri napisał/a:

Jeżeli sprzątać umiesz to wystarczy. Tylko tyle od Ciebie będą wymagać, żebyś nie zostawiał syfu po sobie. Gotujesz wyłącznie dla siebie. Na początek wystarczy abyś z głodu nie umarł.

Tu mnie zaskoczyłaś sądziłem, że zostanę bardziej zjechany, a tu widzę zrozumienie.


M!ri napisał/a:

A myślisz, że inni to rodzą się z takimi umiejętnościami? Też nauczyłam się dopiero gdy wyprowadziłam się od rodziców. Co więcej każdej nowej pralki / kuchenki / mikrofali nie umiem obsługiwać i sięgam po instrukcję.

Prawdę mówiąc to dokładnie tak myślałem, że każdy kto decyduje się wyprowadzić z domu wszystkie te umiejętności ma dawno opanowane.

M!ri napisał/a:

Boisz się oceny współlokatorów, którzy realnie mają Cię w dupie i tylko będziecie się mijać na korytarzu, a próbujesz zagadać do laski? Naprawdę uważasz, że jakiejkolwiek kobiecie potrzebny jest maminsynek, który nic nie potrafi? Jak to sobie wyobrażasz, gdy po kilku miesiącach będziecie chcieli zamieszkać razem, a Ty nawet nie będziesz umiał załatwić umowy wynajmu mieszkania? Odpuść na razie dziewczyny i weź się za siebie. Nasz dużo do zrobienia, ale wszystko jest w Twoim zasięgu. Nigdy nie jest za późno.

Z tym byciem ocenianym wiem, że przesadzam i to jest jeden z głównych tematów przerabianych na mojej terapii. To co powiem pewnie zabrzmi naiwnie ale miałem w planie nauczyć się tego wszystkiego kiedy już będę miał po co. Co do umowy najmu z tym akurat już teraz nie miałbym problemu. Co nie zmienia faktu, że nawet się jeszcze nad tym nie zastanawiałem bo jakby nie patrzeć zamieszkanie razem z jakąkolwiek dziewczyną to na obecną chwilę bardzo odległa wizja. Za późno na co, na nauczenie się obowiązków domowych czy znalezienie dziewczyny? Osobiście uważam, że już bardzo późno jeśli nie za późno.

jeneste92 napisał/a:

Opowiedz coś więcej o Twojej rodzinie. Ciekawi mnie, dlaczego wychowali Cię w ten sposób? Żebyś mieszkał z nimi całe życie, nigdy nie znalazł partnerki i opiekował się nimi na starość? No ale jak, skoro Ty nawet jajek nie umiesz ugotować, pralki nastawić? Ile miesięcznie oddajesz im pieniędzy na życie? Dlaczego sam, mając tyle lat ile masz nie wpadłeś na to, że wypadałoby zacząć się uczyć podstawowego ogarnięcia życiowego? Myślałeś, że płynnie przejdziesz spod opieki rodziców pod opiekę dziewczyny? Że ambitna dziewczyna jak ta lekarka będzie Ci codziennie obiadki gotować, prać i prasować, ogarniać sprawy urzędowe, a Ty będziesz tylko chodził do pracy i sprzątał?

W mojej rodzinie zawsze tak było, że facet zasuwał w pracy i ciężkich robotach przy domu, a kobieta w domu. Mój ojciec tak samo nigdy nie para się pracami domowymi i dziadek był taki sam. Wychowali mnie w taki sposób ponieważ moja matka jest
skrajnie nadopiekuńcza i dla niej najlepiej gdybym nigdy się nie wyprowadził, a ojciec ma w to wywalone. Przed skończeniem 18 lat nie było nawet mowy o imprezach czy jakichś wyjazdach. Co do partnerki to niezbyt ich to obchodzi ale wydaje mi się, że jest z tym podobnie jak z tym wyprowadzeniem się czyli żebym nigdy żadnej nie miał. Słuchajcie jedna kwestia wyjaśnienia bo prawdę mówiąc to chciałem sprawdzić waszą reakcję i jak wielki będzie hejt. Tak na prawdę nie jestem aż tak nieogarnięty w pracach domowych także to pranie pewnie dałbym radę zrobić i kilka podstawowych rzeczy takich jak choćby wspomniane jajka akurat umiem ugotować. Pieniędzy oddaje miesięcznie 500zł. Nie wpadłem na to bo nigdy nie było mi to potrzebne więc nie musiałem się nad tym nawet zastanawiać. Tutaj to już gruba przesada. Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło żeby być pod opieką dziewczyny czy żeby prała i prasowała. Powiem nawet więcej, osobiście gardzę takimi ludźmi. Jedyne o czym kiedykolwiek pomyślałem to żeby mi gotowała bo sam tego nie potrafię. Sprawy urzędowe załatwiam bez problemu. Pisząc wcześniej o pracach domowych miałem na myśli dosłownie te, o których napisałem, a nie ogólnie o wszystkim co trzeba ogarniać w domu. Na prawdę wyciągacie za dużo pochopnych wniosków.

jeneste92 napisał/a:

Trochę mi się gryzie to "Z chęcią zejdę nawet na najniższy krąg piekła tylko najpierw muszę wiedzieć gdzie jest wejście." z (parafrazowane: boję się mieszkać z obcymi ludźmi, boję się oceniania). Czyli innymi słowy: chętnie zrobisz wiele, pod warunkiem, że to wiele będzie łatwe i przyjemne i przyniesie wielkie korzyści.

Tu też ostro pojechałaś nie próbując nawet zinterpretować na więcej niż jeden znany ci sposób. Prawdziwa treść brzmi tak: "Chętnie zrobię wiele, pod warunkiem, że będę sam i nikt nie będzie się na mnie patrzył i mnie oceniał". Skąd w ogóle wzięłaś to "łatwe, przyjemne, i wielkie korzyści". Nic takiego wcześniej nie napisałem i nawet przez chwilę nie pomyślałem w taki sposób. Wiele razy doświadczyłem bardzo nieprzyjemnych sytuacji właśnie w kwestii bycia ocenianym przez innych. Często dosyć pochopnie tak jak wy teraz to robicie. Ale staram się z tym walczyć, na prawdę zależy mi na tym na tyle, że zwróciłem się do specjalisty.

A na koniec najlepsze.

