Rok temu zmarła moja Mama. Tata, trochę już schorowany, choć wciąż jeszcze samodzielny został częściowo sam w domu. Mówię 'czesciowo', bo na co dzień prawie zawsze ktoś jest w domu - brat w tygodniu, a ja staram przyjeżdżać na każdą niedzielę. Mamy jednak swoje życie, pracę itd i nie jesteśmy w stanie siedzieć obok niego stale. A on jest też raczej dość pasywna osobą, sam z siebie nie wyjdzie do ludzi. Zapraszanie kogoś z zewnątrz też niezbyt go interesuje. A ewidentnie brakuje mu kontaktu z drugim człowiekiem, żeby ktoś nim trochę pokierował na co dzień, zatroszczył się, interesował itd... I nie wiem jak mogę mu pomóc, bo wiem, że jest mu ciężko, ale nawet kiedy przy nim siedzę, to on i tak widzę, że czuje się jakiś niespełniony, zawiedziony życiowo - też względem nas, bo wyobrażał sobie, że na starość my z bratem będziemy mieszkać ze swoimi rodzinami w tym domu i będziemy się zajmować tym domem, brat i mój mąż będą pomagać... Tylko, że życie potoczyło się trochę inaczej, a ja póki co jestem wciąż sama...
Serce mi pęka jak czasem na niego patrzę, czuję się też częściowo winna temu, ale co mam zrobić, też muszę żyć, zatroszczyć się o swoje sprawy na co dzień... Gdyby on miał jakieś zajęcie, tylko to musiałoby być coś praktycznego, jak praca np, bo on jest starej daty i jakieś hobby to go nie interesują. Gdyby coś lekkiego było, gdzie musiałby codziennie wychodzić, to możliwe, że jego życie nabrałoby jeszcze jakiegoś sensu. Chciałabym mu pomóc i właśnie nadać jego życiu jeszcze sens, ale nie mam pomysłu, bo on ma raczej zamknięty umysł i ciężko go do czegoś nowego przekonać. Gdyby ktoś z was miał jakiś pomysł, cokolwiek, to napiszcie proszę...
1 2022-09-04 20:06:28 Ostatnio edytowany przez pamabianka (2022-09-04 20:10:06)
Myślę, że nie jesteś w stanie... Jest jaki jest, zawsze trzeba liczyć, że dzieci wyjdą z domu i mieć swoje życie. Po śmierci żony pewnie też nie może się pozbierać, jest sam może żyć jak chce i jak może...
Ile ma lat?
3 2022-09-04 21:00:09 Ostatnio edytowany przez pamabianka (2022-09-04 21:02:18)
Myślę, że nie jesteś w stanie... Jest jaki jest, zawsze trzeba liczyć, że dzieci wyjdą z domu i mieć swoje życie. Po śmierci żony pewnie też nie może się pozbierać, jest sam może żyć jak chce i jak może...
Ile ma lat?
67, ale jest trochę schorowany, przez to mniej sprawny, choć wciąż samodzielny w codziennych podstawowych sprawach. Właśnie on liczył na dużo ludzi wokół na starość.
4 2022-09-04 21:25:35 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-09-04 21:27:30)
Wszystko ma złe i dobre strony, mieszkanie wielopokoleniowe też bywa niekomfortowe.
Są osoby które nie mają dzieci i muszą sobie radzić, takie życie... Starość bywa przykra...
Sam musi chcieć coś zmienić w swoim życiu.
Mieszka na wsi czy w mieście?
5 2022-09-04 21:29:59 Ostatnio edytowany przez pamabianka (2022-09-04 21:35:45)
Wszystko ma złe i dobre strony, mieszkanie wielopokoleniowe też bywa niekomfortowe.
Są osoby które nie mają dzieci i muszą sobie radzić, takie życie... Starość bywa przykra...
Sam musi chcieć coś zmienić w swoim życiu.
Mieszka na wsi czy w mieście?
W niedużym miasteczku.
