Rodzinne piekiełko - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 41 ]

Temat: Rodzinne piekiełko

Nie ma jak piekiełko w domu. Tak aby z radością komuś "przywalić" nie zważając czy to ma głębszy sens czy nie. Oczywiście klasyczny konflikt jest pomiędzy moją żoną a moją mamą, myślę że norma ale nie dogodzi. Oczywiście moja mama to jest podstępna kobieta a moja teściowa to anioł wcielony. I tak to się kręci. Z czasem mam dość jak człowiek pomimo problemów w pracy - kto ich nie ma, wraca do domu a tutaj znów dyplomacja. Jak rozmawiałem o żonie w domu to źle "bo co tam nagadałem", przestałem rozmawiać o żonie to źle bo nie pozdrawiam etc. Czy to jest mój zakres obowiązków utrzymywać relacje z teściami w imieniu żony ? Jestem tym zmęczony a bawić się protokoły dyplomatyczne nie mam ochoty, i mam dość wysłuchiwania jacy to moi rodzice są źli i podstępni.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rodzinne piekiełko

1. Mieszkacie z rodzicami?
2. Jakie są argumenty żony za tym, że Twoi rodzice są źli i podstępni?

3 Ostatnio edytowany przez RedBaron (2019-06-01 11:59:15)

Odp: Rodzinne piekiełko

Nie mieszkamy razem. Rzekomo nigdy jej nie lubili. Bo wymuszają żebym im pomógł, że są na pierwszym miejscu.  Radzą sobie sami, a ja czasem chcę wyratować ich z opresji w końcu starsi ludzie. Staram się nikogo nie zostawić. Wpadnę do nich od święta raz na 2-3 tygodnie i jest problem, bo zaniedbuje związek.

4

Odp: Rodzinne piekiełko

Mi się wydaje, że raz na 2-3 tygodnie to wcale nie jest za często. Z drugiej strony pytanie - czy masz przy tym czas dla żony? Bo, jak mówię, uważam, że nie odwiedzasz ich na tyle często, by czuła się zaniedbywana, chyba że niewiele czasu spędzacie razem, jej tego brakuje, czeka na to, a nagle się okazuje, że jak rodzice potrzebują, to czas znajdziesz - wtedy żonę bym rozumiała. Jeśli jest inaczej i w grafiku znajdujesz dla żony czas (tu uwaga: spędzanie razem czasu =/= spędzanie czasu w tym samym pomieszczeniu), to uznałabym, że się czepia bez sensu. A co żona na to? Bo zakładam, że skoro pojawił się temat na forum, to już o tym rozmawialiście. Jak ona reaguje na Twoje tłumaczenia, że chcesz rodzicom pomóc? I co ona by chciała, żebyś robił/żebyście robili w tym czasie, co odwiedzasz rodziców?

5

Odp: Rodzinne piekiełko

Z czasem jest różnie, jak jest okazja to porozmawiamy. Ogólnie mamy zupełnie różne zainteresowania. Tu też myślę jest problem.

6

Odp: Rodzinne piekiełko

Jak nie masz czasu dla zony, to trochę slabo. I co maja do tego odmienne zainteresowania?

7

Odp: Rodzinne piekiełko
RedBaron napisał/a:

Nie ma jak piekiełko w domu. Tak aby z radością komuś "przywalić" nie zważając czy to ma głębszy sens czy nie. Oczywiście klasyczny konflikt jest pomiędzy moją żoną a moją mamą, myślę że norma ale nie dogodzi. Oczywiście moja mama to jest podstępna kobieta a moja teściowa to anioł wcielony. I tak to się kręci. Z czasem mam dość jak człowiek pomimo problemów w pracy - kto ich nie ma, wraca do domu a tutaj znów dyplomacja. Jak rozmawiałem o żonie w domu to źle "bo co tam nagadałem", przestałem rozmawiać o żonie to źle bo nie pozdrawiam etc. Czy to jest mój zakres obowiązków utrzymywać relacje z teściami w imieniu żony ? Jestem tym zmęczony a bawić się protokoły dyplomatyczne nie mam ochoty, i mam dość wysłuchiwania jacy to moi rodzice są źli i podstępni.

Przypuszczam, że żona czuje się zepchnięta na dalszą pozycję Twojej listy priorytetów, ale być może nie potrafi bądź nie chce mówić o tym wprost.

