Witam! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

Temat: Witam!

Od dawna podczytuję to forum. Nie ma chyba drugiego takiego miejsca. Odpowiada mi różnorodna tematyka i poziom wypowiedzi użytkowników. Postanowiłam się w końcu zarejestrować i dołączyć do Forumowiczów. Może i ja otrzymam wsparcie, albo też sama będę mogła go udzielić.
Jestem kobietą dojrzałą, choć nie zatraciłam optymizmu i skłonności do podejmowania wyzwań. Pracuję, mam dwóch dorosłych synów. Jestem po rozwodzie i od kilku lat w związku.
Wiele zmieniło się w moim życiu od czasu, kiedy zaczęłam terapię i pracę nad sobą.
Pozdrawiam świątecznie wszystkich Forumowiczów.

Zobacz podobne tematy :
Odp: Witam!
Mysza22 napisał/a:

(...)Wiele zmieniło się w moim życiu od czasu, kiedy zaczęłam terapię i pracę nad sobą.

A co było tego przyczyną?

Mysza22 napisał/a:

Pozdrawiam świątecznie wszystkich Forumowiczów.

Również pozdrawiam

3 Ostatnio edytowany przez Mysza22 (2019-12-22 20:05:46)

Odp: Witam!

Dziękuję Ci za odpowiedź i za zainteresowanie.
Co było tego przyczyną? Nerwica lękowa, której nabawiłam się w  małżeństwie przez alkohol i przemoc. Po 20 latach wniosłam o separację. Wcześniej dwa raz wycofywałam pozew wiedziona nadzieją i obietnicami, że tym razem się zmieni i będzie dla nas dobry. Dopiero jak uderzył z pięści 16 - letniego wtedy syna, nic mnie już nie powstrzymało.Młodszy miał wówczas 13 lat. I to była najlepsza decyzja dla wszystkich. Następne 3 lata to była walka o siebie i synów, o powrót do normalnych, zdrowych relacji, o spokojny dom. Minęło 8 lat. Dopiero jak trafiłam na terapie i zajęłam się rozwojem osobistym zaczęło być lepiej. Nauczyłam się inaczej modlić, afirmować. Teraz to mi pomaga w każdej sytuacji.  Jeśli czegoś nie mogę zmienić lub zrozumieć, to zmieniam swoje podejście do tego, nabieram dystansu, odpuszczam i jakoś się układa.

Odp: Witam!

Mógłbym pisać o tym co mogłaś, czego nie zrobić ale jest to kompletnie bez sensu bo to już się stało. Dobrze że w twoim życiu zaczęło się prostować.

Moja osobista uwaga. Często kobiety które są w małżeństwach tak traktowane jak ty byłaś, mimo wszystko w nim zostają i liczą "może się jednak zmieni". Jeśli raz się na to facet zdecydował to już powinien być koniec, może być maksymalnie druga szansa ale trzeciej już nie ma.

5 Ostatnio edytowany przez Mysza22 (2019-12-23 16:27:23)

Odp: Witam!

Mądrze piszesz. Teoretycznie to jasne jak słońce. Jednak kiedy tkwisz w takim układzie to wygląda inaczej. To współuzależnienie. Jakby Ci ktoś poplątał zwoje mózgowe. Teraz to wszystko wiem, ale wtedy...
Zresztą uważam, że widocznie tak właśnie miało być. Musiałam dojrzeć do takiej decyzji.

6 Ostatnio edytowany przez illuminati_jews_reptilian (2019-12-23 11:36:05)

Odp: Witam!
Mysza22 napisał/a:

Mądrze piszesz. Teoreytcznie to jasne jak słońce. Jednak kiedy tkwisz w takim układzie to wygląda inaczej. To współuzależnienie. Jakby Ci ktoś poplątał zwoje mózgowe. Teraz to wszystko wiem, ale wtedy...
Zresztą uważam, że widocznie tak właśnie miało być. Musiałam dojrzeć do takiej decyzji.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Syndrom_sztokholmski

To jest podobny mechanizm co np. u osób chorych na depresję. Mówienie typu wyjdź do ludzi, przestań się zamartwiać to takie same rady jakby komuś z amputowaną nogą powiedzieć niech ci noga odrośnie. Musi być jakiś impuls czy własny lub trzeciej osoby by się coś zmieniło.

7

Odp: Witam!

Jest dokładnie tak jak piszesz. Nikt, kto nie tkwił w takiej relacji, nie zrozumie tych mechanizmów. U mnie była taka sytuacja, po której byłam jak tornado, którego nic nie było w stanie zatrzymać. Mimo próśb, a potem gróźb i zastraszania mnie przez byłego męża. Ale mnie się udało. Obserwuję wkoło wiele kobiet ( a wyczuwam takie jak pies kiełbasę), które tkwią w takich związkach, są wykończone psychicznie i fizycznie, a nie umieją się z nich uwolnić. I oszukują wszystkich naokoło, z sobą na czele. No, ale cóż...  Każdy idzie swoją drogą do piekła, jak mawia mój znajomy.

8

Odp: Witam!

Cześć,rozumiem Cię bo też przez to przeszłam...,najtrudniej zdecydować się na odejście.Pozdrawiam

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024