Ja czuję się przez to wszystko winna. Po śmierci mamy cała rodzina zwróciła oczy na mnie, że wrócę do domu i zajmę jej miejsce w codziennych obowiązkach. Ale to było dla mnie za wiele, musiałabym zrezygnować z życia, które sobie poukładałam i nie zgodziłam się. W końcu on nie jest inwalidą. Ale i tak źle się teraz z tym czuję.
To pewnie jest tam jakiś ośrodek dla seniorów, ma też pewnie samochód, to i do większego miasta może dojechać, ale jak on lubi najlepiej siedzieć w domu, nie ma znajomych, to już nie Twoja wina.
Dlatego nie przejmuj się, nikt za nikogo życia nie przeżyje.
7 2022-09-04 21:55:06 Ostatnio edytowany przez pamabianka (2022-09-04 21:59:18)
To pewnie jest tam jakiś ośrodek dla seniorów, ma też pewnie samochód, to i do większego miasta może dojechać, ale jak on lubi najlepiej siedzieć w domu, nie ma znajomych, to już nie Twoja wina.
Dlatego nie przejmuj się, nikt za nikogo życia nie przeżyje.
Tak, proponowałam mu klub seniora. Jest u nas w miejscowości, dzwoniłam tam, bardzo fajna pani odebrała, zapraszała, ale on nawet nie chciał o tym słyszeć. Nie rozumiem dlaczego... Dla niego to chyba jakiś wsyd czy coś, nie wiem, nie rozumiem.
To nie ciągnij go nigdzie na siłę, niech spędza czas jak chce.
Myslisz, że lepiej wiesz czego mu brakuje, a tak nie jest. Zostaw ten temat.
To nie ciągnij go nigdzie na siłę, niech spędza czas jak chce.
Myslisz, że lepiej wiesz czego mu brakuje, a tak nie jest. Zostaw ten temat.
No właśnie, gdyby nie to, że jak tylko zostaje sam na dzień czy dwa to już jest problem, to nie konbinowałabym
Czyli jaki jest problem?
Czyli jaki jest problem?
Taki, że dostaje depresji i wpada w doły jak musi zostać sam w domu jakiś dzień, dwa, raz na jakiś czas
wieka napisał/a:Czyli jaki jest problem?
Taki, że dostaje depresji i wpada w doły jak musi zostać sam w domu jakiś dzień, dwa, raz na jakiś czas
A co tatuś robił w domu jak mama żyła? Dzielił z nią prace domowe?
Sprzątał, prał, gotował, robił zakupy, mył okna, prasował ?
Kto teraz to wszystko robi żeby on był czysty, najedzony i mieszkał w miłym otoczeniu?
13 2022-09-05 08:29:21 Ostatnio edytowany przez racja (2022-09-05 08:30:53)
Mamy podobna sytuację. Teście zostaną sami bo ostatnie dziecko być może założy rodzinę. Teściu jest osobą niepełnosprawną i niestety w chorobie alkoholowej. Mój partner jeździ raz w tygodniu i siedzi cały dzień. Sytuację nasila fakt że teściową teraz jest cały czas sama gdy dziecko dorosłe jedzie do swojego partnera. Dom stoi na odludziu. Przykro mi bo są w separacji i się do siebie nie odzywają. Ale co mam zrobić?rzucić wszystko i tam iść. No nigdy. Dzieci mieli sporo ale daleko wyjechały. Są rzadko.
Ja byłam w tej samej sytuacji, ale mi zmarł tata, a mama żyje
Założyłam jej konta na portalach randkowych (Sympatia, Tinder, Badoo) i dopiero wtedy odżyła. Teraz całymi dniami z kimś gada, poznaje. Tylko raz była na randce. Ale często mi dziękuje, że jej te portale pozakładałam, bo mówi że inaczej nie miałaby co robić.
