Brzydzę się go - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1 Ostatnio edytowany przez Tolka14 (2019-07-30 08:45:28)

Temat: Brzydzę się go

Nie wiem co robić, czy to już kwalifikuje się pod terapię? Jestem świeżo po ślubie, a brzydzi mnie mój mąż. Na początku roku wyszło, że ma wirusa HPV. Dużo się kłóciliśmy, ale z drugiej strony było przedślubne zamieszanie, więc temat zszedł na dalszy plan. Teraz wszystko wróciło, zadręczam się, codziennie czytam po kilkanaście artykułów o tym wirusie i wyłapuje najgorsze rzeczy, nakręcam się negatywnie. Przez to nie sypiam z nim w ogóle, bo patrząc na niego widzę obleśne sytuacje w których mógł złapać tego wirusa, obrażam go wyzywając od najgorszych szm**iarzy. Jestem już zmęczona ta sytuacja. Nie chciałam go skreślać przez chorobę, ale teraz widzę, że to nie miało sensu, bo nie jestem w stanie żyć z człowiekiem, który mnie brzydzi. Mam do niego ogromny żal za przeszłość (bo tak zakładam, że to pamiątka po byłych) i nawet jak staram się nie myśleć to to wszystko do mnie natrętnie wraca... Doradzcie mi coś, proszę.

2

Odp: Brzydzę się go

Nie da wam nic, jesli bedziesz go dolowac i robic wyrzuty. Tu trzeba dzialac rzeczowo i konsekwentnie.
Czytalas juz wiele na ten temat- wiesz na pewno, jakie sa konsekwencje nieleczonego wirusa HP.

To rak (rozne jego rodzaje), bezplodnosc itp.

Jak na razie pozostaje wam seks z zabezpieczeniem (prezerwatywa) i wiele wizyt (oboje) u specjalistow.

3

Odp: Brzydzę się go

Prezerwatywa nie zabezpiecza przed job, bo wirus także w naskórku. Wystarczy dotyk, a nie penetracja. Co do chorób to są typy onkogenne i nieonkogenne. Po polsku nisko i wysokoonkogenne. Jaki typ ma mąż? Poza tym ty też powinnaś się przebadac. U kobiet objawy są widoczne później bo np. Klykciny występują wewnątrz pochwy, u faceta wiadomo zmiany są na. zewnątrz. Od kiedy jesteście razem i kiedy dowiedziała się o wirusue no i jak on się o nim dowiedział?

4

Odp: Brzydzę się go
Nirvanka87 napisał/a:

Prezerwatywa nie zabezpiecza przed job, bo wirus także w naskórku. Wystarczy dotyk, a nie penetracja. Co do chorób to są typy onkogenne i nieonkogenne. Po polsku nisko i wysokoonkogenne. Jaki typ ma mąż? Poza tym ty też powinnaś się przebadac. U kobiet objawy są widoczne później bo np. Klykciny występują wewnątrz pochwy, u faceta wiadomo zmiany są na. zewnątrz. Od kiedy jesteście razem i kiedy dowiedziała się o wirusue no i jak on się o nim dowiedział?

Mąż ma typ wysokoonkogenny, ja się przebadałam na hpv - wyszło, że jestem czysta. Jesteśmy razem 3 lata. Dowiedzieliśmy się o wirusie bo znowu pojawiły mu się brodawki (nawrót, bo twierdzi, że miał odkąd pamięta, wypalał, jak zaczęliśmy się spotykać), poza tym, wstyd, ale spotykał się przede mną z takimi "kobietami", że nikt normalny patykiem by mnie tknął (to też wyszło na zaawansowanym etapie związku) no i wręcz go wygonilam na badania.