I tu nawet nie tyle chodzi o ilość, co jakość wspólnie spędzonego czasu. Sam napisałeś "jak jest okazja, to porozmawiamy", a przecież oboje powinniście dążyć do tego, by ten czas dla siebie znaleźć, nawet jeśli oznacza to konieczność rezygnacji z czegoś innego.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

8

Odp: Rodzinne piekiełko
RedBaron napisał/a:

Z czasem jest różnie, jak jest okazja to porozmawiamy. Ogólnie mamy zupełnie różne zainteresowania. Tu też myślę jest problem.

No to ja się jednak żonie nie dziwię, jeśli Wasz wspólny czas sprowadza się do rozmów-przy-okazji. Na różne zainteresowania nie ma co zrzucać winy, bo rozwijanie pasji to nie jedyna rzecz, którą można się zająć. Podejrzewam, że Twoja żona widzi to tak: z nią od czasu do czasu porozmawiasz, bo "różnie jest z czasem", a jak już jest chwila wolnego, to poświęcasz ją na pomoc rodzicom. Nic dziwnego, że żona czuje się tak, jakby byli na pierwszym miejscu - robisz dla nich to, czego jej również brakuje, a to jednak jej potrzeby powinny być na pierwszym miejscu (nie wspominając o tym, że spędzanie czasu z żoną powinno być również Twoją potrzebą).

9 Ostatnio edytowany przez RedBaron (2019-06-01 15:40:19)

Odp: Rodzinne piekiełko

No i tutaj trochę sprowadza się chyba do sedna :... wszystko mam , mam to , mam tamto.. w pracy mam być dyplomatą, w domu też.Ja bym czasem się odciął od tego wszystkiego na tydzień. Średnio chętnie mi się do domu wraca gdzie znów będzie coś nie tak. No i rzeczywiście jeśli problem byłby poważny to rozumiem a tu zawsze warto znaleźć jakąś pierdołę do której można się przyczepić. Pracuje po 6 dni w tyg. ,obiady sobie robię sam, zobowiązania finansowe też reguluje ja,  no jeszcze oficerem rozrywkowym nie jestem.

10

Odp: Rodzinne piekiełko

Czyli uważasz, że ona powinna udawać, że temat nie istnieje? No owszem, można, ale to w żaden sposób nie sprawi, że Wasz związek stanie się lepszy, a tym samym, że będziesz chętniej wracał do domu, w którym Ty również tworzysz atmosferę i masz wpływ na to co się między Wami dzieje.

Edit:
Dopisałeś nowe treści, których jeszcze przed chwilą nie było wink.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

11 Ostatnio edytowany przez RedBaron (2019-06-01 15:46:22)

Odp: Rodzinne piekiełko

No tak ale jak coś jest przeciw mnie to przeciw mnie. Więc jeśli to moja wina to wywnętrzanie się na moją rodzinę jest jak gryzienie po łydkach. No na pewno to sprawi że się zbliżymy. Co by było jak ja bym po "mamusi" pojechał ?

12

Odp: Rodzinne piekiełko

Ale może gdbyście jednak częściej ze sobą przebywali i rozmawiali, to wyglądałoby to wszystko inaczej. Nie da się dokonać zmian ani pójść na kompromisy, jeśli brakuje szczerości i konstruktywnej rozmowy.
Z moich obserwacji wynika, że takie, jak to określiłeś, czepianie się o pierdoły, to zwykle temat zastępczy, kiedy człowiek nie potrafi wprost powiedzieć o tym, co mu leży na wątrobie albo też mówi, ale jego słowa są uporczywie bagatelizowane.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

13

Odp: Rodzinne piekiełko

Czasem odnoszę wrażenie, że facet to ma być "rozwiązanie wszystkich problemów".

14

Odp: Rodzinne piekiełko

Ależ skąd. Chodzi wyłącznie o to, że facet powinien być świadomy, że on również ma ogromny wpływ na to co dzieje się w związku. Gdyby Twoja żona tutaj napisała, to przeczytałaby ode mnie dokładnie to samo. Związek to dwoje ludzi i tylko od nich zależy jak będzie wyglądała relacja między nimi. Ponadto każdy pojawiający się problem ma swoją przyczynę, a można do niej dojść, a potem ewentualnie zlikwidować tylko wtedy, kiedy się ze sobą rozmawia.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

15

Odp: Rodzinne piekiełko

Punkt dla Ciebie, ale ja nie zaakceptuje nigdy takich zaczepek, bo są poniżej pewnego poziomu. Zrozumiem dziecko ,ale dorosłą osobę to mi trudno. To jak kopnięcie w samochód bo się zepsuł. Takie podejście nic nie rozwiązuje.