Polecam! ![]()
Rok temu zmarła moja Mama. Tata, trochę już schorowany, choć wciąż jeszcze samodzielny został częściowo sam w domu. Mówię 'czesciowo', bo na co dzień prawie zawsze ktoś jest w domu - brat w tygodniu, a ja staram przyjeżdżać na każdą niedzielę. Mamy jednak swoje życie, pracę itd i nie jesteśmy w stanie siedzieć obok niego stale. A on jest też raczej dość pasywna osobą, sam z siebie nie wyjdzie do ludzi. Zapraszanie kogoś z zewnątrz też niezbyt go interesuje. A ewidentnie brakuje mu kontaktu z drugim człowiekiem, żeby ktoś nim trochę pokierował na co dzień, zatroszczył się, interesował itd... I nie wiem jak mogę mu pomóc, bo wiem, że jest mu ciężko, ale nawet kiedy przy nim siedzę, to on i tak widzę, że czuje się jakiś niespełniony, zawiedziony życiowo - też względem nas, bo wyobrażał sobie, że na starość my z bratem będziemy mieszkać ze swoimi rodzinami w tym domu i będziemy się zajmować tym domem, brat i mój mąż będą pomagać... Tylko, że życie potoczyło się trochę inaczej, a ja póki co jestem wciąż sama...
Serce mi pęka jak czasem na niego patrzę, czuję się też częściowo winna temu, ale co mam zrobić, też muszę żyć, zatroszczyć się o swoje sprawy na co dzień... Gdyby on miał jakieś zajęcie, tylko to musiałoby być coś praktycznego, jak praca np, bo on jest starej daty i jakieś hobby to go nie interesują. Gdyby coś lekkiego było, gdzie musiałby codziennie wychodzić, to możliwe, że jego życie nabrałoby jeszcze jakiegoś sensu. Chciałabym mu pomóc i właśnie nadać jego życiu jeszcze sens, ale nie mam pomysłu, bo on ma raczej zamknięty umysł i ciężko go do czegoś nowego przekonać. Gdyby ktoś z was miał jakiś pomysł, cokolwiek, to napiszcie proszę...
A sąsiedzi, znajomi z tego miasteczka, koledzy z pracy? Przez lata mieszkania w tym miejscu nie nawiązał żadnych znajomości?
wieka napisał/a:Czyli jaki jest problem?
Taki, że dostaje depresji i wpada w doły jak musi zostać sam w domu jakiś dzień, dwa, raz na jakiś czas
To niestety, powinien pójść do psychiatry, bo to nie jest normalne. Albo tym szantażuje, żeby zmusić Cię do zamieszkania z nim, tym bardziej jak objawów depresji nie ma, jak nie jest sam, to tak nie działa.
Skąd wiesz czym się objawia ten jego dół, tyle tylko co mówi...A jeśli tak jest, to on powinien o siebie zadbać, żeby tak nie było.
Co to za miłość ojcowska, jak nie pozwala córce mieć swojego życia... Dlatego myśl o sobie, bo on o Tobie nie myśli, tylko o sobie.
pamabianka napisał/a:wieka napisał/a:Czyli jaki jest problem?
Taki, że dostaje depresji i wpada w doły jak musi zostać sam w domu jakiś dzień, dwa, raz na jakiś czas
A co tatuś robił w domu jak mama żyła? Dzielił z nią prace domowe?
Sprzątał, prał, gotował, robił zakupy, mył okna, prasował ?
Kto teraz to wszystko robi żeby on był czysty, najedzony i mieszkał w miłym otoczeniu?
Na pewno nic, bo przecież od tego ma dzieci ![]()
Taka bywa mentalność rodzica.
Twój ojciec nie jest starcem. Ma dopiero 67 lat. Co to znaczy schorowany, jest niepełnosprawny, ma jakieś problemy psychiczne, nie jest w stanie sobie radzić sam? Ja nie zdziwiłabym się jakby się okazało, że on się tak samo patrzy na ciebie, uważając, że musi cię wspierać. skoro żyjesz sama (z dochodzącym kolegą). Może uważa, że sobie tacy samotni tak pobidujecie razem bo ten świat jest taki zły. Wiem, że sobie radzisz po swojemu, ale nie oszukujmy się, że wiele osób w społeczeństwie, patrzy się w taki idiotyczny sposób na osoby żyjące samodzielnie.