5

Odp: Brzydzę się go

Czyli od dawna wiedział, powiedział Ci, że cis jest nie tak. Przez te 3 lata byś się jyz zaraziła. Chyba że masz silny organizm i zwalczylas wirus. Ale jest też opcja, że jak twój organizm oslabnie to się zarazisz. Tak czy siak świadomie podjelas decyzję o byciu z chorym facetem. No cóż jest kilka opcji, możecie iść na terapię i pogadać z psychologiem. Możesz przestać z nim sypiac, ale to doprowadzi do rozwodu. Możesz z nim pogadać i powiedzieć szczerze że się go brzydzisz, masz do tego prawo. No i możesz to zaakceptować. Albo udawać że wszystko ok. Moim zdaniem popełniłas błąd wychodząc za niego, skoro nie akceptujesz choroby

6

Odp: Brzydzę się go

Prezerwatywa moze zmniejszyc zakazenie wirusem, ale go nie wyeliminuje-racja.

Takze intensywne pocalunki z mezem moga byc ryzykowne, bo nie wiadomo, czy jego blony sluzowe jamy ustnej nie sa obarczone wirusem. Jesli on z tamtymi paniami uprawial seks oralny, to jest niebezpieczenstwo.

Coz, decyzja nalezy tylko do ciebie.
Ja osobiscie znam  historie, nawet swiezuchna, ze facet byl nosicielem tego wirusa, jego partnerka, ktory zarazil, dostala raka szyjki macicy. Operacja, usuneli jej macice, szyjke, przydatki. Wiadomo- dzieci miec nie moze.

Co robi facet?
Odchodzi od niej, bo on chce plodzic potomstwo, a ona juz nie moze.

7 Ostatnio edytowany przez Tolka14 (2019-07-30 09:59:55)

Odp: Brzydzę się go

Straszne jest to, co napisałaś Gosia.
Wiem Nirvanka, że popełniłam błąd, ale wszystko już było zaplanowane, ogarnięte i mimo wątpliwości bałam się to odwołać... Myślałam, że ludzie mają gorsze problemy i sobie radza i że ja też sobie z tym poradzę. Ale nie umiem, to działa jak natręctwo jakieś. Nawet ostatnio jak byłam u ginekologa to rzucił tekstem "no ciekawe gdzie on to złapał, może na basenie" i się uśmiechnął, a ja poczułam się upokorzona i zrobiło mi się wstyd, że jestem z kimś takim. Mimo, że chłopak ma dobre serce, jest troskliwy, ale ta choroba wszystko psuje... Dochodzi do tego, że zaczelam myśleć że go nie kocham...

8

Odp: Brzydzę się go

To nie choroba Cię obrzydza, ale fakt, że Twój mąż zadawał się z jakimiś szemranymi paniami.

9

Odp: Brzydzę się go

Pogadaj z nim, to nie będzie łatwe, ale przynajmniej wiesz, że nie zdradził, tylko złapał wcześniej. Co do chorób i nowotworów to nie tylko rak krtani, macicy, ale też odbytu, jelita, a nawet oka, oczywiście zależnie od posiadanego typu. No i dziecko w łonie matki może się zarazić, albo podczas karmienia piersią, jak zgryzie sutki. A ginekologa radzę zmienić, lekarz na być wsparciem, a nie obleśnym bucem.

Odp: Brzydzę się go

Proponuję szczepienie wink wizyta u ginekologa -> wybranie najlepszej szczepionki obejmującej również typy wirusa u męża -> szczepienie -> problem z głowy wink jednak tak jak kilka osób wyżej zauważyło, wg mnie problem nie tkwi w chorobie tylko w sposobie prowadzenia się Twojego męża i w Twoim postrzeganiu tego.

11

Odp: Brzydzę się go

Właśnie nie ma szczepionki obejmującej jego typ, a z tą odpornością krzyżowa też jest różnie.
Możliwe, że to bardziej problem z moją psychiką... Tylko jak mu o tym mówię to on się złości, że ciągle wracam do jego przeszłości

12 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-07-30 11:38:00)

Odp: Brzydzę się go

Co na to lekarze? szczepionka faktycznie nie uchroni cie przed zakazeniem? pytalas?

