Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

Temat: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...

I dlatego nie bardzo wiem w którym dziale należałoby je umieścić? Praca, psychologia czy tutaj? Chodzi o podatność na depresję; niestety, nie mam złudzeń że ją mam. Otóż siłą rzeczy (niech mnie ktoś wyprowadzi z błędu jeśli się mylę) podatność na depresję z reguły idzie w parze z niską odpornością na stres (co do posiadania tejże też niestety nie mam cienia wątpliwości). A główny problem polega na tym, że praktycznie do wszystkich godziwie płatnych zawodów dołącza się seryjnie wymaganie wysokiej odporności na stres. No niestety, mam pewne koszty życia: niemałe opłaty za mieszkanie, alimenty na dziecko z małżeństwa, które niedawno mi się rozpadło, do tego chęć (a właściwie konieczność, bo bez tego na dłuższą metę nie będę w stanie funkcjonować) zbudowania związku z jakąś kobietą na poziomie (budowana od kilku miesięcy relacja właśnie się ostatecznie rozpadła; jakieś 10 dni temu założyłem konto na portalu randkowym i nie powiem: nie jestem dla kobiet niewidzialny, ale zanim coś się z tego zbuduje...)... Siłą rzeczy byłbym idiotą i frajerem gdybym się na wstępie przyznał jakiemukolwiek pracodawcy do niskiej odporności na stres, bo to dziś jak wilczy bilet.

Ale wracając do pytania: czy właśnie słuszne są moje podejrzenia, że podatność na depresję regularnie idzie w parze z odpornością na stres? I czy przecieknięcie informacji o mojej depresji do pracodawcy może zachęcić pracodawcę do pozbycia się mnie. Czyli: czy ujawnienie tego i wzięcie zwolnienia (bo praktycznie od odejścia żony czyli od połowy 2020 roku jestem w stanie w zasadzie pracować jedynie "na pół gwizdka") spotka się ze zrozumieniem pracodawcy czy raczej będzie dla mnie działaniem samobójczym i przejawem nieuleczalnego frajerstwa? Do piewców uczciwości: najzwyczajniej nie mam oszczędności pozwalających mi utrzymać się przez kilka miesięcy bezrobocia (zasługa pracodawcy, który ostatnio coraz marniej płaci), w dodatku czeka mnie nieco wydatków na zdrowie no i w perspektywie roszczenie od byłej żony, która chce się domagać zwrotu kasy za wkład remontowy; do zrobienia grubszego remontu zmusiła mnie szantażem i to najgrubszym (ja chciałem stopniowo remontować pomieszczenia po kolei, w ramach na bieżąco gromadzonych środków; ona przy poprzednim zejściu się postawiła sprawę na ostrzu noża: albo robię remont całości albo ona odchodzi na dobre), do opłat mieszkaniowych się nie dokładała rzucając nieraz tekstem "jak cię nie stać na żonę, to weź sobie kozę"... Szczerze mówiąc czuję się przez nią oszukany i zmanipulowany (gdybym wiedział że już po 6 latach definitywnie się rozwiedzie, to w życiu bym się nie zgodził na taką inwestycję; do myślenia mogło mi dać, że już wtedy na wszystko brała faktury na siebie czyli pewnie planowała odejście jak tylko stanie sama na nogi), więc będę dążył do tego by musieć jej oddać jak najmniej i jak najpóźniej...
Ale odpowiedź na pytanie może być potrzebna i pod kątem ewentualnej zmiany pracy (wraz z rozpadem ostatniej relacji wygasło i to co mnie głównie trzymało w aktualnej robocie, czyli możliwość częstych wyjazdów w tereny kobiety, z którą się spotykałem). Dlatego chętnie ją poznam, jeśli ktoś będzie uprzejmy jej udzielić smile

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...

Przede wszystkim depresję to na terapii się diagnozuje wink
i myślę, że zestawianie jej ze słabą odpornością na stres jest uproszczeniem. To są zupełnie inne mechanizmy. Depresja to problem z przekaźnikami w mózgu. Poza tym też pytanie, jaki jest ten stres w pracy. Wszędzie się go dorzuca do ofert, bo jak masz dużo zadań do zrobienia, to i stres się pojawia.
Pytanie czy wtedy dajesz radę. Ja na Twoim miejscu jednak skupiłabym się na terapii, jeżeli na niej nie jesteś.