Przede wszystkim wy nie róbcie z niego niedołężnego, bo utrwalicie w nim taki stan. Może jak się da wyślij go na terapię tłumacząc, że przyda mu się to po śmierci mamy. Wiem, ze może być trudno, bo starsze osoby mają jeszcze przedpotopową schizę, że jak terapeuta to inni stwierdzą, że mu "odbiło". Ale może jednak się uda. Czy twój ojciec korzysta z Internetu? Przede wszystkim niech rodzina nie pomaga mu w robieniu się nieudolnym, niedołężnym, typem. Jak będzie musiał sobie radzić sam to sobie poradzi. Odwiedzaj go raz na tydzień i wtedy mu coś pomóż jak trzeba będzie. Pokazuj mu starsze osoby, które sa aktywne. Naprawdę jest wiele przykładów osób, które zaczynają ponownie cieszyć sie życiem, mimo wcześniejszego poddania się zdziadzieniu. Nie wiem jaki jest stan twojego ojca, na czym polega to schorowanie.
Ja wiem z u mnie też trochę jadą na szantażu żałuję że mieszkają daleko bo ani dużo znajomych i nuda w zimę.ale co mają dzieci nie ułożyć życia?w mieście więcej do pracy jest i zajęcie się znajdzie.na odludziu lipa ani lekarza ani nic.mozesz zaproponować tacie ewentualnie mieszkanie w mieście u ciebie.nic innego nie przychodzi mi do głowy senior powinien liczyć się z pokoikiem przy dziecku a nie ciągnąć do siebie.
Może do sanatorium go wyślij.
Jeśli jest schorowany to mu się należy wyjazd.
Przede wszystkim nic na siłę.
Traktujesz go jak dziecko: już dzwoniłam, już sprawdziłam.
Pokaż mu opcje, a nie decyduj za niego.
To twój ojciec i mężczyzna.
A sąsiedzi, znajomi z tego miasteczka, koledzy z pracy? Przez lata mieszkania w tym miejscu nie nawiązał żadnych znajomości?
Nie wiem co mam napisać, bo ja zareagowałabym inaczej na jego miejscu. Właśnie zaczęłabym chyba odnawiać kontakty. A on jakby strzelał focha na cały świat. Wyobrażał sobie, że rodzice budują dom, wykarmią itd...a na starość dzieci są po to, żeby się rodzicami zajmować. Z mamą jak żyła to stale się kłócili, ale za bardzo nigdzie nie wychodzili do ludzi. Mama też nie miała koleżanek, takich, żeby gdzieś wyjść, czułaby się złą żoną chyba, ale też to było dla niej marnowanie czasu jakby. Razem z Tatą przy tym domu robili, potem poprawiali i tak się codzienność ich kręciła. Brat poznał swoją obecną żonę i początkowo mieli mieszkać w domu rodziców, ale ona nie spodobała się rodzicom i byli niegrzeczni względem niej. W końcu brat z bratową postanowili, że będą budować własny dom, obok rodziców, bo dali mu działkę. A póki co postanowili mieszkać u rodziny bratowej. Tak rodzice, Tata sam strzelił sobie w kolano, jak to się mówi. Ale on(Tato) do tej pory jej nie trawi z jakiegoś powodu... bo dziewczyna jest ogólnie w porządku moim zdaniem. Potem Mama zmarła i tak on został sam, bo ja też już chwilę temu wyprowadziłam się z domu i zaczęłam układać sobie życie gdzie indziej. Raz, że chciałam tego, a dwa, że miałam już dość ich ciągłych kłótni itd...
Teraz jest mi go żal mimo wszystko. Ma problemy z sercem przez co wstawiony rozrusznik, poza tym jest słaby na nogach.
