Hej. Czy to normalne że kobieta jeździ mężowi /partnerowi po piwo jak mu się skończy czy ja oszalałam? Mój partner twierdzi że powinnam zrobić prawko żeby mu jeździć po piwo jak on sobie zażyczy i odwozić gości bo u niego w rodzinie siostry też tak robią i nie widzi w tym nic dziwnego
Hej. Czy to normalne że kobieta jeździ mężowi /partnerowi po piwo jak mu się skończy czy ja oszalałam? Mój partner twierdzi że powinnam zrobić prawko żeby mu jeździć po piwo jak on sobie zażyczy i odwozić gości bo u niego w rodzinie siostry też tak robią i nie widzi w tym nic dziwnego
No ale to zależy. Czemu nie przegadasz tego z partnerem, albo nie kierujesz się tym, co sama czujesz?
Co do zażyczania sobie, to tutaj kwestia dyskusyjna, bo nie jesteś jego służącą, ale tak jak ja czasami wykopuję partnera do sklepu, bo mam ochotę na Colę, albo skończyła mi się śmietana, a akurat robię obiad, tak w sumie nie widzę problemu w tym, że on mnie wyśle po coś innego.
Widać też, że on ma taki model w rodzinie, słuszny czy nie słuszny.
Jeżeli Tobie to nie pasuje, to z nim to przedyskutuj i się postaw, skoro nie chcesz tego robić, zanim tutaj nakręci się wielka dyskusja ![]()
Próbowałam dyskutować ale on stwierdził że mam to zaakceptować i tyle. Ze on będzie pił i chce pić. Może zapomniałam dodać że ma problem z piciem, jego ojciec był alkoholikiem, często się upija i pisze przykrości.
Próbowałam dyskutować ale on stwierdził że mam to zaakceptować i tyle. Ze on będzie pił i chce pić. Może zapomniałam dodać że ma problem z piciem, jego ojciec był alkoholikiem, często się upija i pisze przykrości.
No to, że się upija i pisze przykrości to jest inna sprawa.
I tutaj pytanie do Ciebie - czy masz zamiar to tolerować i czy jesteś pewna, że chcesz tworzyć związek z alkoholikiem.
I czy chcesz tworzyć związek z facetem, który ma Twoje zdanie w odwłoku.
5 2021-04-25 18:55:19 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-04-25 19:04:49)
Szczerze, to nawet jeśli ktoś by się nie upijał, stwierdzenie, że partner ma specjalnie prawko robić po to, aby mi po alkohol jeździł bardziej dyskredytuje takiego człowieka w moich oczach. Myślę, że nie mieszkacie na totalnym odludziu, więc nawet jakby chciał sobie walnąć piwko raz na miesiąc to raczej da radę doczłapać się o własnych siłach piechotą do najbliższego sklepu.
Facet bez honoru, godności osobistej i szacunku wobec kobiet. W dodatku alkoholik. Super wybrałaś, tylko pogratulować. Powiedz żeby palnął się w pusty łeb zanim zacznie decydować co masz mu robić a czego nie. Dziewczyno to napewno nie jest normalne zdrowe podejście. Nie pozwalaj sobie nigdy włazić na głowę ani chłopu ani nikomu innemu. I może poczytaj sobie jakimi konsekwencjami dla Twojej psychiki grozi bycie w związku z pijakiem w dodatku obciążonym genetycznie, bo ojciec pił. Uważaj bo możesz sobie życie zmarnować, mówię serio.
Ah te twoje teoretyzowanie bagienniku ... niestety życie nie zawsze tak dobrze wyglada:)
Jak idę do sklepu to nie widzę problemu żebym kupić partnerowi piwo. Prawka to bym specjalnie nie robiła żeby jeździć po alkohol to przesada ale jak bym jechała na większe zakupy to czemu nie.