To jak ty chcesz dalej z nim zyc? planujesz dzieci?


ale ja mysle, ze twoj problem to nie tylko strach przed zakazeniem. Ty odrzucasz meza psychicznie, brzydzisz sie. Ja ciebie rozumiem.
Nie wiem- chyba z tej maki chleba nie bedzie....maz to ma byc  najblizsza ci  osoba. Ma byc uosobieniem wszelkiej przyjemnej cielesnosci. Nie wiem, jak to inaczej ujac.

Ja po kolezance chleba bym nie ugryzla, po mezu tak. Nawet jak jest upocony i rozczochrany, to jest dla mnie przyjemny.

A ty sie go brzydzisz juz na poczatku malzenstwa. Jak to ma byc dalej?

Chyba pospieszylas sie z tym slubem....

13

Odp: Brzydzę się go

Bałabym się z nim być, ze względu na strach przed zakażeniem (skoro szczepionki nie pomogą). Ma prawo Cię to odrzucać, niepokoić i odpychać. Masz prawo odejść bo to siebie i swoje zdrowie powinnaś stawiać na pierwszym miejscu.

14

Odp: Brzydzę się go

poczytaj, co pisze Gosia1962 i rozważ to.  I tak z jeszcze kilka razy.  Pewnie chciałabys miec kiedyś dzieci, prawda?  Ty siebie powinnaś i swoje zdrowie mieć na pierwszym miejscu. 
A poza tym, wyobrażasz sobie kilka( dziesiąt) lat przeżyć z kimś, do kogo czujesz obrzydzenie?
Nawet , jak się wyleczycie, to obrzydzenie zniknie?
Hm...

15

Odp: Brzydzę się go

Moim zdaniem jedyne, co możesz zrobić, to odejść.
Piszesz, że się nim brzydzisz. Tego psycholog nie naprawi. Już zawsze będzie Ci się kojarzył z chorobą.

A co z przyszłością? Co z ewentualnym potomstwem?

16

Odp: Brzydzę się go
Nirvanka87 napisał/a:

Chyba że masz silny organizm i zwalczylas wirus.

Myślę, że organizm nie ma nic z tym wspólnego. Po prostu wirus jakimś cudem nie dostał się jeszcze do organizmu. Co za szczęście masz!

17

Odp: Brzydzę się go
Thedirt88 napisał/a:
Nirvanka87 napisał/a:

Chyba że masz silny organizm i zwalczylas wirus.

Myślę, że organizm nie ma nic z tym wspólnego. Po prostu wirus jakimś cudem nie dostał się jeszcze do organizmu. Co za szczęście masz!

silny organizm jest w stanie zwalczyć wirus w ok 2-3 lat po zarażeniu, jezeli w tym czasie nie zwalczył to małe szanse, żeby sie to później udało. Potem można leczyć tylko objawy, albo konsekwencje, czyli kłykciny, albo choroby np nowotworowe. Oczywiście sa ni by jakies "terapie" alternatywne, ale nie będę o nich pisać, bo uważam rozgłaszanie tego typu taktyk jako nieetyczne, zważywszy, ze nie mam żadnych dowodów, że tego typu "leczenie" pomaga

18 Ostatnio edytowany przez Thedirt88 (2019-07-30 19:39:25)

Odp: Brzydzę się go
Nirvanka87 napisał/a:
Thedirt88 napisał/a:
Nirvanka87 napisał/a:

Chyba że masz silny organizm i zwalczylas wirus.

