Na psychotropach i psychoterapia. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Na psychotropach i psychoterapia.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1 Ostatnio edytowany przez Depression (2020-01-15 21:13:46)

Temat: Na psychotropach i psychoterapia.

Cześć.
Chciałbym przedstawić wam swoją hiostorię i prosić o jakąkolwiek rade. Psychicznie jestem wrakiem więc przepraszam za jakąkolwiek rozbieżność i chaotyczność.
Mam na imię Jakub i mam 23 lata. Pochodzę ze stolicy województwa kujawsko-pomorskiego. Od niecałego roku choruję na depresje, nerwicę lękową oraz mam zaburzenia adaptacyjne.
Wszystko zaczęło sie wtedy, gdyż byłem na wyjeździe służbowym pod Paryżem. Moja była narzeczona zadzwonila do mnie z informacją iż ma nowego chlopaka- no cóż, tak bywa..
Wylądowałem w jednym z Paryskich szpitali ze stanem przed zawałowym i wszystko sie zaczęło. Emocjonalnie nie dawałem już rady, myśli samobójcze, bóle głowy nie do zniesienia, nadmierne pocenie, przyśpieszone bicie serca, ciśnienie po 150-170, napady płaczu, histerie, schudłem juz 25kg.. i co najgorsze derealizacja- derealizacja która męczy mnie po dziś dzień. Obecnie uczęszczam na psychoterapie psychodynamiczną 2x w tygodniu oraz zażywam leki psychotropowe takie jak:
-Parogen 40mg dziennie, vetira 1500mg dziennie oraz leki nasenne- Agolek 50mg dziennie. Obecnie nie pracuje ponieważ mam złamaną noge i leże jak warzywo w łóżku, ewentualnie zdejmuje ją gdy jade autem na psychoterapie.
Chciałbym po krótce wytłumaczyc Wam na czym polega mój problem. Mój proble, polega na tym, że nie mam w ogole wiary w siebie, nie moge się na niczym skupić, mam problem z uwagą i koncentracją, ktokolwiek z rodziny powie mi coś co mi się nie podoba staje się agresywny i chce mi sie płakać, gdy próbuje obejrzec jakiś serial lub film w telewizji i jest jakaś przykra scena zbiera mi się na płacz, oglądałem ostatnio horror i tam pewna kobieta powiedziała, że "mój mąż popełnil samobójstwo poniewaz chorował na depresje" od razu zachciało mi się płakać i go wyłączyłem. Co jakiś czas śni mi sie moja była lub jej mama- która mnie nienawidziła i na wzajem- budze się cały spocony, spięty, w ogole nie moge spać, co chwile zmieniam pozycje, co 2 godziny chodze do ubikacji zrobic siku. Mało jem i dużo pale. Czuję się jak duch, to mentalne piekło, anhedonia i siła tych lęków. Gdy przekraczam próg tarasu i wychodze zapalić, czuje się jakbym był w innym wymiarze, wszystko jest takie oddalone, niewyraźne, patrze sie w różne miejsca i zastanawiam się czy aby na pewno ja żyje na prawde. Straciłem swoją tożsamość od czasu kiedy wróciłem do rodziców, nie wiem czego chce, nie wiem gdzie mam iść i za czym podąrzać. Rzeczy które kiedyś kochałem i były moim hobby przestały mnie interesować tj: gry video takie jak fifa i fortnite. Milion myśli naraz, nadmierne pocenie się, ciągłe zmęczenie, leże w łóżku z laptopem i telefonem i nic mnie nie interesuje, co chwile przełączam filmiki to jakies istne piekło  i dramat. Od czasu