Z tym ze u autorki to nie jest sedno problemu - tutaj problemem jest facet alkoholik. Moja rada jest jedna - uciekaj jak najdalej, zostaw go bo nic dobrego cię nie spotka z nim. Możesz sobie wmawiać ze poprawi się, będzie lepiej ale nic tych rzeczy bo on już sobie przygotowuje grunt pod pijaństwo właśnie takimi zagrywkami. Potem jak odmówisz pójścia do sklepu przerodzi się to w pretensje, krzyki w końcu przemoc. Alkoholik bez alkoholu pod ręka jest wygłodzony i ucieknie się do każdego zagrania aby tylko stała przy nim butelka.
Zastanów się bo naprawdę nic dobrego z tego nie będzie.
8 2021-04-25 19:43:22 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-04-25 20:12:48)
Bbaselle Już nie przesadzaj..Naprawdę tak ciężko ruszyć 4 litery, aby sobie kupić to piwko? Ciężko robic analizy, ile trzeba pokonać do najbliższego sklepu, ale średnio sprawny człowiek, jeśli nie jest inwalidą, to potrafi pokonać nawet te 2 kilometry, które dzielą ją od sklepu. Czy naprawdę wszystko trzeba przeżyć, aby się wypowiadać? Jeśli mowa np o winie na wspólną kolację, to nie widże problemu, aby partner kupił ten alkohol. Natomiast chęć kupienia piwka samemu dla siebie, jeśli mam blisko sklep, nie sprawia, żę partner ma specjalnie po to piwko latać.. Ludzie, po to mamy nogi, aby ich używać! Wszędzie się wozicie 4 kółkami, nawet po bułki do sklepu? Nie wiem, gdzie bohaterowie mieszkają, ale nie jest to chyba środek Sahary..
Zresztą z historii wynika, jakby Autorka miała specjalnie jeździć po ten alkohol, kiedy nagle się facetowi zachce..
No ja tam nie wiem
wydaje mi się to normalne w związku, że się prosi o podskoczenie do sklepu. Ja czasami tak mam, że siedzę sobie, coś robię, patrzę na mojego faceta i pytam, czy nie skoczyłby po colę, bo mi się nie chce ogarniać. I on zwykle bierze i idzie. W drugą stronę tak samo to działa. Więc ogólnie w samej prośbie nie widzę problemu, u niego jest problem z nadużywaniem alkoholu i z zachowaniem po nim.
Swoją drogą, gdyby mi partner powiedział, żebym zrobiła prawko, zeby jeździć mu po piwo, to powiedziałabym, że spoko, ale żeby mi to prawko zafundował ![]()
10 2021-04-25 19:59:25 Ostatnio edytowany przez Janix2 (2021-04-25 20:07:32)
Pierwszego posta powinnaś zacząć tak: uzależniony od alkoholu partner manipuluje mną i na dodatek teraz chce abym jeździła mu po piwo i tworzyła mu komfort picia w dodatku nie szanuje mnie, szantażuje oraz jest chamem jak wypije. Co o tym myślicie.
Odpowiedź: albo natychmiast podejmuje leczenie albo się rozstajecie ( przynajmniej na jakiś czas) w przeciwnym razie będzie gorzej.
Siostry tak robią ponieważ są współuzależnione. Robią to prawdopodobnie aby nie było wstydu w okolicy że mąż łazi pijany co ileś tam dni i że dla nich lepiej jak pije w domu i nikt nie widzi. Takie że jak zamknę oczy i czegoś nie widzę to tego nie ma.
11 2021-04-25 20:15:27 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-04-25 20:16:09)
Loka, jeśli akurat nie jestem zajęty a do sklepu mam naprawdę niedaleko, kiedy chodzi mi o jakąś zachciankę, to naprawdę proszenie kogoś o to, uważam za czyste lenistwo.. Nie potrafoię tego inaczej wyjaśnić, natomiast oczekiwanie zrobienia prawka w tym celu uważam za objaw wisielczego humoru..Zresztą, jeśli mówimy o mieszkaniu w mieście, gdzie przeciętnie do pierwdszego sklepu jest kilkaset metrów, to nawet nie skomentuję potrzebę jazdy samochodem takiego dystansu..
