Shinigami napisał/a: I powiem tyle, że nie istnieje coś takiego jak poziom czy liga w przypadku doboru ludzi w związkach. Widziałem ludzi bardzo bogatych, na wysokich stanowiskach i posiadających wiele tytułów naukowych, którzy byli w związkach z osobami będącymi ich całkowitym przeciwieństwem. I to bez względu na płeć.
Temat rzeka, ale postaram się zawęzić i wyrazić najbardziej konkretnie jak potrafię
W przypadku doboru zawsze istnieje jakaś liga, zawsze. Nie zawsze jest ona oczywista, nie zawsze zgadza się z naszymi prywatnymi upodobaniami, ale liga jest zawsze. Składają się na to różne czynniki, a najbardziej podstawowym są nasze priorytety.
Czy te związki, które widziałeś były udane? Czy te związki przetrwały dekady? Czy te związki wyszły silniejsze z życiowych burz i zakrętów? Czy te związki są trwałe?
Tytuły naukowe nie mają nic do rzeczy. Do rzeczy ma to, jakie ludzie mają priorytety i do czego dążą. W zdrowych i świadomych związkach jest podział ról. Jeśli jedna ze stron np. robi karierę, dąży do sukcesu, zarabia pieniądze, powiedzmy tak ogólnie, że zapewnia byt na dobrym poziomie, może oczekiwać od drugiej strony troski, wsparcia, zajęcia się domem i gospodarstwem domowym, wychowywaniem dzieci itp, to ta druga strona nie musi być bogata i wykształcona, musi mieć po prostu odpowiednie cechy. Jeśli żyją wspólnie i wspólnie się uzupełniają, to jest to udany związek. Natomiast osoba, która jest nastawiona na karierę i chce również takiego partnera, bo to są priorytety tej osoby, nie wybierze na towarzysza życia kogoś bez ambicji lub kogoś, kto te ambicje ma zupełnie inaczej ukierunkowane.
To są te skrajne przeciwieństwa. Natomiast ludzie zwykle dobierają się na podobnym poziomie. To, że ktoś jest lekarzem nie oznacza, że koniecznie musi mieć partnera lekarza, ale zwykle oczekuje partnera o podobnym potencjale, podobnej ścieżce rozwoju i podobnych zarobkach. Sama miłość i uczucia są dobre jak się ma naście lat, ale potem przychodzi życie, które potrafi być brutalne i należy się jak najlepiej zabezpieczyć lub ustrzec się zawczasu przed przeciwnościami losu, a na pewno przed ich częścią. Jak ktoś jest dorosły i myśli to prędzej czy później uświadamia sobie, że w pewnym momencie w życiu kończą się fantazje, a zaczyna twarda matematyka.
Shinigami napisał/a: Tym bardziej nawet mi przez myśl nie przeszło zastanawianie się czy jestem wystarczająco ciekawą osobą. Osobiście uważam, że każdy jest na swój sposób ciekawy tylko największym problemem jest umieć to pokazać.
Większość ludzi nie zastanawia się nad tym, natomiast mają całą listę wymagań do innych. Wszystko zaczyna się od nas, czy nam to się podoba, czy nie. Nie twierdzę, że jesteś nieciekawą osobą i nie twierdzę, że jesteś osobą ciekawą, dlatego zadałam pytanie, czy Ty sam o sobie powiedziałbyś, że jesteś ciekawą osobą. Czy sam ze sobą byś się umówił, czy chciałbyś sam siebie lepiej poznać. To nie są łatwe pytania, wiem, ale bardzo otwierające oczy.
Nie, nie każdy jest ciekawy, za to każdy domaga się ciekawego towarzystwa
To naturalne, ciągniemy do ludzi ciekawych, takich, którzy mogą nam coś dać, zaoferować, coś zapewnić i myślę tutaj o każdej płaszczyźnie życia.