Tylwyth Teg napisał/a:

O! W 10! <3 Dokładnie taką ma postawę. Dużo by chciał, ale jak trzeba się za coś zabrać, to same niedogodności i w ogóle wszystko nie tak jak sobie wyobrażał. Niczego nie umie, ale myśl, żeby iść i się nauczyć nigdy nie zagościła w jego głowie. To naprawdę ciekawy przypadek smile
Mam nadzieję, że nie napisał jeszcze wiadomości to tej dziewczyny opisującej wszystkie jego uczucia i emocje, bo jak teraz czuje się upokorzony faktem, że ona nie przeczytała jego ostatniej wiadomości, to nie chce nawet myśleć, co będzie po tej tongue

Spodziewałem się hejtu ale to jest na prawdę niezłe. Czytając twój komentarz zaczynam rozumieć jak powstają te wszystkie wojny damsko-męskie na tym forum. Rzeczywiście masz bujną wyobraźnię bo już dawno nie widziałem takiej nadinterpretacji. Faktycznie dużo bym chciał ale jak każdy logicznie myślący człowiek rozważam różne za i przeciw dotyczące danej kwestii. W tym przypadku rozmowa dotyczyła pracy, a dokładniej jakie miałem pomysły na nią. Napisałem, a tym zapytałaś dlaczego nie poszedłem akurat tą drogą. To również ci napisałem w wydawałoby się dość zrozumiały przejrzysty sposób i doprawdy nie wiem czego tu nie zrozumiałaś ani skąd ci się wzięło, że "niczego nie umie, ale myśl, żeby iść i się nauczyć nigdy nie zagościła w jego głowie".

A co do wiadomości do tej dziewczyny to napisze ja w stosownym czasie i wiem, że po tylu latach powinienem się spodziewać albo braku odpowiedzi albo niezbyt miłej odpowiedzi. Ponownie nie mam pojęcia skąd wzięłaś to, że czuje się upokorzony, nigdy nawet słowem nie wspomniałem nic na ten temat. Jedyne co czuję z powodu jej nieodpisywania to lekkie rozczarowanie. Zdaje się, że uważasz mnie za dzieciaka, który niczego jeszcze w życiu nie widział ani nie doświadczył. W żadnym wypadku tak nie jest. Nawet nie wiem ile razy zostałem odtrącony, zignorowany czy wyśmiany, wiele razy widziałem ludzkie wzloty i upadki. Faktycznie w relacjach damsko-męskich nie mam żadnego własnego doświadczenia ale mam mnóstwo obserwacji ludzi, którzy przez całe życie byli w moim otoczeniu i widziałem wiele pięknych, okropnych i ciekawych sytuacji. Jeśli całkowicie mnie oleje to jakoś to przeżyje i będę żył dalej. Jak już wspomniałem w jednym z pierwszych postów, przetrwałem 26 lat w samotności i przetrwam więcej. Wierz mi lub nie ale jedyną reakcją tej dziewczyny na moje wiadomości, która zrobiłaby na mnie jakiekolwiek wrażenie byłaby pozytywna odpowiedź. Tej najmniej się spodziewam.

38 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2022-10-04 19:34:57)

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

Mam wrażenie, że ten temat podobnie jak wiele innych na tym forum zaczyna iść w coraz gorszą stronę ale cóż kontynuujmy.

Hehe no to troche tak jest w tej naszej cudownej Zachodniej cywilizacji, ze im czlowiek pokorniejszy to tym bardziej deptany jest przez tych, co czesto swoje braki ukrywaja pod plaszczem niezdrowej pewnosci siebie.

Pare luznych mysli ode mnie:
- Glownym pytaniem zycia, ktore stoi za wszystkimi naszymi wyborami jest "Jakos znalazlem sie na tym swiecie, co mam teraz robic?"
- Odpowiedz na to pytanie staramy sie wywnioskowac na podstawie naszej psychologii pytajac "Jak zyc aby byc szczesliwym"
- Na podstawie powyzszego pytania wyciagamy kolejne "czy powinienem byc w zwiazku aby byc szczesliwym", "czy powinienem miec dzieci aby byc szczesliwym"
- Odpowiedzi na te pytania nie sa jasne bo pojecie "szczescia" tak jak wiekszosc osob je rozumie jest zagmatwane.
- Aby miec wiecej klarownosci to szczescie trzeba podzielic na 4 uczucia - spokoj (przeciwienstwem jest stres), szczescie per se (przeciwienstwem jest obawa), spelnienie (przeciwienstwem jest nedza) i radosc (przeciwienstwem jest zlamane serce).
- Pomijajac uczucia tranzytowe, zostaje spokoj i spelnienie.
- Spokoj odzwierciedla balans twojego ciala i psychologicznego bezpieczenstwa
- Spelnienie odzwierciedla stan twoich relacji ze swiatem - ludzmi, zwierzetami, natura.
- Szczesciwe zycie to takie, w ktorym czujesz sie spokojny i spelniony.
- Zyciowe wyboru rozpatrujesz poprzez balans tych uczuc i nie pozwalasz im wypasc z rownowagi.
- Gdy jestes swiadom (mniej wiecej, to sa uczucia - tutaj wszystko jest relatywne) zaspokojenia tych 2 uczuc to zanim zadasz sobie pytanie na ile dana kobieta moze na nie wplynac, wypisz sobie inne rozwiazania (burza mozgow) ktore moga Ci pomoc zaspokoic te potrzeby (zwlaszcza mniejszym kosztem).
- Bycie w zwiazku jest wazne w zyciu - o tym juz Arystoteles mowil 2.4 tysiaca lat temu - bo potrzebujemy kogos kto nas reguluje i nie pozwala nam wypasc w ekstremizm (jak co poniektorzy tutaj tongue).
- Natomiast zwiazek ma swoje koszta. Aby zbudowac cos fajnego to musisz sie wpierw czuc wewnetrznie spkojny i silny bo jak sie dobierzesz z jakas inna osoba, ktora ma w sobie duzo stresu to wariatkowo.
- Dlatego pamietaj, ze sa rozwiazania i rozwiazania tymczasowe. Na twoim etapie prawdopodobnie musisz glownie wziac pod uwage rzeczy, ktore pomoga Ci w budowie wewnetrznego spokoju, ktore sa na krotka mete ale za to maja niewielki koszt (zmiana muzyki na spokojniejsza, nawyki, ktore Cie uspakajaja, modlitwa).
- Przy okazji odniose sie do terapii - moim zdaniem poznawanie siebie, gdy jest sie w zyciowym dolku tylko bardziej doluje. Raczej zostawilbym to na etap, w ktorym czujemy sie duzo lepiej i zalezy nam aby nasza bezmyslnoscia nie zniszczyc zycia drugiej osobie.

Zycze Ci powodzenia smile

39

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

(...) To co powiem pewnie zabrzmi naiwnie ale miałem w planie nauczyć się tego wszystkiego kiedy już będę miał po co.