A o tej coli, to zapewne chodzi, aby była dla Was obojga prawda?
12 2021-04-25 20:26:39 Ostatnio edytowany przez R_ita (2021-04-25 20:51:53)
Pierwszego posta powinnaś zacząć tak: uzależniony od alkoholu partner manipuluje mną i na dodatek teraz chce abym jeździła mu po piwo i tworzyła mu komfort picia w dodatku nie szanuje mnie, szantażuje oraz jest chamem jak wypije. Co o tym myślicie.
To przede wszystkim. W sumie autorko to Twój partner jawnie demonstruje Ci to, że będzie pił i chce pić (słowa z Twojego postu), jest obciążony bo jego ojciec był alkoholikiem. Wiesz co to oznacza? kochanie123 ma rację, poczytaj sobie jakie konsekwencje dla Twojej psychiki może to mieć, z czym to się je. Czym innym jest kupienie piwka porównywane do kupienia śmietany, a czym innym kupowanie alkoholu osobie z problemem alkoholowym deklarującym jawnie, że picie to nie problem.
Autorko, mój partner jest alkoholikiem. Trzeźwiejącym, nie pijącym od 144 dni, ale alkoholikiem. To rzuca cień na relację. Ale różnica jest taka, że on to odrzucał i już ponad 3 lata temu SAM Z SIEBIE poszedł się leczyć. Jak wrócił do nałogu pod ciężarem wielu spraw, to mimo odwalania cyrków ogarnął się i poszedł sensownie leczyć znowu. Radzi sobie świetnie bo jest bardzo zawzięty, jest fantastyczny w codzienności i jako partner, ale to nie zmienia faktu, że ta choroba nad nami wisi i on (alkohol) może się w naszym życiu pojawić i jeśli trzeba będzie to ja mimo pękającego serca bez mrugnięcia okiem się zwinę bo tak ustaliliśmy, bo muszę być konsekwentna, jeśli on nie będzie konsekwentny w swoich postanowieniach. Jesteś gotowa na życie z widmem takiej choroby?
Choć o czym ja mówię. Przecież Ciebie to nie dotyczy- bo mój partner chce być trzeźwy, a Twój mówi wprost- piję i chcę pić
Wyjścia są dwa: albo natychmiast podejmuje leczenie albo się rozstajecie. On "nie ma problemu" więc w sumie nie ma o czym mówić.
Loka, jeśli akurat nie jestem zajęty a do sklepu mam naprawdę niedaleko, kiedy chodzi mi o jakąś zachciankę, to naprawdę proszenie kogoś o to, uważam za czyste lenistwo.. Nie potrafoię tego inaczej wyjaśnić, natomiast oczekiwanie zrobienia prawka w tym celu uważam za objaw wisielczego humoru..Zresztą, jeśli mówimy o mieszkaniu w mieście, gdzie przeciętnie do pierwdszego sklepu jest kilkaset metrów, to nawet nie skomentuję potrzebę jazdy samochodem takiego dystansu..
A o tej coli, to zapewne chodzi, aby była dla Was obojga prawda?
Widzisz ale tutaj zazwyczaj nie chodzi o lenistwo - i nie chodzi tez o to ze cola ma byc dla obojga. Czasami w zwiazku fajnie jest zrobic drugiej osbie po prostu jakąś małą przyjemnosc. Dla jednego zrobienie takiej przyjemnosci to skoczenie do sklepu bo druga osoba czegos potrzebuje dla drugiego to naprawienie czegos w domu. Ile ludzi tyle charakterow i pomysłów. Jasne jak nie jestes w zwiazku to sam musisz sie ruszyc i isc sobie kupic. A pomysl jakbys byl w zwiazku i twoja kobieta po prostu pewnego razu zrobila ci niespodzianke i kupila cos fajnego. Dwa dni pozniej porposilaby cie zebys skoczyl do sklepu bo ma mega ochote na czekolade to co powiedzialbys jej - halo do sklepu jest 200 metrow masz nogi i rece, idz sobie na spacer. Czy ubralbys te buty i skoczyl jej po ta czekolade?