kiedy zaatakowało mnie to gówno pogorszył mi sie wzrok i musiałem zaczać nosić okulary, mam wrażenie, że nic dobrego w życiu mnie nie spotka. Mam wrażenie, że to wszystko nie dzieje się na prawdę, czuję się jakbym był sam w płonącym wieżowcu bez możliwosci wyjścia na zewnatrz. Czuje się jakby to wszystko było iluzją- i to właśnie przez te wszystkie objawy somatyczne odnosze wrażenie, że jestem chory psychicznie, mało tego, gdy wylądowałem na oddziale dziennym u Gizińskich zwariowałem do tego stopnia, że chodziłem po pielęgniarkach i pytałem sie czy wyglądam na człowieka który ma coś z głową. Zostało mi to do dziś, na każdym spotkaniu pytam się swojego psychoterapeuty czy właśnie taki jestem i czy nadaje się na rente, mówi, że nie, Giźinscy powiedziali nawet, że renty bym nie dostał bo jestem zdrowy i zdolny do pracy. Spotkało mnie coś na prawdę przykrego i zostałem z tym wszystkim sam, dzieję się ze mną coś niedobrego, nie rozumiem też tego, że jak najem się do syta to chce mi sie płakać i od razu ide do łóżka, obieram pozycje embionalną i leże. Wszystko w okół jest takie dziwne. Psychoterapeuta nie stwierdził u mnie psychozy ani schizofrenii lecz ja nadal uważam, że dostałem w dekiel, nie wspomnę zapchanych uszach i piskach które mnie bardzo denerwują. Nie wiem jak mam opisać ten stan. Mało tego, cokolwiek zobacze i cokolwiek zrobie komentuje to, wyobrażam sobie jakichś ludzi, jakieś sytuacje i rozmawiam i nie moge przestać, to na prawde nie jest fajne. To i tak duży krok z mojej strony, że podjąłem się psychoterapii i  się lecze lecz mam wrażenie, że coś jest nie tak cały czas. Myślałem nad szpitalem psychiatrycznym ale mam wrażenie, że już nic nie jest wstanie mi pomóc, po prostu czuje się jakbym cały czas miał kaca, to wszystko jest tak nierealne. Nie mam myśli samobójczych lecz jestem bardzo przygnębiony. Chciałbym być zdrów i chciałbym żeby chciało mi się tak jak mi się nie chce, chciałbym ułożyc sobie życie na nowo i odnieś jakis sukces ALE JAK? Nie marze o niczym innym tylko o tym, żebym mógł być szczęsliwy, sądze, że nikt z Was nie chciałby patrzeć na świat moimi oczami, oczami które pochłonięte są ogromnym bólem i cierpieniem.
Nie wierze, że cokolwiek i ktokolwiek mógłby mi pomoc, a ja chciałbym żyć, cieszyć się życiem i być szczęsliwym, to nie dużo.. Jestem strasznie zagubiony, strasznie zamulony i nic nie ma sensu, czuję się tak jakbym żył na niby.. Co się ze mną dzieje?
Jeśli macie jakiekolwiek pytania to zadawajcie je, z checią na nie odpowiem. Zostałem ze wszystkim sam.. mimo tego, że rodzina zapewnia mnie, że wszystko sie ułoży, znajde dziewczyne i wyjde na prostą to ja w to nie wierze i nie moge wyjść z tego "szoku emocjonalnego".
Edit: Czasem myślę nad tym, czy oby na pewno jestem chory na głowe, lecz skoro zdałem prawo jazdy, zdałem wszystkie szkoły, mieszkałem przez 2 lata samemu, pracowałem jako kierowca międzynarodowy to chyba nie. Mimo tego, że wszyscy mi to powtarzają ja wciąz nie wierze i nie wiem co tu sie dzieje..