Myślę, że organizm nie ma nic z tym wspólnego. Po prostu wirus jakimś cudem nie dostał się jeszcze do organizmu. Co za szczęście masz!

silny organizm jest w stanie zwalczyć wirus w ok 2-3 lat po zarażeniu, jezeli w tym czasie nie zwalczył to małe szanse, żeby sie to później udało. Potem można leczyć tylko objawy, albo konsekwencje, czyli kłykciny, albo choroby np nowotworowe. Oczywiście sa ni by jakies "terapie" alternatywne, ale nie będę o nich pisać, bo uważam rozgłaszanie tego typu taktyk jako nieetyczne, zważywszy, ze nie mam żadnych dowodów, że tego typu "leczenie" pomaga

Wiesz, znamy ponad 120 odmian wirusa HPV, z czego ponad 40 przekazywanych jest drogą płciową. Ciężko cokolwiek będzie tu coś stwierdzić, tak? Nie jestem specjalistą, więc dalej na ten temat nie ma sensu dyskutować smile Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia!

19

Odp: Brzydzę się go
Thedirt88 napisał/a:
Nirvanka87 napisał/a:
Thedirt88 napisał/a:

Myślę, że organizm nie ma nic z tym wspólnego. Po prostu wirus jakimś cudem nie dostał się jeszcze do organizmu. Co za szczęście masz!

silny organizm jest w stanie zwalczyć wirus w ok 2-3 lat po zarażeniu, jezeli w tym czasie nie zwalczył to małe szanse, żeby sie to później udało. Potem można leczyć tylko objawy, albo konsekwencje, czyli kłykciny, albo choroby np nowotworowe. Oczywiście sa ni by jakies "terapie" alternatywne, ale nie będę o nich pisać, bo uważam rozgłaszanie tego typu taktyk jako nieetyczne, zważywszy, ze nie mam żadnych dowodów, że tego typu "leczenie" pomaga

Wiesz, znamy ponad 120 odmian wirusa HPV, z czego ponad 40 przekazywanych jest drogą płciową. Ciężko cokolwiek będzie tu coś stwierdzić, tak? Nie jestem specjalistą, więc dalej na ten temat nie ma sensu dyskutować smile Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia!

Wiem ile jest odmian, wiem też ile można wyróżnić na podstawie testów- bardzo mało i tak naprawdę tylko na podstawie tych kilkudziesięciu można mówić o jakichś badaniach. Jeżeli chodzi o hpv to nikt nie jest specjalistą, bo jest to tak mało zbadany wirus, ze szkoda gadać, w dużej mierze właśnie ze względu na mnogość typów i tego, że niewiele osób się bada pod tym kątem. Tak naprawdę badają się dopiero osoby mające już zmiany nowotworowe, albo mający kłykciny.
Niestety jak kobiecie wyjdzie słaba cytologia to niewielu ginekologów poleca zrobienia tstu na hpv, natomiast jak facet zobaczy zmianę na skórze i idzie zazwyczaj do urologa, lub wenerolog to lekarze to bagatelizują, machają ręką, przepisują maść i mówią, że to nic takiego, że każdy kiedyś to złapie.
Szczepionki? niestety tylko na niektóre typy, niestety  tylko w profilaktyce dziewczynek i niestety szczepione są tylko nastolatki w zamyśle 12letnie, które nie rozpoczęły współżycia. Oczywiście potem można się też zaszczepić, ale szczepionka nie wyleczy typu, który się ma i nie uodporni na niego, nawet jezeli to jest ten typ z założenia,  na który ma szczepionka uodpornić.

A co do tego przenoszenia droga płciową. To między książki, baśnie i legendy można włożyć zarażanie się poprzez ręcznik, czy kibelek, to nie grzybica. Nie ma co się oszukiwać hpv można sie zarazić poprzez kontakty seksualne, nawet nie poprzez penetrację. no i kobieta może zarazić dziecko poprzez wody płodowe i przejście dziecka przez kanał rodny, oczywiście, jezeli kobieta jest nosicielką typu odpowiadającemu za zmiany wiadomo w sferach intymnych i w okolicach gardła, przełyku (są takie typy które  dotyczą tych dwóch partii ciała.). W Polsce na pewno odnotowano taki jeden przypadek, u chłopca pojawiły się zmiany w jamie ustnej w dwa lata po porodzie.