16

Odp: Rodzinne piekiełko
RedBaron napisał/a:

No tak ale jak coś jest przeciw mnie to przeciw mnie. Więc jeśli to moja wina to wywnętrzanie się na moją rodzinę jest jak gryzienie po łydkach. No na pewno to sprawi że się zbliżymy. Co by było jak ja bym po "mamusi" pojechał ?

Inaczej się reaguje na odwiedziny męża u rodziny, jeśli spędza się z nim wystarczająco dużo czasu, a inaczej - kiedy tego czasu jest jak na lekarstwo. W pierwszym przypadku nie ma się z reguły nic przeciwko temu, żeby partner zajmował się swoimi sprawami przez część wolnego czasu, bo się wie, że wystarczająco tego czasu będzie chciał poświęcić nam. W drugim - można być zazdrosnym i i o obejrzany film, krótki samotny spacer czy cokolwiek innego. Wyłącznie przez to, że gdy tego czasu "dostaje się" za mało, każda czynność powodująca to, będzie postrzegana jako coś, co partnera zabiera/zabiera to, co druga strona chciałaby dostać.

17

Odp: Rodzinne piekiełko
RedBaron napisał/a:

To jak kopnięcie w samochód bo się zepsuł. Takie podejście nic nie rozwiązuje.

Jedno i drugie ma ten sam cel - rozładowanie skumulowanego napięcia emocjonalnego. To oczywiście nikogo nie usprawiedliwia, ale łatwiej jest poradzić sobie z problemem, jeśli zna się jego przyczynę.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

18 Ostatnio edytowany przez nudny.trudny (2019-06-02 06:33:00)

Odp: Rodzinne piekiełko

Ja sobie w ogóle nie wyobrażam, żeby ktokolwiek mi mówił, kiedy mogę chodzić do mojej rodziny i na ile czasu - do mamy chodzę prawie codziennie, czasem na noc jeśli jest możliwość, ona pracuje do późna i sama miałaby znacznie trudniej żeby poradzić sobie ze wszystkim, zatem pretensje o krótkie wizyty raz na 2-3 tygodnie to dla mnie zupełnie nieporozumienie. Nie wiem jak można zgadzać się na takie coś. Nie masz też obowiązku utrzymywać kontaktów z teściami, tak samo jak ona nie musi uczestniczyć w Twoich relacjach rodzinnych, ale pewna uprzejmość mogłaby być mile widziana.

RedBaron napisał/a:

Pracuje po 6 dni w tyg. ,obiady sobie robię sam, zobowiązania finansowe też reguluje ja,  no jeszcze oficerem rozrywkowym nie jestem.

Może dziewczynie brakuje właśnie takich rozrywek nie związanych z pracą albo życiem codziennym? Tutaj widziałbym możliwości poprawy waszych relacji, bo dobry związek to nie tylko stawianie na swoim (czyli to co zrobiłbym w kontekście relacji rodzinnych, aczkolwiek traktuj to tylko jak radę, bo nie wiem jak sprawdziłoby się u Ciebie) ale też próba zrozumienia drugiej osoby i przyczyn zachowania.

"Poznacie ich po ich owocach":D https://www.netkobiety.pl/viewtopic.php … &p=100 wszystko o randkach i związkach, a także wszystkie pytania do mnie, zapraszam:D

19

Odp: Rodzinne piekiełko

Tak zastanawiam się. Po co Ty się z nią ożeniłeś? Ile czasu jesteście po ślubie?I ile czasu ze sobą spędzacie "tak na prawdę" - gdy cała Wasza uwaga skupiona jest tylko na Was?

20

Odp: Rodzinne piekiełko

Nudny.trudny, codziennie rodzinę może odwiedzać singiel, bo jak wyobrażasz sobie rodzinę, gdzie partner - dla którego odtąd najważniejszą osobą ma być partnerka, tak jak i on dla niej - znika prawie codziennie, a czasami jeszcze zostaje u mamy do rana? To nie jest materiał na związek, bo związek po prostu potrzebuje czasu. Nawet jeśli te wizyty byłyby krótkie, to trudno sobie wyobrazić takie budowanie wspólnego życia wieczorami/nocami, bo najpierw praca, potem mama, obowiązki domowe i... dopiero coś z partnerem/partnerką? Nierealne.