3 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-10-27 11:35:42)

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...
Nowe_otwarcie napisał/a:

I dlatego nie bardzo wiem w którym dziale należałoby je umieścić? Praca, psychologia czy tutaj? Chodzi o podatność na depresję; niestety, nie mam złudzeń że ją mam. Otóż siłą rzeczy (niech mnie ktoś wyprowadzi z błędu jeśli się mylę) podatność na depresję z reguły idzie w parze z niską odpornością na stres (co do posiadania tejże też niestety nie mam cienia wątpliwości). A główny problem polega na tym, że praktycznie do wszystkich godziwie płatnych zawodów dołącza się seryjnie wymaganie wysokiej odporności na stres. No niestety, mam pewne koszty życia: niemałe opłaty za mieszkanie, alimenty na dziecko z małżeństwa, które niedawno mi się rozpadło, do tego chęć (a właściwie konieczność, bo bez tego na dłuższą metę nie będę w stanie funkcjonować) zbudowania związku z jakąś kobietą na poziomie (budowana od kilku miesięcy relacja właśnie się ostatecznie rozpadła; jakieś 10 dni temu założyłem konto na portalu randkowym i nie powiem: nie jestem dla kobiet niewidzialny, ale zanim coś się z tego zbuduje...)... Siłą rzeczy byłbym idiotą i frajerem gdybym się na wstępie przyznał jakiemukolwiek pracodawcy do niskiej odporności na stres, bo to dziś jak wilczy bilet.

Ale wracając do pytania: czy właśnie słuszne są moje podejrzenia, że podatność na depresję regularnie idzie w parze z odpornością na stres? I czy przecieknięcie informacji o mojej depresji do pracodawcy może zachęcić pracodawcę do pozbycia się mnie. Czyli: czy ujawnienie tego i wzięcie zwolnienia (bo praktycznie od odejścia żony czyli od połowy 2020 roku jestem w stanie w zasadzie pracować jedynie "na pół gwizdka") spotka się ze zrozumieniem pracodawcy czy raczej będzie dla mnie działaniem samobójczym i przejawem nieuleczalnego frajerstwa? Do piewców uczciwości: najzwyczajniej nie mam oszczędności pozwalających mi utrzymać się przez kilka miesięcy bezrobocia (zasługa pracodawcy, który ostatnio coraz marniej płaci), w dodatku czeka mnie nieco wydatków na zdrowie no i w perspektywie roszczenie od byłej żony, która chce się domagać zwrotu kasy za wkład remontowy; do zrobienia grubszego remontu zmusiła mnie szantażem i to najgrubszym (ja chciałem stopniowo remontować pomieszczenia po kolei, w ramach na bieżąco gromadzonych środków; ona przy poprzednim zejściu się postawiła sprawę na ostrzu noża: albo robię remont całości albo ona odchodzi na dobre), do opłat mieszkaniowych się nie dokładała rzucając nieraz tekstem "jak cię nie stać na żonę, to weź sobie kozę"... Szczerze mówiąc czuję się przez nią oszukany i zmanipulowany (gdybym wiedział że już po 6 latach definitywnie się rozwiedzie, to w życiu bym się nie zgodził na taką inwestycję; do myślenia mogło mi dać, że już wtedy na wszystko brała faktury na siebie czyli pewnie planowała odejście jak tylko stanie sama na nogi), więc będę dążył do tego by musieć jej oddać jak najmniej i jak najpóźniej...
Ale odpowiedź na pytanie może być potrzebna i pod kątem ewentualnej zmiany pracy (wraz z rozpadem ostatniej relacji wygasło i to co mnie głównie trzymało w aktualnej robocie, czyli możliwość częstych wyjazdów w tereny kobiety, z którą się spotykałem). Dlatego chętnie ją poznam, jeśli ktoś będzie uprzejmy jej udzielić smile

Są różne rodzaje depresji ,niektóre powiązane z nerwicami .
Najlepiej to tak jak napisała Loka zdiagnozować i skonsultować ze specjalistą .
O swoich chorobach nie masz jakby obowiązku informować pracodawcy to Twoja osobista sprawa,nie musisz a możesz ,co może mieć swoje dobre strony,sporo  zależy od układów jakie panują w pracy i Twojej tam opinii,jeżeli zostaniesz uznany za zdolnego do pracy to nie tak łatwo się Ciebie pozbyć z depresją.Kwestia Twojej skuteczności i wydajności w pracy podczas terapii to inna sprawa na zwolnieniu jesteś pod ochroną kodeksu pracy ,depresja czy jej zatajenie jeżeli jesteś już zatrudniony nie może być powodem do zwolnienia Ciebie ,jeżeli pracodawca uzna Ciebie za zbędnego,niewydolnego to dla własnego dobra na pewno nie użyje jako argument do zwolnienia Ciebie  Twojej depresji,zwłaszcza jeżeli będzie o niej wiedział ,użyje innych argumentów moim zdaniem ,nie może jednak postąpić wbrew kodeksowi pracy ,bo narazi się na potencjalną sprawę w sądzie i może ją przegrać 
Twoja wola informowanie pracodawcy o chorobie.
Terapia to tez sposób na emocje i stres bo stres to zespół emocji uczuć ,więc jeżeli poważnie myślisz o sobie i depresji to tym się zajmij,jeżeli z szacunkiem podejdziesz do tego to terapii wpłynie za jakiś czas na Twoje samopoczucie ,bo od tego jest ,depresja ma w sobie też coś z cierpienia więc terapia ma leczyć cierpienie również to związane ze stresem .
.
Inną kwestią jest sytuacja w której idziesz do nowej pracy ,wiele zleży od pracodawcy i jego doświadczeń przekonań .