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez illuminati_jews_reptilian (2020-01-16 11:00:10)

Odp: Na psychotropach i psychoterapia.

Ja tobie autentycznie współczuję i nie poniżam, bo sam wiem co to depresja, mogę coś na ten temat powiedzieć. Jesteś na dobrej ścieżce by wyjść z tego gówna. Zebrałeś w sobie odwagę by zdecydować się na psychiatrę + psychoterapię za co ciebie podziwiam. Jak się rozejrzysz to jednak mnóstwo osób chodzi wiecznie przygnębionych, ma stany depresyjne itd. i wiesz co? Nic z tym nie robi, po prostu przyzwyczaili się że są smutni i tak ma być. Tak nie musi być, mało tego NIE MOŻE BYĆ! Musisz to przetrzymać i pociągnąć do końca. Liczę na to dobrzy ludzie mają ciebie w opiece.
Piszesz że większość czasu leżysz w łóżku z powodu swojej nogi, myślałeś o załatwieniu sobie jakiegoś wózka? Na wózku można całkiem nieźle funkcjonować, poruszać się itd. Wyjechałbyś sobie na zewnątrz itd.
Na twoim miejscu zmieniłbym też sobie nazwę użytkownika...

3

Odp: Na psychotropach i psychoterapia.
illuminati_jews_reptilian napisał/a:

Ja tobie autentycznie współczuję i nie poniżam, bo sam wiem co to depresja, mogę coś na ten temat powiedzieć. Jesteś na dobrej ścieżce by wyjść z tego gówna. Zebrałeś w sobie odwagę by zdecydować się na psychiatrę + psychoterapię za co ciebie podziwiam. Jak się rozejrzysz to jednak mnóstwo osób chodzi wiecznie przygnębionych, ma stany depresyjne itd. i wiesz co? Nic z tym nie robi, po prostu przyzwyczaili się że są smutni i tak ma być. Tak nie musi być, mało tego NIE MOŻE BYĆ! Musisz to przetrzymać i pociągnąć do końca. Liczę na to dobrzy ludzie mają ciebie w opiece.
Piszesz że większość czasu leżysz w łóżku z powodu swojej nogi, myślałeś o załatwieniu sobie jakiegoś wózka? Na wózku można całkiem nieźle funkcjonować, poruszać się itd. Wyjechałbyś sobie na zewnątrz itd.
Na twoim miejscu zmieniłbym też sobie nazwę użytkownika...

Mam nogę w ortezie, w tej ortezie mogę chodzić, mogę nawet odwiedzić tatę w jego firmie, porozmawiać z nim z jego pracownikami i wypić kawę. Ale ja po prostu nie mam siły. Boje się wyjść na zewnątrz ponieważ wszystko jest tak nierealne, ze to mnie przeraża, jednakże dziś mam psychoterapię i bardzo się ciesze, ze mogę tam jechać. Fakt, tez jest taki, ze jest o godzinie 19:10 i będzie ciemno wiec derealizacja aż tak nie dokucza bo jej nie widać i wtedy się nie boje. Czuje się jak warzywo, dziś wstałem o godzinie 6, pokręciłem się, porozmawiałem z dziadkiem , wypiłem kawę i z powrotem do łóżka. Przed chwila się obudziłem cały przestraszony. Odczuwam dziwny stan emocjonalny w żołądku jakbym kogoś zabił lub zrobił komuś krzywdę.. czuje się jakbym miał kaca..

4 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-01-16 14:08:06)

Odp: Na psychotropach i psychoterapia.

Przede wszystkim: nie jesteś chory psychicznie. Osoby chore psychicznie NIE WIEDZĄ ŻE SĄ CHORE!
Skoro więc się tego boisz i wciąż o tym myślisz - to najlepszy znak na to, że jesteś zdrowy.
Poza tym choroba psychiczna ujawnia sie już w okresie dziecięcym / pokwitania. A nie np. po rozstaniu. To też najlepszy dowód na to, że jesteś zdrowy.

Jesteś obecnie zaburzony. A zaburzenie psychiczne i choroba psychiczna to dwie różne rzeczy.