Well, ja wciąż uważam, że nie tyle chodzi o samą częstotliwość odwiedzin (poza skrajnymi przypadkami, jak np. to wyżej), a bardziej o stosunek czasu poświęcanego rodzicom (czy komukolwiek innemu) do czasu spędzanego partnerem/partnerką. My generalnie czasu dla siebie mamy dużo, bo pracujemy w domu (mój partner wyłącznie, ja powoli się na to szykuję, jeszcze z miesiąc), więc ta elastyczność dużo daje, do tego bardzo lubię jego rodziców, i jak np. jest okres, w którym mamy bardzo dużo wolnego, to ja nie mam nic przeciwko, że on sobie i trzy razy w tygodniu do domu skoczy na kawę czy na coś, bo wiem, że i tak będziemy mieli sporo czasu dla siebie. Skoro mi niczego nie brakuje, to nie mam o nic pretensji, proste. Z kolei jak np. ostatnio nawarstwiło się trochę różnych spraw i w przeciągu dwóch tygodni, mieszkając ze sobą (!), mieliśmy może raz na tydzień wolne dwie godziny, a jego mama - również stęskniona - zapraszała nas na obiadek, to już wolałam z nim pogadać; spędzanie czasu z rodziną - jak najbardziej, ale dopiero wtedy, kiedy mamy go wystarczająco również dla siebie, bo to powinno być w związku priorytetem.

Dlatego mimo że ten raz na dwa - trzy tygodnie autora nie wydaje się zbyt dużą częstotliwością, to w połączeniu z tym, że z żoną to porozmawia, jak jest okazja... Rozumiem z tego, że ta żona nie ma czasu z mężem na wyłączność nawet w takiej ilości (albo niewiele większej) i stąd te problemy. Bo mąż woli poświęcić czas rodzicom, niż jej.

21 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2019-06-02 10:22:23)

Odp: Rodzinne piekiełko

nudny.trudny, i nie przeszkadzaloby Ci, ze np. Twoja zona tez codziennie odwiedza swoich rodzicow i nawet tam nocuje? To po co się wogole zenic czy brac slub?
A jak na swiat przyjdą dzieci? zona z dziecmi w domu, a Ty codzinnie u mamusi?
Dla mnie osobiście mega dziwny układ.

ps. O, widze, ze Sara napisalas cos w podobnym tonie.

22

Odp: Rodzinne piekiełko
Marata napisał/a:

Tak zastanawiam się. Po co Ty się z nią ożeniłeś? Ile czasu jesteście po ślubie?I ile czasu ze sobą spędzacie "tak na prawdę" - gdy cała Wasza uwaga skupiona jest tylko na Was?

Miałam zadać podobne pytania, ale mnie uprzedziłaś.
Jeśli w związku wspólne spędzanie czasu odbierane jest jak kara, a rozmawia się tylko okazjonalnie, czyli rozumiem, że jak nic 'ciekawszego' akurat się nie kroi, ludzie żyją prawie tak jakby wciąż byli singlami, wracają do domu, bo muszą, to po co w ogóle brać ślub?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

23 Ostatnio edytowany przez nudny.trudny (2019-06-03 06:06:36)

Odp: Rodzinne piekiełko

Dyskusja pod moim postem, cieszę się;) merytorycznie oczywiście macie dużo racji.

Benita72 napisał/a:

nudny.trudny, i nie przeszkadzaloby Ci, ze np. Twoja zona tez codziennie odwiedza swoich rodzicow i nawet tam nocuje?

nie przeszkadzałoby mi

Benita72 napisał/a:

To po co się wogole zenic czy brac slub? A jak na swiat przyjdą dzieci? zona z dziecmi w domu, a Ty codzinnie u mamusi?

takie działanie mogłoby być niezgodne z prawem (w szczególności Kodeks rodzinny i opiekuńczy art. 23 oraz 95-97) jednakże nie planuję dzieci, ślub tylko w szczególnych okolicznościach.

