Kolejne złamane męskie serce - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kolejne złamane męskie serce

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

1 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-01-17 21:57:11)

Temat: Kolejne złamane męskie serce

Cześć wszystkim Paniom oraz Panom. Na wstępie zaznaczam, że to będzie bardzo długie i dla mnie niestety bolesne bo muszę sobie to jeszcze raz przypomnieć.
Nigdy w życiu nie sądziłem, że będę kiedyś musiał wejść na takie forum i poszukać sam nie wiem czego? Pociechy? Współczucia? Wsparcia? Może wszystkiego na raz. Postaram się opisać moją historię (których przewija się tutaj bardzo wiele). W każdej z do tej pory przeczytanych znalazłem coś wspólnego z moją historią. Podobny wiek, okoliczności itp. Mimo wszystko coś we mnie dalej nakazuje mi tu napisać o sobie.
Mam 27 lat i za kilka dni kończę 28. Do grudnia byłem szczęśliwym człowiekiem, z ukochaną przy boku, dobrą pracą (może nie ze względu na moje ambicje ale zarabiałem dość dobrze, starczało na wszystkie potrzeby). Za pół roku ślub! Sala zarezerwowana, DJ też, fotograf itp. Zostały pierdoły w stylu garnitury, sukienki i inne pierdoły. Najważniejsze zaklepane, przecież ona się zgodziła, czego chcieć więcej. Rozmowy z teściami odnośnie noclegów, hoteli, transportu, alkoholu. wydaje się, że wszystko mam pod kontrolą. Niestety nie sadziłem wtedy, że coś pęknie. Pęknie tak, że mam wrażenie, że Ziemia na chwilę się rozstąpiła.
Moją byłą narzeczoną poznałem na studiach, będąc wtedy w mega toksycznym związku z apodyktyczną dziewczyną. Od chwili kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem, wiedziałem, że kiedyś będzie moja. Ja wtedy zajęty, ona też, pytanie jak do tego mogło dojść? Ja wyjechałem wtedy do pracy do Niemiec, wróciłem i pod pretekstem poznania kogoś nowego, zerwałem toksyczny związek (który notabene trwał 6 lat, co ciekawe obecny też zakończył się po 6 latach, może to jakieś fatum?). Moja była narzeczona też w międzyczasie pogorszyła swoje relacje z obecnym chłopakiem. Od rozmów na studiach, przez spotkania ze znajomymi staliśmy się parą. Czułem się jakbym Boga za nogi złapał. Dziewczyna piękna, inteligentna, wiedząca czego chce. Myślałem "kurde chłopie, złapałeś anioła, nie wypuszczaj jej nigdy z rąk". Podobało mi się w niej wszystko. Od urody po to jak postrzega świat i czego chce w życiu. Po jakimś czasie zamieszkaliśmy razem. Z racji, że uwielbia koty, ja też lubię zwierzęta, zamieszkał z nami futer o miłym imieniu "mały" (chociaż to kotka jest..). Czego więcej chcieć? Mamy mieszkanie (co prawda wynajęte), kota, siebie. Ja wtedy kokosów nie zarabiałem, ona jeszcze studiowała i było czasem nieciekawie, ale z głodu nie umieraliśmy. Po jakimś czasie jej tata postanowił, że kupi nam mieszkanie bo zwyczajnie nie opłaca się wynajmować. Wow, cudowny gest. Każdy wie ile kosztuje mieszkanie w większym mieście w Polsce. Sielanka trwa, cóż może ją popsuć?
Pojawiają się pierwsze zgrzyty jak w każdym związku. Zanim z nią zamieszkałem była nieciekawa sytuacja, którą sam wywołałem i w wyniku, której moja ex stała się bardzo o mnie zazdrosna. Często (zwłaszcza po alko) potrafiła przywołać te sytuację. Nigdy nie chciałem jej tego do końca wyjaśnić . Nie uwierzyłaby gdybym powiedział jej prawdę no i chciałem ten temat zamknąć. Dla ścisłości, nigdy nie miałem kontaktów z inną kobietą, nigdy z nikim innym się nie umówiłem itp. No cóż, było minęło, jakoś to przeszliśmy.
Kolejny dosyć mocny zgrzyt nastąpił któregoś pięknego dnia między mną a jej ojcem. Podczas wspólnego wyjazdu, późnym wieczorem i po sporej ilości wypitego piwa, jej tata stwierdził, że jestem gorszy od jej córki na każdej płaszczyźnie, nie robię drugich studiów itp. Dosrało mi to strasznie.. myślałem, że on mnie lubi, przecież nigdy mu nie zaszedłem za skórę. Następnego dnia przeprasza mnie za swoje słowa jednak nigdy jakoś nie mogłem ten sytuacji zapomnieć.
Zaczynamy mieszkać w nowym mieszkaniu, jej rodzice dają nam środki na meble i podstawowe rzeczy. Moi dokładką ile mogą i na ile było ich stać. dochodzi do kolejnej nieprzyjemnej sytuacji. Mamy mieć nowe podłogi i ojciec mojej ex postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Jego pierwsze słowa po przejściu przez próg, komentuje "że dalej w tym mieszkaniu wszystko musi robić sam". Autentycznie coś we mnie pęka.. Dawałem z siebie tyle ile mogłem, malowałem po nocach z jej pomocą, załatwiałem co się dało do mieszkania, kupowałem sprzęt agd nawet na kredyt, aby tylko było. a mimo wszystko otrzymuje taki komentarz na wstępie. Przez cały okres robienia remontu przez jej ojca, nie odzywam sie do niego, traktuję jak powietrze. Koniec końców, przepraszam go za moje zachowanie (nie wiem dlaczego tak zrobiłem). Cała ta sytuacja po raz kolejny zostaje mi wypominana przy różnej okazji. Nadmienię tylko, że nie byliśmy parą, która się kłóci. Rzekłbym, że kłócimy się bardzo mało.
Życie płynie dalej, mijają lata od wyżej wymienionych sutuacji. Dojrzewam do decyzji o oświadczynach. Planuję wyjazd nad Balaton, moja partnerka o niczym nie wie. Po magicznym "tak" nad brzegiem Balatonu, o zachodzie Słońca czuję się najszczęśliwszy na świecie! Wracamy do domu jako narzeczeństwo! Moja rodzina zachwyconą bo wszyscy ją polubili a wręcz pokochali. Z jej rodziną tez żyłem jak rodzina, wspólne święta itp.
