depresja/dystymia a praca - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » depresja/dystymia a praca

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1 Ostatnio edytowany przez fiołek alpejski (2019-05-11 14:42:49)

Temat: depresja/dystymia a praca

Dzień dobry wszystkim.
Czy są może na tym forum osoby, które pracują mając dystymię/lekką depresję i jak sobie radzicie w pracy? Czy ludzie wyczuwają, że coś jest nie do końca OK z taką osobą? Chodzi mi o klientów, szefa, współpracowników. Czy to jest bardzo widoczne, że ktoś ma taki problem, jeśli ten ktoś stara się ukrywać zły nastrój, uśmiecha sie na siłe, udaje pewnego siebie? Czy to widać, ze to wlaśnie jest na siłę i ludzie źle taką osobę odbierają?
Jeszcze mam takie pytanie, czy lepiej z takimi problemami się nie pchać do pracy z ludźmi (handel), tylko np. wybrać sprzątanie, lub pracę w jakimś zakładzie produkcyjnym, gdzie jest mniej kontaktów. Czy może właśnie sie troche przełamać i "wyjść do ludzi".
Byłabym wdzięczna za opinię kogoś, kto ma/miał taki problem, albo zna kogoś takiego. Głównie mi chodzi jak wygląda odbiór takiej osoby przez otoczenie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: depresja/dystymia a praca

Wszystko zależy od tego jak bardzo masz nasilone te stany, dystymii nie widać.. ot po prostu stwierdzą że jesteś "smutna" depresja to znowu trochę bardziej poważniejszy stan często upośledzający koncentracje, pamięć, skupienie.. związany często z zespołem chronicznego zmęczenia, a w prawdziwej silnej depresji nie była byś wstanie wstać z łóżka nie mówiąc o pójściu do pracy.  Stany które opisujesz się leczy, albo suplementami które potrafią odbudować struktury mózgu odpowiedzialne za kontrole emocji (m.in hipokamp) albo lekami p/depresyjnymi które mają działanie nasilające neurogeneze - a najlepiej połączeniem suplementacji + leków + terapii.

3

Odp: depresja/dystymia a praca

a leczysz depresję i dystymię?
Bardzo to na Ciebie wpływa w pracy?
Ja osobiście nie umiem ukrywać złego nastroju i będąc w czasie takiej choroby szukałabym pracy gdzieś, gdzie kontakt z klientem jest co najwyzej mailowy.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.
Odp: depresja/dystymia a praca

Chodzę do psycholożki na terapię.
Ona uważa, że mogę i nawet powinnam pracować. Ale konkretnie w jakim zawodzie, to nie powiedziała.
Niby, że tak ogólnie kontakt z ludźmi może mi coś dać wg niej. Ja szczerze to wątpię, że mi coś specjalnie dobrego może ten kontakt dać, dlatego się od długiego już czasu alienuję od społeczenstwa. Natomiast co jej przyznaję rację, to pieniądze by się bardzo przydały.

5

Odp: depresja/dystymia a praca

Jaki jest powód występowania Twojego samopoczucia?  problemy rodzinne ? wygląd? fobie? kompleksy? dzieciństwo? co zostało ustalone na terapii ?

6 Ostatnio edytowany przez fiołek alpejski (2019-05-11 22:58:40)

Odp: depresja/dystymia a praca

Sytuacja jest złożona. Uzależnienie, długotrwały brak pracy i alienacja spoleczna, rozpadnięte relacje z bliskimi, ciężka choroba w najbliższej rodzinie, przykre wspomnienia z dziecinstwa i młodości, charakter (typ melancholik), prawdopodobnie również skłonności genetyczne, porażki i niepowodzenia życiowe, błędne wzorce myślenia i zachowania, problematyczne strategie regulacji emocji typu unikanie, czy patologiczne odwlekanie wszystkiego, zachowania kompulsywne, nieśmiałość i chwiejna samoocena, kompletnie rozregulowany rytm dobowy, niedociśnienie, być może jakaś jeszcze inna przypadłość, bo lekarz mnie od 15 lat nie widział, skłonność do alienowania się, mieszkanie z ojcem alkoholikiem, i cholera wie co jeszcze.
Tak że od psycholożki nie oczekuję cudów, to tylko człowiek smile W sumie jestem jej wdzieczna za jej pomysł szybkiego pchania mnie do pracy, bo będzie miało to chociaż korzyść wymierną, jesli nawet żadnej innej.

