Cześć,
Borykam się ze sporym problem z którym nie potrafię sobie poradzić. Zacznijmy od tego, że oboje jesteśmy z tego samego rocznika-1992. Zaczęliśmy się spotykać w szkole. Po 8 latach związku doszliśmy do wniosku, że pora zrobić następny krok. Zaręczyliśmy się, a w tym roku we wrześniu planujemy wesele. Wszystko było dobrze, jeszcze trzy tygodnie temu razem kupowaliśmy suknie ślubną i załatwialiśmy sprawy związane z organizacją wesela. Wspomnę, że dwa tygodnie temu pokłóciliśmy się o jej przyjaciela z którym od pewnego czasu dużo się spotyka. Jednak wierzę jej i jemu, że miedzy nimi do niczego nie doszło. Sam stwierdził, że skoro się pokłóciliśmy i widzę problem z nim problem to się usunie. Tak też się stało, usunął się, a Ona również powiedziała, że nie będzie się z nim kontaktować, żeby nie pogarszać ciężkiej już sytuacji. Po tej kłótni wszystko było ok przez ok 3dni. Potem zauważyłem, że się odsuwa, nie ma ochoty rozmawiać. Zapytałem co się dzieje i nie potrafiła odpowiedzieć. W poniedziałek raz jeszcze przegadaliśmy wszystko i stwierdziła, że potrzebuje czasu bo nie wie co czuje. Zapytałem wprost czy mnie kocha i odpowiedziała, że „chyba tak”. Wytrzymałem 2dni i wróciłem do swojego domu bo nie byłem w stanie zaakceptować odrzucenia, mówiąc prosto czułem się jakbym przytulał kłodę. Zero odwzajemnionych uczuć. Stwierdziła, że od dawna już się psuje. Ja tego nie zauważyłem, było wszystko ok, rozmawialiśmy, kochaliśmy się, planowaliśmy nadchodzące wesele. Ona prosi o czas, ale nie jest w stanie określić się ile. Nie wiem co robić. Żeby nie kusiło mnie aby do niej przyjechać, wyjechałem z moim przyjacielem w tygodniową trasę. Próbować nawiązać kontakt czy dać jej czas? Czy ktoś spotkał się z czymś takim?
Pozdrawiam serdecznie