Cześć wszystkim chciałam się zapytać, co myślicie o wspólnym mieszkaniu? Czy podbudowuje to związek i dzięki temu bardziej się do siebie zbliżymy i odbudujemy go? Dodam, ze ostatnio wyjechaliśmy sam na sam na kilka dni, „na próbę” i było nam dobrze ze sobą 24/7, jednak ostatnio zaczęło się u nas psuć i zastanawiam się czy wspólne zamieszkanie może to uratować. Był ktoś może w podobnej sytuacji i chciałby się wypowiedzieć?
Cześć wszystkim chciałam się zapytać, co myślicie o wspólnym mieszkaniu? Czy podbudowuje to związek i dzięki temu bardziej się do siebie zbliżymy i odbudujemy go? Dodam, ze ostatnio wyjechaliśmy sam na sam na kilka dni, „na próbę” i było nam dobrze ze sobą 24/7, jednak ostatnio zaczęło się u nas psuć i zastanawiam się czy wspólne zamieszkanie może to uratować. Był ktoś może w podobnej sytuacji i chciałby się wypowiedzieć?
Ja jestem za wspólnym mieszkaniem przed ślubem.
Sama tak zrobiłam i wiedziałam na co się piszę. On tak samo.
Po ponad miesiącu oboje wiedzieliśmy, że damy radę być razem znacznie dłużej.
3 2020-01-13 19:50:10 Ostatnio edytowany przez anderstud (2020-01-13 19:58:13)
Cześć wszystkim chciałam się zapytać, co myślicie o wspólnym mieszkaniu? Czy podbudowuje to związek i dzięki temu bardziej się do siebie zbliżymy i odbudujemy go? Dodam, ze ostatnio wyjechaliśmy sam na sam na kilka dni, „na próbę” i było nam dobrze ze sobą 24/7, jednak ostatnio zaczęło się u nas psuć i zastanawiam się czy wspólne zamieszkanie może to uratować. Był ktoś może w podobnej sytuacji i chciałby się wypowiedzieć?
Wspólne zamieszkanie jest naturalnym kolejnym etapem każdego związku, do którego wcześniej czy później i tak musi dojść,
więc moim zdaniem tak, jak najbardziej, wspólne mieszkanie wynosi relację na całkiem inny level, praktycznie wszystko się zmienia,
jednak niestety... jednak niestety bardzo dużo, nawet tzw. poważnych wieloletnich związków, bardzo szybko się sypie i kończy,
bo o ile wspólne mieszkanie posiada całe spektrum zalet, ma też jedną poważną wadę, a mianowicie taką, że dopiero wtedy dwoje ludzi
zaczyna się tak naprawdę poznawać, zaczyna dostrzegać w partnerze rzeczy, których wcześniej nie widział albo nie były aż tak istotne, co więcej,
niektóre jednostki nie potrafią lub nie chcą z nikim mieszkać, zmuszają się niby to "na próbę" chociaż od początku wiedzą, że to się nie uda.
Nie mam zamiaru Cię straszyć niepotrzebnie, ale wspólne zamieszkanie poza tymi fajnymi aspektami niesie też ze sobą całkiem spore ryzyko,
że idealna z pozoru relacja, dosłownie z dnia na dzień zacznie się walić w gruzy i po 2-3 miesiącach nie będzie już nawet czego składać.
Ale tak jak mówię, każda para myśląca poważnie o przyszłości, musi kiedyś ze sobą zamieszkać, bo taki jest logiczny ciąg zdarzeń,
więc w zasadzie nie ma większej różnicy czy to się stanie po roku, po dwóch latach czy po dwóch miesiącach, co ma wyjść to wyjdzie tak czy inaczej.
Dobry pomysł. Można się sprawdzić, ewentualnie dotrzeć.
Jeżeli już teraz coś się psuje, to jak zamieszkacie razem będzie eskalacja tego konfliktu.
Z kobiecej strony mam jeszcze jedną uwagę - przegadajcie przed zamieszkaniem razem opcję zaręczyn i ślubu, bo gro facetów jak ma życie jak po ślubie, to odwlekają zaręczyny ile się da.
6 2020-01-13 21:54:40 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-01-13 21:55:32)
Jeżeli już teraz coś się psuje, to jak zamieszkacie razem będzie eskalacja tego konfliktu.
Nasze kłótnie są w dużej mierze z braku czasu na spotkania, przez jego prace ( wstaje rano, wraca wieczorem, musi dojechać do mnie dodatkowe kilkanaście km, a i tak jest już zmęczony i aż jest mi go po prostu szkoda), czy nawet głupie pisanie w ciągu dnia, kiedy ktoś nie odpisuje i nie wiemy co się dzieje z drugą osobą. I tak się zastanawiam czy to nie rozwiązałoby naszych problemów i ograniczyło takich sytuacji
Dla pary to kolejny poziom zaawansowania, to egzamin czy to ma sens
Ja jestem za wspólnym zamieszkaniem przed ślubem. Jeżeli obydwoje tego chcecie, a kłótnie wynikają z tego, że nie macie dla siebie czasu, Ty jesteś stęskniona to jest szansa, że będzie dobrze. Zawsze to będziecie wieczorem mogli się zobaczyć, obgadać dzień, przytulić, być po prostu razem. Jednak musicie tego chcieć obydwoje, bo z przymusu to nic nie wyjdzie.