Jak chodzi jeszcze o psycholożkę, to ona najbardziej skupia się na rozpadniętych relacjach. Bo jestem osamotniona często. Choć mam jednego przyjaciela, ale nie chcę mu wchodzić na głowę, choć to bardzo dobry dla mnie człowiek. Jednak on ma swoje życie i nie chcę na nim mentalnie "wisieć". Więc na ogół staram się po prostu nie myśleć o tym, że czuję się wyalienowana i samotna.

7

Odp: depresja/dystymia a praca

Mieszkasz dalej z ojcem? jeżeli tak to jak najszybciej uciekaj, nawet wynajmując sobie pokój - pamiętaj że spokój jest najważniejszy.  Do psychologa chodzisz tak sobie porozmawiać czy uczęszczasz na jakąś specjalną terapię np dla DDA ?

8 Ostatnio edytowany przez fiołek alpejski (2019-05-11 23:05:40)

Odp: depresja/dystymia a praca

To jest terapia poznawczo-behawioralna. Ale na razie byłam tylko 4 razy, to może jeszcze nie ma efektów. Daję szansę jeszcze, może trzeba troche poczekać.
Z ojcem mieszkam, bo niestety jest taka potrzeba z pewnych względów. Poza tym on się ma wyprowadzić w przyszłym roku. No i jak pije, to zwykle jest nieszkodliwy, tylko czasami mu bije na mózg, np. coś zniszczy, albo się awanturuje, ale to może ze 2 razy do roku sie zdarza, więc staram sie wytrzymać póki co, bo się pocieszam, ze on sie wyprowadzi. Gdyby sie nie wyprowadził jednak, to ja się wyprowadzę.
Jeszcze nie napisałam, ze jak byłam dzieckiem, to ojciec jeszcze tyle nie pił. Za to był uzależniony od hazardu hmm

9

Odp: depresja/dystymia a praca

Pewnie że trzeba, miałem podobnie w życiu.   Z wszystkiego da się wyjść, praca jest bardzo ważna i przebywanie z ludźmi ale atmosfera w pracy również musi być odpowiednia.   Ile masz lat?  terapii nie przerywaj, jest dla Ciebie teraz najważniejsza.  Zacznij czytać książki dotyczące ludzkiej psychiki "jak przestać się martwić i zacząć żyć" - ściągnij pdfa

Odp: depresja/dystymia a praca

Kalvar25, a mam do Ciebie takie pytanie. Bo widziałam Twój wpis na innym wątku. Tutaj zacytuję fragment:
" Żeby wyjść z nerwicy trzeba ją zaakceptować, zrozumieć i doprowadzić do konfrontacji.. często się to nazywa mentalnym samobójstwem - trzeba dojść do takiego etapu żeby konfrontować się z lękiem na każdej płaszczyźnie, z każdą obawą i każdym objawem, wyjść ze swojej strefy komfortu, ale nie każdy to potrafi bo do tego trzeba odwagi i zrozumienia tego co się z nami dzieje.       Mentalne samobójstwo to nic innego niż stan w którym chory zupełnie jest już zdesperowany i przestaje mu zależeć na tym czy coś się stanie czy nie ale bardzo chce wyjść z tego zaburzenia wtedy też zaczyna się z tym lękiem konfrontować, "
To ostatnie zdanie dość dobrze opisuje mój stan, ponieważ byłam już tak zdesperowana, że poszłam na tą terapię, pomimo, że bałam się dużych kosztów (chodzę prywatnie), jak i oczywiście samego "wywnetrzania sie" przed obcą osobą. Ale postanowiłam zaufać drugiemu czlowiekowi i wyjść ze swojej strefy komfortu, gdzie sie czuję bezpiecznie, ale źle.
No i dalej jestem zdesperowana. Bo widzę, że tak czy tak mi będzie źle, to już wolę posmakować tego nowego "źle", bo starego mam wyżej dziurek w nosie. A może to nowe "źle" będzie ciut lepsze od starego, kto wie.
Teraz tylko się zastanawiam. Czy w szukaniu pracy mam się tym samym kierować? Desperacki skok na głęboką wodę? No moze nie aż tak głęboką wink Ale na tą średnią. Czy raczej metodą malych kroczków - najpierw zacząć od pracy gdzieś w jak najbardziej ukrytym stanowisku (noc w piekarni, czy coś takiego), a stopniowo iść na te bardziej "odkryte", gdzie trzeba kontaktu z ludźmi? Tylko czy to nie będzie za duży szok... Tu permanentna izolacja, a tu nagle ludzie się cisną do mnie i chcą obsługi handlowej. Czy wytrzymam fakt, że ludzie sie na mnie patrzą podczas wykonywania czynności, czy nie zwieję po jednym dniu wink Sama siebie nie znam... Poza tym mam takie dziwne objawy, bo mam kurcze mięśni wokół oczu, ściągam brwi, pojawia sie lekki światłowstręt, oczy mi tak drgają, nie wiem od czego (magnez suplementuję, jak coś). I też nie wiem czy mnie to w pracy nie złapie, bo to dość często mi się robi... To troche głupio sie tak marszczyć w strone klientów, heh. Chciałabym być miła i dobrze pracować, niestety jestem też perfekcjonistką właśnie i bardzo mnie boli fakt, że miałabym jakąś pracę wykonywać źle. Jak ma być źle, to wole tam nie iść. Tylko skąd ja mam wiedziec jak bedzie... Nie moge sie zdecydować na nic hmm

