Witam! To mój pierwszy temat tego typu, bo naprawdę nie wiem co mam o tym myśleć. Niecałe 2 miesiące temu poznałam faceta. Otóż nasze pierwsze spotkanie przebiegło bez zarzutu, normalna rozmowa, wydał się fajnym, trochę nieśmiałym gościem (co zresztą sam przyznał), poprosił o numer, ok. I tu się zaczyna karuzela... Przez ten cały tydzień od poznania do pierwszej randki obsypywał mnie komplementami (facebook, sms), tych wiadomości było naprawdę dużo, dość szybko wkroczył też na tematy seksu i swoich fantazji i upodobań. Ja należę raczej do wyluzowanych kobiet, których takie tematy nie krępują, więc prowadziłam z nim takie delikatne rozmowy, ale też nie przepadam za facetami, którzy obnoszą się ze swoimi seksualnymi zamiarami
Nieśmiały?? nie wygląda - myślę sobie... Oczywiście przez ten cały czas był bardzo kulturalny i naprawdę dobrze mi się z nim rozmawiało.
Pierwsza randka - naprawdę super, bez zarzutu. W połowie randki próbował mnie pocałować, ale 'nie dałam się'. Po randce ponownie - lawina wiadomości w kolejnych dniach: co robi, co planuje, co lubi, jaka jestem super, że spotkał chyba swoją soulmate. Czaruś? Desperat? Szczery? Z dystansem podchodziłam do tego, bo wiadomo, że to takie nic nieznaczące chick crack, ale oczywiście to wszystko było bardzo miłe.
Na trzeciej randce pocałował mnie (cały drżał, źrenice jak pięciozłotówki) i zaproponował żebyśmy byli razem. Moja reakcja - uśmiech na twarzy, a w głowie "wtf?''. Powiedziałam mu aby przystopował, gdyż wolałabym go najpierw bliżej poznać i że to trochę niepoważne z jego strony. Zaprzeczył, powiedział, że on to po prostu czuje i że traktuje mnie poważnie i że nie chodzi o seks tylko naprawdę ma nadzieję, że to może w końcu jest to, czego zawsze szukał! No bardzo ładnie to wszystko brzmi, ale litości... Na kolejnych spotkaniach coraz bardziej się kleił, ale też dużo opowiadał o sobie, swoim życiu, planach. Gdzieś tam dało się wyczuć, że chwilami jest nieśmiały, trochę wrażliwy, że podobam mu się. Z mojej strony chęć do rozwijania tego, ale też dystans jeśli chodzi o angażowanie się emocjonalne.
Po jakimś miesiącu doszło między nami do seksu - ja podeszłam do tego na luzie, chociaż przyznam, że nie zdarzyło mi się nigdy wcześniej iść z kimś do łóżka po tak krótkim czasie, no ale tak chciałam, polubiłam go i pociągał mnie fizycznie, więc to zrobiłam. On po wszystkim szczęśliwy, ale też zawstydzony, od razu nakrył się kołdrą
Nie mógł zostać na noc, bo powiedział, że nie ma ciuchów na zmianę, ani niczego ze sobą, a nie lubi tak.. i że ma rano jakieś tam sprawy do załatwienia. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam: faktycznie nieśmiały i to są jego powody czy dostał czego chciał i się zmywa? Obeszło mnie to, bo nikt normalny nie idzie do łóżka po miesiącu licząc na coś więcej, więc i ja nie liczyłam.
W kolejnych dniach znowu rozmowy, komplementy, pytał jak mi się w łóżku podobało, czy się wywiązał, że jemu było super i że jest szczęśliwy itd. Przedstawił mnie najlepszemu przyjacielowi i jego dziewczynie.
No i niby wszystko super, ale z mojej strony w środku zgrzyt - że za szybko to wszystko, że co jak się zaangażuję, a on okaże się nie taką osobą jaką sobie wyobrażałam, że chcę go poznać bez wkręcania się w 'wir miłości'. No wiecie o co chodzi.. Może za bardzo analizuję?
Po jakimś tygodniu doszło do kolejnego seksu, z tą różnicą, że tym razem mieliśmy mało czasu i wyszło tak, że on został zaspokojony, a ja nie. Może przesadzam, ale liczyłam chociaż na żartobliwy tekst, pt, ,,przepraszam, następnym razem ci to wynagrodzę'', a tymczasem nic takiego nie nastąpiło i nawet nie było czasu aby pogadać, bo on musiał iść. Czułam jakieś takie zawstydzenie znowu z jego strony, lekki dystans - ciężko ocenić. Sms - było cudownie i że dziękuje za miłą noc, itd. Odezwałam się do niego za jakiś czas na facebooku, że dobrze mi z nim, ale nie podobało mi się jego zachowanie, bo uznaję tylko seks satysfakcjonujący dla obu stron i że to chyba wszystko za szybko się dzieje (po prostu nie chcę być seksualną zabawką bez własnej satysfakcji z tego, to było jakieś takie odruchowe wycofanie z mojej strony). On na początku nie był zadowolony, że chcę to 'przystopować', ale po chwili przyznał, że on też się trochę dziwnie czuje, że to wszystko tak szybko się rozwija i że wie że to jego wina, bo naciskał. Dodał, że nie powinnam mówić mu takich rzeczy na fejsie. Wyczułam, że jest urażony, styl rozmowy się zmienił. Powiedziałam mu, że to nie tak, że 'zrywam' tę znajomość tylko, żeby dał nam czas z oswojeniem się z tym wszystkim, bo sam widzi, że oboje czujemy się chwilami niezręcznie (głównie po seksie). On to odebrał tak, że chcę abyśmy zostali kolegami. Skończyły się smsy i pisanie.
Po paru dniach zaproponowałam mu spotkanie, bo faktycznie takie rzeczy lepiej omówić w cztery oczy. Zgodził się, ale do spotkania nie doszło, gdyż odwołał je argumentując tym, że źle się czuje. Teraz jest podobno na l4 z powodu przeziębienia. Twierdzi, że naprawdę jest chory, ale że chce się ze mną spotkać, spotkanie przełożyliśmy, także zobaczę co dalej. Dodam, że nie pisze do mnie wcale, ale jak ja coś napiszę to zawsze odpisuje i jest miły.
On coś kręci, czy ja za bardzo kombinuję i analizuję i zwyczajnie on się odsunął? Nigdy nie spotkałam faceta, który tak szybko chciałby się w cokolwiek angażować, a jednocześnie po seksie zachowywał się tak dziwnie, niepewnie, jakby emocje nie nadążały za chucią (u mnie nie nadążają). Więc jakoś intuicyjnie doszukuję się podstępu i nieszczerości. Przez 3 lata byłam w związku z facetem, który po seksie (nawet na początku znajomości) od razu się przytulał, mówił jak mu dobrze było, zawsze był chętny aby zostać po wszystkim na noc itp. więc mimochodem nachodzą mnie pewnego rodzaju porównania. Natomiast zdaję sobie sprawę, że mój ex był pewny siebie i otwarty, a ten obecny? No właśnie.. nie wiem na ile jest nieśmiały, a na ile nieszczery.
Wybaczcie przydługi post.