20

Odp: Brzydzę się go
Nirvanka87 napisał/a:
Thedirt88 napisał/a:
Nirvanka87 napisał/a:

silny organizm jest w stanie zwalczyć wirus w ok 2-3 lat po zarażeniu, jezeli w tym czasie nie zwalczył to małe szanse, żeby sie to później udało. Potem można leczyć tylko objawy, albo konsekwencje, czyli kłykciny, albo choroby np nowotworowe. Oczywiście sa ni by jakies "terapie" alternatywne, ale nie będę o nich pisać, bo uważam rozgłaszanie tego typu taktyk jako nieetyczne, zważywszy, ze nie mam żadnych dowodów, że tego typu "leczenie" pomaga

Wiesz, znamy ponad 120 odmian wirusa HPV, z czego ponad 40 przekazywanych jest drogą płciową. Ciężko cokolwiek będzie tu coś stwierdzić, tak? Nie jestem specjalistą, więc dalej na ten temat nie ma sensu dyskutować smile Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia!

Wiem ile jest odmian, wiem też ile można wyróżnić na podstawie testów- bardzo mało i tak naprawdę tylko na podstawie tych kilkudziesięciu można mówić o jakichś badaniach. Jeżeli chodzi o hpv to nikt nie jest specjalistą, bo jest to tak mało zbadany wirus, ze szkoda gadać, w dużej mierze właśnie ze względu na mnogość typów i tego, że niewiele osób się bada pod tym kątem. Tak naprawdę badają się dopiero osoby mające już zmiany nowotworowe, albo mający kłykciny.
Niestety jak kobiecie wyjdzie słaba cytologia to niewielu ginekologów poleca zrobienia tstu na hpv, natomiast jak facet zobaczy zmianę na skórze i idzie zazwyczaj do urologa, lub wenerolog to lekarze to bagatelizują, machają ręką, przepisują maść i mówią, że to nic takiego, że każdy kiedyś to złapie.
Szczepionki? niestety tylko na niektóre typy, niestety  tylko w profilaktyce dziewczynek i niestety szczepione są tylko nastolatki w zamyśle 12letnie, które nie rozpoczęły współżycia. Oczywiście potem można się też zaszczepić, ale szczepionka nie wyleczy typu, który się ma i nie uodporni na niego, nawet jezeli to jest ten typ z założenia,  na który ma szczepionka uodpornić.

A co do tego przenoszenia droga płciową. To między książki, baśnie i legendy można włożyć zarażanie się poprzez ręcznik, czy kibelek, to nie grzybica. Nie ma co się oszukiwać hpv można sie zarazić poprzez kontakty seksualne, nawet nie poprzez penetrację. no i kobieta może zarazić dziecko poprzez wody płodowe i przejście dziecka przez kanał rodny, oczywiście, jezeli kobieta jest nosicielką typu odpowiadającemu za zmiany wiadomo w sferach intymnych i w okolicach gardła, przełyku (są takie typy które  dotyczą tych dwóch partii ciała.). W Polsce na pewno odnotowano taki jeden przypadek, u chłopca pojawiły się zmiany w jamie ustnej w dwa lata po porodzie.

Dla mnie to chyba jednak powód, aby walczyć o jednego zdrowego partnera na długie lata, najlepiej na całe życie, jak to bywało za dziadków czy babci. Bo umierać przedwcześnie na raka jednak nie chcę.

