Witajcie,
Moj mężczyzna twierdzi, że nie potrzebuje seksu, ze jemu wystarcza to jak wygląda nasza relacja na codzień.
Zacznę od tego, że jest to pierwszy facet, z którym na prawdę mam ochotę na seks i mimo upływu czasu moja fascynacja nim nie mija i jak nigdy dotąd pragnę jego zainteresowania, dotyku, bliskości, intymności. Mój były ciągle zarzucał mi, ze coś jest nie tak z moim wyglądem. Na dłuższą metę nie chce się być z kimś kto cie ciągle krytykuje, a tym bardziej nie ma się z nim ochoty na mniejszą lub wieksza bliskosc.
Jesteśmy ze sobą od ponad 2 lat.
Ja jestem 4 lata starsza.
Na początku było super. Czułam, że go pociągam. Chciał się ze mną kochać nawet podczas okresu. Mieliśmy sporo rozłąki ponieważ często wyjezdzal na kilka tygodni. Codziennie ze sobą rozmawialiśmy na Skype, a po powrocie cieszyliśmy się swoim towarzystwem. Od samego początku mimo tych kilku wyjazdów jesteśmy niemal nierozłączni. Mamy wspólne zainteresowania, ogolnie oboje bardzo angażujemy się w nasz związek i kreujemy wspolna przyszłość. Tylko ten seks...
Czuje się oszukana. Mój partner od początku chwalił się swoimi podbojami, ilością partnerek i seksualnymi przygodami. A po 6 miesiącach związku nasze życie seksualne ograniczylo się do zblizen raz na 3 tygodnie lub dłużej. Zazwyczaj to ja je inicjuje lub sa wyproszone, kiedy to moja frustracja siegnie zenitu i wybuchnę płaczem z całym swoim monologiem, ze chciałabym aby mnie pragnął, że potrzebuje jego dotyku, namiętności. Ze potrzebuje poczuc się jak kobieta.
Po którejś rozmowie / kłótni (średnio co miesiąc bo dłużej juz nie potrafię siedzieć cicho, albo po prostu być odtrącana) otworzył się i popłakał. Powiedział, że zawsze tak mial, ze seks nigdy nie byl dla niego wazny. Ze jest w nim coś zjebane i on tego nie rozumie. Zrobil badania testosteronu i okazało się, że jest w dolnej granicy. Lekarze nie widza problemu bo "przeciez jest w normie" mimo, że mój partner rozważał kuracje testosteronem. Postanowiliśmy poprawić jakość naszego życia i zadbać o nasze zdrowie i popracować nad wyglądem. Wspólnie przeszliśmy na dietę i zaczęliśmy uczęszczać na siłownię (nie byliśmy grubi, po prostu postanowiliśmy trochę bardziej dopracować nasze ciała, narzucić sobie jakiś nowy wspolny cel i hobby). Udało się, zrzuciliśmy parę kilo i ewidentnie nasz wyglad się poprawil i nasze życie seksuslne również - niestety tylko na chwilę.
Teraz jestem w drugim trymestrze ciąży, planujemy ślub i cieszymy się na nadejście potomka. Niestety seks praktycznie ograniczył się do pojedynczych przypadków. A ja bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje bliskości z moim ukochanym. Moje ciało się zmienia, potrzebuje czuć, że mimo wszystko nadal go pociągam i ze akceptuje te zmiany. Jest mi bardzo trudno, to jest kolejna noc kiedy on spi, a ja płacze, czytam fora i myślę co będzie dalej...
Zawsze gdy rozmawialiśmy czemu jest tak, a nie inaczej to mi coś zarzucał oprócz tego jednego razu kiedy się otworzył i powiedział, że sam nie rozumie co z nim jest nie tak. Zawsze później starałam się poprawić aspekty w których niby widział problem. Np ze nie chodzę po domu w bieliźnie, ze moge sama się do niego zacząć dobierać, że nie śpię nago, ze to ze tamto. To zaczęłam paradować w stringach i innych - nic. Zaczelam spać nago, wieczorem oglądać nago film i wszystko inne robic nago - nic. Dobierałam się więcej mimo, że tutaj nie rozumiałam bo robiłam to na codzień. Pomyślałam, że może chodzi o sposob dobierania - pocalunki w szyję nie, bo go laskocze dotykanie ciała nie bo tez laskocze, złapanie bezceremonialnie za przyrodzenie tez nie bo już jest śpiący, bo zmęczony, bo musi się najpierw umyć i tak ciągle.
Skończyły mi się pomysły.
Wiem, ze lubi pośladki i anal (ja tez całkiem polubiłam ten rodzaj seksu). Przestało mi wiec przeszkadzać, że zazwyczaj patrzę na ścianę bo jestem do niego tyłem. Liczyło się dla mnie, że wogole to robimy. Gra wstepna nie istnieje. Seks trwa kilka minut, czasem muszę się bardzo starać zeby zdążyć dojść razem z nim. To tez przestało mi przeszkadzać i nawet o tym nie wspominam. Kilka razy zdarzyło mi się poprosić, aby np postaral się bardziej podgrzać atmosferę, ze kobieta potrzebuje troche więcej czasu aby się nakręcić. Niestety na obietnicach się skończyło. Zazwyczaj idzie na łatwiznę i uzywa np olejku lub sliny żeby po prostu jakoś wejść. Gdy nie zdążę dojść, a on już skończy to nie mam co liczyć na dokończenie mojego finiszu w inny sposób.
Ale tak jak napisałam te wszystkie jego egoizmy zeszly na bok bo boje się, że jeżeli wyraze swoje niezadowolenie to juz zupełnie zamknie się na sprawy łóżkowe.
Obecnie nie wiem co to namiętne pocałunki z języczkiem lub bez, co to fascynacja czyimś ciałem, jak uwodzić, czy jestem atrakcyjna, czy go moze czymś zraniłam, czy to może coś nie tak ze mną, czy może nie potrzebuje seksualnej partnerki na stale skoro wcześniej mial tylko przygodny seks. Jestem jego pierwszym poważnym związkiem - mieszkamy razem od półtorej roku.
Boli mnie to, ze się mega starałam... lody, fikuśna bielizna, zawsze umyta i wygolona, chyba ze chcial pasek to mial pasek, jak trójkąt to trojkat i najgorzej, ze mimo kierowania się jego wskazówkami to wciąż nic się nie działo.
Kiedys przynajmniej mnie dotykał w miejsca intymne, a kiedy ja nabierałam ochoty na więcej to się wycofywał. Parę razy zakomunikowałam ze to mnie podnieca, że nie jestem ze skaly i mam uczucia i ze sam mnie rozgrzewa, a później pozostawia sama sobie. Obecnie unika dotykania tych miejsc, chyba nie chce żebym się nakręcała... tak to rozumiem. Za każdym razem kiedy leze obok nago i np się przytulamy to zastanawiam się jak to jest, że mlody facet zupełnie nie reaguje. Nawet nie drgnie. To boli.
Nie wiem juz jak rozmawiać, o czym rozmawiać i czy wogole rozmawiać.
Nie chce go ranić i wyrzucać z siebie ciągle tego samego. Mimo wszystko uważam, że jest egoista w każdym aspekcie związanym z seksem.
Wiem, ze bardzo mnie kocha i na codzień dba o mnie najlepiej jak potrafi i również to samo jest z mojej strony, staram się aby czul się wartościowym facetem.
Jestem zagubiona i przez te wszystkie sprzeczności czuje gdzieś w środku pustkę, której ani ja sama, ani on nie potrafimy zapełnić.