SaraS napisał/a:

Nudny.trudny, codziennie rodzinę może odwiedzać singiel, bo jak wyobrażasz sobie rodzinę, gdzie partner - dla którego odtąd najważniejszą osobą ma być partnerka, tak jak i on dla niej - znika prawie codziennie, a czasami jeszcze zostaje u mamy do rana? To nie jest materiał na związek, bo związek po prostu potrzebuje czasu. Nawet jeśli te wizyty byłyby krótkie, to trudno sobie wyobrazić takie budowanie wspólnego życia wieczorami/nocami, bo najpierw praca, potem mama, obowiązki domowe i... dopiero coś z partnerem/partnerką? Nierealne

Nie miałbym koncepcji jak to inaczej rozwiązać, jeśli mam w rodzinie dwie osoby wymagające pomocy/opieki (z czego jedna stałej, włącznie z lekarstwami, posiłkami, piciem), czasem przychodzą np. inne osoby z rodziny i wtedy jest trochę więcej czasu, można np. umówić się z dziewczyną albo właśnie pójść do mamy na dłużej. Oczywiście jeśli macie inny punkt widzenia chętnie przeczytam.

Wracając do kwestii o której pisał autor, raczej widziałem u niego dobre chęci, m.in. praca, posiłki, terminowe regulowanie zobowiązań, jednakże oprócz tego możliwości poprawy relacji w małżeństwie są np. poprzez nawiązanie przyjaznych kontaktów z teściami albo zwykłą rozmowę z żoną, wskazuje na to "jak jest okazja to porozmawiamy", odmienne zainteresowania nie muszą mieć z tym związku, można by chociażby zaprosić żonę na wspólne wczasy gdzie nic nie musicie robić, i spędzić czas razem.

"Poznacie ich po ich owocach":D https://www.netkobiety.pl/viewtopic.php … &p=100 wszystko o randkach i związkach, a także wszystkie pytania do mnie, zapraszam:D

24

Odp: Rodzinne piekiełko

Wiesz, na etapie spotykania się to różne rzeczy przejdą, nie wszyscy chcą się widywać codziennie. Ja pisałam o sytuacji, w której się razem mieszka, co jest naturalną koleją rzeczy - prędzej czy później. Przy założeniu, że jedna osoba niemal codziennie po pracy znika u rodziców, wspólne mieszkanie mija się z celem. Pomijając już emocje, jakie może to budzić w partnerze, zostaje jeden fakt: czas a raczej jego brak na budowanie nowej - własnej - rodziny. Na tym etapie to powinien być priorytet i poniekąd cel mieszkania razem. Dlatego uważam, że w tak skrajnym przypadku jak codzienne wizyty w domu, mieszkanie z drugą połówką nie ma racji bytu, nie spełni swojego zadania. To prawie jak życie na dwa domy przecież.

25 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2019-06-03 09:20:01)

Odp: Rodzinne piekiełko

nudny.trudny, ale tu mamy inną sytuację, autor jest "ożeniony", co prawda nie pisze nic o dzieciach, ale nie pisze tez, ze nie ma wink.
Twoje podejście rozumiem, i w sumie fajnie, masz jasne stanowisko, i mysle, ze z ewentualnymi dziewczynami nie będziesz mail jakichś większych niedomowien (jeśli oczywiście jesteś z nimi szczery tak, jak tu z nami, ale nie ma powodow sadzic, ze jest inaczej).

26

Odp: Rodzinne piekiełko

Hm chodzenie do rodziców codziennie, nocowanie u nich , gdzie mam małżonkę/a czy dzieci nie jest dla mnie zbyt zdrowe. Mam męża , dziecko, praca, do tego jeszcze czas dla nas, inne obowiązki - gdzie tu czas na codzienne wizyty u rodziców?

Ale wracając do tematu - mam wrażenie , że Twoja żona za wszelką cenę chce zwrócić na siebie Twoją uwagę, jest zła i rozgoryczona bo nie poświęcasz jej czasu, brakuje jej na co dzień męża i stąd już nawet pretensję o wizyty rodziców. Małżeństwo to nie tylko przyjemności to też obowiązki wobec drugiej osoby. Mam wrażenie , że odpędzasz się od żony jak od muchy natrętnej. Po co braliście ślub?