Nie będę owijać w bawełnę, to jest bardzo głupie podejście do sprawy.
To podobnie jakby powiedzieć: zapiszę się na kurs prawa jazdy jak rodzice kupią mi samochód.
No nie, tak się nie załatwia spraw.
Najpierw wysiłek, potem nagroda, a nie odwrotnie. A Ty oczekujesz nagrody na zachętę zanim w ogóle zabierzesz się do roboty.
Żadna sensowna dziewczyna nie będzie uczyć Cię ogarnięcia życiowego ani nie będzie czekać, aż sam się ogarniesz, po prostu powie Ci: 'dorośnij, ja nie jestem twoją matką żeby cię uczyć takich podstaw' i sobie pójdzie.

Shinigami napisał/a:

W mojej rodzinie zawsze tak było, że facet zasuwał w pracy i ciężkich robotach przy domu, a kobieta w domu. Mój ojciec tak samo nigdy nie para się pracami domowymi i dziadek był taki sam. Wychowali mnie w taki sposób ponieważ moja matka jest skrajnie nadopiekuńcza i dla niej najlepiej gdybym nigdy się nie wyprowadził, a ojciec ma w to wywalone. Przed skończeniem 18 lat nie było nawet mowy o imprezach czy jakichś wyjazdach.(...)

Twoi rodzice są dla Ciebie toksyczni, tym bardziej powinieneś się wyprowadzić. Rolą rodzica jest przygotować dziecko do samodzielnej egzystencji, a nie uzależnienie go od siebie.

Shinigami napisał/a:
jeneste92 napisał/a:

Trochę mi się gryzie to "Z chęcią zejdę nawet na najniższy krąg piekła tylko najpierw muszę wiedzieć gdzie jest wejście." z (parafrazowane: boję się mieszkać z obcymi ludźmi, boję się oceniania). Czyli innymi słowy: chętnie zrobisz wiele, pod warunkiem, że to wiele będzie łatwe i przyjemne i przyniesie wielkie korzyści.

Tu też ostro pojechałaś nie próbując nawet zinterpretować na więcej niż jeden znany ci sposób. Prawdziwa treść brzmi tak: "Chętnie zrobię wiele, pod warunkiem, że będę sam i nikt nie będzie się na mnie patrzył i mnie oceniał". Skąd w ogóle wzięłaś to "łatwe, przyjemne, i wielkie korzyści". Nic takiego wcześniej nie napisałem i nawet przez chwilę nie pomyślałem w taki sposób. Wiele razy doświadczyłem bardzo nieprzyjemnych sytuacji właśnie w kwestii bycia ocenianym przez innych. Często dosyć pochopnie tak jak wy teraz to robicie. Ale staram się z tym walczyć, na prawdę zależy mi na tym na tyle, że zwróciłem się do specjalisty.

Dla mnie "zejście na najniższy krąg piekła" to zrobienie tego, czego się najbardziej boję, czyli gdybym była Tobą - wyprowadzka z domu i zamieszkanie z obcymi ludźmi i zmierzenie się z lękami przed byciem ocenionym. Wzięcie życia we własne ręce. Cała reszta to półśrodki, zrobienie czegoś zastępczego, łatwego, prostego i przyjemnego, żeby oszukać samego siebie, że przecież robię coś, staram się.

40 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-10-04 21:03:45)

Odp: Co powinienem zrobić?

@JohnyBravo777 bardzo lubię czytać Twoje posty, widać że masz wiele rzeczy przemyślanych i jesteś oczytany. zgadzam się z obserwacją dotyczącą pokory. ja jej nabrałam w tym roku, po zdradzie narzeczonego. to była cecha której mi bardzo brakowało i o ile sama z tym czuję się świetnie, odczuwam znacznie większy spokój życiowy dzięki temu a moje relacje z ludźmi się bardzo poprawiły to mam widzę wyraźnie (choćby i tu na forum) niektórzy uznają to za słabość, rosną w piórka i tylko czekają by się wyładować kiedy operuję odcieniami szarości zamiast stawiać sprawy na ostrzu noża.

Autorze, w Tobie podoba mi się że MYŚLISZ. widać że czytasz posty tutaj ze zrozumieniem, widać w Tobie inteligencję. i chęci. jeszcze tylko kwestia przełamania strachu. ale wyobraź sobie cel. wyobraź sobie że mieszkasz czy to sam, czy ze współlkarami, po pracy jedziesz do biedry, robisz szybkie zakupy, wracasz do mieszkania i pichcisz pyszne risotto.  wpada koleżanka czy znajomy i sobie wcinacie plotkując. to naprawdę może być niedługo i tego Ci życzę, bo zgadzam się że relacje w Twoim domu nie są zdrowe i jak się wyrwiesz to dopiero to zobaczysz.

41 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2022-10-04 21:35:59)

Odp: Co powinienem zrobić?

Dziekuje anna.zakochana za mile slowo.
Wspolczuje sytuacji z narzeczonym i gratuluje zmiany, ktora jak widac Ci sluzy smile

42

Odp: Co powinienem zrobić?
jeneste92 napisał/a:

Nie będę owijać w bawełnę, to jest bardzo głupie podejście do sprawy.
To podobnie jakby powiedzieć: zapiszę się na kurs prawa jazdy jak rodzice kupią mi samochód.
No nie, tak się nie załatwia spraw.
Najpierw wysiłek, potem nagroda, a nie odwrotnie. A Ty oczekujesz nagrody na zachętę zanim w ogóle zabierzesz się do roboty.

Wiem, że to bardzo zły sposób myślenia ale uświadomiłem to sobie dopiero niedawno. Długotrwały brak relacji międzyludzkich odcisnął na mnie swoje piętno, a teraz dzięki własnemu zagłębianiu się w ten temat chociażby poprzez pisanie na tym forum oraz dzięki terapii zaczynam rozumieć rzeczy, które dla większości ludzi zawsze były oczywiste. 

jeneste92 napisał/a:

Żadna sensowna dziewczyna nie będzie uczyć Cię ogarnięcia życiowego ani nie będzie czekać, aż sam się ogarniesz, po prostu powie Ci: 'dorośnij, ja nie jestem twoją matką żeby cię uczyć takich podstaw' i sobie pójdzie.

Tego z kolei nie potrafię zrozumieć. To jest dla mnie niezrozumiałe, że się kogoś skreśla tylko dla tego, że nie potrafi czegoś co dla społeczeństwa wydaje się oczywiste. Może to ze mną jest coś nie tak ale gdybym ja znalazł się w odwrotnej sytuacji, w której dziewczyna nie potrafiłaby zrobić nawet takich "podstaw" to nawet przez myśl by mi nie przeszło żeby z tego powodu sobie pójść. Sam bym jej zaproponował, że jej w tym pomogę i ją nauczę. Gdyby powiedziała, że sama chcę się tego nauczyć metodą prób i błędów dałbym jej na to czas. Może się mylę ale czy to nie jest tak, że kiedy dwoje ludzi wchodzi w związek z miłości to akceptują siebie całych. Zarówno zalety jak i wady, a kiedy jedno ma z czymś problem to drugie pomaga, uczy, wspiera. Jeśli faktycznie się mylę to poprawcie mnie, wszak nie mam żadnego osobistego doświadczenia w tych sprawach.

jeneste92 napisał/a:

Twoi rodzice są dla Ciebie toksyczni, tym bardziej powinieneś się wyprowadzić. Rolą rodzica jest przygotować dziecko do samodzielnej egzystencji, a nie uzależnienie go od siebie.