Moja nam ponad 5 lat razem, zakepujemy wszystko do ślubu sala itp. Wydaje mi się, że wyszło mi w życiu, mam dosłownie wszystko bo mam ją. Nie wiedziałem wtedy, że moje szczęście potrwa tylko chwilę.
Przychodzi jesień roku 2018 i dopier.... mnie jesienna chandra, deprecha. Nie chce mi się dosłownie nic, wkurza mnie praca, obowiązki (w międzyczasie dochodzą nam 2 koty, z tego jeden nie do końca sprawny, którego ja bardzo chciałem adoptować), nie interesuje mnie mój wygląd ani wszystko dookoła. Przestaje  się z moim najlepszym kumplem i zamykam w sobie. Nic tylko praca > dom > komputer. W międzyczasie moja narzeczona próbuje mi jakoś pomóc ale z mizernym skutkiem i jej starania nie trwały jakoś długo. Sama mocno skupia się na sobie, zaczyna uprawiać sport, dalej studiuje (mając już skończony jeden kierunek studiów). Próbuje wyciągać mnie do ludzi. Wychodzi to jako tako, zaczynam się cośtam nawet biegać ale przestaję ze względu na starą kontuzję, której nabawiłem się kiedyś też biegając. Ona jeździ wszędzie na rowerze, praktycznie aż do pierwszego śniegu. Ja latem kupuje sobie też rower, ale nie porywa mnie to tak jak ją, chociaż często razem z nią jeździłem, żebyśmy mieli jakieś wspólne zajęcie.
Mimo słabego nastroju staram się zachowywać normalnie. robi wszystko, żeby była ze mną szczęśliwa. Zakupy żeby nic nie brakowało? Ok nie ma problemu. Potrzebuje ubrań do nowej pracy? Ok chodźmy nie ma problemu. Wyjazd w góry? Chodź jedziemy nie ma problemu. Gdyby się dało kawałek nieba bym jej uchylił i zrobił wszystko. Dawałem jej prezenty drogie i bardzo drogie tylko po to żeby czuła się przy mnie jak księżniczka.
Mimo tego od jakichś 2-3 miesięcy czuję się odtrącany w łóżku. Kiedy miałem ochotę to ona niestety nie. Dodam, że nie jestem jakimś maniakiem erotycznym, nie potrzebuje uprawiać seksu 20x w tygodniu. Zawsze podchodziłem do niej delikatnie, wiedziałem, że ma dużo stresu zw względu na pracę i studia i nigdy nie nalegałem usilnie. No ale zauważyłem, że jest jakiś problem na tej płaszczyźnie. Kupiłem jej bieliznę erotyczną, żeby poczuła się bardziej kobieco. Niestety nic z tego. Myślałem, że może jej brakuje jakichś wyjść do kina albo kwiatów? Kupowałem kwiatki bez okazji, były kina. I co? dalej nic.. Powoli tracę nadzieję, że coś między nami zaiskrzy i zaczyna mi to być obojętne. Raz na czas próbuję ją rozpalić jednak w odpowiedzi dostaję, że "nie bo /szkoła./praca/głowa" itp. Frustracja rośnie, brakuje mi pomysłów co dalej. Nie wiem jak zacząć rozmowę,w końcu przełamuję się i pytam czy tak już będzie? Dostaje w odpowiedzi, że nie wie czemu taka jest może po prostu tak już zostanie. Podświadomie zwalam winę dalej na jej stres i może hormony? może okres jej się zbliża.
Dni lecą nieubłaganie, odwiedzają nas moi rodzice. Rozmowy o weselu, żarty, zwiedzanie wspólnie okolic naszego miasta, spędzamy miło czas. Wieczorem zabieram ją na koncert jednego z jej ulubionych artystów. Jest zachwycona, świetnie się bawi, miło spędzamy czas. W międzyczasie wychodzi z nowymi ludźmi z pracy na piwa, imprezy integracyjne itp. Pozwalam na to bo przecież kocham ją i jej ufam.
Przychodzi początek grudnia, zbliżają się targi ślubne na które miała iść (w międzyczasie zapisała się na lekcje taca bo zawsze miała problem z rytmem i chciała nauczyć się tańczyć). Ja w międzyczasie miałem załatwić nowego DJa bo poprzedni okazał się idiotą. Noc wcześniej kochaliśmy się, wydawało mi się, że się odblokowała, jak sama powiedziała "nie wie o co jej chodziło".
Przychodzi felerny 6 grudnia, Mikołajki... dostaje najgorszy prezent jaki mógłbym sobie wymarzyć w życiu.. W ciągu dnia pytam co z targami, czy idzie z kimś czy sama chce sobie pooglądać wszystko? Dostaje odpowiedź, że nie wie czy ma iść. Zdziwiony dopytuje dostaję odpowiedź, że to nie jest rozmowa na telefon. Zaczynam się wulgaryzm bać o co chodzi. Wracam do domu, jednak kumpel prosi i pomoc przy aucie bo to nagła sprawa. Idę zatem mu pomóc, po czym wracam do domu.
Ona jak nigdy (wróciłem z kolegą, żeby wypic po piwie) nawet nie wyszła się z nim przywitać, dodam, że to ten sam kolega którego olałem przez depreche. Pytam o co chodzi, czemu taka jest ostatnio, czemu nam się w łóżku nie układa od jakiegoś czasu. Dostaje odpowiedź, która wali mnie po mordzie jak nic innego w życiu "Słuchaj ślubu nie będzie".. Zaczynam płakać bo nie wiem co się właśnie wydarzyło. Oświadczam, że dla mnie brak ślubu to koniec naszego związku. To koniec 6 wspólnych lat, najlepszych w moim życiu. W odpowiedzi dostaje wymowne milczenie. Bliski załamania nerwowego biorę podstawowe rzeczy i wychodzę nocować u kumpla. Nie śpię całą noć, bez przerwy szlocham, pijąc piwo za piwem, biore wolne w pracy. Następnego dnia jedziemy z ów kumplem i jego dziewczyną do jej rodziców. nie chcą mnie zostawić samego w obawie przed mną samym, byłem na skraju choroby psychicznej Chyba. Chciałem zasnąć i już się nie obudzić. W nocy leżę u rodziców koleżanki, jest grubo po północy, moja była narzeczona nie daje znaku życia. W obawie przed tym, że coś jej się stało dzwonie do niej. Po kilkunastu nieodebranych połączeniach postanawiam zadzwonić do jej rodziców. Jest środek nocy. Na szybko nakreślam sytuację, są w szoku.. Udaje mi się dodzwonić do jej koleżanki "jest na rynku z koleżanką".. Czyli jest bezpieczna, kłade się spać i leże do rana. Postanawiam wrócić do niej najbliższym możliwym pociągiem. Dzwonie do niej, zaprasza do siebie na rozmowę.