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

27 Ostatnio edytowany przez Excop (2019-06-07 20:48:05)

Odp: Rodzinne piekiełko

Odwieczne hobby nasze i po ślubie "nabytych" tych drugich "rodziców". Prawdziwych dla naszej połówki jednocześnie.
Warunki mogą uniemożliwiać, ale rodzice obojga im dalej od połączonych, tym lepiej.
To, które blisko jest, zawsze cięgi zbiera. A dalsze, w sensie oddalenia od mamusi i teściowej, święte pozostaje. Zarówno zięć, jak i synowa. smile

facet po przejściach

28

Odp: Rodzinne piekiełko

Dziś się zastanawiam czy oszalałem. Ogólnie dzień na wyścigach, zrobiłem zakupy,żona porządki. Potem na szybko zrobiłem coś na obiad, i zachciało mi się ciasta. No i mój błąd że zapytałem tak w luźnej rozmowie telefonicznej mamę o tak przy okazji rutynowego sprawdzenia co w domu. I już afera gotowa ze zrobienie ciasta wymyśliła teściowa.W kwestii ciast akurat różnica jest taka że żona czerpie wiedze z internetu upiekła możne trzy ciasta w życiu. A ja chciałem mieć  dobre rozpoznanie aby się udało.. W ferworze dnia zapomniałem o przepisie mamy, no i użyłem z internetu. Ciasto na 3 wyszło i wywalę. Jak przypadkiem się zona dowiedziała ze się w domu zapytałem "to sam je zeżrę". I ogólnie rzucanie się, ze jej moi rodzice nie lubią nie "zapraszają", no a za co wielbić ? Akurat miałem trudny miesiąc tata mi w szpitalu wylądował. No a ja nie pozdrawiałem? A to problem zadzwonić jak się czuje?   Ile to 3 min rozmowy? Suma summarum "skończę z mamuśką". A teraz puenta mieliśmy iść na kawę na miasto, no ale teściowa zaprosiła i kawa ma być u niej.

29

Odp: Rodzinne piekiełko

Pamiętaj, że mimo wszystkiego, co dobre w Twoim małżeństwie - gdy przypali się ciasto powinieneś rzucić taką żonę. Nawet, jeżeli sam je piekłeś.

A tak na poważnie, okropnie marudzisz.
Zacznij rozmawiać z żoną i powiedz jej wyraźnie, że chcesz z nią iść na miasto, że to miał być czas tylko dla Was we dwoje, że chciałeś go poświęcić tylko jej. Kawa u teściowej poczeka, ale Wasz wspólny czas nie. Tylko powiedz jej to.
Komunikacja - od tego masz język, żeby go używać. Rozum także. Śmiej się z głupstw, przejmuj ważnymi sprawami.

30 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2019-06-09 07:51:08)

Odp: Rodzinne piekiełko

Wybacz, RedBaron, ale Twój stosunek do zony pozostawia wiele do zyczenia.
Jestes kolejnym biednym misiem, który przyszedł na forum NK pozalic się na swój biedny los u boku małżonki.
Nie ma w Tobie cieplych uczuc do zony, ani niczego. Tylko utyskiwania.
Być moze zona tez nie jest do końca w porzadku, ale to Ty przyszedles na forum po porade. A jaka porade dac komus, kto mowi - jest zle i to jest jej wina, bo jest nie taka jak trzeba.
Zapewne problem u Was jest duoz głębszy niż zle upieczone ciasto.

31 Ostatnio edytowany przez Marata (2019-06-09 09:30:39)

Odp: Rodzinne piekiełko

RedBaron big_smile
Opiszę Ci jedną z sytuacji u mnie w domu. Zaznaczam na początku, że nie jest to dla mnie żaden problem, a jedynie prowokacja do dalszej dyskusji.

Wczoraj była sobota. Mimo, że byłam rano w pracy, a mój mąż nie, musiałam posprzątać po powrocie całe mieszkanie. Pranie, sprzątanie itd. Czy jest tu punkt do czepiania się męża? A no, on w tym czasie ugotował obiad i skosił ogródek.
Cały z trawy przelazł przez mieszkanie po świeżo umytej podłodze zostawiając za sobą ciapki z trawy. I teraz, mogła bym się zacząć żalić, że nie szanuje mojej pracy, że mógł by uważać i w ogóle to cham i prostak z niego. No, ale co by to dało?
Więc od nowa musiałam odkurzać i myć podłogę. Okazało się, że mój szanowny małżonek nie umył swoich kapci, i na tę mokrą podłogę, umytą drugi raz wlazł w tych brudnych kapciach. I zostawił wielkie czarne ciapy wszędzie.
Spokojnie wzięłam mopa, umyłam trzeci raz podłogę i zwróciłam mężowi uwagę, żeby umył kapcie.

A dzisiaj rano, płukał sobie truskawki do śniadania, trochę wody się chlapnęło i brudnymi kapciami w to wlazł. I rozciapał po całym mieszkaniu.
Więc od rana myję podłogę.