Nie wiem czy toksyczni to właściwe słowo, ale faktem jest iż ich wpływ na mnie jest negatywny. Problem w tym, że oni sami nie zdają sobie z tego sprawy mimo iż wielokrotnie próbowałem im to wytłumaczyć. Szczególnie moja matka ciągle myśli, że zawsze robiła dla mnie wszystko co najlepsze, a ja nie potrafię jej za to winić. Tak czy inaczej dopiero odkąd pracuje czyli jakieś 3 lata mam faktyczną możliwość bycia niezależnym bardziej niż kiedykolwiek.

jeneste92 napisał/a:

Dla mnie "zejście na najniższy krąg piekła" to zrobienie tego, czego się najbardziej boję, czyli gdybym była Tobą - wyprowadzka z domu i zamieszkanie z obcymi ludźmi i zmierzenie się z lękami przed byciem ocenionym. Wzięcie życia we własne ręce. Cała reszta to półśrodki, zrobienie czegoś zastępczego, łatwego, prostego i przyjemnego, żeby oszukać samego siebie, że przecież robię coś, staram się.

Właśnie uświadomiłaś mi coś ważnego z czego nie zdawałem sobie wcześniej sprawy. Rzeczywiście myślałem w taki sposób, że będę robić cokolwiek byleby było widać, że się staram. Teraz rozumiem, że to było oszukiwanie samego siebie. Co prawda nadal nie wiem jak zmienić ten sposób myślenia ale samo uświadomienie sobie tego już jest małym krokiem naprzód. A przynajmniej tak mi się wydaje. Dzięki za ten komentarz.

JohnyBravo777 ja również coraz bardziej lubię czytać twoje posty. Twój sposób wypowiedzi jest filozoficzny i niemal poetycki, a mimo to jasny i zrozumiały. Podajesz logiczne argumenty i masz ciekawe przemyślenia, które skłaniają do własnych refleksji.

anna.zakochana napisał/a:

Autorze, w Tobie podoba mi się że MYŚLISZ. widać że czytasz posty tutaj ze zrozumieniem, widać w Tobie inteligencję. i chęci. jeszcze tylko kwestia przełamania strachu. ale wyobraź sobie cel. wyobraź sobie że mieszkasz czy to sam, czy ze współlokatorami, po pracy jedziesz do biedry, robisz szybkie zakupy, wracasz do mieszkania i pichcisz pyszne risotto.  wpada koleżanka czy znajomy i sobie wcinacie plotkując. to naprawdę może być niedługo i tego Ci życzę, bo zgadzam się że relacje w Twoim domu nie są zdrowe i jak się wyrwiesz to dopiero to zobaczysz.

Dziękuję to chyba najlepszy komplement jaki kiedykolwiek dostałem. Dokładnie tak jak piszesz przełamanie strachu to najprawdopodobniej mój największy problem ze wszystkich. Wałkuje ten temat na terapii od ponad 2 miesięcy i jeszcze daleko do jego wyczerpania.

Co do dalszej części komentarza to piękna wizja życia w niezależności, wolności i z komfortem psychicznym. Móc żyć według własnych zasad, własnych planów, robić to co się chcę bez ciągłego poczucia kontroli i bycia obserwowanym to na prawdę musi być coś niesamowitego.

43

Odp: Co powinienem zrobić?

Shinigami, cieszę się że zdecydowałeś się na terapię. To długa droga ale pomoże Ci poukładać te puzzle w jeden spójny obraz, prędzej czy później.

W trakcie terapii będzie moment w którym dotrze do Ciebie, że Twoja matka, zapewne nieświadomie, Cię skrzywdziła. Chcąc Cię chronić nie pozwoliła Ci zrobić koniecznego do wzrostu kroku i przez to zatrzymała wiele procesów które dzieją się potem. To tak jakby ptasia matka nie pozwoliła swojemu pisklakowi wylecieć z gniazda - owszem, jest bezpieczny w gnieździe, ale odebrane mu jest mnóstwo radości z bycia ptakiem - latanie. Tak samo jest z Tobą.

Tego z kolei nie potrafię zrozumieć. To jest dla mnie niezrozumiałe, że się kogoś skreśla tylko dla tego, że nie potrafi czegoś co dla społeczeństwa wydaje się oczywiste. Może to ze mną jest coś nie tak ale gdybym ja znalazł się w odwrotnej sytuacji, w której dziewczyna nie potrafiłaby zrobić nawet takich "podstaw" to nawet przez myśl by mi nie przeszło żeby z tego powodu sobie pójść. Sam bym jej zaproponował, że jej w tym pomogę i ją nauczę. Gdyby powiedziała, że sama chcę się tego nauczyć metodą prób i błędów dałbym jej na to czas. Może się mylę ale czy to nie jest tak, że kiedy dwoje ludzi wchodzi w związek z miłości to akceptują siebie całych. Zarówno zalety jak i wady, a kiedy jedno ma z czymś problem to drugie pomaga, uczy, wspiera.

Do tego też dojdziesz. Pokrótce - aby stworzyć dobrze funkcjonującą relację partnerzy powinni być na równym sobie poziomie tj. Ja jestem ok, Ty jesteś ok. W obecnej sytuacji u Ciebie występuje ja jestem nie ok (bo nie umiem X rzeczy), a Ty jesteś ok. W końcu skumasz ze problemem nie jest to że Ty nie umiesz czegoś zrobić i ktoś nie chce Ci pomóc. Problemem jest to co Ty o sobie przez to myślisz. I co z tym robisz tak naprawdę - próbujesz się nauczyć czy uciekasz bo boisz się porażki?

W ramach autopracy nad sobą polecam Ci serdecznie książkę "To co musimy utracić" Judith Viorst.

44

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:
M!ri napisał/a:

A myślisz, że inni to rodzą się z takimi umiejętnościami? Też nauczyłam się dopiero gdy wyprowadziłam się od rodziców. Co więcej każdej nowej pralki / kuchenki / mikrofali nie umiem obsługiwać i sięgam po instrukcję.