Staramy się zamieniać opieką nad nim, ale czasem zdarza się, że musi zostać sam na dzień czy dwa. I to już jest problem. On też nie jest chętny, żeby np mnie odwiedzić, tylko do niego trzeba jeździć
Sama widzisz, że sam sobie "zapracował",, na to co ma.
Musisz być bardziej asertywna, on nie przyjmuje do wiadomości, że dzieci wychowujemy dla świata, nie dla siebie.
Podpowiedz mu, niech szuka partnerki lub opiekunki, bo wy nie jesteście w stanie spełniać jego oczekiwań, mógł wcześniej myśleć, że bedzie stary i może być potrzebna opieka. A jak jest taki ciężki we współżyciu z rodziną, to niech nie narzeka.
O pracę dla osoby w takim stanie to w małym miasteczku trudno będzie pewnie.
Czasami potrzebują osób na emeryturze, z orzeczeniem o niepełnosprawności na stanowisko portiera, szatniarza.
Możesz się dowiadywać, ale najpierw zapytaj czy tata czuje się na siłach pracować, dojeżdżać do pracy.
O pracę dla osoby w takim stanie to w małym miasteczku trudno będzie pewnie.
Czasami potrzebują osób na emeryturze, z orzeczeniem o niepełnosprawności na stanowisko portiera, szatniarza.
Możesz się dowiadywać, ale najpierw zapytaj czy tata czuje się na siłach pracować, dojeżdżać do pracy.
Przecież autorka napisała, że ma słabe nogi i rozrusznik.
Może twój tato miał w młodości jakieś hobby, do którego mógłby powrócić? A może rzeczywiście załatwić mu opiekunkę?
26 2022-09-05 20:08:01 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-09-05 20:11:17)
Pytanie zawarte w tytule jest przewrotne, bo pomocy potrzebuje autorka, by zmniejszyć/zlikwidować swe poczucie winy.
Z tego co napisała wynika, że jej ojciec pomocy nie chce, nie chce nawiązywać kontaktów z innymi, nie chce wychodzić z domu; potrzebuje jedynie bliskiej osoby, są nimi, wedle jej słów, brat i ona.
Nie można uszczęśliwiać ludzi na siłę.
Kleoma napisał/a:O pracę dla osoby w takim stanie to w małym miasteczku trudno będzie pewnie.
Czasami potrzebują osób na emeryturze, z orzeczeniem o niepełnosprawności na stanowisko portiera, szatniarza.
Możesz się dowiadywać, ale najpierw zapytaj czy tata czuje się na siłach pracować, dojeżdżać do pracy.Przecież autorka napisała, że ma słabe nogi i rozrusznik.
Może twój tato miał w młodości jakieś hobby, do którego mógłby powrócić? A może rzeczywiście załatwić mu opiekunkę?
Też mam rozrusznik, cukrzycę, nadciśnienie i jeszcze parę innych poważniejszych chorób, ale pracę lekką, siedzącą jestem w stanie wykonywać.
Zresztą autorka w pierwszym poscie napisała, ze dobrze by było gdyby tata miał lekką pracę, żeby wychodził z domu. Doczytaj.
Tamiraa napisał/a:Kleoma napisał/a:O pracę dla osoby w takim stanie to w małym miasteczku trudno będzie pewnie.
Czasami potrzebują osób na emeryturze, z orzeczeniem o niepełnosprawności na stanowisko portiera, szatniarza.
Możesz się dowiadywać, ale najpierw zapytaj czy tata czuje się na siłach pracować, dojeżdżać do pracy.Przecież autorka napisała, że ma słabe nogi i rozrusznik.
Może twój tato miał w młodości jakieś hobby, do którego mógłby powrócić? A może rzeczywiście załatwić mu opiekunkę?
Też mam rozrusznik, cukrzycę, nadciśnienie i jeszcze parę innych poważniejszych chorób, ale pracę lekką, siedzącą jestem w stanie wykonywać.
Zresztą autorka w pierwszym poscie napisała, ze dobrze by było gdyby tata miał lekką pracę, żeby wychodził z domu. Doczytaj.