I najlepsze, że gdyby nie wpis RedBarona i czepianie się głupot, nawet nie zwróciła bym uwagi na to, że coś takiego może być powodem do dyskomfortu w małżeństwie.

Są sprawy ważne i ważniejsze i pierdoły, którymi na własne życzenie zatruwamy sobie życie, żeby na pewno nie być szczęśliwymi.

32

Odp: Rodzinne piekiełko
Benita72 napisał/a:

Wybacz, RedBaron, ale Twój stosunek do zony pozostawia wiele do zyczenia.
Jestes kolejnym biednym misiem, który przyszedł na forum NK pozalic się na swój biedny los u boku małżonki.
Nie ma w Tobie cieplych uczuc do zony, ani niczego. Tylko utyskiwania.
Być moze zona tez nie jest do końca w porzadku, ale to Ty przyszedles na forum po porade. A jaka porade dac komus, kto mowi - jest zle i to jest jej wina, bo jest nie taka jak trzeba.
Zapewne problem u Was jest duoz głębszy niż zle upieczone ciasto.

Problem w tym że nie lubię i jak się na mnie klnie i szturcha. Facetowi bym zastosował "pacyfikatora" i było by po sprawie. Drugi raz by nie spróbował

33

Odp: Rodzinne piekiełko
Marata napisał/a:

RedBaron big_smile
Opiszę Ci jedną z sytuacji u mnie w domu. Zaznaczam na początku, że nie jest to dla mnie żaden problem, a jedynie prowokacja do dalszej dyskusji.

Wczoraj była sobota. Mimo, że byłam rano w pracy, a mój mąż nie, musiałam posprzątać po powrocie całe mieszkanie. Pranie, sprzątanie itd. Czy jest tu punkt do czepiania się męża? A no, on w tym czasie ugotował obiad i skosił ogródek.
Cały z trawy przelazł przez mieszkanie po świeżo umytej podłodze zostawiając za sobą ciapki z trawy. I teraz, mogła bym się zacząć żalić, że nie szanuje mojej pracy, że mógł by uważać i w ogóle to cham i prostak z niego. No, ale co by to dało?
Więc od nowa musiałam odkurzać i myć podłogę. Okazało się, że mój szanowny małżonek nie umył swoich kapci, i na tę mokrą podłogę, umytą drugi raz wlazł w tych brudnych kapciach. I zostawił wielkie czarne ciapy wszędzie.
Spokojnie wzięłam mopa, umyłam trzeci raz podłogę i zwróciłam mężowi uwagę, żeby umył kapcie.

A dzisiaj rano, płukał sobie truskawki do śniadania, trochę wody się chlapnęło i brudnymi kapciami w to wlazł. I rozciapał po całym mieszkaniu.
Więc od rana myję podłogę.

I najlepsze, że gdyby nie wpis RedBarona i czepianie się głupot, nawet nie zwróciła bym uwagi na to, że coś takiego może być powodem do dyskomfortu w małżeństwie.

Są sprawy ważne i ważniejsze i pierdoły, którymi na własne życzenie zatruwamy sobie życie, żeby na pewno nie być szczęśliwymi.

Masz rację ale jak trzeba się starać aby takie głupoty urosły do rangi problemu nie wiem to jak na rybach trzeba czekać na "moment". W życiu nie pomyślałem że będę miał takie problemy.

34

Odp: Rodzinne piekiełko
RedBaron napisał/a:

Problem w tym że nie lubię i jak się na mnie klnie i szturcha.

Nie pisales wcześniej, ze zona stosuje wobec Ciebie przemoc - to zmienia trochę postac rzeczy.

35

Odp: Rodzinne piekiełko

Widzę, że przed Wami obojgiem dużo pracy.
Najpierw - żona ma przestać Cię szturchać, klnąć itp. Podobnie z Tobą. Wytłumacz jej, że ma nie stosować na Tobie rzeczy, których nie chce mieć zastosowanych na sobie. Nie ma przeklinania, szturchania i jeżdżenia po sobie. Bo stworzycie sobie superpiekiełko w zacisznym domku.

Po drugie - ożeniłeś się z Tą kobietą, nie z jej matką i nie ze swoimi rodzicami. Nie rozmawiaj z nią o tym, o czym rozmawiasz ze swoją matką - to są sprawy między Tobą a Twoją rodziną. Podobnie z rodzicami nie rozmawiaj o swojej żonie. Będą chciały, pogadają sobie same ze sobą. Gdyby żona się pytała o takie bzdety powiedz jej, że tak jak z mamą nie rozmawiasz o niej, tak z nią nie będziesz rozmawiał o mamie. Z czasem dojrzeją do kontaktów ze sobą, na razie są o siebie zazdrosne.