Doskonale Cię rozumiem, przeżywałam właściwie to samo kilka lat temu, po pewnym traumatycznym wydarzeniu.
Derealizacja, ataki paniki, ciągłe poczucie lęku. Wszystko było dziwne, jakby nieprawdziwe, za szybą. Zastanawiałam się nawet czy ja wtedy nie umarłam (gdy się ta rzecz stała).
Poszłam do psychologa, powiedział że jak będzie trzeba, pójdę do psychiatry i ten przepisze mi leki, ale ja się uparłam że chcę bez leków! Tak bardzo chciałam wrócić do swojego normalnego życia, a nie widziałam wyjścia. Czułam się jak w głębokim dole bez żadnej drabinki.
I wyszłam z tego bez leków i specjalistów. Ja nie namawiam Cie do tego, ale uważam że ta...hmm... "moc" tkwi w każdym. Poza tym leki i tak trzeba będzie kiedyś odstawić i zmierzyć się z rzeczywistością.
Ja sukcesywnie każdego dnia pracowałam nad sobą. Czytałam książki o nerwicy/derealizacji itp. Pisałam w notatniku mnóstwo swoich przemyśleń. Słuchałam audytów na YT. Każdego dnia rozmawiałam z osobami które już z tego wyszły. Bardzo pomogli mi ludzie na forum... nie wiem czy mogę tu napisać, jeśli nie to proszę moderację o usunięcie, ale sądzę że tam pomogą autorowi o wiele bardziej niż tu, chodzi o forum zaburzeni, to fajne forum gdzie nie nakręcają Cię dalej, ani nie klepią po pleckach jaki to jesteś biedny i musisz brać leki, a naprawdę pomagają.

A co mogę Ci doradzić?
Przede wszystkim pozwól by upłynął czas. To jest kluczowe. U mnie krytyczny okres trwał 2 miesiące, ale całość zgasła dopiero po 1,5 roku.
Uważam że mógłbyś spróbować kogoś poznać. Niekoniecznie kobietę, ale przyjaciółkę, przyjaciela, kogoś, z kim możesz pogadać czy mieć jakieś plany np. spotkania się, wyjazdu. Naprawdę bliska osoba może dodać skrzydeł i odciągnąć od destrukcyjnych myśli.
Rób rzeczy które musisz zrobić, nawet gdy nie masz ochoty. Nie pozwól żeby zaburzenie Cię wciągnęło i zabrało Twoje życie.
No i wierz mi, jest mnóstwo osób które przeszły to samo, wyszły z tego i dziś prowadzą to samo życie co wcześniej.

5

Odp: Na psychotropach i psychoterapia.
madoja napisał/a:

Przede wszystkim: nie jesteś chory psychicznie. Osoby chore psychicznie NIE WIEDZĄ ŻE SĄ CHORE!
Skoro więc się tego boisz i wciąż o tym myślisz - to najlepszy znak na to, że jesteś zdrowy.
Poza tym choroba psychiczna ujawnia sie już w okresie dziecięcym / pokwitania. A nie np. po rozstaniu. To też najlepszy dowód na to, że jesteś zdrowy.

Jesteś obecnie zaburzony. A zaburzenie psychiczne i choroba psychiczna to dwie różne rzeczy.