Wpadam do mojego byłego mieszkania i otwiera mi ona. Obojętna, z pustką w oczach, jakby zamieszkał w niej ktoś inny. Zaczynamy rozmawiać. Pytam czemu tak się zachowuje? Co się stało między nami? Na wszystko dostaję odpowiedź "nie wiem". Nie będzie ślubu? nie. Co dalej z nami? nie wiem. Coś złego zrobiłem? nie wiem. Po czym jakby nigdy nic zaczyna sprzątać mieszkanie.. Jakby był zwykły dzień, nic nadzwyczajnego. Pytam jej czemu to teraz robi? Pogadajmy. "sprzątanie mnie uspokaja". Znowu zaczynam szlochać z bezsilności.. Krzyczę na nią żeby się opanowała, przewracam suszarkę na pranie. Mówi do mnie bez tonu emocji żebym się ogarnął bo się mnie boi. Ze łzami w oczach pytam czy czy mnie nie kocha. Milczy. Pytam któryś raz czy mnie przestała kochać. Odpowiada specjalnie, sztucznym tonem "tak przestałam cię kochać. lepiej ci teraz?". Nie wytrzymuje tego psychicznie i wychodzę. Wracam znowu do kumpla, kolejna nieprzespana noc, nie spałem chyba wtedy jakieś 60 albo 70 godzin.
Przychodzi poniedziałek, dostaję od niej sms, że musimy pogadać o jednym z naszych kotów (umowa adopcyjna była na mnie), zgadzam się na spotkanie.
Przychodzę do niej i ona zaczyna płakać, chce się do mnie przytulić, zalewa się łzami, że nie wie co ona zrobiła ale ja jestem miłością jej życia, że żałuje itp Oddaje mi pierścionek ze słowami "nie wiedziałam że kiedyś będe musiała to zrobić". Sam nie wiem co o tym myśleć, zostawiam jej nr. kont do opłat, mówię, że zabiorę swoje rzeczy na dniach i że potrzebuje czasu. Wyszedłem.. może to był mój największy błąd?
Po 2-3 dniach pijany niszczę swój telefon. IDE do niej bo wiem, że mam tam swoje stare telefony. Otwiera mi drzwi, siedzi z koleżanką jakby nigdy nic. Biorę telefon i wychodzę. Po kilku dniach, przespanych kilku godzinach opadam całkiem z sił. zaczynam płakać praktycznie leżąc na chodniku. Nie chce mi się żyć, chciałbym zdechnąć jak najszybciej. Czuje się niepotrzebny, czuję się jak najgorszy robak i wyrzucony śmieć.. Ona to widzi, zaciąga mnie do domu, w międzyczasie dzwoni po kumpla bo zemdlałem (miewam takie akcje, zwłaszcza jak mnie coś mocno psychicznie dojedzie, to po alko potrafię zemdleć). Odzyskuję przytomność, ona mnie przytula, siedzimy na kanapie. Koleżanka wychodzi. Pytam jej co się stało? co takiego zrobiłem? co ona zrobiła? jak do tego doszło? Nie dostaję jednoznacznej odpowiedzi. Bo moi rodzice są po rozwodach, nam też nie wyjdzie. Bo nie mamy wspólnej pasji, nie lubisz ze mną jeździć na rowerze. Siedzisz ciągle w domu, nie chcesz wychodzić. Mimo wszystko dalej w środku wiem, że to nie o to chodzi. W końcu mówi, że całowała się z kolegą w pracy i nie mogłaby po czymś takim wziąć ze mną ślubu. Jestem w szoku ale spodziewałem się tego. Pytam kiedy to było, mówi, że na początku października. Myślę ok, to kurrr... trochę dawno temu. Czuje się jak gówno. Tym razem śpię w jej mieszkaniu, w małym pokoju.  Następnego dnia wstaję, ona też. mówię jej głęboko w oczy "nawarzyłaś piwa to teraz je wypij" i wychodzę. Wracam na noc do kumpla, nie wiem co mam ze sobą zrobić, znajomi ciągną mnie na siłę gdzie się da. Dzwonie do jej rodziców po poradę co mam dalej zrobić , w końcu są dla mnie jak rodzina. Są w szoku ale nie dopuszczają do siebie informacji, że ich córka mnie zdradziła "to pomyłka"  "nie mogło tak być". Próbuje jakoś sobie to pookładać w głowie, muszę iść w końcu do pracy
Wstaję rano idę do roboty (mieszkając u kumpla mijam jej blok codziennie, niedaleko mam garaż podziemny). Moim oczom ukazuje się widok jakiego nie zapomnę do końca swoich dni.. Ona wychodząca z innym pod ręke. Chciałem go zabić ale nie uderzyłem go. On tylko rzuca żebym się uspokoił, ona patrzy na mnie zimnym spojrzeniem, pełnym pogardy. Na odchodne krzyczę "oddaj kur... moje rzeczy". Potem robię cos bardzo głupiego. Dzwonię do jej mamy, nie pamiętam co mówię bo byłem w szoku, wiem, że bardzo bluzgałem i chciałem odzyskać swoje rzeczy, w tym pieniądze które tam zostały i moje wszystkie dokumenty. Po jakiejś chwili wysyłam jej mamie smsa, że ten telefon był nie na miejscu. Po kilku godzinach dzwoni jej ojciec "Ona się ciebie boi, nie chce się z tobą spotkać, odzyskasz rzeczy jak przyjadę tam pojutrze". Szczena mi opadła.. Boi sie mnie? Bo co? Byłem w szoku. Później kolejny telefon, tym razem od niej "mogę przyjść po rzeczy pojutrze jak przyjedzie jej tata" odpowiadam po co ma przyjeżdżać? Jesteśmy dorośli, chyba możemy to załatwić sami. W kilku smsach później ona potwierdza, że możemy to załatwić między sobą. Jej ojciec do mnie dzwoni i na informację, że zabiore wszystko co ja kupiłem słyszę, że nie mam honoru, że chce zostawić jego córkę bez lodówki czy zmywarki.