Shinigami napisał/a:Jednak prawdą jest, że w wielu kwestiach masz rację, a szczególnie w obecnym stanie mojego życia. Jak już wspomniałem pracuje jako monter mebli czego nie można nazwać karierą. Zawsze we wszystkim byłem przeciętny i w niczym nie byłem dobry przez co kompletnie nie mam pojęcia co powinienem robić, w jakim kierunku powinienem pójść, jaką karierę robić ani nawet co lubię robić.
Czyli musisz zacząć od podstaw, czyli od poznania siebie. Bo skoro nawet nie wiesz, co lubisz robić w wieku 26 lat, to oznacza, że kompletnie siebie nie znasz, a bez tego nie można ruszyć dalej. Nie wiesz też do czego jesteś zdolny, jak daleko możesz zajść, co osiągnąć, kim być, bo niczego nie próbowałeś. Nic nie zrobiłeś, więc nic nie wiesz.
Shinigami napisał/a:I wierz mi, że oddałbym wszystko co mam, nawet własną duszę żeby się tego dowiedzieć.
I to jest fantastyczny początek nowej drogi życia! Pytanie, czy mówisz serio i czy naprawdę tak jest, bo droga ta jest ciężka i długa, wymaga wysiłku, zaparcia, gigantycznej pracy nad sobą i nie rezygnowania bez względu na to ile porażek poniesiesz. Więc ponawiam pytanie, czy jesteś gotowy poświęcić wszystko i przejść przez piekło, aby dojść do nieba?
Życie to kwestia wyboru. Ten wybór wymaga wielu poświęceń. Musimy poświęcić własny komfort psychiczny, wyjść ze strefy komfortu, walczyć ze swoimi demonami i wychodzić na przeciw wszelkim strachom, które nas paraliżują. Nie jest miło i przyjemnie, zwłaszcza na początku, ale warto, bo nic tak człowieka nie buduje jak gigantyczna praca własna, która przynosi dumę, pewność siebie i charakter. Więc czy jesteś gotowy poświęcić wszystko i skupiać się na wyznaczonym celu?
Shinigami napisał/a:Nie mam żadnego talentu, nie pochodzę z bogatej rodziny ani nawet nie mam znajomości. Jest wiele rzeczy, które chciałbym zmienić w moim życiu ale nie wiem jak.
Nie wiesz, czy nie masz żadnego talentu, bo przecież siebie nie znasz
Pochodzenie, to kwestia drugorzędna i kończy się w momencie, gdy przestajemy być dziećmi i stajemy się samodzielni. Pochodzenie definiuje jedynie z jakiego punktu w życiu zaczynasz, a nie, gdzie możesz dojść.
Znajomości to jest coś, co budujesz latami poprzez to jakim człowiekiem jesteś, jak bardzo można na Tobie polegać, jak bardzo jesteś kompetentny, co możesz zaoferować, co możesz zapewnić. To jest sieć, którą każdy buduje na własną rękę, a nie coś, co dostajesz w prezencie urodzinowym.
Chciałbyś zmienić wiele w swoim życiu? Wspaniale! Nie wiesz jak? Po prostu zacznij. Wybierz jedną rzecz, którą chciałbyś zmienić. Jedną, nie wszystko na raz. Jedną małą rzecz na początek i zacznij działać, bądź wytrwały i konsekwentny, a kiedy ją zmienisz, przekonasz się, że nie ma rzeczy niemożliwych i zaczniesz zmieniać całe swoje życie.
Masz pełną władzę i kontrolę nad tym jak żyjesz. To jest efekt Twoich decyzji, odzwierciedlenie wyborów, ich konsekwencje.
Shinigami napisał/a:Tylwyth Teg i mam wrażenie, że ty też nie do końca wiesz jak to jest. Spróbuj sobie wyobrazić jak to jest być takim człowiekiem jak napisałem. Rady typu "wieź się za siebie" są warte tyle co "powiedzieć bezdomnemu żeby kupił sobie dom". Życie nie jest czarno-białe i nawet w połowie tak proste jak myślisz.