Prawdę mówiąc to dokładnie tak myślałem, że każdy kto decyduje się wyprowadzić z domu wszystkie te umiejętności ma dawno opanowane.

fake it till you make it big_smile Opuszczając dom rodzinny nie umiałam makaronu ugotować wink


Shinigami napisał/a:

To co powiem pewnie zabrzmi naiwnie ale miałem w planie nauczyć się tego wszystkiego kiedy już będę miał po co.

A kiedy nastąpi ta chwila, że będziesz miał po co?

Wszystko robi się dla siebie. Rozwijasz się dla siebie. Nie dla innych, nie dla partnerki, dla siebie.


Shinigami napisał/a:

Co nie zmienia faktu, że nawet się jeszcze nad tym nie zastanawiałem bo jakby nie patrzeć zamieszkanie razem z jakąkolwiek dziewczyną to na obecną chwilę bardzo odległa wizja.

Niby odległa, ale co by było gdyby bohaterka wątku odpowiedziała i zaczęlibyście się spotykać? Najpóźniej po roku oczekiwałaby wspólnego zamieszkania.

45

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

Tu też ostro pojechałaś nie próbując nawet zinterpretować na więcej niż jeden znany ci sposób. Prawdziwa treść brzmi tak: "Chętnie zrobię wiele, pod warunkiem, że będę sam i nikt nie będzie się na mnie patrzył i mnie oceniał". Skąd w ogóle wzięłaś to "łatwe, przyjemne, i wielkie korzyści". Nic takiego wcześniej nie napisałem i nawet przez chwilę nie pomyślałem w taki sposób. Wiele razy doświadczyłem bardzo nieprzyjemnych sytuacji właśnie w kwestii bycia ocenianym przez innych. Często dosyć pochopnie tak jak wy teraz to robicie. Ale staram się z tym walczyć, na prawdę zależy mi na tym na tyle, że zwróciłem się do specjalisty.

Jesteś mocno przewrażliwiony na swoim punkcie. Apelujesz co chwilę w tym wątku, żeby nie oceniać, a sam robisz to nagminnie, zwłaszcza wtedy, jak odpowiedź Ci się nie podoba.
Zdradzę Ci sekret, wszyscy oceniali, oceniają, będą oceniać. Każdy był, jest i będzie oceniany. To naturalne, takie jest życie. Każdy, każdego ocenia, zawsze. Ocenia się na podstawie informacji, zachowania, osiągnięć itp. Ciebie można oceniać tutaj na podstawie tego, co piszesz, jak piszesz, jak odpowiadasz, jak reagujesz. Nie trzeba się tymi obserwacjami dzielić, oczywiście, ale myślę, że ogólny zarys jest dość jasny.
Ponieważ nikogo w życiu nie masz, Twoja uwaga i Twoje skupienie koncentruje się w 100% na Tobie, czyli widzisz tylko siebie i jesteś skupiony tylko na sobie. Przez to boisz się oceny innych, ciągle Ci się wydaje, że wszyscy na Ciebie patrzą, zdajesz sobie doskonale sprawę ze swoich ułomności i braków i przez to jeszcze bardziej czujesz się na celowniku. Cały Twój świat kręci się wokół Ciebie, wokół tego, co byś chciał i tego, czego nie masz.


Shinigami napisał/a:

Spodziewałem się hejtu ale to jest na prawdę niezłe. Czytając twój komentarz zaczynam rozumieć jak powstają te wszystkie wojny damsko-męskie na tym forum. Rzeczywiście masz bujną wyobraźnię bo już dawno nie widziałem takiej nadinterpretacji. Faktycznie dużo bym chciał ale jak każdy logicznie myślący człowiek rozważam różne za i przeciw dotyczące danej kwestii.

Dlaczego Ty się ciągle hejtu spodziewasz? Nikt tutaj nie jest dla Ciebie niemiły, każdy chce coś doradzić, podzielić obserwacją i wnioskami, a Ty ciągle szukasz hejtu.
Nie mam pojęcia o co Ci chodzi z wojnami damsko-męskimi i nawet nie chce wiedzieć...

Gdzieś z tyłu głowy doskonale wiesz, że w mojej odpowiedzi nie było nadinterpretacji i tu Cię boli. Rozmawialiśmy tutaj, rozmawiali z Tobą inny, rozmawialiśmy przez pw i wierz mi, nie jestem jedyną osobą, która ma wrażenie, że Twoja postawa mówi jasno o tym, że dużo byś chciał, ale jak najmniej się narobić. Wydumałeś sobie jakieś teorie i pseudo plan, którego się trzymasz rękami i nogami. Jest Ci źle, widzisz to, ale kompletnie nie jesteś gotowy wyjść ze strefy komfortu.

Shinigami napisał/a:

W tym przypadku rozmowa dotyczyła pracy, a dokładniej jakie miałem pomysły na nią. Napisałem, a tym zapytałaś dlaczego nie poszedłem akurat tą drogą. To również ci napisałem w wydawałoby się dość zrozumiały przejrzysty sposób i doprawdy nie wiem czego tu nie zrozumiałaś ani skąd ci się wzięło, że "niczego nie umie, ale myśl, żeby iść i się nauczyć nigdy nie zagościła w jego głowie".

Nawiązywałam luźno do rozmowy o pomysłach na karierę i tak, wyraziłeś się jasno i klarownie dlaczego nie wybrałeś, czy nawet nie spróbowałeś żadnej ze ścieżek, natomiast ja nigdy nie powiedziałam, że Twoje podejście było logiczne, zrozumiałe i miało sens. Było WYGODNE, to na pewno, dawało wachlarz pełnego usprawiedliwienia dla nieróbstwa, tak, ale nawet jeśli byłoby prawdziwe, to na tym się zatrzymałeś, co tez wiele mówi o podejściu.

Chwilę wcześniej napisałeś, że nie umiesz obsługiwać pralki, czy nie umiesz gotować, ale siedząc na tyłku w domu rodzinnym ani razu Ci w głowie nie zaświtała myśl, żeby się nauczyć i naprawdę nie wiesz skąd mi się taki wniosek pojawił w głowie?! big_smile Tak, napisałeś, że uznałeś, że nauczysz się "jak będzie taka potrzeba" czy coś w tym stylu. Kolejne WYGODNE usprawiedliwienie smile


Shinigami napisał/a:

Ponownie nie mam pojęcia skąd wzięłaś to, że czuje się upokorzony, nigdy nawet słowem nie wspomniałem nic na ten temat.

To już tak ogólnie Ci powiem i sekret zdradzę, że nie trzeba o czymś dosłownie mówić, by o tym powiedzieć.