4

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...

A Ty byś zatrudnił  takiego pracownika?
Ja szczerze nie,  jeśli w wymaganiach  ważne  mi jest aby pracownik był odporny na stres,  to takiego pracownika szukam.  Jeśli nie jest,  niech szuka pracy w innym zawodzie  i tyle.  Taki pracownik bierze L4 że względu na depresję, za to oczywiście  w pierwszym miesiącu płaci pracodawca,  za jakiś czas wejdą  w życie dodatkowe  możliwości i utrudnienia  dla przedsiębiorstw,  tacy pracownicy będą mieć dodatkowe możliwości aby wykorzystywać sytuację, za co oczywiście  płaci pracodawca.  Rozumiem depresję i czyn jest choroba,  ale rozumiem też pracodawców. 

Co do podatności na stres, depresję  oprócz predyspozycji,  istotny jest stan zdrowia.  Niedobory,  praca układu pokarmowego itp.  To nie tylko predyspozycje psychicznie,  a również zdrowotne.  Dodam że często depresja  bierze się od jelit  i niedoborów.  Niedobory np  witamin B,  mogą prowadzić do depresji i podatności  na stres.  Kortyzol wpływa na florę bakteryjną,  ta na wchłanianie,  to na niedobory,  depresję  itp,  takie koło.  Warto sprawdzić poziom dopaminy i serotoniny.  Zalecam badania,  nie tylko konsultacje z psychiatra  ale  i naprawdę dobrym dietetykiem

5 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-10-27 15:13:54)

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...

Jeśli masz niską odporność na stres to może staraj się bazować na czym innym (np pracowitości, niezawodności, szerokiej wiedzy). Zdarzają się takie prace, w których nie ma stresu a są dobrze płatne, za to mało popularne, bo uważane za nudne i nie rozwijające. Trzeba jakąś wiedzę przyswoic, która ma dość wąskie zastosowanie, a praca jest powtarzalna i wymaga się wysokiej jakości. Może czegoś takiego szukaj.

6

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...
aniuu1 napisał/a:

Jeśli masz niską odporność na stres to może staraj się bazować na czym innym (np pracowitości, niezawodności, szerokiej wiedzy). Zdarzają się takie prace, w których nie ma stresu a są dobrze płatne, za to mało popularne, bo uważane za nudne i nie rozwijające. Trzeba jakąś wiedzę przyswoic, która ma dość wąskie zastosowanie, a praca jest powtarzalna i wymaga się wysokiej jakości. Może czegoś takiego szukaj.

Z tym też tak średnio. Na razie przytłacza mnie frustracja związana z moją ogólną sytuacją: znów sam, nad głową jak miecz Damoklesa wisi jeszcze roszczenie byłej żony, zarabiam LICZBOWO - mimo że siła nabywcza złotówki znacznie spadła - mniej więcej podobnie jak 7-8 lat temu, więc tłumię w sobie wściekłość na pracodawcę, który w ostatnich latach w dużej mierze przyczynił się do sytuacji, w której się znalazłem. Bo bardzo możliwe że przez wyjazdy służbowe nie doszły do skutku starania o drugie dziecko, a niemożność wywalczenia podwyżki doprowadziła do wykreowania w oczach mojej żony mojego wizerunku jako przegrywa, nieudacznika którego wszyscy robią w ch... gdy zaczęła lepiej ode mnie zarabiać, zaczęła mną gardzić, pojawiła się zdrada, wreszcie odeszła  i rozwód wraz z unieważnieniem, na które wybuliła podobno sporo; na rozprawie rozwodowej wyszło że ma 2 koła na rękę więcej ode mnie z samej pracy (nie licząc dochodów z wynajmu odziedziczonego mieszkania). I ona, która nie dokładała się do opłat, a w tym czasie spokojnie mogła z dwóch wynajmów odbudować wielkość tego wkładu na remont, teraz chce ode mnie kasy! Po tym, jak po chamsku wykorzystała zależność uczuciową; w zasadzie spokojnie można mówić o doprowadzeniu mnie (przez nią) do niekorzystnego rozporządzenia majątkiem za pomocą zależności uczuciowej, tylko niestety nie wiem jeszcze czy sąd coś takiego może uznać?

Wracając do pracy: mam dość wąską specjalizację, która wręcz powoli wygasa, do nowej ciężko mi się przystosować (żeby było jeszcze gorzej to moja specjalizacja jest w firmie po stronie kosztów, a nie przychodów). Mam problem z mobilizacją, żeby naprawdę poczuć entuzjazm do pracy, to musiałbym mieć widoki na znacząco większą kasę; jak widzę przelew na 4,5 koła (czy w słabym miesiącu 4 koła), to mi się odechciewa pracować, bo przy kosztach życia i alimentach to mi niewielka kwota z wypłaty zostaje tylko gdy żyję sam i oszczędnie. To prowadzi do wniosku, że bez zmiany sytuacji z depresji nie wyjdę, a bez wyjścia z depresji nie będę w stanie pracować na pełnych obrotach. Nie muszę chyba dodawać, że nie ma na rynku stada ofert dla mnie... Czasem mam wrażenie, że pracodawca takim wynagrodzeniem stara się "na miękko" skłonić mnie do odejścia, ale nawet za bardzo nie mam gdzie; dlatego się boję, że wykorzysta pretekst, choć oczywiście zwolni mnie pod innym powodem...