Doskonale Cię rozumiem, przeżywałam właściwie to samo kilka lat temu, po pewnym traumatycznym wydarzeniu.
Derealizacja, ataki paniki, ciągłe poczucie lęku. Wszystko było dziwne, jakby nieprawdziwe, za szybą. Zastanawiałam się nawet czy ja wtedy nie umarłam (gdy się ta rzecz stała).
Poszłam do psychologa, powiedział że jak będzie trzeba, pójdę do psychiatry i ten przepisze mi leki, ale ja się uparłam że chcę bez leków! Tak bardzo chciałam wrócić do swojego normalnego życia, a nie widziałam wyjścia. Czułam się jak w głębokim dole bez żadnej drabinki.
I wyszłam z tego bez leków i specjalistów. Ja nie namawiam Cie do tego, ale uważam że ta...hmm... "moc" tkwi w każdym. Poza tym leki i tak trzeba będzie kiedyś odstawić i zmierzyć się z rzeczywistością.
Ja sukcesywnie każdego dnia pracowałam nad sobą. Czytałam książki o nerwicy/derealizacji itp. Pisałam w notatniku mnóstwo swoich przemyśleń. Słuchałam audytów na YT. Każdego dnia rozmawiałam z osobami które już z tego wyszły. Bardzo pomogli mi ludzie na forum... nie wiem czy mogę tu napisać, jeśli nie to proszę moderację o usunięcie, ale sądzę że tam pomogą autorowi o wiele bardziej niż tu, chodzi o forum zaburzeni, to fajne forum gdzie nie nakręcają Cię dalej, ani nie klepią po pleckach jaki to jesteś biedny i musisz brać leki, a naprawdę pomagają.

A co mogę Ci doradzić?
Przede wszystkim pozwól by upłynął czas. To jest kluczowe. U mnie krytyczny okres trwał 2 miesiące, ale całość zgasła dopiero po 1,5 roku.
Uważam że mógłbyś spróbować kogoś poznać. Niekoniecznie kobietę, ale przyjaciółkę, przyjaciela, kogoś, z kim możesz pogadać czy mieć jakieś plany np. spotkania się, wyjazdu. Naprawdę bliska osoba może dodać skrzydeł i odciągnąć od destrukcyjnych myśli.
Rób rzeczy które musisz zrobić, nawet gdy nie masz ochoty. Nie pozwól żeby zaburzenie Cię wciągnęło i zabrało Twoje życie.
No i wierz mi, jest mnóstwo osób które przeszły to samo, wyszły z tego i dziś prowadzą to samo życie co wcześniej.

Dziękuję za konstruktywną ocene mojego stanu. Pisałaś, że musi upłynąć czas, tego czasu upłynęło juz rok i może jest poprawa ale to nie jest jeszcze to. Co do przyjaciółek to mam, nawet dwie, które regularnie mnie odwiedzają, przyjdą nawet dziś, na pizzę. Jeśli przeżyłaś to samo, to zapewne wiesz co to znaczy.. Musiałobyć Ci mega ciężko, ale co dalej ze mną? Co mam ze sobą robić? Nie mam na nic sił, moja samoocena jest równa kupie na trawniku, samopoczucie też, czy kiedyś w ogole poznam kogoś? Czy będę mógł wrócić do swojej ukochanej pracy która jest zawód kierowca? Czy kiedyś przestanie mi piszczeć w uszach, przestanie boleć głowa, przestanie śnić sie zdradzająca była z jej mamą? Odczuje kiedyś spokój, miłość i radość? Czuję się jak duch.

6

Odp: Na psychotropach i psychoterapia.

Wejdź na forum zaburzeni.
Gorąco Ci polecam.

Mój stan nie był identyczny z Twoim.
U Ciebie to bardziej kieruje się na depresję, a u mnie kierowało się na lęki.
U mnie wynikało to z tego, że przeżyłam coś, przez co realnie - wydawało mi się - dotknęłam śmierci. I od tej pory wciąż bałam się że umrę. Zaczęły się objawy somatyczne. To naprawdę śmieszne gdy teraz o tym myślę... smile Bo jestem zdrowa, a nagle psychika robi takie żarty, że fizycznie mam dolegliwości w ogóle z sufitu. smile
No więc miałam chyba wszystko o czym można pomyśleć, i sądziłam że umieram, biegałam po lekarzach (i czułam wręcz zdziwienie że lekarze mówią że jestem zdrowa). Piski w uszach też miałam, byłam u laryngologa.

U Ciebie nerwica kieruje się w stronę depresji, bo wydarzenie którego doświadczyłeś było skrajnie smutne i pozbawiło Cię pewnie sensu życia.