Tak napisała autorka, z tym, że ojciec jej o to nie prosił, sama mu wciska co się da, a on nic... Bo przecież po to spłodził i wychował dzieci, żeby się nim opiekowały na jego warunkach ![]()
29 2022-09-06 10:05:38 Ostatnio edytowany przez pamabianka (2022-09-06 10:51:39)
Wy wszyscy macie tutaj rację, @racja również;) No tak jest jak piszecie, ale co mam zrobić, zostawić go teraz? Tak się nie da.
Do sanatorium miał jechać, ale tam, żeby się dostać, to trzeba się zaszczepić przeciw Covid, a on się boi tej szczepionki, poza tym jest długi czas oczekiwania, żeby tam się dostać, więc się ten temat rozmył.
Gdy był na rehabilitacji w tamtym roku, to przy okazji miał możliwość skorzystania z porad psycholog i poszedł do niej, ale ona tak jakoś do niego mówiła, że go to jeszcze bardziej zdołowało i się zraził.
Z internetu nie korzysta, ledwo potrafi wpisać nr na telefonie. Zastanawiam się nad założeniem mu internetu i daniem laptopa - właśnie, żeby mógł sobie wchodzić na jakieś portale społecznościowe pogadać z ludźmi, ale ja nie wiem jak to ugryźć, bo na klawiaturze to on pewnie nie będzie miał cierpliwości uczyć się pisać, a w sumie, żeby tak wejść w jakieś miejsce i porozmawiać z ludźmi na jakiś temat przez kamerkę i w dodatku po polsku, to nie słyszałam o takim czymś.
On powinien zrobić sobie zabieg na kolana, ale on boi się narkozy, przez to, że ma słabe serce. Z tego co pamiętam, jego lekarz kardiolog tłumaczył mu, że właśnie po to ma rozrusznik, żeby go to chroniło i chyba nawet zasugerował, że powinien robić z kolanami, ale tato jak poszedł na rozmowę do ortopedy, to zapytał go czy ten zabieg na pewno się uda, a lekarz odpowiedział mu, że ogólnie robi te zabiegi i jest ok, no ale 100% gwarancji dać mu nie może i ojciec się przestraszył, że go tamten uśmierci... od tego momentu koniem go nie zaciągniesz do ortopedy w sprawie kolan. No tak to z nim jest.
Przez to, że zrezygnowałam z pracy w niedziele, żeby jeździć do taty w ten dzień zarabiam dużo mniej niż wcześniej. Ja akurat mam taką pracę, że największe natężenie jest w weekendy, a w tygodniu niewiele się dzieje. Ale w domu jestem potrzebna w weekendy. Teraz w pracy będą musieli kogoś szukać na niedziele... co w przyszłości nie wiem czy nie przerodzi się w to, że w efekcie będą mi dawać coraz mniej godzin... Takie różne komplikacje się tworzą. Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała szukać innej pracy.
Weź go do siebie na tydzień, niech nie siedzi sam w 4 ścianach.
Musi być zmiana otoczenia i inne spojrzenie na świat.
Ma depresję, po stracie i już zrezygnował z życia.
Tylko kontakt z innymi ludźmi coś tu da.
Weź go do siebie na tydzień, niech nie siedzi sam w 4 ścianach.
Musi być zmiana otoczenia i inne spojrzenie na świat.
Ma depresję, po stracie i już zrezygnował z życia.
Tylko kontakt z innymi ludźmi coś tu da.
Obecnie nie mam własnego mieszkania, wynajmuje pokój że współlokatorami. Niedawno rozstawem się z chłopakiem, którym mieszkałam. Na całe mieszkanie mnie nie stać
(...) No tak jest jak piszecie, ale co mam zrobić, zostawić go teraz? Tak się nie da. (...)