Wpadam w umówionym dniu po rzeczy, z koleżanką na świadka. Boje się, że jej coś odwali i będzie jakiś problem. U niej też jest koleżanka jako świadek. Grzecznie pytam czy możemy zostac sami, żeby dziewczyny nie musiały wysłuchiwać tych brudów. Ona się zgadza i dziewczyny wychodzą. Mówi mi, że nigdy mnie nie zdradziła, z nikim się nie całowała, koleś z którym wyszła rano to kolega z pracy i nocował u niej po imprezie. Nie komentuje. Ona robi listę rzeczy które mam zabrać i spisuje to.. Jak jakiś notariusz. Przez chwile dyskutuje z nią co z Irobotem za 2500, którego kupiłem żeby było czysto w domu. Jestem alergikiem i mając 3 koty musiałem mieć codziennie odkurzane. Ona odpowiada, że przecież to był prezent i ona mi go nie odda. Nie chce się kłócić o to umawiamy się że zostanie u niej mimo tego, że obecnie nie mam nawet odkurzacza. Przychodzi przeddzień kiedy mam zabrać swoje rzeczy, mieliśmy ustalone, że będziemy sami i załatwimy to na spokojnie, bez świadków i scen. W nocy nie mogę spać i piszę do niej list. Kilka stron pisanych odręcznie co czuje, że mnie boli ta sytuacja, że każda para ma jakieś kryzysy, że trzeba chcieć coś naprawić i wszystko można, że przepraszam jej mamę za moje niestosowne zachowanie. Piszę też że była dla mnie rodziną, nie potrafię tak łatwo tego wszystkiego zostawić. Napisałem, też że będę na nią czekał bo nikogo tak nigdy nie kochałem i na prawdziwą miłość można czekać całe życie..
Przyszedł dzień odbioru gratów. Jakie było moje zdziwienie kiedy w mieszkaniu oprócz jej ojca był jeszcze jej szwagier.. Zamurowało mnie to, myślałem że coś ustaliliśmy. Czułem się jak małpa w cyrku kiedy wynosząc dorobek swojego życia, oni we trójkę przy herbacie żartują sobie z jakichś losowych rzeczy i planują drogę na święta. Jakby nigdy nic. Ja kilka dni temu ich rodzina, dzisiaj przy komentarzach wynoszę wszystko co moje. Dodatkowo usłyszałem "że jak nie oddam jej namiotu (który gdzieś się zgubił) nie dostane telewizora". Ręce mi opadły, dałem jej 200 zł za ten namiot, niech sobie kupi jakiś, ja nie mam ochoty go nawet szukać. Wtrącił się też jej szwagier "no co, rzecz za rzecz, nie ma namiotu nie ma telewizora". Ona co chwila wypominała "ej to jest moje, czemu to zabierasz". Brałem wszystko co wydawało mi się moje, chciałem stamtąd uciec jak najszybciej.Na odchodne dostałem pytanie kiedy zabiorę kota? (kotka jest po wypadku, i sika kiedy zaśnie, trzeba jej poświęcać sporo uwagi). Odpowiedziałem, jak tylko będe miał dla niej warunki. Póki co mogę dać Ci kase na jej jedzenie i leki. Spotkałem się z gniewem, że ona nie ma czasu na kota, nigdy nie chciała mieć trzeciego i co to ma być. Wtrącił się jej ojciec, że on kotkę zaraz spakuje do kartonu i wystawi przed balkon na mróz. Dodam, że moja była to miłośniczka kotów, jak widać chyba tylko tych pięknych i zdrowych.. Zabrałem graty i ewakuowałem się stamtąd jak najszybciej.
23 grudnia, dzień przed wigilią dostaję od niej sms "przepraszam za wszystko, bardzo tego żałuje". Nie wiem co mam sobie myśleć, odpisuje, że takie jest życie no i trudno. Potem pisze do mnie, że ma jakiegoś psychologa z polecenia, że musi się ogarnać i zobaczyć czego ona chce w życiu. Dodaje, że jeśli jestem miłością jej życia to kiedys jeszcze będziemy razem. Na końcu że mnie kocha.
W wigilię piszę do niej, że nie może tak ze mną postępować, myślałem że święta to czas cudów i coś się w niej zmieni, że zechce wrócić. Nic z tego "najpierw musze sprawdzić czego sama chcę" pisze do mnie. Święta mijają mi w podłym nastroju mimo pocieszania mnie przez rodzinę.
Umawiam się z nią na sobotę, zabieram kota do rodziców. Wpadam do niej do mieszkania. Żal, smutek, przytulanie się i całowanie. Bogu dzięki opamiętała się. To były najgorsze tygodnie w moim życiu, teraz będzie lepiej. Jemy wspólne śniadanie. Mimo wszystko pytam kim jest ten gość który z nią wychodził. Kolega z pracy, nocował po imprezie, do niczego nie doszło. Twierdzi, że musi zerwać z nim kontakt żeby sobie nie robił nadzei. Stawiam sprawę jasno - nie będę się bawił w trójkąty, nie pozwolę sobie na takie coś. Jeżeli chce ze mną być to musi z nim zerwać jakikolwiek kontakt. Inaczej nie wyobrażam sobie powrotu. Zostawiam jej list który napisałem kilka dni wcześniej, żeby wiedziała co do niej czuje. Odwożę ją na miasto, na pożegnanie czule mnie całuje. Wow, jest przełom, wszystko się ułoży. Niestety popołudniu dostaję od niej telefon "spotkajmy się wieczorem musimy pogadać". Wpadam wieczorem na herbatę. "Słuchaj mój tata sprzeda to mieszkanie jeśli do siebie wrócimy, nie wiem po co im to mówiła". Czuję się jak śmieć. Mieszkanie jest więcej warte niż ja. Zdanie jej ojca jest ważniejsze niż miłość do mnie. Wychodzę mówiąć, żeby robiła co chce i nie można tak się bawić uczuciami.
Sylwester, piszę do niej o 12, że życzę jej żeby była szczęśliwa. W odpowiedzi dostaję wiadomość, że życzy mi tego samego.
Umawiam się z nią na kolejną sobotę, zabieram kota. Wpadam po niego, wszystko już przygotowane (skandalicznie złe warunki drogowe a przede mną jakieś 320km do domu rodziców). Po wszystkim na odchodne po długim patrzeniu jej głęboko w oczy pyta mnie czy mam jej coś do powiedzenia, odpowiadam, że już wszystko jej napisałem w liście. Pytam jej czy może ona coś chce mi przekazać. "Tak, myślę o tym wszystkim". Wychodzę, jednak kotka z nerwów posikała się w transporterze dlatego muszę wrócić, żeby zmienić jej podkład. Bez problemu jestem zaproszony do środka. W tym momencie dostaję kolejnego kopa w mordę. Kiedy schylałem się żeby zawiązać buty widzę jej telefon i to że dzwoni w tym momencie do niej jej nowy kolega. Myślałem w tamtej chwili zemdleje. Pytam co to ma znaczyć? Co to za manipulacja mną? Co to za wyznania miłości skoro ona dalej utrzymuje z nim kontakt. Kazałem jej spalić ten list bo nie życzę sobie żeby jej nowy koleżka czytał kiedykolwiek tak intymne rzeczy jakie jej tam napisałem. W odpowiedzi mówi "to nie jest mój kolega" - czyli jest to jednak ktoś więcej.. Wyjeżdżam, po chwili sms od niej "jedź ostrożnie proszę". Nie odpisuje.