Są naprawdę różne przypadki. U niektórych przybiera to formę np. natręctw.

Jeśli się nad tym zastanowić to ta "choroba" jest śmieszna, bo ona działa tylko gdy działa psychika. Są ułamki sekund gdy się o tym zapomina, np. tuż po obudzeniu przez malutką chwilę jest normalnie, bo mózg się jeszcze nie obudził. No naprawdę, świetna choroba - objawy znikają gdy tylko o chorobie się zapomina. big_smile
Największy problem to o niej zapomnieć.
Jak już zmierzysz się ze swoją psychiką, to ustąpią także objawy fizyczne.

Widzisz, ja jestem przeciwna ogólnemu podejściu typu "musisz przyznać że jesteś bardzo chory i musisz brać leki". Ja wyznaję zasadę "masz w sobie dostatecznie dużo siły by pracować nad tym bez leków, rób to systematycznie i pozwól by upłynął czas".
Na w/w forum przeczytałam dziesiątki wątków, rozmawiałam z wieloma osobami, i generalnie jest tak, że jak ktoś przy nerwicy polega tylko na lekarzach i lekach - wychodzi z tego bardzo długo. O wieeeele dłużej niż ktoś kto pracuje nad tym samodzielnie. A dlaczego? Dlatego, że wciąż oczekuje że pomoc nadejdzie z zewnątrz. Wciąż jest od czegoś uzależniony - od kolejnej wizyty u psychologa, od kolejnej porcji leków. Jak się kończą to wpada w panikę. Jak myśli że kiedyś przecież trzeba będzie przestać je brać, to też wpada w panikę.
A trzeba zaufać sobie. Nie ma lepszego psychologa niż Ty sam dla siebie.
Np. w moim przypadku rozmowa z psychologiem była bez sensu, on nigdy tego nie przeżył.
Natomiast super pomocne były rozmowy z ludźmi którzy z tego wyszli, ich porady, spostrzeżenia.

Oczywiście że znów będziesz szczęśliwy! Nie ma co do tego żadnych wątpliwości! Skoro coś się tak nagle zaczęło, to także się skończy.
Jeśli już trochę czasu minęło, a Ty nadal czujesz się źle, to widocznie za mało tego czasu. Potrzeba Ci go więcej. Każdy jest inny.

Przeczytaj:
Grzegorz Szaffer - Pokonałem nerwicę
Claire Weekes - Kompletna samopomoc dla twoich nerwów
Te dwie książki są po prostu cudowne.

Możesz też obejrzeć film "Facet który się zawiesił" z 2007, bardzo fajnie przedstawiona kwestia derealizacji i depersonalizacji.

I polecam na YT filmy grupy Divovic (oni tworzą forum Zaburzeni). Po prostu wpisz na YT Divovic i wybierz film który Cię interesuje (o depresji też jest).

Ale pamiętaj. Nie oglądaj i nie czytaj tępo. Rozmyślaj o tym, powtarzaj sobie to w głowie, rób notatki. Przyłóż się. Pracuj. W końcu minie.

7

Odp: Na psychotropach i psychoterapia.

Daj sobie czas. Na depresję pracuje się długo (odejście dziewczyny było jedynie wyzwalaczem), wychodzi jeszcze dłużej. Trzymaj się leków i trzymaj się terapii.

8

Odp: Na psychotropach i psychoterapia.
Mahika napisał/a:

Daj sobie czas. Na depresję pracuje się długo (odejście dziewczyny było jedynie wyzwalaczem), wychodzi jeszcze dłużej. Trzymaj się leków i trzymaj się terapii.

Ile tego czasu.. nie jest wcale dobrze ani niewiadomo jak lepiej.. wspólnie z tata podjęliśmy decyzje o zmianie psychiatry i psychoterapeuty, dziś miałem straszny sen.. obudziłem się cały przestraszony i niesamowicie zaczęło mi walić serce.. to mega uciążliwe..