7 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-10-28 08:52:33)

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...

Jak chcesz coś zmienić to musisz się zmobilizować i szukać. Szukać też w sobie na czym możesz budować swoją wartość dla pracodawcy albo szukac jakiejs niszy.
Nikt nie da ci cudownej i odpowiedniej dla Ciebie recepty na życie czy wysokie zarobki bez wysilku. Nie jesteś jeden w takiej niemocy i bezwładzie ale to tylko od Ciebie zależy co z tym zrobisz.

8

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...
Lady Loka napisał/a:

Przede wszystkim depresję to na terapii się diagnozuje wink
i myślę, że zestawianie jej ze słabą odpornością na stres jest uproszczeniem. To są zupełnie inne mechanizmy. Depresja to problem z przekaźnikami w mózgu. Poza tym też pytanie, jaki jest ten stres w pracy. Wszędzie się go dorzuca do ofert, bo jak masz dużo zadań do zrobienia, to i stres się pojawia.
Pytanie czy wtedy dajesz radę. Ja na Twoim miejscu jednak skupiłabym się na terapii, jeżeli na niej nie jesteś.

Byłem u jednego chachmęciarza-konowała tuż przed tym jak żona się wyprowadziła (widziałem już pozew, wiedziałem także że sprawa o unieważnienie jest wznowiona; czułem, że jestem w takim stanie, że sam sobie bez taryfy ulgowej przed sądem nie poradzę, więc poszedłem), w połowie ubiegłego roku. Stwierdził depresję, przepisał środki, po których nie dało się pracować (byłem ciągle senny i jak wykastrowany), więc po tygodniu odstawiłem. Potem drugi raz byłem u niego tuż przed rozprawą żeby napisał co stwierdził na pierwszej wizycie: napisał coś na dwie linijki, podpisał i bez mrugnięcia okiem skasował półtorej stówy.
Aż do rozwodu dawałem radę udawać że wszystko jest ok, na wiosnę (kwartał po rozwodzie) chyba się rozsypałem i odtąd nie jestem w stanie pracować nie tylko na 100, ale nawet na 80%; po prostu jakoś się kulam, są momenty lepsze i gorsze. Niestety, budowana relacja (choć nie wiem co to było, starałem się budować coś z młodszą kobietą; chyba w momencie gdy ostatecznie zorientowała się że nie zaproponuję jej utrzymania - i to tak licząc chyba jakiś tysiąc euro trzeba by było miesięcznie w nią ładować - trafiłem do friendzone, choć wcześniej zapewniała że nie tylko mnie nie "sfriendzowała", ale że zamierza coś ze mną stworzyć) ostatecznie padła u progu października, czyli w najgorszym możliwym okresie. Szczerze mówiąc zakładałem, że na ten najgorszy emocjonalnie okres roku - czyli jesień-zima - będę już miał stabilną relację, a tu wracam do punktu wyjścia. Czemu o tym piszę w kontekście pracy? Bo niestety rozwalone życie osobiste odciska mi się i na pracy. Życie osobiste to chyba najważniejsza dziedzina, prac można mieć w życiu wiele, nawet można znieść niekorzystne strony pracy byleby po niej ktoś czekał w domu (lub poza domem), z kim ten wolny czas pozwoli naładować baterie. A ja nie mam gdzie tych baterii naładować: ani w pracy ani w domu.

9

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...
aniuu1 napisał/a:

Jak chcesz coś zmienić to musisz się zmobilizować i szukać. Szukać też w sobie na czym możesz budować swoją wartość dla pracodawcy albo szukac jakiejs niszy.
Nikt nie da ci cudownej i odpowiedniej dla Ciebie recepty na życie czy wysokie zarobki bez wysilku. Nie jesteś jeden w takiej niemocy i bezwładzie ale to tylko od Ciebie zależy co z tym zrobisz.

Wiem. Ktoś napisał kiedyś, że niewielki procent z tego wychodzi, reszta się niestety stacza (z różnych powodów: bo nie znalazł w sobie dość siły by walczyć, bo nie było przy nim nikogo kto by go wsparł, bo się podłamał w trakcie walki... u mnie niestety jest wszystko razem). Na razie mam konto na portalu randkowym (dopiero co założyłem gdy uznałem że tę tworzoną przez ostatnie miesiące relację musze spisać na straty) i czuję że najpierw muszę uporządkować ten obszar życia, a to mi da siłę do uporządkowania kolejnych.