Dlatego mowie teoretyzowanie jednym a doswiadczenie i zycie z kims w zwiazku inna sprawa.
Ale odbiegłam od tematu. Tutaj ewidetnie jest , jak juz zreszta wczesniej napisalam, proba ustawienia sobie kogos pod siebie. I moj ulubiony argument- bo przeciez ktos inny tez tak robi ( jego siostry) to ty tez tak musisz.
Nic nie musisz droga auotrka, wlasciwie jedyne co powinnas to zakonczyc ta znajomosc.
Loka, jeśli akurat nie jestem zajęty a do sklepu mam naprawdę niedaleko, kiedy chodzi mi o jakąś zachciankę, to naprawdę proszenie kogoś o to, uważam za czyste lenistwo.. Nie potrafoię tego inaczej wyjaśnić, natomiast oczekiwanie zrobienia prawka w tym celu uważam za objaw wisielczego humoru..Zresztą, jeśli mówimy o mieszkaniu w mieście, gdzie przeciętnie do pierwdszego sklepu jest kilkaset metrów, to nawet nie skomentuję potrzebę jazdy samochodem takiego dystansu..
A o tej coli, to zapewne chodzi, aby była dla Was obojga prawda?
Nigdy nie jesteś ani trochę leniwy? ![]()
dla mnie to normalne, tak samo normalne jak to, że nie chce mi się wstawać z tapczanu i powiem partnerowi, żeby mi zrobił herbatę. Żaden problem. Jesteśmy ze sobą tak długo, że to zrobiło się naturalne i właściwie w niczym nam nie przeszkadza.
Cola dla obojga, ale zdarza mi się go wysłać po coś tylko dla mnie. Nie mamy z tym problemów.
postaw granicę lub kończ relację, inaczej czeka Ciebie wiele cierpienia
Cola dla obojga, ale zdarza mi się go wysłać po coś tylko dla mnie. Nie mamy z tym problemów.
I jak już opije się tej coli to partner jest bardzo nieprzyjemny dla Ciebie? A jak po coli wyzywał by Cię to też po tę colę chodziła byś mu?
Lady Loka napisał/a:Cola dla obojga, ale zdarza mi się go wysłać po coś tylko dla mnie. Nie mamy z tym problemów.
I jak już opije się tej coli to partner jest bardzo nieprzyjemny dla Ciebie? A jak po coli wyzywał by Cię to też po tę colę chodziła byś mu?
No do alkoholu odniosłam się wcześniej.
Nie miałabym problemu w tym, żeby faktycznie skoczyć partnerowi po piwo, czy tam nawet kolegów odwieźć po imprezie, natomiast wyzywanie i chamstwo po spożyciu jest absolutnie niedopuszczalne i dla mnie całkowicie skreślają człowieka.
Jak ktoś nie potrafi pić w umiarze i nie potrafi się zachowywać po alkoholu, to nie powinien pić wcale.
U mnie w rodzinie to była norma "eeej, a pójdziesz mi po chipsy?" Sklep w tym samym bloku
Norma, czasem się nie chce. Nic dziwnego w takiej prośbie nie ma, nie ma też nic dziwnego w odmowie.
Ale nie wyobrażam sobie, że ktoś decyduje: "od teraz będzie tak, że ja mówię - idź po piwo, a ty idziesz, i się do tego przyzwyczaj". Gdybym uznała to za żart to bym się roześmiała i postukała w czoło. Gdyby to nie był żart - również, a potem zakończyła relację.