11

Odp: depresja/dystymia a praca

Myślę że taki skok na głęboką wodę to było by zbyt wiele, zacznij może od pracy jako pomoc kuchenna? recepcjonistka w małym hotelu? tam przewijają się ludzie ale nie ma ich tak wielu jak w korporacjach czy dużych firmach.  Masz jakieś przyjaciółki, znajome ? powinnaś od czasu do czasu wyjść gdzieś z nimi, sama wyjść do parku czy do wesołego miasteczka nawet samej.. ale przebywać z ludźmi - nie musisz z nimi nawiązywać kontaktu po prostu zacząć się "oswajać"

12 Ostatnio edytowany przez fiołek alpejski (2019-05-12 00:20:59)

Odp: depresja/dystymia a praca

Wychodzę sama, załatwiam różne sprawy itp., więc to nie tak, że całkiem kontaktu z ludźmi nie mam, bardziej chodziło mi o jakieś bliższe kontakty towarzyskie, bo mam tylko przyjaciela i jedną koleżankę. Może trochę przesadziłam z tą izolacją, bo są ludzie, co mają gorzej ode mnie, jakieś fobie społeczne itp, to ja aż tak nie mam, mogę chodzić po mieście, między ludźmi bez problemu. Może tyle, ze niezbyt to lubię. Zwykle wolę samotność, niż chodzić gdzieś na miasto. Ale jak muszę, to idę.
O pracy w dużej firmie nawet nie myślę.
Recepcjonistka mi się wydaje jeszcze trudniejsza, niż sprzedawczyni, bo tam trzeba być taką "ą, ę". A w sprzedaży to celowałabym do jakiejś małej budki handlowej, np. sprzedaż lodów, pieczywa itp. Żadne Biedronki nie wchodzą w grę.
Ale może zacznę na początek od jakiejś piekarni, czy innego zakładu, żeby było bezpieczniej... Może z czasem się "rozkręcę", poczuję pewniej. Kiedyś byłam pewniejsza siebie, ale to dawno. Choć i byłam też kiedyś mniej pewna, no to też mogę sie tym pocieszać, że bywało gorzej.
Do handlu chciałam głównie temu, że jest dość dużo takich ofert w mojej okolicy, bo idzie sezon turystyczny i nie wymagają tam doświadczenia. A inne oferty, że chcą bez doświadczenia, się pojawiają sporadycznie.
Recepcjonistki - tak, też sporo jest takich ogłoszeń. Czasami nawet bez doświadczenia przyjmują. Ale jak mówię, tam trzeba chyba bardziej mieć "gadane", niż żeby np. sprzedawać te lody, czy coś innego. Chociaż też się zastanawiałam. Praca bardziej prestiżowa i spokojniejsza. Języki też w miarę znam, to powinnam się dogadać. Tylko wątpię, że ktoś by mnie zatrudnił, bo już mam swoje lata, a doświadczenie zawodowe bardzo ubogie hmm I nie tryskam optymizmem, ani nie mam uśmiechu hollywoodzkiej gwiazdy, co najwyżej mogę nogi dość zgrabne pokazywać, bo tak, to pewności siebie mi brakuje, więc urok osobisty pewnej siebie kobiety mnie nie poratuje wink A jednak taka recepcjonistka mi się kojarzy, że musi to być jakaś kobieta z klasą, spokojem wewnętrznym i taka hm... dumna wink Żeby dobrze reprezentowała. Chociaż trochę udawać umiem, tylko że to kosztuje sporo wysiłku. W końcu kiedyś maska opadnie i co... wyjdzie spod tej maski szara, zmęczona i zmiętoszona psychicznie kobieta hmm
Tak że chyba piekarnia mi zostaje, albo na sprzątanie.
Jeszcze nie napisałam, ale zależy mi na pół etatu. Bo wiecej moge nie wydolić na ten moment. I jeszcze z innego powodu, ale juz sie nie bede rozpisywać.