21

Odp: Brzydzę się go

Nigdy nie ma się pewności, czy partner/ka nie zdradzi. Poza tym pokolenie naszych babć, dziadków, czy nawet rodziców nie było święte. Myślisz, że oni się nie zdradzali? Jasne, ze zdradzali, tylko wtedy zazwyczaj było przyzwolenie na to, ze facet może chodzić na boki, byleby żone i dzieci utrzymywał, a jak do tego nie pił i nie bił to już w ogóle ideał faceta. Natomiast kobiety też brykały na boku, ale była to tajemnica Poliszynela, o której cała wioska/ blok/ kamienica/ dzielnica/ulica wiedziała, ale póki ogarniała dom i dzieciarnię, no i męża to było miodzio, a jak do tego jescze do pracy chodziła to kobiecy ideał. Ludzie się wtedy nie rozwodzili bo co "ludzie powiedzą", naprawdę ilość rozwodów była znikoma (aczkolwiek miałam przyjemność poznać prawie 90latkę, która rozwiodła się ze swoim mężem tyranem, odeszła z małym dzieckiem, miała wtedy jakieś 20parę lat, wspaniała kobieta).

22 Ostatnio edytowany przez Thedirt88 (2019-07-30 20:35:22)

Odp: Brzydzę się go
Nirvanka87 napisał/a:

Nigdy nie ma się pewności, czy partner/ka nie zdradzi. Poza tym pokolenie naszych babć, dziadków, czy nawet rodziców nie było święte. Myślisz, że oni się nie zdradzali? Jasne, ze zdradzali, tylko wtedy zazwyczaj było przyzwolenie na to, ze facet może chodzić na boki, byleby żone i dzieci utrzymywał, a jak do tego nie pił i nie bił to już w ogóle ideał faceta. Natomiast kobiety też brykały na boku, ale była to tajemnica Poliszynela, o której cała wioska/ blok/ kamienica/ dzielnica/ulica wiedziała, ale póki ogarniała dom i dzieciarnię, no i męża to było miodzio, a jak do tego jescze do pracy chodziła to kobiecy ideał. Ludzie się wtedy nie rozwodzili bo co "ludzie powiedzą", naprawdę ilość rozwodów była znikoma (aczkolwiek miałam przyjemność poznać prawie 90latkę, która rozwiodła się ze swoim mężem tyranem, odeszła z małym dzieckiem, miała wtedy jakieś 20parę lat, wspaniała kobieta).

Wiesz, tego ja nie wiem. Mówię, że w mojej rodzinie takie coś nie występowało, więc takich problemów nie było. Czyli moje babcie/dziadki i moi rodzice. Co do całej reszty, to nie wiem... jednak to o czymś musi świadczyć...

Ja się zastanawiam, dlaczego kobieta (ta 90 latka) w ogóle zdecydowała się związać z jakimś "tyranem"? Kogo to decyzja czy wina?

23

Odp: Brzydzę się go

Podejrzewam, że to obrzydzenie nie minie. Właśnie o to chodzi, że spodziewam się dziecka (nie będę opowiadać o okolicznościach, pewnie się domyslicie). I dodatkowo stresuje się i o siebie i o dziecko... Chce odejść, ale jednocześnie boje się tej decyzji.

24

Odp: Brzydzę się go

Tolka, waszego małżeństwa praktycznie już nie ma i prawdę mówiąc możesz je po prostu unieważnić, jakby nigdy go nie było. Twój mąż zataił przed tobą chorobę, która uniemożliwia ci współżycie z nim, nie tylko dlatego że ciebie by narazal, ale przede wszystkim wasze ewentualne dziecko. Jest to absolutna podstawa do tego, by unieważnić to małżeństwo.
Tu dziewczyny dyskutują na ten temat, jednak ja uważam, że takie dyskusje do niczego nie da ci teraz potrzebne. Sama przeczutalas mnostwo na temat tej choroby, więc wiesz doskonale o co w niej chodzi. Tobie chodzi o radę, jak postąpić w tej sytuacji. Czujesz do męża obrzydzenie i słusznie, każda normalnie myśląca kobieta czułaby to samo. Radzę ci żebyś zakończyła to małżeństwo i doprowadziła do jego rozwiązania.