19 2021-04-25 22:23:18 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-04-25 22:30:58)
Pomijając już ewidentny problem z alkoholem, jaki ma ten facet czy próbę ustawienia Autorki przez jej faceta( ten tekst o prawku to jakaś kpina), to zdecydowanie nie kupuję tego, że naprawdę człowiek jest przypięty do tapczanu czy fotela i nie jest w stanie ruszyć swoich 4 liter.. Jeśli każda prośba czy zachcianka partnera ma być dowodem na to, jak nam zależy, to nie pozostaje mi nic innego, jak zrobić to ![]()
W każdym razie, co do podnoszenia się z tapczanu, to jeszcze nie było takiej okazji, żebym na nim leżał tak, aby się podnieść
Na tapczanie siedzę czy leżę długo, jak jestem obłóżnie chory. Tylko ja jestem zbyt ruchliwy
Na studenckim mieszkaniu, jak ktoś ze współlokatorów pytał, wychodząć do sklepu: " Czy chcesz coś?" odpowiadałem "nie dzięki!", po czym sam do tego sklepu szedłem. Nie miało znaczenia to, żę akurat ktoś wychodził czy to, że sklep jest blisko. Znaczenie miało to, żę skoro sam chcę/muszę sobie coś kupić, to po prostu po to idę. ![]()
Naturalnym odruchem jest po prostu pójście do sklepu nie zaś wysługiwanie się kimś. Miałbym większy problem z tym, żeby ktoś mi coś kupił, niż odwrotnie.
Pomijając już ewidentny problem z alkoholem, jaki ma ten facet czy próbę ustawienia Autorki przez jej faceta( ten tekst o prawku to jakaś kpina), to zdecydowanie nie kupuję tego, że naprawdę człowiek jest przypięty do tapczanu czy fotela i nie jest w stanie ruszyć swoich 4 liter.. Jeśli każda prośba czy zachcianka partnera ma być dowodem na to, jak nam zależy, to nie pozostaje mi nic innego, jak zrobić to
W każdym razie, co do podnoszenia się z tapczanu, to jeszcze nie było takiej okazji, żebym na nim leżał tak, aby się podnieść
Na tapczanie siedzę czy leżę długo, jak jestem obłóżnie chory. Tylko ja jestem zbyt ruchliwy
Na studenckim mieszkaniu, jak ktoś ze współlokatorów pytał, wychodząć do sklepu: " Czy chcesz coś?" odpowiadałem "nie dzięki!", po czym sam do tego sklepu szedłem. Nie miało znaczenia to, żę akurat ktoś wychodził czy to, że sklep jest blisko. Znaczenie miało to, żę skoro sam chcę/muszę sobie coś kupić, to po prostu po to idę.
Naturalnym odruchem jest po prostu pójście do sklepu nie zaś wysługiwanie się kimś. Miałbym większy problem z tym, żeby ktoś mi coś kupił, niż odwrotnie.
Ludzie są różni. Akurat w mojej rodzinie wszyscy przypięci do taczanów. I to nie kwestia "niemożności", choroby tylko tego, że się nie chce. Nie raz zrezygnowałam z zachcianki albo kolacji tylko dlatego, że jednak nie chciało mi się iść tych 500m do sklepu
Mówisz o "wysługiwaniu się" i "zwykłym lenistwie", a to są nieprzyjemne łatki, i oczywiście nazywaj sobie zachowania innych ludzi jak chcesz, ale dla mnie zadzwiające jest, że masz tak negatywne odczucia wobec czegoś, co w moim rozumieniu jest zupełną normą.
21 2021-04-25 22:50:16 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-04-25 22:54:30)
No właśnie, ludzie są różni
Dlatego tak samo dla mnie skrajnym lenistwem jest przypięcie do tapczanu i rezygnacja z zachcianki, bo tyłką się nie chce człowiekowi ruszyć, aby się nie przejść te 500 m do sklepu.