Też się zastanawiam jak wspólne zamieszkanie zmienia związek. I czy ma znaczenie że np para zamieszka razem np w kawalerce czy w czymś większym. Bo u rodziców jednego albo drugiego to już duże pole do konfliktów. I po jakim czasie najlepiej? Ktoś wspomniał o zaręczynach . Z jednej strony pary co po paru miesiącach wspólnego mieszkania się rozchodzą bo jednak nie potrafią ze sobą żyć a z drugiej od razu jakieś zaręczyny ?
Cześć wszystkim chciałam się zapytać, co myślicie o wspólnym mieszkaniu? Czy podbudowuje to związek i dzięki temu bardziej się do siebie zbliżymy i odbudujemy go? Dodam, ze ostatnio wyjechaliśmy sam na sam na kilka dni, „na próbę” i było nam dobrze ze sobą 24/7, jednak ostatnio zaczęło się u nas psuć i zastanawiam się czy wspólne zamieszkanie może to uratować. Był ktoś może w podobnej sytuacji i chciałby się wypowiedzieć?
Jeśli już teraz coś się psuje, to mieszkanie tego nie naprawi. To, co teraz zaczyna nie grać, przy w spólnym mieszkaniu będzie nadal nie grać, ale już przez całą dobę.
Choć spróbujcie pomieszkać, możecie wynająć coś na krótszy termin na próbę.
I tak się zastanawiam czy to nie rozwiązałoby naszych problemów i ograniczyło takich sytuacji
Czy to jest Twój pomysł, czy Wasz wspólny?
Ile jesteście razem?
Czy to jest Twój pomysł, czy Wasz wspólny?
Ile jesteście razem?
Pomysł bym wspólny. Jesteśmy razem rok
Więc próbujcie.
Z doświadczenia wiem, że początek może być trudny, docieranie się zajmuję chwilę, bo każdy ma swoje przyzwyczajenia. Wspólna codzienność nie jest sielanką, to obowiązki, rozliczenia i wspólne podejmowanie decyzji.
Nie myśl sobie, że jak zamieszkacie razem, to facet będzie poświęcał Ci cały swój wolny czas. Jeśli teraz prowadzi życie towarzyskie, to będzie chciał to kontynuować. Więc siłą rzeczy będzie się zdarzać, że będziesz spędzać wieczory bez niego.
Wspólne mieszkanie weryfikuje związek.
Próbujcie. Nic nie tracicie a możecie tylko zyskać.
Wspólne mieszkanie razem nie jest gwarancją podbudowania związku. Owszem może pozytywnie wpłynąć, bo jesteśmy częściej razem, bo mamy szansę naprawdę się poznać, więcej może być przyjemnych intymnych chwil. To jest dokładnie to samo co mieszkanie z rodzicami, tylko tutaj panami na włościach jesteście, ty i partner. Czyli koniec szopek, przy okazjonalnych spotkaniach, tylko pokazujecie sobie cały wachlarz swoich możliwości dobrych i złych
. Sami musicie wszystko ogarnąć w codziennych sprawach, podzielić się obowiązkami, nauczyć się kompromisów.
Hej. Nie wiem czy wspólne zamieszkanie naprawi problemy między wami, za to na pewno zmieni trochę relację. Bo to jest wspólna odpowiedzialność i mam nadzieję, że w twoim przypadku trafiłaś na odpowiedzialnego faceta. Ja mieszkałam z moim byłym ponad dwa lata i nie wyszło nam. Gdy sie wprowadzałam byliśmy zaręczeni...i ten stan trwał sobie bez żadnych chęci zmiany z jego strony. Ale nie żałuję wspólnego mieszkania, które zweryfikowało wiele spraw (również podejście do pieniędzy) inaczej mogłabym tkwić w związku bez przyszłości dłużej i tracić życie.
Myślę, że spróbować zawsze możecie. Bo w sumie miło jest mieszkać z kimś, kogo sie kocha, prawda? I będziecie mieć swobodę by lepiej się poznawać.
Cześć wszystkim chciałam się zapytać, co myślicie o wspólnym mieszkaniu? Czy podbudowuje to związek i dzięki temu bardziej się do siebie zbliżymy i odbudujemy go? Dodam, ze ostatnio wyjechaliśmy sam na sam na kilka dni, „na próbę” i było nam dobrze ze sobą 24/7, jednak ostatnio zaczęło się u nas psuć i zastanawiam się czy wspólne zamieszkanie może to uratować. Był ktoś może w podobnej sytuacji i chciałby się wypowiedzieć?
Wspólne zamieszkanie po to, aby podbudować związek, nie wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem.
Lepiej chyba, żeby ta decyzja wynikała z obopólnej chęci bycia razem więcej i częściej, by się lepiej poznawać w codziennych sytuacjach i w różnych okolicznościach. Jest to wtedy kolejny, naturalny etap związku. Przy takim nastawieniu jest się po prostu otwartym na to, co przyniesie przyszłość, góruje ciekawość, której towarzyszy radosna ekscytacja. Natomiast za konkretnym celem idą dość sprecyzowane oczekiwania.
Lady Loka napisał/a:Jeżeli już teraz coś się psuje, to jak zamieszkacie razem będzie eskalacja tego konfliktu.
Nasze kłótnie są w dużej mierze z braku czasu na spotkania, przez jego prace ( wstaje rano, wraca wieczorem, musi dojechać do mnie dodatkowe kilkanaście km, a i tak jest już zmęczony i aż jest mi go po prostu szkoda), czy nawet głupie pisanie w ciągu dnia, kiedy ktoś nie odpisuje i nie wiemy co się dzieje z drugą osobą. I tak się zastanawiam czy to nie rozwiązałoby naszych problemów i ograniczyło takich sytuacji
Aha, jeśli to tak to zamieszkajcie. ![]()
Jeju, co ma się dziać...