Cześć, zalogowałam się tu, bo potrzebuję opinii innych osób.
Na początku wakacji poznałam przez internet P. Dość szybko zaczęliśmy ze sobą flirtować na komunikatorze i po trzech/czterech dniach praktycznie spotkaliśmy się na żywo. P. jest przystojnym chłopakiem, ja atrakcyjną dziewczyną, od razu się sobie spodobaliśmy. Na pierwszym spotkaniu w powietrzu wisiał seks, wspólna ochota na coś więcej. Byliśmy w restauracji, potem w kinie, a na koniec całowaliśmy się. Do seksu nie doszło, bo wolałam z tym poczekać (ale nie po to, żeby przeciągać to w nieskończoność). Spotkaliśmy się następnie na trzeci dzień - był seks, żadne z nas nie chciało czekać. Potem byliśmy cały czas w kontakcie na fejsbuku, spotkaliśmy się jeszcze po raz kolejny, spędziliśmy razem cały dzień łącznie ze wspólną nocą u mnie (seks) i jeszcze dzień następny. P. cały czas był dla mnie miły, mówił, co będziemy robić, gdzie mnie zabierze, co mi pokaże. Wydawało mi się, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
Od początku wiedziałam że P. ma konta na portalach randkowych, bo gdy po raz pierwszy wysłał mi swoje zdjęcie, wrzuciłam je do googla z ciekawości i w ten sposób wyskoczyły mi linki do portali. Uznałam, że to mnie moja sprawa, w końcu nie znamy się dobrze, ma prawo robić co chce. Przez cały czas spotykania się ze mną był na tych kontach aktywny, bo ze zwykłej ludzkiej ciekawości sprawdziłam to. Nie ufałam mu do końca, bo jednak nie lubię tego uczucia bycia tylko jedną z wielu, a przecież nie miałam pewności czy nie spotyka się przypadkiem z innymi dziewczynami. Niestety, mam złe doświadczenie z przeszłości, gdzie mój były chłopak notorycznie mnie okłamywał i zakładał sobie konta na takich portalach, więc automatycznie źle się czułam ze świadomością, że P. robi to samo, choć wiem, że to nie była moja sprawa. Tak czy siak, pewnego dnia przestał być rozmowny zamilkł. Nie odzywał się kilka dni, więc napisałam do niego z pytaniem czy pójdziemy do kina. Odpowiedział mi, że niestety ma teraz trudną sytuację w rodzinie i nie ma takiej możliwości. W między czasie logował się na tych swoich portalach randkowych, więc poczułam się olana. Miałam wrażenie, że mnie zbywa, okłamuje.
Nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale napisałam do niego, że mu nie ufam, że pewnie chodziło mu tylko o seks, a teraz mnie spławia. Wiem, to było głupie i desperackie z mojej strony, ale to z braku zaufania. Odpisał mi, że nie ma ochoty na moje pomówienia i wyjaśnił, że ma bardzo chorą siostrzenicę, której stan się pogorszył i cała jego rodzina łącznie z nim czuwają przy niej i boją się o jej życie. Cóż, było mi głupio. Potem P. ponownie zamilkł. Ja i tak wciąż byłam nieufna - te portale stały sie jakimś moim przekleństwem, w głowie miałam uraz przez byłego, teraz kompletnie nie wierzyłam P. Czułam zawód. Zerwałam kontakt z P. uznając go za zwykłego krętacza.