25

Odp: Brzydzę się go

Zakochana była, a on był ok, dopiero po ślubie zaczął  fiksować, zresztą wojskowym był. W końcu wkurzyła się, spakowała siebie- jeszcze w ciąży była, zamieszkała chwilowo u mamy i sióstr, one pomagały w zajmowaniu sie dzieckiem, a ona uczyła się na pielęgniarkę, po roku już pracowała i miała małe mieszkanko w sumie jeden pokój, z łazienką w korytarzu, kuchenkę elektryczną i pchły od sąsiadów. Potem sie doszkalała, ciężko pracowała, opiekowała się też prywatnie ludźmi, poznała drugiego męża (opiekowała się jego matką).

A druga historia a propo zarażania, rozwodów itp. Moja ciocia no była szałaputa, rodzice mieli z nią trzy światy, nawet dziadzio jeździł na identyfikację zwłok, jak jakąś dziewczynę z rzeki wyłowili. Tak czy siak poznała chłopaka- miała 15 lat,uciekła do niego do "duzego miasta", zaszła w ciążę. Ona teraz twierdzi, że nie chciała ślubu, że wtedy już było cośtam nie tak, ale że rodzice nalegali na ślub. Pobrali się, jak miała 16 lat urodziła, jak była w szpitalu na porodówce, mąż z jakimiś panienkami się szlajał, zaraził się kiłą, a potem zaraził moją ciotkę. Siedziała z nim ponad 30 lat, urodziła w sumie 4 dzieci, pracowala, rozwijała się, mieszkanie zorganizowała, ale nadal siedziała z mężem alkoholikiem i awanturnikiem. Dopiero po 30paru latach się z nim rozwiodła, wyjechała za granicę.

Ostatnio czytałam artykuł o tym, że osoby po 60tce szczególnie kobiety decydują się na rozwód. zmieniły sie czasy, one odchowały dzieci, często już wnuki, przeszły na emeryturę i moga poświęcić się w końcu sobie, zostwić tych mężów co w domu nie pomagali, dzieci nie wychowywali, a oczekiwali tylko kapcioszków, obiadu i seksu. Czasy się zmieniają i poprzez to zmieniają się też zachowania ludzi, stają się bardziej odważni, mają już gdzieś "co ludzie powiedzą".

Lepiej się rozstać jak się na serio nie układa w związku, a tym bardziej jak nie ma dzieci i nie ma szans na poprawę relacji. po co marnować sobie i drugiemu człowiekowi życie, a potem pluć sobie w brode mając te 50-60 lat, ze się wcześniej nie odeszło.

26 Ostatnio edytowany przez Thedirt88 (2019-07-30 21:51:57)

Odp: Brzydzę się go
Nirvanka87 napisał/a:

Zakochana była, a on był ok, dopiero po ślubie zaczął  fiksować, zresztą wojskowym był. W końcu wkurzyła się, spakowała siebie- jeszcze w ciąży była, zamieszkała chwilowo u mamy i sióstr, one pomagały w zajmowaniu sie dzieckiem, a ona uczyła się na pielęgniarkę, po roku już pracowała i miała małe mieszkanko w sumie jeden pokój, z łazienką w korytarzu, kuchenkę elektryczną i pchły od sąsiadów. Potem sie doszkalała, ciężko pracowała, opiekowała się też prywatnie ludźmi, poznała drugiego męża (opiekowała się jego matką).

A druga historia a propo zarażania, rozwodów itp. Moja ciocia no była szałaputa, rodzice mieli z nią trzy światy, nawet dziadzio jeździł na identyfikację zwłok, jak jakąś dziewczynę z rzeki wyłowili. Tak czy siak poznała chłopaka- miała 15 lat,uciekła do niego do "duzego miasta", zaszła w ciążę. Ona teraz twierdzi, że nie chciała ślubu, że wtedy już było cośtam nie tak, ale że rodzice nalegali na ślub. Pobrali się, jak miała 16 lat urodziła, jak była w szpitalu na porodówce, mąż z jakimiś panienkami się szlajał, zaraził się kiłą, a potem zaraził moją ciotkę. Siedziała z nim ponad 30 lat, urodziła w sumie 4 dzieci, pracowala, rozwijała się, mieszkanie zorganizowała, ale nadal siedziała z mężem alkoholikiem i awanturnikiem. Dopiero po 30paru latach się z nim rozwiodła, wyjechała za granicę.