9 Ostatnio edytowany przez OgnistyKapłan (2020-01-28 00:52:49)

Odp: Na psychotropach i psychoterapia.

A jeśli można zadać dwa pytania:
1. Jak długo byłeś z tą kobietą w związku
2. Jak byś określił tak na wyczucie, w skali od 1 do 10, jak głęboko byliście ze sobą zżyci?

10

Odp: Na psychotropach i psychoterapia.
OgnistyKapłan napisał/a:

A jeśli można zadać dwa pytania:
1. Jak długo byłeś z tą kobietą w związku
2. Jak byś określił tak na wyczucie, w skali od 1 do 10, jak głęboko byliście ze sobą zżyci?

1) Związek trwał 5 lat, narzeczeństwo i wspólne mieszkanie 2 lata
2) 10/10

11 Ostatnio edytowany przez OgnistyKapłan (2020-02-28 20:28:55)

Odp: Na psychotropach i psychoterapia.

Nie wiem czy powiem coś nowego, ale sam też kiedyś coś podobnego doświadczyłem, nawet jestem w stanie sobie uzasadnić, skąd się biorą te dziwne zjawiska w Tobie. Moim zdaniem to jest takie coś, że Ty poznałeś ją w czasie, kiedy Twój umysł jeszcze bardzo dynamicznie się rozwijał, i potem ten Twój umysł rozwijał się razem z tamtą kobietą. I moim zdaniem to jest jak takie mocne, i niezdrowe splecienie się ze sobą. Musieliście być jak takie papużki nierozłączki. A teraz jej nie ma, a Twój umysł tak jakby stracił jedną nogę, to co sobie wypracował przez te 5 lat dynamicznego rozwijania się. I ja myślę, że teraz powinieneś na chłodno zaakceptować to, że jej nie ma, i znaleźć sobie równowagę w społeczeństwie na nowo. Tam, gdzie ona była, to jest jak taka luka która powinna być czymś wypełniona, jakimś zajęciem, zainteresowaniem, może jeszcze na tym mógłbyś zarabiać?. Ja myślę, że stary styl życia musisz jakoś zmienić, przystosować się na nowo i ja wiem, że brzmi to mocno, ale nie masz tutaj wyboru. No chyba że Cię interesuje branie tych lekarstw do końca życia.

12

Odp: Na psychotropach i psychoterapia.
OgnistyKapłan napisał/a:

Nie wiem czy powiem coś nowego, ale sam też kiedyś coś podobnego doświadczyłem, nawet jestem w stanie sobie uzasadnić, skąd się biorą te dziwne zjawiska w Tobie. Moim zdaniem to jest takie coś, że Ty poznałeś ją w czasie, kiedy Twój umysł jeszcze bardzo dynamicznie się rozwijał, i potem ten Twój umysł rozwijał się razem z tamtą kobietą. I moim zdaniem to jest jak takie mocne, i niezdrowe splecienie się ze sobą. Musieliście być jak takie papużki nierozłączki. A teraz jej nie ma, a Twój umysł tak jakby stracił jedną nogę, to co sobie wypracował przez te 5 lat dynamicznego rozwijania się. I ja myślę, że teraz powinieneś na chłodno zaakceptować to, że jej nie ma, i znaleźć sobie równowagę w społeczeństwie na nowo. Tam, gdzie ona była, to jest jak taka luka która powinna być czymś wypełniona, jakimś zajęciem, zainteresowaniem, może jeszcze na tym mógłbyś zarabiać?. Ja myślę, że stary styl życia musisz jakoś zmienić, przystosować się na nowo i ja wiem, że brzmi to mocno, ale nie masz tutaj wyboru. No chyba że Cię interesuje branie tych lekarstw do końca życia.

Staram się lecz nie jest to takie proste..

Napisał Pan, ze przeżył coś podobnego, mógłby Pan to opisać?

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Na psychotropach i psychoterapia.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018