Przez ponad miesiąc braku kontaktu, gdzie intensywnie myślałam o P., nawet gdy zaczęłam przez ten czas randkować z innymi facetami, których odstawiłam z kwitkiem, postanowiłam odezwać się do P. Coś mi nie dawało spokoju. Pomyślałam sobie, a co jeśli mówił prawdę o siostrzenicy? Co jeśli zawiódł się na mnie, bo mu nie uwierzyłam? Z początku nie reagował ma moje wiadomości. Gdy jednak spróbowałam po raz kolejny, w końcu odpisał. Przeprosiłam go za to, że nie dawałam wiary w jego słowa i poprosiłam o drugą szansę. Wymieniliśmy jeszcze kilka wiadomości, w których była wyczuwalna jego szorstkość i dystans. W końcu jednak się spotkaliśmy. P. jeszcze zanim urwałam z nim kontakt, zgodził się wziąć udział w pewnym moim projekcie, dlatego podczas tego spotkania omówiłam z nim szczegóły tego projektu, bo jak widać nadal wyrażał chęć wzięcia w nim udziału. Projekt jednak był tylko pretekstem z mojej strony, żeby się z nim zobaczyć po długiej przerwie. Podczas tego spotkania poruszyłam temat naszej znajomości. Wyznałam mu, że jeszcze nikt nie wzbudził we mnie takiego zainteresowania i emocji i że chciałbym się z nim nadal spotykać tak jak na początku. On na to odpowiedział, że na ten czas może mi zaoferować co?... przyjaźń... No nie powiem, ukłuło mnie to. W trakcie naszej rozmowy P. zaczął opowiadać mi o swoim biednym życiu, o ojcu alkoholiku, który bił rodzinę, o matce, która opuściła go i jego liczne rodzeństwo, nie interesując się ich losem, o tym jak w wieku 15 lat wyprowadził się z domu, o swoich siostrach, które mają problemy psychiczne... Byłam w szoku. Zrobiło mi się go strasznie szkoda i jednocześnie strasznie głupio w związku z tym co mu pisałam wcześniej (o tym, że mu nie ufam, że mnie oszukuje). Przytuliłam go tego wieczora, posiedzieliśmy jeszcze trochę gadając, a potem poszedł, na odchodne jeszcze raz mówiąc mi o przyjaźni. Zapytałam się go więc, co oznaczały te nasze początki, ten seks, to obiecywanie mi co będziemy razem robić, te czułe słówka, którymi mnie wtedy obdarowywał. Nie dostałam odpowiedzi na te pytania. Powiedziałam mu zatem, że nie wiem, czy zdołam się z nim tylko przyjaźnić, po tym jak się całowaliśmy, jak uprawialiśmy seks, powiedziałam mu, że chciałabym to powtórzyć, jednocześnie poznając go bliżej, ale on mówi, że nie potrafi przewidzieć co będzie i że możemy się poznawać na spokojnie, przyjaźniąc się.
Ta cała sytuacja zabolała mnie, bo gdybym nie odnowiła z nim tego kontaktu, czułabym spokój jak do tej pory, a tak czuję niepokój i niepewność. On mnie nie chce, ok, rozumiem, ale czuję, ze on się na mnie po prost zawiódł, za to co do niego pisałam wcześniej - za te pomówienia, za tę nieufność. Powiedział mi w związku z tym, że jestem straszna... i teraz tak się czuję. Strasznie, bo gdyby nie te wiadomości, kto wie jakby się rozwijała ta znajomość. Oczywiście przyznałam się mu jak mi wstyd i głupio, tym bardziej, gdy usłyszałam tę gorzką historię życia z jego ust i po tym jak na moje pytanie czy dziś jest szczęśliwszy niż kiedyś, odpowiedział ze będzie szczęśliwy dopiero jak otworzy własną firmę (którą ma w planach), ożeni się i będzie miał dziecko. No nic, wzruszyłam się i życzyłam mu powodzenia.
I teraz powiedzcie mi jak to jest. Kiedy jeszcze nie wiedziałam, że P. miał taką trudną przeszłość, miałam go za innego człowieka. Ogólnie sprawia wrażenie chłopaka pewnego siebie, ale zauważyłam, że nie lubi kiedy się go krytykuje, lubi robić wrażenie na innych, być podziwiany. Raz po seksie zapytałam się go ile miał partnerek w życiu, powiedział, ze 5 dziewczyn, z czego z żadną nie był dłużej niż rok, a poza tym podobno miał wiele innych dziewczyn na chwilę. Nie znam go dobrze, nie wiem jaki jest tak naprawdę. Jedyne co mogę o wiem powiedzieć to to, że lubi towarzystwo, jest ekstrawertykiem, trenuje sporty, ma ciężki zawód. Dużo pracuje, jest zaradny i chyba odpowiedzialny.
Powiedzcie mi, czy chłopak odrzuca moją propozycję spotykania się na stopie większej niż koleżeńska, dlatego, że zawiódł się na mnie czy nie jest mną zainteresowany? Pytałam go o to, ale on nie jest zbytnio rozmowny, nie usłyszałam od niego odpowiedzi. Jedyne co mi powiedział to to, że możemy się spotykać i poznawać na spokojnie, że on nie wie sam czego chce na ten moment, że nie potrafi niczego zaplanować, że wszytko się okaże. Czy ma rację? Ja po prostu nie chcę niepotrzebnie cierpieć, nie czuję do niego nic wielkiego, ale wiem, że bardzo mi się podoba i chciałabym go poznawać. Oczywiście powiedziałam mu, że nie chcę się narzucać. Czy ta relacja ma jakieś szanse?
Sory, za długi post.