Serio, chłopie, z Ciebie można czytać jak z otwartej księgi, a Twój tok rozumowania zaprowadzi Cię na skraj przepaści. Jasne, chodzisz na terapie, zaczynasz już coś z tym robić, ja wiem, że Ciężko i mam nadzieję, że się wyprostujesz. Ale Ty przyspiesz troszkę tempo, bo masz 26 lat, a nie 16. Zaraz będziesz miał 30 i wierz mi, nie ma nic bardziej obrzydliwego niż zdziecinniały dorosły. Przestań powtarzać jak mantrę, że Ty nie wiesz gdzie iść, nie wiesz co robić, nie wiesz jakie drzwi wybrać, bo to kolejna WYGODNA wymówka do nic nierobienia. Wybierz cokolwiek! Kup sobie książkę, przeczytaj, zapisz się na kurs, choćby szydełkowania, skoro kompletnie nie wiesz co masz robić. ZRÓB COŚ, a nie tylko mów o tym, że byś zrobił. Jest takie mądre powiedzenie: "Człowiek jest tym, co rozbi, a nie tym, co mówi, że zrobi".
Na pw wysłałam Ci tytuł książki, którą powinieneś koniecznie przeczytać. Masz, swoje drzwi, uchylają się. Wejdziesz? Czy wymyślisz kolejną wygodną wymówkę?

46 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2022-10-05 23:11:11)

Odp: Co powinienem zrobić?
M!ri napisał/a:

fake it till you make it big_smile Opuszczając dom rodzinny nie umiałam makaronu ugotować wink

A ja zawsze myślałem, że takie przedsięwzięcie jak wyprowadzka z domu wymaga ogromnej ilości planowania i przygotowań.

M!ri napisał/a:

A kiedy nastąpi ta chwila, że będziesz miał po co? Wszystko robi się dla siebie. Rozwijasz się dla siebie. Nie dla innych, nie dla partnerki, dla siebie.

Zawsze żyłem w przekonaniu, że ta chwila nastąpi właśnie jak już będę miał dziewczynę. Ale ostatnio coraz więcej moich przekonań okazuje się błędne. Zanim poszedłem na terapię nawet nie myślałem o robieniu czegoś dla siebie.

M!ri napisał/a:

Niby odległa, ale co by było gdyby bohaterka wątku odpowiedziała i zaczęlibyście się spotykać? Najpóźniej po roku oczekiwałaby wspólnego zamieszkania.

Miałbym rok by się tego wszystkiego nauczyć, jeszcze do wczoraj tak myślałem.

Tylwyth Teg napisał/a:

Jesteś mocno przewrażliwiony na swoim punkcie. Apelujesz co chwilę w tym wątku, żeby nie oceniać, a sam robisz to nagminnie, zwłaszcza wtedy, jak odpowiedź Ci się nie podoba.
Zdradzę Ci sekret, wszyscy oceniali, oceniają, będą oceniać. Każdy był, jest i będzie oceniany. To naturalne, takie jest życie. Każdy, każdego ocenia, zawsze. Ocenia się na podstawie informacji, zachowania, osiągnięć itp. Ciebie można oceniać tutaj na podstawie tego, co piszesz, jak piszesz, jak odpowiadasz, jak reagujesz. Nie trzeba się tymi obserwacjami dzielić, oczywiście, ale myślę, że ogólny zarys jest dość jasny.
Ponieważ nikogo w życiu nie masz, Twoja uwaga i Twoje skupienie koncentruje się w 100% na Tobie, czyli widzisz tylko siebie i jesteś skupiony tylko na sobie. Przez to boisz się oceny innych, ciągle Ci się wydaje, że wszyscy na Ciebie patrzą, zdajesz sobie doskonale sprawę ze swoich ułomności i braków i przez to jeszcze bardziej czujesz się na celowniku. Cały Twój świat kręci się wokół Ciebie, wokół tego, co byś chciał i tego, czego nie masz.

Chciałbym to jakoś błyskotliwie skomentować ale nie mogę bo w większości masz rację. Nie zgadzam się tylko z tym na początku, bo zawsze staram się powstrzymać od oceniania innych, zwłaszcza jeśli tak na prawdę ich nie znam. Choć pewnie i w tym jest trochę racji, że nikt nie potrafi całkowicie przestać oceniać i ja też.

Tylwyth Teg napisał/a:

Dlaczego Ty się ciągle hejtu spodziewasz? Nikt tutaj nie jest dla Ciebie niemiły, każdy chce coś doradzić, podzielić obserwacją i wnioskami, a Ty ciągle szukasz hejtu.
Nie mam pojęcia o co Ci chodzi z wojnami damsko-męskimi i nawet nie chce wiedzieć...

Spodziewam się hejtu z dwóch bardzo prostych powodów. Po pierwsze bo przez większość życia jeszcze zanim odciąłem się od 90% kontaktów społecznych ciągle byłem hejtowany. Po drugie bo widziałem na tym forum już nie jeden temat założony przez faceta, który opisywał swoje problemy, i który szybko się przerodził w wspomnianą przeze mnie wojnę damsko-męską i sporą falę hejtu. Wybaczcie, że nie chcę mi się szukać poszczególnych tematów ale stali bywalcy forum pewnie wiedzą co mam na myśli.

Tylwyth Teg napisał/a:

Gdzieś z tyłu głowy doskonale wiesz, że w mojej odpowiedzi nie było nadinterpretacji i tu Cię boli. Rozmawialiśmy tutaj, rozmawiali z Tobą inny, rozmawialiśmy przez pw i wierz mi, nie jestem jedyną osobą, która ma wrażenie, że Twoja postawa mówi jasno o tym, że dużo byś chciał, ale jak najmniej się narobić. Wydumałeś sobie jakieś teorie i pseudo plan, którego się trzymasz rękami i nogami. Jest Ci źle, widzisz to, ale kompletnie nie jesteś gotowy wyjść ze strefy komfortu.

Faktycznie może trochę przesadziłem z moją odpowiedzią na twój wcześniejszy komentarz tym bardziej, że wyglądało na to, że na prawdę chcesz mi choć trochę pomóc. Jednakże w jednej kwestii nie mogę ci przyznać racji i będę to podkreślał za każdym razem. Z góry założyłaś, że "chcę jak najmniej się narobić" co jest kompletną bzdurą. Przyznam się szczerze do jednej rzeczy, którą chciałem przemilczeć ale jednak nie mam wyboru. Moim problemem nie jest tu jak ci się wydaje lenistwo tylko blokada psychiczna w postaci lęku. Przed podjęciem działania, przed wyjściem ze strefy komfortu i przed kontaktami społecznymi. Chciałem to zachować tylko na terapię ale jak widać tylko prawda może wyjaśnić choć trochę moją sytuację. 