10 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2021-10-28 09:27:12)

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...
Istotka6 napisał/a:

A Ty byś zatrudnił  takiego pracownika?
Ja szczerze nie,  jeśli w wymaganiach  ważne  mi jest aby pracownik był odporny na stres,  to takiego pracownika szukam.  Jeśli nie jest,  niech szuka pracy w innym zawodzie  i tyle.  Taki pracownik bierze L4 że względu na depresję, za to oczywiście  w pierwszym miesiącu płaci pracodawca,  za jakiś czas wejdą  w życie dodatkowe  możliwości i utrudnienia  dla przedsiębiorstw,  tacy pracownicy będą mieć dodatkowe możliwości aby wykorzystywać sytuację, za co oczywiście  płaci pracodawca.  Rozumiem depresję i czyn jest choroba,  ale rozumiem też pracodawców. 

Co do podatności na stres, depresję  oprócz predyspozycji,  istotny jest stan zdrowia.  Niedobory,  praca układu pokarmowego itp.  To nie tylko predyspozycje psychicznie,  a również zdrowotne.  Dodam że często depresja  bierze się od jelit  i niedoborów.  Niedobory np  witamin B,  mogą prowadzić do depresji i podatności  na stres.  Kortyzol wpływa na florę bakteryjną,  ta na wchłanianie,  to na niedobory,  depresję  itp,  takie koło.  Warto sprawdzić poziom dopaminy i serotoniny.  Zalecam badania,  nie tylko konsultacje z psychiatra  ale  i naprawdę dobrym dietetykiem

Twoje sugestie mają taki nieco "mamtowdupny" charakter, coś prawie jak słynne słowa Marii Antoniny "jak nie mają chleba, to czemu nie jedzą ciastek?" Z jednej strony tekst w stylu "jak nie masz tej odporności, to twój problem, g... mnie obchodzi gdzie będziesz szukać roboty", w drugiej części propozycje rozwiązań jakbym srał kasą (a kasy mam dość niewiele i bardzo dokładnie muszę się zastanowić na który z najpilniejszych celów ją wydam! I pilniejszymi celami od naciągaczy w postaci psychiatry i dietetyka wydają się prawnik (jak mi moja bezczelna ex przyśle pozew o zwrot kasy, która IMHO jej się nie należy), firma zajmująca się doradztwem zawodowym i podrasowywaniem CV (bo to mi zapewni kasę, bez której NIC nie zdziałam) czy ewentualnie dentysta (trzeba zrobić kilka rzeczy, głównie niewidocznych z zewnątrz; dentystka i chirurg zaczęli od straszenia, więc można się spodziewać że chcą przygotować grunt pod wyciągnięcie dużej kasy, bo przecież na NFZ - mimo że ładnie mnie rabują - tego przecież nie zrobię!).
Tak, jestem w naprawdę czarnej dupie i sonduję szanse wydobycia się z niej. I jak na razie (niestety zgodnie z wcześniejszymi podejrzeniami) widzę że są słabe.

I jeszcze gwoli wyjaśnienia: jak 10 lat tam pracuję, to wziąłem do tej pory JEDNO L4 na kilka dni jak złapałem W PRACY od ukraińskich robotników dość ciężką odmianę... sam nie wiem czego, bo nasi lekarze sobie na tym zęby połamali. W każdym razie sumarycznie miesiąc tego nie mogłem zgubić, choć po L4 do pracy cały czas chodziłem.

11

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...

Bo depresję się leczy na terapii. Terapia jest długofalowym leczeniem. Leki są po to, żebyś mógł normalnie funkcjonować. I jak każde, mają swoje skutki uboczne. Jak Ci nie pasowały, to zamiast odstawiać trzeba było iść po zmianę. Niestety, tutaj w zależności od reakcji organizmu po prostu testuje się różne, aż się znajdzie najlepszy. A tak to po jednej wizycie najlepiej stwierdzić, że wszystko jest be. Bez terapii to Ty nigdzie nie wyjdziesz.

12 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-10-28 10:50:23)

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...
Nowe_otwarcie napisał/a:
aniuu1 napisał/a:

Jak chcesz coś zmienić to musisz się zmobilizować i szukać. Szukać też w sobie na czym możesz budować swoją wartość dla pracodawcy albo szukac jakiejs niszy.
Nikt nie da ci cudownej i odpowiedniej dla Ciebie recepty na życie czy wysokie zarobki bez wysilku. Nie jesteś jeden w takiej niemocy i bezwładzie ale to tylko od Ciebie zależy co z tym zrobisz.

Wiem. Ktoś napisał kiedyś, że niewielki procent z tego wychodzi, reszta się niestety stacza (z różnych powodów: bo nie znalazł w sobie dość siły by walczyć, bo nie było przy nim nikogo kto by go wsparł, bo się podłamał w trakcie walki... u mnie niestety jest wszystko razem). Na razie mam konto na portalu randkowym (dopiero co założyłem gdy uznałem że tę tworzoną przez ostatnie miesiące relację musze spisać na straty) i czuję że najpierw muszę uporządkować ten obszar życia, a to mi da siłę do uporządkowania kolejnych.