Po powrocie od rodziców piszę do niej że będzie potrzebna mi książeczka zdrowia kota której zapomniałem zabrać. Napisałem, że bardzo źle zniosła podróż i bardzo się boi nowego miejsca. Odpisuje, że się tym przejmuje itp. Mamy się spotkać po książeczkę, odbieram ją jakieś 2 3 dni później. Po wejściu wita mnie słowami "oglądałam właśnie nasze wspólne zdjęcia", zachowawczo odpowiadam, że mnie to nie interesuje i że przyszedłem tylko po rzeczy dla kota.
W ciągu następnym 2, 3 dni piszemy kilka smsów o zdrowiu futrzaka, wysyłam jej zdjęcie jak moja kotka leży koło mega agresywnej kotki moich rodziców, dopisując "wszystko jest możliwe", ona odpowiada "faktycznie wszystko jest możliwe" chyba to nadinterpretowałem jako aluzje o nas.
Przychodzi początek stycznia, nie widuję jej ani nie utrzymuje kontaktu (co jest trudne bo chwilowo mieszkam tylko kilka bloków od niej i codziennie idąć i wracając z pracy widzę jej okna). Współlokatorka namawia mnie na bieg na 5km w ramach WOSP, zgadzam się bez dwóch zdań bo od jakichś 3 tygodni ostro wziąłem się za siebie i żeby o tym wszystkim nie myśleć, staram się maksymalnie zmęczyć fizycznie. Zapisany już na bieg wraz z koleżanką czekam na niedzielę i ten cały bieg. W przeddzień sms od współlokatorki że moja była też się tam zapisała.. Co ciekawe koleżanka napisała mi też że nie widzi żeby ona biegała ostatnio (brak aktywności na aplikacjach strava oraz endomondo). Pytanie po co miała się tam zapisać? Żeby mnie spotkać? Żeby zagadać do wpółlokatorki, która do czasu naszego rozstania była jej bliską przyjaciółką teraz moja była w ogóle się do niej nie odzywa? Łeb mi pękał od domysłów. Zablokowałem ją gdzie się dało jakiś czas temu i nie wiem co się z nią dzieje.
Przychodzi dzień biegu, na starcie grubo ponad 1000 osób, mam głęboką nadzieję, że jej tam nie spotkam. Jakie było moje zdziwienie gdy na starcie zobaczyłem jej nowego kolegę, wypatrującego jej w tłumie. Coś we mnie pękło, zdechła reszta szacunku do niej i do samego siebie. Jak mogłem być tak głupi i liczyć na to że ona się kiedykolwiek opamięta i nie zatraci się w jakimś uczuciu do innego...
Dzień po biegu poprosiłem ją o zwrot moich naczyń, garnków i innych mi potrzebnych rzeczy. Ok, da mi znać jak wróci z pracy. Wieczorem idę do niej, w siatce dostaję jakieś plastikowe pojemniki, 3 konserwy i pare zupek chińskich.. "Gdzie moje naczynia? garnki? potrzebne mi to wszystko" "Jak znajdę coś jeszcze co jest twoje oddam ci to" rzuca chłodno, jakbym był mordercą i jak w ogóle śmiałem tutaj przyjść. Wychodzę bez słowa.
Tak właśnie wyglądało moje ostatnie 1,5 miesiąca. Koszmar, który trwa i nie mogę się z niego obudzić. Zrobiłem w głowie małe podsumowanie.
Czego najbardziej żałuję? Tego, że tak łatwo się poddała. Że pod 2 tygodniach już szła za ręke z innym. Rozpad związku leży po obu stronach jednak nie czuję był zrobił coś aż tak podłego żeby miała chęć ode mnie odejść. Brak seksu? Są specjaliści, może to jakaś depresja, może hormony, może choroba, może jeszcze co innego. Żałuję że odeszła jak tylko w związku pojawiła się codzienność, stagnacja. Nie mamy już po 15 lat żeby codziennie na widok drugiej osoby mieć motyle w brzuchu. Żal mi tego jak potraktowała mnie robiąc ze mnie cyrk przy wyprowadzcce. Żałuję że bawiła się moimi uczuciami mieszając mi w głowie, że mnie kocha i żałuje. Zwykłe puste, gówno warte słowa. Zero czynów które miałyby nakłonić do powrotu do niej.
Czego mnie to wszystko nauczyło? Że byłem od niej uzależniony. Jej szczęście miało być moim, ją stawiałem zawsze na pierwszym planie, chciałem jej dać wszystko, żeby miała ze mną jak w niebie. Widocznie chciałem chyba tego za bardzo bo do tanga przecież trzeba dwojga. Nie można tylko dawać bez brania czegoś od drugiego człowieka.
Co dalej mam zamiar zrobić? Nie wiem, piekielnie boję się przyszłości. Na ten moment nie wyobrażam sobie szukania kogoś nowego, nie potrafiłbym się zakochać. Zawsze byłem bardzo nieśmiały wobec kobiet a teraz to już w ogóle chyba nie umiałbym poznać kogos nowego. Nabawiłem się masy kompleksów które chce wyleczyć (dentysta, dermatolog itp). Boję się wyprowadzki od kumpla, do pustego mieszkania gdzie będę sam z kotem. Boję się tej ciszy. Nie mogę patrzeć na wszystkie moje rzeczy, które mam bo kojarzą mi się z nią. Komputer, samochód, piosenka w radiu, wszystkie myśli krążą wokół niej. Staram się to od siebie odpychać z lepszym lub gorszym skutkiem. Zapisałem się na zawody biegowe na 2 miesiące do przodu, żeby trenować i starać się męczyć fizycznie. W dalszym ciągu mam problemy ze snem. Najgorsze są koszmary. Zawsze taki sam scenariusz, noc w noc to samo. Przychodzę do jej mieszkania a tam ona ze swoim nowym chłopakiem szydzą ze mnie. Budze się zlany potem i już nie mogę spać. Do tego kompletny brak apetytu. Staram się jakoś zmieniać swoje życie, kupuje nowe ciuchy żeby nie chodzić w tych które kojarzę z nią, dbam o siebie. Ale dalej muszę się do tego wszystkiego mocno zmuszać.
Czego oczekuje od życia? Nie wiem. Chciałbym móc o tym jakoś szybko zapomnieć i żyć dalej. To będzie zajebiście trudne bo nadal ją kocham