Tylwyth Teg napisał/a:

Nawiązywałam luźno do rozmowy o pomysłach na karierę i tak, wyraziłeś się jasno i klarownie dlaczego nie wybrałeś, czy nawet nie spróbowałeś żadnej ze ścieżek, natomiast ja nigdy nie powiedziałam, że Twoje podejście było logiczne, zrozumiałe i miało sens. Było WYGODNE, to na pewno, dawało wachlarz pełnego usprawiedliwienia dla nieróbstwa, tak, ale nawet jeśli byłoby prawdziwe, to na tym się zatrzymałeś, co tez wiele mówi o podejściu.

Tu także wciąż nie mogę się z tobą zgodzić. I wiem, że nie ważne jak bym to skomentował ty i tak powiesz, że to wymówka i będziemy się tak kłócić bez końca. Powiem tu tylko tyle, że za mało mnie znasz i za mało o mnie wiesz by móc wyciągać takie wnioski. To tylko forum internetowe, na którym nie masz nawet żadnej pewności czy choć jedno moje słowo jest prawdziwe więc tak na prawdę nikt nikogo tu nie zna.

Tylwyth Teg napisał/a:

Chwilę wcześniej napisałeś, że nie umiesz obsługiwać pralki, czy nie umiesz gotować, ale siedząc na tyłku w domu rodzinnym ani razu Ci w głowie nie zaświtała myśl, żeby się nauczyć i naprawdę nie wiesz skąd mi się taki wniosek pojawił w głowie?! big_smile Tak, napisałeś, że uznałeś, że nauczysz się "jak będzie taka potrzeba" czy coś w tym stylu. Kolejne WYGODNE usprawiedliwienie smile

Tu na prawdę trochę przekombinowałaś. Większość facetów myśli w dość logiczny i dosłowny sposób. Wiec wyjaśniam ponownie, że pisząc "jak będzie taka potrzeba" pisałem dosłownie bo na prawdę myślałem, że szybko się tego nauczę tak jak większości manualnych umiejętności.   

Tylwyth Teg napisał/a:

To już tak ogólnie Ci powiem i sekret zdradzę, że nie trzeba o czymś dosłownie mówić, by o tym powiedzieć.

Serio, chłopie, z Ciebie można czytać jak z otwartej księgi, a Twój tok rozumowania zaprowadzi Cię na skraj przepaści. Jasne, chodzisz na terapie, zaczynasz już coś z tym robić, ja wiem, że Ciężko i mam nadzieję, że się wyprostujesz. Ale Ty przyspiesz troszkę tempo, bo masz 26 lat, a nie 16. Zaraz będziesz miał 30 i wierz mi, nie ma nic bardziej obrzydliwego niż zdziecinniały dorosły. Przestań powtarzać jak mantrę, że Ty nie wiesz gdzie iść, nie wiesz co robić, nie wiesz jakie drzwi wybrać, bo to kolejna WYGODNA wymówka do nic nierobienia. Wybierz cokolwiek! Kup sobie książkę, przeczytaj, zapisz się na kurs, choćby szydełkowania, skoro kompletnie nie wiesz co masz robić. ZRÓB COŚ, a nie tylko mów o tym, że byś zrobił. Jest takie mądre powiedzenie: "Człowiek jest tym, co rozbi, a nie tym, co mówi, że zrobi".
Na pw wysłałam Ci tytuł książki, którą powinieneś koniecznie przeczytać. Masz, swoje drzwi, uchylają się. Wejdziesz? Czy wymyślisz kolejną wygodną wymówkę?

Wiele razy myślałem, że lepiej byłoby spaść z tej krawędzi przepaści na samo dno by potem móc się od niego odbić. Balansowanie na granicy przepaści bez możliwości ruszenia się w którąś ze stron jest jeszcze gorsze niż upadek. Piszesz, że powinienem zwiększyć tempo i ja o tym doskonale wiem ale o co chodzi z tą granicą 30 lat to już nie rozumiem. Znam niejedną osobę, która grubo po 30 dopiero zaczęła się wygrzebywać z bagna i to z dużo głębszego niż moje. Tak samo nie bardzo rozumiem co masz na myśli poprzez "nie ma nic bardziej obrzydliwego niż zdziecinniały dorosły". Zabrzmiało to niemal tak jakbyś mówiła o kimś takim jak o najgorszym przestępcy. Dla mnie słowem "obrzydliwy" można by określić człowieka, który wykorzystuje i krzywdzi innych np. tylko dla zabawy. Widocznie ty masz inne kryteria oceniające wartość człowieka jako dobrego lub złego. Dla mnie tymi kryteriami są jego czyny w stosunku do innych żywych istot i całego otaczającego świata, a nie to czy wpasowuje się w wąskie ramy współczesnych norm społecznych. To, że ktoś jest "zdziecinniały" w wieku 30 lat nie miałby dla mnie żadnego znaczenia w kwestii uznawania tej osoby za przyjaciela czy kandydatkę do związku. Znam kilka osób, które były właśnie takimi "zdziecinniałymi" 20-paro czy nawet 30-paro latkami i kiedy spotkali właściwą osobę, dojrzeli w kilka tygodni. Każdy dojrzewa w innym tempie i każdy ma inne sytuacje życiowe. Dlatego osobiście uważam, że nie powinno się od nikogo wymagać by od samego początku był super ogarniętym, zaradnym, przedsiębiorczym itd. Trzeba kogoś dobrze poznać by wiedzieć jak wyglądało jego życie, co go spotkało, czego doświadczył i dopiero wiedząc to wszystko można stawiać jakieś wymagania. Mroczne czasy nastały kiedy to portale społecznościowe i randkowe stały się wyznacznikiem tego jakie powinno się mieć wymagania i oczekiwania względem innych ludzi. Jeśli ponownie się mylę to ponownie mnie poprawcie.

Co do książek to dziękuję za podanie tytułów, jak tylko będę miał wolną chwilę to się z nimi zapoznam.

Tylwyth Teg tak na koniec muszę dodać, że zaskoczyłaś mnie tym, że jeszcze nie olałaś mnie i tego wątku. Mimo iż jestem dla ciebie obcą osobą i jak widać nie masz o mnie najlepszego zdania, a nawet pewnie jest bardzo złe to jednak dalej drążysz temat i chyba starasz się pomóc. Mimo wszystko chcę ci podziękować bo już dawno z nikim nie prowadziłem tak emocjonującej konwersacji, możemy się powymieniać jakże sprzecznymi zdaniami na kilka tematów i nawet trochę się pokłócić.

47

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:
M!ri napisał/a:

fake it till you make it big_smile Opuszczając dom rodzinny nie umiałam makaronu ugotować wink

A ja zawsze myślałem, że takie przedsięwzięcie jak wyprowadzka z domu wymaga ogromnej ilości planowania i przygotowań.

Przeprowadziłam się do innego miasta w dwa tygodnie.