Po trzecie, ustalcie dwa weekendy w miesiącu - w jednym odwiedzacie jej rodziców, w drugim Twoich. Dwa weekendy są dla Was.

Docieracie się najwyraźniej i pełno takich kwiatków będzie Wam wyskakiwać. Tylko normalnie etap zakochania i zauroczenia pozwala to jakoś przeżyć.

36

Odp: Rodzinne piekiełko

A ja myślę  tak to fajnie że  zajmujesz się starszymi rodzicami bo kto jak nie dzie i powinny zatroszczyć  się  o rodziców. Rób to copidpowiada Ci serce gd,ie jest skierowane u nie miej wyrzutów sumienia  za to co zrobiłeś  lub nie nie zrobiłeś. Życie jest Twoje i to Ty w nim decydujesz stawiasz się aby być szczęśliwym  a zawsze  trzeba  wybrać jakaś drogę mieszając  drogi nigdy nie dojdziesz do celu a nawet może to być nie bezpieczne.Zawsze ktoś  będzie  nieszczęśliwy  zazdrosny ,zaborczy, będzie  próbował coś nam narzucić jednak Ty słuchaj siebie czego Ty chcesz idź tym kierunkiem tylko tak odzyskasz spokój  wewnętrzny powodzenie

37

Odp: Rodzinne piekiełko
Joasia50 napisał/a:

Zawsze ktoś  będzie  nieszczęśliwy

Owszem. Tyle że w takiej sytuacji autor powinien wybrać szczęście żony, a nie matki. W innym wypadku - cztery litery, a nie mąż.

38

Odp: Rodzinne piekiełko
Marata napisał/a:

RedBaron big_smile
Opiszę Ci jedną z sytuacji u mnie w domu. Zaznaczam na początku, że nie jest to dla mnie żaden problem, a jedynie prowokacja do dalszej dyskusji.

Wczoraj była sobota. Mimo, że byłam rano w pracy, a mój mąż nie, musiałam posprzątać po powrocie całe mieszkanie. Pranie, sprzątanie itd. Czy jest tu punkt do czepiania się męża? A no, on w tym czasie ugotował obiad i skosił ogródek.
Cały z trawy przelazł przez mieszkanie po świeżo umytej podłodze zostawiając za sobą ciapki z trawy. I teraz, mogła bym się zacząć żalić, że nie szanuje mojej pracy, że mógł by uważać i w ogóle to cham i prostak z niego. No, ale co by to dało?
Więc od nowa musiałam odkurzać i myć podłogę. Okazało się, że mój szanowny małżonek nie umył swoich kapci, i na tę mokrą podłogę, umytą drugi raz wlazł w tych brudnych kapciach. I zostawił wielkie czarne ciapy wszędzie.
Spokojnie wzięłam mopa, umyłam trzeci raz podłogę i zwróciłam mężowi uwagę, żeby umył kapcie.

A dzisiaj rano, płukał sobie truskawki do śniadania, trochę wody się chlapnęło i brudnymi kapciami w to wlazł. I rozciapał po całym mieszkaniu.
Więc od rana myję podłogę.

I najlepsze, że gdyby nie wpis RedBarona i czepianie się głupot, nawet nie zwróciła bym uwagi na to, że coś takiego może być powodem do dyskomfortu w małżeństwie.

Są sprawy ważne i ważniejsze i pierdoły, którymi na własne życzenie zatruwamy sobie życie, żeby na pewno nie być szczęśliwymi.

W codziennym życiu co krok mamy do czynienia "z drobiazgami". Zdarza się, że panowanie nad nimi jest uciążliwe,  czasami nas przerastają, burzą spokój i harmonię życia rodzinnego.
Pozwolę sobie na ocenę zachowania twojego męża, negatywną  - mąż nie szanuje twojej pracy włożonej w utrzymanie porządku w waszym domu, nie docenia cię. Robi to bezmyślnie, czy też robi to złośliwie?
Nie reagujesz, więc nie widzi złej strony swojego zachowania.
Nie reagujesz, bo obawiasz się jego reakcji?
Wolisz latać z mopem tam i nazad za cenę spokoju w domu?

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

Posty [ 1 do 38 z 41 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018