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-01-17 21:58:14)

Odp: Kolejne złamane męskie serce

W połowie poległem, po drugim zdaniu wiedziałem że będzie inny misiek. Podziękuj mamie że wychowała lamusa, wpoiła mu że dziewczynki się szanuje bo one to lubią, nie one lubią się puszczać, bo pogoda nie taka, bo nam się nie układa i takie tam bzdety. Miałbyś jaja, ale wiedziałem że nie masz, to dałbyś mu w ryj , przynajmniej minimalnie w jej oczach nie byłbyś frajerem, no ale zostałeś i nic tego już nie zmieni. A dodam że pewnie jeszcze będziesz wracał do niej jak bumerang jeśli sobie o Tobie przypomni, oby dla Ciebie sobie nie przypomniała. Rada? Co by się nie działo nie odzywaj się albo bądź jak wulgaryzm. A w domu sobie sam płacz jak nikt nie widzi, rok czy dwa. Tacie też podziękuj że dał na wychowanie mamusi synka.

3

Odp: Kolejne złamane męskie serce

No cóż, rodzina mnie nauczyła szacunku do drugiego człowieka, kobiety cze mężczyzny. Przykro mi tak zostałem wychowany i pewnie też jestem taki a nie inny smile
Czemu mu nie dałem w morde? Z dwóch powodów. Po pierwszy nie tykam gówna. Drugi to taki, że na 100% zadzwoniłaby na policję ze pobiłem gościa a wpier... innemu człowiekowi niestety umiem. Po co mi ten problem? Po co mi ciąganie się po sądach? Żyjemy w czasach gdy za zabójstwo idzie się na 1,5 roku a naruszenie netykalności i rozbój to ciężkie przestępstwo. Mimo wszystko dziękuję za komentarz, potrzebuję nawet tych gorzkich słów żeby coś w sobie zmienić.

4

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Oj chłopie, no tak to bywa z tymi związkami nierzadko.


profesor snape napisał/a:

Czego mnie to wszystko nauczyło? Że byłem od niej uzależniony. Jej szczęście miało być moim, ją stawiałem zawsze na pierwszym planie, chciałem jej dać wszystko, żeby miała ze mną jak w niebie. Widocznie chciałem chyba tego za bardzo bo do tanga przecież trzeba dwojga. Nie można tylko dawać bez brania czegoś od drugiego człowieka.

Brawo.


profesor snape napisał/a:

Co dalej mam zamiar zrobić?

Zapomnieć. Odetnij się całkowicie.

5

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Otrzyj łzy, profesorze snape i przyjmij do wiadomości, że twój związek dobiegł końca.

Po prostu.

Nawet lepiej, bo jak ciebie narzeczona i jej rodzina na tym etapie nie szanuje, to co by było dalej?...

6

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Za prędko wskoczyłeś z nią do łóżka.
Dla mnie to oczywiste.
Nie zdążyliście się dobrze poznać.
Łączył Was tylko seks. Gdy go zabrakło, związek się zaczął rozpadać. Ale to musiało nastąpić.
Nie bez powodu kościół każe czekać.
Zmarnował byś rok, a nie sześć.

7

Odp: Kolejne złamane męskie serce

@up
Co gość big_smile

8

Odp: Kolejne złamane męskie serce

A może tak to jest ja się buduje szczęście na czyimś nieszczęściu ?

9

Odp: Kolejne złamane męskie serce
GwiezdnyPył napisał/a:

A może tak to jest ja się buduje szczęście na czyimś nieszczęściu ?

Nie do końca rozumiem.

10

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Tego, że tak łatwo się poddała. Że pod 2 tygodniach już szła za ręke z innym. Rozpad związku leży po obu stronach jednak nie czuję był zrobił coś aż tak podłego żeby miała chęć ode mnie odejść. Brak seksu? Są specjaliści, może to jakaś depresja, może hormony, może choroba, może jeszcze co innego.

Widzę że nadal się łudzisz co do niej. "Brak sexu" miałeś Ty nie ona, naprawdę uważasz że ona z "kolegą" tylko się całowała? wierzysz w to? Ona Ciebie zdradziła a cała reszta to zwykłe mydlenie oczu, chciała się wybielić w Twoich oczach, rodziców, znajomych.

Żałuję że odeszła jak tylko w związku pojawiła się codzienność, stagnacja.

Nie żałuj tego bo to jest nieprawda, ona nie odeszła od Ciebie, ona odeszła do innego.
Przejrzyj na oczy, dopiero wtedy będziesz mógł zrozumieć że byłeś manipulowany.

11

Odp: Kolejne złamane męskie serce
maku2 napisał/a:

Tego, że tak łatwo się poddała. Że pod 2 tygodniach już szła za ręke z innym. Rozpad związku leży po obu stronach jednak nie czuję był zrobił coś aż tak podłego żeby miała chęć ode mnie odejść. Brak seksu? Są specjaliści, może to jakaś depresja, może hormony, może choroba, może jeszcze co innego.