Nie Ty jeden i nie pierwszy nie ostatni wpadasz na taki pomysł i chcesz wyleczyć depresję, zbolałą duszę nowym związkiem ,ożywić się w ten sposób wzbudzić energię a raczej ją wchnąć ,to częsty błąd, powielany ,plastry,kliny i kliny po klinach ,najpierw porządek w sobie ze sobą i dla siebie do momentu aż sam z siebie poczujesz zmianę i siłę, energię, potem związek,bo różnymi oczekiwaniami i życzeniami podsycasz i karmisz depresję
życzenia się nie spełniają i powodują rozczarowania ,przyjrzyj się oczekiwaniom związanym z tym, że ktoś ma ciebie wyciągać emocjami za uszy z depresji,Twoim wewnętrznym przekonaniom co do roszczeń i żądań wobec siebie,osoby która ma się pojawić ,związku,relacji ,zaczynasz od dupy strony jak wielu w tym i ja kiedyś ,jak się uczepisz nowej kiecki u cycka to owszem emocje się pojawią ale jak to emocje są nietrwałe,a ludzie jakichś oczekiwań nie są w stanie spełnić ,w Twoim przypadku i z tym nastawieniem emocje zależą nie od Ciebie ,więc energia również płynie i jest zależna od kogoś czegoś znacznie bardziej, nie od Ciebie,ale to Ty wybierasz co wpływa na Ciebie i jak.
Podreperowaniem siebie się zajmij najpierw a nie związkami i poleganiem na kimś ,w Twoim stanie łatwo o rozczarowanie ,bo ciągle Ci czegoś brak permanentnie ,a desperacja to rodzaj strachu z dużą presją .Wielkie nadzieje pokładasz w kimś i związku z nim to powoduje wzrost znaczenia i ważności tego ponad miarę ,więc prędzej czy później zrodzi się rozczarowanie i kolejny fragment depresji ,zaklęty kręg .

13 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-10-28 10:38:04)

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...
Nowe_otwarcie napisał/a:

Na razie mam konto na portalu randkowym (dopiero co założyłem gdy uznałem że tę tworzoną przez ostatnie miesiące relację musze spisać na straty) i czuję że najpierw muszę uporządkować ten obszar życia, a to mi da siłę do uporządkowania kolejnych.

W moim odczuciu to raz potrzebujesz czasu po tym rozstaniu, żeby dojść do siebie a z drugiej strony skupić się na tym w jakim kierunku zmierzasz zawodowo. Bo tam gdzie jesteś źle się czujesz, czujesz, że zostajesz w tyle, nie jesteś zmotywowany a pracodawca jak piszesz "chce Cię skłonić do odejścia". Przeraża Cię to, ale z drugiej strony to okazja, żeby lepiej siebie poznać, skupić się na zdobywaniu jakichś nowych kompetencji, spróbowaniu nowej drogi. Dzięki temu możesz mniej skupiać się na myśleniu o byłej żonie, poprawić swoje poczucie wartości, zadowolenia  z życia.
Nie otrząsnąłeś się jeszcze z traumy rozwodu, cierpisz na depresję, potrzebujesz w jakimś sensie opiekunki, zasilania energią drugiej osoby, narzekasz na swoje możliwości zawodowe i nie masz pomysłu ani energii jak coś zmienić - nie będzie łatwo stworzyć związku, znajomości mogą się rozpadać po krótkim czasie.

Nowe_otwarcie napisał/a:

Wiem. Ktoś napisał kiedyś, że niewielki procent z tego wychodzi, reszta się niestety stacza (z różnych powodów: bo nie znalazł w sobie dość siły by walczyć, bo nie było przy nim nikogo kto by go wsparł, bo się podłamał w trakcie walki... u mnie niestety jest wszystko razem).

Nie wiem czy niewielki procent i jak to niby jest mierzone. Czy chodzi o jakieś badania nad depresją?
Od Ciebie finalnie to zależy czy zdecydujesz się poddać i stoczyć czy zawalczyć o siebie. Nawet z osobą wspierającą u boku samemu trzeba znaleźć siłę, ta osoba nie zrobi tego za nas. W wielu momentach i tak będziemy sami. Ktoś Ci powie wierzę w Ciebie, wierzę, że ci się uda, ale robotę musisz zrobić sam. (Możesz nawet sam do siebie mówić "wierzę w ciebie". Może to pomoże? Bo w sumie to mniej więcej na to samo wychodzi)
Ja jestem już nieco sceptyczna co do tego wspierania i pomagania. Na dłuższą metę to jest strasznie męczące. W mojej rodzinie stworzyły się takie schematy, że można się poddać, przerzucić na kogoś odpowiedzialność. Strasznie mnie to wkurwia i samą mnie demotywuje do pracy jak sobie myślę, że jak ja się przełamywałam, znosiłam niedogodności, stresy, nieprzyjemności, to ktoś inny się poddał i stwierdził, że powinnam pomagać bo on nie może, nie ma motywacji.. Połowa mojej rodziny się tak poddała i stacza. Tworzy się takie zjawisko, że poddając się, ciągniesz inne osoby, które są blisko za sobą w dół i inni też mają mniej motywacji i energii. Dlatego uważam, że nie można zrzucać na inne osoby odpowiedzialności za wyciąganie siebie z depresji czy innych problemów psychicznych, bo to prowadzi do trwałego braku równowagi.