Chcialam jeszcze podziękować Lady Loka za komentarz. Bo ja chyba też nie potrafię ukrywać samopoczucia. Na krotko, to tak, ale na kilka godzin? Obawiam się, że to mogłoby się nie udać...

13 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-05-29 21:01:21)

Odp: depresja/dystymia a praca

Skąd wiesz że ta depresja jest lekka? Byłaś u psychologa? Ja znam osobę która długo się zmagała z rzekomym stresem,że nic jej nie jest..ale w końcu się okazało że to depresja. Zaczęło się branie rożnych leków.A to na ból, a to na bezsenność. Ale nic nie pomagało . Okazało się że to depresja. Chodziła na terapię ale wracając do domu znów zaczęło sie od nowa. Znaleźliśmy dla niej ośrodek leczenia uzależnień i depresji SPAM. Tam jej pomogli .I dlaczego o tym pisze. Zeby mnie lekceważyć depresji.Bo czasem sie wydaje ze to drobiazg,ze mała ze coś tam...A to rożnie bywa ;-(

Odp: depresja/dystymia a praca

Nie wiem juz, psycholożka nie zrobiła mi żadnych testów. Powiedziała o tej "lekkiej depresji lub dystymii" po chyba 2 lub 3 wizycie, po samej rozmowie. Z kolei na tym formularzu depresji Becka, co jest w internecie, mi wychodzi wynik "średnia depresja". To w końcu nie wiem już jaka. Na pewno jednak normalny mój stan nie jest sad Ciągle mi sie chce płakać na przykład. Chociaz moze nie tak zaś ciągle, ale czesto raczej.
Zadzwoniłam na razie na jedno ogłoszenie o pracę. Strasznie sie bałam, zbierałam sie pół godziny,  żeby wybrac numer, ale zadzwoniłam w koncu. I trafiłam na jakiegoś oszusta.
Teraz sie boje jeszcze bardziej sad
Chce wysłać CV przez maila tym razem. Bo to straszny stres z tym dzwonieniem. I do firmy szanowanej w mieście, a nie jakiegoś krzaka.
Tylko obawiam sie, że jak zobaczą taka starą babe bez wiekszego doświadczenia zawodowego, to tylko bedzie "śmiech na sali".
No ale co mam zrobic... Musze jakoś zacząć zarabiac i wychodzic do ludzi.
Głupio może robie, ale chce startowac jednak do (drobnego) handlu. Bo sie boje do produkcji, ze tam bede robic takie mechaniczne czynności, przy których mnie dopadnie myślenie. A jak zaczne myslec, wspomiać, rozpamietywac, myslec o swoim życiu, albo co gorsza rozmyslac o przyszlosci, to bedzie chyba moj koniec... Moze w handlu bede musiała zapierdalac, to zapomne o wszystkim. W końcu sie trzeba skupic na wydawaniu pieniedzy i podawaniu towarów, to sie nie ma czasu na myslenie. A tez i kontakt jest z ludźmi, chociaz nie wiem czy to taki plus, czy raczej minus. Pewnie jedno i drugie. Zależnie kogo licho przywieje.
No a poza tym produkcja jest chyba strasznie nudna. Zmechanizowana taka.
Kiedys pracowalam troche w handlu, bardzo dawno temu to było. Oprócz niefajnych wspołpracowniczek, to nawet mi sie podobało w miare to zajecie. Lubiłam jak klienci przychodzili do sklepu i przełamywalo to nude, i monotonię. Bo jak ich nie było, to tylko stałam i patrzyłam w ściane. Chyba wszystko lepsze, jak takie stanie bezczynnie.
Nie wiem po co to pisze, chciałam sie chyba tylko wywnetrzyc przed kims, zeby poczuć, ze jeszcze istnieję gdzies w społeczenstwie.