Widzę że nadal się łudzisz co do niej. "Brak sexu" miałeś Ty nie ona, naprawdę uważasz że ona z "kolegą" tylko się całowała? wierzysz w to? Ona Ciebie zdradziła a cała reszta to zwykłe mydlenie oczu, chciała się wybielić w Twoich oczach, rodziców, znajomych.

Żałuję że odeszła jak tylko w związku pojawiła się codzienność, stagnacja.

Nie żałuj tego bo to jest nieprawda, ona nie odeszła od Ciebie, ona odeszła do innego.
Przejrzyj na oczy, dopiero wtedy będziesz mógł zrozumieć że byłeś manipulowany.

Pewnie masz rację. Głupi byłem że wierzyłem w bzdury które mi opowiada. Zawsze chciała mieć dobrą opinię i pewnie bała się, że prawda wyjdzie na jaw.

12

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Nie myśl o tych dobrych chwilach ale o tych złych a z czasem zobaczysz że nie było tak kolorowo.

13

Odp: Kolejne złamane męskie serce
I_see_beyond napisał/a:

Otrzyj łzy, profesorze snape i przyjmij do wiadomości, że twój związek dobiegł końca.

Po prostu.

Nawet lepiej, bo jak ciebie narzeczona i jej rodzina na tym etapie nie szanuje, to co by było dalej?...

Święte słowa smile

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

14

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Dużo już tutaj usłyszałeś i nie ma sensu nic dodawać . Zostałeś wydymany ze tak to nazwę i zacznij układać swoje życie na nowo . Nie szukaj z nią kontaktu bo nie jest tego warta . Tamten dodał oliwy do ognia i stad ta jej niechęć do Ciebie na każdej płaszczyźnie . Ktoś tutaj wyżej napisał zes parówka bo w mordę tamtemu nie dałeś ale co to by dało ? Nic a nic . Nie wyszedł byś na bohatera w oczach swojej już ex bo o tym co przeczytałem ostatnimi czasy byłeś ścierka . Nie jesteś jeszcze taki stary by bać się przyszłości . Ogarnij najpierw siebie i zawijaj wszystko co możliwe do zgarnięcia bo Ona będzie robiła to samo . Czas zrobi swoje i głowa do góry . Będzie dobrze .

15

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Współczuje bo wiem co musisz przechodzić. To ze był ktoś inny było do przewidzenia. Jej zachowanie tez standard. Przejrzałeś ja i tylko zafundowales jej problem bo planowała trzymać dwie gałęzie.
Znajdź aktywność i rzeczy których z nią nie dzieliles. Może boks? Obrazy będą wracać długo. Na pewno się odetnij i wyprowadź byś nie musiał na nią wpadać.

16

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Już prawie wszystko zostało powiedziane, ale dodam - taki scenariusz jak Twój ma miejsce w wielu związkach. Nie rozbijaj tego na czynniki pierwsze typu co ona czula na poczatku listopada, a co mowila w grudniu, a co przef Sylwestrem.
Historia jest dosć prosta: Był sobie związek, dość szczęśliwy, potem wchodzi Twoja mini depresja, ona robi sie oschła, mimo planów ślubnych okazuje sie że ona kogoś poznala i choć wydaje sie pogubiona to jest pewna że nie chce być dłużej z Tobą.
I nieważne co na to jej Tatuś i Twoj Kot, było minęło, myśl o przyszłości i ciesz sie, bo lepiej sie rozstać pół roku przed niż po ślubie.
Powodzenia
P.S. Akcje wyżalania sie niedoszłej teściowej mogłeś sobie darować.

17 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-01-18 20:56:06)

Odp: Kolejne złamane męskie serce
profesor snape napisał/a:
GwiezdnyPył napisał/a:

A może tak to jest ja się buduje szczęście na czyimś nieszczęściu ?

Nie do końca rozumiem.

Wydaje mi się, że to nawiązanie do tej części Twojej wypowiedzi:

profesor snape napisał/a:

/.../Moją byłą narzeczoną poznałem na studiach, będąc wtedy w mega toksycznym związku z apodyktyczną dziewczyną. Od chwili kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem, wiedziałem, że kiedyś będzie moja. Ja wtedy zajęty, ona też, pytanie jak do tego mogło dojść? Ja wyjechałem wtedy do pracy do Niemiec, wróciłem i pod pretekstem poznania kogoś nowego, zerwałem toksyczny związek (który notabene trwał 6 lat/.../

Może Twoja była narzeczona nie znalazła dobrego pretekstu albo nie potrfaiła wyjawić prawdy, albo miała wątpliwości lub skrupuły, co jej utrudniało, żeby zakończyć Waszą relację szybkim cięciem, tak jak Ty to zrobiłeś ze swoją poprzednią partnerką i dlatego tak to się niepotrzebnie przeciągnęło. Swoja drogą, zachodzę w głowę, dlaczego potrzebowałeś aż 6 lat, żeby dojść do wniosku, że Twój poprzedni związek jest toksyczny i trzeba go zakończyć. Bo oczywiście to był czysty przypadek, że chwilę wcześniej wpadła Ci w oko późniejsza dziewczyna, którą postanowiłeś zdobyć.
Może odrobinę pomoże Ci zrozumieć motywy i zachowanie swoją już byłej narzeczonej, gdy przeanalizujesz swoje zachowanie sprzed 6 lat.

18

Odp: Kolejne złamane męskie serce

zauroczyła się w innym - nic nie poradzisz.
Przyczyna? w niej samej lub w waszym związku. Twój opis jasny dla mnie- 2 niejasności:
1 to sytuacja, w której straciła do Ciebie zaufanie- nie kupuję tego- że w prawdę by nie uwierzyła
2. to depresja - niby bez powodu- jak piszesz Ty się pierwszy zamknąłeś w sobie- a potem chyba Ona na Ciebie? chyba taka była kolejność.
Przyczynę tej depresji, myślę że znajdziesz jak poszukasz.
Ogólnie współczuję.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

19

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi! Wiele to dla mni znaczy. Slowem zwieńczenia. Biorę się w garść, temat mojego związku jest zamknięty i nie mam czego tam szukać. Sobie i wszystkim porzuconym życzę szybkiego powrotu do żywych i ułożenia sobie szczęśliwego życia.