Z resztą jak chcesz to szukaj kobiety, ale jednocześnie włóż dużo zaangażowania w swoje życie zawodowe, bo sam piszesz, o ogromnym niezadowoleniu a w dodatku nie wiadomo czy nie stracisz tej pracy ze względu na niską motywację. Na pewno wymaga to uwagi a jak  tu dokonasz jakichś zmian na plus to pewnie natrój też się poprawi.

14 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2021-12-05 12:23:41)

Odp: Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...
aniuu1 napisał/a:


W moim odczuciu to raz potrzebujesz czasu po tym rozstaniu, żeby dojść do siebie a z drugiej strony skupić się na tym w jakim kierunku zmierzasz zawodowo. Bo tam gdzie jesteś źle się czujesz, czujesz, że zostajesz w tyle, nie jesteś zmotywowany a pracodawca jak piszesz "chce Cię skłonić do odejścia". Przeraża Cię to, ale z drugiej strony to okazja, żeby lepiej siebie poznać, skupić się na zdobywaniu jakichś nowych kompetencji, spróbowaniu nowej drogi. Dzięki temu możesz mniej skupiać się na myśleniu o byłej żonie, poprawić swoje poczucie wartości, zadowolenia  z życia.
Nie otrząsnąłeś się jeszcze z traumy rozwodu, cierpisz na depresję, potrzebujesz w jakimś sensie opiekunki, zasilania energią drugiej osoby, narzekasz na swoje możliwości zawodowe i nie masz pomysłu ani energii jak coś zmienić - nie będzie łatwo stworzyć związku, znajomości mogą się rozpadać po krótkim czasie.

Już dość straciłem czasu po rozwodzie, ile mam jeszcze czekać? W tej... powiedzmy "relacji" wiosenno-letniej" nawet nie doszło do seksu, na pewno nie będę tracić czasu żeby to odchorowywać, bo nie ma czego. A po rozwodzie... ktoś na innym forum wyskoczył ze "złotą" opinią (czy wynikiem pseudobadań) że po długim związku skuteczne odchorowanie następuje po okresie równym połowie długości związku! Na odchorowywanie rzędu 8-10 lat zwyczajnie nie mam ani czasu ani chęci!

Ja pisałem wcześniej, założyłem konto na portalu randkowym, przyjąłem faktycznie dość pasywną formę, bo skupiłem się na tych które mnie okazywały zainteresowanie (sam z siebie wysłałem do jednej uśmiech - brak odpowiedzi - i do jednej napisałem, bo uznałem że łączy nas w pewnym stopniu wykształcenie i zawód; z tej drugiej akcji wyszła korespondencja, ale chyba nie byłem dla babki opcją nr 1, bo najpierw zamilkła a potem wróciła do tematu gdy byłem już w obecnej relacji, więc kobietę chyba zbyt oschle niechcący spławiłem. Może to błąd...). Ale generalnie odpowiadałem tym, które mi wysłały uśmiechy; korespondencja była, chyba niektóre liczyły że bardziej będę za nimi latać (a ja zupełnie nie latałem; po poprzedniej relacji przyjaciółka tłukła mi do głowy o równowadze zaangażowania, więc tym razem jedynie wiadomość za wiadomość).
W każdym razie zarwała mnie jedna 10 lat młodsza; fajnie się rozmawiało, nie przeszkadzało mi że ma kilka kilo za dużo, długo gadaliśmy przez telefon, spotkaliśmy się nieco ponad tydzień po pierwszym telefonie. Wieczór w sumie miły, zakończony gorąco, ale... no w sumie nie czułem żadnej chemii. Jest miła, troskliwa, bezpośrednia, poukładana... no kierując się suchymi danymi wręcz wymarzona partnerka. Tylko... kompletnie nie ma chemii z mojej strony. Najpierw się przekonywałem, że to przyjdzie z czasem; teraz kontakt z nią mnie przytłacza, zwłaszcza gdy pod koniec trzeciego spotkania wyznała mi uczucie. Czuję się przytłoczony, najgorsze że kontakt z nią kompletnie nie daje mi tego co miałem z tamtą wiosną i latem (choć tam też w sumie było to bardziej jednostronne): tam czułem jakbym miał skrzydła, przy obecnej nie czuję mobilizacji do żadnych zmian na lepsze. Po raz pierwszy spotkaliśmy się na początku listopada (łącznie 3 spotkania), a ja mam takie myśli że wolałbym być sam niż z nią i to jeszcze pakować się w dziecko. Czuję, że powtarza się sytuacja sprzed wielu lat i ona mi nie da tego czego szukam. Nie chciałem jej psuć świąt i zrywać teraz (bo z każdym dniem mam coraz silniejsze uczucie, że rozstanie będzie właściwą decyzją), ale pamiętam jak była rozbita gdy wyznałem że ją "tylko" lubię i że nie wiem czy to wyjdzie. Nie chcę by się pogrążyła w rozpaczy, by zajadała smutek, ale ja już nie wytrzymam, tym bardziej że ona wciąż liczy że wyjdzie, a ja się czuję przez to tylko bardziej osaczony. Ona po prostu nie jest w moim typie i nadwaga (znaczna) to chyba nie jedyny problem.


