Cześć i czołem!
Pytanie kieruje zarówno do Pań jak i Panów, o wyrażenie swojej opinii. Mianowicie gdy pandemia nieco zwolniła to było latem lipiec/sierpień to umówiłem się z dwiema dziewczynami na spotkania, obydwie z Internetu ale jedna ze słynnej apki, druga z portalu randkowego.
Jakoś tak dziwnie pierwsze spotkania przebiegły fajnie, jakieś piwo, nawet jedna z Pań w sytuacji lekkiego podchmielenia (chyba) zwracała się do mnie co jakiś czas "Misiek", "Słonko", ale wiem że to było po prostu z jej strony takie miły zwrot do mnie i tyle. Druga sama zaproponowała że zapłaci po raz drugi za gorącą czekoladę a może coś chce zjeść itd? Bawiliśmy się w taką ala randkę w ciemno tzn ona opisywała w żartach jakiego faceta by chciała a ja jej tak między wierszami sugerowałem że to ja ![]()
No krótko mówiąc było super na pierwszych spotkaniach. 3-4h pełne rozmów, wariacji itd. Zaproponowałem drugie spotkanie, obydwie Panie bez jakiegoś wymuszana się zgodziły, no i tutaj jest pewien problem bo atmosfera była zupełnie inna.
Jakby ktoś wcisnął magiczny guzik "wyłącz emocje", wszystko niby ok, wszystko super ale nuda i taka formalność. Poniekąd też było to co na pierwszych spotkaniach ale takie może ledwo 20%, jedna z Pań często zaglądała do telefonu, pokazywała mi jakieś fotki roślin, tak samo jak odwoziłem do domu to też ciągle wpatrzona w telefon. Druga - byliśmy na rowerach też jakiś postój na ławce itd ale takie to wszystko wyprane z emocji.
No i mam dylemat bo ja nie wiem dlaczego tak jest? Skoro po raz pierwszy było fajnie to dlaczego na drugim spotkaniu to siadło? Serio ta opcja mini-randki w ciemno była super, dziewczyna się fajnie bawiła a jednak na drugim spotkaniu coś było nie tak. I to tak od początku raczej. Nie wiem może te Panie liczyły na kolejne fajerwerki a tutaj no trudno na siłę z siebie pajaca robić i wszystko szło naturalnie i już mniej emocjonalnie.
Najgorsze że jak jednej proponowałem kolejne spotkanie to stwierdziła "że jesteśmy trochę z innych światów i pomyśli czy jest sens na prawdę żeby się nie rozczarowywać" czy jakoś tak, druga twierdziła że kuzynka ma wesele i faktycznie miała, bo wcześniej już o tym mówiła, ale potem praktycznie przestała się odzywać, nawet na moje życzenia urodzinowe nie odezwała się i sobie odpuściłem.
I jak sie pewnie domyślacie nie rozumiem tego że pomimo 1 spotkania niby okej, potem i tak wszystko siadło. Ktoś powie że to może tylko moje wrażenie że te Panie były takie zadowolone, ale nie...smsowaliśmy później, telefony itd..
Ja to po prostu czuje, jak dziewczyna wstaje rano i mi wysyła mmsa ze wschodu słońca (bo to była pełnia lata), albo jakiegoś pieska sąsiadki no to raczej jakieś tam zainteresowanie ma.
Zastanawiam się gdzie był po prostu błąd, no bo gdzieś musiał być. Może to głupie porównanie ale jak ktoś jedzie kupować auto czy mieszkanie i jest pełen euforii i nagle koniec, to nie jest to raczej efekt stwierdzenia że auto nie jest konieczne a mieszkanie nie wiem..za duże
Zastanawiam się czy warto przemyśleć te spotkania i zastanowić się co było nie tak, czy żyje się dalej? Tylko może ja gdzieś popełniał błąd w relacjach damsko-męskich i ich powielanie będzie cały czas dawać taki efekt?