20

Odp: Kolejne złamane męskie serce
Szary80 napisał/a:

Dużo już tutaj usłyszałeś i nie ma sensu nic dodawać . Zostałeś wydymany ze tak to nazwę i zacznij układać swoje życie na nowo . Nie szukaj z nią kontaktu bo nie jest tego warta . Tamten dodał oliwy do ognia i stad ta jej niechęć do Ciebie na każdej płaszczyźnie . Ktoś tutaj wyżej napisał zes parówka bo w mordę tamtemu nie dałeś ale co to by dało ? Nic a nic . Nie wyszedł byś na bohatera w oczach swojej już ex bo o tym co przeczytałem ostatnimi czasy byłeś ścierka . Nie jesteś jeszcze taki stary by bać się przyszłości . Ogarnij najpierw siebie i zawijaj wszystko co możliwe do zgarnięcia bo Ona będzie robiła to samo . Czas zrobi swoje i głowa do góry . Będzie dobrze .

Szary ma 100%racji, powodzenia, szczerze  życze byś nastepnym razem trafił lepiej i znalazł szczęście!

21

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Pozwolę sobie dodać jeszcze jedną rzecz. Po dzisiejszej wizycie u urologa mam podejrzenia raka jądra. Pytanie skąd wziąć siłę na życie? Chyba potrzebuje wsparcia bardziej niż mi się wydaje.

22

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Siłę na życie znajdziesz wtedy, kiedy diagnoza się potwierdzi.
Teraz możesz się najwyżej bać, i pilnie diagnozować dalej.
Czy masz wytyczne od lekarza co do dalszego postępowania ? Czy wiesz już jakie i kiedy, czekają Cię badania ?
Czy masz dostęp do innego specjalisty z którym mógłbyś skonsultować te podejrzenia ? Na czym się konkretnie opierają ?

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

23

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Mam zalecenie usg (chociaż dzisiaj tez miałem), badania w kierunku nowotworu (markery nowotworowe). Jeszcze tego z nikim innym nie konsultowałem, chciałbym zacząć od badań.

24

Odp: Kolejne złamane męskie serce
profesor snape napisał/a:

Pozwolę sobie dodać jeszcze jedną rzecz. Po dzisiejszej wizycie u urologa mam podejrzenia raka jądra. Pytanie skąd wziąć siłę na życie? Chyba potrzebuje wsparcia bardziej niż mi się wydaje.

Współczuję.
Wydarzenia w życiu w ostatnim czasie nie rozpieszczają Ciebie.
Masz wokół siebie ludzi, z którymi możesz pogadać? Pisałeś o kumplu, a może rodzina, rodzice, rodzeństwo?

Skąd wziąć siłę na życie? Z wewnętrznej ciekawości tego, co będzie za zakrętem.

25

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Idź jak najszybciej na badania. A tak z ciekawości jakie miałeś objawy, że wybrałeś się do specjalisty? USG co wykazało?

Zbieg okoliczności paskudny, może za dużo stresu. Nie miałeś wcześniej żadnych objawów?

26

Odp: Kolejne złamane męskie serce
profesor snape napisał/a:

Mam zalecenie usg (chociaż dzisiaj tez miałem), badania w kierunku nowotworu (markery nowotworowe). Jeszcze tego z nikim innym nie konsultowałem, chciałbym zacząć od badań.

Proszę zrób to jak najszybciej i daj znać czy podejrzenia się potwierdziły.
Sama 2 razy chorowałam na raka i chętnie Ci pomogę, o ile będzie to w mojej mocy, a Ty będziesz sobie tego życzył.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

27

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Dziękuję za słowa wsparcia. Co do objawów to od jakiegoś czasu odczuwalem przewlekły ból w męskich okolicach, doszedł ból pleców no i wybrałem się do urologa. USG wykazało zmiany na lewym jądrze. Moze to być torbiel, żylak a może i rak. Mam wsparcie u kolegi, rodziny nie wtajemniczam, dużo stresu zafundowałem moim zostaniem. Co do ciekawości co przyniesie życie? Przestało mnie to kompletnie interesować i mam wrażenie że za chwilę osiągnę dno.

28

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Stres okropnie odbija sie na organiźmie, osłabia odporność i aktywuje różne choroby.
Dbaj o siebie, o swój psychiczny komfort, resetuj głowe i myślenie w możliwie najlepszy, zdrowy sposób.
Mój przyjaciel ma usuniete jądro, właśnie z powodu raka, jest mężem, ojcem i wszystko układa sie dobrze.
Powodzenia!

29

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Ktoś pisał kilka postów wyżej, żebym poszukał w sobie powodów mojej depresji, załamania. Chyba go dzisiaj odnalazłem, bo pytałem lekarza czy to co mi jest ma wpływ na moje samopoczucie. Stwierdził, że oczywiście, w końcu jądra biorą udział w gospodarce hormonalnej. Szkoda, że wszystko dopiero teraz układa się w jakąś gównianą całość.

30

Odp: Kolejne złamane męskie serce

Mialem b. podobną historie. Tylko nigdy nieprzyznala sie do kochanka, ale wszystko inne podobne. Ciesz sie, ze sie z nia nie ozeniles, ja niestety popelnilem ten błąd. Przeszedłem przez to samo.Pieklo na ziemi. Teraz ciężko bedzie juz mnie zranic.. Dam ci rade, zapomnij o tej, delikatnie powiem, dziwczynie. Jak? Silownia, duzo silowni, umawiaj sie z dziwczynami (Tinder, swietna sprawa). Uwierz mi, twoja ex nie jest jedyna dziwczyną na swiecie, chociaz twoj umysł wkreca ci takie bzdury. Odetnij sie całkowicie. Moze sie zdarzyc, ze bedzie chciala wracac, niepozwol jej ABSOLUTNIE na to. Będziesz mogl to zrobic jedynie, kiedy stanie ci sie obojetna, a to napewno nie szybko. Spokojnie, ja po 11 fajnych  latach tez dostalem z buta w ryj, i dalem sobie rade. Niebadz pi.. z.. a! baby takich nielubia. Twoja ex dostanie jeszcze w zyciu tak, ze za toba bardzo zateskni (moja bardzo teraz teskni ma depre, placz i zgrzytanie zebami, ogólnie mega dramat) olej to, to nie twoja sprawa. wtedy ona cie niechciala, teraz oddaj jej tym samym. i pamietaj, w zadnym wypadku sie z nia nie kontaktuj, to ja najbardziej zaboli.. uwiez mi, wiem co mówię.. dasz radę, one naprawdę nie sa tego warte!

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kolejne złamane męskie serce

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018