aniuu1 napisał/a:

Nie wiem czy niewielki procent i jak to niby jest mierzone. Czy chodzi o jakieś badania nad depresją?
Od Ciebie finalnie to zależy czy zdecydujesz się poddać i stoczyć czy zawalczyć o siebie. Nawet z osobą wspierającą u boku samemu trzeba znaleźć siłę, ta osoba nie zrobi tego za nas. W wielu momentach i tak będziemy sami. Ktoś Ci powie wierzę w Ciebie, wierzę, że ci się uda, ale robotę musisz zrobić sam. (Możesz nawet sam do siebie mówić "wierzę w ciebie". Może to pomoże? Bo w sumie to mniej więcej na to samo wychodzi)
Ja jestem już nieco sceptyczna co do tego wspierania i pomagania. Na dłuższą metę to jest strasznie męczące. W mojej rodzinie stworzyły się takie schematy, że można się poddać, przerzucić na kogoś odpowiedzialność. Strasznie mnie to wkurwia i samą mnie demotywuje do pracy jak sobie myślę, że jak ja się przełamywałam, znosiłam niedogodności, stresy, nieprzyjemności, to ktoś inny się poddał i stwierdził, że powinnam pomagać bo on nie może, nie ma motywacji.. Połowa mojej rodziny się tak poddała i stacza. Tworzy się takie zjawisko, że poddając się, ciągniesz inne osoby, które są blisko za sobą w dół i inni też mają mniej motywacji i energii. Dlatego uważam, że nie można zrzucać na inne osoby odpowiedzialności za wyciąganie siebie z depresji czy innych problemów psychicznych, bo to prowadzi do trwałego braku równowagi.

Ale ja wiem czego potrzebuję, niestety. Tamta była do mnie dopasowana w wielu dziedzinach, młodsza (może za dużo młodsza) i atrakcyjna; takiej potrzebuję. Może nie znajdę dokładnie takiej, ale w obecnym wypadku widać ile znaczy fizyczność; związek jedynie z rozsądku skazany jest na porażkę, po prostu MUSI być chemia! Inaczej się nie da! Muszę szukać takiej, do której mnie będzie ciągnęło, a nie w przypadku której będę się musiał przekonywać że to dobra i odpowiedzialna kobieta.

aniuu1 napisał/a:

Z resztą jak chcesz to szukaj kobiety, ale jednocześnie włóż dużo zaangażowania w swoje życie zawodowe, bo sam piszesz, o ogromnym niezadowoleniu a w dodatku nie wiadomo czy nie stracisz tej pracy ze względu na niską motywację. Na pewno wymaga to uwagi a jak  tu dokonasz jakichś zmian na plus to pewnie natrój też się poprawi.

W obecnej pracy już od dłuższego czasu jestem w stanie pracować na pół gwizdka, nie więcej (brak koncentracji, energii, powtarzające się sny o pracy). Nic nie poradzę, nic innego nie umiem. Z drugiej strony warunki finansowe są takie, że sam będę dążył do rozmowy o mojej przyszłości i to tak by szefostwo (wyższe, bo mój bezpośredni przełożony nie ma mocy przebicia lub woli zmiany) miało świadomość że obecna sytuacja mi do tego stopnia nie odpowiada że stanowczo potrzebuję jakichś zmian, z akcentem na finansowe i jaki plan działania ma do nich doprowadzić. W listopadzie (na początku) dostałem tak słabą pensję, że odechciało mi się pracować; dość powiedzieć, że jakkolwiek to chyba najsłabsze wynagrodzenie w roku - choć pozostałe, poza tym z dodatkiem urlopowym, nie biją go nawet o tysiaka - to w przeciągu kolejnego miesiąca musiałem dołożyć do interesu, czyli moje sumaryczne wydatki przekroczyły wysokość tej pensji. Czyli dłużej tak być nie może, bo czy zarabiam tyle ile wg wynagrodzenia za październik czy mniej, to i tak jestem w czarnej d...
Z drugiej strony jestem kompletnie pozbawiony energii (wykorzystałem w tym roku łącznie 27 dni wolnych, a czuję jakbym potrzebował 3-tygodniowego urlopu!), koncentracji, pomysłu na siebie i na zmiany. Jedyne co wiem, to że potrzebuję znacząco wyższej kasy. sad

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Dręczy mnie od pewnego czasu pytanie z pogranicza tematów...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024