Jeśli się chce, to się wstaje i idzie, jak się nie chce, to się nie idzie. To już nawet nie chodzi o związek i typowe dla niego relacje między ludźmi. Nawet samemu, jak nachodzi mnie ochota na piwo, to po niego idę, zaś jeśli nie mam ochoty to zostaję. Nie ma takiej sytuacji, że mam ochotę, ale nie idę, bo mi się nie chce tyłka ruszyć do sklepu, oddalonego w moim przypadku, o jakieś 300 m od domu.
Z drugiej strony o zgrozo, przejechanie tej trasy samochodem jest przykładem równie leniwego zachowania, ale to już moje czysto subiektywne podejśćie
Jak mogę coś załatwić on-line albo osobiście, wolę osobiście. NIe chodzi tu o brak czasu, ale o to, że lubię sobie pochodzić ![]()
Dziękuję wszystkim to tylko potwierdziło mnie w decyzji. Wczoraj z nim zerwałam i postawiłam sprawę jasno. Albo się leczy albo już mnie nie zobaczy. Wątpię że to do niego dotrze ale nie mam zamiaru żyć w takim układzie jak jest teraz.
Bardzo dobra decyzja. Powodzenia.
Dziękuję wszystkim to tylko potwierdziło mnie w decyzji. Wczoraj z nim zerwałam i postawiłam sprawę jasno. Albo się leczy albo już mnie nie zobaczy. Wątpię że to do niego dotrze ale nie mam zamiaru żyć w takim układzie jak jest teraz.
Słusznie postąpiłaś. W takim kształcie, jak to wyglądało, ten związek nie miał prawa się udać, a z czasem mogło być tylko gorzej.
Decyzja w jakim kierunku uderzy, należy do niego, to jest w końcu jego życie i kwestia priorytetów, ale nawet jeśli się ogarnie, to na Twoim miejscu bardzo ostrożnie podchodziłabym do wszelkich deklaracji i ewentualnych prób powrotu do siebie. Szkoda życia na szarpanie się z kimś, kto nie tylko ma problem z uzależnieniem, ale nawet Cię nie szanuje.
Bagienniku, przecież w związkach wiele rzeczy robi się na zasadzie wzajemności, dlatego jeśli między ludźmi panuje szacunek i daje się sobie prawo do odmowy, to nie ma mowy ani o wykorzystywaniu, ani o byciu wykorzystywanym i to bez względu na to czy druga strona bezwzględnie potrzebuje pomocy, czy jednak sama może coś zrobić, ale z jakiegoś powodu prosi o to partnera. I choćby to było słodkie lenistwo, to właśnie to jest w tym wszystkim najfajniejsze, że się tak zimno nie kalkuluje, jak Ty to widzisz. Moim zdaniem urzędowe, skalkulowane relacje tworzy się w pracy, ale nie w domu i/lub wśród bliskich nam osób. Istnieje też coś, co jest zwykłą chęcią sprawiania komuś przyjemności i to dla samego faktu, by tej drugiej osobie było lepiej, przyjemniej, by wywołać uśmiech, a z drugiej strony pokazać, że jest dla nas kimś ważnym. Związek pozbawiony tego elementu zupełnie do mnie nie przemawia i naprawdę nie chciałabym tkwić w czymś, gdzie wieje takim strasznym chłodem.
Czytając, co piszesz, zresztą w kolejnym już wątku, odnoszę wrażenie, że idealne relacje romantyczne widzisz jako dwa oddzielne byty, które jakimś trafem mieszkają pod jednym dachem, ale na dobrą sprawę każde skrupulatnie pilnuje swojego poletka i ani na krok nie pozwoli drugiemu na wchodzenie na ten teren. Nie ma kompromisów, rezygnacji z czegoś dla dobra drugiej osoby, nie ma opcji, by ten ktoś miał spowodować, by coś w sobie zmienić. Tymczasem to tak nie działa. Na szczęście
.
