Lata szybko mijały, były wzloty i upadki... były dobre chwile i złe chwile ale się skończyło. Jej miłość topniała nie tylko z czasem ale i z ilością pieniędzy na moim koncie. Gdy się skończyły odeszła do innego.
Nie mogę powiedzieć że do cna była zła. Miała swoje wady i zalety a mając ją w ramionach było mi dobrze. Ładowałem przy niej swoje baterie życiowe...
Ale to się skończyło wraz z końcem pieniędzy. Ona z innym a ja z długami które będę spłacał lata. Srogo się pomyliłem co do niej... ale dam sobie radę... wyjdę na prostą. Muszę... nikt za mnie tego nie zrobi, nikt mnie nie poratuje, nie wyciągnie. Z resztą nie dał bym się. Poniekąd sam siebie oszukałem wierząc w nią i sam muszę z tego doła wyjść.
Tylko ta myśl... Niech mnie ktoś teraz przytuli ![]()
Ech... piszę to sam nie wiem dlaczego... powiedzą że będzie lepiej, że od tego się nie umiera itd... wszystko to wiem... a i tak nie jest łatwo...