Ostatnio czytałam artykuł o tym, że osoby po 60tce szczególnie kobiety decydują się na rozwód. zmieniły sie czasy, one odchowały dzieci, często już wnuki, przeszły na emeryturę i moga poświęcić się w końcu sobie, zostwić tych mężów co w domu nie pomagali, dzieci nie wychowywali, a oczekiwali tylko kapcioszków, obiadu i seksu. Czasy się zmieniają i poprzez to zmieniają się też zachowania ludzi, stają się bardziej odważni, mają już gdzieś "co ludzie powiedzą".

Lepiej się rozstać jak się na serio nie układa w związku, a tym bardziej jak nie ma dzieci i nie ma szans na poprawę relacji. po co marnować sobie i drugiemu człowiekowi życie, a potem pluć sobie w brode mając te 50-60 lat, ze się wcześniej nie odeszło.

Pewnie masz rację. Dla mnie dziś wspólna miłość tak nie wygląda. Może inne czasy? Wtedy babka walczyła o przetrwanie z dnia na dzień, więc miała inne podejście? By tylko przeżyć, by tylko mieć, co zjeść itp? Czyli takie trwanie z tyranem itp.? Tego nie wiem. Wiem, że to nie dla mnie!

27

Odp: Brzydzę się go
Tolka14 napisał/a:

Podejrzewam, że to obrzydzenie nie minie. Właśnie o to chodzi, że spodziewam się dziecka (nie będę opowiadać o okolicznościach, pewnie się domyslicie). I dodatkowo stresuje się i o siebie i o dziecko... Chce odejść, ale jednocześnie boje się tej decyzji.

Kluczowe tutaj jest, czy zdecydowaliście się na dziecko, jak już wiedziałaś o chorobie, czy dowiedziałaś się w trakcie ciąży. Przypuszczam, że w ciąży się badaliście i wyszło szydło z worka. O dziecko się nie stresuj- w genach to się nie przenosi, a Ty nie jesteś nosicielką więc nie zarazisz dziecka przez wody płodowe, czy przy porodzie.

Musisz przemyśleć temat i to na poważnie, bo widzisz dziecko nie jest niczemu winne, ono zasługuje na pełną rodzinę, ale taką w kórej ludzie się szanują i chociaż lubią. Dziecko powinno mieć pozytywny wzorzec związku, widzieć rodziców, którzy sie przytulają, rozmawiają, a nie warczą itp.

Gdybym była na Twoim miejscu poczekałabym do porodu i zobaczyła, czy Twój mąż jest dobrym ojcem. Jeżeli by nie był, bez żalu bym odeszła, natomiast jeżeli byłby świetnym tatą, to zostałabym z nim, oczywiście gdyby wobec mnie tez był ok tj, zero awantur, przemocy itp. Natomiast co do seksu, to trudny temat, ale trzeba o tym prędzej, czy później pogadać. Na pewno w ciąży w ogóle bym unikała kontaktu z nim dla dobra dziecka, nawet pocałunki by odpadały. Natomiast po porodzie, przyznaję się, że bym bała się, że zachoruję, umrę zostawię dziecko. Ja chyba bym  zaproponowała otwarty związek pod względem seksu, wolałabym,żeby chodził na boki a mi dał spokój, ale też wymagałabym raz na pół roku badań, coby świństwa znowu do domu i dzieci nie przyniósł.

No ale ja mam czasami zupełnie niekonwencjonalne pomysły. I broń boże to nie jest rada, tylko mój pomysł na ewentualne moje życie w takim przypadku.

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024