Naprawdę ktoś zasugerował byś zerwała kontakt z ojcem? Z jednej skrajności przechodzisz w drugą, tymczasem ani psychiczne ubezwłasnowolnienie ojca (bo nim jest między innymi narzucanie swej wersji jego życia, czyli wmawianie mu, co on powinien zrobić, a czego nie robić), ani porzucenie go nie jest dobrym rozwiązaniem. Z tego co napisałaś wynika, że ojciec jest samodzielnym człowiekiem, który chciałby, by któreś z jego dzieci zamieszkały z jego domu. Na to zaś ani Ty, ani brat nie chcecie się zgodzić. Pozostaje tylko jedno.
Dalsze wizyty u ojca, najczęściej jak jest to dla was możliwe i... "pozwolenie" mu na podejmowanie własnych decyzji tyczących jego życia.
Twój ojciec od dawno był - jak napisałaś - pasywną osobą, która nie chciała nawiązywać kontaktów z innymi, wychodzić z domu, śmierć Twej matki nic w tym zakresie nie zmieniła. Jedyną osobą, która może postawić diagnozę depresji jest lekarz, nie zaś ktokolwiek na forum. Jeśli nie wiesz, w jaki sposób nakłonić ojca do wizyty, poradź się lekarza, do którego miałby trafić.
33 2022-09-06 12:29:06 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-09-06 12:40:59)
Jak nie ogarnia telefonu z smsami włącznie, to i nie ogarnie internetu.
Źle zrobiłaś rezygnując z pracy w niedzielę, naprawdę, uwierz mi, nic mu nie będzie jak będziecie go rzadziej odwiedzać. Ja nie wierzę w tego 2 dniowe depresje.
On nie musi być sam, tylko chce... Tym samym wykorzystuje tylko dzieci...
Jak chce chodzić z bólem kolan, jego sprawa...
Za bardzo chcesz ingerować w jego życie i tak nie dogodzisz...
Edit.
Ale, że nie widać u ciebie asertywności, to najlepiej wprowadź się do ojca, który i tak cały czas będzie Cię wbijał w poczucie winy... bo jemu o to chodzi i poświęć swoje życie opiece...
34 2022-09-06 12:36:30 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-09-06 12:38:05)
Kilka zdań sprostowania. ![]()
Depresja jest poważną chorobą, nie trwa dwa dni, po których następuje pięciodniowa remisja.
Ojciec autorki nie wykorzystuje swych dzieci, to one nie decydują się na zerwanie pępowiny (co nie jest równoznaczne z zerwaniem kontaktów) i zaakceptowanie wyborów 67-letniego człowieka. To jego dzieci, teraz dorosłe już osoby, traktują go jak osobę niepełnosprawną, niesamodzielną i niedecyzyjną. Ojciec żyje tak, jak chce, zaś dorosłe dzieci zaś nie umieją/chcą tego zaakceptować.
Kilka zdań sprostowania.
Depresja jest poważną chorobą, nie trwa dwa dni, po których następuje pięciodniowa remisja.
Ojciec autorki nie wykorzystuje swych dzieci, to one nie decydują się na zerwanie pępowiny (co nie jest równoznaczne z zerwaniem kontaktów) i zaakceptowanie wyborów 67-letniego człowieka. To jego dzieci, teraz dorosłe już osoby, traktują go jak osobę niepełnosprawną, niesamodzielną i niedecyzyjną. Ojciec żyje tak, jak chce, zaś dorosłe dzieci zaś nie umieją/chcą tego zaakceptować.
Też coś w tym jest, ale odcięcie pępowiny leży też po stronie rodziców.
Kilka zdań sprostowania.
Depresja jest poważną chorobą, nie trwa dwa dni, po których następuje pięciodniowa remisja.
Ojciec autorki nie wykorzystuje swych dzieci, to one nie decydują się na zerwanie pępowiny (co nie jest równoznaczne z zerwaniem kontaktów) i zaakceptowanie wyborów 67-letniego człowieka. To jego dzieci, teraz dorosłe już osoby, traktują go jak osobę niepełnosprawną, niesamodzielną i niedecyzyjną. Ojciec żyje tak, jak chce, zaś dorosłe dzieci zaś nie umieją/chcą tego zaakceptować.