Shinigami napisał/a:
M!ri napisał/a:

A kiedy nastąpi ta chwila, że będziesz miał po co? Wszystko robi się dla siebie. Rozwijasz się dla siebie. Nie dla innych, nie dla partnerki, dla siebie.

Zawsze żyłem w przekonaniu, że ta chwila nastąpi właśnie jak już będę miał dziewczynę. Ale ostatnio coraz więcej moich przekonań okazuje się błędne. Zanim poszedłem na terapię nawet nie myślałem o robieniu czegoś dla siebie.

Masz bardzo dużo dziwnych przekonań. Warto je zchallengować.

48

Odp: Co powinienem zrobić?

Aktualizacja:

1. Napisałem długą i szczerą wiadomość do dziewczyny z tematu. Odpisała, szczerze porozmawialiśmy i wyjaśniliśmy sobie wszystko. Niestety tak jak większość osób tu pisało okazało się, że jest zajęta i to od dawna(kilku lat). Mimo to czuje się znacznie lepiej po poznaniu prawdy, jakbym zrzucił z siebie spory ciężar. Na koniec podziękowaliśmy sobie za szczerość i życzyliśmy wszystkiego dobrego. Przyznam szczerze, że przez pierwszy dzień czułem się wręcz okropnie, a najgorsze były myśli typu, że gdybym te 8 lat temu wiedział to wszystko co wiem teraz prawdopodobnie by się nam udało. Jednak po przemyśleniu tego na chłodno doszedłem do wniosku, że nie ma sensu rozmyślać nad przeszłością, której i tak nie da się zmienić. Widocznie tak musiało być, a jedyne co mogę teraz zrobić to żyć dalej i skupić się na przyszłości.

2. Nauczyłem się robić pranie.

3. Zdaje się, że terapia i rozmowa z wami tutaj zaczyna przynosić efekty. Pierwszy raz udało mi się "zagadać" do dziewczyny, która mi się spodobała. Była to przypadkowo spotkana dziewczyna w kawiarni. Przez jakieś 2 godziny rozmawialiśmy, śmialiśmy się, bawiliśmy z jej psem, a na koniec zapytałem o numer telefonu. Nie będzie zaskoczeniem jeśli napiszę, że ona też była zajęta przez co nawet tego numeru nie chciała podać. Wszystko miało miejsce w tej kawiarni, nie była to żadna randka. Przed tą sytuacją nawet nie wiedziałem, że w ogóle da się tak otwarcie i przyjemnie rozmawiać z dziewczyną. Z jakiegoś jeszcze niezrozumiałego dla mnie powodu byłem zadowolony mimo porażki, zupełnie jakbym zrobił jeden mały krok w stronę zupełnie innego życia, jakiego nigdy jeszcze nie doświadczyłem.

49

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

Aktualizacja:

1. Napisałem długą i szczerą wiadomość do dziewczyny z tematu. Odpisała, szczerze porozmawialiśmy i wyjaśniliśmy sobie wszystko. Niestety tak jak większość osób tu pisało okazało się, że jest zajęta i to od dawna(kilku lat). Mimo to czuje się znacznie lepiej po poznaniu prawdy, jakbym zrzucił z siebie spory ciężar. Na koniec podziękowaliśmy sobie za szczerość i życzyliśmy wszystkiego dobrego. Przyznam szczerze, że przez pierwszy dzień czułem się wręcz okropnie, a najgorsze były myśli typu, że gdybym te 8 lat temu wiedział to wszystko co wiem teraz prawdopodobnie by się nam udało. Jednak po przemyśleniu tego na chłodno doszedłem do wniosku, że nie ma sensu rozmyślać nad przeszłością, której i tak nie da się zmienić. Widocznie tak musiało być, a jedyne co mogę teraz zrobić to żyć dalej i skupić się na przyszłości.

2. Nauczyłem się robić pranie.

3. Zdaje się, że terapia i rozmowa z wami tutaj zaczyna przynosić efekty. Pierwszy raz udało mi się "zagadać" do dziewczyny, która mi się spodobała. Była to przypadkowo spotkana dziewczyna w kawiarni. Przez jakieś 2 godziny rozmawialiśmy, śmialiśmy się, bawiliśmy z jej psem, a na koniec zapytałem o numer telefonu. Nie będzie zaskoczeniem jeśli napiszę, że ona też była zajęta przez co nawet tego numeru nie chciała podać. Wszystko miało miejsce w tej kawiarni, nie była to żadna randka. Przed tą sytuacją nawet nie wiedziałem, że w ogóle da się tak otwarcie i przyjemnie rozmawiać z dziewczyną. Z jakiegoś jeszcze niezrozumiałego dla mnie powodu byłem zadowolony mimo porażki, zupełnie jakbym zrobił jeden mały krok w stronę zupełnie innego życia, jakiego nigdy jeszcze nie doświadczyłem.

Trzy małe kroki i już trzy sukcesy. Gratulacje!

Dlaczego sukcesy? Bo się odważyłeś, przezwyciężyłeś lęk, przezwyciężyłeś siebie. Tak trzymać.

50

Odp: Co powinienem zrobić?
Shinigami napisał/a:

Witajcie, potrzebuje rady w pewnej kwestii. Jest jedna dziewczyna, która bardzo mi się podoba ale nie wiem jak nawiązać kontakt. Poznaliśmy się 8 lat temu w totalnie przypadkowej sytuacji i od razu dobrze się dogadywaliśmy. Nasza znajomość trwała trochę ponad rok. Rozmawialiśmy przez telefon i spotykaliśmy się od czasu do czasu, była nawet ze mną na studniówce jednak ostatecznie do niczego nie doszło. Potem nasza znajomość zaczęła się urywać. Ona była coraz bardziej zajęta nauką na studia medyczne, a Ja jak kompletny idiota odpuściłem bo nie chciałem jej utrudniać. Wtedy byłem zupełnie innym człowiekiem, chociaż bardziej by pasowało niczego nie świadomym dzieciakiem. Lata mijały, a Ja niemal całkowicie o niej zapomniałem jednak jakieś 2 miesiące temu przypadkowo zobaczyłem kilka nowych zdjęć na jej profilu na FB i dawne zauroczenie wróciło znacznie silniejsze. Napisałem do niej na messanger bo numer telefonu przepadł razem z telefonem. Odpisała ale tylko kilka razy i od ostatniej wiadomości minął miesiąc bez odzewu. Chyba nawet nie odczytała ostatniej wiadomości. Nie mam z nią innego kontaktu niż messanger i wiem tylko gdzie pracuje.

I tu moje pytanie co powinienem zrobić? Pisać dalej z nadzieją, że odpisze czy może pojechać do niej do pracy i tam spróbować na nią trafić?


Nie jesteś idiota. A ona ma Cie w dupie.

Posty [ 50 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Co powinienem zrobić?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024