Mam świetną wyobraźnie, więc w wyobrażeniu sobie jak to jest być przeciętnym człowiekiem bez planu i ambicji nie jest niczym skomplikowanym
Życie bywa cholernie trudne i ciężkie, ale nasze wybory są czarno-białe. Możemy siedzieć na dupie i się nad sobą użalać i obwiniać wszystko i wszystkich dookoła, a możemy przestać jęczeć i wziąć się za siebie. Wiadomo, że nie od razu Kraków zbudowali i nie jesteśmy w stanie naprawić swojego życia w miesiąc, skoro ostatnie 10 lat konsekwentnie je sobie niszczyliśmy, ale od czegoś trzeba zacząć, nie? Od jednej rzeczy.
Shinigami napisał/a:Nie każdy ma takie same możliwości i nikt nie ma wpływu na to w jakiej rodzinie się urodzi czy jakie talenty dostanie od urodzenia. Więc osobiście uważam, że nie powinno się oceniać czy ktoś jest wystarczająco dobry czy nie po rzeczach, na które nie ma wpływu lub jest on niewielki.
Oczywiście, że każdy rodzi się inny, w innych warunkach i w innych okolicznościach, ale każdy wreszcie dorasta i jest odpowiedzialny sam za siebie i sam decyduje o własnym życiu.
Czego nie możesz zrobić? No czego, tak naprawdę nie możesz zrobić? Zastanów się przez chwilę.
Talent, to jest dar, przywilej, bardzo mało wielu ludzi go ma. Sam dar nie wystarczy jeśli nie włożysz w niego ciężkiej pracy, rozwoju i poświęceń. Ilu ludzi, wielce utalentowanych zginęło w nędzy i bezsensie! Większość ludzi, którzy są szczęśliwy w życiu, coś osiągnęli, idą na przód, rozwijają się, nie mają żadnych talentów, a mimo to zajmują wysokie stanowiska, są bogaci i kompetentni. Bo oni wyznaczyli sobie cel i poprzez pracę i poświęcenie osiągnęli sukces. Nie siedzieli na tyłku i nie biadolili, że nie mają talentów, tylko zakasali rękawy i wzięli się do roboty.
To, czy ktoś jest kompetentny i wystarczająco dobry ocenia się po tym, co zrobił ze swoim życiem, w jakim miejscu w swoim życiu jest, co osiągnął, co zamierza, jaki ma plan, jak sobie radzie. A nie gdzie się urodził. Ja Cię tutaj nie oceniłam, bo nie miałam informacji. Teraz mam więcej i mogę ocenić Cię bardziej, ale ważniejsze jest, jak Ty byś ocenił sam siebie?
I jeszcze jedno, jeśli tak jak napisałeś, oddałbyś duszę, by znaleźć w życiu cel i kierunek, bo w gruncie rzeczy o to chodzi, nie możesz oczekiwać łagodności, głaskania po główce i wspólnego użalania się nad swoim marnym losem. Sam napisałeś, życie bywa brutalne i trzeba brutalnie czasem się za niego zabrać. W życiu nie ma skrótów i magicznych wróżek, trzeba samemu odwalić robotę, nie ma zmiłuj. Jeśli jesteś gotowy, to do roboty, a jeśli nie chcesz ubrudzić rączek i zostać w tym samym miejscu, to zostań, ale nie zawracaj innym głowy swoją bezradną osobą. Parafrazują Rockiego: życia nie obchodzi gdzie się urodziłeś, do jakiej szkoły chodziłeś i kim byli twoi rodzice. Złapie cię za kark i przygniecie do ziemi w najmniej oczekiwanym momencie i tylko od ciebie zależy jak sobie z tym poradzisz. Czy zostaniesz na dnie do końca zycia, czy jednak będziesz próbował się podnieść, przyjmować ciosy i iść dalej.