Też coś w tym jest, ale odcięcie pępowiny leży też po stronie rodziców, powiedziałabym, że głównie.
Autorka i jej brat są dorosłymi samo-stanowiącymi o sobie osobami, mogą przeciąć pępowinę.
Jeśli mają problem z zaakceptowaniem rzeczywistości, mogą skorzystać z pomocy specjalistów. Mogą. Nie muszą. ![]()
Kilka zdań sprostowania.
Depresja jest poważną chorobą, nie trwa dwa dni, po których następuje pięciodniowa remisja.
Ojciec autorki nie wykorzystuje swych dzieci, to one nie decydują się na zerwanie pępowiny (co nie jest równoznaczne z zerwaniem kontaktów) i zaakceptowanie wyborów 67-letniego człowieka. To jego dzieci, teraz dorosłe już osoby, traktują go jak osobę niepełnosprawną, niesamodzielną i niedecyzyjną. Ojciec żyje tak, jak chce, zaś dorosłe dzieci zaś nie umieją/chcą tego zaakceptować.
Też coś w tym jest, ale odcięcie pępowiny leży też po stronie rodziców.
Jesli rodzic jest schorowany, to troche nie dziwie sie, ze mu sie juz nic nie chce, moze tez jest mniej sprawny, itd. Trudno wymagac od kogos, kogo cos boli, by tryskał humorem i byl mega aktywny. Taka czesto jest starość. Starsi ludzie czesto tez boja sie lekarzy (a juz nie daj boze jakichs operacji), i unikaja ich jak ognia, mam taki przypadek w rodzinie. Mozna tłumaczyc, przekonywac, a i tak nic to nie zmienia.
Daj swojemu tacie tyle, ile mozesz, i chcesz. Mozesz go czasem odwiedzic, porozmawiac, pomoc w codziennych sprawach, zabrac do siebie, albo jakies inne wyjscie, ale to tyle chyba, co mozesz zrobic w obecnej sytuacji.
Czy ojciec Cie o to prosi, byś się nim zajmowała?
Nie dajesz mu przeżyć żałoby
upierdliwie się go czepiacie- normalnie zahacza o znęcanie.
poczytaj co napisała Ci Ajko i Wielokropek
Pamabianka
W rodzinie zapewne jest ktos zbliżony w wieku do taty kto mógłby go odwiedzić i zaproponować sposób na terapii na spędzenie czasu poza domem
Może jakiś sąsiad, kolega z pracy, szkoły , wujek
Nic za tatę nie zrobisz, ale gdyby połknął bakcyla to znalazłby chęci
Masz rację w klubach seniora są prowadzone fajne zajęcia wyjścia do kina, teatru, wycieczki itd fajnie ze zadzwoniłaś tam, sprawdziłaś
Ale dobrze było by napomknął mu o tym ktoś inny..., niż niedobra córka która nie ma dla niego czasu"
42 2022-09-09 06:04:10 Ostatnio edytowany przez zwyczajny gość (2022-09-09 06:14:58)
wieka napisał/a:Myślę, że nie jesteś w stanie... Jest jaki jest, zawsze trzeba liczyć, że dzieci wyjdą z domu i mieć swoje życie. Po śmierci żony pewnie też nie może się pozbierać, jest sam może żyć jak chce i jak może...
Ile ma lat?67, ale jest trochę schorowany, przez to mniej sprawny, choć wciąż !samodzielny w codziennych podstawowych sprawach. Właśnie on liczył na dużo ludzi wokół na starość.
Ja pierniczę, 67 lat to nie starość. Trzeba nim potrząsnąć ...niech korzysta z życia póki jeszcze może. To nie wiek by się nim stałe zajmować.
Poszukaj mu jakiejś sąsiadki, albo jak ktoś pisał anons na portalu randkowym ![]()
P.S.
To nie ty powinnaś się nim opiekować, a on tobie i rodzeństwu pomagać. Wnuki przypilnować, w domu coś naprawić.
Praca i zajecia najlepszym lekarstwem na samotność.