15

Odp: depresja/dystymia a praca

Nie wiem co doradzić ale obecność ludzi wydaje się być wskazana. Rób co możesz by wyjść na powierzchnię, nie dopuść do pogorszenia stanu. Każda bliska osoba zwiększa szanse na poprawę i chroni ciebie.
Jutro jest pogrzeb żony mojego znajomego która mając dziecko i będąc z drugim w ciąży powiesiła się. 32 lata.

Odp: depresja/dystymia a praca

Dzieki M@r za to, co napisałes. Dobre slowo, nawet takie z internetu, potrafi być w jakis sposób kojące.
A co do żony kolegi, to przykra sprawa. Zwłaszcza ze wzgledu na dziecko. Troche jej jednak zazdrosze, ze sie juz nie musi wiecej męczyc. Jeszcze bardziej zazdroszcze temu małemu, co sie nie musialo nigdy urodzic. Żal jednak tego, które zostało, osamotnione. Biedactwo. No i męża, o ile ją kochał. Ja, gdybym miała cos sobie zrobić, to bym upozorowała wypadek, żeby rodzina i znajomi sie nie zamartwiali, ze to przez nich, czy coś takiego. Ale widocznie koleżankę tak przycisneło, że o niczym innym nie myslała, tylko żeby cierpienie sie skończyło. Szkoda, ze nie spróbowała zamiast tego jakichś mocnych leków od psychiatry, moze by jej pomogło. Zamiast tego wybrała rozwiazanie ostateczne.
Ja sie wygrzebuje z dołka jakos pomału. Mam taką nadzieje przynajmniej. Ale gdybym nie mogła sobie poradzic, to raczej bede próbowac leków, niż od razu ścieżke ostateczną. Z tym, że rozumiem troche ludzi, którzy to robią. Mysle, ze na ten moment nie miałabym dużych pretensji nawet do kogoś bliskiego, bo teraz to rozumiem, że tak można postąpić. Nie jest to egoizm, ani nic takiego. Jak kiedys myslałam. Bardziej jakby czlowiek znalazł sie w piekle i próbowal jakos z niego wydostać. To normalne, ze człowiek szuka drogi wyjścia. Jeden znajdzie taką, drugi znajdzie inną... Czasem taką, która spowoduje ból u innych ludzi.
Akurat ze mną tak źle jeszcze nie jest.
Masz tez racje, ze bliska osoba trzyma na powierzchni. Niby ludzie tak mówią żeby sie nie przywiązywac za duzo, byc samowystarczalnym, nie potrzebowac innych itp. Tylko czemu tak jest, że widząc przyjaciela, albo nawet jakiąś przyjazną osobe, człowiek sie uspokaja, zaczyna widziec wszystko w innych kolorach, patrzec na siebie i życie jakos przychylniej... A jak nikogo przyjaznego nie ma, to brakuje tego innego, lepszego punktu odniesienia. Najgorzej w ogole, jak same krytyczne, nieprzyjazne, niewyrozumiałe i patologiczne osoby otaczają. Są jak kamienie, ciągnące na dno. Albo jakies wampiry, które wysysają dobrą energie z czlowieka. Wtedy ciężko utrzymać w sobie pozytywne emocje i jakis dobry obraz siebie i ludzi. Jeszcze potrafią dręczyc we wspomnieniach, nawet po latach.

17

Odp: depresja/dystymia a praca

Mimo tej pustki i bólu oraz wypełniającej rezygnacji wiedz, że w życiu czeka cię wiele pięknych chwil. Mimo ciężkich doświadczeń jesteś zdrowa fizycznie, żyjesz w wolnym świecie, możesz korzystać ze wszystkich dobrodziejstw, podziwiać przyrodę i cieszyć się że wspólnych chwil spędzonych wśród ludzi, których może jeszcze nie spotkałaś. Nawet gdyby rzucić wszystko co teraz masz i wyjechać na koniec świata to zawsze będzie to lepsza opcja niż zakończyć wszystko i poddać się. Cofnij się myślami do ludzi dzieci, którym wojny i żywioły odebrały tą szansę którą ty  ciągle masz.

18 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-08-12 14:58:53)

Odp: depresja/dystymia a praca

jak miałam depresję to kupiłam terapię antystresową taka folia bąbelkowa do pstrykania i serio pomogło. W spam znajdziesz wszystko

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » depresja/dystymia a praca

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018