Prawdę mówiąc Twoje radykalne podejście do tak wielu spraw czasem jest aż zastanawiające
.
Dziękuję wszystkim to tylko potwierdziło mnie w decyzji. Wczoraj z nim zerwałam i postawiłam sprawę jasno. Albo się leczy albo już mnie nie zobaczy. Wątpię że to do niego dotrze ale nie mam zamiaru żyć w takim układzie jak jest teraz.
Gratuluję decyzji. Powodzenia ![]()
26 2021-04-28 21:57:43 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-04-28 22:00:20)
Olinko Nie chcę za bardzo odbiegać od tematu, więc będzie krótko
Otóż jestem pod wieloma względami pragmatykiem, traktujac dane zjawiska czy czynności, jako takie, które przynosza korzyść i służą konkretnemu celowi. Nadawanie ładunku emocjonalnego niektórym rzeczom jest dla mnie absurdem to fakt
Natomiast jestem gotów do tym większych poświęceń, im sprawa rzeczywiście tego wymaga. Dlatego prędzej pobiegnę na drugi koniec miasta, by pomóc komuś załatwić ważną sprawę w urzędzie czy u lekarza, niż pobiec 200 m do sklepu, żęby komuś kupić colę
W obu przypadkach nie ma znaczenia, czy osoba może to zrobić czy nie. Czuje się z takim podejśćiem bardzo dobrze i nie chcę tego zmieniać.
Akurat dla mnie w tym wątku chodzi o przysłowiowe lenistwo, choćby w postaci siedzenia na wspomnianej kanapie i nagłej zachciance. Mówiąc szczerze, to nie miałbym problemu prędzęj, aby komuś po coś skoczyć(choć nie przekonuje mnie ten cel pt "tak po prostu") niż gdyby ktoś miały mi sprawiać takie gesty. Nie znoszę takiego zachowania, kiedy ktoś mnie w ten spośób traktuje, podając mi niemal pod nos to, co mi się akurat zamarzy. Sam wolę siebie obsługiwać
W ogóle nie lubię, jak mi się coś pod nos podstawia
Z tego powodu wspomniałem wyżej, że Z MOJEJ STRONY nie ma sytuacji, kiedy "mam ochotę na coś, ale nie chce mi się wyjść". Nie wspominając o tym, że ja naprawdę nie spędzam czasu leżąc na tapczanie. Albo stoje, albo idę albo siedzę. Leżę tylko w czasie snu w nocy ![]()
Bagienniku, ostatnią rzeczą o jaką chodzi w tym wątku, jest lenistwo czy zachcianki.
Tu chodzi o tresurę i o układanie współuzależnionej partnerki.
Alkohol u alkoholika to nie zachcianka, a nałóg.
Tutaj wyraźnie chodzi o stworzenie sobie z Autorki tematu pożytecznego narzędzia, jakim jest zawsze trzeźwy kierowca, który jest do dyspozycji na każde zawołanie, zaś przede wszystkim wtedy, kiedy partner alkoholik jest pijany.
I sam sobie po alkohol nie pojedzie, ani nie odwiezie swoich gości po wspólnej imprezie.
"Mała skocz mi po piwo, tylko szybko", to nie jest oczekiwanie miłego gestu.
28 2021-04-28 22:12:48 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-04-28 22:13:04)
Ogólnie rozumiem, w czym jest problem, bo zresztą wcześnej wspomniałem, co sądzę na temat wyrobienia prawka przez partnera, aby ten jeździł drugiemu po alkohol. Poza tym sam ton wypowiedzi partnera, jaki Autorka zacytowała już wile o nim mówi. To jest jeden wielki absurd.
Natomiast odpowiedziałem jedynie na poboczną dygresję odnośnie mojej osoby ![]()